► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
Klasa mugoloznastwa
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3948
Wiek: 29 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lut 15, 2019 12:59 am   Klasa mugoloznastwa
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Przestronne pomieszczenie dla uczniów pragnących zdobyć wiedzę o zwyczajach niemagicznych ludzi zwanych potocznie mugolami. Wnętrze wyposażone jest w kilka urządzeń typu gniazdka kontaktowe, nieruchome fotografie, długopisy czy choćby starsze modele telefonów.
 
 
     

August Walton
Prof. Mugoloznastwa
Dołączył: 01 Paź 2018
Posty: 41
Wiek: 33 lata
Krew: pół na pół
Pupil: Szynszyla Jakub
Różdżka: Włókno z serca testrala, 14 cali, jarzębina, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, amol, mugolski środek do czyszczenia łazienki
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 28
Zielarstwo: 33
Transmutacja: 17
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 12
Wysłany: Pon Lip 08, 2019 1:36 am   
   <Multikonta: L.P.|A.V.


Przede wszystkim, nie stresować się!, pomyślał, zamykając za sobą drzwi swojego gabinetu. Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Po ostatniej lekcji Wychowania do Społeczeństwa zaczął coraz bardziej wątpić w swoje umiejętności dydaktyczne. Istniała szansa, że tym razem uczniowie się tak nie rozbrykają, bo zaplanował jako temat lekcji coś mniej zapalnego niż "pszczółki i kwiatki". Z drugiej strony pamiętał, co działo się na z pozoru niewinnych zajęciach o dobrym wychowaniu. No i tutaj był sam, bez dzielnej Raylene.
Szedł korytarzem, pod lewą pachą dzierżąc spory plik zapisanych pergaminów. W prawej ręce trzymał różdżkę, którą prowadził przed sobą lewitujący gramofon. Pod drugą pachą niósł kilka płyt gramofonowych. Gdzieś w kieszeni szaty miał też kasetę magnetofonową i płytę CD.
Westchnął, schodząc po schodach dwa piętra niżej. Jedyne, na co mógł liczyć, to na niebyt szałową reputację mugoloznawstwa. Zdawał sobie sprawę, jakie podejście do tego przedmiotu ma spora część uczniów. Zakładając, że nie przyjdą tłumy, mógł mieć nadzieję, że pojawią się tylko ci, których naprawdę będzie interesował ten temat. A dla nich przygotował coś, na czym w miarę się znał. Postanowił, że na pierwszej lekcji odkurzy nieco metody nauczania tego przedmiotu i omówi coś innego, niż zastosowanie żelazka albo budowę telefonu. Merlinie, chyba połowa dzieci w tej szkole miała w jakiejś części mugolskie pochodzenie i zasnęłaby po pierwszych dwóch zdaniach. A czystokrwistych nie zachęci w ten sposób do poznawania niemagicznego świata. O nie, on planował coś zupełnie innego. Miał szczerą nadzieję, że im się to spodoba. W końcu będą mogli popuścić wodze swojej szalonej wyobraźni.
Wszedł do klasy. Postanowił być wcześniej, by bacznie obserwować, kto pojawi się na lekcji i przygotować się na wszystkie możliwe sytuacje. Cholera, nawet wziął ze sobą rozmówki angielsko - rosyjskie. Schował gramofon i płyty za biurkiem, tak, żeby wchodzący do klasy uczniowie ich nie widzieli. Niech mają niespodziankę. Rozłożył papiery na biurku, usiadł na krześle i czekał.
Niech się dzieje.
Ale niewiele.
_________________
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 693
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, kieszonkowe bagno, talia przeklętych kart, eliksir przeczyszczający, eliksir przebudzenia, eliksir króliczych uszu
Sakiewka: 53 galeony, 3 sykle
Poziom życia: 20%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 27
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 19
Miotlarstwo: 27
Wysłany: Pon Lip 08, 2019 11:34 am   
   <Multikonta: Cassiopeia, Jimin


Ojciec zapewne łeb by jej ukręcił gdyby się dowiedział, że chodzi na zajęcia z mugoloznastwa. W końcu żeby jego czystokrwista córka próbowała wkręcić się w mugolską kulturę? Niemożebne. Tylko, że młoda Strauss już od dłuższego czasu obracała się w towarzystwie osób, których krew nie była czysta niczym polski spirytus (pozdrowienia dla Linki) także co nieco już o niemagicznym życiu wiedziała i szczerze fascynowało ją to. Czasami nawet żałowała, że nie była półkrwi bo wtedy mogłaby mieć the best of both worlds czy jak to tam śpiewała parę lat później ta Hannah Montana czy inna Miley Cyrus. Jakby nie patrzeć mugole byli dosyć pomysłowi i mieli kilka naprawdę fajnych rzeczy w swojej rzeczywistości.
Z samego rana zwlekła się ze swojego łóżka w dormitorium i odprawiwszy cały rytuał związany z poranną toaletą, skierowała się niemal od razu do klasy mugoloznastwa, bo po co komu śniadanie. Jeszcze by jej się niedobrze po nim zrobiło i wtedy stałaby się tragedia w czasie zajęć. Choć teoretycznie powinna się regularnie i zdrowo odżywiać, by wrócić do formy to jednak nie było to takie proste, a głód często można było przespać. Idealna taktyka prawda?
Tak czy siak trafiła do odpowiedniej sali i po przekroczeniu jej progu przywitała się kulturalnie z siedzącym już za biurkiem Waltonem po czym zajęła miejsce w jednej z pustych ławek. Teraz tylko postarać się nie zasnąć do rozpoczęcia zajęć i będzie naprawdę dobrze.
_________________
 
 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Wto Lip 09, 2019 12:09 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  W przypadku jego ojca to by bardzo pochwalał chęć uczestnictwa w tych zajęciach. W końcu Hans bardzo lubił mugolskie szmery-bajery, sam się woził do pracy SUVem, zamiast się teleportować. Na wakacje również pomykali autem, bo przecież teleportując się tracili tyle widoczków. I car pool karaoke by Lisa & Aiden. Ogólnie Hans do mugoli nic nie miał, uważał że byli spoko. Podobnie Aiden. Raczej interesowała go ich kultura, a zwłaszcza taki Lionel Richie i Stevie Wonder. Był dość biegły w tym niemagicznym świecie, ale wciąż pozostawało jeszcze tyle kwestii, o których nie słyszał. Stąd też jego obecność na zajęciach u profesora Waltona. Swoją drogą interesująca osoba. Nie dało mu się też odmówić sportowego zapału. Był, widział. Walton ambitny gracz, tylko trochę za stary na dalszy rozwój w tej dyscyplinie. Zmarnował się, jakby to Lisa powiedziała.
  Ackermann wstał rano, ogarnął się, przywdział ładnie, po czym skierował się do pokoju wspólnego, gdzie spotkał się z Lexą, którą miał zanieść na mugoloznawstwo. Tak też zrobił. Przerzucił ją sobie przez ramię, jak upolowaną sarenkę, a następnie wyparadował z pokoju wspólnego w kierunku schodów, by doczłapać na pierwsze piętro, do sali mugololo.
  Wlazł do środka, ze swoją zdobyczą, spojrzał na profesora i skinął mu głową.
  - Pochwalony. - Powiedział jakże uprzejmie, a następnie dotarł do Violetty, która już tutaj była i zajęła miejsce. Posadził z ostrożnością Shelby-kartofla na krześle koło Strauss, a potem sam zwinął krzesło z sąsiedniej ławki i bez pytania o zgodę prowadzącego dostawił je tak, że siedzieli przy jednej ławce w układzie Violetta-Lexa-Aiden. Chyba małe wykroczenie, miejmy nadzieję, ze profesor nie będzie się za bardzo czepiał trzech czystokrwistych w jednej ławce.
  - Cześć, Strauss. Kwitnąco wyglądasz. - Stwierdził nieco złośliwie, bo to chyba było niedługo po tym jak wypuścili ją z Munga? Wyciągnął (skądś wytrzaśnięte) pudełko fasolek wszystkich smaków i poczęstował swoją dziewczynę a także przyjaciółkę. Ba! Nawet wstał i uraczył profesora Waltona garścią fasolek, taki był z niego lizus.
  Wrócił na miejsce i nie wprowadzał już zamieszania.
  Chyba.
_________________
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 82
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Śro Lip 10, 2019 3:25 am   

