Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Klasa eliksirów
Autor Wiadomość

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 161
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Czw Kwi 05, 2018 9:21 pm   

Jej eliksir miał się chyba nie najgorzej. Ellen skupiona była na pracy nad swoim dziełem na tyle, że ruch ślizgon jakoś jej umknął. Nie wiedziała dlaczego akurat nauczycielka zdecydowała się wcześniej polecić ślizgonowi skorzystanie z jej notatek. Znając niechęć jaką żywiły do siebie oba Domy, a w szczególności jaką żywił Dom Węża do Domu Lwa, było prawie pewne, ze chłopak coś specjalnego zrobi tak, żeby jej mikstura nie wyszła. Chyba, że to było przypadkowe. Trudno stwierdzić. Nie mniej, panna Spooner ujrzała tylko kartki pergaminu z jej notatkami unoszące się w powietrzu i przechylający się kociołek. Jej oczy się rozszerzyły i postanowiła jakoś ratować swoje dzieło. Żeby się nie oparzyć, chwyciła za najbliżej znajdujące się przyrządy czyli moździerz i miarkę i przytrzymała nimi kociołek. Nie chciała stracić swojej mikstury. Nie było to najwygodniejsze, jednak nie miała nic innego pod ręką. Chwilowo zignorowała fruwające notatki, a gdy usadziła z powrotem kociołek, zabrała się za zbieranie pergaminów.
- Hej... trochę uważaj. - zwróciła się niepewnie do chłopaka, który stał się przyczyną jej wypadku.
Trochę eliksiru się rozchlapało na boki, więc wymamrotała tylko Chłoszczyść pod nosem, żeby zebrać to z blatu. Odetchnęła z ulgą.
Gdy nauczycielka przystąpiła do oceny ich prac, gryfonka odczuła jeszcze większą ulgę. Udało się jej. Nawet była troszkę zaskoczona, jednak z drugiej strony przepełniona zadowoleniem i satysfakcją, ze nawet tak niezbyt zdolnej osobie w tym temacie jak ona udało się poprawnie uwarzyć miksturę.
- Dziękuję. - podziękowała za fiolkę eliksiru schowała notatki do torby. Na wszelki wypadek. Jakby jeszcze jakiś ślizgon próbował je zdewastować.
 
     

Darcy Campanella
Uczeń | V rok
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 62
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz Zeus
Różdżka: jesion, łuska smoka, średnio elastyczna, 9 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Kwi 06, 2018 4:08 pm   

Bez jaj. Żeby jej jakiś gryfonik wchodził w drogę. Takie gryfiątko, które nawet wysłowić się dobrze nie potrafi. Kiedy skończyła swoją "prezentację", rzuciła okiem na tego zabiedzonego gryfiaczka. Chciał się popisać. Tylko najpierw trzeba mieć czym!
Wywróciła młynka oczami darując sobie komentarze. To by było zbyt hańbiące dla herbu jej rodziny odpowiadać na coś takiego. Obrzuciła go tylko mało zainteresowanym spojrzeniem, bo po co miałaby poświęcać mu więcej uwagi? Tym bardziej, że do oceny zaraz przystąpiła nauczycielka.
W międzyczasie jeszcze zanotowała kilka słów profesorki, chociaż jej notatki bardziej ograniczały się do haseł, natomiast resztę brała na słuch i swoja pamięć. W razie czego za pomocą tych hasełek i pojedynczych określeń powinna się zorientować o co chodziło.
Posłała tylko ślizgonowi dość wiele wyrażający uśmiech gdy profesorka zakończyła swoją ocenę. W powietrzu palcem nakreśliła tylko prostymi liniami "1:0", żeby na wszelki wypadek uniknąć kolejnej uwagi ze strony pani profesor. Nie mniej, ta ocena była pokrzepiająca nie tak w sensie tego, że jej udało się znaleźć coś odpowiadającego wymaganiom nauczycielki tylko to, że gryfiątku udało się mniej.
Czasem zatem zabrać się do dokończenia eliksiru. Chwyciła za srebrną łyżeczkę służącą za miarkę i wymierzyła dwie porcje standardowego składnika dodając je do swojego wywaru. Następnie przekręciła kurek na maks, żeby zwiększyć ogień pod kociołkiem i przez minutę podgrzewała tak swoją substancję. Już wzrokiem wyszukała walerianę i cztery gałązki również powędrowały do eliksiru zaraz po upływie tych odmierzonych sześćdziesięciu sekund. Zamieszała siedem razy zgodnie ze wskazówkami zegara swoją miksturę i ujęła w dłoń różdżkę unosząc ją nad kociołkiem, żeby się zamachnąć. To chyba wszystko, przynajmniej tak to wynikało z przepisu.
 
