Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Klasa Transmutacji
Autor Wiadomość

Jamal Attah
Uczeń | I rok
Dołączył: 16 Lip 2018
Posty: 50
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Pupil: sowa Bundi
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 11 cali, Jałowiec, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3/100
Zielarstwo: 2/100
Transmutacja: 3/100
Z. zwykłe: 5/100
Z. ofensywne: 5/100
Z. defensywne: 5/100
Miotlarstwo: 7/100
Wysłany: Pon Lis 05, 2018 8:59 pm   

Jamal zapewne nie zasługiwał na tytuł "najpilniejszego ucznia w szkole". Zawsze spóźniony, o ile przychodził. Młody po prostu uważa że ma dużo czasu, po czym okazuje się że od kilku minut trwa lekcja. Jeszcze te nieszczęsne ruchome schody i obrazy, które jak na złość, muszą go zagadywać gdy śpieszy się na lekcje. No i jak tu nie odpowiedzieć na pytanie "Jak dzisiaj mija dzień panie Attah?" zadanie od średniowiecznego czarodzieja uwięzionego w zaklętym obrazie?
-Przepraszam za spóźnienie- Wbiegł do klasy, przynajmniej udając że próbował się nie spóźnić. Na tablicy były zapisane jakieś dziwne hasła, a jego opiekunka domu najwidoczniej już dawno wytłumaczyła zadanie.
Co jak co, ale Jamal z transmutacji leżał. O wiele bardziej wolał OPCM i Zaklęcia. Jednak transmutacja była o wiele ciekawsza od historii magii więc nie narzekał.
-Co mam robić?- Zapytał panią Harvin, trochę ostrożnie. W końcu dalej nie dostał kary za wypuszczenie i powiększenie pseudo pszczół ze ściany Hogwartu, ani za jego nadużycie alkoholu na ostatnim balu. Chłopak był jednak uroczym, pociesznym dwunastolatkiem. Pani Harvin pewnie miała poważniejsze rzeczy na głowie niż upominanie niesfornego gówniaka.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 27
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 1:24 am   
   <Multikonta: Raphael C.


Transmutacja zdecydowanie zaliczała się do czołówki jego ulubionych przedmiotów. Odkąd poznał możliwości tej dziedziny magii, zawsze uważał możliwość przemiany niemal dowolnego przedmiotu czy istoty w coś zupełnie innego i to jedynie przy pomocy słowa oraz odpowiedniego ruchu różdżki za rzecz niezwykle fascynującą. Doriana można wprawdzie zaliczyć do osób, które starają się przykładać do każdego przedmiotu, ale jak to bywa - są dziedziny, w których radzi sobie lepiej i są takie, które przysparzają mu większych problemów. Akurat transmutację może zaliczyć w poczet tych pierwszych; do mistrzostwa mu jeszcze wiele brakuje, wiadomo, ale na ogół sobie całkiem nieźle radzi.
Krukon zasiedział się nieco przy książce i teraz klął na siebie w myślach za to, że akurat pozwolił sobie na coś takiego, mając w perspektywie lekcję transmutacji. Nagle okazało się, że jego rezerwa czasu mocno się uszczupliła i będzie musiał bardzo przyspieszyć kroku, żeby mieć szansę zdążyć na czas. Los jednak lubił być przewrotny. Albo to po prostu hogwarckie schody wyczuwały takie rzeczy. Jak na ogół nie miał z nimi większych problemów, tak dziś chyba postanowiły być względem chłopaka wybitnie złośliwe. Uciekały, obracały się jak chciały, prowadząc zupełnie nie tam, gdzie akurat miał nadzieję się dostać. Dobrą chwilę zajęła mu ta zabawa w kotka i myszkę, więc kiedy w końcu dał radę dostać się na to nieszczęsne piąte piętro był wprost pewien, że jest spóźniony. Utwierdził go w tym dodatkowo huk zatrzaskiwanych drzwi rozbrzmiewający wzdłuż korytarza.
Pięknie. Nie dość, że spóźniony, to jeszcze wychodzi na to, że profesor Harvin jest w złym humorze. Nie to, żeby to było coś wyjątkowego, ale takie łupnięcie tymi biednymi drzwiami sugerowało, że jest wybitnie nie w sosie.
Campbell ruszył szybkim truchtem w stronę, gdzie znajdowała się klasa, od razu dostrzegając, że drzwi pozostały lekko uchylone. Wśliznął się do środka na tyle cicho, na ile tylko potrafił, żeby nie zwracać na siebie większej uwagi niż to konieczne. Rzucił cichym "przepraszam za spóźnienie" jeśli nauczycielka zwróciła uwagę na jego wejście, po czym zajął pierwsze lepsze miejsce w jednej z ostatnich ławek, żeby nie przeszkadzać w czasie prowadzonej prelekcji. Wyciągnął podręcznik, pergamin i pióro ze swojej torby, układając je przed sobą; obok nich spoczęła również jego różdżka. Przez spóźnienie nie miał szansy wysłuchać jej od samego początku, ale wystarczyło rzucić okiem na tabelkę nakreśloną na tablicy i od razu wszystko stawało się jasne - transmutacja składnikowa. Nic aż tak bardzo skomplikowanego. Skopiował tabelę starannie na pergamin, słuchając przy tym dalszych słów pani profesor.
Jemu, jako szóstorocznemu, przypadła w udziale przemiana drewnianego regału w jego papierowy odpowiednik. Szatyn zerknął w stronę mebla, a następnie podniósł się i ruszył ku niemu, zabierając ze sobą oczywiście różdżkę. Ze swojego rocznika zauważył - póki co - tylko jedną osobę - Prefekt Puchonów, którą kojarzył głównie z innych zajęć, więc poczekał aż i dziewczyna podejdzie do ich dzisiejszej "ofiary".
- Zacznę - oznajmił zwięźle, bo regał był przecież jeden i ktoś musiał, po prostu. No chyba, że składał się z jakichś osobnych segmentów, to wtedy inna sprawa. W każdym razie chłopak skierował magiczny patyk w stronę półki, trzymając go między kciukiem a pozostałymi palcami; sama ręka ugięta w łokciu przylegała do ciała, dłoń zaś znalazła się na wysokości regału. Upewniwszy się, że wszystko jest w porządku i dokładnie jak powinno, Dorian wyraźnie wypowiedział zaklęcie Azomorfio, które służyło do zamiany drewna w papier i odwrotnie, stukając przy tym raz różdżką w bok mebla. Teraz wyszło czy nie, oto jest pytanie.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 52
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 3:22 pm   
   <Multikonta: MSP | RL


