Ważne! Rewolucja kociołkowa czyli nowy system Eliksirów i Zielarstwa!
► Poszukujemy śmierciożerców oraz aurorów!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów!
► Trwa bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

152
157
135
144

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Dwór Rodu Blishwick
Autor Wiadomość

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 42
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki
Sakiewka: 80
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Śro Paź 03, 2018 1:28 am   Dwór Rodu Blishwick
   <Multikonta: Vaughn Anson


Ostatnio zmieniony przez Jo Schuyler Sob Paź 06, 2018 3:33 am, w całości zmieniany 4 razy  
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 42
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki
Sakiewka: 80
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Śro Paź 03, 2018 4:30 am   
   <Multikonta: Vaughn Anson


Jo nie miała pojęcia dlaczego tak właściwie zgodziła się na prywatną lekcję latania Przecież nie potrzebowała tej umiejętności na teraz, zaraz natychmiast. Dobrze się czuła stąpając dwiema stopami po ziemi, co najwyżej od czasu do czasu wsiadając do latającego samochodu, a i to było rzadkie. I było też tak, że bała się wysokości, bo mogła stąpać po murku wieży astronomicznej bez większego strachu. Po prostu nie lubiła mioteł. Z wzajemnością. Ostatni raz chyba znalazła się pobliżu jednej, gdy sama jeszcze uczęszczała do Hogwartu., a to było ponad 3 dekady temu. Jednak pomimo upływu czasu aż za dobrze pamiętała gwałtowną reakcję kija do sprzątania, przez który wylądowała w skrzydle szpitalnym na dobrych kilka godzin.
Swoje też zrobiły nauczania matki i ojca, bo przecież młodej damie z tak porządnego rodu nie wypadało zadzierać kiecy pod chmurami, choć może gdyby Jo miała choć odrobinę zdolności w tej dziedzinie, byłaby znacznie bardziej uparta w łamaniu tej konkretnej zasady.
Ale gdy w trakcie rozmowy z Josephem wypłynął temat coś ją opętało i właśnie dlatego stała teraz na granicy punktu aportacyjnego a pobliżu rodzinnej posiadłości, czekając na bruneta z kubkiem gorącej herbaty, który bardziej miał za zadanie ogrzać jej dłonie, niż stanowić prezent powitalny dla Holta. Pomimo tego, że był już kwiecień, poranki nadal były chłodne, a zaklęcia ocieplającego nie rzuciła tylko dlatego, że brunet miał się zjawić lada moment. Jeszcze tylko chwila… Zaraz na pewno się zjawi… No już… Nie po to przecież dzień wcześniej teleportowała się do dworku, gdzie kazała skrzatom zrobić zakupy żywieniowe i w razie czego przygotować sypialnię gościnną, w końcu nigdy nic nie wiadomo, a pijanego go do domu przecież nie puści. Nie mieli już dwudziestu lat, żeby wracał przez kampus, trzymając się miotły tylko jedną nogą, o teleportacji nawet nie wspominając. Mógł przecież zgubić coś znacznie cenniejszego.
Przez to całe oczekiwanie w chłodzie zaczęła ciągać nosem i zgrzytać zębami. Czyżby pomyliła godzinę? I chyba powinna się cieplej ubrać, skoro mieli spędzić znaczną część dnia na zewnątrz, i to raczej wyżej, niż niżej. A im wyżej, tym chłodniej. Aż przeszedł ją dreszcz na samą myśl. Tak, zdecydowanie powinna się cieplej ubrać. Ale nawet nie wiedziała za bardzo w co, bo przecież nie miała w szafie niczego związanego z tego typu treningiem. Nawet nie pomyślała, żeby poprosić bruneta o jakieś rekomendacje, bo to nie tak, że nie mogła sobie pozwolić na kupienie czegoś, co założy tylko raz; jej siostra robiła to notorycznie, a ich rodzinny skarbiec wybitnie nie zubożał przez te wszystkie lata.
_________________
I balanced all, brought all to mind,
The years to come seemed waste of breath,
A waste of breath the years behind
In balance with this life, this death.
 
