► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
Skrzydło Szpitalne
Autor Wiadomość

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 338
Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 17g 12s
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Nie Cze 09, 2019 11:52 pm   
   <Multikonta: MD | FL | IS


 Po wytłumaczeniu Krukonce, na czym będzie wyglądało jej zadanie, weszła w niemal automatyczny tryb pracy. Skupiona na uzupełnianiu koniecznych informacji, niemal nie odbierała bodźców zewnętrznych. Jak automat zabierała z jednego stosu kolejne arkusze, wpisywała słowa w rubryczki i odkładała pergamin na kurczący się szybko stosik, który dzielnie porządkowała Grigorievna. Przy takim tempie można się było spodziewać, że skończą całkiem szybko, o ile tylko nic znów nie stanie im na drodze.
 Dla Raylene dokumentacja medyczna nie stanowiła nic szczególnie fascynującego; była tylko elementem obowiązku, swego rodzaju zabezpieczeniem, ale i bazą danych, które miały prawo wylecieć jej z pamięci. Uczniowie z pewnością znaleźliby sobie w tych papierach ciekawą lekturę, szczególnie jeśli znali się bliżej z pacjentami Skrzydła Szpitalnego. Przez cały wrzesień zdążyli je już odwiedzić chyba wszyscy członkowie szkolnych drużyn Quidditcha, jeśli już nawet nie jako pacjenci, to przynajmniej w odwiedziny. Uważny obserwator mógłby także zauważyć, że w robieniu sobie krzywdy bez wątpienia przodowali zamiatacze z Domu Kruka. Chyba powinna poruszyć ten temat z ich opiekunem, problem był jednak taki, że Verendal sam należał do jakże licznego grona miotłoświrów. Wnioskując po jego efektownej wygranej w finale Mistrzostw Świata pamiętnego roku, gadka o bezpieczeństwie podczas gry średnie miała szanse przemówić mu do rozumu.
 — Uff, to chyba wszystkie — stwierdziła z niekrytą ulgą, odchylając się na oparcie swojego krzesła. Właśnie odłożyła ostatnią sztukę ze stosu "do zrobienia" i wyglądało na to, że żadnej innej po drodze nie zapodziała. — Jak idzie sortowanie?
_________________
 
 
     

Avdotya A. Grigorievna
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Kwi 2019
Posty: 241
Wiek: 16
Krew: Czysta
Pupil: Puchacz - Owl Capone; Rosyjski niebieski - Raijin
Różdżka: Cis -- Włókno z serca cerbera -- 8 cali -- Bardzo sztywna
Ekwipunek: Piniążki, różdżka, 2x Eliksir Ochrony Przed Ogniem, 1x Wywar Żywej Śmierci (słabszy), nożyk, korkociąg, zegarek, dwie puste fiolki, grubszy sznurek z drewnianą zawieszką z greckim theta w środku, skórzana bransoletka na prawej ręce z zaklęciem Homo Proprius (przyzywa różdżkę do ręki);
Sakiewka: Bieda.
Genetyka: wężousta
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 36
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10 (+2)
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Cze 10, 2019 12:09 am   
   <Multikonta: Mildred Hamilton


Najbardziej porywająca praca świata to nie była, ale należało ją wykonać. Tym bardziej, że im bardziej zagłębiała się w dokumentację segregując, zgłaszając braki i zaznaczając rzeczy mugolskimi karteczkami, tym więcej rzeczy była w stanie znaleźć o pozostałych Krukach. Dokumenty Ackermanna i Strauss jakoś nie wywierały na niej większego wrażenia - nie spodziewała się po nich niczego innego. A może nawet trochę więcej? Bardziej skupiła się na jakiś papierach Laury, nad którymi zatrzymała się na dłuższy czas. Kącik ust drgnął jej, gdy wzrok przebiegał po literkach, a następnie zerknęła na datę. Robiło się ciekawie. Bardzo. Tylko tak w nie najlepszym tego słowa znaczeniu. Musiała przyznać, że zaczynały do niej wracać pewne szczegóły z Iga Party, które chcąc nie chcąc wzięła początkowo za chory sen. Tylko no, sny nie spalają człowiekowi piżamy w realnym świecie, dobra? Odłożyła dokumenty na odpowiednie miejsce wracając do pozostałej części. Co by nie było dokumentacja była prowadzona całkiem solidnie. Nie, żeby się znała, ale właśnie przez to, że się nie znała, a nawet ogarniała ich treść chyba mówiło samo za siebie. Nie było jednak sensu się nad tym rozwodzić, kiedy miała jeszcze część papierów do przekopania. Ze skupienia wyrwał ją jednak głos Winchester: na tyle niespodziewany w tym wszystkim, że aż delikatnie podskoczyła na stołku.
- Dobrze. - odpowiedziała unosząc na moment głowę znad dokumentów, a następnie spojrzała na to, co miała jeszcze do przejrzenia. - Kilka... Może kilkanaście minut i chyba skończę. - dodała wracając do pracy. No bo co jej zostało? Im szybciej skończy tym chyba lepiej. Zwłaszcza, że pielęgniarka mogła mieć przecież jeszcze jakieś inne bojowe zadania dla Rosjanki. Tak czy inaczej po upływie około dziesięciu minut wyglądało na to, że przekopała się aż do ostatniej kartki. Nie zostało nic innego jak zakomunikować koniec pracy. Przynajmniej z sortowaniem.
_________________

Owl Capone x Raijin x Relacje x Akta x Theme x Senbonzakura
Forget the risk and take the fallIf it's what you want then it's worth it all...



