Ruszyły zgłoszenia do plebiscytu Złote Tiary!
► Nowy system Eliksirów i Zielarstwa!
► Poszukujemy śmierciożerców oraz aurorów!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów!
► Bal zbliża się do końca! Prosimy o zakończenie wątków do 22 października włącznie!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

152
157
135
157

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Zakazany Las
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3624
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Cze 29, 2016 9:22 pm   Zakazany Las
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Znajdująca się w bliskim sąsiedztwie Szkoły Magii i Czarodziejstwa puszcza w przeważającej mierze składająca się z drzew liściastych. Różne gatunki buków, dębów, klonów czy kasztanowców uzupełniane są przez drzewa iglaste. Wszystkie są okazałych rozmiarów, o grubych pniach i sędziwe wiekiem, rosnące w dużym zwarciu, a ich gałęzie skutecznie utrudniają wędrowcom podróż. Im dalej w puszczę, tym korony drzew przepuszczają coraz mniej światła. Jest miejscem bytowania wielu gatunków, również tych rzadkich flory i fauny.
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 680
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 6:16 pm   

Ostatnie wydarzenia jakie miały miejsce w Hogwarcie sprawiały, że miała ochotę zabić albo siebie, albo wszystkich dookoła. Oczywiście wolała jednak mordować kogoś innego niż samą siebie, zwłaszcza pewnego profesora od miotlarstwa, ale na razie jedynie się cieszyła, że od ponad tygodnia go nie widziała. To był naprawdę wspaniały tydzień bez żadnych upierdliwych twarzy na widoku, bez bitwy na różdżki oraz bez zawałów i szalonego latania na miotle na wysokości około kilometra od ziemi. Było spokojnie i monotonnie, tak jak wolała od pewnego czasu. Chodziła na zajęcia, odwalała robotę za Hagrida kilka razy w tygodniu, uczyła się, spotykała ze znajomymi z roku na kremowym piwie, albo nieco mocniejszych alkoholach i tak jej czas mijał. Bez żadnych niepotrzebnych zwrotów akcji, które jedynie sprawiały, że ciśnienie jej się podnosiło. Zwyczajne życie studentki opieki nad magicznymi stworzeniami. Od czasu zakończenia bitwy o Hogwart zaczęło jej się wieść naprawdę w miarę dobrze, zwłaszcza, że już powoli zaczynała zapominać o ofiarach, które poniosły niepotrzebną śmierć. I nie, nie chodziło jej tutaj o jakichś tam gryfonów, czy inne niepotrzebne osoby, ale o jedną szczególną osobę. Jakby Potter nie mógł paść trupem podczas walki z Voldemortem. Niestety chłopiec który przeżył, zawsze przeżywał. Jak karaluch.
Dzisiejszego dnia, zaraz po wypełnieniu wszystkich swoich obowiązków jakie miała do zrobienia w zamku postanowiła zapędzić się w okowy Zakazanego Lasu do którego uczniowie mieli stanowczy zakaz przychodzenia. Wiele miała wspomnień z tym miejscem i żadne z nich nie było zbyt dobre. Dzisiaj jednak miało się to zmienić, bowiem nie ukrywała się przed śmierciożercami i dementorami, ale przyszła tu jedynie po to, aby znaleźć testrale, które widuje już od jakiegoś czasu. Wolała spędzać czas z nimi niż z ludźmi. Ba, przyniosła nawet dla nich specjalne smakołyki składające się z resztek mięsnych, które wzięła z ulicy Pokątnej. Dziewczyna więc skierowała się w miejsce, gdzie zazwyczaj je widywała, bo testrale jak to pochodne koniowatych były zwierzętami stadnymi i dostrzegając już pierwsze osobniki zaczęła podchodzić bliżej wcześniej ostrzegając je cichym gwizdaniem, że się zbliża. Gdy jeden z nich się do niej zbliżył wyciągnęła z siatki jeden z krwawych kawałków mięsa i rzuciła mu do pyska. Niektórzy bali się testrali ze względu na ich niezbyt ciekawy i urodziwy wygląd, ale Becie to nie przeszkadzało. Gdy inne stworzenia zaczęły się przybliżać po kolei zaczęła je karmić resztkami, które ze sobą przyniosła. To miał być całkowicie spokojny i pozbawiony problemów dzień. A przynajmniej chciała, aby taki był.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2476

Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 10:16 pm   

Ciemna puszcza nie była zbyt przychylna dla odwiedzających. Mówiono, że tutaj różne stworzenia lubią się kręcić... te mniej groźne i te bardziej niebezpieczne, te drobne i te całkiem spore. Nieprzypadkowo nazywała się zakazaną, a przekroczenie brzegu lasu dla uczniów mogło skończyć się tragicznie. Młodzi czarodzieje mogli poruszać się tutaj wyłącznie pod opieką dorosłego. Ale przecież panna Michaelson nie była już uczniem, więc z niebezpieczeństwami tego miejsca powinna sobie dać radę.
Testrale początkowo ufnie podchodziły do byłej ślizgonki, chętnie częstowały się pozostawionymi przez nią smakołykami. W pewnym jednak momencie, jedno ze stworzeń podniosło łeb znacząco do góry, a pozostałe w ślad za nim uczyniły to samo. Po chwili takiego nasłuchiwania ruszyły w zachodnim kierunku, nie zwracając uwagi nawet na mięsne kąski rzucane przez dziewczynę. Coś je spłoszyło? Przegoniło?
Już po chwili panna Michaelson mogła się przekonać. Dość nagle od wschodniej strony wyłoniło się z lasu stado centaurów. Na początku biegły młode. Dumne istoty po prostu zwinnie w biegu przecięły las, również zmierzając w zachodnim kierunku. Poruszały się tak szybko i tak bezszelestenie jakby nie dotykały run leśnego kopytami. Zraz potem pojawiły się dorosłe osobniki. Niemal nie zwracały uwagę na byłą ślizgonkę. Wyraźnie się śpieszyły, jeden z dorosłych przystanął obok, poganiając pozostałe. Po chwili obrócił się w stronę panny Michaelson.
- Ludzka dziewczyna... to nie jest najlepszy czas do poznawania zakazanego lasu... - zwrócił się do niej, wbijając w nią spokojne, dumne spojrzenie.
- Phireus! Musimy się śpieszyć! - drugi centaur o brunatnej sierści, podbiegł do towarzysza, przystając przy nim.- Czy to uczennica z Hogwartu?
-Nie. Jest tu na własną odpowiedzialność. Wybrała zły czas.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 680
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 10:31 pm   

Naprawdę nie potrzebowała nadchodzących kłopotów, ale przecież dziewczyna przyszła tu jedynie, aby pobyć w ciszy z testralami, które w pewnym momencie się spłoszyły. Magiczne stworzenia będące końskimi odpowiednikami miały dokładnie te same zachowania. Były to zwierzęta uciekające, wpierw biegną, dopiero potem myślą co dalej. Dlatego spały na stojąco i jedynie po kilka godzin. Kiedy one uciekają, należy robić dokładnie to samo. Gdy wszystkie zaczęły nasłuchiwać czegoś, czego nie słyszała Betha, dziewczyna zwróciła spojrzenie w kierunku którym patrzyły się stworzenia, jednak sama niczego za bardzo nie widziała. Nim się spostrzegła, zwierzęta uciekły w przeciwnym kierunku.
- Co jest...- spytała samej siebie, kiedy z głębi lasu zaczęły wyłaniać się centaury. Biegły tak niesamowicie cicho, że ledwo dało się je usłyszeć, a biegły przecież całym stadem. Obserwowała je zastanawiając się co je spłoszyło, jednak nie mogła ich nawet zapytać, bo były tak zainteresowane ucieczką, że nawet nie zwracały na nią uwagi.
I wtedy jeden z nich się przy niej zatrzymał. Dostojny, pokaźnych rozmiarów centaur, zupełnie jak Firenzo. Potężny koński korpus i górna część ciała człowieka zdawały się być zupełnie niespokojne. Dlaczego jednak wszyscy uciekali? Jeżeli zbliżał się wielki pająk razem ze swoimi dziećmi, to ona z chęcią zabierze się z nimi, bo jak przepadała za magicznymi stworzeniami wszelkiego rodzaju, tak magicznych owadów, zwłaszcza tych ogromnych wolała nie dotykać.
- Dlaczego?- spytała się, gdy usłyszała, że wybrała zły czas na wycieczki do Zakazanego Lasu. Nie żeby każdy czas był niewłaściwy na zwiedzanie tego miejsca, ale dzisiaj zdawało się być wyjątkowo nieodpowiednie.
Gdy dołączył się do nich kolejny niespokojny centaur już sama zaczynała się niepokoić, bo wystraszyć centaura to nie lada wyczyn, a tutaj spłoszyło się całe stado.
- Co się dzieje?- spytała po raz kolejny, gdy za pierwszym razem nie uzyskała odpowiedzi. Pytała spokojnie i z odpowiednią dozą szacunku, bowiem centaury były wyjątkowo wrażliwe i nieufne w stosunku do ludzi, a jednak wolałaby się dowiedzieć co się dzieje zanim stanie w oku cyklonu.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2476

Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 11:32 pm   

- Nie wszystkie istoty powinny się znaleźć w Zakazanym Lesie. To co pojawiło się teraz... nie jest dziełem natury. Jest waszym wytworem. - odpowiedział jej centaur.- Opuść Zakazany Las i ostrzeż Hogwart. - po tych słowach to dumne stworzenie wraz z pozostałymi centaurami skierowało się w swoją stronę i po tym jak kilkanaście sztuk tych mieszkańców przyhogwardzkiej puszczy przemknęło, w lesie na powrót zapanowała cisza.
Przenikająca cisza. Od tej strony, od której uciekały centaury nie było słychać żadnego dobywającego się dźwięku, ale jednocześnie otoczenie wydawało się całkiem normalne jak na ten las. A jednak coś wyraźnie płoszyło zwierzęta z tamtych okolic. Słowa centaura mogły brzmieć naprawdę niepokojąco.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 680
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 11:48 pm   

Nie takiej odpowiedzi się spodziewała szczerze mówiąc. Miała w głębi serca nadzieję, że powie, że jakiś dziki zwierz po prostu oszalał i teraz odwala nie wiadomo jakie rzeczy w głębi lasu, albo że jacyś czarodzieje nawalają się na różdżki tak bardzo, że wystraszyły całą faunę tamtej części lasu. "Jest waszym wytworem." Co to niby miało znaczyć? Jaki wytwór? Co człowiek mógł takiego stworzyć, aby wystraszyć całe stado centaurów? No i przede wszystkim, kto mógł to stworzyć? Śmierciożercy ukrywali się po najgorszych zakamarkach magicznego świata, a cała reszta żyła w Azkabanie. Voldemort nie żył. Czyżby żyli jacyś szaleni naukowcy, poplecznicy Czarnego Pana, którzy po kryjomu przed Ministerstwem eksperymentowali nad magicznymi stworzeniami?
Betha odprowadziła spojrzeniem uciekające centaury i sama nie wiedziała co ma w sumie zrobić. Ostrzec Hogwart? Ale przed czym. Nawet nie wiedziała co ma im powiedzieć. Miała pobiec do McGonagall i co? Powiedzieć, że centaury jej powiedziały, że coś jest kurwa w lesie i mam ich ostrzec? Nie spojrzy przypadkiem na nią jak na idiotkę, która bierze takie ostrzeżenia za bardzo do siebie? W końcu był czas długo wyczekiwanego pokoju. Nic złego nie mogło się już dziać.
Była jednak ciekawa co się działo. Co sprawiło, że zwierzęta wpadły w panikę i strach. Cisza, która nastąpiła była tak wymowna, że Betha była pewna, że to cisza przed burzą która się rozpęta jak tylko pójdzie tam gdzie nie powinna.
- Kurwa.- przeklęła pod nosem i zaczęła iść spokojnym krokiem przed siebie w stronę skąd magiczne stworzenia uciekały. Dlaczego ona zawsze musiała robić wszystko na opak? Kiedy ktoś mówi, że czegoś nie zrobi, to ona jest tą osobą co mówi "potrzymaj mi piwo". Nie zawsze oczywiście. Tylko w przypadkach, jak sytuacja zagraża jej życiu, bo czemu nie. Dziewczyna chwyciła mocniej różdżkę w razie czego, aby być przygotowaną na ewentualny atak, lub defensywę. Nasłuchiwała z każdej strony i wyostrzyła wzrok na tyle, aby pomógł jej w dostrzeżeniu ruchu nieopodal niej. Musiała wiedzieć przed czym ma ostrzec Hogwart.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2476

Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 12:46 am   

Cisza towarzyszyła pannie Michaelson z każdym stawianym krokiem. Zakazana puszcza zamarła. Ani żywego ducha. Kolejne mijane drzewa. Nic się nie działo. Nadal cisza.
Aż nagle ziemia zaczęła drżeć. Coś na drodze przed byłą ślizgonką jakby ryło w ziemi. Ale nie... ryło to z mało powiedziane. Coś sunęło w ziemi niczym buldożer, rozwalając kawałki gruntu na boki. Niszczyło drzewa, zmiatało z powierzchni krzewy, nie zostawiało po sobie niczego. Tumany kurzu unosiły się w powietrzu. Nie widać było co lub kto za to odpowiada. To "coś" nie wydawało też żadnych dźwięków. Po prostu pędziło przed siebie z taką mocą jakby było w wyjątkowej wściekłości. To musiało być całkiem spore. I zapewne silne. Wytwarzało rów za sobą i parło gdzieś jakby w stronę panny Michaelson. Trudno stwierdzić czy ją widziało, czy ona była celem, czy to stworzenie poruszało się akurat w jej kierunku. Możliwe, że tkwiło w ziemi albo ryło tuż pod nią.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 680
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 1:03 am   

