Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Vanessa Harvin - Transmutacja
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Maj 15, 2010 8:10 pm   Vanessa Harvin - Transmutacja
   <Multikonta: Jasmine Gingers


1. Imiona: Vanessa Samantha
2. Nazwisko: Harvin
3. Wiek: 24 lat
4. Charakter: Lwica wychowana przez węże. [D.R.C.] bądź jak przylgnęło do niej z czasów szkolnych żmija z Gryffindoru. Te określenia wydają się najlepiej definiować osobowość nauczycielki transmutacji. Przedziwna mieszanka cech, które sprawiły, że Tiara Przydziału poważnie zastanawiała się w jakim Domu ją najlepiej umieścić. Wszystko wskazywało na to, że jej przeznaczeniem jest Slytherin, ale jednak magiczna czapka dokonała przeciwnego wyboru. Bo gdzie może pasować osoba o zdecydowanych poglądach i trzeźwym umyśle, która unika spontaniczności i stawia przede wszystkim na przemyślane decyzje? Jakie barwy przywodzi na myśl surowość, bezkompromisowość, emocjonalny chłód i z uporem roztaczana aura dominacji i wyższości? Próżno liczyć na wyrozumiałość z jej strony, a kąśliwa ironia wydaje się być zaszczepiona w każdym wypowiadanym przez nią zdaniu. Lubuje się w podstępach, częstym odwracaniu kota ogonem i bezczelnym dążeniu do celu w imię zasady, że środki wykorzystane do jego osiągnięcia nie mają znaczenia. Lekceważąco traktuje większość współpracowników z trudem nawiązując przynajmniej neutralne relacje, zaś z większą swobodą kreując sobie wrogów. Nie przeszkadza jej to, że jest nielubiana, nikogo od tego nie wymaga i nie dąży do zdobycia sympatii. Nie oznacza to jednak, że nie potrafi być miła. Przeważnie gdy czegoś chce i widzi w tym korzyści. Marudzi i narzeka kiedy ma okazję, co rusz to wynajdując nowe niedociągnięcia. Nie pozwala nikomu wyprowadzać się z równowagi, bo to grozi strasznymi konsekwencjami, za to bawi ją gdy sama kogoś doprowadzi do złości, irytacji, wybuchu. Dlaczego w takim razie Gryffindor? Czy Tiara popełniła tutaj błąd dodatkowo przypieczętowany pomyłką Dumbledore'a, który przyznał jej Opiekę nad tym Domem? Zawsze walczy o swoje. Do końca. Chorobliwie wręcz nie uznaje porażek. Jest szczera. Czasem do bólu. Potrafi zachować zimną krew w trudnych sytuacjach szybko analizując problem i dążąc do jego likwidacji. Jest gotowa bronić swoich uczniów i najważniejszych wartości za wszelką cenę i w cokolwiek się angażuje to zawsze całym sercem i z ponad stuprocentowym oddaniem przez co tym boleśniej odczuwa niepowodzenia i rozczarowania. Nie uznaje półśrodków. Co prawda wyraźnie faworyzuje gryfonów i ma mocno dyskryminujący stosunek do ślizgonów, ale w pozostałych ocenach podchodzi do sprawy obiektywnie i uczciwie. Pracowita na tyle, że czasem zakrawa to o pracoholizm. Chociaż zdobycie jej sympatii jest niczym wygrana w mugolskiego lotka można się liczyć z tym, że będzie lojalna i zawsze gotowa do pomocy. Można wtedy polegać na niej w każdej sytuacji i zawsze znaleźć w jej osobie wsparcie. Co prawda emocjonalne rozchwianie między "dobrą" a "złą" stroną odcisnęło na niej swoje piętno, to jednak w najgorszych okolicznościach, nawet w obliczu klęski i porażki nigdy nie sprzeniewierzy się wyznawanym wartościom. Dlatego Gryffindor.
5. Wygląd: Średni wzrost to coś co budzi w niej nieustającą frustrację, bo 168cm to dość mało jak na kogoś kto powinien wzbudzać respekt i z łatwością dominować otoczenie. Na szczęście jakoś sobie pod tym względem radzi i w tym rozmiarze, chociaż jej sylwetka wydaje się temu wyjątkowo nie sprzyjać. Szczupła, wąskie ramiona, przez co wydaje się czasem drobniejsza niż jest w rzeczywistości. Nie odbiega zbytnio proporcjami od przeciętności będąc wystarczająco zaokrąglona tam gdzie trzeba, a nie tam gdzie nie trzeba. Na pewno wyróżniają ją długie, ciemnobrązowe włosy. Lekko falujące, gęste, opadają do wysokości połowy pleców. Niebieskie