 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 338
Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 17g 12s
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Pon Cze 10, 2019 1:05 am   
   <Multikonta: MD | FL | IS


 Skinęła głową na znak zrozumienia, słysząc że jej pomocnicy nie było już trzeba wiele czasu. Tak jak Raylene się po niej spodziewała, praca szła jej sprawnie i bez większych zawirowań. Mogła nawet przymknąć oko na to, że zerkała w ten czy inny raport nieco dłużej; plotki i tak rozchodziły się tu z prędkością światła, a że Skrzydło Szpitalne chyba od czasu swego otwarcia nigdy nie było puste, każda wizyta miała przynajmniej jednego świadka. Cóż poradzić, to jednak szkolna infirmeria, nie prywatny gabinet. w tym drugim o wiele więcej by jej płacili...
 — Doskonale, dziękuję — podsumowała, gdy Krukonka do końca uporała się z sortowaniem. Jedno machnięcie różdżki odesłało uporządkowaną stertę na jeden z regałów, później zamierzała schować je do odpowiednich przegródek. Tymczasem zaś spojrzała jeszcze na siedzące naprzeciwko dziewczę z tajemniczym błyskiem w oku.
 — To chyba tyle, co mogę dać pani dzisiaj do zrobienia. Mam nadzieję, że ta... hm, lekka forma odrobienia straconych punktów nie zachęci pani w przyszłości do podobnego zachowania, jak na naszych ostatnich zajęciach. Jestem zwolenniczką drugich szans, ale wiem, kiedy przestać je dawać. Rozumiemy się? — Uśmiechnęła się pokrzepiająco, choć mówiła rzecz jasna całkowicie poważnie. Trochę naciągając fakty, ale jednak – sto procent serio. Nie ma lipy.
 — Nagradzam Ravenclaw pięcioma punktami za pani pomoc, no i jest pani wolna. Ale zapraszam w wolnej chwili, dodatkowa para rąk do pracy zawsze się tu przyda.
_________________
 
 
     

Avdotya A. Grigorievna
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Kwi 2019
Posty: 241
Wiek: 16
Krew: Czysta
Pupil: Puchacz - Owl Capone; Rosyjski niebieski - Raijin
Różdżka: Cis -- Włókno z serca cerbera -- 8 cali -- Bardzo sztywna
Ekwipunek: Piniążki, różdżka, 2x Eliksir Ochrony Przed Ogniem, 1x Wywar Żywej Śmierci (słabszy), nożyk, korkociąg, zegarek, dwie puste fiolki, grubszy sznurek z drewnianą zawieszką z greckim theta w środku, skórzana bransoletka na prawej ręce z zaklęciem Homo Proprius (przyzywa różdżkę do ręki);
Sakiewka: Bieda.
Genetyka: wężousta
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 36
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10 (+2)
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Cze 10, 2019 1:17 am   
   <Multikonta: Mildred Hamilton


A jednak praca zbliżała się do końca - w sumie... to dobrze? Znaczy nie, żeby była jakąś pracoholiczką, ale w gruncie rzeczy czas minął jej w miarę szybko. Może nie w jakiś super ciekawy sposób, ale zdecydowanie mogła wynieść stąd całkiem wiele. No a najważniejsze były te punkty, które ostatecznie dała radę odzyskać. Nie żeby to nagle załatwiało całą sprawę, ale przynajmniej nie będzie gryzło ją sumienie. Chociaż sama też już nastukała sporo punktów dla Ravenclawu - czy te minus pięć miało większe znaczenie? A jednak wolała je odzyskać - i odzyskała.
No tak, lekka forma. Nie zachęci. Nie nie, gdzie tam, następnym razem będzie siedziała cicho jak myszka. Chociaż w sumie czy nie rozniosło się wtedy głównie o to, że dobrała niezbyt przyzwoite słowa? A z resztą...
- Następnym razem zrobię wszystko, by nie stracić zimnej krwi. - odpowiedziała spokojnie, niby poważnie ale czy było to właściwe możliwe? Nie. Znaczy nie bardzo wierzyła w to, że ktoś jej znowu nie wkurwi, ale wolała zapewnić pielęgniarkę dla świętego spokoju. - Dziękuję jeszcze raz za danie możliwości odrobienia ich. - dodała wstając z krzesła, po czym skłoniła się i życząc miłego dnia opuściła Skrzydło Szpitalne. Nie no, jasne - jak tylko znajdzie chwilę to pewnie postara się pomóc, jednak nie chciała w tym momencie nic w tym temacie mówić ani rzucać jakimiś zapewnieniami. Sama nie wiedziała, co będzie robić po wyjściu stąd, a co dopiero za kilka czy kilkanaście dni! Chociaż zdecydowanie był ktoś, z kim chciała w tym momencie zamienić słowo czy dwa. O ile nie zapomni o tym zbyt szybko i znajdzie poszukiwaną.
Nie przeszła wiele by usłyszeć, że ktoś jeszcze opuszcza pomieszczenie i chyba była to pielęgniarka. Well... Have a nice day.

z/t x2
_________________

Owl Capone x Raijin x Relacje x Akta x Theme x Senbonzakura
Forget the risk and take the fallIf it's what you want then it's worth it all...



