► Uczniowie V i VII roku przed wami SUMy i OWUTEMy! Oprócz tego apel do nauczycieli.
► Mile widziani śmierciożercy i aurorzy!
► Poszukujemy nauczycieli Starożytnych Run, Numerologii i Historii Magii!
Minęły dwa lata od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

137
268
371
369

Czerwiec 2000r.
Pełnia: 11-13.06 (10-13.01)
Ciepłe promyki słońca przeplatają się nieustannie z deszczową aurą. Możliwe poranne mgły i pierwsze burze. W dzień ok. 18'C, w nocy temperatura spada do ok. 10'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
In a world full of Dementors, be someone's Patronus.
Autor Wiadomość

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 386
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 12:12 pm   
   <Multikonta: N.W.


- Wiem. - mruknął, a tajemniczy uśmieszek wkroczył na jego oblicze, kiedy ponownie na nią spojrzał. Nie zamierzał rozdrabniać się, jeśli chodziło akurat o ten temat, ale zdawał sobie sprawę, że nie musi nic mówić, aby ona wiedziała o co dokładnie chodziło. Nie była głupia, na pewno się domyślała, a i on wierzył w to, że połączyła wszystkie wątki prawidłowo i teraz jeszcze bardziej doceni jego uczucia, skoro od ich nadmiaru stało się coś, co zdarza się rzadko, czyli patronus się zmienił. Obserwował uważnie jej mimikę twarzy, zmieniającą się wraz z jego zakłopotaniem całą tą sytuacją, bo czuł się teraz dziwnie obnażony. Nawet jeśli by nie upewniał jej o swojej miłości do niej, to jego magiczny opiekun skutecznie i tak by go zdradził, ba! robił to właśnie teraz. W jakiś sposób tak nieoczekiwany obrót spraw i zdradzenie go w momencie, kiedy nie do końca był na to gotowy nieco go przeraziło. No ale stało się, a on nie mógł nic z tym zrobić.
- Gepardy? Zabójcze? Jak ja? – spytał, unosząc brwi do góry w geście delikatnego zaskoczenia. Czyli co, ten centkowany stwór był aluzją do tego, że Kanadyjczyk jest spokojny i kochany, ale jak się zdenerwuje to potrafi być naprawdę niebezpieczny? W sumie pasowało. No, może poza tym, że Christophera nie dawało się tak łatwo udomowić, choć uczuciowo został już przyskrzyniony, więc to też może być swego rodzaju metaforą. Jej satysfakcja z tej zmiany patronusa była natomiast dość zastanawiająca, ale uznał po prostu, że jest to samozadowolenie z zaistniałego faktu samej zmiany i nie doszukiwał się w tym drugiego dna, ba! z każdą kolejną minutą i jemu coraz bardziej się ten fakt podobał i coraz bardziej rozumiał podejście swojej partnerki do tej całej sytuacji. Kto by nie chciał się w niej znaleźć? Tzn. pojawił się przed nią żywy dowód na to, że w mężczyźnie coś się zmieniło i to na dodatek przez nią. I zobaczyła to w momencie, kiedy i on po raz pierwszy się o tym przekonał. Czy mogło być lepiej? Cóż.
- To nie jest takie proste panno Michaelson. – rzucił, kończąc zaklęcie i obserwując jak srebrzysta mgiełka niknie w powietrzu. Nie wątpił, że dziewczyna była zdolna jeżeli chodziło o zaklęcia, z pewnością lepsza od niego, ale była też młoda, dość narwana i zdaje się, że momentami niecierpliwa. Cóż, w każdym razie jak nie spróbują, to się nie przekonają. – Ale tak, o to chodzi. – dodał, zastanawiając się przez chwilę. – Musi być to naprawdę silne, bardzo radosne i pozytywne wspomnienie. Takie, kiedy o nim myślisz to czujesz to dziwne łechtanie ze szczęścia w okolicy żołądka. - nie potrafił tego lepiej opisać. On sam tak miał, ale mógł być pewien, że miał tych wspomnień troszkę więcej niż ona. Zawsze korzystał jednak tylko z jednego, tego, które w pewien sposób odmieniło jego skomplikowany charakter na bardziej ludzki.
- No dobrze, spróbujmy. Obrót wysoko, wyceluj i inkantacja. - wiedział doskonale, że dziewczyna zna całą teorię i zapewne przygotowała się dodatkowo do tego momentu, odkąd tylko poprosiła go o pomoc w nauce tego zaklęcia, ale wolał jej przypominać co rusz niektóre aspekty tej inkantacji. Sam był ciekawy jak sobie poradzi, a nuż udałoby się jej za pierwszym razem wyczarować chociażby defensywną mgiełkę?
_________________
~|..|~
.
In all the good times I find myself longing for change
And in the bad times I fear myself

.