     
Martin Lyncis
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Kwi 10, 2018 11:03 am   

Chwalmy dzień, Ślizgoni się jednoczą! Co na to odpowie drużyna gości? Czy Szkocja będzie dzielna?
Martin będzie na pewno.
- Więc jak cie posmarować piołunem, to się odwalisz? - Warknął do Beatrix, wyciągając prostą konkluzje z jej zupełnie nadprogramowego wywodu o pasożytach. To oczywiste, że każda trucizna może być lekiem, jeśli uważa się z dawką. Sam Aleksander Wielki przez lata przyjmował medycznie arszenik. Że wszystkim trzeba uważać, każdy to wie. No, ale trzeba by wrócić do tematu.
Martin wyszczerzył się promiennie na próby opanowaniacjego temperamentu przez Fawley i niezrażony niczym zaczął mówić. Tylko w myślach powtarzał sobie cały czas: "Czekaj, czekaj, mała <coś niewybrednego>... Już ja ci dam punktacje jeden - zero..."
- W podręczniku zawarta została prosta receptura zawierająca mordownik, koniczyne, cynamon i sok z koników polnych. To oczywiste, że ten ostatni składnik pełni rolę katalizatora działania pozostałych substancji, zaś koniczyna, a raczej jej susz, pełni rolę zagęstnika i daje piękny, zielony kolor, który odróżnia ten przepis od wersji walerianowej. Za działanie nasenne odpowiadają tojad i cynamon, ich działanie musi się równoważyć, inaczej - Tak jak w przypadku przepisu o którym opowiadała... "moja koleżanka"...- w jego ustach i tak zabrzmiało to jak obelga.- ...będziemy mieli do czynienia z eliksirem toksycznym. Działanie uspokajające tojadu musi więc zostać złamane ochronnymi walorami cynamonu, który zapewnia nam również ten niezwykły, budzący zaufanie zapach mikstury. Z tego co mogę ocenić jednak, zielona mieszanka jest słabsza of fioletowej. Czy mogę już wrócić do kociołka, pani profesor? Bo mi się przypali.-
I nie czekając na pozwolenie zajął się dodaniem kolejnych składników do swojego wywaru. Najpierw dwie miarki składnika standardowego, tych aromatycznych ziół o których już nie raz było mówione, a następnie podkręcił ogień, aż płyn przyjemnie nie zabulgotał. Dopiero wtedy dołożył całą przygotowaną waleriane, pozwolił jej chwilę się parzyć jak mocnej herbacie, by w dosłownie mgnienie później włożyć warząchiew głęboko do kotła i energicznie zamieszać zgodnie z przepisem. Później ostatnia formalność. Leniwy wymach różdżki nad kociołkiem i można czekać na efekty.
 
     
Ana Fawley
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Kwi 16, 2018 2:40 pm   

