Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Fabuła
Minął rok od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

1
2
3
4
Ogłoszenia
► Pilnie poszukujemy nauczycieli Obrony przed Czarną Magią, Zielarstwa, Eliksirów, Numerologii, Starożytnych Run, Quidditcha oraz Historii Magii!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!

100
100
100
100
W Sieci


Grudzień 1999r.
Pełnia: 21-24.12 (20-23.12)
Pora powitać mróz i zaspy śniegu. Prószyć będzie niemal codziennie. W dzień ok. -3'C, w nocy ok. -8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Dom Straussów
Autor Wiadomość

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Śro Mar 19, 2014 8:35 pm   Dom Straussów

Malowniczy piętrowy domek wśród dewońskich pól
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Śro Mar 19, 2014 8:52 pm   

Spotkanie przy kawie w Londynie minęło bardzo miło. Przynajmniej tak sądziła blondynka. Jej mama taktownie powstrzymała się przed robieniem przesłuchania dziewczynie, słuchała i dołączała do dyskusji. Ogólnie rzecz biorąc było to typowe popołudnie przy kawie, podczas którego poznają się lepiej. A właśnie na tym zależało Biance. Chciała by Anna ją zaakceptowała i metaforycznie przyjęła do rodziny. W sumie akurat o to trudno nie było, ale liczyło się założenie.
W każdym razie beztroska niedługo minęła i trzeba było przenieść się, by poznać tę drugą mamę. Szczerze mówiąc im bliżej było tego spotkania, tym bardziej Biancia się denerwowała. Chciała by kobieta ją zaakceptowała i polubiła. Zwłaszcza, że Ferro nie zamierzała pod żadnym pozorem rezygnować z tego związku. O ile jednak byłoby łatwiej, gdyby miały wsparcie u mamy Violci. Tyle, że Bian znała siebie na tyle dobrze, że była niemal pewna że coś palnie albo nie zacznie zachowywać się w nieodpowiedni sposób. Kurczę, chyba dawno nikt nie wiedział blondynki tak spiętej. Po prostu kiedy nie była na swoim terenie nieco traciła na pewności siebie. Na szczęście to zaraz minie. Wystarczy, że drzwi się otworzą.
-Ne Viol, pilnuj mnie, żebym czegoś nie palnęła co? Mam nadzieję, że twoja mama będzie wyrozumiała dla mnie- uśmiechnęła się lekko do swojej partnerki i wskazała ręką że jest gotowa wejść do paszczy lewa... znaczy się domu Violci.
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Śro Mar 19, 2014 11:31 pm   

Oczywiście Violka była tego samego zdania, że spotkanie przebiegło naprawdę miło. Nie miałaby nawet problemu gdyby była zasypywana przez panią Ferro pytaniami, ale widać nie czuła takiej potrzeby, albo wykazała się taktem i wolała nie odstraszać młodej Strauss. Szczerze to nawet polubiła mamę Bianci i zdecydowanie będzie miała o niej jak najlepsze zdanie.
Teraz jednak jesteśmy w dziurze zwbitej dechami na zadupiu na Devonie... a wszystko, żeby odwiedzić dom Straussów i przedstawić Bian Jennifer - pani domu, która nie mogła doczekać się przyjazdu długo niewidziwnej córki. Viol wiedziała jakie podejście do spraw wszelkiego rodzaju odmienności ma jej matka, ale mimo wszystko nieco obawiała się jak kobieta przyjmie dziewczynę i jak zareaguje na wiadomość, że są razem.
Nie bała się o to, że Bian coś palnie, bo... mama raczej zaczęłaby się śmiać niż się tym wszystkim przejęła. W końcu była jedyna w swoim rodzaju i tak zupełnie inna od swojego (na dobrą sprawę byłego) męża.
Uśmiechnęła się jedynie na słowa Ferro i zarzuciła jej ręce na szyję. Była teraz dla niej niebywale słodka.
- Nie martw się. Będzie dobrze, kochanie - zamruczała całując ją przeciągle póki drzwi domu nie skrzypnęły.
W obawie, że to jednak ojciec niemal odskoczyła od dziewczyny, ale zamiast męskiej sylwetki zobaczyła jedynie wątłą postać swojej siostry.
- Ach to wy. Śmiało wchodźcie. Ja chwilowo wychodzę także powodzenia z rodzicami, Viol~ - rzuciła, machając i oddalając się pospiesznie od domu.
Druga z sióstr jedynie obejrzała się za Jean i po prostu pociągnęła Bian za rękę, chcąc ją wprowadzić do domu. Wszystko wyglądało tak jak zwykle i kompletnie nic się nie zmieniło od czasu kiedy ostatni raz tu była. Z wyjątkiem tego, że jedna z mioteł wisząca na honorowym miejscu w salonie była nieco przestawiona. Widać, że Jennifer niedawno jej używała.
- Viol, kochanie! Przyjechałaś! - pani Strauss nie kryła radości z tego spotkania i radośnie choć krótko wyściskała córkę, a potem spojrzała na jej opłakany stan z troską. - Och, Viol... Co ja z tobą mam...
Przesunęła następnie przesunęła wzrok na towarzyszkę córki, której przybycia się nie spodziewała, a zdecydowanie nie w tym momncie.
- Tak mamo. Chciałabym ci kogoś przedstawić... - zacisnęła mocniej pwlce na dłoni Bianchie i zerknęła na nią nim wydusiła z siebie coś więcej. - Mamo to jest Bianchie Ferro. Szukająca i kapitan drużyny Huffelpuffu oraz moja dziewczyna.
Mama brunetki niemo zagwizdała, słysząc te słowa. Jednak nie była zła ani nie miała nic przeciwko. Była po prostu zdziwiona tym, że córka przyprowadziła do domu swoją partnerkę skoro wcześniej jakoś nie paliła się do żadnych bliższych relacji, a tym bardziej, że spodziewała się spotkać ojca podczas swojej wizyty.
- No to ładnie... Huffelpuff mówisz? Puchoni zawsze byli ciotami jeśli chodzi o Quidditcha. Przynajmniej kiedy ja chodziłam do szkoły. Mam nadzieję, że coś się zmieniło. Odnosicie jakieś sukcesy? - zapytała, idąc zaparzyć herbaty, ale zaraz przypomniała sobie o istotniejszej rzeczy niż przynależność do drużyny. - Niemniej jednak cieszę się, że Violka jest szczęśliwa i w końcu znalazła kogoś, kto z nią wytrzymuje... Swoją drogą ojciec jest na piętrze, ale nawet podczas dwóch dni wolnego nachodzą go delegaci z Niemiec, a przed nim... wiesz co.
Jak na potwierdzenie tych słów z piętra dało się słyszeć groźne niemieckie krzyki, które bynajmniej nie wróżyły pomyślnego spotkania z panem Straussem.
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Czw Mar 20, 2014 7:48 pm   

