► Poszukujemy nauczycieli Astronomii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Rozpoczyna się lekcja Obrony Przed Czarną Magią!
► Rozpoczynamy bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Klasa wróżbiarstwa
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3709

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 30, 2016 5:12 pm   Klasa wróżbiarstwa
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Tu nauczysz się różnych technik przewidywania przyszłości np. z ręki, fusów, kryształowej kuli, kart itp. Ponoć jest to "najtrudniejsza ze wszystkich nauk magicznych". Sala ma kształt okręgu, a cechą charakterystyczną jej wystroju jest duża ilość zasłon porozwieszanych pod sufitem we wzór o kształcie gwiazdy. Czasem ciężko tu wytrzymać z uwagi na mocny zapach kadzideł wypełniający pomieszczenie, z którego powietrze może uciec jedynie przez dwa niewielkie okna.
 
     

Louis Poole
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 60
Wiek: 16 lat
Krew: półkrwi
Pupil: ropucha Slippy
Różdżka: cis, róg jednorożca, 11 cali, sztywna
Ekwipunek: różdżka, papierosy, paczka zapałek, kilka monet
Sakiewka: 60g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Czw Cze 07, 2018 8:38 pm   
   <Multikonta: --


Louis przed zdawaniem SUMów miał jedno ważne kryterium – łatwość przedmiotu. Od początku wydawało mu się, że Wróżbiarstwo nie może być trudne, dlatego właśnie ten przedmiot wybrał, aby podejść do niego na egzaminie. Dołączyło do niego kilka innych, w tym Obrona Przed Czarną Magią, ale to i tak nie było zbyt istotne dla chłopaka. W karierze zawodowego pałkarza nie trzeba było umieć machać różdżką, czy czytać w fusach. Dodatkowo Gryfon starał się tak dobierać przedmioty, żeby mieć dobre towarzystwo. Priorytetem była osoba jego rudego przyjaciela, którego postanowił męczyć chyba do końca swojej edukacji. Wiedział, że na tej lekcji ma pojawić się Nate, dlatego odpuścił sobie wagary, odkopał filiżankę z białej porcelany, którą zwędził mamie i pokierował się w stronę sali od Wróżbiarstwa.
Popchnął drzwi, od razu uderzyła go woń kadzideł. Nie znosił ich, kręciło mu się od nich w głowie, chociaż dym tytoniowy zupełnie mu nie przeszkadzał. Zaskoczyło go, że jest pierwszy, ale dzięki temu mógł wybrać stolik. Zajął jeden z tych, które były dalej od centrum sali, najlepiej jak najbliżej okna. Nie obiecywał, że nie zrobi mu się słabo od kadzideł. Posadził tyłek na pufie, może zbyt gwałtownie. Wyciągnął na stół swoją piękną filiżankę i spodeczek, wyglądał z nimi dość komicznie, ale nie wydawał się tym przejmować. Przeciągnął się, a krawat wiszący na jego szyi niemal na słowo honoru ledwo się nie zsunął. Miał przed sobą perspektywę zajęć, do których podchodził z dużym dystansem. Najbardziej lubił takie, kiedy nie trzeba było robić zbyt wiele, a można było się jeszcze pośmiać, czy pogadać.
_________________
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 249
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z książkami, naszyjnik w kształcie kruczego pióra z białego złota
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Czw Cze 07, 2018 9:25 pm   

Może i wróżbiartstwo nie było jakimś niezwykle ważnym i przygotowującym do przyszłego czarodziejskiego życia przedmiotem, ale Violetta wychodziła z założenia, że w Hogwarcie każdy przedmiot może być ciekawy i może uda jej się odkryć coś niezwykle interesującego. Zresztą kto wie co będzie mogła sobie wywróżyć? Ślub? Nową miotłę? Śmierć na malarię? W sumie mało prawdopodobne, żeby była w stanie dokonać takich precyzyjnych przewidzeń. Zapewne uda jej się najwyżej wyczytać, że nadchodzący tydzień będzie do dupy, a do tego jakoś nieszczególnie potrzebowała fusów z herbaty, którą swoją drogą pijała nałogowo. Niestety nieco zasmucił ją fakt, że w zaleceniach znalazł się dopisek o jakimś delikatnym naczynku. No tak. Strauss piła tylko z ogromnego kubka, który zapewne mieścił w sobie około pół litra płyny. Temu daleko było do filiżaneczki do wróżenia, ale na pewno pozwalało robić dwa, a nawet trzy razy rzadziej herbatę, bo nieco jej starczało. Musiała skądś sobie skombinować sprzęt na zajęcia... Ale od czego są Puchoni? Oni są po prostu kochani i skłonni do pomocy w każdej sytuacji, a Viol postanowiła z tego skorzystać. Wystarczyło tylko przebiec pół zamku i znaleźć w dogodnym miejscu znajomą z Hufflepuff, a następnie poprosić ją o to, żeby użyczyła jakąś filiżaneczkę jeśli takową posiada. I tak oto można było uczestniczyć w lekcji! Szkoda tylko, że czekała ją wycieczka krajoznawcza po drugiej połowie zamku. Się biedaczka nachodziła. Po przekroczeniu progu przekonała się jednak, że chyba wyrobiła się znacznie przed czasem, bo w sali oprócz niej nie znajdował się nikt oprócz pewnego pałkarza.
- Ładna filiżaneczka, Poole - odezwała się na przywitanie, przyglądając się białemu naczynku widocznemu na stole. I nie... Ona wcale nie była lepsza z kawałkiem porcelany w jakiś kwiecisty wzorek. No, ale co poradzić skoro innej nie miała. Jak się nie ma co potrzeba to się bierze to co jest. Duszący zapach kadzidełek jakoś jej nie przeszkadzał, a w sumie nawet uznała go za przyjemny także nie miała większych oporów by usiąść w ich pobliżu.
_________________
 
 
     
Abigail Blackrose
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Cze 08, 2018 2:25 am   

