Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Betha Michaelson
Wto Lis 06, 2018 3:18 pm
Remor Laverne
Autor Wiadomość

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Pią Lis 02, 2018 7:25 pm   Remor Laverne
   <Multikonta: --



Remor W. Laverne
Wiek: 28 lat
Skąd: Los Angeles, USA
Krew: czysta
Stan majątkowy: bogaty
Zawód: auror
Stan cywilny: kawaler

Zielarstwo: 5/100
Eliksiry: 10/100
Zaklęcia Zwykłe: 20/100
Zaklęcia Defensywne: 40/100
Zaklęcia Ofensywne: 55/100
Transmutacja: 20/100
Miotlarstwo: 20/100

I wonder if your therapist knows everything about me
Pierwszą rzeczą jaka przychodzi na myśl w kwestii jego wizerunku to wzrost. Mierząc sobie sto dziewięćdziesiąt osiem centymetrów ciężko jest się nie wyróżniać w tłumie, więc istnieje nikłe prawdopodobieństwo na stracenie go z oczu. Ta niecodzienna cecha poczyniła mu zresztą sporo problemów w okresie dorastania, ponieważ w tempie w jakim osiągał coraz to bardziej imponujący wzrost jego organy wewnętrzne odpłaciły się bólem i sporadycznymi krwotokami wewnętrznymi. Podobnie wyglądało to u jego krewnych ze strony ojca, ponieważ ewidentnie zgarnął te geny od tej części rodziny. Zdając sobie sprawę z tego jak absurdalnie i groteskowo wyglądałby bez odpowiedniej aktywności fizycznej, dołączył do drużyny Quidditcha na stanowisku obrońcy. Późniejsze lata spędził na treningach, a co jakiś czas zdarza mu się nawet zaglądać na mugloską siłownię nieopodal jego mieszkania w Londynie. Na chwilę obecną robi to głównie z uwagi na pracę – wszakże jest aurorem.
Po matce pochodzącej z Meksyku odziedziczył śniadą karnację, więc przez cały rok sprawia wrażenie osoby, która dopiero co wróciła z długiego urlopu. Również manierę uśmiechania się wyłącznie jedną stroną twarzy (side smile) otrzymał od niej, ale na tym podobieństwa zdają się kończyć.
W dzieciństwie miał niemal białe włosy, co z czasem uległo zmianie. Ściemniały, jakkolwiek nadal utrzymują jasny odcień ciepłego blondu. Nieco dłuższe z prawej strony i zawijające się z lekka zasłaniają oko, z którego to wyglądu nie jest zbyt dumny. Biorąc pod uwagę wzrost i fakt, że zawsze chowa się za pasmami włosów niewiele osób w ogóle zauważa, że coś jest z nim nie tak. O ile obie tęczówki mają zgodnie ten sam złotawy odcień, tak w przypadku tego mniej lubianego – źrenica zamiast naturalnego kształtu zwęża się pionowo. Nie spełnia to żadnej funkcji poza tym, że wygląda to dość dziwacznie. Do tej pory nie znalazł jeszcze sposobu jak przywrócić oko do normalnego stanu.
Mocno zarysowana szczęka i kości policzkowe sprawiają, że jego twarz ma wydłużony kształt, a zarost nigdy na niej nie zagościł. Za to bardzo często na ustach pojawia się grymas; ma wyjątkowo żywą mimikę.
Ma kilka blizn ukrytych pod mankietami, kołnierzem koszuli czy na plecach. Kiedy już ktoś pyta o ich pochodzenie, podobnie jak w przypadku pytań o prawe oko – ucina temat, bądź wymyśla na poczekaniu lakoniczne, nieprawdziwe wytłumaczenia. Za każdym razem jest to coś innego, stąd jego bliscy współpracownicy doszli do wniosku, że lepiej nie zawracać mu tym głowy.
Nosi się elegancko, w ostateczności można go uświadczyć w jeansach i koszuli. Ma bodajże jakiś szczególny sentyment do złota, bo wszystkie jego spinki do mankietów wykonane są właśnie z niego.



