► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
Dziedziniec
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3948
Wiek: 29 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lut 15, 2019 12:54 am   Dziedziniec
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Szkolny dziedziniec, jedno z ulubionych miejsc spędzania wolnego czasu przez uczniów Hogwartu. Jest on porośnięty trawą, od wieków rośnie na nim potężne drzewo. Na środku dziedzińca znajduje się ogromna żelazna sfera armilarna.
 
 
     

Terrence Lee
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 155
Wiek: 17
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5+1+1=7
Zielarstwo: 5+1=6
Transmutacja: 6+1+1=8
Z. zwykłe: 9+2=11
Z. ofensywne: 11+2=13
Z. defensywne: 11+1=12
Miotlarstwo: 13+2+2+1+1+6+2=27
Wysłany: Nie Maj 05, 2019 7:50 pm   
   <Multikonta: Bianchie || Cecile


Powrót do Hogwartu miał wiele plusów. Jednym i według Terrenca najważniejszym z nich, była możliwość ponownego spotkania z tymi znajomymi, z którymi nie można było spędzić zbyt wiele czasu w wakacje. Rodzina musi się przecież nacieszyć swoimi podopiecznymi nim wyśle ich na kolejne dziesięć miesięcy do magicznej szkoły na odludziu. Jasne, nie zawsze to tak wygląda, ale akurat osoba o której myślał Lee, nie mogła mu poświęcić tyle czasu ile by sobie tego życzył. A szkoda. Ten tydzień spędzony wspólnie stanowił bardzo przyjemną odmianę od ich typowych, korytarzowych relacji. Na dobrą sprawę, jeśli ktoś nie wiedział, że się przyjaźnią, nie dostrzegłby tego od razu. Jego znajomość z Rikardem, bo właśnie o nim jest mowa, była dość.. specyficzna. Na pierwszy rzut oka nic ich nie łączyło, nie było podstaw do tego, by ich dwójka złapała ze sobą wspólny język. A jednak tak się stało. Powoli poznawali się lepiej, dogadywali się z sobą, cieszyli się własnym towarzystwem, aż wreszcie Lee zaprosił go do siebie na wakacje. Co prawda te zwykł spędzać z Vincentem i Ilem – w różnym natężeniu oczywiście – ale nie przeszkadzało mu to wygospodarować choć kilku dni na tego nordyckiego węża. Jego ojciec też nie miał problemu z tą nietypową prośbą, zwłaszcza że Rowle i tak musiał wracać już do siebie zostawiając jego syna samego. Tym sposobem, pod koniec wakacji w domostwie Lee pojawił się Linberg w całej swojej okazałości. Arystokratyczny, na wskroś czystokriwsty i nie mający zbyt wiele wspólnego z mugolskim światem. Terrence świetnie się bawił pokazując popołudniami okolice Conwy, oczywiście w odpowiednich dawkach, co by niemagiczny świat nie okazał się zbyt przytłaczający i irytujący w swojej inności. Po powrocie zaś, cóż, zdecydowanie nie mogli narzekać na nudę.
Teraz kiedy oboje byli już w Hogwarcie, Puchon postanowił działać. Zdecydowanie nie chciał stracić tego co udało mu się osiągnąć w ciągu tych kilku dni. Jak to mugole mawiali – kuj żelazo póki gorące. Tego samego ranka wysłał sowę do Rika, prosząc go o spotkanie późnym popołudniem na zamkowym dziedzińcu. Na początku myślał o jakiejś nieużywanej Sali w lochach, ale ostatecznie, doszedł do wniosku, że warto cieszyć się ostatnimi momentami letniego słońca. Poza tym, dziedziniec jest na tyle duży, ze na pewno zajdą jakieś miejsce zapewniające im prywatność w trakcie rozmowy. Resztę dnia spędził za to na typowym dla siebie długim szykowaniu się. Chyba nikt w domu borsuka nie był już zaskoczony widokiem Lee pędzącego do łazienki z naręczem rzeczy, dziwnymi odgłosami dobiegającymi zza zamkniętych drzwi i kręcenia nosem chłopaka jeśli ktoś coś od niego chciał jak akurat od 20 minut próbował się zdecydować które konkretnie spodnie powinien założyć. Standard. Później była chwilowa panika, bo nie mógł dobrać kolczyków albo nie mógł znaleźć drugiego do pary, i wreszcie, po jakiś trzech godzinach Terrence Lee mógł się pokazać publicznie. Chyba to już podchodziło pod obsesję, ale znowu miało swój urok. Taki już był i nie było sensu walczyć z tymi nawykami.
Kiedy na zegarze wybiła umówiona godzina, Puchon pojawił się na dziedzińcu trzymając w ręku papierową torbę. W środku zaś znajdowała się książka Rika, którą zostawił u niego w trakcie swojego pobytu. Lee nie był przekonany, czy chłopak zrobił to specjalnie czy był to przypadek, ale jakoś nie specjalnie go to obchodziło. I tak nie mógł jej przeczytać kompletnie nie rozumiejąc tego języka, a dodatkowo miał teraz pretekst do spotkania. Bo ok, mógł ją odesłać przez sowę, ale nie mógł sobie odmówić wizji spędzenia ponownie trochę czasu z norwegiem w innych okolicznościach niż na wspólnych lekcjach.
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | V rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 51
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 6
Z. ofensywne: 19
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Śro Maj 08, 2019 11:00 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