Do przyjścia na tę lekcję pchnęła ją głównie ciekawość. Wychowywana przez mamę pochodzącą z mugolskej rodziny, miała styczność ze światem niemagicznym na co dzień. I to nawet takim z dwóch kultur. Mieszkała też wśród mugoli i chodziła z nimi do szkoły, więc wiedziała, z czym to się je. Kiedy dostała informację, czym będą się zajmować na zajęciach, zaintrygowało ją to i poczuła, że powinna na nie iść. No bo spójrzmy prawdzie w oczy - showbiznes rozwijał się szybko, a ona miała styczność z mugolską kulturą (a szczególnie popkulturą) tylko w czasie ferii i wakacji. Siedząc w domu i u dziadków, nadrabiała ile się dało, ale może dowie się czegoś nowego i ciekawego? Intrygowało ją również, w jaki sposób profesor Walton ma zamiar przeprowadzić te lekcje. Już sam temat był nietypowy - na wcześniejszych lekcjach omawiano elektryczność, media czy środki transportu, a to było coś innego. Po prawdzie, miała też masochistyczną ochotę zobaczyć, jak na mugolską kulturę reagują czystokrwiści czarodzieje. No taka Viola na przykład ogarniała temat, ale inni? Wśród mugoli wielu jest takich, co prychają na dobre rockowe kawałki, woląc swojskie disco. Gotowa była się założyć, że wśród czarodziejów znalazłby się ktoś, kto gotowy jest się kłócić, że Celestina Warbeck i jej kociołki pełne miłości to kanon literatury i gdzie tam do tego mugolskiej poezji.
Wyturlała się rano z łóżka i po prostej porannej toalecie wyszła z dormitorium do pokoju wspólnego, gdzie umówiła się na spotkanie z Dorianem. Przywitała się z przyjacielem i spokojnym krokiem zeszli na do Wielkiej Sali na śniadanie, z którego poszli prosto do klasy na pierwszym piętrze.
- Ciekawe, jak to będzie wyglądać. - Powiedziała do Doriana, wspinając się po schodach. - Będzie nam w ramach wykładu streszczał książki i filmy, a my będziemy musieli napisać o tym eseje? - Walton nie wyglądał na takiego, co przeprowadza zajęcia w ten sposób. Zajęcia z WdSu w założeniu były czymś trochę innym niż zwykłe lekcje, więc kwestia pozostawała nierozwiązania. Lynne przeszedł lekki wstrząs na wspomnienie ostatnich zajęć prowadzonych przez nauczyciela mugoloznawstwa i pielęgniarkę. Miała nadzieję, że profesor nie postanowi się dzisiaj na nich zemścić.
Weszli do sali. W środku był na razie tylko nauczyciel oraz Viola, Aiden i Lexa, którzy nie wiedzieć czemu postanowili usiąść razem.
- Dzień dobry, profesorze Walton! - Przywitała się Lynne od progu. Wskazała Dorianowi głową ławkę za kolegami, zadając nieme pytanie, czy pasuje mu siedzenie w tym miejscu. Uzyskawszy potwierdzenie, podeszła do stolika i posadziła się na krześle, a przyjaciel zrobił to samo.
- Cześć! - Powiedziała, machając do pozostałej trójki uczniów znajdującej się w sali. Wyciągnęła z torby zwój pergaminu i przybory do pisania, po czym rozejrzała się po klasie. Na biurku nauczyciela znajdowały się jedynie porozkładane papiery. Żadnych książek, nic. Intrygujące. Spojrzała na siedzących przed nią znajomych. Skład był na razie niewielki, ale do rozpoczęcia lekcji została jeszcze chwila.
- Mam nadzieję, że to się nie skończy jak na WdSach. - Szepnęła do Doriana. W tej szkole nigdy nic nie wiadomo, ale...można było mieć nadzieję.
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Diana Irving
Uczeń | II rok
Dołączyła: 24 Wrz 2018
Posty: 146
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Różdżka: pióro z ogona hipogryfa, 10 cali, jarzębina, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 8
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Śro Lip 10, 2019 8:42 am   
   <Multikonta: --


Mogłoby się zdawać, że Diany mugoloznawstwo nie zainteresuje, skoro miała dwóch mugoli w domu, a dzieciństwo upłynęło jej na zabawie z mugolskimi dziećmi. Tym bardziej jednak ciekawiło ją, jaką to wiedzę specjalistyczną można mieć o świecie mugoli i czy jest coś, czego nie wiedziała. W dodatku profesor Walton udowodnił w tamtym roku na zajęciach z wychowania do społeczeństwa, że ma ciekawe pomysły, więc istniało prawdopodobieństwo, że na tej lekcji też się będzie działo.
Z taką nadzieją dziewczynka popędziła do klasy mugoloznawstwa. Przywitała się z profesorem, po czym zajęła miejsce, szukając wzrokiem znajomych osób.
 
 
     

Laura Robertson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 30 Wrz 2018
Posty: 239
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Pióro dirikraka, 11', Kasztanowiec, Sztywna
Ekwipunek: miotła Świetlista Smuga
Sakiewka: 79G i 14s
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 24
Wysłany: Śro Lip 10, 2019 1:07 pm   
   <Multikonta: --


Jak zwykle nienagannie ubrana i w idealnym makijażu dostosowanym do sytuacji, pory dnia i ilości pryszczy (których za sprawą odpowiednich preparatów w magicznym świecie bardzo łatwo było się pozbyć) zdążałam do klasy mugoloznawsta. Niby profesor Walton coś tam wspominał, że na te zajęcia nie będą potrzebne ani podręczniki ani pióra, ale bez przesady, miałam przyjść na zajęcia jak na plażę? A więc mimo że niby nie było trzeba miałam ze sobą wszystko co powinien mieć wzorowy uczeń na każdej lekcji. Nawet różdżkę! Choć po co ona komu na mugoloznawstwie?

Idealnie wyprasowany mundurek mieniący się atłasową czernią uzupełniłam jedwabną białą koszulą i innymi wymaganymi elementami (jak np. krawat czy coś). Nie miałam też żadnej wyzywającej biżuterii. A w zasadzie jakby się zastanowić, to prócz szerokiej bransolety na prawym (pociętym) nadgarstku to nie miałam żadnej biżuterii. Wystarczył sam idealnie skrojony mundurek (specjalne poprawki by Madame Malkin) z nieco lepszych materiałów niż standardowe i głębokie, nie sprane kolory.

Wchodząc do sali zastałam znajomy widok. Niebiescy najlepsi! Zawsze w komplecie. No może prawie w komplecie, bo młodego Ackermanna nie było, ani Meyera, ale kto by się tam przejmował tym pałkarzykiem. No i Duni. Dziwne. Czyżby nie chodziła na Mugoloznawstwo? Czy po prostu się spóźni? To do niej niepodobne… Żeby nie było zbyt niebiesko (i’m blue daba dee daba die czy jakoś tak) to na sali była też mała Diana której oczywiście posłałam szczery uśmiech. To miłe, że młodzi nie olewają zajęć nawet, jeżeli są z innych domów czy coś. Przynajmniej choć jedna godna reprezentantka Gryfindoru.

Pomachałam Dorianowi i Lynne. Zawsze nierozłączni. Ciekawe kiedy przestaną udawać że “nic ich nie łączy prócz przyjaźni”. Bo tam było więcej niż “nic”. No i została jeszcze jedna ława… Ech… Podeszłam się przywitać - po prostu przywitać. Tak zwyczajnie, buziaczki czy coś dla moich przyjaciółek, nawet jeżeli one już nie chciały się ze mną przyjaźnić… No i wtedy zauważyłam ten błysk na palcu Lexy. Niemożliwe...

- Lexa, Twój pierścionek! Skąd go masz? Wiesz, że on jest wart jakieś 5000 funtów?! A przynajmniej taka suma widniała przy niemal identycznym w jednej z moich gazetek. Skąd u dziewczyny, która nie kryje się ze swoim pochodzeniem, od której nie śmierdzi groszem TAKA ozdóbka? Nie oskarżałam jej o nic. Mimo wszystko nie sądziłam by mogłaby go ukraść, taka nie była. No chyba że się zmieniła, a ja nawet przez ten krótki okres gdy byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami totalnie jej nie poznałam.

