► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów.
► Trwa lekcja Mugoloznawstwa.
► Rusza krukońska lekcja wychowawcza!
Wyniki konkursu naukowego z ONMS!
► Zakaz wycieczek do Hogsmeade!
► Event Kadra vs Uczniowie zakończony!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii, Zielarstwa, Wróżbiarstwa i Obrony przed Czarną Magią!

Minęły dwa lata od Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall, a życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Nie oznacza to jednak, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone, a tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony. Czytaj więcej.
Listopad 2000r.
Pełnia: 01-03.11 (22-25.08)
Pochmurno, nieustający deszcz i silne wiatry. W dzień ok. 6'C, w nocy temperatura spada do ok. 2'C. Możliwe okoliczne przymrozki.
129
362
132
180


Poprzedni temat «» Następny temat
III Piętro
Autor Wiadomość

Violetta Strauss
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 693
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, kieszonkowe bagno, talia przeklętych kart, eliksir przeczyszczający, eliksir przebudzenia, eliksir króliczych uszu
Sakiewka: 53 galeony, 3 sykle
Poziom życia: 20%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 27
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 19
Miotlarstwo: 27
Wysłany: Pon Cze 24, 2019 8:03 pm   
   <Multikonta: Cassiopeia, Jimin


Jennifer z pewnością nie należała do kobiet, które łatwo przyjmują odmowę. Co prawda nie chciała również się naprzykrzać ze swoimi propozycjami i być nachalną, ale z pewnością nie odpuściłaby Leonie po jednej prostej odmowie, pytając czy Francuzka naprawdę jest tego pewna i nie zmieni swojego zdania. Nie chciała otrzymywać nieprzemyślanych do końca odpowiedzi, które padały zbyt szybko.
- W takim razie zadbam o to, żeby jeszcze dzisiaj wyprawić do ciebie Hänsela - powiedziała, przypieczętowując tym samym swoją decyzję. Teraz Eiffel z pewnością nie będzie mogła się z tego wycofać w najgorszym wypadku biedny skrzat będzie będzie wędrował pomiędzy ich domami póki nie otrzyma od pani Strauss rozkazu wykonywania wszystkich poleceń blondynki z wyłączeniem tego o powrót do właściwego domostwa. Całkiem sprytne to by było tak szczerze mówiąc.
Oprócz tego faktycznie Jen miała skłonność do tego, by podkopywać pozycję córki głównie dzięki wszelkiego rodzaju historyjkom, które miały udowodnić, że jej córka potrafiła być dosyć sentymentalna i wrażliwa. Nawet jeśli próbowała temu zaprzeczyć lub po prostu nie okazywać tej emocjonalnej strony. Mimo wszystko wychowywanie przez Petera wpłynęło na pewno w wielkim stopniu na obecny charakter jego córki, a przynajmniej tej konkretnej.
- Byłoby cudownie, dziękuję Bianchie - nie ma to jak naprawdę swobodna rozmowa z byłą dziewczyną swojego dziecka, które dopiero co zostało odratowane od kompletnego zatrucia organizmu. - A tak właściwie to co u twojej rodziny? Wszystko w porządku?
Niech mama dalej sobie plotkuje z panną Ferro. Viol postanowiła skupić się na swoim obecnym love intrest z ojcowskiego nadania. Chłopak zaczął się tłumaczyć z tego, że nie chce stanowić problemu. Młoda Strauss nie zamierzała go jednak wyganiać skoro już przyszedł. Wtedy cała jego wyprawa kompletnie nie miałaby sensu.
- Nie przeszkadzasz, Isaac. Naprawdę - zapewniła go, przyglądając się jak ten zaczyna nerwowo grzebać w torbie. Naprawdę nie oczekiwała, że Silberstein przyniesie jej coś do szpitala. Co prawda była mu wdzięczna, ale czuła się źle z tego powodu, że musiał się tyle fatygować. - Dziękuję ci, ale nie musia... - zaczęła, ale po chwili przerwała, by sięgnąć po tomy wciąż znajdujące się w dłoniach studenta. - Na Merlina, wszędzie tego szukałam! - stwierdziła, spoglądając na okładkę jednego z woluminów, które zostały przyniesione przez studenta. To z pewnością pomoże jej w czasie pisania eseju do Cartera. Taki mały gest, a jednak niezwykle ją ucieszył. Nawet nie zauważyła, że dobierając od niego książki, musnęła palcami jego dłoń. Zapewne byłaby odrobinę zmieszana, gdyby nie to, że książki kompletnie pochłonęły jej uwagę. Przynajmniej w tym jednym byli zgodni. Krukonka już miała przekartkować jedną z pozycji, gdy jej uwagę zwróciło pukanie w okienną szybę, a następnie ciężko objuczona sowa, która wylądowała na środku sali. Kolejny podarunek? Od kogo tym razem?
Siedemnastolatka odłożyła na bok otrzymane od narzeczonego książki. Była zdecydowanie zaintrygowana treścią listu, którą Leona zaczęła czytać na głos. Młoda Strauss w trakcie czytania listu zmieniła swoją pozycję, spuszczając nogi ze swojego łóżka, by usiąść na jego skraju i skupić swoje spojrzenie dokładniej na nauczycielce. Wbrew opinii byłej dziewczyny Violettę można było nazwać spokojną osobą (pomijając oczywiście jej wyprawy samobójcze). Była naprawdę spokojna. Była jebaną ostoją spokoju niczym jeziorko z kwiatem lotosu pośrodku położone na środku klasztoru tybetańskich mnichów, ale kiedy ktoś przekraczała pewną granicę to mógł się liczyć z prawdziwą furią, która wymykała jej się spod kontroli przy zbytnim nagromadzeniu negatywnych emocji. Ledwo Eiffel skończyła czytać, a postanowiła odpisać na ten jakże emocjonujący list i to własną krwią, której kropla najwyraźniej przelała czarę goryczy. W momencie, gdy poczuła na sobie wzrok nauczycielki, która zapewne chciała wysłuchać tego, co Krukonka miała do powiedzenia ta nie planowała się w ogóle ograniczać.
- Fidius Flint - powtórzyła ostrożnie, a jej głos brzmiał wciąć spokojnie, by dopiero w następnej chwili zacząć ociekać prawdziwą pogardą i nienawiścią. - Godny, kurwa, pożałowania auror.
- Viol... - Jennifer zapewne chciała uspokoić córkę, ale na próżno. Mężczyzna naprawdę jej zalazł za skórę i nie zamierzała tego ukrywać. Nie w chwili, gdy wokół znajdowali się bliscy jej ludzie.
- Nie, mamo... Ten jebany tchórz spierdolił z lasu po tym jak tentakula wytrąciła mu różdżkę z ręki. Rozumiesz to? Znajdowała się może w odległości metra od niego, ale nie... Nie podniósł jej, żeby nam pomóc, ale po prostu spierdolił ratując własną skórę - zaczęła, a każde kolejne słowo ociekało coraz większym jadem, który z pewnością mógł konkurować z tym jakim dysponowała Tentakula. - I to ma być, kurwa, auror! Zrobił coś, co mnie i Bianchie nawet by nie przyszło do głowy jako uczennicom Hogwartu! - stwierdziła po czym roześmiała się z ironicznym rozbawieniem. - Zapewne, gdyby tylko z daleka zobaczył śmierciożercę to też by zaczął spierdalać. Dlatego tak długo udało mu się przeżyć. Chuj jebany... - pokręciła z dezaprobatą głową. - Jeszcze mówi, że poszedł po pomoc pierdolony sukinkot. Po pomoc, której nadejścia zapewne byśmy nie dożyli, bo nawet o to nie potrafił się zatroszczyć. Jeśli tylko ta spierdolina próbowałaby odzyskać różdżkę i nam pomóc na miejscu to Nathaniel nie straciłby ręki, gdy starałam się uwolnić Leo, ale nie... Niech wykwalifikowany, kurwa, auror ucieka i zostawia wszystko w rękach na wpół żywej uczennicy Hogwartu i dwójki unieruchomionych przez Tentakule dorosłych. Niech, kurwa, zdychają jak sobie nie poradzą... - zapewne nikt w sali nie spodziewał się po niej aż tak potężnego wybuchu emocji, ale Fidius zdecydowanie przekroczył dopuszczalną przez nią skalę zjebania. Swoim zachowaniem wkurwił ją niemiłosiernie jak nikt inny. - Kanalia... Dobrze, że nie zjawił się tu osobiście, bo wtedy żałowałby, że nie pożarła go ta Tentakula...
Zacisnęła palce mocno na skraju łóżka, czując jak drżą jej mięśnie. Nie wiedziała jednak czy był to skutek wciąż krążącej w jej organizmie trucizny czy może efekt nadmiaru emocji, który ją po prostu zalewał. Zapewne Leona była zszokowana tym, co właśnie mówiła jej uczennica, ale kto by się tym przejmował? Z pewnością nie ona.
- Przysięgam na Rowenę, że gdybym go zobaczyła to skończyłby o wiele gorzej niż trup w Zakazanym Lesie... - warknęła jeszcze. - Z pewnością by błagał o litość, gdyby nie miał gdzie spierdolić tym razem...
- Opanuj się, Violetto - stanowczy głos uciął jej groźby rzucane w kierunku nieobecnego w sali aurora.
Krukonka odwróciła głowę w kierunku drzwi do pomieszczenia. Peter Strauss wszedł do sali dosłownie chwilę wcześniej. Jego zimne i niemalże bezduszne spojrzenie utkwione było w córce, której po raz kolejny udzielał jej publicznej reprymendy. I o ile łagodne próby Jennifer nie przyniosły żadnego efektu tak jego lodowaty ton od razu sprawił, że dziewczyna zamilkła, nie próbując nawet powiedzieć ani słowa więcej o Fidiusie Flincie.
- Jeśli już musisz koniecznie grozić komuś śmiercią to rób to tak, żeby nie musieli ciebie słyszeć ludzie znajdujący się na korytarzu, a najlepiej rób to jedynie w myślach - polecił jej, ale Krukonce nawet przez myśl nie przyszło tym razem przeprosić go za to, że zachowała się niepoprawnie.
Mężczyzna zerknął jeszcze w stronę pozostałych obecnych, którym skinął krótko głową na powitanie. Nawet Bianchie, którą wciąż pamiętał choć nie zapałał do niej szczególną sympatią. I to wcale nie z powodu tego, że miała w sobie domieszkę mugolskiej krwi.
- Musimy poważnie porozmawiać, Violetto - po raz kolejny zwrócił się do niej pełną formą imienia. Nigdy nie zwykł używać zdrobnień przez co brzmiał o wiele bardziej surowo jakby wciąż ją strofował. Cóż... W zasadzie tak było nawet jeśli dziewczyna nie łamała szczególnie wszelkich regulaminów i reguł. - Czy możesz mi wyjaśnić dlaczego nagle otrzymaliśmy z matką sowę od profesor McGonagall informującą o tym, że znajdujesz się w Mungu w stanie zagrożenia życia? - zapytał w końcu dosyć oschłym tonem. Nie brzmiał on co prawda zbyt ostro, ale niesamowicie bezemocjonalnie.
Siedemnastolatka jednak milczała, starając się uważnie dobrać słowa, których mogłaby użyć w rozmowie z ojcem, który wpatrywał się w nią wyczekująco, ignorując chwilowo pozostałe obecne na sali osoby.
_________________
 
