Fabuła
Minął rok od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

1
2
3
4
Ogłoszenia
► Pilnie poszukujemy nauczycieli Obrony przed Czarną Magią, Zielarstwa, Eliksirów, Numerologii, Starożytnych Run, Quidditcha oraz Historii Magii!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!

Wesołych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku!

100
100
100
100
W Sieci


Grudzień 1999r.
Pełnia: 21-24.12 (20-23.12)
Pora powitać mróz i zaspy śniegu. Prószyć będzie niemal codziennie. W dzień ok. -3'C, w nocy ok. -8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Korytarz
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3449
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Kwi 29, 2012 1:15 am   Korytarz
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Płaski hol prowadzący wzdłuż poszczególnych cel, w których znajdowali się najgroźniejsi przestępcy magicznego świata. Korytarz regularnie przemierzają dementorzy, aby uprzykrzyć los obecnych, wyssać z nich szczęście i wszelką nadzieję. Miejsce wypełnione chłodem i skrzypiącym dźwiękiem jaki wydają co jakiś czas otwierane bądź zamykane drzwi poszczególnych komnat.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
 

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Paź 21, 2014 8:01 pm   

Było cicho. Korytarz był ciemny, dawał tylko dziwne poczucie konieczności pójścia naprzód. Ściany sprawiały wrażenie już nie pierwszej nowości i jeżeli coś je oświetlało to... naprawdę ciężko powiedzieć co to było. Głucho, tak, że każdy odgłos odznaczał się drobnym echem. I zimno. Przygnębiająco. Przytłaczająco. Można było dostrzec jakieś wnęki, drzwi, ale wszystko sprawiało wrażenie miejsce opustoszałego. I ten smutek, to poczucie osamotnienia, które zdawało się z odczuciem chłodu wzierać w serca i pochłaniać całe ich ciepło. To było... naprawdę przerażające miejsce.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Cleopatra Townsend
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Paź 23, 2014 9:38 pm   

Wydawało się już, że zaraz jakoś dojdą do porozumienia z Włochami. Wydawało się, ze są już na dobrej drodze, żeby się czegoś dowiedzieć. wydawało się, że może ktoś wyciągnie do nich pomocną dłoń i w końcu będą mogli wrócić choćby do kraju, o Hogwarcie już nie wspominając.
Akurat! Po raz kolejny, kiedy już można by sądzić, że sytuacja nabiera normalności i da się ją opanować,, ich futrzasty kolega po prostu musiał pokazać, że nic złego. Gdy w ostatniej chwili dostrzegła różową bańkę, mogła już tylko co najwyżej westchnąć z irytacją, bo oto po raz kolejny zostali wciągnięci w pole przymusowego świstoklika.
Tym razem jednak było im dane znaleźć się w o wiele mniej przyjemnej okolicy. Zimno, ciemno, do domu wciąż daleko. Cleo nie zwlekała ani chwili, gdy tylko znów była w stanie się ruszyć, z powrotem włożyła zdjęty jeszcze w Koloseum płaszczyk. Próbowała się jakoś rozejrzeć, ale dookoła nie było widać zbyt wiele.
- A to co znów za cholerne miejsce? - zapytała szeptem, obejmując się ramionami. Zimno, zimno! Teraz to by dopiero miała ochotę się przytulić do brata...
Moment.
A tego gdzie wcięło?
Rozejrzała się nerwowo dookoła, ale nigdzie go nie dostrzegła. Niemożliwe. Co się mogło z nim stać. Został we Włoszech? Wylądował gdzieś indziej niż one? A może jest gdzieś tutaj, tylko to dziewczyna go nie widzi?
- Jason? Jace, gdzieś ty się podział? - zapytała w eter już nieco głośniej, choć patrząc po tym, jak wyglądały poprzednie niespodziewane przenosiny, najprawdopodobniej nie był nigdzie w pobliżu. Szlag by to, teraz to już się martwiła na całego. Nie wiadomo, gdzie jej bliźniak teraz się znalazł. A kto wie, może go rzuciło do jakiegoś Kuwejtu czy innej zmory? Gdziekolwiek teraz był, Cleo powinna być nie dalej jak metr on niego. A skoro tak nie było, to znaczy, że sytuacja jest zła.
 
