Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Klasa eliksirów
Autor Wiadomość

Leo Chamberlain
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 25 Mar 2014
Posty: 118
Wiek: szesnaście
Krew: czysta
Różdżka: włos mantikory, sykomora, 11 cali, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, paczka musów świstusów
Sakiewka: 0 galeonów
Poziom życia: 100
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 7 i 1
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Śro Paź 31, 2018 11:09 pm   

Leo westchnął ciężko gdy Beatrix podała mu serce krokodyla. Czy on wyglądał jak jakiś rzeźnik czy coś w tym guście? Chociaż w sumie... głupio byloby zostawiać taką brudną robotę kobiecie, prawda? No i w sumie Leo też nie miał nic przeciwko, nie brzydził się jak to Trix okresliła "masakrowaniem zwłok".
Chłopak sięgnął po ostry nożyk i zajął się wycinaniem zbędnych tkanek czy jakiś nieczystości z tego jakże specyficznego mięśnia. Gdy skończył spojrzął na Beatrix.
-Jak robimy? Wrzucasz to w całości, czy chcesz żeby pokroić na mniejsze kawałki? Jak mniejsze to wolisz... nie wiem, plastry, paski, kostkę? - zapytał Ślizgonki. Nie spieszył się z rozcinaniem kawałka mięsa. Zawsze zdąży to zrobić, skleić go z powrotem byłby większy problem.
Leo nigdy nie był cierpliwy dlatego cieszył się, że nie musiał stać nad kociołkiem. Czekanie, aż temperatura spadnie, coś się zmieni. Okropność i nuda. Na szczęście istniało wielkie prawdopodobieństwo, że beatrix nie pozwoli mu się nawet zbliżyć do kociołka. I to mu pasowało.
 
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 139
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Śro Paź 31, 2018 11:58 pm   
   <Multikonta: --


Kiedy on przygotowywał serce, ona obserwowała jego i kociołek. Naprawdę jeśli chodziło o Eliksiry, to Leo najlepiej radził sobie z przygotowywaniem składników zwierzęcych. Może nie najlepiej radził sobie z resztą, ale na partnera zdecydowanie się nadawał, tym bardziej, że jemu najwyraźniej odpowiadała powierzona rola.
Kiedy eliksir pojaśniał, dodała poszatkowaną pokrzywę. Obserwowała jak suszona pokrzywa starta na proszek znika pod powierzchnią eliksiru. Płyn niemal natychmiast zaczął zmieniać barwę, jakby pokrzywa była tu jakimś barwnikiem, choć oczywiście nie było to prawdą. Tym bardziej, że z pewnością pokrzywa nie przebarwi koloru płynu z zielonego na różowy. Poczekala aż cały eliksir nabierze jasno różowej barwy i zakończyła dodawanie roślinnych składników, wrzucając do kościółka walerianę. Przemieszała płyn w kociołku pięć razy i zmniejszyła ogień. Teraz musieli poczekać dłuższą chwilę. Eliksir musiał się podgrzać, jednak nie za szybko. Jeśli jego temperatura wzrośnie ze zbyt dużą prędkością, będzie dużo słabszy, a może i zupełnie nie działać.
- Serce tylko ponacinaj, jednak zrobimy to tuż przed dodaniem. - Tak będzie to mocniejszy składnik, niż taki podziurawiony i odstawiamy żeby sobie poczekał. Właściwie mieli już wszystko praktycznie gotowe. Nim eliksir będzie gotowy na dodanie serca, Trix może tu trochę posprzątać. Poskladala miski i talerzyki, wkładając jedne w drugie. Odstawila je równo na stole, tak by im nie przeszkadzały. Serce wylądowało w misce i czekało na swoją kolej.
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 3:28 am   
   <Multikonta: Kwiecień


Lidka siedziała spokojnie na swoim miejscu, nie pchając się do odpowiedzi. Punkty nie są w życiu najważniejsze, a po ostatnim przedstawieniu, które odwaliła na OPCM nie chciała się wychylać. Już mogła usłyszeć te niewybredne i zgryźliwe komenatarze, które ludzie będą rzucali za jej plecami, kiedy tylko wyjdzie trochę bardziej w światło reflektorów. Po bitwie o Hogwart dowiedziała się jak okrutni mogą być rówieśnicy. Jakie teksty mogą padać, żeby tylko poprawić sobie choć trochę humor w monotonii życia. Bo przecież wojna nie zadała wystarczająco dużo cierpienia, trzeba dowalić wszystkim, którzy wydają się być choć trochę podejrzani. Nastolatki to okrutne stworzenia, a ona sama miała szansę się o tym przekonać. W końcu ona sama nie pakowała się w tę bitwę. I też w jej trakcie straciła bliską osobę. Nie stanowiło to jednak przeszkody dla kogokolwiek, w końcu jej ojciec był podejrzewany o bycie Śmierciożercą, ich rodzina kontrolowana... I dziwić się, że potem takie wyobcowane jednostki nienawidzą całego świata.
Ze znużeniem wsłuchiwała się w wypowiedzi ludzi, którzy współuczestniczyli z nią w lekcji. Zdołała nawet lekko unieść kącik ust, kiedy Trix zdobyła punkty dla domu. Lidka średnio pamiętała koniec studniówki, była dość pijana, wkurzona, w dodatku wszyscy jej znajomi gdzieś zniknęli. Pamiętała, że starsza Ślizgonka coś chciała, jednak nie była w stanie pokojarzyć faktów. Pewnie dlatego, że kiedy ta już do niej podeszła, Lidia była o wiele bardziej zajęta wkurzaniem się na Bethę i tym, że została bezczelnie porzucona, przez swoją przyjaciółkę w tę noc hogwarckiego balu.
W końcu nauczycielka przedstawiła im dalszy przebieg dzisiejszej lekcji. Prawie klasnęła w dłonie, kiedy ta powiedziała, że koniec teorii. Każdy wie, że o Twojej wartości nie przemawiają słowa, tylko czyny. Co z tego, że wykujesz cały podręcznik na pamięć, jak nie potrafisz wykorzystać danej umiejętności w praktyce. Lidia zamierzała udowodnić, że coś jednak umie. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Rzuciła szybkim okiem na przepis, żeby wiedzieć jakie mniej więcej ilości ziół powinna wystarczyć im do ogarnięcia danego eliksiru. Zapewne profesor Schuyler miała wszystko dokładnie wyliczone, jednak wiadomo, że nawet najlepszemu alchemikowi zdarza się coś źle pokroić lub przesycić wywar. Wszystkie działania opatrzone są przecież marginesem błędu, który ona zamierzała jak najbardziej ominąć. Dokładność i precyzja to było jej drugie motto.
Związała ciaśniej włosy i zrzuciła z siebie szatę, żeby przypadkiem nie zbić czegoś zbyt szerokim rękawem. Pod spodem miała specjalny ubiór ochronny, który przydawał się przy robieniu mniej stablinych eliksirów, lub przy pracy z bardziej toksycznymi składnikami. W końcu nie chciała, żeby tryskający jad węża zrobił jej dziurę w bluzce i oparzył skórę. Bezpieczeństwo i higiena pracy przede wszystkim. Po chwili przed nia wylądowały różne zioła, dość duże serce krokodyla, kilka pijawek i kwiatków. Well, to będzie zabawne.
- Adi, mógłbyś poszatkować bardzo dokładnie walerianę i pokrzywę? Lawendę i mlecz wrzuca się w całości, rozmaryn trzeba zetrzeć na sam koniec. Ja rozdzielę komory serca krokodyla, wytnę przedsionki i potnę je w cienkie paski, tak jak jest napisane w podręczniku. Jak szybciej skończysz możesz wycisnąć sok z pijawek. - powiedziała praktycznie na jednym wdechu. Co jak co, ale z eliksirami nie było u niej żartów. Niech tylko Ślizgon spróbuje krzywo pociąć jej walerianę, to wtedy przekona się o gniewie Lidki.
Witness często babrała się w mięsie, gdyż było ono częstym składnikiem eliksirów. Wiedziała, że krokodyle serce jako jedyne serce gada ma w pełni wykształconą przegrodę między komorami i że to ona jest cennym składnikiem tego elikisru. Powoli nacięła mięsień i wycięła komory. Te do wywaru powinny trafić w całości. Po dość dokładnym wyskalpowaniu danej części mieśnia sercowego zabrała się do oddzielania komór. Ze skupienia przygryzła policzek do krwi. Wszystko musiało być przecież doskonałe. Jeżeli udało jej się wszystko zrobić tak jak zamierzała uśmiechnęła się z satysfakcją, odgarniając włosy z twarzy. Pokroiła obydwie komory na cienkie, 8 milimetrowe paski, po czym wyrównała brzegi komory, by stanowiła idealny prostokąt. Cudownie.
Skończywszy pracę w małego rzeźnika poukładała produkty z boku, czyszcząc stanowisko. Sięgnęła po mozdzierz, po czym wsypała do niego dokładnie 14 gram rozmarynu. Zaczeła ucierać, chcąc uzyskać idealny proszek. Wiedziała, że nie powinna tego robić ze zbyt wielką siłą, żeby nie zmiażdżyć liści. Musiały one zostać roztarte. Tak samo musiała dobrać idealne tempo. Pamiętała, jak jej kolega przy miażdżeniu pancerzyków jakiegoś magicznego stworzenia pomylił się i wywołał mały wybuch poprzez tarcie składnikiem o ścianę moździerza. Od tamtej pory wszystko sprawdzała jeszcze o jeden raz więcej. Po wszystkim zważyła wszystko dokładnie, żeby upewnić się co do ilości danego składnika. Na razie była zadowolona z efektu.
- Jak Ci idzie Adrien? Pomóc Ci? - zapytała, nie odrywając wzroku od książki z ingrediencją. W końcu musieli pokazać, że Snape nie faworyzował Ślizgonów, tylko, że mieli po prostu talent do takich rzeczy. Studiowała powoli przepis, podkreślając w swoim podręczniku niuanse, które dla niej były istotne. Eliksir nie był prosty, każdy błąd mógł ich wiele kosztować.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 27
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 1:15 pm   
   <Multikonta: Raphael C.


