Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Pamiętamy! II rocznica Bitwy o Hogwart!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Posiadłość rodu Verendal
Autor Wiadomość

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 369
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Śro Paź 03, 2018 11:22 pm   Posiadłość rodu Verendal
   <Multikonta: N.W.
 


Stanley Park Dr | Vancouver | Kanada
____________________________________________

na co dzień zamieszkiwana przez Avę, Charlesa, Laurence i Annabeth Verendal,
a także okazjonalnie Christophera i Vincenta Verendal.
W święta i zjazdy dom zapełnia się członkami ogromnej rodziny i przyjaciółmi.

Posiadłość zamieszkują również:

Trzy pumy płowe: Toque ♀, Canuck ♂, Keener ♂

i Ryker Callaghan (okolicznościowo)
zapisany wśród zwierzątek na własną prośbę

____________________________________________

        PRZÓD POSIADŁOŚCI
____________________________________________

Ogromna posiadłość znajdująca się w północnym Vancouver, wokół ogrodzona murem z płowej cegły i otoczona bujnymi lasami. Od bramy do placu frontowego prowadzi długa aleja, a przed budynkiem znajduje się sporej wielkości fontanna.
Całość domu jest skonstruowana w symbiozie z mugolską technologią i rozwiązaniami, choć w teorii niepotrzebnymi czarodziejom, to jednak bardzo interesującymi przede wszystkim Charlesa i Christophera.

Dom otoczony silnymi zaklęciami ochronnymi i maskującymi.

Rzuty budynku:


PARTER
I PIĘTRO
II PIĘTRO


Wokół posiadłości znajdują się ogromne połacie zielonego terenu (wydzielone kolejno do ćwiczeń magicznych, gier na miotłach i innych), ogrody, a także sąsiadująca zatoka. W skład dodatkowych zabudowań wchodzą altany, cieplarnia nr II, garaż z dwoma - w tym jednym niesprawnym - mugolskimi samochodami, a także stajnia zamieszkała przez pięć koniowatych:

Guillaume ♂ (Selle français, kasztanowaty), Bouvier des Flandres ♂ (Selle français, siwy), Sullivan ♂ (Quarter horse, gniady), Laika ♀ (Abraksan, siwy), Alyeska ♀ (Aetonan, gniady)

i jednego kuguchara o imieniu Nipawin ♂, który nikogo nie lubi.

____________________________________________


        TYŁ POSIADŁOŚCI
_________________
 
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 369
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Czw Paź 25, 2018 6:56 pm   
   <Multikonta: N.W.
 

Wielogodzinna podróż jaką mieli za sobą była dramatycznie nużąca. Kiedy więc Christopher zauważył już z daleka posiadłość znajdującą się przy Stanley Park Dr, mimowolnie uniósł do góry kąciki ust w radosnym i podekscytowanym uśmiechu, odkładając tymczasowo wszystkie troski na bok i ciesząc się bryzą tak bardzo znajomego powietrza i zapachami ich wielkiego, portowego miasta. Resztkami sił jakie pozostały mu po tym ich całym, amatorskim euroamerica tripie nakierował miotłę ponad murami okalającymi dom i pomknął przed siebie upewniając się, że jego przyjaciel dorównuje mu kroku, czy też raczej skrzydła. Znajomy dźwięk przekroczonej bariery zaklęć był w tym momencie miodem na jego uszy, a on sam zaczął szykować się do lądowania na dziedzińcu, tuż przy starej, acz eleganckiej fontannie.
- Nareszcie. – rzucił, kiedy tylko jego nogi dotknęły brukowanego podłoża, a i Callaghan mógł dosłyszeć jego słowa. Zszedł z miotły przeciągając się i próbując choć w minimalnym stopniu rozchodzić swoje odrętwiałe nogi, bo mimo, że mieli kilka postojów, to raz, że były one krótkie, a dwa było ich mało. Czuł jak całe jego ciało i mięśnie rozluźniają się, a pęcherzyki powietrza w jego stawach przyjemnie strzelają, dając uczucie niebywałej ulgi. Nie ma szans, że tego wieczora będzie jeszcze siedział z rodziną, nie mówiąc już o piciu jakiegokolwiek alkoholu 5 minutes later, bo był tak zmęczony że miał wrażenie iż zaśnie od razu jak tylko padnie na swoje łóżko. Jego towarzysz zresztą też nie wyglądał najlepiej i śmiał twierdzić, że nawet sernik nie będzie w stanie go zreanimować. Chociaż…
Drzwi wejściowe otworzyły się po chwili, a Kanadyjczyk skierował wzrok w tamtą stronę, aby zobaczyć w nich swojego ojca. Charles wyszedł im na powitanie, a kiedy tylko do nich dotarł podali sobie ręce wymieniając kilka uprzejmości, jak to zresztą mieli w zwyczaju. Small talk był specjalnością tego narodu, szczególnie jeśli chodziło o tych dwóch, natomiast Ryker skutecznie optymalizował ilość wypowiedzianych słów na minutę i można było powiedzieć, że normy zostały wyrobione.
Wejście do domu nie różniło się jakoś zbytnio od każdego poprzedniego, no, może poza tym że swojej rodziny nie widział bite pół roku. Zapach pieczonego mięsa i ciast rozchodził się po wnętrzu, tworząc atmosferę podobną do świąt, mimo że do tych było jeszcze co najmniej pół roku.
Nie zdążył jeszcze zdjąć nawet butów, kiedy kątem oka dostrzegł cień szybko zmierzający w jego kierunku. Odwróciwszy się w jego stronę nie miał nawet szansy zareagować, bo sylwetka chłopca z gromkim okrzykiem tato od razu rzuciła mu się w objęcia, co nie było dla niego żadnym zaskoczeniem, a on sam odwzajemnił uścisk. Zapiszcie datę, kiedy w grę wchodzą uczucia, a Christopher z największą szczerością – poza oczywiście Bethą – kogoś przytula.
- Chłopaku, jak Ty urosłeś. – rzucił do Vincenta, kiedy ten w końcu się od niego odkleił i stanął przed nim w całej swej okazałości. Miał już z pewnością ponad sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu, a jak go ostatnio widział, to był święcie przekonany, że nie uda mu się tego pułapu przekroczyć zanim znów się zobaczą. Młodziak był odstawiony jak na jakąś okazję zapewne przez panią Verendal, no bo szczerze wątpił, że matka chłopca wpadła na pomysł tak odświętnego ubioru. Teraz w porównaniu do swojego ojca wyglądał całkowicie odmiennie, bo Chris miał na sobie jakieś wymemłane dżinsy i bluzę, na której dodatkowo była kurtka. Strój jak strój, należało sobie jednak wyobrazić jak to wszystko wyglądało, kiedy patrzyło się na ten outfit zdezelowany kilkudziesięciogodzinną podróżą.
Christopherze Verendalu jak Ty wyglądasz. – oho, o wilku mowa. Wymowny wzrok w kierunku Rykera pomknął jak burza i mężczyzna ledwo powstrzymał się przed przekręceniem oczami widząc powstrzymywany śmiech swojego przyjaciela. Laurence Verendal pojawiła się w zasięgu jego wzroku w zasadzie od razu cmokając na widok jego wyglądu, aczkolwiek już po chwili uśmiechnęła się ciepło i przytuliła syna, aby zaraz po nim zrobić to samo z Amerykaninem i mówiąc mu coś na temat sernika, który wyjęła niedawno z piekarnika.
Jedno było pewne – jego wsparcie zostało natychmiastowo przekupione.
_________________
 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 92
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Paź 27, 2018 12:21 am   
   <Multikonta: DC
 