oczy wydają się szczególnie odznaczać na tle tej burzy kosmyków, a w jej spojrzeniu przeważnie odbija się chłodna powściągliwość, czasem też rozbawienie gdy komuś wyjątkowo dopiecze. Choć usta ma pełne, raczej trudno na nich znaleźć jakikolwiek zalążek uśmiechu, chyba, że takiego bardziej złośliwego. Kiedy chce to ukrywa swoje emocje, kiedy jednak nie przykłada do tego wagi można z niej czytać jak z otwartej księgi, tylko pisanej w dziwnym, niezrozumiałym języku. Porusza się z gracją, chód ma szybki, a w trakcie rozmowy przeważnie utrzymuje nieustanny kontakt wzrokowy. Ponoć po ciotce ma wyczucie stylu, które pozwala jej ubierać się tak by sobie nie zaszkodzić. Preferuje klasyczne stroje z nutą elegancji, co sprowadza się zazwyczaj do dopasowanych bluzek, koszul, prostych spodni, a czasem i długich spódnic czy podobnie długich sukienek podkreślających jej sylwetkę i zapewne mających ją nieco optycznie wydłużyć. Od kilku lat ogranicza się do długich bądź półdługich rękawów z uwagi na zabandażowane znamię na lewym przedramieniu.
7. Skąd: Londyn
8. Czystość krwi: czysta
9. Rodzina:
Rachel Dolores Harvin (Walker) † - matka Vanessy. Niemal schematyczna gryfonka. Konsekwentna, wymagająca, ale jednocześnie ciepła i opiekuńcza. Aspirująca studentka aurorstwa, ale po urodzeniu dzieci zajęła się ich wychowywaniem, a gdy najmłodsza latorośl udała się do Hogwartu, zaczęła dorywczo prowadzić księgi rachunkowe dla Gringotta. Po ujawnieniu zbrodni Jamesa doznała takiego wstrząsu, że się poważnie rozchorowała i zmarła rok po wykryciu sprawy.
Charles Arthur Harvin - ojciec Vanessy. Pragmatyczny i spokojny czarodziej, w czasach szkolnych krukon z ogromnym zamiłowaniem do książek i francuskimi korzeniami od strony swojej rodzicielki. Początkowo pracował w Urzędzie Kontaktów Międzyszkolnych na stanowisku średniego szczebla, ale po śmierci żony, do której był niezwykle przywiązany postanowił wyprowadzić się do Paryża, gdzie obecnie prowadzi niewielki antykwariat. Panna Harvin utrzymuje z nim wyłącznie kontakt listowny.
James Cedric Harvin - starszy o cztery lata brat Vanessy. Pełnowartościowy ślizgon od najmłodszych lat zafascynowany ideą dominacji czystej krwi, co doprowadziło go do stania się jednym z najwierniejszych popleczników Lorda Voldemorta. Przez ponad połowę życia był dla niej jedynym przyjacielem, autorytetem i wspólnikiem. Ich więź została poważnie nadszarpnięta gdy panna Harvin wydała go Ministerstwu, ale jej całkowite zerwanie nastąpiło podczas Bitwy o Hogwart.
Samantha Charlotte Harvin - Siostra Charlesa, a zarazem ciotka Vanessy i to po niej otrzymała ona drugie imię. Zamieszkała w Paryżu (rodzicielka rodzeństwa czyli babka nauczycielki transmutacji była z pochodzenia Francuzką), absolwentka Akademii Magii Beauxbatons (w Hogwarcie zapewne zostałaby puchonką). Obecnie pracuje jako profesor Zielarstwa w tamtejszej szkole. Pasjonująca się ogrodnictwem kobieta o pogodnym usposobieniu, wiecznie z głową w chmurach. Niezamężna i bezdzietna.
10: Historia:
11. Nauczany przedmiot: Transmutacja
12. Wykształcenie:
1982-1989r. - Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart
1989 - 1992r. - Uniwersytet Nauk Magicznych im. Nicolasa Flamela w Londynie - kierunek Transmutacja
13. Doświadczenie zawodowe:
1993/1994 - roczny staż w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart na posadzie Nauczyciel Transmutacji
od 1994r. - Nauczyciel Transmutacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart
od 1995r. - Opiekunka Gryffindoru w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart
*14. Statystyki:
Zielarstwo: 5/100
Eliksiry: 5/100
Zaklęcia Zwykłe: 20/100
Zaklęcia Defensywne: 10/100
Zaklęcia Ofensywne: 20/100
Transmutacja: 50/100
Miotlarstwo: 10/100
Ostatnio zmieniony przez Vanessa Harvin Śro Sie 22, 2018 9:28 pm, w całości zmieniany 14 razy  
 