 Rikard nie chciał nawet wiedzieć, jak zareagowaliby jego rodzice, gdyby dowiedzieli się, że wcale nie spędził ostatniego tygodnia wakacji wspólnie z Cecile, a właśnie z Terrencem. Do teraz pamiętał minę Frederike, kiedy wtajemniczał ją w swój iście genialny plan – jeżeli siostra lubiłaby go choć trochę mniej, najprawdopodobniej zamordowałaby go na miejscu, gdy tylko poprosił ją o krycie swojego tyłka. Ale przecież… co niby mogło pójść źle? Rosier nie miała nic przeciwko wciśnięciu swoim własnym rodzicom jakiegoś kitu, a państwo Lee nie mieli jakichkolwiek powiązań tak z arystokracją, jak i Lindbergami. Wbrew obawom swojej siostry, Rik naprawdę przemyślał absolutnie każdą ewentualność i mógł bez przeszkód odwiedzić nietypowego jak na siebie znajomego, a może wręcz przyjaciela. Nie miał bladego pojęcia, w jaki sposób zakwalifikować Terrence’a, znajomość z którym przybrała zupełnie inny obrót, niż wszystkie znaki na niebie i ziemi obwieszczałyby jako w ogóle możliwy. Tymczasem jakimś cudem spędzili ze sobą kilka zdecydowanie zbyt krótkich dni, które grubą kreską odcinały się od reszty wakacji Lindberga. Gdyby przed tym wypadem do Conwy ktoś powiedział młodemu arystokracie, że będzie tak dobrze czuł się i bawił w świecie na wskroś przesiąkniętym mugolskimi wpływami.
 Czy to znaczyło, że miał ten wyjątkowy tydzień powtórzyć? Nie koniecznie.
 Tydzień wyrwany z rzeczywistości był całkiem miłą odskocznią, ale nie czymś, do czego Rikard mógłby przywyknąć, a mimo to uśmiechnął się pod nosem, widząc treść zapisaną na pergaminie, który rano dostarczyła mu sowa. Logicznie, powinien był odpuścić, dać sobie spokój i skoncentrować na tym, co było istotne dla przyszłej głowy rodu… w praktyce, z obcą dla siebie niecierpliwością wyczekiwał, aż jego kieszonkowy zegarek wskaże odpowiednią godzinę.
 Jak należało się tego spodziewać, przyszedł niemal dokładnie na czas, bez trudu odnajdując wzrokiem Lee, który pokonał dokładnie tę samą drogę z lochów niewiele przed nim. Skąd wiedział? Sylwetka Puchona mignęła mu gdzieś z przodu, u szczytu schodów prowadzących do wyjścia, ale też nie byłby sobą, gdyby zawołał go i nieco uprzyjemnił im drogę na miejsce spotkania.
 – Cześć – przywitał chłopaka, zatrzymując się na dwa kroki od niego. W obliczu tego, jak wyglądało ich ostatnie spotkanie, mogło się to wydawać cokolwiek dziwne, lecz czujne spojrzenie zielonych oczu mówiło jasno: Rikard kalkulował, zastanawiał się, jak powinien zareagować w relatywnie nowej sytuacji, z jednej strony podobnej do tego, co miało miejsce w zaciszu czterech ścian domostwa państwa Lee, z drugiej zupełnie odmiennej, bo w końcu wystawionej na światło dzienne. – Moja książka? – podsunął, a choć ton jego głosu zdawał się być beznamiętny, kąciki ust powędrowały ku górze, gdy dostrzegł trzymaną w rękach Terrence’a torbę.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 155
Wiek: 17
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5+1+1=7
Zielarstwo: 5+1=6
Transmutacja: 6+1+1=8
Z. zwykłe: 9+2=11
Z. ofensywne: 11+2=13
Z. defensywne: 11+1=12
Miotlarstwo: 13+2+2+1+1+6+2=27
Wysłany: Pią Maj 10, 2019 7:53 pm   
   <Multikonta: Bianchie || Cecile


W zasadzie, w momencie zaproszenia go do siebie, nie myślał nad konsekwencjami. Nie brał pod uwagę tego, jak wizyta tego arystokraty w mugolskim świecie może zostać odebrana. Tak samo jak nie spodziewał się, że po stronie Rika musiało być tyle planowania, miejsc w których coś mogło pójść nie tak. Gdzieś też w środku miał obawy, że Norweg i tak nie przyjmie zaproszenia, bo też znowu czemu miałby chcieć spędzić z nim tydzień wakacji. Tymczasem wszystko potoczyło się po jego myśli, a wspomnienia miały na długo zapisać się w jego pamięci. To, czy w drugą stronę działało to podobnie, nie wiedział. Dla niego był to bardzo wyjątkowy i ważny czas, w jakiś sposób wiele go uczący o samym sobie. Może Rik podchodził do wszystkie znacznie mniej poważnie? W końcu to zainteresowanie nie musiało być obustronne, a na pewno nie rozumiane tak samo. To frustrujące i po cichu miał nadzieję, że to dzisiejsze spotkanie da mu odpowiedź na niektóre niezadane pytania. Czym innym było zacisze Conwy gdzie mogli zapomnieć o całym świecie, a czym innym Hogwart pełen znajomych i oczekiwań.
Nie musiał długo czekać, choć każda sekunda budziła nieznane mu zniecierpliwienie. Do ostatniej chwili nie wiedział, czy Rik jednak zdecyduje się na spotkanie z nim, czy będzie go chciał, czy po prostu zabierze co swoje i z szorstką obojętnością wróci do gniazda węży. Na szczęście czarne myśli okazywały się być zupełnie bezpodstawne i niewiele po jego przybyciu, dostrzegł blond ślizgona zmierzającego w jego kierunku. Od razu poczuł ekscytację, a uśmiech sam z siebie zagościł na jego twarzy odsłaniając rząd białych zębów. Wcześniej aż taka radość na czyjś widok u niego nie występowała, nie w taki sposób. To było dziwne, nowe, ale przyjemne.
-No wiesz? Tylko tyle?- prychnął z rozbawieniem przekrzywiając przy tym lekko głowę. Cały Rikard. Jak zawsze szacujący co mu się opłaca, jak powinien się zachować i czy aby na pewno wypada mu to zrobić. Zupełnie jak przed wakacjami, a mimo to, tym razem mu to zupełnie nie przeszkadzało. Jedynie wzbudzało małą frustrację, bo przecież w wakacje pozbyli się tej sztywności między nimi. –Nie, postanowiłem nauczyć się norweskiego przez weekend i teraz po zajęciach namiętnie oddaje się lekturze – przyznał śmiertelnie poważnie, jakby to zapewnienie było najwyższą, niezachwianą prawda, a każdy kto śmie w to zwątpić będzie spędzał wieczność wśród potępionych. –Jasne, że Twoja. Musiałeś ją u mnie zostawić kiedy się pakowałeś. Przypadek czy specjalnie? – zapytał tym razem samemu uśmiechając się zaczepnie do niego. Miał straszną ochotę pokonać dzielącą ich odległość, ale nie wiedział czy może to zrobić. Nie chciał niczego wymuszać. Wiedział, gdzieś tam głęboko, nie dopuszczając tego do własnej świadomości, że to co teraz robi jest kompletnie bez sensu. Te wakacje były cudowne, chciałby je powtarzać co rusz, ale to był tylko tydzień nie mający mieć przedłużenia. Mimo to chciał zawalczyć o to… o cokolwiek co między nimi było i ich łączyło, nawet jeśli koniec końców miałby się sparzyć. A zrobi wszystko by do tego nie dopuścić.
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | V rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 51
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 6
Z. ofensywne: 19
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Maj 10, 2019 11:32 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