***



Pierwszy kontakt z Remorem często daje ludziom złudne poczucie, że jest to człowiek sztywny i raczej chłodny w obejściu. Jego zachowawczość w stosunku do nowo poznanych osób może skutkować wrażeniem iż mężczyzna unika nawiązywaniu relacji innych niż zawodowe, a jego poczucie humoru jest skąpe jak pensje stażystów w dziale kadr. To wszystko zależy naturalnie od jego nastroju, a ci bardziej obeznani z jego modus operandi mają w pamięci, że lepiej nie zaczepiać go z samego rana zaraz po przyjściu do pracy. Sytuacja poprawia się zwykle po pierwszej kawie, o ile akurat nie trafia mu się papierkowa robota. Woli pracować w terenie, raporty na ogół spisuje po godzinach ślęcząc przy biurku (niektórzy twierdzą, że zdarza mu się w ogóle nie wychodzić z biura przez kilka dni z rzędu). Trudno powiedzieć, by uzupełnianie akt sprawiało mu przyjemność, ale jest skądinąd osobą dokładną, na dodatek ma famę formalisty. Nie lubi bałaganu w dokumentach, lekkomyślności i opieszałości, a jego wysokie wymagania nie są stawiane na wyrost, ponieważ w równym stopniu co wobec innych, jest konsekwentny wobec siebie.
Kiedy naprawdę nie ma już nic ważnego na głowie da się z nim żyć. Oschły i nieobecny mężczyzna po dobrze wykonanej pracy pozwala się poznać od innej strony, o której posiadanie nikt by go nie podejrzewał. Chętnie wyskoczy na piwo, rozegra partię szachów czy wda się w rozmowę na temat biurowych skandali czy ostatnich wydarzeń politycznych. Zdobywa się wtedy na uśmiech i dystans zanika.
Rzadko bywa w domu. Ma swoje własne mieszkanie w Londynie nabyte w trakcie studiów, aczkolwiek nigdy mu się do niego nie spieszy. Być może dlatego, że nie potrafi znieść panującej weń pustki. Rutynowo wpada tam późnym wieczorem lub nad ranem by wziąć prysznic, przespać się ewentualnie i zmienić ubrania, zająć się psami i zaopatrzyć się w porcję nałogowo już przez niego zażywanych leków. Do niedawna stosował Miravil i Velafax, obecnie przyjmuje tylko ten ostatni i Lorafen. Regularnie widuje się z psychiatrą i terapeutą w związku z przewlekłą depresją i zaburzeniami snu. Nie bez powodu okupuje biuro do nieprzyzwoicie późnych godzin nocnych; woli skupić się na pracy niż dać się dopaść własnym myślom.
Biorąc pod uwagę powyższe, jego nastrój bywa zmienny i nieprzewidywalny, jednak w kwestiach służbowych nie pozwala swoim słabościom afektować na efekty pracy. Walczy z tym jak może i ostatnio poczynił spore postępy w tym kierunku. Inna rzecz, że charakter ma wyjątkowo temperamentny i choć trudno jest wyprowadzić go z równowagi, to lepiej nie próbować. Dopóki jego własny świat jest uporządkowany i on dostrzega w tym układzie jakąś metodę wszystko jest w porządku.
Ma problem z nawiązywaniem długoterminowych i poważniejszych relacji. Nie kwapi się do angażowania w związki, preferuje szybkie kolacje ze śniadaniem i na tym jego zainteresowanie się kończy. Nie wynika to z jego braku potrzeby bliskości, raczej z obawy przed tym, co może nie wyjść bo ponad wszystko panicznie boi się odrzucenia. Ciężko jest mu odmówić, a gdy naprawdę się na coś uweźmie nie odpuści łatwo. Jest bardzo ambitny, a jego duma prawdopodobnie kiedyś doprowadzi go do tragedii. I oby był to teatr jednego aktora.



