► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
Uciekający pokój
Autor Wiadomość

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Pią Lip 05, 2019 11:45 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  Doskonale znał pieczęć należącą do tej rodziny. Lisa bardzo często nią operowała wysyłając listy. Raczej był to rozpoznawalny symbol i szanowany, przynajmniej na wschodzie. Pewnie cały wschód był zastraszany przez Lisę, dlatego był to rozpoznawalny symbol.
  - To teraz już wiesz, że 매, to znaczy sokół, nie wróży nic dobrego. Czasami się cieszę z tego, że nie noszę jej nazwiska, choć swojego czasu namawiała mnie na zmianę. - Oznajmił, marszcząc przy tym czoło. Może i samo nazwisko brzmiało całkiem dobrze, nawet w zestawieniu z jego imieniem, ale nie o to chodziło. Już wystarczająco przy temacie Quidditcha był kojarzony z Lisą, nawet pomimo różnego nazwiska. Nie chciał jeszcze bardziej przywoływać na myśl kobiety, gdziekolwiek by się nie pojawił. A to dlatego, że w niektórych kręgach już się przyjęło, że Ackermann ma lepszy start jako zawodnik właśnie przez to, że jest synem Hiiragi. Nie chciał by ludzie tak o nim mówili, ale tego już nie dało się zmieniać. Upartym nie dało się przegadać, że na swoje umiejętności i sukcesy musiał zapierdalać jak każdy inny początkujący gracz. Wydawało im się, że mając taki start jest znacznie łatwiej, a było wręcz przeciwnie. Lisa wymagała od niego dwa razy tyle, co inni trenerzy wymagali od swoich podopiecznych. Cisnęła go niemiłosiernie, potrafiła zerwać go z łóżka w środku nocy i odesłać na trening. Bycie synem gwiazdy sportu to nie była sielanka i pasma przywilejów, przynajmniej jeśli się było synem Lisy Hiiragi.
  I poznała nowe słówko w języku krzaczków.
  Przemilczał kwestię tego, że to raczej był początek wyczynów Lisy. Też miał takie przeczucie, ale wolał teraz nie ruszać tego tematu. Nie teraz, kiedy po tym wszystkim, co miało tu miejsce, wychodzili raczej na prostą. Nie chciał myśleć o tym, co jeszcze odstawi ta kobieta, ale za każdym razem kiedy myślał, że gorzej nie będzie, ona przechodziła samą siebie.
  Nie słuchał jej, kiedy próbowała wnieść jakieś ale do tego prezentu. Postanowione. Zaobrączkowana. Jak taki łabędź. Tylko tu, w tej obrączce nie było GPSa. A może? Hehe. Nie, nie było. Kiedy tylko kółko znalazło się jej palcu, spojrzał na nie z zadowoleniem. A potem dostał dziękującego buziaczka. Odwzajemnił go bardzo chętnie, w zasadzie jak każdego busiaszka od Lexy. I uśmiechnął się kątem ust słysząc jej podziękowania. Wystarczył buziaczek, tak naprawdę. Ale było to miłe. Cieszył się, że jej się podobało. Chociaż miał nadzieję, że nie mówiła tego z grzeczności! I że nie będzie go nosiła tylko przy nim, a przed innymi nie będzie chowała rąk w kieszeniach czy rękawach.
  Zapewne Lynne, bardzo przejęta tym zadaniem, randomowo zleconym akurat jej, w nocy po cichaczu zdejmowała miarę ze śpiącej Lexy niczym tajny agent. Była dobrym wyborem właśnie przez to, że nie trzymała się jakoś blisko ani z nim ani z Lexą, pomimo bycia z nią w dormitorium. No i sam fakt, że właśnie dzieliła z nią sypialnię był korzystny bo mogła zrobić sneaky działanie i pomacać jej palec w środku nocy. Trzeba będzie się z nią napić w ramach podziękowania i będzie wiedział kogo wysyłać na zwiad kiedy już zdecyduje się ten pierścionek zmienić. Chociaż wątpił, żeby wymiary miały wzrosnąć lub zmaleć.
  Przeciągnął spojrzeniem po ozdobie na jej palcu, będąc kontent, że nie był ani za mały, ani za duży, pasował jak ulał, ale czego się spodziewać po agentce Lynne. Wrócił wzrok na twarz Lexy, słysząc jej słowa.
  - Szczerze to gdybyś i tak zdecydowała się ze mną rozstać to też bym ci go dał. - Powiedział, bo przecież z samej tej rozmowy wynikało, że miałaby to robić dla niego, wbrew sobie i jemu, a nie dało się nie zauważyć, że było to dla niej ciężkie. Więc przynajmniej miałaby jakąś pamiątkę po nim lub coś, co mogłaby opierdzielić na Wizzegro i kupić za to owcę, może dwie. W sumie to nie wiedział po ile chodziły owce. Musiałby zapytać Lexy. - Tylko błagam cię, następnym razem jak moja matka coś odwali to powiedz mi. Albo Noelowi.
  Przeszedł z nią w stronę stołu, który na miotłozjebach z reguły stał w kącie, uginając się pod tonami żarcia oraz alkoholu, ale teraz był na swoim miejscu. Na środku pomieszczenia. Chwycił Lexę za biodra i posadził ją na blacie, bo przecież nie będą tak stali jak kołki. Czy coś.
  - To mówisz, że mieszkasz na ranczu. - Mruknął w sumie to zaciekawiony. Bo chyba nie mieli okazji o tym porozmawiać. O tym, że Ackermanny mieszkały w jakiejś chacie z katalogu to już wiedziała. Pojeby, nie? Może ktoś tam kiedyś wspominał o tym, że Shelby ma swoje własne ranczo z jakimiś alpakami czy innymi takimi, ale nigdy też o tym nie rozmawiali. A brzmiało po prostu ciekawie! Czym było ranczo? - Umiesz rzucać lassem? - Zapytał, spoglądając na nią i ruszając wymownie brwiami. Zarzuci na niego lasso, zwiąże i się pobawią? Hehe, co?
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Lip 06, 2019 12:43 am   
   <Multikonta: BM


No tak, teraz już wiedziała, że jak tylko zobaczy w poczcie kopertę z tym oznakowaniem, najlepiej powstrzymać się przez jakiś czas z rozpakowaniem i przeczytaniem zawartości. Nie zdziwiłaby się jakby pewnego razu do takiego listu Lisa dorzuciła wąglik, który rozpyliłby się wraz z momentem otwarcia wiadomości. To takie przebiegłe i w stylu kogoś, kto nie miał skrupułów i dążył do wyznaczonego sobie celu po trupach. Może powinna zacząć się obawiać o swoje życie, albo chociażby przyszłość, bo raczej nie powinno się zadzierać i przeciwstawiać ludziom, którzy mieli układy i znajomości praktycznie wszędzie. Nie powinno się sprzeciwiać osobom, które mogły zamienić twoje życie w piekło zaledwie przez skinienie palca. Lisa Hiiragi mogłaby spokojnie wykupić całe ranczo dziadków tylko po to, aby następnie zrównać je z ziemią dla własnego widzimisię. Miała jednak szczerą nadzieję, że taki pomysł nigdy nie wpadnie jej do głowy, bo za to już powinno się lądować na oddziale zamkniętym Munga. Z drugiej strony śmierciożercy mieli podobne odpały i zanim ktokolwiek cokolwiek zrobił musiała wybuchnąć Bitwa o Hogwart. No cóż. Oby Lisa była bardziej poczytalna niż można by przypuszczać.
