Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Błonia
Autor Wiadomość

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 12:31 am   
   <Multikonta: RW | FL


Zaskoczona była nieco tą speszoną reakcją; nie była tym typem osoby, na widok której inni mogliby się czuć skrępowani. To raczej ona sama znajdowała się często w takiej sytuacji, była przecież niedostosowaną społecznie bułką. O pewnej niezręcznej sytuacji sprzed lat nie pamiętała już prawie wcale, a jeśli nawet nosiła gdzieś w odmętach umysłu tamto wspomnienie, nie stanowiło już ono żadnej poważnej materii. Byli przecież wtedy tylko dziećmi, a dzieciaki często robią głupoty; Madelaine była zresztą równie zawstydzona otrzymaniem walentynki co autor felernej kartki. Wyszło jak wyszło, a że ostatecznie niczego cofnąć się nie da, najwygodniej było o sprawie zapomnieć. Głupio byłoby po takim czasie wciąż przejmować się byle pierdółką, psując sobie tym samym znajomość.
- Chyba mamy teraz mniej wspólnych lekcji - zauważyła, próbując zlokalizować źródło tak rzadkiego kontaktu. We wcześniejszych latach chyba częściej zdarzały się zajęcia, na których byliby oboje. Na to jednak też niewiele można było poradzić, a że nigdy nie byli ze sobą jakoś szczególnie blisko, nie było potrzeby specjalnie umawiać się na spotkania.
- Znakomicie, dziękuję - odpowiedziała od razu i nikt nie miałby wątpliwości, że mówi absolutnie szczerze. Osoba Davies miała to do siebie, że jej emocje szybko przenikały do atmosfery. Czasami kiedy się złościła, można było prawie spodziewać się ciemnych chmur i piorunów pojawiających się magicznie w okolicy, ale w tym momencie ta aura byłą wręcz odwrotna. Nie dało się nie zauważyć, że ma się do czynienia ze szczęśliwym człowiekiem.
- Rodzice niedawno przysłali mi paczkę z planszówkami. Wiesz, z normalnymi grami, które nie wybuchają ci w twarz, a pionki nie krzyczą na ciebie, jeśli grasz niestandardowo. Tka ulga po szachach czarodziejów! - Wiedziała doskonale, że Gryfon również ma mugolskie pochodzenie; takie sprawy zazwyczaj wyłapywało się szybko z rozmów, nawet jeśli ktoś nie przywiązywał do tego wielkiej wagi. W tym wypadku niemagiczne korzenie stanowiły swego rodzaju spoiwo relacji - któż bowiem mógłby lepiej zrozumieć bolączki dziewczyny z czarodziejskimi grami jak tylko ktoś, kto znał świat alternatywny? No dobra, szachy z poruszającymi się figurami to fajna rzecz, póki pionki nie pokazują ci brzydkich gestów, kiedy przegrasz. Madelaine uważała to za niezbyt miłe, skoro dopiero się uczyła grać. Jednak zwykły, prosty chińczyk czy inne Scrabble były o wiele mnie stresujące.
- A co u ciebie? - zagaiła za chwilę.
_________________


 
 
     
Simon Richardson
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 3:48 pm   

Richardson był dość spontanicznym człowiekiem, rzadko co mogło go zawstydzić czy zaskoczyć, to raczej on wyskakiwał jak przysłowiowy królik z kapelusza i palnął jakąś głupotę. Najpierw robił, potem dopiero myślał nad konsekwencją swoich czynów. Tak samo było wtedy z tą kartką. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło, bo nadal traktował życie dość beztrosko. Niemniej jednak ciągle siedziało mu to w pamięci i mimo, że Madelaine puściła to w niepamięć, w sercu Simona wstyd pozostał. Nie nie mógł na to poradzić.
- Tak, niestety tak wyszło - odparł. Lubił wspólne lekcje z Puchonką, zawsze prowadzili dość ożywione rozmowy na temat wspólnego akurat zajęcia. Po Sumach część przedmiotów odeszła, to i kontakty były rzadsze. Poza tym byli tylko kolegami ze szkoły, nie łączyła ich przyjaźń czy inne głębsze relacje.
Uśmiechnął się do niej już normalnie, życzliwie. Cieszył się, gdy otaczali go weseli ludzie. On sam starał się nie pokazywać jak bardzo ma w życiu pod górkę i wolał być postrzegany jako typowego wesołka. Dlatego bardzo go ucieszyło, że chociaż inni mają lepiej niż on sam, co ewidentnie było widać na twarzy dziewczyny, która aż emanowała radością.
- Naprawdę? To wspaniale, możemy kiedyś zagrać dla relaksu. Przynajmniej, tak jak mówisz, nie będziemy się bać, że coś strzeli nam w twarz albo wyzwie od zakutych łbów i oferm - zgodził się z nią. Jako dzieciak, kiedy jeszcze nie miał pojęcia o istnieniu magii często grywał w planszówki. Szczególnie upodobał sobie chińczyka i eurobiznes, teraz jednak, nie miał z kim grać. Bardzo podobała mu się perspektywa wrócenia do dawnych zwyczajów, jeśli oczywiście, Madelaine się zgodzi.
- U mnie w sumie bez rewelacji - wzruszył ramionami. - Treningów na razie nie ma, ale pewnie lada dzień na nowo z nimi ruszymy - dodał po chwili. Nic innego nie mógł powiedzieć. Z rodzicami nie rozmawiał i tak dalej. Nie było o czym mówić.
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 12:07 am   
   <Multikonta: RW | FL