 
 
     
Dołączył: 23 Gru 2018
Posty: 370
Wiek: 41
Krew: czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Hermiona
Różdżka: 2 x Cedr, Łuska smoka, 13 cali giętka
Ekwipunek: veritaserum
Poziom życia: 80%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 62
Z. ofensywne: 59
Z. defensywne: 50
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Cze 18, 2019 4:03 pm   
   <Multikonta: DV


Zaczął słabnąć, a bieg do jakiego się zmusił roznosił szybciej trutkę po organizmie. Krew szybciej pompowana przez serce obracała jad do każdej żywej komórki ciała. Wątroba była przeciążona, nie radziła sobie z metabolizowaniem substancji. Tntakule, szczególnie te młode bywały stosunkowo mało groźne, ale złe samopoczucie mężczyzny mogło być też spowodowane niedawną transmutacją w świniaka. Zapukał. Tak prewencyjnie z dobrego wychowania, lecz nie miał czasu by czekać na odzew zza drzwi.
- Dobry wieczór - wślizgnął się do gabinetu pielęgniarki. Był młoda, a jej oczy coś mu przypominały. Jakby je już kiedyś widział, tylko gdzie. Przełknął ślinę.
- W Zakazanym Lesie doszło do wypadku, Leona Eiffel... - zastanawiał się jak ubrać wszystko w słowa. Tego się po prostu nie dało pojąć ludzkim rozumem, tym bardziej, że toksyna odbierała mu stopniowo jasność myślenia. - Ona wpadła w jakiś trans, bardzo silny. Byłem tam z Nathanielem Lancasterem oraz jakąś uczennicą, która nieszczęśliwie się tam znalazła. Zaatakowały nas Jadowite Tentakule, straciłem różdżkę - rozbrojony auror to prawi martwy auror, ale zawsze sobie mawiał, że póki żyje to coś może. Martwy lub w złym stanie na jedną, biedną wilę byłoby to zbyt dużo. Zaczęłoby się ważenie czyje życie jest ważniejsze i czyje prędzej ratować. W przypadku trzech pokiereszowanych osób byłoby to niesamowicie trudne, ale jego zaledwie musnęły.
- Jestem aurorem, Fidius Flint, potrzebuję Pani zaopatrzenia medycznego, by im pomóc w Lesie. Przydadzą mi się eliksiry na trucizny, bezoar też może być pomocny, coś do czyszczenia ran, jeśli Pani może, niech mi Pani da wszystko to co mogłoby być przydatne - mówił spokojnie. Nie wiedział do końca czy potraktuje jego historie poważnie, ale jeśli kochała ludzi i wybrała zawód z miłości do nich powinna udzielić wszelakiej możliwej pomocy.
- Mogłaby Pani również przyzwać moją różdżkę? Nie ukrywam, że byłoby to pomocne - nie uśmiechało się mu wracać tam bezbronnym i nie dobiec z eliksirami oraz pomocą tylko zginąć w paszczy rośliny, gdy będzie tak blisko celu.
_________________
Lecz w naszej miłości, choć była dziecięca,
Tak silnych uroków moc tkwi,
Żeśmy się kochali i lepiej, i więcej
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 338
Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 17g 12s
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Czw Cze 20, 2019 1:47 am   
   <Multikonta: MD | FL | IS


 Kilka pospiesznych stuknięć w drewnianą strukturę uratowało niespodziewanego gościa przed pełnym wymiarem złości w wykonaniu pielęgniarki. Pełnia również na nią działała, choć zazwyczaj radziła sobie dobrze z tłumieniem wewnętrznych podszeptów pełnych chęci mordu i obdzierania niewinnych ze skóry. Trudno jednak było nie poczuć nadszarpniętych nerwów, gdy ktoś w sposób dość bezpośredni naruszył przyjęte w jej włościach zasady zachowania. Nikt nie miał prawa tak po prostu wchodzić sobie do gabinetu panny Winchester, nie upewniwszy się uprzednio, że dała na to pozwolenie.
 — Słucham pana — powitała gościa oschle, mierząc go wzrokiem spod lekko przymrużonych powiek. Rozpoznała go w mgnieniu oka, co z miejsca przywołało nieprzyjemne wspomnienia. Pan Flint zdołał sobie u Raylene solidnie nagrabić, a nie przewidywała, by był w stanie szybko zmazać tego wielkiego minusa przy swoim imieniu.
 — Pamiętam pana — odezwała się znów, gdy auror uznał za stosowne się przedstawić. Jakże mogłaby zapomnieć wydarzenia sprzed kilku miesięcy, które dość skutecznie zagotowały jej krew w żyłach? — Postaram się pomóc, chociaż osobiście uważam, że powinien pan popracować nad swoją kulturą. — Nie tolerowała sformułowania "niech pani da" i każdy uczeń, który zwróciłby się do niej w podobny sposób, z miejsca musiałby zapoznać się z długim i emocjonującym kazaniem. Dla aurorów obowiązywały te same reguły, bo choć byli to ludzie dorośli, w zaskakującej większości przypadków wykazywali się dość paskudnym podejściem do kultury osobistej. Skąd to Ministerstwo ich brało – bałaby się zapytać.
 Przy pomocy zaklęcia przywołała do siebie antidotum na niepopularne trucizny oraz eliksir czyszczący rany i jedną z małych szklaneczek, niespiesznie umieszczając przedmioty przed sobą na biurku. Spokój jej działań nie tylko miał zrobić na złość aurorowi; był to też jej sposób na pohamowanie buzującej wewnątrz furii, która co rusz podszeptywała, by nieznośnego intruza po prostu rozszarpać na strzępy. Nalała porcję antidotum do naczynia i podsunęła mężczyźnie, drugi eliksir zaś odkorkowała i gestem pokazała nieproszonemu gościowi, by podszedł.
 — Spróbuję zrobić coś z tymi ranami — zakomunikowała, a w międzyczasie wycelowawszy w okno wyraźne Accio, spróbowała przywołać różdżkę aurora. Byleby tylko jak najszybciej mieć go z głowy. Zaklęcie co prawda nie było w stanie zadziałać na tę odległość, ale już w chwilę później mężczyzna ulotnił się w podskokach i sprawa, przynajmniej dla Raylene, była rozwiązana.