Jako, że nigdy nie miała na sobie niczego droższego od kilkudziesięciu funtów, zapewne będzie się bała przez długi czas, że pierścionek gdzieś się zgubi, albo zarysuje, albo coś się z nim stanie, bo przecież Hogwart to dziwne i zaskakujące miejsce. Pewnie by spanikowała i zaczęła szukać klienta na zadbaną nerkę, gdyby pierścionek się gdzieś zapodział. Ale teraz kiedy już znajdował się na jej palcu, nie zamierzała go ściągać. Wiązał się on z deklaracją, której naprawdę chciała się trzymać i jej zaufać. Był też przypomnieniem dzisiejszego dnia, który był o wiele bardziej zwariowany niż powinien. I nawet jeśli padło dzisiaj wiele słów, z czego niektóre nie były zbyt przemyślane, to właśnie o nich również miał przypominać. Jakby nie było, to pierwszą kłodę, która była wyjątkowo niespodziewana jakoś pokonali. Z trudem i na pograniczu faktycznego rozstania, ale jednak.
- Wtedy to już w ogóle bym go nie przyjęła.- odpowiedziała, bo w ogóle nie czułaby się dobrze z faktem, że po zerwaniu, eks chłopak wręcza jej jeszcze taki prezent. I nawet jeśli miałby jej o nim przypominać, każde spojrzenie na błyszczącą biżuterię na jej palcu byłoby jednocześnie cholerne bolesne zważając na to, że wcale nie chciała się rozstawać z własnej woli. Jakby jej go wepchnął, oddałaby go Noelowi, a potem starała za wszelką cenę unikać kontaktu z rodzeństwem Ackermann dla własnego zdrowia psychicznego. Najgorzej, że nawet nie mogłaby się zatracić w wyczerpujących treningach kondycyjnych, bo boisko zapewne byłoby zajęte. Na szczęście zawsze były jeszcze Błonia, a jakby jednak nie wytrzymała cholernego bólu po zerwaniu, był jeszcze Zakazany Las. Ale nie musiała o tym myśleć, bo ostatecznie do zerwania nie doszło, a piękny pierścionek aktualnie spoczywał na jej serdecznym palcu i miała nadzieję, że zostanie tam przez długi, długi czas.
- Obiecuję.- dodała, chociaż wolała chyba od razu bezpośrednio zwracać się do niego niż do biednego Noela, który i tak już był wystarczająco zastraszony przez matkę. Wolałaby go nie mieszać jeszcze w zamieszanie między nią, a Lisą. Chyba lepiej mu tego oszczędzić.
Skierowała się z nim do tego ogromnego stołu, który dzisiaj był zupełnie pusty i pozwoliła się posadzić na jego blacie. Kąciki jej ust drgnęły w lekkim uśmiechu. No tak, wspomniała wcześniej o ranczu, kiedy chciała go przekonać, że do siebie nie pasują przez bycie z dwóch różnych światów. I nawet jeśli tak faktycznie było, to w przeciwieństwie do tego co myślą niektórzy jej znajomi, wcale nie była z Aidenem dla chlorowanej wody w basenie i drogich prezentów.
- Z dziadkami, tak. I Archiem. I piętnastoma kurami, jednym kogutem, sześcioma końmi, alpaką Bartkiem i jakąś setką owiec.- brzmiało fascynująco. Shelby i ich zwierzyniec. ChiChi czułaby się tam jak w niebie, pośród tych wszystkich stworzeń. W każdym razie, było to zupełnie odmienne życie od tego, które prowadził Aiden w swoim domu z katalogu. Nie miała złotych kranów, ani pool-house’a. Miała za to morze zaraz nieopodal domu, hektary zielonych połaci i zapach obornika unoszący się w powietrzu, zamiast pięknego olejku lawendy. Prawdziwy raj na ziemi dla takiej Laury. Chyba kiedyś powinna ją zaprosić w tych swoich szpilkach aby pokazać jak żyje się bez milionów na koncie, gdy ledwo wiąże się koniec z końcem. Chyba przeżyłaby szok. Zresztą, jak zapewne większość jej super bogatych znajomych z czystokrwistych rodów.
- A co, lubisz być związany?- spytała, unosząc wymownie jeden łuk brwiowy wyżej w zapytaniu. No bo naprawdę była ciekawa. Zaciekawił ją tym! - Umiem. Przez lasso odławia się poszczególne owce ze stada. Albo wyłapuje i wiąże ludzi, którzy starają się przed tobą uciec.- albo korzystało się z tego w jeszcze innym celu. Well, w każdym razie działało na podobnej zasadzie. Oczywiście została przeszkolona w tym temacie, bo dziadkowie mimo naprawdę świetnej sprawności fizycznej, woleli wysłużyć się w tym przypadku wnuczętami, którym o wiele sprawniej wychodziły tego typu rzeczy. - Świetnie też ujeżdżam konie.- dodała, bo skoro już byli przy kinky tematach, to musiała to pociągnąć. Znaczy, to nie był kinky temat, ale wszyscy wiedzą o co chodzi. Może na miotły wolała nie wsiadać, ale jeśli chodziło o nieujarzmione i niezajeżdżone konie, to miała wyjątkowo duże doświadczenie. No i wiadomo, dosiad też miała wyćwiczony.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Nie Lip 07, 2019 1:31 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  W zasadzie nie zastanawiał się nad ceną. To znaczy - czego innego niż horrendalnych kosztów za biżuterię można było się spodziewać po gazetce należącej do Laury Robertson. Zresztą były chyba gorsze ceny tam zamieszczone. Takie pięćdziesiąt tysięcy na jedną błyskotkę, która wyglądała jak coś, co założyłaby babcia Ackermann. Tak czy inaczej uważał, że będzie to dobry prezent dla Lexy i przede wszystkim uznał, że ten gest wyrazi za niego większość tego, co miał jej do przekazania. Że chce z nią być, że jest lojalny i że widzi w niej przyszłość. Bo gdyby nie widział, to rezerwowałby ten jakże ważny palec? Niby sama rezerwacja nie była aż tak zobowiązująca jak oświadczyny, ale... no coś w tym musiało być. Zresztą po co innego miałby zaklepywać sobie serdeczny palec jej lewej ręki? Heh-heh. I nawet to, że chciała się z nim rozstać (oczywiście tylko przez zamieszanie jakie wywołała Lisa, miał nadzieję) go nie zraziło. Skoro przeszli przez to, to dlaczego miałby nie zrobić tego, co planował. Przecież to nie tak, że między nimi po tej rozmowie coś się zmieniło?