.
alter ego | hymn | życiowe motto | mood | quotes
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 855
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: Włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 23
Z. ofensywne: 43
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lis 08, 2018 7:16 pm   

No dobra, powiedzmy, że wszyscy wiemy dlaczego patronusy się zmieniają. Zależy to od traumatycznych sytuacji w naszym życiu, albo bardzo ostrych i gwałtownych emocji, które wpłynęły na nas i nasze życie. Zwykle właśnie była to miłość. Dzięki niej nasz zwierzęcy magiczny strażnik zmieniał formę na taką, która była kompatybilna z wybrankiem serca. W tej chwili Betha doskonale wiedziała co oznaczała zmiana patronusa z łosia na geparda, bo była świetnie zaznajomiona z tym dzikim kotem. Zastanawiało ją jednak, czy gdyby znała wcześniej swojego patronusa, to czy ten miałby tą samą formę co ta, którą miała wyczarować. Czy przed poznaniem Chrisa byłaby taka sama? Czy może jak u niego kompletnie by się zmieniła? A może byłaby to ta jedna i ta sama? No cóż, teraz pewnie się już nigdy nie przekona, trzeba było się uczyć zaklęcia szybciej… z drugiej strony nie miała szans na pozytywne wspomnienia, bo te prawdziwie szczęśliwe były związane jedynie z Chrisem. Z jednej strony cholernie przykre, z drugiej… w końcu znalazła swoje światełko w tym ponurym świecie, którego postanowiła się trzymać. Może to właśnie on był osobą, która uratuje ją od tego przeklętego pecha i nieuniknionego dążenia do samozniszczenia.
- Jak ty.- i to wcale nie było nawiązanie do morderstwa tego szmalcownika w Zakazanym Lesie w szale furii. Może tylko trochę, ale nie można się nie zgodzić, że porównanie mimo wszystko było bardzo trafne. W końcu śmierć kogoś z jego ręki też mogła mieć wpływ na zmianę patronusa, nie? Tak? No właśnie. Zanim ją poznał prowadził przecież bardzo spokojne, szczęśliwe i bezpieczne życie, a teraz? Nigdy nie wiadomo co się wydarzy, zwłaszcza z talentem Bethy do pakowania się w coraz to nowsze kłopoty. W każdym razie miała nadzieję, że skutecznie tym stwierdzeniem odsunęła od niego wszelkie wątpliwości i rozmyślania nad zmianą formy jego magicznego opiekuna. Miała zamiar go uświadomić, jako pierwszego i w zamiarze jedynego, ale to dopiero później, bo wtedy to już w ogóle nie mógłby się skupić na przekazaniu wiedzy na temat zaklęcia. I tak już mieli opóźnienie.
Panno Michaelson. Ach, wspaniale, że wrócili do swoich ról profesora i uczennicy. Wystarczyło jedno ponowne napomknięcie i znów się bawili. Osobiście sama też nie była przekonana, czy uda jej się opanować ciężkie zaklęcie od razu, ale nigdy się nie dowie, jeśli nie spróbuje. Czar był silny i trudny do opanowania, ale jeżeli chociaż pojawi się jakaś srebrzysta mgiełka wydobywająca się z jej różdżki, będzie zadowolona.
Silne, bardzo radosne i pozytywne wspomnienie. Takie, kiedy o nim myślisz, to czujesz to dziwne łechtanie ze szczęścia w okolicy żołądka. Jak kiedyś zdawało się to być niemożliwe, tak teraz raczej nie powinno być z tym problemu. Dziewczyna wzięła głębszy oddech i zacisnęła mocniej palce na różdżce przypominając sobie najszczęśliwszy moment, który mógłby jej pomóc W oka mgnieniu w jej głowie pojawił się obraz, Chwila w której obydwoje dali się ponieść swoim żądzom i uczuciom, które nimi telepały od ponad dwóch tygodni. Gdy chciała odejść, ale jej nie pozwolił tym samym pieczętując ich związanie się ze sobą. To był właśnie ten czas w którym po raz pierwszy poczuła jak coś w niej pęka i poddaje się nieznanej sile, która w niej siedziała.
Obrót wysoko, wyceluj i inkantacja.
- Expecto Patronum.- wypowiedziała te dwa słowa po raz pierwszy, mając nadzieję na jakąkolwiek reakcję ze strony magii. Nie spodziewała się jednak efektów zbyt szybko, mimo, że na nie liczyła. Chciała opanować to zaklęcie głównie po to, aby przekonać się jaką formę ma jej magiczny, zwierzęcy przewodnik.
_________________
The Devil is real
And he's not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he's a fallen angel, and he used to be God's favorite. So be careful who you trust.