No i doczekałam się odpowiedzi. Prezent. Od Aidena. Spojrzałam tylko na niego. Nieco smutno. No tak. I to na serdecznym palcu. Tylko chyba nie tej ręki. Chociaż, podobno w różnych kulturach nie było to ściśle określone. Nosiło się tak jak wygodnie, tam gdzie mniej przeszkadza, byle na palcu serdecznym. Czyli się zaręczyli. No i tyle w temacie. - Prezent. Powtórzyłam powoli. - Phi, ja bym sobie mogła kupić takich z dziesięc. Po jednym na każdy palec albo coś. Prychnęłam by zamaskować smutek i odwróciwszy się odeszłam od ławki, w końcu tak i zapominając się przywitać z resztą.


Tak naprawdę nikt mi nigdy nie zrobił prezentu. No, chyba że tata, ale to się przecież nie liczy. W sumie nie ważne czy kosztował 5 000, 50 000, czy 0,5 funta takie coś byłoby dla mnie warte każde pieniądze świata. Usiadłam z przodu sali pod oknem smutna czując że powoli do oczu nabiegają mi łzy. Szybko je otarłam i wyjęłam z przyzwyczajenia książki i przybory do pisania by czymkolwiek się zająć a nie siedzieć jak jakaś miernota. Co ona miała czego nie mam ja? Przecież byłam piękna, bogata, czystokrwista, umiałam latać, byłam w drużynie i na rozkładówkach żurnali. A jednak… nie miałam tak naprawdę nikogo. Tylko tatę gdzieś na drugim końcu świata zajętego pomnażaniem majątku różnymi (bardziej, lub mniej legalnymi) sposobami, no i Zenobię, która smutno czekała w terrarium w dormitorium. Najlepsza przyjaciółka zamieniła mnie na chłopaka… w sumie ja jej nigdy nie dałam drogiego prezentu. Obiecałam tylko zniżkę na wakację- to chyba było za mało.

Walić to, trzeba skupić się na czymś ważniejszym i nie rozczulać się nad sobą. Np. na nauce. I tak w ostatnim czasie się opuściłam. To znaczy przez dodatkowe treningi indywidualne przygotowujące do meczu z nauczycielami, nie miałam siły ani czasu by na porządnie wziąć się za referat o smokach. Leżał w powijakach i coraz wyraźniej docierało do mnie, że jednak nie zdążę go skończyć. Czyli kolejna życiowa porażka. Może i dobrze że nie pojadę na żadną wycieczkę. Lepiej zostać tutaj i nadrobić jakieś zaległości. Tyle że nie miałam innych zaległości. Raczej popracować nad motywacją, bo ostatnio lekcje tak bardzo mnie nudzą. Wydaje się że trwaja wiecznie. Ciągną się i ciągną… Kiedyś było inaczej. Teraz częściej rozczulam się nad sobą niż skupiam na nauce. Tak nie może być.

Automatycznie sięgnęłam po cyrkiel i po odchyleniu bransolety wbiłam go sobie w nadgarstek nawet nie zauważając co robię. Mam nadzieję, że reszta też nie zauważyła. W sumie do innych uczniów siedziałam plecami, sama no i pod oknem więc ta ręka była zasłonięta. Ewentualnie profesor mógł coś zauważyć, ale rozchodzący się ból przywrócił mi jasność myśli i szybko zamaskowałam cały proceder. Z czystą głową i pulsującym nadgarstkiem byłam gotowa nie myśleć już o złych rzeczach, a skupić się na nauce.
_________________
 
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Śro Lip 10, 2019 6:45 pm   
   <Multikonta: BM


Zajęcia z mugoloznawstwa, co? Nie żeby sam niemagiczny świat miał być dla niej nowością, ale na pewno nie znała go jakoś specjalnie dokładnie. Oczywiście fakt, że była wychowywana w czystokrwistej rodzinie czarodziejów nie zmieniał tego, że jej matka była wielką pasjonatką mugoli i ich kultury, dlatego często zabierała ona swoje dzieci do normalnych miast, gdzie mogły zaznajomić się z mugolską muzyką, jedzeniem i zwyczajami. Ba, dodatkowo na ranczu dziadków cały czas kręcili się niemagiczni wśród których miała kilku przyjaciół, więc chcąc nie chcąc uczyła się odrobinę od nich, zwłaszcza gdy przychodzili opowiadać o nowym idolu muzycznym czy filmie na jaki chcieliby iść do kina. Bo wiedziała czym jest kino! Nawet raz w nim była.
Ogólnie dziewczyna lubiła i profesora Waltona i same zajęcia z nim, więc postanowiła się rano zebrać i pójść wraz z Aidenem na mugoloznawstwo. Szybko się ogarnęła rano i zostawiając za sobą Dunię, Laurę i Linkę, które najwyraźniej też się szykowały do wyjścia, spotkała się w pokoju wspólnym ze swoim chłopakiem. Nie miała czasu na śniadanie, ale chwyciła po drodze butelkę z wodą, co by chociaż czymś żołądek zapełnić. Skierowała się następnie do wyjścia. Widząc Aidena, jak to miała w zwyczaju, przywitała się z nim krótkim buziaczkiem i kiedy mieli już iść, straciła podłogę pod stopami. Nagle. Ackermann stwierdził, że zajebistym pomysłem będzie jeśli dosłownie zaniesie ją na mugoloznawstwo. Oczywiście słowa sprzeciwu, nawet jeśli były okraszone rozbawionym śmiechem nic nie dały, więc w końcu się mu poddała i pozwoliła ponieść jak taki worek ziemniaków do sali. Oh god. Widziała po drodze te pełne pytań spojrzenia, ale udawała, że ich nie widzi.
Kiedy dotarli w końcu do tej nieszczęsnej klasy, przywitała się z profesorem nieco rozbawionym salutem, że musiał oglądać to całe zajście, a kiedy w końcu została posadzona na krześle obok Violi, jedynie skierowała ku niej dwa słowa.
- Nie pytaj. - powiedziała, gdy Ackermann dostawiał do ławki trzecie krzesło, po czym przerzuciła na niego spojrzenie hebanowych oczu. - Następnym razem jak powiem zanieś mnie na zajęcia, potraktuj to mniej dosłownie.- odpowiedziała, wciąż się uśmiechając. God, zrobił tym jej dzień.
Ponownie skupiła swoje spojrzenie na Strauss.
- Właśnie, czujesz się już lepiej?- spytała, bo nawet jeśli wypuścili ją z Munga, to wciąż mogła być obolała czy coś. Co prawda Viola to już chyba była uodporniona na wszystko, a szpital to jej drugi dom, no ale wolała spytać i się upewnić, nawet jeśli dzieliła z nią dormitorium. Tam raczej się mijają przez większość dnia, a jak któraś wraca, to druga już zwykle śpi. Chyba muszą zrobić jakąś popijawę babską dla całej piątki. Piątki, bo od czasu pamiętnej kłótni z Laurą, sytuacja trochę przycichła, Lexa się uspokoiła, a i gwiazdka zdawała się… nieco ogarnąć. Także słowa Duni nieco uderzyły w jej sumienie, więc nawet jeśli nie pałała do Laury w dalszym ciągu przyjacielską sympatią, tak postanowiła być nieco bardziej wyrozumiała. Nieco.
Przywitała się krótkim machnięciem z Linką, która jak zwykle pojawiła się z Dorianem-to-nie-jest-mój-chłopak, jednocześnie się zastanawiając czy nie powinna zacząć robić zakładów ile czasu im zejdzie, aby się spiknąć, a potem trochę złapało ją zażenowanie jak sobie przypomniała, że gadała do chłopaka po pijaku. Miejmy nadzieję, że Campbell nie będzie tego rozpamiętywał i uzna to za zły sen.
I wtedy też pojawiła się ona. Zapewne nie zwróciłaby na nią większej uwagi, starając się w dalszym ciągu utrzymać swego rodzaju dystans, ale Laura sama zagaiła kontakt, kiedy zbliżyła się do ławki. Trochę się spięła na ten akt czułości w postaci buziaczków w policzek.
- Em, cześć Laura.- odmruknęła nieco zmieszana, bo nie wiedziała do końca jak się zachować. No ale nie będzie przecież robić scen, nie? Akurat odkręciła butelkę wody, aby się napić, kiedy usłyszała jedno, szczególne zdanie.
(…) Wiesz, że on jest wart jakieś 5000 funtów?!
Prawie się zachłysnęła. Odkasłała kilka razy wodę, odstawiając butelkę w bok. Nawet jeśli spodziewała się, że pierścionek do tanich nie należał, bo przecież wystarczyło na niego spojrzeć, aby wiedzieć, że jest z górnej półki, tak nie myślała, że ta półka będzie jebanym Mount Everest. Pięć tysięcy funtów? Jej życie chyba było tańsze. Wzrok Shelby mimowolnie przeniósł się na Ackermanna, jednak widząc jego wyraz twarzy, wróciła spojrzeniem do Laury. Wymusiła na sobie jakże przyjazny uśmiech, strącając zepchnąć w głąb myśli fakt, że ma na palcu błyskotkę, która spokojnie mogłaby wyżywić całe ranczo przez jakieś dwa do trzech miesięcy.
- To prezent. Od Aidena.- odpowiedziała, a widząc reakcję krukonki na tą informację, uniosła delikatnie jeden łuk brwiowy w zaciekawieniu. Miała wrażenie, że zaraz usłyszy, że jest z nim tylko dla pieniędzy czy coś, ale nie. Jedynie się oburzyła, twierdząc, że sama może sobie kupić takich z dziesięć. No… pewnie tak. Skoro jej ojciec jest tak bogaty, to co to dla niej pięć tysięcy. Nie zdziwiłaby się, gdyby Robertson tyle wydawała na jedną torebkę.
- To fajnie.- mruknęła jedynie, olewając przechwałki, które spływały po niej jak po kaczce. Pozdrawiamy Kaczkę w tym poście. Odprowadziła następnie dziewczynę spojrzeniem i westchnęła ciężko pod nosem. God, Laura była jak wampir energetyczny. Wystarczyła krótka rozmowa z nią, aby poczuć się zmęczonym.
- Ehhh… ta dziewczyna przyprawia mnie o ból głowy.- mruknęła, po czym poczęstowała się jedną z fasolek, na całe szczęście natrafiając na smak jabłek w karmelu, a nie jakichś śmierdzących skarpet. Tematu ceny pierścionka wolała nie poruszać, zwłaszcza nie tutaj. Wolała chwilowo udawać, że dalej nie jest świadoma faktycznej jego wartości. Jakoś tak, lżej się żyło. I nawet jeśli nie cena była ważna, a sentyment i sama deklaracja idąca za prezentem, tak trochę strach gubić coś takiego. Wtedy nawet sprzedaż jednej nerki nie pomoże.