Wysłuchiwała swoich uczniów, przytakując tylko i uśmiechając się co jakiś czas. Nie miała właściwie nic do dodania, była zadowolona z wyczerpania przez nich tematów. Kiedy Martin zakończył swoją wypowiedź, skinęła jedynie głową, dając mu znak, że jak najbardziej może wrócić do swojej mikstury. Mniej więcej w tym momencie przez uchylone drzwi wleciała do lochów sowa niosąca w dzióbku kopertę. Ana zmarszczyła brwi na widok znajomego ptaka, który usiadł na jej wyciągniętym ramieniu i gdy tylko odebrała wiadomość, gwałtownie zerwał się do lotu, nie czekając na nagrodę ani pochwałę. Wykorzystując moment, w którym uczniowie sprzątali swoje stanowiska lub kończyli przygotowywanie wywarów, pani profesor przeczytała list. Ledwie zauważalny cień niepokoju pojawił się na jej twarzy, ale odłożyła kartkę i widząc, że piątoroczni skończyli pracę, ruszyła w kierunku czekających na ocenę kociołków. Pan Lyncis i panna Campanella, o zgrozo, otrzymali tę samą ocenę: Powyżej Oczekiwań plus, a praca pana Hendersona została oceniona na stopień Zadowalający. Kiedy wszystkie wywary zostały ocenione, Ana zwróciła się do grupy:
- Bardzo mi przykro, ale jednak nie będę mogła dzisiaj zostać po lekcji. W razie pytań, niepewności co do egzaminów i eliksirów lub potrzeby korepetycji, proszę wysłać mi sowę. Piątoroczni, którzy otrzymali oceny pozytywne, jak zawsze mogą zabrać ze sobą dwie fiolki przyrządzonych mikstur. A poza tym... Praca domowa. Napiszcie referat o dowolnym mistrzu eliksirów i którymś ze stworzonych przez niego wywarów. To wszystko.
Gestem ręki dała znać klasie, że mogą wychodzić. Sama zajęła się wynoszeniem składników do magazynku - co dziwne, nie posługiwała się magią. Opuściła salę dopiero, kiedy wszyscy pozostali już wyszli.
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 152
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Pon Kwi 16, 2018 10:08 pm   
   <Multikonta: --


Zignorowała zupełnie słowa gryfka. Nie zwracała się do niego, ani nie odnosiła się do jego wypowiedzi. Nie zamierzała zniżać się do jego poziomu i odpowiadać na tak prostackie zaczepki. Jej zdaniem powinien już stracić punkty, ale wiadomo, że każdy nauczyciel inaczej patrzył na domy i poszczególnych uczniów.
Spojrzała ze zdziwieniem na sowę, jednocześnie sprzątając jeszcze jakieś drobne rzeczy na stanowisku. Spakowała się i czekała na dalszy rozwój zajęć. Ten jednak nie miał nastąpić. Właściwie to nie zostało dużo czasu, więc za wiele by nie zrobiło, może jakiś prosty eliksir, czy z dwa - trzy pytania.
Zajęcia jednak zakończyły się wraz z przybyciem sowy. Nauczycielka jeszcze ogarnęła piątorocznych i puściła ich wolno. Kątem oka spojrzała na Alexa i niemal błyskawicznie poderwała torbę z ziemi. Nałożyła ją na ramię i w kilka sekund zniknęła za drzwiami.

//zt
 
     

Alex Bułhakow
Uczeń | VII rok
Dołączył: 22 Mar 2018
Posty: 110
Wiek: 17
Krew: Czysta
Różdżka: Włókno z wątroby chimery, 9.5 cala, Cis, Giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 3
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Wto Kwi 17, 2018 3:27 pm   

Uniósł brwi spoglądając na gryfonkę jak na trola, który udzielałby lekcji taktu i kultury. Nie był przyzwyczajony do takich zwrotów, w końcu obracał się raczej w wykwintnym towarzystwie. Podejrzewał więc, że dziewczyna pochodziła z pospolitego domu a może nawet, chroń boże, była mugolakiem!
Zapewniam było to nie naumyślnie. Odpowiedział tylko i choć głos nie był wrogi oczy wyrażały pewną pogardę.
Nie niepokojony więcej sprzątnął swoje stanowisko pracy słuchając rozmów kolegów z klasy. Chociaż kolegów to chyba zbyt wiele powiedziane. Pochował przy tym swoje przybory, podręcznik i generalnie całą swoją własność. Słysząc slowa nauczycielki uniósł głowe. Miał pisac jakiś egzamin ale wydawało się, że to już było nie aktualne. Cóż nie zależało mu na tym aż tak bardzo. Gdy zaś usłyszał o zadaniu domowym wyciągnął pergamin i zanotował krótko zadanie. Nie chciał dostać jakieiś kary za nie odrobienie zadania. Po prawdzie, tak ogólne zadanie wydawało mu się śmiesznie łatwe ale chyba nie był to powód do narzekań. Wszyscy już zaczęli się zbierać gdy on siedział. W jego poprzedniej szkole nikt nie śmiał by wyjść przed nauczycielem, tutaj wyraźnie panowały inne zwyczaje. Beatrix jako pierwsza wymaszerowała z klasy rzucając mu krótkie spojrzenie. Może to była jego wyobraźnia ale wydawało się wrogie. Westchnął pakując ostatnie rzeczy i wyszedł z klasy.