     

Joseph Holt
Brytyjska Międzynarodowa Konfederacja Czarodziejów
Dołączył: 13 Lip 2018
Posty: 15
Wiek: 47
Krew: Czysta
Pupil: Kura Stefani
Różdżka: Kieł Cerbera, 7 cali, Czarny Bez, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, Sproszkowany róg dwurożca i fiolka krwi salamandry
Sakiewka: 20 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 30
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 40
Z. zwykłe: 60
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 50
Miotlarstwo: 40
Wysłany: Czw Paź 04, 2018 12:47 am   

Wielką zagadką jest czemu brunet w luźny sposób zinterpretował godzinę spotkania z Jo. Wcale nie wstał za późno czy spalenie śniadania w ogóle nie zajęło mu za dużo czasu. W jednym momencie czyścił zęby, a w drugim patrzył w zaparowane lustro i myślał o tym co tak w ogóle stało się z Schuyler. Elegancka panienka, którą zawsze idealizował na wzór stąpającej twardo po ziemi arystokratki, mistrzyni eliksirów jaki i znakomita zielarka nagle chciała wzlecieć ponad ziemię. Joseph pomyślał jak to mogło się stać? Czy Jo nie ma przypadkiem nowego przepisu na eliksir o właściwościach odurzających? Może umawiali się już w stanie niespełna świadomości? Tak czy tak, wspominanie kiedy to Holt latał napity jak szpadel na swojej miotle po kampusie w studenckich czasach musiało jakoś wpłynąć na Jo. Ciekawie wyszło z tym, że umówili się na lekcję latania na miotle. Czego jak czego, ale takiej posady nauczycielskiej Joseph jeszcze nie obejmował. Nie wypadało się na nią spóźnić, co chyba się powoli działo.
Postanowił przylecieć miotłą do umówionego wcześniej miejsca i tym razem starał się nadrobić stracony czas! Myślał jeszcze nad przebiegiem tej lekcji, myślał o tym jak potoczyła się kariera z lataniem Jo. Czy powinien ją ostrzec o jakiś błahostkach typu strój czy pogoda. Joseph w Japonii nieco się na takie warunki uodpornił, przecież znany ojciec do czegoś zobowiązywał.
Majestatyczne wylądowanie na trawniku to było mało, by wynagrodzić zmarzniętej znajomej kilka(naście) więcej minut czekania na swoją osobę. Na ziemi zaraz przyśpieszył kroku, by przywitać się z damą na włościach. Wyciągnął z kieszeni ocieplacze na ręce i ochraniacz. Uśmiechnął się z wyrzutem i zaraz zamienili się darami, które trzymali w rękach. Nawet przyjacielsko się przytulili, bardziej w ramach ogrzania się niż spoufalania.
- Czy nie będą mnie czekać za to jakiejś sankcję? - zapytał z błagalną miną, licząc na zrozumienie. - Wybacz, że się spóźniłem - dodał w końcu.
_________________
And when Love speaks, the voice of all the gods Makes heaven drowsy with the harmony.
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 42
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki
Sakiewka: 80
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Czw Paź 04, 2018 6:29 pm   
   <Multikonta: Vaughn Anson