 Początkowo sam Lindberg był dość sceptycznie nastawiony do propozycji starszego chłopaka. W pierwszej chwili pomyślał nawet, że Terrence zupełnie postradał zmysły lub pomylił znajomych, ale w ostatecznym rozrachunku nie żałował podjętej pod wpływem impulsu decyzji, choć teraz nieprędko zamierzał powrócić do tej na wpół mugolskiej rzeczywistości, z którą miał styczność po raz pierwszy w życiu. Pochodzili z dwóch różnych światów. Rikard wcale nie potrzebował tygodnia spędzonego w Conwy, żeby się o tym przekonać, bo doskonale znał swoje miejsce w świecie i wymagania, którym musiał w danej chwili sprostać, a wręcz wyjść dalece poza nie, jeżeli chciał zasłużyć na choćby niewielkie uznanie ze strony rodziców. Ślizgon zdawał się nie przykładać do tego większej wagi, ale świadomość różnic pomiędzy nim, a Lee zawsze istniała, raczej nie miała prawa zniknąć i, co najwyżej, ustępowała miejsca chwilowym zachciankom Norwega.
 Utrzymanie obojętnego wyrazu twarzy zawsze przychodziło Rikardowi łatwo, choć musiał przyznać, że gdyby nie przypilnował się już na wstępie – prawdopodobnie odruchowo odpowiedziałby na ten ciepły uśmiech Terrence’a, od razu zmuszający go do sięgnięcia wspomnieniami o te kilkanaście dni wstecz. Na całe szczęście, po tylu latach oswajania się z arystokratyczną maską nie mogło być mowy o podobnej wpadce, choć też wcale nie ukrywał jakoś specjalnie, że słowa starszego odrobinę go rozbawiły. Prychnął, przekrzywiając przy tym głowę i chyba można pokusić się o stwierdzenie, że nie mogło to być przejawem tylko i wyłącznie kpiny… niewiele z nią miało wspólnego.
 – Rzecz jasna. Oczekiwałeś na coś innego? – Zagadnął nonszalancko, rzeczywiście niewiele robiąc sobie z tego, że Lee nie potrafił czytać mu w myślach, ani nie znał tak dobrze, jak Frederike, która zawsze odczytywała także te najdrobniejsze wskazówki zupełnie bezbłędnie… choć znowu, równie dobrze mógł wcale nie naprowadzać bliźniaczki na nic, a ta i tak zdawała się doskonale wiedzieć, co i jak.
 – Obawiam się, że zwykły norweski na niewiele by ci się zdał. To stary dialekt – odpowiedział, nie zadając sobie jednak najmniejszego trudu, żeby w ogóle sięgnąć po pakunek. Pośpiesznie rozejrzał się po dziedzińcu. Choć miał około dziewięćdziesięcioprocentową pewność, że są w tym momencie sami – większość uczniów jadła o tej porze kolacje lub obijała się w dormitorium, nikt poza nimi dwoma nie pomyślał o tym, by wychodzić na wieczorne powietrze na wskroś przesiąknięte chłodem i wilgocią – nie zrobił nic, by pokonać dzielącą go od Puchona odległość. Zamiast tego wrócił spojrzeniem do jego ciemnych oczu. Było w tym coś podobnego do gry w szachy, gdzie jedna strona testuje zarówno cierpliwość, jak i przyzwyczajenia drugiej; dla Lindberga tak właśnie wyglądała codzienność – chłodna kalkulacja przed podjęciem jakiegokolwiek kroku, a przy tym niewykonywanie żadnego zbędnego ruchu… Jednocześnie stawiał zaś przed Lee wyzwanie, dając mu jasny sygnał. Droga wolna. Teraz jedynym pytaniem było, czy starszy zdecyduje się zetrzeć tę pewność siebie i wyższość z twarzy Ślizgona, czy nie.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 155
Wiek: 17
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5+1+1=7
Zielarstwo: 5+1=6
Transmutacja: 6+1+1=8
Z. zwykłe: 9+2=11
Z. ofensywne: 11+2=13
Z. defensywne: 11+1=12
Miotlarstwo: 13+2+2+1+1+6+2=27
Wysłany: Sob Maj 11, 2019 1:34 pm   
   <Multikonta: Bianchie || Cecile