Trzeba przyznać, że kiedy uzyskała możliwość zapisania się na wróżbiarstwo, uczyniła to ze zwykłej ciekawości. Wkrótce potem zajęcia te stały w jej oczach luźniejszymi lekcjami niewymagającymi od niej całkowitego skupienia, więc równie dobrze można potraktować je jako chwilę przerwy od ślęczenia nad opasłymi księgami i ćwiczenia zaklęć. Choć z drugiej strony wciąż oferowały one możliwość dowiedzenia się czegoś interesującego, nawet, jeżeli kariera wróżki nie była czymś, z czym Abigail wiązałaby swą przyszłość. W dużym skrócie, przedmiot ten zdecydowanie nie należał do priorytetów rudowłosej. Lecz wciąż ceniła go na tyle, by na niego uczęszczać.
Z tego to powodu właśnie wspinała się po schodkach prowadzących do sali. Z racji, iż na zajęciach nie wymagano stosu książek, przewieszona przez ramię, skórzana torba była dużo lżejsza, niż zazwyczaj, bowiem jej zawartość zredukowała jedynie do kilku zwojów pergaminu, pióra i kałamarza. Oprócz tego miała przy sobie oczywiście różdżkę, teraz skrupulatnie ukrytą pod szatą, oraz... No właśnie.
Z pewnych powodów Abby posiadała małą kolekcję kubków i kubeczków różnych rozmiarów, kształtów i kolorów. Jednym z nich był niewątpliwie fakt, iż dostawała takowe od znajomych na niemalże każde znaczne święta, czy urodziny. Drugim było zamiłowanie do gorących napojów popijanych podczas wieczorów spędzonych przy kominku ze swym kocurem na kolanach. Jednakże w całej tej kolekcji nie odnalazła żadnej filiżanki. A, że nie należała do osób, które skłonne byłyby kogokolwiek o cokolwiek prosić, ani też nie widziała potrzeby w marnowaniu energii na zakradanie się do kuchni, by zwinąć stamtąd niewielkie naczynie, po prostu wybrała jeden z ze swych najmniejszych, najdelikatniejszych kubków. W tym przypadku cały czarny, nie licząc śnieżnobiałego napisu głoszącego "WEŹ IDŹ ZOBACZ, CZY CIĘ GDZIEŚ NIE MA" pod wizerunkiem szczerzącego się radośnie słoneczka. Choć trzeba przyznać, że ten uśmiech wydawał się jakoś dziwnie złośliwy. Abby całkiem lubiła to małe cudo i swego czasu obiecała sobie nawet, że kiedyś zaczaruje go tak, by od czasu do czasu napis zmieniał się w inne hasełka w podobnym tonie. Niestety to wciąż pozostawało na etapie planów.
Tak więc, dzierżąc naczynie w jednej ręce, a drugą podtrzymując torbę, weszła do klasy, nie omieszkując przy tym narobić hałasu. Ot tak, dla efektu. Niemalże od razu w jej nozdrza uderzył zapach kadzidełek, sprawiając, że zakręciło ją w nosie. Zmarszczyła więc go nieznacznie, jednocześnie rozglądając się po klasie. Musiała być sporo przed czasem, skoro wewnątrz była tylko dwójka uczniów.
- Cześć - rzuciła w kierunku Violetty, obdarzając ją lekkim uśmiechem. Jednocześnie po raz kolejny odnotowując w myślach, że powinna wreszcie znaleźć chwilę, by porozmawiać z Krukonką o Quidditchu - głównie po to, by wybadać, jak duże ma szanse w dostaniu się do drużyny. Louisa powitała krótkim skinięciem głowy. Znała Gryfona z widzenia - i to szczerze mówiąc głównie dlatego, że przyjaźnił się z Nathanem.
Klucząc między stolikami przeszła przez salę, by wreszcie opaść na jakąś pufę w sąsiedztwie chłopaka - dzieliło ich jednak dobrych kilka miejsc. Postawiła swój kubek na stole, wypakowała papierzyska i pióro, po czym zasiadła na pufie. Bokiem, oparłszy się plecami o ścianę i założywszy ręce na piersi, wyciągając skrzyżowane w kostkach nogi przed siebie. W takiej pozycji znieruchomiała, zabijając czas dzielący ją od rozpoczęcia zajęć rozglądaniem się po sali.
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 68
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Cze 08, 2018 5:55 pm   
   <Multikonta: --


Gdyby ktoś zapytał się Nathana co robi na zajęciach z wróżbiarstwa, chłopak miałby niemały problem z udzieleniem prostej odpowiedzi. Z jednej strony interesowało go praktycznie wszystko, co związane z magią, więc korzystał z każdej okazji, żeby chociaż trochę liznąć różne jej aspekty, zapisując się na praktycznie wszystko, na co tylko dał radę. Z drugiej jednak był na tyle twardo stąpającą po ziemi osobą, że ciężko było mu było przyjąć do wiadomości, że z herbacianych fusów czy tej szklanej kuli można wyczytać czyjąś przyszłość. Na wróżbiarstwo chodzili jednak praktycznie sami dobrzy znajomi chłopaka, więc i on zdecydował się zapisać na te zajęcia. A co mu szkodzi?
Już od progu zaatakował go ciężki, duszący zapach kadzidełek. Salę od wróżbiarstwa nieczęsto wietrzono, ponoć zaduch miał pomagać w "wejściu w proroczy trans" czy coś takiego. Problem pojawiał się natomiast latem, kiedy do woni kadzideł i dymu z kominka dochodził jeszcze smrodek kilkunastu spoconych nastolatków.
Nate wszedł do klasy i rozejrzał się, zamykając za sobą drzwi. W sali znajdowało się już kilku uczniów, chociaż wciąż większość stolików pozostawała niezajęta. Pomachał wesoło do Violi i wyszczerzył się do Louisa, mijając kolejno miejsca, które zajęła ta dwójka.
- Powodzenia - mruknął mijając tego ostatniego. Miał nadzieję, że Louis nie strzeli focha stulecia bo Nate wcale nie usiadł tuż obok swojego przyjaciela. Obiło mu się o uszy, że na wróżbiarstwie ma pojawić się Danielle Wells. A biorąc pod uwagę ostatnie rewelacje, wolał zostawić miejsce obok Gryfona puste. Ach, te hogwarckie ploteczki.
Skierował się prosto do stolika zajmowanego przez Abigail.
- Hej - rzucił, siadając na pufie obok dziewczyny. Z rzuconej na podłogę szkolnej torby wyciągnął jakiś pergamin, pióro i podręcznik do wróżbiarstwa. Podejrzewał, że raczej nie będzie miał zbyt dużo do notowania ale wolał być przygotowany.
- To do mnie? - Dodał po chwili z rozbawieniem, wskazując na kubek Krukonki. Chwilę później z torby wyciągnął swoje naczynie. Nie była to żadna fikuśna filiżanka, chociaż przyniesienie takiej zasugerowała profesor Jones - był to dość spory, błękitny kubek przypominający trochę koślawego Ciasteczkowego Potwora. Miał nawet namalowane zezowate oczy, a w miejscu, gdzie powinny znajdować się usta był niewielki otwór, póki co pusty.
Krukon postawił naczynie na stoliku i wyciągnął z torby niewielkie zawiniątko, które następnie położył tuż obok kubka i rozwinął. W środku znajdowały się... ciasteczka z czekoladą. Chłopak od razu wcisnął dwa z nich do "ust" Ciasteczkowego Potwora.
- Chyba będą dzisiaj do kolacji. Częstuj się - mruknął, po czym sam złapał za jedno, lekko nadkruszone ciasteczko i zaczął je chrupać ze smakiem.
_________________


stay curious.
 