 

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 10, 2010 4:33 pm   Prawdziwa historia Vanessy - Yin&Yang
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Amulet Jin i Jang symbolizuje dwie przeciwstawne energie kosmiczne w stanie harmonii. Jin (czarny) oznacza pierwiastek żeński, noc, ziemię, destrukcję, pasywność. Jang (biały) obejmuje takie znaczenia, jak męskość, światło, niebo, kreacja, aktywność. Jin i jang uzupełniają się wzajemnie, czego symbolem jest umieszczenie białej kropki w obrębie jang oraz czarnej w jing. Znaczy to także, iż nie istnieje absolutne dobro ani zło.

- "Czystość krwi... dla niektórych bez znaczenia, jednak zaledwie kilka lat temu wizja zdobycia władzy ideologii czystości krwi była prawie, że wykonalna. Czarownik o Imieniu Którego Nie Wolno Wymawiać wspiął się na szczyt potęgi czarnej magii i tylko przypadek sprawił, że jego marzenia legły w gruzach. Wiara jednak, że dominacja czystości krwi nastąpi jest nadal silna w wielu kręgach, mimo, że od dawna nie było już widać na niebie Mrocznego Znaku, a świadomość istnienia jednego z najbardziej niewybaczalnego z zaklęć coraz bardziej się zaciera." - Ciemnowłosy chłopak zamknął trzymaną w dłoniach książek spoglądając na kilkuletnią dziewczynkę siedzącą obok niego na kanapie z oczami wpatrzonymi w towarzysza jak w obrazek.
Nastolatek uśmiechnął się zadziornie, a w jego oczach zabłysły iskierki wyzwania, tak znajome jemu i jego rodzinie. Przystojne rysy młodzieńca nadawały jego twarzy z pozoru anielski wręcz wyraz. Nos prosty, czoło wysokie, silne dłonie nadal spoczywające na okładce lektury, a i oczywiście nie można zapomnieć o potarganej wiecznie czuprynie ni to czarnej ni brązowe ni popielatej. Chłopak miał na sobie zielone, hogwardzkie szaty z naszywką herbu Domu Węża w przeciwieństwie do dziewczynki ubranej pospolicie w kolorową szatę w gwiazdeczki. Jej oczka były niesamowicie duże z wyraźnymi niebieskim tęczówkami. Zarówno rysy twarzy jak i kolor włosów miała identyczne jak jej starszy towarzysz. Lekko pofalowane kosmyki opadały jej na twarz sięgając aż do pasa, a małe rączki ściskały mocno pluszowego gryfa.
- Ja wiem co to są Zaklęcia Niewybaczalne. To ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać je używał, prawda? - spytała dziewczynka patrząc się tak samo wyczekującym i ciekawskim spojrzeniem w brata jak podczas czytania przez niego lektury.
- Zgadza się... najstraszniejsze z nich to Avada Kedavra... to nim zabijał nic nie warte szlamy - przytaknął skinięciem głowy, po czym flegmatycznym ruchem odłożył książkę na półkę obok i dopiero wtedy powrócił wzrokiem na towarzyszkę.
- Ja też będę rzucać Avada Kedavra! Też chcę zabijać szlamy! - Dziewczynka zerwała się z kanapy na równe nogi patrząc buntowniczo na chłopaka z miną pt. ja wam jeszcze pokażę, co tylko wywołało u niego cichy, szelmowski śmiech.
- Jasne, Van. Oboje będziemy zabijać szlamy i oboje będziemy służyć Czarnemu Panu jak tylko uda mu się powrócić, zgoda? - Uniósł zaczepnie brwi, przy czym potargał jej włosy, przez co z tą zawziętą miną na delikatnej, młodziutkiej twarzy wyglądała jeszcze komiczniej.
- Zgoda! Ja chcę się nauczyć rzucać Avadę! - Dopadła leżącej obok różdżki zanim chłopak zdążył zorientować się co mała zamierza i już unosiła magiczny przedmiot w powietrzu - Avada...
- Van, James! Co tu się dzieje?! - Drzwi pokoju otworzyły się i stanęła w nich wysoka brunetka obdarzając rodzeństwo oburzonym spojrzeniem. - James... co twoja różdżka robi w rękach Vanessy? Zabierz ją jej zaraz zanim komuś zrobi krzywdę! - nakazała stanowczym głosem.
Ślizgon mrucząc coś niewyraźnie pod nosem skinął tylko głową na znak aprobaty, po czym wyciągnął z rączek dziewczynki różdżkę podając jej z powrotem pluszowego gryfa, po czym obdarzył kobietę czarującym uśmiechem. Matka dwójki urwisów pokręciła tylko głową ze zrezygnowaniem jakby sprawiając wrażenie całkowicie uodpornionej na urok chłopaka. Mimo, że nie była już młodą dziewczyną to jej twarz wcale nie zdobił szereg zmarszczek, a i ciężko zapewne byłoby się doszukać chociaż jednego siwego włosa. Jedynie oczy sprawiały wrażenie dojrzałych i nieco zmęczonych.
- Bez obaw mamo, panuje nad sytuacją. - Młodzieniec wzruszył ramionami nadal rozbrajająco się uśmiechając.
- Mam taką nadzieję... - Brunetka wywróciła teatralnie młynka oczami, a już po chwili drzwi pokoju na powrót zamknęły się.

