Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Pub Pod Trzema Miotłami
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 30, 2016 8:25 pm   Pub Pod Trzema Miotłami
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Mały bar obsługiwany przez madame Rosmertę, który zawsze w weekendy jest zatłoczony przez uczniów Hogwartu, przychodzących tu, aby odpocząć od nauki i w towarzystwie przyjaciół miło spędzić wolny czas. W pubie pod Trzema Miotłami można kupić nie tylko oranżadę dla nieletnich, ale również takie trunki jak m.in. Ognista Whisky, Rum, Sherry, Kremowe Piwo.

Alkohole:

- Wino (białe, czerwone, porzeczkowe) - 1g
- Szampan - 1g 10s
- Martini - 1g 12s
- Brandy - 1g 8s
- Tequila - 1g 8s
- Ognista Whisky - 1g
- Żubrówka - 14s
- Kremowe piwo - 16s
- Grzaniec - 12s
- Ognista Oranżada - 12s
- Rum - 1g
- Sherry - 1g 10s
- Miód Pitny - 12s

Napoje:

- Kawa Zbożowa - 3s
- Kawa Czarna - 3s
- Cappucino - 3s
- Gorąca Czekolada - 4s
- Herbata (czarna, owocowa, zielona) - 2s
- Sok ( różne smaki) - 4s
- Lemoniada (cytrynowa, truskawkowa) - 4s
- Tonik - 2s
Ciasta:

-szarlotka - 2s kawałek
-sernik - 3s kawałek
-keks - 2s kawałek
-miodownik - 4s kawałek
-piernik - 3s kawałek

Dania na ciepło:

- Zupa pomidorowa - 8s
- Zupa warzywna - 8s
- Kapuśniak z ziemniakami - 1g
- Ryba z frytkami - 1g 10s
- Lasagne tradycyjne - 2g
- Spagetthi - 1g 12s
- Pulpety jagnięce - 2g 10s
 
     

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 12:13 am   
   <Multikonta: --


Pierwszy raz od kilku tygodni przełamał rutynę i wyrwał się z pracy przed godziną dwudziestą pierwszą. Ostatnio praktycznie mieszkał w biurze, był pierwszą osobą, którą można było zastać na miejscu rano i ostatnią, która zamykała drzwi. Wyjątkiem były nagłe nocne wezwania, wtedy w całym departamencie wrzało. Dziś było jednak spokojnie i ku zaskoczeniu archiwistki, którą mijał w drzwiach - nie został do późna. Pogoda na zewnątrz była dokładnie taka, jakiej się spodziewał; jak na maj przystało, o tej porze było już chłodno i mżyło. Postawił sztywno kołnierz płaszcza i poprawił mankiety koszuli, po czym teleportował się z charakterystycznym, suchym trzaskiem.