Od razu dziurze zabitej dechami. Małe miasteczka miały swój urok. Były ciche, spokojne i w ogóle. Może nie było to to samo co żywe miasta pełne świateł, ale podobało się jej tutaj. Znaczy bardziej by to doceniła nie będąc kłębkiem zestresowanych piórek. Serio zaraz się zmieni i nawieje z dzikim skrzekiem. Dobra Bian ogarnij się. To tylko spotkanie z rodziną twojej dziewczyny, co złego może się tac? No tak możesz zrobić z siebie idiotkę, coś rozbić lub wywołać wojnę rodziną, bo nie będzie potrafiła się zamknąć i zaakceptować zachowania pana domu. Dobra teraz panikuje. Ale wróć dałaś radę dementorom, zrobiłaś ze śmierćka dżemik wieloskładnikowy, to i poradzisz sobie z tym spotkaniem. I wcale nie była urocza!
Nie powiem, ten pocałunek skutecznie odwrócił jej uwagę od nadchodzącego spotkania. Szczególnie, że za tym była stęskniona. Nie oszukujmy sie ostatnie tygodnie obie były wyposzczone jak nie wiem i teraz Biancia zdecydowanie bardziej łaknęła tego, co jej było zakazane. Także bardzo chętnie przywarła do swojej partnerki, ale jak to zwykle bywa w takich chwilach coś, a w zasadzie ktoś musi im przerwać. Violcia odskoczyła jak oparzona, a blondynka musiała zawalczyć o równowagę. No co podparcie straciła... Też obawiała się najgorszego. No bo to chyba byłoby tragiczne jeśli poznałaby jej ojca całując się z Viol na progu. Gorzej by chyba było tylko jeśli przyłapałby je w łóżku. W sumie to było prawdopodobne...
-Hej - rzuciła jedynie "przelatującej" siostrze. Szkoda, że nie została, ale najwyraźniej poznają się lepiej później. Jej pojawienie się jednak dało sygnał, że może lepiej wrócić do rzeczywistości i pora wejść do środka, co się w sumie zaraz stało.
Znalazły się w mieszkaniu. Biancia zaraz zdjęła kapelusz i rozejrzała się po korytarzu. Czuła się tu nieco nieswojo, ale to tylko chwilowe odczucie. Zawsze tak miała, że w nowych miejscach musiała mieć nieco czasu by się odnaleźć. Tym razem jednak nie miała takiej okazji. Pojawiła sie pani domu i Ferro zwyczajnie poczuła się taka malutka. Póki co nie odzywała się pozwalając przejąć pałeczkę Violci. Przynajmniej teraz wiedziała jak się czuła krukonka pod spojrzeniem jej matki. Nic przyjemnego.
-Miło mi panią poznać. Niestety nie miałam jak skompletować drużyny w tym roku. I rozgrywki zostały odwołane. Może to i lepiej przynajmniej nie musiałam przyjmować byle kogo by był pełen skład. I proszę się nie martwić już zadbam o to, by Viol była szczęśliwa i stanęła na nogi- zapewniła ją uśmiechając się lekko. Co zabawniejsze przez swoje zdenerwowanie zaczęła mówić z akcentem. Bardziej rosyjskim niż włoskim, choć i to pobrzmiewało. W każdym razie był on jedyny w swoim rodzaju.
Co do krzyków z góry oczywiście, że je usłyszała i nieco niepewnie spojrzała w górę jakby szukając ich źródła. Nie wiedziała, że ta rodzina prowadzi interesy z niemcami. No proszę, kto by pomyślał. Ale i tak nie zmieni to faktu, że nie zamierzała polubić jej ojca.
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pon Mar 24, 2014 8:26 pm   

Może i miały swój urok, co i tak nie zmienia faktu, że to było zadupie. Niezwykle malownicze, ale jednak chociaż Violetta nigdy by się go nie wyparła, bo to piękna okolica, do której zawsze będzie wracać myślami, gdy w wielkim mieście nie znajdzie zacisznego miejsca do gry w Quidditcha, co byłoby sporą niewygodą dla młodej Strauss, która musiała mieć zawsze skrawek nieba do latania na miotle, a tego jej w Aylesbeare zabraknąć nie mogło.
A Biancia jeszcze nie wiedziała wtedy, że mamy Violci nie ma co się bać. No i nie miała obaw co do zachowania dziewczyny. Cokolwiek by zrobiła to dla dobra Viol, która na pewno zrozumie intencje blondynki. W każdym razie nawet jeśli doszłoby do nieporozumienia to wiadomo, że pani domu tym się nie przejmie i będzije trzymać stronę córki, która nigdy nie odwróci się od swojej dziewczyny.
Zdecydowanie ten post nie wpłynął za dobrze na nie obie, a w szczególności na brunetkę, która niemal oszalała, ale teraz chciała by ktoś zawiązał jej oczy tak jak sama robiła to jeszcze jakiś czas temu. Tak by ta chwila nie mogła być przerwana przez jakąś nieprzyjemną wizję. Było jej zbyt dobrze, ale jednak wybiegjąca z domu siostra musiała ja zswykle wszystko zepsuć, ale z drugiej strony może tak było lepiej, bo nigdy by się od Biwn nie oderwała.
Objęła dziewczynę, gdy ta niemal straciła równowagę. Cóż gdyby to był ojciec... a gdyby to jeszcze przyłapał je w łóżku to była ciekawa czy padłby na zawał czy jeszcze zdążyłby ją wykląć. Zdecydowanie wtedy nie byłoby miło, a rodzina ze strony ojciec na zawsze by jej się wyparła. Chociaż może nie zrobiłby tego, aby zachować rodzinę bez skandalu. W końcu nazwisko Strauss musiało być nieskazitelnie czyste. W każdym razie na pewno nie zaakceptowałby wyboru jej córki.
- Możemy z nią porozmawiać w Hogwarcie. Chociaż jest wiecznie zabiegana - rzuciła do blondynki nim wprowadziła ją do domu. W końcu Jean była uczennicą, więc na pewno będą miały okazję do małej rozmowy. W końcu dobrze by było jakby Bian dobrze się dogadywała z jak największą częścią jej rodziny.
Przynajmniej nie musiała pomagać dziewczynie w odłożeniu swoich rzeczy. Chciała by jednak Biancia czuła się tu swobodnie, bo jednak poza szczególnymi okazjami jak Boże Narodzenie i jeden inny dzień w roku to pana domu nie było w nim przez cały czas, więc im nie warto się chwilowo przejmować. Przecież sama Viol widziała go kilkanaście albo nieco więcej razy w życiu. Niemniej jednak mamusia była kontaktowa i szybko nawiązała jakąś rozmowę.
- Szkoda, ale może dzięki temu Violcia ma mniej meczy do ogarnięcia... Ona śledzi nawet rozgrywki trzecioligowe! Niemniej powdzenia w przyszłym roku. Będę trzymać kciuki za Krukonów i wyjątkowo za Puchonów - obiecała Jennifer, patrząc na obie dziewczyny i zalała herbatę wrzątkiem, a potem zaniosła na stolik. - I dziękuję za to, że się nią zajmiesz. Mimo wszystko potrzebuje troskliwej, ale mocnej ręki
Piętnastolatka tylko prychnęła naburmuszona, bo ta rozmowa zdecydowanie zaczęła godzić w jej wrażliwe ego, które nie mogło znieść dalszego mówienia o opiekowaniu się, stawaniu na nogi itd... Jedyne co jej się tu podobało to niezwykle seksowny i uroczy akcent swojej dziewczyny, która zdecydowanie nie raz ją jeszcze zaskoczy.
- Wcale nie potrzebuję opieki... Prawda Bian? No pooowiedz - zamruczała, łasząc się do jej ramienia.
Cóż ojciec Viol pracował na wysokim szczeblu w Ministerstwie i kiedy przyjeżdżli niemieccy delegaci zwykle byli odyłani do pana Straussa, bo milej im się rozmawiało z kimś, kto posługiwał się ich językiem w naturalny sposób. Dodatkowo ojciec Violci był z pochodzenia jakby nie patrzeć Niemcem, a przynajmniej taka krew w nim płynęła od pradziada przynajmniej.
Brunetka wolała jednak nie przejmować się krzykami dobiegającymi z piętra i póki tylko mogła rozkoszowała się przyjazną atmosferą, która trwała dopóki nie rozległ się dźwięk kroków na schodach i po chwili w salonie pojawiła się męska postać. Mężczyzna był wysoki, o bujej czarnej czuprynie i czarnych zimnych oczach, które świeciły w twarzy o surowych i ostrych rysach. Miał na sobie ciężki czarny płaszcz, który nadawał mu naprawdę groźnego wyglądu i gdyby dementorzy byliby ludźmi mogliby wyglądać podobnie do pana Straussa.
- Pokaż się, no - mruknął nieprzyjaźnie bez przywitania chwytając córkę za podbródek i przyglądając się jej uważnie, co spotkało się z cichym warknięciem dziewczyny. - Wyglądasz na zdrową. Chciałem ci już przygotować miejsce na oddziale w św. Mungu, ale widzę, że go nie potrzebujesz... Właściwie wolałbym nawet byś nie zaglądała tam z jakąś paskudną klątwą, by nie wypytywali cię o niewygodne rzeczy. W jakim świetle to postawiłoby Straussów - mówił, podchodząc do barku i nalał sobie do kryształowej szklanki odrobinę szkockiej i wydawało się, że dopiero podnosząc trunek do ust zauważył blondynkę znajdującą się w salonie.- A ona kim jest?
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Pon Mar 24, 2014 11:24 pm   

