Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Cieplarnie
Autor Wiadomość

Terrence Lee
Uczeń | V rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 55
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Czw Paź 11, 2018 6:23 pm   
   <Multikonta: Bianchie


Kiedy trzeba było, Lee potrafił brać sprawy w swoje ręce i podejmować decyzje. Z jakiegoś powodu, przez pewien czas był uznawany za lidera ich grupy, co w sumie miało sporo racji bytu. Il wiedział zbyt mało o ich świecie, więc potrzebował czasu i przewodnika by się w nim odnaleźć. Vincent zaś musiał nabrać pewności siebie i nauczyć się, ze ma prawo do własnych opinii. Siłą więc rzeczy to Terrence stał się ich siłą napędową i to taką, która trwała już od pierwszej przejażdżki Hogwart Expresem. Teraz kiedy widział, że jego przyjaciel ma problem z podjęciem decyzji, zwyczajnie go wyręczał, doskonale wiedząc jak jest dla niego trudne. Poza tym naprawdę lubi Davies, więc współpraca z nią wydawała mu się jak najbardziej w porządku. Ten mały kurdupelek nie dawał sobie w kasze dmuchać, a do tego miał świetne poczucie humoru. Czego chcieć więcej, żeby przetrwać usypiające zajęcia.
Nie spodziewał się, że lekcja obierze taki obrót, że rozlegną się kryzki i panika. Aż się wzdrygnął, kiedy szyby nie wtrzymały od natężenia decybeli a szkło poleciało dookoła nich. Nic przyjemnego. Naprawdę miały aż tak silną reakcje na zwykłą żywicę i właściwości maków? Czy raczej próbowały zwrócić na siebie uwagę? Ciężko stwierdzić. Z zamyślenia jednak wyrwał go nauczyciel zadając pytania tym razem skierowane w ich stronę. I to takie, których niestety nie dawało się uniknąć.
-Może to, ze są niepraktyczne. Ciężko raczej zadbać o te rośliny samemu sobie przy tym nie szkodząc. Oczywiście są zaklęcia ochronne jak to będziemy chociażby robić teraz, ale myślę, ze łatwo byłoby się pryz tym zapomnieć. Dodatkowo, łatwo w nich stracić poczucie czasu jeśli pomimo środków ochronnych, oddziaływanie kwiatów okaże się silniejsze. Plus wracając do niepraktyczności, maki rzucają się w oczy, więc od razu wiemy z jaką przeszkodą mamy do czynienia. – wzruszył ramionami. Ogólnie, te rośliny nie robiły na nim wrażenia. Ot kwiatki o specyficznym zapachu i działaniu mogące dać komuś niezły odlot. Do tego łatwo było je zniszczyć, więc jaki z nich pożytek. – A plus, który wcześniej wspomniałem, czyli ich widoczność. Mam na myśli skoro są tak rzucające się w oczy, to łatwo ochronić przed nimi dzieci? W sensie, wiedzą, ze do czerwonych kwiatków nie wolno się zbliżać nawet jeśli są ładne? – zaproponował nie będąc do swojego pomysłu kompletnie przekonanym. Serio jakie to zielsko miało plusy? Żadnych. Albo to Terry myślał zbyt wąsko. Mimo to odpowiedź na pytanie nauczyciela padła, więc nie można było powiedzieć, ze zrobił coś źle czy nie wykonał polecenia. Raczej pokazał przy nim typową dla siebie lekkoduszność.
-Tak jest jaśnie pani – teatralnie jej się pokłonił i gestem ręki wskazał drogę wśród maków. Teraz pozostawało wymyślenie jakiejś ciekawej formy by zabrać ją z tego pola i przy okazji nie dostać za to po głowie. Zerknął na pozostałych chcąc zobaczyć co też im chodziło po głowie i wtedy na to wpadł. Zadanie raczej trudne i wymagające skupienia ale znowu, czy Terrence Lee nie podjął kiedyś wyzwania? –Mad, tylko nie krzycz i się nie ruszaj! – zawołał w jej kierunku po czym skierował na nią różdżkę. –Vitis vinifera- zawołał wyraźnie i z odpowiednią intonacją poruszając różdżka w prawą stronę, wykonując jeden pełny obrót i drugi krótszy. Z ziemi wystrzeliły pnącza winorośli oplatające dziewczynę i unoszące ją nad ziemie. Wtedy tez Terry rzucił drugi czar, jakim było Accio i dzięki skupieniu przyciągnął do siebie kokonik z puchonką. Pnącza po chwili zniknęły uwalniąc ją, a Lee pokłonił jej się nisko w podzięce za owocną współpracę.
 