[zt]
_________________
Ostatnio zmieniony przez Raylene Winchester Sob Cze 22, 2019 1:43 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2716
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Cze 21, 2019 10:32 pm   

Zastosowane przez pielęgniarkę leczenie zadziałało, głównie z tego powodu, że jad, którym został zainfekowany auror nie był zbyt silnym środkiem i nie groziła mu śmierć od razu jak w przypadku siódmorocznej krukonki. Co prawda nie poczuł się od razu zdrów i w pełni sił, ale objawy stopniowo zaczęły ustępować i tylko w ustach pozostał cierpki posmak. W każdym razie, zaklęcie przywołujące z tej odległości nie zadziałało, auror pozostał nadal bez swojego magicznego kijka i chyba bez wycieczki do Zakazanego Lasu po różdżkę się nie obędzie.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Dołączył: 23 Gru 2018
Posty: 370
Wiek: 41
Krew: czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Hermiona
Różdżka: 2 x Cedr, Łuska smoka, 13 cali giętka
Ekwipunek: veritaserum
Poziom życia: 80%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 62
Z. ofensywne: 59
Z. defensywne: 50
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Cze 22, 2019 1:32 am   
   <Multikonta: DV


Pomimo osłabienia wywołanego przez truciznę informował ją w składny i spójny sposób odnośnie tego, co zaszło w Zakazanym Lesie. A co najważniejsze, myślał logicznie i udał się po pomoc. Ciążyła na nim odpowiedzialność etyczna ze względu na zawód, w jakim się spełniał, jednak w wypadku utraty różdżki wybrał najlepsze według niego wyjście.
Kobieta wyglądała na rozdrażnioną, do tego mierzyła Flinta bacznym spojrzeniem. Pamięta go? Czy to w takim razie ona przybyła na ratunek wtedy, gdy z Lancasterem uderzyli w otaczającą Hogwart barierę? Najwidoczniej. Ale nie mógł pojąć dlaczego wytknęła mu, co prawda niebezpośrednio brak kultury. Przecież zapukał przed wejściem, przedstawił całą sytuację, poinformował jakie leczenie może być najskuteczniejsze. I, zdroworozsądkowym myśleniem chciał po prostu zawiadomić tutejszą pomoc medyczną, wziąć przydatne medykamenty i ruszyć z odsieczą Lancasterowi i tej uczennicy. Miał też nadzieję na znalezienie różdżki, żeby może jakoś poskromić Eiffel.
Podziękował, po czym jednym haustem zażył antidotum, swoją drogą ohydne w smaku. Ale smak nie miał znaczenia, jak to mawiali, gorzki lek najlepiej leczy, a Flint nie czuł się już tak słabo jak przed chwilą.
Onieśmielony podszedł bliżej, kobieta zapewne zamierzała zakroplić rany eliksirem. Po wszystkich zabiegach podziękował i ruszał z powrotem do lasu, jednak tam już zabierano wszystkich do szpitala.
Z.t
_________________
Lecz w naszej miłości, choć była dziecięca,
Tak silnych uroków moc tkwi,
Żeśmy się kochali i lepiej, i więcej
 
     

Avdotya A. Grigorievna
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Kwi 2019
Posty: 241
Wiek: 16
Krew: Czysta
Pupil: Puchacz - Owl Capone; Rosyjski niebieski - Raijin
Różdżka: Cis -- Włókno z serca cerbera -- 8 cali -- Bardzo sztywna
Ekwipunek: Piniążki, różdżka, 2x Eliksir Ochrony Przed Ogniem, 1x Wywar Żywej Śmierci (słabszy), nożyk, korkociąg, zegarek, dwie puste fiolki, grubszy sznurek z drewnianą zawieszką z greckim theta w środku, skórzana bransoletka na prawej ręce z zaklęciem Homo Proprius (przyzywa różdżkę do ręki);
Sakiewka: Bieda.
Genetyka: wężousta
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 36
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10 (+2)
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 15, 2019 3:03 pm   
   <Multikonta: Mildred Hamilton