Każdy stawiany przez nią krok brzęczał w ciszy lasu jakby waliła w gong. Każde nadepnięcie na gałązki, chrust, czy uschnięte liście powodowały szelest, który odbijał się echem od wysokich liściastych drzew. Przed sobą nikogo nie widziała, ani przede wszystkim nie słyszała. Po prostu jakby Zakazany Las stał się absolutnie martwy. Zawsze przynajmniej było słychać wiatr w górnych partiach, albo łażące po drzewach stworzenia, które zajmowały się swoimi codziennymi obowiązkami, ale teraz wszystko ucichło. Zupełnie jakby czas się zatrzymał i jedynie Betha mogła się poruszać.
Szła przed siebie czując jak bije jej serce. Mocniej zaciskała palce na różdżce, bo sam fakt, że centaury się wystraszyły był bardzo niepokojący. Trudno było je spłoszyć z ich własnych terenów, więc to co ich zmusiło do poruszania się musiało być naprawdę niespotykane i niebezpieczne. Fakt, że to "coś" zostało nazwane wybrykiem ludzkich poczynań był zastanawiający. Gdyby Betha wiedziała z kim będzie miała do czynienia zapewne nie poszłaby wgłąb lasu tylko zostawiłaby ten las w cholerę za sobą. Ale nie wiedziała, dlatego szła jak owieczka na rzeź, która bardzo mocno lubi wierzgać i walczyć o życie.
Gdy poczuła nagłe trzęsienie ziemi pod swoimi stopami, zatrzymała się. Zaczęła się rozglądać nad jego źródłem, bo może kolejne stado centaurów, bądź innych koniowatych biegła w popłochu przed siebie, ale nikogo takiego nie widziała. Zamiast tego jej oczom ukazał się... w sumie nie wiedziała co to było. Wyglądało jakby przeogromny kret rył w ziemi tunel, jednak robił to z taką prędkością, że trudno to było porównać do przerośniętego kreta.... Bardzo przerośniętego. Obserwowała dane zjawisko z szokiem, ale także zaciekawieniem malującym się na jej twarzy. - Co do...- nawet jeśli studiowała magiczne stworzenia, to pierwszy raz widziała coś takiego na własne oczy. Było to niesamowicie dziwne nawet jak na Zakazany Las. Dopiero gdy to "coś" zaczęło się kierować w jej kierunku się ocknęła i natychmiast szybkim tempem starała się uciec w bok z toru tworzącego się podziemnego rowu. Jeżeli jednak podążyłoby to za nią, zacisnęłaby mocniej palce na różdżce i wycelowała w to coś, aby rzucić zaklęcie Ottorius.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2476

Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 1:31 am   

Studentka zdołała uskoczyć, ale grunt sypał się na boki, a razem z nim drobne krzewy, kamienie i wszystko co znajdowało się na drodze tego "czegoś". W zasadzie więc panna Michaelson nadal pozostawała w polu rażenia, nic więc dziwnego, że zdecydowała się na użycie swojego magicznego kijka. Ale... czy zaklęcia w tym przypadku okazało się skuteczne? Cokolwiek to było przestało ryć. A gdyby tak spojrzeć w głąb tego rowu, w miejscu, w którym ustał ten szaleńczy pęd, próżno szukać jakiegokolwiek stworzenia. Nawet malutkiego! Ba! Nawet śladów żadnego zwierzaka nie było, co już musiało wyglądać bardzo podejrzanie. Przecież wszystko zostawia ślady, prawda? Nawet taki słodki, kochany pufek zostawia odciski swoich łapek, a tu nic! Rów niczym dzieło natury, a nie wściekłego stworzenia.
I w tym momencie zerwał się silny wiatr. Gałęzie drzew zaczęły się uginać, a ich czubki zakołysały się. Była ślizgonka poczuła ogromny pęd powietrza tuż za sobą. Nie zdążyła by zareagować. Jakby coś nagle uniosło ją w powietrzu i rzuciło niczym szmacianą lalkę. Z taką łatwością. Świst powietrza. Uderzyła ze sporą siłą plecami w jedno z drzew za sobą. Aż gruby pień zachrobotał. Odczuła to na całym ciele, zsuwając się w dół.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 680
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 1:55 am   