Ryker nie miał pojęcia jak ten testral to przeżył, nie chciał wiedzieć, nie interesowało go to. Najwyraźniej wśród czarodziejów testrale były czymś na miarę mugolskich samolotów. Szybkie, długodystansowe, ale niezbyt wygodne. Dupsko bolało go niemiłosiernie od kościstego grzbietu tego Magicznego Stworzenia. Przez najbliższe dwa dni będzie chodził jak kowboj i to było pewne. Tak czy inaczej w końcu dotarli na miejsce, pogratulować testralowi wytrwałości i orientacji w terenie, a przy okazji należy zapisać aby zapytać Verendala czemu nie skorzystali z sieciu Fiuu. Najwyraźniej Christopher lubił przygody i to takie, po których Rykera boli dupa. Nie będzie mu narzekał, po prostu nie omieszka wspomnieć przy dobrej okazji, że istnieją też inne środki transportu.
Kiedy już mógł ześlizgnąć się z grzbietu testrala na ziemię poczuł ogromną ulgę a przy okazji ból w dolnych partiach ciała. A niech cię, Christopherze Verendalu. Ty i te twoje przygody! Zachciało mu się na miotle latać ze Szkocji do Kanady. A podobno to Ryker był ten głupszy.
Z panem Verendalem przywitał się, coś tam opowiedział, bo to on był ten od mówienia, po czym pokierował się za Verendalem do wejścia do posiadłości. Zaraz się zmaterializował Vincent, z którym Callaghan zbił piątkę, coś tam nawet do niego powiedział, ale pewnie z ostrożności nie wdawał się w dłuższy dialog bo jeszcze go Betha namierzy i zbije za utrzymywanie dobrych stosunków z bękartem Verendala. Oczywiście to taki nieśmieszny żarcik, Ryker po prostu był wykończony tym powietrznym, kilkunastogodzinnym rodeo. Chciał spać. Wyjątkowo o niczym innym nie marzył jak o samym spaniu.
I zjawia się ona. Cała na biało. W zasadzie to chyba nie, ale jednak. Królowa Serników, Baronowa Blachy i Cesarzowa Surowej Masy. Uściskał panią Verendal, nawet ucieszył się na wieści o serniku, ale nie tak bardzo jak zazwyczaj. Callaghan był naprawdę padnięty. Nawet rozchodniaczka odmówi, dwóch też. No dobra, może nie odmówi bo to niegrzeczne, ale po jednym na nogę i do spanka. Na najbliższe trzydzieści godzin.
Wszedł do kuchni za całą ekipą.
- Pączusiu! - Usłyszał, ledwo próg przekroczył.
Wywrócił oczami. Chyba wolałby słuchać, że wygląda jak lump niż żeby nazywano go pączusiem. Ale to była norma u jego matki. Zaraz się Callaghanowa uwiesiła na nim, wycałowała w oba policzki, a potem wycałowała też Verendala, informując go, że nic się przez ten czas nie zmienił, no może odrobinę wyprzystojniał, ale żeby zaraz z tym nie przesadzał.
A Rykerowi co powiedziała? Oprócz pączusia to zapytała go czy zrobić mu coś do jedzenia. Jakby co najmniej był upośledzony lub jak gdyby u Verendali nie było od tego ludzi!
Rozejrzał się po kuchni, analizując listę zebranych w niej osób, a potem zerknął kątem oka na Verendala.
- Słuchajcie, mam dla was niewiarygodną wiadomość. - Zapowiedział, po czym zrobił dramatyczną pauzę dla efektu albo może na to by Verendal miał czas na ogłuszenie go gdyby się domyślił zawczasu, co Callaghan zamierza przekazać. - Christopher ma dziewczynę! - Powiedział z ekscytacją godną pięciolatka. - Co by oznaczało, szanowna pani Verendal, że wygrałem nasz zakład i teraz czekam na moją nagrodę. Umowa to umowa. - Obwieścił, sadzając dupsko w zasięgu protekcji Verendalowej matki na wszelki wypadek gdyby Christopher jednak nie zdążył go powstrzymać przed tym wyznaniem i dopiero teraz postanowił go za to wyznanie zamordować. Ale on się nie da, on wiedział gdzie usiąść.
_________________

The damage is done, so I guess I be leaving

You don't have to say, what you did
I already know, I found out from him
 
 
     

Dołączyła: 28 Sie 2018
Posty: 4
Wiek: 23
Krew: czysta
Różdżka: Kasztanowiec; Włos kelpii; 11 cali; giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Wysłany: Nie Paź 28, 2018 3:33 am   
   <Multikonta: L.P.|A.W.
 