Kiedy w końcu dojrzała przyjaciela, nie mogła powstrzymać uśmiechu, pomimo tego, że przemarzła do szpiku kości. To cud, że nie zaczęła niekontrolowanie drżeć, ale to akurat była jej własna wina. Gdyby wybrała się na poranny bieg, taki strój byłby jak najbardziej odpowiedni, jednak gdy stało się niemal bez ruch, termoizolacyjny materiał nie pomagał aż tak bardzo, jak powinien, bo ciało nie generowało więcej ciepła. Musiała szczerze przyznać, że nawet nie wiedziała, jak to będzie wyglądać przy lataniu. Czy będzie bardzo się męczyć, czy może wręcz przeciwnie…? Była pewna tylko jednego – na pewno nie raz dziś wyląduje na ziemi, i to bynajmniej nie z gracją, jak to zrobił Holt.
- Nie przejmuj się. – powiedziała pociągając nosem – Odbiorę to sobie w naturze. – zażartowała, po czym wtuliła się odrobinę mocniej w umięśniony tors przyjaciela. Gdyby był środek lata, na pewno nie próbowałaby przedłużyć uścisku, ale słońce nie było jeszcze wystarczająco długo nad horyzontem, żeby ogrzać wszystko, czego tylko sięgały jego promienie.
Gdy już się od niego odsunęła naciągnęła pospiesznie ocieplacze na dłonie. Nie miała pojęcia, z jakiego materiału były wykonane, ale jej skostniałe z chłodu palce zdecydowanie poczuły ulgę.
- Jakieś nowości? – spytała, starając się nie myśleć o wszystkich możliwych kontuzjach, których mogła się nabyć. W ramach przygotowania kilka dni wcześniej uwarzyła nawet szkiele-wzro i eliksir przyspieszający gojenie ran, bo przecież nigdy nic nie wiadomo, a przezorny zawsze ubezpieczony. Ale z drugiej strony chciała przynajmniej spróbować, bo przecież bliżej jej już było do pięćdziesiątki niż czterdziestki i pewne podstawy w tym wieku wypadałoby znać. I to nie tak, że chciała od razu startować do narodowej drużyny Quidditcha, zdecydowanie zadowoli się wzbiciem w powietrze, przeleceniem kilkunastu metrów i bezpiecznym lądowaniem. Do tej pory zawsze miała problem z tym, żeby miotły się jej słuchały i albo wyczyniały dziwne tańce w powietrzu, albo gwałtownie przyspieszały, albo w ogóle nie chciały się wzbić w powietrze. Nie miała pojęcia co było tego przyczyną, ale było jej odrobinę głupio, że tak szybko się poddała, bo to nie leżało w jej naturze. Może dlatego też w końcu chciała nadrobić zaległości? – Coś ciekawego u mamusi? – dodała ze szczerym uśmiechem.
_________________
I balanced all, brought all to mind,
The years to come seemed waste of breath,
A waste of breath the years behind
In balance with this life, this death.
Ostatnio zmieniony przez Jo Schuyler Nie Paź 07, 2018 3:30 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
     

Joseph Holt
Brytyjska Międzynarodowa Konfederacja Czarodziejów
Dołączył: 13 Lip 2018
Posty: 15
Wiek: 47
Krew: Czysta
Pupil: Kura Stefani
Różdżka: Kieł Cerbera, 7 cali, Czarny Bez, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, Sproszkowany róg dwurożca i fiolka krwi salamandry
Sakiewka: 20 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 30
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 40
Z. zwykłe: 60
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 50
Miotlarstwo: 40
Wysłany: Nie Paź 07, 2018 2:51 am   

Salwy śmiechu pary znajomych rozgrzały chłodnawy poranek do tego stopnia, że uwidoczniły się stróżki gorącego powietrza. Co na pewno nie zostało spowodowane herbatą, która podgrzewała atmosferę równie dobrze, co zabawne zgryźliwości Jo. Niestety wczesne godziny poranne (czy w ogóle bycie w porze dnia) sprawiały, że Joseph wyglądał jak ktoś niedożycia. Co więcej - zachowywał się podobnie. W jego głowie żadna riposta nie wkraczała w etap tworzenie się, dlatego machnął ręką i dodał jedynie małą sugestię motywowaną prośbą błagalną.
- Bylem jeszcze kontaktował - uśmiechnął się, ale z tyłu swojej głowy Holt myślał nad tym wykorzystaniem bardziej dosłownie. Możne Jo nie wykorzysta go niczym nowego Atlasa do wiecznego podtrzymywania jej kociołków na krańcu swojej rezydencji, ale i tak może wyjść ciekawie. Przecież czarownice nie są sadystkami, one po prostu w diabelski sposób wykorzystują swoją kreatywność. Płynny ogień, pomyślał i zaraz wyobraził siebie w roli króliczka doświadczalnego dla Jo. Kiedy ona stworzy eliksir, który łączy się z hemoglobiną, wywołując wrażenie palenia żył od środka, Joseph będzie gotów i go nawet przetestuje!
- Hm - uniósł pytająco brew, mierząc Schuyler niepewnym spojrzeniem. Miło, że chciała wywiązać rozmowę przed sesją miotlarskich tortur fizycznych, ale jakby zagadała Holt to bardzo szybko zmieniłby się ich cel dzisiejszego spotkania. Póki co to się tym nie przejmował. - Dobrze niej, dziękuję - poczęstował się herbatą Jo - jej smoki już podrosły, powoli jej się nudzą. Kolejnym jej a chyba też ostatnim eksperymentem naukowym ma być wyhodowanie bazyliszka i akromantuli na jednym podwórku - wzruszył ramionami jakby wcale nie przejmował się tym uporem swojej matki. Jospeha zawsze bardziej fascynowało czemu jego matka żyję tak długo i czy sekretem do tego jest ten specjalny matczyny atrybut(wódka), czy może dobre geny.. Szczerze - chciałby przeżyć końcówkę życia podobnie jak swoja matka. Bardzo osobliwie i ordynarnie. - Dlatego mam problem w znalezieniu jej pomocy domowej. Wiesz, skrzaty jakby dość szybko, eee... - zaciął się w poszukiwaniu jakiś słów poprawnych politycznie - są zjadane. - To był temat rzeka, ale przynajmniej kaptur jakiegoś czerwonego kapturka mógł zmienić kolor.
- A Ty jak tam przed lekcją latania? Nie próbujesz mnie zagadać póki co? - przeszedł do konkretnego pytania, bo z tego co mu się zdawało to mieli jedną miotłę przy sobie.
_________________
And when Love speaks, the voice of all the gods Makes heaven drowsy with the harmony.
  