z/t
 
     

Lucas Henderson
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Maj 2017
Posty: 33
Wiek: 15
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Nerv
Różdżka: heban, pióro ze skrzydło hipogryfa, giętka, 11 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Wto Kwi 17, 2018 8:29 pm   
   <Multikonta: --


I wszystko wskazywało na to, że to na tyle z zajęć. Lucasowi udało się przyrządzić eliksir, chociaż przez całą lekcję szło mu z tym dość mozolnie, ale ostatecznie okazało się, że nie był to trud zmarnowany. Zajęcia zakończyły się jednak nieco przedczasem. Bywa. Nauczycielka też miała swoje sprawy, swoje problemy, a skoro tak... puchon przygotował dwie fiolki, do których przelał przygotowany specyfik, po czym zaczął pakować swoje rzeczy do torby. Nie chciał zostawić bałaganu na miejscu pracy, dlatego też szybko posprzątał to co zostało na jego ławce, część rzeczy odnosząc na stolik, z którego wcześniej czerpali produkty. Jak upewnił się, że niczego nie zapomniał, dopiero wtedy bardziej wnikliwie rzucił okiem na klasę. Wcześniej nie interesował się tak pracą innych, bo starał się skupiać na swojej. Dopiero teraz zorientował się, że nie wszystkim poszło aż tak dobrze. Efekty były różne, jedni mieli większe problemy, inni mniejsze. Ważne, że jego warzenie eliksiru zakończyło się w miarę prawidłowo.
Zarzucił torbę na ramię, po czym wyszedł. Zastanawiało go czemu na lekcji nie było Amandy. Może uda się z nią jeszcze spotkać i zamienić kilka słów. Ale to już na pewno poza komnatą eliksirów.
<zt>
 
     

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 161
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Śro Kwi 18, 2018 8:48 pm   

Ellen zerknęła kątem oka na ślizgona. Może rzeczywiście to było niechcący, może nie miał takiego zamiaru jej dokuczyć, po prostu tak wyszło przypadkiem. Nie kojarzyła jego twarzy. Rzecz jasna nie znała wszystkich uczniów Hogwartu, bo z tym by było ciężko, ale większość przynajmniej się jakoś kojarzyło z wyglądu i z Domu. Nawet nie wiedziało się jak mają na imię, ale szaty zdradzały ich przynależność, a i trudno przejść przez całe siedem lat edukacji w szkole i nie minąć się z kimś choćby na korytarzu. A jednak gryfonka była przekonana, że z nim się nie minęła. Może był nowy? Czasem zdarzało się tak, że uczniowie przychodzili z innych szkół, przenosili się z powodów prywatnych czy różnych innych i tylko tutaj czasem musieli nadrabiać różnice programowe. Ale generalnie... skoro go nie widziała wcześniej to całkiem możliwe. A idąc dalej... skoro tak... to chyba jeszcze nie miał powodu, żeby jej dokuczyć.
No nic, dość tych rozważań. Panna Spooner obejrzała się znów na swoje stanowisko pracy, a potem do jej uszu dotarły słowa nauczycielki, która zarządziła koniec zajęć. Ale tak dobrze by nie było! Musiała być praca domowa! Gryfonka szybko zanotowała jeszcze na pergminie temat pracy, po czym zaczęła wszystko zbierać ze swojego stolika. Trzeba było uporządkować przyrządy, zebrać co trzeba... była zadowolona, że udało się jej poprawnie uwarzyć miksturę, nawet pomimo swoich mizernych umiejętności jeśli chodzi o eliksiry. Ta lekcja wcale nie była tak straszna jak mogłoby się wydawać po przedmiocie, który był postrachem wielu uczniów.
Jak tylko zebrała wszystko, wzięła swoją torbę, po czym skierowała się do wyjścia z sali.
- Do widzenia. - pożegnała się jeszcze i wyszła, udając się w stronę wieży Gryffndoru... czyli czekała ją do pokonania dłuuuuga droga.
<zt>
 