  Chyba bawiliby się w przepychankę kółkiem, gdyby cała ta konwersacja potoczyła się inaczej i jednak Lexa wymusiłaby na nim rozstanie, na które on nie chciał przystać. On jej daje, ona mu oddaje, on jej... a nie, w sumie wtedy to już na pewno by mu złamała serce, gdyby nie przyjęła tego prezentu po rozstaniu "dla niego". No ale szczęśliwie odbyło się bez takich... atrakcji.
  Miał szczerą nadzieję, że Lisa odpuści. I tak minie trochę czasu zanim się dowie, że jednak jej plan nie wypalił. Potem kolejne kilka dni, żeby ona wyszalała się w swojej furii, a potem jeszcze trochę na to, aż wymyśli kolejny, finezyjny plan na to, jak zrujnować związek syna tylko po to by wypchnąć go do zawodowej gry w Quidditcha. Naprawdę należało porozmawiać i z rodzicielką, ale także z Hansem. Tylko co on mógł zrobić z tym wszystkim- Raczej nie miał żadnego wpływu na Lisę. Nikt nie miał i to był ten problem.
  Wysłuchał ile mieszkańców jest na tym całym ranczu. Okej, babcia z dziadkiem oraz rodzeństwo to raczej do przewidzenia. Potem wymieniła ten dość pokaźny zwierzyniec na co Ackermann uniósł brwi, przyglądając się jej uważnie.
  - Kto to wszystko ogarnia... setka owiec? - Skąd wiedzieli, że setka. Jakby zaczęli liczyć to przecież by zasnęli! Przecież od liczenia owiec się zasypiało. Hehe, jaki śmieszek. Ale tak, zastanawiające było kto panował nad tym wszystkim. Jeszcze te kury. I te konie. Musieli tam mieć... wesoło. Oni mieli tylko pawie. I w sumie dwa psiury. Ale to wciąż nie była setka owiec... przynajmniej rodzina Shelby miała dużo swetrów i nie marzła w tej pizgającej Szwecji. Czy coś?
  Słysząc jej pytanie, drgnęła mu brewka, a na twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Może. - Odpowiedział. Bo w sumie skąd miał wiedzieć? Jeszcze nikt go nie związywał. Ale w sumie czemu nie, gdyby to miała być Lexa ze swoim lassem? Teraz miał wrażenie, że by mu się to nawet podoba... co? - A ty? - Zapytał jeszcze, dalej mając na pysku swój bezpardonowy uśmieszek. No co? Sama zaczęła. Znaczy niby on zaczął, noale.
  Potrząsnął głową, jak gdyby celem odpędzenia od siebie tych myśli. Nie pytał o lasso w tym konkretnym, kinky celu! No... może trochę tak. Ale to tak przyszłościowo, przecież teraz nic nie zamierzał z tym robić, prawda? No chyba, że by ta cała miesięcznica poszła w tamtym kierunku, to przynajmniej na świeżo będą mogli utrwalać tę wiedzę. Czy coś.
  - To ilu uciekinierów już złapałaś i związałaś? - Zapytał, wcale nie wracając do tego wymownie zaczepnego tonu głosu. I wcale nie patrząc na nią znacząco. No a kiedy dołożyła wyznanie, że świetnie ujeżdża konie, to gwizdnął krótko, pewnie w wyrazie uznania czy coś.
  Kaszl.
  - Lata praktyki zapewne? - Spytał, opierając dłonie na blacie stołu po obu stronach Lexy. W ogóle to taka informacja nie mogła go nie ucieszyć. Bo pewnie żeby zajeżdżać mustangi to musiała mocno pracować biodra... que? Znaczy co? On nie miał żadnych myśli tego typu. Z ciekawości po prostu pytał czy Lexa od młodych lat jest w siodle i to dlatego tak świetnie ujeżdża konie. Zresztą gdzieś tam z tyłu głowy miał jej wyznanie z nocy po imprezie miotłozjeba, że jeszcze nigdy nie ujeżdżała miotły i jakoś zrozumiał to, jakoby nie chodziło o tę do Quidditcha. - Chętnie się poprzyglądam. - Czy coś. Czy użyczę konia. Co. Nie no przecież miała ich sześć!
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Nie Lip 07, 2019 3:53 pm   
   <Multikonta: BM


Pięćdziesiąt tysięcy. Za pierścionek. To więcej niż warte było jej życie i cały dobytek. No ale co to były za pieniądze, kiedy na koncie miało się miliony i pięćdziesiąt tysięcy to było praktycznie nic? Laura musiała mieć dopiero ciekawe zachcianki jeśli miała w dormitorium takie magazyny, gdzie cena biżuterii przekraczała kilkukrotnie wartość rancza jej dziadków w Szwecji. Na szczęście nie wiedziała ile pierścionek kosztował i nie zamierzała też pytać, bo jak to matka jej kiedyś mówiła, niegrzecznie jest pytać. Przyjęła więc prezent od razu otaczając go dużym sentymentem. Nic tylko czekać na moment w którym Laura przywali się do nowej błyskotki na palcu Shelby i oskarży ją o bycie z Aidenem tylko dla drogich prezentów. Aż nie mogła się doczekać. Ale chrzanić ją i jej nowobogackie, zazdrosne podejście do życia. Zauważyła, że im mniej z nią rozmawia, tym jej psychika jest zdrowsza. Chociaż… chyba wolałaby na nowo się zmierzyć z Robertson każdego dnia, niż znaleźć sobie za nią zastępstwo w postaci Lisy Hiiragi. Tak źle i tak nie dobrze.
Uśmiechnęła się mimowolnie. No, zwierzyniec był trochę pokaźny i chociaż mogło wydawać się to nie do ogarnięcia, nie było aż tak źle. Zwłaszcza jak było się czystokrwistymi czarodziejami, którzy posługiwali się magią każdego dnia. I chociaż do niektórych rzeczy woleli się przyłożyć osobiście, tak ściąganie bel siana z wyższego poziomu szopy czy pomaganie sobie przy ogarnianiu wszystkich hektarów ziemi wymagało już magii. I kilku pomagierów.