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 42
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki
Sakiewka: 80
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Wto Paź 09, 2018 3:18 am   
   <Multikonta: Vaughn Anson


To naprawdę wcale nie było tak, że miała jakąś fobię przed lataniem, kilka razy nawet dała się namówić na lot czarodziejskim motorem, a raz nawet hipogryfem, ale cała ta przeszłość z miotłami sprawiała, że nie oczekiwała z niecierpliwością kolejnych prób i kolejnych porażek, bo tego, że te nastąpią była pewna. Miała jednak trochę nadzieję, że doświadczenie weźmie górę.
- Ta kobieta odrobinę mnie przeraża. – przyznała szczerze. Początkowo podchodziła bardzo sceptycznie do Pani Holt, ale to można było powiedzieć o każdej matce, jaka tylko stawała na jej drodze, bo z góry zakładała, że wszystkie były choć odrobinę do jej własnej, a to prawdą nie było, i dopiero z wiekiem Jo się o tym przekonała. Ale cóż, czasu nie cofnie, słów nie połknie, jedyne co mogła zrobić to przeprosić. – Ale w ten pozytywny sposób. – pięknie Jo, tak, z pewnością coś może być pozytywnie przerażające. Miała na myśli to, że w takim wieku mieć tyle zapału, chęci do życia i cierpliwości wzbudzało podziw, ale jednocześnie i strach, bo gdyby matka Josepha nagle postanowiła przerzucić swoją uwagę na powiedzmy… trenowanie Bazyliszków do petryfikowania kogo popadnie, to świat ległby w gruzach jeszcze przed kolacją.
Dopiero teraz zauważyła, że Holt miał tylko jedną miotłę i miała ochotę palnąć się ręką w czoło. Nie miała zamiaru na jedną, może dwie lekcje wydawać fortuny na nowiutką miotłę, ale przynajmniej mogła wypożyczyć jakąś ze szkoły, Chris raczej by się nie obraził, choć była niemal pewna, że komentarzy na temat jej braku zdolności nie byłoby końca.
- Zagaaadaaaać? Ktoooo? Jaaaaa? Nieeee… - teatralnie przeciągnęła samogłoski, nawet nie próbując ukryć szerokiego uśmiechu, który rozkwitł na jej twarzy. – Pan chyba mnie z kimś myli, Panie Holt. – dodała, kiedy już się zatrzymali w miejscu.
Ogrody niczym nie przypominały przepięknego labiryntu kwiatów, krzewów i drzew z czasów dzieciństwa Jo, ale gdy przez 20 lat o coś się nie dbało, czasami lepiej było wszystko wyrwać z korzeniami i zacząć z czystą kartą, co po długiej rozmowie z siostrą uczyniła, dlatego stali teraz na dość sporej otwartej przestrzeni pokrytej wyłącznie trawą. Może kiedyś przekupi profesora zielarstwa, żeby pomógł jej stworzyć coś, co choć w niewielkim stopniu będzie przypominało czasy świetności tego miejsca, ale póki co – pomiędzy sprawdzaniem esejów i przygotowaniem uczniów do egzaminów zwyczajnie nie miała na to czasu.
Dobrze, że nocami były jeszcze przymrozki i stąpali po twardej ziemi, choć pewnie koło południa do się zmieni. Nie wiedziała, co mogło być gorsze – wylądowanie zlodowaciałej glebie, czy raczej wywinięcie orła w błocie. Mimowolnie się uśmiechnęła myśląc, co by jej uczniowie powiedzieli, gdyby mieli okazję zobaczyć ją w takiej sytuacji.
- Więc co mam robić?
_________________
I balanced all, brought all to mind,
The years to come seemed waste of breath,
A waste of breath the years behind
In balance with this life, this death.
 