Od kiedy centaury powiedziały jej, że to coś zostało wytworzone przez człowieka i zobaczyła rycie ogromnego rowu z niesamowitą prędkością, była święcie przekonana, że to "coś" było magicznym stworzeniem w którego genetykę ingerowali czarodzieje. Najprawdopodobniej pałający się czarną magią. Może tworzyli jakąś idealną broń, którą mogli wykorzystać do dostania się do podziemnych części Hogwartu, albo taką, która bez słowa będzie mogła przedostać się do mugolskiego świata i go doszczętnie zniszczyć powodując kolejną wojnę między czarodziejami, a szlamami? Tak myślała. W końcu to było logiczne. Coś, co ryło w ziemi musiało być jakimś zwierzęciem, stworzeniem... czymś co żyło i było bardzo złe.
Kiedy więc rycie ucichło, Betha niepewnym krokiem zaczęła podchodzić do wielkiej dziury w ziemi, która okazała się być pusta. Myślała, że zaklęcie chociaż draśnie stworzenie, które kryło się pod ziemią i pozostawi jakiś ślad. Krew, sierść, kawałek pazura, cokolwiek. Jednakże zdziwiła się mocno kiedy nie było żadnego śladu żyjącego zwierzęcia. Nic. Nawet dziury z której powinien wychodzić tunel, jednak miejsce było zasypane warstwą piachu i kawałkami krzewów i drzew, które zostały powalone w trakcie.
- O chuj tu ch...- nie zdążyła dokończyć, bo nagle poczuła jak jakaś niewidzialna siła unosi ją nad ziemię jakby nic nie ważyła. W sumie może jej waga nie była za duża, bo ile mogło się pomieścić w tym metr sześćdziesiąt, ale miała wrażenie, że to coś co ją uniosło nawet nie odczuło jakiegokolwiek oporu. Jak gdyby nic nie ważyła. A to nie wróżyło niczemu dobremu o czym chwilę później się przekonała. Chciała ponownie cisnąć zaklęciem, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić została rzucona o pobliskie drzewo. Mocno poczuła spotkanie z nim, bowiem wydała z siebie niemy krzyk bólu czując jak jej kręgosłup ledwo wytrzymuje silne uderzenie o grube drzewo. Upadła i starała się podnieść na chwiejących się rękach, jednak ból, który przeszywał jej całe ciało był niesamowicie silny. Grawitacja w tym momencie była o wiele silniejsza niż kiedykolwiek.
- K...kur..wa.- nawet przekleństwa wychodziły jej z trudem, bo ledwo łapała oddech czując, że również płuca ma obite od tego rzutu. Wciąż miała mocno zaciśnięte palce na różdżce, ale w tej chwili nawet podnieść się nie mogła do końca. Buzująca w niej adrenalina sprawiała, że się poruszała, ale każdy ruch sprawiał jej ból. Nie mogła jednak tam tak leżeć, musiała wstać, bo inaczej czekała ją pewna śmierć. Nie zginęła z ręki Voldemorta, to teraz tym bardziej nie zginie z rąk jakiegoś gówna, którego nawet na oczy nie widziała, bo miała mroczki przed oczami. Opierając się o drzewo z trudem wstała wciąż trzymając w dłoni różdżkę przygotowaną na ewentualny atak lub obronę.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 324
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 2:14 am   
   <Multikonta: N.W.


