► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Betha Michaelson
Pon Lip 22, 2019 10:38 pm
Bym się wyopota-a hak flahę na wietsze~
Autor Wiadomość

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Pon Lip 01, 2019 1:04 pm   
   <Multikonta: BM


Lexa działała pod wpływem chwili. Dostała zielone światło do dalszych działań, więc oczywiście jej pijane ja musiało to wykorzystać. Nie miała pojęcia co robić i jak, więc działała instynktownie, aby sprawić partnerowi jak najwięcej przyjemności. W końcu pocałunki i czyjś dotyk był jednym z najbardziej podniecających rzeczy, dlatego połączyła te dwie rzeczy i reszta potoczyła się sama. Chyba jej naszprycowana podświadomość działała lepiej niż Lexa na trzeźwo, dlatego też ona przejęła stery nad całym ciałem i jego reakcjami. Serce waliło jej jak głupie, a ciarki przechodziły po ciele, kiedy błądziła rękoma po nagiej skórze męskiego torsu. Gdy wróciła do jego ust, jej podświadomość miała nadzieję, że potoczy się to dalej. No, ale na całe szczęście Aiden był tym, który wyszedł z inicjatywą zatrzymania tego co się właśnie działo.
Spojrzała na niego, gdy ujął jej twarz w dłonie i odsunął się nieznacznie. Nie robiła nic więcej, po prostu lekko wyrwana z transu spoglądała pytająco, czekając na kolejne zielone światło. Ale nic nie nadchodziło. Gdy ucałował ją jeszcze raz, jedynie odwzajemniła ten krótki pocałunek po którym jej pijane ja już wiedziało do czego to zmierza. Skrzywiła się mimowolnie niezadowolona, bo ona tutaj czekała na rozwój sytuacji, a nie spanko. Przecież już mu mówiła, że nie była zmęczona! Była pełna energii i wigoru, i w ogóle wszystkiego. Wcale nie odleciała prawie jak tylko jej głowa dotknęła materaca kilkanaście minut temu.
- Nie chsę spaś.- odburknęła, przejeżdżając opuszkami palców po jego boku. Nawet kolejny raz zbliżyła usta do skóry szyi, aby ucałować ją kilkukrotnie, ale wtedy też usłyszała ten upominający ton, który z trudem wydobył się z jego gardła. Oderwała więc od niego usta, aby westchnąć zrezygnowana i wielce niezadowolona. Podniosła się do siadu, co by raz kolejny znaleźć się na nim okrakiem i zlustrować go spojrzeniem.
- Echh… Ale rano końszymy to so zaszęliśmy.- powiedziała, oznajmiając jakby, że mu tego nie daruje. Szkoda tylko, że najprawdopodobniej nie będzie pamiętać tego co się działo i zwyczajnie nie wywiąże się z obietnicy. No ale była grzeczna, więc zaprzestając dalszych prób przekonania go do dalszego treningu, nie schodząc z niego położyła się na nim, wtulając nos w zagłębienie na jego szyi. Wymruczała jeszcze pod nosem, że wcale nie jest zmęczona i lata miną jak zaśnie, ale jak tylko na dłużej zamknęła oczy, poczuła ciepłotę jego ciała, bicie serca i jak tak leżała przytulona, momentalnie zmorzył ją sen. Właśnie tak bardzo nie chciało jej się spać!
Przebudziła się nie wiadomo o której godzinie, ale jak tylko otworzyła lekko oczy, poczuła nieprzyjemne pulsowanie głowy, które jedynie było potwierdzeniem tego, że przesadziła wczoraj z alkoholem. Pierwsze jednak co dostrzegła, to puste łóżko na wysokości jej wzroku… ale nie należało ono do żadnej z jej współlokatorek. Lekkie zdziwko. Potem też poczuła, że ma przez brzuch przewieszoną czyjąś rękę, a obok niej ktoś leży. Przeniosła więc spojrzenie na daną osobę, uśmiechając się delikatnie na widok Aidena. Nie wystraszyła się tego, że tu była, bo w tym momencie też przypomniała sobie, że po kłótni z Laurą postanowiła, że tej nocy nie będzie spać u siebie. Ale to było na tyle z jej pamięci.
Podniosła się delikatnie na rękach, aby rozejrzeć po pomieszczeniu i starając sobie przypomnieć resztę. Znalazła swoje ubrania. Nikogo nie było. Nawet jedna z bluzek Aidena znajdowała się gdzieś obok.