     

Anastasia Beckett
Prof. Astronomii | Op. Ravenclawu
Dołączył: 29 Paź 2010
Posty: 234
Wiek: 32 lata, ur. 30 czerwca 1966 roku.
Krew: Mieszana
Pupil: Niespotykany albinotyczny kruk o imieniu Tanatos
Różdżka: Giętka, 15 cali, kieł kobry faraońskiej, wiśnia
Ekwipunek: Różdżka, mapy, nóż sprężynowy w kieszeni
Genetyka: Metamorfomag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 40+4(misja!)=44
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Paź 24, 2014 6:51 pm   

A miało być tak pięknie. W końcu by się dogadali z włochami i wrócili do domu. Może nim by znaleźli się w Wielkiej Brytanii to poopalali by się na plaży czy popływali w morzu. Naścia z miłą chęcią złapałaby trochę koloru na słoneczku, bo ostatnio chodziła blada.
Anastasia dość szybko zorientowała się w jakim budynku znajduje się korytarz, będący najwyraźniej celem ich króliczej podróży. Parę razy już tu była. Tylko zawsze była tu w sprawach związanych z pracą i zawsze do ostatniego momentu starała się jak mogła, by nie musieć się tutaj pojawić, a kiedy już się tutaj zjawiła to chciała jak najszybciej uciec. Nienawidziła tego miejsca.
Zaczęła przeklinać. Nie, to nie było parę przekleństw wypowiedzianych pod nosem. To była cała wiązanka z użyciem najróżniejszych słów i określeń. O i prawie ani razu nie powtórzyła przekleństwa. O ile wcześniej była niezadowolona z całego obrotu spraw to teraz była bliska furii na zmianę z załamaniem.
- Mam nadzieję, że uczyli was wyczarowywać patronusy - powiedziała do dziewczyny i sama wyciągnęła różdżkę rzucając zaklęcie patronusa. - Jak nie... To tym bardziej nie możesz ode mnie odchodzić. Nawet na metr. O ile mnie pamięć nie myli jesteśmy w Azkabanie.
Opiekunka Krukonów rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu chłopaka. Już wcześniej ją uderzyło, że nie za bardzo go zauważała. Może i walczyła z golemem, ale jednak. Nieładnie Anastasio. Zgubić ucznia? Czy to wypada?
- Poszukamy go jak się wydostaniemy stąd. To nasz priorytet. Musimy stąd wyjść żywe. I z duszą - położyła rękę na ramieniu dziewczyny, co chyba miałoby ją podnieść na duchu.
A jak mówimy o wyjściu stąd żywym. Podeszła do jednych drzwi mając nadzieję zobaczyć kto jest za nimi. W końcu udało jej się wsadzić parę osób do Azkabanu.
_________________
      - Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?
      - Jest wódka.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Paź 24, 2014 8:17 pm   

To ciekawe, że nikt nie zaczął zastanawiać się, gdzie się podział w tym wszystkim długouchy, który przecież ich tu sprowadził. Skoro stał za przyczyną tego transportowania się z miejsce na miejsce, to może i mógłby przenieść ich z powrotem do Hogwartu? Może. Tak czy inaczej, białe puchate stworzenie wyprzedziło ich kicając sobie gdzieś w głąb korytarza. Za drzwiami, które pani profesor uchyliła znajdowała się pusta cela. Jedna prycza zawieszona po jednej ścianie, mały sanitariat, odrapane ściany, zdecydowanie nie pierwszej nowości i szczury, które z piskiem czmychnęły gdzieś pod prowizoryczne łóżko trzymając w pyszczku kawałek jakiegoś sznurka czy czegoś zbliżonego. W środku panował półmrok. Już na sam widok można było zachcieć być prawym obywatelem, który nigdy nie dopuści się łamania czarodziejskiego prawa. Nic dziwnego, że ludzie po prostu bali się tu trafić.
Tymczasem króliczek kicał gdzieś do przodu i jeżeliby za nim podążyć, to można by usłyszeć jakieś męskie głosy. Zupełnie nieznane, prawdopodobnie więcej niż dwóch osobników. W miarę zbliżania się stawały się one coraz bardziej wyraźne i już po chwili można było wyróżnić poszczególne słowa. Głosy ciężkie, ochrypłe, chociaż jakby brzmiące tak półcicho.
- Nie mamy planu... - niemal wysyczał pierwszy osobnik.
- Plan jest, gorzej z realizacją. Trzymamy się tego co już zrobione. Żadnych wygłupów. Porwano już kilku mugoli, ale Prorok chyba nic o tym nie pisał. - stwierdził drugi głos.
- Nie mam żadnych informacji na ten temat, ale myślę, że można by już stąd wyjść, co nie? - prychnął, po czym nastąpiła dłuższa pauza.
Co ważniejsze, trudno było określić skąd ten głos pochodzi, ponieważ kolejne drzwi były raczej tylko następującymi po sobie pustymi celami. Szczęśliwie bez towarzystwa dementorów. Ciekawe na jak długo, bo przecież te przerażające istoty musiały się gdzieś tu kręcić.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Anastasia Beckett
Prof. Astronomii | Op. Ravenclawu
Dołączył: 29 Paź 2010
Posty: 234
Wiek: 32 lata, ur. 30 czerwca 1966 roku.
Krew: Mieszana
Pupil: Niespotykany albinotyczny kruk o imieniu Tanatos
Różdżka: Giętka, 15 cali, kieł kobry faraońskiej, wiśnia
Ekwipunek: Różdżka, mapy, nóż sprężynowy w kieszeni
Genetyka: Metamorfomag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 40+4(misja!)=44
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Sob Lis 01, 2014 8:35 pm   