Na krótko po przybyciu Puchonów, w klasie zrobiło się głośno. Chociaż ten hałas w niczym nie kojarzył się z nauczycielką, Vincent i tak nie potrafił go zignorować, więc został zupełnie wybity z rytmu albo raczej dziwnego stanu pomiędzy spaniem na siedząco, a wertowaniem stronnic podręcznika. Spojrzał w kierunku pierwszoklasistek i pewnie w teorii powinien się na nie zezłościć, ale mógł jedynie posłać pod ich adresem ciepły uśmiech. On, Terry i Il nie mogli być dużo lepsi od nich, gdy zaczynali naukę w Hogwarcie… mało tego, chyba nadal nie byli, jeśli obserwowało się ich w ich naturalnym środowisku. Poza tym, jedna z dziewczynek należała do tego samego domu co oni, więc z automatu otrzymywała u Rowle’a „taryfę ulgową”. Hałas miał też jeden zasadniczy plus – wreszcie na dobre się rozbudził, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Zresztą, nawet gdyby było inaczej to huk – ze trzy razy głośniejszy niż pierwszoklasistki mogłyby być, chcąc zrobić na złość starszym kolegom – do reszty by go otrzeźwił. Wzdrygnął się i nienaturalnie wyprostował na krześle, nie musząc nawet patrzeć w stronę drzwi, żeby wiedzieć, kto pojawił się w sali.
Znał profesor Harvin odkąd tylko rozpoczął swoją naukę w Hogwarcie i nadal nie potrafił przyzwyczaić się do jej przytłaczającej osobowości. Kobieta nigdy nie zrobiła mu nic złego, nie odjęła punktów bez powodu ani nie przyznała niesłusznie żadnej złej oceny, ale i tak się jej obawiał. Może to kwestia tego, że był totalnym beztalenciem w kwestii Transmutacji i, chociaż się starał, na samym początku absolutnie nic mu nie wychodziło? Prawdopodobnie doprowadzał tym nauczycielkę do szału… on sam miał dość siebie, gdy po upływie dwóch miesięcy wciąż nie potrafił poprawnie zamienić zapałki w igłę. Na całe szczęście, długie godziny spędzone nad podręcznikiem i jeszcze dłuższe na ćwiczeniach sprawiły, że wreszcie przestał rozczarowywać na absolutnie każdym kroku… trauma jednak pozostała i na samą myśl, że mógłby czegoś nie wiedzieć (dlaczego, do cholery, pozwolił sobie zasnąć?!), miał ochotę rzucić się z okna.
Wszystko wskazywało jednak na to, że obędzie się bez sprawdzania materiału, bo profesor sama przedstawiła im temat w krótki i zwięzły sposób. Puchon mógł odetchnąć z ulgą, co wcale nie powstrzymało go przed uważnym słuchaniem i notowaniem – ot, typowy Vincent. Skrupulatnie przepisał tabelę z tablicy, podkreślił nazwę chwytu, którego mieli użyć, a także wartości obu stałych. Sam sposób rzucania zaklęcia wydawał mu się dość oczywisty, więc naturalnym było, że go pominął. A później przyszła część na wykorzystanie tej wiedzy w praktyce. Nie lubił zaczynać, ale skoro nikomu innemu z jego rocznika się do tego nie spieszyło, wziął sprawy w swoje ręce, zanim Harvin ochrzaniłaby ich za nicnierobienie. Pośpiesznie odnalazł odpowiedni wers tabelki oraz zaznaczył właściwy przedrostek, po czym podniósł się ze swojego miejsca i wyjął różdżkę, ujmując ją w odpowiedni sposób.
Hezomorfio – rzucił czar, delikatnie pukając różdżką w blat ławki. Oczywiście jego łokieć ciasno przylegał do ciała, a dłoń znalazła się dokładnie na wysokości transmutowanego przedmiotu. W głowie miał obraz metalowej wersji dokładnie tego samego mebla, więc reszta zależała już tylko od szczęścia.
 
     

Oliver Thornton
Uczeń | I rok
Dołączył: 23 Paź 2018
Posty: 34
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Różdżka: Pióro znikacza, 11 cali, dziki bez, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 3
Transmutacja: 3
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 4
Z. defensywne: 3
Miotlarstwo: 9
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 6:52 pm   

Tuż za Jamalem do klasy wpadł kolejny pierwszoroczniak. Oliver. Trochę był spanikowany spóźnieniem, ale jeszcze mu się pierniczyły piętra w zamku. Zawsze wydawalo mu się, że klasa transmutacji jest na czwartym. Dopiero jakiś Puchon ze starszego rocznika go poinformował, że powinien się udać piętro wyżej. No i, że klasa przed którą stoi jest od numerologi.
Ollie w sumie podejrzewał, że coś jest nie halo bo nikogo nie spotkał przed klasą. Po drodze zauwazył Gryfona, który był pół schodów przed nim. Chciał go dogonić i wejść do sali razem z nim... ale nie zdążył. Przez moment zastanawiał się, czy nie poczekać chwilę i dopiero wejść do środka, ale uznał to za wyjątkowo kiepski pomysł. W ten sposób byłby tylko bardziej spóźniony.
Osoby siedzące w klasie mogły odnieść wrażenie, że drzwi ledwo zamkneły się za Jamalem i zaraz się otwarły, a do środka wpadł lekko zziajany Puchon.
- Przepraszam -rzucił w kierunku Harvin wślad za Jamalem. Na moment obrócił się zaciekawiony kto jest na zajęciach i wyszczerzył się w kierunku znanych mu starszych Puchonów. Pewnie jeszcze by im pomachał, ale nie chciał na siebie zwracać uwagi bardziej niż do tej pory. Tak więc chcąc nie chcąc ruszył jednak w stronę koleżanek ze swojego rocznika wdzięczny losowi, że Jamal postanowił zapytać co mają robić.
 
