Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
In a world full of Dementors, be someone's Patronus.
Autor Wiadomość

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 355
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 12:12 pm   
   <Multikonta: N.W.
 

- Wiem. - mruknął, a tajemniczy uśmieszek wkroczył na jego oblicze, kiedy ponownie na nią spojrzał. Nie zamierzał rozdrabniać się, jeśli chodziło akurat o ten temat, ale zdawał sobie sprawę, że nie musi nic mówić, aby ona wiedziała o co dokładnie chodziło. Nie była głupia, na pewno się domyślała, a i on wierzył w to, że połączyła wszystkie wątki prawidłowo i teraz jeszcze bardziej doceni jego uczucia, skoro od ich nadmiaru stało się coś, co zdarza się rzadko, czyli patronus się zmienił. Obserwował uważnie jej mimikę twarzy, zmieniającą się wraz z jego zakłopotaniem całą tą sytuacją, bo czuł się teraz dziwnie obnażony. Nawet jeśli by nie upewniał jej o swojej miłości do niej, to jego magiczny opiekun skutecznie i tak by go zdradził, ba! robił to właśnie teraz. W jakiś sposób tak nieoczekiwany obrót spraw i zdradzenie go w momencie, kiedy nie do końca był na to gotowy nieco go przeraziło. No ale stało się, a on nie mógł nic z tym zrobić.
- Gepardy? Zabójcze? Jak ja? – spytał, unosząc brwi do góry w geście delikatnego zaskoczenia. Czyli co, ten centkowany stwór był aluzją do tego, że Kanadyjczyk jest spokojny i kochany, ale jak się zdenerwuje to potrafi być naprawdę niebezpieczny? W sumie pasowało. No, może poza tym, że Christophera nie dawało się tak łatwo udomowić, choć uczuciowo został już przyskrzyniony, więc to też może być swego rodzaju metaforą. Jej satysfakcja z tej zmiany patronusa była natomiast dość zastanawiająca, ale uznał po prostu, że jest to samozadowolenie z zaistniałego faktu samej zmiany i nie doszukiwał się w tym drugiego dna, ba! z każdą kolejną minutą i jemu coraz bardziej się ten fakt podobał i coraz bardziej rozumiał podejście swojej partnerki do tej całej sytuacji. Kto by nie chciał się w niej znaleźć? Tzn. pojawił się przed nią żywy dowód na to, że w mężczyźnie coś się zmieniło i to na dodatek przez nią. I zobaczyła to w momencie, kiedy i on po raz pierwszy się o tym przekonał. Czy mogło być lepiej? Cóż.
- To nie jest takie proste panno Michaelson. – rzucił, kończąc zaklęcie i obserwując jak srebrzysta mgiełka niknie w powietrzu. Nie wątpił, że dziewczyna była zdolna jeżeli chodziło o zaklęcia, z pewnością lepsza od niego, ale była też młoda, dość narwana i zdaje się, że momentami niecierpliwa. Cóż, w każdym razie jak nie spróbują, to się nie przekonają. – Ale tak, o to chodzi. – dodał, zastanawiając się przez chwilę. – Musi być to naprawdę silne, bardzo radosne i pozytywne wspomnienie. Takie, kiedy o nim myślisz to czujesz to dziwne łechtanie ze szczęścia w okolicy żołądka. - nie potrafił tego lepiej opisać. On sam tak miał, ale mógł być pewien, że miał tych wspomnień troszkę więcej niż ona. Zawsze korzystał jednak tylko z jednego, tego, które w pewien sposób odmieniło jego skomplikowany charakter na bardziej ludzki.
- No dobrze, spróbujmy. Obrót wysoko, wyceluj i inkantacja. - wiedział doskonale, że dziewczyna zna całą teorię i zapewne przygotowała się dodatkowo do tego momentu, odkąd tylko poprosiła go o pomoc w nauce tego zaklęcia, ale wolał jej przypominać co rusz niektóre aspekty tej inkantacji. Sam był ciekawy jak sobie poradzi, a nuż udałoby się jej za pierwszym razem wyczarować chociażby defensywną mgiełkę?
_________________
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 766
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lis 08, 2018 7:16 pm     