***


Vanessa usiadła na stołku mocno zaciskając rączki na oparciu. Starsza nauczycielka o surowej twarzy i mocno ściągniętych wargach tworzących zamiast ust cienką linię nałożyła na głowę dziewczynki brązową, połataną tiarę, która sprawiała wrażenie już dawno zjedzonej przez mole i nie nadającej się do jakiegokolwiek użytku. Oczy tej małej istotki rozwarły się ukazuję dwie niebieskie tęczówki błyskające pewnością siebie i zadziornością. Napotkały one wzrok siedzącego przy podłużnym stole wśród innych uczniów brata. Patrzyli tak na siebie przez chwilę ze wzajemnym zrozumieniem jakby czytali sobie nawzajem w myślach, po czym spojrzenie pierwszorocznej powędrowało wzdłuż całego stołu Domu Węża. Zacisnęła rączki jeszcze mocniej na krawędzi stołka.
- Ja chcę do Slytherinu... ja chcę do Slytherinu... - powtarzała sobie w myślach z niecierpliwością czekając na wyrok tiary.
Dlaczego akurat ten Dom? Dlaczego? Vanessa idealnie do niego pasowała, podobnie jak jej brat. Oboje byli nazbyt pewni siebie, na ustach obojga cisnęła się ironia i złośliwość częściej niż prosty szczery uśmiech, oboje dążyli do tego samego od początku, a trzeba podkreślić, że było to dążenie wręcz po trupach do celu. Nie było mowy o żadnym innym Domie, tylko Slytherin. Czy straszenie dzieci sąsiadów Zaklęciami Niewybaczalnymi, tylko dlatego, że nie byli w pełni czystej krwi odpowiadało cechom noszonym przez mieszkańców Hufflepuffu? Czy szalone wypady na Ulicę Śmiertelnego Nokturny przypominały występki Krukonów? Czy testowanie na gnomach cyjanku potasu pasowało honorowym Gryfonom? Z pewnością nie.
- Slytherin? Och tak... ta inteligencja, upodobanie do podstępu, poskramianie światła ciemnością... - Usłyszała dziewczynka głosik w swojej głowie. - Tak... ale jest coś więcej pod tą czuprynką, dużo więcej... coś co zasługuje na... - Vanessa wstrzymała oddech spoglądając na unoszącego ku górze kciuka jej brata. - Gryffindor! - wykrzyknęła tiara na całą Wielką Salę.
Oczy tej małej istotki rozwarły się w niemy zdziwieniu. Co? Jak? Ona i ci godni pożałowania frajerzy?! Niemożliwe... Tiara musiała się pomylić. Nie mogła trafić do Gryffindoru... po prostu nie mogła. Przeznaczony jej przecież był Slytherin tak jak bratu. Jak to możliwe? Na pewno... na pewno tiara się pomyliła i zaraz to powie, zaraz się poprawi i dzięki temu będzie mogła usiąść przy stole obok brata.
- Panno Harvin... proszę zejść ze stołka. - Dźwięk głosu nauczycielki trzymającej już tiarę w powietrzu przywrócił ją do rzeczywistości.
Nie, tiara się już nie poprawi... Vanessa nie założy na siebie zielonej szaty... spojrzała na brata. Wydawał się równie zszokowany jak ona, a może nawet bardziej. Dopiero po chwili na jego ustach zakwitł lekko pocieszający uśmiech, ale to nie poprawiło humoru dziewczynki. Czuła się przegrana. Ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w swoje buciki powędrowała ku stołowi Domu Lwa.