_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Avdotya A. Grigorievna
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Kwi 2019
Posty: 241
Wiek: 16
Krew: Czysta
Pupil: Puchacz - Owl Capone; Rosyjski niebieski - Raijin
Różdżka: Cis -- Włókno z serca cerbera -- 8 cali -- Bardzo sztywna
Ekwipunek: Piniążki, różdżka, 2x Eliksir Ochrony Przed Ogniem, 1x Wywar Żywej Śmierci (słabszy), nożyk, korkociąg, zegarek, dwie puste fiolki, grubszy sznurek z drewnianą zawieszką z greckim theta w środku, skórzana bransoletka na prawej ręce z zaklęciem Homo Proprius (przyzywa różdżkę do ręki);
Sakiewka: Bieda.
Genetyka: wężousta
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 36
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10 (+2)
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lip 11, 2019 12:14 am   
   <Multikonta: Mildred Hamilton


- ...Niet! Niet niet niet! - rozległo się nagle zawodzenie rosyjskiego dealera spirytusu wyjątkowo w towarzystwie jakiegoś dzieciaka, chyba Gryfona, chyba 12 level czy coś koło tego. I to nie była Diana. Ot, jakiś random - Manga to TEŻ literatura. Ty wiesz, że takie JoJo jest normalnie wystawiane w Luvrze? Idziesz, po lewej Mona Lisa, po prawej jakaś Dama z gronostajem, a na przeciwko kadry z mangi! - kontynuowała tłumacząc jak jakaś nawiedzona wszystko młodemu, wyjątkowo przy tym gestykulując. Na przywitania jeszcze przecież przyjdzie czas. A dzieciak z kolei chyba słuchał, bo wlazł w jakąś ławkę. Nah, duży chłopiec, przeżyje. Ale czy na tyle duży, by pojąć to, co Dunia mu tłumaczyła z nietypową dla niej pasją? Westchnęła cicho nie mając jak tego obecnie ocenić, po czym klepnęła niewiele niższego chłopaka w ramię. - Kiedyś zrozumiesz. Kiedyś... - mruknęła z pewną wiarą, a następnie klepnęła go w plecy. Niech idzie, lekcja skończona, czas zacząć tę pod przywództwem pana Waltona. Na niego też w pierwszej kolejności zwróciła spojrzenie.
- Konnichiwa... ? - mruknęła niepewnie, bo w sumie to nie wiedziała, która jest godzina. Well... whatever. Co? Że rozmówki angielsko-rosyjskie? Ups, nie wiedziała. Podeszła do nietypowej formacji z typową krukońską gromadą przy rzuconym "bo trzeba" - Priviet, priviet... - przewleczone salutowaniem w stronę każdego z tej trójki. Z czym na Lexie zatrzymała wzrok na dłużej. - Ładny pierścionek, nie zapomnijcie o mnie jak zaczniecie słać zaproszenia na ślub. - rzuciła uśmiechając się delikatnie, może trochę wrednie. Bo to, że sobie ze sobą byli, to wiedział cały Hogwart już pewnie. Ale na "hehe ślub byndzie, potańczymy do Zenka" to już różni ludzie różnie odbierają. Odwróciła się szukając... Czegoś. Znaczy kogoś. Znaczy obu tych rzeczy na raz tak na prawdę, jednak nigdzie nie widziała Archiego. Szkoda. Ale Dunia była dużą dziewczynką, wiadomo. Rozejrzała się po ławkach kręcąc trochę nosem. No bo ładować się jako czwarta osoba do dwóosobowej ławki to nie bardzo chciała, a reszta... - Hmm... - mruknęła rozważając iście szalony pomysł. Dunia lubiła szalone pomysły, ale to już był trochę masochizm. - Dawno nie bawiłam się w dobrego samarytanina... Jak po tych zajęciach skoczę z Wieży Astronomicznej: chcę mahoniową trumnę. A jak nie to mnie spalcie i wyślijcie do Tokio. - rzuciła do towarzyszy, od których nie zdążyła się oddalić. Jeszcze. Znaczy już w sumie tak, bo w raz z tymi słowami zaczęła swój pochód w kierunku Laury - i tak chciała z nią zamienić słówko, i tak miała zrobić... Coś. Jeszcze tylko nie wiedziała, co. I to był dopiero problem. Sigh... Zmiękła. Definitywnie zmiękła odkąd opuściła Dumstrang. Może to dobrze, może nie. Żeby jej się to tylko nie odbiło znowu czkawką. Nawet nie pytała, czy miejsce obok niej jest wolne. Bo pewnie jest. Po prostu odsunęła sobie krzesło i usiadła rzucając torbę pod ławkę. Znaczy delikatnie, kurde, miała tam Raijina, który na moment wychynął z torby, rozejrzał się i wrócił spać. Tymczasem Rosjanka zasalutowała Laurze tak jak wszystkim innym, tyle że nie racząc jej rodzimym językiem. Mniej rodzimym też nie.
- Mam nadzieje, że znajdziesz po tym zajęciach pięć minut w swoim napiętym grafiku, bo chciałam porozmawiać. A tymczasem trochę ci poprzeszkadzam tylko w słuchaniu profesora Waltona. Poczęstowałabym popcornem, ale tym razem nie wzięłam. Mea culpa, czy coś... - wzruszyła ramionami. Była gotowa na wszystko. Była też gotowa na to, że będzie musiała mówić niemiłe rzeczy, ale... W sumie to skoro razem piły i nie popłakała się przy pijanej Krukone, to może Laura była przygotowana mentalnie również na trzeźwą Dunię?
We will see...
_________________

Owl Capone x Raijin x Relacje x Akta x Theme x Senbonzakura
Forget the risk and take the fallIf it's what you want then it's worth it all...



