► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
Przechodni salonik
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3948
Wiek: 29 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lut 15, 2019 1:14 am   Przechodni salonik
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Znajdujące się na zbiegu dwóch korytarzy pomieszczenie otwarte dla wszystkich będące komnatą bez jednej ściany, co z kolei służy za wejście. Półkolisty sufit tworzy kameralny nastrój w połączeniu z obitymi przytulnym kocem fotelami i jedną dłuższą kanapą. Z boku znajdują się dwa niewielkie stoliki, a z drugiej strony regał wypełniony poruszającymi się figurkami najrozmaitszych magicznych stworzeń.
 
 
     

Dorian Campbell
VII Rok | Prefekt Ravenclawu
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 107
Wiek: 17 lat
Krew: półkrwi
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię wraz z zawartością [kilka książek, pióro, czysty pergamin]
Sakiewka: 20g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 27
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Sob Kwi 20, 2019 4:57 pm   
   <Multikonta: RC | RV | WF


  Nigdy nie miał trudności z ponownym zaaklimatyzowaniem się w murach Hogwartu i przestawieniem się z trybu ‘wakacyjnego’ na tryb ‘szkolny’; z jednego w drugi przechodził wręcz bardzo płynnie, jakby przerwa w nauce wynosiła zaledwie parę dni, góra tydzień, a nie dwa miesiące. Od samego rozpoczęcia minęło kilka ładnych dni, pierwsze zajęcia mieli za sobą i Dorian już po tym początku był w stanie powiedzieć, że jego rezerwuar wolnego czasu ulegnie znacznemu uszczupleniu; nie to, żeby mu ten fakt jakoś bardzo przeszkadzał – nastawiał się w końcu na to, że ten ostatni rok będzie wymagający i intensywny (pod różnymi względami, ale tego jeszcze nie wiedział), a poza tym nie był z tych, którzy lubili leżeć do góry brzuchem i nic nie robić. Bezczynność go jedynie męczyła i dawała mu poczucie jakby całkowicie marnotrawił czas, czego wprost nie znosił. Mimo wszystko Campbell nie był jednak jakimś robotem i jak każdy potrzebował od czasu do czasu chwili odpoczynku, którą mógłby spędzić inaczej niż na kuciu kolejnych zaklęć czy pisaniu jeszcze jednego eseju na kilka arkuszy pergaminu.
  Taki moment właśnie mu się nadarzył.
  Tego dnia, o dziwo, nauczyciele musieli mieć chyba jakiś dzień dobroci dla zwierząt uczniów, bo nie zadali im wiele materiału do przerobienia we własnym zakresie. Dorian uporał się z tym dość szybko – zawsze starał się ogarniać takie rzeczy jeszcze w ten sam dzień, żeby nie robić sobie niepotrzebnie zaległości – i okazało się, że ten wieczór ma całkowicie dla siebie. Jasne, mógłby zająć się przerabianiem jakichś zagadnień na przyszłe lekcje, ale dla odmiany postanowił poświęcić ten czas innemu zajęciu, któremu oddawał się z równą pasją co nauce, konkretniej – czytaniu. Tym razem nie jednak podręczników szkolnych, ale zwyczajnej beletrystyki i to w dodatku mugolskiej. Literaturę niemagicznych uważał bowiem za równie fascynującą co tą czarodziejskiego autorstwa i zwykle część jego kufra zajmowały takie właśnie książki, bo w hogwarckiej bibliotece podobnych pozycji wszak nie uświadczy, co najmniej jedną też praktycznie zawsze nosił ze sobą. Tak na wszelki wypadek, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się akurat chwila wolnego, aby móc choć trochę poczytać.
  Właśnie zbliżała się pora kolacji, więc kiedy inni uczniowie raźnie skierowali się ku Wielkiej Sali na wieczorny posiłek, prefekt Krukonów, który nie czuł się specjalnie głodny i postanowił z pełną premedytacją pominąć ten punkt dnia, obrał zupełnie inny kierunek i znalazłszy się na piątym piętrze zamczyska, skręcił w stronę pomieszczenia znanego jako przechodni salonik. Odkąd tylko po raz pierwszy doń trafił, od razu uznał, że kameralna atmosfera tego miejsca zapewnia wprost idealne warunki do tego, żeby móc w spokoju i ciszy coś poczytać. W dodatku salonik nie był aż tak popularnym miejscem, jak Pokój Wspólny Ravenclawu czy chociażby Pokój Spotkań, gdzie na ogół roiło się od innych uczniów, więc ryzyko, że ktoś mu będzie przeszkadzał znacząco malało. A tak poza tym chłopak był pewien, że o tej porze całe pomieszczenie będzie miał na wyłączność, toteż tam właśnie skierował swe kroki.
  Nie mylił się – w pokoju nie było absolutnie nikogo; jedyne towarzystwo stanowiły ruchome figurki magicznych stworzeń w tutejszej gablocie. Dokładnie tego potrzebował. W sensie absencji kogokolwiek, nie towarzystwa ruchomych figurek. Dorian uniósł kącik ust w nieznacznym półuśmiechu, po czym odłożył swoją torbę na ziemię obok sofy, wcześniej jednak wyciągając z niej nieco opasłe tomiszcze. Nie dorównywało może niektórym podręcznikom, ale i tak była to całkiem solidna cegiełka. Następnie z książką w dłoniach rozsiadł się wygodnie na sofie i zagłębił w lekturze, pozwalając zupełnie porwać się przedstawionemu w niej światu.
_________________

×××
so wake me up when it's all over
when I'm wiser and I'm older



all this time I was finding myself
and I didn't know I was lost
×××

akta × zwierzęca forma × kot
 
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 82
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Wto Kwi 23, 2019 12:41 pm   