Oj nie wątpiła w to, że jeszcze nie raz będzie okazja poznać siostrę Violci. Tym bardziej jeśli były w jednej szkole. Swoją drogą, aż dziwne, że wcześniej nie miały okazji po prostu usiąść i pogadać. Ale z drugiej strony Bian była dopiero od roku w Hogwarcie, a i ostatnie semestry nie były normalne. W takich warunkach ciężko było poznawać rodzinę swojej dziewczyny. Zwłaszcza jeśli ta nie mogła usiedzieć na miejscu.
Oj tak, ten post był za długi. Zwłaszcza, ze w szkole wcale nie miały tak często okazji by zaspokoić swoje hmm "rządze". No bo trzeba się pilnować bla bla bla i tak dalej. Teraz każdy pocałunek czy choćby muśnięcie drugiego ciała wywoływało przyjemne dreszcze. Tak, miała ochotę dobrać się do niej choćby tu i teraz, ale będzie grzecznym ptaszyskiem i chociaż poczeka do wieczora. Skoro wytrzymała tyle to przetrzyma jeszcze te kilka godzin. Zwłaszcza, że w perspektywie było poznanie teściowej.
Spokojnie, zaraz się oswoi. To tylko chwilowa dezorientacja, która przejdzie gdy tylko porozmawiają i się odprężą. Bian w końcu miała zdolność do szybkiego przystosowania się do nowych sytuacji. Kto jak kto ale ona nie da rady? Była szaloną włoszką z Dumstrangu, a to coś znaczy. No nic, zaraz jej zdenerwowanie przejdzie, zwłaszcza, że pani Strauss okazała się być przemiłą kobietą.
-Przyda się, zamierzam stworzyć najlepszą drużynę w historii tego domu. W Dumstrangu mi się to udało, to i tutaj dam radę. A właśnie, zamierzam zabrać Violcię do siebie na resztę wakacji. O ile oczywiście nie ma pani nic przeciwko. Panią też zapraszam. Mam spory dom, więc z łatwością się pomieścimy- zapewniła jednocześnie jednak pytając o zdanie kobietę. To chyba dobrze, że nie stawiała jej przed faktem dokonanym prawda? Może sobie tym nawet zaplusuje? Kto wie.
-Słońce skoro tak twierdzisz. Ale i tak się ode mnie nie uwolnisz więc nie marudź - pokazała jej język drocząc się z nią. Nie przyzna jej racji, ale też nie zamierzała jej zostawiać samej sobie bez opieki. Tak samo jak nie chciała mówić głośno, że martwią ją jej ataki klątwy, nieciekawy wygląd i zmęczenie w głosie. To zostawi dla siebie i po prostu pomału ją "naprawi". Ale nie mówmy o tym teraz, nie czas ani miejsce na to.
Szczerze mówiąc to w ogóle o ojcu dziewczyny nie wiedziała za wiele. Poza faktem, ze jest tyranem i z marszu go nie lubiła. Chyba nikt się jej nawet za to nie dziwił. Był okropny dla swojej rodziny i tym samym dla przyszłej rodziny Bianci. A że blondynka akurat w tej kwestii była niczym rozwścieczona wilczyca broniąca młodych to już inna sprawa. A potem pojawił się on, tylko utwierdzając dziewczynę w swoim wcześniejszym zdaniu. Nie znosiła go. Bian zmrużyła niezadowolona oczy widząc takie traktowanie swojej partnerki. I aż krew ją zalała, gdy usłyszała, że dla niego ważniejsza jest opinia o rodzinie niż stan swojej córki. W klanie Ferro nie miałby życia. I to dosłownie. Zagryzła jednak wargę powstrzymując się przed jakimkolwiek komentarzem. Miała być grzeczna prawda? Ale gdy ten odezwał do niej, postanowiła rozegrać to inaczej. Chcesz czystej krwi to ją dostaniesz. Wyprostowała się przyjmując postawę godną swojej matki.
-Jestem Bianchie Anastasia Ferro, córka Anny Pietrovej z St. Petesburga, kapitan szkolnej drużyny Quidditcha i przyjaciółka pańskiej córki.- odpowiedziała z typowo rosyjskim akcentem z miną godną arystokratki. Znając podejście mężczyzny do homoseksualizmu ugryzła się w język by nie wspomnieć o ich relacji. Cóż, może facet sobie odpuści i weźmie ją za ślizgonkę, pójdzie w cholerę zanim dziewczyna nie wyciągnie swojego maleństwa z torebki i odstrzeli mu łeb.
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pią Mar 28, 2014 8:02 am   

Bo w końcu i sama Violka rzwdko widywała swoją siostrę, ale głównie przez to, że należały do różnych domów, a dodatkowo zwykle kręciły się w różnych częściach zamku. Ciekawe czy ktokolwiek podejrzewał je o spokrewnienie. Miło, prawda? Chociaż szczerze to dobrze było mieć przerwę od kogoś z kim wychowywała się przez te kilkanaście lat, bo dzięki temu o wiele rzadziej się kłócą.
Całe szczęście nadeszły wakacje... teraz mogą mieć się tylko dla siebie. Brunetka była zadowolona, że po tak długiej męczarni znów czuje dreszcze pod wpływem dotyku Bian. No i może być tak przez dłuuugi czas, ale na razie trzeba się opanować. Nawet nie wiedziała, czy byłaby w stanie położyć się z nią do jednego łóźka kiedy ojciec przebywa w domu, ale powinien w końcu niedługo opuścić mury posiadłości. Chociaż z drugiej strony była mało asertywna i zapewne szybko uległaby dziewczynie, gdyby zaczęłaby się do niej dobierać.
I dobrze, że Biancia szybko przywykła. Zresztą jak możnaby nie? Wszystkie kobiety w rodzinie były miłe, kochane i piękne czego przykładem była Vio... wróć! Jennifer, bo córka coś chwilowo zbyt wiele tych dobrych cech nie miała... Albo po prostu Violcia mia o sobie zbyt złe zdanie. W każdym razie każdy odnajdywał się w tym miejscu i częstok można było usłyszeć zdanie "czuję się u ciebie lepiej niż u siebie w domu", gdy jakiś gość odwiedzał Straussów.
- Byłaś kapitanem w Durmstrangu? Jestem pod wrażeniem... Odnośnie wyjazdu to jasne, że możesz ją zabrać. Jedźcie same, bo nie chcę wam przeszkadzać w upojnych chwilach. Sama wiem jak to jest - uśmiechnęła się porozumiewawczo do Bianchie po czym spojrzała na córkę. - Wiem, że będziesz dbać o Viol i tyle jedynie od ciebie oczekuję.
Młodej brunetce nie bardzo podobało się to całe gadanie o opiece i tak dalej. Owszem wiedziała, że obie się o nią martwią i w sumie nawet miały o co, ale zdecydowanie nie widziała potrzeby by ktokolwiej się nią opiekował i dbał jak o jakieś bezbronne zwierzątko. W końcu potrafiła sobie poradzić, prawda? A to w jaki sposób dziewczyna się z nią droczyła nieco jej się spodobało.W końcu była taka słodka.
- Nie? Jeszcze zobaczymy kochanie - mruknęła udając naburmuszoną i odsunęła się od niej.
Szczerze powiedziawszy, gdyby nie jako taka korespondencja Viol wiedziałaby o ojcu niewiele więcej o Bianchie. Tak przynajmniej wiedziała czym zajmuje się w Ministerstwie oraz znała jego poglądy na różne tematy. Kiedy wymieniali listy jakoś nie okazywał szczególnego zainteresowania jej osobą, a jedynie wynikami, całym wyścigiem szczurów i tak dalej... Dla niego liczyła się efektywność, krew i to, co było z tym związane. Może to kwestia tego, że Violetta znała idealnie osoby znajdujące się w salonie, gdy przyszedł pan domu i bez problemu wyłapywała z jednej strony wrogość Bian, a z drugiej surowy chłód matki, która wyraźnie chciała się odciąć od swego męża. Ten jednak nie przejmował się albo nie zauważał całej atmosfery myśląc jedynie o wielkiej przyszłości czarodziejów. Aż dziw bierze, że do tej pory nie został śmierciożercą chociaż może wyczuwał, że przyłączenie się do Voldemorta, kiedy ten działał może przynieść w przyszłości straty i postanowił pozostać neutralny wobec tego wszystkiego.
[i][b]- Ruska? Po tonie twojej wypowiedzi mógłbym wywnioskować, że jesteś Ślizgonką... jednak nie sądzę, żeby tak było[i][b] - odparł jedynie niskim niemal mruczącym głosem, opróżniając szklankę do dna.
I o ile Viol mogła być dumna ze swojej dziewczyny o tyle to nic nie obeszło chwilowo pana Straussa. Może i tak jak Bianka podejrzewała da sobie spokój, ale chwilowo lepiej go nie prowokowwć, bo, kiedy powie się coś nieodpowiedniego to potrafi wpaść w prawdziwy szał. Także w tym przypadku obawy w sytuacji, gdy dwie takie osoby jak "gospodarz" i partnerka jego córki.
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pią Mar 28, 2014 8:02 am   