- Okej…- mruknęła do siebie, jakby starając się ogarnąć co się działo poprzedniej nocy. I wtedy też spojrzała w dół, aby dostrzec, że jest ubrana tylko i wyłącznie w swoją bieliznę. - Okej.- to już było bardziej zdziwione stwierdzenie, bo teraz przez głowę przeszło jej milion różnych scenariuszy dla których miała znaleźć się tylko w tym. Czy się ubrudziła i musiała zdjąć wierzchnią część? A może po prostu bielizna miała być jej nową formą piżamki? A może oni coś… Oh god, miała ogromną nadzieję, że nie działo się nic czego potem by żałowała, czyli, że nie odwaliła niczego pełnego żenady. Tak, swojego pierwszego razu po pijaku by totalnie żałowała, zwłaszcza, że nie pamiętałaby z niego kompletnie nic. I tak, próby śpiewania koreańskich piosenek też się pod to zalicza. A może robiła striptiz do tego śpiewu? Szczerze, jak teraz się tak nad tym zaczęła zastanawiać to miała jedynie przebłyski wczorajszego wieczora. Skup się, Shelby. Kłótnia z Laurą, pasowanie, karaoke, duża ilość wódki, tańce, śmiechy, chyba pamięta, że odwaliła jakąś scenę zazdrości i wyszła, ale co mówiła i robiła w drodze do dormitorium, to już zupełnie nie ogarniała. Była też świadoma tego, że nie spała u siebie, bo stwierdziła, że nie chce spać z Laurą w jednym pomieszczeniu. I to chyba było ostatnie co pamiętała jako tako. Co było dalej? Oby od razu poszli w spanko…
Przeczesała rozczochrane włosy palcami, co by je jakoś ułożyć i westchnęła pod nosem. Zerknęła na Aidena i mimowolnie kancik jej ust powędrował lekko do góry w półuśmiechu, ale jakieś takie podświadome uczucie żenady ją opętało. Skoro był obok, to nie mogło się to skończyć jakoś… bardzo tragicznie, nie? Miała jednak przeczucie, że coś odwaliła, ale nie miała pojęcia co. Skrzywiła się na samą myśl i wróciła do pozycji leżącej tylko po to, aby ponownie wtulić swój nos w Ackermanna.
- Coś odwaliłam, prawda?- spytała, wciąż ukrywając w nim twarz. - Co to było?- dodała, chociaż nie wiedziała do końca czy chce wiedzieć. Podświadomie jednak wiedziała, że coś się stało, bo obudziła się z kacem moralnym, a ten zwykły to był przy tym pikuś. Ból głowy i Saharę w ustach łatwo dało się zwalczyć, ale świadomość, że się zjebało nie była tak prosta do wyleczenia. Podniosła głowę, aby w końcu na niego spojrzeć pełnym zdezorientowania i miliona pytań wzrokiem. - Czy my coś…?- chyba nie musiała kończyć tego wymownego pytania. Miała jednak nadzieję, że Aiden był w o wiele lepszym stanie od niej i pamiętał wszystko co miało miejsce poprzedniego wieczora, bo jak nie, to chyba będzie trzeba poszukać legilimenty czy coś, aby zbadał ich umysły i dowiedział się co miało miejsce. Ech, I’m never drinking again.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Pon Lip 01, 2019 3:59 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  - Jak będziesz pamiętać. - Powiedział tylko, nieco zadowolony z tego, że nie było aż tak źle. No i jak będzie pamiętać o tym temacie to faktycznie mogą do tego wrócić, ale.. nie zapowiadało się.
  Czyli się udało spacyfikować Lexę. Nie było aż tak źle, obyło się bez awantur a to pewnie dlatego, że była pijana, a przez to też zmęczona. I w pozycji leżącej, czyli zmęczenie narastało. Tactics. Uśmiechnął się tylko dość łagodnie pod nosem, słysząc jej słowa, że wcale nie jest zmęczona ani nic z tych rzeczy, a tak naprawdę to już po chwili chrapała. Znaczy nie chrapała, ale w tym momencie mogłaby, bo zasnęła. A śpiący ludzie chrapią. Objął spoczywające na nim truchełko, żeby w tym stroju mu nie zmarzło. Bo jeszcze tak niefortunnie się ułożyli, że na kołdrze i nie było jak jej wydłubać spod dupy jednocześnie nie budząc i nie trząchając Lexą (bo się jeszcze od tego trząchania porzyga). Dlatego usłużnie robił jej za kołdrę, choć w gruncie rzeczy to bardziej ona jemu niż on jej. No ale był dobrze nagrzany to się tym swoim ciepłem podzieli. Przez dłuższy czas po prostu leżał na grzbiecie, bo z niego całe zmęczenie uleciało wraz z rozpoczęciem rozgrzewki i nie chciało do niego wrócić. Po prostu wsłuchiwał się w miarowy oddech Shelby i gapił w... no ciemność. Bo wszystko przed spankiem zostało wygaszone, a był wrzesień (w zasadzie to już chyba październik skoro całość zaszła na przełomie tych dwóch dni) więc świtu jeszcze nie było widać.
  Mógł być z siebie dumny! Prawdziwy gentleman, który zatrzymał pijaną, rozochoconą laskę. Znaczy chyba sam ją rozochocił, ale to pomińmy. Odkupił swoje przewinienia czy coś. Punkt dla niego. Tylko teraz punkt honoru czy frajerstwa, że pozwolił aby to się tak skończyło? Pewnie wśród samców alfa, wspominanych przez niego na WDS, byłby to punkt frajerstwa. Jak nic. I pewnie by mu Lionela RIchie puścili za to wszystko. I zajebiście, lubił Lionela, chętnie by posłuchał.
  W końcu to utęsknione znużenie przyszło i mógł skutecznie zasnąć.Spanko było dobre. Cała ta impreza go wykończyła, ale ogólnie dało się podsumować ją jako udaną. Jak każdą dla miotłozjebów! Odpoczynek udany, nawet mógł sobie trochę po tym wszystkim pospać. Może do południa? Jakby nie było położyli się grubo po czwartej, prawda?
  Chyba był tak zmęczony, że poimprezowa Lexa obudziła się przed nim. No i szacunek dla niej, że nie krzyczała z przerażenia, postawiona w tak... osobliwej sytuacji. W zasadzie już z pierwszym jej ruchem Aiden wypadł ze snu, ale mimo to dalej miał zamknięte ślepia chcąc wywalczyć dla siebie jeszcze te słynne pięć minutek. Jednak głos, który usłyszał całkowicie odebrał mu szansę na drzemeczkę. Niemniej oczy otworzył dopiero, kiedy Lexa przycisnęła się z powrotem do niego. Zerknął na nią kątem oka i uśmiechnął się.