Niewielka, acz widoczna, zmarszczka przecięła czoło Doriana, kiedy usłyszał jeszcze jedno pytanie skierowane do niego. Można wręcz było dojrzeć na jego twarzy jak trybiki w jego umyśle zaczynają się poruszać z większą intensywnością, gdy Krukon zaczął się zastanawiać nad odpowiedzią.
- Myślę, że to może zależeć od mocy zażytej amortencji - odezwał się po krótkiej chwili namysłu. Wprawdzie amortencja sama w sobie była określana mianem najsilniejszego eliksiru miłosnego, ale to nie znaczy, że jedna uważona amortencja była równa innej. Wszystko zależało wszak od umiejętności tworzącego, a także od tego ile sam eliksir przeleżakował. - Jeśli dawka byłaby wystarczająco silna, to taka osoba mogłaby być skupiona tak bardzo na sobie, że zapomniałaby o wszystkim innym do czasu aż skutki działania amortencji by z niej zeszły. Przy słabszej natomiast zażywanie eliksiru mogłoby się stać częścią hmm... jakiegoś "rytuału" samouwielbienia? Jak chociażby podziwianie własnego odbicia w lustrze, bo w końcu eliksir to wywołał i taka osoba mogłaby uznać, że będzie jeszcze "lepiej", co powodowałoby podtrzymywanie stanu fiksacji, a może nawet doprowadzałoby do jego pogłębiania - rozwinął swoją wcześniejszą wypowiedź, ponownie opierając się w całości na własnych domysłach odnośnie możliwych skutków takiego wykorzystania amortencji. Nie istniało bowiem - i oby nigdy nie powstało - opracowanie traktujące właśnie o tym, choć zagadnienie samo w sobie było na swój sposób nawet intrygujące.
Tym akcentem jednak pani profesor zakończyła teoretyczny wstęp do dzisiejszych zajęć i w końcu przyszła pora, żeby przejść do praktyki, czyli warzenia samego eliksiru. Dorian jedynie przelotnie rzucił okiem w stronę kolejnego spóźnialskiego, pełnię uwagi jednak poświęcając słowom nauczycielki odnośnie tej części lekcji. Każda para. No tak. Campbell wciąż siedział samotnie w ławce i odrobinę umknęła mu ta kwestia. W głębi ducha miał chyba nawet cichą nadzieję, że jednak będzie mu dane popracować dziś w pojedynkę, ale raczej nie miał co na taki rozwój wypadków liczyć. Nie był wszak jedynym samotnie siedzącym uczniem. Nie to, żeby wybitnie nie lubił pracować w duecie tudzież grupie, ale jeśli miał wybór i zadanie do wykonania nie wymagało większej liczby rąk, to raczej wolał zajmować się wszystkim sam. Pełna kontrola etcetera.
Przesunął wzrokiem po pozostałych ławkach i od razu dostrzegł, że jeden z Puchonów zmierza nie po składniki jak większość, ale właśnie w jego kierunku. Terrence jeśli go pamięć nie myliła, zwykle trzymał się z Vincentem i jeszcze jednym chłopakiem o azjatyckich rysach, którego miana nie mógł sobie jednak przypomnieć. On sam z tego trio do tej pory miał jedynie większą styczność z Vincentem, pozostałych kojarzył tylko z widzenia, więc też nie do końca wiedział czego ma się spodziewać po Terrym. Niemniej to tyle jeśli chodzi o warzenie w pojedynkę, ale Dorian był pewien, że jeśli sami nie wykazaliby się inicjatywą, to koniec końców i tak pewnie wylądowaliby w parze, więc przyjął to bez narzekania czy kręcenia nosem. Co będzie, to będzie.
- Cześć, na to wygląda - odparł, skinąwszy przy tym głową chłopakowi z Domu Borsuka. - Cóż, miejmy jednak nadzieję, że dziś obędzie się bez wybuchów i strat w brwiach. - Na ustach szatyna pojawił się nikły i przelotny, choć przy tym całkiem szczery, uśmiech. Zaraz jednak jego twarz przybrała bardziej typowy neutralny wyraz.
- Jasne. - Skinął głową, gdy Puchon zaoferował się, że przyniesie wszystkie niezbędne składniki, jemu pozostawiając przygotowanie kociołka i stanowiska pracy. Dorian zaczął to już wcześniej robić, więc teraz tylko odłożył podręcznik oraz swoje notatki gdzieś na bok, żeby im nie przeszkadzały, zostawiając jedynie przed sobą przepis, żeby móc na bieżąco sprawdzać kolejne kroki. Upewnił się jeszcze czy aby na pewno mają wszystkie niezbędne naczynia oraz narzędzia, po czym napełnił kociołek wodą przy pomocy zaklęcia aquamenti, ustawiwszy go wcześniej na palniku. Tego ostatniego jeszcze jednak nie podpalał, żeby nie podgrzać wody za bardzo. Sztuka warzenia eliksirów jest na tyle subtelną dziedziną, że nawet parę stopni mogło zrobić ogromną różnicę.
- To mój debiut, ale jak będziemy trzymać się przepisu, to wszystko powinno pójść dobrze... tak myślę. - Campbell dobrze znał swoje słabe oraz mocne strony i nie miał zamiaru się z tym kryć. Z eliksirów był raczej średni, ale dzięki skrupulatnemu i metodycznemu działaniu jakoś sobie na ogół radził, więc liczył, że i tym razem tak będzie. Oby tylko się nie przeliczył. Krukon przejrzał zgromadzone składniki, a następnie rzucił okiem na spisaną recepturę i z powrotem przeniósł wzrok na Terry'ego. - Zacznijmy od podstaw, czyli przygotowania poszczególnych składników. Wolisz zająć się tymi roślinnymi czy odzwierzęcymi? - Krukonowi nie robiło najmniejszej różnicy czy będzie musiał się zmierzyć z pijawkami oraz krokodylim sercem, czy też w udziale przypadnie mu żmudne oporządzanie poszczególnych ziół. Dlatego wybór pozostawił swojemu obecnemu przygodnemu towarzyszowi, nie mając pojęcia w jakich zadaniach piątoklasista będzie czuł się pewniej. Na dobry początek z roślinnych należało oddzielić kwiaty waleriany i je delikatnie pozgniatać, żeby puściły sok oraz utrzeć suszoną pokrzywę na drobny pył; jeśli zaś chodzi o zwierzęce to wedle receptury trzeba było posiekać gadzie serce i uzyskać klarowny sok z pijawek, co oznaczało, że powstała początkowo breja będzie wymagała przecedzenia i to możliwe, że nie jednego, żeby pozbyć się wszelkich zbędnych resztek pierścienic. Później taki sok powinien nieco postać, więc dobrze byłoby się tym zająć odpowiednio wcześnie.