     

Danielle Wells
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 01 Maj 2018
Posty: 25
Wiek: 16 lat
Krew: Półkrwi
Pupil: Wąż
Różdżka: Włos mantikory, 12 cali, czarny bez, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, pieniądze
Sakiewka: 50g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 7
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Cze 08, 2018 10:50 pm   
   <Multikonta: -


Wróżbiarstwo było dość kontrowersyjną dziedziną nauki, nawet w świecie magii. Prawdę mówiąc, ilu czarodziejów - tyle opinii. Wśród nich znajdowali się fanatycy, niedowiarki, czy też Ci neutralnie nastawieni. Danielle najbliżej było do członków tego ostatniego grona. Czasem naprawdę ciekawe, czy też zabawne, rzeczy wyczytywali z tych fusów, ale jednocześnie Wells raczej wolałaby nie znać swojej przyszłości. Więc co zrobiła brunetka? Zapisała się na zajęcia - #kobieta.
Dlatego właśnie chwyciła pudełeczko z filiżanką, którą dostała od ojca - szykowała się do pójścia na lekcję. Zabawne, mężczyzna dał jej taki prezent wyłącznie po to, aby nie przyniosła mu wstydu - to było dla niego tak typowe. Więc nic dziwnego, że naczynie było eleganckie, wykonane z porcelany, a ozdabiał je jedynie jeden, cienki, złoty pasek - rzekomo wykonany z prawdziwego stopu, jednak Wells nieszczególnie to interesowało. Zarówno filiżanka, jak i spodek były niezwykle delikatne i sprawiały wrażenie kruchych, dlatego brązowooka cały czas trzymała je w firmowym pudełku - otoczone w satynowym materiale - i wyciągała jedynie na czas trwania zajęć.
Spakowała torbę, do której schowała najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak pergamin, pióro, a także wspomniane pudełeczko. Różdżkę trzymała zazwyczaj w szacie, przy udzie, lub pod rękawem - tak, aby mogła ją szybko chwycić. Poprawiła jeszcze niesporne kosmyki włosów, po czym wyszła z pokoju, kierując się w stronę klasy wróżbiarstwa.

Droga minęła jej bez większych przygód, więc na miejsce dotarła w miarę szybko.
Pchnęła drzwi wejściowe i nagle uderzyła ją fala intensywnego zapachu. Nic dziwnego, że widzimy dziwne rzeczy w zwyczajnych fusach. - Pomyślała, czując kadzidła.
Rozejrzała się po klasie. Frekwencja nie była najlepsza, ale składały się na nią same znajome twarze. Dlatego Wells krótko machnęła do Violetty i Abigail, a także skinęła Nathanowi. "Żałowała", że nie widzi Martina, ponieważ ich przywitanie zapewne stworzyłoby ciekawy kontrast z tymi dotychczasowymi. Przez chwilę zastanawiała się koło kogo powinna usiąść, aż skierowała się w stronę Louisa, który jako jedyny siedział do niej plecami.
Sama nie wiedziała dlaczego postanowiła usiąść akurat obok Gryfona, jednak zdecydowała się nad tym nie rozwodzić.
- Cześć, Louis. Wolne? - Zapytała kładąc mu dłoń na ramieniu i wskazując miejsce po jego prawej stronie. Jeżeli chłopak odpowiedział twierdząco, to usiadła i wypakowała swoją filiżankę, stawiając ją na stole.
_________________
 
     

Shanti Suman
Uczeń | V rok
Dołączyła: 01 Maj 2018
Posty: 18
Wiek: 15
Krew: 50/50
Różdżka: Rdzeń z włosa z głowy wili, 15 cali, Drzewo różane, Giętka
Ekwipunek: Zawsze mały, czarny notesik i pióro do notowania, para okularów bez szkiełek i ulubiona spinka do włosów
Sakiewka: 20
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Cze 09, 2018 1:58 am   
   <Multikonta: - - -


Shanti postanowiła tym razem się nie spóźnić. Zajęcia z wróżbiarstwa wydawały jej się bardzo interesujące, ale i praktyczne – któż nie chciałby poznać swej przyszłości, np. czy w najbliższym czasie poznasz przystojnego profesora od Zaklęć i będziesz z nim mieć gromadkę pięknych, pół azjatyckich dzieci oraz duży dom zgodny z Twoimi planami i ogród pełen kwiatów? No właśnie. Z taką ideą, oraz marzeniem iż pozna datę swojej śmierci (co umożliwi jej uniknięcie tego momentu), Shanti podążała korytarzami w stronę sali. Miała dziś wyjątkowo dobry humor, więc co jakiś czas z jej ust wydobywało się wesołe nucenie jakiejś skocznej piosenki, a czasem nawet pozwoliła sobie lekko podskoczyć w jej rytm, kiedy nikt nie widział. W takim uniesieniu nawet nie zauważyła, kiedy dotarła na miejsce. Ledwo uchyliła drzwi do sali, od razu uderzył ją zapach kadzidełek. Uwielbiała to! Nadawało zajęciom atmosferę tajemniczości i trochę przyćmiewało zmysły, co uznawała za konieczne do wejścia w głębszy stan świadomości i ujrzenie przyszłości.
Na wejściu rozejrzała się po Sali, było w niej dużo znanych twarzy więc od razu jej uśmiech na ustach poszerzył się znacznie. Ruszyła przed siebie, ściskając nerwowo rączkę torby na ramieniu. Tylko się nie przewróć, tylko się nie przewróć… – powtarzała w głowie jak mantrę lub zaklęcie, mające ocalić jej ukochaną filiżankę znajdującą się w szmaciance przy boku dziewczyny. Początkowo planowała usiąść z kimś znajomym, jednak czułą, że może w każdej chwili zaliczyć szczupaka, dlatego też wybrała bezpieczniejszą opcję – pufa najbliżej niej. Kiedy w skupieniu i bezpiecznie dotarła na miejsce, od razu wyjęła z torby swój skarb. Postawiła przed sobą, z nieukrywaną dumą, słodką filiżankę rodem z Pięknej i Bestii. Był to jej ukochany nabytek, przywieziony z którejś rodzinnej wycieczki. Złote ucho udawało nos małego porcelanowego przybysza, a słodkie oczka nad nim dodawały jej trochę żywotności. Miała nawet idealnie zarysowane kości policzkowe (nawet jeśli tylko narysowane) i nigdy nie znikający, przyjazny uśmiech – co Shanti uważała za ich wspólną cechę. Co najciekawsze, filiżanka ta była stworzona umyślnie w przekrzywiony sposób, zupełnie jakby ta patrzyła w górę, podnosząc nieco łepek. Awwww, aż się dziewczyna rozczuliła, patrząc na porcelanę przed sobą.
No, teraz wreszcie mogła odetchnąć z ulgą i zająć się witaniem w innymi uczniami.
- Hejka! – rzuciła najgłośniej jak umiała i pomachała energicznie każdemu z osobna. No, może niektórym bardziej energicznie (c’nie, Louis, Danielle, Nate?). Louis z Danielle? Zmarszczyła brwi… Jednak zapomniała o rozkminianiu tego, ponieważ jej wzrok wylądował na Nathanie. Niczym pies Pawłowa rozchyliła lekko wargi i wyprostowała się jak struna na widok ciasteczek na jego stoliku. A mogłam usiąść z nimi – załkała w duszy i przygryzła wargi, wciąż nie odwracając od chłopaka wzroku mówiącego DEJ. Pewnie normalnie wyczułaby cudną woń ciastek, jednak teraz zapach kadzideł zmylił jej nos. Musi poćwiczyć, czy coś.
_________________

