Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Tytuł bardzo roboczy
Autor Wiadomość

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 61
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Nie Wrz 16, 2018 3:54 pm   Tytuł bardzo roboczy
   <Multikonta: MSP | RL
 

Gdyby zapytać Vince’a o to, co najbardziej lubi w Hogwarcie, bez chwili zawahania odpowiedziałby, że Quidditch. Chociaż wychował się we w pełni magicznej rodzinie, przed pójściem do szkoły nie miał z tym sportem zbyt wiele wspólnego, ale już od pierwszych lekcji miotlarstwa zupełnie się w nim zakochał. Poza tym, latanie okazało się też być jedną z nielicznych rzeczy, które wychodziły mu od samego początku (żeby nie powiedzieć jedyną), a miłość do dyscypliny nie zelżała ani na moment, nawet gdy została połączona z odpowiedzialnością kapitana drużyny. Najchętniej spędzałby na boisku każdą wolną chwilę, ale oprócz przyjemności istniały także obowiązki i książki, od których nie mógł uciec podczas nauki w Hogwarcie… Była też jeszcze jedna kwestia, niezbyt przyjemna i zdecydowanie niechciana, ale też trudna do ominięcia czy zignorowania. To właśnie przez tę nieznośną rzecz był zmuszony opuścić boisko przedwcześnie, co chyba przeszkadzałoby mu nawet bardziej, gdyby nie oszałamiający ból w przedramieniu i brudząca jego szatę krew…
Wypadek przy pracy lub nieszczęśliwy wypadek, tak najprościej uchwycić istotę obecnej sytuacji. Treningi w teorii powinny być mniej niebezpieczne niż mecze, ale najwyraźniej ostatni rok bez kontuzji wyczerpał szczęście Rowle’a do reszty, czego dowodem było pokaźne złamanie kości przedramienia spowodowane uderzeniem tłuczka. I tyle byłoby z treningu.
Na całe szczęście dla drużyny Puchonów, kapitan oberwał w rękę dopiero pod sam koniec zajęć. I wcale nie chodzi o to, że musieliby przerwać wcześniej, tracąc cenny czas rezerwacji boiska, tylko o to, że Vince nie dałby się tak łatwo zaciągnąć do skrzydła szpitalnego… w teorii, bo w końcu rana była dość poważna i nawet tak zapalony sportowiec jak on wiedział, że z ewentualnym krwotokiem ot tak sobie nie wygra… a już na pewno nie złapie pałki oburącz i nie odbije złośliwej piłki dostatecznie mocno, by nie oberwać po raz kolejny.
Tak czy owak, Vince skończył ostatecznie pod drzwiami do gabinetu szkolnej pielęgniarki, oczywiście z całą swoją drużyną w komplecie. Złamanie nie wyglądało najlepiej, ale, hej, przynajmniej udało mu się nie spaść z miotły i wylądować na ziemi, a co za tym idzie, kontuzja ograniczyła się tylko do uderzonej tłuczkiem ręki.
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 155

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 12:52 am   
   <Multikonta: MD | FL
 