Zdecydowanie, przyjemnie było mieć razem lekcje. Zawsze to kolejna przyjazna twarz w sali, a kiedy akurat udało się pracować razem, zawsze znalazł się wspólny temat do rozmowy. Madelaine zawsze ceniła osoby, które miały wyrozumiałość dla jej specyficznego poczucia humoru i Simon należał akurat do tego grona. Nie byli ze sobą na tyle blisko, by specjalnie spotykać się po zajęciach bez okazji, jednak wymieniane przy przypadkowych spotkaniach pozdrowienia czy choćby uśmiech i tak były dla Puchonki wielkim skarbem. Mimo wszystko, obcy zawsze ją stresowali, kiedy więc ktoś obcym być przestawał, z automatu stawał się dla dziewczyny jasnym punktem świata.
- No cóż, z planem lekcji nie wygrasz! - stwierdziła, uśmiechając się z niejakim rozbawieniem. Kiedy zawodził jedyny czynnik, który zmuszał ich do regularnego kontaktu, naturalne było rozmywanie się relacji w coraz bardziej odległą. Ale jednak, skoro już przydarzyła się okazja, nie sposób byłoby odmówić sobie choć chwili rozmowy. Pogoda ani temperatura nie wydawały się sprzyjać dłuższym posiedzeniom na błoniach, ale nie była to przeszkoda nie do ominięcia.
- Masz ochotę na cukierka? Dostałam z kuchni, są cu-dow-ne - wtrąciła gdzieś pomiędzy tematami, wyciągając ku chłopakowi dłoń z papierową torebką. Podczas tego ruchu pozwijane w papierki łakocie zaszeleściły cicho w środku, sygnalizując swą liczną obecność. Maddie nie byłaby przecież sobą, gdyby nie podzieliła się zdobytymi od skrzatów dobrami. Zawsze, kiedy już coś od nich wynosiła to w takich ilościach, że i tak w życiu nie poradziłaby sobie z nimi sama.
- Super! Będziemy się musieli umówić na któreś popołudnie, może jeszcze ktoś będzie chętny. Nie mamy jakiegoś wielkiego wyboru, ale damy radę. Byle tym razem żaden z pionków nie próbował mnie walnąć. - Tak, niestety dała się namówić dość niedawno na magiczną partyjkę szachów. Jakby mało było tego, że w ogóle była w tej grze beznadziejna, to jeszcze w tutejszej wersji obrażały ją jej własne figury. Jak tu skupić się na kolejnym ruchu, kiedy wieża strzela focha, a goniec wyrzuca ci od debili? W tym zamku na pewno było więcej fanów normalnej, kulturalnej gry, trzeba było ich tylko zlokalizować i namówić na wspólną zabawę.
- Pewnie tak, robi się cieplej. - I temat trochę umarł, bo akurat w tej dziedzinie występował między nimi pewien dysonans. Madelaine nie fascynowała się lataniem w żadnym stopniu, chyba że mogła podskakiwać na trybunach i drzeć się wniebogłosy do wywijających w przestworzach zawodników. Tak, szczególnie kiedy mogła temu czy owemu zrobić bardzo adekwatny przytyk, ale że sama raczej nie wsiadała na miotłę, zbliżający się sezon treningowy nie był dla niej aż tak fascynujący. Ot, wesoły dodatek do życia, ale z pewnością nie jego esencja.

[zt oboje, wątek umarł]
_________________


 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 125

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Paź 14, 2018 11:21 pm   
   <Multikonta: MD | FL