To prawda, nie potrafił czytać mu w myślach czy choćby odczytywać tych drobnych wskazówek jakie mu udzielał. Zwlaszcza, że na co dzień miał raczej styczność z tym sztywnym arystokratycznym Rikiem, a w trakcie ostatniego tygodnia spędzonego razem, maski zostały zrzucone. Dla niego Norweg był teraz no nowo nieco niezrozumiałą postacią. Musiał się domyślać, zgadywać czy to co robi jest dobrze odbierane, czy aby postępuje tak jak młodszy zakładał. Teraz tylko to prychnięcie mówiło mu, że Rik zwyczajnie się z nim droczy, bawi się w gierkę na własnych zasadach. Czy mu to przeszkadzało? Ani trochę. Nawet trochę podobało mu się to, że nie ma wszystkiego podanego na tacy i że ich relacje wciąż pozostają niejednoznaczne. Wciąż się bowiem łudził, że ich znajomość w tym wydaniu nie zakończyła się na tygodniu w Conwy.
-Być może, ale widzę że jeśli nie poproszę albo sam tego nie zrobię to się nie doczekam- nie było w tym wyrzutu, bardziej rozbawienie. Zwłaszcza, że sam zaraz odruchowo zwilżył wargi wysuwając odrobinę język przez zęby. Uśmiechnął się przy tym niewinnie na chwilę spuszczając wzrok. No i co on miał zrobić z tym norwegiem? Niczego mu nie ułatwiał, a jedynie podpuszczał. Terry nie wiedział na czym stoi, czy może, czy powinien wykazać się jakąś większą inicjatywą, zwłaszcza że Rik wiedział o podejściu do sprawy Lee. W końcu to Puchon wszystko zaczął.
-Stare, nieużywane dialekty miałem zaplanowane na przyszły weekend. Może chcesz się dołączyć? – zasugerował zaczepnie zadzierający pryz tym brodę. Zaraz też zobaczył to dyskretne rozejrzenie się po okolicy, to jak chłopak upewnia się czy są sami, ale nie robi nic by to wykorzystać. No co za mała szuja! Ok nie mała, był nieco wyższy od niego, ale nie o to chodzi. Terrence w duchu jęknął z frustracji. Nie powinien, ale czy to złe że tego chciał? Tak bardzo. Lee nie był dobry w szachy, był na to zbyt porywszy i niecierpliwy. Nie potrafił planować zbytnio w przód, raczej wykorzystywał okazję jeśli ta mu się nadarzyła. Byli swoimi przeciwieństwami i nic dziwnego, że to Puchon ostatecznie się poddał przewracający przy tym oczami. Zrobił krok w przód pozbywając się odległości miedzy nimi i wreszcie zrobił to na co miał ochotę od kilku dni. Przymknął oczy, a jego usta odnalazły te należące do blondyna. Nie był to długi pocałunek, było w nim za to sporo czułości i jakiejś tęsknoty, której Lee nie potrafił się pozbyć. –Tak powinieneś mnie przywitać – stwierdził z lekkim wyrzutem, nie odsuwając się jednak zbytnie od niego. Ponownie też zwilżył wargi. Jakoś będąc przy Lindbergu był to jego stały nawyk.
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | V rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 51
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 6
Z. ofensywne: 19
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Maj 12, 2019 7:38 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


 – Być może – odpowiedział mu, celowo papugując te pierwsze słowa wypowiedzi. I pewnie nie byłoby w tym nic aż tak pretensjonalnego, gdyby jego wzrok nie zawędrował w dół, nie zatrzymał na odrobinę rozchylonych wargach i nie wrócił do góry, żeby odnaleźć znajome czekoladowe tęczówki. Czy Lindberg nie wyglądał przypadkiem na otwarcie rozbawionego? Ogół mimiki wprawdzie na to nie wskazywał, ale coś w spojrzeniu Ślizgona uległo zmianie. Zupełnie tak, jak gdyby właśnie w tym momencie zdecydował się na porzucić maskę obojętności, uhonorować starania starszego chłopaka. Szkoda tylko, że nic w tym kierunku nie robił.
 – Wszystko zależy – nawet się nie zająknął, jedynie unosząc brew w wyrazie uprzejmego zainteresowania. Wymuszanie działania na Terrence’u chyba powoli zaczynało wchodzić mu w nawyk. – Znowu wybierzesz równie… publiczne miejsce? – zagadnął, a choć ciężko było przeoczyć ten przytyk, wciąż uśmiechał się kącikiem ust, najwyraźniej wcale nie mając mu tego aż tak za złe. Może miałby, gdyby wokół znajdowali się jacyś inni uczniowie. Na razie jednak wszystko wskazywało na to, że byli zupełnie sami, a Rikard nie miał się specjalnie czym martwić… ciekawe tylko, jak wytłumaczyły się ojcu z tego krótkiego pocałunku, gdyby ten jakimś cudem się o nim dowiedział? Cóż, tym mógł się martwić innym razem. Zdecydowanie, innym razem, a nie teraz, gdy Terry wreszcie zachowywał się dokładnie tak, jak tego pragnął Ślizgon. W końcu, jasne, mógł sam pokonać tę odległość i pocałować go już na wstępie (bądźmy szczerzy, od razu zauważył, że na dziedzińcu nie ma nikogo poza nimi), ale gdzie byłaby zabawa? Gdzie satysfakcja z rozgrywki, która przebiegła dokładnie tak, jak sobie tego życzył?
 W odróżnieniu od starszego chłopaka, nie zamykał oczu. Obserwował go, gdy pokonywał ostatnie centymetry, gdy nareszcie poczuł jego miękkie wargi na swoich, nieco bardziej spierzchniętych. Gdy Terry zaczął się odsuwać, uniósł rękę do jego karku, zatrzymując go w miejscu.
 – Nie miałbym tej samej satysfakcji – stwierdził otwarcie, nawet nie próbując ukryć tego, jak bardzo cieszyła go przewaga nad Puchonem. Obaj chcieli tego samego, ale w ostatecznym rozrachunku wszystko przebiegało zgodnie z planem Lindberga, który uwielbiał świadomość, że rozgrywka toczy się po jego myśli. – Jak twój ostatni trening? – zapytał, jakby zupełnie normalnym było, że zna plan szkoleniowy Puchońskiej drużyny Quidditcha – nie dość, że nie jego domu, to jeszcze sportu, za którym ani trochę nie przepadał. A później ten cholerny język, który sprawił, że znów przesunął wzrok w dół. Nawet nie dał Lee odpowiedzieć, zwiększając nieco nacisk na jego szyję, ponownie zachęcając do pocałunku. Tym razem mniej niewinnego, niż ich czułe powitanie, bo już na „dzień dobry” zahaczył zębami o dolną wargę Terry’ego, jakby chcąc go skarcić za jawne pogrywanie sobie z nim.
 Zabawne, bo gdy to on się drażnił, nie widział w tym absolutnie nic złego.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 155
Wiek: 17
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5+1+1=7
Zielarstwo: 5+1=6
Transmutacja: 6+1+1=8
Z. zwykłe: 9+2=11
Z. ofensywne: 11+2=13
Z. defensywne: 11+1=12
Miotlarstwo: 13+2+2+1+1+6+2=27
Wysłany: Pon Maj 20, 2019 7:06 pm   
   <Multikonta: Bianchie || Cecile