Lubiłaby Quidditcha, naprawdę, gdyby tylko zdarzyło jej się wybrać inne życiowe powołanie. Magiczny sport wymagający wznoszenia się na spore wysokości i obejmujący dwie piłki, których jedynym celem jest doprowadzenie graczy do uszkodzeń fizycznych, z miejsca kwalifikował się jako utrapienie każdego szanującego się pracownika służby zdrowia. I pomyśleć, że kiedyś z takim zapałem wysiadywała na trybunach, by kibicować zawodnikom w barwach swojego domu! Te czasy z pewnością minęły i teraz, jeśli w ogóle była w stanie stawić się na którymś meczu, nie mogła pozbyć się pewnej uporczywej nerwowości. Troska o zdrowie uczniów nie pozwalała cieszyć się dobrą grą, ale kazała przejmować się tym, czy któryś zaraz nie oberwie tłuczkiem lub nie zleci z miotły. Różne już były przypadki i nawet jeśli w czasach szkolnych patrzyło się na nie dość pobłażliwie, odpowiedzialna funkcja pielęgniarki powodowała zmianę podejścia o dość radykalny kąt.
Oprócz meczów były jeszcze treningi, często nawet bardziej niebezpieczne ze względu na nieobecność nauczyciela. Teraz właśnie miała przed sobą takiego delikwenta, w dodatku w otoczeniu całej drużyny. Tak, może niech jeszcze zejdzie się cały rocznik, albo w ogóle wszyscy uczniowie? Wciśnięcie wszystkich mieszkańców zamku do jednego, maleńkiego Skrzydła Szpitalnego brzmiało przecież jak wspaniały pomysł.
- Mam nadzieję, że nikt poza panem... - Tutaj nastąpił ten moment, w którym młodzik albo przedstawił się sam, albo prawidłowe nazwisko podrzucił pielęgniarce któryś z jego kolegów. - ... nikt poza panem Rowle nie doznał uszkodzeń. - Przebiegła pobieżnie wzrokiem po drużynie, pewnie już drżącej z przejęcia o stan swojego kapitana. Urocze. - W takim razie proszę wyjść, a pana proszę do sali. - Wskazała gestem dłoni odpowiedni kierunek, choć oczywiście każdy uczeń wiedział, gdzie znajduje się główna część Skrzydła Szpitalnego. Tam też pierwsze łóżko od strony wejścia służyło zazwyczaj za izbę przyjęć, ono lub jedno ze stojących obok krzesełek - to już w zależności od powagi obrażeń. Tam też właśnie powinien usadzić się Puchon, żeby w ogóle mogli zacząć działać i przywrócić go do zdrowia.
- No, to pokaż tę rękę - zakomenderowała, przywołując na twarz uprzejmy uśmiech. Momentami mogła wyglądać na groźną, ale wystarczyło dać jej kilka minut, by pokazała łagodniejszą stronę. - Niech zgadnę, tłuczek?
 
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 61
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Pon Paź 29, 2018 4:29 am   
   <Multikonta: MSP | RL
 

– Rowle – gorliwie podsunął jeden z członków drużyny, jak najszybciej chcąc oddać swojego kapitana w zaufane ręce, zanim ten padnie na posadzkę z powodu zbyt dużej utraty krwi i oczywiście zrobi to bez ostrzeżenia, bo nie będzie chciał nikomu sprawiać problemów i degradować do roli swojej osobistej podpórki.
Nie, nie. Tylko ja – zapewnił pielęgniarkę sam poszkodowany. Przecież gdyby komuś z reszty Puchonów stało się coś poważnego to oni byliby wypchnięci na pierwszy plan, a nie sam Vince… który w dodatku nie potrafił przetłumaczyć im, że poradzi sobie samodzielnie albo przynajmniej z samym tylko Terrym lub Ilem. Jak na złość, nawet jego najlepsi przyjaciele nie chcieli słuchać. W obliczu autorytetu pielęgniarki nie mieli jednak nic do gadania i już po chwili opuścili Skrzydło Szpitalne, nie bez poklepania chłopaka po ramieniu. Rowle posłał im ostatni uspakajający uśmiech – naprawdę nie umierał, a przynajmniej wydawało mu się, że tak nie jest – zanim zniknęli na dobre, a on zajął właściwe miejsce wskazane mu przez pielęgniarkę.
Bez szemrania podciągnął rękaw, żeby kobieta mogła zobaczyć obrażenia. Skrzywił się przy tym wyraźnie, ale przynajmniej nie oponował ani nie krzyczał. Może to kwestia tego, że nie po raz pierwszy został kontuzjowany na boisku? Absolutnie nie przywykł do kości pogruchotanych przez tłuczek (to nie o to chodziło), ale też nie miał najmniejszej ochoty sprawiać pani Winchester więcej problemów, niż to już na tym etapie miało miejsce. Wystarczy, że kobieta musiała użerać się z otwartym złamaniem i krwią, która pewnie zdążyła już w kilku miejscach skapnąć na posadzkę (Vince nie musiał sprawdzać, żeby się tego domyślić) przez pośpiesznie wyczarowany opatrunek.
Tłuczek – przyznał z zakłopotanym uśmiechem. No bo jak to tak, nie dość że kapitan, to jeszcze pałkarz i na treningu obrywa jedną z tych piłek, z którymi powinien być najlepiej zaznajomiony ze wszystkich innych graczy na boisku. Cóż, na pewno zafundował sobie powtórkę z zasad ich funkcjonowania i tego jak bardzo potrafią dać w kość. – Naprawdę przepraszam za kłopot – dodał szybko i ciężko się było dopatrzeć w tym jakiegoś błagania o łagodniejsze traktowanie pomimo własnej głupoty. Nie starał się specjalnie przypodobać pielęgniarce ani nic z tych rzeczy… on serio czuł się winny, dokładając jej pracy z tak głupiego powodu jak własna nieuwaga, podczas gdy w Skrzydle Szpitalnym na pewno mogło być przynajmniej kilkoro innych uczniów, rzeczywiście chorych lub w bliżej nieokreślony sposób poszkodowanych.
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 155