 
     

Nathaniel Lancaster
II rok | Aurorstwo
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1376
Wiek: 22 lata
Krew: czysta
Pupil: memortek
Różdżka: włos lwa nemejskiego, 11 cali, giętka, cis
Ekwipunek: różdżka, guma do żucia
Sakiewka: 0g
Genetyka: Animag
Poziom życia: 65%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 60
Z. zwykłe: 19
Z. ofensywne: 35
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Pon Cze 24, 2019 11:08 pm   
   <Multikonta: Oliver, Leo Ch.


Drzemka nie trwała zbyt długo. Może raptem piętnaście do dwudziestu minut, bo została przerwana przez tyradę Violi, a może to był skrzek sowy, której Leo wyrwała pióro, tylko długo mu zajął powrót do rzeczywistości? Ciężko było stwierdzić. W każdym razie, Nath na początku średnio kontaktował, ale gdy się w miarę ocknął to Viol była na etapie „Niech wykwalifikowany,kurwa, auror”. Umówmy się, nie trzeba było być Sherlockiem by dodać sobie dwa do dwóch i zorientował się o kogo chodzi. Czemu rozmowa akurat zeszła na Flinta? Tego nie wiedział.
Obrócił głowę w stronę drzwi słysząc nowy głos. Czyżby to był Strauss senior? Na pierwszy rzut oka to sądząc po sposobie bycia tego jegomościa… nie różnił się zbytnio od Lancastera seniora. Czy oni gdzieś tego uczą, jak ma się zachowywać głowa czystokrwistego rodu? Ma się przygotować mentalnie na otrzymanie kiedyś sowy, która go zaprosi na odpowiedni kurs? Chociaż… czy to już nie było za późno na takie lekcje? No chyba, że jego staruszek jednak go wydziedziczy w swoim testamencie. Wtedy to by miało sens.
W każdym razie słysząc komentarz Petera Nath nie mógł sobie odpuścić komentarza. O ile Viola zareagowała na słowa swojego ojca milczeniem, tak Lancaster przy takich ludziach stawał się nieco bardziej gadatliwy, problem polegał na tym, że pierdzielił jak potłuczony, ale co mógł poradzić? To była taka reakcja obronna na jego własnego staruszka, a że Strauss zaliczał się do podobnej kategorii… - To akurat dobra rada… bo wiesz… ten kretyn potknie się na prostej drodze, zrobi sobie trwałą krzywdę, a komuś akurat się przypomni, że coś wspominałaś o mordowaniu i jeszcze pójdzie na Ciebie…- normalnie wzruszyłby do tego niedbale ramionami, ale dzisiaj był wyjątkowo mało ruchliwy. Sam się nieco zjeżył na Straussa Seniora gdy ten oznajmił, że musi poważnie porozmawiać… akurat teraz… akurat przy wszystkich. Perfekcyjne wyczucie czasu, co nie? No ale Lancaster dopiero się rozkręcał. Po krótkiej drzemce czuł się nieco lepiej, ale tylko nieco, a dodatkowo lekka złość działała na niego mobilizująco. … - Och, to akurat proste. Jakiś kretyn zasadził sobie cały zagajnik Jadowitych Tentakuli, na pewnej uroczej polance, gdzie chcieliśmy się oddać podziwianiu pełni księżyca. Oczywiście nikt na żadnej mapce nie zechciał zaznaczyć, że oprócz cudownego punktu widokowego można tam spotkać interesujące okazy agresywnej fauny. Tak przynajmniej byśmy się spodziewali, że te wspaniałe roślinki będą się chciały z nami zaprzyjaźnić, a tak nas zaskoczyły. Swoją drogą, gdyby nie to, że Viola zachowała na tyle zimnej krwi, żeby wystrzelić Perriculum, to pewnie bylibyśmy zmuszeni zostać na tej polance… na dłużej- to na końcu dodał już trochę poważniej. Tyle jeszcze pamiętał z całej tej awantury.
Dopiero teraz zwrócił uwagę na Leo… i jej minę. Znał ją już całkiem nieźle i mógł się mniej więcej domyślić o co chodziło. No a skoro już gadał głupoty to mógł to jeszcze trochę pociągnąć. Najwyżej Leo go zdzieli w łeb, chociaż nie, przecież był w szpitalu jako pacjent, powinno mu wyjść na sucho. A w najgorszym wypadku… zamieni się w kota. To zawsze działało. -Swoją drogą Leo… powiem Ci, że nawet gdybym wiedział jak ta nasza mała wycieczka się skończy, to i tak bym poszedł. Dla takich widoków było warto… powiedział z szelmowskim uśmieszkiem na paszczy i rozbawionych iskrach w oczach. Cóż, Leo powinna od razu załapać, że wcale nie chodziło o oglądanie księżyca w pełni.
_________________


 
     

Isaac Silberstein
II rok | Starożytne języki i liczby
Dołączył: 16 Maj 2019
Posty: 23
Wiek: 20
Krew: czysta
Pupil: sowa Odala
Różdżka: Dziki bez i pióro memortka, 12 i pół cala, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Wysłany: Wto Cze 25, 2019 12:22 am   
   <Multikonta: MD | FL | RW


