Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Korytarz z widokiem na jezioro
Autor Wiadomość
Yelena Kiryllow
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 6:03 pm   

Jamesa dojrzała na schodach w drodze do gabinetu dyrektora. Potem zniknął jej, by pojawić się kilka pięter wyżej. Maruder z Sali Śmierci musiał znać kilka tajnych przejść, o których Lena niestety nie miała bladego pojęcia. Wyglądał jednak tak samo mizernie jak w momencie kiedy ostatnio go widziała. Dogoniła go dopiero na jednym z korytarzy i to nie bez wysiłku, co starała się ukryć. Stał tocząc chyba wewnętrzną walkę.
– Jak na wykrwawiającego się krukona, szybki jesteś. - rzuciła złośliwie – Nikt Cię nie nauczył, że miejsce rannych jest w szpitalu? Czy może Twojej przebrzmiałej dumy nie da się tam upchać. - ton miała żartobliwy i pozbawiony drwiny, co u ślizgonów było rzadkością. No ale Lena nie byłą zwykłą ślizgonką. Dziewczyna uśmiechnęła się przekornie, ale jej uśmiech miał szansę przykuć spojrzenie chłopaka. Ba miał szansę wbić w podłogę każdego osobnika płci męskiej, o ile ten nie był ślepcem.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 6:15 pm   

James nie był ślepy. Ba nawet jak na Krukona bywał bardzo spostrzegawczy, ale jednak nie zmieniało to fakt, że w pierwszej chwili doznał prawdziwego szoku. Odwrócił się momentalnie z różdżką w ręce, jednak osoba którą ujrzał nie skłoniła go do użycia jakiegokolwiek zaklęcia.
-To TY ?! -wydusił, czując jak robi mu się gorąco. Już sam nie wiedział o chodzi z tymi lekkimi zawrotami w głowie, ale był pewny, że nagłe pojawienie się Leny, miało z tym wiele wspólnego.
-Myślałem, że to było moje przywidzenie tam. Nikt się nie dziwił Nią. A ja ... no właśnie, co ja myślałem ? -widać nowy nabytek Ślizgonów wcale nie ułatwił Jamesowi życia, dokładając kolejną rozterkę do wielkiego wora zwątpienia i niepewności.
-To nie do wiary. -mruknął w końcu, przykładając sobie rękę z różdżką do czoła i pocierając je intensywnie zaczął kręcić lekko głową na boki. Fakt, wydostał się ze skrzydła szpitalnego, ale skoro uczynił to tak wprawnie, a teraz znów spotkać tę osobę na pustym korytarzu, mogło świadczyć jedynie o tym, że wciąż śni. Aż strach było jednak pomyśleć co ujrzałby, gdyby teraz się ocknął.
-Poza tym nie Twoja sprawa co robię i co Ty właściwie ciągle tak z tą ... -zaczął, ale chyba podłapał lekki to po ów uśmiechu skierowanym w jego stronę. Wystarczyło to aby się porządnie zmieszał i zamknął na moment.
-Przepraszam, ale muszę się o coś zapytać, bo inaczej będę tego potem żałować. Co Ty właściwie robisz w Hogwarcie ?! -jego ton był z goła inny od wcześniejszej zniecierpliwionej reakcji, ale jednak nadal wyrażał wielkie zdumienie i duże pokłady niedowierzania. Gdyby tylko biedna Lena wiedziała, że James ma ją za twór własnej wyobraźni, będący efektem śpiączki, czy jakiegoś dziwnego zaklęcia.
 
