Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Dziedziniec
Autor Wiadomość
Evelina Everden
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Sty 09, 2011 7:49 pm   

Tak, gdyby tylko mogła i chciała użyłaby tej różdżki, ale po co? Żeby jeszcze bardziej wkurzyć Alberta, a potem mieć do samej siebie pretensje. Schowała jednak różdżkę do kieszeni od jasnych jeansów. Kiwnęła tylko głową, teraz wiedziała że nic jej się nie stanie. Jego słowa są dla niej jak skarb. Gdy tylko chłopak ją przytulił, ona aż zamknęła oczy, a gdy je tylko otworzyła łzy same poleciały. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Już się nie chciała z nim sprzeczać i dała mu wolną rękę, będzie chciał to jej powie nie będzie chciał to jej nie powie. Przez chwilę myślała, czy powiedzieć mu dlaczego ma dzisiaj taki humor i dlaczego jest taka rozkojarzona. Musiała myśleć o Melanie, czy ona daje sobie radę. Zresztą wiedziała że dziewczyna nie siedzi w znanym jej miejscu, pałęta się po szkole, a Ev nie ma zamiaru jej szukać po całej szkole, bo tak zapewne jest. Pewnie znalazła towarzysza, który lepiej ją rozchmurzy niż ona sama. Widząc na przykładzie, ona tylko umie rozłościć ludzi...
Albert stał tak w bezruchu przez długi okres czasu. Nie chciał nic mówić, to nie... Chciała z nim tu spędzać jak najwięcej czasu, ale nie chciała go zatrzymywać. Bez słowa oderwała się od niego, wzięła książkę i odeszła.

zt
 
 
Harry Potter
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Sty 16, 2011 5:06 pm   

Doszli już do dziedzińca. Harry oddychał szybko jakby przebiegł z milę, a pokonali tylko błonia. Co teraz? Gdzie dalej? Skrzydło Szpitalne? Gabinet dyrektora? Pokój Wspólny? Był w ślepym zaułku... zostali rozdzieleni, a on w tej chwili nie miał żadnej możliwości pomóc Meg, dowiedzieć się co z nią... nic... Nie miał nawet swojej różdżki... bajka normalnie...
Zatrzymała się na chwile z dziewczyną obok, musiał złapać oddech nim wejdą do szkoły i ruszą po tych wszystkich schodach. Uwolnił jej szyję od swojego ramienia i oparł dłonie na kolanach. Myślał gorączkowo co powinien zrobić... jak działać, komu powiedzieć, czy szukać Rona i Hermionę, czy od razu iść do Issie... koszmar.
Wstrzymał jednak oddech i serce mu stanęło gdy usłyszał wykrzyczane swoje imię... znajomy głos... tak upragniony przez jego uszy podniósł głowę. Nie mógł się mylić. Ta piękność... Megan!! Nic jej nie było, była w szkole, biegła do niego.
Chłopak nie obejrzał się na siostrę, koślawym biegiem ruszył na spotkanie wybrance swojego serca, o którą się tak bał i na którą jednocześnie był tak wściekły, ale to nic. Ważne, że jej nic nie było.
 
 
Megan Vaye
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Sty 16, 2011 5:18 pm   

Megan przepychała się przez wszystkich uczniów którzy stawali na korytarzu i kierowali się w swoje strony. Ona zaś biegła tylko w jednym wytyczonym przez siebie kierunku. Dziedziniec...Harry... Żył... był tutaj, nie mu nie było. Potrącała każdą osobę która stanęła jej na drodze i nie zważała na to, ze mogła im zrobić krzywdę. Musiała dostać się do Harrego. Musiała... wiedziała,że to właśnie jego widziała na Dziedzińcu... znała jego zapach... te okluary, włosy. To musiał być tylko on.
W końcu znalazła się przed drzwiami szkoły. Pchnęła je najmocniej jak umiała i wyszła na dziedziniec. Zatrzymała się wpatrując sie w osobę którą tak kochała, a którą tak zraniła. Szedł w jej stronę...ona też powoli zaczęła się kierować, póki nie zaczęła biec. Biegła do niego, to był dla niej bieg życia. Tak bardzo się o niego bała a kiedy w końcu była obok niego... rzuciła mu się na szyję
- Harry! - powiedziała cicho przytulając się do niego. Zamknęła oczy. To był naprawdę on... ten zapach... to ciepło jego ciała. To był naprawdę on. Tuliła się mocno do niego nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Stał obok niej...przytulała się mocno do niego. On żył...naprawdę Zył. Chwilę jeszcze go tak przytulała po czym odsunęła się na tyle aby widzieć jego twarz.
Jej zimne palce zaczęły dotykać jego policzków czoła , warg... to był naprawdę on. W jej oczach można było zobaczyć ból, radość... oraz coś na wzór łez. Ah gdyby mogła płakać. Drżała cała.
- Harry... Harry... - szeptała jego imię - Tak bardzo przepraszam... to wszystko moja wina... Harry, tak bardzo przepraszam... Wiedziałam, że powinnam wcześniej z tobą porozmawiać, ale nie sądziłam, że to pułapka. Powinnam zniszczyć ten medalik. Tak bardzo cię przepraszam...mogłeś tam zginąć... Harry... tak bardzo przepraszam - mówiła , chcąc go pocałować.. zatracić się w tym, ale wiedziała, że nie ma prawa... wiedziała, że nie może tego zrobi. Więc stała i dotykała jego twarzy..
 