 Ogólnie rzecz biorąc nie przeszkadzał mu układ, w którym rozmowa toczyła się gdzieś obok, a on sam mógł pozostać niezauważony. Wystarczyło mu pół minuty atencji ze strony pani Strauss, by nabrał ochoty natychmiastowego zapadnięcia się pod ziemię, tym bardziej że świadków tej niezręcznej sytuacji było aż zbyt wiele – i za dużo znajomych twarzy. Wolałby już chyba, żeby szpitalna sala była wypchana jakimiś babciami, ciotkami i innymi osobami, którymi średnio musiałby się przejmować. A tu nie, w odwiedziny wpadli krewni i znajomi królika, tak żeby przypadkiem poziom zażenowania nie spadł mu zbyt nisko.
 — Pozwolę sobie zaprzeczyć — mruknął, nawet nie odrywając wzroku od swoich cennych książek. Jeden kącik ust chłopaka podskoczył wyraźnie, po raz pierwszy i może jedyny podczas tej wizyty nadając mu wygląd czegoś innego niż kompletnego wypłosza. Chcąc sobie pomóc, aż usiadł w końcu na krawędzi łóżka, bo w przeciwnym wypadku cały jego dobytek mógłby skończyć z łoskotem na szpitalnej podłodze.Bez wątpienia skorzystał na fakcie, że Jen zajęła się panną Ferro, a Nathaniel wybrał objęcia Morfeusza. Przynajmniej na moment rozmowa przestała mieć wymiar ogólny, a w kontaktach jeden na jeden Isaac radził sobie o wiele lepiej. Zazwyczaj.
 — Czyli trafiłem? Świetnie. — Uśmiechnął się z miejsca, widząc pozytywną reakcję Violetty. Trochę się przecież wcześniej obawiał, że wybrał kiepski temat i zamiast pomóc dziewczynie pożytecznie i przyjemnie spędzić resztę terapii, raczej dołoży jej kolejny powód do zanudzenia się na śmierć. Tymczasem będzie mógł opuścić szpital z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku! To znaczy, nie żeby już się zastanawiał nad swoimi obowiązkami jako narzeczony, bo ze względu na przymusowy charakter tej relacji wypierał ją z myśli tak długo, jak tylko mógł. Chodziło bardziej o to, że pamiętał Violkę jeszcze ze szkoły i w jakiś sposób zdążył ją polubić, mimo dość ograniczonego kontaktu (głównie przez swoje własne zakopanie w książkach). Każdy porządny kolega na jego miejscu zachowałby się tak samo.
 Jak to powszechnie wiadomo, bilans musi wyjść na zero; kiedy więc tylko już mogłoby się zdawać, że atmosfera nabiera naprawdę przyjaznej nuty, do sali wpadła sowa z listem. Nie trzeba było mieć zdolności legilimencyjnych by zauważyć, że wiadomość wywołała niemałe poruszenie najpierw u bezpośredniej jego adresatki, a potem także u Krukonki. Kimkolwiek był ten tajemniczy Fidius Flint, powinien chyba znaleźć sobie solidny bunkier, najlepiej w Ameryce Środkowej, zmienić nazwisko i dla dodatkowej pewności transmutować sobie twarz, czy coś.
 Podczas perory w wykonaniu młodej Straussówny powrócił do ustawień domyślnych a.k.a przepraszam że żyję. Podświadomie głupio mu było, że sam też nie mógł nic zrobić, choć na zdrowy rozsądek nijak nie miał takiej możliwości. Gdzieś pomiędzy niewyjaśnionym poczuciem winy a przytłaczającą potrzebą zrobienia czegokolwiek pożytecznego, odruch nakazał mu dyskretne przykrycie dłoni dziewczęcia swoja własną, ot, w przyjacielskim geście, by pomóc jej się uspokoić. Nie potrwało to jednak długo, bo zaraz do pomieszczenia wparował jedyny, którego jeszcze tu brakowało, by młodego Silbersteina do reszty dobić. Sam dźwięk głosu Petera Straussa wystarczył, by chłopak na powrót skurczył się w sobie, grzecznie złożył łapki jak starsza pani na kazaniu i wbił wzrok gdzieś w podłogę, nagle aż za bardzo świadom tego, gdzie i wśród kogo się znajduje. Czy można jeszcze się przesiąść na taboret? Czy można jeszcze wyskoczyć oknem?
_________________

 
     

Leona Eiffel
Prof. Zaklęć | Op. Hufflepuffu
Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 302
Wiek: 34 lata
Krew: Półkrwi
Pupil: Ropucha Hilde, płomykówka Cerdic, młody granian Siofra
Różdżka: Pióro memortka, 17 cali, jodła, bardzo sztywna. Obudowana w elegancką laskę z masy perłowej.
Ekwipunek: Omnikulary, Veritaserum, Ręka Glorii, Szkiele-Wzro, Peruwiański Proszek Natychmiastowej Ciemności, Eliksir na Sen bez Snów.
Sakiewka: 15g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 95%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 71
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 30
Wysłany: Wto Cze 25, 2019 7:35 pm   
   <Multikonta: Heike Hass, Archie M. Shelby



Naprawdę tak bardzo było widać to jak Leona jest przywiązana do Nathaniela...? Więc maskowanie tego i powściąganie własnej ekspresji to naprawdę nie był jej konik. Tak to jest, jak całe życie jest się szczerą, a potem nagle próbuje się udawać kogoś innego. I to jeszcze w takim aspekcie... Nawet Rose, po tak długiej rozłące, potrafiła z niej czytać jak z otwartej księgi... Widocznie Eiffel będzie musiała się w końcu pogodzić ze swoimi uczuciami. Chociaż wcale nie było to łatwe i na pewno nie nastąpi teraz, a już na pewno nie z jej inicjatywy.
Z niejakim zaskoczeniem przyjęła pomoc od młodszej blondynki, podnosząc na nią nieco przekrwione oczy. Nie cofnęła dłoni, kiedy ta rzucała na nią Episkey, a nawet uśmiechnęła się delikatnie - zwłaszcza słysząc słowa Ferro i czując jej ciepłą dłoń na ramieniu.
Dzięki, złotko... — mruknęła cicho, podniesiona nieco na duchu. Choć musiała przyznać, że coś ją zakuło w głębi klatki piersiowej. Obca jej osoba potrafiła dać jej tyle wsparcia, zaledwie kilkoma zdaniami i machnięciem różdżki, kiedy jej przyjaciel zwyczajnie ją zostawił w najgorszym możliwym momencie... Leona nie potrafiła tego pojąć. Zwyczajnie nie mieściło jej się to w głowie. Owszem, musiała przyznać, że w opisanych przez Flinta działaniach, była jakaś logika, ale... Ona w życiu by się nie wycofała na jego miejscu! Gdyby w równych opresjach był sam Fidius i jego Cheyenne, Eiffel wyszłaby z siebie, żeby tylko im pomóc. Choćby miała z gołymi pięściami rzucić się na Nundu - a nóż kupiłaby im nieco czasu na ucieczkę, albo magiczny lew by się nią nażarł... Dla niej jej bliscy byli najważniejsi. Świata nie zbawi - ale otaczające ją osoby może próbować. Do ostatniego tchu, póki jej dzika krew krążyła w żyłach. Inaczej nie mogłaby spojrzeć w lustro.
Już miała odpowiedzieć Bianchie, że chętnie w sumie napiłaby się kawy, kiedy... Violetta wybuchła. Leona z, doprawdy ogromnym, zaskoczeniem zwróciła swoje ciemnoniebieskie tęczówki na pieklącą się uczennicę. Szczerze? Szczęka złotowłosej opadła. Ta Strauss, która zamykała się w szczelnej skorupce przy większych emocjach, w końcu nie wytrzymała i wybuchła. I to naprawdę widowiskowo, bo Eiffel już dawno nie słyszała takich... Pięknych wiązanek.
Viol...
Trzeba było przyznać, że z każdym słowem Krukonki, ciężar z barków Eiffel powoli spadał, kawałek po kawałeczku... Tak jakby Violetta rozładowywała całe napięcie jakie zgromadziło się w ciele nauczycielki. Jakby zdejmowała cegiełkę po cegiełce. Młoda Strauss w ogóle nie obwiniała Leony o to co się wydarzyło - i dopiero teraz do złotowłosej zaczęło to dochodzić. Nikt nie miał jej za złe tego co się wydarzyło. Ani Viol, ani jej matka, nawet Nathaniel...
Słoneczko wyszło zza chmur, kiedy Leona z wdzięcznością spojrzała się wprost w ciemne tęczówki Violetty, a potem... Do sali wpadła chmura burzowa w postaci Pana Straussa.
Leona miała do niego... Zaskakująco zdystansowane podejście. W sumie stawiała go przy plusie tylko ze względu na jego żonę Jennifer - ktoś, kogo poślubiła ta złota kobieta nie mógł być... Zły. Ale był specyficzny, naprawdę, bardzo specyficzny.
I ojcowsko władczy.
Co nie zmienia faktu, że niemal zachłysnęła się powietrzem przy jego pytaniu. No absurd! Jak mógł pytać o tak... Oczywiste rzeczy! Złotowłosa niemal wstała na nogi, żeby po matczynemu stanąć między młodą Strauss a jej ojcem, kiedy odezwał się Nathaniel. Zamrugała, momentalnie opadając na taborecik, żeby zostać przy boku mężczyzny.
Agresywnej flory Nath... Fauna to zwierzęta — wytknęła cicho studentowi, uśmiechając się pobłażliwie i znów sięgając po jego rękę. Co mogła zrobić z tym uśmiechem mimowolnie wypływającym na jej wargi... Cieszyła się, że Lancaster zachowywał się jak... Lancaster. Niesforny kot, ciągle badający granice.
Widocznie jej granice też postanowił wybadać.
Wraz z jego słowami, jej blade policzki przybierały kolor dojrzałych pomidorów.
N-Nathaniel! — puściła jego dłoń, nieco spłoszona, wlepiając speszony wzrok w studenta. — W-Wszystko pamiętasz? — spytała z niejakim... przestrachem. Bo ona doskonale pamiętała, choć nie panowała wtedy nad sobą. I robiło jej się gorąco na samą myśl, co między nimi zaszło. A słowa studenta... Były dość jednoznaczne. W końcu... w sukience widział ją już nie raz, czyli... Musiał mieć na myśli bieliznę. A tą ukazała dopiero na polance, w połowie jej elfiego pląsu wokół studenta.