- Dziadkowie są bardzo sprawni fizycznie. Machanie widłami, czyszczenie boksów, zbieranie jajek czy zaganianie owiec leży w ich codziennych obowiązkach gdzieś tak od 89. - wzruszyła ramionami, bo nie raz i nie dwa widziała jak babcia siłuje się z owcą, która nie chciała być strzyżona czy odbierała jakiś skomplikowany poród. Ba, nawet z alpaką Bartkiem się kłóciła, gdy ten miał swoje humory. Dziadek za to odpowiadał za naprawę wszelkich zniszczeń w płocie, szopie czy dachu, zajeżdżał młode konie i dbał o resztę gospodarstwa, pomagając babci. - Pamiętaj też, że z magią jest łatwiej. A no i mamy jeszcze dwa psy pasterskie. - które są ogromną pomocą przy owcach! - No i dziadkowie mają często wolontariuszy do pomocy, kiedy z Archiem jesteśmy w Hogwarcie. Bracia Hamilton są częstymi gośćmi na ranczu, po tym jak babcia przyłapała ich na straszeniu Bartka. Tak ich zastraszyła, że od dwóch lat systematycznie pojawiają się, aby im pomóc w pracach.- tylko, że oni byli typowo mugolscy i o magii nie mieli zielonego pojęcia, dlatego należało się przy nich pilnować. - Jest jeszcze Dylan, który robi za stajennego i po części też pomaga przy owcach. Babcia przyjaźniła się z jego babcią, a kiedy ta zmarła cztery lata temu, zaopiekowali się nim, dali mu pracę i teraz chyba traktują go trochę jak kolejnego wnuka.- dodała, wzruszając ramionami. Może nie płacili mu jakoś specjalnie dużo, ale wystarczająco, aby starczyło na podstawowe wydatki. Dziadkowie zawsze mieli dobre serce i nigdy nie gardzili mugolami. Fakt jednak, że ci są częstymi gośćmi na farmie sprawił, że przez większość czasu wszystkie prace wykonywane są ręcznie. Nie żeby ktokolwiek narzekał. - Jak więc widzisz, nie są sami w tym wszystkim.- a nawet jakby byli, Lexa była święcie przekonana, że daliby sobie radę mimo wszystko. Nie było w końcu rzeczy, której by nie podołali.
Kącik jej ust wyraźnie powędrował do góry w łobuzerskim uśmiechu słysząc jego odpowiedź.
- Nie wiem, nigdy jeszcze nie byłam związywana.- odpowiedziała, wymieniając się z nim wymownym spojrzeniem, wciąż się bezczelnie uśmiechając. No co, przecież nie pozostawi tego bez odpowiedzi. Mogli sprawdzić czy spodoba im się bycie po drugiej stronie więzów… znaczy, co.
Pamiętajmy, że w Zakazanym Lesie to ona rzucała Carpe Retractum z genialnym efektem. Znikąd się to nie wzięło. Musiała kiedyś trenować rzucanie lassem, a teraz przynajmniej wyjaśniło się dlaczego była taka… wprawiona. Jeszcze należało sprawdzić jej umiejętności ujeżdżania koni. Ale to już pewnie w Szwecji. Bo wiadomo, w Hogwarcie nie ma koni. Or sth. Chyba, że znalazłoby się zastępstwo… na przykład testral! Albo jakiś jednorożec czy inny granian.
- Jeszcze żadnego. - odpowiedziała, łapiąc się rękoma za kant blatu po obu stronach i pochylając się nieznacznie do przodu. - Ale jak chcesz, możesz być pierwszy.- dodała, unosząc wymownie kąciki ust w półuśmiechu. No wiadomo, jakby chciał się pojawić na ranczu i pobawić się w złodzieja jajek or sth, to ona może być tą, która go złapie zanim zdąży uciec. Nie żeby coś.
Kiedy się zbliżył, uniosła jeden łuk brwiowy wyżej, nie zaprzestając się bezczelnie uśmiechać. Mierzyła go nieco rozbawionym spojrzeniem, bo te wszystkie podteksty zaczynały być naprawdę… bardzo ciekawe.
- Lata praktyki na najbardziej rozjuszonych, gwałtownych i niezajeżdżonych ogierach, jakie kiedykolwiek widziałam.- odpowiedziała, już nieco przyciszonym tonem. W międzyczasie oplotła go nogami w biodrach, krzyżując je w kostkach, tym samym go do siebie przyciągając, samej też zmniejszając odległość między nimi do minimum. - Oh, jestem tego pewna.- dodała, po czym czule ucałowała jego usta. Powoli i niespiesznie, jakby delektując się ich smakiem, który chciała porzucić przez jeden, głupi list. Z chwili na chwilę pogłębiała pocałunek, stając się nieco bardziej nachalną, kiedy ostatecznie delikatnie ugryzła go w dolną wargę, na moment poprzestając wymiany pocałunków, odrywając się od niego na kilka centymetrów, co by zmierzyć go spojrzeniem.
- A ty jeździłeś kiedyś konno?- spytała wyraźnie zaciekawiona czy przypadkiem na tej swojej ogromnej działce poza pawiami nie mają też koni. Chociaż patrząc na zawzięcie sportowe Lisy, raczej nie zawracałaby synom głowy innym zajęciem niż quidditch. Tak więc jeżeli nigdy nie miał okazji, to ona może go nauczyć. - Jak nie, to możemy mieć układ. - dodała, z jakże tajemniczym, złośliwym uśmieszkiem, gdy przenosiła dłonie na jego kark. - Ty wsiądziesz na konia, ja na miotłę. Zobaczymy które z nas jako pierwsze będzie miało dosyć.- powiedziała, mierząc go jakże zaciekawionym spojrzeniem. Była gotowa przystać na taki deal, nawet jeśli ostatnie jej próby latania skończyły się dość… dramatycznie.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Pon Lip 08, 2019 8:45 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  No w zasadzie racja. Z magią niby wszystko było łatwiejsze. No i było, stwierdza to jako czystokrwisty czarodziej. Niemniej na przykład taka Berta, która też była dobra w czary-mary, wolała ogarniać chałupę własnoręcznie a nie własnoróżdżkowo. I szło jej to zajebiście, nawet byłby skłonny stwierdzić, że lepiej niż przy użyciu magii. Nie wiedział czemu akurat tak funkcjonowała, może dla zabicia nudy, a może chciała się poczuć jak mugol bo to ją kręciło, ale tak się działo. Różdżka i magia to znaczne ułatwienia, a jak idzie za łatwo to ludzie mają za dużo czasu wolnego, a jak mają za dużo czasu wolnego to zaczyna im walić na dekiel. Może to stąd. U niego przykładowo z czasem wolnym to... no ciężko, acz bardzo dobrze wychodziło mu rozdzielanie go między Lexę a treningi, gdzie ostatnio większą część otrzymywała Shelby a nie Błyskawica. Mogła być dumna, bo stanęła wyżej w hierarchii niż jakiś przyrząd do zamiatania/latania. Znaczy... dumna? To chyba była normalna kolej rzeczy.
  Ogólnie takie ranczo brzmiało jak konkretny zapierdol, ale jak ktoś się na to zdecydował i to lubił to chyba nie jemu to oceniać. Ackermann nie miał problemów z pracą fizyczną, w zasadzie tężyzny mu nie brakowało i był raczej silny łamane przez wytrzymały. Ale i tak... brzmiało jak zapierdol.
  Przez dalszą część historii po prostu kiwał głową, wysłuchując uważnie jej słów. To nie tak, że udawał, że jej słucha! On jej naprawdę słuchał. No, przynajmniej do momentu, w którym nie wspomniała jakiegoś męskiego imienia, bo wtedy Ackermann wyłączył się na chwilę, nawet głową nie kiwał. Dopiero po pewnym czasie przechylił głowę, spoglądając uważnie na Lexę.