W Hogsmeade również nie zauważył różnicy, ani w temperaturze, ani w czymkolwiek innym. Wiosna od zawsze kojarzyła mu się wyłącznie z sezonem na katar, wilgocią i brakiem zdecydowania.
Oby nie było tłoku — pomyślał, wciskając ręce do kieszeni. Nogi prowadziły go bezwiednie, był tu w końcu niezliczoną ilość razy i nawet teraz, po tych paru latach trafiłby do paru miejsc z zamkniętymi oczami. Jednym z nich były oczywiście Trzy Miotły, gdzie zresztą właśnie zmierzał. Dawno jej nie widział. Zmieniła się? No cóż. Została profesorem, na dodatek o ile informacje które posiadał były wiarygodne, Vanessa musiała mieć już za sobą pewne doświadczenia. Na studiach ich relacje były dość trudne do określenia, ale pomimo wszystko Laverne miał jakiś sentyment. Imponowała mu ambicją, oraz tym, że niezależnie od sytuacji nie zwalniała tempa. Niewiele osób posiadało ten rodzaj uporu.
Ciężkie drzwi zaskrzypiały znajomo, a chłód wieczora ustąpił ciepłu, zapachom kuchennym i przygaszonemu światłu w lokalu. Rozejrzał się, z ulgą odnotowując, że wiele stolików świeciło pustkami. Wybrał jeden, ten najbliżej kominka i usiadł przodem do sali, wcześniej zdejmując płaszcz. Odruch unikania zajmowania miejsca uniemożliwiającego obserwację wejścia miał już zakorzeniony.
Nie umawiali się na konkretną godzinę, Remor sam nie był do końca pewien o której skończy, więc nadmienił tylko, że będzie to koło dwudziestej pierwszej. Nie miał nic przeciwko czekaniu w takim wypadku, ale nie zamierzał też robić tego zupełnie na czczo. Poprosił o szklankę ognistej, po czym wychylił się na moment i zmrużył oczy. Był zmęczony, a o tym od jak wielu godzin nie zafundował sobie porządnego snu świadczyć mogły cienie, jakie malowniczo wybarwiły mu się pod oczami. Jego myśli krążyły przez jakiś czas wokół... cóż. Niczego konkretnego. I to była najlepsza rzecz, jaką mógł zrobić, bo gdy tylko dołączyła do niego whiskey poczuł, że wreszcie odpoczywa. Udzieliło mu się ciepło bijące z kominka zaraz obok, a leniwie sączony alkohol rozgrzał go od środka. Gdyby był teraz we własnym domu, prawdopodobnie zasnąłby szybciej, niż dopił to, co miał w szklance.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 12:48 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Wieczorami siedziała głównie albo zagrzebana w pracach domowych albo rozrysowując sobie kolejne wzory transmutacyjne albo wykonując inne obowiązki, które miała prikaz wykonywać. Prikaz czasem będący faktyczną powinnością związaną z jej stanowiskiem a czasem będący wsparciem dla dyrektor McGonagall przez co byli i tacy, którzy dodawali do pełnionych przez nią funkcji jeszcze rolę sekretarki. Niepotrzebnie. Nie była sekretarką, ale nie odmawiała swojej pracodawczyni tak jak i wcześniej nie odmawiała pomocy Dumbledore'owi. Co prawda ostatnie miesiące zupełnie zmieniły jej wieczorny rozkład zajęć, ale od kilku dni musiała wrócić do szarej rzeczywistości. Ta szara rzeczywistość była bardziej upierdliwa niż zwykle. Irytowało ją wszystko, włącznie z krzywo zawieszonym portretem na szkolnym korytarzu i włącznie z jakąś prawdopodobnie zagubioną przez jednego z uczniów ropuchą, którą znalazła przed swoim gabinetem. Żywot ropuchy był krótki, tego chyba nie trzeba dodawać. Nie mogła się na niczym skupić, a jedną pracę domową poprawiała trzy razy zanim zorientowała się, że właśnie wystawiła trolla gryfonowi i sama pomieszała dwa proste zaklęcia transmutacyjne. Musiała poprawiać jeszcze raz. Kiedy więc dostała zaproszenie na spotkanie w pierwszym odruchu po prostu je spaliła jednym zaklęciem. Żadnych więcej wycieczek poza Hogwart w najbliższym czasie. Ale dopiero potem uświadomiła sobie, że jakoś to nazwisko nieprzypadkowo jest jej znane. Początkowo nie skojarzyła o kogo chodzi, dopiero po krótkiej chwili zaczęła dopasowywać tożsamość do konkretnej osoby. Mimo to... nadal niezbyt chętnie patrzyła na propozycję spotkania. W ogóle panna Harvin rzadko kiedy ruszała się poza teren szkoły bez konkretnego powodu, a wieczorami prawie wcale nie wychodziła. Kiedy jednak rzuciła okiem na te nieszczęsne prace domowe, doszła do wniosku, że może jak się przewietrzy to uniknie później podobnych byków jak z ostatnią pracą pechowego gryfona.
Ubrała więc płaszcz i wyszła. Wciąż było chłodno, więc dłonie wpakowała do kieszeni, bo znając życie to zaraz będą skostniałe, a brakowało jej dobrego grzejnika, żeby zapewnić sobie odpowiednią dawkę ciepła. Trudno. Zostawiając Hogwart za sobą, nabrała większej czujności. Nie pozwoliła sobie odpływać nigdzie myślami i chociaż Hogsmeade przecież musiało być bezpieczne, to jednak spowita ciemnościami droga nie dawała takiego poczucia. Niczego się nie obawiała, nie miało to związku z żadnym niepokojem. Po prostu zwykła czujność. Przezorna. Kiedy już dotarła do pubu i otworzyła drzwi lokalu, od razu poczuła podmuch ciepła ze środka. Po pierwszym rzucie oka mogła odetchnąć z ulgą, bo żadnych uczniów przy stolikach nie dostrzegła, a wiedziała, że co bardziej zbuntowani lubili się wymykać ze szkoły do sąsiedniej wioski czarodziejów. Już by takiemu upierdoliła tyle punktów, że do końca edukacji w Hogwarcie by mu się odechciało. Równie szybko jednak wzrokiem odnalazła obiekt, który ją tu ściągnął. A właściwie zaprosił, bo ściągnęła się tu z własnej woli, chociaż niekoniecznie chętnie. Zmrużyła nieznacznie oczy i skierowała się do zajmowanego przez niego stolika.
- Auror powinien być cały czas gotowy do działania. Jak za dużo tego w siebie wlejesz będziesz mógł co najwyżej działać z pozycji półleżącej, półbełkoczącej. - skwitowała bez żadnego przywitania, bez żadnego wyrazu zadowolenia na jego widok, bez jakiejkolwiek uprzejmości w głosie i bez żadnego skrępowania pouczając go odnośnie etyki jego własnego zawodu, zajmując miejsce przy stoliku naprzeciwko niego.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 11:11 am   
   <Multikonta: --