     

Laura Robertson
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Wrz 2018
Posty: 28
Wiek: 15 lat
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Pióro dirikraka, 11', Kasztanowiec, Sztywna
Sakiewka: 50G
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 11
Wysłany: Czw Paź 11, 2018 6:42 pm   
   <Multikonta: --


Po małym incydencie z rękawiczkami profesor Matveyev przybiegł sprawdzić czy coś mi się stało.
Dziękuję profesorze, wszystko dobrze. W moich rękawiczkach był liść, ale bohatersko poradziłam sobie z tym zagrożeniem. Odpowiedziałam spokojnie i pełną powagą tak, jakbym wierzyła że rzeczywiście było coś bohaterskiego w skakaniu po rękawiczkach, by pozbyć się z nich liścia. Nauczyciel próbując powstrzymać się od śmiechu po takiej odpowiedzi wskazał tylko na klamerkę która była na moim nosie.
A… klamerka - musiałam zostawić różdżkę w dormitorium. W końcu na zielarstwie i tak zazwyczaj ich nie potrzebujemy. Rośliny karmimy światłem, wodą i miłością - to jest największa magia. - Uśmiechnęłam się radośnie ukazując dołeczki w policzkach. W odpowiedzi Profesor podał mi swoją różdżkę każąc zwrócić jak skończymy ćwiczenie. No i pozbyć się klamerki. Ale to było chyba niewykonalne. Gdy najpierw rzucę bąblogłowego, wówczas nie będę mogła dostać się do środka bąbla by ją zdjąć. Gdy najpierw zdejmę klamerkę, wówczas maki mnie uśpią i nie zdążę rzucić zaklęcia.
Patowa sytuacja. Skoro tak czy siak będę musiała mieć tą klamerkę na nosie, to postanowiłam nie rzucać bąblogłowego - tylko by mi się włosy rozczochrały, albo coś. Klamerka powinna wystarczyć.

Na czas zajęć zostałam połączona z Marcusem, chłopak był o rok wyżej, ale również Krukon więc nie powinno być większych kłopotów z komunikacją między nami. O ile nie zapomni języka w gębie ani głowy w innym miejscu na mój widok. Podobno był kobieciarzem, co oznaczało że powinnam się od niego trzymać z daleka. Do tego ostatnio próbował podrywać inną krukonkę, chyba Lynne a my jesteśmy zawsze solidarne względem siebie. No ale przecież na zajęciach nic takiego się nie wydarzy. Prawda? Odgarnęłam lśniące włosy na których tańczyły promyki światła wpadającego przez szyby zielarni.

Pierwsze ćwiczenie polegało na magicznym sposobie wyciągnięcia kogoś z pola maków, a profesor zadecydował, że to ja będę tą która ratuje kompana. Ech… świetnie. W sumie pewnie bym go nie uniosła gdybym musiała stosować niemagiczne sposoby, więc dla sprawiedliwego podziału nauczyciel miał kropelkę racji. Ale to będzie znaczyć że gdy ja będę nieprzytomna (albo udawać nieprzytomną) to chłopak będzie musieć mnie wyciągnąć. Mam nadzieję, że jego ręce nie zawędrują nie tam gdzie trzeba, bo byłoby… paskudnie. Ale o tym na razie nie trzeba się martwić. Teraz kolej na wymyślenie jakiegoś zaklęcia by go stamtąd wyciągnąć.

Może Carpe Retractum? Stworzyłabym wtedy linę, za pomocą którą mogłabym go wyciągnąć pozostając w bezpiecznej odległości. Ale przecież on jest ode mnie znacznie cięższy. Pewnie chcąc go wyciągnąć sama bym wpadła w maki. Nie, to nie jest dobry pomysł. Więc skoro nie mogę go wyciągnąć, to może po prostu go wypchnę poza zasięg maków. Depulso będzie w sam raz. Tylko muszę uważać by nie uderzyć za mocno.

Przygotuj się Marcepanku! - Depulso - rzuciłam zaklęcie wskazując różdżką w kierunku Marcusa. Jednak wynikł mały problem. To nie moja różdżka. Różdżka profesora Matveyeva nie chciała się słuchać i zachowywała się zupełnie nie tak jak powinna. Zamiast popchnąć kolegę siła zaklęcia ledwie poruszyła kilka najbliższych maków. Oznaczało to więc, że muszę włożyć w to zaklęcie więcej siły.
Depulso - spróbowałam jeszcze raz, ze stanowczością nieco głośniej niż poprzednio. Niestety i tym razem zamiast przesunąć kolegę zaklęcie wygięło maki, lecz już na większym obszarze niż poprzednio. Muszę więc rzucić jeszcze silniejsze zaklęcie.
Depulso!!! - wykrzyczałam kierując różdżkę w kierunku Marcusa uwalniając tyle energii ile mogłam w nadziei, że tym razem wystarczy i kapryśna różdżka nauczyciela w końcu nagnie się do mojej woli.