// I have no idea what I'm doing :'D
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 52
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 4:00 pm   
   <Multikonta: MSP | RL


Vincent naprawdę lubił pracować z Madelaine, bo nie marnowali ani chwili i bardzo dobrze się dopełniali – nie czekali aż to drugie skończy, samemu się nudząc i ryzykując opóźnienie któregoś etapu, tylko już sprawdzali kolejny krok, ufając sobie nawzajem na tyle, żeby nie patrzeć bezsensownie na ręce. Zresztą, nawet gdyby w czymś zawalili (na szczęście na razie się na to nie zanosiło), to co niby mógłby zrobić partner, skoro żadne nie miało możliwości zatrzymywania czasu, a niewłaściwy składnik już w najlepsze pływałby w odmętach kociołka? Nie wsadziliby do mikstury ręki, prawda? Taka eskapada skończyłaby się tylko poparzeniem i jeszcze większą tragedią, bo jednak ludzka skóra nie była w ogóle przewidziana w recepturze (a przynajmniej w przypadku Amortencji na tym etapie pracy). Bez ponownego sprawdzania przepisu na własną rękę, przytaknął słysząc polecenie wydane przez Maddie i zabrał ze sobą miseczkę z sokiem z pijawek, podchodząc bliżej kociołka. Ostatni raz zakołysał zawartością naczynia, chcąc żeby na dnie pozostał jakikolwiek osad (roztwór wyglądał na klarowny, ale różnie z tym wszystkim bywało, więc Rowle wolał dmuchać na zimno) i ostrożnie przechylił, dolewając pierwsze kilka kropel do powstającego eliksiru. Dwa ruchy wykonane przez starszą Puchonkę, znowu powtórzył dokładnie tę samą sekwencję i tak aż do momentu, gdy cała mikstura połączyła się w jedno.
Odłożył miseczkę na bok, odstąpił na krok od stołu i mógł wreszcie rozluźnić plecy, biorąc przy tym głębszy oddech. Wszystko to wyglądało pewnie z boku dziecinnie łatwo, ale Rowle był zdania, że jednak dodawanie składników jest najstraszniejszą częścią pracy nad eliksirem. Wystarczyłoby przed momentem nalać o parę mililitrów za dużo soku z pijawek i już musieliby się pożegnać z pozytywnym efektem końcowym. Może udałoby im się uwarzyć Amortencję pomimo takiej wpadki, a może nie… wszystko zależało tylko i wyłącznie od szczęścia, więc stres miał święte prawo się pojawić.
Dopóki para nie zacznie się skręcać, powinniśmy teraz energicznie mieszać po pięć razy w lewo i po cztery w prawo – poinformował znad kartki, na razie zostawiając łyżkę w rękach Mads. – Dasz mi znać, jeżeli będziesz chciała się zamienić, prawda? – upewnił się, chociaż wcale nie zamierzał odchodzić daleko; ot, na tyle by w spokoju posprzątać ich stanowisko pracy (zdecydowanie nie chcieli, by coś nadprogramowego z miseczek jakimś cudem zostało teraz przeniesione do kociołka). Oczywiście, gdy tylko skończył, wrócił do Davies bardzo szybko, podpierając łokcie na blacie, a brodę na dłoniach i właśnie w takiej pozycji obserwując powoli ujawniające się serce eliksiru (tudzież jego prawidłową, finalną formę – zależy od tego, jak ktoś chciałby rzecz nazwać).
Aż do tej pory, Vince nie obawiał się specjalnie. Czuł, że poszło im dobrze, a jak na razie nic także nie wyleciało w powietrze. Wciąż mogło, fakt, ale przecież krok po kroku przestrzegali przepisu jak tylko potrafili najlepiej, więc chyba mógł być dobrej myśli.
Gdy tylko para zaczęła nabierać spiralnego kształtu, Rowle poderwał się ze swojego miejsca, z ciekawością zerkając na zawartość kociołka. Na jego oko, miksturze wciąż brakowało perłowego blasku, ale wszystko inne wyglądało w porządku, więc wyciągnął swoją różdżkę, wykonując nad eliksirem charakterystyczny ruch.
Chcesz się zamienić? – zapytał, nie chcąc zanadto obciążać reki Madelaine. – Teraz i tak zostało już tylko wyłączyć ogień i mieszać powoli, odwrotnie do kierunku skręcającej się pary, aż do wystudzenia – poinformował, nie widząc żadnego problemu, by podjąć się tej konkretnej roli. Davies już dość nakręciła się łyżką i teraz zasługiwała na chwilę wytchnienia… ewentualnie mogła podejść do profesor Schuyler i zorientować się, czy powinni robić coś jeszcze. Przepis skończyli, ale dopóki Amortencja nie zostanie zatwierdzona przez nauczycielkę, raczej nie mogli sobie pozwolić na pełen relaks.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | V rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 45
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 4:11 pm   
   <Multikonta: Bianchie