  Coś odwaliłam, prawda?
  Aheh-heh. Niiic! Zupełnie nic, Lexa. Po prostu grzecznie poszłaś spać w tym swoim stroju kąpielowym. Co? Bielizna? A to nie to samo? Dziwne. Przysiągłbym, że wygląda niemalże identycznie. No nie powiesz, że nie można się pomylić.
  Początkowo nie odzywał się, po prostu objął ją i przebiegł spokojnie palcami po skórze jej pleców, gdzieś na wysokości łopatek a później karku. W tym momencie to on był niedojebany i jeszcze się budził. Jednak na ostatnie, wymownie urwane pytanie zerknął na nią raz jeszcze i... no musiał zareagować. Coś jej w końcu odpowiedzieć. No i przecież nie będzie jej kłamać. Ewentualnie pominie poszczególne elementy.
  - Jeśli przez coś rozumiesz całkiem przyjemną serię wymiany pocałunków - dość namiętnych i przy tym dogłębnych - to tak. My coś. - Odpowiedział, jeszcze zachrypniętym od zaspania głosem. Przestał gładzić palcami jej skórę. - Ale po tym poszliśmy grzecznie spać. - Dodał. Kolejne chrząknięcie. - Nie byłaś z tego zbyt zadowolona, ale zasnęłaś jeszcze zanim skończyłaś mnie zapewniać, że nie jesteś zmęczona. - Tu uśmiechnął się półgębkiem.
  Chyba nie powinien wspominać, że wykonała piękny koncert w języku koreańskim-ze-słuchu. Nie wiedział też czy warto poruszać kwestię sceny zazdrości, którą odstawiła na imprezie. W ogóle to nie miał pojęcia co pamiętała a czego nie, a jej pytanie, choć początkowo dość ogólne, zostało bardziej doprecyzowane tym trzecim, więc nie planował się rozprawiać nad jej innymi występami. No i nie będzie jej o niczym przypominał. Hehe.
  Przytulił ją mocniej do siebie.
  - Boli główka? - Zapytał nieco złośliwym tonem. No nie byłby sobą, gdyby jej nie podokuczał.
  Jakie to szczęście, że nikogo nie było w dormitorium, bo kto by siedział w wolne popołudnie w dormitorium. Chyba że Dorian odpierdalający jakieś transmutacyjne sztuczki. Albo Meyer chowający się przed swoimi oprawcami. Albo Noel ze swoim wypłoszowatym kotem... no mogli być wszyscy, a nie było nikogo.
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Pon Lip 01, 2019 6:11 pm   
   <Multikonta: BM


Nie pamiętała.
Znaczy, miała świadomość, że coś się wydarzyło, bo kac moralny nie pojawiał się znikąd, tak więc jej podświadomość jej podpowiadała, że coś było nie tak. Sam fakt, że była praktycznie pół naga zapalił w jej głowie czerwoną lampkę. Jakby była bardzo zmęczona, to mogła spać w ubraniach. Albo mogła ubrać nawet jakąś z koszulek Aidena (którą otrzymała oczywiście, ale nie znajdowała się na niej zbyt długo). I nawet widziała jakąś wolną bluzkę, tylko nie znała jej historii. Sam fakt jednak, że znajdowała się na samym staniku i majtkach… well, jakoś tak faktycznie nie robiło to na niej wrażenia. Bo to było trochę jak w stroju kąpielowym. No i najważniejsze, że była tu tylko z Aidenem, a reszta chłopców z dormitorium sobie poszła gdzieś nie wiadomo gdzie. A skoro on ją widział już w stroju… to bielizna była jedynie z innego materiału, nie? Czy coś. W każdym razie, miała lekkie zdziwienie tylko na początku, ale ogarnęła, że mimo wszystko, to czuje się komfortowo w dalszym ciągu. Gorzej jakby miała jeszcze innych gapiów… W tym Meyera.
Nie byłaś z tego zbyt zadowolona…
- Oh god.- i w tym momencie jakby dopowiedziała sobie to, że po pijaku mogła się do niego dobierać bardziej niż powinna. Ponownie schowała w nim twarz, nawet nie zamierzając podnosić w tej chwili na niego tego pełnego zażenowania i pewnego rodzaju wstydu spojrzenia. Musiała przetrawić swoje zachowanie po alkoholu. Na całe szczęście Aiden wydawał się być bardzo wyrozumiały w tym wypadku. W końcu wspominał o przyjemnej serii wymiany pocałunków, nie? Więc było fajnie. Do czasu pewnie jak nie zaczęła przesadzać, bo… no. Procenty, które teraz traciły na swoich właściwościach i powodowały, że głowa jej pulsowała. - Dobrze, że tylko na tym się skończyło.- wymruczała niezbyt zrozumiale, kiedy tak chowała twarz przed światem zewnętrznym. Przynajmniej przy świadkach niczego nie odwaliła. Nie? Tak? Chyba? Oby. Na imprezie chyba wszystko było w porządku? Z tego co pamiętała, a pamiętała chyba całość Miotłozjebów. Ale w tej chwili to niczego nie była pewna.
Podniosła głowę, aby ponownie na niego spojrzeć.