Taaa. Królik też mógł ich zaprowadzić w jeszcze gorsze miejsce. Na przykład do przedszkola. Anastasia nie wiedziała z kim wolałaby zostać zamknięta w pokoju. Przedszkolaki czy dementorzy...? Trudny wybór.
Gdzieś do niej doszły szmery głosów. Na końcu różdżki włączyła światełko, które pozwoliło jej lepiej widzieć. Niewiele, bo może metr-dwa przed nią, ale zawsze coś. Złapała uczennicę za ramię i wepchnęła do celi.
- Nie wychodź stąd. Cokolwiek byś nie usłyszała. Rumpelstilskin. To będzie hasło, że jest bezpiecznie - powiedziała jej i zamknęła drzwi celi. Nie tak, że nie dałoby się ich otworzyć bez jakiegokolwiek klucza, ale jeśli będzie siedzieć cicho to nikt nie powinien się zorientować, że tutaj jest.
Wzięła głęboki wdech, zgasiła różdżkę i ruszyła w kierunku, z którego myślała, że słyszy głosy. Zdołała jedynie usłyszeć coś o proroku, planie i mugolach. Śmierciożercy? Anastasia zmarszczyła nos i szła dalej starając się iść jak najciszej. Jedną ręką trzymała się ściany, a w drugiej trzymałą gotową do walki różdżkę.
_________________
      - Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?
      - Jest wódka.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lis 03, 2014 9:43 pm   

- Mam dość siedzenia w tej dziurze. Pora się stąd wynosić. Mamy już świstoklik, który zabierze nas tam gdzie trzeba. Panowie... Czarny Pan byłby z nad dumny. On odszedł, ale jego dzieło żyje! - odezwał się drugi z mężczyzn i w miarę zbliżania się, można było dostrzec wąskie przejście w bok, skąd prawdopodobnie słychać było te głosy.
Niestety i pani profesor została zaskoczona, bowiem wnet zaczęło się robić jeszcze zimniej. Melancholijne odczucia potęgowały przygnębiającą atmosferę jaka wypełniała to miejsce, a ponadto zdawały się odbierać siły, chęci i wolę. Ciężko powiedzieć nawet kiedy, ten ponury, pełen smutku klimat zaczął wręcz przytłaczać i naprawdę trudno było przywołać teraz w myślach coś dobrego. Bo i miejsce i otoczenia wyraźnie temu nie sprzyjało. Tutaj wszystko wydawało się odbierać nadzieję i pozbawiać sensu każde działania. A może to dlatego, że tuż za nauczycielką pojawiło się kilka zjaw. Zakapturzonych, w długich czarnych szatach o wręcz kościstych dłoniach przypominających ręce umarlaka, sunące nieco nad posadzką. Było ich troje, aczkolwiek uczucie przytłoczenia zdawało się mieć wiele źródeł. Zbliżały się nękane zapachem i smakiem duszy. Tego, czego najbardziej były spragnione. Jeden z nich zwolnił nieco przy celi, w której zamknięta została uczennica. Robiło się coraz zimniej, a krukonka mogła poczuć ogarniający ją smutek. Nie wyjdą z tego, znaleźli się w miejscu bez wyjścia, bez szans na ucieczkę, nikt im tu nie pomoże. Jedynie ten długouchy skubaniec wydawał się zupełnie ignorować obecność tych przerażających istot.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Anastasia Beckett
Prof. Astronomii | Op. Ravenclawu
Dołączył: 29 Paź 2010
Posty: 234
Wiek: 32 lata, ur. 30 czerwca 1966 roku.
Krew: Mieszana
Pupil: Niespotykany albinotyczny kruk o imieniu Tanatos
Różdżka: Giętka, 15 cali, kieł kobry faraońskiej, wiśnia
Ekwipunek: Różdżka, mapy, nóż sprężynowy w kieszeni
Genetyka: Metamorfomag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 40+4(misja!)=44
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Lis 07, 2014 9:59 pm   