Jak na osobę, która wciąż pouczała innych odnośnie dbania o zdrowie, zatrważająco rzadko stosowała się do własnych rad. Jej tryb pracy wymagał praktycznie nieustannego przesiadywania w Skrzydle Szpitalnym lub chociaż bycia "pod ręka", na wypadek gdyby kogoś trzeba było ratować. Co jednak w przypadku, w którym pielęgniarka okaże się zbyt wyczerpana nieustanną czujnością i w końcu popełni błąd nie do odkręcenia? Takiej sytuacji nie można było dopuścić za żadne skarby, dlatego czując narastające zmęczenie materiału, Raylene zdecydowała się na jeden dzień całkowitego urlopu. Była w zasięgu zamku, to fakt; nie zamierzała jednak przekraczać progu sali szpitalnej przez cały dzień. Może gdyby trafił się ktoś umierający, ale jakkolwiek kreatywni potrafili być uczniowie Hogwartu w robieniu sobie krzywdy, zazwyczaj ich obrażenia były bardziej uciążliwe niż rzeczywiście niebezpieczne. W razie potrzeby z pewnością zostanie wezwana, a póki żadna sprawa nie nagliła - mogła w spokoju nacieszyć się wiosennym słońcem.
Owinięta w gruby sweter i szalik rozmiarów koca, przysiadła pod drzewem z dala od miejsc, którymi zazwyczaj przechodzili uczniowie. Dobrze przemyślała swój wybór i celowo ustawiła się tak, by jak najbardziej zredukować możliwość zostania zauważoną przez przypadkowego przechodnia. Upewniwszy się, że nikt nie powinien jej przeszkadzać, wydobyła spod zwojów materiału niezbyt grubą, zadbaną książkę. Jakiś czas temu z głupoty zapytała o coś ciekawego do czytania i proszę - profesorek od historii magii wywiązał się ze swojej obietnicy i podczas kolacji kilka dni wcześniej wręczył jej mugolski zbiór opowiadań. Ile to było warte miała się dopiero przekonać, ale po samym opisie na tylnej okładce odnosiła wrażenie, że będzie się dobrze bawić podczas lektury. Bez oporów zanurzyła się w pierwsze słowa, a nim minęła choćby minuta, myślami znajdowała się już w całkowicie odrębnym świecie.
_________________


 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Paź 15, 2018 11:42 pm   

Wiosna w tym roku nie rozpieszczała, ale zbliżające się terminy końcowych egzaminów w Hogwarcie sprawiały, że pielęgniarka nie była osamotniona w swoim zaczytaniu. Na szkolnych korytarzach pałętali się uczniowie z nosami w książkach, a jak tylko pogoda pozwalała to młodzież wypełzała z zamku na świeże powietrze dalej trzymając te nosy w podręcznikach czy to od transmutacji czy od zielarstwa... oczywiście, ci którzy nie musieli męczyć SUMów ani OWUTEMów z większą swobodą witali rosnące temperatury i z jeszcze większą ochotą zrzucali z siebie grube płaszcze i kurtki. A to z kolei oznaczało sezon przeziębień. To może być męczący okres dla pielęgniarki. Ale póki co panna (och tak! Panna!) Winchester mogła w swoim spokojnym zakątku rozkoszować się spokojem i lekturą. Oprócz uczniów, nauczycieli i pozostałych pracowników szkoła gościła też patrolujących korytarze aurorów. To znaczy... włóczyło się to to od czasu do czasu po Hogwarcie i udawało groźnego. Nic wielkiego, ale ponoć miało zapewnić dodatkowe bezpieczeństwo. Akurat dwóch takich podopiecznych Biura Aurorów zapuściło się na błonia. Jeden dziadowaty trochę, ale najwyraźniej wciąż na służbie, zaś drugi nieco młodszy i niestety też na służbie. Pielęgniarka była w takim kąciku, że ich widzieć nie mogła, ale słyszeć... to już co innego. Dwa męskie głosy prowadziły jakąś pogawędkę, a z pojedynczych słów dało się wywnioskować tyle, że to nie były pogaduszki o niebezpiecznych śmierciożercach, tylko o dupie Maryni. Albo o innej dupie. A skoro już o tym mowa... to cała ta wymiana zdań stawała się coraz bardziej wyraźna wraz z coraz bliżej krążącymi gdzieś dwoma osobnikami.
- Żonę tu znalazłem...
- Co? Jaką znowu żonę?
- Jest taka... w Skrzydle Szpitalnym pracuje... widziałeś kobietę?
- Na starość ci chyba coś uderza do głowy...
- Zobaczysz, będzie moją żoną!

To dopiero początek, ale chyba najbardziej w tej pogawędce przerażające było to, że ten, który deklarował się poślubienia Winchester prawdopodobnie był tym starszym. Cóż... głowa siwieje, dupa szaleje?
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 125

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Paź 16, 2018 12:42 am   
   <Multikonta: MD | FL