Dokładnie, Terrencepo prostu uprzedził wydarzenia, woląc od razu dołączyć do kogoś niż udawać, że wie co robi. Doriana kojarzył raczej słabo, może pobieżnie miał okazje z nim współpracować na jakiś łączonych zajęciach, ale nic poza tym. Wcześniej nie widział potrzeby by jakoś specjalnie zbliżać się do chłopaka, po co skoro zawsze był otoczony swoim borsuczym gronem, tworząc wszystkim znanym puchonowe, azjatyckie Trio. Wybierał je z pełną premedytacją kiedy tylko miał okazje, ale jak widać, przyszedł czas kiedy nie było mu to dane. Może to i lepiej, tak przynajmniej udowodni coś sobie i innym, a Dorian zdawał się nie mieć nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu. Chociażby dla niego postara się niczego nie wysadzić.
Jeden rzut okiem na ich stanowisko, pozwoli mu odetchnąć z ulgą. Krukon zdawał się wiedzieć co robi, a jeśli nie, to sprawiał wrażenie znawcy tematu. Chwała Merlinowi. Lee tym bardziej zamierzał oddać się jego przewodnictwu i wykonywać każde polecenie bez szemrania. Tak zwyczajnie było bezpieczniej. –Wolę roślinne, z nimi mam więcej wprawy- skoro miał wybór zamierzał z niego skorzystać. I przy okazji było w tym sporo racji. Wbrew jego twierdzeniu jakoby eliksiry były kompletną stratą czasu, a zielarstwo mogłoby być wykreślone z planu zajęć, Lee całkiem dużą wagę przykładał do ziół i leczniczych składników. Głównie przez wzgląd na ich zastosowanie w kosmetykach, różnego rodzaju płukankach i maskach. Chcąc nie chcąc, eksperymentując nauczył się z nimi obchodzić i w sytuacji kryzysowej, kiedy jego ulubiony krem się skończył, był w stanie przygotować sobie jego namiastkę o podobnych właściwościach co oryginał. I co zabawne, tutaj wykazywał się anielską cierpliwością obrabiając poszczególne fragmenty kwiatów czy tnąc korzonki, albo wyciskając owoce na sok.
Sięgnął po przepis dokładnie wczytując się w część dotyczącą roślin. Nie brzmiało to skomplikowanie, ale wymagana była dokładność i ostrożność. Sięgnął po walerianę i dwie miseczki, do których starannie rozdzielał kwiaty od gałązek. Jeżeli tylko kawałek łodyżki wpadał pomiędzy płatki, od razu został ostrożnie wyjmowany i odkładany na bok, bez zamiaru skorzystania już z niego. Mógł przecież zostać na nich pyłek czy drobiny płatków, a to mogło zniweczyć cały składnik. Przynajmniej jego zdaniem. Kiedy już wszystkie kwiaty zostały zdjęte, Lee sięgnął po ostry nożyk, delikatnie nakłuwając płatki, by te wypuściły z siebie więcej barwnika, czy tam esencji, jak zwał tak zwał, zanim przy pomocy moździerza nie zaczął ich dokładnie ugniatać. Całość następnie odcedzał za pomocą chusteczki do czasu aż płatki nie były wstanie wypuścić ani odrobiny soku więcej. Oczywiście papki z kwiatków nie wyrzucił, a jedynie odłożył ją na bok, by nie przeszkadzała i wyschła. W sumie taką papkę dałoby się w czymś jeszcze wykorzystać prawda? Kiedy waleriana była gotowa, przeszedł do pokrzywy, najpierw rozbijając ją krótkimi, szybkimi uderzeniami i dopiero pokruszone liście roztarł na jednolity proszek o barwie szarej zieleni. Wiedział, że zajęło mu to sporo czasu, ale znowu zabawa z wnętrznościami wcale nie mogła iść szybciej. Kolejnym krokiem było posiekanie rozmarynu na drobne kawałki, gdzie listki wciąż pozostawały w całości, ale łodyżki nie stanowiły głównego trzonu całego fragmentu. Na sam koniec została lawenda, gdzie Terry ponownie starannie oddzielił kwiaty od łodyżek tyle że tym razem te zostawił do późniejszej obróbki wiedząc, że nie mogły one zostać przetworzone już teraz. Nieskromnie musiał powiedzieć, że był zadowolony ze swojej pracy, choć znowu nie było to nic niezwykłego. –Co dalej? – zapytał kiedy Dorian kończył swoje zadania.
 
     

Leo Chamberlain
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 25 Mar 2014
Posty: 118
Wiek: szesnaście
Krew: czysta
Różdżka: włos mantikory, sykomora, 11 cali, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, paczka musów świstusów
Sakiewka: 0 galeonów
Poziom życia: 100
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 7 i 1
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 7:25 pm   

Zdecydowanie odpowiadała. Wiedział co ma robić w danym momencie, a nie musiał główkować jak przyrządzić eliksir.
-Jasne- odpowiedział tylko krótko i odłożył krokodyle serce na bok. Trix się w końcu zna na rzeczy nie? Z ciekawością zerknął na kociołek i radośnie w nim bulgotający eliksir. Wyglądało całkiem obiecująco musiał to przyznać. Zresztą z ekspertką od eliksirów nie mogło nie wyjść.
-Wygląda nieźle - skomentował tylko. Przez chwilę przyglądał się jak Beatrix składa naczynia i różne narzędzia służące do przyrządzania eliksirów. Jakoś tak gdy kończył Leo z powrotem sięgnął po serce, nóż i zaczął je nacinać. Na zmianę robił to płytkie to głębsze nacięcie licząc, że cokolwiek z tego serca było potrzebne do eliksiru to lepiej się wchłonie do wywaru. Jeśli zaczął za wcześnie, to najwyżej będzie robił te nacięcia z wielkim namaszczeniem. To znaczy śmiertelnie powoli.
Gdy skończył przyjrzał się krytycznie swojemu dziełu.
-Jak myślisz, dziabnąć je jeszcze w jakiś dwóch miejscach szpikulcem, tak na wylot, czy sobie darować? - zapytał spoglądając na Ślizgonkę.
 