_________________


 
 
     

Bianchie Ferro
III rok | Transmutacja
Dołączyła: 14 Cze 2013
Posty: 355
Wiek: 21 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: włókno z serca cerbera, 12 cali, czeremcha, sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z przyborami szkolnymi (poza szkołą również Beretta), peleryna niewidka
Sakiewka: 10g
Genetyka: animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 40 (+1 drewno +4 genetyka)= 45
Z. zwykłe: 20+1 = 21
Z. ofensywne: 20 (+2 rdzeń) +3 = 25
Z. defensywne: 15 (+3 genetyka) + 2 =20
Miotlarstwo: 7 (+3 genetyka) = 10
Wysłany: Wto Cze 25, 2019 9:00 pm   
   <Multikonta: Terry || Cecile


Uśmiechnęła się promiennie do Jen. Naprawdę cieszyło ją to, że ta kobieta wciąż patrzyła na nią tak samo, pomimo tego, że ich drogi z Violettą kompletnie się rozeszły. No może nie do końca skoro Bian pojawiała się u jej boku choć wcale nie musiała tego robić. Bo ok, mogła twierdzić, że jest tutaj dla Nathaniela, ale przecież to ostatecznie informacja o krukonce przekonała ją do wizyty w szpitalu. Ale csii o tym nikt nie musi wiedzieć. –To żaden problem. Nie mogę w końcu pozwolić, żeby Violi zabrakło włoskich potraw- Musiała się przyczepić tej tęsknoty, po prostu musiała. Ale kiedy dostajesz takim materiał do ręki należy z niego skorzystać póki jest ku temu okazja. Plus, Strauss i tak skupiała się teraz na swoim narzeczonym, to też ex Puchonka czuła się absolutnie bezkarna. –Jak najbardziej. Moje siostry zaczęły już chodzić do Dumstrangu, interesy papy idą w należytą stronę, a mama jak zawsze jest panią na sycylijskich włościach – był to bardzo ogólny opis, ale znowu chyba nie było potrzeby by wdawać się w większe szczegóły kiedy o takie nie pytano. Można nawet z góry założyć, ze Jen pociągnęła rozmowę czysto grzecznościowo, bo szczerze mówiąc, Bian nie zakładało by specjalnie ją to interesowało. Jasne, było to miłe, ale wciąż pozostawało zwykłą pogawędką.
A potem zaczęło robić się interesująco. Niewinnie od kilku słów pocieszenia dla Francuzki przeszli do tyrady wygłoszonej przez Strauss. I niech ktoś jeszcze śmie zaprzeczyć, że Violka nie ma wybuchowego charakterku. Jak chce to potrafi dogadać. Ba nie zostawia na człowieku suchej nitki, co właśnie udowadniała. Przynajmniej wreszcie dowiedziała się co się mniej więcej stało. Fidius Flint, narobił sobie wielu wrogów i to w pełni zasłużenie. Jeśli to co wszyscy mówią jest prawdą, a najwidoczniej tak było, ten człowiek jest już martwy. Ban nigdy nie przepadała za aurorami, a ten człowiek właśnie udowodnił, że miała rację. Jego zasranym obowiązkiem było ratowanie tej dwójki, po to są aurorzy. Nie tylko żeby walczyć ze śmierciożercami czy innymi przestępcami, ale też po to by chronić obywateli. Ten nawalił na całej linii i mógł się tylko cieszyć, że skończyło się tylko na utracie jednej kończyny i zatruciu organizmu. Gdyby któreś z nich zginęło, facet spędziłby długie lata w Azkabanie modląc się o śmierć. Cóż, to ostatnie akurat dało się zrobić i nawet wiedziała, kto mógłby jej w tym pomóc. Wróć, wcale na szybko nie planowała zabójstwa odwetowego. Chociaż znowu, Nath by prędzej jej w tym pomógł niż ją powstrzymywał.
Tyrada zaś została przerwana w dość widowiskowy sposób. Peter Strauss. No to mamy już kompletnie zestaw awkward level hard. Powiedzieć, że powiało chłodem to trochę za mało. Bian westchnęła cicho, szczególnie, że Nathaniel swoją opowieścią dolewał tylko oliwy do ognia, a już na pewno w niczym nie pomagał. –Nath… csii nie pogarszaj – szepnęła konspiracyjnie, a to, że wciąż stała obok Leony znacząco powinno pomóc w ograniczeniu grona odbiorców jej głosu do zaledwie 3 osób. –Wiesz, na twoim miejscu bym się cieszyła, znaczy że nie jest z nim tak źle – uśmiechnęła się do Leony widząc tak żywą reakcję. Zdecydowanie nie chciała wiedzieć co też takiego Lancaster zobaczył. Mogła się tylko domyślać.
Zrobiło się tutaj naprawdę tłoczno. I rodzinnie. To był też ten moment, w którym Bianchie zrozumiała, że jej osoba jest tutaj naprawdę zbędna. Niech to sobie załatwią dalej we własnym sosie. Ona zaś skoro jedzenie zostawiła i przekonała się, że ta dwójka jednak powoli będzie dochodzić do siebie, mogła w spokoju stad iść. Inna sprawa, że nie koniecznie chciała zostać i być świadkiem reprymendy Petera. Nope, odpuści sobie to widowisko. –Nath, dobrze widzieć, że jednak żyjesz i nie jesteś krwawą miazgą. Wpadnę cię jeszcze odwiedzić, może nawet przyniosę koci miętkę – uśmiechnęła się zaczepnie zaraz też targając mu włosy. Książek czy notatek mu nie oferowała, strata czasu kompletna. –Miło było cię poznać, szkoda że tylko w takich okolicznościach. Jeśli byś czegoś potrzebowała śmiało pisz, jestem Bianchie Ferro – nieco głupio, że przedstawiała się dopiero na odchodnym, ale cóż, jakoś nie było okazji wcześniej. Plus jej oferta była jak najbardziej aktualna i szczera. Jeśli włoszka się na coś deklarowała, to słowa jak najbardziej dotrzymywała. Teraz pozostawała ta trudniejsza część. –Pójdę już, nie będę wam dłużej przeszkadzać. Miło cię było znowu spotkać Jen, Panie Strauss[color] – tutaj zwróciła się do mężczyzny kłaniając mu się lekko, czy po prostu mocniej opuszczając przed nim głowę. Tak taktyczny odwrót. Co zaś się tyczy Issaka i Violki. Temu pierwszemu posłała lekki uśmiech, po czym przeniosła wzrok na swoją byłą. Miała wiele myśli w głowie i nie wszystkie nadawały się, by je głośno powiedzieć. Ostatecznie wiec zdecydowała się na jedno. –[color=#ff9966]Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie. W razie czego wiesz gdzie mnie znaleźć – jej uśmiech był raczej niepewny, delikatny ale szczery. Ok nie były już razem, ale tak jak Jen powiedziała, wciąż wiele była dla niej w stanie zrobić, tak samo jak pomoże w potrzebie. Wystarczyło się tylko odezwać.
Skoro już pożegnania miała za sobą, po prostu opuściła salę i spokojnie ruszyła korytarzem do wyjścia. Ta wizyta zdecydowanie była dziwna, ale nie żałowała, że się na nią zdobyła.

z/t
_________________
Kruczek: xXx
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 693
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, kieszonkowe bagno, talia przeklętych kart, eliksir przeczyszczający, eliksir przebudzenia, eliksir króliczych uszu
Sakiewka: 53 galeony, 3 sykle
Poziom życia: 20%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 27
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 19
Miotlarstwo: 27
Wysłany: Wto Cze 25, 2019 11:03 pm   
   <Multikonta: Cassiopeia, Jimin