  - Kto to Dylan? - No standard. Zablokowało go. Samo. No tak jakoś wyszło, nie wiedzieć nawet czemu. Słyszy się o samcu, który kręci się blisko miejsca zamieszkania Lexy to się dopytuje, żeby móc realnie ocenić ewentualne zagrożenie. Nie to, żeby był jakiś chorobliwie zazdrosny a to, że po prostu lubił wiedzieć. No w końcu Krukon. Pogłębianie wiedzy o ewentualnych rywalach, możliwych metodach ich likwidacji... znaczy co?
  Ale w sumie dobrze, że byli paziowie, którzy pomagali dziaduniowi i babuni Lexy w ogarnianiu całego tego zwierzyńca kiedy rodzeństwo było w szkole. Aż strach pomyśleć co mogliby zastać po powrocie, gdyby jeden z opiekunów nagle zaniemógł i całość odpowiedzialności za ranczo spadłaby na jedną osobę. Tylko jakiś Dylan. Jebać Dylana. I Meyera. W ogóle ich wszystkich jebać, ale tak po pyskach, a nie w żaden inny sposób!
  Na stwierdzenie Lexy o tym, że jeszcze nigdy nie była związywana, odchrząknął dość znacząco, unosząc przy tym brew.
  - Ja byłem. Raz. Mało mi ktoś głowy nie rozbił. - Stwierdził, spoglądając na nią wymownie. Bardzo wymownie, żeby nie miała wątpliwości, że to własnie o niej mówił. Mało go nie zabiła! Jak tak miała mu za złe tę wycieczkę to mogła powiedzieć, a nie rzucać o ziemię. To znaczy, tak na dobrą sprawę rozumiał skąd i po co to zagranie, ale to nie zmieniało faktu, że teraz, już po wszystkim, mógł jej to w tak dobitny sposób przypomnieć.
  - No wiesz. Bardzo chętnie pomogę ci poćwiczyć. - Powiedział, jakże usłużnie. No bo potem będzie już super zdolna przy łapaniu i związywaniu bandziorów i miejmy nadzieję, że tylko ich. I to prawdziwych bandziorów, a nie kinky przebierańców aka striptizerów zamówionych jej przez super koleżanki. O ile się orientował w liście jej bliskich koleżanek, a nie orientował się wcale tak na dobrą sprawę, to chyba żadna nie wpadłaby na taki pomysł tak... z niczego. No w każdym razie miał nadzieję. Zawsze mogły jego zawołać. Znaczy... co?
  Słuchał jej, a bezpardonowy uśmieszek, który pojawił się w kąciku jego ust tylko się pogłębiał z każdym jej słowem. Zerknął krótko, kontrolnie na to, co robiła, by zaraz potem przenieść spojrzenie zadowolonego człowieka na twarz Shelby. Przywarł do niej swoim ciałem, a potem złączyła ich usta w pocałunku. Jak zawsze w tym przypadku jego serce rozbudziło się i zaczęło żywiej tłoczyć krew w jego żyłach, a przyjemne uczucie rozlało się po jego sylwetce. Nie pozostawał jej dłużny w tej wymianie, acz pozwolił jej się poprowadzić, przesuwając jedną ze swoich dłoni na zewnętrzną część jej uda. Przebiegł palcami delikatnie po jej skórze, kiedy to Shelby zakończyła to wszystko, dziobiąc go na pożegnanie (chwilowe, he hoped) w wargę. Otworzył oczy, zlustrował ją wyraźnie kontent.
  - Mhmm. Tak. Zdecydowanie bardzo chętnie się poprzyglądam. - Jeszcze chętniej pewnie weźmie udział przy tym pokazie, jako, hehe, rekwizyt czy ten rzeczony mustang. But u know, count him in. Był bardzo za. Tym bardziej, że Shelby (niby taka początkująca) wiedziała jak go zachęcić do tego. Choć czy on potrzebował jakiejś wielkiej motywacji?
  Nope! Wystarczyło, że był z nią. Dalej samo się już działo. Choć na tego typu zachęty narzekać nie mógł.
  Zmarszczył lekko czoło słysząc jej zapytanie.
  - Hmm... raczej nie. Chyba, że osiołek się liczy? - Mruknął, wspominając oczywiście jedną z wakacyjnych wycieczek, gdzie to na grzbietach osłów sprowadzano turystów w dół wzgórza. Dla widoków i takich tam. Uniósł lekko brew słysząc jak wspomina to, że mogą zawrzeć układ. Nie odpowiedział nic, a jedynie przechylił pytająco głowę, czekając aż mu nieco rozjaśni to, co wymyśliła. A kiedy już dane było mu zasłyszeć, co Shelby uknuła, wypuścił ciężko powietrze. Zaraz potem pokręcił głową, jak gdyby z lekkim niedowierzaniem. Tylko a propos czego? Tego co usłyszał? Tego, że w ogóle mogła coś takiego wymyślić? Czy tego, jaką odpowiedź miał na to?
  - Niech będzie. - Odezwał się, tak naprawdę mając mieszane uczucia co do tego. Miotła cię nie kopnie i nie upierdoli w rękę. Ale przecież to był Ackermann. On wyzwania nie odpuści, choćby miał przy tym zginąć. I tak dobrze mu szło, skoro z takim podejściem dożył siedemnastki, a nawet dalej o parę miesięcy. Ciekawe tylko kiedy wyczerpie mu się limit szczęścia. Bo mimo tych wszystkich rozwałek, z własnym udziałem, wciąż nic grubszego mu się nie przydarzyło. - Ale wnioskuję po tym, że zapraszasz mnie do siebie? - Zapytał, unosząc kącik ust w lekkim uśmiechu. Bo skąd tu konia wytrzasną? Co najwyżej testrala albo inne dzikie, magiczne stworzenie, które chociaż budową przypominałoby konia. Niby fajnie odwiedzić Lexę, ale to by było równoznaczne z poznaniem jej dziadków. I to nie to, że go jakoś sam ten fakt przerażał, a bardziej martwił, bo przecież nie umiał strzyc owiec, rzucać lassem czy właśnie zajeżdżać najdzikszych z dzikich ogierów (zostawmy to Lexie, o ile obieca ograniczyć się do jednego, konkretnego). Był bardziej sportowcem niż chłopakiem z rancza. I choć nie bał się ubrudzić czy nie stronił od ciężkiej pracy fizycznego to miał jakieś dziwne wrażenie, że nie przypadnie do gustu opiekunom Lexy. A co gorsza to mówił po arabsku. Na szczęście jego wątpliwości nie odbiły się w żaden sposób na jego twarzy. Chyba. Raczej. Przynajmniej na to liczył, bo z drugiej strony gdyby miał się tłumaczyć z tego Lexie to poczułby się jeszcze bardziej skrępowany. A jeszcze nawet lassa na niego nie zarzuciła.