- Jaki zakład? Mamo, czemu zakładałaś się z tym farfoclem o związek swojego syna, a mojego brata? - weszła do kuchni, celując oskarżycielsko palcem w swoją rodzicielkę i Rykera. - I czemu przegrałaś, skoro mój brat to ziemniak społeczny i nie umie w uczucia? I czemu dowiaduję się dopiero teraz, że masz dziewczynę? - to ostatnie pytanie skierowała do Chrisa, po czym potruchtała w jego kierunku i rzuciła mu się w ramiona z takim impetem, że prawie się przewrócili. Uścisnęła go mocno, zupełnie jakby postanowiła poprzez połamanie żeber wymierzyć mu karę, że nie poinformował jej niezwłocznie o zmianie statusu związku. A ona po prostu bardzo mocno stęskniła się za swoim starszym bratem, który bujał się po całym świecie i którego widywała tak rzadko. Oczywiście nigdy w życiu mu się do tego nie przyzna, co to, to nie. Niech sobie dziad nie myśli. Puściła go dopiero kiedy poczuła, że zaczynają boleć ją ramiona. Zmierzwiła mu włosy z czułością.
- Ryker, opowiedz nam wszystko ze szczegółami! - powiedziała, odwracając się od brata i siadając przy stole naprzeciwko drugiego z mężczyzn. Skoro i tak już palnął, to niech się poświęci i przekaże niezbędne informacje pozostałym. Mogła go oczywiście wziąć na przepytanie przy alkoholu sam na sam, albo przekupić go czymś smacznym. Czuła jednak, że to by mocno nie wypaliło. Po pierwsze, mama Verendal wiedziała prawdopodobnie coś więcej i jej towarzystwo mogło dostarczyć ciekawych szczegółów. Po drugie, Ryker wyglądał, jakby zaraz miał paść trupem ze zmęczenia, więc nie dotrwałby do żadnej spowiedzi nad wódką albo jedzeniem. A po trzecie, wiedziała, że tylko obecność matek obu panów sprawia, że Christopher nie wyszedł jeszcze z kuchni z krwią na rękach. Gdyby poczekała, nie byłoby z kogo wyciągać informacji. Oparła się łokciami o stół, podparła brodę dłońmi i wbiła spojrzenie w Callaghana.
- Jak ma na imię? Skąd pochodzi? Jak wygląda? Jaka jest? Kiedy i jak się poznali? Od kiedy są razem? Mów koniecznie! - podskoczyła delikatnie na krześle. Skoro Ryker ekscytował się jak pięciolatek, to ona też mogła. - Wiesz, że on nie powie nic, więc zrób to dla mnie i sprzedaj go! Płacę w naleśnikach z syropem klonowym!
Westchnęła nieco z nostalgią. Proszę, proszę, Christopher Verendal ma dziewczynę. Człowiek, którego chyba pierwsza i chyba ostatnia relacja z kobietą skończyła się tak epickim dupnięciem, że aż powstał Vincent, znalazł sobie towarzyszkę serca. Kto wie, może i dla niej, Annabeth, też jest jeszcze szansa?
Pomyślała, że jeżeli Ryker nic teraz nie powie, to ona dowie się tego w ten czy inny sposób. W końcu chodziło o jej być może przyszłą szwagierkę. Trzeba wiedzieć, z kim ma się do czynienia. Nie da żadnej paskudzie skrzywdzić swojego brata.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 369
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Nie Paź 28, 2018 8:55 pm   
   <Multikonta: N.W.
 