Powiedzieć, że miała mieszane uczucia, to jak nic nie powiedzieć.
Wakacje były dla niej wyjątkowo przyjemne. Gavinowi udało się wysupłać trochę wolnego czasu i przyjechał w odwiedziny, więc odwiedzili dziadków, zarówno na północy Szkocji, jak i zagranicą, pozbijali bąki w domu i powłóczyli się kilka dni z plecakami po kraju. Z rodzicami pojechała na tydzień do Belgii, a potem jeszcze miała okazję spędzić dwa tygodnie w odwiedzinach u państwa Davies.
Z pewnym rozczuleniem myślała o tym, że wraca do Hogwartu na swój ostatni rok nauki - rok, który naładowany będzie pewnie wieloma wydarzeniami i obowiązkami, a który jednocześnie minie jej tak szybko. Rok, po którym czeka ją dorosłość. W teorii nie było już na co czekać - jako urodzona w październiku, w świetle prawa czarodziejów uzyskała pełnoletność na początku szóstej klasy, a za półtora miesiąca miała stać się pełnoletnim obywatelem świata mugoli. To, że czuła się bardziej jak wyrośnięte, zagubione dziecko, było inną kwestią. Żegnana przez rodziców na peronie 9 i 3/4, wsiadła do pociągu, znalazła mało zapchany przedział i ruszyła ku przygodom.
Jej jedyni bliżsi koledzy pełnili funkcje prefektów, więc przez kilka godzin mknęła przez kraj w przedziale z nieznaną trójką młodszych od siebie uczniów (którzy na koniec okazali się dwoma Puchonami i jedną Gryfonką). To właśnie od nich dowiedziała się o wydarzeniach z eliminacji mistrzostw świata. Co jakiś czas do przedziału wpadali ich znajomi i wszyscy, upewniając się, że Lynne nie jest w Slytherinie, przyciszonymi głosami omawiali wydarzenia z wakacji. Z każdą kolejną informacją dziewczyna czuła, jak zimny pot oblewa jej plecy, robi jej się gorąco i coraz mniej ma ochotę przyjeżdżać do szkoły, a co dopiero ją kończyć.
Boże jedyny, pomyślała, patrząc w ciemniejące niebo za oknem, miej nas wszystkich w opiece i daj mi siłę do przetrwania kolejnego roku w tym szurniętym świecie.
Zdała sobie również sprawę, jak bardzo odcięta była od świata. Była w tym czasie za granicą, a dziadkowie nie skupiali się na niczym czarodziejskim, bo i po co? Rodzice mieli dość czytania gazet czarodziejów. Babci czarodziejki raczej nie interesował sport, a jej brat skupiał się na innych rzeczach. Mimo to zdała sobie sprawę, że przynajmniej babcia i brat wiedzieli, co się stało. Prawdopobnie postanowili jej jednak oszczędzić stresów i nie psuć wakacji. Wielkie dzięki, to poszło dobrze, prychnęła w duszy. Na szczęście nie zrobiła z siebie idiotki przed młodszymi uczniami, bo doświadczenia lat poprzednich nauczyły ją udawać bardziej poinformowaną niż była w rzeczywistości.
Jadąc powozem, patrzyła na oświetlany blaskiem księżyca zamek i myślała o tym, co ją czeka. Musi się w tym roku naprawdę poważnie podejść do tematu nauki - zarówno w kwestii egzaminów końcowych i studiów, jak i tej swojej magii, jak zwykła ją nazywać w głowie. Trenowała trochę w wakacje i w czasie wizyty u dziadów starała się zebrać jeszcze więcej informacji, ale to i tak była tylko delikatna ryska na wielkim bloku wiedzy do zdobycia. Musiała radzić sobie sama, chociaż wiedziała, że o pewne wskazówki może spróbować poprosić nauczycieli. Owutemy i studia były jedynie kwestią ciężkiej pracy, a to potrafiła robić dobrze. No i jechała na tym samym wózku z większą ilością osób. Mads, Dorian...mogą się uczyć wszyscy razem.
Dorian.
Dorian miał jechać z bratem na eliminacje.
Dorian TAM BYŁ.
Lynne poczuła, jak jej żołądek przewraca się pięć razy na drugą stronę, a wiedziała, że to medycznie chyba nie jest do końca możliwe.
Odwróciła głowę od pozostałych osób w powozie, żeby nikt przypadkiem nie zauważył jej miny i nie zaczął zadawać niewygodnych pytań. Po pierwszej fali paniki poczuła wściekłość, ponieważ szybko wyliczyła, że przez dwa tygodnie, które spędzili razem w Kornwalii, Dorian nie wspomniał o tym ani razu. Wiedziała, że nie jest zbyt wylewny, ale liczyła na to, że mogliby porozmawiać o takich rzeczach. Ciekawe, czy rozmawiał o tym z Mads. Pewnie tak. Mads była lepsza do takich rzeczy.
Po dłuższej chwili i kilku głębokich oddechach uspokoiła się i opierdzieliła samą siebie za takie myślenie. Najważniejsze, że nic mu się nie stało. A skoro przyjechał do Mads, to jego bratu chyba też nie. A ona mogła bardziej ogarniać, co u jej znajomych i skojarzyć fakty.
Spotkała go dopiero na uczcie powitalnej i obdarzyła niezwykle promiennym uśmiechem na powitanie. Potem pomyślala, że może zbyt promiennym i wyszła na wariatkę. Zachowywał się raczej normalnie, ale miała wrażenie, że wyczuwa w nim pewnie napięcie. Dookoła wszyscy ludzie szeptali o eliminacjach i pewnie nie było to dla niego zbyt przyjemne.
Przez następne kilka dni zastanawiała się, jak ugryźć temat i czy powinna z nim porozmawiać o tym, co się stało. Pewnie nie będzie chciał, ale może jako dobra koleżanka powinna zagadać i zaoferować pomoc? A może właśnie powinna dać spokój? Uznała, że niech się dzieje co chce i dostosuje się do kolei losu.
Tego dnia nauczyciele nie zadali im wiele, a ponieważ był początek roku, nie miała jeszcze za bardzo czego powtarzać. Poczytała trochę notatek na następny dzień i pomyślała, że po kolacji mogłaby skupić się na innych rzeczach. W czasie wizyty u dziadków za granicą w jednym z antykwariatów w małym mieście udało jej się znaleźć kilka w miarę interesujących starych książek i uznała, że to dobry moment, by poczytać jedną z nich. Zgarnęła tomiszcze do torby i poszła na kolację. Miała nadzieję zdążyć wyjść przed wszystkimi, żeby móc zająć sobie miejsce na kanapie w przechodnim saloniku na piątym piętrze. Pokój wspólny Ravenclawu nie wydawał jej się odpowiednim miejscem na dziś. Jako osoby, które cechowała wrodzona ciekawość i żądza wiedzy, Krukoni zdarzali się być nieco zbyt wścibscy.
Wsunęła więc na szybko talerz zupy, zagryzła kanapką i zapiła herbatą, po czym zgarnęła ze stołu trochę ciastek, zapakowała się i podreptała na piąte piętro.
Większość uczniów dopiero zbierała się na kolację, więc minęła tylko kilka osób. Korytarz prowadzący do saloniku był cichy i opustoszały, a to dobrze wróżyło. Ruszyła żwawszym krokiem w kierunku pomieszczenia i dopiero w momencie, w którym była już przy wejściu, usłyszała skrzypnięcie kanapy.
A żeby cię sklątka tylnowybuchowa w dupsko ugryzła, cholero jedna!, pomyślała nieuprzejmie na temat osoby, która postanowiła zająć jej przestrzeć w saloniku. Nic to, postanowiła, że będzie tutaj siedzieć i musi w końcu mniej przejmować się ludźmi. Przeszła w tryb "pogodny wyraz twarzy" i wyszła zza roku, wchodząc do pokoju.
Na kanapie, pogrążony w lekturze, siedział Dorian. Lynne zdała sobie sprawę, że nie widziała go od zakończenia zajęć. Nie było go też na kolacji.
Hmmm, a może by tak dzisiaj zostać maszynistą swoich kolei losu?
Stanęła przed rówieśnikiem, którego książka była fascynująca do tego stopnia, że chłopak nie zorientował się, że ktoś gapi się na jego głowę. Lynne wzruszyła ramionami i odchrząknęła.
- Hej, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam... - zaczęła i zdała sobie sprawę, że to nie jest to, jak się zbiera pewność siebie i mniej przejmuje ludźmi. Nawet, jeśli ci ludzie to Dorian. Zebrała się i pewniejszm głosem dodała - Nie było cię chyba na kolacji. Chcesz muffinkę? - po czym wyjęła ze specjalnego pudełka na drugie śniadanie wielkie ciastko z jagodami i podsunęła je w kierunku kolegi.
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Dorian Campbell
VII Rok | Prefekt Ravenclawu
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 107
Wiek: 17 lat
Krew: półkrwi
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię wraz z zawartością [kilka książek, pióro, czysty pergamin]
Sakiewka: 20g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 27
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Czw Kwi 25, 2019 11:20 am   
   <Multikonta: RC | RV | WF