Zadziałało aż za dobrze. Zamiast odepchnąć Marcusa tak by ten wyleciał na krawędź pola maków, zaklęcie uderzyło go z całej siły. W rezultacie chłopakiem cisnęło jak szmacianą lalką w powietrze, przeleciał przez całą cieplarnie i wyrżnął w ścianę z łoskotem.

Przepraszam, przepraszam! Ja nie chciałam, to ta różdżka! Nic Ci nie jest? - pobiegłam przepraszać partnera. Takie zdarzenie musiało przyciągnąć nauczyciela, który już się krzywił na myśl o statystykach wypadków na jego lekcjach. Pośpiesznie podałam mu jego różdżkę nie chcąc spowodować większych szkód. Ja naprawdę nie chciałam - ta różdżka mnie nie słuchała. Najpierw moje zaklęcia były za słabe, a potem eksplodowały z mocą o którą siebie nie podejrzewałam. - tłumaczyłam się, wbijając wzrok w ziemię, gdzie kozaczkiem wydeptywałam kółko, jak to robią palacze próbując dogasić niedolpałek. Na koniec posłałam przepraszający uśmiech zarówno nauczycielowi jak i Marcusowi wierząc, że nie mogą być długo źli na taką przemiłą i przeuroczą osóbkę jak ja. W końcu to był tylko wypadek i nikomu nie stało się nic poważnego.
_________________
 
 
     

Diana Irving
Uczeń | I rok
Dołączyła: 24 Wrz 2018
Posty: 47
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Różdżka: pióro z ogona hipogryfa, 10 cali, jarzębina, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 4
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 4
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Czw Paź 11, 2018 7:55 pm   
   <Multikonta: --


Kiedy upewniła się, że Laura jest już … ekhem … bezpieczna, Diana przeszła do swojego ćwiczenia. Kiedy usłyszała, co mają robić i ustaliła już, że są w parze z Igą, nie czekając na nic więcej ruszyła w sam środek pola maków. Zaśmiała się z uciechy, kiedy ta piękna, bogata czerwień otoczyła ją z każdej strony.
-Hej, tu jestem! - zamachała do Igi. Wiedziała oczywiście, że ją widać, ale bawiło ją udawanie, że jest na drugim końcu olbrzymiej łąki, a rośliny sięgają jej aż po szyję, choć tak naprawdę były dużo niżej.
-Jestem w morzu, tonę! - zawołała ze śmiechem, wyciągając ręce wysoko, jakby za chwilę miała zanurzyć się pod wodą.
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 152
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Czw Paź 11, 2018 11:15 pm   
   <Multikonta: --


No i dostała tego wrzeszczka za parę. Już widziała jak ta panikuje i zostawia ją w makach. Miała nadzieję, że jej zdolności są lepsze niż jej poziom opanowania.
Spojrzała na dziewczynę i odsunęła się od drzwi cieplarni.
- Ruchy. - Liczyła, że Jensen szybko rzuci zaklęcie i ruszy za nią do cieplarni. W razie problemów sama rzuci na nią zaklęcie Bąblogłowy i zaciągnie do środka. Byle tylko znów nie panikowała.
- No dobra, idź tam. Tylko bez ataków paniki i krzyków proszę. - Poczekala aż dziewczyna znajdzie się wśród maków, w tym czasie przewertowała w głowie listę przydatnych zaklęć. Zlokalizowana gdzieś w rogu pomieszczenia jakąś taczkę i spojrzała na swoją parę. Kiedy dziewczyna była już na polu maków, Trix wycelowała w taczkę.
- Homo Proprius. - Wypowiedziała zaklęcie wykonała różdżką ósemkę, odwrotnie do ruchu wskazówek zegara, zaczynając od jej górnej części, jednocześnie wydając jej w myślach polecenie. " Przywieź Primrose Jensen do mnie."
Obserwował jak taczka zaczyna się poruszać i wjeżdża w mąki. Podjechała za dziewczynę i podhaczyła ją tak, by Jensen wpadła do niej tyłkiem. Zaraz po tym taczka już z dziewczyną na pokładzie ruszyła w stronę Trix. Zatrzymała się jakiś metr przed" Panną Jeszcze Black" i wyrzuciła jej partnerkę na ziemię.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 35
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 11:28 am   
   <Multikonta: Raphael C.