Na Merlina... Nie sądziła, że skończy w ten sposób. To było co najmniej kuriozalne. Szła korytarzami Hogwartu z napompowaną Laurą, której odfrunięcie uniemożliwiało jedynie zaklęcie Rosjanki. O mamo. Czy ty to widzisz? Pewnie tak. Przynajmniej była taka możliwość. Mruknęła jeszcze kilka słów po rusku rozpoczynając pochód spod sali mugoloznastwa po czym westchnęła ciężko.
- Rzuciłabym na ciebie Finite ale nie będę ryzykować tego, ze mi wyfruniesz gdzieś z przeciągiem. No i skoro i tak mamy chwilę... Starczy, że będziesz tylko słuchać. - rzuciła do Laury rozglądając się po korytarzach. Pusto - idealnie. Mimo wszystko nie zależało jej, by ktokolwiek nadstawiał uszu. - Chociaż... - zastanowiła się chwilę, po czym machnęła ponownie różdżką rzucając Muffliato. O teraz będzie idealnie. Zwłaszcza, że miały do przejścia kawałek i to, że kogoś nie widziała nie oznaczało, że faktycznie nikogo w pobliżu nie ma. A jednak to nie było coś, o czym chciała, by zaraz słyszał cały Hogwart. Temat był dość... Nieciekawy. No i pytanie, czy ma jebnąć elaboratem czy jednak nie? Niby mogłaby rzucić jakimś monologiem godnym Hamleta, ale z drugiej strony przyrost formy nad treścią nie był tym, na czym jej zależało. A zależało jej na tym, by blondynka uzmysłowiła sobie kilka rzeczy. Wzięła głębszy wdech nawet nie odwracając wzroku w stronę Robertson.
- Dzieje się z tobą coś złego. Do tej pory miałam tylko przypuszczenia ale teraz jestem tego pewna. - stwierdziła zerkając na nią i pokazując palcem na poranioną rękę. Co prawda okutą bransoletką, ale co widziała na mugololo, to jej. Ponownie wróciła do patrzenia przed siebie, zamiast na Laurę lewitującą tuż obok niej. - Chciałabym ci jakoś pomóc ale nie jestem dobra w takie rzeczy. Nazwałaś mnie przyjaciółką ale... Nie jestem tym typem człowieka, z którym pójdziesz na zakupy czy spędzisz weekend w drogim SPA. Mam lepsze rzeczy do roboty, zwłaszcza że bywasz irytująca. - nie, nie miała ochoty bawić się w kochaną Duns, która wytula i wygłasia każdego w Hogwarcie, bo jest jakaś świętą czy co. - ...jednak jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pogadać czy zasięgnąć rady... i będzie to coś bardziej poważnego niż "ojej złamałam paznokieć" to postaram się znaleźć chwilę i pogadać. Bez oceniania i tony sarkazmu, kiedy to nie będzie potrzebne. Tylko licz się z tym, że mogę być szczera. I że to może boleć. W każdym razie cokolwiek mówię czy robię nie jest i nie będzie po to, by ci w żaden sposób dokopać. Raczej... przeciwnie. - dużo bardziej wolała sytuacje, w których nie musiała być miła. Bycie miłym bywało trudne zwłaszcza, że w przypadku Laury cisnęło jej się na usta wiele epitetów. Zdecydowanie ciężko byłoby znaleźć odpowiednie określenie na to, jak Duns postrzegała Robertson, ale zapewne można by zacząć od "piekielnie denerwująca" i iść dalej po drabince. Pokonywała kolejne schodki nieco chwiejąc się na boki. Te torby były w cholerę ciężkie. Znaczy już jej bywała taka, nawet jeśli tylko z kotem, że po pewnym czasie bolało ją ramie, a teraz nie dość, że była absolutnie nierównomiernie obciążona, to szło jej się dość trudno. Na początku to jeszcze jakoś szło, ale schody ją chyba chciały zabić. Tak nieumyślnie, bo wyjątkowo były dość grzeczne i nie próbowały zanadto skomplikować jej życia.
- Jeśli wszystko, co powiedziałam, jest dla ciebie zrozumiałe... Nie wiem, kiwnij głową. Albo mrugnij kilka razy. - znowu na nią zerknęła powoli krocząc odpowiednim korytarzem na trzecim piętrze, a skoro znalazły się pod gabinetem: nie zostało nic innego jak szybko załatwić sprawę i wrócić. Zapukała trzy razy, pełna kulturka, po czym weszła do gabinetu.
- Witam, panno Winchester. Niesamowite, ale jestem po raz kolejny w pani gabinecie i ani razu nie jako pacjent. Chyba robię coś źle w tym Hogwarcie. - rzuciła raczej w żartach, niż "na poważnie", bo w sumie to nie chciała dokładać swoją osobą pracy. A Winchester wydawała się być... No, jak jej się nie wkurwi, to nie zabije. Taki rodzaj człowieka. Dlatego też zanim wparowała na pełnej rozejrzała się, czy czasem podłogi nie starła, bo nie chciała wnosić kurzu. Za bardzo. Weszłaby na tyle, na ile powinna, zamiast rozbiegać się po całym gabinecie. No i rzecz jasna wciągnie też Laurę, ale to już po przywitaniu się. Taka niespodzianka pod postacią czyhającej gdzieś obok napompowanej Krukonki. Pewnie się nie ucieszy, ale Duni też nie było teraz szczególnie wesoło.
- ...Tylko widzi pani, jest mały problem. Na Laurę rozlano niezbyt udany eliksir, ale nie mój, i jej się trochę napuchło. Możemy liczyć na pani wsparcie...? - zapytała, chociaż z jej tonu można było przypuszczać, że bierze pod uwagę to, że może je wywalić z gabinetu (Bóg wie, za co, ale może), niż że na pewno, na 100% pomoże bo musi. Nic nie musi. Może dobić i stwierdzić, że nic więcej nie dało się zrobić. Wedle zaleceń przetransportuje Laurę tam, gdzie zażyczy sobie pielęgniarka, rzuci na nią Finite, a następnie potrzyma za napuchniętą rękę, żeby gdzieś nie odfrunęła. Chyba, że będzie za bardzo ją ciągać w górę, to ją złapie z Carpe Retractum i ją będzie trzymała na lasso w łóżku. Czy na łóżku. Czy gdzie będzie Winchester chciała.
_________________