Kiedy raz wsiąknęła w lekturę, niewiele mogło oderwać ją od kolejnych stron. Przechodzący gdzieś za jej plecami uczniowie czy nauczyciele, strzępki rozmów i wybuchy śmiechu co prawda trafiały do uszu Winchester, jednak równie szybko ginęły gdzieś w podświadomości, zignorowane na rzecz fascynującej fabuły. Ta na samym wstępie wydawała się Ray dość śmieszna, bo nie była w stanie nawet wyobrazić sobie, jak wymówić imię autora, ale i tak nie było to żadną przeszkodą na drodze do zagłębienia się w fantastyczny świat. Miała dokładnie wszystko to, czego potrzebowała: odrobinę spokoju, świeże powietrze, ciepły kocyk i dobrą książkę. Przez pierwszych kilkanaście minut praktycznie nie drgnęła, przewracając tylko strony i sporadycznie odgarniając zabłąkane kosmyki włosów. Później dopiero przyszło jej na myśl, by zmienić pozycję siedzenia nim nogi całkowicie jej zdrętwieją, ale to było marnych kilka sekund, nim wróciła do przerwanego rozdziału. Absolutnie musiała się dowiedzieć, co będzie dalej.
Dowiedziałaby się, gdyby nie trochę zbyt głośna rozmowa tuż za "jej" drzewem. Chciała ją zignorować, bo co ją tam obchodzą czyjeś zapędy matrymonialne, jednak jedna istotna informacja skutecznie zgasiła jej zapał do beztroskiego czytania - przynajmniej na ten moment.
- ... w Skrzydle Szpitalnym pracuje.
Że co.
Wzdrygnęła się, odruchowo zaciskając wolną dłoń w pięść. Otóż miała stuprocentową pewność, że jest jedyną zatrudnioną przez Hogwart osobą na stanowisku medycznym i jeśli ktokolwiek mówił o pracownicy Skrzydła, musiał mieć na myśli właśnie ją, Raylene Winchester. A ona ani nie przypominała sobie żadnego podstarzałego typa, ani tym bardziej nie planowała za takowego wychodzić. Coś w tej sprawie mocno śmierdziało i bynajmniej nie była to tania woda kolońska.
Z jednej strony wolałaby pozostać niezauważona, ale ciekawość zwyciężyła. Założyła książkę kolorowym kartonikiem i ostrożnie przechyliła się na bok, zerkając za pień drzewa, o który dotąd się opierała. Gdzieś z tyłu głowy miała jeszcze nadzieję na to, że nieznany jej mężczyzna po prostu żartuje - niezbyt udolnie, ale jednak nie ma realnego zamiaru zaślubin z Winchester. Nie żeby zamierzała mu na to kiedykolwiek pozwolić, ale z wariatami to i tak trzeba uważać.
_________________


 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Paź 16, 2018 11:58 pm   

Panna Winchester wcale nie musiała być świadoma tego, że ma kilku amantów więcej. Przyczajali się tacy pod Skrzydłem Szpitalnym jak gdyby nigdy nic, zerkając w stronę pielęgniarki gdy akurat nikt nie patrzył. A ileż to uczniów (płci męskiej!) mdlało na lekcjach bądź celowo marzło w chłodne, wiosenne wieczory, żeby tylko trafić pod jej opiekę! Aurorzy co prawda nie byli tak kreatywni, ale najwyraźniej i tak nie zamierzali odpuścić. Kto by jednak pomyślał, że zamiary jednego z nich sięgną aż tak daleko! Gdy panna Winchester rzuciła okiem na swojego przyszłego męża mogła ocenić go na kilka dekad więcej niż liczyła jej metryka. Pocieszające mogło być to, że nie miał szklanego oka i nie kuśtykał! Za to mordkę miał sprasowaną jak mops, a pomarszczoną jak skórka od pomarańczy. Piękniś. Może jednak pielęgniarka się skusi na takie ciacho? Nie? Zawsze mogła wybrać też kandydata numer dwa, ale tego już tylko ze dwie dekady starszego, za to z uroczą łysinką na czubku głowy. Jest w czym wybierać! Tylko panna młoda jeszcze nie ma sukni, ale nad tym popracujemy później.
- Nie, nie... szukaj może kogoś w swoim wieku. - młodszy z tej dwójki amantów najwidoczniej wykazywał się jeszcze odrobiną rozsądku.
- Nie znasz się. Im młodsza tym lepiej! Jeszcze mi dzieci urodzi. - machnął ręką, zapewne przekonany o własnych racjach.- Będą miały oczy po niej. Dwóch synów najlepiej. Zobaczysz, jutro się oświadczam!
- Wiesz... patrząc na nią... mam wrażenie, że już nie jeden z jej pieca chleb jadł.
- Chcesz powiedzieć, że będzie mnie zdradzać? Nie, nie... ja jej na to nie pozwolę. Zobaczysz jak ją sobie ułożę.