Spojrzenie błękitnych oczu chłopaka na powrót zawiesiło się na nauczycielu, kiedy ten zapytał innych uczniów o zalety oraz wady posiadania sennych maków w ogrodzie, a następnie zaczął wydawać instrukcje co do dalszego przebiegu dzisiejszych zajęć. Dorian wysłuchał wszystkiego z uwagą, skrzyżowawszy wcześniej ręce na piersiach, a kiedy padło jego nazwisko zerknął w kierunku swojej partnerki. Wygląda na to, że ich drobne "ustalenia" sprzed paru chwil właśnie uległy pewnej modyfikacji.
- A jednak będę wpadającym - powiedział do Witness, ponownie wzruszając przy tym ramionami. Zmiana ról nie robiła mu absolutnie żadnej różnicy, tym bardziej, że to tylko ćwiczenie w ramach lekcji. Rzucił od niechcenia okiem na pozostałe pary szykujące się do wykonania postawionego przez nauczyciela zadania, po czym sam wszedł w pole maków, manewrując między roślinami tak, żeby przypadkiem którejś niepotrzebnie nie zniszczyć. Szkoda by było, zaburzyłoby to harmonijny wygląd całego pola. Znalazłszy się wystarczająco daleko, zatrzymał się i zwrócił się twarzą w kierunku ścieżki; w tym momencie nie pozostało mu już nic innego, jak tylko oczekiwać na "ratunek" ze strony Lidii.
Wprawdzie jego obecnym zadaniem było stanie pośrodku pola i czekanie na ruch ze strony partnerki w zbrodni, ale w tak zwanym międzyczasie z pewnym zaciekawieniem obserwował jak pozostali sobie radzą z wykonaniem ćwiczenia, tym bardziej że zaklęcia użyte do wyciągnięcia kogoś spośród kwiatów nie mogły się powtarzać. Skrzywił się nieco, widząc jak jego rówieśnik, Marcus, przeleciał nagle przez całą cieplarnię i grzmotnął w ścianę, a wszystko przez zbyt mocne uderzenie czaru. Auć, to musiało boleć. Znajdowali się nieco dalej, więc nie wiedział co dokładnie się stało, ale nie czul się zaskoczony czyją to było "sprawką". I gdzieś w głębi ducha cieszył się, tak odrobinę, że nie jest na miejscu bruneta.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Rikard Lindberg
Uczeń | IV rok
Dołączył: 27 Wrz 2018
Posty: 22
Wiek: 15
Krew: czysta
Różdżka: morela | kieł cerbera | 10 | giętka
Ekwipunek: siostra
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 13
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 2:56 pm   
   <Multikonta: MSP | VR


Przytaknął, słysząc uwagę Adriena. Czasami Lindberg naprawdę nie wiedział, jak się odnieść do podobnych osób. Ciężko było mu zdecydować czy są po prostu skrajnie głupi i niezdolni przynajmniej w minimalnym stopniu zapanować nad swoimi odruchami, czy może raczej nikt nie nauczył ich podstawowych zasad dobrego wychowania, czy też po prostu lubili robić innym pod górkę, zwracając uwagę na siebie w najgorszy z możliwych sposobów. Potrząsnął głową. W takich momentach naprawdę zaczynał doceniać atmosferę, w której dorastał i wychowanie silną ręką ojca. Przynajmniej nie zachowywał się tak, jakby używane szkolne rękawiczki miały go trwale uszkodzić przez działanie jakiejś czarnomagicznej klątwy. Podziwiał też profesora za cierpliwość, ale jednocześnie trochę załamywał ręce nad jego postawą pod tytułem „pomyślę i zrobię za was”. W Durmstrangu coś takiego byłoby nie do pomyślenia, bo krzykacze zostaliby po prostu usunięci z zajęć…
Naprawdę, lepiej, że Rikard potrafił trzymać język za zębami, a jego siostra przespała całą tę szopkę, pozwalając mu skupić się na sobie zamiast na żałosnych Krukonkach. Znając życie, gdyby byli w tym problemie oboje, prawdopodobnie jednemu w końcu puściłyby hamulce. Ile można się drzeć, no naprawdę?
Szczęśliwie, reszta demonstracji i odpowiedzi przebiegła już całkiem bezproblemowo, więc mogli przejść do części praktycznej. Odruchowo zerknął na Rikke, upewniając się, że wszystko z nią w porządku… znając życie później dostanie mu się za to zmartwione spojrzenie, bo przecież dziewczyna była z Lindbergów, prawda? Jakieś tam durne chwasty nie mogły jej zaszkodzić na tyle, by nie pozbierała się odpowiednio szybko. Zanim jednak zdążył rzucić jakiekolwiek zaklęcie i „wydobyć” swojego partnera z pola maków, ponownie do jego uszu dobiegł krzyk.
Z trudem pohamował przekleństwo, wwiercając w Laurę mrożące krew w żyłach spojrzenie. Jeśli zaklęcie jej nie wychodziło, to nie znaczyło, że miała drzeć mordę. Od kiedy to różdżka odpowiadała proporcjonalnie do natężenia dźwięku?! Rozumiał, zależało jej, ale gdyby skupiła się odpowiednio i potrafiła zapanować nad mocą, nie miałaby najmniejszego problemu. A później jeszcze to wielkie przedstawienie, udowadniające, jak bardzo nie potrafiła przemyśleć skutków zaklęcia ani zrównoważyć go na tyle, by nikogo nie uszkodzić.
Odetchnął głęboko, odwracając się z powrotem do swojego partnera. To nie była pora na to, by skupiać się na skończonych idiotkach. Nakierował różdżkę w kierunku stojącego wśród maków Adriena. Nie obiecywał mu, że będzie bezboleśnie, zwłaszcza w momencie, gdy wszyscy dookoła zużyli te „łatwe” zaklęcia. Skoro musiał trochę pokombinować, to zamierzał to zrobić… nawet jeżeli jego partner mógł to przypłacić siniakiem czy dwoma. Od tego się nie umiera.
Lapsus! – rzucił pierwszy czar, odpowiednio akcentując inkantację. Wycelował go wprost pod nogi chłopaka, wyobrażając sobie, jak cała droga od Adriena, do skraju pola staje się zbyt śliska, by się na niej utrzymać. Gdy już osiągnął wymagany efekt (nie zdziwiłby się, gdyby Ślizgon wylądował na ziemi), przyszła część na wyciągnięcie go na zewnątrz, co uzyskał przez użycie Ascendio. Gdyby szóstoklasista trzymał różdżkę w ręce, Rik mógłby nawet pominąć ten pierwszy krok, ale w tym momencie było to nierealne, bo przecież odgrywali sytuację, w której starszy chłopak stracił przytomność i średnio mógł wziąć magiczny patyk w dłoń, prawda? Nie mniej, ślizgawka miała ułatwić ten transport, jednocześnie zmniejszając siłę potrzebną do wyciągnięcia Creeda z maków.
Reducto. – Na koniec „posprzątał” za sobą i dopiero wtedy wyciągnął rękę do Adriena, pomagając mu wstać.
 