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 139
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 8:11 pm   
   <Multikonta: --


Kończyła powoli sprzątać i co jakiś czas sprawdzała temperaturę eliksiru. Wiedziała ile powinno mu zająć podgrzanie się do odpowiedniej temperatury ale dzięki sprawdzaniu tego co jakiś czas, była pewna, że nie przegapi najlepszego momentu. Dodatkowo mogła kontrolować jak szybko rośnie temperatura i ewentualnie zmniejszyć ogień, gdyby działo się to zbyt szybko.
Przetarła stół i zaklęciem wyczyściła wszystkie naczynia. Zostawiła tylko talerz z sercem i nóż, który miał służyć, do jego ponacinania.
Widziała jak Leo chwyta serce i sprawdziła temperaturę eliksiru. Zaskoczył ją. Wziął narząd w praktycznie idealnym momencie. Ona jeszcze chwilę by poczekala, ale też ona doskonale wiedziała jak ma je ponacinać i potrzebowała na to zaledwie chwili.
- Na Merlina, nie. - Już była gotowa żeby szybko złapać go za ręce, jeśli bez jej zgody będzie chciał spełnić swoje słowa. Odetchnęła z ulgą widząc, że chłopak czekał na odpowiedź.
- W życiu, uszkodziłbyś przegrodę. - Chyba powinna wcześniej wytłumaczyć mu znaczenie konkretnych składników, a już napewno serca. W końcu uszkodzenie przegrody zupełnie zrujnowałoby eliksir. Obejrzała serce i poczuła jak kamień spada jej z serca. Leo się postarał. Naprawdę był dobry w przygotowywaniu składników zwierzęcych, brakowało mu tylko trochę wiedzy, ale chyba nawet intuicyjnie wykonywał pracę idealnie. Gdyby nie jego przypadłość i niechęć, mógłby być całkiem dobry w przyrządzaniu eliksirów.
Zmierzyła temperaturę i tym razem kontrolowała ją bez przerwy. Stanowisko było już czyste i uporządkowane. Zostało dodanie serca, zamieszanie siedem razy i czekanie. Kiedy temperatura była odpowiednia, zgasiła ogień pod kociołkiem i delikatnie położyła serce na powierzchni eliksiru. Delikatnie zanurzyła część serca, tak by nie zamoczyć palców i pozwoliła mu powoli wyślizgnąć jej się z palców. Zabrała dłonie, kiedy narząd zniknął pod taflą płynu.
Zamieszkała eliksir siedem razy w przeciwnym kierunku do ruchu wskazówek zegara. Z uśmiechem stwierdziła, że para znad eliksiru unosi się w charakterystycznych spiralach. Wyjęła łyżkę i oczyściła ją zaklęciem, to samo zrobiła z talerzem i nożem po oporządzaniu serca.
Spojrzała w stronę eliksiru. Teraz powinien się wystudzić, choć już wiedziała, że jest dobrze. Eliksir miał kolor macicy perłowej i bił z niego perłowy blask. Para też unosiła się tak jak powinna, a Trix już zaczynała czuć przyjemne dla nosa zapachy.
- To by było na tyle. Teraz czekamy na Profesor, no i powinien się wystudzić. - Posłała Leo promienna uśmiech. Oczywiście brakowało tu jednego składnika - "część siebie". Jednak to dodawało się do wystudzonego eliksiru i bez tego można było już stwierdzić, czy eliksir jest gotowy i udany. Z resztą nie sądziła, że będą przeprowadzać próby jego działania, więc na użytek lekcji, taki dodatek wydawał się zbędny.
 
     

Leo Chamberlain
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 25 Mar 2014
Posty: 118
Wiek: szesnaście
Krew: czysta
Różdżka: włos mantikory, sykomora, 11 cali, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, paczka musów świstusów
Sakiewka: 0 galeonów
Poziom życia: 100
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 7 i 1
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 8:32 pm   

Ej no, nie musiała od razu panikować. Powinna była wiedzieć, że Leo bez jej zgody nic nie zrobi. No przynajmniej na eliksirach.
-Okej. Nie to nie - wzruszył ramionami i odstawił serce do miski, a potem podał je Trix. Co do składników zwierzęcych... Cóż tajemnica tkwiła w tym, że Leo sobie wyobrażał, że poszczególne sładniki mają zostać wykorzystane do... zupy. Pewnie mistrzowie eliksirów by się obrazili na takie coś, ale Leo myślenie o eliksirach w ten sposób pozwalało mu na wiekszy spokój. Poza tym już dawno temu położył kreskę na tej dziedzinie magii. Wystarczało mu tylko zdawać. Nie musiał mieć dobrych wyników w tej dziedzinie.
Chłopak nie przeszkadzał Beatrix gdy ta kończyła eliksir. Przyglądął się tylko w milczeniu jak wrzuca mięsień do kociołka. Gdy oznajmiła, że teraz już tylko pozostało czekać postanowił zaspokoić nieco swoją ciekawość.
-Dlaczego ta przegroda jest taka ważna? - zapytał całkiem poważnie. W końcu z jego punktu widzenia to był po prostu kawałek mięsa. Przekłuty lepiej by się "ugotował". Bardziej równomiernie, a przynajmniej tak się wydawało Ślizgonowi.
 
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 139
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Czw Lis 01, 2018 10:54 pm   
   <Multikonta: --


Może zareagowała zbyt gwałtownie, ale o ile mogła poprosić o dodatkową porcję waleriany czy pokrzywy, naprawdę nie chciała musieć dopraszać się Profesor o kolejne serce. No a już tym bardziej nie chciała wrzucić źle przygotowanego serca do eliksiru. Zniszczyłaby tym samym całą ich dotychczasową pracę.
Uśmiechnęła się na pytanie Leo. Ciekawość też dobrze świadczyła, szkoda tylko, że chłopak już dawno porzucił myśli o zagłębieniu tej dziedziny.
- Wiesz jak zbudowane jest serce gadów? Nie mają one całkowitej przegrody. Krokodyle to jedyne gady, które tak jak ludzie mają przegrodę dzielącą serce na komory.- Prócz tego miała jeszcze kilka teorii, dlaczego właśnie krokodyle serce pojawia się w recepturze na eliksir miłości. Chłopak jednak pytał jedynie o przegrodę i to właśnie ona sprawiała, że serce tak przypominało ludzkie. Liczyła, że zrozumiał o czym mówiła i będzie w stanie wyciągnąć wnioski.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 27
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Nie Lis 04, 2018 2:02 am   
   <Multikonta: Raphael C.