Widział jak wchodzi, słyszał stukot obcasów i nie spodziewał się innego powitania niż to, które otrzymał. Pod pewnymi względami Vanessa była raczej niereformowalna i należało się do tego przyzwyczaić. Odetchnął ciężko, po czym powoli odstawił szklankę i wstał. Wypadało, kultury go wszakże nauczyli. Uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób, jedynie połową twarzy i odsunął jej krzesło.
Jestem gotowy od kilku ostatnich tygodni. Potrzebowałbym jeszcze co najmniej kilku takich szklaneczek, żeby znaleźć się w pozycji horyzontalnej, Vanesso — odparł spokojnie, po czym zerknął sugestywnie za jakimś kelnerem. Było późno, więc i ich liczba jakoś uszczuplała.
Zajął swoje miejsce, po czym oparł łokcie na stole, splatając ze sobą swoje dłonie. Przyglądał się kobiecie w ciszy, zupełnie nieskrępowanie, jakby miał przed sobą zdjęcie. Wydoroślała, to można było stwierdzić już na pierwszy rzut oka. Poza tym, wyglądała na równie zmęczoną i Remor zastanawiał się teraz, czy to pracami domowymi i obowiązkami zawodowymi, czy może coś innego zaprzątało jej głowę.
Na co masz ochotę? — Skoro to on zainicjował spotkanie to w dobrym tonie byłoby, gdyby to on wziął na siebie rachunek. Nie zamierzał jednak zagajać takiej rozmowy przy pustym stoliku, więc posłał jej znaczące spojrzenie, by jakoś określiła się w gwoli zamówienia.
Nadal nie wiedział jak zapytać ją o kilka spraw, które ostatnio plątały mu się gdzieś z tyłu głowy. Z natury nie lubił owijania w bawełnę i tego nie stosował, ale jeśli miał być szczery, to poza kwestiami dla których tu głównie przyszedł, był także ciekaw co u niej. Jak sobie radziła na stanowisku, jak się czuła. Nie widywali się może zbyt często, ale siedem lat szkoły i kilka na tej samej uczelni sprawiało, że czuł się zobligowany by mieć na uwadze także i tych, którzy - tak jak Vanessa - byli znacznie bardziej skomplikowani w obsłudze.
Z podobnych myśli wyrwał go dźwięk; ktoś rozbił szklankę kilka stolików dalej, i w tej samej chwili Remor zdał sobie sprawę, że był wpół wyprostowany, na dodatek z różdżką w ręku. Uprzednia senność wyparowała z niego momentalnie. Koniec końców, był to tylko jakiś pierdołowaty klient, ale to wystarczyło, by zadziałał odruch. Zmiął w ustach przekleństwo i usiadł z powrotem na miejsce.
Doceniam to, że jednak przyszłaś. Nie mam ostatnio za dużo wolnego czasu, a zwłaszcza teraz — zaznaczył, istotnie będąc jej wdzięcznym za uszanowanie jego wolnego wieczora. Miał pojęcie o tym, jaki stosunek do ludzi miała kobieta i go nie podzielał. Miała oczywiście prawo nie mieć ochoty na spotkanie, ale w takim wypadku byłoby jak najbardziej na miejscu by o tym napisać, w końcu nie byli już dziećmi. Sowy też utrzymywali z jakiegoś powodu.
Objął palcami swoją szklankę, przez moment bawiąc się jej zawartością w ciszy. Więc... jak bardzo Vanessa wydoroślała?
Jak się czujesz?
Nie "Jak sobie radzisz". Nie "Jak ci idzie". Remor zawsze zwracał uwagę na dobór słów i nigdy nie mówił niczego nieprzemyślanego. Zawsze starał się formułować zwięźle i z dużym naciskiem na intencjonalność. Skoro zapytał w ten sposób, to nie robił tego z czystej kurtuazji i nawet jeśli sprawiał wrażenie formalisty po godzinach, była w tym bezinteresowność i troska.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 5:58 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