     
Martin Lyncis
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Kwi 20, 2018 8:37 am   

Win win situation.
Martin uśmiechnął się lisio. Nie dość, że nie ustąpił pola tej głupiej wężowej jędzy, to jeszcze bura mu się upiekła. Nic tylko śpiewać.
Zgarnął wszystkie swoje graty, oczyścił pióro którym pisał, zerknął czy nauczycielka nie patrzy i napełnił nie dwie, ale z dziesięć fiolek swoim wywarem nasennym. Przyda się kiedyś, może później.
Rzucił jeszcze spojrzeniem po klasie, które mówiło jasno: "Nic mnie to wszystko nie obchodzi." i ruszył ku wyjściu. Zapowiadał się kolejny niezły dzień.
//zt
 
     

Darcy Campanella
Uczeń | V rok
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 62
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz Zeus
Różdżka: jesion, łuska smoka, średnio elastyczna, 9 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Kwi 20, 2018 9:36 pm   

Zmowa ślizgonów? Nie do końca. Jasne, że Darcy coś kojarzyła te dziewczynę, ale ślizgoni akurat działali indywidualnie. Po prostu w ich naturze leżał brak sympatii do gryfków. Co zrobić, z naturą nie wygrasz... tak czy inaczej gryfiątko zostało sprowadzone do parteru, czego panna Campanella nie komentowała dochodząc do wniosku, że zbytnie demonstrowanie swojej wyższości nad takim pacholęciem może z bardzo drażnić oczy pani profesor. Takie sytuacje lepiej zatem zostawić na bardziej neutralny grunt.
Nie, nie bała się, bo akurat Darcy uważała, że wszystko może i wszystko jej się należy. Nie potrafiła się powstrzymać nawet przed tym, żeby czasem i na niektórych nauczycieli patrzeć z góry, szczególnie jeśli ich pochodzenie było wątpliwe. Jednak należało znać granice i na wszelki wypadek niektórych nie przekraczać. Musiała wszak dostosowywać się do zasad rządzących Hogwartem. Nawet dla niej nie było tu absolutnej samowolki, chociaż uważała, że uczniowie z lepszych rodzin powinni mieć jakieś przywileje. Trzeba w końcu jakoś odróżniać się od hołoty.
Tak więc nie poświęcała już uwagi gryfiaczkowi, za to jej wzrok skierował się na przelatującą sowę. Tajna korespondencja? Zaraz potem pani profesor ogłosiła koniec zajęć. Szkoda. Mogli jeszcze dłużej poznęcać się nad gryfiątkami. Darcy odlała więc sobie dwie fiolki eliksiru, który pozwolono im zabrać, potem zebrała swoje rzeczy. Jakoś specjalnie o porządek nie dbała. W jej domu to służba była od sprzątania. Gdy więc miała już wszystko, złapała za torbę i opuściła salę.
<zt>
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 52
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki, niewielka torebka (większa w środku) z podstawowymi eliksirami
Sakiewka: 20
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Wto Paź 09, 2018 3:17 am   
   <Multikonta: Vaughn Anson


(przed lekcją proszę o zapoznanie się z opisem Sali, bo Jo zrobiła małe przemeblowanie 😊 )