     

Bella Wilson
Uczeń | I rok
Dołączyła: 10 Lip 2018
Posty: 23
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Pupil: puchacz - puszek
Różdżka: szpon hipogryfa,10 cali, dąb, sztywny
Ekwipunek: papier i pióro, torebka, portfel, różczka
Sakiewka: 10 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 4
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 7:42 pm   
   <Multikonta: --


Hehe, w sumie to była z tego niezła zabawa, jednak po chwili jej to się znudziło i chciała już tylko mieć swoje dawne zęby. Nagle zauważyła kolejnego Puffona, który właśnie dołączył do klasy, tym razem był jej rówieśnikiem. Wyglądał dosyć imponująco na pierwszy rzut oka, normalnie tak na niego z ciekawością patrzyła, jakby zakochana, a ona, z zębami jak u królika pokazuje mu się - okropne! Co zrobić, żeby zęby wróciły do normy? NO CO?! Ze denerwowaniem wertowała kartki w podręczniku, nie zwracając na nauczycielkę i Olivera. Niestety, na razie nic jeszcze nie znalazła. No nie! Jak tylko zrobił krok w kierunku ławki ,,trójki" ogarną ją paniczny stres, wyrzuty sumienia, itp. Im bliżej się zbliżał tym gorzej było. Szarpnęła ,,leciutko" - o ile można tak nazwać, sądząc po lekkim odepchnięciu się - koleżankę Dianę:
- Ddddijaaawaaa - odezwała się do niej lekko drżącym głosem, wyraźność pogarszały zęby, przez co miała wątpliwości, co do tego, czy ją zrozumie - Ouuuln i-i-ice-e-e f foją-ą-ą fftlo-o-ofę-eę-ę!
Oczekiwała odpowiedzi. Chciała dostać jakąś radę czy coś, byle wiedzieć co ma robić. Co jeśli on obok niej zaraz usiądzie, co, jeśli zobaczy jej zęby, co jak się do niej odezwie?! No kurcze!! A on - nieświadomy niczego - zbliżał się coraz bardziej i bardziej. Można by pomyśleć, że ona coś jakby lekko drży, dreszczyk po niej przechodził. Co za zbieg okoliczności! Cóż... Nie pozostało jej nic innego, jak tylko czekać - dalej gapiąc się na niego jak krowa na malowane wrota - i czeeeekaać co będzie dalej. Dla niej to wydawało się trwać w milisekundach.

/Czekam na odpowiedź Venessy i ,,wielkiej trójki" czy raczej wielkiej ,,wielkiej piątki" o ile można włączyć lekko spóźnionego puffona oraz gryffona, co na balu się upił (bez obrazy Jamal). Tak czy siak wiecie o kogo chodzi (o pierwszorocznych oczywiście! XD).
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 8:06 pm   
   <Multikonta: RW | FL


Wejście profesor Harvin w części klasy wywołało ożywienie, innych nie ruszyło wcale; Madelaine należała do tej drugiej grupy. Sięgnęła jednak po pióro, by zanotować najważniejsze informacje, które podawała nauczycielka, włącznie z rozległą tabelą zaklęć zmieniających materiał. Znała się już na tyle dobrze, by mieć pewność, że za kilka dni kompletnie zapomni większość istotnych szczegółów, a nijak nie widziało jej się szukać wszystkiego w podręcznikach tuż przed egzaminami.
Ledwie skończyła pisać, padły kolejne instrukcje. Cóż to w końcu za lekcja bez praktycznych ćwiczeń, szczególnie gdy przychodziło do rzucania czarów. Postawiwszy ostatni znak na pergaminie, odłożyła go na bok ławki i wstała bez pośpiechu. Na lekcji nie stawiła się jakaś powalająco liczna reprezentacja szóstoklasistów, stąd nie było obaw, że do regału ustawi się długa kolejka. W zasadzie jeśli dobrze się orientowała, było ich tylko dwoje z jednego rocznika, będą więc mieli możliwość całkiem swobodnego wykonywania ćwiczenia.
- Bardzo proszę - przytaknęła Krukonowi, wymownym gestem dłoni oddając mu pierwszeństwo. Przystanęła obok, uważnie obserwując, jak chłopak radzi sobie z zadaniem. Przytaknęła z uznaniem, kiedy mebel zgodnie z oczekiwaniami zmienił się w papierowy odpowiednik. Pierwszy sukces zaliczony!
- Nieźle - przyznała. Co prawda bez szczególnego zaangażowania, ale jak na jej obecny brak energii to i tak było sporo, że samodzielnie podejmowała prostą konwersację. I nawet nie krzywiła się przy tym, jakby jej matkę harmonią zabito. Chcąc zaś przystąpić do ćwiczeń, zerknęła kątem oka na tablicę, notując w głowie odpowiednią inkantację. I tak poprawiła chwyt różdżki, uniosła dłoń na odpowiednią wysokość, pozostawiając łokieć przy reszcie ciała. Przy stuknięciu różdżką w regał starannie wypowiedziała formułę Azomorfio, by przywrócić obiekt ćwiczeń do jego pierwotnego stanu. Kiedy więc półki stały się na powrót drewniane, powtórzyła zaklęcie raz jeszcze; tym razem spodziewała się ujrzeć przed sobą papierową konstrukcję. Właściwie jak by na to nie spojrzeć - żadna filozofia. Najtrudniejsze wydawało się zapamiętanie formułek odpowiednich do poszczególnych materiałów, ale póki mieli je zapisane na tablicy, ciężko było jakoś spektakularnie poknocić.
_________________