***


- Panno Harvin... co za wstyd... Gryffindor traci przez panią trzydzieści punktów. - Surowy głos profesor McGonagall zagrzmiał wzdłuż całej klasy transmutacji, która Bogu dzięki była pusta.
Prawie pusta... naprzeciwko nauczycielki, po drugiej stronie biurka stała kilkunastoletnia dziewczynka. Ów osóbka wpatrywała się w starszą kobietę chłodnym, wypranym z wszelkich emocji wzrokiem. Nie odezwała się nic, ale również nie spuściła wzroku. Nie poruszyła się. Tkwiła w miejscu jak marmurowy posąg o szczupłej sylwetce i niezbyt imponującym wzroście. Jej wargi nawet nie drgnęły, a z samego zachowania gryfonki trudno było stwierdzić co jej chodzi teraz po głowie.
- To już drugi raz jak próbuje się pani włamać do Działu Ksiąg Zakazanych - kontynuowała McGonagall - Tak być nie może. Jest pani dopiero na drugim roku, co sobie pani wyobraża? Oczywiście pański brat też zostanie odpowiednio ukarany, ale to leży już w gestii profesora Snape'a. A teraz proszę ze mną do dyrektora. - Nauczycielka ruszyła dziarskim krokiem na korytarz, a Vanessa bez mrugnięcia okiem podążyła za nią.
Źle się do tego zabrała. Tłumaczyła Jamesowi, że nie będzie tak łatwo, ale ten jak zwykle był przekonany o swojej racji. Nie, nie kłócili się wówczas, po prostu Van widziała to inaczej. Zastosowanie eliksiru słodkiego snu na bibliotekarce było pomysłem trafionym tylko częściowo. Nie przewidzieli, że do akcji wkroczy Flich zawzięcie goniący Irytka. No i gdy akurat byli w trakcie przeszukiwania zawartości jednej z czarnomagicznych ksiąg Irytek przewrócił jeden z regałów, co poskutkowało tym, że oczom woźnego ukazała się dwójka rodzeństwa wpatrująca się w niego z lekkim zdziwieniem na twarzy. Źle to jednak obmyślili... no ale James był uparty i nie pozwolił sobie wyjaśnić, że na wszelki wypadek lepiej się zabezpieczyć. I pomyśleć, że różniło ich tylko kilka lat...
- Różowy bogin. - Podała hasło nauczycielka, a posąg chimery obrócił się ukazując wejście do gabinetu dyrektora.- Proszę... Dumbledore chce porozmawiać z panią na osobności. - Skinęła dłonią w stronę wejścia patrząc surowym, ale spokojnym wzrokiem na uczennicę.
Dziewczyna przekroczyła próg i już za kilkoma zakrętami znalazła się w kolorowym pomieszczeniu nijak nie pasującym do poważnego urzędu jakim było stanowisko dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Regały pełne barwnych książek, dywanik w zielono-pomarańczowe zygzaki, nakrapiane szuflady, ogromne biurko na którego środku leżała paczka czekoladowych żab, nie wspominając już o ulubieńcu dyrektora - feniksie prężącym dumnie swoją pierś obok portretu jakiegoś niskiego człowieczka, który właśnie dostał napadu czkawki. Po chwili z tylnych drzwi pomieszczenia wyłonił się sędziwy, ale nadal pełen życia Dumbledore. Siwa broda staruszka opadała mu na dół, ale oczy... oczy nadal miał wyjątkowo młode i żywe. Na widok dziewczyny uśmiechnął się lekko schodząc po kilka stopni naraz na środek gabinetu.
- Vanesso, proszę nie zwracaj uwagi na te czkające portrety. Kiedy mijałem jedną z sal Irytek właśnie rzucił bardzo parszywe zaklęcie na koleżankę Grubej Damy i od niej zaraziły się wszystkie portrety w zamku, ale już tę sprawę powoli opanowujemy... - wyjaśnił na wstępie uśmiechając się dobrodusznie. - To co cię do mnie sprowadza?
Gryfonka nie miała pojęcia po co jej to mówi... uważa, że w ten sposób zaskarbi sobie jej zaufanie? Och nie... nie była głupia. Nie rozdawała zaufania na prawo i lewo, a wręcz jedyna osobą, której mogła zaufać był jej brat. Nikt więcej. Nie odpowiedziała jednak nic, z początku zachowując ten sam wyraz twarzy, to samo zdystansowane spojrzenie, które w tak małym dziecku mogło i zaskakiwać i napawać przerażeniem.
- To pan mnie wzywał dyrektorze - odpowiedziała spokojnym tonem głosu.
- Wiem, wiem... - Pokiwał głową. - Ale to dlatego, że coś cię tu do mnie sprowadza Vanesso. Powiem szczerze, ten pomysł z eliksirem słodkiego snu... radziłbym następnym razem zastosować coś bardziej profilaktycznego. - Puścił do niej porozumiewawcze oko, obdarzając ją kolejnym życzliwym uśmiechem, po czym zasiadł za swoim biurkiem. - A nie zadajesz sobie czasem pytania dlaczego jesteś w Gryffindorze? Dlaczego ty i twój brat zostaliście rozdzieleni mimo tego, że sprawiacie wrażenie tak bardzo podobnych do siebie....?
- Powinnam być w Slytherinie dyrektorze... Nie nadaję się do Gryffindoru - odpowiedziała wpatrując się uważnie w oczy rozmówcy, jakby chciała w nich wyczytać... jaką pułapkę zastawił na nią Dumbledore? Jaki chwyt zastosuje żeby ją sobie pozyskać?
- Nie, Vanesso... nie powinnaś - westchnął staruszek kręcąc głową przecząco. - Ty i twój brat jesteście różni... nie jesteście identyczni. Jeszcze za wcześnie, żebyś pojęła moje słowa, ale proszę... spróbuj zrozumieć... nie jesteście jedną osobą. Twój brat ma w sobie zakorzenione coś co przyciągnęło go pod dach Domu Węża, a ty w głębi duszy masz wiele cech, które odpowiadają mężnym Gryfonom. Nie powinnaś być w Slytherinie, to nie jest miejsce odpowiednie dla ciebie. Daj sobie czas... kiedyś wszystko zrozumiesz... cytrynowego dropsa?
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
 