Czuł się doprawdy fenomenalnie. Fantastycznie było widzieć ich wszystkich razem, ponownie, po tak długim czasie. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, że wzajemnie się widzą… innymi słowy, klasyczny przykład rodziny która dobrze wychodzi nie tylko na zdjęciach. Mężczyzna uśmiechał się coraz bardziej szeroko, kiedy witał się z każdą kolejną osobą, również uprzejmie witając panią Callaghan zaproszoną przez jego matkę, aby nie musieli się rozdzielać. I tak była tu stałym bywalcem, a przyjazd chłopaków z pewnością była swego rodzaju ich mini-świętem. Wiedział, że towarzystwo jego przyjaciela skutecznie obniżało jego szanse na godne spędzenie tego wieczoru bez obaw o wyjawienie niektórych ich przygód na drugim końcu, tak zdawało mu się to nie przeszkadzać. Do czasu, kiedy ten wypalił zdanie, którego nie spodziewał się tu usłyszeć. W każdym razie nie tak szybko. Mam dla Was niewiarygodną wiadomość. straciłem dziewictwo!
Christopher spojrzał na niego przerażonym wzrokiem, a krew odpłynęła mu z twarzy, kiedy wszedł moment dramatycznej pauzy, w trakcie której co prawda mógł mu przypieprzyć, ale skutecznie powstrzymał go paraliż wszystkich członków w szoku jaki obecnie został mu sprawiony. Poruszał niemo ustami jakby chciał powiedzieć „nie czekaj, morda tam”, ale nie mógł wydać z siebie żadnego dźwięku. Wiedział, że nic na to nie poradzi, a krzyczenie na Amerykanina jeszcze bardziej pogłębiłoby zainteresowanie jego rodziny. Najlepszym rozwiązaniem była więc chłodna obojętność, bo nie miał ochoty o tym rozmawiać, a machnięcie ręką zamiast okazywania jakiegokolwiek zainteresowania tematem (nawet przerażenia) skutecznie by pogłębiała ich ogromną ciekawość. Christopher ma dziewczynę! Spierdalaj Callaghan, ale nadal Cię kocham i pij ze mną kompot.
W jego wnętrzu rozrywało się potężne piekło, jednakże na zewnątrz wyglądał… tak jak zawsze. Spojrzał na przyjaciela wzrokiem pełnym zażenowania, a jego postawa wyrażała gifa z Johnem Travoltą rodem z Pulp Fiction. Szczególnie, kiedy w grę wszedł temat rzekomego zakładu z jego własną, rodzoną matką. Co tu się odpierdala.
- Zaraz zaraz jaki za… - zaczął, ale nie dane było mu skończyć, kiedy w ich otoczeniu pojawiła się ona. Jego ulubiony wrzód na tyłku, królowa irytacji, hrabina ciekawości i monarchini rywalizacji – innymi słowy, jego kochana młodsza siostrzyczka. Zaraz, zaraz… farfoclem? Christopher zlustrował ją wzrokiem, typowo udawanie oceniająco, jak zawsze, jakby zastanawiał się czy jej intelekt choć trochę poprawił się odkąd ostatnim razem się widzieli. Po jej słowach, dochodził do wniosku, że chyba jednak nic się nie zmieniło. Zadane przez nią pytanie było skuteczne, nie mógł za bardzo się z niego wykaraskać. Przybiła go do ściany, co zaczęło go cholernie irytować, ale gdy rzuciła mu się w ramiona, to całkowicie mu przeszło. Wykorzystanie tego momentu, aby zaczerpnąć odrobinę ciszy na tę ich wspólną radość i aby nie odpowiedzieć na pytanie było więc najlepszym, co w tym momencie zrobił. Nic nie mów, jak w sądzie. Wszystko może być wykorzystane przeciwko Tobie.
Poza tym oj tam, zaraz jego ostatni związek skończył się Vincentem. Wcale nie była to prawda, ba! w tym nie było ani krzty prawdy. Po pierwsze jego relacja z Emilie wcale nie była definiowana jako związek, a po drugie miał po drodze kilka dziewczyn i nawet był z nimi w jako takiej formalizacji, ale nie było to to samo co w przypadku Bethy, gdzie to wszystko było tak prawdziwe i realne, że sam nie mógł w to uwierzyć. Chyba było, bo na tę chwilę nie był tego az tak pewien, w końcu byli w swego rodzaju separacji. Dziesięć tysięcy kilometrów od siebie, na dodatek pokłóceni przez osobnika, który stał obok niego i który nie miał zamiaru opuścić go ani na krok, a on nie miał zamiaru pomiędzy nimi wybierać.
W końcu jednak, po tych wszystkich przywitaniach udało im się ruszyć do jadalni, gdzie od razu – choć miał ochotę na naprawdę długi prysznic – usiadł przy stole, przywitany jeszcze przez babcię, równie skutecznie co matka komentującą jego wygląd. No jak miał wyglądać, skoro przeleciał na miotle tak ogromną odległość na miotle. Co go strzeliło, aby nie chcieć używać proszku fiuu? Chyba perspektywa odwiedzenia Kambodży i tamtejszych zakonnic, choć koniec końców niestety nie udało im się obrać tego kierunku.
Przekręcił oczami, kiedy ten mały (no, może nie taki mały) huragan w postaci jego siostry wparował tuż obok i zaczął próbować nagabywać jego przyjaciela o więcej informacji. No wy chyba sobie żartujecie. On doskonale wiedział jaką jest amebą emocjonalną, no ale żeby aż tak podniecać się tą informacją? Nie, komentarz babci pt. „mam nadzieję, że kolejna nie zaciążyła” wcale mu nie poprawił humoru.
- No, więc. Jestem głodny. Poza tym, dałabyś mu coś innego. Naleśniki sam może sobie wziąć. – mruknął coś bardziej oczywistego i neutralnego, aby dali mu święty spokój, wskazując na talerz leżący niedaleko, pełen puchatych pancakes. Nie miał pojęcia jak bardzo dwuznacznym tekstem rzucił. Wzrok, który pomknął w kierunku Rykera mówił natomiast bardzo wyraźnie, że jeśli wychlapie coś jeszcze to on poinformuje jego matkę, że ten się spotyka z pewną pielęgniarką, a wtedy w grę wejdzie wysoki głosik. Kamienny wyraz twarzy Kanadyjczyka natomiast ani trochę nie pokazywał, jakoby ten miał się przejąć tym co się tu dzieje, mimo, że wewnątrz jego ciała rozgrywało się małe piekło. Na szczęście nałożonych piętnaście skrzydełek z kurczaka spokojnie go uspokajało.
_________________
 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 92
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Paź 31, 2018 9:45 pm   
   <Multikonta: DC
 

