Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Vanessa Harvin
Wto Paź 23, 2018 9:05 am
Stoły uczniowskie
Autor Wiadomość

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 152
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Czw Paź 04, 2018 5:38 pm   
   <Multikonta: --


Sama dopiero po usłyszenia swoich słów zdała sobie sprawę, jak bardzo były nieodpowiednie. Nie zamierzała tego jednak po sobie pokazać. Nie do końca myślała to co powiedziała, w końcu czuła coś do Alexa, ale to całe zmuszanie ich do małżeństwa. W dodatku miała nieodparte wrażenie, że jego uczucia są zupełnie inne, więc nie sądziła by to małżeństwo mogło być udane.
Odwróciła się tylko na chwilę by spojrzeć za odchodzącm chłopakiem. Wiedziała, że go zraniła, nie chciała tego robić, ale dumą nie pozwalała jej tego sprostować. Nie chciała się tłumaczyć, musiałaby wtedy powiedzieć mu wszystko, na temat jej zdania, uczuć, obaw. Kiedyś może bez problemu by się przed nim otworzyła, ale teraz było zupełnie inaczej. Fakt, że zostaną małżeństwem z przymusu oddalił ich od siebie. Sami na to pozwolili, ale nic też nie potrafili z tym obecnie zrobić.
Dopiero gdy chłopak zniknął w tłumie, sama się podniosła i ruszyła do stołu nauczycielskiego. Jeden plus z jego nieobecności. Nikt nie będzie jej zabierał alkoholu. Zawinęła kolejną butelkę ze stołu nauczycielskiego i usiadła przy w miarę oddalonym stole. Nie było to co prawda to samo miejsce, ale Lidke widziała. Nalała alkoholu do kubka i upiła łyk.
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 34
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Paź 05, 2018 2:55 am   

- Nie martw się, dam radę. - powiedziała z pokrzepiającym uśmiechem do kolegi. - Najwyżej podróż do wieży zajmie nam trochę dłużej, ale kto wie, może po drodze przez zamek spotkają nas jakieś ciekawe przygody!
Dobrze wiedziała, że musi uważać, żeby nie przesadzić z alkoholem. Pamiętała, jakich lekcji udzielali Gavinowi rodzice, gdy ten był w jej wieku. Oszczędzać się, nie robić nic na siłę, nikomu nic nie udowadniać. Młoda głowa to zawsze słaba głowa. Procenty lubią płatać figle. Nikt nie ukrywał, że w kulturach z których pochodzą alkohol odgrywa sporą rolę, więc rodzice wiedzieli, jak przygotować dzieci do igrania z ogniem. Dlatego też Lynne po pierwszej dawce schrupała znajdujące się nieopodal niej dwa eklerki i kawałek ciasta, a dopiero potem nalała sobie następną kolejkę. Miała głowę przeładowaną emocjami i pytaniami, które chciała uciszyć, ale jednocześnie bała się przesadzić i najeść się wstydu, a dodatkowo zrobić przypał Marcusowi. Powiedział, że chciałby, żeby czuła chociaż swoje nogi, a ona siedziała i analizowała, co chłopak mógł mieć na myśli. Prawdę mówiąc, wolałaby nie czuć nic. Wypiła zawartość swojej szklanki i skontrolowała otoczenie. Kolejne pary wychodziły na parkiet. Zebrani powoli odetchnęli po niedawnych oświadczynach i wszystko wracało do stanu poprzedniego. Profesor Verendal i jego partnerka przeszli przez całą salę i zniknęli za drzwiami. Lynne zachichotała i życzyła w duszy profesorowi miłej nocy, bo fajny był z niego gość i należało mu się. Jakaś para Ślizgonów stojąca nieopodal sprzeczała się o coś. Dziewczyna fuknęła na chłopaka, zgarnęła butelkę ze stołu nauczycielskiego i odeszła w dalszy kraniec stołu. Najwyraźniej nie wokół wszystkich rosła miłość w tę niezbyt spokojną, jasną noc. Laura, Krukonka z piątego roku, tańczyła na sali bez partnera. Najwyraźniej nikt nie przystał na jej propozycję wspólnej zabawy i teraz dziewczyna pląsała w rytm muzyki z uśmiechem na twarzy. Lynne czasem zadawała sobie po cichu pytanie, co kierowało tiarą, że umieściła Laurę akurat w ich domu. Nie można było jej jednak odmówić talentu do eliksirów i pracowitości, a poza tym, skoro Lynne też się w nim znalazła...uznała, że jeśli będzie nieco bardziej wstawiona, a Laura nadal będzie zainteresowana wspólnymi wygibasami, to z nią zatańczy. Odwróciła głowę do Marcusa. Siedział z niezbyt zachwyconą miną i wsuwał górę żarcia znajdującą się na jego talerzu. Lynne miała nadzieję, że nie popsuła mu balu, ale jednocześnie głos w głowie podpowiadał jej, że nie powinna czuć się aż tak źle. Z góry zapowiedziała, że idą jako dobrzy znajomi, i chociaż zażartował, że nic nie może jej obiecać, to nie mogła się spodziewać, że to chyba nie będzie żart. Wiedziała, że nic do niego nie czuje. Chciała tylko po raz pierwszy od...chyba zawsze? się z kimś zaprzyjaźnić. Westchnęła cicho. Wiedziała, że zaraz wjedzie cała na biało z frazesem wyświechtanym jak poduszki w Pokoju Wspólnym, ale musiała być uczciwa. Tak było lepiej i dla niego, i dla niej. A jeżeli obrazi się, wyjdzie z balu i do końca edukacji nie będzie się do niej odzywał, trudno. Nie on pierwszy, nie ostatni, a będzie miała świadomość, że postąpiła słusznie. Zjadła pół kawałka pizzy, po czym wychyliła kolejną kolejkę bratowej nalewki. Coś zaczynało działać. Rozejrzała się delikatnie, czy wokół nich nikt nie stoi, ale teren był czysty. Nie chciała robić obciachu. Oparła się łokciem o stół, podparła ręką twarz i skrzyżowała palce.
- Marcus... - zaczęła. Dobra, to chyba był najważniejszy krok. - Bo ja nie wiem, co ty do mnie dokładnie masz i nie chcę ci robić żadnej nadziei, a widzę, że coś chyba masz i wolę być uczciwa, żebyś potem nie mówił, że cię zwiodłam na manowce i wcisnęłam do friendzone'a czy inszego wynalazku...bo ja jak mówiłam, że idziemy jako kumple i że cieszę się, że będziesz ode mnie odganiał adoratorów, to ja naprawdę miałam to na myśli, bo ja nie czuję do ciebie nic, bo fajny z ciebie chłopak, ale no kurna...no nic...i mam nadzieję, że nie popsułam ci balu i nadal chętnie z tobą zatańczę...i to nie jest też tak, że ciebie zlewam, a za dwa dni zmieni mi się status związku, bo ja naprawdę nie jestem teraz zainteresowana ani tobą, ani nikim, i to się prędko raczej nie zmieni, ale lubię cię jak kolegę i chciałabym cię lepiej poznać i żebyś ty mnie lepiej poznał tak wiesz, żebyśmy...zostali przyjaciółmi?
Wciągnęła powietrze w płuca. O luju, na razie chyba wystarczy tego picia.
 