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Wto Lip 09, 2019 4:03 pm   
   <Multikonta: BM


Ranczo to był konkretny zapierdol, nawet z magią. Chociaż jak się miało do pomocy mugoli, którzy nie byli zaznajomieni z magią i uważali ją za jedną wielką bajkę, to nie można było się nią posługiwać tak często jak by się tego chciało. Dlatego dziadkowie przywykli już do ostrej pracy fizycznej i zapewne głównie ona utrzymuje ich przy doskonałym zdrowiu i sprawności. W końcu jak się wstaje codziennie o piątej, aby rano wypaść wszystkie owce, wypuścić konie na pastwisko, podać paszę treściwą, nakarmić kury, zebrać jajka, zrobić śniadanie, a potem jechać na rynek, aby sprzedać trochę wełny, jaj i pokrzyczeć na sąsiadów, którzy okazali się zdziercami i zdradzieckimi kurwami, to nie ma mowy, aby życie było nudne i jednostajne. A to tylko pierwsze pięć godzin dnia. Potem mnoży się tego jeszcze więcej, ale dziadkowie nigdy nie narzekali, zwłaszcza gdy pojawiła się pomoc w postaci braci Hamilton, Dylana i rodzeństwa Shelby. Tak więc można powiedzieć, że zdecydowanie im odeszło trochę stresu. Co prawda roboty w dalszym ciągu jest, a kłopotów, zwłaszcza finansowych mimo pomocy przybywa, ale na tym polegało życie. Chujowe z krótkimi, przyjemnymi epizodami.
- Dylan to przyjaciel, który pomaga na ranczu. Znaczy… to bardziej przyjaciel Archiego, niż mój. Dla mnie jest bardziej jak starszy, dodatkowy brat o którego nie prosiłam. Znamy się praktycznie od dzieciaka, bo jego babcia przyjaźniła się z naszą, a że każde wakacje siedział u niej, a my z Archiem siedzieliśmy na ranczu, to się zgadaliśmy.- wzruszyła ramionami, bo to przecież nic takiego. - Czasami mam wrażenie, że dziadek kocha go bardziej ode mnie.- dodała, nieco żartobliwie, chociaż jakby się tak nad tym zastanowić, to faktycznie starszy Larsson mocno przywiązał się do chłopaka, no ale czego się spodziewać, skoro ten pracuje na ranczu praktycznie przez siedem dni w tygodniu, przez dziesięć godzin dziennie, zostaje na obiady i to właśnie dziadek nauczył go wszystkiego co wie. No ale Lexa chyba pogodziła się z tą myślą i za bardzo jej ona nie przeszkadza.
Uśmiechnęła się wymownie słysząc jego słowa i wywróciła teatralnie oczami na to stwierdzenie. Rozbicie głowy, pff. Ale o ratowaniu życia to już nie wspomniał.
- Może nie wyczarowałam patronusa jak… twoja ulubiona koleżanka aurorstwa nie powiedziała tego jakoś bardzo wymownie… no dobra, może trochę. Trochę bardzo. - ale się starałam pomóc, okej? Chociaż może trzeba było cię zostawić i pozwolić na ten namiętny pocałunek z dementorem. Chcesz porozmawiać o tym przelotnym romansie? Dobrze całuje?- spytała, jakże złośliwie, uśmiechając się przy tym w nieco bezczelny sposób. Ciekawe tylko do którego romansu miała się odnieść, do tego z zakapturzonym stworem czy tego, który mógłby zaistnieć z Parkówną. Nie żeby była zazdrosna. Po prostu była ciekawa. Zainteresowana. Zafascynowana.
- Mhm. W kajdanki też cię zakuć?- spytała, unosząc wyraźnie zadowolona jeden łuk brwiowy w zaciekawionym zapytaniu. Bo wiadomo, złoczyńców się wiąże i zakuwa, więc jeżeli będzie chciał odegrać to bardzo wiarygodnie, to Lexa może się postarać. Nawet znała odpowiednie zaklęcie. Z drugiej strony to on miał strój policjanta, który założył podczas meczu z kadrą. Może powinna go pożyczyć na okres tego treningu łapania przestępców? Znaczy, co.
Uwielbiała ten moment w którym łączyła z nim usta w pocałunku. To przyjemne uczucie, które rozlewało się po jej ciele i fakt, że jej serce przyspieszało. I chociaż wolałaby dalej ciągnąć tą ciepłą, ujmującą chwilę, musiała zaproponować pewien układ. Bo wiecie, widziała go już jako gracza quidditcha, a nawet jako policjanta i chociaż z miotłą paradował na co dzień, to z chęcią wsadziłaby go na konia, aby przekonać się czy nad nim również może zapanować tak samo dobrze. Nad prawdziwym koniem of kors. Bo nad swoim to pewnie panow… znaczy nieważne.
- Nie bardzo.- odpowiedziała, z nieco rozbawionym uśmieszkiem na twarzy na wspomnienie osiołka. Widząc jego wyraz twarzy, zaśmiała się cicho pod nosem. Zmęczon, umęczon, jakby zaproponowała mu właśnie skok na bungee nad czynnym wulkanem i bez zabezpieczenia. Pokręciła głową z równym niedowierzaniem kiedy się zgodził.
- Nie przejmuj się, to nic strasznego. Najwyżej nabijesz kilka siniaków, parę krwiaków i połamiesz kilka kości. Nic, czego byś już nie przeżył dzięki lataniu na miotle.- a upadek z konia bywał o wiele przyjemniejszy niż upadek z miotły z kilkudziesięciu metrów, albo wjebanie się w trybuny. Kilkukrotnie. Może i miotła cię nie upierdoli, ale to nie po koniach Shelby nosi blizny na ciele, a właśnie po tym przeklętym przedmiocie służącym do latania. Dlatego powinien docenić fakt, że zaproponowała, że wsiądzie na niego po raz kolejny, kiedy tylko Aiden zdecyduje się wsiąść z nią na konia. To było równe poświęcenie z jej strony.