Wygląd: Lily Macapinlac
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 39
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Cze 10, 2018 1:09 am   
   <Multikonta: Lidia Witness


Gdyby ktoś kiedykolwiek powiedział jej, że będzie nauczała młode umysły wyśmiałaby go. Nadawała się przecież do każdej pracy, oprócz tej, gdzie musiała być odpowiedzialna za kogoś innego. No i do takiej, gdzie trzeba było zajmować jakieś wysokie, nudne stanowiska. Ona zawsze pragnęła przygód i ciągłego ruchu. Nie potrafiła żyć statecznie. Dlatego każdy kto ją znał był w szoku, że się zgodziła na tę pracę. Ona sama traktowała to bardziej jako swoje zadośćuczynienie za czasy wojny, do której się nijak nie przyczyniła. Chociaż teraz mogła napełniać młode umysły wiedzą. No może wiedza to zbyt wygórowane określenie, ale przynajmniej pozwala im odetchnąć na mało wymagającym przedmiocie i odprężyć przed trudami eliksirów czy transmutacji. Nie planowała dużo teorii, jedynie trochę wróżenia, picia herbaty, rozmów i śmiechu. Cała ona. Właśnie spieszyła się na swoją pierwszą lekcję, pod pachą niosąc pełno jakichś papierów, w rękach trzymając grube księgi. Nie miała zbytnio możliwości manewru, nie widziała też swojej drogi, gdyż podręczniki sięgały ponad jej oczy. Nie wiadomo jakim cudem dotarła pod drzwi klasy (prawdopodobnie dzięki życzliwości niektórych duchów), ale już po chwili przekraczała jej próg i wędrowała powoli do biurka. I wszystko by było idealnie, gdyby nie potknęła się o pufę. Już po chwili wszystko co niosła dumnie w rękach wyleciało w powietrze, a ona sama wylądowała na podłodze. Trochę przeklinając szybko się podniosła, po czym zaczęła śmiać.
-Witajcie, jestem April i będę was uczyć wróżbiarstwa. Lekcja pierwsza: nie można przewidzieć wszystkiego inaczej bym tu nawet nie przyszła w obawie o zęby - zaśmiała się, po czym wyciągnęła różdżkę, by pozbierać dokumenty. Gdy te leżały w równych kupkach na jej stole uśmiechnęła się ponownie do klasy.
-Wybaczcie za ten wstęp. Nie zawsze kłaniam się na pierwszych lekcjach - powiedziała, lustrując klasę. Grupa wyglądała na całkiem przyzwoitą. Nie spodziewała się takiej ilości krukonów, chociaż brak ślizgonów nie był wielkim zaskoczeniem. Odgarnęła włosy z twarzy po czym pokręciła nosem- Sybilla chyba tu nie wietrzyła ze sto lat - mruknęła i machnęła różdżką, by usunąć większość duszącego zapachu. - Jeżeli otworzycie szerzej okna powinno wywietrzeć do końca - powiedziała, chociaż miała co do tego pewne wątpliwości patrząc na ich szerokość. Niektórzy mówili, ze zaduch ułatwia wpadanie w trans, dla niej jedynie utrudniał myślenie. Nie przeczyła, możliwe, że widzącym ułatwia to przewidywanie przyszłości, ona jednak wolała siedzieć w klasie bez bólu głowy 24/7.
-Dzisiaj spróbujemy powróżyć z fusów, nudną teorią na egzaminy zajmiemy się kiedy indziej. Moglibyście dobrać się w pary? Tak będzie najłatwiej - powiedziała uczniom, po czym zaczęła opróżniać wszystkie szuflady z herbaty i kawy. Posiadała wiele rodzajów, z racji tego, że napoju do wróżb nie powinno się słodzić, ani dodawać mleka, a nie chciała zmuszać uczniów do picia czegoś co im nie smakuje. Posiadała więc herbaty zielone, czarne, czerwone, z wieloma różnymi wariacjami smakowymi. Z małym bólem serca wyłożyła swoją ulubioną pomiędzy inne, ale no cóż, nie będzie dzieciakom żałować.
-Widzę, że wszyscy przynieśli piękne kubki i filiżanki. Ten ciasteczkowy potwór jest uroczy - zwróciła się do rudego chłopaka - ale przez grube dno wróżba może nie wyjść. A przez czarny kolor Twojej filiżanki - teraz zwróciła się do Abby - symbole mogą zakłamywać przyszłość w same negatywne wzory. Możecie próbować jeżeli chcecie, nie będę wam zabraniać, ale z tyłu są też moje filiżanki. Jest kilka w kotki... - powiedziała, po czym aby zachęcić uczniów do zaparzenia sobie swoich napojów wstała i zrobiła sobie kawy. Nie zdążyła jej wypić do śniadania, a bez kofeiny trudno funkcjonować.
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

 
 
     

Louis Poole
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 60
Wiek: 16 lat
Krew: półkrwi
Pupil: ropucha Slippy
Różdżka: cis, róg jednorożca, 11 cali, sztywna
Ekwipunek: różdżka, papierosy, paczka zapałek, kilka monet
Sakiewka: 60g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pon Cze 11, 2018 6:47 pm   
   <Multikonta: --