 
 
     

Diana Irving
Uczeń | I rok
Dołączyła: 24 Wrz 2018
Posty: 36
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Różdżka: pióro z ogona hipogryfa, 10 cali, jarzębina, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 4
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 4
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Śro Lis 07, 2018 7:10 pm   
   <Multikonta: --


Po przyjściu pani profesor w klasie pojawiło się jeszcze trzech uczniów: jakiś starszy Krukon, Jamal i Oliver. Diana zamachała w kierunku znajomych.
-Hej, Jamal, hej Ollie! - zawołała, w zależności od sukcesu jej poprzedniego zaklęcia sepleniąc lub nie. Po chwili jej uwagę zwróciło spanikowane zachowanie Belli. Diana patrzyła na nią, usiłując domyślić się, w czym tkwił problem? „Idzie w naszą stronę?” Kto niby? Jamal? Ollie? Chyba jednak chodziło o Olivera. Czyżby Bella go nie lubiła? A może... właśnie lubiła? Tak, jej panika miała wtedy sens. Znaczy... chodziło chyba o te zęby.
-Reductio, reductio się robi – wyjaśniła zestresowanej koleżance. Na wszelki wypadek powtórzyła swój wcześniejszy ruch różdżką i spróbowała rzucić zaklęcie zmniejszające zęby na Bellę.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | V rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 45
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 5:22 pm   
   <Multikonta: Bianchie


Domyślał się, ze jego przyjaciel potrzebował czegoś na rozbudzenie i może powinien był mu to zapewnić, skoro już łaskawie go obudził, ale jakoś wyleciało mu to z głowy. Z resztą znając Vincenta, ten sam dość szybko się otrząśnie ze stanu kompletnego otępienia do bycia skrupulatnym uczniem. To zawsze tak działało. Póki nie było nauczyciela w pobliżu, Vinny pozwalał sobie na odrobinę większy jak na siebie luz. Ale kiedy pedagog wkraczał w jego krąg słuchowo-wizualny, zaczynało się pełne skupienie, nawet jeśli padał na twarz ze zmęczenia. Terry pokręcił głową cicho wzdychając.
Szczerze mówiąc, Harvin go przerażała, ale przez te pięć lat zdążył przywyknąć do jej wielkich wejść i mrocznej osobowości przytłaczającej na każdym kroku. Nie był specem z transmutacji, miał z nią problemy, ale to też nie tak, że był kompletnym beztalenciem. Według niego, stresowanie się dodatkowo nauczycielką wcale nie miało pomagać w skupieniu się na już i tak trudnych zagadnieniach. Jeszcze zacznie się obok niej jąkać i zamiast transmutować coś w ropuchę, dorobi koledze przed sobą oślich uszu. Był pewny, że z jego talentem byłoby to całkiem prawdopodobne. Właśnie dlatego, strach przed tą kobietą odsunął jak najdalej od siebie, zerkając jeszcze tylko na Madelaine, jakby chciał ją zapytać bez słów czy jest absolutnie pewna że nie postradali zmysłów planując swój mały psikus.
Zaczęło się słuchanie z większym lub mniejszym zrozumieniem. Było to logiczne, naprawdę. Teoria wyglądała na całkiem przystępną, ale wiedział, że kiedy weźmie różdżkę do ręki i skieruje ją na ławkę pewnie nie stanie się absolutnie nic. To pewnie kwestia skupienia, a jak powszechnie było wiadomo, Terrence Lee był jedną z najbardziej roztrzepanych osób jakie świat widział. Przynajmniej do czasu, aż przechodziło się do pielęgnacji włosów, czy używania kosmetyków, wtedy poziom skupienia był godny pozazdroszczenia. Spisał całą tabelkę na pergamin przed sobą, nawet upewniając się, że nie poprzestawiał kolejności, co było również całkiem możliwe. O dziwo, zanotował też polecenie skierowane do jego rocznika, zapisując obok niego odpowiednią formę zaklęcia. Vincent swoją próbą tylko potwierdził, że jego przyjaciel kombinował w dobrą stronę. –Hezomorfio – powtórzył najpierw pod nosem i dopiero potem rzucił zaklęcie z odpowiednim ruchem różdżki na ławkę stojącą obok niego. Nie chciał trenować na tej dzielonej z przyjacielem. To trochę mijało się z celem. A skoro ta obok była wolna, to czemu by z niej nie skorzystać. Skupił się dokładnie na tym, jak powinien taki metalowy stół wyglądać przywołując przed oczami blat jak u rzeźnika. Widział kiedyś taki w jakimś serialu czy coś takiego i widok tego żelastwa z tasakiem wybitnie mu nie podszedł. Zapamiętał dzięki temu jak taki stół wyglądał i chociaż nie miał problemu by obraz ten przywołać.
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 30
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Lis 09, 2018 6:05 pm   