  I odniosła dobre wrażenie – podczas uczty, gdy niemal wszyscy wokół prowadzili ciche dyskusje na temat zdarzeń z osławionego meczu eliminacyjnego, Dorian definitywnie nie czuł się zbyt komfortowo. Ich tam w końcu nie było, nie musieli tego oglądać na własne oczy, nie czuli gorąca niebieskich, żarłocznych płomieni na skórze, a ich bliscy wcale nieomal nie zginęli pochłonięci przez ów ogień – podejrzewał, że gdyby było inaczej też wcale nie byliby aż tacy chętni do rozprawiania o tym. Poza Lynne jednak nikt więcej raczej nie zwrócił uwagi na to, że jest nie do końca swój; nie zachowywał się wszak jakoś inaczej – większość starszych bywalców Hogwartu zdołała go poznać na tyle przez te minione sześć lat by wiedzieć, że nie ma niczego dziwnego w fakcie, że prefekt Ravenclawu jest milczący czy udziela jedynie zdawkowych odpowiedzi.
  Nikogo też raczej nie zaskoczyło to, że dość szybko zebrał się z ceremonii. To znaczy, tak szybko jak mu na to pozwoliły obowiązki pełnionej przezeń funkcji, czyli w zasadzie tuż po tym jak uczta dobiegła końca – musiał w końcu zająć się świeżym narybkiem Domu Kruka, zaprowadzić do dormitoriów i tak dalej. Nie mógł sobie pozwolić na zbyt długą posiadówkę, nawet jeśliby chciał, choć w dalszej części uczty rozmowy wśród uczniów zeszły z eliminacji na kwestię organizowanego w tym roku Turnieju Trójmagicznego, co do którego zresztą Campbell miał dość mieszane uczucia. Pamiętał – ba, nawet był świadkiem! – jak dobrze ostatnia taka impreza się zakończyła. Niby teraz zmienili zupełnie zasady, ale i tak.
  W każdym razie kilka kolejnych dni i skupienie się na pierwszych lekcjach pozwoliło mu z powrotem zepchnąć kwestię feralnego meczu na dalszy plan; powracała ona jedynie w snach, choć już coraz rzadziej. Dostrzegał wprawdzie, że Lynne ostatnio chyba coś gryzło, ale Dorian jak to Dorian – nie próbował dopytać o co chodzi, wychodząc trochę z założenia, że jeśli dziewczyna będzie chciała o tym porozmawiać akurat z nim – choć dlaczego w zasadzie miałaby, był chyba ostatnią osobą, która się do takich rzeczy nadawała, przynajmniej jego skromnym zdaniem – to zrobi to w swoim czasie, bez zbędnego nacisku. Sam czegoś takiego nie lubił, więc nie robił tego innym.
  Nawet nie podejrzewał, że ma to związek właśnie z nim i jego udziałem w wydarzeniach na eliminacjach; jakoś tak nie przyszło mu do głowy, iż Krukonkę mogło w jakiś sposób dotknąć, że o tym nie wspomniał nawet słowem podczas tych dwóch tygodni, które spędzili u Mads. Dorian po prostu nie chciał obarczać dziewczyn swoimi osobistymi sprawami i prawdopodobnie popsuć tym samym całej trójce ten wypad – mieli miło spędzić czas w swoim gronie, a dyskutowanie o takiej tragedii z pewnością położyłoby się na tym cieniem. Z tego względu starał się zachowywać jakby nigdy nic się nie stało, co dla niego wcale nie było dużym wyzwaniem, a skoro żadna z nich go jakoś bardziej nie nagabywała to uznał, że uszanowały jego decyzję i tyle. Skąd wszak mógł wiedzieć, że Lynne akurat nie miała zwyczajnie pojęcia o zdarzeniach w Dartmoor i zapewne tylko dlatego nie usiłowała go o nie wtedy zagaić.
  Teraz jednak cała jego uwaga była poświęcona lekturze. Czytanie było jednym z zajęć, które potrafiły pochłonąć Campbella bez reszty i sprawić, że zupełnie tracił poczucie czasu; nie miał w zwyczaju spóźniać się gdziekolwiek, ale jeśli tak się działo, to z dużym prawdopodobieństwem można było założyć, że chłopak po prostu się zaczytał. Obecnie żadne spóźnienie mu nie groziło, mógł jedynie nie zdążyć wrócić przed wyznaczonym czasem do Wieży Ravenclawu, jeśli za bardzo by się tu zasiedział.
  Chłopak wciągnął się w czytaną powieść na tyle mocno, że w ogóle nie zorientował się, że w pewnym momencie ruchome figurki magicznych stworzeń przestały być jego jedynym ‘towarzystwem’ w saloniku. Prawdę powiedziawszy, gdyby Patterson nie odchrząknęła i w ten sposób nie dała mu o sobie znać, mogłaby zapewne tak stać przed nim i kolejnych paręnaście minut, a on nadal nie zwróciłby na nią uwagi. Oczywiście, nie było to nic osobistego – potrafił po prostu bardzo skutecznie odcinać się od otaczającej go rzeczywistości i czasem zdarzało mu się to robić bezwiednie.
  Drgnął nieznacznie jakby został wyrwany z jakiegoś transu, kiedy pomiędzy cichy szelest przewracanych stron i poskrzypywanie kanapy, kiedy nieco poprawiał pozycję, wkradł się nieoczekiwanie zupełnie nowy dźwięk. Uniósł głowę znad książki, a jego błękitne oczy padły prosto na sylwetkę rówieśniczki z Domu Kruka. Zamrugał odrobinę zaskoczony jej obecnością. Jak długo tu była…? Trudno było mu orzec czy dziewczyna dopiero co tu przyszła, czy może stała i przypatrywała mu się już dłuższą chwilę, czekając aż na nią zwróci uwagę. Trochę głupio by wyszło, gdyby chodziło o opcję numer dwa, prawda? Jeszcze by mogła pomyśleć, że ją specjalnie ignorował czy coś, co nie było w ogóle prawdą.
  – Och, Lynne, cześć – odezwał się obdarzając przy tym koleżankę lekkim uśmiechem. – Nie, skądże. Długo już tu jesteś? – zapytał tak dla wyklarowania sytuacji, bo nie lubił, gdy coś – nawet tak trywialnego – pozostawało dla niego niejasne. Nie wiedział też czy czasem nie powinien jej przeprosić za brak uwagi. Mówiąc włożył jednocześnie zakładkę do książki w przerwanym miejscu i odłożył ją na bok; nawet nie pokusił się o dokończenie strony, choć została mu mniej niż połowa, skupiając się teraz w zupełności na Lynne. Duża sprawa.
  – Nie byłem głodny – wzruszył ramionami, ale kiedy dziewczyna wyciągnęła ze swojego pudełka muffinkę z jagodami i podsunęła mu ją, Campbell poczuł, jak ślina napływa mu do ust. Jakby tego było mało, żołądek właśnie postanowił zagrać pieśń swego ludu i to wcale nie jakoś cicho. – Ale chętnie, dzięki – dodał unosząc nieznacznie kąciki ust i sięgając po wypiek; nie czuł może głodu wcześniej, ale w międzyczasie najwyraźniej zdążył zgłodnieć i nie było co tego ukrywać. – W ogóle nie stój tak, siadaj – przesunął się nieco na sofie i poklepał wolną dłonią miejsce obok siebie; jakoś tak wyszło, że podczas swojej sesji czytelniczej zaanektował ją praktycznie całą. Poczekał aż Krukonka usiądzie, wykorzystując ten czas na wgryzienie się w babeczkę.
  – Niech zgadnę, chciałaś tu w spokoju poczytać, a ja ci zająłem miejsce? – zagaił po przeżuciu i przełknięciu kęsa, rzucając przy tym nieco wymownym spojrzeniem w kierunku jej torby, a następnie z powrotem przenosząc wzrok na twarz dziewczyny.
_________________

×××
so wake me up when it's all over
when I'm wiser and I'm older



all this time I was finding myself
and I didn't know I was lost
×××

akta × zwierzęca forma × kot
 
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 82
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Śro Maj 01, 2019 4:18 am   