 
Harry Potter
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Sty 16, 2011 5:30 pm   

On czuł dokładnie to samo, niedowierzanie i radość. To była ona. Cała i zdrowa, tylko co tu robiła? Jak?! To później, jak będą w stanie porozmawiać. Teraz musiał się nią nacieszyć, uwierzyć swoim oczom i reszcie zmysłów, które przesyłały do jego obolałego mózgu informacje, że to jego Megan, jego wampirzyca, jego miłość.Uściskał ją, nie chciał puścić. Tulił mocno tak jak i ona. Nie płakał, choć oczy mu się szkliły, na szloch nie miał już siły, z resztą nie miał już też powodu, byli razem już w bezpiecznym miejscu, w Hogwarcie, gdzie ich wrogiem był Malfoy, ale on się nie liczył!
-Megan... och Megan - Powtarzał tuląc ją do siebie i za ciągając się zapachem jej włosów.
Kiedy odsunęli się od siebie, tak by mogli spojrzeć sobie w twarz uśmiechał się. Szczerzył wręcz błądząc dziko oczami po jej pięknej, idealnej twarzy. Zapomniał o świecie, że obok stoi dziewczyna podająca się za jego siostrę, że ze szkoły zaraz może wysypać się masa gapiów... nic się nie liczyło, nic! NIC! tylko Megan. Chciał powiedzieć, żeby się uspokoiła, że on się nie gniewa, że chce poznać tylko prawdę, że jest dobrze, że wciąż ją kocha, ale stwierdził, że słowa to za mało. Że to jej nie przekona. Zrobił więc coś innego. Chwycił jej dłonie, żeby je uspokoić i opuścił na dół, potem jedną dłoń położył jej na policzku, patrząc na nią z wytęsknieniem, drugą wplótł jej z tyłu we włosy... to nic, że cała szkoła mogła to widzieć, że obrazy o niczym innym nie będą rozmawiać, że zieloni będą mieli temat docinków, że fama pójdzie na cały zamek. Miał to gdzieś. Mógł go oglądać teraz nawet cały czarodziejski świat. Sam Voldemort, by szlag go trafił, bo on i Megan są bezpieczni i szczęśliwi, że nic mu nie poszło.
Pocałował ją i nie odrywał się od jej ust. Chciał tak zostać. Całował głęboko, zachłannie, namiętnie, ta chwila musiała trwać!!
 
 
Megan Vaye
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Sty 16, 2011 5:52 pm   