The Devil once was an angel.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2525
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Lis 08, 2018 11:50 pm   

Po wypowiedzeniu słów przez studentkę i wykonaniu poprawnego ruchu różdżką, z jej magicznego kijka coś... "pierdnęło". Tylko bez efektów dźwiękowych i zapachowych. W każdym razie, był to mglisty srebrzysto-biały obłoczek, cienki jak wąska stróżka i w kilku miejscach przerywany, dzielący się na mniejsze obłoczki. Nijak nie przypominało to żadnego zwierzątka a i wątpliwe by miało szansę stanowić realną tarczę przed głodnym dementorem.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 386
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Śro Lis 14, 2018 9:10 pm   
   <Multikonta: N.W.


oRzucając patronusa, nawet nie musiał bardzo skupiać się nad wspomnieniem, które obrał sobie przy rzucaniu tego zaklęcia. Zawsze, automatycznie, pojawiało się jedno, to samo, do którego się już przyzwyczaił, a on swoich przyzwyczajeń raczej chętnie nie zmieniał. Nawet by nie wpadł na to, aby użyć jakiegokolwiek innego, mimo, że radosnych myśli – szczególnie ostatnimi czasy – miał bardzo dużo. Tak jak już wspomniane, mogło stać za tym zwyczajne przywiązanie się do owego wyboru bądź coś innego, coś o czym otwarcie nie myślał, ale gdzieś głęboko w podświadomości już tak. I było to tak głupie, a jednocześnie w pewien sposób urocze, że wolał się do tego nie przyznawać. Ba! Nie miał do czego, bo były to tylko ukryte mignięcia tej głęboko ukrytej jaźni. Może i by wyszły na jaw, gdyby ktoś go o to zapytał, ale prędzej by się nie przyznał i nie tłumaczył, tylko stłamsił owo zaciekawienie w zarodku niż zaczął się nad tym głębiej zastanawiać.
Przyglądał się jej uważnie ciemnymi oczami, kiedy próbowała się skupić przed zaklęciem i uśmiechnął się lekko. Splótł ręce na piersi i oczekiwał na rzucenie przez nią zaklęcia. Szczerze mówiąc… nie miał pojęcia jakie wspomnienie dokładnie przyszło jej na myśl, ba! nawet ogólnie nie rozważał jego treści. Nawet nie spodziewał się, że mogło to mieć coś wspólnego z nim, bo w końcu miała za sobą dwadzieścia lat życia, w którym wiele mogło się zdarzyć, a jak dla niego takie wydarzenie jak wspólna uczuciowość nie była aż tak radosna. Tak przynajmniej myślał, bo jak było w istocie to mógłby się przekonać tylko, gdyby rzucił wraz z tym wyobrażeniem patronusa. I zapewne, ku jemu zdziwieniu, by mu się udało.
Nawet jeśli rozbawiła go próba dziewczyny, to nie dał po sobie tego ani trochę postać. Maska obojętności, czy raczej – powagi, spoczywała na jego twarzy, całkowicie bezemocjonalnie wpatrującej się w jej próby. Wiedział doskonale, że gdyby ją wyśmiał, to wkurzyłaby się ze swojego niepowodzenia i zapewne rozproszyła zbyt mocno, aby ponownie rzucić patronusa, a było to przecież wystarczająco wymagające zaklęcie i bez charakteru typowego Ślizgona.
- Jeszcze raz. Upewnij się, że wspomnienie jest dobre. – rzucił, może nie tyle co zachęcającym, co odpowiednio wyważonym, obiecującym tonem. Obiecującym, że być może za drugim bądź trzecim razem się uda. Była zdolna, w to nie wątpił, poza tym może to on był kiepskim nauczycielem patronusów? Siostrę niby nauczył, ale siostra to co innego, ją mógł bić młodym klonem po głowie, jak jej nie wychodziło, Bethy raczej lał nie będzie. Żarcik. Tzn. co do siostry, nie do Beci. Czy coś.
_________________
~|..|~
.
In all the good times I find myself longing for change
And in the bad times I fear myself

.

.
alter ego | hymn | życiowe motto | mood | quotes
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 855
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: Włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 23
Z. ofensywne: 43
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lis 15, 2018 4:32 pm   