- Opowiedz mi wszystko co się działo od…- chwila zastanowienia, od kiedy ona właściwie ma zaniki pamięci? - Od ostatniej piosenki na karaoke.- no bo poszczególne osoby śpiewały, aż w końcu nadszedł czas, aby zakończyć śpiewy, bo ludzie się rozchodzili. I pamięta, że Mads oficjalnie zakończyła przez mikrofon to pijackie wycie, aby puścić normalną muzykę na winylach. Może i nie powinna się interesować, bo chyba lepiej czasem było pozostać nieświadomym, ale w tym przypadku jej kac moralny był zdecydowanie zbyt silny, aby go zwyczajnie olać.
Boli główka?
Spojrzała na niego wzrokiem typu nienawidzę cię, ale zaraz potem oparła o niego głowę, bardziej się wtulając. To nie tak, że miała wrażenie, że zaraz eksploduje jej mózg od środka. To nie tak, że myślała jak tu pozbyć się skroni, które chyba odwalały właśnie jakąś własną sambę. To nie tak, że zastanawiała się czy jak odetnie głowę, to będzie jej lepiej…
- Czuję się jakbym wpadła pod pociąg, a potem jeszcze po głowie przebiegło mi stado Testrali.- mruknęła, mając nadzieję, że objawy schodzenia z niej alkoholu niedługo miną, aby mogła normalnie funkcjonować. Czy ona miała jakieś tabletki? Czy jak pójdzie do Raylene prosić o coś przeciwbólowego, to ta ją zabije, bo mówiła jej, aby nie piła bo alkohol uderzy w nią z podwójnie większą siłą zaraz po wyjściu ze Skrzydła? Ehh, mogła się słuchać pielęgniarki, ale nie, była mądrzejsza, bo co jej może zrobić odrobina alkoholu? - Nigdy więcej z Tobą nie piję.- oznajmiła, chociaż pewnie zmieni jej się jak tylko przestanie ją boleć głowa, a uczucie żenady zniknie - A jak ty się czujesz?- przeniosła na niego spojrzenie, starając się za bardzo nie ruszać głową. Może się okaże, że on również ma kaca! Chociaż patrząc na to, że pamiętał wszystko co się działo poprzedniego wieczora, to Stumbras nie uderzył w niego z taką mocą co w biedną Lexę. Pewnie w cholerę wprawiony zawodnik czy coś. Stumbras 1, Lexa 0.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Czw Lip 04, 2019 2:09 am   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  Nie wziął pod uwagę tego, że sama sobie dopowie akurat to. Bo mogło być różnie. Mogła nie chcieć iść spać bo na przykład chciała kontynuować imprezę! Albo dalej pić! Albo pograć w warcaby. W twistera? No w cokolwiek. Niekoniecznie musiało być to! Chyba, że reakcja "oh god" była właśnie reakcją na to, że wyobraziła sobie jak wykłóca się z Aidenem przy grze w Monopoly. NIE MOŻESZ KUPIĆ WIEDNIA! JA GO ZAKLEPAŁAM! NIE, NIE CHCĘ ŻADNYCH ATEN! No to tak, wtedy faktycznie można by zareagować w taki sposób.
  - Hm... jeśli dobrze kojarzę, to zgarnąłem cię na bok, bo byłaś w wyśmienitej formie. Chciałem się przydać, więc łaskawie pozwoliłaś mi być twoją podpórką. Później - chrząknięcie - wszedł temat Laury i mojego treningu indywidualnego z nią - kaszl - a po tym nagle stwierdziłaś, że wrócisz do dormitorium. SAMA. Poszedłem za tobą, bo miałem wrażenie, uwierz mi lub nie, że raczej sama nie trafisz. Minęło trochę czasu zanim zorientowałaś się, że jestem za tobą. W zasadzie to gdybym nie podszedł bliżej to byś tego nawet nie zauważyła. Później trzeba było cię wziąć na rączki, a ty... - chwila zawahania - odwdzięczyłaś mi się najpiękniejszym prywatnym koncertem jaki kiedykolwiek słyszałem. Well... w zasadzie to był to jedyny prywatny koncert, aaaale... no wiesz. Bardzo fajny. Dobór repertuaru, wykonanie... - zawiesił na chwilę głos, uśmiechając się nieco pod nosem. Taaak, piękny występ. Co się obśmiał to jego. - Swoją drogą przydałyby ci się lekcje koreańskiego bo nie trafiłaś z ani jednym słowem z tego co pamiętam. - Dodał, na powrót zaczynając wodzić palcami po jej plecach.Przez dłuższą chwilę milczał, po prostu celebrując w milczeniu chwilę, kiedy był z nią. I to tak blisko. I to jak była w stroju kąpielowym. - Dotarliśmy do dormitorium i napadłaś biednego Doriana dając jemu i Lynne czas do świąt. Nie wiem o co chodzi. Pytałaś czy będzie ją łopotał jak flagę na wietrze. - Chrząknął, powstrzymując jednocześnie parsknięcie śmiechem. HEH. - Potem zgarnąłem cię tutaj, rzucając wcześniej jedno czy dwa zaklęcia, zaczęłaś się rozbierać, poprosiłaś mnie o pomoc bo się poplątałaś nieco. Pomogłem ci, dałem nawet swoją koszulkę do roli piżamy problem tylko w tym, że niezbyt długo pozostała na tobie. - Mruknął. No i kto był winny, On był! Przytulił mocniej ją do siebie i ucałował, w jakieś totalnie randomowe miejsce.
  Raczej nie spodziewał się innej odpowiedzi niż ta, którą usłyszał w temacie jej samopoczucia. Znaczy może nie przewidział konkretnej treści, bo przecież, hehe, widzącym nie był, ale chodziło o sam przekaz. Chyba nie czuła się najlepiej. Biedactwo. Pogładził ją po główce, nieco prześmiewczo, niedobry chłopak.