On tu był...naprawdę był obok niej. Przytulał ją mocno. Czuła jak jego ramiona ją obejmują. Czuła jego piękny zapach...ciepło jego ciała. To nie była iluzja, to była prawda. Patrzyła na niego. To był jej cały świat, jej cały świat który wrócił do swojego dawnego stanu. Drżała cała ze szczęścia, nadal ze strachu, z głodu którego najmniej teraz odczuwała , oraz, że jest tutaj... przy niej. Jej ukochany Harry. Jej cały świat.
Jej imię w jego ustach brzmiało tak pięknie, że łza jej się zakręciła w oku. On naprawdę też za nią tęsknił. Naprawdę się cieszył na jej widok. Spojrzała na niego jak chwyta ją za ręce i patrzy jakby była dla niego całym światem... on dla niej był... miała takie same myśli jak on. Mało ją obchodziło kto teraz na nich patrzy. Ślizgoni, obrazy, nauczyciele, Irytek...nawet Voldemort... a niech patrzą, niech widza ich radość. Tak ... niech cały świat magiczny zobaczy ich radość z ponownego spotkania. Myślała, że to było całe wieki, a to było tylko kilka godzin. Kilka godzin pogrążonych w strachu i bólu. Ale teraz to nie było ważne, nie było ważne, bo on stał obok niej...
Położył jej dłoń na policzku, a ona przymknęła oczy czując radość z tej delikatnej pieszczoty. Niemal wtuliła się w jego dłoń. Otworzyła znowu oczy i popatrzyła na niego. Czuła jak jego dłoń wplata się w jej włosy.
Pocałował ją.
Czuła się jak ciepło ogarnia całe jej ciało. Oddała nachalnie niemal pocałunek. Tak bardzo go kochała... oddawała jego pocałunki namiętnie.. szybko, zachłanie jakby zaraz miał się skończyć świat. Jej dłonie znalazły się na jego szyi aby go przybliżyć bardziej do niej. Nic więcej się nie liczyło...tylko on... jej Harry
 
 
Marcus Luckgood
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Sty 17, 2011 12:25 am   

Dobrze wiedział gdzie teraz musi się udać. W końcu został wtajemniczony nieco w sprawy, które być może nie powinny zostać wyjawione dla jego uszu ale skoro już je poznał to teraz tak łatwo nie da za wygraną i pójdzie porozmawiać z Harrym i Megan. Tylko gdzie oni mogą teraz być.? Ach tak! Przecież Megan coś tam krzyczała, że Harry jest na Błoniach czy gdzieś tam. Skierował się więc w pierwszej chwili w owe miejsce. Szedł powoli, bo skoro Potter znalazł się już na terrytorium Hogwartu to nie było aż takiej potrzeby pośpiechu choć miał nieodpartą ochotę usłyszenia całej historii z ust samego Gryfona. Dotarł na Błonia jednak tam nie znalazł ani panny Vaye ani Harrego. Było tam wielu Gryfonów jednak żaden z nich nie przypominał rysopisu tych dwoje. Pewnie gdzieś się teraz zaszyli w samotności i oddają sobie ten czas, który stracili przez całe to porwanie. Wyśle im najwyżej potem sowę, że czeka na nich w gabinecie. Ot tak postanowił więc przejść się przez dziedziniec szkoły skoro jego misja się zakończyła zanim jeszcze tak naprawdę się zaczęła na dobre. I wtedy jego oczom ukazał się oczekiwany widok. Megan i Harry..poszukiwani Gryfoni.. całowali się, tulili i oddawali namiętnościom. Trudno się im dziwić skoro nie widzieli się zapewnie przez długi czas. Chwilę tak popatrzył na nich, bo taki obrazek to skarb, który sprawiał radość w sercu. Młodzi wpatrywali się w siebie wzrokiem zakochanych. Miało dojść do następnego pocałunku jednak nauczyciel głośno chrząknął, a wtedy oni podskoczyli oboje do góry. Pewnie trochę byli zniesmaczeni tą przerwą w czułościach. Marcus zaczął mówić.
- Wybaczcie, że przeszkadzam. Ciesze się panie Potter, że jest pan cały i zdrów – uśmiechnął się do Harrego i spojrzał na Megan. Zamilkł na jakąś minutę, a potem znów otworzył usta by coś powiedzieć.
- To witajcie się teraz jak najczulej, a potem oczekuję was oboje i pana Jenkinsa w swoim gabinecie. Mamy do pogadania. Do zobaczenia Megan i Harry – pożegnał się z uczniami obdarzając ich uśmiechem, a następnie skierował się do swojego gabinetu. Był rad, że Harremu nic nie jest.