- Dopiero od kilku ostatnich tygodni? To prawie jak ledwo opierzone pisklę. - podsumowała zapewne mało taktownie i dyplomatycznie, ale rzadko kiedy potrafiła ugryźć się w język, a chyba co gorsza rzadko kiedy uważała, że powinna ugryźć się w język.
Pomimo w miarę ciepłej temperatury jaka panowała w środku, nie zamierzała się rozbierać z płaszcza zapewne uznając, że to tylko krótkie wyjście poza mury szkoły. Nie miała ochoty przesiedzieć tu dłużej niż uzna za potrzebne, a że z natury nie była zbyt towarzyska to i nie traktowała takich spotkań jako dobrego sposobu na spędzenie wolnego czasu. Nie potrafiła w tym znaleźć nic wartościowego ani tym bardziej nic sentymentalnego.
Wyjęła dłonie z kieszeni i to nie dlatego, że trzymanie ich akurat tam uchodziło za brak dobrych manier, ale nie potrzebowała ich już grzać w cieplejszym miejscu, a i wygodniej było siedzieć jednak z rękami na wierzchu, układając je na blacie stolika. Na szczęście przed nimi akurat te miejscówkę zajmowali chyba jacyś dobrze wychowani goście, bo blat nie lepił się od resztek rozlanego i nieposprzątanego alkoholu. Kiedy nie tłoczyli się tu na weekendach uczniowie można było natknąć się na różne towarzystwo, a nie każde było miłe, grzeczne i pokojowe, nawet pomimo tego, że Hogsmeade uchodziło za spokojną i bezpieczną wioskę, bo przecież nikt by nie wypuścił młodych w otoczenie potencjalnie niebezpieczne.
- Może być ognista. - westchnęła cicho, kiwając lekko dłonią, bo na dobrą sprawę było jej to obojętne, a i nie zamierzała pić zbyt dużo i to nie tylko ze względu na szkolne obowiązki.
Alkohol mógł wejść w niepożądane reakcje z eliksirami nasennymi, a wolała nie robić za królika doświadczalnego i nie sprawdzać na czym taka reakcja mogłaby polegać, bo wtedy napytałaby tylko biedy szkolnej pielęgniarce. Niby mogła spróbować odstawić miksturę i po prostu liczyć na to, że po dużej dawce napojów wyskokowych sen ją sam zmorzy, ale to też wiązało się z pewnym ryzykiem, które nie było jej na rękę. Inna sprawa, że panna Harvin nigdy nie piła zbyt wiele, bo nie widziała w tym niczego pożytecznego. Chyba, że w grę wchodziło zresetowanie się po co dziennych obowiązkach, ale tylko jedna osoba wiedziała jak ją podejść od tej strony.
Zbyła milczeniem jego reakcję, ignorując odruchowo dźwięk, bo w takim miejscu to nie był żaden wyjątkowy odgłos. Być może nagły, ale równie powszechny jak w każdym innym lokalu, w którym podawano mocniejsze napoje. Niebieskie spojrzenie przesunęło się bez większego zainteresowania od byłego ślizgona do źródła hałasu. Nie było niczym wartym uwagi, więc ostatecznie wróciła wzrokiem na Remora.
- Wyśmienicie. Jak widać. - odpowiedziała na jego pytanie głosem podszytym odrobiną ironii jakby były jakieś wątpliwości co do jej obecnego samopoczucia. - Jak chcesz powspominać stare dobre czasy, to nie przepadam za takimi sentymentalnymi podróżami w przeszłość. - podjęła najwyraźniej nie chcąc wgłębiać się w kolejne pytania podobnie banalnego pokroju.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 7:32 pm   
   <Multikonta: --


Brwi zbiegły mu się nieznacznie, niecierpliwie zabębnił opuszkami palców o brzeg szklanki; od ostatnich kilku tygodni mieli mobilizację, Remor praktycznie mieszkał w biurze i uważał jej wypowiedź za mocno niewdzięczną. W końcu nie robił tego dla siebie, i nie ze swojego powodu przywlókł się tu z Londynu zamiast skorzystać z paru godzin przerwy i odpocząć.
Ani Hogwart, ani Hogsmeade nie są do końca bezpieczne. Ale możesz spać spokojnie. Przynajmniej ty, bo my już nieszczególnie — odrzucił jej lakonicznie, ale na tym zakończył odniesienia do jej uwagi. Zaraz zresztą do ich stolika dołączyła szklanka Vanessy, więc przynajmniej tę kwestię mieli już za sobą.
Harvin nigdy nie słynęła ani z uprzejmości, ani z taktu. Może i nie liczył na ciepłe powitanie, ale mogliby przynajmniej zachować jakiś względny profesjonalizm. Nie zamierzał zajmować jej więcej czasu niż było to konieczne, sam miał ręce pełne roboty i nawet, jeśli jakimś cudem by chciał - nie mógł zostać na dłużej. Zwilżył usta końcem języka, odpuszczając sobie wybiegi uprzejmościowe.
Żałuję, ale nie po to cię tu ściągnąłem. Chciałem cię o coś zapytać — powiedział w końcu, mając nadzieję na uzyskanie od niej czegoś więcej niż paru słów na krzyż zmieszanych z niechęcią. Jak to się w sumie stało, że ona skończyła w Gryffindorze, a on w Slyttherinie? Nigdy nie potrafił zrozumieć decyzji Tiary, zwłaszcza patrząc na kobietę siedzącą przed nim. Skoro jednak McGonagall jej ufała, Remorowi w zupełności to wystarczało.
Wychylił się nieco do przodu, opierając przedramiona na blacie stolika przed sobą. Trzy Miotły nie były wymarzoną lokalizacją na tego typu rozmowy, ale obawiał się, że w inne miejsce nie będzie w stanie jej wyciągnąć. Hogsmeade również miało swoje ograniczenia i uczciwie przyznając, niewiele lokali miało tu do zaoferowania zaciszny kąt w którym można by nie przejmować się klientelą.
Jak myślisz, brat bardzo za tobą tęskni? — I na tym kończyłaby się jego delikatność. Jedyne nad czym się zastanawiał to to, czy gdyby Harvin miała wybór, wolałaby omawiać te sprawy, czy też zapałałaby entuzjazmem do sentymentalnych podróży.
Podniósł na nią wzrok, starając się mieć baczenie na swoje prawe oko. Mało kto na szczęście je zauważał i Laverne lubił, kiedy tak było. Niewygodne pytania działały mu czasami na nerwy, a docinki Vanessy były i tak wystarczająco złośliwe bez konkretnego powodu.
Zaznaczam słowem wstępu, że to nie jest przesłuchanie — dodał z przekąsem, bo kto wiedział co tej kobiecie przechodziło przez głowę. W takiej sytuacji mogłaby mieć mylne pojęcie w temacie celu jego wizyty, więc od razu zepchnął je poza margines. Gdyby tylko Harvin była mniej... taka, jaka była, to może wtedy wszystko poszłoby sprawniej, a on nie musiałby lawirować wokół własnych słów.
  