Bo w końcu i sama Violka rzwdko widywała swoją siostrę, ale głównie przez to, że należały do różnych domów, a dodatkowo zwykle kręciły się w różnych częściach zamku. Ciekawe czy ktokolwiek podejrzewał je o spokrewnienie. Miło, prawda? Chociaż szczerze to dobrze było mieć przerwę od kogoś z kim wychowywała się przez te kilkanaście lat, bo dzięki temu o wiele rzadziej się kłócą.
Całe szczęście nadeszły wakacje... teraz mogą mieć się tylko dla siebie. Brunetka była zadowolona, że po tak długiej męczarni znów czuje dreszcze pod wpływem dotyku Bian. No i może być tak przez dłuuugi czas, ale na razie trzeba się opanować. Nawet nie wiedziała, czy byłaby w stanie położyć się z nią do jednego łóźka kiedy ojciec przebywa w domu, ale powinien w końcu niedługo opuścić mury posiadłości. Chociaż z drugiej strony była mało asertywna i zapewne szybko uległaby dziewczynie, gdyby zaczęłaby się do niej dobierać.
I dobrze, że Biancia szybko przywykła. Zresztą jak możnaby nie? Wszystkie kobiety w rodzinie były miłe, kochane i piękne czego przykładem była Vio... wróć! Jennifer, bo córka coś chwilowo zbyt wiele tych dobrych cech nie miała... Albo po prostu Violcia mia o sobie zbyt złe zdanie. W każdym razie każdy odnajdywał się w tym miejscu i częstok można było usłyszeć zdanie "czuję się u ciebie lepiej niż u siebie w domu", gdy jakiś gość odwiedzał Straussów.
- Byłaś kapitanem w Durmstrangu? Jestem pod wrażeniem... Odnośnie wyjazdu to jasne, że możesz ją zabrać. Jedźcie same, bo nie chcę wam przeszkadzać w upojnych chwilach. Sama wiem jak to jest - uśmiechnęła się porozumiewawczo do Bianchie po czym spojrzała na córkę. - Wiem, że będziesz dbać o Viol i tyle jedynie od ciebie oczekuję.
Młodej brunetce nie bardzo podobało się to całe gadanie o opiece i tak dalej. Owszem wiedziała, że obie się o nią martwią i w sumie nawet miały o co, ale zdecydowanie nie widziała potrzeby by ktokolwiej się nią opiekował i dbał jak o jakieś bezbronne zwierzątko. W końcu potrafiła sobie poradzić, prawda? A to w jaki sposób dziewczyna się z nią droczyła nieco jej się spodobało.W końcu była taka słodka.
- Nie? Jeszcze zobaczymy kochanie - mruknęła udając naburmuszoną i odsunęła się od niej.
Szczerze powiedziawszy, gdyby nie jako taka korespondencja Viol wiedziałaby o ojcu niewiele więcej o Bianchie. Tak przynajmniej wiedziała czym zajmuje się w Ministerstwie oraz znała jego poglądy na różne tematy. Kiedy wymieniali listy jakoś nie okazywał szczególnego zainteresowania jej osobą, a jedynie wynikami, całym wyścigiem szczurów i tak dalej... Dla niego liczyła się efektywność, krew i to, co było z tym związane. Może to kwestia tego, że Violetta znała idealnie osoby znajdujące się w salonie, gdy przyszedł pan domu i bez problemu wyłapywała z jednej strony wrogość Bian, a z drugiej surowy chłód matki, która wyraźnie chciała się odciąć od swego męża. Ten jednak nie przejmował się albo nie zauważał całej atmosfery myśląc jedynie o wielkiej przyszłości czarodziejów. Aż dziw bierze, że do tej pory nie został śmierciożercą chociaż może wyczuwał, że przyłączenie się do Voldemorta, kiedy ten działał może przynieść w przyszłości straty i postanowił pozostać neutralny wobec tego wszystkiego.
[i][b]- Ruska? Po tonie twojej wypowiedzi mógłbym wywnioskować, że jesteś Ślizgonką... jednak nie sądzę, żeby tak było[i][b] - odparł jedynie niskim niemal mruczącym głosem, opróżniając szklankę do dna.
I o ile Viol mogła być dumna ze swojej dziewczyny o tyle to nic nie obeszło chwilowo pana Straussa. Może i tak jak Bianka podejrzewała da sobie spokój, ale chwilowo lepiej go nie prowokowwć, bo, kiedy powie się coś nieodpowiedniego to potrafi wpaść w prawdziwy szał. Także w tym przypadku obawy w sytuacji, gdy dwie takie osoby jak "gospodarz" i partnerka jego córki.
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Pią Mar 28, 2014 12:42 pm   