***



Urodził się w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych. Jego matka pochodziła z Meksyku, ojciec był natomiast rodowitym Amerykaninem. Remor był co prawda wpadką, jednak ojciec stanął na wysokości zadania i nadał mu swoje nazwisko bez większej aprobaty ze strony dalszej części rodziny. Wychowywał się w dużym domu w stylu secesyjnym – stąd jego niechęć w późniejszych latach do przesadnej ozdobności, a zamiłowanie do prostoty. Matka zostawiła go zaraz po narodzinach, nigdy jej nie poznał. Jako dziecko zapytał ojca kilkakrotnie dokąd się udała, za każdym razem otrzymując lakoniczne, wymijające odpowiedzi. Kiedy podrósł już dostatecznie rozpoczął naukę pod okiem ciotki Grace, która w pewnym sensie zastąpiła mu brakującego rodzica. Była o kilka lat młodsza od ojca, niezamężna i wedle tego co zapowiadała za każdym razem gdy padał temat możliwej aranżacji małżeństwa, tak miało pozostać. Kobieta wymagała od niego o wiele więcej niż był w stanie sprostać, choć zawsze traktowała go z życzliwością i ciepłem. Doskonale zapamiętał zapach jej perfum i wykrochmalone mankiety, a już zwłaszcza pierwszy upadek z miotły kiedy usiłowała nauczyć go jak się na niej utrzymać. Przez te parę lat poza nią jedną w jego życiu nie było nikogo innego, stąd zadanie wychowania Remora spoczęło na jej ramionach. To właśnie ona wpoiła mu co w życiu powinno być najważniejsze, a jej zdaniem był to honor, dociekanie prawdy, ambicja i decyzyjność. Również szacunek do kobiet jakim w późniejszych latach kierował się Laverne miał swój początek w jej reprymendach i pouczeniach.

„Tego dnia udało mu się pobić dotychczasowy rekord. Utrzymał się na miotle przez pełne piętnaście minut i udało mu się nawet wylądować bez większych ekscesów, a chociaż Grace nie powiedziała jeszcze ani słowa czuł instynktownie, że jest z niego zadowolona. Nie chciał jej zawieść. Nie chciał nikogo zawieść, ale kiedy ma się wokół siebie tylko jedną osobę nie jest to takie trudne.
— Siedzisz na tej miotle jak kot na płocie. Nie możesz być taki sztywny, bo stracisz równowagę. Rozumiesz? — powiedziała w końcu, gdy stanął przed nią czekając na werdykt. Spodziewał się czegoś podobnego, ale w głębi serca miał nadzieję, że ciotka poza wytknięciem błędu pochwali go za postępy. Przez chwilę patrzyli na siebie tak, jakby oboje mieli do siebie za coś urazę. A potem kobieta uśmiechnęła się i zaplotła przedramiona na piersi.
— Ale jest lepiej. O wiele lepiej, tym razem niczego nie złamałeś.
Blondyn skrzywił się na wspomnienie ostatniej porażki. Całe szczęście, że Grace znała się na magii leczniczej.
— Dzięki temu nauczyłem się spadać na wznak — odparł z przekąsem, ale zaraz kącik ust uniósł mu się ku górze i schował dłonie do kieszeni. Lubił zajęcia z miotlarstwa, natomiast zielarstwo nie szczególnie zapadało mu w pamięć. Nie potrafił rozróżnić większości roślin, choć powtarzali je już tyle razy. Ciotka dostrzegała w nich coś wyjątkowego, ale dla niego było to nieuchwytne.
Kobieta przyglądała się mu badawczo, gdy obracał w dłoniach trzonek miotły. Musiała myśleć o czymś widocznie, bo z właściwą sobie manierą przygryzała wnętrza policzków.
— Pójdziesz ze mną w odwiedziny? — zapytała nagle, zyskując tym samym całą jego uwagę. Oczy chłopca spoczęły na niej z wymalowanym w nich zaskoczeniem.
— Do kogo?
— Zobaczysz. Ale niech to będzie nasza tajemnica, dobrze? — Ton jej głosu był inny. Poważniejszy, i Remor instynktownie załapał, że nie jest to jeden z jej dziwacznych dowcipów. Ale nigdy przedtem nie zabierała go nigdzie ze sobą, więc jak to dziecięca natura nakazywała, nie mógł przepuścić takiej okazji.
— Zgoda — przytaknął, a widząc, że Grace obraca się i odchodzi podążył za nią.