- Możemy też spróbować ogarnąć jakiegoś testrala tutaj, chociaż bardziej ufam moim koniom.- bo wiadomo, do nich ma zaufanie, zna ich zachowanie i po nich wie czego może się spodziewać, a taki testral mimo, że uchodził za łagodnego, dalej był obcym, magicznym stworzeniem, które dodatkowo latało. Na jednorożce raczej nie mieli co liczyć, a innych skrzydlatych koni w okolicy nie było, so… - Tak więc, tak. Zapraszam cię do siebie.- dodała, a kącik jej ust powędrował nieco wyżej w zadowolonym, nieco asymetrycznym uśmiechu. - Do miejsca gdzie przeżyjesz szok materialny. - bo widząc to jak żyją Ackermannowie, spodziewała się, że jeśli ten nagle pojawi się w domu z rozwalającym się dachem, na posesji z zapachem całego zwierzyńca, biegającymi pod nogami kurami i obornikiem za stajnią, może się trochę zdziwić. - Ale na szczęście brak wygód, mogą ci wynagrodzić śliczne kowbojki. - odpowiedziała, delikatnie jeżdżąc bez celu kciukiem po jego karku, aby chwilę później raz kolejny zbliżyć się do jego ust, co by się w nich zasmakować. Skoro już mieli wszystko ustalone, mogli wrócić do świętowania miesięcznicy w odpowiedni sposób.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Śro Lip 17, 2019 7:43 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  No cóż. Rzeczony Dylan został zaszufladkowany jako raczej niegroźny, ale lepiej mieć na niego oko. Aiden przecież nie był chorobliwie zazdrosny i nie zamierzał inwigilować przykładowo poczty Lexy, acz wolał wiedzieć jakie ma ona otoczenie w domu, żeby przypadkiem komuś z rozpędu nie wyjebać w pyska za uśmiechanie się i serdeczne poklepywanie Lexy. Zresztą gdyby potrzebował więcej informacji pewnie udałby się na przeszpiegi do Archiego, skoro miał to być bardziej jego przyjaciel niż jego siostry. Dlatego temat chłopaka wolał wyciszyć, skoro nie było to realne zagrożenie dla niego. Nie żeby był jakiś bardzo terytorialny a Lexę uważał za własność. Miała swój rozum, swoje potrzeby i mogła podejmować swoje decyzje. On mógł jej tylko ufać, że nie zrobi czegoś wbrew niemu. No i ufał. Zresztą Shelby była bardzo konkretną dziewczyną. Jak jej się jakiś amant by naprzykrzał to pewnie dość dosadnie by go spławiła.
  - Żartujesz? Kogokolwiek miałby kochać bardziej od ciebie? Takiej super wnuczki? Niemożliwe. - Mruknął z pełną stanowczością i wyraźnie przekonany do tego, co mówił. No bo halo, jak można było kogoś lubić ponad Lexę. Przecież ona była super. Może to nie była obiektywna ocena, noale...
  Ale w ramach kontry dla samego Dylana wszedł nieco inny temat.
  - Ulubiona... koleżanka? - Powtórzył po niej, unosząc lekko brwi, początkowo nie bardzo kontaktował o co chodzi, ale zaraz przyszło olśnienie. MinSun? O ile dobrze pamiętał to nie zwierzał się swojej dziewczynie ze swojego dawnego, chyba legendarnego crusha. To było dawno i nieprawda. Ile on miał wtedy lat? Trzynaście? A MinSun chyba z siedemnaście. To było po prostu głupie, burza hormonów i takie tam. Teraz jak się na to patrzyło z perspektywy czasu to łapał żenadę, no ale co zrobić. Ciekawe kto go sprzedał... Oh well. Najwyżej Lexa będzie mogła mu dokuczać od czasu do czasu. Tak jak on mógłby jej dokuczać w temacie Meyera. No bo musiała go lubić skoro poszła z nim na bal? No i a propos Valeriana też mógłby jej dokuczać... a nie. Jego to by zabił gdyby się dowiedział, że poszedł w całowanko z Lexą w zeszłym roku mając przy okazji pełną świadomość, jak beznadziejnie zauroczony jest dziewczyną jego NAJLEPSZY PRZYJACIEL (podobno).
  - Wyczuwam zazdrość. - Podsumował jej słowa, spoglądając na nią dość wymownie. - Nie martw się. Goły dementor nie jest w stanie mnie uwieść. - Dodał jeszcze, mimowolnie powracając do tego wysuszonego lisza, którego mieli okazję zobaczyć po tym, jak Aiden spopielił jego szmatę. Yup, tego obrazka nie da się usunąć z pamięci, chyba że się potrafiło w zaklęcia zapomnienia albo modyfikujące pamięć. Szturchnął ją też przy tym zaczepnie, no bo hej, ani MinSun ani dementor ekshibicjonista, ani też nikt inny nie mógłby się równać w jego rankingu z Lexą. Nie żeby w ogóle jakikolwiek ranking prowadził! Pokręcił lekko głową, jak gdyby chcąc odgonić ten temat i myśli, które oscylowały wokół niego.
  - Poradziłaś sobie świetnie, Lexa. - Podsumował ją, chyba chcąc faktycznie zmienić topic. Odgarnął część jej włosów za ucho i pocałował ją delikatnie w kącik ust, mrucząc przy tym słowo "dziękuję" bo przecież tego nie zrobił wtedy, w Zakazanym Lesie. A tak naprawdę, gdyby nie jej interwencja, tej nocy dostałby buziaczka od latającej szmaty a nie od niej. Bo po kissku od lisza to już chyba nikt by go nie chciał. Przez to, że byłby już trochę... nieżywy.
  Brew mu drgnęła wymownie kiedy zapytała go, czy ma go zakuć w kajdanki. Na usta wpłynął chytry, lisi uśmiech, ale on sam przemilczał ten temat. Pozostawił to pytanie bez słownej odpowiedzi, aczkolwiek miną przecież zdradził, że ten pomysł wydawał się być nawet dobrą opcją. Kwestia tylko tego, co po takim skuciu go zamierzałaby zrobić. Bo jeśli przykułaby go do filaru w szopie i poszła czytać książki czy siać rzepę to chyba średnio by mu się to spodobało. Jak to się mówiło? Czas pokaże? A on pozostawi inwencję w tej kwestii właśnie Lexie. Chciała go skuwać kajdankami to proszę bardzo. Byle nie dla jej świętego spokoju! Z drugiej strony to przecież on był ostatnio policjantem, a nie ona!
  Potrząsnął głową w lekkim rozbawieniu, kiedy usłyszał jej słowa. Kilka siniaków, parę krwiaków i kilka połamanych kości? To najpierw mu życzy, żeby uważał na siebie bo nie chce, żeby mu się coś stało, a potem świadomie chce go wsadzić w siodło po to, żeby skończył tak jak po bliskim spotkaniu z trybunami? Jakaż to z niej kochana dziewczyna.
  - Mam nadzieję, że mnie nie skrzyczysz tym razem za ewentualne kontuzje, skoro sama świadomie mnie do tego wciągasz. - Odpowiedział jej, a następnie boopnął ją w nos. Najwyżej skończy w Mungu czy innym szwedzkim odpowiedniku, co z tego? Gorzej gdyby Lisa się o tym dowiedziała bo by dorwała tego konia i przerobiła na kopytka. - No dobra, Lexa. Niech będzie. Przyjmuję twoje wyzwanie. - Potwierdził w końcu to wszystko, bo przecież to Ackermann, który był debilem i w jego historii miał tyle nierozsądnych i niebezpiecznych wyzwań i zakładów, że już chyba stracił rachubę. - Ale tutejszym testralom nie ufam. Może poczekamy na lepszą okazję. - Oznajmił. Czyli odwiedziny u Shelby. Które miał stać się faktem, bo dziewczyna potwierdziła to zaproszenie, na co on wyszczerzył się wyraźnie zadowolony, chyba w tym momencie nie myśląc nawet o tym, że będzie to także starcie z jej dziadkami. Raczej tego się nie bał. Bałby się gdyby miał coś na sumieniu. W chwili obecnej nie rozprawiał nad tym. Kiedy usłyszał jej słowa odnośnie szoku materialnego, uniósł lekko brew. Co ona myślała, że on nigdy nie był na ranchu? No w sumie to nie był. I ogólnie jeśli jeździli gdzieś na wakacje to Hans wybierał jakieś wyjebane kurorty. Ale na biwaku też był kilka razy! I na survivalu z Noelem, ale wtedy to po trzech dniach rodzice musieli wpadać i zabierać Noela do domu bo to było za dużo dla juniora, który wtedy był jeszcze większym juniorem.