     

Diana Irving
Uczeń | I rok
Dołączyła: 24 Wrz 2018
Posty: 47
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Różdżka: pióro z ogona hipogryfa, 10 cali, jarzębina, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 4
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 4
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Pią Paź 05, 2018 3:07 pm   
   <Multikonta: --


Całe szczęście, już była przy nich pani profesor od eliksirów. Diana odsunęła się, dając jej swobodnie zająć się Jamalem. Jej słowa i uspokajający uśmiech pod jej adresem dobrze podziałały na dziewczynkę. Podniosła się i w rzadkim u siebie momencie skupienia przyglądała się, jak Jo się zajmuje „poszkodowanym”. Zaraz jednak została przywołana do porządku przez profesora Covenbreeze. No tak, rzeczywiście teraz tylko robiła tu sztuczny tłum. Odeszła za profesorem na bok. Teraz, kiedy nauczyciele mieli już to pod kontrolą, obejrzała się za Bellą.
-To jak, będziemy szły tańczyć? - zapytała dziewczynkę. Jej samej całe zajście przed chwilą nie wytrąciło z zabawowego nastroju, ale nie wiedziała, czy Bella nie straciła przez to humoru. Tak, czy inaczej, na razie przysiadła się do swojego stołu. Całe zajście miało przynajmniej jeden skutek – odechciało jej się na razie jeść.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 35
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Pią Paź 05, 2018 5:01 pm   
   <Multikonta: Raphael C.