     

Iga Ewans
Uczeń | II rok
Dołączył: 08 Cze 2018
Posty: 48
Wiek: 12
Krew: poł na pół
Pupil: kot
Różdżka: 11 cali jabłoń,Łuska węża morskiego,wydaje swist przy machnięciu
Ekwipunek: to co jest na liście do szkoły
Sakiewka: 70
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 5+1
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 8:58 pm   

Iga dała się złapać na chwili nieuwagi, przez co rozszerzyła lekko powieki i uniósła brwi, gdy Gryfonka weszła w maki.Mruknęła pod nosem coś nie zwracając uwagi na to, czy było słyszalne dla kogokolwiek z reszty uczniów.
Może zdecydowanie się na nich uwzięli, i to jak cholernie, jak uparcie?Skinęła koleżance głową miała wrażenie, że w tej szkole coś naprawdę było nie tak.
Przymknęła w końcu oczy, modląc się o cierpliwość. Obyśmy nie utknęłi w jakimś martwym punkcie. Krukonka nie potrafiła już stwierdzić, czy myśli o tym zbyt dużo, czy zbyt mało. Teraz musiała skupić się jak wydostać Diane z maków i to cało.
Teraz młoda Krukonka skryła swoje emocje, znów przyjmując spokój. Uwolniły się jednak, gdy uniosła różdżkę, poruszając nią w powietrzu szybko, ale krótko.
Do głowy przychodziło jej tyle zaklęć, a musiała ograniczać się do tych prawie nieszkodliwych.
-Oppungo!- wyrzuciła, a zaklęcie pomknęło w kierunku Gryfonki.
Wyczarowując małe ptaszki i zmusiła je by wycigneły Diane z pola maków
 
     

Il Jae Gwok
Uczeń | V rok
Dołączył: 19 Wrz 2018
Posty: 10
Wiek: 15
Krew: mugolska
Pupil: Kot - Stephen
Różdżka: Lipa Pióro Hipogryfa 7 cali, bardzo giętka
Ekwipunek: Brązowy znicz.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 30
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 10:25 pm   
   <Multikonta: Matthew Willson