<zt>
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Sty 17, 2011 10:32 am   

Issie wyszła na Dziedziniec płacząc. Nie były to łzy rozpaczy, czy szloch. Nie, z jej ust nie wydobywał się najcichszy nawet dźwięk, zbyt mocno były zaciśnięte. Bolało. Bolało okropnie i to właśnie ten ból wyciskał jej łzy z oczu. Nigdy jeszcze do tej pory nie czuła takiego bólu, zadawanego jej przez wilka. Właściwie miała wrażenie, że stwór wydziera sobie pazurami drogę w jej brzuchu na wolność. Znajdowała się w cieniu kolumn, tak że jedyną osobą która mogła ją wyczuć była Megan. Issie chciała iść dalej. Musiała iść dalej. Do Zakazanego Lasu. Ale wtedy zobaczyła ICH. Zobaczyła Harry'ego i Megan. Zobaczyła jak się całują. Targnął nią taki spazm bólu, że nie mogła utrzymać się na nogach i upadła. Pachnieli... Pachnieli... To było mięso... Świeże, pożywne... Dobre mięsko... I wampir! Wampir na jej terenie! Trzeba go było zlikwidować! To mięso należało do niej, a nie do wampira! To mięso... Harry... Te pyszne kawałki ciepłego męska. Nie wiedziała czyje są to myśli - jej czy wilczycy. Czuła, jak jej paznokcie stają się dłuższe, jak jej uszy przesuwają się nieco ku górze. Ale była silniejsza. Nie była to jeszcze do końca pełnia, więc była w stanie powtrzymać jeszcze wilczycę. Odwróciła zmiany w swoim wyglądzie, poza oczami dzięki którym dużo lepiej widziała. Podniosła się i powoli zaczęła się przesuwać, pilnując by pozostać w cieniu. Miała nadzieję, że kuzynka wyczuje w jakim jest stanie i nie spróbuje jej teraz niepokoić. W połowie drogi zatrzymała się i opadła ciężko na kamienną ławę. Nie była w stanie iść dalej. Ból na przemian słabł i powracał. Metodycznymi falami. Pierwszy raz w życiu powstrzymywała wilka. A może nie powinna? Siedziała jednak i czekała. Nie wiedziała kogo zaatakowałaby wilczyca w pierwszej kolejności. Pal licho jeśli to miałaby być Megan. Ona sobie z nią poradzi. Ale jeśli to miałby być Harry, lub ta druga dziewczyna... Meggie mogłaby nie zdążyć na czas z pomocą. Oddychała powoli i ciężko.
 
 
Diana McCorin
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Sty 17, 2011 5:49 pm   

Gdy doszli na dziedziniec Harry przystanął, zeby trochę odpocząć. Nagle, nie wiadomo skąd na plac wpadła jakaś dziewczyna i prawie że rzuciła się na chłopaka. Diana już chciała jej powiedzieć, zeby troche uważała, gdy zauważyła, ze harry sam ją do siebie tuli. Wtedy zrozumiała...
To musi byc ta wampirzyca... Megan... Dobra, niech się przywitaja, nie bede im przeszkadzać, byle szybko, bo Harry ledwo się trzyie na nogach...
Nagle zaczęli się całować, na co Diana odwrociła głowę. Gdy zakochanej parze przerwał nauczyciel, była nawet szczęśliwa, bo nie za bardzo jej pasowało, ze ta panienka (no nie powiem Diana nie była do niej zbyt mile nastawiona po tym co powiedział jej Ron) obściskuje się z Harrym i nawet nie da mu dojść do skrzydła zpitalnego. Gdy profesor odszedł sama do nih podeszła.
-Ekhem... Przepraszam... Ty jesteś Megan, tak?- spytała najmilej jak potrafiła.- Może dość tych czułości na razie, co? Ja rozumiem, ze się za sobą stęskniliście i w ogóle, ze Harry ledwo trzyma się na nogach. Moze więc pomożesz mi go zaprowadzić do skrzydła szpitalnego, co? Tam będziecie mieli trochę więcej prywatności...
Powiedziała uwarznie przyglądając sie bratu.
 
 
Harry Potter
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Sty 17, 2011 6:09 pm   

Działo się, oj działo. Harry za nic nie chciał oderwać się od Megan. Czekająca ich rozmowa należeć do łatwych na pewno nie będzie. Dlatego trzymał ją w tym uścisku i całował, jakby za chwile miał się skończyć świat.
W przenośni rzec można, że się skończył, bo te chwile zakłócił nauczyciel, historii magi. Harry oderwał się od Meg trzymając ją jednak kurczowo za rękę spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się blado. Na jego słowa kiwnął głową. Wiedział? Należy do Zakonu... no tak, przecież on tu jest najmniej poinformowaną osobą, to co się dziwić. Odprowadził nauczyciela wzrokiem i przeniósł wzrok na siostrę, która też zabrała głos. -Rany... co tu się działo jak mnie nie było... - jęknął, bo każdy w koło naprawdę zdawał się więcej wiedzieć niż Harry, a chłopaka to irytowało.
-Dobra... chodźcie do tego Skrzydła Szpitalnego, bo jak Snape na mnie wsiądzie, że tu sterczę jeszcze, to dopiero będzie. - westchnął zgryźliwie i wciąż trzymając Meg za rękę ruszył w stronę zamku. -Macie mi wiele do wyjaśnienia. Obie. - Mruknęła zerkając na małą kopię jego matki. Issie oczywiście nie zauważył. Był zbyt pochłonięty Meg i zbyt zmęczony by rejestrować takie fakty, do tego Iss widocznie nie chciała być zauważona...
Serce chłopaka wariowało z radości i podniecenia. Był cały, Meg też... szczęście w nieszczęściu. Brakowało tylko kompletnej historii która pokaże mu co się tak właściwie stało.
 