To jeszcze raz - dlaczego w ogóle zgodził się tu przyjść?
Ten wieczór mógłby spędzić na tyle różnych sposobów nie wymagających przebywania w wśród masy hałaśliwych - i najpewniej upojonych alkoholem - ludzi. To żadna nowość, że Dorian nie był fanem tego typu przedsięwzięć; zwykle bywało zbyt głośno i zbyt tłocznie jak na jego skromne gusta, a fakt, że chłopak na ogół ograniczał swoją aktywność do bycia i podpierania ścian - ktoś musiał, nigdy nie wiadomo czy przypadkiem się nie zawalą - jedynie jeszcze bardziej potęgował jego niechęć. Dokładnie to samo mógłby robić w jakimś zacisznym kącie, samotnie i w spokoju, a w dodatku mógłby w tym czasie zrobić coś pożytecznego. I byłby w takim przypadku o wiele szczęśliwszy. Tak.
Jak do tej pory udawało mu się z sukcesem nie zwracać na siebie uwagi, dzięki czemu nikt mu nie truł czterech liter i szatyn mógł w spokoju pozostać w Wieży Ravenclawu, racząc się jakąś lekturą. Dobra passa musiała się jednak kiedyś skończyć.
Do pokoju wspólnego właśnie wpadł jakiś - już podchmielony - Krukon w rozchełstanej koszuli i przekrzywionym krawacie, najpewniej celem zaopatrzenia się w kolejne napoje wyskokowe skitrane gdzieś na dnie kufra, którego Campbell mógł określić mianem kolegi z roku. Pech chciał, że ów znajomy go od razu dojrzał i w tym momencie zaczęło się suszenie głowy o to dlaczego siedzi tu tak sam zamiast bawić się z innymi na Wielkiej Sali, że to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju i na pewno będzie później żałował, że to ominął. Oczywiście nie omieszkał go przy tym poinformować co go ominęło, czyli o małym przedstawieniu w wykonaniu profesora ONMS w akompaniamencie grającego na fortepianie - przetransmutowanym ze stołu - profesora Miotlarstwa i momencie kulminacyjnym tego występu, w którym ten pierwszy oświadczył się tej jędzy od Transmutancji. Opowiadał o tym z taką pasją - najpewniej wynikłą z upojenia alkoholem - że Dorian miał wrażenie, iż teraz weszły w grę większe uczucia niż musiały być tam na parkiecie, kiedy to wszystko się działo. O Merlinie najpotężniejszy.
Koniec końców szatyn miał na tyle dość jego paplaniny - a niestety nie miał akurat pod ręką swojej różdżki, żeby go potraktować jakimś jęzlepem - że dla świętego spokoju zgodził się tam pójść. Poza tym był wprost przekonany, że będzie mu to wypominane do końca życia i jeszcze jeden dzień dłużej, a tego absolutnie by nie zniósł. Już wolał się nieco pomęczyć, ale przynajmniej mieć później spokój. Właśnie dlatego przebrał się w adekwatny strój, to znaczy taki garnitur, po czym z iście cierpiętniczą miną ruszył za bardzo rozochoconym kumplem, rówież wyraźnie zadowolonym, że udało mu się go wyciągnąć z zacisza Pokoju Wpólnego i skłonić do pójścia na bal.
Oczywiście wszystko już się zdążyło uspokoić i wrócić do normy, kiedy obaj dotarli na miejsce. Kolega zostawił Doriana - wraz z butelką, którą przyniósł i właśnie wcisnął w ręce - przy stole Krukonów, bo akurat jakaś dziewczyna go zaciągnęła na parkiet. Do Campbella też jakaś podeszła, ale grzecznie jej odmówił i zajął miejsce gdzieś przy końcu stołu.
Postawił przed sobą butelkę z napitkiem, prawdopodobnie Ognistą, ale chłopak nie miał pewności, bo na naczyniu nie było żadnych oznaczeń, wpatrując się w nią i zastanawiając czy jej zawartość pomoże mu choć odrobinę w przetrwaniu tej imprezy.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Jamal Attah
Uczeń | I rok
Dołączył: 16 Lip 2018
Posty: 53
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Pupil: sowa Bundi
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 11 cali, Jałowiec, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3/100
Zielarstwo: 2/100
Transmutacja: 3/100
Z. zwykłe: 5/100
Z. ofensywne: 5/100
Z. defensywne: 5/100
Miotlarstwo: 7/100
Wysłany: Sob Paź 06, 2018 12:08 pm   

Pomimo mdłości, zawrotów głowy i ogólnego nie ogarniania co się dzieje, Jamal bardzo dobrze się bawił. To było dla niego dziwne i nowe. Nigdy nie czuł czegoś takiego. Tak jakby część jego mózgu została całkowicie wyłączona. Ta część, odpowiadająca za chodzenie, logiczne myślenie, przejmowanie się. Był pijany, wesoły i pijany.
Szybko w okół niego zebrali się różni ludzie. Diana z jego roku, pani Jo od eliksirów i oczywiście pan Leo którego to miał zaszczyt obrzygać. Jamal jednak nie miał głowy do skupiania się na twarzach wymienionych osób czy słuchania ich. Jego słuch zarejestrował tylko dwa zdania skierowane do niego.
-Jakbym nie oddychał, to bym już nie żył- powiedział z pijańskim uśmiechem na twarzy. Nawet będąc nie trzeźwym potrafił dać jakąś złośliwą ripostę, przychodziło mu to nawet łatwiej, bo nie zastanawiał się czy wypada. Poza tym, rada by oddychał, wydała mu się strasznie głupia.
-Nic nie piłem, tylko soczek- odpowiedział na pytanie pani od eliksirów. W sumie to nie kłamał. Jamal naprawdę nie wiedział co było w tym "soku" tak więc pytanie o to ile wypił, wydało mu się bezsensu.
Chłopak jeszcze przez chwilę pośmiał się głupkowato z tej całej sytuacji, po czym diametralnie zmienił nastawienie. Schował twarz w rękach, a do oczu napłynęły mu kolejne łzy.
-Nie dobrze mi- Mruknął, starając się znowu nie zwymiotować. Czuł jak boli go brzuch, nie wiedział co zrobić z tą całą śliną w ustach, a na dodatek nie chciał znowu wymiotować wśród ludzi, bo pomimo upojenia alkoholowego, było mu głupio za to, że wszyscy widzieli jego rzygi.
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 52
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki, niewielka torebka (większa w środku) z podstawowymi eliksirami
Sakiewka: 20
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Sob Paź 06, 2018 3:13 pm   
   <Multikonta: Vaughn Anson