  - Och, biedactwo. - Mruknął, ale jego przejęty ton przełamał nieco złośliwy uśmieszek w kąciku ust. - Jak to nie? Za miesiąc jest kolejna impreza miotłozjebów. Jeszcze lepsza! - Obwieścił. No bo lepsza. Bo przebierana. Aiden zostanie marchewką. Albo króliczkiem. Tylko wielkanocnym, a nie playboya. Na pytanie jak on się czuje
  - Czyli nie pamiętasz nic z końcówki? - Zapytał, spoglądając na nią wymownie. No raczej tego się spodziewał, przywołując teraz w myślach jej stan. No jaka szkoda. Czyli nie wrócą do tematu porzuconego treningu. Smuteczki! Znaczy pewnie jeszcze nadarzy się okazja, ale no! Zresztą teraz miło było sobie poleżeć i poplotkować razem o tym, co Lexa odstawiała.
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Czw Lip 04, 2019 11:28 am   
   <Multikonta: BM


Welp, miała kaca moralnego. Kac moralny nie bierze się z krzyczenia na siebie w monopolu, bo ktoś zajebał Wiedeń. Zwłaszcza, że wcześniej wspominał o bardzo przyjemnej wymianie pocałunków, po której mieli iść spać i była bardzo niezadowolona. Cmon, nawet dziecko domyśliłoby się, że blondynka chciała zwyczajnie kontynuować dalsze busiaszki! W sumie nie dziwiła się samej sobie, ale miała cichą nadzieję, że nawet po pijaku będzie trzymać rączki przy sobie, no ale wymagała od siebie zdecydowanie za wiele. Tak więc dobieranie się po alkoholu do swojego chłopaka było oczywiście pierwszym co przyszło jej do głowy i zażenowało ją to jeszcze bardziej. Takie „oh god” spotęgowane do miliona. Nawet wolała sobie nie wyobrażać jak musiała wtedy wyglądać i jak bardzo to było… złe, aby Aiden musiał ją od siebie odklejać.
Słuchała go mając w nim ukrytą twarz, bo nie była w stanie spojrzeć bez wstydu spojrzeć na świat. Kiedy usłyszała o Laurze, mimowolne stęknięcie niezadowolenia wydobyło się z jej ust, bo pamiętała, że odjebała jakąś scenę zazdrości, ale szczerze miała nadzieję, że jedynie jej się to wydawało. But nope Jeżeli wszedł temat Laury, a ona była pijana, to mogła jedynie wyobrażać co mówiła na jej temat bez hamulca. I ten przeklęty trening indywidualny… nawet na trzeźwo był irytujący.
- Oh god, ten przeklęty trening…- wymruczała w niego niezadowolona, chyba podświadomie wywracając oczami, nawet jeśli te miała zamknięte. Ta reakcja była zdecydowanie silniejsza od niej. Wiedziała przecież, że to tylo quidditch, no ale na trzeźwo miała jeszcze większe przeświadczenie, że ich gwieździe krukońskiej chodzi zupełnie o coś innego. Aidenowi oczywiści ufała, ale Laurze za cholerę. W tym problem.
Słuchała go dalej po tym wtrąceniu, a gdy doszedł do momentu koncertu, mimowolnie serce jej się zacisnęło. Oh god. Słyszała w jego głosie ten prześmiewczy wydźwięk. Mogła sobie tylko wyobrażać jak bardzo to było dla niego zabawne, gdy śpiewała jakąś piosenkę… Dobór repertuaru? Jakieś Tamte Prywatki or sth? Abba song? Mogłaby śpiewać Abbę, przynajmniej znała wszystkie piosenki. Nawet po szwedzku mogła coś walnąć, ale nie… on wspomniał o lekcjach koreańskiego, więc musiała dojebać się jeszcze próbą posługiwania się tym krzaczastym językiem. Jęknęła wyraźnie niezadowolona i zawstydzona, że doprowadziła się do takiego stanu, gdzie odwalała takie rzeczy.
- Boże, jaka żenada.- wymruczała zażenowana, dalej nie czując się na siłach aby na niego spojrzeć. Chyba nie chciała sobie nawet wyobrażać jak bardzo źle musiała brzmieć starając się śpiewać jakąś piosenkę po koreańsku. Skąd ona w ogóle znała piosenki w tym języku? Kojarzyła jedynie jedną po tym jak Noel ją puszczał i to tyl… ooooo. Oh god. Co najgorsze, dalej nie było lepiej. (…) dałem nawet swoją koszulkę do roli piżamy problem tylko w tym, że niezbyt długo pozostała na tobie. POTWIERDZENIE, ŻE NA BUSIASZKACH NIE CHCIAŁA SKOŃCZYĆ. Złapała ją jeszcze większa żenada o ile w ogóle to było możliwe. Raz kolejny stęknęła zażenowana i ukryła głowę pod poduszkę przyciskając ją rękoma z obu stron, co by odgrodzić się od świata, który widział tą żenadę. Może jak spędzi odpowiednio dużo czasu pod nią to się udusi i nie będzie musiała żyć z tym co odwaliła po pijaku. Najchętniej to by się zapadła pod ziemię. Bardzo, bardzo głęboko pod ziemię.