 
 
     

William S. Fitzgerald
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 11 Maj 2019
Posty: 69
Wiek: 17 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz Ulisses
Różdżka: kieł cerbera | 12,5 cala | sykomora | sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 3
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 7
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 28
Wysłany: Czw Lip 11, 2019 2:25 am   
   <Multikonta: DC | RC | RV


  Potrafił bez trudu wyobrazić sobie reakcję swoich czystokrwistych i do bólu konserwatywnych w poglądach rodziców na wieść, że bierze udział w zajęciach z mugoloznawstwa. W końcu ich zdaniem identyfikowanie w jakikolwiek sposób z niemagicznymi było wręcz uwłaczające dla kogoś jego pochodzenia i statusu; Will zdecydowanie nie podzielał tego zdania (nic nowego, w bardzo wielu kwestiach się z nimi nie zgadzał) – może od razu nie pałał jakąś wielką miłością do mugoli i mugolaków, bo siłą woli część poglądów – wpajanych mu, było nie było, przez całe życie – rodzicieli jednak przejął, ale też nie prychał i nie kręcił nosem na wszystko co mugolskie jak typowy pureblood. Ba! Uważał nawet, że niemagiczni mają chociażby całkiem niezłe zaplecze muzyczne i mogą się pochwalić co najmniej kilkoma dobrymi kawałkami; reszta ich kultury interesowała go tak pi razy drzwi, a mimo to zdecydował się na uczestnictwo w zajęciach, które miały o niej traktować, choć nie zostało sprecyzowane o czym dokładnie. Współczesne dzieła kultury to jakby nie spojrzeć dość szerokie pojęcie. Można jednak powiedzieć, że bardziej kierowała nim zwyczajna przekora względem rodziców niźli faktyczna chęć poszerzenia swojej skromnej wiedzy na temat świata mugoli.
  Fitzgerald, jak zwykle, zwlekł się z łóżka dość wcześnie, żeby mieć wystarczająco dużo czasu na swoją poranną rutynę w postaci dziennej dawki ćwiczeń dla utrzymania odpowiedniej kondycji, potem oczywiście obowiązkowy prysznic, zmiana dresów na bardziej adekwatną na zajęcia szkolną szatę (z zachowaniem odpowiedniego stopnia niechlujności, wizerunek wszak należało utrzymać) i pożywne śniadanie. Odhaczywszy wszystkie te pozycje, rudzielec mógł w końcu skierować się na pierwsze piętro, gdzie mieściła się klasa mugoloznawstwa.
  — Profesorze — odezwał się po wejściu do sali skinąwszy przy tym lekko głową w kierunku Waltona, po czym zwrócił ciemnobrązowe oczy na zgromadzonych w klasie uczniów, nie czując się absolutnie zaskoczonym, że największą frekwencją wykazała się znów ekipa krukońska, których barwy zdecydowanie dominowały; w sumie poza uczniami z Ravenclawu przedstawicieli innych Domów praktycznie nie było poza kilkoma wyjątkami, w tym pod jego postacią, acz akurat niska popularność tych zajęć wśród ludzi z Domu Węża nie była specjalnie zaskakująca. William ruszył wzdłuż rzędu ławek, po drodze salutując w kierunku Grigorievny zajmującej miejsce w jednej z pierwszych ławek z… Robertson, co skwitował nieznacznym uniesieniem jednego łuku brwiowego. Mało kto chyba dobrowolnie chciał siadać z krukońską gwiazdeczką, a nie wyglądało, żeby ktoś Dunię do tego przymusił czy coś… Bądź co bądź, wnikać nie miał zamiaru, toteż nie zatrzymawszy się nawet na moment, udał się po prostu dalej, przystając dopiero przy ławce zajętej przez trójkę Krukonów w kolejności – począwszy od przejścia – Ackermann, Shelby i Strauss, którym również zasalutował na powitanie.
  — No no no, naczelna para Hogwartu stała się jeszcze bardziej naczelna widzę — rzucił poruszywszy przy tym nieco wymownie brwiami, gdy dostrzegł błyskotkę na palcu Lexy. No ładnie. I pomyśleć, że jeszcze nie dalej jak miesiąc temu miał absolutny polew z tego, jak wokół siebie krążyli nie zauważając oczywistych oczywistości, a teraz proszę jakie rzeczy się dzieją. — To… kiedy mam się spodziewać zaproszenia na ślub? — Błysnął zębami w szelmowskim uśmieszku, zajmując przy tym miejsce przy ławce przed nimi i obracając krzesło tak, żeby jednocześnie mieć widok na Krukonów i nauczyciela. Rozważał wprawdzie wciśnięcie się do nich, ale czwarta osoba w jednej ławce to chyba byłby już trochę tłok. Położył łokieć jednej ręki na oparciu, a drugą sięgnął w kierunku pudełka z fasolkami wszystkich smaków by się poczęstować, oczywiście nie zapytawszy wcześniej o pozwolenie. Następnie wrzucił sobie jedną z fasolek do ust i ją rozgryzł. Szpinak. Cóż, bez szału, ale zawsze mogło mu się trafić gorzej, prawda?
 
 
     

Chiara Harlow
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 28 Maj 2019
Posty: 116
Wiek: 16 lat;
Krew: Półkrwi;
Pupil: Dwa koty Maine Coon - Midnight & Tempest, Sowa Śnieżna - Patch; Puszek Pigmejski - Nora; Nietoperz - Bishop; Myszoskoczek - Bob.
Różdżka: heban, 9 cali, giętka, pióro memortka;
Ekwipunek: nie wiem
Sakiewka: 0g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Czw Lip 11, 2019 12:10 pm   
   <Multikonta: Kross.