Mimowolnie się uśmiechnęła słysząc kąśliwą uwagę chłopaka, ale na uwagę o soczku momentalnie jej przeszło.
- Leo, czy byłbyś tak uprzejmy i sprawdził na ilu stołach jest sok z niespodzianką i oczywiście się go pozbył? – poprosiła spokojnym tonem. Nie miała problemu ze starszymi uczniami chowającymi butelki pod stołami, ale narażanie młodszych kolegów na poważniejsze konsekwencje picia alkoholu było zwyczajnie nieodpowiedzialne. I to niestety będzie musiała zgłosić do Dyrektor McGonagall, a naprawdę liczyła, że obejdzie się bez tego. Za jej czasów takie rzeczy były nie do pomyślenia. Choć z drugiej strony ktoś z jej roku transmutował sobie ręce w skrzydła i próbował wystartować z wieży astronomicznej, ale była ich własna głupota, a nie wina kogoś, kto dolał im czegoś do kawy przy śniadaniu.
- Dobra, mała dawka na początek, jak trochę ci przejdzie, będziemy korygować… - mruknęła bardziej do siebie niż do Jamala. Szybko zlustrowała go wzrokiem i oceniła ile może ważyć. Doszła do wniosku, że na razie osiem kropel wystarczy. Najwyżej dalej będzie odrobinę bardziej wesoły niż zwykle, ale przynajmniej. Odmierzyła odpowiednią dawkę, po czym przeniosła ją zaklęciem do ust chłopaka. Jasne, mogła szybko transmutować coś w łyżeczkę, ale tak było szybciej. Jeszcze zanim eliksir dotknął ust chłopaka, uprzedziła – Eliksir jest cierpki w smaku, ale… - tu zobaczyła na parkiecie jakieś zamieszanie. No pięknie. Carter nie mógł sobie wybrać lepszego momentu… Oczywiście zrobiła sobie mentalną notkę, żeby wysłać notkę z gratulacjami do profesor transmutacji, może nawet się szarpnie na jakiś mały prezent…? - … ci pomoże. – dokończyła pospiesznie i uśmiechnęła się łagodnie, odgarniając włosy z czoła chłopczyka. Zerknęła w kierunku stołu nauczycielskiego, ale z tej pozycji nie mogła złapać żadnej znajomej twarzy.
- Lepiej…? – spytała po kilkunastu sekundach, choć była przekonana, że zna odpowiedź. Rozejrzała się po najbliższych uczniach w nadziei, że znajdzie kogoś odpowiedzialnego. – Panno Patterson! – powiedziała podniesionym głosem. Dziewczę może orłem z eliksirów nie było, ale wiedziała, że jeżeli ją o coś poprosi, to zostanie to zrobione. – Proszę zabrać Jamala na świeże powietrze, niech trochę pooddycha z dala od oparów alkoholu. I proszę dopilnować, żeby wypił zawartość tej fiolki. – dodała, podając jej fiolkę z ciemnopurpurowym płynem.
Z cichym westchnieniem zaczęła szukać wzrokiem dyrektor McGonagall, żeby donieść o zaistniałej sytuacji, bo zdecydowanie lepiej, żeby o wszystkim dowiedziała się teraz, a nie po fakcie.
 
     

Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 6
Wiek: 22
Krew: Mugolska
Pupil: Kot - Hades
Różdżka: Pióro Feniksa ,10 cali, olcha, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 45
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Paź 06, 2018 11:53 pm   