     

Joseph Holt
Brytyjska Międzynarodowa Konfederacja Czarodziejów
Dołączył: 13 Lip 2018
Posty: 15
Wiek: 47
Krew: Czysta
Pupil: Kura Stefani
Różdżka: Kieł Cerbera, 7 cali, Czarny Bez, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, Sproszkowany róg dwurożca i fiolka krwi salamandry
Sakiewka: 20 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 30
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 40
Z. zwykłe: 60
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 50
Miotlarstwo: 40
Wysłany: Czw Paź 11, 2018 1:26 am   

Stosunki z rodzicami wielu pokoleniem przysparzało masę kłopotów. Nie ogranicza się to tylko do relacji córka-matka itp., w tym wszystkim jest również coś o wiele straszniejszego i gorszego - relacje znajomych z rodzicami znajomych! Za każdym razem gdy Joseph poruszał temat swojej matki z Jo, to ta reagowała za każdym razem inaczej. Przynajmniej tak to odbierał Holt i nieco go to nawet śmieszyło. Chyba, że akurat się bał gniewu wymieszanego z załamaniem Jo i bycia królikiem doświadczalnym dla jej nowych kwasów. Zmarszczył brwi gdy usłyszał dość zadziwiający komentarz o swojej Hazel, uśmiechnął się zmieszany, potem nawet się zaśmiał.
- Tsa - zaczął z lekka ironicznie - to zaskakująca kobieta, może budzić wiele kontrowersji? - zapytał się, bo jednak tok tej rozmowy zaczynał być nieco niezrozumiały. Nawet nie tyle co przebieg, a brak taktu w wypowiedzi Josepha pchał go w stronę zakończenia wątku. Facet machnął w końcu na to ręką, jego twarz rozpromieniała - nieważne. Byle ta kobieta nie sprowadziła na na ludzi zagłady - pokiwał twierdząco głową - już prawie wyhodowała pokolenia Kapturków, które zmniejszyło populacje druzgotów w jej zwierzyńcu. - Nachylił w stronę Jo. -Gdyby ktoś Cię pytał to nie masz pojęcia o tej kobiecie - dodał szeptem. - A najwyżej mów, że opiekuje się kurą, gdy ja zaniemogę. - Uciął temat, bo jednak czego Ministerstwo nie wiem, tego nie zakazuje.
- To jeśli Pani Josephine Schuyler korzysta z chwil - sugestywnie wskazał na nią dłonią - to mogłaby pochwalić się co się w jej życiu dzieje. Ktoś już zniszczył salę od eliksirów? - Holt czasem wspominał o Hogwarcie z melancholią w głosie. Kiedyś już prawie czuł ciepłą posadę na stanowisku profesora od ulubionego przedmiotu milionów uczniów w całym magicznym świecie! Nawet już nie pamiętał jak jego zajawka się nie sfinalizowała, ale w jego CV, zawsze będzie to miejsce, do którego może wpisać jedne i jedyne meh. Zwłaszcza, że większa część jego znajomych nauczają w tej szkole.
Klasnął w dłonie. Potarł je. Podał Jo miotłę. Teoretycznie już zaczęło się Piekło. Joseph chciał już przemówić, zmotywować znajomą, a później zorientował się, że Jo nie ma miotły. Uśmiechnął się do niej jak do dzieciaka na pierwszej lekcji miotlarstwa w Mahoutokoro. Podał miotłę swojej gospodyni.
- To jest Kometa 260. Myślę, że ona jest w takim momencie swojego życia, że nawet jak zostanie zniszczona to nic się nie stanie. Dlatego lubię nią latać, jak wlecę na drzewo to nic. Jeśli najwyżej wlecisz w mur to uratuję Cię jako pierwszą - uśmiechnął się z przekąsem. - Ogólnie to po Twoim pytaniu stwierdzam, że mało pamiętasz z Latania. No, ale wychodzę z założenia, że jak uczeń sam dojdzie do wniosków to wiedza jest lepiej przyswajana. - Sam się zdziwił jak się w to zaangażował. A to tylko głupia miotła. - Dosiadania nie jest wcale takie proste.
_________________
And when Love speaks, the voice of all the gods Makes heaven drowsy with the harmony.
 