No dobra, powiedzmy, że wszyscy wiemy dlaczego patronusy się zmieniają. Zależy to od traumatycznych sytuacji w naszym życiu, albo bardzo ostrych i gwałtownych emocji, które wpłynęły na nas i nasze życie. Zwykle właśnie była to miłość. Dzięki niej nasz zwierzęcy magiczny strażnik zmieniał formę na taką, która była kompatybilna z wybrankiem serca. W tej chwili Betha doskonale wiedziała co oznaczała zmiana patronusa z łosia na geparda, bo była świetnie zaznajomiona z tym dzikim kotem. Zastanawiało ją jednak, czy gdyby znała wcześniej swojego patronusa, to czy ten miałby tą samą formę co ta, którą miała wyczarować. Czy przed poznaniem Chrisa byłaby taka sama? Czy może jak u niego kompletnie by się zmieniła? A może byłaby to ta jedna i ta sama? No cóż, teraz pewnie się już nigdy nie przekona, trzeba było się uczyć zaklęcia szybciej… z drugiej strony nie miała szans na pozytywne wspomnienia, bo te prawdziwie szczęśliwe były związane jedynie z Chrisem. Z jednej strony cholernie przykre, z drugiej… w końcu znalazła swoje światełko w tym ponurym świecie, którego postanowiła się trzymać. Może to właśnie on był osobą, która uratuje ją od tego przeklętego pecha i nieuniknionego dążenia do samozniszczenia.
- Jak ty.- i to wcale nie było nawiązanie do morderstwa tego szmalcownika w Zakazanym Lesie w szale furii. Może tylko trochę, ale nie można się nie zgodzić, że porównanie mimo wszystko było bardzo trafne. W końcu śmierć kogoś z jego ręki też mogła mieć wpływ na zmianę patronusa, nie? Tak? No właśnie. Zanim ją poznał prowadził przecież bardzo spokojne, szczęśliwe i bezpieczne życie, a teraz? Nigdy nie wiadomo co się wydarzy, zwłaszcza z talentem Bethy do pakowania się w coraz to nowsze kłopoty. W każdym razie miała nadzieję, że skutecznie tym stwierdzeniem odsunęła od niego wszelkie wątpliwości i rozmyślania nad zmianą formy jego magicznego opiekuna. Miała zamiar go uświadomić, jako pierwszego i w zamiarze jedynego, ale to dopiero później, bo wtedy to już w ogóle nie mógłby się skupić na przekazaniu wiedzy na temat zaklęcia. I tak już mieli opóźnienie.
Panno Michaelson. Ach, wspaniale, że wrócili do swoich ról profesora i uczennicy. Wystarczyło jedno ponowne napomknięcie i znów się bawili. Osobiście sama też nie była przekonana, czy uda jej się opanować ciężkie zaklęcie od razu, ale nigdy się nie dowie, jeśli nie spróbuje. Czar był silny i trudny do opanowania, ale jeżeli chociaż pojawi się jakaś srebrzysta mgiełka wydobywająca się z jej różdżki, będzie zadowolona.
Silne, bardzo radosne i pozytywne wspomnienie. Takie, kiedy o nim myślisz, to czujesz to dziwne łechtanie ze szczęścia w okolicy żołądka. Jak kiedyś zdawało się to być niemożliwe, tak teraz raczej nie powinno być z tym problemu. Dziewczyna wzięła głębszy oddech i zacisnęła mocniej palce na różdżce przypominając sobie najszczęśliwszy moment, który mógłby jej pomóc W oka mgnieniu w jej głowie pojawił się obraz, Chwila w której obydwoje dali się ponieść swoim żądzom i uczuciom, które nimi telepały od ponad dwóch tygodni. Gdy chciała odejść, ale jej nie pozwolił tym samym pieczętując ich związanie się ze sobą. To był właśnie ten czas w którym po raz pierwszy poczuła jak coś w niej pęka i poddaje się nieznanej sile, która w niej siedziała.
Obrót wysoko, wyceluj i inkantacja.
- Expecto Patronum.- wypowiedziała te dwa słowa po raz pierwszy, mając nadzieję na jakąkolwiek reakcję ze strony magii. Nie spodziewała się jednak efektów zbyt szybko, mimo, że na nie liczyła. Chciała opanować to zaklęcie głównie po to, aby przekonać się jaką formę ma jej magiczny, zwierzęcy przewodnik.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Lis 08, 2018 11:50 pm     