Od podstarzałego aurora biła pewność siebie. Nie wiadomo czy staruszek po prostu aż tak bardzo ześwirował od swojej roboty na starość czy od początku był nieco stuknięty, ale trzymali go jeszcze w zawodzie, bo miał wysoko postawionego syna w Ministerstwie. Nie mniej, panowie mieli apetyczny temat do rozmowy! Przystanęli w pobliżu, zupełnie nieświadomi obecności pielęgniarki, kolejno zaczynając się rozpływać nad jej poszczególnymi częściami ciała od nóg zaczynając... i na razie na nogach kończąc!
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 125

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Paź 17, 2018 9:56 pm   
   <Multikonta: MD | FL


Pojęcie grona adoratorów było jej z grubsza obce, nawet jeśli oni nieszczególnie kryli się nie tylko ze swoim istnieniem, ale też i zamiarami. Co jakiś czas do Skrzydła Szpitalnego przypałętywali się uczniowie, którym w rzeczywistości nic nie dolegało, ale czerpali jakąś niezrozumiała dla Raylene przyjemność w przychodzeniu do gabinetu i narzekaniu na byle katar. Zazwyczaj jednak odbierała tego rodzaju zachowanie zgodnie z tym, czym naprawdę było - jako niezbyt mądry wybryk przeładowanych hormonami nastolatków, którzy i tak nie zrobią sobie żadnych wielkich nadziei. W ostatecznym rozrachunku chyba żaden nie spodziewał się, że będzie w stanie przebić się ponad poziom gapienia się na pielęgniarkę jak sroka w gnat i sporadycznego ślinienia. Sama Ray i tak była o wiele za mocno zajęta opieką nad naprawdę potrzebującymi uczniami, by zwracać uwagę na takie detale. Na co dzień ta taktyka wychodziła jej na dobre, jednak, jak widać, miała swoje minusy - przegapiła podstarzałego amanta, którego teraz wypadałoby się jakoś pozbyć. Z doświadczenia wiedziała, że jeśli już kogoś czar potomków wili trafiał porządnie, trzeba im było kubła zimnej wody prosto na głowę.
Nadzieja, że staruszek tylko stroi sobie żarty, prysła już przy następnym wypowiedzianym przezeń zdaniu. Wiele cierpliwości było jej teraz trzeba, żeby nie strzelić w któregoś z panów jakąś wyjątkowo paskudną klątwą. Skoro jednak już obiecała sobie kiedyś, że spróbuje nie iść w ślady dzikiej elfiej matki i nie rozszarpywać facetów na strzępy jako stały punkt dnia, spróbowała się uspokoić powolnym, głębokim oddechem. Najpierw jednym, potem drugim aż nie poczuła, że jest w stanie otworzyć usta i wyrzucić z nich jakieś inne słowa niż bluzgi. Damie przecież nie wypada.
Wstała jednak, powoli, by nie zdradzić swojej obecności. Zawinięta szczelnie w obszerny szalik, ręce zaplotła z przodu ciała, książkę przyciskając do siebie. Żałowała w tym momencie, że okładka nie może rozwinąć się w wielką, dźwiękoszczelną tarczę.
Już ja wam dam "niejeden z pieca", rzuciła w myślach, zdeterminowana odpuścić sobie słowną agresję. Przynajmniej na razie. Po kolejnym głębokim oddechu, wyszła wreszcie ze swojej kryjówki za drzewem, stając twarzą w twarz z obojgiem aurorów. Nie zamierzała podchodzić blisko, właściwie tylko ominęła pień, tak by rozgadani na temat jej nóg panowie na pewno wyraźnie ją usłyszeli. Powtarzać się też nad zwyczaj nie lubiła.
- Po co czekać do jutra? Oszczędzę panu stresu przygotowań i udzielę odpowiedzi od razu. Odmownej. - Na moment zacisnęła wargi, tłumiąc nadchodzące prosto z serca przekleństwo. Gdyby powiedziała wszystko to, co mówiła w myślach, babcia jak nic wyszorowałaby jej całe wnętrze ust szarym mydłem. - Byłabym także wdzięczna, gdyby absurdalne domysły dotyczące moich prywatnych spraw zostawiali panowie wyłącznie dla siebie. - Zakończyła uśmiechem, pozornie uprzejmym i delikatnym, ale jednak morderczo zimnym. Do zachowywania kultury osobistej zmuszały ją przekonania, ale nic nie mogło sprawić, by wykrzesała z siebie jakąkolwiek nadprogramową uprzejmość. Z tego, co zdążyła wywnioskować, żaden ze stojących naprzeciwko niej mężczyzn na to nie zasługiwał.
_________________