Doskonale ją rozumiała z tą chęcią odpoczynku od siostry. Co jak co, sama miała sześcioro rodzeństwa, których chwilami miała dość. Znaczy sióstr, bo z braćmi zawsze świetnie się dogadywała. Ale to już kwestia, że byli oni starsi i nie miała ich aż tak często. Była chłopczycą, a oni zawsze znajdowali czas i chęci, by na przykład połazić z nią po drzewach czy pobawić się w wojnę. Z siostrami było inaczej. Były sporo młodsze i raczej większość czasu spędzały oddzielnie – Bian w szkole, one w domu pod skrzydłami matki. Ale i tak ją wkurzały! Co nie zmienia faktu, że kochała je na zabój.
Dała by radę, już Bianka o to by zadbała no i od czego są zaklęcia wyciszające i blokujące. Ojczulek by się do środka od razu nie dostał i w razie czego miały by czas, by odskoczyć od siebie i w ogóle. Także nie ma o co się martwić, chyba, że pan Strauss od razu potraktuje drzwi bombardą bez uprzedzenia. Wtedy nawet najlepiej zabezpieczony pokój nie przetrwa. Do wieczora jest jeszcze trochę czasu i kto wie, czy mężczyzna w domu w ogóle zostanie. W końcu widział już swoją córkę, czyli dostał to co chciał. Nie musiał już siedzieć i może jechać do ministerstwa, bo z tego co Bian zrozumiała to właśnie tam spędzał większość życia.
Co do tych komplementów względem Viol. Mogła ją nimi obsypywać nieustannie, nie ma problemu. I będzie to powtarzała tak długo póki ta nie zrozumie. Ewentualnie przekona ją do swoich racji w inny sposób. Dla niej Viol była piękna i wspaniała, nie ważne że teraz zmarnowana i wymizerniona, i tak prześliczna. Każdy lubi lekkiego ćpuna prawda? Dobra żart, tego nie było.
-Tak byłam. Uczyłam się tam przez 5 lat. Dopiero na ten rok szkolny się przeniosłam i od razu dołączyłam do składu. Zabawne, że kapitanem zostałam po kilku miesiącach, ale przy tak rozpadającej się drużynie to w sumie nie jest dziwne. Zobaczymy jak pójdzie w tym roku. To moja ostatnia szansa na zdobycie pucharu - jakby nie patrzeć nie wiązała swojej przyszłości ze sportem. No dobra, chętnie polata, ale to rekreacyjnie, ewentualnie w uczelnianej drużynie, ale na zawodostwo nie pójdzie. Nie dorzucajmy do mafii i transmutacji jeszcze kariery sportowej. Trochę by tego za dużo było, przynajmniej dla niej.
Viol była urocza, gdy się tak naburmuszała. Po prostu przesłodka i chyba właśnie tym samym podpisała na siebie wyrok w postaci dożywotniego droczenia się z blondynką. No bo jak tu nie ulec jej „czarmowi”, kiedy tak rozkosznie nadymała policzki i strzelała pseudo focha?
-A już chcesz się mnie pozbyć, ty niedobra ty?- zaśmiała się przechylając głowę, a niesforne niemal białe kosmyki opadły jej na twarz. Ale wróćmy do pana domu.
Już teraz widziała, że jest człowiekiem, jakiego typu nie lubiła. Zadufany w sobie, próbujący cię zgnoić bez powodu. Kojarzył jej się też z jej byłym nauczycielem transmutacji, który teraz notabene gnije w więzieniu. Ciekawe czy on też tak skończy? Prawdę mówiąc życzyła mu tego, tam przynajmniej musiałby przestać być takim zadufanym w sobie dupkiem, jeśli chciał przeżyć w miarę spokojnie.
-Da, a przynajmniej w połowie. Mam korzenie sycylijskie również, ale wychowałam się w Rosji i dopiero rok temu przybyłam do Londynu – odparła nie zdradzając jednak zbyt wiele. Nie musi wiedzieć, że jest połówką i uciekła z kraju tylko dlatego, że ojciec miał kłopoty i próbował w ten sposób ochronić ją i matkę. Niech myśli co chce, ale skoro już w jakiś sposób go podeszła mogła spróbować pociągnąć to dalej. Niech usłyszy to co chce –I tak mogłabym być ślizgonem, mam wszystko to co węże, tylko okazuje to mniej jawnie i potrafię być miła jeśli ktoś na to zasługuje – odparła dumnie, nie mówiąc jednocześnie, że jest puchonką. Chociaż może gdyby o tym wspomniała, pan Strauss przestałby uważać jej dom za wylęgarnie ofiar życiowych. No bo skoro udało się jej go zwieść…
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Nie Mar 30, 2014 10:59 pm   

Cóż może Violka takiego doświadczenia z rodzeństwem jak Bianka nie miała, ale raczej niektórymi spostrzeżeniami mogły się wymienić. Tylko najgorsze... jak wyjaśniłaby siostrzyczkom jaka ich łączy relacja? W końcu małe toto było i nie wiedziała jak rozstrzygnąć tą kwestię. Oczywiście, że nie będą przy nich zbyt wylewne, ale... te małe cholery zawze mogą coś podejrzeć prawda?
Albo Viol za bardzo przeżywała i dramatyzowała, albo Bian była zbyt niewyżyta... Albo oba na raz. W każdym razie skoro dla chcącego nic trudnego. To o maj gad co się tam będzie działo... W każdym razie sama Violcia wygłodniała była i niewiadomo czy będzie słuchać rozsądku i tak dalej. To wszystko zależy od wielu różnych czynników. Chociaż zdecydowanie z chęcią znów poczułaby rozpalający dotyk blondynki.
A podobno Biancia ceniła bardziej czyny niż słowa... w takim układzie nikt jej tego nie wmówi, gdy co rusz będzie jej słodzić. Niedługo będzie już powoli nie wytrzymywać psychicznie i będzie to o wiele bardziej uciążliwe od klątwy. Nie lubiła, gdy ktoś prawił jej zbyt wiele komplementów, więc dziewczyna powinna zachować w tym umiar.
- No to życzę powodzenia. Naprawdę mi zaimponowałaś Bianchie. Moja córka to ma gust... Gdybym tylko była te dwadzieścia lat młodsza starałabym się ciebie odbić - powiedziała pani Strauss, a widząc wystraszony wzrok córki, która momentalnie oblała się rumieńcem zaraz dodała. - Żartowałam oczywiście! Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego, ale inni mogą próbować, więc uważaj...
Oczywiście był to żart, ale Viol i tak nie chciała usłyszeć czegoś takiego. Ufała Bian i tak dalej, ale i tak wolała nie widzieć jak inni się kleją do jej dziewczyny. W końcu jeszcze nie pokazała jeszcze jak bardzok może być zazdrosna jeśli chodziłoby o pannę Ferro.
Urocza czy nie... Violcia ne lubiła tego określenia i zdecydowanie wolałaby usłyszeć co innego, ale nie może zaprzeczyć, że w tej chwili naprawdę zachowywała się jak słodki dzieciak i nic tego nie zmieni. Jednak przy niej wolała udawać, że jest naprawdę inaczej. No, bo się nie przyzna prawda.
- Muszę o tym pomyśleć kochanie - rzuciła, odgarniając te niesforne blond włosy i delikatnie musnęła wargi Bian.
Ojciec na pewno nie kojarzył się jej zdecydowanie z kimś miłym. Był typowym ślizgonem i do tego naprawdę nie traktował nawet dobrze swoich krewnych i to najbliższych. Violka z chęcią pozbyłaby się go z życia, ale jakoś dwa dni w roku mogła ewentualnie znieść. To naprawdę nie było jakieś piekło... aż takie. Nawet jeśli był taki to chociaż troszczył się o jej edukację i tyle dobrego.
- Widzę, że wygadana... Do tego cóż intresująca mieszanka krwi... A czy...? - zaczął, ale niestety nie dane mu było skończyć.
- Ojcze dość tego przesłuchania - przerwała mu ostro Violetta, wstając z kanapy i chwytając Bianchie za rękę. - Idziemy teraz na górę, a jeśli chcesz jeszcze porozmawiać na temat SUM-ów to możesz spokojnie pytać o to mamę albo rozmówić się ze mną listownie. To tyle, bo zdaje mi się, że przed wieczorem powinieneś wracać do Ministerstwa
Nie miała większej ochoty na dyskusję z tym człowiekiem. Od razu widziała, że wszystko mu się nie podoba, bo w końcu nie mógł zaplanować życia całej swojej rodzinie. Cóż jedynie siostra Violki miała z nim jakiś dobry kontakt. Teraz jednak nie było jej w domu, więc niech żałuje tej wrogiej atmosfery. Viol teraz chciała tylko zostać sam na sam z dziewczyną, dlatego pociągnęła ją za rękę, by zaprowadzić do swojego pokoju na piętrze.
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Pon Mar 31, 2014 10:28 am   