Biegła korytarzem, wyzywając w duchu samą siebie w każdym języku jaki znała. Po cholerę siedziała tak długo nad tą książką. Mogła ją równie dobrze skończyć dzisiaj. Znała doskonale samą siebie i wiedziała, jak może się to skończyć, ale jak zwykle wmawiała sobie, że da radę. No i nie dała. Zaspała całkiem solidnie, budząc się pięć minut przed rozpoczęciem zajęć z transmutacji.
- Doskonale, Lynne, z takimi umiejętnościami zarządzania czasem będziesz świetnym medykiem! - warczała pod nosem, biegnąc po schodach. Szata powiewała za nią jak peleryna Batmana, kiedy przemierzając sprintem korytarz do klasy, próbowała ubrać ją na siebie, jednocześnie nie upuszczając torby i nie gubiąc różdżki wystającej jej z tylnej kieszeni spodni. Przed oczami miała wizję spojrzeń, jakie rzucają jej uczniowie siedzący w klasie, zwłaszcza ci ze Slytherinu. Miejcie satysfakcję, kutafongi. Kiedyś się policzymy.
Wyhamowała, ze ślizgiem zatrzymując się tuż przed drzwiami klasy. Zza drzwi słychać było szmery, pojedyncze szuranie krzeseł i głos nauczycielki tłumaczącej temat zajęć. Lynne lekko odetchnęła. Z transmutacji była tylko trochę lepsza niż z eliksirów, ale omawiana dziedzina była akurat dość prosta. Proste nie będzie za to utrzymanie się przy życiu po spóźnieniu się na zajęcia profesor Harvin.
Chociaż, jest Krukonką, a nie Ślizgonką. Może skończy się tylko na ciężkich obrażeniach.
Otworzyła ostrożnie drzwi do klasy i prześlizgnęła się do sali.
- Dzień dobry pani profesor, bardzo przepraszam za spóźnienie. - powiedziała, dygając lekko. Lynne miała dziwny zwyczaj grzecznościowego dygania, którego to źródeł sama nie była w stanie wyjaśnić. Po prostu w sytuacjach towarzyskich, najczęściej kiedy mówiła "dziękuję", nieświadomie uginała lekko nogi, wysuwając lewą stopę za prawą i pochylała lekko głowę. Na całe szczęście jeszcze nigdy nie rozchyliła fałdów szaty na boki, bo wtedy chyba zabiłaby śmiechem samą siebie.
Przeszła na palcach przez klasę, wybierając ławkę w miarę blisko drzwi, żeby nie tłuc się niekulturalnie przez całą salę, ale też na tyle daleko od biurka nauczycielki, żeby nie wchodzić jej w paradę.
Pozostali uczniowie rzucali już zaklęcia. Lynne przyjrzała się wykresowi narysowanemu na tablicy. Kojarzyła, o co chodzi w zagadnieniu. Ludzie pukali jednak różdżkami w różne przedmioty, a nie chciała narazić się profesorce jeszcze bardziej, pukając w nieodpowiedni. Przyjrzała się pozostałym uczniom, starając się odkryć cechy łączące ludzi, którzy zajmowali się tymi samymi materiałami. Może to wybór losowy? Może był podział na grupy i dołączy się do najmniejszej? Po chwili obserwacji doszła jednak do wniosku, że chodzi o wiek. Rozpoznała w rogu sali Doriana, swojego rówieśnika i również Krukona, który intensywnie pyrgał różdżką w regał. Obok niego stała dziewczyna, w której Lynne rozpoznała prefekta Puchonów. Dyskretnie przemieściła się w tamtym kierunku.
- Cześć - szepnęła do Doriana, stając za nim. - Błagam, powiedz mi, w co mam zmienić ten regał, bo jak Harvin wyrwie mi nogi z okolic siedzenia, to ciebie może oddelegować do zaniesienia mnie i moich amputek do skrzydła szpitalnego...
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | IV rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 14
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 13
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Sob Lis 10, 2018 5:16 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


W klasie stopniowo gromadzili się uczniowie, ale nauczycielki jeszcze nie było widać. Czy Rikarda choć trochę to zaskoczyło? Absolutnie nie. Harvin miała tendencję do pojawiania się w ostatniej chwili, a jej przybycia nie dało się przegapić. Tym razem było podobnie. Huk drzwi nie sprawił, że Ślizgon odwrócił głowę w ich stronę. W odróżnieniu od większości jego rówieśników, z których spora część wyglądała na zaskoczoną. Jeżeli już, to znacznie bardziej wytrąciły go z równowagi głośne pierwszoklasistki kilka minut wcześniej. Smarkule były prawie tak irytujące jak niedoszłe kandydatki na Szyszymorę roku z ostatnich zajęć z Zielarstwa… a może jedna z nich również wtedy zalazła mu za skórę? Naprawdę, czy ludzie w Hogwarcie nie potrafili zachowywać przynajmniej pozorów dobrego smaku i stabilności emocjonalnej? Albo nie uczą się na własnych błędach?
Rozmasował sobie skroń, czekając, aż Harvin wreszcie zajmie swoje miejsce na katedrze i ogarnie radosną gromadkę rozwrzeszczanej dzieciarni. Coś takiego naprawdę nie przystawało czarodziejom, ale najwyraźniej większość magicznych rodzin gdzieś miała kultywowanie tradycji i zwykłe zasady dobrego wychowania. Jak na złość, nawet po pojawieniu się nauczycielki, hałas ze strony pierwszoroczniaków nie ucichł, a do klasy wpadli spóźnialscy, przyprawiając Ślizgona prawie o ból głowy. Dlaczego oni wszyscy nie mogli być jak Rikke, która po prostu siedziała na swoim miejscu? Albo Beatrix? Albo nawet starsi Puchoni i Krukon, też zresztą spóźniony, ale przynajmniej nie zwracający na siebie uwagi?
Nauczycielka na całe szczęście nie zamierzała się powtarzać i nie marnowała dodatkowego czasu na spóźnialskich. Jeżeli Rikard miał coś o niej powiedzieć, to naprawdę była rzeczową i inteligentną osobą (pomimo tego jak jawnie dyskryminowała Ślizgonów, naprawdę mogłaby się odrobinę lepiej z tym ukrywać). Co z jednej strony powinno być ogólnie przyjętym wymaganiem, a wręcz rutyną, ale wcale nie było. Tak czy owak, lekcja ruszyła do przodu i Lindberg wreszcie miał do roboty coś lepszego, niż narzekanie na hogwarcką brać.
Kiedy przyszła kolej a wykorzystanie zaklęcia w praktyce, nie zastanawiał się długo, tylko wyjął swoją różdżkę i z dbałością o poprawność chwytu uderzył nią lekko w pergamin, na którym wcześniej zapisał skopiowaną z tablicy tabelę. Szedł na łatwiznę? Jasne. Zamienienie kartki w szklany odpowiednik było o stokroć łatwiejsze niż zrobienie tego z podręcznikiem, nawet jeżeli technika wykonania była ta sama. Lindberg był jednak z tych, którzy nie potrzebowali żadnych westchnięć adoracji ani pokazów własnej świetności. Chciał osiągnąć jak najbardziej zadowalający efekt, więc wybrał bezpieczną opcję, nastawiając się tylko i wyłącznie na sukces.
Laksomorfio – wymówił zaklęcie, wyobrażając sobie, jak papier przemienia się w przezroczyste, chłodne szkło. Nic trudnego, prawda?
 