 
Yelena Kiryllow
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 6:25 pm   

Chłopak był zabawny, z tym całym ładunkiem złości i utajonego buntu. Wyglądał jak słodki szczeniak, którego ktoś powinien przytulić, nie... szczeniak to było złe porównanie, choć szczekał całkiem nieźle. Dziewczyna przewróciła teatralnie swymi turkusowymi oczami i posłała w jego kierunku kolejną podszytą ironią uwagę.
– Pilnuję, żebyś się bardziej nie poturbował. Może być? - pytanie, a może stwierdzenie. Czymkolwiek było dziewczyna przejawiała coś pomiędzy naganą, a żartem i trudno było ocenić czy to troska, czy może bawi się z nim w kotka i myszkę.
– Już raz ci mówiłam, żebyś nie machał tak tym 'kijkiem', bo jeszcze w tych majakach zrobisz komuś kuku. Paniał?
Pytanie było czysto retoryczne. Lena odgarnęła burzę włosów i spojrzała na chłopaka zalotnie, co miał nieco go ostudzić.
– A teraz bądź może grzecznym chłopcem James i daj się odstawić na spoczynek. Tylko to może cię teraz uratować, bo te emocjonalne uniesienia ci nie służą. - mówiła jakby znali się od lat, a przecież tak nie było. Bawiło ją to, bo chłopak zachowywał się jakby ktoś wrzucił go w niezrozumiały dlań wir wydarzeń.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 6:43 pm   

Czy mogło być ? Nie nie mogło. Krukon z każdą chwilą czuł się gorzej nie tylko z powodu swojego ciała, ale i umysłu. Wplatanie rosyjskich słów też nie ułatwiało mu odnalezienia się w tej sytuacji.
-To tylko złudzenie. -wyszeptał i korzystając z osłaniania sobie twarzy ręką, zamknął na moment oczy i policzył szybko do dziesięciu. Gdy jednak spojrzał przed siebie nic się nie zmieniło. Może prócz tego, że zrobiło mu się niedobrze. Powstrzymał się jednak od jeszcze większego pogorszenia tej niewiarygodnej dla niego sceny.
-To chore. -rzucił w totalnej rozpaczy, bo nawet nie miał siły się kłócić z Leną, której jednak nadal nie uważał za osobę realną. Ostatecznie jednak powiedzenie Jej tego byłoby na tyle ryzykowne, że naprawdę mógłby skończyć jakby oberwał confundusem.
Gdy jednak Lena przeszła od zgryźliwych odpowiedzi do sugestii, czy wręcz rozkazu, zmieszanie Jamesa ustąpiło nowej fali niezadowolenia. Dostrzegł też, że dziewczyna ma na sobie szatę Slytherinu.
-To na pewno jakieś majaki. Niby co robiłaby najpierw tam, a teraz tutaj w szacie Hogwartu ? To nie ma sensu. -pomyślał, a jednak i to nie wystarczyło, aby odważnie krzyknął w Jej stronę "jesteś wytworem mojej wyobraźni". Całe szczęście.
-Co Cię obchodzę. Nie znam Cię, a gdyby nie Dumbledore nie wiedziałabyś nawet jak mam na imię. -wypalił w końcu ujawniając po części jedną ze swych cech. W im większej presji James działał, tym lepiej wychodziło mu błyskawiczne myślenie. Niemal doskonale wyłapał z wiru barw i wydarzeń moment w których Lena mogła poznać jego imię, jakby tylko czekał na moment zdemaskowania całej sytuacji.
-Po prostu błagam. Daj mi spokój. -dodał po chwili już, bo wszystko wskazywało na to, że Lena istnieje tylko w jego głowie. Po porwaniu Emmy znalazł się nawet powód, dla którego uczennica Durmstrangu pojawiła się przed nim w szacie Ślizgonki.
-Jesteś iluzją. Tworem mojej wyobraźni i tyle. -wyszeptał w końcu całkowicie bezsilny, jakby to jedno zdanie mogło rozwiązać wszelkie problemy. Lena jednak nadal stała przed nim, a gdy tak czekał na jakąkolwiek reakcję po demaskacji prawdy, czuł jak robi mu się gorąco. Skoro dziewczyna nie zniknęła, to mogło znaczyć tylko jedno. Była prawdziwa, a on James Vernette właśnie powiedział coś, za co sam siebie palnąłby w łepetynę z siłą rozpędzonego Rogogona.
 