- Farfoclem? - uniósł lekko brew słysząc ten szlachetny przydomek jaki nadała mu postać, która wpadła do kuchni.
Annabeth, siostra Christophera. Ta sama siostra Christophera, z którą dobre pięć czy sześć lat temu miał jakiś epizod. Nie to, żeby Ryker wtedy patrzył na to jak na coś, w czym nie chciałby widzieć przeszłości, ale zwyczajnie nie wyszło. Zresztą presja ze strony Christophera, a raczej świadomość jak niezadowolony z takiego obrotu spraw mógłby się okazać, zatruwała Rykerowi wtedy myśli i wycofał się jeszcze zanim zdażyło z tego coś więcej rozkwitnąć. Samo rozejście się było czymś... normalnym? Ryker nie przypomina sobie, żeby były jakieś łzy czy awantury, po prostu stało się to za obopólną zgodą. Czyja wina? Wina Christophera, oczywiście. To przez niego w przyszłości będzie miał jakiegoś kafla w rodzinie a nie Callaghana. Sprawdzony materiał, ale ten sprawdzony materiał chyba dobrze znał Chrisa i jego podejście do siostry, że wolał się wycofać zanim ktoś by zginął. Tak, poświecił związek dla przyjaźni. I jeśli przez to Callaghan zaprzepaścił swoją szansę na happily ever after to wprowadzi się do Christophera i Bethy i będzie żył razem z nimi. Szczęśliwie była jeszcze Raylene, którą na pewno już oczarował Kapitan Casanova. Nie wszystko stracone?
Przesunął wzrokiem po Verendalównie, pokręcił głową i wrócił spojrzeniem do Christophera. Dlaczego go wkopał? Ano dlatego, że miał do tego prawo. Przyjaciel go ściemniał, nieumiejętnie zresztą, że nic go z Bethą nie łączy (a ręka pod stołem zniknęła bo chciał siebie podotykać). A potem ją pocałował na środku Wielkiej Sali co by oznaczało, że ten ship stał się oficjalny i publiczny. No i wieści dotarły aż tutaj. Wraz z Callaghanem. No co? Verendal po tym przedstawieniu nic nie mówił, że Ryker ma dalej milczeć. W zasadzie to niewiele mówił, a nawet wcale. Zwinął się z imprezy bez słowa i tyle. Niech się teraz tłumaczy. Przed całą rodziną.
- Nie wiem wiele. Niech się Chris wypowie, bo do wczoraj trzymał to przed wszystkimi w tajemnicy. Tajemnicy już nie ma, jak mniemam, Chris? - Uniósł lekko brew.
Zaś mu mamunia nalała soku, bo Ryker kochał serniki i soki pomarańczowe. Podsunęła szklankę swojej latorośli. Callaghan wziął szklankę i zaczął pić, kiedy to tamta, rodzeństwo, rozmawiała. W pewnym momencie, po wypowiedzi Christophera, zachłysnął się sokiem (ale nie popluł!), aż go matka po plecach poklepała.
- Ty mi lepiej nic nie dawaj - odchrząknął, ocierając wierzchem dłoni łezki, które zebrały mu się przez ten napadowy kaszel i walkę o życie. Zaraz potem dodał - Sam sobie wezmę te naleśniki i na tym koniec. No chyba, że sernik już jest do zjedzenia. - Oznajmił.
No cóż, żadne branie nie miało miejsca, wolałby żeby dla ich własnego bezpieczeństwa tak zostało. No i pewnie zostanie, bo Callaghan już nie będzie próbował angażować się w relację z Anką, życie było mu miłe.
Naprawdę chętnie by się położył w spanko, ledwo żył, ale gdyby ktoś zasugerował mu naleweczkę na powitanie to przecież z grzeczności by nie odmówił. Zresztą nie było w pobliżu tego woźnego, który go tak upił. Tak, że jego powrót do gabinetu to już były tylko przebłyski.
- Opowiadaj, Chris, opowiadaj. Co tam u Bethy, studentki Magicznych Stworzeń?
_________________

The damage is done, so I guess I be leaving

You don't have to say, what you did
I already know, I found out from him
 
 
     

Dołączyła: 28 Sie 2018
Posty: 4
Wiek: 23
Krew: czysta
Różdżka: Kasztanowiec; Włos kelpii; 11 cali; giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 30
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Wysłany: Pon Lis 12, 2018 10:11 pm   
   <Multikonta: L.P.|A.W.
 