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 10:05 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Uniosła nieznacznie brwi, a kąciki jej warg drgnęły lekko ku górze, ale bynajmniej nie był to tradycyjny uśmiech. Ledwo opierzone pisklę zadzierało dziób do góry, co było widokiem dość groteskowym. Nie potrafiła traktować tego poważnie.
- Jeśli mogę spać spokojnie, to przede wszystkim dzięki sobie. - odpowiedziała mu z niemal lekceważącym spojrzeniem.
Auror. Auror był zawodem poważanym w społeczeństwie, bo przecież to oni zajmowali się tym co niebezpieczne, a nie jedną familię z posiadania aurora w swych szeregach rozpierała duma. Auror to był nie tyle zawód, co wręcz przypisana rola, z której nie można było wyjść ani na chwilę, to było pasmo wyrzeczeń i poświęceń, ale dla panny Harvin to było tylko najsłabsze ogniwo łańcucha pokarmowego. Wszystko trzeba było robić za nich. Niektórzy uczniowie mieli więcej sprytu i zręczności w działaniu by wykonywać zadania, które w ogóle nie powinny ich interesować. Bo taki kilkunastolatek pojęcia nie miał jak niebezpieczne może być spotkanie ze świrniętym czarnoksiężnikiem, ale o dziwo niektórzy spośród nich dawali sobie radę. Niestety przy okazji narażając się na poważne niebezpieczeństwo, którego by nie było gdyby aurorzy działali jak trzeba. Im więcej takich przypadków widziała tym bardziej traciła zaufanie do tej funkcji. Niczego im nie zawdzięczała, bo nie uznawała ich za użytecznych. Spała spokojnie dzięki sobie, może nawet dzięki niesfornej naturze niektórych uczniów, a ostatnio dzięki temu, że znalazł się skuteczny opatrunek na wiele jej zmartwień. Nie miała powodów, żeby czuć się bezpiecznie w obliczu narastającej liczby zagrożeń, ale mimo to spała spokojnie. Zawsze musiała dać sobie radę, musiała być tego pewna mimo wszystko.
Ujęła w palce szklankę, początkowo tylko ją bezcelowo obracając po blacie. Kiedy padło pytanie, które najwyraźniej było powodem ich spotkania, na jej wargach pojawił się nieznaczny uśmiech. Ledwo opierzone pisklę. Ciekawe czy ma takie określenie doszyte obok odznaki aurora albo może wygrawerowane pod nazwiskiem na tabliczce ustawionej na biurku. Panna Harvin miała zły nawyk szufladkowania ludzi. Najwyraźniej znalazła odpowiednią szufladkę dla byłego ślizgona.
- Bardzo. - przytknęła szklankę do ust, żeby upić łyka, a tym samym pozwalając sobie na krótką przerwę. - Ale nie mogę ci pokazać jak bardzo... w każdym razie, jego dowód tęsknoty mam nadzieję, że zniknie za parę dni. - jej uśmiech znikł tak samo szybko jak się pojawił. - Chyba, że polecasz jakąś dobrą maść na siniaki.
Nie lubiła jak ktokolwiek podejmował z nią temat jej brata. To był temat, który wyjątkowo ją drażnił, a fakt, że taką rozmowę prowadził z nią właśnie auror był dodatkowo irytujący. Uznała jednak, że tym razem może co nieco chlapnąć językiem. Ministerstwo i tak by się prędzej czy później dowiedziało, i tak prędzej czy później wzywaliby ją na przesłuchanie, więc wolała mieć to już za sobą. Poza tym, to było samo w sobie dość zabawne, bo w stosunku do tych ciołków w Ministerstwie musiała się ograniczać, a w przypadku Remora... mogła mu dodatkowo dać do zrozumienia dlaczego tak nisko ceni jego pracę, dlaczego najwyraźniej ma go za to ledwo opierzone pisklę, jak już go zdążyła nazwać.
- A powinno być. - nie, żeby kolejny raz go pouczała, ale najwyraźniej jej bezczelność nie miała żadnych granic.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Sob Lis 10, 2018 1:27 pm   
   <Multikonta: --