 
Yelena Kiryllow
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 7:01 pm   

Twarz Leny pozostała niezmieniona gdy chłopak wypalał kolejne uwagi, choć dość dobrze słyszała jego pierwszy szept. Kiwała tylko głową potakująco, jak to czyniła gdy ojciec gadał o dyrdymałach.
– No w sumie masz rację... co mnie obchodzisz... mogę równie dobrze poczekać, aż za kilka kroków zwalisz się z nóg i wtedy nie wiem czy moja propozycja będzie aktualna. - wcięła mu się w zdanie, mówiąc jakby do siebie samej, a jej dłoń przybrała 'kształt dzióbka', który jak chłopak paplał sobie a muzom.
– Masz tylko mdłości, zawroty głowy i jeszcze niedawno zdobiłeś krwią całą okolicę co ja nędzna mara senna mogę o tym wiedzieć. - podchwyciła temat z ironią godną zawodowego komika kabaretowego. Jej brwi uniosły się znacząco wraz z niewypałem Jamesa i Lena roześmiała się serdecznym, dźwięcznym śmiechem.
– Problemy z głową... wyglądasz jakby krew ci z mózgu odpływała. Może skończymy tę wymianę uprzejmości i podamy sobie rączki na zgodę? Bo większego błazna chyba nie zamierzasz z siebie robić, co ? - jej ton stawał się powoli ugodowy, choć słowa jeszcze docinały do żywego. Tyle, że dziewczyna miała rację w przeciwieństwie do większości idiotów z jej domu, mających na celu tylko puste docinki bez krzty rezonu.
- A może nadal wątpisz w moją cielesność i potrzebujesz dodatkowych dowodów - spytała zbliżając się do chłopaka niebezpiecznie blisko, a jej gos stał się matowy.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 7:16 pm   

-To nie moja krew. -skwitował wyraźnie przybity do żywego. Sam nie wiedział dlaczego jeszcze stoi w miejscu i się tłumaczy. Już sama ta świadomość wołała o pomstę do nieba z hasłem "idiota". A jednak dawał się dalej prowokować.
-Daruj sobie, dobra ? Nie obchodzi mnie za kogo mnie masz, ani kim ... -i urwał nie dodając już słowa "jesteś", bo faktycznie Lena zrobiła coś, co zachwiało równowagą sił w ich dyskusji. Widząc niemal każdy cal Jej twarzy poczuł jak płonie. Miał jednak na tyle przyzwoitości, że zamknął oczy i cofnął się, co w obecnym stanie rzeczy, doprowadził go pod ścianę.
-Choć raz nie runąłem po potknięciu się o szatę. -pomyślał i odetchnął z lekką ulgą, choć był to jednak stan jedynie przejściowy. Nadal bowiem znajdował się w bardzo dziwnym, jeśli nie tragicznym położeniu.
-Czego chcesz ? -powtórzył chłodno, składając ręce na chudej klacie z miną wyrażającą jak miał nadzieję wielką powagę. Sądząc jednak po głowie jakim zapytał, musiał jednak budzić coraz więcej drwiny.
-Więc ? -dodał na zachętę, niejako stojąc groźnie i poważnie, a różdżka w jego ręce zadrgała lekko w owym buntowniczym splocie. Za wszelką cenę chciał odzyskać choć trochę z tego lichego autorytetu, jakim mógł się poszczycić w Szkole. Ostatecznie jednak nawet największe pokłady jego wiedzy na niewiele się zdawały w tego typu sytuacjach. Nawet z Emmą nigdy nie nauczył się normalnie rozmawiać. Nigdy też nie był z nikim do końca szczery.
 
 
Yelena Kiryllow
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 7:28 pm   

Dziewczyna obserwowała go z niejaką satysfakcją. Na co dzień nie była potworem, ale gdy mężczyzna dawał tak idealne sygnały jak James budziła się w niej krew matki.
– Ojej... - szepnęła łagodnie, gdy chłopak znalazł się w pułapce bez wyjścia i postąpiła krok naprzód tak, że miał wrażenie że zaraz na niego wpadnie. Zamiast tego Lena otarła się o niego jedynie, szepcząc mu prosto do ucha, a ich policzki niemal się zetknęły.
– Nie prowokuj mnie Krukonie... - po czym równie szybko wykonała obrót i jakby od niechcenia dodała – Chcę wiedzieć czy ujęli Bellatrix, czy może mam już pisać do rodziny z prośbą o przygotowanie dla mnie trumny... Ale ty pewnie nic nie wiesz... - mówiła to tak lekko, tak spokojnie jakby to był doskonały dowcip. Gdy dziewczyna przeniosła z powrotem wzrok na chłopaka był w nim jakiś ogień.
– Więc może powiesz mi w co wplątałam się udzielając wam pomocy. Bo ślizgonów nie zapytam... - szepnęła wyzywająco. Ściszyła głos nie dla podrywu, o nie sytuacja była poważna i Lena o tym wiedziała. Teraz trzeba było zadbać o siebie, a tylko osoby, które były na miejscu mogły jej w tym pomóc. Ściany natomiast mogły mieć uszy i to nie tylko w postaci portretów na ścianach.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 7:56 pm   