Szczerze mówiąc, to nie spodziewała się wielkiego efektu za pierwszym razem. Ba, nie spodziewała się czegokolwiek, a i tak została miło zaskoczona, że pojawił się jakikolwiek obłoczek, mgiełka, cokolwiek co mogłoby zwiastować pozytywne zakończenie jej próby. Tak więc mimo, że była przygotowana na niepowodzenie za pierwszym, drugim, czy dziesiątym razem, to i tak była szczęśliwa w duchu, że cokolwiek się zadziało. Co prawda przeklinała siebie w duchu, że nie spięła dupy i nie dołączyła do ekipy Pottera, kiedy ta się uczyła patronusa na własną rękę, ale nie upadła tak nisko, aby uczył ją bliznowaty gryfon. Bez przesady. Szanujmy się.
Była pewna, że za dwudziestym, czy trzydziestym razem też już nie będzie dokładnie myśleć o wspomnieniu, które było dla niej szczęśliwe, a przywołanie patronusa stanie się wtedy automatem. Jej podświadomość od razu wykorzysta myśl, która była wykorzystywana do stworzenia zwierzęcego strażnika i w ten sposób po zaledwie ułamku sekundy, ten się pojawi. No, ale to był pierwszy raz kiedy na głos wypowiedziała inkantację zaklęcia, więc nie można się było spodziewać fajerwerków i fantastycznych efektów. Jeszcze musiała się skupiać na wspomnieniu, które było dla niej szczęśliwe. Może i nie była zbyt dobra w tym, ale nie jej wina, że to właśnie ten moment był dla niej szczególny. Zwłaszcza, że nie miała szczęśliwego dzieciństwa, a jej dwadzieścia lat przez większość czasu było jednym wielkim pasmem niepowodzeń, śmierci i cierpienia na każdym kroku. Nawet wspomnienia związane z matką nie były na tyle szczęśliwe, aby można się na nie powołać. Potem umarła, a zaraz po tym wszystko zaczęło się walić i Betha już nigdy naprawdę nie była radosna. Nie urodziło jej się dziecko do którego mogłaby się przywiązać i pokochać. Nie miała takich wspomnień, które ją pozytywnie odmieniły. Nie każdy ma to szczęście. I weź tu się powołaj na cokolwiek. Nie można się więc jej było dziwić, że pierwsze szczęśliwe wspomnienie było związane z człowiekiem, który obudził w niej dawno zakopane uczucia, które z siebie wypierała taki długi okres czasu.
Zaklęcie może i nie wyszło, ale ten mały obłoczek który powstał był zachęcający do kolejnych prób. Jeżeli po pierwszych próbach już jej się udało, to może jeszcze trochę i osobiście przekona się jaką formę ma jej prywatny, magiczny, zwierzęcy patronus. Jakie zdziwienie by było, gdyby i jej przybrał postać geparda?
- Uwierz mi, jest cholernie dobre.- zapewniła, bo czego jak czego, ale tego akurat była stuprocentowo pewna. - Zresztą, hej. Jak na pierwszy raz i tak jest dobrze. Nie wmówisz mi, że jesteś geniuszem, który wyczarował swojego magicznego, kanadyjskiego łosia za pierwszym razem.- mruknęła. Może i nie była nie wiadomo jak silna jeśli chodziło o zaklęcia, ale jak na swój wiek… była zajebista. I mówiła to otwarcie. Wyćwiczyła się już w większości z czarów, więc nie zrażała się ciężkimi początkami, bo one nigdy nie są łatwe. Nie?
- Dobra, jeszcze raz.- oj tak, była zawzięta. I cholernie ciekawa. Tak łatwo nie zrezygnuje, a jeżeli wymsknie mu się jakiekolwiek parsknięcie, to wyląduje w tym cholernym jeziorze, a kiedy będzie pod wodą, dziewczyna je zamrozi i pokryje bardzo grubą warstwą lodu. Just sayin.
Ponownie skupiła na swoim szczęśliwym wspomnieniu, przywołując w myślach jego obraz i tak samo jak poprzednio machnęła różdżką, wypowiadając inkantację Expecto Patronum z zamiarem przywołania patronusa. Krzyżujemy paluszki!

_________________
The Devil is real
And he's not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he's a fallen angel, and he used to be God's favorite. So be careful who you trust.

The Devil once was an angel.
Ostatnio zmieniony przez Betha Michaelson Czw Lis 15, 2018 6:24 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2525
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Lis 15, 2018 5:04 pm   

Tym razem poszło odrobinę lepiej. Po wypowiedzeniu inkantacji zaklęcia z różdżki studentki znowu wydobył się obłok. Nie był to żaden konkretny kształt, nie miał ani kopyt ani łap, ale w odróżnieniu od poprzedniego ta srebrzysta chmura była przede wszystkim większa, bardziej jednolita i skumulowana. Przypominała trochę skłębioną chmurkę na niebie, ale wciąż bez odpowiedniej formy nie była ta skuteczna tarcza przeciwko dementorom, a zaledwie delikatna i nietrwała zasłona.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 386
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Lis 16, 2018 5:16 pm   
   <Multikonta: N.W.