Może i wyglądało to na zwykłe pytanie z grzeczności, ale Jen naprawdę miała nadzieję, że Bian i jej rodzinie się powodzi. Naprawdę zdążyła ją polubić i nawet jeśli drogi Ferro i jej córki się rozeszły to wciąż życzyła jej dobrze. W końcu tak to już w życiu bywa, że ludzie raz są razem, a raz nie.
- Och, to cudownie. Mam nadzieję, że dobrze im idzie. - rzuciła jeszcze do studentki.
W końcu dorosły do tego, by zostać członkiniami magicznej społeczności. Może nie do końca pełnoprawnymi, ale zawsze. Oby jeszcze siostry Bian wyrosły na cudowne czarownice.
- Miło, że się wciąż o mnie troszczysz, Bianchi - powiedziała Krukonka i to bez cienia ironii.
Kurwa, dzięki mamo. Musiałaś wspominać przy mojej byłej, że tęsknię za jej kuchnią? To był cios poniżej pasa i powinnaś doskonale o tym wiedzieć. Chociaż w sumie Jennifer mówiła jedynie prawdę, do której Viol w życiu by się nie przyznała. Plusy były takie, że w reszcie będzie mogła otrzymać upragnione włoskie żarcie, do którego było jej tak tęskno. Zawsze coś jak już cię matka zawstydziła przed ex. Naprawdę cudowny dzień.
Uśmiechnęła się do studenta, gdy ten wydał się naprawdę ucieszony faktem, że udało mu się trafić z doborem lektur. Była mu naprawdę wdzięczna za to, że pomyślał o tym i przyniósł wiele różnych tytułów, dzięki którym na pewno nie mogłaby się nudzić nawet w czasie naprawdę długiego pobytu w szpitalu.
- Trafiłeś idealnie. Dziękuję ci, Isaac - upewniła go jeszcze, spoglądając na niego z niejaką... czułością? Na pewno lubiła go jako kolegę. Mieli wiele cech, które sprawiały, że potrafiliby się doskonale dogadywać jako znajomi jednak jako para? Z tym mogłoby być już o wiele gorzej. Tym bardziej, że oboje zostali do tego zmuszeni.
Owszem siedemnastolatka potrafiła nad sobą całkiem dobrze panować, ale przez gromadzenie w sobie coraz to większej ilości negatywnych emocji po prostu zamieniła się w bombę z zapalnikiem zegarowym, który właśnie w tym momencie skończył odmierzać czas. Najchętniej rozszarpałaby aurora gołymi rękoma, gdyby tylko miała ku temu okazję. I zdecydowanie nie chciałaby, żeby Bian postanowiła ją w tym wyręczyć. Sama miała wystarczające pokłady niszczycielskiej energii oraz sadyzmu, by sprawić, że Fidius skończyłby po prostu marnie. Wyjątkowo zalazł jej za skórę. Zapewne gdyby nie interwencja Petera mogłaby ciągnąć swoje groźby i bluzgi w nieskończoność. Za nic miała próby uspokojenia jej ze strony matki, zszokowane spojrzenie Leony czy też dłoń Isaaca, która pojawiła się na jej własnej. Zdawała się nie zauważać tego wszystkiego. W tamtym momencie chęć mordu zdawała się przysłaniać jej wszystko inne.
Obecność Petera zdawała się jeszcze bardziej zagęścić atmosferę w pomieszczeniu oraz obniżyć panującą w nim temperaturę o dobrych kilka stopni. Jedno z jego zwykłych spojrzeń potrafiących natychmiast spacyfikować krnąbrnych rozmówców posłał niemal natychmiast Lancasterowi, karcąc go za podobne wtrącanie się w jego rozmowę z córką. Chwilowo nie zamierzał go upominać, mając nadzieję, że ten najzwyczajniej w świecie się zamknie i zrezygnuje z dalszych komentarzy. Niestety nie stało się tak. Po jego niezwykle ironicznej wypowiedzi na temat wycieczki do Zakazanego Lasu jego twarz nabrała iście marsowego oblicza. Spojrzał on na leżącego na sąsiednim łóżku studenta.
- Radziłbym ci zważać na słowa, młodzieńcze - upomniał go niezwykle surowym tonem. - Do pewnych osób powinieneś się zwracać z szacunkiem. Twój ojciec powinien cię tego nauczyć lata temu, ale widać zaniedbał twoje wychowanie. Jeśli nie masz do powiedzenia nic odkrywczego to lepiej zamilknij i jedz owoce, bo masz mało witamin.
Pan Strauss nie zamierzał więcej tolerować jego drwin, które zdecydowanie go drażniły. Zresztą jak większość rzeczy. Natomiast Ferro mimo wszystko potrafiła się zachować i pożegnać obecnych w całkiem kulturalny sposób. Ona wiedziała jak się zachować. Krukonka naprawdę doceniała fakt, że Bianchie nie wdawała się z Peterem w niepotrzebne dyskusje i nie robiła nic, co mogłoby jeszcze pogorszyć toczącą się obecnie dyskusję.
- Dzięki, Bian. Nie sądzę jednak, żeby było to potrzebne - odpowiedziała jej, naprawdę doceniając to, co dziewczyna zrobiła. Choć wciąż nie potrafiła przywyknąć do ich obecnej relacji, która z pewnością należała do tych skomplikowanych. Przynajmniej z punktu widzenia Krukonki. Jednak po pożegnaniu się z byłą wciąż musiała zmierzyć się z ojcem, który nie otrzymał jeszcze satysfakcjonującej go odpowiedzi.
- Nie obchodzi mnie, co miało miejsce w lesie. W pierwszej kolejności chcę wiedzieć skąd się tam w ogóle wzięłaś, Violetto - kontynuował, nie rezygnując z przesłuchiwania swojej córki. Ta jednak nie wiedziała, co powinna mu odpowiedzieć. Nie chciała mówić wprost o tym, że dała się skusić urokowi wili, który roztaczała wokół siebie Leona, a żadne inne wytłumaczenie, które mogłoby zadowolić Petera nie przychodziło jej do głowy.
- A czy to ważne? - odparowała i mogła wprost poczuć jak złość kumuluje się w mężczyźnie choć starał się tego w ogóle nie okazywać.
_________________
 
 
     

Isaac Silberstein
II rok | Starożytne języki i liczby
Dołączył: 16 Maj 2019
Posty: 23
Wiek: 20
Krew: czysta
Pupil: sowa Odala
Różdżka: Dziki bez i pióro memortka, 12 i pół cala, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 40
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Wysłany: Śro Cze 26, 2019 12:17 am   
   <Multikonta: MD | FL | RW


 Wbrew temu, co mogła sądzić szanowna pani Jennifer, młody Silberstein osobiście czuł się bardzo nie na miejscu w szpitalnej sali. Przede wszystkim nie w takim tłumie, a w następnej kolejności: nie podczas dyskusji, która w żadnym wypadku go nie dotyczyła. Dobrze, że nie zjawił się jeszcze jego ojciec, który z pewnością ucieszyłby się na wieść, że wybrana przez niego na synową dziewczyna wykazuje spore skłonności samobójcze. Już słyszał w głowie kilka absurdalnych argumentów, które mogłyby paść z ust papy, a za które pewnie wstydziłby się do końca życia. Nie zamierzał zostawać młodym wdowcem... ani nawet młodym mężem, do jasnej ciasnej! Tymczasem wezwanie go do poszkodowanej Straussówny tylko podkreślało zawarty już układ, z którego chyba żadnym podstępem czy siłą nie byli w stanie się wyplątać.
 Chociaż, na dobrą sprawę Issac miał już kilka pomysłów na to, jak by tu z niewygodnych zaręczyn wybrnąć. Problem w tym, że potrzebował je najpierw skonsultować z nieszczęsną narzeczoną – w końcu to uczciwe chłopię – a ta jak na złość albo przebywała w zamkniętym na cztery spusty Hogwarcie, albo w szpitalnej sali, otoczona ludem niczym wiernymi wyznawcami. Nie dało się już nawet zaaranżować krótkiej rozmowy w Hogsmeade, bo jak się zdążył dowiedzieć od najmłodszej siostry, po jakimś przykrym wypadku uczniom zakazano wycieczek do pobliskiej wioski. Listownie sprawy załatwiać nie chciał, a czekać nie wiadomo ile też kiepsko, bo spodziewał się po swoich i Violetty rodzicach szybkiego działania. Zbyt szybkiego. I znając życie wszystkie nadzieje na normalne życie szlag strzeli, bo w sumie czemu by nie.
 Nie za bardzo odnajdywał się ze wszystkimi wydarzeniami dookoła. Jedni rozmawiali z drugimi, trzeci z czwartymi, tematyka zmieniała się sprawniej niż obrazki w kalejdoskopie. Uwagę wszystkich skutecznie ściągnęła dyskusja na temat niekompetencji pewnego aurora, a potem ostre kazanie pana Straussa. Isaac czuł się niekomfortowo w towarzystwie bardzo wielu osób, ale w tym gronie Nieproszony Przyszły Teść plasował się w wąskiej czołówce. Jeśli na sam dźwięk jego głosu w studencie budził się niepokój, to już obecność mężczyzny napawała go niepohamowaną chęcią ucieczki. W końcu hej, facet był w połowie winny za największy kłopot, jaki młody Silberstein miał teraz na głowie! Takich rzeczy nie zapomina się łatwo.
 — To może ja lepiej już pójdę — mruknął półgłosem, nie chcąc przerywać dyskusji między dziewczyną a jej ojcem. Powinien się przecież usprawiedliwić zamiast ulatniać bez słowa, a w tym momencie kierowało nim głębokie przekonanie, iż obecna dyskusja nie powinna odbywać się przy świadkach. Wysłuchiwanie reprymendy, w dodatku skierowanej do ech narzeczonej było bardziej niż niezręczne, a skoro i tak jego obecność w szpitalnej sali nie mogła przynieść żadnego pożytku, bez sensu byłoby zajmować miejsce i tworzyć sztuczny tłok. Podniósł się więc i zgarnął torbę, próbując bez zwracania na siebie uwagi przemknąć w kierunku drzwi. Na pełnej kulturze, ale osobiście wolałby bez nadprogramowej atencji.