To był jeden z takich dni, kiedy nawet on miał dosyć całego świata i najchętniej położyłby się już spać. Miał dzisiaj milion lekcji z klasami od piątej do siódmej, na których zrobili sobie wzajemnie taki wycisk, że aż głowa mała. Zasadnicza różnica była taka, że oni mieli po jednej godzinie lekcyjnej, a on trzy z rzędu, tak więc to zdecydowanie nie było uczciwe. O stary, to już nie ten wiek, kiedy trenowało się po kilka godzin, a na drugi dzień wychodziło ze szwanku. W ciągu dnia co prawda zdołał odpocząć, ale teraz nie miał ochoty robić kompletnie nic. Wszystko czego się podjął w zamku, począwszy od czytania kolejnych książek, a kończąc na ogarnianiu swojego pomieszczenia nie dochodziło do skutku, bo odechciewało mu się zanim jeszcze zaczął. Koniec końców stwierdził, że pójdzie i polata, bo oszaleje w zamkniętym i dusznym pomieszczeniu, a nosiło go niesamowicie.
Wszystkie rany jakie odniósł jakieś półtorej tygodnia, może dwa temu spowodowane upadkiem na rozpędzonej miotle z lekką asystą expelliarmusa rzuconego przez rozwydrzoną ślizgonkę już zagoiły się na dobre, z delikatną pomocą pielęgniarki ze skrzydła szpitalnego. Co prawda kobieta upierała się, żeby został tam i wyleżał swoje, ale nie byłby sobą, gdyby nie olał akurat tego przykazania i nie leczył się we własnym łózku. Ot co. Koniec końców jednak został uznany za w pełni zdrowego, a i nawet żadne ślady po tym jakże ambitnym przedsięwzięciu nie zostały.
Reasumując już po jakichś piętnastu minutach od wpadnięcia na genialny pomysł, coby polatać, był już na swojej miotle, tym razem tej mniej ambitnej, ale wciąż szybkiej, na której raczej wykonywał sobie przeloty tu i ówdzie, aniżeli jakieś akrobacje. Co nie zmienia faktu, że się nie dało, a skąd. Na każdej miotle można coś tam ciekawego powyczyniać.
Kolejne akry które przemierzał migały mu pod stopami, a gdzieś w okolicy błoni uniósl miotłę do góry i poszybował nad zakazany las od strony zachodniej, gdzie po chwili wskoczył między drzewa i tam zaczął manewrować między dość rzadko na obrzeżach porośniętymi pniami. W życiu nie spodziewałby się jednak, że przed nim przebiegnie stado centaurów, które zmusi go do wylecenia spomiędzy konarów szybciej niż zakładal to wcześniej. Nie ukrywał, że trochę się przestraszył, bo tyle co on miał wspólnego z opieką nad magicznymi stworzeniami, to tylko mniej znał się na transmutacji. A tu jeszcze pędzące centaury.
Patrzył więc w tej chwili na las z perspektywy czubków drzew, choć po chwili jego spojrzenie zwrócił dość silny wiatr w jednym z odcinków puszczy. Może i nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie fakt, że w jego towarzystwie działy się rzeczy dziwne. I choć Christopher doskonale wiedział, że Zakazany Las to jednak oddzielny byt, to jednak zainteresowało go to na tyle żeby zobaczyć co tam się dzieje. W końcu przecież ma miotłę. To myślenie kiedyś go zgubi.
Zbliżył się bardziej do epicentrum wydarzeń dokładnie w tym samym momencie, kiedy bezwładne ciało człowieka rąbnęło o drzewo. Oho. Znacie to uczucie w żołądku, które zwiastuje, że stanie się coś niedobrego? No właśnie, to on to właśnie teraz czuł. Kto był jednak oponentem? Ktoś urządzał sobie pojedynek w zakazanym lesie? Wiatr najwyraźniej nie miał zamiaru się uspokoić, a kiedy Christopher się zbliżył bliżej konarów drzew mógł dostrzec wyryty sporej wielkości rów, który zaniepokoił go jeszcze bardziej. Jedyne na co miał ochotę to obecnie spierniczyć, no ale przecież nie zostawi leżącej tam, a raczej już stojącej... zaraz zaraz. Czy on jest w jakimś show, w którym ktoś wyskoczy zaraz z kwiatami i krzyknie "mamy Cię!", nie? Bo to jest jakiś żart. Mimowolnie jednak zapikował w dół, a im bardziej się zbliżał tym bardziej miał pewność, że coś ją zaatakowało. Szczerze mówiąc nawet się nie zastanawiał nad tym kto jest napastnikiem, ani gdzie się obecnie znajduje. Rozpędzona miotła leciała teraz można rzec, prawie na dziewczynę, a mężczyzna wcześniej podlatując pod odpowiednim kątem wyjął w jej stronę rękę i bezceremonialnie zgarnął ją jak worek ziemniaków* na miotłę i usadził przed sobą, starając się od razu odbić do góry i wystrzelić jak najwyżej, skąd będą mogli chociaż dogadać się na temat tego czemu ona leży prawie połamana pod drzewem w środku lasu, a nie dosięgnie ich to coś, co ją zaatakowało. Miejmy nadzieję, że jednak nie pierdolnie z tej miotły, bo dwa razy w przeciągu dwóch tygodni nie było czymś co miałoby go pocieszać.


*za pozwoleniem Beci, a jakże.
_________________

alter ego | hymn | życiowe motto | mood
Violetta Strauss napisał/a:
[...] ...jej wzrok zarejestrował postać profesora Verendala, który niewerbalnie dał znać, że będzie miał na nie oko. [...] I tak wiedziała, że z niego dobra dusza i najwyżej nieco popsioczy jak się schleje w sztok, a finalnie będzie nawet pomagał ulżyć przeładowanemu żołądkowi trzymając włosy, żeby te rozpuszczone kudły nie stanęły na trasie zwrotu brzusznej zawartości.
 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2476

Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 6:59 pm   

A gdzie przeciwnik? Czemu go nie widać? No chyba, że przyjmiemy, że skrywa się gdzieś za krzakami podejmując bezczelną walkę z ukrycia. Oprócz boleśnie potraktowanej panny Michaelson w pobliżu nie było nikogo, ale nie przeszkadzało to w tym, by teren ten wyglądał już przeorane pole pod wpływem jakiejś bitwy czy wprost mówiąc czarów. Drzewa kołysały się powoli od wiatru. Nic dziwnego, że magiczne stworzenia uciekały z tego terenu. Gdy nauczyciel zgarnął studentkę, doszło do kolejnej anomalii. Te stare pnie, te rosnące tu zapewne od wielu lat drzewa zaczęły unosić się w powietrzu. Ziemia drżała. Nie... nie tak po prostu zaczynały lewitować, bardziej zostały wyrywane jeden po drugim razem z korzeniami. Ogromne sploty korzenne zaczęły wydzierać się z gruntu, drzewa unosiły się kolejno na coraz większym terenie. Takiego pogromu Zakazany Las dawno nie widział. Profesorowi nie było łatwo manewrować wlocie miotłą. Gałęzie przysłaniały widok, trzeszczenie pni i konarów powodowało nienaturalny dla tego obszaru huk, a las unosił się niemal równomiernie z czarodziejem szybującym na miotle.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 680
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 9:27 pm   

Miała mroczki przed oczami. Świat jej wariował przed oczami mimo, że usilnie starała się jak najszybciej odzyskać równowagę i prawidłowe widzenie. Z trudem łapiąc oddech w końcu doszła do siebie, jednak nie spodziewała się tego co stało się później. Tak absolutnie się tego nie spodziewała. W pewnej chwili została poderwana z ziemi i usadzona na... jebanej miotle. Odruchowo złapała się miotły na której siedziała, aby kantem oka zaobserwować kto przybył na swoim dzielnym rumaku, aby jej pomóc. Kurwa, wolałaby chyba nawet jebanego Pottera, bo Chrisa to się tu absolutnie nie spodziewała, zwłaszcza w sytuacji gdzie ratuje ją z opresji. Powiedziałaby coś pewnie, ale w tej chwili nawet trudno jej było utrzymać rytmiczny równomierny oddech, więc wolała milczeć i po prostu kurczowo się go trzymać, bo po ostatnich wydarzeniach jakie jej zaserwował wolała się go nie puszczać mimo wszystko.
Spojrzała w dół, aby dostrzec jakiekolwiek stworzenie, które rzuciło nią jak szmacianą lalką, ale niczego nie dostrzegła. Absolutnie nic. Widziała z góry jedynie rozkopaną ziemię, która wyglądała tak jakby jakiś rolnik się zapomniał i odwalał dzikie akcje na swoim polu...a potem jakby odbyła się tam wojna o Narnię i Winterfell w jednym. Jednak chuja było widać. Nie było żadnych śladów po jakimkolwiek magicznym stworzeniu. Żadnych odcisków łap, śladów pazurów, sierści, nawet głupiej śliny. Jeżeli cisnęło nią w taki sposób, to to "coś" musiało być pokaźnych rozmiarów i posiadać ogromną siłę. Nie mogło się schować tak od razu i bez większego problemu. Chyba, że walczą z wielkim magicznym kameleonem.
I wtedy zaczęła widzieć wielkie drzewo lecące w ich stronę. Mocniej się go złapała, a po chwili Chris zrobił jeden z uników. Potem kolejny. Drzewa leciały jak gdyby coś je wyrzucało bez większego problemu i wysiłku, jednak pomimo wszelkich starań i wytężeń wzroku niczego dalej nie mogła dostrzec. Pomimo obrażeń jakie otrzymała przed chwilą, była piekielnie ciekawa co było na tyle niebezpieczne, że bez trudu wyrywało drzewa wraz z korzeniami. Samobójstwo? Prawdopodobnie.
- Podleć bliżej.- mruknęła z trudem w jego stronę wiedząc, że jest to bardzo głupi pomysł, ale musieli się dowiedzieć z czym właściwie mają do czynienia. Muszą to wiedzieć, aby potem szukać sposobów na to jak się bronić i zabić to "coś". Skoro mieli już ostrzegać cały Hogwart, to naprawdę musieli wiedzieć przed czym, bo "magiczna siła wyrywająca drzewa wraz z korzeniami" nie brzmiała dobrze.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 324
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 9:38 pm   
   <Multikonta: N.W.