 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Paź 18, 2018 9:47 pm   

Coming out panny Winchester został potraktowany przez aurorów dość rozbieżnie. Młodszy nieco się zmieszał, natomiast starszy wprost przeciwnie. Rozpromienił się na widok wybranki swego serca, co na jego mopsowatej twarzy prezentowało się dość szkaradnie, tym bardziej, że dziadek nie miał dwóch zębów. Przystojniak. Pielęgniarka powinna korzystać, póki jest w promocji! Kto wie, może chociaż majątek ma duży...
- Ptaszyno! - powitała ją druga połówka, na co jego młodszy towarzysz rzucał tylko nerwowe spojrzenia to na zakochanego amanta, to na jego oblubienicę.- Przemyśl to jeszcze, możemy mieć piękne życie.
- Daj spokój. - młodszy kolega najwyraźniej próbował powstrzymać napalonego staruszka.- Wyleją nas, a ona i tak pewnie jest... - kiwnął głową znacząco w stronę panny Winchester.- Używana. - dodał ciszej, aczkolwiek chyba nie na tyle cicho, żeby pielęgniarka nie wychwyciła tego wymownego określenia.- Przepraszam za kolegę, ma zły dzień. - zwrócił się już bezpośrednio do pielęgniarki, zupełnie jakby tego parę sekund wcześniej rzuconego hasła nie było.- Chodź. - szarpnął za ramię podstarzałego aurora, chociaż ten miłośnik wdzięków Raylene tak łatwo nie odpuszczał.
- Czekaj... i co mówisz, że używana... ja sobie dam rękę uciąć, że nówka! - Jak nic dziadkowi coś w głowie się pomieszało od tego aurorowania.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 125

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Paź 19, 2018 12:12 am   
   <Multikonta: MD | FL


- Ptaszyno!
Takie określenia zazwyczaj ani jej nie dziwiły, ani specjalnie nie odstręczały. Była przyzwyczajona do najróżniejszych zdrobnień padających w jej stronę z ust obcych ludzi, szczególnie starszych - ot, taki urok bycia młodą pracownicą kliniki. Dla wielu pacjentów Munga mogłaby być wnuczką, stąd pewne spoufalenie nie było niczym dziwnym. Czasami wręcz milej było podejść z lekarstwami do pokoju przyjaznych seniorek, które rozprawiają o przekopywaniu grządek i zwracają się do ciebie jak do własnego dziecka.
Innym przypadkiem była jednak sytuacja obecna, kiedy podstarzały amant próbował swoich sił w dyscyplinie, do której bynajmniej się nie nadawał. Na jego powitanie Raylene aż cofnęła się o pół kroku, na moment krzywiąc usta w niezadowolonym grymasie. Może rozpoczęcie dyskusji było jednak złą decyzją, ale niestety, słowo się rzekło. Nawet młodszy auror, który początkowo wydawał się dobrym materiałem na wsparcie w argumentacji, szybko pokazał o wiele gorsze oblicze.
- Używana? - powtórzyła bezwiednie za mężczyzną, unosząc wysoko brwi w wyrazie szczerego zdumienia. Przez jedną straszliwą sekundę nie zorientowała się, co miał przez to na myśli, jednak gwałtowne uderzenie świadomości wyzwoliło w Winchester nową falę złości. Coraz mniej czynników powstrzymywało ją od wyrażenia wszystkiego, co sądziła na temat napotkanych przez siebie osobników.
- Przeprasza pan za kolegę, a może powinien pan przeprosić za siebie. Pański komentarz był wysoce obraźliwy, nie chciałby się pan do tego odnieść?
Bezwiednie przybrała ton i minę nauczycielki, która przyłapała ucznia na ściąganiu i teraz czeka, aż delikwent się przyzna. Z każdą sekundą traciła coraz więcej cierpliwości, każdy zaś z panów denerwował ją na inny sposób.
_________________


 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Paź 20, 2018 12:00 am   

Złość i frustracja były tym co pannie Winchester najtrudniej było opanować. W takich momentach jak te jej krew zaczynała buzować, a natura upominać się o srogą karę dla nieszczęśników, którzy stanęli jej na drodze. Są rzeczy, którym trudno się przeciwstawiać, emocje, które ciężko pohamować i zniewagi, których puścić płazem nie można. Pielęgniarka znalazła się właśnie w takiej sytuacji. Naprzeciwko niej dwójka niezbyt urodziwych aurorów, z których każdy irytował ją w inny sposób. Podstarzały amant i jego niezbyt taktowny kompan. Reakcja panny Winchester chyba niespecjalnie ich obeszła. Młodszy z dwójki napastników zmarszczył brwi na słowa pół wili, a jego zacięty wyraz twarzy wcale nie wskazywał na to, że zamierza się wycofywać z tak swobodnie rzuconych w jej stronę określeń.
- Zaprzeczysz? - nie wiadomo kiedy przeszli na "Ty", ale najwyraźniej jemu to nie przeszkadzało. - Nie udawaj, taka kobieta na pewno była wiele razy... - robiło się poważniej, ale ten cyrk postanowił urozmaicić starszy amant, który postąpił o krok na przód i przykląkł na jedno kolano przed pielęgniarką.
- Wyjdź za mnie. - padło z jego ust, a całe to przedstawienie zdołało już zgromadzić sobie dwóch świadków w postaci drugorocznych puchonów, którzy przechodząc w pobliżu strategicznego drzewa panny Winchester, zwyczajnie pobledli i chyba nie wiedzieli czy uciekać czy dalej gapić się jak dwie sroki w gnat i czekać na dalszy ciąg cyrku, który najwyraźniej na tym etapie się nie kończył.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 125