Jo już dobry miesiąc temu wiedziała, że ten cały bal nie był dobrym pomysłem, a z pewnością nie tuż przed egzaminami, bo przez ostatnie dwa tygodnie uczniowie mogli się skupić tylko na tym kto z kim pójdzie, kto się w co ubierze i innych tego typu pierdołach. No i przez to, że w dzień balu część zajęć została odwołana, była teraz zmuszona połączyć kilka klas, których przez zróżnicowanie poziomu normalnie by nie połączyła, dlatego właśnie na tablicy, oprócz niezbędnych notatek, napisała jedno zdanie i zabarwiła je na czerwono, żeby od razu przyciągnęło wzrok, nawet tych siedzących w ostatnich rządach.
Przy stanowisku nie mogą się znajdować więcej niż dwie osoby, przy czym każdy obecny piątoklasista musi być w parze z osobą ze starszej klasy.
Na taką, a nie inną opcję zdecydowała się w związku z poziomem przerabianego eliksiru. Amortencja była w curriculum klas szóstych, więc co poniektórzy młodsi uczniowie mogli sobie zwyczajnie nie poradzić, a siódmoklasiści, którzy już ten eliksir powinni znać, mogli potraktować do jako powtórkę do zbliżających się wielkimi krokami OWUTEMów, lub okazję do podszkolenia swoich zdolności nauczycielskich.
Zazwyczaj przed lekcją siedziałaby w swoim gabinecie oceniając prace lub przygotowując materiał na następne zajęcia, jednak tym razem zdecydowała się na poczekanie w klasie, w razie gdyby któryś z uczniów miał jakieś pytania dotyczące lekcji, no i dzięki temu mogła mieć oko na eliksir w ostatniej fazie ważenia, dlatego cała sala była wypełniona wonią… No właśnie, każdy odczuwał inaczej ten zapach. Dla pani profesor Amortencja pachniała lasem i nutką cynamonu, która zawsze była obecna w jej gabinecie w Castelobruxo, bo Gabe notorycznie przynosił jej Bolinho de Chuva robione przez jego babcię. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie tęskniła za Brazylią, ale w Anglii miała ważniejsze rzeczy do zrobienia.
W oczekiwaniu na… ekhem, ekhem… głodnych wiedzy uczniów, zaczęła przeglądać notatki z badań, które aktualnie prowadziła. No, może nie tak aktualnie, bo przez ostatnie kilka miesięcy zrobiła sobie przerwę, ale miała zamiar do nich wrócić pod koniec czerwca, gdy uczniowie wrócą już do swoich domów i będzie miała choć chwilę spokoju.

Lekcja zacznie się w piątek, 12 października. Docenię, jeżeli chętne osoby wyślą mi prywatną wiadomość z informacją, że się zjawią.
_________________
I balanced all, brought all to mind,
The years to come seemed waste of breath,
A waste of breath the years behind
In balance with this life, this death.
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 152
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Wto Paź 09, 2018 9:03 pm   
   <Multikonta: --


Na te zajęcia zawsze chodziła najchętniej. Świetnie sobie na nich radziła, ale to nie to było powodem jej miłości do Eliksirów, choć napewno pomagało to ją pielęgnować. Uważała, tę dziedzinę za najbardziej subtelną cześć magii, a do tego najpotężniejszą. Przed większością zaklęć można obronić się innymi prostymi zaklęciami, albo unikiem. Przygotowanie eliksiru wymagało więcej zaangażowania, wiedzy i pracy, a i obronić się trudniej.
Jako pierwsza weszła do sali. Często zdarzało się, że pojawiała się przed czasem. Zajmowała wtedy stałe miejsce z przodu klasy po lewej stronie i bez pośpiechu przygotowywała się do zajęć. Tym razem zaraz po wejściu do sali, do jej nozdrzy dotarł zapach delikatnych perfum (dobrze wiedziała do kogo one należą i przeklnęła się w myślach). Wiedziała, że jego nie ma w sali, więc nie ciężko było się jej domyślić skąd ten zapach, te teorie potwierdził też drugi zapach, zapach stajni i koni. Uśmiechnęła się i ruszyła do ławki, czym była bliżej, tym zapach stawał się intensywniejszy.
- Dzień dobry. - Przywitała się z profesor Schuyler i zajęła miejsce. Pewnie będą ważyć Amortencję, bez powodu nie byłoby tutaj kościółka z tą substancją. Spojrzała na tablice i uniosła brew, ciekawe. Raczej nie często pracowali w większych grupach, nie wydawało jej się też, by Amortencja wymagała pracy większej ilości rąk niż dwie.
Zaczęłaby już znosić składniki, ale wolała poczekać na początek zajęć. W końcu pewnie młodsze klasy też mają się uczyć, a skoro ma z nią siedzieć ktoś młodszy, to nie będzie go wyręczać. W ten sposób z pewnością nic by się nią nauczył, choć nie ukrywała, że zdecydowanie wolała pracować sama.
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 95
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Śro Paź 10, 2018 11:26 pm   
   <Multikonta: RW | FL