Mugoloznawstwo. Z kulturą mugoli była bardzo dobrze zaznajomiona, bądź co bądź jej mama była całkowicie niemagiczna. To znaczy - potrafiła wyczarować, mugolskimi sposobami, przepyszną tartę z białą czekoladą (szwajcarską, rzecz jasna), jednak jeśli chodziło o wymachiwanie różdżką to... nie jej bajka. Za to potrafiła zwinnie posługiwać się skalpelem! Oraz innymi medycznymi narzędziami, których nazw nie będziemy wymieniać. Jakby nie było - Harlow chciała przyjść na te zajęcia, bo uważała profesora Waltona za bardzo ciekawą i zabawną postać, która niechybnie będzie mogła zaskoczyć ją nowinkami ze świata niemagicznego, o których nie miała pojęcia. A jeśli będą bazować na materiale, który był już jej znany, to na pewno w nietuzinkowy sposób. Lubiła te zajęcia i żałowała, że odbywają się tak rzadko, stąd też postanowienie, że nie może się absolutnie na nie spóźnić.
Połowę poprzedniej nocy spędziła w kuchni, w towarzystwie skrzatów. Mieszała, ubijała, przelewała, odmierzała. Jednym słowem - robiła ciasto. Nie byle jakie ciasto, bo słynny torcik truskawkowy ChiChi. Postanowienie było konkretne - w końcu poczęstować Violettę i Lexę, no bo ile to razy już im obiecała, że da im do spróbowania tego konkretnego ciasta? I ile razy kończyło się to tak, że deser znikał z blachy zanim w ogóle zdążyła spotkać się z Krukonkami? Dlatego musiała zrobić aż trzy porcje. Jedna została w kuchni, by skrzaty mogły się poczęstować, jedną wyniosła do pokoju wspólnego Puchonów do użytku ogólnego, a trzecia spoczywała w chłodnym pomieszczeniu aż do chwili poprzedzającej zajęcia.
Harlow weszła do kuchni, przywitała się ze skrzatami, które podziękowały za ciasto, a następnie zabrała ostatnią, nietkniętą blaszkę, kilka serwetek i sztućców, a następnie ruszyła na pierwsze piętro, do klasy profesora Waltona. Wkroczyła do niej niespiesznie, z ostrożnością balansując blachą ułożoną na lewej dłoni, po czym spojrzała na nauczyciela.
Dzień dobry! Mam nadzieję, że nie będzie się pan gniewał o to, że przyniosłam drobny poczęstunek? — Zapytała, podchodząc bliżej jego biurka. — Chciałby pan może spróbować? — Niezależnie od odpowiedzi profesora pokroiła ów truskawkowy torcik, przełożyła go na serwetkę i podsunęła mu, w towarzystwie widelczyka. Odwróciła się w stronę drugiej części pomieszczenia, poprzedzając to głębokim wdechem na uspokojenie. Na szczęście okazało się, że znaczną część tu obecnych znała i to dość dobrze. William siedzący przez trójką Krukonów - mamą Violettą, Lexą i Aidenem. Była też Lynne, z którą miała okazję zamienić kilka słów, w towarzystwie swojego chłopaka (chyba) Doriana. Diana, którą poznała na meczu kadry przeciwko uczniom. No i Dunia wraz z tą dziewczyną, której zawsze wszędzie było pełno i błyszczała najjaśniej pośród tłumów.
Cześć wam! — Powiedziała z uśmiechem, po czym podeszła do ławki, przy której siedział William. — Mogę? — Postawiła blaszkę na blacie stolika, po czym spojrzała na Krukonów. — To chyba już ten czas. W końcu udało mi się donieść to ciasto do was. — I nikt jej nie odgryzł blachy wraz z ręką po drodze. — Zrobiłam wam nieco ulepszoną wersję, bo biszkopt polany jest białą czekoladą. — Wiadomo skąd ta czekolada. Zaraz zabrała się do krojenia i przekazała kawałki mamie, Lexie oraz Aidenowi. Przeniosła spojrzenie na Ślizgona jak gdyby w niemym zapytaniu czy on też będzie chciał spróbować.Tak czy inaczej - nałożyła mu porcję i przekazała. Powędrowała dalej, by rozdawać przygotowane wcześniej kawałki. Dorian z Lynne, następnie Diana, a potem podeszła do Duni i jej też wręczyła porcję. Zawahała się przy Laurze, a to nie dlatego, że jej nie lubiła. Nie o to chodziło. Po pierwsze - wyglądała na taką, która nie je byle czego (a wszyscy wiemy, że Chiara uważała swoje wypieki za byle co), a po drugie to tak na dobrą sprawę nie znała jej. Niemniej po chwili postawiła przed nią kawałek ciasta i widelczyk.
Smacznego... — Przyciszony ton głosu informował, że Chiara zwyczajnie się wstydzi dziewczyny lub samego faktu, że jej nie znała.
Kiedy już wszyscy dostali swoją porcję, wcisnęła się na ławkę przy biurku, na którym pozostawiła blaszkę. Przysiadła się do Williama. Sama! Wiadomo, gdyby to był Vincent to by usiadła po drugiej stronie sali albo w ogóle przeniosłaby biurko z ławką na inne piętro, ale Ślizgon wydawał się być w porządku, pomimo tego klepania jej po ramieniu. Z zaskoczenia! Mało wtedy nie umarła z przerażenia! Jednak potem, w miarę rozwoju imprezy i przejścia wspólnie przez parę piosenek, przekonała się do Williama i jego poklepywania.
Korzystając jeszcze z chwili przerwy przed zajęciami, odwróciła się w stronę Krukonów, pewnie żeby skontrolować czy jedzą i się nie krzywią. Dostrzegła, jak wszyscy zresztą, nową błyskotkę na palcu przyjaciółki. Zmarszczyła delikatnie czoło, przez chwilę wyglądając na poważnie skonsternowaną, bo zaczęła się zastanawiać czy Lexa mogłaby w ogóle pominąć ją w informowaniu o tak ważnym aspekcie jakim byłyby oświadczyny. Na pewno by jej nie pominęła! Fakt faktem, że o tym, że związała się z Aidenem dowiedziała się OSTATNIA, niemniej była przekonana, że przy takiej zmianie jaką było zaręczenie się z nim nie odwlekałaby poinformowania jej.
Bardzo ładny. Taki delikatny. — Przyznała, odrywając wzrok od błyskotki i przenosząc go na właścicielkę. — Czyli zakładam, że miesięcznica się udała? — Zapytała, uśmiechając się leciutko. Little did she know... Chyba powinna kiedyś wyciągnąć Lexę na zwierzenie, oczywiście z jej strony, bo sama Chiara wiodła dość nudne życie i nie miała co opowiadać. Za to chętnie posłuchałaby co się działo u Shelby, tym bardziej, że ostatnio jakoś nie miały dla siebie czasu.
_________________



The moon is rising
I can feel the light, see the sunlight burn all those who follow false hope. Chosen of the moon, silver blade is drawn to those who follow blindly.
 
     

Laura Robertson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 30 Wrz 2018
Posty: 239
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Pióro dirikraka, 11', Kasztanowiec, Sztywna
Ekwipunek: miotła Świetlista Smuga
Sakiewka: 79G i 14s
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 24
Wysłany: Czw Lip 11, 2019 3:10 pm   
   <Multikonta: --


Prawie nieobecnym wzrokiem odwróciłam głowę w kierunku Duni, która nagle wyrosła obok mojej ławki. Wiedziałam że przyjdzie. Kruki zawsze się wszystkie zlatują gdy wyczują padlinę. Znaczy co? Lekcje, gdy wyczują lekcje. Otrząsnęłam się i uśmiechnęłam przytulając i dając 3 buziaczki gdy przyjaciółka usiadła obok.
- Witaj maleństwo, już myślałam że się spóźnisz, ale chyba profesor Walton znowu przyciął komara. A podobno takie rzeczy tylko na Historii Magii się zdarzają. Zaśmiałam się i spojrzałam na zegarek. No tak, minuta po ustalonej godzinie. - Dla Ciebie zawsze znajdę czas niedźwiadku. Ja jestem dobrą przyjaciółką, nie to co niektórzy. Swoją drogą przychodzenie z jedzeniem na zajęcia jest niestosowne i uwłacza godności tej placówki edukacyjnej. Uważaj z tym popcornem, bo jakiś nauczyciel w końcu mógłby Cię za to wyrzucić z sali, a tego byśmy nie chciały.

Nawet nie skończyłam mówić, gdy zmaterializowała się kolejna wygłodniała uczennica z jedzeniem - ChiChi. Skrzywiłam się na niesiony przez nią pakunek i wywróciłam oczami. No świetnie, lepszego antyprzykładu nie dało się znaleźć. Może na zielarstwo ktoś by z jakimś ogórkiem czy kabaczkiem przyszedł - bo też zielone. Tyle że zamiast sadzić by to zjadał. Znaleźliby się w tej szkole tacy agenci. Gdy puchonka częstowała wszystkich skrzyżowałam ramiona na piersi. Coś chyba jej zaświtało w tej żółtej główce, bo chwilkę się zawahała, ale w końcu i tak postawiła przede mną talerz.

- Słuchaj złotko, to są zajęcia z mugoloznawstwa, a nie z domowych wypieków, chyba pomyliłaś klasy albo godziny. Poza tym nie ważne, ja nie jem takich rzeczy. To są tylko puste kalorie. Muszę dbać o linię. Do tego nie lubię czekolady. Możesz więc to zabrać. Jednym palcem odsunęłam od siebie podany talerzyk.

Gdybym chciała być niemiła to bym rzuciła Jej tym talerzykiem w twarz. Ale przecież ja byłam miła. Zawsze. Dla wszystkich… A to że czasami wszyscy w koło mnie irytowali (a raczej tylko czasami tego nie robili), to już inna bajka. Potrafiłam panować nad sobą. Mogliby się ode mnie uczyć czy coś. Gdybym była miła, ale mniej miła niż jestem, ale bardziej niż gdybym była nie miła, to bym wzięła talerzyk i razem z zawartością wyrzuciła do śmieci. W końcu teraz miała się zacząć lekcja, nie czas na przerwy śniadaniowe, lunchowe czy jakieś podwieczorki. No ale byłam miła. Naprawdę miła. Więc po prostu odsunęłam talerzyk i łagodnie wyraziłam swoją opinię.
_________________
 
 
     