Na propozycję brata, żeby dała Rykerowi coś innego niż naleśniki, poczuła ciężar w żołądku i zimny pot na plecach. Matko kochana, siedząca w kuchni na sąsiednim krześle, przecież nikt w tym domu nie miał prawa wiedzieć, co działo się kilka lat temu. Nikt w tym domu, w całej okolicy i na całym pierdzielonym świecie! Zaśmiała się na dowcip słowny brata, ale widziała, że Callaghan lekko pobladł i zaczął się motać, więc bardzo dyskretnie kopnęła go pod stołem. Nawet reakcji ich rodziców nie bała się tak jak tego, co Chris mógł zrobić swojemu kumplowi na wieść o tym, że ten smalił kiedyś cholewki do jego młodszej siostrzyczki. Ryker i tak nie miał dziś u niego dobrej passy, więc po co pogarszać sytuację.
Nalała sobie soku do szklanki i delikatnie upiła łyk. Po wstawce brata trochę zaschło jej w gardle. Po całym pomieszczeniu rozchodził się doskonały zapach sernika, pieczonego przez jej mamę specjalnie dla Rykera. Ann preferowała szarlotkę, ale dobre ciasto nie jest złe. A mamusia umiała w pieczenie. I kiedy tak myślała o życiu i serniku, Ryker wystrzelił z armaty przeciwpancernej. Zajęło jej dłuższą chwilę, żeby przeanalizować, co właśnie usłyszała.
- STUDENTKI Magicznych Stworzeń? - jej ręka zatrzymała się wpół ruchu sięgania po szklankę. Nie chciała skończyć jak Callaghan, parskając na wszystkich cytrusową fontanną, a wiele jeszcze mogła usłyszeć. Odwróciła się i wbiła w brata świdrujące spojrzenie. - Wyrwałeś studentkę? Jak? Gdzie? Przecież prawie cały czas siedzicie na dupsku w tej waszej szkole. Tylko nie mów, że właśnie kończy pierwszy rok, a ty poznałeś ją, kiedy przychodziła do ciebie na lekcje! Albo gorzej, ona dopiero na te studia idzie! Wyrwałeś ją na małe kuguchary w szkolnych lochach? - miała gdzieś, że w kuchni są osoby o wiele starsze od niej, które bardziej niż ona powinny zabrać głos w tej sprawie. Albo że rzuca zbyt dalekimi oskarżeniami. Albo że gdzieś w tle jej bratanek wszystko słyszy. - Masz dziewczynę, która jest młodsza ode mnie i nie poczułeś się, żeby powiedzieć o tym komukolwiek? W sumie to może nic dziwnego! - prychnęła i odwróciła się od brata, z nienawiścią wypijając duszkiem sok. Odwróciła się do swojej rodzicielki i zupełnie spokojnym głosem powiedziała:
- Mamo, jeśli pozwolisz, to naleję nam wszystkim czegoś mocniejszego. - po czym wstała od stołu, podeszła do barku, wyjęła kilka szklanek, butelkę kanadyjskiej whisky i nalała wszystkim. Machnęła różdżką, przywołując kostki lodu, po czym kolejnym machnięciem ostrożnie umieściła je w szklankach. W nerwach wolała nie używać magii do rozdawania ludziom drinków, bo mogłoby się to skończyć zmarnowaniem dobrego alkoholu i licznymi plamami. Dodatkowo odłamki szkła mogłyby posłużyć komuś za broń. Z tego powodu własnoręcznie podała ludziom napoje. Chrisa pominęła. Niech sobie radzi sam.
Nawet nie wiedziała, czemu tak zareagowała. Może to dlatego, że wbito jej do głowy, że w wieku bez dwójki z przodu bardzo poważne związki nie wchodzą w grę i czuła, że to niepoprawne? No, może nie wbito, ale taka atmosfera panowała w domu, kiedy ona miała 11 lat i wszyscy dowiedzieli się, że zostanie ciocią. Czuła też pewną niesprawiedliwość w tym, że jej brat wciąż traktuje ją jak nieodpowiedzialnego przedszkolaka, któremu nie można nic powiedzieć. Jak urwiska, z którym się przekomarza i powymienia parę ciosów słownych, czasem się poturla po dywanie, ale potem wstaje się, otrzepuje, idzie do znajomych i opowiada "patrzcie, jaki nieszkodliwy słodziak". Traktuje ją jak małe dziecko, po czym gdzieś tam w Anglii znajduje laskę młodszą od niej i uznaje, że jest na tyle dojrzała, że można ją traktować jak partnerkę i dupczyć. No chyba, że Krzysiowi coś się na trzydziestkę zmieniło pod kopułką w kwestii dojrzałości wyrywanych niewiast, ale ta opcja była mało prawdopodobna i dość fuj, więc wolała się na niej nie skupiać.
A najbardziej bolało ją to, że ona sama, będąc niewiele młodsza, zakończyła relację z tym, który siedział teraz z nią przy jednym stole i unikał jej spojrzenia. Właśnie ze względu na różnicę wieku, jej ówczesny wiek i presję, jaką czuli ze względu na Christophera. Skończyli to zanim w ogóle cokolwiek się rozkręciło na dobre i nie tęskniła ani trochę, ale teraz, słysząc opowieści zza wielkiej wody, poczuła ucisk w żołądku. Może skończyłoby się źle? Rozstaliby się po jakimś czasie i obie rodziny byłyby uwikłane w jakąś dziwną relację? A może by im wyszło i nie byłaby teraz sama, z rodzicami i babcią pomrukującymi nad uchem, że z każdym rokiem będzie jej trudniej i może w końcu warto byłoby sobie kogoś znaleźć. Nie, nie może o tym myśleć. Nie płakała wtedy (przynajmniej nie dużo i nie na widoku), nie będzie płakać teraz. Tak, jak wyszło, jest najlepiej.
I co mi teraz powiesz, braciszku - pomyślała - że ona jest niewiele młodsza ode mnie i to prawie żadna różnica? To wielka szkoda, że ja byłam niewiele młodsza od niej i zrezygnowałam z faceta, który był zdecydowanie młodszy od ciebie, i to właśnie przez ciebie, gnoju.
- Cóż - powiedziała, siadając z powrotem przy stole - przynajmniej wiemy, że ma na imię Betha. W takim tempie zdobywania informacji dowiemy się, skąd pochodzi, kiedy urodzi ci drugie dziecko. - mruknęła i pociągnęła łyk drinka.
_________________
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 369
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Wto Lis 13, 2018 1:03 am   
   <Multikonta: N.W.
 