Zacięty i poważny wyraz jego twarzy był doprawdy niespodziewanym ewenementem i mogła być zadowolona, że w końcu może zobaczyć go w innym stanie niż ciągłe śmianie się czy umieranie z bólu (ale i tak się śmianie). O ile w ogóle na niego spojrzy, bo na tę chwilę, nie zapowiadało się, aby miała zwrócić wzrok skądkolwiek niż z jego klatki piersiowej, a z drugiej strony oczy zapewne i tak miała zamknięte pamiętając co ostatnio wyczyniał z tą miotłą i jak niechybnie ją przewiózł. Zasadnicza różnica była taka, że teraz czuł się doskonale, więc możliwości są dużo większe, natomiast nie miał zamiaru tego robić.
No właśnie.
Długo nie musiał czekać, aby przekonać się, że to jeszcze nie koniec zabawy i że zwierzątko sobie nie pójdzie, bo kiedy już myślał, że wylecieli ponad ten cholerny las i są bezpieczni to przed oczami śmignął mu pień wyrwanego drzewa, co więcej to drzewo po chwili odkryło co to grawitacja i zaczęło przechylać się w jego stronę. Jemu dwa razy nie trzeba było powtarzać, że trzeba stąd uciekać, więc w międzyczasie rzucając do dziewczyny gromkie 'trzymaj się mocno' (czego zapewne mówić jej nie musiał, bo jej paznokcie najprawdopodobniej niedługo dosięgną jego kości), wykręcił miotłę w tył i zaczął pędzić w drugą stronę, gdzie ponownie zatrzymało go lewitujące drzewo. Co do jasnej... Starał się unikać za wszelką cenę wszelkich korzeni, pni, jak i również gałęzi, które mogłyby ściągnąć ich na ziemię z prędkością większą, niż Becia rzucająca wyzwiska na lewo i prawo. Serce waliło mu jak jasna cholera, a i manewrowanie nie było takie proste zważywszy że przed sobą miał wtuloną w niego panikarę. Dobrze, że jeszczenie zaczęła krzyczeć 'drzewo, tam, uważaj, kolejne, jezu, zabijesz nas!', choć nie ma co mówić hop, bo jeszcze wszystko przed nimi.
Z braku pomysłu tak naprawdę i szybko przemieszczającego się rozpierdolu skierował trzonek miotły w górę i wystrzełił miotłę byleby wyżej od tego cholernego lasu tam, gdzie te drzewa nawet wyrzucone raczej nie będą w stanie ich sięgnąć, bo przyciągnie je grawitacja. Wtem usłyszał, że ma podlecieć bliżej. ŻE CO KURWA MA ZROBIĆ. - Chyba zartujesz. - stwierdził zerkając w dół na latające wszędzie konary i ogólną dewastację Zakazanego Lasu. Ani trochę go nie interesowało co tam się dzieje, a jej najwyraźniej było mało, o nie, co to to nie. Dopóki chociaż te drzewa się nie uspokoją on nie ma zamiaru ryzykować życiem, choć trzeba przyznać, że jakaś niewielka część mówiła mu gdzieś w duszy 'no sprawdź to, może być ciekawe'.
_________________

alter ego | hymn | życiowe motto | mood
Violetta Strauss napisał/a:
[...] ...jej wzrok zarejestrował postać profesora Verendala, który niewerbalnie dał znać, że będzie miał na nie oko. [...] I tak wiedziała, że z niego dobra dusza i najwyżej nieco popsioczy jak się schleje w sztok, a finalnie będzie nawet pomagał ulżyć przeładowanemu żołądkowi trzymając włosy, żeby te rozpuszczone kudły nie stanęły na trasie zwrotu brzusznej zawartości.
 
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2476

Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Lip 10, 2018 12:39 am   

Drzewa najwyraźniej nie zamierzały ustąpić. Albo... cokolwiek co nimi kierowało. Raz za razem zaczęły się skłaniać ku miotle profesora jakby go chciały dosięgnąć i przygnieść. Nauczyciel musiał szybko i zręcznie manewrować miotełką, jeśli chciał uniknąć dość bolesnego losu wraz ze swoją pasażerką. W końcu gdy wzlecieli ponad Zakazany Las, ich oczom ukazał się dramatyczny widok. Część lasu po prostu położyła się na ziemi. Wielkie pnie, których nic nie ruszyło przez kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset lat kładły się jeden po drugim. Zawaliły się tak jakby ogromna siła po prostu zdmuchnęła je jak zapałki. Widok przypominał przejście huraganu albo innego druzgoczącego zjawiska. Na sporym kawałku ziemi po prostu puszcza przestała istnieć. Drzewa wyrwane z korzeniami runęły kładąc się po sobie. Ten pogrom robił wrażenie. Cokolwiek co za tym stało siła zniszczenia była ogromna. Ale... chwilowo uspokoiło się. Niczym nie miotało, niczym nie ciskało... został tylko niepokój.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 9