On natomiast nie potrafił potraktować poważnie tego typu zaczepek, głownie z racji na fakt, że oboje mieli tak naprawdę ten sam staż na swoich stanowiskach. Byli w jednakowym wieku, a mimo to on nie nazywał jej per "nieopierzoną panią profesor". W zasadzie - to chyba miał to gdzieś.
Rozumiem — westchnął ciężko, zamykając na moment oczy. Chyba rzeczywiście był bardzo zmęczony; nie miał ochoty bawić się w gierki słowne. Wolał zamiast tego wrócić do domu i zebrać siły, bo tryb pracy nie rozpieszczał go ostatnio.
Opróżnił szklankę duszkiem, co mogło zdradzać jego intencje. Wyglądało to tak, jakby lada chwila miał założyć płaszcz i wyjść.
Myślałem, że martwisz się o swoich podopiecznych. Twój brat nie przebiera w środkach, więc mając go przeciw sobie, stawiasz bliskie ci osoby w tym samym świetle.
Wstał, poprawił mankiety, po czym nie patrząc już na nią - założył szalik. Skoro przybył na próżno, o czym Vanessa dawała mu bardzo klarownie do zrozumienia, nie zamierzał marnować ani jej, ani swojego czasu. Koniec końców, wcale nie musiał proponować tego spotkania. Zrobił to wierząc, że być może Harvin potraktuje tę rozmowę poważnie i zgodzi się współpracować. I to nie tylko dla własnego dobra czy wygody, ale również dla jej najbliższego otoczenia. Nota bene, przesłuchanie czekało ją tak czy inaczej. Nie mógł zdradzić szczegółów, ale w sposób pośredni mógł jej pomóc się przygotować. Problem w tym, że Vanessa na swoją modłę jak zwykle miała to gdzieś, sama przeciwko całemu światu.
Znał jej opinię na temat swojego zawodu, a jednak nawet po tylu latach nie rozumiał dlaczego patrzyła z góry na każdego napotkanego aurora. Uogólniała, i chociaż był to wygodny sposób na porządkowanie świata, on go nie podzielał. Jedynie skupiając się na detalach, jednostkowo, można było wysnuć bardziej szczegółowy i trafny obraz rzeczywistości. Niestety, nic nie było całkiem czarne, albo całkiem białe. Pomiędzy nimi znajdowała się ogromna przepaść szarości, a udawanie, że owa nie istnieje było naiwne.
Spróbuj okładów z naparu koszyczka arniki i kwiatostanu nagietka. Unikaj gorących kąpieli — zasugerował chłodno, nawet na nią nie patrząc. Nie lubił, gdy marnowało się jego czas. Ale przynajmniej miał okazję zobaczyć jak się sprawy mają w Hogsmeade i napić się odrobinę ognistej.
Poniekąd dał jej szansę pomocy w przygotowaniu się przed przesłuchaniem, wymiany informacjami (naturalnie wyłącznie tymi, których wolno mu było udzielić), być może nawet współpracy, ale nie zamierzał uganiać się za nikim na siłę.
Wydobył sakiewkę z kieszeni, by zostawić na stoliku dwa galeony.
Nie mam już siedemnastu lat, Van. I przy okazji... — tu zawiesił na chwilę głos, w końcu nawiązując z nią kontakt wzrokowy. Nachylił się; różnica wzrostu pomiędzy nimi nadal była przepastna, przynajmniej to się nie zmieniło.
...nie ty jedna masz kłopotliwą rodzinę.
Uśmiechnął się do niej cierpko, po czym wyprostował się i sięgnął po płaszcz. Jeżeli ona nie widziała potrzeby w prowadzeniu tej rozmowy, on nie miał zamiaru nalegać.
  
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Lis 10, 2018 5:59 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Nie należało się spodziewać po niej niczego innego. Była za ostra? Nie. Po prostu była sobą. Prawdopodobnie gdyby Laverne w tym wieku miał być już Ministrem Magii czy Szefem Biura Aurorów, z tą samą lubością wytykałaby mu wszystkie potknięcia, a może i nawet z większą satysfakcją nie znajdując niczego co skłaniałoby ją by traktować go na równym poziomie. Prawdopodobnie dlatego większość współpracowników wolała schodzić jej z drogi, a pannę Harvin traktowano niemal jak nieujarzmioną bestię, która rozrywa niewinnych na strzępy. Kiedyś nawet słyszała plotki, że kąpie się w krwi dziewic by zachować wieczną młodość. Plotki, tylko plotki. Ani ją to nie ziębiło ani grzało, ale prawdą było, że niezwykle trudno obcować z jej charakterem. Jej to nie przeszkadzało w każdym razie, przeważnie był to problem dla innych.
- Martwię. Im szybciej go zlikwiduje tym będzie lepiej dla wszystkich. - westchnęła, obracając ponownie szklankę w dłoni.
Pochmurne spojrzenie skierowała na zawartość szkła. Brat jej obiecał, że zabije każdego gryfona, którego spotka. Wiedziała jak bardzo jest to realne zagrożenie. Jej podopieczni byli bystrzy, potrafili sobie poradzić wielu trudnych sytuacjach, ale to wciąż nastolatkowie, którzy czasem więcej sądzą, że mogą niż rzeczywiście mogą. Nie była dobrym pedagogiem, ale nawet na lekcjach starała się na nich wymusić po prostu myślenie, a nie tylko tępe rzucanie czarów, bo nie będą mieli na obecnym poziomie zbyt wielkich szans mając w arsenale co najwyżej Drętwoty czy Expelliarmusy. Mimo tego, za niecałe dwa miesiące wakacje, młodzi się rozjadą w swoje strony, poza względnie bezpieczne mury szkoły, a tam ich już nie upilnuje. Nie mogła stwierdzić z całą pewnością, że wrócą w komplecie, a strata każdego podopiecznego byłaby jej osobistą porażką. Nie wiedziała jak to rozwiązać, ale na aurorów liczyć nie mogła. Minęło dwa lata od Bitwy o Hogwart, a ta bezużyteczna organizacja nie posunęła się ani krok do przodu.
Podniosła na niego wzrok, leniwie upijając kolejnego łyka alkoholu. Paliło w gardło, ale już przywykła do tego posmaku. Coś szybko go spłoszyła skoro już się zbierał do wyjścia. Nie wiadomo po co ją tu fatygował w takim razie, skoro tak łatwo się poddał. Bo chyba nie chodziło o to, żeby zobaczyć ją po kilku latach. Ta ucieczka miała coś w sobie ciekawego. Może dlatego, że to Slytherin? Jej gryfoni często ciągnęli na aurorstwo, ale u nich widać było zupełnie inny sposób działania. Parli do przodu, nie odstępowali, a jak się za coś brali to od początku do końca. Panna Harvin miała kilku swoich byłych podopiecznych na tym kierunku studiów i wiedziała, że z nich będą dobrzy aurorzy. W końcu sama ich wychowywała.
Wypuściła cicho powietrze z ust, na moment przymykając oczy. Nie lubiła co prawda kiedy ktoś naruszał jej sferę osobistą ani wykorzystywał przewagę wzrostu, ale nie drgnęła ani na milimetr, zbywając jego komentarz milczeniem.
- Szybko odstępujesz pola walki. Może dlatego wciąż jesteście krok... a właściwie kilkanaście kroków za nimi. Może dlatego wciąż łapiecie cienie a nie ludzi. Szybko naucz się latać zanim skończysz w dziobie jakiegoś drapieżnika. - na jej wargach znów pojawił się drobny uśmiech. - Nie traktuj tego jak kolejnego prztyczka w nos, bardziej jak przyjacielską sugestię. - o ironio, zabrzmiało to całkiem poważnie, nawet pomimo być może nieco kąśliwej treści.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Nie Lis 11, 2018 2:11 pm   
   <Multikonta: --