Spacer był dłuższy niż przypuszczał, ale nie przeszkadzało mu to zupełnie. Teraz wszystko go ciekawiło, od zbłąkanego psa po leniwie wlokące się po podmiejskich uliczkach samochody. Nie zadawał pytań będąc zbyt zaabsorbowany otoczeniem, a gdy w końcu dotarli na koniec jednej z uliczek wiodących na koniec osiedla tuż przy okolicznym rezerwacie, omal nie wpadł na Grace gdy ta zatrzymała się niespodziewanie. Przez moment nie widział w tym miejscu nic niesamowitego, ale gdy odwrócił na chwilę wzrok, w tym samym miejscu pojawił się osobliwie wyglądający dom. Nie pasował do innych jakie mijali do tej pory, był parterowy a elewację stanowiła rudawa cegła otulona dzikim winem. Na schodach prowadzących na ganek stało kilka wiklinowych koszyków, a tuż pod wiatą sennie kołysały się dzwonki wietrzne wykonane ze wszystkiego, co można sobie było tylko wyobrazić, wliczając w to spreparowane kości ptaków.
— Nie dotykaj niczego i przywitaj się uprzejmie — uprzedziła go ciotka, po czym otworzyła furtkę i podążyła w stronę sieni. Nie rozumiał do końca co miała przez to na myśli, ale zaraz pobiegł za nią. Kilkakrotnie potknął się o wystający korzeń, który samowolnie wpełzł na prowizorycznie wytyczoną ścieżkę pomiędzy rabatami roślin, o których zapewne słyszał od Grace, ale ich nie zapamiętał. Nawet nie spostrzegł kiedy w drzwiach domu pojawiła się inna kobieta. Dużo starsza, zgarbiona, ale o surowym spojrzeniu i twarzy poznaczonej zmarszczkami. Kiedy jej wzrok padł na niego Remor poczuł, jakby ktoś założył mu kamizelkę z ołowiu.
— Twój bratanek, prawda? Niech no ja się przyjrzę... — Staruszka wyciągnęła dłoń w jego kierunku i choć blondyn nie kwapił się by zmniejszać dystans, ciotka pchnęła go do przodu i nie miał już wyjścia. Zamknął tylko oczy spodziewając się czegoś... cóż. Nie wiedział czego, ale raczej nieprzyjemnego. Tymczasem upiorna kobieta nieoczekiwanie ciepłą dłonią odgarnęła mu włosy z twarzy i ciężar jaki do tej pory mu towarzyszył zmalał znacząco. Otworzył oczy i jakby przypomniał sobie, że przecież potrafi mówić.
— Dzień dobry — wymamrotał, nadal nie do końca ufny. W odpowiedzi otrzymał tylko ochrypły, ale sympatyczny śmiech i w tej samej chwili poczuł zapach sosnowego igliwia połączony ze słodyczą miodu. Zdał sobie sprawę, że chociaż zjadł już obiad, to nigdy przedtem nie był tak głodny.

Weszli do środka, a pierwsze negatywne wrażenie rozmyło się i odeszło w niepamięć. Nieduża kuchnia mieściła w sobie palenisko, siermiężny stół z surowego drewna i ławę, na której można było usiąść. Poza tym na każdej półce stały pojemniki z ciemnego szkła z tajemniczo brzmiącymi napisami na etykietkach, z kątów wyglądały suszone zioła i warkocze czosnku. Obiecał, że nie będzie niczego dotykał, ale nikt nie zabronił mu przyjrzeć się wszystkiemu po kolei. I byłby tak pewnie zwiedzał beztrosko, gdyby nie zamieszanie na ganku. Najpierw usłyszał jakieś ptactwo, które brzmiało jakby ktoś wpadł na nie w biegu – i w sumie wiele się nie pomylił. A potem owy ktoś potknął się o dzieżę stojącą nieopodal progu i nieomal wpadł do środka.
— Dziecko, przewrócisz ją i zostaniesz starą panną! — fuknęła zielarka, po czym z westchnieniem rozmasowała sobie zmęczone oczy. Wtedy Remor po raz pierwszy ją zobaczył; była młodsza od niego, dużo młodsza. Podobnie jak on miała jasne włosy, piegowatą twarz i ciemne, błyszczące oczy pełne energii. Dziewczynka również go zauważyła, po czym wycofała się i już jej nie było.
— Moja wnuczka, Amalie.