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Cze 12, 2010 10:06 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Chyba przez cały ten długi czas istnienia Hogwaru nie było tak abstrakcyjnego połączenia. Po raz pierwszy od czasów znajomości Godryka Gryffindora i Salazara Slyherina te dwa Domy nie gryzły się tak wszem i wobec, a dwójka ich przedstawicieli jawnie trzymała się razem. Mowa oczywiście o rodzeństwu Harvin. Gdzie James tam i Vanessa, co namieszała gryfonka w to wmieszany musiał być i ślizgon. A trzeba wiedzieć, że mieszali dużo... w miarę jednak dorastania ich różnice charakteru zaczynały dawać nieco o sobie znać. Nie, nie kłócili się... po prostu często zaczynali odmiennie patrzeć na te same rzeczy. Van była bardziej wyważona, bardziej elokwentna, bardziej... wymagająca przede wszystkim od siebie, podczas gdy jej brat stawał się często niecierpliwy, a mierzył coraz wyżej.
- Cicho... idzie ta żmija z Gryffindoru - rzuciła jedna z krukonek do swoich dwóch towarzyszek zbitych w grupkę na korytarzu. - Razem ze swoim bratem - dodała krzywiąc się lekko pod nosem.
- Jaki on ładny! - pisnęła jej koleżanka na widok przystojnego siedemnastoletniego młodzieńca, któremu towarzyszyła niższa prawie o ponad głowę dziewczyna w czerwonych szatach Domu Lwa.
- Daj spokój... ma okropny charakter.

