Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Sowiarnia
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3647

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 30, 2016 4:17 pm   Sowiarnia
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Chcesz wysłać list, a nie masz własnej sowy? Lubisz smród i widok ptasich odchodów? Sowiarnia to właśnie miejsce dla Ciebie! Idź po marmurowych schodach, tak, teraz skręć i znowu schody... znalazłeś się w zimnym, wywietrzonym pomieszczeniu, którego okna nie mają szyb? Wszędzie widzisz pochrapujące sowy? To znaczy, że jesteś na miejscu. Zmęczony? Trudno. Teraz musisz tylko znaleźć odpowiedniego ptaka. Uważaj na pióra, nie pośliźnij się czasem na jakieś martwej myszy. Znalazłeś? Wspaniale, teraz możesz wysłać list...
 
     
Nathan Reeve
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Maj 23, 2018 9:19 pm   

Zima na północy miała to do siebie, że dzień kończył się wyjątkowo szybko. W lutym już po siedemnastej robiło się tak ciemno, że uczniowie starszych klas, zwykle kończący zajęcia trochę później od swoich młodszych kolegów, wracali do dormitoriów przy blasku pochodni.
Taka zimna i ponura atmosfera sprawiała, że po skończonych lekcjach większość nastolatków wolała posiedzieć w ciepłym pokoju wspólnym, pograć ze znajomymi w szachy czy po prostu poopychać się słodyczami przed kominkiem. Mało kto wpadał na tak genialny pomysł, jak włóczenie się po zamku po zmroku.
Było już dobrze po dwudziestej, kiedy Nathan zwlókł się z wieży Ravenclawu. Przemierzał puste korytarze, mając wrażenie, że jest w zamku sam. Czasem tylko mignęła mu gdzieś za zakrętem mglista postać któregoś z duchów, zaś ciszę burzyły jedynie przyciszone rozmowy prowadzone przez postacie namalowane na obrazach.
W końcu chłopakowi udało się trafić do celu swojej wieczornej wyprawy. Wspiął się Wieżę Zachodnią, jak zwykle o tej porze dnia pogrążoną w mroku.
- Lumos - mruknął, wyciągnąwszy z kieszeni różdżkę. Na jej końcu zapłonęło jasne światełko, a Nate rozejrzał się po pomieszczeniu.
Momentalnie owiał go zimny wiatr, a pochrapujące na najbliższych żerdziach sowy zaczęły pohukiwać, oburzone, że ktoś śmiał przeszkadzać im we śnie.
Szybko opuścił różdżkę i wyciągnął z kieszeni kopertę. List zaadresowany był do jego rodziców - chłopak miał w zwyczaju przynajmniej raz na tydzień albo dwa dać im jakiś znak życia, nawet jeśli na wiadomość składały się różne błahostki z jego życia codziennego ("Tak, w końcu przestała męczyć mnie grypa, ten eliksir pieprzowy działa cuda. A tak w ogóle to ostatnio nauczyłem się zamieniać sowę w parę okularów, nawet nie macie pojęcia jakie to skomplikowane...").
Przez chwilę rozglądał się po sowiarnii, aż w końcu zlokalizował wzrokiem sowę, której szukał. Skierował się w stronę ptaka.
- To znowu ja - mruknął, głaszcząc sówkę po łebku. - Wiesz, gdzie to dostarczyć, prawda? - Spytał, wyciągając w jej stronę list.
Po chwili przywiązywał już kopertę do nóżki zwierzaka.
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Śro Maj 23, 2018 11:04 pm   
   <Multikonta: Kwiecień


Ślizgonka szła i cicho klęła pod nosem. Nieznośni puchoni, zawsze musieli wpadać w te znikające stopnie i blokować normalne przejście Jeszcze gdyby to był jeden pierwszak to by to przeżyła, ale było ich co najmniej 4 co skutecznie zablokowało płynne podróżowanie. Akurat kiedy Lidia musiała wysłać zamówienie na składniki do eliksirów, które kończyły jej się w zatrważającym tempie. Kiedy chcesz być perfekcyjny musisz przecież dużo ćwiczyć. Zirytowana wybrała więc okrężną drogę mnąc w dłoniach pergamin. Nie lubiła korzystać z bocznych przejść, wszystko wtedy zajmowało dwa razy więcej czasu niż powinno. Kiedy dotarła do sowiarni zrezygnowana zwolniła kroku. Już i tak nie zdąży wrócić do lochów przed ciszą nocną i będzie musiała unikać nauczycieli wybierając mało uczęszczane korytarze, więc po co w ogóle się spieszyć. Wchodząc do wieży od początku można było poczuć niezbyt przyjemny zapach. Lidka zmarszczyła nos. Dlatego wolała koty, jej Loki przynajmniej jest czystym i układnym kocurem, sowy są przereklamowane. Stopnie które pokonywała im wyżej wchodziła tym bardziej zdradzieckie były. Cały czas bała się, że się poślizgnie, a poręczy też średnio mogła się złapać. W końcu dotarła na górę, na początku nie zauważając chłopaka. Dopiero gdy opuściła lekko różdżkę, która oświetlała jej drogę zobaczyła, że nie jest sama na wieży. Co więcej, oczywiście, musiała wpaść na krukona.
-Twoi mugole umieją korzystać z sowy? Myślałam, że to mądre zwierzęta i wyczuwają, kto jest godnym czarodziejem - zapytała głośno, domyślając się, że musi wysyłać sowę właśnie do nich. No bo do kogo innego miał, jak wszyscy jego znajomi co wiedzieli o świecie magii byli z nim na roku? Lidce nawet nie było żal chłopaka. Sięgnęła po sowę i szybkim zaklęciem przymocowała liścik do jej nogi.
-Do apteki na pokątnej - powiedziała zwierzęciu, które od razu odleciało. Dziewczyna odwróciła się i założyła ręce patrząc wyzywająco na młodszego krukona. Wiedziała, że ten nie odpuści okazji, żeby odgryć się Lidce.
 