Ponowne pojawienie się w Hogwarcie wywołało w Armstrongu burzę emocji, przy czym te pozytywne stanowiły jedynie niewielki odsetek chaotycznej całości.
Nic się nie zmieniło. Te same mury. To samo zdechłe powietrze, w którym nadal można było wyczuć nutę cierpienia i oszałamiającej desperacji. I jak zwykle problemy.
Nie spodziewał się, że postawienie stopy w zamku wywoła w nim tak silne odczucia i wspomnienia. Wiedział doskonale, że będzie nieprzyjemnie, ale żeby aż tak...
Bitewna pożoga, krzyki, martwe ciała. Inkantacja tej jednej, cholernej klątwy, która zmieniła tak wiele. Czarnowłosy auror czuł, jak jakaś niewidzialna siła uciskała mu wnętrzności i sprawiała, że całe to gówno, którego tak bardzo starał się pozbyć, ponownie wypływało na powierzchnię.
To już przeszłość, to już przeszłość powtarzał w myślach, starając się uspokoić samego siebie. Teraz jestem kimś innym .
I rzeczywiście był. Przeszedł przez piekło by udowodnić samemu sobie, że może. Że jest kimś więcej i że to nie doświadczenia kształtują człowieka, a chęć do zmiany i silna wola. Seth szybko postanowił wejść w tryb roboczy. Absolutne skupienie na zadaniu. To zawsze pomagało, przynajmniej trochę.
Z briefingu wynikało, że Hogwart ostatnimi czasy... cóż, w sumie to od ostatnich kilku lat, nie był bezpiecznym miejscem. Szmalcownicy w Hogsmeade, ten wybuch w Zakazanym Lesie, ataki na uczniów nie-do-końca-czystej krwi. Cholerne robactwo po tamtej bitwie rozlazło się jak jakaś zaraza . Może i był nowicjuszem jeśli chodzi o staż aurorski, ale na pewno nie brakowało mu ambicji i chęci do walki z tym ścierwem. A tak się złożyło, że Seth był w stu procentach przekonany, że niedługo będzie miał ku temu multum okazji. Nie licząc już nękających Hogwart dotychczasowych problemów, niedługo miał być organizowany Turniej Trójmagiczny. A to, proszę państwa, była wymarzona okazja dla każdego typa spod ciemnej gwiazdy na całych Wyspach do zrobienia czegoś przytłaczająco głupiego.
Dlatego też pomimo lokalizacji i związanymi z nią wspomnieniami, misja ta już od samego początku wydawała się być bardzo ekscytująca.
Dowództwo dało mi spory kredyt zaufania wysyłając mnie tutaj zaraz po szkoleniu. Zresztą oni doskonale wiedzą o moich... problemach, więc to pewnie celowy zabieg.
Wewnętrzny monolog doprowadził młodego aurora aż pod samą Wielką Salę. Nie zwrócił nawet większej uwagi na mijające go pary wystrojonych uczniów, choć niektórych mógł nawet znać albo kojarzyć jeszcze z czasów własnej edukacji w tym przybytku.
Zdawał sobie sprawę, że trwa bal, a on - jako auror, a w dodatku nijak nie pasujący wyglądem do reszty, będzie przez większość traktowany non grata. No ale cóż, taka praca.
Zresztą gdyby ktoś dobrze mu się przyjrzał i zwrócił uwagę na liczne elementy odzienia sugerujące identyfikację z mugolską subkulturą metalową, to mógłby po prostu uznać, że chłopak przebrał się za świra.
Dobra. Mam tam tylko stać i pilnować. Ewentualnie gapić się na dupy.
Wszedł do środka. Zastał go widok charakterystyczny dla wszelakich imprez i wydarzeń okolicznościowych; dziesiątki osób w kolorowych strojach tworzących atmosferę gwaru, ścisku i względnej elegancji. Tym razem jednak wyglądało na to, że byli czymś poruszeni. Auror rozejrzał się leniwie i spostrzegł potencjalne źródło ogólnosalowego jazgotu w pewnej parze.
No to wdepnąłem jak glizda w gówno. A tego to pojebało? To szkoła magii a nie dom schadzek. Już za moich czasów Hogwart szczytem klasy nie był, ale to już jest jakieś nowe dno. Rzucił sam do siebie w myślach, zdziwiony zarówno zaistniałą sytuacją, jak i faktem, że go ona zirytowała. Może jednak podświadomie darzył to miejsce jakimś pozytywnym uczuciem. Rozejrzał się jeszcze pobieżnie po sali, ale nie zauważył niczego nadzwyczajnego.
Nie licząc może kilkunastu naprawdę interesujących uczennic, ale tym razem niestety był na służbie. Gdzieś w oddali mignęła sylwetka profesor... nie, teraz już dyrektor McGonagall. Armstrong nie miał okazji rozmawiać z nią od czasu przybycia do Hogwartu, więc może przyjdzie na to czas. Minerwa była jedną z niewielu osób w całym Hogwarcie, którą Seth naprawdę szanował.
Chłopak skierował się w stronę stołu swojego byłego domu, Gryffindoru, uważając przy tym by nie rzucać się w oczy bardziej niż już to zrobił swoim spóźnionym, wyjątkowo nietrafionym wejściem.
Dopiero kiedy zbliżył się trochę do stołu Gryfonów, jego oczy przykuł kolejny zaskakujący widok.
Ja rozumiem schlane dzieci... ale pierwszaki? Czy ich, kurwa, wszystkich pojebało? Jeszcze brakuje tylko żeby McGonagall na środku sali zajarała blanta. Stanął nieopodal Jamala oraz pani profesor której nie miał jeszcze przyjemności poznać.
- Tsk, tsk, tsk. Powiedziałbym, że nic się nie zmieniło odkąd stąd wyszedłem - rzucił komentarzem w ich stronę - Ale byłoby to bardzo okrutne kłamstwo. Na jego twarzy zagościł szeroki, nieco perfidny uśmiech. Oparł się o ścianę i z prawdziwym zafascynowaniem spoglądał na pijanego pierwszaka. Ręce włożył do kieszeni płaszcza i położył prawą rękę na różdżce. Taki już miał zwyczaj - być gotowym zawsze i wszędzie.
 
     

Lynne Patterson
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 10 Wrz 2018
Posty: 34
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, daglezja, sztywna
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 14
Z. ofensywne: 9
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Paź 07, 2018 4:38 pm   

Słysząc swoje nazwisko, automatycznie wyprostowała się i rozejrzała wokół. Alkohol przemieszczający się leniwie w jej organizmie utrudnił jej trochę zlokalizowanie źródła głosu. Po dłuższej chwili zorientowała się, że mówi do niej profesor Schuyler. O cholera. Serce zaczęło jej szybciej bić ze stresu, powodując chwilowe rozjaśnienie umysłu. Czyżby nauczycielka zobaczyła, że jest pod wpływem i postanowiła ją ukarać? To byłby absolutny przypał tysiąclecia - grzeczna, nieśmiała i obowiązkowa Lynne Patterson dostaje pierwszy szlaban w życiu za romans z wiśniówką, 50% plus. Po chwili jednak profesorka wydała jej polecenie i dziewczyna zrozumiała, że jednak nie o to chodzi.
-Marcus, wybacz, ale profesor Schuyler mnie woła...sam rozumiesz. - uśmiechnęła się smutno. - Przepraszam, zatańczymy, jak wrócę. Zajmij się moim, eeee, zawiniątkiem, dobrze? Naczy jak ktoś będzie w potrzebie napicia się, to mu polej. A jak nie wrócę, to...weź je po balu i daj Laurze, żeby zostawiła mi gdzieś w okolicy mojego dormitorium. Baw się dobrze! - wyszczerzyła się i wstała od stołu. Pomachała koledze na pożegnanie i ruszyła w kierunku profesor Schuyler. Nauczycielka wciąż zajmowała się tym samym chłopcem. Wyglądał na pierwszaka i miał bardzo cierpiącą minę. Może się czegoś przestraszył, albo coś go boli? Chyba raczej to drugie, skoro ma go wyprowadzić na świeże powietrze.
Kiedy stanęła obok nich, przyjrzała mu się uważniej. Coś jej nie pasowało i dopiero po chwili zrozumiała, że mały jest napruty jak szpadel. No nieźle. A ona miała się nim zajmować. Sama będąc w stanie ogólnej wesołości. Do tego nie bardzo wiedziała, jak opiekować się jedenastolatkiem, nawet trzeźwym. Brata miała tylko starszego, a kiedy sama była w tym wieku, wszyscy dorośli czarodzieje zgodzili się, żeby bardzo niepełnoletni Harry Potter walczył na terenie szkoły ze smokiem i skakał w lutym do jeziora z wielką kałamarnicą i trytonami w środku. Nie był to najlepszy wzór do naśladowania. No trudno, musi dać radę.
- Jamal, tak? - uśmiechnęła się do chłopca. Miała nadzieję, że był to uśmiech pokrzepiający. - Chodź, idziemy na dwór. Posiedzimy sobie gdzieś w fajnym miejscu. Jak będziesz grzeczny, to wyczaruję ci bańki mydlane, albo coś.
Przejęła fiolkę od nauczycielki i delikatnie wzięła chłopca pod rękę, po czym poprowadziła go w kierunku wyjścia. Przechodząc obok drzwi, zobaczyła stojącego obok nich czarodzieja. Na oko był tylko kilka lat starszy od niej. Pewnie był studentem, albo świeżo upieczonym aurorem. Opierał się o ścianę i patrzył na chłopca z paskudnym uśmiechem. Lynne prychnęła w duszy zdegustowana. Jeśli takich ludzi wysyłają im do pilnowania szkoły, to szlifowanie przez sześć lat zaklęć defensywnych nie pójdzie na marne.