Vanessa spojrzała porozumiewawczo na brata, a ten tylko milcząco skinął głową. Nie wiedziała o czym teraz myśli, ale prawdopodobieństwo, że to co jej było dosyć duże. Kątem oka zerknęła na krukonki, a jej wzrok nie wyrażał nic, absolutnie nic. Jakby nie istniała.
- Potrzebujemy... kogoś - zaczął tylko James, ale nie skończył, bo nie widział powodu.
Van już kierowała się w stronę krukonek, a na jej twarzy zakwitł życzliwy uśmiech. Nawet jej oczy przybrały sympatyczny wyraz, co chyba nawet trochę zdziwiło grupkę dziewczyn. Stojąca na czele ekipy uczennica o długich jasnych włosach zawijała sobie właśnie jeden z kosmyków na palcu patrząc z lekką niepewnością na jej przyszłą rozmówczynię. Jej koleżanki cofnęły się o krok, jakby w obawie, że ta niezbyt wielka wzrostem gryfonka zaraz rzuci na nich jakiś paskudny urok.
- Monica, te twoje ostatnie zaklęcia na transmutacji, były całkiem niezłe. Naprawdę zaskoczyłaś mnie z ta przemianą szklanki w żabę. - Vanessa posłała jej porozumiewawczy uśmiech, podczas gdy jej brat zniknął gdzieś za zakrętem jak gdyby nigdy nic.
- Ty byłaś lepsza, ale... dzięki. - krukonka wzruszyła ramionami spoglądając na nią zaskoczonym wzrokiem, po czym spuściła oczy na swój zakręcany na palcu kosmyk włosów.
- Właśnie... nie masz może notatek z ostatnich zajęć historii magii? Moje notatki właśnie skonsumował kot Lucy.c- gryfonka wyglądała na lekko zakłopotaną i tylko na jej ustach zakwitł nieco nieśmiały uśmiech.
- Jasne, że mam. Zostawiłam Rafaelowi do odpisania... siedzi teraz na poddaszu i przepisuje, biedak... trzy rolki pergaminu. - Monica natychmiast ożywiła się.
- A nie pożyczyłabyś mi ich? Mogę iść z tobą na poddasze do Rafaela.
- W porządku. - Posłała jej łagodny uśmiech, po czym odwróciła wzrok na swoje towarzyszki. -Zaczekajcie chwilę, zaraz wrócę - zapewniła je z równie serdecznym wyrazem twarzy, by ruszyć przodem prowadząc Vanessę. - Chodźmy... wiesz, Rafaelowi już od dawna obiecywałam te notatki... on zawsze śpi u profesora Binnsa, zresztą chyba wszyscy śpią, a ja mam taki uraz, że nie mogę w dzień spać, więc skoro już muszę przesiedzieć te historie magii, to lepiej coś robić niż słuchać chrapania innych... - Rozgadała się gdy tylko gryfonka zrównała z nią krok. - Sowa? - Nagle jej wzrok powędrował na wlatującego do łazienki ptaka o białym pierzu i krótkim dziobie.
- Och nie... to sowa Jamesa! Znowu musiało się jej coś pomieszać w głowie i pomyliła drogę. - Van natychmiast pobiegła za ptaszyskiem wbiegając do cichego pomieszczenia.
- A to... to Łazienka Jęczącej Marty - westchnęła Monica, jednak podążyła za dziewczyna by po chwili zatrzymać się w obskurnej łazience o godnym pożałowaniu wnętrzu.
Większość luster w komnacie była delikatnie mówiąc roztrzaskana, na umywalkach czaiły się grzyby, nie wspominając już o wodzie wypływającej z co poniektórych kabin. Zaplamione czymś zielonym płytki zlewały się w jedno tworząc na ścianie niekształtną i rozmazaną warstwę. Najbardziej interesującym elementem był jednak ślizgon, który stał na środku pomieszczenia delikatnym ruchem przeczesując pióra sowie. Ptak po chwili usiadł na jednej z umywalek biernie przyglądając się sytuacji, podczas gdy James posłał znaczący uśmiech swojej siostrze tkwiąc nadal w jednym miejscu niczym marmurowy posąg o wyrazistych, iskrzących się tęczówkach oczu. Vanessa podeszła do niego, lecz zanim zdążyła się choćby odezwać chłopak machnął różdżką aż drzwi do łazienki zamknęły się z trzaskiem ku zdziwieniu krukonki.
- Genialnie Van... sam bym tego lepiej nie zrobił - odparł chłopak nadal trzymając uniesioną w powietrzu różdżkę.
- Heej... co... o co wam chodzi? - spytała Monica cofając się o krok z przerażonym wyrazem twarzy.
- Ech, ciszej proszę. - ślizgon machnął ponownie różdżką, a na ustach niczego nieświadomej dziewczyny pojawiła się ciemna opaska skutecznie uniemożliwiająca jej mówienie. - Levicorpus. - krukonka momentalnie zawisła głowa w dół, wyraźnie próbując coś powiedzieć, ale bezskutecznie.
Próbowała się szarpać, wyrywać, sięgać po różdżkę, lecz zanim tylko zdążyła gryfonka wyjęła jej ów magiczny przedmiot z kieszeni cofając się znów do poziomu brata.
- Mogę zacząć? - spytała Van spoglądając porozumiewawczo na Jamesa, a ten tylko kiwnął zachęcająco głową. -Chciałam wypróbować kilka zaklęć transmutujących. - Sięgnęła po książkę leżącą zaraz obok śnieżnej sowy. - Zastanówmy się. - Machnęła w powietrzu różdżką kierując ją na Monicę i w oka mgnieniu zamiast uszu dziewczyny pojawiły się uszy słonia. - Nie, to mało praktyczne.
- Vaaan... - westchnął brat dziewczyny zrezygnowanym głosem wywracając młynka oczami. - Zamierzasz się z nią tak bawić? To potrwa wieczność, a pamiętaj, że będziemy musieli potem jej wymazać pamięć... nie do końca opanowałem jeszcze to zaklęcie, co oznacza, że mogą się pojawić... różne komplikacje. - Przeniósł szelmowskie spojrzenie na krukonkę, której oczy rozwarły się w jeszcze większym przerażeniu ku zadowoleniu chłopaka.
Gryfonka z początku nic nie odpowiedziała wertując powoli i skrupulatnie strony książki. Nie zwracała uwagę na Monicę, która szarpała się i wiła w powietrzu. Jej skupiony wzrok nakierowany był na poszczególne zaklęcia. Zarówno ona jak i jej starszy brat wyglądali na takich, na których taka sytuacja nie robi najmniejszego wrażenia. Czemu? Ano... Van wyznawała zasadę po trupach do celu. Jej chłodne, czysto kalkulacyjne rozumowanie nie obejmowało swoim zasięgiem czegoś takiego jak cudze cierpienie. Ważne było osiągnąć cel, a na czymś, a raczej na kimś musieli przecież ćwiczyć. Mieli plany, wiele planów, począwszy od marzenia przywrócenia Czarnemu Panu władzy, skończywszy na zdobyciu władzy i ciągłym doskonaleniu się. Chcieli być doskonali, niepokonani, idealni, chcieli by Lord Voldemort był z nich dumny gdy już powróci i nie liczyły się środki. Liczył się sam cel. Vanessa kolejny raz machnęła w powietrzu różdżką szepcząc jakieś zaklęcie, co zaowocowało zmiana obecnego wyglądu uszów ofiary na lisie.
- James, muszę nadrabiać czymś te punkty, które ciągle tracę. Poza tym wiesz, że strasznie lubię transmutować. - gryfonka szepnęła kilka następnych słów, a prawa noga przerażonej ofiary zmieniła się w okrętowy maszt. - Do licha, miało być odwrotnie.
- Wiem, wiem... ale transmutacją świata nie zbawisz. Potrzeba nam bardziej drastycznych środków.
- Wiesz co, ja nie wiem co ja zrobię jak ty odejdziesz... umrę tu chyba z nudów.
- Masz Lucy, masz Nicole. - Chłopak zaśmiał się cicho spoglądając jak maszt zmienia się z kolei w drewniana huśtawkę. - Dasz sobie radę... a ja obiecuję, że będę przy tobie zawsze jak tylko będziesz mnie potrzebować... mogę? - spytał powracając wzrokiem na młodszą siostrę.
- Oczywiście. - Skinęła w stronę brata dłonią dalej zapatrzona w stronice ksiąąki.
- Świetnie. - James zmrużył oczy ze znaczącym, ironicznym uśmieszkiem błąkającym się po twarzy. - Sectumsempra