Louis zdecydowanie nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nathan go minął. Minął go, rozumiecie? Poszedł dalej, nie zajmując miejsca, które zajął mu jego najlepszy przyjaciel. I to „powodzenia”… Co to miało w ogóle znaczyć? Chyba powodzenia w nieuduszeniu cię, ty rudy wężu.
- Powodzenie to się tobie przyda, gościu – mruknął za przyjacielem nie mając nawet do końca pewności, czy to co powiedział miało jakikolwiek sens. Wcale się nie obraził. Wcale. Tylko wyglądał, jak siedmiolatek, któremu mama każe już wracać z boiska. Dodatkowo było to słabe dla Louisa również ze względów taktycznych, ponieważ sam nigdy nie był przygotowany na lekcje i mógł liczyć na wsparcie kogoś mądrzejszego, kto odrabia prace domowe nieco częściej.
Aktualnie siedział plecami do wejścia, chyba niezbyt zainteresowany kto z nim siądzie. Wystawił go jego najlepszy przyjaciel i skazał go na łaskę jakichś Martinów czy innych takich. Tak bardzo się mylił. Kiedy poczuł dłoń na swoim ramieniu drgnął, spinając się. Głos, który usłyszał, wcale nie pozwolił mu się rozluźnić.
Chłopak zaczął swoją wypowiedź długim „eee”, kiedy powoli obrócił się w stronę Danielle. Uśmiech na jego ustach poszerzał się z chwili na chwilę.
- Jasne – starał się odpowiedzieć dziewczynie najzwyczajniejszym tonem, na jaki było go tylko stać. Poczuł ciepło na twarzy, dlatego szybko odwrócił wzrok i przeczesał włosy palcami. Dobra, jednak Nathan został rozgrzeszony. Teraz Louis był ciekaw, czy rudy wszystko zaplanował, czy wyszło mu to przypadkiem, ale Gryfon widział, że jego przyjaciel nie próżnował. Zajął miejsce obok Abby, ładnej Krukonki. Tak, takie właśnie miał zdanie na jej temat. Ładna Krukonka.
Louis pomachał Shanti, gdy ta weszła do sali. Gdyby ktoś go zapytał, nie zaprzeczyłby, że chciał zwrócić teraz na siebie uwagę wszystkich. W końcu siedział z Danielle, było się czym chwalić.
Wszystko na tej lekcji było tak niespodziewane, a nawet się jeszcze nie zaczęła. Może dlatego warto nauczyć się wróżbiarstwa, żeby wiedzieć na co się przygotowywać. Cóż, pani profesor niezbyt to wyszło, a przynajmniej takie miał myśli Louis, kiedy zobaczył, jak kobieta ląduje na podłodze. Od razu zrobił wielkie oczy, lekko zszokowany takim wstępem. Spojrzał powoli na Danielle, a potem prychnął śmiechem. Przycisnął dłoń do ust, bo wiedział, że było to dość niemiłe, ale nic nie mógł poradzić na to, że był prostym chłopakiem – kiedy ktoś się wywracał, reagował śmiechem. Miał nadzieję, że na starość mu to przejdzie, bo słabo było się śmiać z każdego dzieciaka, które lądowało na glebie, czy z kogoś, kto się poślizgnął, czy potykał.
- Ktoś to wreszcie powiedział, dziękuję bardzo – zgodził się z panią profesor, kiedy usłyszał słowa na temat duchoty w pomieszczeniu. Z największą przyjemnością podniósł się ze swojego miejsca i otworzył szerzej kilka okien. Na dworze dalej był mróz, ale był gotów chwilę pomarznąć na rzecz powietrza, które nie sprawi, że zaraz zemdleje, albo zwymiotuje. - Powiedz jak ci będzie zimno – szepnął do Danielle, kiedy wrócił na swoje miejsce. Ale dżentelmen. Założył, że skoro siedzą we dwójkę, nie musiał sobie szukać nikogo innego do pary.
Musiał przyznać, że pani profesor, która wyglądała na niewiele starszą od nich, wywarła na Louisie bardzo pozytywne wrażenie. Jej podejście do nauczania, czyli preferowanie praktyki od teorii, zdecydowanie przemawiało do Gryfona. No i plusem było to, że nie była tak przerażająca, jak Trelawney.
_________________
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 249
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z książkami, naszyjnik w kształcie kruczego pióra z białego złota
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pon Cze 11, 2018 8:54 pm   

Ludzie zaczęli się w końcu powoli zbierać w sali, co zapewne zwiastowało coraz to bliższe rozpoczęcie lekcji. Wystarczyło już tylko wyglądać kiedy to następną osobą przekraczającą próg pomieszczenia będzie nauczycielka. Zanim to jednak nastąpiło w klasie pojawiło się jeszcze nieco Krukonów i kilku uczniów innego sortu. Viol odmachała na powitanie Nathana, a następnie uśmiechnęła się w kierunku Abby. Oboje też zostali przywitani krótkim acz treściwym 'hej', ale to ma raczej drugorzędne znaczenie. Zresztą ogólnie nieco się ręką namachała, bo akurat każdy z wchodzących oprócz drugiej Krukonki wybrał taki oto sposób, by przekazać swoje pozdrowienia pozostałym. No, ale przynajmniej każdy się przywitał ładnie z każdym i mogli czekać na wejście nauczycielki, a ta... Zrobiła naprawdę niezłe wejście.
Strauss obserwowała jak kobieta w drodze do swojego biurka potyka się o coś i ląduje na podłodze. Przez chwilę nie dowierzała za bardzo w tę niezdarność, ale nim zdążyła jakkolwiek zareagować i pomóc jej się pozbierać z podłoża to ta ze śmiechem podniosła się sama. Okej... Chyba wszystkie nauczycielki wróżbiarstwa są... wyjątkowe? Ta przynajmniej wydawała się być naprawdę radosnym elfem, wolną duszą i sprawiała wrażenie nieporadnej sierotki, która dokonuje wywrotki na prostej i nic tylko ją do serca przytulić, by to sobie krzywdy w świecie nie zrobiło. Cóż troszkę to odbiegało od wizerunku i tak już oderwanej od rzeczywistości poprzedniej wróżbiarki. Widać było, że nieco różniły się od siebie mimo piastowanie tego samego stanowiska.
No i okna otwarte, dym narkotyczny ucieka, a mogło być tak ciekawie. Teraz to zostało im tylko zaciągać się zapachem jakiejś herbatki, którą będą wspaniałomyślnie sobie zaparzyć. Tylko niech pani profesor pilnuje swoich zapasów, bo jeszcze zginą w naprawdę zastraszającym tempie. Praktyka podobno czyni mistrza także Violka z radością pozwoliłaby każdemu z obecnych w sali postawić sobie wróżbę. Może nawet różniłyby się od siebie? Wtedy wybrałaby taką, która jej najbardziej odpowiada.
Na polecenie, by znaleźć sobie parę dziewczyna rozejrzała się po sali i dostrzegła, że w sumie wielkiego wyboru to raczej nie ma. Chociaż w sumie nie, żeby jej to jakoś mega przeszkadzało. Zebrała jakoś swoje rzeczy i podeszła do znajdującej się nieco dalej Puchonki.
- Hej. Można się dosiąść? - zapytała chociaż to pytanie było raczej retoryczne, bo już po chwili klapnęła sobie gdzieś tam obok niej. Cóż miała nadzieję, że będzie im się dosyć dobrze pracowało.
_________________
 
 
     
Abigail Blackrose
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Cze 12, 2018 11:43 am   