- Nie… oczywiście, że nie. - rzucił. Wyczarowanie patronusa, a szczególnie cielesnego nie było byle czym, tak więc tylko najwięksi czarodzieje tego świata mogli podjąć tak odważną próbę, zakończoną wyczarowaniem cielesnego obrońcy za pierwszym razem. On zdecydowanie do tej grupy nie należał, bo o ile w zaklęciach zwykłych był niezły, tak jeśli chodziło już o ofensywę czy defensywę, to jego umiejętności nie były aż tak wielkie. Owszem, radzi sobie z zaklęciami całkiem nieźle, ale jakoś nigdy nie odczuwał potrzeby podniesienia tych zdolności, bo po prostu nie było mu to potrzebne. Tak więc jego lekcje ze ‘zwalczania dementorów’ trwały może i krótko, ale bardzo intensywnie, nie można było ukrywać, że Charles był człowiekiem, który jak się już za coś brał, to szybko doprowadzał to do skutku. Szczególnie jeśli chodziło o nauczanie własnych dzieci.
Na rzucenie słów o kolejnym podejściu jedyne co mu pozostało to kiwnąć głową, bo na tę chwilę bardziej pomóc raczej nie mógł. Patronus był raczej zaklęciem polegającym na skupieniu się i odpowiednim wyważeniu wspomnienia, a on jej do głowy nie wejdzie, bo legilimentą przecież nie był. Nie może sprawdzić o czym myślała i czy było to wystarczające, a jakoś nie śmiałby też o to zapytać. Jeśli będzie chciała, to sama mu powie, ale nawet jeśli to nie był w pełni obiektywny aby oceniać czy dana myśl będzie odpowiednia. Każdy przecież różne rzeczy odczuwał całkowicie inaczej.
Próba nr dwa można powiedzieć, że była w zasadzie dość satysfakcjonująca. Tym razem nie pufnęło, nie pierdnęło, a z jej różdżki wydobyło się coś więcej niż dymek po zgaszonej świecy. Kąciki jego ust uniosły się w pełnym satysfakcji uśmiechu. Może i nie był to cielesny patronus, ale nie wymagał od niej aż takich postępów w piętnaście minut, przecież to nie zupka instant. Nie pochwalił jej jednak werbalnie.
Tak jak wcześniej był odsunięty na wystarczającą odległość, tak teraz zbliżył się do niej i stanął z tyłu, łapiąc dłonią za jej rękę trzymającą różdżkę. Pochylił się, mając głowę na jej wysokości i gdyby nie była opatulona (wg niego ofc) to mogłaby poczuć jego ciepły oddech na karku, a tak to musiała się zadowolić jedynie jego obecnością w zdecydowanie nieprofesorskiej odległości.
- Ręka wyżej. Wyceluj bardziej gwałtownie. – rzucił, skupiając spojrzenie na jej ręce, obracanej teraz jak lalka przez jego palce. – Wyobraź sobie, że stoi tam ktoś kogo chcesz walnąć zaklęciem, jesteś zestresowana i musisz to zrobić szybko. Tak to mniej więcej musi wyglądać. – dodał, odsuwając się ponownie na odpowiednią odległość i unosząc brwi do góry wpatrując się w nią w oczekiwaniu na kolejną próbę.
_________________
~|..|~
.
In all the good times I find myself longing for change
And in the bad times I fear myself

.

.
alter ego | hymn | życiowe motto | mood | quotes
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 855
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: Włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 23
Z. ofensywne: 43
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pią Lis 16, 2018 6:47 pm   


Nie było tak źle jak myślała. Znaczy, początki jak to początki ssą i nigdy nie są tak dobre jak by się chciało, ale mimo wszystko było coraz lepiej. Niestety, albo stety nie była to sytuacja w której była zmuszona rzucać patronusa z wykorzystaniem silnych emocji, które nią targały, ale teraz, skupiając się jedynie na pozytywnym wspomnieniu, magia również działała na jej korzyść. Może to nie była cielesna forma patronusa z której mogła jakkolwiek wyczytać zwierzętą postać swojego magicznego obrońcy, ale to na pewno było więcej niż zwykły pierdek obłoczku o bliżej niezidentyfikowanej strukturze. Jak na drugi raz szło jej naprawdę dobrze! Czyli chyba jednak warto było ćwiczyć swoje magiczne umiejętności w zaklęciach ofensywnych i defensywnych.
Była usatysfakcjonowana krótko mówiąc, mimo, że nie było to coś co chciała osiągnąć, to i tak była zadowolona z efektu. Chris również powinien być z niej dumny, w końcu była uczennicą na piątkę z plusem. I koroną. Bo każda królowa musi mieć koronę. Uśmiechnęła się nawet na ten obłoczek, który wyciekł z końca jej różdżki. Może i nie obroniłby jej przed dementorami chcącymi wyssać jej duszę, ale jeszcze trochę i powinno się udać. Skoro Potterowi się to udało i tej całej zgrai niedorobionych czarodziejów nieczystej krwi i Weasley’om, to jej tym bardziej powinno się udać, nie?
- Nie powiesz, że nie było lepiej.- mruknęła, nawet na niego nie patrząc, skupiając się na powoli znikającej, srebrzystej łunie. Musiał to przyznać, nawet w myślach.
Niedługo później poczuła, jak ten się do niej zbliża i ujmuje jej dłoń w swoją. Nawet przez czarną bluzę mogła bijące od niego ciepło. Mimowolnie się uśmiechnęła, kiedy znalazł się w takiej bliskiej odległości, aby osobiście pokazać jak wykonać zamach różdżką. Z tym delikatnym półuśmiechem, kantem oka obserwowała jego wyraz twarzy, która znajdowała się tuż obok, aby ostatecznie przerzucić spojrzenie na różdżkę. Nawet nie stawiała oporu pozwalając się prowadzić, zupełnie jak na parkiecie podczas tańca.
Ręka wyżej. Wyceluj bardziej gwałtownie. Tak jest, panie profesorze.
Wyobraź sobie, że stoi tam ktoś kogo chcesz walnąć zaklęciem. To nie będzie trudne, profesorze, zwłaszcza, że jest taki jeden, którego chętnie popieściłaby Cruciatusem, czy Emendo, tylko po to, aby łaskawie wykończyć go Avadą, po kilkunastu latach ciągłych tortur. O dziwo było to bardzo przyjemne wyobrażenie, ale nie na tym się skupiła. Jeszcze.
Kiedy odszedł ponownie dając jej się wykazać, skupiła się na szczęśliwym wspomnieniu, tylko tym razem według zaleceń wycelowała bardziej gwałtowni w coś co nie istniało na środku jeziora. Albo raczej w kogoś, kto niestety się tam nie znajdował. Czy Covenbreeze był dobrą wymówką do użycia zaklęcia defensywnego? To nie zaklęcie niewybaczalne, ale musiało wystarczyć.
- Expecto Patronum.- ręka wyżej, zamach, inkantacja. Niby banał, ale łatwiej powiedzieć, trudniej zdobyć się na pozytywne emocje w połączeniu z zamiarem obrony siebie, bądź kogoś bliskiego. Na szczęście Betha miała bujną wyobraźnię, więc i z jednym i z drugim nie powinna mieć większego problemu. Może tym razem będzie równie dobrze, albo nawet lepiej.