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Paź 23, 2018 2:01 pm   
   <Multikonta: MD | FL


W tym momencie aż robiło jej się żal, że nie zna się zbyt dobrze na wymiarze sprawiedliwości. Może gdyby znała przykładowe wyroki za zabójstwo w amoku, łatwiej byłoby jej powstrzymać naglącą chęć sięgnięcia po różdżkę i wypalenia w stronę jednego i drugiego rozmówcy jakiejś paskudnej klątwy. Równie satysfakcjonujące byłoby własnoręczne złamanie czyjegoś nosa, jednak wstręt przed znalezieniem się o choćby centymetr bliżej któregoś z panów był w tym przypadku wystarczającym hamulcem. Przynajmniej na razie.
- A zaprzeczę - wtrąciła się, lecz nim zdążyła dokończyć myśl, starszemu aurorowi zachciało się przejść do czynu. Jego górnolotna prośba - a raczej polecenie, co w żadnym wypadku nie uszło uwadze Winchester - została skwitowana w pierwszej kolejności zbolałym westchnięciem i jakże wymownym wzniesieniem oczu ku niebu. Niestety, na błękitnym sklepieniu próżno by szukać pomocy, a i pojawiający się pojedynczo gapie też nie wydawali się szczególnie przydatni. Co najwyżej polecą lada moment do swoich młodocianych koleżków z najświeższymi plotkami, które po drodze oczywiście przekręcą na wszystkie strony. Do wieczora w opinii uczniów Raylene będzie już zaślubiona z kilka dekad starszym mężczyzną, z kilkorgiem dzieci w drodze, dwoma kotami i kochankiem na boku. A jakże.
- Powiedziałam już, że nie! Mógłby się pan łaskawie nie wtrącać, nie widzi pan, że się kłócę? - syknęła gniewnie. - Niech pan natychmiast wstaje i najlepiej zniknie mi z oczu - dodała, gestem dłoni próbując odpędzić amanta niczym natrętnego owada. Jakby nie wystarczyło, że nigdy nie podobała jej się cała ta szopka z klękaniem, to jeszcze musiała oglądać ją w wykonaniu jakiegoś wariata. Z pewnością wariata, bo nikt kto spojrzałby w tej chwili na wściekły wyraz twarzy Raylene nie odważyłby się raczej proponować jej nawet herbatki z melisy, a co dopiero małżeństwa. Typek musiał być samobójcą, jak nic. Winchester zaś zbliżała się niebezpiecznie do tego momentu, w którym chętnie by delikwentowi pomogła pożegnać się ze światem. Zaciśnięte na książce palce drżały, powstrzymywane resztkami sił od zwinięcia w pięść i wymierzenia w najbliższe zęby.
_________________


 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Paź 24, 2018 11:39 pm   

Krew się gotowała. Dzikie szaleństwo się budziło. Leśny duch niczym złośliwy chochlik podszeptywał cicho, żeby pozbyć się natrętnych mężczyzn. Jakim oni prawem się do niej zbliżają, jakim prawem tak mówią... przedstawienie, które się rozgrywało nie miało zbyt wielu widzów, a garstka uczniów z oddali obserwująca tą scenkę chyba była jednakowo przestraszona co zaskoczona i rozbawiona tą sytuacją. I tylko pielęgniarce nie było do śmiechu. Młodszy z dwójki amantów, skrzywił się pod nosem, wepchnął dłonie głęboko do kieszeni swojej szaty i najwyraźniej taktownie postanowił milczeć, podczas gdy jego starszy kolega zamroczony bliżej nieokreślonym "uczuciem" do panny Winchester ani myślał odstąpić od swych zamiarów. Wpatrując się w nią maślanymi oczami, dźwignął się jednak na nogi, a z jego mordy można było wyczytać, że złość oblubienicy wcale go nie zrażała. Ignorował jej niechęć, chyba zupełnie szczerze się uśmiechając.
- Rozumiem, że potrzebujesz czasu. Spokojnie, jeszcze go trochę mamy... - zapewnił, szczerząc się do ukochanej, po czym bezpardonowo zbliżył się na kilka kroków i chwycił ją za rękę, najwyraźniej z zamiarem ciągnięcia/uprowadzenia/porwania pielęgniarki gdzieś, może w bardziej ustronne miejsce, żeby omówić szczegóły przyszłego ślubu. - Za dużo świadków cie peszy, dogadamy się inaczej.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 125

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Paź 25, 2018 10:15 am   
   <Multikonta: MD | FL