To wciąż było zbyt świeże by potrafił to dostrzec. Nie od razu i na pewno nie z całą pewnością co do znaczenia tych wszystkich drobnych gestów. Mógł podejrzewać, miał w końcu całkiem niezłą intuicje, że Rik wcale nie jest tak nieosiągalny jak sugeruje. Plus były spojrzenia, jakieś ledwo zauważalne nici prowadzące do kłębka. Z jednej strony nie chciał tego przerywać z drugiej uważał, że życie byłoby o niebo prostsze, gdyby Lindberg zapomniał na dłuższą chwile kim jest. To trochę jak z Vincem. Oboje widzieli swoją rolę w tylko jednym świetle. I o ile Norweg akceptował i sztywno przestrzegał planu na swoją dalszą przyszłość jako głowa rodu, tak Vinnie wciąż stał w rozkroku pomiędzy tym co chciał a czego od niego oczekiwano. Serio, co jest nie tak z tymi arystokratami? Póki nie ukończyli Hogwartu powinni robić co chcą, póki jeszcze mają tą iluzje wolności.
-A widzisz tutaj kogokolwiek, kto by nam przeszkadzał? To nie jest kwestia publiczności miejsca, tylko czasu w którym się w nim pojawiasz. – przyznał z chytrym uśmieszkiem. No dobra. Ciągle byli odsłonięci i ktoś mógł postanowić zjeść szybką kolację z zamiarem późniejszego obycia wycieczki na świeżym powietrzu. Według Terrenca było to scenariusz mało prawdopodobny, ale ok, następnym razem wybierze jakąś zatęchłą klasę do której nikt nie zaglądał od dwudziestu lat, nie ma sprawy. –Zawsze też możesz wyjść z inicjatywą i po porstu umówić się ze mną tam gdzie ci pasuje- wytknął mu pośrednio dając znać, że chciałby, by ich zainteresowanie działało w dwie strony. Nie chciał być zawsze tym, który robi pierwszy krok, już chyba dość dosadnie dał znać odnośnie swojego stanowiska względem młodszego.
Nie zdawał sobie sprawy, że od samego początku był wmanewrowany w jego grę i postępuje dokładnie tak, jak Rik tego po nim oczekiwał. Wciąż miał wrażenie, że to wszystko wychodzi spontanicznie, że ma jakieś prawo do podejmowania decyzji. W rzeczywistości, robił wszystko to co chciał drugi chłopak, zupełnie jakby był tylko kukiełką, której ktoś pociąga za sznurki w wyjątkowo przyjemny sposób.
-Żmija – skomentował jedynie mrużąc przy tym oczy. Bynajmniej nie miał mu tego za złe, a całość traktował jako droczenie się. Tego, że Lindberogowi tak bardzo odpowiada ta władze, też nie dostrzegł. Lee w końcu był zauroczony i chciał widzieć wybiórczo, świadomie czy też nie ignorując sygnały ostrzegawcze.
Zamrugał zaskoczony na to pytanie, zwłaszcza, że znał podejście Ślizgona do latania na miotle. Nie dane mu było jednak odpowiedzieć. Nie zdążył wydusić z siebie słowa, kiedy blondyn skutecznie go uciszył w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów. Jego ręka objęła go w pasie przyciągając do siebie. Był zaborczy, a widząc zmianę w tej dynamice, tym chętniej za nią podążył zapominając o całym świecie dookoła nich. Jego język tym chętniej naparł na drugie wargi w odpowiedzi na ugryzienie. Bo przecież nie liczyło się teraz nic poza chłopakiem.
-O co pytałeś? – sens pytania sprzed chwili zupełnie uleciał. Oparł na chwile czoło o jego bark wypuszczając powoli powietrze przez usta. W końcu musiał się przywołać do porządku, nie wypada przesadzać na szkolnym dziedzińcu prawda?
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | V rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 51
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 6
Z. ofensywne: 19
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Śro Maj 29, 2019 3:06 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