[zt, bo mam permit od Jen Strauss <3]
_________________

Ostatnio zmieniony przez Raylene Winchester Śro Cze 26, 2019 3:22 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
     

Nathaniel Lancaster
II rok | Aurorstwo
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1376
Wiek: 22 lata
Krew: czysta
Pupil: memortek
Różdżka: włos lwa nemejskiego, 11 cali, giętka, cis
Ekwipunek: różdżka, guma do żucia
Sakiewka: 0g
Genetyka: Animag
Poziom życia: 65%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 60
Z. zwykłe: 19
Z. ofensywne: 35
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Śro Cze 26, 2019 9:40 am   
   <Multikonta: Oliver, Leo Ch.


-Och… no w sumie… chociaż takie mięsożerne roślinki bardziej pasują mi do królestwa zwierząt, no ale ja się w sumie na roślinach nie znam.- odpowiedział po prostu Leonie.
Zaskoczyła go gdy po jego słowach szybko cofnęła swoją dłoń. Chętnie by po nią sięgnął z powrotem, ale… niestety była chwilowo poza jego zasięgiem.
- Nie… nie wszystko… ale mam parę miłych wspomnień- powiedział nie precyzując jakie to konkretnie wspomnienia i wyszczerzył się szeroko widząc jej rumieniec. Potem na moment spoważniał. Coś mu powiedziało, że powinien jeszcze jedną rzecz wyjaśnić z Eiffel. -Leo… chciałbym tylko, żebyś wiedziała… że to co wtedy powiedziałem- zaciął się na moment nie wiedząc jakich słów użyć. Nie był najlepszy w te klocki. -Nie żałuję, okej? - przez chwilę przyglądał się badawczo reakcji Złotowłosej. Niestety zaraz potem musiał się skupić na czymś innym bo jego mała dyskusja ze Straussem seniorem nie była jeszcze zakończona. Student tylko parsknął cicho na pierwszy komentarz Petera. Ile to już osób zarzucało jego ojcu, że olał wychowanie Natha? Aż mu się czasem go żal robiło, bo co jak co ale Lancaster Senior próbował „wychować” Nathaniela ze standardami jakie pewnie akceptowałby obecny na sali starszy czarodziej. Problem polegał na tym, że wszystkie jego nauki trafiały na mało podatny grunt, a im bardziej próbował zmusić swojego pierworodnego do czegoś tym większy opór napotykał. W końcu pewnie uznał, że nie warto się denerwować i ryzykować nadciśnieniem, więc obrał zgoła inną taktykę polegającym na ignorowaniu wszelkich wyczynów Natha zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych… i był w tym postanowieniu raczej konsekwentny. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że się poddał i może nawet miałby trochę racji. Pewnie gdyby nie to, że Nath nie miał rodzeństwa (nie licząc Rivetta oczywiście) już dawno zostałby wydziedziczony. No ale mniejsza o to.
W ogóle co Ci wszyscy czarodzieje mieli z tym szacunkiem. Nie żeby coś, ale najpierw Flint mu o to truł dupę, teraz Strauss. No, a żeby było śmieszniej żaden z nich na szacunek nie zasłużył, przynajmniej w mniemaniu Lancastera. Bo… jeśli chciał pogadać na poważnie z Violą to naprawdę mógł wybrać sobie inne miejsce i inny czas. Dlaczego robił to przy wszystkich? Chciał po prostu zawstydzić Violę? Nie żeby coś, ale jak dla niego takie rzeczy chyba powinno się wyjaśniać w prywatnym gronie, a nie przy obcych. Mniejsza zresztą o to. Student mimo ostrzeżenia Bianchie nie miał zamiaru jeszcze odpuszczać.
- Zmusiłem ją… - odpowiedział za Violę. Nie chciał, żeby Peter zaczął atakować Leonę, a do tego miał nadzieję, że odpuści Violi. Dobrze by było gdyby uwaga czarodzieja się skupiła na nim. W końcu… co mu niby może zrobić? Chyba tylko co najwyżej go okrzyczy, nic nowego. - Spotkałem Violę na błoniach jak wracała do zamku zagroziłem, że jak ze mną nie pójdzie to opowiem wszystkim o tym jaka sentymentalna się robi przy zwierzętach. No i o tym, że stchórzyła. Myślałem, że z aurorem będzie całkiem bezpiecznie… wciskał kit, ale… chyba nie brzmiał tak nieprawdopodobnie, prawda? Na razie pominął udział Leony w tej wycieczce, a na koniec wspomniał znów o Flincie, może akurat znowu wszyscy sobie przypomną o Fidiusie i temat trochę przyschnie.
-Cześć Bianchie… będę czekać skoro masz zamiar wpaść z darami – uśmiechnął się jeszcze szeroko. W końcu obiecała kocimiętkę, co nie?

Bonus, Nath badający granice
_________________


 
     

Leona Eiffel
Prof. Zaklęć | Op. Hufflepuffu
Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 302
Wiek: 34 lata
Krew: Półkrwi
Pupil: Ropucha Hilde, płomykówka Cerdic, młody granian Siofra
Różdżka: Pióro memortka, 17 cali, jodła, bardzo sztywna. Obudowana w elegancką laskę z masy perłowej.
Ekwipunek: Omnikulary, Veritaserum, Ręka Glorii, Szkiele-Wzro, Peruwiański Proszek Natychmiastowej Ciemności, Eliksir na Sen bez Snów.
Sakiewka: 15g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 95%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 71
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 30
Wysłany: Śro Cze 26, 2019 12:31 pm   
   <Multikonta: Heike Hass, Archie M. Shelby



Leona naprawdę dobrze znała Nathaniela. Mężczyzna dał się jej poznać, nie uciekał, sam szukał jej towarzystwa... Jakim cudem, na Merlina, Eiffel sobie ubzdurała, że jakkolwiek go ogranicza? Oboje do siebie lgnęli, mniej lub bardziej świadomie. Oboje wskoczyliby za sobą w ogień. Oboje się wspierali. Taka kolej rzeczy... A złotowłosa chyba po prostu nie przyjmowała do wiadomości, że najzwyczajniej w świecie, ponownie, kogoś pokochała. Tak naprawdę i mimo wszystko.
I że ten ktoś, też mógł czuć to samo. Mimo wszystko.
A doskonale pamiętała, że Lancaster na polanie nie mówił wiele, poza rzucaniem zaklęć. Właściwie tylko jedno pełne zdanie wyszło z jego ust i to w jej ojczystym języku. Zdanie, które wtedy zdaniem Leony wyszło od Nathaniela pod przymusem jej wili... a w rzeczywistości było szczere. Było, jeśli wierzyć w jego aktualne słowa.
A Leona mężczyźnie wierzyła.
Słysząc jego słowa, w oczach czarownicy wybuchła feeria emocji. Rumieniec na jej policzkach jedynie się pogłębił, o ile to w ogóle możliwe. Dalej speszona, nieśmiało sięgnęła ponownie po dłoń mężczyzny, splatając z nim palce. Wila przebudziła się, włażąc tuż pod jej skórę, stapiając się z nią, i rzucając delikatne dreszcze.
Je t'aime aussi, chaton... — szepnęła tak cicho, żeby dotarło to jedynie do uszu mężczyzny. Nie wiedziała, czy ktoś tutaj jeszcze znał francuski. Poza tym... To nie był odpowiedni moment na takie wyznania. W każdym razie, może nie na wyznania, ale na głębszą rozmowę o tym. Z resztą! Potrzebowali jeszcze rozmowy o tym? Na Merlina, kręcili się wokół siebie jak dwójka ślepych idiotów i to od miesięcy. Zabawne, że człowiek dopiero teraz to zauważał...
Teraz, rozświetlona i lekka jak piórko, niemal momentalnie wróciła do swojego zwykłego stanu. Dalej wyglądała na zmęczoną i rzeczywiście taka była, ale... Cały ten wielki ciężar spoczywający na jej barkach - i głowie - po prostu wyparował. Dzięki Violettcie i Nathanielowi. Znów była tą samą, radosną, francuską przylepą.
I najeżoną, na same słowa Pana Straussa do Lancastera. Już sam ton kierowany do młodej Strauss ją poruszył - to była jego córka, więc choć go nie rozumiała, tak starała się sobie wytłumaczyć, że "miał do tego prawo" jako rodzic. Wyjątkowo szorstki, ale jednak rodzic.
Monsieur Strauss... — zaczęła, a słysząc jeszcze kit, który starał się wciskać Nathaniel, spojrzała na studenta zaskoczona. I nieco zła. Aż jej wila zatrzepotała wzburzona w jej wnętrzu - Oboje chcieli ją kryć!
Bez ceregieli podniosła się ze stołka, chwytając za swoją laskę, żeby ustać prosto. Biodro dalej jej dolegało, choć psychicznie czuła się o wiele, wiele lepiej.
Monsieur Strauss — powtórzyła, wlepiając spokojne spojrzenie w głowę rodziny Violi. — Prawda jest taka, że Violetta znalazła się tam czystym przypadkiem. — Postanowiła powiedzieć wszystko. No, prawie. W każdym razie same istotne fakty. — Razem z Lancasterem i Flintem mieliśmy udać się na patrol po Lesie. Mnie również nie powinno tam być, ale obiecałam swoje wsparcie w ten konkretny dzień. Niestety, na ten dzień wypadała także Pełnia, a ja jestem pół-wilą — mówiąc to, przygryzła nieco wargę. Nie zwykła chwalić się swoim pochodzeniem, choć także się tego nie wstydziła. Ale w tej przygodzie jej krew naprawdę sporo namieszała...
Elf przejął nade mną kontrolę. Pierwszy raz w życiu, wcześniej nic takiego nie miało miejsca — usprawiedliwiała się nieco, ale dalej nie kłamała. Miała 34 lata, nigdy jej dzika cząstka nie zepchnęła ją na drugi plan. Podejrzewała, że stało się to właśnie dlatego, że tak dystansowała się ostatnio od Nathaniela, a jej wila była bardzo temu przeciwna. Ale tego Peter Strauss nie musiał wiedzieć. — Violetta z Nathanielem i aurorem Flintem — nie potrafiła już chyba wypowiadać jego imienia. — Starali się mnie powstrzymać przed wędrówką w głębsze partie Lasu. — Małe kłamstewko, ale niegroźne i mało istotne. — I wtedy trafiliśmy na tentakule... Resztę Pan słyszał.
Nie musiała chyba dodawać, że opanowana przez wiłę, nie miała władzy nad swoimi działaniami. Teraz dochodziło do niej także, że w tamtym momencie, kiedy tentakula pochwyciła Nathaniela... Straciła zmysły. To była ta słynna furia wili...?
Nie odrywała spojrzenia od Petera - nie miała podstaw, by się go bać. Musiał ją choćby kojarzyć z Wizengamotu, gdzie reputację miała zawsze wręcz... wzorową. Poza tym, cóż, była dojrzałą czarownicą, która brała pod swoje skrzydła wszystkich wokół. W tym jego córkę i dwa pokolenia Lancasterów... Oskarżanie ją o cokolwiek to tak jakby skazywanie kogoś kierowanego Imperiusem.