- Chcę umrzeć.- powiedziała spod tej poduszki. Wydostała się spod niej dopiero po dłuższym czasie, aby spojrzeć nieco roztrzepana, ale dalej zakłopotana na Aidena - Jeżeli po tym występie żenady chcesz mnie zostawić, totalnie zrozumiem. Najchętniej sama siebie rzucę. Z wieży astronomicznej na przykład.- dodała, ponownie opadając na poduszkę i chowając w niej twarz. - JESZCZE DORIAN. Już nigdy nie spojrzę mu w oczy.- dodała, na chwilę się odrywając od poduchy, co by raz kolejny spojrzeć na najwyraźniej rozbawionego tym wszystkim Aidena. No domyślała się, że ten to musiał się bawić wybornie po tym co odstawiła, ale jej kac moralny to się tak zwiększał, że naprawdę się cieszyła, że wyszła z tej imprezy zanim zrobiła z siebie pośmiewisko przed wszystkimi na Miotłozjebach.
Opadła ponownie na poduszkę, zerkając na niego z lekko uniesioną brwią. Za miesiąc kolejna? Pewnie do tego momentu już dawno zapomni o postanowieniu, że więcej z nim nie pije, ale na pewno będzie się pilnować tym razem. W końcu ta żenada zostanie z nią na długo długo.
- Nie piję z Tobą. Nie ma mowy.- powtórzyła. Może się kulturalnie napić z Mads, Chichi, Violą, Vinniem, z Aidenem w sumie też czy coś, ale jeżeli to on będzie polewać, to kieliszka nie weźmie do ust! Znaczy, to głównie jej wina, że nie znała umiaru, ale musiała na kogoś zrzucić winę, aby nie dobić się jeszcze bardziej, nie?
Czyli nie pamiętasz nic z końcówki?
- Że z przyjemnej wymiany pocałunków o której mówiłeś?- spytała, podnosząc na niego wzrok i wspierając się na przedramionach, gdy tak leżała na brzuchu. - Szczerze, to niezbyt. Zawsze możesz mi przypomnieć co się działo.- odpowiedziała, chociaż zważając na to, że koszulka nie została na niej zbyt długo mogła jedynie przypuszczać co miało miejsce. Chyba, że po prostu było jej w niej za gorąco. Czy coś. Nie? Oh well.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     

Aiden Ackermann
Uczeń | VII rok
Dołączył: 08 Kwi 2019
Posty: 195
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Mądra Głowa (płomykówka)
Różdżka: Dziki bez, szpon hipogryfa, 12 cali, giętka
Ekwipunek: różdżka, roztwór czyszczący, turban Violetty, peruwiański proszek natychmiastowej ciemności, shit do pisania, chujowy eliksir Violetty
Sakiewka: Tu też bieda
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 34
Wysłany: Nie Lip 07, 2019 1:33 pm   
   <Multikonta: DC | RC | RW


  - Ano. - Mruknął, no bo faktem było, że zgodził się pomóc Laurze dociągnąć jej umiejętności miotlarskie, oczywiście tylko dla dobra drużyny i dlatego, że był dobrym kolega, a nie dlatego, że coś chciał z tego jeszcze... urobić. - Jeśli chcesz to mogę go odwołać. - Zasugerował, przyglądając się jej badawczo. Bo jeśli nie czuła się z tym komfortowo to mógł natychmiast powiedzieć Laurze, że jednak nie powinien się zgadzać na te zajęcia, a ona niech lepiej poprosi Violę, bo ona ma więcej cierpliwości. I takie tam. Sam nic do Robertson nie miał, acz według Lexy szukająca Ravenclaw najwyraźniej chciałaby sobie Ackermanna schrupać, a konkretniej odbić go Shelby. Niedoczekanie jej, czy coś. Nigdzie się nie wybierał ani nie był też pingpongiem, żeby go odbijać. No i zresztą zestawiając Lexę i Laurę to ta pierwsza była faktycznie co najmniej o te dwie czy trzy ligi wyżej. W takim porównaniu to jego dziewczyna miała kolosalną przewagę nad Laurą. Dlatego właśnie była jego dziewczyną.
  - Czy żenada to nie wiem, ale cieszę się, że się dobrze bawiłaś. - Stwierdził po chwili milczenia po zasłyszeniu jej słów. Nawet ją boopnął w nos, tak na dodanie otuchy. Albo celem wkurwienia takim gestem. Ciężko stwierdzić, to Ackermann. Różne rzeczy powstawały w jego małym móżdżku.
  - Przestań, Lexa. Po tym występie żenady jeszcze bardziej chcę z tobą być. - Oznajmił, całkiem poważnie, ale zaraz zmiótł te słowa dodając - I z tobą pić. - Haha, Aiden taki złośliwy i taki zabawny. No... nie. Ale ten... jakieś punkty za starania czy coś w ten deseń? Tak czy inaczej nie planował jej zostawiać tylko przez to, że trochę poodpierdalała. Tak jakby on pod wpływem nic nie odstawiał. Jeszcze nie miała okazji go zbierać z imprezy totalnie naprutego, ale hej - będzie jeszcze mnóstwo okazji. Tym bardziej, ze w tym miesiącu miało być Halloween, a to oznaczało, że z Williamem trzeba będzie ogarnąć kolejną posiadówkę.
  Starał się nie parsknąć. No tak, Dorian był w to wciągnięty, a Aiden nie umiał w Obliviate, żeby usunąć mu ten występ Lexy z pamięci. No ale to był Dorian, więc wątpliwe, żeby poleciał komukolwiek opowiadać o tym, co odstawiała Shelby wczesnym rankiem czy tam późną nocą. Chyba, że Lynne. Istniało prawdopodobieństwo, że swojej koleżance opowie o swoich przygodach.