     

Frederike Lindberg
Uczeń | IV rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 23
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: włos lwa nemejskiego, 10 cali, grusza, elastyczna
Ekwipunek: Brat
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 6
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Lis 11, 2018 1:12 am   
   <Multikonta: RW | MD


Lekcja rozpoczęła się z hukiem, mogli się w sumie tego spodziewać. Nieważne jednak, czy profesor Harvin była akurat w dobrym nastroju, czy wolała wykładać spokojnym tonem czy rozprawić się z bandą uczniów jak ze zwierzakami w zoo. Liczyło się, ile każde z nich będzie w stanie wyciągnąć z tych zajęć dla siebie: wiedzy i praktyki. Rikke szczególnie czekała na tę drugą część, aż zacznie się prawdziwa praca. Przepisanie tabeli zajęło jej moment, mimo że równe wiersze i kolumny wypełniała literami aż dziwnie starannymi jak na swoje tempo pisania.
Zaraz jednak otrzymali instrukcje dotyczące ćwiczeń i w całej sali rozpoczęło się energiczne dźganie, wypowiadanie, szepty porad, zawiedzione westchnienia i tryumfalne "udało się!". Frederike nie pozostawała w tyle; przysunęła sobie bliżej podręcznik, a ułożywszy różdżkę wygodnie w dłoni, przyjęła odpowiednią postawę i również wypowiedziała zaklęcie Laksomorfio. Nic trudnego, a fascynująco było oglądać, jak tomisko pełne stron całkowicie przekształca się w przedmiot ze szkła. Kącik ust Rikke podskoczył lekko w zadowolonym uśmiechu, gdy spojrzała na swoją udaną próbę. To był niby dopiero pierwszy krok, ale to właśnie dobry początek stanowił najlepszą motywację do dalszych ćwiczeń.
_________________


A King may be the most important piece on the board,
but he cannot last long without the Queen.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Lis 11, 2018 10:35 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Bo wytłuszczeniu teorii, panna Harvin chwilowo spuściła z oczu pierwszaki, za to zaczęła się przechadzać pomiędzy kolejnymi ławkami mając na oku to nad czym pracują starsze roczniki. Rzadko kiedy siedziała na lekcji za biurkiem, wystarczająco nasiedzi się we własnym gabinecie nad ich pracami domowymi czy innymi mniej czy bardziej owocnymi wypocinami. Poza tym, transmutacja była na tyle wrażliwą dziedziną, że łatwo było stracić panowanie nad planowanym efektem swoich działań, a od tego już tylko krok do katastrofy.
- Panno Black... to ma być szklana ława, bez drzazg w środku. - kiwnęła różdżką wskazując na drewniane szpikulce, które psuły nieco przejrzystość obiektu, a tym samym nie wyglądało to na kompletną transmutację, a gdy już kierowała się do sąsiedniej ławki, w klasie pojawiła się spóźniona delegacja, co nauczycielka skwitowała tylko cichym westchnięciem, jeszcze oszczędzając komentarza i gruchnięcia odjęciem punktów za przybycie na lekcję po czasie. - Pannie Attah, panie Thornton, to samo co dziewczyny... - kiwnęła głową w stronę pozostałych pierwszorocznych. - Manipulacje różdżką na przykładzie zaklęcia Densaugeo. Tylko ostrożnie. Pojedyncze puknięcie różdżką czyli pukamy w przedmiot jeden raz, wielokrotne puknięcie czyli pukamy w przedmiot kilka razy, ruch kłucia czyli dźgamy różdżką przedmiot, ruch haczykowaty czyli pół obrotu nadgarstka i ruch okrągły nadgarstka czyli ruch obrotowy nadgarstka. Na sobie nawzajem... będziecie wiedzieli jaki to ma wpływ na przebieg zaklęcia. A... i panie Attah, zostanie pan chwilę po lekcji. - zastrzegła chłopakowi, a trochę czasu, który poświęciła pierwszorocznym na wyjaśnienia, pan Campbell mógł wykorzystać na zorientowanie się w temacie lekcji i przystąpienie do ćwiczeń, więc gdy panna Harvin przystanęła obok regału milcząco skinęła głową wpierw przyglądając się jak dokonuje on przemiany, która skończyła się tym, że papierowy odpowiednik regału miał problem z utrzymaniem książek, więc używane podręczniki i część materiałów zaczęła zsuwać się z półek, w niektórych miejscach przerywając całkiem strukturę obiektu, ale nauczycielka niespecjalnie zwróciła na to uwagę, bardziej skupiając się dalszej transmutacji regału przez pannę Davies, która najpierw odwróciła skutek działania zaklęcia krukona, aczkolwiek z tym efektem, że drewniana biblioteczka przedstawiała obiekt zniszczeń i rozpaczy. - Jak już panna Davies zdążyła sprawdzić, każde z zaklęć transmutacji składnikowej działa na dwa sposoby czyli tym samym zaklęciem zamienimy drewno w papier jak i papier w drewno. Nie interpretujcie tego jako przeciwzaklęcia, to nie jest zaklęcie odwracające transmutację tylko dokonujące ponownej transmutacji do pierwotnego materiału. - rzuciła jeszcze okiem na to jak uczennica ponownie przemienia regał, a tym razem ślady jego zużycia były jeszcze wyraźniejsze. - Papier się dużo bardziej eksploatuje niż drewno. - machnięciem różdżki i prostym zaklęciem porządkującym ustawiła podręczniki tuż przy ścianie, a potem zerknęła na piątorocznych, wzrok kierując w pierwszej kolejności na pana Rowle i jego metalową ławkę, czego nauczycielka nie skomentowała, dostrzegając za to drewniane nogi na drugiej ławce, transmutowanej przez pana Lee.- A reszta? Sama się przetransmutuje? - zapytała, ale wtedy jej uwagę zwróciła kolejna spóźniona krukońska dusza. - Panno Patterson... na następnej lekcji będzie się pani uczyć transmutacji pana Campbella w zegarek. - mruknęła pod nosem, ale nie podjęła się tłumaczenia wszystkiego od nowa, uznając, że kolega z jednego Domu powinien jej pomóc, po czym przystanęła nad rodzeństwem Lindberg i o ile Rikardowi udało się przemienić stronę w szklany odpowiednik bez problemu, o tyle w przypadku podręcznika Frederike zostało kilka papierowych stron z tyłu. - Ostatnich stron nie zalicza pani do podręcznika? - uniosła pytająco brwi. - Jak komuś coś nie wyszło zaklęcie Reparifarge, a w przypadku poprawnej transmutacji obiektu tym samym zaklęciem sprowadzacie przedmiot do pierwotnego materiału jak już wiecie. - poleciła cofając się, a gdy wszystkie przedmioty wróciły już do normalnego stanu, obrzuciła wzrokiem całą klasę.