Szatyn jedynie skinął głową, gdy Lee zdecydował się zająć ogarnięciem składników roślinnych, jemu pozostawiając oprawienie tych pochodzenia zwierzęcego. Naprawdę nie robiło mu to żadnej różnicy - i jedne, i drugie były żmudne w obróbce, każde na swój sposób. Wprawdzie wnętrzności miały też to do siebie, że ich odpowiednie przygotowanie bywało dużo mniej... estetyczne, nie wspominając już o towarzyszących temu zapachach, ale Dorian zdecydowanie nie należał do osób wrażliwych, którym by to przeszkadzało na tyle, żeby zupełnie uniemożliwić pracę. Innymi słowy mówiąc, Krukon nie bał się pobrudzić rąk.
Przysunął do siebie słoje z pijawkami i z krokodylim sercem. Ten drugi chwilowo odstawił nieco na bok, mając na dobry początek zamiar zająć się sokiem z pierścienic - trzeba go było wszak przecedzić co najmniej kilka razy, żeby go oczyścić, a potem jeszcze odstawić uzyskany płyn na trochę, żeby mógł "dojrzeć". Chłopak rzucił okiem na recepturę, po czym wyciągnął dziesięć pijawek i umieścił je w czystym naczyniu. Następnie, przy pomocy moździerza, zaczął miażdżyć zewłoki po kolei aż do uzyskania, cóż, płynnej brei o bliżej nieokreślonym kolorze. Kolejnym krokiem było przepuszczenie jej przez odpowiednie sito, żeby pozbyć się największych kawałków żyjątek, a potem jeszcze kilkukrotnie przecedził przez sączki, by koniec końców uzyskać we fiolce wystarczającą ilość czystego soku, którego barwa jednak wciąż pozostawała zagadką. Zadowolony z efektu odłożył fiolkę z zawartością na bok do odstania, oczywiście tak, żeby nikt jej przypadkiem nie wylał, po czym wyczyścił stanowisko pracy. Nie można było wszak dopuścić, żeby coś się zabrudziło, bo efekt mógłby być opłakany.
Teraz przyszła pora na serce krokodyla. Jedną z istotniejszych części była pełna przegroda między komorami, która wyróżniała organ tych gadów na tle innych przedstawicieli tejże gromady, więc musiał uważać, żeby jej nie uszkodzić przy izolowaniu. Resztę mięśnia trzeba było zaś pokroić na fragmenty o mniej więcej tej samej wielkości. Serce jednakże powinno wylądować w wywarze tuż po rozebraniu, żeby mogło oddać do niego jak najwięcej swojej esencji, więc nie mógł tego zrobić od razu. Przygotował je sobie jednak do dalszej obróbki, oczyszczając z wszelkich zbędnych tkanek, takich jak chociażby żyły.
Dopiero po zakończeniu tego zerknął w stronę Puchona, który również kończył obrabiać składniki roślinne. Zlustrował je, nie zauważając wśród nich tylko wśród nich mlecza, ale tą konkretną roślinę można było przynieść na krótko przed ulokowaniem jej w kociołku, bo należało ją dodać praktycznie na samym końcu, a w dodatku musiała zostać przygotowana na bieżąco, już w trakcie warzenia.
- Teraz należy zacząć podgrzewać wodę i kiedy tylko na dnie kociołka zaczną pojawiać się pierwsze bańki, trzeba dodać walerianę i po każdych pięciu kroplach zamieszać raz odwrotnie do ruchu wskazówek zegara - odpowiedział, wodząc wzrokiem po pergaminie z instrukcją. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, baza powinna przybrać różowawą barwę. Potem należy zmniejszyć ogień i po odczekaniu pięciu minut dodać sproszkowaną pokrzywę. Zajmiesz się tym? - zapytał, podnosząc z powrotem spojrzenie na Terry'ego. Nie przeszkadzało mu ani trochę, że młodszy chłopak przyjął rolę asystenta, wyraźnie oczekując na kolejne polecenia z jego strony. Byle tylko wszystko nie zostało na jego barkach. - Ja w tym czasie dokończę obróbkę serca, bo to kolejny składnik do dodania, ale trzeba go wrzucić na świeżo po pokrojeniu - dodał, wskazując podbródkiem na spoczywający przed nim organ, gotowy do dalszego oprawienia. Powinien mieć na to wystarczająco dużo czasu, bo po dodaniu pokrzywy musieli odczekać kolejne dziesięć minut.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Nie Lis 04, 2018 11:16 pm   
   <Multikonta: RW | FL


Stanowili naprawdę zgrany zespół, działając we wręcz zadziwiającej synchronizacji. Czegokolwiek nie zrobiło jedno, zaraz tę lukę wypełniało drugie, tak w obowiązkach jak i w wiedzy. W dodatku w przyjacielskiej atmosferze zawsze pracowało się jakoś tak lżej. Madelaine bardzo doceniała tę pewność, że nawet jeśli coś jej się nie powiedzie, nie spotka się z wyrzutami i krytyką, ale razem jakoś rozpracują problem. Cóż, przy eliksirach oczywiście należało myśleć naprzód, bo zdecydowanej większości błędów nie dało się naprawić nawet przy najszybszej reakcji. Pomyłka wymuszała rozpoczęcie całej procedury od początku, a na lekcji raczej nie było na to czasu. Pocieszające było więc obserwowanie, jak stan eliksiru zgadza się z notatkami - to oznaczało spore szanse na to, że są przynajmniej blisko właściwego wykonania.
Mieszanie wykonywała prawie odruchowo, wręcz musiała samą siebie napominać, by liczyć obroty w lewą i prawą stronę. Żadna filozofia, ale trzeba było bardzo skrupulatnie pilnować tak dodawania składników, jak i sekwencji mieszania. Nawet drobne niedociągnięcie mogło poskutkować zrujnowaniem mikstury, a skoro zaszli już tak daleko, porażka była tym boleśniejsza. Nie był to dobry moment na odpływanie myślami gdzieś w dal, dlatego skupiła się maksymalnie na wykonaniu zadania. W końcu lada moment wszystkie instrukcje będą już mieli za sobą i pozostanie tylko czekać na ocenę wprawnego oka profesor Schuyler. Wtedy będą mogli opuścić gardę.
- No przecież - odparła z lekkim uśmiechem, natychmiast stosując się do instrukcji i dostosowując częstotliwość mieszania. Nie uważała się za cieniasa, który nie da rady pomachać łyżką przez kilka minut, ale nierozsądne byłoby męczenie się do oporu, skoro mogli się wymieniać. Wypatrywała uważnie, kiedy unosząca się z kociołka para zacznie przybierać spiralny kształt. Kiedy wreszcie osiągnęli odpowiedni efekt, o mało nie podskoczyła z radości; dokończyła jednak ostatni obrót, podczas gdy Vincent zajmował się zaklęciem, po czym przekazała mu łyżkę.
- Bardzo chętnie - przytaknęła przy tym, posyłając młodszemu Puchonowi pełen wdzięczności uśmiech. Jeszcze trochę i pewnie zaczęłaby odczuwać ból w ramieniu. Choć warzenie eliksiru nikomu nie wydawałoby się sportem wyczynowym, potrafiło zmęczyć - szczególnie kręgosłup, ręce i oczy. Zlikwidowała już tylko płomień pod kociołkiem, resztę pracy pozostawiając Rowle'owi, a sama usiadła i oparła się o stolik w bezpiecznej odległości od rozgrzanego kociołka. Stanowisko pracy mieli już posprzątane, praca dobiegała końca, wreszcie mogli trochę wyluzować.
_________________


 
 
     

Terrence Lee
Uczeń | V rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 45
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Pon Lis 05, 2018 3:01 pm   
   <Multikonta: Bianchie