Jako dzieci byli nierozłączni. On pokazywał jej rzeczy, których nauczył się od ciotki, ona opowiadała mu o ziołach i gwiazdach. Zarówno o pierwszym jak i drugim wiedziała więcej niż on, stąd oboje wymykali się przynajmniej raz w tygodniu by razem obejrzeć niebo. On nie znał nikogo poza nią, a ona była zbyt nieśmiała by nawiązywać inne znajomości. Gdy dostał się do Szkoły Magii i Czarodziejstwa często pisał do niej listy i w przerwie świątecznej zawsze przywoził jej ulubione słodycze z Miodowego Królestwa. Dopiero w czwartej klasie pech chciał, że ojciec nagle przypomniał sobie, że jednak ma syna.

Wakacje przez rozpoczęciem piątego roku nauki wspominał niechętnie. Nie potrafił znaleźć wspólnych tematów z człowiekiem, którego nie było w jego życiu przez tyle lat. Nie podobało mu się też, że ciotka Grace bez żadnego wyjaśnienia wyjechała bez słowa na dzień przed jego przybyciem. Ojciec nie był zachwycony z jego postępów w nauce, na dodatek znikał wieczorami i regularnie wytykał mu każdy błąd jaki Remor popełnił. Było jednak spokojnie aż do lipca, gdy mężczyzna wezwał go do siebie po kolacji.


Pamiętał zarys fotela i ogień w wysokim kominku w gabinecie. Ojciec stał przy nim oparty o gzyms i gdy tylko chłopak zamknął za sobą drzwi, kazał mu usiąść.
— Musimy porozmawiać.
Już nie podobał mu się ten ton. Zazwyczaj podobne słowa nie zwiastowały niczego dobrego, więc blondyn zmarszczył brwi, starając się zachować cierpliwość. Był przekonany, że znów czeka go reprymenda na temat czegoś co zrobił, bądź nie zrobił a powinien był.
— Jak pewnie już wiesz, mamy obecnie wyjątkowe czasy. Wszystko się zmienia — zaczął mężczyzna, nie kwapiąc się do bezpośredniego przejścia do rzeczy. Remor nie lubił barokowych wstępów, ale nie miał innego wyjścia jak tylko przeczekać i mieć tę rozmowę za sobą.
— Wraca stary porządek. Mugole i szlamy powoli wracają na swoje miejsce, a my, prawdziwi czarodzieje znajdujemy się w pozycji, na której musimy dokonać wyboru.
— „Szlamy?” — pomyślał z niemałym zaskoczeniem; nie spodziewał się, iż ojciec używa takiego języka. Miał wielu znajomych będących czarodziejami półkrwi lub pochodzenia mugolskiego. Nawet jego najlepsza przyjaciółka była przecież tylko w połowie czarownicą, a on nigdy nie postrzegał jej jako gorszy sort. Nie miało to dla niego znaczenia.
— Wyboru? — zapytał w końcu, nie wiedząc dokąd tak naprawdę zmierza ta rozmowa. Z każdym kolejnym słowem podobała mu się coraz mniej.
Na odpowiedź musiał zaczekać, ponieważ mężczyzna sięgnął po karafkę i szklankę. Dopiero po wypiciu kilku głębszych łyków podjął temat.
— Jesteś z porządnej rodziny. My wiemy co jest właściwe i za którą stroną należy się opowiedzieć. Czas, żebyś zrozumiał co jest godne czarodzieja i również przyniósł nam powód do dumy. Sam-Wiesz-Kto z pewnością również przyjmie cię gdy osiągniesz odpowiedni wiek, jednak na ten czas...
— O czym ty mówisz? — przerwał mu w trakcie, i to pierwszy raz w życiu. Jego ojciec umilkł, nie mniej zaskoczony. O ile dobrze zrozumiał, ojciec zadeklarował mu właśnie, że jego rodzina wspiera działania Śmierciożerców, lub wręcz już do nich należy. Zrobiło mu się zimno, jakby kominek zamiast grzać zionął straszliwą pustką i chłodem. Coś ciężkiego opadło mu na dno żołądka, a gardło zacisnęło się boleśnie.
— W szkole niczego cię nie nauczą. Zamierzam zająć się tym osobiście, a gdy tylko będziesz gotowy, oczekuję, że nie wystawisz dobrego imienia naszej rodziny na szwank. Mam rację, synu?