/zt
Ostatnio zmieniony przez Lynne Patterson Pon Paź 22, 2018 11:26 pm, w całości zmieniany 1 raz  
 
     

Alex Bułhakow
Uczeń | VII rok
Dołączył: 22 Mar 2018
Posty: 110
Wiek: 17
Krew: Czysta
Różdżka: Włókno z wątroby chimery, 9.5 cala, Cis, Giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 3
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Paź 07, 2018 10:00 pm   

Alex chodził po sali w dość podłym nastroju. Szukał miejsca gdzie mógłby trochę odreagować. Nawet wpadł mu w oko jeden pierwszoroczniak. Nawet zaczął rozważać czy nie trzepnąć go jakimś porządnym zaklęciem. Wyglądał na pijanego więc chyba niezbyt by mógł go skojarzyć. Pomijając jednak wątpliwą moralność takiego czynu to na sali nie brakowało świadków. Coś jednak przyganiało go do takiego czynu. Nim jednak zdołał popełnić ten błąd Jamal został otoczony opieką opieką dziewczyny. Odprowadził wzrokiem parę nieco napastliwym spojrzeniem. Wydawało mu się, że nauczyciele zaczęli nieco bardziej się uaktywniać. Chyba bal wymknął się spod kontroli. Skierował się w kierunku najbliższego profesora którego widział. Była to Profesor Jo Schuyler.
Pani profesor... Zaczął odzywając się do niej nim doszła do pokoju nauczycielskiego. Zawahał się jednak przez moment nie wiedząc co powiedzieć. W ogóle dlaczego zdecydował się do niej podejść? Chyba po prostu chciał się czymś zająć.
Ee... Wszystko w porządku? Zamierza pani profesor zakończyć bal? Zapytał.
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 152
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Nie Paź 07, 2018 10:38 pm   
   <Multikonta: --


Powoli opróżniała kolejną butelkę. Zaczynała już odczuwać negatywne skutki tak szybkiego picia alkoholu. Całe szczęście Lidka nie wyglądała jakby chciała się gdzieś udać. Bal już nie bardzo ją interesował, właściwie siedziała tu tylko z powodu tej dziwnej umowy z Covenbreezem. Po co ona dała się wmanewrować w coś takiego? Jakim cudem wydawało jej się, że to świetny pomysł?
Warknęła coś pod nosem i po raz kolejny napełnia kubek. Świetnie. Przyszła tu z Alexem, którego urazila i ten sobie poszedł. W dodatku był on głównym powodem jej złego humoru i zmartwień. W ogóle miała wrażenie, że jej życie ostatnio krąży wokół niego i tego głupiego ślubu.
Wypiła zawartość kubka i wstała. Świat zatańczył jej przed oczami i klapnęła ciężko na swoje miejsce. No to chyba tu zostanie. Lidka proszę zostań gdzie jesteś.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2503
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Paź 10, 2018 5:27 pm   