 Sęk w tym, że Lindberg nie zamierzał zmieniać się, swoich przyzwyczajeń i wartości, tylko po to, by zadowolić swój obecny obiekt zainteresowań. Terrence powinien też wreszcie zrozumieć, że zachowanie młodszego nie wiązało się jedynie z przejmowaniem oceną publiczną: Rikardowi, przez zdecydowaną większość jego życia, zależało tylko na relacjach z trojgiem osób, z czego dwie go spłodziły, a jedna urodziła się razem z nim. Rikke znała go od zawsze, więc dla niej nie potrzebował nazywać niczego po imieniu, nie musiał się tłumaczyć, bo rozumiała go bez słów. Teraz do tego samego miksu doszła jeszcze Cecile, ale i ją nauczono, jak istotna jest obserwacja i jak ważne panowanie nad sobą… Lee znajdował się po przeciwnej stronie tego spektrum, będąc otwartym i nie ukrywając absolutnie niczego. Oprócz tego, że było to dość zabawne, to jeszcze urocze – o dziwo, nie przeszkadzało mu wcale.
 – Liczy się możliwość, Terrence, po co kusić los? – Nie, żeby on sam wierzył w Urðr czy coś podobnego, ale nienawidził niewiadomych, a przecież otwarta przestrzeń i możliwość, że pojawi się tutaj ktokolwiek takową stanowiła. Puchonowi mogło to nie pasować, ale nie miał co liczyć na to, że Rikard nagle stanie się bardziej otwarty, szczególnie teraz, gdy zaręczyny z Cecile zostały ogłoszone publicznie.
 – Następnym razem – zapewnił go, bez trudu wyłapując tę intencję w głosie Lee. To też była podstawowa różnica pomiędzy nimi – Ślizgon naprawdę był wyczulony na takie rzeczy, a gdy dostawał tak jasny przekaz, nie mógł go po prostu zignorować, prawda? To znaczy, mógłby, ale przecież żeby coś osiągnąć, należało też włożyć w swoje działania choć trochę wysiłku.
 – Wydaje ci się – odpowiedział, utrzymując swobodny ton konwersacji. Nie chciał przecież, żeby Terrence rzeczywiście dostrzegł w tym wszystkim jakieś drugie dno. Na razie Puchon był przewidywalny do bólu, otwarty i chętny do współpracy… Rikard nie zamierzał tego tracić przez zły dobór słów.
 W odpowiedzi na ten uścisk jedynie rozchylił wargi, jak gdyby zapraszając starszego do pogłębienia pocałunku, zanim wyszedł naprzeciw jego językowi, nieustępliwy i pewny swego. Pozwolił, gdy Terrence go objął, choć sam nie odpowiedział tym samym – jedna z jego dłoni pozostała na karku, drugą zacisnął na bicepsie, wciąż w jakiś sposób „regulując” odległość (a w tym momencie raczej jej brak) pomiędzy nimi.
 – Twój trening, Lee. Nie mów mi, że już zapomniałeś – brzmiał na rozbawionego, przesuwając dłonią po ramieniu chłopaka i pozwalając mu dojść do siebie. Ponad jego ramieniem rozejrzał się po dziedzińcu, z ulgą nie dostrzegając na nim ani żywej duszy. Cóż, wciąż musiał dbać przede wszystkim o swoją skórę, prawda? A to, że on sam był dużo bardziej pozbierany po tym pocałunku nie powinno nikogo dziwić – nie pierwszy raz wyglądało to w ten sposób, prawda? Jak chociażby wtedy, gdy pan Lee prawie przyłapał ich w podobnej sytuacji, powodując, że na policzkach Puchona pojawił się rumieniec, podczas gdy serce Ślizgona nie zabiło nawet odrobinę szybciej.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 155
Wiek: 17
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5+1+1=7
Zielarstwo: 5+1=6
Transmutacja: 6+1+1=8
Z. zwykłe: 9+2=11
Z. ofensywne: 11+2=13
Z. defensywne: 11+1=12
Miotlarstwo: 13+2+2+1+1+6+2=27
Wysłany: Pią Cze 07, 2019 1:54 pm   
   <Multikonta: Bianchie || Cecile