Tak teraz wspominając całą lekcję od początku, czy to przez roztargnienie, czy może z innych przyczyn, nie wspomniałem o tym pięknym uśmiechu chyba najmniej utalentowanego ucznia Hogwartu, jakim powitał Madelaine. Wspomnienie o tym teraz, z tak dużym opóźnieniem, jest o tyle istotne, o ile wyjątkowo niezręcznym byłoby dziękowanie jej za pomoc w momencie, gdy wcześniej nawet jej nie zauważył... swoją drogą... jak można jej było nie zauważyć?
- Dzięki, już myślałem, że będę przesadzać sadzonki, mając na dłoniach skarpetki. - powiedział z nieukrywaną wdzięcznością do dziewczyny, odbierając od niej swoje rękawice. Jak już nie można było zbytnio szaleć umiejętnościami, to przynajmniej wypadało być przygotowanym do zajęć, żeby nie schrzanić wszystkiego do końca.
I w tym momencie, po tym jak już jego dłonie był porządnie chronione. odpłynął. Przypomniał sobie czytany wcześniej fragment historii quidditcha, a wraz z tym jego umysł utknął gdzieś pomiędzy sześcioma obręczami, a pytaniem jak uczynić gwałtowne zwroty miotłą podczas meczu... no... tymi... mniej gwałtownymi. To właśnie tam był myślami, aż do momentu podziału na pary. Nie buntował się, nie zgłaszał sprzeciwu, czy nie krzyczał "Ja chcę panią prefekt!". Cieszył się, że Vince będzie z nim w parze i czuł się całkiem pewnie, przygotowując do świadomego wejścia w pułapkę, kiedy w głowie układał już plan na to co on sam zrobiłby, będąc na jego miejscu. Zanim jednak nadeszła jego kolej na drzemkę, podszedł do swojego kapitana i z szerokim uśmiechem powiedział.
- Jestem pod opieką weterana z wieloletnim doświadczeniem... odkąd pamiętam, nigdy nie dajesz mi się porządnie zdrzemnąć. - zażartował Il, przywołując w myślach te niezliczoną liczbę razy, kiedy wracał po dodatkowym treningu, rozbieganiu, albo po prostu czuł się przemęczony swoim nastoletnim życiem, a przyjaciel nie pozwolił mu na regenerację, zawsze budząc go na zajęcia, które miał nadzieję odpuścić.
Nie było czasu na dalsze wywody i rozpraszanie. Spokojnym, pełnym pewności siebie, a raczej wiary w umiejętności Vinca, krokiem zmierzał na spotkanie z przeznaczeniem, myśląc o tym co może mu się przyśni podczas tej próby.
 
     
Primrose Jensen
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Paź 13, 2018 2:48 pm   

Prim w głowie godziła się już ze śmiercią. Przepraszała za swoje grzechy i oddawała się w łaskę Pana, mając nadzieję, że tam, gdzie trafi, będzie mogła podziwiać wszystkie magiczne zwierzęca, w szczególności jej kochane smoki. Przypomniawszy sobie o rodzicach, wstrząsnął ją szloch, lecz wśród tego całego lamentu, wydobył się jakże uspokający głos profesora Matveyeva. Jensen otworzyła szerzej oczy, zderzając się, jak się miało zaraz okazać, z przykrą rzeczywistością. Bo oczywiście pogardliwe spojrzenia jej rówieśników były gorsze niż śmierć!
Profesor, jej kochany profesor, zajmował się oczyszczaniem jej ręki, a ona wzrokiem wertowała jego twarz, pociągając głośno nosem. Szukała w jego rysach grymasu. Tak bardzo nie chciała go zawieść. W międzyczasie dotarły do niej wszystkie słowa człowieka, który się nią teraz opiekował. Żywica. Roześmiała się wnet, wycierając wolną dłonią mokre policzki.
- Jeszcze raz przepraszam. - wymamrotała nieśmiało, wstając z ziemi. Tuż po rzuceniu z łatwością na siebie zaklęcia bąblogłowy, usłyszała krzyk. Na brodę Merlina, to była Laura. Spojrzenie, zamiast na nią, Prim rzuciła na ślizgonów. Zauważalne było u nich zażenowanie. Wiedziała, że później wszyscy będą postrzegać Krukonów za histeryków, koniecznie dziewczyna chciała to postrzeganie zmienić. Zawzięła się w sobie, skupiła wystarczająco mocno, aby zapamiętać z lekcji jak najwięcej...
Czy przeszkadzało jej, że będzie ćwiczyć dzisiaj z panną Black? Niezupełnie. Chociaż poświęciła jej kilka stron pamiętnika, nazywając ją przesadnie gburowatą Black, obiecała sobie przecież całkowitą poprawę. Nawet obdarzyła ślizgonkę uśmiechem, a raczej czymś, co ten uśmiech ledwie co przypominało. Czerwone oczy Krukonki powoli wracały do normalności.
Niezważając na "polecenia" swojej pary i ton rozkazujący, Jensen znalazła się w polu maków. Przez zaledwie ułamek sekundy zachwyciła się pięknem tej rośliny, by wrócić wzrokiem do panny Black. Spięła się w sobie, mając nadzieję, że dziewczyna nie wyceluje w nią takim zaklęciem, jak Laura w Marcusa. Chociaż, wcale by się nie zdziwiła...
Po wypowiedzianym zaklęciu, Prim się odwróciła, z bólem serca obserwując jak taczka niszczy poszczególne maki, a następnie pędzi w kierunku do niej. Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, siedziała już w taczce, która chwilę później dość "nieelegancko" zrzuciła ją na ziemię.
Auć, mój tyłek...
- Super pomysł. - wycedziła przez żeby, nie chcąc dać nikomu satysfakcji, że znów cierpi.
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 145
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Sob Paź 13, 2018 3:14 pm   
   <Multikonta: Kwiecień Plecień