Dyrektor McGongall bawiła się na tym przyjęciu na swój sposób. Niby poważna funkcja zobowiązała ją do trzymania poziomu, ale odrzucony przez pozostałą część kadry profesor mugoloznastwa słusznie dotrzymywał jej towarzystwa, zabawiając ją rozmową, mało śmiesznymi anegdotkami i czasem nawet nalewając jej trunku do pucharu, co nieco poprawiło humor szefowej Hogwartu. Po odstawieniu sztuczki z fortepianem i wiadomym show, dyrektorka ożywiła się na tyle, żeby wniknąć w tłum gości, a nie tylko tkwić na swoim tronie przy stole nauczycielskim. McGonagall wpierw wyłowiła z tłumu młodego aurora, Armstronga i do niego skierowała się na początku.
- Panie Armstrong... witamy z powrotem w szkolnych murach. Nie chciałabym przerywać panu zabawy, ale skoro jest pan dyspozycyjny, będę wdzięczna jeśli zajmie się pan dla mnie jedną sprawą. Gdyby mógł pan rzucić okiem na pokój życzeń na siódmym piętrze... - zaczęła wyłuszczając aurorowi sprawę.- Dostaliśmy niedawno zalecenie z Ministerstwa, żeby zablokować pokój życzeń. Zalecenie zostało wykonane, ale mam obawy, że to nie wystarczy. Gdyby mógł się pan tam udać i sprawdzić to miejsce. Rozumie pan... po tym wszystkim, muszę mieć pewność, że Hogwart jest bezpiecznym miejscem. - poleciła, po czym znacząco spojrzała na młodego aurora, ale nie było jej dane dłużej porozmawiać z panem Armstrongiem, bo jej uwagę przykuło zamieszanie w pobliżu stołu Gryffindoru, gdzie od razu pośpieszyła.- Na Merlina... co tu się dzieje... panie Attah! - ze zdumieniem i pewnym niedowierzaniem wbiła swoje czujne spojrzenie w pierwszorocznego ucznia odprowadzanego przez starszą krukonkę. - Profesor Schuyler... czy wszystko w porządku? - przystanęła przy nauczycielce eliksirów dostrzegając, że miała największy udział w leczeniu młodego miłośnika napojów procentowych i zapewne największą orientację co do jego stanu zdrowia.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Jamal Attah
Uczeń | I rok
Dołączył: 16 Lip 2018
Posty: 53
Wiek: 12
Krew: pół na pół
Pupil: sowa Bundi
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 11 cali, Jałowiec, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3/100
Zielarstwo: 2/100
Transmutacja: 3/100
Z. zwykłe: 5/100
Z. ofensywne: 5/100
Z. defensywne: 5/100
Miotlarstwo: 7/100
Wysłany: Śro Paź 10, 2018 7:41 pm   

Jamal czuł się odrobinę lepiej. W końcu pozbył się już całej "trucizny" z organizmu. Nie miał sił aby buntować się przeciwko wzięciu eliksiru. Tak więc posłusznie go połknął. W jego mniemaniu gorzej i tak nie mogło już być.
Chłopiec czuł że powoli wraca mu świadomość. Zaczynał zdawać sobie sprawę z tego że zrobił niezłe zamieszanie. Żeby tylko starsi nie mieli do niego pretensji. Gdyby Jamal miał te szesnaście-siedemnaście lat, i chciał się napić na szkolnym balu, to wkurzyłby się gdyby jakiś gówniarz upił się i tym samym popsuł jego plany.
Chłopak wyglądał za pewnie źle. Opuchnięte i podkrążone oczy w których widać było zmęczenie. W ciągu jednej chwili dusza chłopca zestarzała się o jakieś trzydzieści lat. Nie miał nawet siły żartować z tej sytuacji. Świat wirował mu już mniej, jednak bolała go głowa i miał sucho w ustach.
Niechętnie wstał i spojrzał na dziewczynę która miała się nim zająć. No świetnie, jeszcze ona powinna mieć pretensje o niego za przeszkodzenie jej w balu.
Jamal wyszedł z dziewczyną na zewnątrz, nie odzywając się dopóki nie usłyszał czegoś co w tym momencie bardzo go rozdrażniło.
-Nie mam ośmiu lat.- powiedział chłodno, ciesząc się świeżym powietrzem. Ten zazwyczaj wesoły rozrabiaka czuł się teraz jak wrak człowieka. Mimo wszystko nie chciał być nie miłym wrakiem człowieka.
-Ale bańki są spoko- rzucił z wymuszonym uśmiechem. Chłopak tej nocy pewnie szybko nie zapomni, zakładając że cokolwiek pamięta.
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 52
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki, niewielka torebka (większa w środku) z podstawowymi eliksirami
Sakiewka: 20
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 5:12 am   
   <Multikonta: Vaughn Anson


Pomimo tego, że ufała Pannie Patterson, czujnym wzrokiem odprowadziła ją do wyjścia; nie chciała ryzykować, że ktokolwiek ich zaczepi lub rozproszy, a słysząc komentarz… po ubiorze wykluczyła opcję kogoś z delegacji, na ucznia był za stary… młodego aurora, szczerze pożałowała, że nie była o przynajmniej dwadzieścia lat młodsza, bo jeżeli nie oberwałby w tym momencie klątwą, to jego twarz nawiązałaby bardzo szybką i intymną relację z jej pięścią. Jednak jako osoba dorosła i jakby nie patrzeć – autorytet dla wielu obecnych tu dziś uczniów nie mogła sobie na to pozwolić, choć nie wątpiła, że gdyby puściły jej nerwy, to stałaby się tematem plotek przez najbliższe kilka dni. Dlatego jedynie wzięła głęboki oddech i spojrzała z lekkim uśmiechem w kierunku mężczyzny i zaczęła w głowie wymieniać alfabetycznie składniki do jednej z najbardziej paskudnych trucizn, jakie znała – to pomagało utrzymać jej maskę grzecznej obojętności.
Słysząc ostry głos dyrektor McGonagall, momentalnie odwróciła się w jej kierunku, jeszcze zanim ta wypowiedziała jej nazwisko.
- Sytuacja została opanowana. – powiedziała, mając na myśli stan Jamala, oczywiście pozostała jeszcze sprawa znalezienia winnego, ale do tego raczej będzie trzeba zatrudnić większą ilość nauczycieli. – Ktoś dolał alkoholu do soku i resztę można sobie dopowiedzieć. – w jej głosie wyraźnie było słychać dezaprobatę. Nie miała pojęcia który z uczniów był aż tak inteligentny inaczej, ale gdyby była opiekunką domu, to nie ważne kto by to zrobił, jej podopieczni i tak usłyszeliby przemowę o negatywnym wpływie alkoholu, zwłaszcza na młode, rozwijające się umysły. Dobrze wiedziała, że starsi uczniowie w duchu tylko parskaliby śmiechem, ale może przynajmniej następnym razem polewaliby tylko sobie, a nie niewiedzącym lepiej pierwszakom.
Tu poszukała wzrokiem Leo, ale niestety nigdzie nie mogła go znaleźć, więc nie mogła spytać, jak miała się sytuacja doprawionych napojów. – Poprosiłam profesora Covenbreeze, żeby tym zajął, powinien to właśnie teraz robić. Nie chcemy przecież, żeby innym uczniom coś się stało. – dodała, mając szczerą nadzieję, że nie będą mieli kolejnego incydentu. Spodziewała się tego, że będzie musiała odsyłać co bardzie wstawionych szósto i siódmoklasistów do łóżek, sama w ich wieku też lubiła sobie umilić tego typu przyjęcia, ale bez przesady. A skoro pierwszą rzeczą, którą musiała zrobić po wejściu do pomieszczenia było odratowanie pierwszaka, to aż bała się pomyśleć, co dopiero miało nastąpić.
_________________
I balanced all, brought all to mind,
The years to come seemed waste of breath,
A waste of breath the years behind
In balance with this life, this death.
 