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka, książka
Sakiewka: 18g
Genetyka: pół-wila
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Paź 29, 2018 7:38 pm   
   <Multikonta: MD | FL
 

Od razu zrobiło się luźniej, kiedy reszta drużyny posłusznie wykonała odwrót ze Skrzydła Szpitalnego. Dodatkowy tłumek gapiów nie był nikomu potrzebny i na pewno nie pomagał się skupić na właściwym problemie. To była chyba jakaś właściwość graczy Quidditcha, że ilekroć któryś ucierpiał na meczu lub podczas treningu, czuli się zobowiązani do towarzyszenia mu najdłużej, jak tylko to możliwe. Widok szpitalnego łóżka otoczonego kilkoma lub kilkunastoma uczniami z domu nikogo nie dziwił i zazwyczaj byli to właśnie przyjaciele z drużyny. Duch wspólnoty potrafił być nieoceniony, to prawda, a wsparcie znajomych odgrywało dużą rolę w procesie zdrowienia, ale na litość - uszkodzony delikwent musiał mieć też chwilę czasu na oddech. A pielęgniarce należał się spokój podczas pracy, bo w przeciwnym wypadku pewnie robiłaby błąd za błędem.
-[color=$003440] A więc tłuczek[/color] - powtórzyła, jakby nazwa przeklętej piłki wypowiedziana odpowiednią ilość razy miała cofnąć uraz, który został przez nią spowodowany. Ha, może nawet dałoby się pozbyć kłopoty w ten sposób, ale wtedy trzeba by też pewnie narysować na podłodze misterne wzory, zapalić świece i złożyć ofiarę z dziewicy, czy też coś równie absurdalnego. Już lepiej poradzić sobie klasycznymi metodami, przynajmniej nie narobi się bałaganu.
- Nie ma za co przepraszać, od tego tu jestem. - Posłała Puchonowi ciepły uśmiech, nieco rozbawiona tym, że w ogóle czuł się winny. Wypadek to w końcu wypadek, jaki mógł mieć na niego wpływ? Na sumieniu ciążyła mu może pewna nieostrożność, ale absurdalnym byłoby zakładać, że sam na siebie ściągnął taki los. Jakkolwiek daleko w historię by nie sięgnąć, tak świata magicznego jak i mugolskiego, sport zawsze wiązał się z ryzykiem urazów i nie wyglądało na to, by w przyszłości miało się to diametralnie zmienić.
- Rozprawimy się z tym raz-dwa. Postaraj się nie ruszać - poleciła, siadając na ustawionym przy łóżku taborecie. W jednej ręce przytrzymała uszkodzoną kończynę Rowle'a, drugą dobyła różdżki i szepnąwszy zaklęcie, zamarła w bezruchu. Całkowite wyleczenie wymagało silnego skupienia i trzykrotnej inkantacji, dlatego nawet nie oderwała wzorku od złamania. Dopiero kiedy wszystkie elementy powróciły na swoje właściwe miejsce, wyprostowała się i pozwoliła sobie na głębszy oddech.
- W porządku? Spróbuj poruszać ręką, sprawdź czy wszystko gra. - W międzyczasie jednym machnięciem różdżki pozbyła się plam krwi tak z szat chłopca jak i z podłogi. Kafelki zresztą i tak prosiły się o czyszczenie, bo przejęta drużyna wprawdzie wyszła, ale pozostawili po sobie pamiątkę w postaci śladów zabłoconego obuwia.
_________________


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 0,43 sekundy. Zapytań do SQL: 10