_________________
The Devil is real
And he's not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he's a fallen angel, and he used to be God's favorite. So be careful who you trust.

The Devil once was an angel.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2525
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lis 17, 2018 10:34 pm   

Tym razem po rzuceniu przez studentkę zaklęcia, efekt był nieco bardziej rozwinięty. Srebrzysty obłok, który wyłonił się z końca jej różdżki nie przypominał już chmurki ściągniętej z nieba, a zaczął nabierać bardziej smuklejszego kształtu. Wciąż było trudno stwierdzić co ten kształt przypomina. Był nieco wydłużony, zgrabniejszy, zakończony cienką strużką i już nie unosił się bezwiednie w powietrzu, a przecinał je w żywych ruchach, niemal w podskokach wokół nauczyciela i jego uczennicy aż do momentu gdy rozmył się całkiem, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 855
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: Włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 23
Z. ofensywne: 43
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lis 26, 2018 8:09 pm   

Ćwiczenia były męczące i upierdliwe, zwłaszcza jeśli chodziło o zaklęcia, których nigdy wcześniej się nie używało. Każdy kolejny raz był coraz lepszy, ale to dalej nie były satysfakcjonujące efekty, których wolałaby się spodziewać. Mimo wszystko nie zamierzała poprzestać, bo widziała postępy nawet jeśli nie były one zadowalające. Postanowiła, że opanuje tego cholernego patronusa, to opanuje i nie było nawet z tym dyskusji. Była ślizgońsko uparta, jeśli o to chodziło.
Po rzuceniu kolejny raz zaklęcia patronusa, tym razem dostrzegła jak z końca jej różdżki wydobywa się delikatny błękitno-srebrzysty strumień i przybiera nieco smuklejsze kształty niż poprzednio. Nie była to już bezkształtna masa, która nie powstrzymałaby nawet promieni słonecznych, ale coś, co zdawało się mieć kształt, tylko bliżej nieokreślony. Nadal nie rozpoznawała w tym jakiegoś zwierzęcego opiekuna, który miał jej pomóc odstraszać i zwalczać dementory, ale z każdą kolejną próbą zdawała się być coraz bliżej, co było podbudowujące. Z takimi wynikami mogła próbować dalej, zwłaszcza, że była cholernie ciekawa jaką postać przybierze jej magiczny strażnik.
Gdy tylko srebrzysta smuga zniknęła całkowicie, kancik ust Bethy uniósł się nieznacznie w zadowolonym uśmiechu. Kurde, czyli jednak warto było uczyć się zaklęć defensywnych, bo dzięki temu całkiem sprawnie idzie jej nauka patronusa. Nie mogła powiedzieć, że jej się to nie podobało, ale chciała więcej. Zawsze chciała więcej. Spojrzała na Chrisa z tym zadowolonym z siebie uśmiechem na twarzy i wróciła spojrzeniem w to samo bliżej niezidentyfikowane miejsce co przedtem.
Jeszcze raz.
Wzięła głębszy oddech i wracając wspomnieniami do tego samego wspomnienia, które wywoływało w niej przyjemne mrowienie, machnęła wysoko różdżką i rzuciła zaklęcie
-Expecto Patronum- mruknęła, chcąc ponowić czar, tylko tym razem z może, oby, lepszymi wynikami. Naprawdę była ciekawa jego formy. I uparta. I zawzięta. Nie jej wina.
_________________
The Devil is real
And he's not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he's a fallen angel, and he used to be God's favorite. So be careful who you trust.

The Devil once was an angel.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2525
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Lis 27, 2018 11:46 pm   

Ćwiczenia były męczące, tym bardziej, że stworzenie kształtnego patronusa nie było sztuką prostą samo w sobie. Dlatego za kolejnym razem z różdżki byłej ślizgonki wyfrunęło coś co przypominało sporej wielkości stworzenie o długim tułowiu i szczupłych, długich łapach. Prawdopodobnie był to drapieżnik, prawdopodobnie miał też długi ogon, ale cała jego sylwetka tonęła we wciąż kumulującej się, kształtującej, niemal kipiącej srebrzystej chmurze. Patronus o coraz bardziej konkretnej formie pognał gdzieś przed siebie w długich podskokach i ostatecznie rozmył się w powietrzu.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 855
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: Włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 23
Z. ofensywne: 43
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Śro Lis 28, 2018 11:44 pm   