W milczeniu obserwowała wchodzących, odpowiadając na kolejne powitania krótkim skinięciem głową, bądź machnięciem ręką. Większą uwagę obdarzyła Nate'a, do którego nawet się uśmiechnęła. Śledziła kroki rudowłosego kolegi, nie mając nic lepszego do roboty, spodziewała się jednak, że usiądzie jak zawsze, obok Louisa. Uniosła więc nieznacznie brwi, gdy ten go minął, by po chwili zbliżyć się do niej.
- Hej - odparła. Czym prędzej zabrała wyciągnięte przed siebie nogi i usiadła jakoś bardziej po ludzku, by zrobić chłopakowi miejsce, jednocześnie jedną ręką przesuwając nieco swoje porozrzucane do tej pory przybory tak, by na stoliku było choć trochę więcej miejsca. Słysząc nawiązujące do kubka pytanie Nate'a, prychnęła, po czym uśmiechnęła się niewinnie.
- Zależy, czy zasłużysz - rzuciła przesłodzonym tonem, a następnie parsknęła powtórnie, widząc wyciągane przez chłopaka naczynie.
- Wiesz co mi to przypomina? Pewne profesorskie skarpety - rzuciła z rozbawieniem, przyglądając się jednocześnie poczynaniom chłopaka. Kiedy wyciągnął ciastka, pokiwała głową z aprobatą. Choć dzisiaj ogólnie miała dobry humor, przyniesienie przez Nathana przekąsek jeszcze go poprawiło.
- Dobra, kupiłeś mnie. Nie musisz sobie iść - rzuciła wesoło, sięgając po ciasteczko. Nadgryzła je, rozglądając się następnie po sali, zatrzymując na chwilę wzrok na Danielle, dosiadającej się właśnie do Louisa. Trzeba przyznać, że Gryfon wydawał się z tego faktu zadowolony. Abby odnotowała w pamięci, że Lou lubi Danielle - choć tę dwójkę znała raczej tylko z widzenia, uznała to za godne zapamiętania.
W tym momencie do sali wkroczyła nauczycielka... Na wstępie potykając się o coś i lądując na ziemi. Rudowłosa z trudem powstrzymała wybuch śmiechu. No cóż, ona sama chyba spaliłaby się ze wstydu, gdyby na wejściu zaliczyła glebę. Ewentualnie potraktowała każdego, kto był tego świadkiem jakimś nieprzyjemnym zaklęciem, które skutecznie skłoniłoby go do milczenia. Wysłuchała kobiety, wbijając w nią badawczy wzrok. Wyglądała młodo, poza tym sprawiała wrażenie całkiem miłej i zabawnej osoby. Przyjemna odmiana od co niektórych profesorów, którzy aż bardzo się starali, by sprawiać wrażenie poważnych i surowych.
- Widać bliżej mi do zostania czarnowidzem, a nie jasnowidzem - mruknęła do Nate'a po tym, jak April skomentowała jej filiżankę. Może i żart nie należał do jakiś wybitnie śmiesznych, lecz Krukonka jakoś nie mogła się powstrzymać przed jego rzuceniem. Po tych słowach wstała i, zgodnie z poleceniem nauczycielki, poszła zrobić sobie herbaty. Wybrała zieloną. Po chwili wróciła na swoje miejsce z parującym kubkiem w dłoni i na powrót zasiadła obok Nathana, prawie natychmiast sięgając po następne ciasteczko.
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 68
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Śro Cze 13, 2018 12:26 am   
   <Multikonta: --


Ukradkiem zerkał na zajmowany przez Louisa stolik, od czasu do czasu rzucając równie ukradkowe spojrzenie na drzwi. Dla osób postronnych mogło to wyglądać tak, jakby Nathana bardzo interesowało kto ma pojawić się na zajęciach lub jakby chłopak wręcz czekał na przybycie tej jednej, konkretnej osoby. No i w sumie to była prawda. Nate czekał na Danielle.
To nie było tak, że on zaplanował to, że Louis i Danielle usiądą razem na wróżbiarstwie. Aż takich wtyków to on nie miał. Zaledwie coś mu się obiło o uszy, że Gryfonka ma się pojawić na tych zajęciach a on uznał, że widzi w tym potencjał. Bo przecież jeśli miejsce obok Louisa będzie wolne, to istnieje jakieś, nawet niewielkie prawdopodobieństwo, że Danielle się do niego dosiądzie, prawda? Chłopak miał tylko nadzieję, że Poole nie obrazi się na niego śmiertelnie za to, że nie usiedli razem. Jeśli faktycznie Wells usiądzie obok, to nie powinien. Ba, pewnie nawet nie będzie o tym pamiętać. Ani o temacie lekcji. Czy dniu tygodnia.
I tak się stało. Danielle pojawiła się na wróżbiarstwie i jakimś cudem dosiadła się do stolika zajmowanego przez Louisa. Pewnie profesor Jones uznałaby, że to przez sprzyjający wpływ Saturna na księżyce Marsa czy coś. Jednak Nate wiedział swoje. Tę dwójkę coś do siebie wyraźnie przyciągało!
Nathan uśmiechnął się sam do siebie, co nie mogło wydać się dziwne czy podejrzane, bo zaraz do sali weszła Shanti i zaczęła się ze wszystkimi witać na swój bardzo entuzjastyczny sposób. Sprawiło to, że Nate uśmiechnął się szerzej do dziewczyny, odpowiadając tym samym na powitanie.
- Bez ciastek też byś mnie przygarnęła, nie zaprzeczaj - stwierdził pomiędzy kolejnymi kęsami słodkiej przekąski. Musiał przyznać, że zatrudnione w Hogwarcie skrzaty domowe (bo to przecież od nich wyciągnął słodycze) naprawdę znały się na swojej robocie.
Uwaga Krukonki na temat skarpet sprawiła, ze Nate o mało co nie udławił się ciasteczkiem. Zakrył usta dłonią, żeby stłumić parsknięcie śmiechem i odezwał się dopiero po chwili.
- Myślisz, że powinniśmy sprezentować mu taki? - Spytał konspiracyjnym tonem. Oczywiście wiedział o kogo chodzi. Tego nie dało się zapomnieć. Niestety. - Wyobraź sobie, profesor Covenbreeze przy śniadaniu popijący kawkę z kubka z ciasteczkowym potworem, a spod szaty wystają mu skarpety z tym samym wzorem...
W końcu w sali pojawiła się nauczycielka.
- Wejście smoka, nie? - Mruknął z rozbawieniem do Abby, nawet nie zastanawiając się czy dziewczyna załapie tak ewidentnie nawiązanie do mugolskiej popkultury. W sumie zdarzało mu się to dość często i niejednokrotnie spotykał się ze zdziwieniem ze strony swojego rozmówcy. Ciągle żałował, że przy jakiejś okazji wytłumaczył Freyji czym są Pokemony. Do dzisiaj zdarzało jej się rzucać jakimiś przypadkowymi uwagami na ten temat i przekręcać nazwy własne.
Uprzejmie uśmiechnął się do nauczycielki w odpowiedzi na komentarz na temat jego kubka.
- Pani profesor, w takim razie potraktujmy to jako wyzwanie - w jego tonie dało się słyszeć rozbawienie. On średnio wierzył w to, że jakakolwiek wróżba w ogóle komuś wyjdzie, niezależnie od grubości denka.
- W takim razie mi najbliżej do ślepca - mruknął do Abby, kiedy tylko nauczycielka odwróciła się od ich stolika. Miał wrażenie, że na tej lekcji o wiele bardziej przydatne okażą się umiejętności dobrego ściemniania niż jakiś tam proroczy dar.
Mrugnął do Krukonki porozumiewawczo, po czym skierował się do miejsca, gdzie profesor Jones rozstawiła swoją kolekcję herbat. Nie przebierał w nich długo, właściwie od razu sięgając po najzwyklejszego, mocnego Earl Greya. Po chwili wrócił do stolika z kubkiem gorącego naparu.
_________________


stay curious.
 