Ten leśny duszek to rzeczywiście była niemożliwie złośliwa bestia; im bardziej Raylene usiłowała zdusić jego podszepty w zarodku, tym głośniej domagał się uwagi i realizacji własnych planów. Nie dało się zaprzeczyć, że jego pomysły były bardzo kuszące... nawet jeśli rozszarpanie dwóch osób na strzępy było nie tylko niewłaściwe, ale też nie do końca możliwe do wykonania przez przeciętnej postury kobietę.
Chociaż niewykluczone, że jeszcze targnie się na tak ryzykowne przedsięwzięcie, bo panowie najwyraźniej postanowili sobie prowokować ją tak długo, aż osiągnie ostateczny limit cierpliwości. Przekroczenie granicy nastąpiło dokładnie wtedy, kiedy starszy mężczyzna podszedł o tych kilka kroków za dużo i bezceremonialnie targnął się na przestrzeń osobistą Winchester.
- Czy ja to mam panu napisać? - Warknięcie w złości przerodziło się niemal w krzyk, kiedy jednym szarpnięciem wyrwała dłoń z uścisku podstarzałego amanta. Gdyby miała wyglądać tak, jak się w tamtej chwili czuła, powinna chyba stanąć w płomieniach albo przynajmniej zacząć dymić - co swoją drogą mogłoby zadziałać odpowiednio... odstraszająco. Niestety, bez takiego arsenału musiała sobie poradzić innymi metodami.
- Czy do pana w ogóle nie dociera, co się do pana mówi? Powiedziałam NIE, polecam się zapoznać z tym słowem. Bo to znaczy, że na żadną propozycję się nie zgadzam, nigdzie z panem nie idę i ma mnie pan natychmiast zostawić w spokoju! - Poziom decybeli rósł z każdym słowem, wywołując coraz większą konsternację na twarzach obserwujących scenę uczniów. Postać dobrodusznej pielęgniarki, którą znali na co dzień nijak miała się do obecnego obrazu wrzeszczącej kobiety z dłońmi zaciśniętymi tak mocno, że ręce zaczynały jej drżeć. energiczna gestykulacja sprawiała wrażenie, jakby rzeczywiście planowała rzucić się na kogoś z pięściami i tłuc tak długo, aż nie wyzionie ducha. Nie byłoby tu wielkiej pomyłki - naprawdę właśnie na to miała w tej chwili największą ochotę, wręcz wewnętrzny przymus, by wyładować złość na żywym stworzeniu.
_________________


 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Paź 26, 2018 8:57 pm   

Urok półwili działał niezwykle silnie. Omamiał, zwodził, wzbudzał szaleństwo, a szczególnie mocno działał na samotnych samców, niestety dla panny Winchester bez względu na wiek. Gdyby ten podstarzały amant nie był taki podstarzały, to może i ciekawa byłaby z niego partia, ale obecnie stanowił wyłącznie przykład dziadka, któremu od roboty pomieszało się w głowie i który z pewnością powinien już dawno przejść na emeryturę i bawić wnuki. Wnuki, a nie młodą żonkę. Wpierw potraktował wybuch pielęgniarki dość rozbawionym uśmiechem, najwyraźniej orientując się w tym, że to przedstawienie zyskało kilku widzów, którzy nie wiedzieli czy czekać na dalszy ciąg czy spierdalać póki im się nie oberwało rykoszetem. Pokiwał tylko wymownie głową i chyba nadal miał nadzieję, że jednak jego obiekt westchnień spojrzy na nieco niego łaskawiej pomimo jego wątpliwej jakoś urody i dość posuniętego wieku. Jak wiadomo, czarodzieje żyją nieco dłużej niż mugole, więc ten wesoły staruszek mógł mieć nawet i setkę na karku. Ale widać w niczym mu to nie przeszkadzało.
- Lubię takie oporne. - zarechotał, co zabrzmieć mogło nawet nieco upiornie, ale niestety kolejny wybuch panny Winchester przyniósł coś nowego, co sprawiło, że wyraz twarzy aurora raptownie zmienił się i dziadek wyglądał teraz na ewidentnie zaskoczonego.
Jej oczy. Jej oczy nabrały zwierzęcego wyrazu. Sama pielęgniarka mogła tego nie odczuwać, ale patrzałki pani Callaghan pociemniały, ich kształt zwęził się jak u dzikiego stworzenia, a to wszystko w mgnieniu oka. Auror zmarszczył brwi, najwyraźniej ocuconą tą gwałtowną przemianą i zaczerpnął głębszego oddechu.
- Zgadamy się później. - mruknął pod nosem, a jego towarzysz oderwał zamyślone spojrzenie od pielęgniarki, pokręcił z rezygnacją głową i pociągnął podstarzałego amanta za ramię zmuszając jego (i przy okazji siebie) do taktycznego odwrotu. - Do nauki młodzieży, do nauki! - na odchodne zagonił obserwujących tą scenkę puchonów do książek, a uczniowie nieco speszeni całym zajściem szybkim krokiem czmychnęli w stronę szkoły.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 1,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9