Po wypowiedzeniu słów przez studentkę i wykonaniu poprawnego ruchu różdżką, z jej magicznego kijka coś... "pierdnęło". Tylko bez efektów dźwiękowych i zapachowych. W każdym razie, był to mglisty srebrzysto-biały obłoczek, cienki jak wąska stróżka i w kilku miejscach przerywany, dzielący się na mniejsze obłoczki. Nijak nie przypominało to żadnego zwierzątka a i wątpliwe by miało szansę stanowić realną tarczę przed głodnym dementorem.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 355
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Śro Lis 14, 2018 9:10 pm   
   <Multikonta: N.W.
 

oRzucając patronusa, nawet nie musiał bardzo skupiać się nad wspomnieniem, które obrał sobie przy rzucaniu tego zaklęcia. Zawsze, automatycznie, pojawiało się jedno, to samo, do którego się już przyzwyczaił, a on swoich przyzwyczajeń raczej chętnie nie zmieniał. Nawet by nie wpadł na to, aby użyć jakiegokolwiek innego, mimo, że radosnych myśli – szczególnie ostatnimi czasy – miał bardzo dużo. Tak jak już wspomniane, mogło stać za tym zwyczajne przywiązanie się do owego wyboru bądź coś innego, coś o czym otwarcie nie myślał, ale gdzieś głęboko w podświadomości już tak. I było to tak głupie, a jednocześnie w pewien sposób urocze, że wolał się do tego nie przyznawać. Ba! Nie miał do czego, bo były to tylko ukryte mignięcia tej głęboko ukrytej jaźni. Może i by wyszły na jaw, gdyby ktoś go o to zapytał, ale prędzej by się nie przyznał i nie tłumaczył, tylko stłamsił owo zaciekawienie w zarodku niż zaczął się nad tym głębiej zastanawiać.
Przyglądał się jej uważnie ciemnymi oczami, kiedy próbowała się skupić przed zaklęciem i uśmiechnął się lekko. Splótł ręce na piersi i oczekiwał na rzucenie przez nią zaklęcia. Szczerze mówiąc… nie miał pojęcia jakie wspomnienie dokładnie przyszło jej na myśl, ba! nawet ogólnie nie rozważał jego treści. Nawet nie spodziewał się, że mogło to mieć coś wspólnego z nim, bo w końcu miała za sobą dwadzieścia lat życia, w którym wiele mogło się zdarzyć, a jak dla niego takie wydarzenie jak wspólna uczuciowość nie była aż tak radosna. Tak przynajmniej myślał, bo jak było w istocie to mógłby się przekonać tylko, gdyby rzucił wraz z tym wyobrażeniem patronusa. I zapewne, ku jemu zdziwieniu, by mu się udało.
Nawet jeśli rozbawiła go próba dziewczyny, to nie dał po sobie tego ani trochę postać. Maska obojętności, czy raczej – powagi, spoczywała na jego twarzy, całkowicie bezemocjonalnie wpatrującej się w jej próby. Wiedział doskonale, że gdyby ją wyśmiał, to wkurzyłaby się ze swojego niepowodzenia i zapewne rozproszyła zbyt mocno, aby ponownie rzucić patronusa, a było to przecież wystarczająco wymagające zaklęcie i bez charakteru typowego Ślizgona.
- Jeszcze raz. Upewnij się, że wspomnienie jest dobre. – rzucił, może nie tyle co zachęcającym, co odpowiednio wyważonym, obiecującym tonem. Obiecującym, że być może za drugim bądź trzecim razem się uda. Była zdolna, w to nie wątpił, poza tym może to on był kiepskim nauczycielem patronusów? Siostrę niby nauczył, ale siostra to co innego, ją mógł bić młodym klonem po głowie, jak jej nie wychodziło, Bethy raczej lał nie będzie. Żarcik. Tzn. co do siostry, nie do Beci. Czy coś.
_________________
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 766
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Czw Lis 15, 2018 4:32 pm     