Owszem, nie było tej konkretnej rośliny, bo Terry zwyczajnie o niej zapomniał. Albo nie zauważył jej w przepisie i dlatego nie znajdowała się jeszcze na stole. Skoro jednak należało ją dodać na dalszym etapie obróbki, to puchon nie widział z tym najmniejszego problemu. Pobiegnie później do składziku i przyniesie odpowiednią ilość kwiatów, podczas gdy jego partner będzie zajmował się sercem eliksiru oraz generalnym przygotowywaniem go do perfekcji. Szczerze mówiąc to odetchnął ulgą widząc, że chłopak nie ma nic przeciwko przed dyktowaniem mu co i jak ma robić. Niektórym mogłoby to przeszkadzać, takie trzymanie za rękę i zwyczajne pilnowanie ich obojga. Naprawdę nie chciał być dla niego ciężarem, może też dlatego dodatkowo tak się przykładał, by swoją część zrobić najlepiej jak umie, by Dorian nie musiał po nim sprzątać. Zwłaszcza, że babranie się we wnętrznościach zwierząt nie mogło być w najmniejszym stopniu ani przyjemne ani satysfakcjonujące.
-Jasne, biorę się za to – zapewnił go z szerokim, typowym dla siebie uśmiechem, zanim nie przesunął się bliżej kociołka i ruchem różdżki zapalił pod nim ogień. W tym momencie zaczynała się ta nużąca część, w czasie której należało wykazać się skupieniem, kiedy absolutnie nic ciekawego się nie dzieje. To tak jakby siedzieć na błoniach i obserwować jak trawa rośnie, poziom ekscytacji bardzo zbliżony. Mimo to nie zamierzał narzekać. Cierpliwie czekał i kiedy faktycznie pojawiły się pierwsze bańki świadczące o początku wrzenia, za pomocą próbnika upuszczał po kropli soku z waleriany w idealnych sekundowych odstępach. Następnie metalową chochlą, zamieszał zgodnie z poleceniem raz w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Cały rytuał powtarzał dokładnie odmierzając czas i odliczając krople, patrząc jak wywar powoli zmienia barwę od lekkiego fioletu, w końcu przechodząc do różu. Całe szczęście, bo zapach, choć przyjemny, powoli zaczynał drażnić jego nos, a to groziło piękną salwą kichnięć i prawdopodobnie zniweczeniem wszelkich starań jakie do te pory podjął. Zmniejszył ogień i odłożył swoje przybory na bok na zegarku zaznaczając sobie kiedy minie dokładnie pięć minut i będzie musiał wrócić do pracy. Był to też czas kiedy mógł się rozejrzeć po pracowni na szybko oceniając jak sobie radzą inni i czy są na podobnym etapie warzenia. O dziwo stół z Vincentem i Mad ominął szerokim łukiem nawet jeśli nie ruszał się z miejsca.
Pięć minut minęło i Terry znowu zajął miejsce przy kociołku z miseczką z proszkiem z pokrzywy. Niczym kucharz wziął w palce szczyptę rośliny i dokładnie rozsypał ją nad całym wywarem. Według niego, tak było lepiej niż jakby wsypał wszystko na raz, i zamiast równomiernego rozprowadzenia w całym wywarze, opadłaby na dno jako wielka kula. Bez sensu. Mógł się nie znać na eliksirach, ale ogólne zasady kojarzył, a i intuicja jeszcze nigdy go nie zawiodła. Tak samo jak nie wsypał całej zawartości miseczki, zostawiając na jej dnie jeszcze małą porcję pokrzywy, ale kiedy dostrzegł że eliksir zaczyna gorzej reagować, zwyczajnie uznał, że wystarczy, a dodatkowa szczypta znacząco popsuje ich prace.
-Gotowe, pójdę po te mlecze – odsunął się dając pracować koledze i szybko udał się do składziku po wspomnianą roślinę nawet jeśli ta miała chwilowo leżeć na boku bez obróbki.
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 30
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Śro Lis 07, 2018 1:16 am   

Laura podczas ważenia eliksirów ewidentnie była w swoim żywiole. Poruszała się po sali tanecznym krokiem, a kiedy przygotowywała składniki, oczy jej błyszczały i uśmiechała się szerzej niż zwykle. Lynne zastanawiała się, czy ona tak samo wygląda podczas lekcji zaklęć. Pewnie nie.
Laura zaczęła zajmować się obrobionymi składnikami, a Lynne zabrała się do dalszej pracy. Odmierzyła 100 ml wywaru z waleriany i przelała do fiolki. Wzięła garść suszonej pokrzywy i dorzuciła do ciepłego płynu. Następnie wsypała do środka skrupulatnie odmierzoną ilość opium i zamieszała. Mieszanka zmieniła kolor na nieco ciemniejszy. Podsunęła naczynie w zasięg wzroku Laury, a ta uważnym okiem przyjrzała się mu i pokiwała głową. Lynne uśmiechnęła się delikatnie i zabrała się za rozdrabnianie w moździerzu chitynowych pancerzyków. Twarde skorupki chrupały w naczyniu, zmieniając się w proszek. Dziewczyna przypomniała sobie, że czytała w jakiejś mugolskiej książce do biologii o tym, że chitynowe pancerzyki to w dużym uproszczeniu cukier. Może to one sprawiają, że Amortencja ma taki słodki zapach. Fuj. Odmierzyła kolejne 100 ml wywaru, wsypała do niego proszek i zamieszała.
W międzyczasie Laura przygotowała pozostałe części składowe bazy.
_________________
Living at Hogwarts in 1990s be like:


 
     

Laura Robertson
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Wrz 2018
Posty: 25
Wiek: 15 lat
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Pióro dirikraka, 11', Kasztanowiec, Sztywna
Sakiewka: 50G
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Śro Lis 07, 2018 4:11 pm   
   <Multikonta: --


Nadszedł czas na przygotowanie bazy eliksiru. Zgodnie z przepisem cały 0,5l wywar z waleriany należało podzielić na 5 różnych części i zmieszać z innym składnikiem. Następnie w odpowiedniej kolejności złączyć je ze sobą.
Aby na pewno nic nie zepsuć dobrze postanowiliśmy przygotować osobno każdą z 5 składowych części bazy, a dopiero później skupić się na łączeniu ich ze sobą, podgrzewaniu i mieszaniu. Dodatkowym plusem takiej pracy było to, że można ją bardzo prosto podzielić na 2 lub nawet i więcej osób. Ot, każdy zajmuje się swoją cząstką, nie musząc czekać ani zwracać uwagi na pozostałe. Gdybyśmy jednocześnie chciały przygotowywać te składowe i dodawać je bezpośrednio musiałybyśmy wykonywać je w odpowiedniej kolejności.

Gdy wywar już odpowiednio naciągnął a ja skończyłam inspekcje Lawendy, Mleczy i Rozmarynu, które przygotowała mi Lynne zaczęłyśmy działać dalej. Ostrożnie chwyciłam za pomocą szmatek gorący jeszcze kociołek. Na szczęście mnie nie poparzył. Lynne podstawiała mi kolejne fiolki przykryte sitkiem, a ja przelewałam zawartość kociołka do nich pilnując by w każdej znalazło się dokładnie 100ml naparu. Po skończeniu odstawiłam kociołek i wyczyściłam go rzucając zaklęcie Chłoszczyść. Lśniący kociołek znów był gotowy do pracy. Używanie zaklęć miało ten wielki plus, że po pierwsze było znacznie szybsze od tradycyjnego mycia, a po drugie usuwało wszelkie pozostałości które mogłyby pozostać jak osad czy przyklejone resztki gotowanych ziół. Póki czyściłam kociołek kątem oka zauważyłam, że koleżanka z ławki już zaczęła dodawać pokrzywy do jednej z fiolek, czyli pkt 6 z naszej receptury.