Pamiętał jak ta rozmowa się zakończyła; jego odmowa nie była tym, czego od niego oczekiwano, więc na zachętę po raz pierwszy poznał na własnej skórze czym jest niezadowolenie ojca. Wciąż nosi je na plecach, tak jak i każde kolejne.



Katorżniczy trening jego ojca trwał przez kolejne trzy lata, w każde wakacje i przerwę świąteczną. Każdy przejaw jego oporu i niechęci traktowany był bezwzględnie, a ile razy w trakcie wymierzania kar stracił przytomność – tego nie potrafił zliczyć. Ból stał się dla niego tak naturalny, że w chwilach gdy go nie odczuwał pojawiał się niepokój. Ale Remor był uparty; próg bólu przesuwał się coraz dalej i dalej, aż w końcu był w stanie zachować ciszę gdy zawodził ojca po raz kolejny. Myślał, że da sobie radę. Przecież nie jest tak źle, prawda? Można się przyzwyczaić. Wtedy pojawił się inny, dotkliwszy i najgorszy rodzaj bólu jaki dane mu było poznać w życiu. Ostatniego dnia wakacji tuż przed tym jak planował podjąć studia i oficjalnie przeciwstawić się ojcu wybierając profil aurorski, dostał informację o pożarze. Dziwaczny, pachnący sosną dom w którym mieszkała jedyna bliska jego sercu osoba spłonął doszczętnie – wraz z każdym, kto był w środku.”


Późniejsze lata studiów upłynęły mu prawie niezauważalnie. Nie nawiązywał znajomości, rzadko kiedy się odzywał. Miał doskonałe oceny, ale zupełnie nie interesowało go życie towarzyskie. Potrafił godzinami siedzieć samotnie w pustej klasie lub na zewnątrz, zapominając o czasie i spacerując bez celu tam, gdzie akurat poniosły go nogi. Czuł się pusty i nic nie było w stanie tego zmienić. Od dawna nie pojawiał się w domu, zamiast tego kupił mieszkanie w Londynie i właśnie tam pozostawał na okres przerw między semestrami. Z ojcem nie miał kontaktu, nie interesowało go nawet to, czy nie został już wydziedziczony. Dopiero na ostatnim roku studiów poznał dziewczynę z magicznej medycyny która zasugerowała mu, by odwiedził jej siostrę zajmującą się magopsychiatrią. Z jakiegoś powodu uznał, że nie jest to najgorszy pomysł i nie mając nic do stracenia po prostu stawił się któregoś dnia pod jej gabinetem. Odkąd rozpoczął terapię nie rozstaje się z przepisanymi mu lekami, które po prawdzie łagodzą jego stany lękowe i sprawiają, że potrafi przespać spokojnie noc, ale nie są rozwiązaniem problemu. Stanął na nogi przed podjęciem praktyk i praca w dużej mierze przyniosła mu długo wyczekiwaną ulgę. Zaczął powoli otwierać się na ludzi, którym akurat nie przeszkadzały jego sarkastyczne docinki i specyficzne poczucie humoru. Zdarzało się, że do domu nie wracał sam, ale nigdy nie zaryzykował angażowaniem się w związki - z jakiegoś powodu był to dla niego temat nie do przeskoczenia. Wciąż mu czegoś brakowało, tylko nie potrafił tego nazwać.