Akurat małymi siostrami Bian to bym się nie przejmowała. Owszem były wścibskie i nic się przed nimi nie ukryje – zupełnie jak przed dziecięcą wersją blondynki – ale zawsze można się przecież jakoś dogadać. Przekupi się je i problemu nie będzie. Z resztą pewnie nawet nie zrozumieją o co chodzi, a jeśli już to i tak będą zadowolone, że ich starsza siostrzyczka jest szczęśliwa. Rodzicami Bianci i ich podejściem też bym się nie przejmowała. Najważniejsza zasada była zachowana – jesteś przyjacielem, witaj w rodzinie, jesteś wrogiem, giń śmiercią w męczarniach. Proste prawda? Poza tym to w końcu włosi, otwarty naród dla którego liczy się miłość i nic poza tym. Na pewno nie będzie tu takich problemów jak z ojcem Violetty.
Na słowa kobiety nie mogła się po prostu nie roześmiać. Doprawdy aż takie wrażenie zrobiła? Była tylko biedną, małą blondyneczką latającą na miotle w innej szkole. Nic wielkiego. Swoją drogą ciekawe jaki zachwyt wywołałoby stwierdzenie, że do tego wszystkiego jest jeszcze animagiem? Już w ogóle chyba byłaby wyniesiona pod nieboskłon. No ale, że to tylko żarty to co się tym przejmować. No i zabawnie było widzieć tą chwilową panikę w oczach Violci. Serio będzie zazdrosna o własną matkę? No i jak tu się nie rozczulić co? Co prawda skoro tak reagowała na zwykłe żarty to co będzie, gdy faktycznie ktoś wokół niej zacznie się kręcić. Próba morderstwa co najmniej. Z drugiej strony sceny zazdrości wcale nie będą takie przyjemne i znając porywczy charakter blondynki zmieni się to w istny Armagedon.
-Cieszę się, że aż tak pani przypadłam do gustu, ale spokojnie nie zamierzam zostawiać Violci. Mimo to miło to słyszeć- zaśmiała się dźwięcznie bo i co innego miała zrobić. W każdym razie im dłużej z nimi siedziała tym bardziej zastanawiała się czego w ogóle się bała. Mama jej krukonki była naprawdę sympatyczną i miłą osobą. No i od razu Bian miała skojarzenia jakby to było piec razem ciasteczka na święta. Wiem głupia wizja ale jakoś pasowało jej to pani Strauss, taka krzątanina po kuchni, a potem mecz Quidditcha i skopanie komuś dupy. Czyż to nie prawdziwa esencja tej kobiety?
-Serio? Uważaj, bo jeszcze wezmę słowa twojej mamy na poważnie i zobaczę jak to jest spotykać się z dorosłą kobietą – uśmiechnęła się wrednie by zaraz pokazać jej język. Ale dobrze zapamiętać, nie mówić, że Violcia jest słodka/ urocza/ dziecinna bo grozi to wydrapaniem oczu. A co do tego słodzenia, no co, stęskniła się za nią i teraz zrobiła się przez to bardziej wylewna. Co w tym złego? Niedługo jej przejdzie i przestanie jej cukrzyć na każdym kroku. Może to też kwestia tego, że siedziały teraz w takim a nie innym miejscu i tylko do słów mogła się ograniczać. Przecież nie zacznie się do niej przymilać na oczach jej matki, to byłoby kompletnie nie na miejscu. I wcale nie była napalona i niewyżyta! Po prostu brakowało jej niektórych rzeczy ale też bez przesady. Nie rzuci się na nią, ani nie zajeździ jej za wszystkie czasy. Może i zapanuje nad sobą, teraz chyba tylko po to, by zrobić jej na złość.
Bian mimo wszystko miała doświadczenie w radzeniu sobie ze ślizgońskimi typami. Jakby nie patrzeć cały Dumstrang to był jeden wielki Slytherin lub coś bardzo podobnego. Siłą rzeczy musiała nauczyć się jak przetrwać w śród gadów i zawistnych bestii, bezwzględnych i chamskich. Potrafiła się dostosować i dogadywać się z nimi. Może dlatego ojciec Viol jeszcze nie zaczął jechać po niej i cała rozmowa w sumie nie przebiegała tak źle. Według Bian wystarczyło mu pokazać, że ma się charakter i nie pozwoli się sobie wejść na głowę, by choć trochę go do siebie przekonać. Co prawda pewnie gdy się dowie, że ta wygadana blondynka jest nie tylko puchonką ale i mieszańcem to nastawienie bardzo się zmieni.
-Do widzenia, miło było państwa poznać – rzuciła jeszcze przez ramię, zanim Violcia pociągnęła ją do swojego pokoju. W sumie mogła mieć dalej to przesłuchanie. Owszem mężczyzna działał jej wybitnie na nerwy ale miała zamiar jeszcze trochę go poprowokować choćby po to, by zobaczyć jak bardzo da się go podejść i oszukiwać. Skoro już teraz raczej udawało jej się go wprowadzać w błąd to co byłoby dalej. No nic, szybko jednak znalazła się w pokoju swojej partnerki z dala od spojrzenia mężczyzny i jego pytań.
-Nie denerwuj się tak słońce, już po wszystkim i jeszcze trochę, a może twój ojciec by mnie nawet polubił – wymruczała jej do ucha cmokając je lekko. A że ćwiczymy panowanie nad własnymi rządzami to póki co tylko tyle. Dopiero później rozejrzała się po pomieszczeniu oceniając je. Całkiem przyjemny pokój trzeba przyznać i przytulny do tego.
-Ładnie tu masz- przyznała siadając na łóżku.
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pon Mar 31, 2014 10:52 pm   