Lidka z politowaniem obserwowała te wszystkie krzyczące panny. Jak one wojnę przeżyły, skoro na widok krwi lub liścia tracą całkowicie głowę? Cieszyła się, że nie były z jej domu, bo jedynie najadłaby się wstydu. Slytherin jak na razie zachowywał się dość porządnie i miała nadzieję, że tak pozostanie. Nie miała ochoty na wysyłanie gromiących spojrzeń, a jako Prefekt poczuwała się do trzymania ręki na pulsie, nawet w takich przypadkach. Oczywiście na pulsie swojego domu, co ją obchodzili jacyś krukoni. Jak sobie robią krzywdę, to niech pobiegnie do nich Prefekt Ravenclawu, Ślizgoni są na tyle rozgarnięci, żeby nic sobie (jak na razie) nie robić.
Pokręciła głową, odwróciła się w stronę swojego partnera i popatrzyła na niego z politowaniem. Miała nadzieję, że chociaż on nie zacznie krzyczeć. Przytaknęła na jego wybór. W końcu obydwoje będą musieli wejść na to pole. Miała tylko nadzieję, że jej przypadnie magiczne wynoszenie kolegi, gdyż obawiała się, że może jej zabraknąć siły na fizyczne ćwiczenia. Była przecież dość drobna, a Dorian całkiem postawny. Jej wyciąganie po za ręce z tego pola mogłoby wyglądać całkiem komicznie.
Profesor Immanuel miał jednak co do nich inne plany i okazało się, że to chłopak będzie musiał pierwszy wejść w pole. Cóż. Na szczęście jej przypadło wyciągnięcie go w sposób magiczny. Nie zamierzała zbytnio kombinować.
Rzuciła na siebie zaklęcie bąblogłowy, po czym weszła do cieplarni za resztą. Od razu zwróciła uwagę na piękne maki, które tworzyły na środku cieplarni wielkie, czerwone morze. I mimo, że sama czerwień nie była jej ulubionym kolorem, musiała przyznać, że wyglądało to zniewalająco.
Poczekała, aż Campbell znajdzie się gdzieś w odmętach kwiatów, jednocześnie obserwując swoich towarzyszy. Niektórzy mieli naprawdę zabawne pomysły, niektórzy dość ciekawie wybrnęli z kłopotu. Jej przypatrywanie się swoim kolegom miało jednak jedną wadę – zdążyli zużyć wszystkie proste i te mniej proste zaklęcia, a jej już nic nie przychodziło do głowy. Wzruszyła ramionami, najwyżej Dorian ją za to zabije. Nie zdziwiłaby się szczerze mówiąc. Wyciągnęła do przodu swoją różdżkę i wycelowała w swojego partnera. Jej wzrok mówił „zaufaj mi, wiem co robię”, mimo tego, że tak naprawdę strasznie eksperymentowała.
- Everte Statum – powiedziała, regulując moc zaklęcia na tyle, żeby chłopak nie uderzył głową w sufit, po czym kiedy ten był na bezpiecznej wysokości machnęła szybko swoim magicznym patykiem, wskazując na latającego krukona i wypowiedziało wyraźnie – Accio .
Miała nadzieję, że zaklęcie nie sprawi, że przylecą do niej ubranie Campbella, to byłby drugi raz kiedy rozebrałaby kogoś na lekcji. Ludzie by nie dali jej zapewne o tym zapomnieć. Jeżeli to się w ogóle udało miała zapewne problem z zatrzymaniem lecącego w jej stronę chłopaka. W końcu nie mogła przerwać czaru za wcześnie. Wyrzuciła go w powietrze po to, żeby ominąć siłę tarcia i ewentualne niszczenie pola i uwalnianie ich magicznych właściwości, nie przemyślała jednak, że w powietrzu opór może być aż zbyt nikły. Odsunęła się więc od pola, żeby chłopak mógł na spokojnie opaść przed nim, kiedy ta zakończy działanie czaru przywołującego.
_________________

 
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 152
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Pon Paź 15, 2018 11:29 pm   
   <Multikonta: --


Nie bardzo przejęłaby się oceną histeryzującej Krukonki, nawet jeśli zainteresowała y się nią na tyle, by ją poznać. To też nie tak, że była całkiem świadomie wredna, samo przyszło. No może troszkę było to celowe, takie geny. Nie zamierzała jednak zbyt dokuczać dziewczynie z Ravenclaw. Mogła ją trochę delikatniej odstawić, ale w końcu zadaniem nie było wzajemne głaskanie się po głowach. Z resztą dziewczyna powinna się cieszyć, że nie była w parze z Laurą. Jeśli by tak porównać Black z Robertson, to ta pierwsza była nadzwyczaj ostrożna i łagodna. W każdym razie wykonała zadanie i to nie najgorszym sposobem jaki przyszedł jej do głowy (choć też nie najlepszym).
Spojrzała na partnerkę i posłała jej przepraszająco uśmiech. Pewnie jeśli byłaby Gryfonką, skończyłoby się to dużo gorzej i napewno Ślizgonka nie zatrzymałaby się na tym. Histeria Primrose wywołała u niej taką a nie inna reakcje, ale ogólnie lubiła Krukonów i nawet nie miała nic do tej konkretnej osoby.
- Wybacz. - Wyciągnęła rękę, by pomóc Prim wstać.
- Zgaduję, że teraz wymiana. Masz szansę mi oddać. - Puściła do niej oko i ruszyła powoli w stronę pola. Była ciekawa czym oberwie.
 