Szczerze mówiąc, to nie spodziewała się wielkiego efektu za pierwszym razem. Ba, nie spodziewała się czegokolwiek, a i tak została miło zaskoczona, że pojawił się jakikolwiek obłoczek, mgiełka, cokolwiek co mogłoby zwiastować pozytywne zakończenie jej próby. Tak więc mimo, że była przygotowana na niepowodzenie za pierwszym, drugim, czy dziesiątym razem, to i tak była szczęśliwa w duchu, że cokolwiek się zadziało. Co prawda przeklinała siebie w duchu, że nie spięła dupy i nie dołączyła do ekipy Pottera, kiedy ta się uczyła patronusa na własną rękę, ale nie upadła tak nisko, aby uczył ją bliznowaty gryfon. Bez przesady. Szanujmy się.
Była pewna, że za dwudziestym, czy trzydziestym razem też już nie będzie dokładnie myśleć o wspomnieniu, które było dla niej szczęśliwe, a przywołanie patronusa stanie się wtedy automatem. Jej podświadomość od razu wykorzysta myśl, która była wykorzystywana do stworzenia zwierzęcego strażnika i w ten sposób po zaledwie ułamku sekundy, ten się pojawi. No, ale to był pierwszy raz kiedy na głos wypowiedziała inkantację zaklęcia, więc nie można się było spodziewać fajerwerków i fantastycznych efektów. Jeszcze musiała się skupiać na wspomnieniu, które było dla niej szczęśliwe. Może i nie była zbyt dobra w tym, ale nie jej wina, że to właśnie ten moment był dla niej szczególny. Zwłaszcza, że nie miała szczęśliwego dzieciństwa, a jej dwadzieścia lat przez większość czasu było jednym wielkim pasmem niepowodzeń, śmierci i cierpienia na każdym kroku. Nawet wspomnienia związane z matką nie były na tyle szczęśliwe, aby można się na nie powołać. Potem umarła, a zaraz po tym wszystko zaczęło się walić i Betha już nigdy naprawdę nie była radosna. Nie urodziło jej się dziecko do którego mogłaby się przywiązać i pokochać. Nie miała takich wspomnień, które ją pozytywnie odmieniły. Nie każdy ma to szczęście. I weź tu się powołaj na cokolwiek. Nie można się więc jej było dziwić, że pierwsze szczęśliwe wspomnienie było związane z człowiekiem, który obudził w niej dawno zakopane uczucia, które z siebie wypierała taki długi okres czasu.
Zaklęcie może i nie wyszło, ale ten mały obłoczek który powstał był zachęcający do kolejnych prób. Jeżeli po pierwszych próbach już jej się udało, to może jeszcze trochę i osobiście przekona się jaką formę ma jej prywatny, magiczny, zwierzęcy patronus. Jakie zdziwienie by było, gdyby i jej przybrał postać geparda?
- Uwierz mi, jest cholernie dobre.- zapewniła, bo czego jak czego, ale tego akurat była stuprocentowo pewna. - Zresztą, hej. Jak na pierwszy raz i tak jest dobrze. Nie wmówisz mi, że jesteś geniuszem, który wyczarował swojego magicznego, kanadyjskiego łosia za pierwszym razem.- mruknęła. Może i nie była nie wiadomo jak silna jeśli chodziło o zaklęcia, ale jak na swój wiek… była zajebista. I mówiła to otwarcie. Wyćwiczyła się już w większości z czarów, więc nie zrażała się ciężkimi początkami, bo one nigdy nie są łatwe. Nie?
- Dobra, jeszcze raz.- oj tak, była zawzięta. I cholernie ciekawa. Tak łatwo nie zrezygnuje, a jeżeli wymsknie mu się jakiekolwiek parsknięcie, to wyląduje w tym cholernym jeziorze, a kiedy będzie pod wodą, dziewczyna je zamrozi i pokryje bardzo grubą warstwą lodu. Just sayin.
Ponownie skupiła na swoim szczęśliwym wspomnieniu, przywołując w myślach jego obraz i tak samo jak poprzednio machnęła różdżką, wypowiadając inkantację Expecto Patronum z zamiarem przywołania patronusa. Krzyżujemy paluszki!