Avdotya A. Grigorievna
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Kwi 2019
Posty: 241
Wiek: 16
Krew: Czysta
Pupil: Puchacz - Owl Capone; Rosyjski niebieski - Raijin
Różdżka: Cis -- Włókno z serca cerbera -- 8 cali -- Bardzo sztywna
Ekwipunek: Piniążki, różdżka, 2x Eliksir Ochrony Przed Ogniem, 1x Wywar Żywej Śmierci (słabszy), nożyk, korkociąg, zegarek, dwie puste fiolki, grubszy sznurek z drewnianą zawieszką z greckim theta w środku, skórzana bransoletka na prawej ręce z zaklęciem Homo Proprius (przyzywa różdżkę do ręki);
Sakiewka: Bieda.
Genetyka: wężousta
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 36
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10 (+2)
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lip 11, 2019 4:08 pm   
   <Multikonta: Mildred Hamilton


Co? Dunia spóźnić? Znaczy mogła, jasne, ale z reguły tego unikała. Były z tego później problemy, a jako osoba raczej unikająca rzucania się w oczy, wolała przyjść wcześniej. Tylko tym razem miała obywatelski obowiązek do spełnienia no i kurde tak wyszło. Wzruszyła więc ramionami nie bardzo chcąc się tłumaczyć ze swojego wejścia "na styk".
- A co nie uwłacza? - zapytała unosząc brew, chociaż tym razem zostało to okraszone delikatnym uśmiechem - Sama panna Winchester stwierdziła ostatnio, że dobrze jest zadbać o atmosferę. - rozłożyła ręce. Nothing she can do with that. - Mugoloznastwo też nie jest... Super poważnym przedmiotem, więc może profesor się nie obrazi. Zwłaszcza, jeśli przyniesiemy na lekcję mugolskie dobra... kashira? - dokończyła spoglądając na profesora Waltona oczekując od niego jakiegoś stanowiska w tej sprawie. No bo hej, WDS nie rozwaliła popcornem. WDS rozwaliła swoim słowiańskim temperamentem, do którego Dragan wysypał tonę węgla.
Laura chyba nie miała jakiś szczególnie wielkich planów, skoro nie sprawdzała w kalendarzyku, czy aby na pewno da radę udzielić Duni audiencji. Że jest dobrą przyjaciółką... Well... We will see. Kiedyś. Nie bardzo chciało jej się reagować na kolejne picie do Lexy. Jak nie będzie jej tej nienawiści w żaden sposób podlewać to może w końcu zwiędnie i będzie zajebiście.
Jak o żarciu zaś mowa - Chi-chan nie zamierzała zawieść! Nic więc dziwnego że wyłapała nie tylko postać Puchonki ale też dobra, jakie przyniosła. Ciasto... Z czekoladą... Z TĄ czekoladą? O mamusiu! Żeby tylko Robertson nie zadziałała na Charlow jak jakiś straszak, bo by jej się zrobiło przykro.
- Kansha! - rzuciła patrząc na łakocie z pewnym błyskiem w oku. Tyle wygrać. I w sumie wygrała nawet więcej - przewróciła oczami słuchając monologu Krukonki. No tak, czego mogła się po niej spodziewać? To... Nie, bycie miłym nie polega na tym, na czym wydawało się blondynce. Wzięła głębszy wdech tylko po to, by wydać werdykt:
- Baaaaaaka, Lau-chan. - stwierdziła sprzedając Laurze pstryczka w nos. Że co, że to jakaś tam przemoc czy naruszanie jej przestrzeni osobistej? Nie łaskocze jej przecież odpaloną chainsaw kataną. No i są przyjaciółkami, right? Sama ją tak nazwała, a w takim wypadku korzystała z przywilejów. - Wyciągnij przysłowiowego kija z tyłka. Bycie aż tak poważnym źle wpływa na cerę. - stwierdziła spokojnie, dalej uśmiechając się na myśl o słodkościach, jakie ją czekają. Bo tak - jak tylko Laura, heretyk gardzący czekoladą, odepchnęła talerzyk - Dunia automatycznie przyciągnęła go do siebie.
- Z chęcią zaopiekuję się jej częścią. - jej uśmiech mimowolnie powiększył się. Nie tylko ze względu na dobra oblane szwajcarską czekoladą, ale też żeby nieco poprawić Chi humor po zruganiu przez Robertson. To.. Będzie ciężki przypadek.
- Daj znać jak jednak zmienisz zdanie. Jej wyroby są obłędne. - rzuciła jeszcze do Laury. Chi faktycznie robiła dobrą robotę. Może nawet Kurkonka przekonałaby się do czekolady w tym wydaniu? Wierzyła, że może się to stać, ale uszczęśliwiać na siłę łakociami jej nie zamierzała. Więcej dla Duns, tak? - I musisz popracować nad byciem milszą. Z takim podejściem będziesz nie bardziej lubiana niż Filtch. - dodała jako przestrogę, zaś spojrzenie Rosjanki na moment spoważniało. Ona wiedziała, co czeka woźnego. Laura nie chciała znaleźć się na tym samym poziomie w tier liście, co on. Mogła jej wierzyć. No i znów - wzrok Krukonki przeniósł się na Charlow.
- Gdzie zgubiłaś Archiego? - zapytała wracając do swojej rozpromienionej miny sprzed chwili, zaś w jej torbie powstało małe poruszenie. Raijin wyjrzał ożywiony z torby, postawił nawet jedną łapkę na płytkach po czym zaczął rozglądać się po sali. Z chyba marnym skutkiem, po zaraz po tym miauknął smutno i zaczepił pazurkami o nogę Duni. No ale hej - kolegowali się, tak? I dogadywali. I... I... No, pewnie była dla niego większą koleżanką niż Avdotya, no bo w sumie niby czemu nie. Wydawało jej się naturalne, że pewnie wie, gdzie jest. No bo w sali na zajęciach go nie widziała. A ten... No... Była ciekawa, that's all.
_________________

Owl Capone x Raijin x Relacje x Akta x Theme x Senbonzakura
Forget the risk and take the fallIf it's what you want then it's worth it all...



 
 
     

August Walton
Prof. Mugoloznastwa
Dołączył: 01 Paź 2018
Posty: 41
Wiek: 33 lata
Krew: pół na pół
Pupil: Szynszyla Jakub
Różdżka: Włókno z serca testrala, 14 cali, jarzębina, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, amol, mugolski środek do czyszczenia łazienki
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 28
Zielarstwo: 33
Transmutacja: 17
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 12
Wysłany: Pią Lip 12, 2019 3:57 am   
   <Multikonta: L.P.|A.V.


Jako pierwsza w sali pojawiła się Violetta Strauss, którą zapamiętał z poprzednich zajęć. Zapadła mu też mocno w pamięć po meczu Quidditcha, gdzie grała na tej samej pozycji co on, tylko w przeciwnej drużynie. Po dłuższej chwili pojawił się Aiden Ackermann, niosący przez ramię Lexę Shelby. Rozsiedli się w tej samej ławce co panna Strauss. August uznał, że nie będzie się odzywał - dopóki siedzą razem i nie roznoszą klasy, wszystko jest w porządku. Chłopak poczęstował go nawet fasolkami wszystkich smaków. Walton podziękował i przyjął garstkę. Wrzucił sobie jedną do ust, odpowiadając przy okazji na powitanie panny Patterson i pana Campbella. Hmmm...to zdecydowanie były ziemniaki. W końcu pojawiła się też reprezentantka innego domu - urocza Diana Irving, którą pamiętał z pierwszej lekcji WdS. Odważne dziewczę - ciekawe, czy słyszała, co działo się na zajęciach w tym roku.
Chwilę po niej w klasie pojawiła się Laura Robertson. August lekko drgnął. Dziewczyna przywitała się z nim, po czym podeszła do rówieśników. Po chwili był świadkiem zajścia, które, po pierwsze, zwróciło jego uwagę na dłoń panny Shelby, a po drugie rozjaśniło mu to, co podejrzewał od poprzednich zajęć. Zbyt długo siedział w show-biznesie, wśród tych wszystkich gwiazd i celebrytów, żeby nie wyczuć dramy na odległość. Młodsza z Krukonek usiadła sama w ławce i zaczęła przygotowywać się do lekcji. Zza drzwi zaczęły dobiegać głosy kolejnych osób, z których wywnioskował, że zbliżają się kolejni uczestnicy zajęć. Kątem oka dostrzegł ruch Laury i poczuł, że robi mu się zimno. Nie, to pewnie było przywidzenie.
Pojawiało się coraz więcej osób - przybyli panna Grigorievna, a chwilę po niej pan Fitzgerald. Nie spodziewał się szczególnego zainteresowania lekcją ze strony uczniów ze Slytherinu. Chłopak sprawiał jednak wrażenie sensownego, więc...to całkiem ciekawy przypadek. Przywitał się z obojgiem. Każde z nich podeszło do pary Krukonów i odniosło się do pierścionka, który zdobił palec panny Shelby. Cosik przedwcześnie, ale...z miłości robi się szalone rzeczy. On to wiedział doskonale.
- Pozwolę sobie zadać pytanie - czy przedwcześnie na gratulacje, czy jednak rzeczywiście zmieniają państwo w najbliższym czasie status związku? - Zagadnął z uśmiechem Aidena i Lexę.
Zaraz potem drzwi otworzyły się i weszła przez nie Chiara Harlow, taszcząc ze sobą ciasto, sztućce i serwetki.
- Nie będę się gniewał, panno Harlow. - Odpowiedział Puchonce, która podeszła do jego biurka i grzecznie się z nim przywitała. - Zwłaszcza, że wykazała się pani bardzo dobrymi manierami i przyniosła poczęstunek dla wszystkich oraz zadbała o to, żebyśmy zjedli w czystości.
Dziewczyna podsunęła mu kawałek wypieku, który August powąchał.
- Mmm...truskawki... - rozmarzył się cichutko. Uwielbiał czerwone owoce.
Chiara rozdała ciasto wszystkim w sali. Atmosfera zrobiła się całkiem przyjemna, może do momentu, w którym Laura pogardziła słodyczami. Na szczęście siedząca obok niej panna Grigorievna zajęła się sprawą i August odrobinę odetchnął z ulgą.
Rozejrzał się po klasie. Krukoni zdecydowanie dominowali swoją obecnością, ale nie dziwiło go to - w końcu to oni znani byli jako ci pilni uczniowie, łaknący wszelkiej wiedzy. No dobrze, może akurat ta ekipa stała trochę obok niektórych stereotypów, ale...