Nastce nawet bez dementorów nie było lekko na duszy i humorze. Jak ona dorwie tego królika to zrobi z niego potrawkę i poda kadrze nauczycielskiej na obiad. Czemu im a nie uczniom? A no bo tak.
Czarny Pan utwierdził ją w tym, że ma do czynienia ze śmierciożercami. I to więcej niż z jednym. Kiedyś może i dałaby im jakoś radę. Może. Ale teraz nie była pewna swoich sił. Nie była w sumie pewna niczego. Była zmęczona, obolała i miała serdecznie dość. Jedyne na co miała ochotę to położyć się, owinąć w kołdrę i cierpieć na depresję. Szklaneczka ognistej byłaby mile widziana. A może tak nawet nie wracać do domu? Po co? Skoro i tak nic na nią nie czeka.
Och? Odwróciła się i spojrzała na zakapturzone postacie. Jej serce zaczęło momentalnie bić mocniej. Strach zaczął konkurować z całkowitą obojętnością i chęcią poddania się temu wszystkiemu i pozwoleniu by wszystko się toczyło swoją drogą. Co ją to obchodzi? Najwyżej zginie. Za nią nikt nie zapłacze. A co z Krukonką w jednej z cel? Jej brat za nią zapłacze. Mają pewnie rodzinę.
Potrząsnęła głową zupełnie jakby chciała strzepać depresyjne myśli tak jak pies pozbywa się wody po kąpieli. Musiała wziąć się w garść. Pierwszy raz spotykasz demenotry? Pierwszy raz jesteś w badziewnej sytuacji? Nie. To weź się kur... de w garść.
Wyciągnęła przed siebie różdżkę i przywołała najszczęśliwsze wspomnienie. O! Wakacje z Chibi. Pierwsze po tym jak ją adoptowała. Pojechały nad morze. Cały dzień bawiły się na plaży i jadły lody, a wieczorem poszły na pyszny obiad i gofry. Tak, dobre wspomnienie. W myślach wymówiła zaklęcie patronusa.
_________________
      - Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?
      - Jest wódka.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lis 08, 2014 11:25 pm   

Coś pani profesor włożyła w zaklęcie mało siły. Pojawiła się co prawda srebrzysta łuna, która zaczęła formować się w drapieżnego ptaka sunącego w powietrzu ku dementorom, jednak nie był on dostatecznie pełny mocy, by pokonać ich wszystkich. Dwójka widm śmierci rozmyła się w powietrzu, jednak pozostali wciąż straszyli, wciąż wprowadzali rozpacz i wciąż mogli zdobyć pyszną duszę. Świst powietrza związany z rzuconym zaklęciem sprawił, że grube, drewniane drzwi znajdujące się po przeciwnej stronie, bardziej w głębi korytarza zaskrzypiały. Nagle słychać było jak grupka mężczyzn zbiera się dość gwałtownie z miejsca.
- Ktoś tu jest! - rzucił pierwszy z mężczyzn i jedyne co dalej można było usłyszeć to ciche, sunące się kroki, zbliżające się stopniowo w stronę korytarza.
Nagle gdzieś z mrocznej, nieodgadnionej części korytarza widać było krótki promień światła rzuconego zaklęcia i ściana tuż obok nauczycielki eksplodowała wzniecając kurz i rozdymając odłamki, które zasypały spory fragment przejścia. Jedynie dementorzy się ich nie wystrzegli zbliżając się z przeciwnej strony. Dwójka widmowych istot, które coraz bardziej zasiewały w sercach powątpienie i przeciwnicy dysponujący nie tylko różdżkami, ale i zapewne nie posiadający zbyt wiele litości. Tylko czekać, z której strony i kto zaatakuje. Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej, nawet dla doświadczonego czarodzieja.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Anastasia Beckett
Prof. Astronomii | Op. Ravenclawu
Dołączył: 29 Paź 2010
Posty: 234
Wiek: 32 lata, ur. 30 czerwca 1966 roku.
Krew: Mieszana
Pupil: Niespotykany albinotyczny kruk o imieniu Tanatos
Różdżka: Giętka, 15 cali, kieł kobry faraońskiej, wiśnia
Ekwipunek: Różdżka, mapy, nóż sprężynowy w kieszeni
Genetyka: Metamorfomag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 40+4(misja!)=44
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Wto Lis 11, 2014 10:03 pm   