- Powiedzmy, że zaczynacie kojarzyć o co chodzi. Pytanie do czego może się wam to przydać oprócz do dekoracyjnych czy bardziej lub mniej praktycznych przemian. Lepiej łapcie to co macie na ławkach. - po tych słowach niewerbalnym Designato nauczycielka ściągnęła wszystkie ławki w jeden, kilkupiętrowy rząd, który przedzielił klasę na pół.
W ten sposób na środku sali powstał mur z drewnianych ławek. Szóstoroczni i siódmoroczni po jednej stronie, a czwartoroczni i piątoroczni po drugiej. - Mur. Szósty rok i siódmy rok są stroną atakującą mur. Czwarty rok i piąty rok mają bronić muru. Każdy rzuca tylko jedno zaklęcie. Pierwsza osoba po stronie atakującej jedno z zaklęć transmutacji składnikowej, druga osoba po stronie atakującej dowolne inne zaklęcie, nie tylko z dziedziny transmutacji, trzecia osoba po stronie atakującej znowu zaklęcie transmutacji składnikowej, kolejna znowu inne zaklęcie... i podobnie po stronie broniącej. Pierwsza osoba ze strony broniącej jedno z dzisiaj poznanych zaklęć transmutacji składnikowej, druga osoba ze strony broniącej dowolne inne zaklęcie, trzecia osoba ze strony broniącej transmutacja składnikowa, czwarta osoba ze strony broniącej dowolne inne zaklęcie... i tak dalej. Myślcie nad tym jakie zaklęcia rzucacie, a bardziej jasne stanie się to do czego może wam się to przydać. Zwróćcie uwagę na specyfikę materiału, który atakujecie albo bronicie.

Jak już przydzieliła starszym zadanie, skupiła się na najmłodszych mając nadzieję, że obyło się bez nieprzewidzianych wypadków. Panna Ewans wykonując okrągły ruch całego nadgarstka i wypowiadając słowa zaklęcia zagwarantowała pannie Irving przednie zęby rozszerzające się ku dołowi. Z kolei efektem działania panny Wilson na pannie Ewans były zęby krukonki bardziej szersze na górze, zaś zwężające się ku dołowi. Pannie Irving udało się mimo problemów z wymową przywrócić zęby do normalnego kształtu, a potem zaklęciem wydłużyła znacznie zęby pannie Wilson, chociaż efekt był taki, że były one wąskie i zaostrzone. Na szczęście kolejne zaklęcie zmniejszające rzucone przez pannę Irving przywróciło puchonce zęby do normalnej wielkości.
- Słusznie panno Irving, dokładnie to zaklęcie zmniejszy wasze zęby do pierwotnego rozmiaru. Pięć punktów dla Gryffindoru. - kiwnęła głową w stronę dziewczynki, bo nauczycielka nieprzypadkowo ceniła sobie pomysłowość i własne spostrzeżenia uczniów. - Reducio. - odruchowo niemal rzuciła zaklęcie na pannę Ewans jej przednie ząbki przywrcając do normalnego rozmiaru. - Dobrze. Teraz już widzicie, że sposób manipulacji różdżką ma co prawda niewielki wpływ na rzucone zaklęcie, ale jednak może coś zmienić. Do najprostszych zaklęć zwykle używamy pojedynczego puknięcia, w przypadku innego ruchu różdżką co prawda nie popsujecie czaru, ale jego efekt może być nieco inny od oczekiwanego, przeważnie wychodzi to na niekorzyść, dlatego trzymajcie się wymaganych ruchów różdżką. Skoro już panna Irving posłużyła się zaklęciem zmniejszającym, macie nowe zadanie. Zmniejszyć moje biurko. Tak bardzo jak wam się uda. Pamiętajcie o odpowiednim ruchu różdżki. Panowie Attah i Thornton, na razie się tym nie interesują, męczą swoje zadanie. - poleciła, chcąc przy okazji odciągnąć nieco najmłodszych od "bitwy", która rozegra się na środku sali.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Bella Wilson
Uczeń | I rok
Dołączyła: 10 Lip 2018
Posty: 23
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Pupil: puchacz - puszek
Różdżka: szpon hipogryfa,10 cali, dąb, sztywny
Ekwipunek: papier i pióro, torebka, portfel, różczka
Sakiewka: 10 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 4
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Pon Lis 12, 2018 10:44 am   
   <Multikonta: --