TAK SIEDZĄ UCZNIOWIE W KLASIE (szkic poglądowy by August Walton, coby się nie okazało, że siedzicie sobie na głowach)

Spojrzał na zegarek. Było już kilka minut po ustalonej godzinie rozpoczęcia zajęć, ale znał uczniów wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że i tak może pojawić się jeszcze paru spóźnialskich. No nic, pora zaczynać. Wziął głęboki oddech, wstał, poprawił szatę i wyszedł przed klasę.
- Moi drodzy, nie przedłużając - witam was na lekcji mugoloznawstwa! - Rozłożył ręce w powitalnym geście. - Cieszę się, że przybyliście na dzisiejsze zajęcia w całkiem licznym gronie i mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego, co dla was dzisiaj przygotowałem. - Bo jeśli nie, to może być ciężko. - Z moich informacji oraz własnych doświadczeń ze szkoły, do której chodziłem, wynika, że na przeciętnych zajęciach z tego przedmiotu omawia się działanie wtyczek elektrycznych czy znaczenia telewizji dla mugoli. - Odetchnął i uśmiechnął się lekko na wspomnienie zajęć w Ilvermorny. - Uznałem jednak, że aby zainteresować was tą dziedziną, zacznę od czegoś, co może być wam bliskie bez względu na to, z jakich środowisk pochodzicie czy w jakich krajach dorastaliście. - Najchętniej zapytałby ich wprost, które z nich ma niemagicznego rodzica lub rodziców. Wiedział jednak, że w tych czasach może to być wrażliwy temat, a nie chciał rzucać sam sobie kłód pod nogi. Ani, o zgrozo, narazić nikogo na jakieś nieprzyjemne sytuacje. Wyjdzie w praniu. - Mianowicie - kultura. Wielu uznaje ją za najwspanialszy wytwór ludzkości, ba! Wśród badaczy mówi się, że jedną z cech, która odróżnia człowieka rozumnego od jego przodków jest abstrakcyjne myślenie. - I cyk, trochę wiedzy przemycone. - A kultura w pewnym sensie się na tym opiera. Zarówno ta magiczna, jak i ta niemagiczna. Chciałbym dzisiaj skupić się na jednej z jej dziedzin, mianowicie na tak zwanej kulturze duchowej. Chociaż, może bez religii. - Dodał szybko. - Chciałbym, żebyście wymienili mi rodzaje, aspekty, jakkolwiek tego nie nazwać, kultury duchowej. Oraz, jeśli jesteście w stanie, podajcie mi przykłady związane ze światem zarówno magicznym, jak i niemagicznym. Ja będę notował. Byłoby świetnie, gdyby każde z was się wypowiedziało. Jeśli ktoś opisze już dany aspekt - nie krępujcie się, po prostu podajcie jakieś przykłady. - Podszedł do tablicy, zgarnął kredę i odwrócił się do uczniów. - Zaczynajcie.



Czas na odpis - do poniedziałku 15.07 włącznie. I prośba - unikajcie przesadnie długich postów. <3
_________________
 
     

Diana Irving
Uczeń | II rok
Dołączyła: 24 Wrz 2018
Posty: 146
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Różdżka: pióro z ogona hipogryfa, 10 cali, jarzębina, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 8
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Pią Lip 12, 2019 8:22 am   
   <Multikonta: --


Diana nic nie powiedziała, ani w żaden inny sposób nie zareagowała na promienny uśmiech posłany jej przez Laurę. Nie można było tak po prostu udawać, że nic się nie stało. A Dianie jeszcze nie przeszło. Potem udało jej się zaobserwować scenę między nią a Lexą i Aidenem. Dlaczego wyglądała na zazdrosną o pierścionek, skoro, jak sama mówiła, mogłaby sobie kupić taki sam, a nawet więcej? Zaraz, może chodziło o to... Umysł dziewczynki powoli, ale jednak łączył pewne fakty. A więc dlatego tak się zachowywała! Cóż, przynajmniej to zrozumiała, poza tym starsza koleżanka była dla niej nie do pojęcia. A teraz bawiła się cyrklem. Po co komu cyrkiel na zajęciach z mugoloznawstwa? Diana wzruszyła ramionami i nie poświęciła tej kwestii już więcej swojej uwagi.
-Chichi! - zawołała radośnie, kiedy Puchonka weszła do sali. -Ciasto! - ucieszyła się po chwili i, poczęstowana, zaczęła zajadać się swoją porcją. -Dobre. Sama piekłaś? - spytała. Diana miała już pierwsze wprawki w gotowaniu, ale pieczenie wciąż było dla niej zbyt skomplikowaną sztuką. Laura... no właśnie, znowu najwyraźniej chciała popsuć przyjemność wszystkim innym. Czy ona nie lubiła niczego, co fajne? Zabawy, ciasta, bycia lubianą przez kolegów? Dianie przeszło przez myśl, że to nie jest przyjemne życie. Cóż, sama tego chciała.
Zaczęła się lekcja, a profesor wyjaśnił temat zajęć. Kultura, ciekawe. Diana zaczęła pośpiesznie zastanawiać się nad odpowiedzią. Duchowa... czy to coś od duchów? Nie, to chyba nie to... Na szczęście przypomniała sobie lekcję z mugolskiej szkoły, w ostatnim roku przed jej przyjściem do Hogwartu. A przynajmniej coś jej się tam obijało po głowie.
-Kultura dzieli się na materialną i duchową. Materialna to przedmioty, a duchowa to ta, która trzeba zrozumieć. Na przykład poezja. Wiersz jest o burzy albo o słowiku, a tak naprawdę chodzi o miłość czy coś tam. Albo malarstwo. Znaczy, jak ktoś namaluje pejzaż, to wiadomo, o co chodzi, ale czasami na obrazie są tylko kolorowe plamy, a wszyscy mówią, że to ma jakieś tam znaczenie. Ale obraz to przedmiot. I rzeźba i książka, i tak dalej. To one są w końcu kulturą materialną, czy duchową?
Rozważania Diany robiły się zbyt abstrakcyjne dla niej samej. Doszła do wniosku, że najlepiej wrócić do pytania.
-To ten, literatura. I malarstwo. Przykłady... Robinson Crusoe. A u czarodziejów... no, ten na "M", co sztuki pisał... Zapomniałam. To jeszcze Mona Lisa i no... chyba te wszystkie portrety tu w zamku. Hehe, gadałam ze sztuką! - uświadomiła sobie.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 9