Odłożył na bok powieść i uśmiechnął się do niej lekko. NAPRAWDĘ miała nadzieję, że nie będzie zły za to, że mu przerwała. Rzadko widziała, żeby od razu zamykał książkę i skupiał się na rozmowie; zwykle prosił ludzi, żeby dali mu kilka chwil, kończył stronę i dopiero przechodził do konwersacji. Może chciał odfajkować kwestię gadania i jak najszybciej wrócić do czytania? Kto go tam wie...
- Jakieś...trzy minuty, nie więcej. - odpowiedziała, również z lekkim uśmiechem. - Dopiero co przyszłam z kolacji. - podała mu babeczkę, słysząc, jak jego brzuch komunikuje się na odległość z waleniami. Przesunął się na kanapie i zrobił jej miejsce obok siebie, więc usiadła, wyjęła książkę z torby i patrzyła, jak kolega pałaszuje ciastko. Siedzieli ramię w ramię, co uznała za dobry znak. Podobno chłopcy nie lubią rozmawiania twarzą w twarz, bo ich to krępuje, a jeśli chce pociągnąć go za język i wybadać, co się dzieje, to okoliczności były sprzyjające. No i zdobyła zaufanie, dając mu muffinkę. To działa w 99.9% przypadków.
Nie wiedziała nawet, o co chce go zapytać i od czego powinna zacząć. Zdawała sobie sprawę, że przez bycie ziemniakiem społecznym czasem miała w sobie tyle taktu, co zepsuty metronom, i bała się, że pojedzie ze zbyt grubej rury. Nie chciała pytać bezpośrednio, a z drugiej strony kluczenie wokół tematu mogło przynieść odwrotne efekty. Chciała się dowiedzieć, co dokładnie działo się z nim na eliminacjach, a jednocześnie bała się poznać prawdę i nie chciała przywoływać ciężkich wspomnień. Była ciekawa, czy powiedział już o tym Mads i jeśli tak, to dlaczego nie jej, a po sekundzie uświadamiała sobie, że może lepiej nie wiedzieć, bo będzie ją to bolało jeszcze bardziej. Po dłuższym namyśle uznała, że przeprowadzi tę rozmowę jak badanie naukowe - od ogółu do szczegółu. Jakoś popłynie.
- Owszem, chciałam w spokoju poczytać, i owszem, nie wiedziałam, że ktoś jeszcze się tu pojawi - pokiwała głową, otwierając swoją książkę i wertując pierwsze strony - ale jeśli mam dzielić tę przestrzeń z kimś, to jesteś odpowiednią osobą, bo się nie narzucasz swoją obecnością. - To wcale nie tak, że ona miała zamiar zrobić za chwilkę coś zupełnie odwrotnego.
Zaczęła czytać pierwsze wersy, delikatnie zezując w bok, by sprawdzić, czy on też czyta.
- W ogóle...jak tam ci mija początek ostatniego roku szkolnego? - zagadnęła, starając się wykorzystać wszystkie umiejętności nabyte w mugolskim kółku teatralnym z czasów podstawówki, byleby tylko Dorian nie usłyszał w jej głosie, że się denerwuje. Znała go na tyle, by domyślić się, że on też spiąłby się w środku, nic nie pokazywał i siedzieliby tu sobie tak, spięci jak włosy w weselnej fryzurze. Była to ostatnia rzecz, na jaką w tym momencie miała ochotę i liczyła, że kolega podłapie temat.
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Dorian Campbell
VII Rok | Prefekt Ravenclawu
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 107
Wiek: 17 lat
Krew: półkrwi
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię wraz z zawartością [kilka książek, pióro, czysty pergamin]
Sakiewka: 20g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 27
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Czw Maj 02, 2019 10:35 pm   
   <Multikonta: RC | RV | WF


  Tylko trzy minuty.
  Na szczęście to nie było wcale aż tak długo i gdzieś w głębi odetchnął z ulgą, że jednak nie okazało się, że dziewczyna sterczała przed nim kwadrans albo i nawet dłużej; przy czytaniu naprawdę potrafił zupełnie stracić rachubę czasu, więc nie czułby się zaskoczony, gdyby tak było. I wtedy definitywnie czułby się głupio z faktem, że jej przez tyle czasu nie zauważył. Albo że ona po prostu mu nie przerwała, prawdopodobnie bojąc się, że mógłby mieć jej to za złe czy coś. Nie miałby. Trzeba zdecydowanie więcej, żeby sprawić, aby się na kogoś chociażby zirytował, a co dopiero zezłościł. Nie wspominając już o jawnym okazaniu tego, bo do tego naprawdę trzeba by się solidnie postarać. Bardzo solidnie.
  Jasne, specjalnie przyszedł akurat tu i to jeszcze o tej porze, kiedy miał pewność, że nikogo w saloniku nie będzie, żeby zminimalizować ryzyko, że ktoś będzie mu zawracać głowę albo jakkolwiek inaczej przeszkadzać w lekturze. Niemal wszystko ma jednak jakieś wyjątki.
  Towarzystwo Lynne mógł właśnie zaliczyć do takich wyjątków, choć chyba nie bardzo zdawał sobie z tego sprawę. O kimś innym mógłby faktycznie powiedzieć, że mu przeszkadza, ale nie użyłby teraz tego określenia w stosunku do swojej rówieśniczki z Domu Kruka.
  Pokiwał głową w odpowiedzi, wciąż mając usta wygięte w lekkim uśmiechu, po czym zajął się podarowaną mu muffinką.
  Z Dorianem była taka sprawa, że nie lubił rozmawiać w ogóle. W sensie, na tematy stricte osobiste, choć i w innych konwersacjach nie mógłby z pewnością otrzymać nagrody mówcy roku. Wprawdzie może nie ograniczał się wyłącznie do półsłówek czy monosylab, ale zwykle wypowiadał się krótko i konkretnie, no chyba że coś wymagało dłuższego wytłumaczenia.
  Kęs po kęsie pochłaniał babeczkę, zerkając przy tym raz czy dwa w kierunku dziewczyny i unosząc przy tym kąciki ust za każdym razem, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Nie próbował uciekać w takich chwilach wzrokiem w bok, w końcu nie odczuwał przy tym skrępowania ani niczego takiego. Można nawet tak trochę powiedzieć, że było odwrotnie – chłopak dobrze czuł się w jej towarzystwie i jak na razie zachowywał się nawet całkiem swobodnie, przynajmniej jak na siebie. W końcu była jego dobrą koleżanką, być może nawet pokusiłby się już nieśmiało o określanie jej przyjaciółką.
  Przynajmniej na ten moment nic nie sprawiało, żeby czuł się spięty; nie miał wszak pojęcia, że Lynne ma pewne plany odnośnie tej konwersacji i że ów plany niekoniecznie mogą mu przypaść do gustu. Jedno było pewne – dziewczyna miała tutaj ciężki orzech do zgryzienia.
  – Podobnie jak i ja. To dobre miejsce do czytania, a o tej porze prawie zawsze jest puste – odrzekł, a następnie pokiwał głową i uśmiechnął się, gdy powiedziała, że nie ma nic przeciw dzieleniu tej przestrzeni z nim. Musiał przyznać, że miło mu było usłyszeć coś takiego akurat z jej ust.
  Widząc, że Lynne skupia się na własnej książce, dokończył babeczkę i sięgnął z powrotem po swoją powieść i otworzył w miejscu, gdzie wcześniej przerwał z zamiarem zrobienia tego samego. Jego spojrzenie zaczęło poruszać się wzdłuż kolejnych wersów wydrukowanych na papierze, ale ledwie zdążył dokończyć stronę, kiedy Krukonka ponownie się odezwała. Niebieskie oczy chłopaka oderwały się od tekstu i ponownie zawiesiły na jej sylwetce.
  – Głównie na nauce, to wprawdzie dopiero początek roku, ale nie chcę sobie od razu narobić zaległości – wzruszył nieznacznie barkami – bo nietrudno się domyślić, że im bliżej OWuTeMów, tym będzie jej więcej. A tobie? – odbił pytanie w jej kierunku; nie tylko z grzeczności, ale z faktu, że chciał tą rozmowę po prostu jakoś podtrzymać, a taki small talk to zdecydowanie nie była jego mocna strona zaraz po okazywaniu emocji. – Masz już jakieś plany co do tego, co będziesz robić po Hogwarcie? – dodał po krótkiej chwili. To z kolei powinno się zapisać w kalendarzu, bo Dorianowi niezbyt często zdarzało się próbować posunąć konwersację do przodu; zazwyczaj to druga strona musiała wkładać więcej wysiłku w rozmowę z nim.
_________________

×××
so wake me up when it's all over
when I'm wiser and I'm older



all this time I was finding myself
and I didn't know I was lost
×××

akta × zwierzęca forma × kot
 
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 82
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Sob Maj 25, 2019 11:16 pm   