_________________


 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 693
Wiek: 17 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, kieszonkowe bagno, talia przeklętych kart, eliksir przeczyszczający, eliksir przebudzenia, eliksir króliczych uszu
Sakiewka: 53 galeony, 3 sykle
Poziom życia: 20%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 27
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 19
Miotlarstwo: 27
Wysłany: Śro Cze 26, 2019 3:17 pm   
   <Multikonta: Cassiopeia, Jimin


Młody Silberstein i panna Strauss zapewne mieli jeszcze sporo rzeczy do przedyskutowania. Niestety nigdy nie było żadnej okazji ku temu, by mogli się spotkać i to zrobić. Zresztą Viol mogła równie dobrze udawać, że żaden problem nie istnieje. Póki uczyła się w Hogwarcie to nie zmuszą jej do małżeństwa. Miała jeszcze parę miesięcy spokoju.
W momencie, gdy Peter zajmował się upominaniem pewnych obecnych w sali osobników, Jennifer podeszła do Isaaca, który próbował się jeszcze gdzieś tam ulotnić.
- Dziękuję, że przyszedłeś. Chociaż przepraszam cię za te okoliczności - powiedziała, zniżając głos tak, by tylko student mógł ją usłyszeć. Wskazała przy tym znacząco głową w kierunku swojego męża, który zdążył wrócić z delegacji i czym prędzej udzielić córce reprymendy. Nie zamierzał z tym zwlekać, bo jego zdaniem im dłużej by z tym czekał tym mniejszy skutek odniosłaby nagana. Pan Strauss zawsze był zdania, że kara w miarę możliwości powinna być wymierzana bezpośrednio po czynie.
Viol już do tego przywykła. Co prawda Peter z reguły nie karcił jej w obecności innych osób, ale to były wyjątkowe okoliczności. Nie byli w trakcie jakiejś kolacji w czasie której ojciec upominał ją strofującym głosem za to, że powiedziała w jego odczuciu coś niestosownego. Sprawa była o wiele bardziej poważna.
Oczywiście Lancaster ot tak nie mógł sobie odpuścić pogadanki z pracownikiem Ministerstwa i dalej wciskać mu jakiś nieprawdopodobnych teksów. Tym razem jednak sama Krukonka również zareagowała.
- Zamknij się, Nathaniel - rzuciła w jego kierunku o wiele ostrzejszym tonem niż ten, którego zwykle używała. Można było nawet uznać, że zaczynała brzmieć niczym własny ojciec, czego nie lubiła. - Nie polepszasz sytuacji, a jedynie mnie pogrążasz podobnymi historyjkami.
Taka była prawda. Zresztą opierdol miała w zasadzie murowany niezależnie od tego, co właściwie robiła przed wejściem do lasu i okoliczności w jakich się znalazła. Peter potrafił w każdej sytuacji znaleźć powód do strofowania córki.
- Nawet, gdyby to była prawda to oczekiwałbym od swojej córki czegoś lepszego niż stosowanie się do tak niskich zagrywek - wtrącił jeszcze. Z pewnością wychowywał ją na kogoś kto nie ulega podobnym namowom i nie daje się łatwo zastraszyć jakimiś głupimi pogróżkami.
Wciąż oczekiwał jakiejś składnej odpowiedzi i wyjaśnień ze strony Violetty, ale nauczycielka zaczęła ją ubiec, chcą niejako wyratować Krukonkę. Ta jednak nie chciała, by inni się za nią tłumaczyli i zrzucali wszystko na przypadki lub brali na siebie odpowiedzialność za to co się stało. Sama również podjęła kilka decyzji, które sprawiły, że znalazła się w (nie)odpowiednim miejscu i sytuacji w (nie)odpowiednim czasie. Wcale nie zamierzała temu zaprzeczać. Chciała nawet przerwać Leonie zanim ta dotrze do fragmentu związanego z domieszką krwi wili, którą posiadała, ale nie zdążyła tego zrobić. Widziała tę subtelną zmianę w jego spojrzeniu na Eiffel, gdy dowiedział się o tym, że jest ona mieszańcem...
- A kim pani w ogóle... - zaczął, ale nim dokończył swoją wypowiedź, córka weszła mu w słowo.
- Ojcze to jest Leona Eiffel. Jedna z najlepszych czarownic jakie znam. Ponadto zawdzięczam jej swoje życie - powiedziała dosyć stanowczym głosem, sprawiając że Peter skupił na niej ponownie swoje spojrzenie. - Dlatego bez względu na to, co powiesz nie mogłabym pozwolić na to, by weszła w sam środek lasu, gdy spotkałam ją w drodze powrotnej do zamku... Tym bardziej, że towarzyszący jej auror od samego początku zdawał się być niekompetentnym półgłówkiem - niemal parsknęła śmiechem na wspomnienie Fidiusa. Gdyby nie oni zapewne zginąłby marnie. - Jeśli pozwoliłabym kobiecie, która mnie uratowała od śmierci ryzykować własne życie to czy to nie wpłynęłoby negatywnie na reputację naszej rodziny?
Jennifer w tym czasie wodziła wzrokiem pomiędzy swoją córką i mężem między którymi rodziło się coraz większe napięcie. W końcu podeszła do mężczyzny, by położyć mu dłoń na ramieniu. Wiedziała, że użycie przez Violettę argumentów, które zwykle stosował Peter zawsze wyjątkowo działało mu na nerwy.
- Wystarczy, Peter - zwróciła się do niego. - Teraz już nic nie zmienisz. Viol zrobiła to co uznała za słuszne i cenę za to zapłaciła już w lesie. Nie ma potrzeby byś również próbował to zrobić.
Może i miała rację, ale jej mężowi podobny pomysł z pewnością nie przypadł do gustu. Nie potrafił ot tak zrezygnować. Tym bardziej, że nie widział nawet odrobiny skruchy w zachowaniu córki, a jedynie upór i przekorę, a niewiele było rzeczy, których nienawidził równie mocno co nieposłuszeństwa.
_________________
 
 
     

Nathaniel Lancaster
II rok | Aurorstwo
Dołączył: 29 Maj 2010
Posty: 1376
Wiek: 22 lata
Krew: czysta
Pupil: memortek
Różdżka: włos lwa nemejskiego, 11 cali, giętka, cis
Ekwipunek: różdżka, guma do żucia
Sakiewka: 0g
Genetyka: Animag
Poziom życia: 65%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 60
Z. zwykłe: 19
Z. ofensywne: 35
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Śro Cze 26, 2019 8:23 pm   
   <Multikonta: Oliver, Leo Ch.