Raz za razem trenowała, ćwiczyła, powtarzała. Zaklęcie powoli ryło się w jej umyśle, a przed oczami za każdym razem miała rozpływającą się, jasną masę wydobywającą się z różdżki. Nazwa zaklęcia była w tej chwili jak mantra, której używała co kilka minut, aby po raz kolejny użyć zaklęcia, które nie wyglądało jak należy. Nie obroniłoby jej tak idealnie, jak w pełnej formie magicznego zwierzęcego strażnika. Mimo, że i tak zaszła już daleko, to nie mogła się zadowolić tym co miała. To dalej nie było to, co chciała osiągnąć. Musiała ćwiczyć tak długo, aż w końcu osiągnie perfekcję i dostrzeże w tej bliżej niezidentyfikowanej srebrzystej chmurze coś przypominającego sylwetkę zwierzęcia.
W chwili, gdy z jej różdżki po raz kolejny wypłynął jasny promień, skupiła na nim swoje spojrzenie chcąc dostrzec w nim… coś. Cokolwiek. Jakiś znak, charakterystyczną budowę, która mogłaby zwiastować niedługi sukces nużących ćwiczeń. W końcu osiągnięcie cielesnej formy było szczytem, który chciała osiągnąć przy tym zaklęciu i nawet jeśli chciała już iść do domu, bo robiło się zimno nad tym cholernym jeziorem, to stała tu wytrwale i rzucała raz za razem zaklęcie. Widząc swoje postępy nie mogła teraz tego porzucić. Będzie ty stać tak długo, aż jej się uda. Nawet jeśli miało się to zakończyć zapaleniem płuc.
Gdy tylko jasna, bliżej niezidentyfikowana postać zniknęła, Betha westchnęła pod nosem czując jak powoli jej palce zaciśnięte na drewnianej rękojeści różdżki zamarzają. Niby nie byli tu specjalnie długo, ale ona i jej zmarźliwa dupa już odczuwały skutki niewysokiej temperatury. Nie czekając więc na oklaski, czy słowa pocieszenia ze strony swojego tymczasowego nauczyciela ponowiła próbę. Raz jeszcze poderwała różdżkę do góry. Wzięła głębszy oddech i już z automatu przywołała to samo szczęśliwe wspomnienie, które za każdym razem wykorzystywała do zaklęcia patronusa i skupiając wzrok na tafli nieruchomego jeziora machnęła różdżką wypowiadając inkantację:
- Expecto Patronum.
Jeszcze tylko trochę.
_________________
The Devil is real
And he's not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he's a fallen angel, and he used to be God's favorite. So be careful who you trust.

The Devil once was an angel.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2525
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Gru 01, 2018 6:27 pm   

Po kolejnym właściwym ruchu różdżką, po kolejnym wypowiedzeniu słów zaklęcia to co wydostało się z magicznego kijka studentki można już określić patronusem o określonym kształcie. Było to sporych rozmiarów kocisko o silnych łapach i podobnie mocnym ogonie, a przy tym sporym cielsku i charakterystycznym pysku drapieżnika. Nie był to lew, nie był to też tygrys czy inne stworzenie kotowate, a coś nieco mniej egzotycznego, chociaż równie niebezpiecznego. Patronus o postaci pumy pomknął w powietrzu sus za susem, robiąc zakręt kawałek dalej i dopiero wtedy ten srebrzysty duch zniknął tak jakby go nigdy nie było.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 386
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pon Gru 17, 2018 1:18 am   
   <Multikonta: N.W.


Obserwował uważnie jej każde, kolejne próby i musiał przyznać, że miała w sobie spore pokłady cierpliwości. Oczywiście nie dotyczyła ona ludzi i to również zdołał zauważyć, ale jeśli chodziło o zwierzęta bądź samozaparcie w wykonywaniu niektórych czynności to szło jej całkiem nieźle, co w jakiś sposób mu imponowało. On w sumie chyba nigdy nie zmierzył swoich pokładów, choć kilka razy zdarzyło mu się mieć napad ich braków, co kończyło się zwykle z jego strony niespotykaną na co dzień agresją. Nikt nie chciał się o tym przekonywać ani go drażnić, stąd działo się to niezwykle rzadko, ba! mało prawdopodobne, że wydarzy się to kiedykolwiek w przyszłości, choć w obronie bliskich… kto wie.
Postanowił stać z boku i póki co nie wtrącać się w jej próby, bo jego pomoc poza teorią i ewentualnymi poprawkami w pozie była tu kompletnie zbędna. Nie miał rzecz jasna pojęcia, że jej wspomnienie dotyczy stricte jego i ich związku, choć gdzieś wewnątrz jego podświadomości taka myśl istniała. Bądź co bądź tej chwili jednak nie miał zamiaru się wtrącać i pozwalał jej podejmować kolejne podejścia do tego jakże trudnego zaklęcia.
Nie zmieniało to jednak faktu, że czujnie obserwował jej poczynania, a i z ogromną uwagą przyglądał się chmurze jasnego dymu, który z każdą kolejną próbą stawał się coraz bardziej kształtny i nabierał mocy. Uśmiechnął się lekko widząc jak mgiełka coraz bardziej przypominała coś kotowatego, a i nawet przez myśl przeszło mu iż mogą mieć tego samego patronusa. W końcu w historii zdarzało się już nie raz, że tarcze różnorakich par przybierały tę samą formę, więc nie zdziwiłby się gdyby w istocie tak było, szczególnie, że uczucie którym do siebie pałali wyglądało na całkiem szczere i solidne.
- Puma? – wypalił z siebie mimowolnie i uniósł do góry brwi przyglądając się jak wielki kot formujący się za którymś razem, mknie przez powietrze i znika równie szybko co się pojawił. To na pewno nie był przypadek, szczególnie, że trzy identyczne koteczki mieszkają u niego w domu i nawet czasami śpią na jego łóżku niczym wielkie maskotki. Pytanie tylko, czy jego forma patronusa również zmieniła się w coś, co miało związek z dziewczyną? Na pewno była na swój sposób drapieżna, ale szczerze wątpił, że to mogło określać kształt magicznego obrońcy… wątpił, że miała geparda w posiadaniu choć po zobaczeniu jej zwierzyńca nie byłby szczególnie zaskoczony…
_________________
~|..|~
.
In all the good times I find myself longing for change
And in the bad times I fear myself