Owl Capone x Raijin x Relacje x Akta x Theme x Senbonzakura
Forget the risk and take the fallIf it's what you want then it's worth it all...



 
 
     

Laura Robertson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 30 Wrz 2018
Posty: 239
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Pióro dirikraka, 11', Kasztanowiec, Sztywna
Ekwipunek: miotła Świetlista Smuga
Sakiewka: 79G i 14s
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 24
Wysłany: Pon Lip 15, 2019 4:30 pm   
   <Multikonta: --


Za jakie grzechy spotykają mnie te wszystkie nieszczęścia. Na Merlina! Nie dość że nic nie mogłam zrobić to jeszcze miałam zaklejony język, więc nie mogłam też nic mówić. Zostawało mi tylko unosić się w powietrzu zdana na łaskę i niełaskę innych, mrugać i ruszać palcami. Cała reszta już nie bardzo. Szczególnie nogi i ręce tak spuchły, że w zasadzie musiałam przyjąć pozę rozgwiazdy i za nic w świecie nie mogłam z tym nic zrobić. Dobrze, że Dunia rzuciła na mnie magiczne lasso. Spróbowałam się wyplątać z jej włosów, ale sama nie dałam rady. Jednak nie zaciskałam jak się wyplątywała z mojego uścisku.

Dobrze mieć taką dobrą przyjaciółkę. Pewnie Aiden albo jakiś inny śmieszek to od razu by mnie głową w dół powiesili, a przecież mundurek uczennic składał się ze spódniczki. I bym świeciła gołym tyłkiem. Tzn. w majtkach i rajstopach. W końcu była już jesień i robiło się zimno. Strach pomyśleć co by było w gorące letnie upały. Tak czy siak Dunia zadbała o resztki mojej godności. Nie mogąc ani mówić ani się poruszać nie pozostawało mi nic innego, niż robić za piękny balonik. Próbowałam się uspokoić i pomimo beznadziejności sytuacji całkiem dobrze mi szło. W końcu jeżeli kompletnie nic nie mogłam zrobić, to co się będę przejmować? Jednak przyjemności z dryfowania jakoś nie potrafiłam odczuć. Może w innych okolicznościach. Może gdybym miała choć jakąś kontrolę (albo mogła krzyczeć). Ale nie teraz.

Przyjaciółka wyciągnęła mnie na korytarz i ciągnęła dalej do skrzydła szpitalnego. Wszystko fajnie, ale każdy przeciąg zawiewał mi włosy na twarz, więc nie dość że mało co widziałam, to jeszcze mnie to gilgotało po nosie. A nie mogłam się podrapać ani odgarnąć włosów. Maskara! Gdybym mogła mówić pewnie poprosiłabym krukonkę by mnie podrapała w nos (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), ale ta chyba z premedytacją nie chciała zdejmować ze mnie tego głupiego zaklęcia niemowy.

“Dzieje się z tobą coś złego”. No shit sherlock. Po czym poznałaś? Po tym że się unoszę? Nie mogę się nawet po nosie podrapać? A może wyglądam jak niebieski arbuz? No dobra, pomagaj, pomagaj. Najlepiej jakbyś mnie odkneblowała. Ale zaniesienie do skrzydła szpitalnego też pod pomoc dość dobrze podchodzi.

Czy Dunia właśnie sugeruje, że powinnyśmy się wybrać na zakupy albo do SPA? Tak! To świetny pomysł. W końcu sama mówi że jesteśmy przyjaciółkami, a ona nie bywa w takich miejscach zbyt często. To ja już jej pokaże jak fajnie można spędzać czas… Jak w końcu przestanę być balonikiem. To będzie dobry sposób na odstresowanie się i zapomnienie. Może jeszcze Violkę zaprosić? W końcu to z eliksirem był tylko nieszczęśliwy wypadek. A tak odpoczniemy i może nawet będziemy się z tego wszystkiego śmiały.