James nie musiał być mistrzem podrywu aby wiedzieć co robi Lena. Niemniej zadrżał lekko słysząc ów szept, a nogi zrobiły mu się miękkie niczym z waty. Nic nie powiedział. Skoro miał mówić to musiał się najpierw odsunąć. Zwiększyć do niej dystans, niezależnie od tego jak ładna była, nie mógł pozwolić na to, aby bawiła się kosztem jego słabego charakteru.
-Prowokować ? I kto to mówi ? -prychnął bardziej zły na siebie niż na Lenę. Ona po prostu wykorzystywała jedną z licznych słabości Jamesa. On natomiast wciąż miał za bardzo rozbudowane poczucie winy wobec wszystkiego.
-Nie wiem co zrobiłaś i mało mnie to obchodzi. Nadal Ci nie ufam, rozumiesz ? -a jednak to powiedział, choć jeszcze w tej samej chwili zakręciło mu się tak, że znów oparł się o ścianę, odchylając głowę do tyłu. Spoglądając na sufit miał nadzieję, że ten przestanie wirować mu w oczach, podobnie jak wszystko inne. Miał nadzieję, że to minie. Nienawidził tej tępej niemocy i mętliku w głowie, gdy niemal każde kolejne zdanie było niczym chwytanie się brzytwy.
-Bellatrix nie ujęli. Po tym jak kazano nam się wycofać z pierwszej sali, ktoś inny się z Nią pojedynkował. Potem nie wiem. -wyszeptał, choć wyraźnie mówił to wszystko bardzo niechętnie. Poza jednym drobnym szczegółem powiedział wszystko.
-Wydaje mi się, że uciekła dalej. Nie było jej wśród związanych. -dodał i otarł oczy po czym zerknął na Lenę. Domyślał się, że nie wygląda dobrze w postrzępionej i poplamionej szacie. Naturalna bladość też nie dodawała mu życia.
-Zadowolona ? -zapytał na koniec tonem jakby się poddał. Ostatecznie nie powiedział jednak niczego, co było ważne. W sumie kwestia faktu, że poleciał tam z misją ratunkową teraz też była godna wyśmiania, skoro to oni potrzebowali ratunku.
 
 
Yelena Kiryllow
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 8:23 pm   

Nie było co udawać, bo i przed kim. Nikt ich tu nie widział, a Lena i tak mogła się wszystkiego wyprzeć. Zamknęła oczy odwracając się do niego tyłem i potarła strapione czoło dłonią.
Co teraz? Cholera... – myśli płynęły wolno nie znajdując oparcia w faktach i informacjach.
Gdy ponownie się odezwała mówiła nieco za wolno, jak na jej energiczną postawę, głos miała smutny i strapiony – No tak, to ja ostatnia z nią walczyłam... i biorąc pod uwagę, że została ośmieszona i bez różdżki raczej mi tego nie daruje.
To była szczera prawda, tylko czy Lenie udałoby się powtórzyć ten manewr? Oczywiście, że nie. Wtedy na jej korzyść działał element zaskoczenia i błyskotliwe myślenie. W bezpośrednim starciu nie miała szans przeciwko doskonale wyszkolonej śmierciożerczyni. Nie miała tu też w nikim oparcia, co było widać.
– Szczerze nie interesuje mnie czy mi ufasz. Teraz myślę jak mam ocalić skórę.
Opadła siadając przy ścianie i zaplatając dłonie na kolanach wbiła wzrok w obrazy. Poruszające się szepczące twarze. Duchy zamierzchłej przeszłości.
– Co się tak gapicie - warknęła i jakiś cień czmychnął między ramami. Widać było, że jest zatroskana, ale byłą w niej też jakaś determinacja i siła i z pewnością Lena umiała sprawiać pozory czy to zadowolonej z siebie uwodzicielki, czy może skrzywdzonej dziewczyny.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 8:40 pm   