.

.
alter ego | hymn | życiowe motto | mood | quotes
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 855
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: Włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 23
Z. ofensywne: 43
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Wto Gru 18, 2018 5:45 pm   

W końcu. Cierpliwość czasem popłacała. Oczywiście nie w stosunku do ludzi, bo prędzej wypruje im żyły niż się nauczy cierpliwości, ale w innych przypadkach była bardzo skuteczna i przydatna. Nauka patronusa w jej przypadku zdawała się trwać całą wieczność mimo, że to były tylko początki i po prostu jak mantrę powtarzała inkantację zaklęcia raz za razem modląc się w duchu, aby tym razem udało jej się wyczarować cielesną formę zwierzęcego strażnika. Z każdą kolejną próbą jasny promień wychodzący z jej różdżki przybierał coraz wyraźniejszą postać, jednak nie była w stanie dokładnie określić czym jest dane zwierzę. Dopiero za ostatnim razem, gdy po raz kolejny rzuciła zaklęcie zwykle bliżej nieokreślony kształt łuny teraz zaczął wyodrębniać poszczególne kończyny. Mocne łapy, postawny tułów, krótka, ale silna kufa i długi koci ogon. Puma. Nie wiedząc czemu Betha była święcie przekonana, że jej patronusem będzie dziki kot, ale stawiała raczej na geparda, który był jej animagiczną formą i przy okazji patronusem Chrisa. Nie od dzisiaj wiadomo, że gdy dwójkę ludzi łączy mocne uczucie, magiczni strażnicy mogą przybrać tą samą postać. Nie wiedziała więc czemu akurat puma. Nie wiedziała też, że Chris ma jakikolwiek związek z tymi zwierzętami.
W ciszy obserwowała jak zwierzę sunie do przodu, aż w końcu rozmywa się i znika równie szybko co się pojawił. Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w miejsce gdzie jeszcze niedawno znajdowało się widmo zwierzęcia dopóki głos Chrisa nie oderwał jej z tego dziwnego satysfakcjonującego transu.
- Nie wiem czemu, stawiałam na geparda.- mruknęła w odpowiedzi, ale ze szczerym, niezbyt szerokim uśmiechem formującym się na jej twarzy. Nie wiedziała, że jej patronus miał jakikolwiek związek z Chrisem, dlatego tym bardziej jej trybiki w głowie zaczęły pracować w trybie natychmiastowym chcąc jakkolwiek skojarzyć znaczenie te zwierzęcej postaci.
- Za to chyba wiem dlaczego Twój patronus zmienił formę.- dodała po chwili z tajemniczym błyskiem samozadowolenia, które błąkało się w jej jasnych, opalizujących tęczówkach. No nie mogła go ukryć, bo było stanowczo za silne. Była silnie przekonana o tym, że miała w tym swój udział. Patronusy od tak nie zmieniają swojej formy. Zawsze stoi za tym silny czynnik, zwykle trauma, albo miłość. W ich przypadku musiało być to drugie. Gdyby patronus z łosia przemienił się w coś innego, zupełnie nie związanego z Bethą, to mogłaby się zacząć zastanawiać. Gepard jednak był cholernie wymowny.
- W każdym razie, patrz jaka jestem zdolna.- pochwaliła samą siebie nagle zmieniając temat. Typowy ślizgon. - Dostanę Wybitny z dzisiejszych zajęć?- spojrzała na niego ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, nie mogąc powstrzymać się od tych słów. Czy powinna też się poprawić i ponownie nazwać go profesorem skoro wcześniej bawili się w szkołę?

_________________
The Devil is real
And he's not a little red man with horns and a tail. He can be beautiful. Because he's a fallen angel, and he used to be God's favorite. So be careful who you trust.

The Devil once was an angel.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale













Amaimon

Strona wygenerowana w 0,79 sekundy. Zapytań do SQL: 9