_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
Ostatnio zmieniony przez Betha Michaelson Czw Lis 15, 2018 6:24 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Lis 15, 2018 5:04 pm     

Tym razem poszło odrobinę lepiej. Po wypowiedzeniu inkantacji zaklęcia z różdżki studentki znowu wydobył się obłok. Nie był to żaden konkretny kształt, nie miał ani kopyt ani łap, ale w odróżnieniu od poprzedniego ta srebrzysta chmura była przede wszystkim większa, bardziej jednolita i skumulowana. Przypominała trochę skłębioną chmurkę na niebie, ale wciąż bez odpowiedniej formy nie była ta skuteczna tarcza przeciwko dementorom, a zaledwie delikatna i nietrwała zasłona.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 355
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Lis 16, 2018 5:16 pm   
   <Multikonta: N.W.
 

- Nie… oczywiście, że nie. - rzucił. Wyczarowanie patronusa, a szczególnie cielesnego nie było byle czym, tak więc tylko najwięksi czarodzieje tego świata mogli podjąć tak odważną próbę, zakończoną wyczarowaniem cielesnego obrońcy za pierwszym razem. On zdecydowanie do tej grupy nie należał, bo o ile w zaklęciach zwykłych był niezły, tak jeśli chodziło już o ofensywę czy defensywę, to jego umiejętności nie były aż tak wielkie. Owszem, radzi sobie z zaklęciami całkiem nieźle, ale jakoś nigdy nie odczuwał potrzeby podniesienia tych zdolności, bo po prostu nie było mu to potrzebne. Tak więc jego lekcje ze ‘zwalczania dementorów’ trwały może i krótko, ale bardzo intensywnie, nie można było ukrywać, że Charles był człowiekiem, który jak się już za coś brał, to szybko doprowadzał to do skutku. Szczególnie jeśli chodziło o nauczanie własnych dzieci.
Na rzucenie słów o kolejnym podejściu jedyne co mu pozostało to kiwnąć głową, bo na tę chwilę bardziej pomóc raczej nie mógł. Patronus był raczej zaklęciem polegającym na skupieniu się i odpowiednim wyważeniu wspomnienia, a on jej do głowy nie wejdzie, bo legilimentą przecież nie był. Nie może sprawdzić o czym myślała i czy było to wystarczające, a jakoś nie śmiałby też o to zapytać. Jeśli będzie chciała, to sama mu powie, ale nawet jeśli to nie był w pełni obiektywny aby oceniać czy dana myśl będzie odpowiednia. Każdy przecież różne rzeczy odczuwał całkowicie inaczej.
Próba nr dwa można powiedzieć, że była w zasadzie dość satysfakcjonująca. Tym razem nie pufnęło, nie pierdnęło, a z jej różdżki wydobyło się coś więcej niż dymek po zgaszonej świecy. Kąciki jego ust uniosły się w pełnym satysfakcji uśmiechu. Może i nie był to cielesny patronus, ale nie wymagał od niej aż takich postępów w piętnaście minut, przecież to nie zupka instant. Nie pochwalił jej jednak werbalnie.
Tak jak wcześniej był odsunięty na wystarczającą odległość, tak teraz zbliżył się do niej i stanął z tyłu, łapiąc dłonią za jej rękę trzymającą różdżkę. Pochylił się, mając głowę na jej wysokości i gdyby nie była opatulona (wg niego ofc) to mogłaby poczuć jego ciepły oddech na karku, a tak to musiała się zadowolić jedynie jego obecnością w zdecydowanie nieprofesorskiej odległości.
- Ręka wyżej. Wyceluj bardziej gwałtownie. – rzucił, skupiając spojrzenie na jej ręce, obracanej teraz jak lalka przez jego palce. – Wyobraź sobie, że stoi tam ktoś kogo chcesz walnąć zaklęciem, jesteś zestresowana i musisz to zrobić szybko. Tak to mniej więcej musi wyglądać. – dodał, odsuwając się ponownie na odpowiednią odległość i unosząc brwi do góry wpatrując się w nią w oczekiwaniu na kolejną próbę.
_________________
 
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 766
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pią Lis 16, 2018 6:47 pm     