„Jedną z pierwszych udanych akcji, jaka zapisała mu się na koncie w poczet pracy na stanowisku aurora kuriozalnie była ta związana z jego „najbliższym” środowiskiem. Nie był zobligowany by przyjąć to zlecenie, jednak nie wahał się ani przez chwilę. Sprawa dotyczyła jego ojca i tylko on jeden chciał się jej podjąć.
To był pierwszy raz od tamtych wydarzeń gdy Remor pojawił się w domu rodzinnym. Ogród był w koszmarnym stanie, nikt nie doglądał go przez te wszystkie lata. Mógł się tylko domyślać jak bardzo jest zarośnięty pod warstwą ciężkiego śniegu. Była trzecia, może czwarta nad ranem ósmego stycznia, gdy dotarł na miejsce. Cisza jaka panowała wtedy wokół była niezwykła i ogarnął go nieprzystający do sytuacji spokój. Tylko śnieg skrzypiał mu przyjemnie pod nogami, a on nie wiedząc kiedy, stał już pod drzwiami i nie mógł zawrócić. Nie wolno mu było stchórzyć i dać ojcu satysfakcję. Drzwi ustąpiły pod lekkim ich pchnięciem, a wszystko, co wydarzyło się w środku utonęło w tej gęstej ciszy i śniegu.”


Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.

♢ Posiada mugolskie prawo jazdy i własny samochód - Maserati A6G
♢ Jest uzależniony od leków
♢ Od czasu do czasu pali
♢ Jego dziwne prawe oko zawsze ukryte jest za zaczesanymi na bok włosami
♢ Jego amortencja ma zapach sosnowy-żywiczny
♢ Jego patronusem jest jeleń
♢ Kilka lat temu omal nie zginął w wypadku samochodowym
♢ Jest pracoholikiem
♢ Uwielbia electro swing i jazz
♢ Ma dwa czarne dobermany o imionach Amarok i Scylla
♢ Jego mocną stroną jest analityczne myślenie
♢ Przez pewien okres w swoim życiu był katolikiem
Ostatnio zmieniony przez Remor Laverne Wto Lis 06, 2018 1:17 pm, w całości zmieniany 4 razy  
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 766
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 12:14 pm   

1. Proszę uzupełnić sobie wszystkie pola profilu, dobrać sobie różdżkę, uzupełnić statystyki zgodnie z kartą postaci, wpisać krew i wiek.

2. Pytanie, bo może coś przeoczyłam. Czy Remor z racji, że pochodzi z USA, nie powinien uczyć się w Ilvermorny? Z tego co wiem MACUSA nie za bardzo uczestniczyła w tym co działo się w Hogwarcie i tej części świata.

3. Plus z krwotokami wewnętrznymi trochę ciężko jeśli chodzi o grę w quidditcha, zwłaszcza zawodowo, gdzie łatwo o wypadek.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     

Dołączył: 24 Paź 2018
Posty: 10
Wiek: 28 lat
Krew: Czysta
Pupil: Dwa dobermany - Amarok i Scylla
Różdżka: Heban i pióro żmijoptaka. 16 cali długości, sztywna i wąska, prosta. Dodatkowo opatrzona trzonkiem wykonanym z czarnego wolframu.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10/100
Zielarstwo: 5/100
Transmutacja: 20/100
Z. zwykłe: 20/100
Z. ofensywne: 55/100
Z. defensywne: 40/100
Miotlarstwo: 20/100
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 1:17 pm   
   <Multikonta: --


1. Uzupełnione.
2. Do Hogwartu został wysłany przez ojca z jego własnego kaprysu, uważał, że podróże rozwijają.
3. Nie była to sytuacja zagrażająca życiu, na dodatek doskwierało mu to przez krótki czas i znajdował się pod okiem szkolnej pielęgniarki, więc nie przeszkadzało mu to zbytnio w podejmowaniu aktywności fizycznej. Plus nie grał zawodowo - jedynie w drużynie studenckiej.
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 766
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag, Legilimencja
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Wto Lis 06, 2018 3:17 pm   

Mhm. No dobrze, więc.

Akcept.
_________________
When the lights go down, she comes alive...


Stand back she's the queen of hearts, she'll eat you alive. Blood-red lips, jean hugging hips, man it should be a crime. Drop dead looks, she's a perfect ten, tattoos are on her skin. The angel on your shoulder begs no, but the devil's gonna win.

See you in hell.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 11