  - Ah-haaaa. - Mruknął przeciągle tonem, który ewidentnie dawał jej do zrozumienia, że nie wierzy w te jej słowa. Na pewno się z nim napije, bo przecież Aiden był bardzo przekonujący! Jeszcze się z nim napije! Bo co? Że niby na ich weselu nie będzie z nim piła? Zaraz, co? No ale będzie jeszcze mnóstwo innych okazji do walenia wódy czy innych specyfików wspólnie! Nie ma że nie. Co prawda nie zamierzał jej zmuszać, ale tego przypadku nawet nie było co rozpatrywać, bo przecież wystarczył tylko jego urok osobisty i charyzma. Tak? Nie? No to ten...
  Przymknął na moment oczy, mając w kąciku ust drobny, wręcz nikły uśmieszek, ale przy tym bardzo zadowolony. To nie tak, że właśnie teraz przechodził retrospekcję z tego, co miało niedawno miejsce. No może trochę. Przez ułamek sekundy, może dwa. Zaraz potem dźwignął się na tyle, by na ustach Shelby złożyć śmiały i czuły pocałunek, a potem grzecznie wrócił na swoje miejsce i swojej pozycji, w której zalegał przez cały ten czas.
  - Proszę. Nie ma za co. - No jak miał jej przypomnieć to przypomniał. Jakaś pamięć ciała czy coś? W każdym razie to był tylko ten grzeczniejszy całus, w zasadzie od którego (czy których) się zaczęło. Nie pamiętała to nic, tyle że nie upomni się o powrót do rozpoczętego treningu, od którego ją pogoni. Co z tego! Tutaj trzeba wezwać firmę "jak nie dziś to jutro". Nie było mu z tego powodu źle (może w setnej procenta), bo jeśli Shelby jeszcze nigdy nie ujeżdżała miotły (i to tej metaforycznej, bo prawdziwą od Quidditcha to musiała, bo opowiadała, że ojciec ją chciał nauczyć gry a jej nie szło) to nie powinni się spieszyć. W zasadzie w tej kwestii Ackermann pozostawiał decyzję jej i tylko jej, sam nie zamierzał naciskać, ani tym bardziej oczekiwać od niej tzw "dowodów miłości".
  - Ciekawe jak tam reszta po imprezie. Zwłaszcza, że dzisiaj mamy grać. - Mruknął.
  Bo to był ten dzień! Dzień, w którym naprzeciwko siebie miała stanąć drużyna kadry nauczycielskiej i drużyna uczniów. Cieszył się, że będzie grał z Williamem i Violką, bo to oznaczało, że będą wymiatać z kaflem (albo jego wymiotą w trybuny, ale shh, przecież nie był Widzącym, nie mógł wiedzieć). Oznaczało to, że gra z ich strony będzie na bardzo wysokim poziomie, ale po stronie belfrów to... no chyba wyłącznie Eiffel i Verendala powinni się obawiać. I w zasadzie to było najgorsze, że Verendal był przeciwko nim. Miał nadzieję, że Gwok da sobie radę. Bo on jeszcze nie wiedział, że to Laura będzie ich szukającą. Pewnie tylko dlatego, że Gwok zachlał pałę na imprezie i jeszcze mu się obraz rozjeżdżał i miał problemy z nabraniem ostrości.
_________________
 
     

Lexa T. Shelby
Uczeń | VII rok
Dołączył: 11 Kwi 2019
Posty: 295
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa śnieżna - Winter, biały wąż zbożowy - Fatum
Różdżka: Włos z ogona centaura, wierzba, 14 cali, elastyczna, z ręcznie zdobioną rękojeścią
Ekwipunek: Różdżka, dwa grawerowane nieśmiertelniki zawieszone na szyi, srebrny zegarek na ręce, pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki, szkicownik i ołówek
Poziom życia: 55%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 16
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Nie Lip 07, 2019 1:42 pm   
   <Multikonta: BM


- Nie, nie musisz…- westchnęła ciężko, bo nawet jeśli bardzo nie podobał jej się pomysł spędzenia przez niego czasu sam na sam z Laurą, to przecież nie będzie powstrzymywać go przez zwykłą pomocą koleżance, tylko dlatego, że jest zazdrosna. Bo była zazdrosna. Ale tylko bardzo troszkę. - Ale uważaj na nią. Ta dwulicowa jędza jest podstępna.- mruknęła, oczami wyobraźni widząc już jak jej brudne łapska będą ją świerzbić, aby nie trzymać ich przy sobie. No, ale to jej nie ufała. Wierzyła, że Aiden nawet jeśli dotychczas był ślepy na te wszystkie flirty, które odwalała krukonka, po ostrzeżeniu zacznie dostrzegać jej perfidne zagrania i spławi ją szybciej niż ta zdąży pomyśleć o czymkolwiek więcej. Zdradziecka Robertson.
Oj tak, świetnie się bawiła. Chyba. Przynajmniej tak jej się wydaje. Ale chyba to była impreza życia z tego co pamięta, a pamiętała całkiem sporo do czasu wyjścia. Karaoke na pewno było udane! Znaczy, nie to, które odwaliła po koreańsku. Zdecydowanie lepiej wychodziła jej Abba i piosenki musicalowe. Przynajmniej nie było to tak żenujące. Dlatego też po boopnięciu ją w nos, poruszyła nim na kilka stron jak tak królik i wydała z siebie bliżej niezidentyfikowany odgłos w odpowiedzi, który raczej miał oznaczać niby tak, ale to nie zmienia faktu, że jestem stolicą żenady i mam nadzieję, że nikt poza tobą tego nie widział. Biedne żywe obrazy Hogwartu.