Kiedy Diana zmniejszyła jej zęby, uspokoiła się trochę. Pierwszy problem był z głowy. Pozostał jednak drugi: Czy tego wszystkiego nie zauważył? Jak tylko usiadł koło ,,trójki", lekko drgnęła.
- Uh... Dzięki. - szepnęła do koleżanki.
Jak tylko nauczycielka podeszła do ich ławki migiem zapomniała o puffonie. Trochę zazdrościła gryffonce, że dostała kilka punktów do swojego domu. Potem skupiła się na biurku nauczycielki, przypomniało jej się to zaklęcie, które zmniejsza przedmioty, gdyż jej mama go używała, gdy trzeba było robić małe detale w jej lalkach, lubiła szyć, było toś w rodzaju hobby. Ona słyszała to zaklęcie nie raz, choć co prawda nigdy nie widziała, jak ona rzuca zaklęcie. Powoli i ostrożnie - jakby to był wąż - podeszła do biurka, i kiedy była blisko niego, wymówiła starając się najwyraźniej, jak tylko potrafiła:
- Reducio! - wykonała jedno lekkie puknięcie o blat biurka.
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 139
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Pon Lis 12, 2018 9:22 pm   
   <Multikonta: --


No zgoda, zostało trochę drewna, ale jak na pierwszą próbę było dobrze. Odwołała zaklęcie, przywracając ławkę do jej pierwotnego stanu. Ponownie rzuciła zaklęcie, delikatnie uderzając różdżką w oparcie siedzenia, tym razem wyobrażając sobie szklaną, zupełnie transparentntą ławkę. No i wyszło idealnie. Zadowolona przemieniła ławkę na drewnianą, z pomocą zaklęcia Zeomorfio.
Zdążyła to zrobić przed ostrzeżeniem Harvin. Chwyciła swoje rzeczy, które gdy już zorientowała się o co chodzi, wylądowały spowrotem w torbie. Najwyraźniej żadne podręczniki i notatki nie będą jej obecnie potrzebne. Nie czuła się z tym wcale źle, choć uważała, że teoria jest ważna, to praktyka przecież czyni mistrza.
Obserwowała mur z delikatnym uśmiechem. No skoro już ktoś musi zacząć. Wystąpiła trochę do przodu. Skoro musiała uderzyć różdżką delikatnie w to co chciała zmienić... Choć może nie będzie musiała? I czy właściwe to zadziała, jeśli przetransmutuje jedną ławkę, czy jeśli wyobraźi sobie, że zmienia je wszystkie, to tak się stanie? Nic jej nie szkodzi próbować.
Puknęła w jedną z ławek, wyobrażając sobie jak cała ściana drewna, zmiana się w papier i aż ugina pod swoim ciężarem.
- Azomorfio. - Teraz niech to ktoś tylko podpali. Szybko wycofała się kilka kroków do tyłu, gdyby rzeczywiście ktoś na to wpadł.
 
     

Frederike Lindberg
Uczeń | IV rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 23
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: włos lwa nemejskiego, 10 cali, grusza, elastyczna
Ekwipunek: Brat
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 6
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Wto Lis 13, 2018 2:37 pm   
   <Multikonta: RW | MD


Spojrzała na swój nie do końca przetransmutowany podręcznik z pewną dezaprobatą. Niezadowolenie było tym silniejsze, że tuż obok leżał idealnie szklany pergamin Rikarda, koląc w oczy ambitną siostrę. Cóż, wybrał łatwiejszy przykład, to i poszło mu łatwiej, tak przynajmniej zamierzała sobie powtarzać. Kilka ominiętych stron na pierwsze podejście to i tak nie była jakaś wielka tragedia, musiała się niedostatecznie skupić lub popełnić nieznaczny błąd w wymowie czy ustawieniu dłoni.
I byłaby się całkiem oswoiła z nie do końca udaną próbą transmutacji, gdyby nie komentarz pani profesor. Ostatnich stron nie zalicza pani do podręcznika? Zabawne. A chce pani nie zaliczać kilku zębów do swojej szczęki? Da się załatwić, odpowiadała nauczycielce w myślach. Była świadoma swojego niedociągnięcia przy rzucaniu czaru, po co więc dodatkowo to podkreślać? Najwyraźniej jednak Harvin miała ją za jakiegoś niedorozwoja, który celowo zostawia kilka papierowych kartek na tyle szklanego podręcznika. Ku chwale sztuki, czy z innego absurdalnego powodu.
Nieważne zresztą, bo i tak nie mogła odpyskować wszem i wobec, więc tylko wycelowała różdżkę znów w stronę książki, stosując zaklęcie Reparifarge. Ta kwestia byłaby więc załatwiona, a nim dane by im było trochę więcej poćwiczyć na pojedynczym obiekcie, padł komunikat ostrzegawczy. Złapała pospiesznie swój dobytek, nim ławka odfrunęła beztrosko ku środkowi sali, tworząc mur. Jak raz rywalizacja odbywała się nie w zależności od domów, ale pomiędzy domami, co było interesującą odmianą. Drużyna ofensywna miała w pewnym sensie przewagę, jako złożona ze starszych uczniów, ale to wcale nie przekreślało szans młodzików. Mogli nadrobić skutecznością, pomysłowością, determinacją... cóż, gra dopiero się zaczęła.
Ktoś z drugiej strony pokusił się o przemianę ławek w papier, co jak zdążyła wcześniej kątem oka zauważyć na przykładzie regału, mogło przysporzyć niezłych zniszczeń w strukturze improwizowanej barykady. Mieli bronić muru? A więc dobrze.
- Breomorfio. - Wskazała różdżką na obszar dotknięty wcześniej zaklęciem osoby ze strony atakującej. Metal wydawał jej się niezłym wyborem na początek, nawet jeśli ławki trochę się zdeformują pod własnym ciężarem. Papier był zbyt łatwy do szybkiego zniszczenia, choćby ogniem czy wodą, dlatego rozsądne wydawało się jak najszybsze usunięcie go ze struktury muru.
_________________


A King may be the most important piece on the board,
but he cannot last long without the Queen.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,99 sekundy. Zapytań do SQL: 9