Dobra w takim razie z małymi pociechami Bianchie mogło nie być problemu. Zwłaszcza jeśli to przekupne było i nie łamało warunków umowy. Zresztą była ciekawa jak to będzie z tą cudną włoską rodzinką, która podobno była hałaśliwa i kochana. Naprawdę ciekawiło ją czy ojciec Bianci będzie tak samo cudowny co jej mama, bo oczywiście, że ją polubiła. W końcu przyjazna była i dobrze się z nią rozmawiało. W końcu na pewno zapewni sobie ich przychylność tak długo jak blondynka jest szczęśliwa, prawda?
Cóż może i Bian to bawiło, ale nawet jeśli to były żarty to sama młoda Strauss naprawdę była zszokowana, a nie zazdrosna... No bo wiadomo, że matka by jej takiego numeru nie wywinęła, a dziewczynie ufała w tej sprawie, co na pewno jednak nie powstrzyma tego uczucia zazdrości, które na pewno jej zacznie dokuczać w innych sytuacjach. Jednak nie popadajmy w paranoję! Nie będzie taka, żeby jej wszędzie pilnować i tak dalej... Ma zaufanie, oj tak.
- Mam nadzieję. W końcu przyda jej się ktoś taki jak ty. Może jest to nieco niewdzięczne, ale jak to sobie wychowasz i wytresujesz to całkiem milutkie i posłuszne - rzuciła mamusia na co znów młoda brunetka poczuła się jak jakieś zwierzątko. No czym zasłużyła na takie traktowanie?
Cóż i gdyby Bian wyraziła chęć uczestniczenia w wypiekaniu ciastek to oczywiście obie mogłyby się krzątać po kuchni, a po wieczerzy wigilijnej wszyscy oprócz pana S. (który kiedy już spędzono rodzinny czas siadał do papierów, które ze sobą przywiózł) ruszali na wioskową sesję meczów Quidditcha, gdzie oczywiście Violka z mamusią musiały się popisywać. Nawet dla podgrzania atmosfery były często w przeciwnych drużynach! Zresztą Jennifer nadawała się niemal do wszystkich rozrywek, bo to dobra i wesoła kobieta była.
Violcia już miała jakoś się jej odgryźć i wspomnieć, że niech by tylko spróbowała, ale niestety jej własna matka zdążyła ją wyprzedzić ze swoją wypowiedzią.
- A ja z chęcią bym przyjęła propozycję jakbym sama nie miała dziewczyny - rzuciła mimochodem pani Strauss, co wywołało kolejną fazę szoku u młodszej przedstawicielki rodziny, która nie spodziewała się usłyszeć dzisiaj ani kiedykolwiek podobnych wyznań ze strony matki.
I tak, tak... Dobrze, że sobie dziewczyna zakodowała żeby nie nazywać dziewczyny słodką, uroczą itd. Może oczu to ona nie wydrapie, ale na pewno strzeli foszka czy coś w tym rodzaju. Po prostu nie było innego wyjścia jak tylko sprawić, że ta zapamięta słowa brunetki nawet jeśli rzeczywiście była słodka i zabijała swoim urokiem. W końcu lepiej uniknąć takich konfliktowych sytuacji.
A Biancię to miała za niewyżytą, bo... no miała podstawy! Chociaż jeszcze miała dużo kultury i... wcale jej nie musiała nic udowadniać! Bo jednak nie przeszkadzało jej to, że dziewczyna miała niekiedy swoje zboczenia. Teraz tylko czekała, aż wprowadzą w życie pomysł z kocimi uszkami i ogonkiem... W końcu taki koncept już padł i chyba wypada go wykorzystać prawda?
Oj tak zdecydowanie patrząc chociażby na słynnego Wiktora Kruma i jego świtę podczas turnieju trójmagicznego, prawda? Zdecydowanie poza podniecenia że to ten wybitny szukający to raczej nie miała zbyt pozytywnego wrażenia wywołanego pojawieniem się ekipy z Durmstrangu. W końcu wiadomo było na pierwszy rzut oka co to za typy i Viol cieszyła się, że jest takich w Hogwarcie o trzy czwarte mniej.
Brunetka po prostu nie chciała już dłużej przebywać w otoczeniu ojca. Okej... może jej dziewczyna nie zraziła od razu do siebie pana S. jednak jeszcze trochę i zacząłby zadawać naprawdę trudne pytania, których się obawiała. W końcu tak głupi nie był i łatwo nie da się nikomu nabrać i to nawet Bian! Zresztą pewnie napomknie coś w listach, a ona to skutecznie zignoruje. Tylko tak mogli się porozumiewać w miarę bezkonfliktowo i z chłodną niemal oficjalnością, która nie zawierała aż tyle wrogości.
- Scheiße... -przeklęła, opierając się plecami o zamknięte drzwi pokoju i przeczesała dłonią włosy.
Cóż słowa Bian wcale jej nie pocieszyły, ani uspokoiły. Spojrzała tylko na nią, ignorując tego lekkiego buziaka.
- Na pewno... On polubiłby tylko wybranych Ślizgonów, więc sprawa nie jest taka prosta... No, ale nie mówmy o nim - westchnęła ostatecznie.
Spojrzała na dziewczynę, która siadła na jej łóżku i z cichym "dzięki", pogłaskała jej cudny blond łepek, całując ją w czoło. Cóż nie miała prawa narzekać na swój pokój, bo naprawdę był ładnie umeblowany i tak dalej... No cud. Niemniej jednak podeszła do małej szkatułeczki, która stała na biurku.
- Ojca może nie znoszę, ale babcia... To inna historia. Była w Ravenclaw i zawsze była pewna, że i ja tam trafię. Niestety nie dożyła mojego przyjęcia do Hogwartu... Jednak mam tu coś... - zaczęła.
Siadła na łóżku tuż obok Bian i chwyciła jej dłoń, wciskając na jej palec serdeczny srebrny pierścień z wizerunkiem kruka, który tworzył na szerokiej obręczy niemal metaloryt. Z tyłu natomiast widniały wygrawerowane litera S i gwiazda, która przykryła inicjał wcześniejszej właścicielki.
- Pomyślałam od razu o tobie mój kruczku... Jeśli chcesz możemy tam wygrawerować twoje imię - uśmiechnęła się i pochyliła, by wyszeptać ukochanej na ucho kuszącą propozycję. - Co powiesz na "Bianchie Strauss"? Tak symbolicznie...
Nie! Nie oświadczała jej się! Jeszcze przynajmniej... W sumie ojciec chciał, by wzięła ślub po zakończeniu szkoły do czego jeszcze trochę czasu było. W każdym razie szczerze chciałaby kiedyś przypieczętować kiedyś ten związek w taki sposób, ale na to jeszcze mają sporo czasu, prawda?
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Wto Kwi 01, 2014 6:56 pm   

O ojca naprawdę nie musiała się martwić. Będzie dobrze. Może na początku będzie udawał wielkiego pana i władcę, mini przesłuchanie, ale to będzie tylko gra pozorów. W końcu musi pokazać kim to on nie jest, że jest Donem i tyle. A później zaproponuje kubek gorącej czekolady i wspólne oglądanie telewizji. Cały papcio. No i powiesz tylko słowo, a twoje życzenie stanie się rozkazem. Taki już był. Złoty człowiek normalnie. To właśnie mama Bian była z tych trudniejszych do polubienia, a Viol już wkupiła się w jej łaski. Czym się więc martwić. Będzie dobrze i na pewno nie tak nerwowo jak przy spotkaniu z panem Strauss. Jedyna zasada nie obrażaj członków rodziny i nie wyzywaj go od przestępców. Wolał był nazywany przedsiębiorcą wyższej rangi – ładnie prawda?
Wiadomość, że i pani Strauss ma skłonności do tej samej płci i Bian zaskoczyła. Żarty żartami ale wieść, że i ona ma partnerkę zaskoczyła ją. Czyżby rodzinna skłonność? No i to wyjaśnia, czemu tak szybko została zaakceptowana. No bo czemu miałaby potępiać córkę za coś, co sama robi? To byłaby czysta hipokryzja. Od razu też Ferro zaczęła zastanawiać się kim jest ta kobieta. Czy też interesuje się Quidditchem, też jest tak narwana i w ogóle? No co zaintrygowało ją tą i tyle. Pewnie nie tak jak samą Violcię ale zawsze.
Oczywiście, że miała dużą kulturę i nie będzie okazywać swego niewyżycia wszem i wobec, jeszcze czego. Prawdziwa dama się tak nie zachowuje. No ale mniejsza o to. Ale z tymi kocimi dodatkami zdecydowanie będzie trzeba pokombinować. A jak sie wkurzy to zmieni ją w lemura i zostawi tak na kilka godzin. Ciekawe czy ze złości Violcia pogryzłaby ją po kostkach albo nasikała do kapelusza. No co zwierzątka to złośliwie bestie.
Gdy dziewczyna zabluźniła po niemiecku, Bian nie mogła się nie skrzywić. Nigdy nie lubiła tego języka i nawet w ustach jej ukochanej brzmiało jak co najmniej wyrok śmierci lub złośliwa, nieuleczalna choroba. Nawet głębokie zatwardzenie brzmi milej! Zdecydowanie nie chciałaby, by dziewczyna częściej używała tego narzecza, nie może na przykład znać francuskigo? Chociaż to z kolei brzmi jak gulgotanie zakatarzonego indyka.
-Sama nie wiem, no nic przekonamy się.- wzruszyła ramionami samej chcąc w sumie zakończyć rozmowę na temat ojca. I tak go w końcu przekabaci na swoją stronę. Jeśli faktycznie jest taki jak sądziła, to nie będzie aż takie trudne. Potrzeba tylko odpowiedniego podejścia.
Zastanawiała się do czego to wszystko zmierza. Całe to gadanie o babci, o niespełnionym marzeniu i szperanie w szkatułce. Bianka przechyliła lekko głowę i przyglądała się jej uważnie. A potem jedynie pozostało jej otworzyć szeroko oczy i bez słowa sprzeciwu pozwolić działać dziewczynie. Oczywiście że się nie spodziewała prezentu - tak szybko, bo przecież zapowiedziała, że to zrobi. Do tego pierścień był piękny, owszem nieco chyba zbyt masywny jak na jej dłoń, ale w dziwny sposób pasował do niej. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła jedynie przyglądając mu się, dopiero potem po prostu pocałowała dziewczynę. Delikatnie muskała jej wargi zmuszając ja poniekąd by położyła się na materacu. Dopiero wtedy "odkleiła" się od niej uśmiechając się czule.
-Możesz być pewna, że go nigdy nie zdejmę. - pogłaskała ją po pliczku. Oczywiście, że nie wzięła tego jako oświadczyny. Bez przesady, chociaż sam fakt obrączkowania jej mógł być nieco mylący -Dobrze, o ile ty na piórku wygrawerujesz Violetta Ferro- No co niech będzie po równo jak ona musi, to i brunetka też. Oczywiście to tylko żarty ale z drugiej strony czemu nie.
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 202
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, miotła
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Czw Kwi 03, 2014 8:03 pm   