Siedzieli obok siebie, co jakiś czas stykając się spojrzeniami nad stronicami swoich książek. Za pierwszym razem zrobiło jej się głupio, że się na niego gapi. Jednak kiedy uśmiechnął się do niej lekko, poczuła się pewniej i odpowiedziała mu tym samym. Zauważyła, że on też co jakiś czas patrzy się na nią. Może jednak wyczuwał, że nie zachowuje się naturalnie? Albo tylko powiedział, że mu nie przeszkadza, żeby nie zrobiło jej się przykro, a tak naprawdę wolałby siedzieć tu sam? Może cała ta próba rozmowy z nim to był błąd?
Głupio było jej się już jednak wycofać i wiedziała, że taka szansa nieprędko się zdarzy. Raz kozie śmierć, najwyżej się na nią obrazi. Tyle lat turlała się po tej szkole sama, wytrzyma ostatni rok. Zarzuciła na początek temat o roku szkolnym, a jego odpowiedź nie zdziwiła jej ani trochę. Cały Dorian, poświęcony nauce, powtarzaniu materiału żeby nie narobić sobie zaległości, najpilniejszy z Krukonów. Często sama chciała taka być i wyrzucała sobie, że jest zbyt leniwa, a czasem uznawała jednak, że nie dałaby rady tak żyć, bo nie mogłaby non stop zapierdzielać. Mózg by jej się spłaszczył.
- Mnie mija...całkiem w porządku. Z nauką jakoś daję sobie radę, boję się tego, co będzie potem. - odpowiedziała. - Pocieszam się, że tak naprawdę muszę się skupić tylko na kilku przedmiotach, a nie, jak w piątej klasie, na wszystkich. Znaczy wiadomo, idealnie byłoby mieć dobre oceny ze wszystkiego, ale no... - uznała, że zrozumie o co jej chodzi i nie będzie musiała na głos mówić, że czuje, że nie da sobie rady. - Trochę przeraża mnie to, że jesteśmy na finiszu i że za dziesięć miesięcy czeka na mnie dorosłość, odpowiedzialne decyzje i cała ta proza życia, której nigdy nie pokazują w filmach. - Doceniała fakt, że może przy nim swobodnie używać takich porównań, i że on je zrozumie. Kiedyś próbowała wyjaśnić jednej dziewczynie, czym jest telefon komórkowy. Laska była czystej krwi i Lynne zwątpiła wtedy w sens życia.
Zdziwiło ją jednak to, że Dorian dorzucił coś od siebie do rozmowy. Była pewna, że będzie musiała wyginać się jak wierzba bijąca, żeby podtrzymać konwersację, a tu taka niespodzianka. Chyba rzeczywiście czuł się dobrze w jej towarzystwie...nie zdarzało się to często, więc zrobiło jej się cieplej na serduszku. Zdała sobie sprawę, że o swoich planach na przyszłość rozmawiała tylko z najbliższą rodziną. Poczuła, że jeśli komuś z całej tej szkoły ma o nich opowiedzieć, to właśnie jemu.
- Huh...planuję iść na studia. - odpowiedziała. - Najbardziej marzy mi się magiczna medycyna, bo chciałabym zostać magicznym medykiem. Mugolskim chyba niekoniecznie. - uśmiechnęła się lekko. - Ewentualnie magiczne stworzenia, i zamiast ludźmi zajmowałabym się zwierzętami...no, albo pójdę na jakiś inny kierunek i zostanę nauczycielem w Hogwarcie. Oboje wiemy, że często jest tutaj jakiś wolny etat. - zachichotała. Zmiany kadrowe w Hogwarcie, oprócz słynnej Obrony Przed Czarną Magią, eskalowały ostatnimi czasy również na inne przedmioty. Chyba tylko Trasmutacja dobrze się trzymała. - A...jak i to mi nie wyjdzie, to rozważę ten sam uniwersytet co mój brat, bo też mają dobry poziom. I po prostu wyjadę. A co potem, nie wiem. - dodała cichym głosem. Tym ostatnim pomysłem nie podzieliła się jeszcze z nikim, nawet z Gavinem. Przyszło jej to do głowy dopiero niedawno. Z jednej strony wolałaby zostać tutaj, przy rodzinie, bo bała się wyjechać, a z drugiej strony...byłaby z dala od całego tego zamieszania, które toczyło się w jej świecie od wielu lat. Mogłaby uciec, i tam, na kontynencie, może miałaby szansę lepiej poznać swoje korzenie i rozwinąć swoje...umiejętności? Spojrzała na książkę leżącą na swoich kolanach. Nie wiedziała, co powinna robić w życiu i co ono przyniesie. Chyba też potrzebowała się wygadać z tego, co leżało jej na sercu - a nie tylko sprawdzać, czy ktoś inny przypadkiem nie ma takiej potrzeby.
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Dorian Campbell
VII Rok | Prefekt Ravenclawu
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 107
Wiek: 17 lat
Krew: półkrwi
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię wraz z zawartością [kilka książek, pióro, czysty pergamin]
Sakiewka: 20g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 27
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Wto Cze 04, 2019 1:55 am   
   <Multikonta: RC | RV | WF


  – Na dłuższą metę nie dałoby się tak wyrobić i najpewniej jedynie zaharowało na śmierć, bo nie da się być idealnym ze wszystkiego – odparł, gdy dziewczyna urwała swoją wypowiedź, uniósłszy nieznacznie kącik ust. I choć można by pomyśleć, że był w tym momencie hipokrytą, bo wyglądało na to, że sam w sumie tak próbował robić, ale to nieprawda – uczył się, owszem, wszystkiego na tyle na ile był w stanie, bo chciał być wszechstronnie wykształcony, jednakże zdecydowanie bardziej skupiał się na przedmiotach, które miały zaważyć na jego dalszej edukacji i życiu. W innym wypadku faktycznie zaharowałby się zwyczajnie na śmierć, próbując zgarniać same W ze wszystkiego. Nawet on, najpilniejszy ze wszystkich Krukonów, nie był w stanie czegoś takiego dokonać.
  Chłopak skinął głową, gdy Lynne dodała, że jest trochę przerażona tym co ich czeka później, po Hogwarcie, kiedy już oficjalnie staną się dorosłymi, bo teraz to co najwyżej mogli powiedzieć o sobie, że są pełnoletni. Kącik jego ust powędrował nieco wyżej, gdy usłyszał porównanie Krukonki, nawet zaśmiał się przy tym krótko i cicho. Trudno byłoby mu się nie zgodzić z jego trafnością; zwykle pokazywane są wyłącznie te dobre strony, a cała reszta spychana jest gdzieś na bok, a potem tacy świeżo upieczeni dorośli nagle zderzają się z rzeczywistością, która wcale nie okazuje się tak fajna i kolorowa, jak sobie wyobrażali.
  – Skłamałbym, gdybym powiedział, że sam czuję się całkowicie pewnie stojąc niemal u progu końca mojej przygody z Hogwartem i rozpoczęcia prawdziwie dorosłego życia. – Spuścił na moment spojrzenie na książkę w swoich dłoniach i trochę mimowolnie przekartkował jej strony. Niby właściwie dostał już przedsmak jak to wszystko będzie wyglądać, gdy na krótki okres czasu przejął obowiązki głowy rodziny po śmierci ojca, ale to absolutnie nie oznaczało, że był już przygotowany i że nie miał żadnych obaw przed tym co ma nadejść. – Prawdopodobnie się w tym momencie powtórzę, ale to minęło zdecydowanie zbyt szybko.
  W roli słuchacza sprawdzał się o wiele lepiej niż rozmówcy. Nienachalnie spoglądał w jej kierunku, kiedy opowiadała o swoich planach na wcale-nie-tak-oddaloną-w-czasie przyszłość, kiwając przy tym od czasu do czasu głową na znak, że słucha. A mówią, że faceci tego nie robią! Również zaśmiał się cicho, kiedy wspomniała, że w razie, gdy wszystko inne zawiedzie, prawdopodobnie w Hogwarcie znajdzie się jakaś wolna posada nauczycielska.
  – Widzę więc, że masz na siebie pomysł i jestem przekonany, że ci się uda, niezależnie którą ścieżką ostatecznie zdecydujesz się pójść, masz jeszcze co najmniej 10 miesięcy, aby się namyślić – odezwał się, gdy skończyła mówić, przywołując na twarz pokrzepiający uśmiech. – A dalsze plany zapewne zostaną i tak zweryfikowane przez życie.
  Pozwolił, żeby po tych słowach w saloniku zapadła cisza. Jeszcze raz uśmiechnął się w kierunku dziewczyny, po czym przeniósł spojrzenie na książkę, ale jeśli tylko trochę lepiej się mu w tym momencie przyjrzała, to mogła zauważyć, że raczej nie ma zamiaru wracać teraz do lektury, a po prostu się nad czymś zastanawia.
  – Ja natomiast… nie jestem jeszcze do końca pewien – podjął po paru chwilach milczenia, nie podnosząc jednak wzroku z powieści. Nie pytała wprawdzie o jego przyszłe plany, ale jakoś tak… chciał jej o tym powiedzieć, po prostu. Tym bardziej, że jak do tej pory nie rozmawiał na ten temat z nikim. – Studia to na pewno, choć jeszcze waham się co do kierunku. Coraz poważniej myślę jednak nad transmutacją, zawsze mi nieźle szła, może coś dodatkowo do tego, a potem… chyba jakaś kariera akademicka, nie widzę się specjalnie w niczym innym, jeśli mam być szczery – wzruszył barkami. Mogło to wszystko brzmieć dość zaskakująco padając akurat z jego ust; zawsze wszak był przygotowany, a tu proszę – był już niemal na finiszu tego etapu edukacji, ale nadal nie miał do końca wyklarowanych planów na dalsze życie. – Wyjazdu za granicę nawet nie rozważam, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości, musiałbym wtedy zostawić brata zupełnie samego z naszym wujem, a… nie chcę tego robić – dodał jeszcze po krótkiej chwili, a jego usta wygięły się w pozbawionym wesołości uśmiechu. Nie wspominał już, że to nie tylko przez ekscentrycznego wuja nie chce tego robić – Kieran wciąż pozostawał najbliższą mu osobą jaką posiadał, a to, że nie dalej jak dwa miesiące temu tak niewiele zabrakło, żeby i jego stracił… miało dość mocny wpływ na taką a nie inną decyzję.
_________________