Co Ona tam dalej mówi? Rozmarzyłam się o tym SPA i jakoś mi umknęło… “Złamany paznokieć”? Biedna. Ja nienawidzę jak mi się jakiś złamie. Wtedy na nowo cały manicure trzeba robić, cała misterna robota idzie psu na budę. “(...) Może zaboleć (...)”. Co? Ej, uważaj na mnie nie chcę byś mną przywaliła o framugę czy coś. Ja się nie mogę ruszać. Ani mówić! Hellou, co to za ostrzeżenie że może mnie zaboleć, jak nie mogę się ani uchylić ani nic! Poza tym co ma zaboleć? Tu nie było żadnych przeszkód.

“(...) jest dla ciebie zrozumiałe… (...) kiwnij głową (...)”. -Jakbym mogła to bym kiwnęła. Weekend w SPA. Ja, Ty i Violka. Wszystko jasne. Głupia nie jestem, zrozumiałam tą subtelną aluzję, że z chęcią byś się gdzieś ze mną wybrała. A i że za to że mi pomagasz to ja mam stawiać. No niech już będzie.

W końcu doszłyśmy do skrzydła szpitalnego. W sumie Dunia doszła, ja to tylko:
Unosiłam się na wietrze,
Mogę być, tym kim zechcę,
Lecę, tam gdzie nieznany ląd,
Dam daram daram daram
- To tyle z mojego występu artystycznego. No bo co innego mi pozostało? A jeszcze zwrotka po angielsku? Chyba ten eliksir miał jeszcze jakieś dodatkowe skutki uboczne. Coś mi się mąci w głowie… A po jakiemu my mówimy?
_________________
 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 338
Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 17g 12s
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Pon Lip 15, 2019 9:23 pm   
   <Multikonta: MD | FL | IS


 Na dźwięk pukania odruchowo rzuciła krótkie "proszę". Pewnie gdyby w losowym momencie dnia znów usłyszała ten sam dźwięk, nawet niespowodowany stojącym po drugiej stronie drzwi petentem, jej odpowiedź byłaby dokładnie taka sama. Stanowiła już odruch bezwarunkowy, którego może trochę udało jej się wyzbyć przez wakacje, ale już w pierwszych dniach września wrócił ze zdwojoną siłą.
 Uniosła wzrok, obejmując spojrzeniem zarówno pannę Grigorievnę jak i balonik unoszący się za nią. Maleńki uśmiech wywołany żartobliwą uwagą szybko opuścił twarz pielęgniarki, zawsze o wiele bardziej przejętej dobrym zdrowiem uczniów niż czymkolwiek innym. Zaciskając lekko wargi, skinęła głową i podniosła się zza biurka, kierując się od razu w stronę sali.
 — Proszę, zaraz coś na to poradzimy. — Gestem dłoni nakazała Krukonce udać się za sobą, a sama wyminęła ją w drzwiach i zlokalizowała szybkim spojrzeniem najbliższe wolne łóżko. To i tak cud, że jakieś było, patrząc na skłonności niektórych uczniów do pokazywania się w progu Skrzydła Szpitalnego. Bez większej zwłoki rzuciła na materac zaklęcie Affigere, po czym wspólnie z Grigorievną dopilnowała, by poszkodowane dziewczę zostało przytwierdzone do łóżka. Przynajmniej na razie.
 — Tyle na razie musi wystarczyć, żeby nam panna Robertson nie uciekła — zawyrokowała. Kolejnym machnięciem różdżki przywołała sobie z gabinetu kawałek pergaminu i przybory do pisania, które zaraz wylądowały na stoliku nocnym dla pacjentów. Na nim też skreśliła pospiesznie kilka słów, a następnie notatkę zwinęła i wręczyła Avdotyi.
 — Podejdź proszę w drodze powrotnej do profesor Schuyler i przekaż jej ten list. Bardzo dziękuję za pomoc. — Liczyła na to, że szkolna mistrzyni eliksirów znajdzie chwilę czasu, by zrekompensować brak pewnej mikstury w szkolnych zasobach, dzięki czemu poszkodowana Krukonka nie będzie zbyt długo zmuszona do egzystowania w formie balonika. Dziewczynę odprawiła, a sama wróciła do przerwanych spraw w swoim gabinecie.

[zt wszyscy]

Treść listu:
Kochana,
 Wybacz, że zajmuję Twój czas, w dodatku podczas zajęć. Trafiła mi się własnie pacjentka potraktowana wadliwym eliksirem i biedaczka cała spuchła. Nie mam akurat pod ręką Wywaru Dekompresyjnego, liczę więc na Twoje zapasy lub zdolności, by można było tę nieszczęsną istotkę szybko doprowadzić do normalności.
 Pozdrowienia, całuski

Raylene
_________________
 
 
     

Jamal Attah
Uczeń | II rok
Dołączył: 16 Lip 2018
Posty: 109
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Pupil: sowa Bundi
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 11 cali, Jałowiec, giętka
Poziom życia: 75%
Eliksiry: 3/100
Zielarstwo: 2/100
Transmutacja: 4/100
Z. zwykłe: 7/100
Z. ofensywne: 7/100
Z. defensywne: 6/100
Miotlarstwo: 9/100
Wysłany: Śro Lip 24, 2019 2:21 pm   