O nim również krążyły różne dziwne plotki, jedne mniej, inne bardziej prawdziwe. Ludzie zawsze lubili gadać i dopowiadać sobie tego, czego nie wiedzieli więc trudno było mieć pretensje. Był na językach głównie przez wzgląd na swój pracoholizm i specyficzne zachowania, które wymykały mu się od czasu do czasu. Niektórzy twierdzili, że nigdy nie sypia - bo jest wampirem. Kiedy usłyszał ten absurd po raz pierwszy doszedł do wniosku, że współpracownicy mieli zdecydowanie zbyt dużo wolnego czasu, więc przydzielił im porządkowanie archiwum. Nie pomogło, za chwilę otrzymał łatkę wrednego sukinsyna. Jego brak zainteresowania koleżankami z pracy niektórzy tłumaczyli sobie tym, że Laverne po prostu MUSI być krypto homoseksualistą. Nic bardziej mylnego, ale tym nie zaprzątał już sobie głowy. Dopóki zachowywali pewien stopień profesjonalizmu gdy było to wymagane, mogli pleść co im się żywnie podoba.
Posłuchaj. Nie jesteś z tym sama. Nie mogę ręczyć za resztę moich współpracowników, ale właśnie po to cię tu ściągnąłem — prychnął zniecierpliwiony, zmęczony jej zachowaniem. Nie byli przyjaciółmi, ale Remor nie zaczął wieczora od nadgorliwego czepiania się o szczegóły. Swoje uprzedzenia trzymał głęboko w kieszeni, i być może Vanessa również powinna się tego kiedyś nauczyć. Nie wymagał wylewności ani też sztucznej uprzejmości, ale mogli przynajmniej pozostać na stopie neutralnej, co im obojgu ułatwiłoby tę rozmowę.
Nie jest to oficjalnie przydzielone mi zadanie, ale powiedzmy, że tak czy inaczej będę miał oko na uczniów w okresie wakacyjnym. Przynajmniej tych bardziej problematycznych, w granicach moich możliwości.
Nie tylko ona jedna martwiła się o te dzieciaki. Bądź co bądź, kiedyś to oni ich zastąpią, więc staranność i dbałość o ich bezpieczeństwo były jak najbardziej w ich najlepszym interesie. Oczywiście nie mógł zagwarantować, że włos im z głowy nie spadnie, ale dodatkowe wsparcie nigdy nie było daremne.
Wsunął obie dłonie do kieszeni płaszcza i przymknął zmęczone oczy, obserwując ją jeszcze. Ciężko było powiedzieć co w tej chwili zaprzątało jej myśli, ale pytanie jej o to i tak nie przyniosłoby skutku.
Kości policzkowe oraz szczęka odznaczyły mu się mocniej pod skórą, gdy znów posłała w jego stronę te swoje lekceważące zaczepki.
Nie jestem Gryfonem, Van. Mam ręce pełne roboty, więc skoro odrzucasz moją propozycję poświęcenia wolnego czasu na rzecz swoich podopiecznych, to uwierz mi, że z pewnością znajdę sobie inne zajęcie. Nie zamierzam latać za tobą jak uczeń z nieoddanym esejem — odparł kąśliwie, po czym zerknął niezobowiązująco na zegarek. Było zaledwie kilka minut po dziewiątej, więc rozważał całkiem poważnie, czy nie wrócić do biura i przynajmniej nie wziąć ze sobą do domu kilku akt. Ostatnio przeglądał pewne rejestry, sam nie wiedział czego tak naprawdę szukając. Jakiegoś wzorca, albo czegoś, co mogło zdać się detalem, więc nie zostało wzięte pod uwagę.
Podejmujesz pochopne decyzje i nie mierzysz sił na zamiary. Być może dlatego pytasz mnie teraz jak pozbyć się siniaków. I może dlatego wciąż jesteś o kilkanaście kroków za bratem. Naucz się jak efektywnie radzić sobie z takimi problemami, zanim Hogwart straci profesora i kilku Gryfonów. — Uśmiechnął się gorzko, po czym odwrócił od niej wzrok. Skoro Harvin nie zamierzała prowadzić tej rozmowy na bardziej merytorycznym torze, to i on nie miał tu czego szukać. Uganianie się za nią czy upraszanie o chwilę uwagi nie było w jego stylu, a jeśli właśnie tego oczekiwała, to miała przed sobą niewłaściwego człowieka.