  - Nie może być źle. - Stwierdził. Kurczaki to prawie jak pawie. A pawie mieli i też im biegały pod nogami! - Zresztą, te śliczne kowbojki o których mówisz... - mruknął przysuwając się bliżej jej twarzy - wystarczy mi tylko jedna. - Po tych słowach wcisnął na jej usta głęboki pocałunek, jednocześnie wplatając dłoń w jej włosy. Nie spieszył się, w końcu czasu dla siebie mieli dzisiaj sporo, a i tak rozpoczęli już to całe świętowanie z... heh, pierdolnięciem i to sążnym. Chyba, że ktoś postanowi teraz zrobić sobie wycieczkę do uciekającego pokoju, ale miał wtedy nadzieję, że ten pokój będzie wiecznie przed nim spierdalał. Tak czy siak w tym momencie nie myślał o niczym innym jak o niej. O tym jak blisko była, o tym jak dobrze smakowała i o tym, jak łatwo potrafiła samą swoją obecnością doprowadzić do tego, że jego serce tłukło się jak oszalałe w jego piersi.
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Czw Lip 18, 2019 7:47 pm   
   <Multikonta: BM


- Nieważne.- ucięła, bo chyba bez sensu dzisiaj poruszać ten temat, który i tak był przedawniony. Było, minęło, i hope so. Welp. W każdym razie, info miała od Violi, która wsypała go prawie od razu, gdy tylko się dowiedziała o akcji w Zakazanym Lesie i o tym, kto ich uratował. Co prawda wcześniej Lexa raczej nie chciała poruszać tego tematu, ale jak napatoczyła się okazja, to nie mogła nie skorzystać z otwartej furtki do przytyku. Takiego drobnego i nieszkodliwego. Nie była zazdrosna, po prostu w pewnym sensie poinformowała go, że wie o jego byłym niedoszłym crushu na starszej Parkównie. To musiał być ciekawy widok swego czasu. No ale whatever.
Jak o MinSun nie była zazdrosna, tak może powinna być o dementora, który skradł buziaczka Aidenowi przed nią. Znaczy, prawie to zrobił, widziała na własne oczy przecież. Co prawda krukon nie wyglądał na zachwyconego tym faktem, ale upiór wyjątkowo się do niego lepił. Pewnie miał przyciąganie na tego typu stwory. Brzydkie, wysuszone, zakapturzone i domagające się czułości. Chociaż z drugiej strony była jeszcze Laura. Może nie była brzydka i wysuszone, ale zdecydowanie chciała uwagi. No i odbierała chęci do czegokolwiek gdy znajdowała się obok. W sumie Lexa by się nie zdziwiła jakby ta miała jakiegoś stopnia pokrewieństwo z dementorami.
- To dobrze.- odpowiedziała. Mogła być spokojna akurat jak chodziło o zjawy. Ciężar jej spadł z serca. Może i nie były one ostatnio zbyt często spotykane, od momentu gdy zostały wygnane przez Ministerstwo, ale jak widać oni mają jakieś dziwne przyciąganie na kłopoty. Albo po prostu trzeba było nie wchodzić do tego przeklętego lasu przed którym ostrzegano ich setki razy. Mądry krukon po szkodzie? Niekoniecznie. Wystarczy, że spojrzy się na taką Strauss, która wpierdala się w największe problemy sama i wyjątkowo umyślnie. Może życie jej niemiłe. Or sth.
Uśmiechnęła się lekko na tego buziaczka i chociaż nie liczyła na słowa uznania, bo tamto stwierdzenie było jedynie kolejnym przytykiem, tak jakoś milej się jej na sercu zrobiło. Wystarczyło tylko tyle, albo raczej aż tyle. Co do kajdanek, widząc ten chytry uśmiech, dopowiedziała sobie odpowiedź. Może kiedyś będzie w stanie wykorzystać ten brak odpowiedzi na swoją korzyść. Chyba, że przez jakieś… specjalne okoliczności nigdy nie będzie im dane przejść dalej. Wiadomo, wszechświat chyba im nie za bardzo sprzyjał, zwłaszcza ostatnio. I nie tylko on. Że też nie mogli mieć normalnego związku, gdzie nie trzeba było się martwić randomowymi wlotami w trybuny, pojedynkami z śmierciożercami czy psychopatyczną matką, która nie przyjmowała „nie” jako odmowy. Tak więc jest fajnie, na pewno nikt się nie nudzi. A to dopiero miesiąc.
- Tym razem nie.- odpowiedziała, bo była jakoś dziwnie przekonana, że aż tak źle nie będzie. Zwłaszcza, że osobiście będzie czuwać nad jego bezpieczeństwem. Albo bezpieczeństwem zwierzaka, bo nie wiadomo, które z nich będzie bardziej zagrożone. Stawiała na konia.
Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na to, że przyjmuje wyzwanie, nie mogąc się go już w sumie doczekać. Jej kącik drgnął nieco wyżej słysząc jego kolejne słowa. - Tak też myślałam.- odpowiedziała. Tutejszym testralom też nie do końca ufała, nawet jeśli uchodziły za łagodne, więc zdecydowanie bardziej wolała go wsadzić na grzbiet swojego własnego, zaufanego konia. Ciekawe czy dziadkowie dalej mają tą starą szkapę, która prędzej umrze na zawał serca niż zacznie brykać. Jeżeli nie padnie przez ten rok szkolny, to z chęcią wsadzi na nią Aidena. Wtedy zdecydowanie nic się nie stanie i mogła się o to założyć stawiając na szali cały dobytek rancza. Czyli niedużo, ale jednocześnie wszystko. Znaczyło to też, że pozna dziadków. Babcię, kochaną, radosną osóbkę, która jednocześnie trzyma wszystko i wszystkich na wodzy oraz dziadka, zachowującego się jak były wojskowy, który jest nieco przewrażliwiony na punkcie jedynej wnuczki. Welp.
Uśmiechnęła się wymownie na wspomnienie jednej konkretnej kowbojki, a w następnej chwili odwzajemniała pocałunek, który miał być zwieńczeniem dzisiejszego świętowania. Zaczęło się naprawdę kiepsko, ale po wyjaśnieniu kilku rzeczy poszło już z górki. Nie musieli się martwić na razie Lisą, dopóki ta się nie dowie, że Lexa nie wypełniła jej woli. Musieli być jednak przygotowani na to, co nadchodziło, bo miała wrażenie, że to dopiero początek długiej i nieprzyjemnej wojny, którą przyjdzie im stoczyć.

/EOT
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,41 sekundy. Zapytań do SQL: 10