Czy ten wieczór mógł zacząć się gorzej niż tak, jak zaczął się właśnie w tej chwili? A raczej kilka chwil temu. Naprawdę, w życiu by się nie spodziewał, że jego przyjaciel jest konfidentem. On przecież nikomu nie zdradził, że ten wczoraj narżnął się w sztok i był gotów oświadczać się pewnej pielęgniarce, a przecież mógłby… mógłby i to zrobi, jeśli ten nie zemknie swojej szanownej jadaczki, najlepiej zapychając ją sernikiem. Jakby tego było mało, to jeszcze młoda podłapała temat i teraz na pewno już mu nie odpuści. To nawet jego matka, choć zapewne zaskoczona tym nagłym, emocjonalnym zwrotem w jego życiu, to jednak póki co postanowiła mu dać spokój, mimo że wyraz jej twarzy wyraźnie wskazywał na to, że ma ochotę go wypytać o wszystko, a szczególnie o to, kiedy ślub i czy aby nie związał się z nią, bo kolejna zaciążyła. Merlinie, pozabija ich wszystkich jeśli się zaraz nie zamkną. Dlaczego on tu nie ma jakiegoś wsparcia… mógł podpuścić Callaghana, aby ten zabrał ze sobą tę Winchester. Nie dość, że by się nią zajął i przestał memłać ozorem, to jeszcze inni by się zajęli jego związkiem Anka by popadła w depresję, ale o tym nie wiedział, a dodatkowym bonusem byłaby jej chłodna racjonalność, którą być może by go wyratowała, bo on sam zdecydowanie sobie nie radził z tym, co go właśnie tu spotyka. Nie, żeby szukał w niej jakieś przyjaciółki, co to to nie, ale z pewnością umiała sprowadzić ludzi do parteru. Strzykawką ze śmiertelną trucizną.
Gdzieś we wnętrzu, w okolicach trzewi czuł narastającą w nim irytację spowodowaną tą sytuacją, ale jego zewnętrzne „ja” zdawało sobie doskonale z tym radzić. Znudzona maska na okoliczność zjazdów rodzinnych doskonale sprawowała się w swojej roli odciągacza od wewnętrznego piekła, jakie w tym momencie się w nim gotowało, ale był święcie przekonany, że jego ojciec doskonale wie co się właśnie wyrabia z jego psychiką, bo jego spojrzenie, wbite w syna raczej nie było, póki co, skupione na temacie rozmowy. Tajemnicy już nie ma, Chris? Konfident.
Od odpyskowania przyjacielowi i zdradzeniu się, że w istocie coś jest na rzeczy uratował go fakt, że w pewnym momencie dwunastolatek, a jego syn, powstał od stołu i ogłosił, że idzie spać, bo jest zmęczony. Wcale mu się nie dziwił, sam najchętniej poszedłby teraz na górę, padł na łóżko i przespał kolejny tydzień, bo był tu dopiero kilka godzin, a już miał dosyć tego co się tu wyprawiało. Było późno, a Vincent i tak wytrzymał długo, przy okazji ratując Rykera przed uduszeniem go przez Christophera wepchanym w głębokie gardło heh, jak jezioro sernikiem.
Zwężone źrenice może i skutecznie by zdradzały wszystkie jego emocje, gdyby nie fakt, że zwyczajnie w jego oczach nie było ich widać. Wpatrywał się w przyjaciela jednak intensywnie, że gdyby potrafił zabijać, to Amerykanin wyleciałby przez okno i uderzył w potężny, stary klon przed posiadłością. Wyraźnie mówiły, że powinien się wstydzić swojego zachowania, bo go wkurzył. Wkurzył tak mocno, że Kanadyjczyk na pewno nie będzie się do niego odzywał co najmniej dopóki nie wrócą do Hogwartu.. Zacisnął mocniej zęby i przeszurał oboma łukami o siebie, uśmiechając się lekko, jakby z lekkim niedowierzaniem na ten dwustronny atak, do którego nieskromnie dołączyła jego matka, nieśmiało pytając czy powie coś więcej.
- Dobrze. – rzucił, najwyraźniej uciszając wszystkich, bo po ostatnich słowach własnej siostry było cicho jak makiem zasiał, choć był bliski rzucenia w nią expelliarmusa, aby wpadła do kominka i się spaliła. Kochał ją całym sercem, ale narastająca w nim wściekłość podsuwała mu czasami doprawdy dziwne myśli… szczególnie, że nie nalała mu alkoholu na ukojenie nerwów, co było cholernym błędem. – Powiem Wam, co chcecie wiedzieć. Tzn. nie powiem, bo nawet nie wiem, czy mam jeszcze dziewczynę. Dziękuję, koniec sprawozdania. – dodał, bardziej nerwowym tonem i czując jak narasta mu gula w gardle wstał gwałtownie od stołu niechcący strącając butelkę z alkoholem, która rozlała się po podłodze. – Zadowoleni? Mam nadzieję. Może ten oto młody człowiek miast mnie opowie jak wczoraj… – rozkładając ręce spojrzał na nich wszystkich, skupiając wzrok przez chwilę na każdym z nich, choć najdłużej patrząc na Rykera, co by ten dowiedział się w końcu dlaczego Verendal od rana sprawia wrażenie, jakby brakowało mu kofeiny i być może następnym razem pozwolił mu powiedzieć za siebie. Zagryzł jednak język przypominając sobie, jak Raylene poprosiła go o zachowanie niektórych faktów z wczoraj.
Ruszył wzdłuż stołu, słysząc swoją matkę krzyczącą coś w stylu, że ma wrócić i ogarnąć swoje zachowanie, ale jakoś nie miał na to ochoty. Będąc na granicy swojej słyszalności dalszej ich rozmowy usłyszał własną babkę, krzyczącą na każdego z osobna. – Kiedy wy się nauczycie, że z nim trzeba jak z rannym koniem, szczególnie jeśli w grę wchodzą uczucia! Powoli, a nie jak armata, a później dziwicie się, że Was kopie i się zamyka w sobie! Jakby chciał, to by sam powiedział, a teraz macie, narobiliście bigosu. Nie Ryker, to metafora. Wstydźcie się! - Pomknął na górę, nawet nie oglądając się za siebie, wskakując na schody co drugi stopień, żeby jak najszybciej zniknąć im z oczu. Odnalazł swój pokój i wszedł do środka, rozglądając się po nim jakby nie było go tu co najmniej dziesięć lat, a następnie rzucił się na łóżko i podkładając ręce pod głowę zaczął wpatrywać się w sufit. Cholerne sufity. Tak naprawdę nie miał pojęcia jaka relacja w tym momencie łączyła go z Bethą, rozstali się wczoraj wieczorem z powodu z teorii błahego (heh), a jednak dość poważnego powodu, który zapewne obecnie smacznie drzemał tuż za ścianą. A teraz on wyjechał i tak prędko nie wróci. Mieli tydzień, całe siedem dni na poukładanie swoich myśli i ewentualne wysunięcie wniosków, ale im dłużej o tym myślał, tym gorzej czuł się z tym wszystkim i w istocie wolał skupić się teraz na czymś innym. Chociaż… to nie było takie proste. Za bardzo się w nim zakorzeniła i nawet sprzeczka nie była w stanie tych korzeni wyrwać. Potrząsnął głową i spojrzał na drzwi, aby podnieść się z miejsca i skierować się do sypialni własnego dziecka. Stanął w drzwiach, aby opierając się o framugę obserwować jak kołdra unosi się w rytmie jego spokojnego, sennego oddechu. Uśmiechnął się lekko, przy tym delikatnie uspokajając i czując, jak patrzenie nań czyści jego myśli.
Nie wiedział, nie wiedział już nic.
_________________
 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 92
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Lis 15, 2018 7:29 pm   
   <Multikonta: DC
 