×××
so wake me up when it's all over
when I'm wiser and I'm older



all this time I was finding myself
and I didn't know I was lost
×××

akta × zwierzęca forma × kot
 
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 82
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Cze 16, 2019 4:24 am   

Pokiwała głową na znak, że rozumie. Chociaż bardzo chciała, nie była w stanie być perfekcyjna. Tyczyło się to nie tylko nauki, ale życia w ogóle. Co prawda nigdy go o to nie pytała wprost, ale rozmawiając z nim, miała wrażenie, że pod tym względem mają całkiem podobne podejście do życia. Chociaż, jeśli chodzi o naukę, to jemu było zdecydowanie bliżej do perfekcji. I zdecydowanie lepiej radził sobie z presją. Lynne często zdarzało się mówić sobie, że musi zacząć skupiać się na wybranych rzeczach, a kilka innych odpuścić. W praktyce wychodziło jednak tak, że miała wyrzuty sumienia, nie dając z siebie stu procent w każdym aspekcie. Wpadała przez to w błędne koło i zastanawiała się czasem, jak w ogóle przetrwa okres owutemów. Od jakiegoś czasu było ma szczęście lepiej. Albo to ona była zbyt martwa w środku, żeby aż tak się przejmować.
- Jakoś damy radę - wszystkie roczniki przed nami dały, to my chyba też. - powiedziała z uśmiechem. - Ale tak, to wszystko minęło zbyt szybko. Chociaż, w niektórych przypadkach to może nawet i dobrze. - wzdrygnęła się na wspomnienie czwartej klasy.
Huh, więc nie tylko ona nie była zbyt szczęśliwa z powodu nadchodzącej dorosłości. Zauważyła, że kiedy mówiła do niego, kiwał głową i dawał do zrozumienia, że jej słucha. Zrobiło jej się miło, bo ludzie zwykle wyłączali się przy jej gadaninie po kilku - kilkunastu minutach. To była całkiem przyjemna odmiana i wyglądało na to, że jest szczery w tym co robi, a nie tylko kulturalnie pomrukuje, żeby nie wyjść na buca. Chociaż, w porównaniu z niektórymi osobami, z którymi zdarzyło jej się rozmawiać, nawet to byłby krok do przodu.
- W sumie, to nie spojrzałam nigdy na to w ten sposób. - odpowiedziała po chwili zastanowienia, kiedy pocieszył ją, że ma jeszcze sporo czasu na ustalenie swoich planów na życie. - Pewnie masz rację. Moja babcia zawsze powtarza, że "przyjdzie czas, przyjdzie rada", więc z biegiem czasu coś się pewnie wyklaruje. Może coś mnie zainspiruje, może ktoś złoży mi jakąś ofertę, a może pojawi się zupełnie co innego, kto wie. W każdym razie...dzięki, że we mnie wierzysz, bo ja w siebie raczej nie bardzo. - powiedziała cicho, w napływie nagłej szczerości. Niby miała poczucie, że wszyscy dookoła wiedzą, że ma mało pewności siebie, ale niekoniecznie lubiła podejmować ten temat z obcymi osobami. Ale on nie był dla niej obcy. Od zawsze był kolegą z tego samego domu i już siódmy rok chodzili razem na zajęcia. Jednak dopiero od tego szalonego WdSu pod koniec zeszłego roku zaczęli gadać ze sobą częściej i czuła, że zbudowała się między nimi jakaś dobra relacja. Poczuła się podbudowana, że on, tak pilny i zdolny uczeń, wierzy, że jej się uda. Może po prostu znał ją jeszcze za krótko i nie wiedział, jak koncertowo potrafi knocić rzeczy, hehe.
Sam podjął temat swoich planów, a ona podniosła głowę znad książki i słuchała go uważnie. Nie zapytała go o to, chociaż w sumie powinna, ale uznał najwyraźniej, że warto się z nią tym podzielić mimo wszystko. To, że nie ma ustalonych konkretnych planów, nieco ją zaskoczyło - miała wrażenie, że kto jak kto, ale on mógłby mieć akurat plan na życie rozpisany co do dnia na następne pięć lat. Może też zbyt krótko go znała?
- Transmutacja brzmi jak plan. - uśmiechnęła się. - I kto, jak nie ty, da sobie radę z dwoma kierunkami jednocześnie? - szturchnęła go lekko łokciem w bok. - No i patrz, jeśli się uda, to będziemy się mijać gdzieś na korytarzach jeszcze przez parę lat! Pewnie razem z Mads. To będzie przygoda. - zaśmiała się na wizję całej ich trójki, za dwa lata, sunących jak zombie przez korytarze jakiegoś starego gmachu. Z kubkami kawy w rękach, po wspólnie spędzonym wieczorze. - Ja myślę, że na cokolwiek się zdecydujesz, dasz sobie radę. Nieważne, czy to będzie kariera akademicka, czy coś innego. Jesteś tak ambitny i zdolny, że dasz sobie we wszystkim radę. A swoją drogą, wolałbyś karierę jako nauczyciel tutaj, w jakiejś innej szkole, czy na którymś z uniwersytetów? - zapytała. Była szczerze ciekawa, jaki ma plan, bo chyba nigdy nie spotkała kogoś, kto rozważał podobną ścieżkę kariery.
Nie bardzo wiedziała, jak ugyźć temat, do którego chciała przejść od początku rozmowy. Miała zbyt mało umiejętności socjalno-interpersonalnych, a mimo wszystko nie chciała pocisnąć z grubej rury. Może to nie był dobry dzień na taką rozmowę, może to w ogóle nie był dobry pomysł? Czasem ludzie otwierali się przed nią w najmniej spodziewanych momentach i pomyślała, że w tym przypadku tak właśnie może być. Już prawie się poddała, kiedy nagle on odniósł się do jej pomysłu z wyjazdem za granicę. W jej głowie zamrugało małe światełko. To mogła być niteczka, za którą należało pójść.
- Ach, tak, wspominałeś o wujku. - uśmiechnęła się najcieplej jak umiała. Ktoś jej kiedyś powiedział, że człowiek umie przelać każdą emocję w jakiś uśmiech, a ona ostatnio czuła tych emocji więcej. Oby nie wyszło karykaturalnie. - Swoją drogą, co u twojego brata? Teraz jest na piątym roku, dobrze pamiętam? - zapytała uprzejmie. - Poważna rzecz - on ma w tym roku sumy, ty owutemy...kto się stresuje bardziej? - mrugnęła do niego, chociaż w żołądku czuła ciężar. Była coraz mniej pewna swojego pomysłu, ale pociągnęła za pierwszą z nitek kłębka. Efekt końcowy był bliżej nieznany. Może trzeba było pociągnąć, ale Madelaine za język? Z drugiej strony, nie miała stuprocentowej pewności, że przyjaciele rozmawiali już o tym, co zdarzyło się w wakacje. A z trzeciej, miała jeszcze mniejszą pewność, że nawet jeśli tak, to czy Mads powiedziałaby jej cokolwiek. Trzeba było ogarnąć temat wcześniej, Patterson, pomyślała. Powstrzymała westchnięcie i skupiła minimum uwagi książce leżącej na kolanach.
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Dorian Campbell
VII Rok | Prefekt Ravenclawu
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 107
Wiek: 17 lat
Krew: półkrwi
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię wraz z zawartością [kilka książek, pióro, czysty pergamin]
Sakiewka: 20g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 27
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Sob Cze 22, 2019 1:50 pm   
   <Multikonta: RC | RV | WF