Kuźwa, nie jest dobrze. Jest bardzo źle, do jasnej cholibki! A miała dzisiaj nie wychodzić z pokoju. I po co Ci to było? Jakby otworzenie okna nie było wystarczającą porcją świeżego powietrza, to nie! Musiała się przejść. A tak zjadłabyś obiad przyniesiony przez skrzaty, zrobiła sobie spa i może zaczęłabyś przypominać człowieka. A tak... tak to jeszcze bardziej będziesz przypominać jakiegoś obszczymura spod monopolowego. O ile przeżyjesz.
Odruchowo, kiedy usłyszała świst zaklęcie przykucnęła w nadziei, że nie oberwie jakimś śmiercionośnym zaklęciem. W końcu miała do czynienia z poplecznikami Czarnego Pana. Och, nie mogły to być wampiry? A nie, lepiej nie one. Nie wzięła ze sobą obrzyna, albo jakakolwiek inna broń z amunicją dum-dum. Nawet nieśmiertelnemu wampirowi się zejdzie, kiedy zniknie mu połowa mózgu. A może stanie się zombie wampirem...?
W sumie teraz też by się jej przydała broń. Toż mało czarodziejów spodziewa się pukawki.
Jeden wróg na raz. Wolała być martwa niż nakarmić swoją duszą dementorów. Starała sobie przypomnieć najszczęśliwsze wspomnienie jakie miała. Wzięła głębszy wdech i wycelowała różdżką w demenetorów.
Expecto Patronum! - niemal wykrzyknęła zaklęcie i zaraz skierowała różdżkę, w kierunku, z którego nadleciało zaklęcie. Miała nadzieję, że unieszkodliwi nieco swoich przeciwników. Tym razem rzuciła niewerbanie zaklęcia Nullam Cultros i Bombarda maksima.
_________________
      - Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?
      - Jest wódka.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Lis 13, 2014 8:59 pm   

Tym razem zaklęcie Patronusa zadziałało z pełną mocą. Z różdżki panny (wciąż panny) Beckett wyleciał srebrzysty myszołów szybując w powietrze w stronę dementorów. Zaledwie blask czaru padł na zakapturzone stwory, a wszystkie zniknęły z głośnym świstem powietrza. Została tylko bliżej nieokreślona banda ludzkich przeciwników, których wciąż jeszcze nie było widać. Dlatego ciężko powiedzieć czy pierwsze zaklęcie nauczycielki odniosło jakiś skutek czy nie, skoro celowała właściwie na ślepo. Mogła domyślać się, że w tym miejscu ktoś się znajduje, skoro mniej więcej stąd padło poprzednie zaklęcie, ale napastnik wciąż pozostawał poza zasięgiem jej wzroku.
Drugi czar już musiał czymś poskutkować. Eksplodowała część ściany po jednej stronie korytarza tym samym demaskując dwóch mężczyzn. Przy tych ciemnościach, które tutaj panowały ciężko było dokładnie sprecyzować ich wygląd. Wiadomo, że jeden był przygarbiony, z bardzo niewielką kępką włosów i wysokim czole o malutkich oczkach. Ubrany był w jakieś dziwne łachmany, które może nawet były szatą. Drugi był niezwykle szczupły, wręcz anorektyczny, a przy tym wysoki chyba na ze dwa metry. Takie szczudło o podłużnej twarzy i kościstych rękach ubrane zwyczajnie, też w coś szatopodobnego.
Eksplozja wywołana czarem pani profesor częściowo uderzyła w ścianę wywiercając ją na wylot, częściowo zaś została osłoniona przez tarczę wytworzoną różdżką tego chuderlaka.
- Sectumsempra! - niemal wysyczał garbaty celując swoim magicznym kijaszkiem w pannę Beckett z wyraźnym zamiarem poważnego poszkodowania nauczycielki.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Anastasia Beckett
Prof. Astronomii | Op. Ravenclawu
Dołączył: 29 Paź 2010
Posty: 234
Wiek: 32 lata, ur. 30 czerwca 1966 roku.
Krew: Mieszana
Pupil: Niespotykany albinotyczny kruk o imieniu Tanatos
Różdżka: Giętka, 15 cali, kieł kobry faraońskiej, wiśnia
Ekwipunek: Różdżka, mapy, nóż sprężynowy w kieszeni
Genetyka: Metamorfomag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 40+4(misja!)=44
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Czw Lis 13, 2014 11:52 pm   