     

Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 6
Wiek: 22
Krew: Mugolska
Pupil: Kot - Hades
Różdżka: Pióro Feniksa ,10 cali, olcha, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 45
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Paź 13, 2018 9:36 pm   

Na pewno nie spodziewał się tego, że dyrektor McGonagall sama przedrze się przez tłum nawalonych dzieciaków aby go powitać, ale jak bardzo szybko się okazało - nie zrobiła tego zupełnie bezinteresownie i z czystej dobroci serca.
Uśmiechnął się odruchowo kiedy tylko dotarło do niego, że jego ukochana pani profesor zwróciła na niego swoją uwagę i z zainteresowaniem wysłuchał co miała mu do powiedzenia.
Pokój życzeń, co? Hm. No na pewno będzie to ciekawsze od stania tutaj i pilnowania pijanych dup. Chociaż... Toczył ze sobą wewnętrzny monolog, który musiał jednak przerwać by udzielić odpowiedzi.
- Zajmę się tym bezzwłocznie. - odparł spokojnym, życzliwym tonem. Na szczęście podczas briefingu udzielono aurorom informacji na temat sekretnych przejść i tajemnych pomieszczeń w zamku, bo inaczej osoba dysponująca odpowiednią wiedzą, którą notabene nawet będąc uczniem nie jest trudno posiąść, miałaby nad nimi ogromną przewagę. Oczywiście domyślał się, że nie wszystko im powiedziano - choćby dlatego, że w samym Hogwarcie pewnie roiło się od sekretów, które zostały zapomniane już pokolenia temu. To dość logiczne i oczywiste kiedy ma się do czynienia z magiczną strukturą z tak bogatą historią.
Auror rozejrzał się jeszcze po sali, szukając czegos potencjalnie podejrzanego. Na dobrą sprawę McGonagall była jedyną osobą, której sam Seth ufał w kwestii zapewnienia uczestnikom bezpieczeństwa. Reszta wyglądała na kompletnie schlaną, niekompetentną albo prezentowała połączenie tych cech.
Stwierdzając, że wszystko jest względnie w porządku - na standardy Hogwarckie, nie aurorskie - ruszył w kierunku wyjścia z sali.
 
     

Leo Chamberlain
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 25 Mar 2014
Posty: 126
Wiek: szesnaście
Krew: czysta
Różdżka: włos mantikory, sykomora, 11 cali, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, paczka musów świstusów
Sakiewka: 0 galeonów
Poziom życia: 100
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 23
Z. defensywne: 7 i 1
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Śro Paź 17, 2018 1:09 pm   

Leo spędził większość balu z grupą Ślizgonów z jego roku. W sumie całkiem nieźle się bawił. Było trochę rozmów, śmiechów, żartów. Udało mu się parę Ślizgonek zaprosić do tańca. No a potem ktoś skombinował "sok z gumijagód" i atmosfera zdecydowanie się rozluźniła. W niektórych miejscach na sali nawet za bardzo. Leo spełnił parę toastów, ale nie pił dużo ani szybko. Lekki szum w głowie był przyjemny, ale nie podobała mu się możliwość utracenia kontroli nad tym co się dzieje. No, ale grupa z którą się trzymał rozproszyła się po Hogwarcie. W sumie Leo też miał zamiar się zmywać, tyle że przyuważył Beatrix. Która nie wyglądała jakby dobrze się bawiła to raz, a dwa chyba nawet nie bardzo była w stanie stąd.
W każdym razie chłopak zmienił kierunek w którym szedł i stanął przed Ślizgonką.
-Hej- rzucił w jej stronę. Dając jej moment na skoncentrowanie wzroku na jego skromnej osobie.
-Jest jakaś szansa, że mogę Ci poprawić humor, a tym przestaniesz upijać się w trupa? - zagaił. - jestem skłonny rozważyć rzucenie komuś klątwy w plecy- dodął jeszcze i bez pytania dosiadł się obok. Przy okazji sięgnął po butelkę, którą z taką determinacją wcześniej opróżniała.
-Łupy wojenne ze stołu nauczycielskiego? - rzucił z lekkim uśmiechem i upił z niej spory łyk.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 0,62 sekundy. Zapytań do SQL: 11