  — No pewnie, innej możliwości nawet nie biorę pod uwagę. — Jego usta również wygięły się w uśmiechu. Może i nie czuł się tak do końca gotów wejść w dorosłość, od której dzieliły ich zasadniczo już tylko miesiące, ale nie miał zamiaru tanio oddać skóry i na pewno stawi czoła wszelkim wyzwaniom, które przyniesie ze sobą nowa rzeczywistość. Na jej następne stwierdzenie jedynie przytaknął głową z łatwością domyślając się do czego piła; akurat czwarty rok był wyjątkiem, przy którym cieszył się, że zleciał w miarę szybko. Zwłaszcza, że dla niego był podwójnie ciężki – przejęcie Hogwartu przez popleczników Voldemorta pokryło się z dość sporymi i mało przyjemnymi zmianami w jego życiu osobistym, z którymi dopiero uczył się jakoś sobie radzić.
  — Dokładnie — zgodził się kiwając przy tym lekko głową. — Oczywiście nie chodzi o to, żeby zupełnie nic nie robić i jedynie czekać aż coś się samo pojawi, bo nawet takim okazjom często trzeba nieco dopomóc, ale jednak nigdy nie wiadomo co akurat może czaić się za następnym zakrętem. — Życie miało to do siebie, że potrafiło być bardzo nieprzewidywalne; składało się na nie tyle różnych zmiennych, że wszelkie długoterminowe – a nieraz nawet i te krótkoterminowe – plany często trzeba było zmieniać z powodu jakichś nowych, nieuwzględnionych wcześniej okoliczności. Należało po prostu oczekiwać nieoczekiwanego, o.
  — Nie dziękuj, od tego w końcu są przyjaciele, prawda? — Jego usta ponownie wygięły się w ciepłym, pokrzepiającym uśmiechu. — I… trochę więcej wiary w siebie, bo jesteś zdolna i na pewno dasz sobie radę, po prostu… nie pozwalaj by to cię hamowało — dodał zupełnie szczerze z uniesionym kącikiem ust, choć nigdy nie czuł się specjalnie mocny w tego typu gadkach; jego dość niski skill w relacjach międzyludzkich sprawiał, że zawsze miał wrażenie, iż jego mające podnieść na duchu słowa brzmią tak… pusto i nijako. Dlatego by wzmocnić przekaz tego co powiedział po krótkiej chwili zawahania wyciągnął w jej stronę rękę i delikatnie uścisnął jej ramię. Można też powiedzieć, że ten drobny gest był również swego rodzaju niemą deklaracją, że w razie czego zawsze będzie mogła na niego liczyć. I fakt, jeszcze aż tak dobrze jej jednak nie poznał, ale… to niczego by nie zmieniło.
  Uśmiechnął nieco szerzej, kiedy szturchnęła go lekko łokciem; rozważał taką opcję głównie ze względu na to, żeby w razie czego mieć jakąś alternatywę, gdyby jeden plan nie wypalił, ale w podjęciu się dwóch kierunków było też pewne wyzwanie, któremu chętnie stawi czoła, chociażby po to by przetestować swoje możliwości. Zaś na jej wzmiankę o przygodzie kiwnął przytakująco głową.
  — Podoba mi się ta wizja, wiesz? To zdecydowanie będzie przygoda, kto wie, może nawet lepsza niż obecna — odparł i zawtórował przy tym Krukonce śmiechem. Byłoby naprawdę świetnie, gdyby okazało się, że całą trójką wylądują na jednym uniwersytecie i wciąż będą mogli widywać się twarzą w twarz niemal codziennie, nawet jeśli każde pójdzie na inny kierunek, a nie jedynie utrzymywać ze sobą kontakt listowny i ewentualnie spotykać się od święta. Choć i tym zadowoli się w pełni, gdyby jednak wyszło, że każde po ukończeniu Hogwartu pójdzie swoją drogą, bo na pewno nie miał zamiaru postawić kreski na tych znajomościach; szczególnie, że znał siebie i wiedział jak trudno mu przychodzi nawiązywanie trwalszych relacji z innymi, więc każdą jedną mocno cenił.
  — Wydaje mi się, że troszeczkę mnie jednak przeceniasz, ale… dzięki — odpowiedział na jej kolejne słowa, bo nawet jeśli był osobą ambitną i potrafiącą dość realnie ocenić swoje możliwości, nawet jeśli uczył się wyłącznie dla siebie i swojego rozwoju, to wbrew pozorom także potrzebował od czasu do czasu coś podobnego usłyszeć. Taka świadomość potrafiła dodać skrzydeł. — Hmm… bardziej interesowałby mnie praca na uniwersytecie, ale nie wykluczam zupełnie nauczania w którejś ze szkół, zależy co się akurat trafi — udzielił odpowiedzi na jej pytanie po niedługiej chwili zastanowienia i wzruszył nieznacznie barkami. — Wątpię jednak, żebym załapał się na etat tutaj, akurat osoba dzierżąca pałeczkę profesora transmutacji wydaje się nie do zdarcia — dodał ze śmiechem. Miał wrażenie, że nawet za dekadę czy dwie profesor Harvin wciąż będzie postrachem kolejnych pokoleń uczniów uczęszczających do Hogwartu. W przeciwieństwie do innych nauczycieli, którzy potrafili rezygnować po zaledwie kilku miesiącach ze swoich stanowisk, ona jedna trzymała się naprawdę twardo.
  Kiwnął głową i uniósł kąciki ust w trochę niemrawym uśmiechu, kiedy napomknęła o jego wuju. Brat jego ojca był naprawdę… specyficzną osobą i Dorian wciąż nie do końca wiedział, co ma o nim tak naprawdę myśleć, choć właśnie mijał już trzeci rok jak mieszkał razem z bratem pod jego dachem.
  — Nie, na całe szczęście Kieran ma jeszcze cały rok, żeby musieć czymkolwiek się naprawdę stresować, właśnie rozpoczął czwarty rok — poprawił ją, ale wyraźnie było widać, że nie miał jej za złe tej pomyłki, nawet nieznacznie się uśmiechnął; to w końcu nie tak, że dużo jej o nim mówił czy coś, w sumie to chyba nawet w ogóle poza jakąś okazyjną wspominką czy dwoma, więc miała pełne prawo nie pamiętać takich rzeczy. W sumie to nawet go troszeczkę zaskoczyło, że Lynne w ogóle o niego zapytała. — No chyba, że swoim dołączeniem do drużyny Gryfonów, chciał w tym roku szkolnym w końcu spróbować swoich sił w quidditchu. Jest zdecydowanie większym fanem tego sportu niż ja — zaśmiał się krótko, była to jedna z licznych – i dość skrajnych – różnic między nimi, przez co momentami mogło być ciężko uwierzyć, że w ogóle są spokrewnieni. — Ale znając go to pewnie się tym w ogóle nie przejmuje, chociaż… — szybko urwał nie dokańczając tej myśli i pokręcił przy tym nieznacznie głową. — Nieważne, na pewno da sobie radę.
  Próbował przywołać na twarz uśmiech, ale dało się zauważyć, że jest on raczej wymuszony i jego głównym celem jest zatuszowanie czegoś, co go wyraźnie gryzło. A tuszował, bo… jednak niespecjalnie chciał o tym rozmawiać i wcale nie chodziło o to, że akurat miałby jej o tym mówić. On już tak po prostu miał, więc próba wyciągnięcia czegokolwiek z Mads nic by dziewczynie nie dała, bo Puchonce również nawet słowem o niczym nie wspomniał. W zasadzie to prawie nikomu tak naprawdę.
_________________