Działania Leny przyniosły rezultaty. Jeszcze w tej samej chwili gdy się odezwała James poczuł palące uczucie wyrzutów sumienia w okolicy żołądka.
-Przepraszam. Ja ... ja sam już nie wiem. -wyszeptał zmieszany i przez moment wydawało się nawet, że podejdzie do Niej, aby Ją pocieszyć, klepnąć po ramieniu, albo przytulić. Ostatecznie jednak skończyło się na półkroku w stronę dziewczyny. Był jednak postęp. Schował różdżkę do kieszeni.
-Dobrze, że jesteś cała ... A co do bezpiecznego miejsca, to nie ma lepszego od Hogwartu. Póki Profesor Dumbledore tutaj jest, nie pozwoli nikogo tknąć. -James mówił to z taką pewnością, że nie pozostawiał wątpliwości co do swojej wiary w te słowa. Sama troska o innych również była w nim nadal silna. Pewnie nawet nie znając Leny rzuciłby się w Jej obronie, gdyby napotkał Ją po drodze w Departamencie.
-Przepraszam za wcześniej. Nie jestem typem wojownika, czy bohatera z Gryffindoru. To nie moja bajka. -wyszeptał w formie usprawiedliwienia. Nienawidził być postrzeganym w formie tchórza, a nawet jeśli już zrobić coś za co można było go pochwalić, nigdy nie kwapił się ku temu aby się tym potem chwalić. Uznawał to bowiem najczęściej za swoją powinność, aby wesprzeć znajomych.
 
 
Yelena Kiryllow
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 9:08 pm   

Dziewczyna podniosła na niego zafrasowany wzrok i pokręciła głową przecząco.
– Podziwiam twą wiarę, ale jest równoznaczna z naiwnością. - powiedziała spokojnym wyważonym tonem. - |Po pierwsze zbliżają się wakacje i Dumbeldora nie będzie by nas chronić. Po drugie nie przeceniałabym jego zaangażowania. Dopuścił do waszej akcji w Ministerstwie, albo sam ją sprowokował. Nie widzę, żeby szkoła organizowała się jakoś celem obrony uczniów, ani by uczniów przygotowywano na nieuniknione. Ot sielanka niewiedzy, a ci czarodzieje nie zajrzą nikomu w metrykę. - mówiła nieprzerwania, rzeczowo i jasno.
W końcu podniosła się i rozejrzała.
– Musimy porozmawiać, ale nie tu i nie teraz. Co powiesz na jutro przed świtem na błoniach. Będę tam biegała. - to rzekłszy odwróciła się i przybrała swoją naturalną minę, nieco wyniosłą, miłą i czarującą.
Skinęła mu głową i ruszyła korytarzem w kierunku z którego przyszła zaczekawszy jedynie na jego ostatnie słowa.

<zt po wypowiedzi Jamesa>
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Mar 25, 2011 9:24 pm   

Lena wytknęła wszystko co tylko można Vernette'owi. Po Jej pierwszych słowach poczuł się tak, jakby właśnie zdarła z niego wszystkie ciuchy. Nie miał nic do obrony, ani siebie, ani Dumbledore'a. Pewnie dlatego milczał jak zaklęty, przyglądając się jedynie intensywnie dziewczynie z błyskiem swych srebrnych oczu.
-Przed świtem na błoniach ? Dobrze. -odparł spokojnie, choć nadal chyba nie do końca pewny tego na co się godzi. Ostatecznie jednak póki był z dala od lasu, to nie musiał się martwić. Błonia były otwarte i nie było szans na łatwą pułapkę.
-A i jeszcze jedno ... nie nie doceniaj Dumbledore'a. To wielki czarodziej. -dodał i po tych słowach ruszył dalej. Niezależnie od tego jak bardzo się wygłupił, jedno się zmieniło. Odzyskał część wiary w to, że ten staruszek, naprawdę ma jakiś plan we wszystkim do czego dopuszcza.
-Do zobaczenia. -dodał na odchodnym i nawet uśmiechnął się lekko, choć raczej w formie pocieszenia, niż podrywu.

[zt]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 9