-Ja czyściłam kociołek, więc ty obierasz robale z pancerzy. Potrzebujemy tylko pancerzy, bez robali. wyszczerzyłam się do Lynne. Tych dwóch zadań nawet nie można było porównywać. Z jednej strony rzucenie prostego zaklęcia, a z drugiej żmudne babranie się z małymi, obrzydliwymi robalami - odzieranie ich z twardych pancerzy. Mnie zawsze od tego potem palce bolą. Do tego często przez przypadek można rozgnieść takiego robala co jest jeszcze dodatkowym obrzydlistwem. Aby choć trochę zrekompensować koleżance to zadanie postanowiłam sama przygotować pozostałe 3 składniki bazy.

Po pierwsze rozmaryn. Po prostu wrzucić i zamieszać. Nic trudnego, tym bardziej że wcześniej już przygotowałyśmy te składniki. Dla większej wygody wyjęłam miseczkę i przelałam do niej zawartość jednej z probówek. Następnie wrzuciłam cały pokrojony przez Lynne rozmaryn. Srebrną łyżeczką najpierw go podtopiłam, a następnie zaczęłam mieszkać płynnym ruchem. Srebro jako metal szlachetny nie wchodzi w reakcje z innymi ingrediencjami, więc używanie go jako narzędzia choć nie zawsze było konieczne stało się moją dobrą praktyką. Podczas mieszania moje ruchy były na tyle wyćwiczone, że wiedziałam z jaką intensywnością mieszać by składniki dobrze się połączyły a jednocześnie by nie pozwolić na powstawanie pęcherzyków powietrza.

Gdy skończyłam mieszać Lynne pokazała mi też efekt swojej pracy z pokrzywą i opium, który w międzyczasie podrzuciła nam profesor Jo. -Świetnie, a teraz robaczki. pokiwałam jej głową i uśmiechnęłam słodko. No przecież od takiego słodkiego uśmiechu bez narzekania zajmie się najgorszą robotą. Zawsze działa. W tym czasie ja wzięłam kolejną miseczkę i przelałam do niej zawartość fiolki z walerianą. Kolej na lawendę i mlecze. Krokodyle serce zostawię sobie na później. Procedura przebiegła identycznie jak w przypadku rozmarynu, z tą różnicą, że miałam dwa składniki.

Na tym etapie miałyśmy już 3 z 5 gotowych substancji, a Lynne męczyła się z obieraniem i kruszeniem robaczowych pancerzyków. Zostało jeszcze serce krokodyla no i połączenie wszystkiego w odpowiedniej kolejności celem stworzenia bazy eliksiru. Przysunęłam do siebie posiekane serce. Mimochodem usłyszałam jak inni koledzy rozmawiają o krokodylim sercu i przegrodzie jakby to był najciekawszy temat na świecie. No cóż, na pewno istniały jakieś gorsze, ale gdy skupiłam się na eliksirze to choć od czasu do czasu do głowy wpadała mi jakaś dygresja nie miałam możliwości rozwijania tematu. Eliksiry przede wszystkim. Co do krokodyli to ciekawsze są pewnie ich łzy. Powszechnie uważa się że te ciekawe i przemiłe gady płaczą gdy kogoś zabiją. W połączeniu z budową ich serca tworzy to obraz bardzo zbliżony do człowieka. A to nie do końca tak, gdyż łzy u krokodyli to zwykły mechanizm na pozbycie się soli z organizmu. Szczególnie po posiłku składającym się głównie z mięsa. Sama zawartość tej soli już powoduje że łzy krokodyli mogą być ciekawym składnikiem alchemicznym. Natomiast teraz zamiast słonych łez muszę się zająć zimnym sercem.

Gdy do mych nozdrzy dotarł zapach surowego mięsa i krwii z moich ust zszedł uśmiech. Gdyby ktoś mnie obserwował miałby wrażenie, że nagle w moich oczach pojawiły się gwałtowne, drapieżne, czerwone błyski. Jednak podobnie jak wcześniej Lynne zatkałam nos i oddychałam przez usta szybko się uspokajając. Pewnie te błyski to było tylko jakieś przywidzenie które mogło się pojawić na ułamek sekundy. Albo w ogóle jakieś złudzenie świetlne. A może w ogóle ich nie było? W przypadku serca odwróciłam kolejność. Najpierw wrzuciłam je do miseczki a następnie zalałam go wywarem z waleriany z ostatniej fiolki. Wywar leniwie otaczał organ wypełniając każdy otwór czy zagłębienie. Dzięki wywarowi zapach surowego mięsa i krwii nie był już tak wyczuwalny i można było spokojnie dalej pracować. Po zmieszaniu wywaru w tej misce odstawiłam ją do 4 pozostałych. Lynne kończyła właśnie z robaczkami i ucierała ich chitynowe pancerzyki na cukier. Tak więc za chwilę będziemy gotowe do dalszego etapu łączenia bazy, potem ją podgrzejemy, dodamy resztę składników aż wszystko się zagotuje.

Ale póki koleżanka kończyła pracę z pancerzykami postanowiłam zrobić trochę więcej miejsca na stole, czyszcząc użyte wcześniej fiolki czy deseczki do przygotowywania składników. W końcu udało nam się, miałyśmy 5 miseczek z fragmentami bazy oraz czysty stół gotowy do dalszego warzenia eliksiru. Udało mi się także pozbyć tego nieznośnego zapachu surowego mięsa i krwii czy resztek robaczków. Przynajmniej jeśli chodzi o nasze stanowisko, bo na sąsiednich uczniowie woleli sprzątanie zostawić sobie na sam koniec. Ale skoro już nie będziemy używać niektórych rzeczy a mam chwilkę czasu, to wolę to sprzątnąć i odłożyć by mieć więcej miejsca, no i w czystości łatwiej się pracuje a co za tym idzie trudniej popełnić błąd.

-Dobra Lynne teraz pokaż mi swoją Krukończość! Będziesz ostrożnie podgrzewać kociołek. Najlepiej byś podnosiła temperaturę o 5 stopni co 4 minuty. Im płynniejsza zmiana tym lepiej. Aby Ci się nie nudziło, to jeszcze możesz mieszać chochlą w kociołku, a ja będę w odpowiedniej kolejności przelewać powoli nasze składniki. Co każde 5 stopni (albo 4 minuty) zmieniasz stronę w którą mieszasz. Proste. Uśmiechnęłam się do koleżanki i wlałam powoli pierwszą miseczkę z rozmarynem do pustego kociołka, wciąż mieszając w miseczce srebrną łyżeczką. -Zaczynamy!
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 10