Z radością przywitała myszołowa. Za cholerę nie wiedziała czemu myszołów jest jej patronusem. Zawsze ją fascynowały kruki, nawet sama posiada jednego albinotycznego, więc była pewna, że i on stanie się jej patronusem. Ale cóż, i to ptak drapieżny i to ptak drapieżny. Wróć... kruki są ptakami drapieżnymi? Mech, nieważne.
Nie miała czasu nawet na złapanie oddechu, a co dopiero na chwilę odpoczynku. Gdzieś w oddali korytarza zobaczyła dwie postacie. Wyglądali dość... komicznie. Mimowolnie uniosła do góry lewy kącik ust. Dopełniali się jak Jing i Jang. Kompletne swoje przeciwieństwa.
Czasu i na zaśmianie się nie miała. W jej kierunku leciało zaklęcie. Zatęskniła za zboczonym Włochem. Jeśli przeżyje to może się z nim umówi. Niby nie jest do końca w jej typie i średnio się dogadują, ale włoskie żarcie nie jest takie złe.
Dalej kucała, więc kiedy zaklęcie leciało w jej kierunku po prostu wskoczyła w pierwszą wnękę utworzoną przez drzwi prowadzące do celi. Musiała szybko myśleć i pierwsze, co jej przyszło na myśl to rzucenie na siebie zaklęcia zwodzącego, Inipercus. Następnie wychyliła się zza ściany by rzucić w śmierciożerców zaklęciem Immobilus.
_________________
      - Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?
      - Jest wódka.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Lis 16, 2014 8:54 pm   

Szczęśliwie dla pani profesor udało się jej uniknąć zaklęcia, które mogło mieć naprawdę dramatyczny wpływ na dalszy przebieg pojedynku. Zyskała nawet chwilę, żeby zaopatrzyć się w drugi czar, który zapewni jej niemal zupełną niewidzialność, jednak mimo iż stała się teoretycznie nieosiągalna dla przeciwników, to wycelowała w nich kolejne zaklęcie. Prawdopodobnie zostało odbite szybkim Reffelo rzuconym niewerbalne przez tego wysokiego anorektyka, bo widać było tylko krótki błysk jaki wydobył się z jego różdżki w starciu z czarem spowalniającym panny Beckett.
- No to się pobawimy... - wymamrotał zgarbaciały śmierciożerca.- Conjunctivitis! - posłał czar w miejsce, z którego wcześniej nadleciało mniej więcej zaklęcie nauczycielki, a potem na dokładkę śmignął dodatkowa różdżką.- Relashio! - zamachnął się swoim magicznym kijkiem tak, by strumień ognia jaki buchnął z tego naładowanego mocą patyka przeciął w poprzek korytarz, co chcąc nie chcąc mogło spowodować, że na swojej drodze trafi na panią profesor.
W międzyczasie tego całego bojowego zamieszania widać było gdzieś z tyłu jak jakiś mężczyzna ubrany w czarny płaszcz, z kapturem zupełnie zasłaniającym tył jego głowy i częściowo przód, przyciskając coś do klatki piersiowej biegł za dwójką napastników w głąb korytarza rozciągającego się za nimi. Można było nabrać przypuszczeń, że ta wystawiona dwójka miała wręcz kryć tego, co uciekał.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Anastasia Beckett
Prof. Astronomii | Op. Ravenclawu
Dołączył: 29 Paź 2010
Posty: 234
Wiek: 32 lata, ur. 30 czerwca 1966 roku.
Krew: Mieszana
Pupil: Niespotykany albinotyczny kruk o imieniu Tanatos
Różdżka: Giętka, 15 cali, kieł kobry faraońskiej, wiśnia
Ekwipunek: Różdżka, mapy, nóż sprężynowy w kieszeni
Genetyka: Metamorfomag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 40+4(misja!)=44
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Lis 16, 2014 11:27 pm   