To była miła odmiana, jak raz nie musieć przyspieszać kroku za każdym zakrętem i odliczać nerwowo sekund do wyznaczonej godziny. Zbyt łatwo było powtarzać sobie "jeszcze mam czas", nim wreszcie to stwierdzenie stawało się kłamstwem. I to nie tak, że lekceważąco podchodziła do lekcji; zwyczajnie jakimś cudem zawsze miała wrażenie, że zdąży i... rzeczywiście zdążała. Zazwyczaj na ostatnią chwilę, ale jednak!
Teraz czuła się wręcz trochę dziwnie, jakby wcale nie wybierała się na lekcje, a na spotkanie ze znajomymi. Skoro już jednak tak się złożyło, że wyszła z Pokoju Wspólnego odpowiednio wcześnie, a do klasy eliksirów miała niedaleko - w dodatku nie musiała się mozolić z żadnymi schodami - to wszystko wskazywało, że zjawi się na czas.
Znaki na niebie i ziemi okazały się właściwe (trzeba się będzie pochwalić na wróżbiarstwie) i Madelaine udało się przekroczyć próg sali w momencie, w którym wewnątrz znajdowały się tylko dwie osoby. W dodatku jedną z już obecnych była pani profesor, także po raz pierwszy od dawna Puchonce trafił się niemal pełen wybór dostępnych stanowisk. Taki prezent od losu!
- Dzień dobry! - przywitała się od progu, swoim zwyczajem kierując promienny uśmiech na prawo i lewo. W pomieszczeniu unosił się jakiś miły zapach, którego właściwie nie potrafiła jeszcze nazwać, ale wydawał się dziwnie znajomy. Tak czy owak humor miała wyśmienity, w dodatku roznosiła ją energia, stąd nawet zająwszy swoje miejsce wciąż zerkała ku drzwiom. Reszta klasy - a w zasadzie trzech klas - powinna pojawić się lada moment!
_________________


 
 
     

Adrien Creed
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 09 Lip 2018
Posty: 20
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa płomykówka - Shavrei
Różdżka: Włos mantikory, 13 cali, cis, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, trochę pergaminu, pióro, atrament
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 7
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Paź 11, 2018 3:11 pm   
   <Multikonta: --


Eliksiry. Moment, w którym niecierpliwi odchodzili z niczym, nieuważni zyskiwali poparzenia i bolesne rany, a każda pomyłka mogła skończyć się tragedią. Ale to nie dlatego Adriena tak ciągnęło do tej dziedziny. Uwielbiał łączyć składniki tak, by wreszcie coś z nich powstało. To nie byle machanie różdżką i wykrzykiwanie formułek, to właśnie oczekiwanie na odpowiedni moment, który łatwo było zniszczyć. I niektóre zioła całkiem przyjemnie pachniały.
Wyruszył z Pokoju Wspólnego dość wcześnie jak na fakt, że do klasy było blisko, ale nienawidził się spóźniać. A do tego im prędzej przyjdzie tym lepsze miejsce będzie mógł zająć. Nie mógł się doczekać tego co pani profesor im przygotowała na ten dzień. Od wielu lat wertował podręczniki do eliksirów, za każdym razem wyobrażając sobie proces przygotowywania tych specyfików, a później czekając na zajęcia. Zwykle okazywało się potem, że wielokrotne przeczytanie całego rozdziału niewiele dawało, bo praktyka różniła się od teorii, ale chciał być zawsze przygotowany. Wchodząc do sali, do jego nosa dotarła miła mieszanina zapachów: powietrze świeżo po burzy, zioła i kwiaty, woń ogniska. Wciągnął to głęboko w płuca i powoli wypuścił. Lochy by tak nie pachniały, więc coś musiało być nie tak...
- Dzień dobry, pani profesor. Cześć Beatrix - powiedział, mijając Madelaine jakby jej w ogóle nie zauważył. Dzisiaj pewnie też będzie pracować z jakimiś swoimi nowymi kolegami, więc chciał okazać swojego męskiego focha. Zajął ławkę z przodu po prawej i przyjrzał się tablicy. Że robić coś wspólnie przy kociołku? Nie przepadał za dzieleniem się pracą przy eliksirach. Ktoś mógł wszystko popsuć, strącić naczynie, dorzucić o kroplę za dużo. Ale jak mus to mus, nie miał co się kłócić z nauczycielem. Zerknął na kociołek niedaleko profesor Schuyler. Bliżej mieszanina miłych zapachów była wyraźniejsza. Amortencja? Hm...
_________________
 