 
Megan Vaye
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Sty 17, 2011 7:33 pm   

Czemu zawsze gdy tylko wracało do niej szczęśćie ktoś musiał jej to odebrać. Chciała zostać przy Harrym....chciała go nadal całować, czuć ciepło i smak jego ust na swoich. Chciała stać i być przez niego przytulana, nie chciała nigdzie odchodzić, a każda osoba która by im przeszkodziła została by ofiara jej kłów. Przyćmione zmysły przez radość i szczęście nie zarejestrowały faktu, że do nich zbliża się nauczyciel. Więc kiedy odchrząknął Megan spojrzała na Niego. Dobrze, że powstrzymała warknięcie, ach... na nauczyciela rzucić się nie mogła, a bądź co bądź ten chciał jej pomóc. Nicholas też... będzie musiała mu podziękować i porozmawiać z nim na temat pewnego jej upośledzenia, jeśli tak można było nazwać wampiryzm. Kiwnęła głową w stronę nauczyciela i już miała na nowo zacząć pocałunki z Harrym kiedy wtrąciła się ta dziewczyna. Spojrzała na nią, choć nie chciała tego zrobić, to morderczym spojrzeniem. Czy nie mogła dać im chwili spokoju? Jeszcze parę godzin temu Harry był przygotowany na pewną śmierć i to z winy Megan. Mieli prawo do odpoczynku i nacieszenia się sobą. Ale się jakoś uspokoiła. Pocałowała go jeszcze ostatni raz i chwyciła go mocno za rękę. Bądź co bądź miała rację, Skrzydło Szpitalne było następnym przystankiem chłopaka.
- Kocham Cię - jeszcze szepnęła po czym skierowała się za nim do Skrzydła Szpitalnego.
Tak tak tak...chciało by się. Wyczuła od razu swoją kuzynkę. Skierowała swój wzrok w tamtą stronę, a potem w górę. Prawie pełnia... musiała udać się do Zakazanego Lasu. Megan wiedziała, że wilkołaki i wampiry to naturalni wrogowie, ale nie mogła jej teraz zostawić samej... nie tylko ze względu na nią samą, ale też na innych uczniów. Staneła puszczając dłoń Harrego po czym powiedziała do dwójki
- Idźcie... ja muszę coś załatwić... - odparła po czym pokazała Harremu na niebo a potem w bok. Powinien zrozumieć, że zbliża się pełnia, jeśli Issie z nim na ten temat rozmawiała to wiedział, że musi Megan jej pomóc, aby nie zrobiła sobie krzywdy jak i komuś innemu. Jeszcze podeszła do niego i podała mu jego różdżkę, a raczej schowała mu do tylnej kieszeni jego spodni i jeszcze go pocałowała. - Masz mi leżeć w łóżku Szpitalnym dopóki nie dołączę...
Dopiero gdy oboje odeszli Megan podeszła do Issie na bezpieczną odległość nie chciała rozdraźnić wilkołaka który w niej był, dlatego musiała być ostrożna. Wiedziała, ze jeszcze nie ma pełni dlatego miała nadzieje, że choć trochę ma jeszcze w sobie tą dawną Issie.
- Musisz się udać do Zakazanego Lasu Issie...
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Sty 17, 2011 8:41 pm   