Zasadniczo Ryker miał dla siebie samego parę wytłumaczeń dlaczego tak bezlitośnie sprzedał Christophera przed całą jego rodziną. Po pierwsze - Verendal robił z niego głupa na tym osranym balu, na który najpierw nie chciał iść, a potem poszedł, żeby polizać swoją studentkę. Z którą, jak zadeklarował pół godziny wcześniej, absolutnie nic go nie łączyło. Ryker doskonale widział, że Verendal robił kizi-mizi pod stolikiem, ale to nie był sposób, w jakim chciałby się dowiedzieć. Potem Verendal zniknął bez słowa i tyle się widzieli. Rano nie naprawił tego uchybienia, podczas lotu też nie próbował nic wrzasnąć do Callaghana, zatem Ryker wywlókł to przy wszystkich. Z czystej złośliwości, w którą też był uzbrojony. Nie spodziewał się jednak, że Verendal za to wszystko obrazi się jak panienka i ucieknie; miał przecież trzydzieści lat na karku. To już lepiej jakby zjebał Callaghana przy wszystkich za rozgrzebywanie spraw przy całej rodzinie a nie półobrót jak na figurówce i ucieczka.
Ryker jedynie przeprowadził wzrokiem Verendala z kuchni do jego drogi odwrotu, a potem przeniósł spojrzenie na jego babkę, która już huczała, żeby bronić swojego skarbeńka.
- Bez przesady, Pani Babciu, nie ma siedmiu lat - jak się dalej będzie z tym wszystkim pieścił to do usranej śmierci będzie się uczył podstaw z podstaw. - Wzruszył barkami, przenosząc spojrzenie na matkę, która tylko pokręciła głową, jak gdyby chciała dać mu znak, aby nie grzebał się z tym dalej bo tylko pogorszy swoją sytuację, przynajmniej u pani babci.
Przeskoczył wzrokiem na chwilę na Ankę, jak gdyby chcąc wybadać u niej jakąkolwiek reakcję na tę całą szopkę, po czym podniósł dupsko z szurnięciem krzesła.
- Dziękuję za jedzenie - Powiedział jak zwykle przeuprzejmie, po czym skinął głową - A teraz przepraszam, pójdę się przewietrzyć, bo kilkanaście godzin na grzbiecie testrala niedostatecznie mnie dotleniło. - Obwieścił, po czym pokierował się do wyjścia z domu na ogród.
Wyjątkowo nie zgubił się w tej posiadłości i wyjątkowo nie trafił na wkurwioną pumę. -
Wyszedł na dwór (na pole, jak kto woli) i zaciągnął się chłodnym, kanadyjskim powietrzem. Czy tu nigdy nie mogło być ciepło? Zawsze ciągnęło po kostkach i zawsze wracał chory. Jak nic ktoś będzie musiał mu ugotować rosół i przynieść pod drzwi; choćby się wykręcał i stawiał. Ważne, że z makaronem a nie z lanymi kluskami. I bez gotowanej marchewki.
Nie zamierzał wybrać się w podróż do księżniczki Verendal, chcąc sobie darować pierwszą falę jego kanadyjskiej irytacji. Niech pokrzyczy w poduszkę, niech rozwali szafę kopniakiem, niech zrzuci lampkę nocną. Ryker nie będzie się podstawiał w pole rażenia. Czy gryzły go wyrzuty sumienia? Tak, ale bardzo delikatnie - wyjątkowo znajdował dla siebie usprawiedliwienie za to, co zrobił. W końcu Verendal dalej mógł się bawić w tę swoją grę z balu, na której mówi, że Rykera pojebało i sobie wkręca schematy. Fakt, że Christopher był uczuciową amebą nie działał w żaden sposób łagodząco. Bo jak przyjaźń to przyjaźń, mówi się wszystko z miejsca, nawet jeśli Ryker się już domyślał, że rozkwitło między nimi, skoro Verendala przez ostatni czas widywał rzadko.
Gdzieś w jego umysł wwierciło się niezakończone przez Kanadyjczyka zdanie, w którym jakby chciał wskazać na coś, co Ryker rzekomo zrobił wczoraj; a przecież nic nie zrobił, a nawet jeśli - to Verendal pewnie nie był tego świadkiem bo praktycznie go nie było w pobliżu. Poza tym - co takiego mógł zrobić? Urżnął się z woźnym i wrócił do swojej komnaty, ale heca; no jest się z czego spowiadać. Chyba, że z tego, że rano bolała go głowa, ale do tego szło przywyknąć po latach. I nie, nie był zaprawionym alkoholikiem, dla którego kac stawał się częścią każdego dnia - esencją życia.
Skrzyżował ramiona na torsie, wlepiając spojrzenie przed siebie.Zasadniczo nie mógł zrozumieć czemu w środku semestru Verendal wpadł na ten wyjazd, chyba po to, żeby wyciągnąć urlop z puli Callaghana;
Po gruntownym przewietrzeniu się Ryker pokierował się okrężną drogą do swojej sypialni w posiadłości Państwa Verendal. Tak, miał tam swój pokój! I swoją łazienkę. Na bogato. Wykąpał się, ogarnął się i zaliczył spanko. Spanko nie trwało długo bo rano wpadła do niego zapłakana mame, oświadczając, że dostała informację od swojego tate, że mame fatalnie się czuje i poprosiła synka, żeby wrócił z nią do Nowego Jorku. Synek wrócił do Nowego Jorku, zostawiając wiadomość Państwu Verendal, że sprawa pilna, żeby poklepali Chrisa po plecach za niego. No i poleciał na testralu z mame do domu. Na testralu bo go wypożyczył to musiał pilnować. Potem okazało się, że mame jego mame była bardzo chora i jej się fikło, dwa dni potem był pogrzeb, trzy dni żałoba, a trzeciego dnia, czyli szóstego dnia pod wieczór zapakował się do kominka i odesłał gdzieś tam do Szkocji, pewnie komuś do Kominka. Fiuu. (Testral sam wróci, tak powiedział).

zt
_________________

The damage is done, so I guess I be leaving

You don't have to say, what you did
I already know, I found out from him
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 0,61 sekundy. Zapytań do SQL: 10