     

Danielle Wells
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 01 Maj 2018
Posty: 25
Wiek: 16 lat
Krew: Półkrwi
Pupil: Wąż
Różdżka: Włos mantikory, 12 cali, czarny bez, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, pieniądze
Sakiewka: 50g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 7
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Cze 18, 2018 8:45 pm   
   <Multikonta: -


On chyba naprawdę lubi wróżbiarstwo. - Przemknęło przez myśl Danielle, gdy zauważyła stopniowo poszerzający się, szczery i wciąż przyjemny dla oka, uśmiech Louisa. Dokładnie tak - nawet nie próbowała zakładać, że Gryfon w jakimkolwiek stopniu ucieszył się z powodu pytania zadanego przez brunetkę, ponieważ raczej nie miał do tego żadnych podstaw. Tak czy inaczej, chłopak odpowiedział twierdząco, dlatego już po chwili Wells siedziała obok niego, z filiżanką postawioną na stole. Zauważyła jeszcze jak ten przeczesuje swoje włosy i już nawet chciała coś powiedzieć, ale do pomieszczenia weszła Shanti.
Danielle pomachała Puchonce, a na jej twarzy pojawił się uśmiech - ten rzadko spotykany, czysto przyjacielski. Jednak nie trwało to długo, ponieważ zauważyła jak Azjatka zmarszczyła brwi widząc dwóch Gryfonów siedzących razem. Od razu zapaliła jej się lampeczka w głowie. Czyżby Shanti miała coś przeciwko? - Postanowiła zapytać o to przyjaciółkę przy najbliższej okazji. Nie chciała, aby Suman czuła się źle przez jej poczynania.

Teraz nie było czasu na takie sprawy. Lekcja miała się zaraz zacząć, co jedynie potwierdziło przyjście Pani profesor. Trzeba przyznać, że zwróciła na siebie uwagę, nie tyle ciepłem, które wręcz od niej biło, co elegancką wywrotką. Kąciki ust Wells delikatnie drgnęły, jednak nie na tyle, aby ktokolwiek poza Louisem, z którym właśnie spotkała się spojrzeniem, mógł to zauważyć. Swoją drogą, Poole zareagował znacznie dosadniej, ciekawe czy ktoś zwróci na to uwagę.
Sama przegrana w spotkaniu z pufą - April Jones, szybko opanowała skutki drobnego wypadku i skwitowała wszystko dwoma krótkimi komentarzami, zabawnymi i trafiającymi w sedno.
Kolejnym plusem był pomysł z otwarciem okien, który szybko zaaprobował Louis. Poole przy okazji szepnął, aby Wells poinformowała go, gdy będzie jej zimno. Danielle skinęła głową, uśmiechając się delikatnie. Doceniła jego troskę, większość facetów nie pomyślałaby w ten sposób, co Gryfon.
Wracając do nauczycielki - ta kobieta naprawdę wywarła na Wells dobre wrażenie. Najpierw obróciła swój upadek w żart, następnie pomyślała o wywietrzeniu pomieszczenia, a na koniec postawiła na praktykę. W tym momencie brunetka ucieszyła się z faktu, że wybrała te zajęcia.
Mało tego! Miała naprawdę bogate wyposażenie szuflad, na co Danielle od razu zwróciła uwagę. Wsłuchując się przy okazji w krótką wymianę zdań, na temat kubków i filiżanek. Przy okazji zwróciła uwagę na Nathana i Abigail, czyli dwójkę Krukonów siedzących nieopodal niej. Wystarczyła chwila, aby pokusić się o stwierdzenie, że są naprawdę dopasowanymi znajomymi, a ich charaktery ciekawie się zgrywają. Znajomymi... A może i coś więcej? Kto wie.

Siedząc z Louisem najwyraźniej automatycznie wylądowała z nim w parze, jednak nie przeszkadzało jej to. Jemu najwyraźniej również, ponieważ nie wyraził sprzeciwu, ani nie poszedł do nikogo innego.
Widząc jak Nathan wstaje, aby zaparzyć sobie herbatę - Wells musnęła palcami wierzch dłoni Gryfona, aby na chwilę skupić jego uwagę na sobie, pozostawiając ich dłonie w kontakcie jeszcze przez chwilę.
- Czas sprawdzić co ciekawego znajduje się w tej kolekcji naparów... Idziesz? - Zapytała powoli podnosząc się z miejsca i kierując w stronę jednej z herbat wchodzących w skład gatunków Darjeeling, która od razu przykuła uwagę Danielle.
_________________
 
     

Shanti Suman
Uczeń | V rok
Dołączyła: 01 Maj 2018
Posty: 18
Wiek: 15
Krew: 50/50
Różdżka: Rdzeń z włosa z głowy wili, 15 cali, Drzewo różane, Giętka
Ekwipunek: Zawsze mały, czarny notesik i pióro do notowania, para okularów bez szkiełek i ulubiona spinka do włosów
Sakiewka: 20
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Cze 25, 2018 8:16 pm   
   <Multikonta: - - -