Jamal nie obudził się gdy dwójka Gryfonów weszła do dormitorium. Nie obudził się tak że, gdy zabrali go do Skrzydła Szpitalnego. Nie wiedział przez ile godzin był nie przytomny. Chwilę przed obudzeniem, jedyne co chodziło mu po głowie to migawki z meczu. Otworzył oczy. Pierwsze o czym pomyślał, to że podczas meczu został oparzony. Jego prawa ręka dalej bolała. Potrzebował chwili, aby przypomnieć sobie dlaczego tu jest. Księga, zostawił ją na łóżku. Czy ktoś wie o tym? Że dwunastoletni Gryfon ukradł z Działu Ksiąg Zakazanych księgę, i zechciał pobawić się w czarnoksiężnika?
Młody podniósł się do pozycji siedzącej, był obolały i zdezorientowany. Spojrzał po łóżkach, nie zarejestrował niczyjej obecności. Opuścił nogi na podłogę i z wysiłkiem wstał. Czy zamierzał wymknąć się ze Skrzydła Szpitalnego? Może, jak na razie zrobił tylko kilka kroków w stronę wyjścia.
_________________
 
     
Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2716
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Sie 24, 2019 5:10 pm   

Na czas meczu szkolnej kadry przeciwko uczniom do Hogwartu zaproszono też kilku dawnych nauczycieli i pracowników, wśród których była sędziująca Rolanda Hooch czy Poppy Pomfrey. Ta ostatnia niegdyś pełniła tu rolę pielęgniarki, a że obecny szkolny medyk także brał udział w meczu, ktoś musiał pełnić pieczę nad Skrzydłem Szpitalnym na wszelki wypadek. W końcu nigdy nie wiadomo jakie kontuzje czekają grających zawodników, czy któryś z kibiców nie zasłabnie dając się ponieść szaleństwu emocji albo czy jakaś błądząca po korytarzach zamku dusza przypadkiem nie zrobi sobie krzywdę wymagającą natychmiastowej pomocy. Najwyraźniej ten ostatni przypadek odnosił się do pana Attaha.
- Gdzie? - powitał gryfona głos pani Pomfrey ubranej w tradycyjny fartuszek szkolnej pielęgniarki, gdy tylko wyszła mu naprzeciwko niemal zagradzając drogę do opuszczenia Skrzydła Szpitalnego i mierząc drugoroczniaka surowym spojrzeniem. - Pan wróci na łóżko, bo jeszcze straci pan przytomność po drodze i znowu pana będzie ktoś tu musiał transportować. - założyła ręce pod nogi i pokręciła głową z rezygnacją.- No już, już... - pogoniła ucznia. - Będzie musiał pan spędzić tutaj trochę czasu, niestety... - rzuciła okiem na ślady na ciele chłopaka, które były widoczne gołym okiem. - To nie zejdzie od razu. Oczywiście... nie muszę chyba mówić, że dyrektor McGonagall i profesor Harvin zostały już o wszystkim poinformowane? - obwieściła podchodząc do gablotki, za którą kryły się różne fiolki, mikstury, proszki i balsamy będące w dyspozycji szkolnej pielęgniarki, po czym zaczęła przeglądać uważnym wzrokiem zawartość poszczególnych regałów, najwyraźniej odruchowo obracając etykietkami do przodu kilka fiolek znajdujących się najbliżej.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Jamal Attah
Uczeń | II rok
Dołączył: 16 Lip 2018
Posty: 109
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Pupil: sowa Bundi
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 11 cali, Jałowiec, giętka
Poziom życia: 75%
Eliksiry: 3/100
Zielarstwo: 2/100
Transmutacja: 4/100
Z. zwykłe: 7/100
Z. ofensywne: 7/100
Z. defensywne: 6/100
Miotlarstwo: 9/100
Wysłany: Pon Sie 26, 2019 6:01 pm   

Chłopak słysząc za sobą kobiecy głos, zatrzymał się i obrócił na pięcie. Jamal spojrzał na nieznaną mu kobietę, jednak domyślił się że jest tutaj pielęgniarką, możliwe że na zastępstwie. Twarz dzieciaka była poważna, a z jego oczu można było wyczytać zmęczenie i bezradność. -Nie wiem- odpowiedział jej cicho i wrócił do łóżka, tak jak mu kazała. Dowiedział się przy okazji jakim sposobem znalazł się w skrzydle szpitalnym.
Młody spojrzał na swoją rękę, gdy pani Pomfrey wspomniała o śladach. Teraz może już tylko pomarzyć o chodzeniu w krótkim rękawku, przynajmniej na jakiś czas. Jamal miał jednak większy problem. Dezorientacja minęła, a on zdawał sobie sprawę w jakie bagno się wpakował. Który to już występek w tym roku szkolnym? A który w jego krótkiej karierze w tej szkole? Coś czuł że nie skończy się tylko na odjęciu punktów.
Jamal patrzył się w dal pustym wzrokiem. Siedział cicho przez dłuższą chwilę, aż w końcu zadał pytanie.
-Mogą mnie wyrzucić ze szkoły?- na samą myśl o tym zaschło mu w gardle. Wiedział że rozmowa z panią Harvin, a możliwe że i z dyrektorką, jest nieunikniona. Stresował się na samą myśl, co wcześniej mu się nie zdarzało. Tak jak zawsze myślał że wybrnie z każdych problemów, tak teraz nie miał nawet sił by szukać wytłumaczenia.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 10