Isabelle wiedziała, że Megan ją wyczuje. Wiedziała, że ją czuje. Wiedziała to również wilczyca i w nagrodę poczęstowała swoją "nosicielkę" falą bólu, tak mocnego, że Isabelle zgięła się w pół. Oddychała szybko i spazmatycznie, nie upadła jednak. Zacisnęła zęby i podniosła się. Odchodzili. Widziała jak Harry i ta gryfonka w jej wieku kierując się do zamku. Ale Megan nadal stałą w miejscu i jakby na coś czekała. Na nią. Isabelle pokręciła głową. Nie chciała Megan. Nie potrzebowała jej pomocy. Krukonka wstała i ruszyłą w stronę wyjścia, zupełnie ignorując wampirzycę. Jeszcze tego by jej brakowało, wampira na straży jej bezpieczeństwa. A jednak... Nie byłaby sama. Mimo wszystko wilk nie zaakceptowałby wampirzycy jako towarzyszki. Wyłoniła się z cienia tuż przy przejściu na błonia. Spojrzała na Megan.
- Wiem, że muszę. Idź już do swojego kochasia. Znaczy... Do Wybrańca. Opiekuj się nim, bo jeszcze mogłoby się okazać, że w szkole jest szpieg. - ostrzegła ją. Nie wiedziała czemu tak mówi. Może, żeby wzrócić na siebie uwagę? Albo raczej po to, żeby mieli się bardziej na baczności.
Potem odeszła.
<z/t>
 
 
Diana McCorin
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Sty 18, 2011 6:17 pm   

Gdy Harry puścił w końcu swoją ukochaną Diana spowrotem zarzuciła sobie jego ramię na szyję. Gdy chciał jednak wziąć ramię przytrzymała go.
-Słuchaj harry, wiem, ze te czułości dały ci kopa, ale to tylko chwilowe... po schodach nie dasz rady wejść... uwierz...- powiedziała obejmując go w pasie, zeby jej sie nie przewrócił. Megan dalej trzymała go za rękę, jedan po chwili ją puściła.
-Ok...- mruknęła gdy dziewczyna oświedczyła, ze dołaczy później. Diana oczywiście nic nie zrozumiała ze znaków, które wampirzyca przesłała jej bratu, ale mało ją to w tej chwili obchodziło. Poprawiła sobie chwyt Harrego i ruszyła z nim do Skrzydła Szpitalnego.
 
 
Megan Vaye
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Sty 19, 2011 7:04 pm   

Megan nie podobało się to jak Issie na nią patrzyła. Nie podobały jej się słowa kuzynki. Nawet bardzo się nie podobały. To tak jakby....mówiła o sobie? Spojrzała na Krukonkę kątem oka gdy ta zaczęła odchodzić. Megan już nie wiedziała kim tak naprawdę jest jej kuzynka. Przyjacielem czy wrogiem... a może i kimś pośrodku? Jej postawa i sposób bycia, ale też ostatnie słowa robiły mętlik w głowie wampirzycy.
Wiedziała też jedno, nie wolno zostawiać od tak wilkołaczki na terenie Hogwartu gdzie znajduje się pełno uczniów. Jeszcze kogoś spisze na podobny sobie los, a tego nie chciała. Wiedziała jak to jest być odmieńcem, i wiedziała, że nie życzy tego nikomu. A Issie może to zrobić bezwiednie i wtedy będzie tego żałować. Musiała dopilnować czy Issie dotarła do Lasu... ruszyła za nią nie bacząc na to co może jej się stać.
<NMM>
 
 
Hanna Slyta
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Sty 19, 2011 9:46 pm   

Hanna przechadzała sobie po dziedzińcu. Mogła tylko obserwować innych i czuć zapach natury. Nagle ujrzała Harry'ego i jakąś gryfonkę, która mu pomaga jego nieść. Spojrzała tylko na nich, po czym ruszyła dalej, aż wyszła z zamku.
z/t
 
 
Harry Potter
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Sty 21, 2011 7:32 pm   

Harry odprowadził Meg wzrokiem. -Jak zaraz nie wrócisz, to idę po Ciebie! - Zawołał za nią wiedząc, że usłyszy. Niech się nie naraża, nie teraz, kiedy wrócili cali do zamku.
Chłopak odzyskanie różdżki odebrał bardzo dobrze, gigantyczny ciężar spadł mu z serca... odzyskał swoją jedyną w swoim rodzaju osłonę. Ten kijek, to dziwne połączenie kijków jego i Voldemorta uratowało mu życie rok temu, a teraz miał je ponownie. Poczuł się taki lekki i szcześliwy.
dał się siostrze poprowadzić do zamku. Nie oponował, choć spotkanie Meg dodało mu takich skrzydeł, że do Skrzydła Szpitalnego mógłby pobiec sprintem!

<zt ja i Diana>

//sorry za zwłokę i długość posta... nie ogarniam...//
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 1,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9