Shanti dalej wlepiała głodny wzrok w ciasteczka Nate’a, jej uwagę jednak wkrótce skupiła na sobie nauczycielka. Dziewczyna przez moment zastanawiała się, jakim cudem kobieta otworzyła w ogóle drzwi do sali, gdyż obie ręce zawalone były różnymi księgami i papierami aż po czubek jej głowy. Kobieta wydała jej się niezwykle piękna – choć jak na razie widać było jedynie jej długie, płomiennorude włosy i ręce pokryte piegami. Wyglądała jak sernik z rodzinkami, ale w pozytywnym sensie. Shanti śledziła jej sunącą z gracją sylwetkę, aż ta nie zaliczyła orła i nie wylądowała na podłodze w deszczu rozsypanych dokumentów. Było coś uroczego w tej scence i po pierwszym szoku Azjatka uśmiechnęła się szeroko, gdyż poczuła z nauczycielką jakąś dziwną więź. Shanti wyprostowała się jak struna i skupiła całą uwagę na przemawiającej do nich April. Kupiła ją całkowicie. Na jej żarciki rzucane z taką lekkością, Azjatka zaśmiewała się bez skrępowania. Miała naprawdę dobry humor, a to wszystko dzięki kobiecie i jej nastawieniu do uczniów... I swojej wywrotki. Lekcja powoli się rozkręcała, Louis pootwierał okna i od razu powiało chłodem, Shanti nie zamierzała jednak robić z tego afery. Tak właściwie, to nigdy nie robiła o nic afery... Opatuliła się po prostu szczelniej swoją szatą i pociągnęła nosem. I nagle z ust nauczycielki padła prośba o dobranie się w pary, na co Suman spanikowała lekko i rozejrzała się po sali gorączkowo. Zanim jednak zdążyła podjąć w głowie jakąkolwiek decyzję, lub zauważyć zdradę Danielle z Louisem, przy jej „ławce” pojawiła się Violetta.
- O, hej – powiedziała, wpierw tylko patrząc na dziewczynę i mrugając z wolna. W jej głowie chodziły trybiki, kojarzyła tę osóbkę z wyglądu, ale za nic nie mogła skojarzyć nic więcej.
- Jasne, zapraszam – dodała po chwili, jakby przebudzając się z transu i zaczęła gorączkowo przesuwać swoje rzeczy aby zrobić dziewczynie więcej miejsca. Violetta w tym czasie już siadała obok, nie przejmując się tym burdelem. Początkowo chciała się odezwać do nowej koleżanki, ale jednak zrezygnowała z tego pomysłu. Jeszcze będzie okazja, żeby pogawędzić, chociażby gdy będą piły swoje herbatki czy inne napoje.
Poprawiła przed sobą swoją filiżaneczkę i uśmiechnęła się lekko w jej kierunku. Tak… Było jej nieco smutno, że April w żaden sposób nie skomplementowała jej porcelanowego przyjaciela, ale jednocześnie w duszy cieszyło ją to, że przynajmniej nie skrytykowała jej, jak w przypadku Nate’a czy Abigail. Była z siebie dumna, że filiżanka została przez nią bez większych przeszkód dotransportowana na miejsce i teraz leży sobie bezpiecznie na stoliku. Schody zaczęły się jednak, gdy nauczycielka kazała im ruszyć do stołu i samodzielnie zrobić sobie herbatę… Horror! Shanti przełknęła głośno ślinę i wstała z miejsca na drżących nogach. Życie bez przerwy nas testuje, a to ewidentnie był czas próby. Odetchnęła ze świstem, aby wziąć się nieco w garść i biorąc z ławki filiżankę, ruszyła przed siebie. To był istny tor przeszkód, zwłaszcza że siedziała praktycznie na końcu sali, jednak na razie udawało jej się o nic nie przewrócić. Gorzej będzie wrócić z małym Bryczkiem pełnym wrzątku… pomyślała, jednak szybko ta myśl ustąpiła miejsca planowi podprowadzenia ciastka ze stolika Nate’a. Shanti wymanewrowała między pufami i bez pytania chwyciła jedno ciastko, po czym szybko wsunęła je sobie do kieszeni, szczerząc się do chłopaka szeroko.
- Dzięki, Nate. Jesteś najlepszym chłopakiem w tej szkole! – miała nadzieję, że Louis tego nie słyszał… Poza tym, przesadziła nieco, ale czuła że musi go trochę połechtać. Zwłaszcza że po tych słowach sięgnęła po drugi wypiek i wpakowała go sobie w zęby. Tak zaopatrzona ruszyła wreszcie do stolika pani profesor, nie oglądając się już za siebie.
Początkowo ucieszyła się, gdy zobaczyła na stole pudełko z zieloną herbatą o smaku mango, jednak pomyślała: A co, jeśli stwierdzą, że to takie typowe dla Azjatki? i za chwilę myśl o Boże, czy ja jestem rasistką względem Azjatów? Nie wiedziała, ale jednak wolała nie kusić i losu sięgnęła po białą herbatę sypaną. Zalała ją wrzątkiem, dokańczając nadgryzione ciastko i zbierając się w sobie, ruszyła bardzo powoli w stronę swojego miejsca. Teraz żałowała, że nie usiadła bliżej… Całą drogę wbijała skupiony wzrok spod ściągniętych brwi w niebezpiecznie rozbujały płyn w krzywej filiżance, a gdy wreszcie udało jej się (na szarym końcu) dotrzeć na miejsce, wydawała się najszczęśliwszą osobą na Ziemi.
_________________

Wygląd: Lily Macapinlac
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 39
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lip 06, 2018 5:01 pm   
   <Multikonta: Lidia Witness


Z uśmiechem obserwowała jak dzieciaki wstały, by wybrać herbatę. Ach, jak ona tęskniła za czasami Hogwartu. Wszystko wtedy wydawało się być takie proste, niczym nie trzeba było się przejmować. Mimo tego, że ona trafiła do Hogwartu rok po tym, jak młody Potter pokonał Sami-Wiecie-Kogo to jego wyznawcy i ludzie traktujący ją jako coś gorszego dalej byli w szkole i potrafili uprzykrzyć jej dzień. Nawet to nie zmieniało jej podejścia do lat szkoły, które traktowała z melancholią. Nikt jej tam nie mówił, że jest na coś za stara, że powinna stanąć na ziemię, czy że jej marzenia nie mają sensu. Sama zamierzała być taką nauczycielką co nie wchodzi w drogę swoim podopiecznym, więc nie skomentowała dość złośliwych komentarzy krukonów. Tak, wiedziała, że jej przedmiot nie jest przedmiotem ważnym na drodze czarodzieja, ale starała się sprawić, by był on atrakcyjny i żeby sprawiał radość dzieciakom. Zwróciła im uwagę tylko w dobrej wierze, w końcu trochę znała się na wróżeniu. Skoro jednak oni wiedzieli lepiej nie zamierzała im w tym przeszkadzać. Uśmiechnęła się jedynie i spojrzała jeszcze raz w stronę klasy. Panował w niej misz-masz różnych charakterów, a April nie chciała marnować potencjału nikogo. Najbardziej jej uwagę zwróciła urocza puchonka, chociaż gryfon, który bardzo się rozpromienił na sam widok pięknej koleżanki też nie uciekł przed jej wzrokiem. Spojrzała na nich sekundę dłużej i już wiedziała, że musi jakoś im pomóc. W jej głowie szybko pojawił się szatański plan. Prawdopodobnie, gdyby nie to, że stała przed wszystkimi zatarłaby złowieszczo ręce.
-Panie Poole, Panno Wells - zaczęła wesoło, posiłkując się listą obecności. Wspaniałym pomysłem było zaznaczenie sobie który uczeń jest z jakiego domu - mogłabym Was prosić o przyniesienie podręczników z symbolami? Wystarczy wejść w tamto przejście - wskazała na dość niskie, dębowe drzwi - i skręcić w lewo do mojego gabinetu. Powinny leżeć w szafce obok biurka. - Mówiąc to wstała ze swojego miejsca i przycupnęła przy biurku. Upiła kilka łyków kawy i spojrzała na klasę.
-Bez fusów nie ma wróżenia, więc musicie wypić te herbaty. Obiecuję, że nie każde są zatrute - puściła oczko do uczniów. Oczywiście wszystkie herbaty były bezpieczne i oni o tym wiedzieli, ale nie mogła się powstrzymać.
-Możecie rozmawiać między sobą, możecie opowiedzieć wszystkim historie jakie chcecie, możecie poczytać książki - wskazała na małą biblioteczkę w rogu - nie rozwalcie mi klasy i wypijcie herbatę, to moje jedyne wymagania.
Odstawiła swój praktycznie pusty kubek i podeszła do puchonki.
-Cudowna filiżanka. Przypominasz mi trochę mnie w twoim wieku. Też byłam z Hufflepuffie - uśmiechnęła się szczerze. Ludzie nigdy nie doceniali uczniów z domu Helgi, przez to Ci często czuli się gorsi od gryfonów czy krukonów. Ona nie zamierzała traktować ich jako tych gorszych. Bycie przyjacielskim przecież nie jest cechą, za którą można karać.
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











AbsitOmen

Northland Highschool

Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 10