Cóż Violka miała nadzieję, że będzie dobrze. Zdecydowanie mogłaby przyjąć zaproszenie pana Ferro i oglądać z nim telewizję, popijając czekoladę, którą uwielbiała. No po prostu liczyła, że mimo wszystko będzie okej. Innej opcji nie mogło być! Chociaż skrycie miała jakieś obawy odnośnie osoby papy, ale to tak podświadomie i zdecydowanie minie, kiedy już przełamie te pierwsze lody jeśli już się spotkają. Tym bardziej, że skoro już się polubiła z mamą Ferro to pewnie będzie prościej, a tym bardziej, że raczej nie planowała poruszać tematu biznesu rodzinnego.
No to widać, że naprawdę niedaleko pada jabłko od jabłoni i jaka matka taka córka. I tutaj naprawdę ta zasada się sprawdzała. Wyłączając typowo straussową czerń oczu i włosów była stuprocentową młodszą kopią swojej mamusi i widać, że naprawdę miały takie same preferencje nie tylko jeśli chodzi o jedzenie, Quidditcha i inne takie rzeczy. Dobrze się dogadywały, a nawet świetnie. Dlatego nieco otrząsnąwszy się z szoku zaczęła się ciekawić, ale niestety pani mama nie zdradziła ani słowa więcej.
No była dumna ze swojej dziewczyny, że była kulturalną i grzeczną dziewczynką jak przyjdzie co do czego. Na pewno dostanie za tok stosowną nagrodę. W końcu wytrwałość i cierpliwość to bardzo ważne cechy, które trzeba u takich pięknych stworzonek jedynie rozwijać. Jednak jakby miała po raz kolejny zostać lemurem... zdecydowanie nie! Nie da się tak! Okaże jej po prostu jak słabe zwieracze mają lemurki i w końcu jej się odwidzi zamieniania swojej ukochanej Violki w futrzaki. Zoofilka jedna!
Cóż Viol w przypływie emocji zwykle przypominała sobie o języku niemieckim i używała go niemal automatycznie. Osobiście uważała, że to naprawdę piękny język. Może i miał długie wyrazy, a akcent był napradę twardy momentami, ale ni przeszkadzało jej to. Nawet uważała to za urocze. Po prostu to była Violka wychowywana w takich, a nie innych warunkach, co odbiło się na jej osobowości.
No tak, bo akurat Viol była mistrzynią w owijaniu w bawełnę kiedy chciała. Jakby po prostu nie mogła powiedzieć nic wprost. W każdym razie Bian wyglądała na zaskoczoną tym prezentem, ale zdecydowane spodobała się jej reakcja blondynki. Zwłaszcza, kiedy zmusiła ją do położenia się na łóżku. Jej słodka niegrzeczna dziewczynka. Od razu uśmiechnęła się, oddając pocałunki i wplotła palce w jej złociste miękkie włosy. Od tak dawna nie miała jej tak blisko siebie.
- Jesteś pewna? Jest nieco masywny... Eh Niemki to naprawdę twarde kobiety lubiące konkrety. Zawsze ciężka biżuteria... - westchnęła, przypominając sobie babcię i czule pogłaskała Bian po główce jak kochanego psiaka. - Oczywiście. Jednak kiedyś w razie czego musimy ustalić wspólne nazwisko dla nas dwóch
Oczywiście teraz to było teraz takie dla żartów, ale nie wykluczamy, że kiedyś dziewczyny przejdą na o wiele wyższy poziom związku i teraz takie ustalenia mogą im pomóc, ale chwilowo to nie jest jakieś planowanie. To już kwestia tego, co będzie za ileś tam lat...
 
 
     

Bianchie Ferro
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 278
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Wto Kwi 15, 2014 10:57 am   

-Oczywiście, że jestem pewna. W innym wypadku bym go nie założyła ani ci tego nie obiecała. Owszem jest masywny, ale co z tego. Przynajmniej każdy zobaczy, że mnie zaobrączkowałaś- zażartowała przesuwając nosem po jej nosku. Takie eskimoski, awww jak uroczo. No ale taka prawda. Prawdopodobnie po powrocie do szkoły, ten sygnet zostanie uznany za coś określającego związek, może nawet pierścionek zaręczynowy. Z tego co wiedziała, w starych rodzinach często były przekazywane pierścienie rodowe jako właśnie sposób zaręczyn. Na zasadzie, ona należy do nas i tyle.
-A co do nazwiska zostawiamy dwuczłonowe i po kłopocie. Ja muszę zostać przy swoim z racji rodziny. Księżniczka mafii nie może od tak pozbyć się Insygni rodowych, że tak to określę. A podejrzewam, że ty nie chciałabyś zmienić swojego. Także to byłoby najrozsądniejsze- bo taka prawda. Bian nie mogła od tak zrezygnować z nazwiska. Ojciec by na to nie pozwolił zwłaszcza, że Ona miała poniekąd być jego przepustką do mafii w świecie czarodziejów. Ferro musi przetrwać i tyle. U Viol zaś nie przejdzie myk z mugolskim rodem także w ten sposób obie będą zadowolone.
-To co słońce kiedy zaczynamy cię pakować?- zapytała zsuwając się, by móc położyć się obok niej. Jej głowa spoczywała na jej ramieniu, a palce sunęły po brzuchu rysując różne wzory. Nikt przecież nie powiedział, że będzie trzymać łapy przy sobie, zwłaszcza że obie były raczej wyposzczone. A nie rzuciła się na nią jeszcze tylko dlatego, że po prostu zbyt wiele ludzi się kręciło i ktoś mógł je nakryć. Nie żeby coś, ale powiedzmy, że Bian nie miała ochoty być przyłapana między nogami córki pana domu. On tym bardziej nie byłby zachwycony.
_________________

Will you stay by my side? If I let go of your hand, you’ll fly away
I’m scared of that


Kruczek: xXx
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Współpracujemy z:
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight










SnM

















Image and video hosting by TinyPic









Dragon Ball New Generation Reborn



















Dragonst







Król Lew











Fairy Tail Path Magician











Vampire Kingdom











Silver Baner

Vampire Diaries



SnM: Naruto PBF









Toplisty








Stopka
Nie kradnij
zawartości forum!
Zapytaj o
pozwolenie jeśli
chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek
Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).

Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 10