Uśmiechnął się lekko, gdy Leona z powrotem sięgnęła do jego dłoni, a zaraz potem uśmiechnął się jeszcze szerzej, gdy z jej ust padło pewne zdanie po francusku. Na moment nawet zapomniał, gdzie się znajduje i z jakiego powodu tu się znalazł. Nawet utrata ręki zeszła na drugi plan. Gdyby ktoś w tym momencie go zapytał czy było warto Lancaster bez zawahania powiedziałby, że oczywiście.Drugą dobrą rzeczą było to, że jednak nie zrobił z siebie kretyna w Zakazanym Lesie. Wyznanie tak jak podejrzewała Leona było szczere, a jedyną różnicą jaką zrobił urok było to, że wypowiedział je dużo wcześniej niż miałoby to miejsce w normalnych warunkach. Tak pewnie by chodzili koło siebie jeszcze przez parę miesięcy udając, że wszystko przecież jest po staremu. No, ale to im na razie nie groziło.
Dopiero humor mu nieco zepsuł komentarz Violetty. Nie żeby coś… ale starał się jej pomóc, okej? W sumie to faktycznie mógł wymyślić jakieś dużo groźniejsze groźby… Gdy ta myśl przeszła mu przez głowę to kapnął się, że ta utrata lewej ręki nie była całkiem zła. Chcąc nie chcąc permanentnie pozbył się Mrocznego Znaku. Jedyna dobra rzecz, że w czasie tego olśnienia zamknął swój ryjek jak życzyła sobie tego Strauss. Nie rzucił fochem, ale czuł się dotknięty, okej? Do tego jeszcze nie wiadomo po co Leonka się wyrwała do przodu i zaczęła przedstawiać wersję najbliższą tym, które faktycznie miały miejsce. Chłopak burknął tylko coś pod nosem lekko niezadowolony. No i po co się wysilać? Trudno, nie to nie. Niech sobie radzą same.
Gdy już wszyscy powiedzieli co mieli do powiedzenia Lancaster wrócił do porzuconego wcześniej tematu. Liczył, że teraz gdy czarownica była w nieco lepszej formie… i po przebudzeniu jej elfika jego niecny plan miał większe szanse powodzenia. Tak naprawdę najbardziej liczył na krnąbrnego elfika Leonki, że mu przyklaśnie. -Leo… zabierz mnie stąd, co? Do domu…- ponowił prośbę --Nic mi nie jest, tylko nie mam siły… a do tego chyba mam uczulenie na tutejszą pościel…- dodał jeszcze, bo coraz bardziej odczuwał nieprzyjemne mrowienie. W pierwszym odruchu skojarzyło mu się właśnie z jakimś uczuleniem. Skąd mógł wiedzieć, że to od eliksirów jakie w niego wlano wcześniej?
W każdym razie, gdy powiedział co wiedział zamienił się w kota. Sukces w ogóle, że dał radę… chociaż przechodzenie i przebywanie potem w swojej kociej formie przychodziło mu bardzo naturalnie. Może właśnie dlatego, że jego styl bycia był trochę koci? No może nawet więcej niż trochę. W każdym razie teraz obecni mogli zobaczyć leżącego na łóżku kota, z opatrunkiem na niekompletnej lewej łapie.
Przemiana niewiele zmieniła w kwestii ruchliwości Lancastera. Dalej jedyne co był w stanie robić to leżeć plackiem i patrzeć błagalnie na Leonkę. Tyle tylko, że w kociej skórze było dużo wygodniej.
_________________


 
     

Leona Eiffel
Prof. Zaklęć | Op. Hufflepuffu
Dołączyła: 04 Sty 2019
Posty: 302
Wiek: 34 lata
Krew: Półkrwi
Pupil: Ropucha Hilde, płomykówka Cerdic, młody granian Siofra
Różdżka: Pióro memortka, 17 cali, jodła, bardzo sztywna. Obudowana w elegancką laskę z masy perłowej.
Ekwipunek: Omnikulary, Veritaserum, Ręka Glorii, Szkiele-Wzro, Peruwiański Proszek Natychmiastowej Ciemności, Eliksir na Sen bez Snów.
Sakiewka: 15g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 95%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 71
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 30
Wysłany: Czw Cze 27, 2019 7:40 pm   
   <Multikonta: Heike Hass, Archie M. Shelby



Ewidentnie została wmurowana w kafle, kiedy tylko usłyszała jak jej ulubiona uczennica Viola bierze ją w obronę przed własnym ojcem. Może nieco niepotrzebnie, bo Leona absolutnie nie potrzebowała ani aprobaty ani akceptacji jej rodziciela, ale... To było naprawdę miłe! Aż ciepło rozlało się promieniście od klatki piersiowej złotowłosej, a na usta wypłynął niezwykle ciepły i szeroki uśmiech, którym natychmiast obdarzyła młodą Strauss. Nawet wila wesoło zafurkotała pod jej czaszką. Dawno nie słyszała... Tak szczerych słów na swój temat. Co prawda, sama nie uważała się za szczególnie dobrą, a co dopiero najlepszą czarownicę, ale komu nie zrobiłoby się miło, słysząc takie słowa o własnej osobie? I to jeszcze od własnej uczennicy, z którą, bądź co bądź, nieco już przeszła. Więc jej zdanie nie mogła uznać za bezpodstawne.
Merci beaucoup, Viola — podziękowała naprawdę szczerze i naprawdę ślicznie. Widocznie promieniała, stara dobra Leona wracała do starego dobrego stanu. — Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy twoje zdanie, złotko — dodała jeszcze, niespecjalnie krępując się nawet przy Peterze Straussie. Choć podskórnie czuła, że głowa rodu już zdążyła się do niej uprzedzić i nie obdarzała jej swoją sympatią...
Słysząc - powtarzaną już - prośbę Nathaniela, spojrzała na niego pobłażliwie, z delikatnym uśmiechem. Widocznie zmiękła, kiedy wspomniał "o domu"... Cóż, teraz to już chyba był ich dom. I szczerze - naprawdę, naprawdę bardzo chciałaby go widzieć już w tych znajomych czterech ścianach, a nie w szpitalnym łóżku.
Zaśmiała się cicho, kiedy mężczyzna zmienił swoją formę - choć trzeba przyznać, że przez krótką chwilę zestresowała się, że coś mogło pójść nie tak... Szczęśliwie przed nią, brzuchem do góry leżał tak dobrze znajomy jej czarny kot. Choć bez jednej łapki - ale dalej z tymi ukochanymi szarymi oczami... Którymi wgapiał się w nią błagalnie.
Oi, chaton... — pokręciła z niedowierzaniem głową, sięgając ze śmiechem po kocisko. Zgarnęła go w swoje ramiona, wtulając twarz w puszyste futerko. Brakowało jej tego... Chociaż trzeba przyznać, że wolałaby wtulić się w ludzkiego Lancastera.
Podniosła wzrok na rodzinę Straussów, uśmiechając się przepraszająco. Co zrobić, nie potrafiła odmawiać Nathanielowi, a przynajmniej nie w tak błahych sprawach.
Myślę, że pójdziemy postarać się o wypis z Nathanielem. Zadbam o niego w domu... — spojrzała na Violettę, puszczając jej oczko. — Oprócz sernika zostawiam Ci jeszcze brownie. Odwiedź nas, jak tylko poczujesz się lepiej... Znasz drogę. — Wyszczerzyła się, a jej oczy zamigotały figlarnie. Młoda Strauss wiedziała już, gdzie mieszka Leona, a złotowłosa w końcu podłączyła kominek do Sieci Fiuu w swoim gabinecie. Namawiała do złego? A skądże...
Niemal zapominając o bólu swojego biodra, prześlizgnęła się z Kocinathem do Violi, ściskając ją serdecznie i składając na jej czole krótki pocałunek.
Trochę mniej czule, acz równie wylewnie pożegnała się z Jennifer.
Was także zapraszam Jen, upiekę moją słynną kaczkę z żurawiną, o której Ci opowiadałam. I napijemy się kiru — zachichotała, jeszcze raz ściskając Panią Strauss. Jej mężowi skinęła z szacunkiem głową, nie zwracając większej uwagi na jego pełne dezaprobaty spojrzenie, a potem... Zniknęła za drzwiami.


EOT


_________________


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Na forum wykorzystano materiały z angielskiej i polskiej potterowskiej wikipedii, pottermore, innych źródeł oraz pomysły własne. Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Hogwart Dream, 2010 - 2019.
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight
















Dragon Ball New Generation Reborn









Fairy Tail Path Magician

over-undertale









Amaimon



Eclipse



















Agrest



Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 11