Po co miał tłumić swoje reakcje, tą otwartość? Taki właśnie był i każdy kto znał go choć trochę, od razu mógł powiedzieć, że jest to jego cecha dominująca. Było mało rzeczy, które sprawiały, że zamykał się w sobie albo nie chciał o nich mówić. Przynajmniej osobom postronnym, bo przyjaciele byli oddzielnym tematem. Jeżeli mu na czymś lub kimś zależało, było to widać. Teraz, to Rikard stanowił całe centrum jego zainteresowania, był kimś kto zawrócił mu w głowie jakiś czas temu. A że to się tylko nasiliło, po tym jak to zainteresowanie zostało odwzajemnione było czymś do przewidzenia. Może też dlatego nieco frustrowała go ta zamknięta postawa Ślizgona. To, że musi się domyślać co mu chodzi po głowie, skoro sam był otwartą księgą pełną szczenięcego zauroczenia.
-To nie jest kuszenie losu, jeśli się wcześniej to przemyśli. Specjalnie wybrałem taką porę, by było jak najmniej prawdopodobne, że ktoś tu teraz przyjdzie. Zmniejszyłem ryzyko – bąknął wręcz oczekując wreszcie przyznania mu racji. Przemyślał to, a przynajmniej wziął to pod uwagę wysysając wiadomość do młodszego chłopaka. A też raczej nie spodziewał się wielkiej wylewności w okazywaniu ich relacji, chociaż nie miałby absolutnie nic przeciwko temu. Same zaręczyny z Cecile puszczał mimo uszu, udając, że nie miały one miejsca. To tylko aranżowane małżeństwo, plan na przyszłość, a teraz są w Hogwarcie wiec może robić co chce. Typowe zero jedynkowe myślenie Lee, jest tak jak on chce albo wcale.
Uniósł brwi w geście zaskoczenia. Czy to właśnie była deklaracja, ze następna „randka” leży po stronie Lindberga? Tak łatwo poszło? Serio podejmie inicjatywę? Nie… to byłoby zbyt proste. Zerknął na niego podejrzliwie, szybko przywołując na twarz swój normalny, wyszczerzony wyraz. Nawet jeśli to tylko czcza obietnica i tak był szczęśliwy, że ona padła i ma być w teorii wypełniona.
-Trening.. tak właśnie. – przytaknął, że faktycznie o tym rozmawiali, chociaż jak dla niego mogło to być cokolwiek. I tak wyleciało mu to z głowy za sprawą war ślizgona i tego nieoczekiwanego pocałunku. Drań! Tylko czemu mu się to tak bardzo podobało? W jakiś sposób uwielbiał to co Rikard z nim robił, to jak sprawiał że wszystko traciło na znaczeniu. –Mamy nowego obrońcę, który całkiem nieźle się zapowiada. Także głównie ćwiczyliśmy podania, żeby się ze sobą zgrać – wyjaśnił powoli uspokajając rozkołatane serce. Może nie był aż rozchwiany emocjonalnie jak wtedy, kiedy jego ojciec wbił do nich do pokoju w nieodpowiednim momencie, ale zdecydowanie nie był jeszcze spokojny. Jak Rik to robi, że ani trochę go to nie ruszyło! –Eiffel z nami trenowała. Nie miałem pojęcia że potrafi tak dobrze latać. Była nawet w drużynie studenckiej – dodał już trochę bardziej podekscytowany. Bo choć wciąż traktował kobietę z rezerwą, to jako zawodnik była świetna.
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | V rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 51
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 6
Z. ofensywne: 19
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Cze 09, 2019 10:41 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


 Nie ma co się dziwić, że ich podejście do wielu spraw było skrajnie różne – wychowali się w odmiennych środowiskach i podczas gdy Terrence nie widział w swojej otwartości nic złego, u rodziców Rikarda spotkałaby się ona z co najmniej negatywnym przyjęciem. Dwie blizny pozostawione przez ojca miały mu w zupełności wystarczyć, nie potrzebował ani pół więcej. Lindberg nie zamierzał jednak mówić o tym na głos, a przynajmniej nie w tak bezpośredni sposób, zwłaszcza, że przecież Puchon miał nigdy nie poznać reszty familii młodszego. Wystarczyło, że sama niewinna i w gruncie rzeczy niegroźna dla otoczenia Rikke budziła w nim uczucie niepokoju… No, formalnie niegroźna, Rik doskonale wiedział, że jego ukochana bliźniaczka wcale nie miała aż takiego pokojowego usposobienia, na jakie wskazywałoby jej przeciętne zachowanie.
 – Jeżeli tak twierdzisz – mruknął, chyba dla świętego spokoju przyznając starszemu rację. A może chodziło tylko o przypodobanie się mu? Tak samo jak z tą późniejszą propozycją spotkania… jakikolwiek plan narodził się w głowie Lindberga, miał on pozostać tajemnicą dla świata zewnętrznego, może z wyłączeniem Freddie, która prawdopodobnie przejrzy go w niecałe pięć sekund, kręcąc nosem nad zadawaniem się z kimś, kto nie przedstawia sobą większej wartości. – Podejrzliwość do ciebie nie pasuje. – Przesunął odrobinę dłoń z jego karku, kciukiem gładząc linię szczęki. Na dobrą sprawę, chyba rzeczywiście mógłby go dokądś zaprosić, choćby miała to być zwykła, mało uczęszczana klasa albo biblioteka… choć znowu, na tę drugą Lee nie zareagowałby raczej zbyt optymistycznie.
 – Mhm – zgodził się, nie mówiąc jednak ani słowa więcej, żeby dać mu czas na zebranie myśli. Świadomość, że potrzebował tylko jednego pocałunku do wprowadzenia go w ten stan naprawdę mocno podbudowywała (już i tak duże) poczucie władzy, sprawiając jednak, że Rik uświadamiał sobie, ile wciąż pracy przed nim, jeżeli chciał mieć łatwość w zjednywaniu sobie ludzi.
 – Naprawdę lubisz Quidditcha, hm? Myślisz o zawodowstwie po skończeniu szkoły?
 
     

Terrence Lee
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 155
Wiek: 17
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5+1+1=7
Zielarstwo: 5+1=6
Transmutacja: 6+1+1=8
Z. zwykłe: 9+2=11
Z. ofensywne: 11+2=13
Z. defensywne: 11+1=12
Miotlarstwo: 13+2+2+1+1+6+2=27
Wysłany: Pią Cze 14, 2019 1:52 pm   
   <Multikonta: Bianchie || Cecile