Ale nie traktuj tego ad personam. To tylko przyjacielska sugestia.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Lis 11, 2018 6:57 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Uniosła nieznacznie jedną brew ku górze. Nie jest z tym sama? A może chciała być z tym sama? O tym już nikt nie pomyślał. Nikt ją nigdy nie nauczył działać w grupie, nie uznawała współpracy jako dobrego sposobu załatwiania problemów i od zawsze polegała tylko na sobie, a konkretniej mówiąc od momentu gdy przestała polegać na starszym bracie. Nie szukała sprzymierzeńców, przyjaciół ani towarzyszy. Jej problemy były jej problemami. Inna sprawa, że poniekąd była zamknięta w Hogwarcie jak księżniczka w zamku. Praca w szkole wymagała jej stałej obecności, a tropienie Jamesa byłoby zapewne czasochłonne i trudne. Może nie potrafiłaby go wytropić wcale? Nie wiedziała czy działa sam czy ktoś mu pomaga, trudno było określić możliwe potencjalne schronienia, ale wciąż nie było nikogo innego kto by go znał tak dobrze jak ona. Najgorsze jednak było to, że chociaż brat był największym kłopotem dla nauczycielki to nie jedynym.
- Dostałbyś trolla za ten esej. - skwitowała zapewne pomijając to co nie było jej na rękę. - Nie zasłaniaj się zadaniami, robotą, bo w tej chwili sprawiasz wrażenie kogoś kto nie robi nic poza przerzucaniem papierów z kupki na kupkę. I nie rób z siebie szalenie zapracowanego aurora... bo gdyby tak było, świętowalibyśmy złapanie jednego śmierciożercy, potem drugiego, potem trzeciego... dla mnie twoja praca jest dlatego nic nie warta, bo nie widzę jej efektów. Jesteś aurorem, więc tak... twoim zadaniem jest zapewniać dzieciakom bezpieczeństwo, bez względu na to czy to wchodzi w twój zakres czy nie, twoim zadaniem jest też szukać tych śmierciożerców bez względu na jakieś propozycje... a jeśli tak nie uważasz, zmień robotę. - zmrużyła oczy, zatrzymując palce na szklance. - Nie mnie powinno zależeć na tej współpracy, tylko tobie, bo od tego czego się możesz dowiedzieć zależy czy dalej będziesz z poświęceniem czasu i zdrowia przerzucał papiery na biurku, czy weźmiesz się do roboty i coś osiągniesz. Dla mnie zlikwidowanie Jamesa to kwestia honoru, nie obowiązku. Dla ciebie zdaje się, że to jest element twojej pracy czyli obowiązek. - odgarnęła ruchem dłoni na bok kosmyki włosów, które zaczęły jej przeszkadzać opadając na twarz.
Panna Harvin była bardzo obowiązkowa i nie kładła się spać późno w nocy dlatego, że lubiła, tylko dlatego, że jej grafik był wypełniony od rana do praktycznie bardzo późnego wieczora. Dlatego nie potrafiła zrozumieć jego intencji i prób robienia jej łaski skoro to była jego praca. Jej pracą było wyszkolić uczniów i chociaż miała do nich ostre podejście, to robiła co w swojej mocy, żeby nawet największy głąb pojął podstawy transmutacji. Tym bardziej dziwiła ją taka postawa i brak odpowiedzialności zawodowej.
- Nie straci. - nie rozwijała jednak bardziej tego tematu, uznając za bezcelowe wdawanie się tutaj w dyskusję, bo najlepszym dowodem na to, że Hogwart nie musi się obawiać utraty profesora było to, że wciąż żyła, gorzej niebezpieczeństwo definiować względem uczniów, bo tutaj sama nie wiedziała na czym się opierać. - Jakkolwiek... nie lubię marnować swojego czasu bez powodu. Jak kiedyś zacznie ci zależeć na swojej robocie, może o niej poważnie pogadamy. - obrzuciła go krótkim spojrzeniem, po czym wstała z miejsca i bez wahania wyszła z lokalu zostawiając na blacie stolika szklankę z resztką alkoholu.
<zt>
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 9