Spojrzała na niego na jego oznajmienie, że po tym występie jeszcze bardziej chce z nią być. I z nią pić, a kącik jej ust drgnął w lekkim, rozbawionym uśmiechu.
- To jedynie potwierdza moje przypuszczenia, że jesteś masochistą.- odpowiedziała, bo inaczej nie mogła tego wyjaśnić. No oczywiście było jeszcze to, że naprawdę ją lubił i nawet pomimo wszystko się do niej nie zrażał. That’s cute. No, ale nie zmieniało to faktu, że po tym jak najadła się żenady na pewien czas odpuści sobie przesadzanie z alkoholem i będzie się o wiele bardziej pilnować. No i nie będzie mogła pić będąc wkurzoną, bo wtedy to już w ogóle wszystkie hamulce się usuwają. Z chęcią jednak znajdzie się po stronie Aidena, który musiał holować pijaną dziewczynę. W ten sposób może również będzie miała jakieś ciekawe historie, które będzie mogła mu opowiedzieć następnego dnia. Może zrobi jej War of hormones po pijaku? Że piosenkę, a nie prawdziwą wojnę hormonów, tak jak ona poprzedniego wieczora, bo faktycznie wolała, aby każdy był świadomy sytuacji jaka się działa… To mówicie, że halloween niedługo?
- No dobra, napiję się. Ale tylko trochę.- mruknęła, zbliżając do siebie palec wskazujący prawej ręki i kciuk, aby pokazać jak mało wypije. - O tak, tyle.- mruknęła, kiedy między palcami został jakiś centymetr przerwy. Na pewno jednak nie powtórzy błędu z wczoraj! No i miała nadzieję, że na następnej imprezie nie będzie Laury, która mogłaby odwalać. Na szczęście na ich weselu na pewno jej nie będzie. Znaczy, gdzie?
Dostrzegła ten jego mały, bezczelny uśmieszek kręcący się po jego twarzy. I raz kolejny zaczęła żałować, że tego konkretnego momentu w ogóle nie pamiętała. Czemu same najciekawsze rzeczy dzieją się na samym końcu, kiedy pamięć sprawia największe figle? Nie mogli tego odwalić… nie wiem, w jakimś zakątku na miotłozjebach? Znaczy, pewnie wtedy nigdy by się to nie wydarzyło, bo alkohol by w nią aż tak nie uderzył, ale nieważne. Obserwowała go przez cały czas, a kiedy się podźwignął, aby złożyć na jej ustach śmiały pocałunek, mimowolnie się szerzej uśmiechnęła, jednocześnie odwzajemniając ten krótki gest.
- Oh tak, zaczynam coś sobie przypominać.- odpowiedziała nieco rozbawiona, wywracając teatralnie oczami. No cóż, będą mieli zapewne wiele okazji do tego, aby wrócić do tej zabawy, nawet jeśli nie pamiętała faktu, że miała mu tego nie odpuścić. W sumie, to nie odpuści. Prędzej czy później ponownie znajdą się w podobnej sytuacji, nie? Nie wiadomo kiedy, ale kiedyś na pewno. W końcu nie zamierzała się wstrzymywać, aż do ślubu. I nie zamierzała też cały czas używać najbezpieczniejszej antykoncepcji, czyli wstrzemięźliwości nie wiadomo jak długo… Znaczy co? Raylene, nie czytaj.
Wróciła do niego, aby ponownie się w niego wtulić, obejmując go w pasie, bo na razie nie zamierzała wychodzić z łóżka, nie, kiedy było tak miło.
- Wszyscy będą grać na kacu… a i tak będą lepsi niż kadra. - mruknęła, przenosząc wzrok na chłopaka. - No może poza Verendalem.- i Eiffel, ale Eiffel sama nie mogła wygrać meczu, a profesor miotlarstwa już tak, zwłaszcza jak złapie znicza zanim uczniowie zdążą nabić wystarczającą ilość punktów. - Słyszałam, że Raylene dała się wciągnąć w mecz. Nie wiem co jej obiecali, ale musiało być to coś wielkiego, że się zgodziła.- bo w końcu nie lubiła quidditcha, głównie po tym jak składała wszystkich zawodników. No i jej umiejętności miotlarskie nie były na wysokim poziomie. Oczywiście większym niż Lexy, jednak to już osiągnięcie umieć mniej. - Wiem, że to ma być… towarzyski mecz - zwłaszcza patrząc na to kto bierze w nim udział - ale mimo wszystko, masz na siebie uważać.- zerknęła na niego, bo przecież nie byłaby sobą, jakby tego nie powiedziała. Pewnie przed samym rozpoczęciem powtórzy to raz jeszcze, no ale nie jej wina, że się martwiła. Na sobie nosiła dowody tego jaki quidditch może być niebezpieczny, a znając skłonności Aidena do kłopotów i wypadków, za każdym razem czuła nieprzyjemne uczucie w żołądku, gdy miał grać.
_________________

Sometimes the wrong choices bring us to the right places.


You don't know this but you saved me; from myself and from the idea that I wasn't worthy of a love like yours. You changed my life without even trying. Your arms are strong enough to hold every fear, every broken piece of me. You doesn't just make me feel complete, you completes me.
I fell in love with you because you loved me when I couldn't love myself.

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 10