Przez chwilę, na samym początku ich wspólnych eksperymentów, nawet chciał poznać resztę rodziny chłopaka. Dla niego nie było przecież problemem zapraszać kogoś do siebie, przedstawiać ojcu. Tak samo jak bardzo chętnie dowiadywał się, jakich rodziców mieli jego przyjaciele. Tyle że wystarczyło, by dowiedział się, jak wielką tajemnicą była wizyta Norwega, że potrzebował dobrej wymówki, żeby do niego przyjechał, zmienił zdanie. Zrozumiał, że jego osoba raczej nie przypadłaby im do gustu. Z początku go to ubodło, później uznał, że może to i lepiej? Sprawy nie wydają się tak poważne, jeśli nie wykraczają poza dwie osoby. Szczególnie jeśli jedna z nich jest arystokratą z narzeczoną u boku. Czuł się nawet przez chwilę trochę winny, że wchodzi między nich, ale znowu, gdyby Rik miał coś przeciwko to by w ogóle się w to nie angażował prawda? Znaczy, że mu zależy, że chce spróbować, przynajmniej póki są w Hogwarcie i nikt o tym nie wie. Vincent pewnie by tego układu nie pochwalał, próbowałby mu przemówić do rozsądku, i choć Lee miał wyrzuty sumienia nie zamierzał na razie zdradzać tej małej tajemnicy przyjacielowi. Zrozumie… oby.
-Nie da się pryz tobie nie być podejrzliwym, ty zawsze coś kombinujesz- bąknął choć niezbyt poważnie. Nie przeszkadzało mu to zupełnie. Zwłaszcza, że Rik go dość skutecznie przekonywał, że nie ma o co się martwić. Jego dotyk palił, jednocześnie nie pozwalał się Terrencowi odsunąć, przerwać tego. Lindberg miał nad nim ogromną władzę. Na dobrą sprawę, nie musiał wkładać wiele wysiłku, by przekonać Puchona do sowich racji, celów, czy czegokolwiek by chciał. Także na propozycję randki w bibliotece zareagowałby równie entuzjastycznie co na schadzkę w wieży astronomicznej. Może nie mieliby aż tyle prywatności co w pustej Sali, ale skoro Rik wybrałby takie a nie inne miejsce, to musiałby wiedzieć co robi, nie byłoby sensu protestować.
-Uwielbiam, ale zawodowstwo nie jest dla mnie – stwierdził wzdychając cicho, jak również znacznie poważniejąc. – Kocham latać, ale mam lęk wysokości. Tutaj, na szkolnym poziomie, to nie jest problem, ale już jako profesjonalista, bardzo by mnie to ograniczało. Nie latam tak szybko i tak agresywnie, plus zawodowstwo jest dla Vinca i Ila, nie dla mnie. - przyznał ze słabym uśmiechem. Pomysł na bycie graczem porzucił już dawno. Był w tym dobry, ale nie był wybitny. Nie nadawał się do państwowej ligi, jeśli skończyłby na średniej klasy drużynie byłoby dobrze. Poza tym, ten sport wymagał zbyt wielu wyrzeczeń, na które nie chciał się zdobyć. –Wolę zająć się modą i urodą. Najwyżej zostanę profesjonalnym stylistą – tutaj już zaśmiał się zupełnie szczerze, na powrót radośnie, w typowy dla siebie sposób. Tak naprawdę nie miał kompletnie pomysłu na siebie. Co robić, jak potoczyć swoją dalszą karierę. Może faktycznie będzie stylistą, a może podróżnikiem albo łamaczem zaklęć, albo profesjonalnie zajmie się siedzeniem w domu i nic nie robieniem. Wszystko było tak samo prawdopodobne.
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | V rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 51
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 6
Z. ofensywne: 19
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Wrz 06, 2019 10:23 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


 Rikard wolał nie myśleć o tym, jak zareagowaliby jego rodzice na wieść, że przyjaźni się z kimś tak przeciętnym jak Puchon. A to już samo to stwierdzenie znacząco łagodziło obraz sytuacji… gdyby Lindberg senior kiedykolwiek zobaczył swojego syna w podobnej sytuacji albo dowiedział się, że chłopak nie spędził tamtego tygodnia u Cecile… nie, zdecydowanie, to nie był temat, o którym powinien był teraz myśleć.
 – Przeceniasz mnie, Terrence. – Bawiło go to. Lee wcale nie był aż tak głupi, żeby nie dostrzec drugiego dna, lecz jednocześnie mniej lub bardziej świadomie je ignorował, łudząc, że cokolwiek, co narodziło się pomiędzy nimi jest czymś więcej niż tylko zwykłym testem ze strony Ślizgona.
 – Nie? – zagadnął, chcąc go zachęcić do mówienia, nawet jeżeli miał po dziurki w nosie rozmawiania o Quidditchu. Rikke zbyt długo suszyła mu łeb o wspaniałości Verendala, by kiedykolwiek miał zostać fanem ten dyscypliny. Potrafił utrzymać się na miotle, ale na tym koniec. Zdecydowanie preferował magiczne szachy – przynajmniej wymagały od niego wysiłku umysłowego. Oczywiście ktoś inny mógłby argumentować, że podczas meczów wchodziła też w grę taktyka i zdolność do analizy aktualnej sytuacji na boisku, ale Lindberg nie podzielał tego podejścia w najmniejszym nawet stopniu. Nie mniej, Terrence nie musiał o tym wszystkim wiedzieć. Opowiadanie mu historii z dzieciństwa także mijało się z celem, toteż milczał, pozwalając Lee mówić dalej. – Jeżeli tak uważasz… – Zatrzymał dłoń, którą do tej pory gładził jego policzek, używając jej do przyciągnięcia go po kolejnego buziaka. – To już brzmi zdecydowanie bardziej w twoim stylu – przyznał i, co zaskoczyłoby go, gdyby tylko się nad tym zastanowił, mówił to całkiem szczerze. W końcu on sam nie brał nawet pod uwagę kariery innej niż ta, którą wybrali dla niego rodzice. Nie to, że miałby na siebie jakikolwiek inny pomysł. – Na dobrą sprawę nie musisz decydować teraz – podsumował przy jego wargach.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 10