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 35
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Pią Paź 12, 2018 11:31 am   
   <Multikonta: Raphael C.


Dorian musiał pokonać naprawdę dużą liczbę schodów, żeby dostać się do podziemi, gdzie znajdowała się klasa eliksirów. Właśnie dlatego opuścił Pokój Wspólny Krukonów dość wcześnie, żeby dotrzeć na miejsce o czasie, a dodatkowo nie musieć się przejmować spóźnieniem jeśli schody okażą się dziś wyjątkowo kapryśne. Przezorny zawsze ubezpieczony, jak to się mawia. No i dobrze zrobił, bo schody faktycznie okazały się tego dnia nieco humorzaste, choć nie pokazały pełni swoich możliwości i tylko trochę mu utrudniły trasę; chłopak nie stracił przez to zbyt wiele czasu, ale i tak pod koniec musiał nieco przyspieszyć kroku, żeby mieć pewność, że na pewno się nie spóźni na zajęcia.
Lekcje z eliksirów lubił chociażby za to, że wymagały dużo większego skupienia i precyzji przy ważeniu mikstur, bo czasem wystarczyło dodać czegoś o jedną uncję za dużo, by wszystko zniszczyć albo uzyskać efekt zupełnie odwrotny do zamierzonego. To subtelna sztuka, której potęgi wielu nie było w stanie docenić, bo nie była tak widowiskowa jak chociażby rzucanie zaklęć czy nauka obrony przed czarną magią. Eliksiry były po prostu inne od reszty lekcji, a przez to i na swój sposób bardziej fascynujące, przynajmniej w odczuciu Doriana. Chłopak wprawdzie starał się podchodzić do każdych zajęć z dobrym nastawieniem i z góry niczego nie skreślać, ale wiadomo - zawsze trafiały się takie, na które uczęszczał jednak nieco chętniej. I można rzec, że eliksiry zaliczały się właśnie do tej kategorii.
- Dzień dobry, pani profesor - przywitał się z obecną w klasie nauczycielką, zająwszy miejsce przy jednej z ławek gdzieś bliżej początku, a następnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Nie spóźnił się, ale nie przybył też jakoś bardzo wcześnie, więc zaskoczyła go odrobinę tak niewielka frekwencja. Jasne, było jeszcze nieco czasu, ale mimo wszystko. Zaraz jednak skupił swoją uwagę na czerwonym napisie widniejącym na tablicy i delikatna zmarszczka pojawiła się na czole szatyna. Praca w parach? Nie przeszkadzało mu to jakoś wybitnie, ale akurat eliksiry były jednak przedmiotem, na którym preferował samotną pracę, bo w taki sposób miał pełną kontrolę nad ważoną miksturą. Skoro jednak taka była decyzja profesor Shuyler, to nie jemu z tym dyskutować. Dopiero też w tym momencie zwrócił uwagę na unoszący się w klasie zapach, którego sam nie potrafił do końca określić, poza tym, że kojarzył mu się z czymś przyjemnym. No tak, Amortencja.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 1,01 sekundy. Zapytań do SQL: 9