***


Siódmy rok nauki Vanessy Harvin w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Po odejściu ze szkoły jej starszego brata nie spełniły się najgorsze oczekiwania gryfonki. Nie nudziła się. Nadal pozostawała żmiją z Gryffindoru, a stosunki czerwonych z zielonymi znacznie się pogorszyły od tego czasu, ale na pewno nie można powiedzieć, ze się nudziła. Sama gryfonka też się bardzo zmieniła. Jej chłodny wzrok coraz częściej zastępowały wesołe iskierki w oczach, a ironiczny uśmiech wypierał cichy chichot. W środku jednak nadal pozostawała taka sama - zdystansowana do świata, do obcych, wyrafinowana, pewna siebie, na swój sposób zadziorna, ambitna i pomysłowa. To się nie zmieniło.
Wycieczka do Hogsmeade. Van w towarzystwie jednej z gryfonek spacerowała ulicą wsłuchując się w rozmowy mijanych uczniów jak w i nieustające gaworzenie Lucy. Jej rozmyślania przerwał cichy pisk towarzyszki.
- Cedric! On tam stoi Van! - Dziewczyna trąciła koleżankę, wlepiając spojrzenie w przystojnego młodzieńca śmiejącego się z czegoś wraz dwoma kolegami o takim samym jak on niebieskim kolorze szat.
- No dalej, Lucy... odważ się wreszcie. - Westchnęła panna Harvin z niewielkim zainteresowaniem spoglądając na przyjaciółkę.
- Mogę? Wydawało mi się, że to ty się podobasz Cedrickowi.
- Daj spokój, on nie jest dla mnie. No idź, zagadaj wreszcie do niego. - Popchnęła dziewczynę w stronę chłopaków, patrząc na nią z nieco zniecierpliwionym wyrazem, a ta posłała jej szeroki uśmiech w odpowiedzi.
- Dzięki! - Lucy natychmiast ruszyła w stronę grupki młodzieńców.
Vanessa pokręciła ze zrezygnowaniem głową kierując spojrzenie ku niebu. Jak niektórym niewiele potrzeba było do szczęście w przeciwieństwie do niej. Ona potrzebowała dużo. Chyba nawet za dużo. Faceci... kręcili ją tylko Ci co byli jej warci, nie dostrzegała takich zbyt wielu. W tym momencie ktoś zakrył jej oczy i na swojej szyi poczuła czyjś oddech. Dziewczyna szybko odwróciła się, a jej patrzałki rozwarły się w zdziwieniu na widok ukochanego brata.
- James! Gdzieś ty się podziewał? Mama tak się martwi! - Van natychmiast uścisnęła chłopaka. - Miałeś pojechać na pół roku do Szwecji, a ty zniknąłeś prawie na rok... umieraliśmy ze strachu o ciebie!
- Ciii... Van, ja też się cieszę, że cię widzę. - Absolwent Hogwartu uśmiechnął się zadziornie. - Wybacz, miałem misję. Udało mi się Van, jestem gotowy, możemy do nich dołączyć.- Były ślizgon spojrzał ze znajomym błyskiem w oku na siostrę.
- Udało ci się? To znaczy, że ty i... ty i śmierciożercy... - Nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Tak Van. Dostaliśmy szansę... ty też. Opowiedziałem ci o tobie, chcą cię poznać. - James spojrzał na nią znacząco. - Zgodzili się, dołączymy do nich. Chcesz tego Van? Chcesz służyć Czarnemu Panu?
Dziewczyna uśmiechnęła się, po czym rozległ się jej dźwięczny śmiech. Oczy znów przybrały dawny wyraz, znów wniknął w nią dawny chłód i obojętność, dawne okrucieństwo. Znowu wszystko było jak dawniej. James wrócił, dostali szansę, udało się. Udało się to, do czego dążyli oboje od początku do końca.
- Tak, chcę.

***


- Brawo, Van. Mamy to co trzeba.
- Vanesso, James. Postaraliście się. Nasze gratulacje.
- Dziękujemy za zaufanie. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby Czarny Pan powrócił.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
Ostatnio zmieniony przez Vanessa Harvin Sob Sie 25, 2018 1:30 am, w całości zmieniany 3 razy  
 
 

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 17, 2010 6:35 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
Ostatnio zmieniony przez Vanessa Harvin Śro Sie 22, 2018 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
 

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Lip 05, 2010 6:14 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
Ostatnio zmieniony przez Vanessa Harvin Śro Sie 22, 2018 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
 

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 11:24 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Wiek: 25 lat

Zielarstwo: 5 pkt
Eliksiry: 5 pkt
Zaklęcia defensywne: 10 pkt
Zaklęcia ofensywne: 5 pkt
Transmutacja: 5 pkt
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,47 sekundy. Zapytań do SQL: 10