Nie było tak źle jak myślała. Znaczy, początki jak to początki ssą i nigdy nie są tak dobre jak by się chciało, ale mimo wszystko było coraz lepiej. Niestety, albo stety nie była to sytuacja w której była zmuszona rzucać patronusa z wykorzystaniem silnych emocji, które nią targały, ale teraz, skupiając się jedynie na pozytywnym wspomnieniu, magia również działała na jej korzyść. Może to nie była cielesna forma patronusa z której mogła jakkolwiek wyczytać zwierzętą postać swojego magicznego obrońcy, ale to na pewno było więcej niż zwykły pierdek obłoczku o bliżej niezidentyfikowanej strukturze. Jak na drugi raz szło jej naprawdę dobrze! Czyli chyba jednak warto było ćwiczyć swoje magiczne umiejętności w zaklęciach ofensywnych i defensywnych.
Była usatysfakcjonowana krótko mówiąc, mimo, że nie było to coś co chciała osiągnąć, to i tak była zadowolona z efektu. Chris również powinien być z niej dumny, w końcu była uczennicą na piątkę z plusem. I koroną. Bo każda królowa musi mieć koronę. Uśmiechnęła się nawet na ten obłoczek, który wyciekł z końca jej różdżki. Może i nie obroniłby jej przed dementorami chcącymi wyssać jej duszę, ale jeszcze trochę i powinno się udać. Skoro Potterowi się to udało i tej całej zgrai niedorobionych czarodziejów nieczystej krwi i Weasley’om, to jej tym bardziej powinno się udać, nie?
- Nie powiesz, że nie było lepiej.- mruknęła, nawet na niego nie patrząc, skupiając się na powoli znikającej, srebrzystej łunie. Musiał to przyznać, nawet w myślach.
Niedługo później poczuła, jak ten się do niej zbliża i ujmuje jej dłoń w swoją. Nawet przez czarną bluzę mogła bijące od niego ciepło. Mimowolnie się uśmiechnęła, kiedy znalazł się w takiej bliskiej odległości, aby osobiście pokazać jak wykonać zamach różdżką. Z tym delikatnym półuśmiechem, kantem oka obserwowała jego wyraz twarzy, która znajdowała się tuż obok, aby ostatecznie przerzucić spojrzenie na różdżkę. Nawet nie stawiała oporu pozwalając się prowadzić, zupełnie jak na parkiecie podczas tańca.
Ręka wyżej. Wyceluj bardziej gwałtownie. Tak jest, panie profesorze.
Wyobraź sobie, że stoi tam ktoś kogo chcesz walnąć zaklęciem. To nie będzie trudne, profesorze, zwłaszcza, że jest taki jeden, którego chętnie popieściłaby Cruciatusem, czy Emendo, tylko po to, aby łaskawie wykończyć go Avadą, po kilkunastu latach ciągłych tortur. O dziwo było to bardzo przyjemne wyobrażenie, ale nie na tym się skupiła. Jeszcze.
Kiedy odszedł ponownie dając jej się wykazać, skupiła się na szczęśliwym wspomnieniu, tylko tym razem według zaleceń wycelowała bardziej gwałtowni w coś co nie istniało na środku jeziora. Albo raczej w kogoś, kto niestety się tam nie znajdował. Czy Covenbreeze był dobrą wymówką do użycia zaklęcia defensywnego? To nie zaklęcie niewybaczalne, ale musiało wystarczyć.
- Expecto Patronum.- ręka wyżej, zamach, inkantacja. Niby banał, ale łatwiej powiedzieć, trudniej zdobyć się na pozytywne emocje w połączeniu z zamiarem obrony siebie, bądź kogoś bliskiego. Na szczęście Betha miała bujną wyobraźnię, więc i z jednym i z drugim nie powinna mieć większego problemu. Może tym razem będzie równie dobrze, albo nawet lepiej.

_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2500
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lis 17, 2018 10:34 pm     

Tym razem po rzuceniu przez studentkę zaklęcia, efekt był nieco bardziej rozwinięty. Srebrzysty obłok, który wyłonił się z końca jej różdżki nie przypominał już chmurki ściągniętej z nieba, a zaczął nabierać bardziej smuklejszego kształtu. Wciąż było trudno stwierdzić co ten kształt przypomina. Był nieco wydłużony, zgrabniejszy, zakończony cienką strużką i już nie unosił się bezwiednie w powietrzu, a przecinał je w żywych ruchach, niemal w podskokach wokół nauczyciela i jego uczennicy aż do momentu gdy rozmył się całkiem, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,71 sekundy. Zapytań do SQL: 9