Chociaż jeden czar się udał. Teraz tylko musiała zadbać o obronę i przemieszczanie się. Szybkie. Spojrzała w dół i zobaczyła... nic. Zaklęcie zadziałało aż za dobrze. Musiała sobie przypomnieć jakie buty rano zakładała. Trampki? Tak, chyba to. Zależało jej na wygodzie skoro nie czuła się najlepiej. Powinno być to w miarę ciche obuwie a to najważniejsze.
Wynurzyła zza wnęki by móc spojrzeć na dwójkę śmierciożerców. Zmarszczyła znowu nos. Pewnie nie zobaczyłaby trzeciego gdyby się nie poruszył. Co tu robi trójka śmierciożerców? Znaczy w Azkabanie to normalne. Normalne nie jest to, że nie siedzą w celach.
Usłyszała jak śmierciożerca rzuca kolejne zaklęcie. Czy oni naprawdę nie uczyli się czarów niewerbalnych? Oczywiście, czasami wymówienie zaklęcia na głos pomaga lepiej go opanować czy rzucić. W końcu uczniów w szkole uczy się wpierw magii werbalnej. Jednak niewerbalna magia stawia na zaskoczenie. Może ich umysły były zbyt wyniszczone siedzeniem w tym opuszczonym przez Boga miejscu? Ok, ona nie marudzi. Dla niej lepiej.
- Protego horriblis - wypowiedziała zaklęcie. Skoro wszyscy to wszyscy. Następne zaklęcia jednak rzuciła niewerbalnie. Aqua Eructo w celu zalania całego korytarza i Gladius.
_________________
      - Zostaliśmy więc bez pociechy duchowej?
      - Jest wódka.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2370
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lis 17, 2014 5:27 pm   

Przez zaledwie kilka sekund pani profesor mogła zobaczyć jak ostre światło wypełnia przestrzeń roztaczającą się przed nią. Na szczęście była to zaledwie krótka chwila, bowiem rzucone przez nią zaklęcie ochronne pozwoliło jej zniwelować działanie czaru oślepiającego na tyle, że żadnych większych szkód nie mogło jej wyrządzić. To tylko rozsierdziło naszego anorektyka, który puszczając działanie wszelkich czarów ochronnych zdecydował się na bardziej zażartą akcję.
- Expulso! - posłał w jej stronę zaklęcie.
Tymczasem panna Beckett całkiem skutecznie wpadła na pomysł ugaszenia nadciągającej fali ognia. Co ciekawe, chwilę przed tym jak strumień płomieni zaczął przeczesywać korytarz, gdzieś z jednej niewielkiej wnęki wyskoczył nasz puchaty przyjaciel i w popłochu zaczął kicać ile sił mu w łapkach starczyło gdzieś za Nastkę. Tak czy inaczej, strumień wody zaczął gasić płomienie, a chwilę później rzucony czar zamrażający spowodował, że woda jaka rozlała się po przejściu na przestrzeni dzielącej nauczycielkę od napastników zupełnie zamarzła tworząc krystaliczne lodowisko z kilkoma pagórkami i nierównościami, tam gdzie akurat woda chlupnęła w górę.
W tym momencie padło wyżej wymienione zaklęcie o działaniu odpychającym, które wcale nie wymagało zbyt precyzyjnego wymierzenia celu. Skończyło się to na tym, że panna Beckett poczuła jak coś ją mocno odpycha w bok, tak, że całą prawą stroną ciała uderzyła w przeciwległą ścianę. Aż nieco huknęło.
- Gelidum Spiritus! - wypowiedział formułkę kolejnego czaru drugi mężczyzna celując w miejsce, z którego mniej więcej dochodził dźwięk gwałtownego zetknięcia się profesorki ze ścianą.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Współpracujemy z:
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight










SnM

















Image and video hosting by TinyPic









Dragon Ball New Generation Reborn



















Dragonst







Król Lew











Fairy Tail Path Magician











Vampire Kingdom











Silver Baner

Vampire Diaries



SnM: Naruto PBF









Toplisty








Stopka
Nie kradnij
zawartości forum!
Zapytaj o
pozwolenie jeśli
chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek
Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).

Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 9