     

Jo Schuyler
Prof. Eliksirów
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 42
Wiek: 46
Krew: czysta
Pupil: Malezyjski Niebieski Wąż Koralowy, zwany również Kulką; Czarny Maine Coon bez jednego oka, w dobry dzień zareaguje na imię Hrabia
Różdżka: włókno z serca żmijoptaka, 13 3/4 cala, świerk, sztywna
Ekwipunek: różdżka, drobniaki
Sakiewka: 80
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 80
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 40
Miotlarstwo: 0.
Wysłany: Pon Paź 15, 2018 6:55 am   
   <Multikonta: Vaughn Anson


- Ja przecież nigdy nic nie wiem. – uśmiechnęła się lekko. Biorąc pod uwagę, ile razy na studiach kryli sobie tyłki, Joseph powinien coś wiedzieć na ten temat. Swoją drogą fajnie by było po lekcji otworzyć butelkę whisky z partii, którą robili jeszcze w tamtych czasach… Przez tak nagłą ucieczkę prawie niczego nie spakowała z rodzinnego dworu i po powrocie czekała ją miła niespodzianka w postaci pełnoletniego już składziku alkoholu, który przez te wszystkie lata tylko pięknie dojrzewał pod dużą wtedy warstwą kurzu. Tamte czasy były zdecydowanie prostsze.
Gdy tylko jej dłoń dotknęła miotły, poczuła wrogie wibracje. Miała wrażenie, że Kometa wyczuła jej brak zdolności i ani myślała dziś współpracować, ale może to tylko działo jej się w głowie.
- Odpuść mi, to było dobre trzy dekady temu… - westchnęła tylko, nawet nie chcąc myśleć o pierwszej lekcji, po której wylądowała w skrzydle szpitalnym. W te klocki jej siostra była znacznie lepsza, Jo z kolei nadrabiała eliksirami za dwóch, jeżeli nawet nie trzech. Jej nauczyciel szybko zorientował się, że ma w swojej klasie nieoszlifowany diament i robił wszystko co tylko mógł, żeby nauczyć ją wszystkiego, co sam potrafił. Szkoda tylko, że na studiach nie mogła mieć prywatnego toku nauczania, ale hej – od czego były drugie kierunki.
- Eeee… Zakładam, że mam wylądować z miotłą między nogami… - mruknęła na komentarz o dosiadaniu, ale prawda była taka, że doceni każdą, nawet najmniejszą radę. Była zdeterminowana i dodatkowo chyba udzielił jej się nastrój Holta, który sprawiał wrażenie zaangażowanego. W sumie nawet nie wiedziała, czemu nie poprosiła go o dodatkowe lekcje jeszcze na studiach, przecież Joseph już wtedy przodował w miotlarstwie. Ale może wtedy duma stanęła jej na drodze? Albo po prostu pomiędzy dwoma kierunkami i obowiązkami śmierciożercy nawet nie znalazłaby czasu. Ale cóż – co się stało, to się nie odstanie. Miotła. Latanie. Teraz. Nie połam się tylko. – przywołała się do porządku w myślach.
- Jest jakaś konkretna technika, którą polecisz dla takiego laika jak ja? – spytała, odrobinę bojąc się zrobić cokolwiek sama, co totalnie gryzło się z jej wizerunkiem.
_________________
I balanced all, brought all to mind,
The years to come seemed waste of breath,
A waste of breath the years behind
In balance with this life, this death.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 11