     

Adrien Creed
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 09 Lip 2018
Posty: 20
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa płomykówka - Shavrei
Różdżka: Włos mantikory, 13 cali, cis, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, trochę pergaminu, pióro, atrament
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 7
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Paź 16, 2018 8:21 am   
   <Multikonta: --


No i jak niby oni mieli się tutaj uczyć, jeśli inni chyba na siłę próbowali rozproszyć pozostałych, włącznie z nauczycielem, który nie mógł niczego wytłumaczyć jak powinien? Dnia by w Australii nie przeżyli z takim podejściem. Zamiast pchać ręce gdzie popadnie, najpierw sprawdza się zawartość, a potem ewentualnie wrzeszczy w celu zabicia niepożądanych w środku osobników (pająka na przykład, a zabić ze śmiechu, oczywiście, bo co by dało wrzeszczenie?). Czasem mimo wszelkich barier i zaklęć ochronnych rzucanych na dom, do środka i tak dostało się coś wrednie jadowitego. Na widok takiego choćby węża dłuższego niż przeciętnego wzrostu człowiek krzykacze przebiliby skalę albo padli trupem z niemożności wydania odpowiednio głośnego dźwięku. Ciężko stwierdzić kto tu był dziwny - krzyczące na liście i żywicę osobniczki czy jednak ci, którzy by tego nie robili. W Hogwarcie wszystko mogło nagle ożyć i próbować pożreć nieostrożnych uczniów.
W oczekiwaniu jak księżniczka na wieży, znowu spojrzał w innym kierunku, gdzie znowu zaczęło się gromadzić zbyt wiele decybeli. O mało nie popukał się w głowę patrząc na Laurę. Czego spodziewała się po obcej różdżce? Pewnie magiczny patyk wykrył niepełnosprawność umysłową i odmawiał posłuszeństwa komuś takiemu. To, że szli na zielarstwo wcale nie było wymówką do nieposiadania przy sobie własnej różdżki. A co, gdyby ktoś ją napadł? Albo gdyby ktoś potrzebował nagle pomocy, a ona musiała albo panikować, co wyszłoby jej najlepiej, lecieć po kogoś innego albo jeszcze pędzić do swojego dormitorium? Dobry przykład braku odpowiedzialności. Już mugolaki bywały bardziej rozgarnięte, a przecież nie różnili się za wiele od małp, tyle tylko, że dostąpili zaszczytu posiadania mocy.
Podczas tej krótkiej chwili, gdy obserwował Krukonkę, drugi Ślizgon zaczął działać. Z początku Adrien próbował zachować równowagę, ale śliska powierzchnia wygrała z jego utrzymaniem w pionie. Wylądował na zadku, ale nie sprzeciwiał się takiemu stanowi rzeczy - w końcu w prawdziwym świecie liczyłoby się wyjście z niebezpiecznego pola, a siniaki i drobne rany były znacznie mniejszym zmartwieniem niż, przykładowo, goniący ofiarę wilkołak. Przejechał się więc do krawędzi pola, sunąc majestatycznie, choć zadnią część ciała miał obitą od upadku. Na samym końcu wstał, korzystając z pomocy Rikarda.
- Nieźle - skomentował jego strategię. Nie wpadłby na robienie ślizgawki, przynajmniej nie w pierwszym odruchu. No, ale jak już wszyscy dookoła użyli najłatwiejszych, to trzeba było wykazać się kreatywnością.
_________________
 
 
     

Diana Irving
Uczeń | I rok
Dołączyła: 24 Wrz 2018
Posty: 47
Wiek: 11
Krew: pół na pół
Różdżka: pióro z ogona hipogryfa, 10 cali, jarzębina, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 3
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 4
Z. zwykłe: 4
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 4
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Nie Lis 04, 2018 8:25 pm   
   <Multikonta: --


Diana z ciekawością obserwowała, jak ptaszki wyczarowane przez Igę podlatują do niej i zaczynają ją ciągnąć na wszystkie strony. Przez chwilę tak unosiła się w powietrzu, nisko nad makami, potem jednak wreszcie udało się zaciągnąć ją na jedną stronę i rzucić tuż obok pola.
-No, to nieźle mnie zaatakowałaś - Diana wyszczerzyła do Igi zęby w uśmiechu. -Oppugno, sprytne. Ptaszki były wyjątkowo uparte - dodała.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 0,71 sekundy. Zapytań do SQL: 9