×××
so wake me up when it's all over
when I'm wiser and I'm older



all this time I was finding myself
and I didn't know I was lost
×××

akta × zwierzęca forma × kot
 
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 82
Wiek: 17 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 13
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Sob Cze 29, 2019 4:58 am   

Dorosłość to nie było to, na co czekali z utęsknieniem. Zwłaszcza, że oni wszyscy, tutaj, w tej szkole, musieli dojrzeć zdecydowanie szybciej. Od początku żyjące w cieniu losów świata, którego byli częścią. Lynne westchnęła cichutko. Nie pytała nigdy o szczegóły, ale wiedziała i pamiętała, że tamten rok był dla niego wyjątkowo ciężki. Spojrzała na przyjaciela dyskretnie. Podziwiała go za siłę i za niezłomność charakteru. Mógł się przecież poddać, załamać i nikt by go za to nie winił - w końcu miał wtedy tylko 14 lat. To nie jest wiek, w którym powinieneś brać na barki losy swojego świata. A niestety - to nie był pierwszy taki przypadek, który znała. Mógł obwiniać cały świat i innych ludzi, a tymczasem on pozostawał wciąż tym samym chłodno myślącym chłopakiem o sercu w odpowiednim miejscu. Przynajmniej na tyle, na ile go poznała. Czy pokrywało się to z rzeczywistością? Miała mocne wrażenie, że tak. I szczerą nadzieję.
- Wiadomo, trzeba działać, a nie tylko siedzieć i czekać, bo w ten sposób można zmarnować pół życia. Tylko pytanie, co czai się za tym rogiem - czy miłe szczeniaczki z bukietem tulipanów, czy raczej Irytek z pastą do zębów. - Zaśmiała się cicho z własnej metafory. - W tej szkole jest większe prawdopodobieństwo tego drugiego, ale...rozumiesz. - Dodała.
Więcej wiary w siebie. Spuściła wzrok na książkę i uśmiechnęła się lekko, jakby zupełnie zaprzeczając temu, co jej przed chwilą powiedział. Nie rzuciła tego ot tak, by usłyszeć komplement; zwierzyła mu się z tego, jak naprawdę się czuje. Nie oczekiwała nawet jakieś większej odpowiedzi, bo jej zdaniem nie było na co jej udzielać. Jednak fakt, że on, jeden z najlepszych uczniów w szkole, wierzy w to, że jest zdolna i da sobie radę, sprawił, że przyszłość zaczęła się malować w nieco cieplejszych barwach. Czyżby aż tak potrzebowała opinii innych ludzi, żeby zacząć myśleć w ten sposób? Być może, ale w tym przypadku nie były to puste i nijakie stwierdzenia. Powiedział to Dorian, a on nie rzucał słów na wiatr. Po chwili poczuła jego dłoń na swoim ramieniu i lekki uścisk. Znak, że rzeczywiście myślał tak, jak mówił. Ona nie wątpiła w to ani przez chwilę. I nie chciała być hamowana przez swoją niepewność jeszcze bardziej niż zwykle. Pokazać mu, że miał rację, że ona da sobie radę, że osiągnie swoje cele. Dawno nie poczuła się tak podniesiona na duchu. - Huh, dzięki. Za to, że tak o mnie myślisz i że...że mogę na ciebie liczyć. Nawet nie wiesz, jak to doceniam. - Dodała cicho.
Na wspomnienie o studiach to on uśmiechnął się szerzej. Ucieszyła się, bo to mogło znaczyć, że nie ma zamiaru tracić z żadną z nich kontaktu. Ona też bardzo chciała zachować te relacje - nieważne, czy mieli widywać się codziennie, czy utrzymywać kontakt na odległość. Czuła się do nich przywiązana. W ich towarzystwie zawsze czuła się swobodnie i mogła po prostu być sobą, bez oceniania. Takich ludzi nie spotkała na swojej drodze wiele, więc tym bardziej nie chciała ich stracić.
- Mnie też. - Powiedziała z uśmiechem, odnotowując jednocześnie w głowie, że musi dopytać Mads, na co ta właściwie planuje iść na studia. Miała wrażenie, że coś kiedyś wspominała, ale...może coś się zmieniło? - I nie sądzę, żebym cię przeceniała. To nie jest tak, że wczoraj zaczęliśmy chodzić razem do szkoły. - Uniosła znacząco brew, patrząc się na niego. - Praca na uniwersytecie brzmi jak coś absolutnie fascynującego, więc mocno trzymam za ciebie kciuki. Szkół masz kilka do wyboru, a na nauczycieli biorą zazwyczaj najlepszych.- Puściła mu oko.
Na komentarz o etacie w Hogwarcie wybuchnęła śmiechem razem z nim. Coś musiało być w tym przedmiocie, że uczący go nauczyciele tak długo trzymali się na stanowiskach. Przed aktualną profesorką transmutacji uczyła aktualna dyrektorka, a jeszcze wcześniej sam Albus Dumbledore.
- Wiesz...zawsze możesz pouczyć gdzieś indziej i wrócić tutaj na stare lata. - Zaproponowała, śmiejąc się. - Jak już profesor McGonagall przejdzie na emeryturę, a profesor Harvin zostanie dyrektorką...ciekawe, czy w regulaminie szkoły jest jakaś tajna klauzula, która mówi, że każdy kolejny nauczyciel transmutacji zostaje dyrektorem. Wtedy miałbyś zaplanowaną karierę do końca życia! - Zauważyła wesoło. - Ostatecznie możesz liczyć na to, że profesor Carter w końcu wyśle ją na urlop macierzyński. - Dodała cicho, wspominając bal. Może i dla niej nie był on jakoś specjalnie udany, ale występ muzyczny był niczego sobie.
Na informację, że Kieran zaczął czwarty rok, przed oczami pojawiła jej się oś czasu i dopiero po chwili zorientowała się, że źle przeliczyła różnicę wieku między chłopakami. Z matematyki nigdy niby orłem nie była, ale...nadal mogła uważniej słuchać, co Dorian do niej mówi. Złajała samą siebie w duchu za gapiostwo, chociaż sam zainteresowany nie wyglądał na specjalnie przejętego faktem, że postarzyła mu brata o rok.
- A, no tak. No to ma jeszcze rok spokoju. - Skwitowała pomyłkę. - Jak super! Jeśli to lubi, to niech totalnie spróbuje dostać się do drużyny, będziemy mieć komu kibicować. Albo raczej będziemy mieć powód do kibicowania Gryfonom. - Własną drużynę wspierała zawsze, a w ekipie Puchonów grała Mads, więc od jakiegoś czasu nieco żywiej podchodziła także do rozgrywek składu Hufflepuffu. - Czemu miałby nie dać sobie rady? - Zapytała, mając wrażenie, że właśnie robi krok na bardzo grząski grunt.
I rzeczywiście, chwilę później wyraz twarzy Doriana zmienił się. Jego uśmiech był jakby wymuszony, uciekł gdzieś wzrokiem i zamilkł.
Oj.
Nie miała pojęcia, ile czasu już tu siedzą. Mogło to być piętnaście minut, mogła być godzina. Kolejne sekundy mijały, aż w końcu zebrała się w sobie. Powiedziało się A, to chyba powinno się powiedzieć też B? Niczego nie była już pewna.
- Dorian...wszystko w porządku? - Zapytała przyciszonym głosem. Głupio, bo przecież widziała, że nie. - Co...coś się stało?
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,68 sekundy. Zapytań do SQL: 10