     
Nathan Reeve
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Maj 23, 2018 11:46 pm   

Przywiązanie listu do nóżki sowy nie zajęło mu dużo czasu. Jednak nie wypuścił jej z przesyłką od razu. Przez chwilę stał jeszcze w miejscu, głaszcząc jasnobrązowe pióra ptaka. Musiał przyznać, że lubił tego zwierzaka. Niewielka sówka była jedną ze szkolnych sów i ilekroć musiał się z kimś skontaktować, starał się wykorzystywać w tym celu właśnie ją. Jeszcze nigdy go nie zawiodła, przesyłki dostarczała zawsze na czas... Można powiedzieć, że pomiędzy chłopakiem a tą niepozorną sówką nawiązała się swoista więź. Dziwne? Bardzo możliwe.
Stał tyłem do wejścia, jednak nie odwrócił się nawet wtedy, kiedy usłyszał za swoimi plecami kroki. W końcu nie było w tym nic dziwnego. Nie było jeszcze aż tak późno, a sowiarnia była miejscem ogólnodostępnym dla uczniów. Mógł tu się pojawić dosłownie każdy.
Jakie było jednak prawdopodobieństwo, że akurat dzisiaj wpadnie tutaj na Lidię Witness? Najwyraźniej, biorąc pod uwagę jego szczęście, całkiem spore.
Kiedy usłyszał damski głos i zdał sobie sprawę z tego, do kogo on należy, z początku nie ruszył się z miejsca.
- Nie może być to aż tak trudne skoro nawet ty dałaś radę to opanować - powiedział spokojnie, z pozoru wciąż pochłonięty sową.
Przez kilka sekund głaskał jeszcze zwierzaka, po czym zrobił krok do tyłu i wyciągnął rękę. Sowa usiadła mu na przedramieniu, a on spokojnym krokiem podszedł do jednego z okien. Ptak od razu wyfrunął na zewnątrz, po chwili znikając mu z oczu.
Nate odwrócił się do Ślizgonki.
- Tak, to bardzo mądre zwierzęta. Dlatego nie zdziwię się jeśli twój list nigdy nie dotrze na Pokątną. One wyczuwają ten jad w człowieku, wiesz? - Rzucił, starając się żeby nie brzmiało to aż tak zaczepnie.
Wolał sprawiać wrażenie osoby, która niezbyt przejmuje się złośliwymi komentarzami na swój temat. A takich, biorąc pod uwagę pochodzenie chłopaka, w Hogwarcie nie brakowało. Bo przecież po co dawać przeciwnikowi satysfakcję, prawda?
- Nie zgubiłaś się? - Dodał po chwili, unosząc lekko jedną brew. - Twój czystokrwisty nosek jest w stanie znieść takie zapachy?
Fakt, w sowiarni nie pachniało zbyt ładnie - w końcu mieszkały tutaj dziesiatki ptaków. Nate był pewien, że Lidka, przykładnie wychowana panienka z dobrego domu, nie przywykła do takich zapachów.
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Czw Maj 24, 2018 5:06 pm   
   <Multikonta: Kwiecień


Z rozbawieniem przypatrywała się rytuałowi jaki Nathan odbywał z sową. Zwierzęta umiały latać same, naprawdę! Nie trzeba było ich zanosić do okna. Dziewczyna w ogóle nie uważała tego typu poczty za opłacalną. O wiele szybciej można było wysłać coś siecią fiuu, bez zbędnego bałaganu i wydawania pieniędzy na przysmaki dla posłańców. U niej w rodzinie dośc rzadko używano sów, na tyle rzadko, że dziewczyna nie czuła żadnej sympatii do tych stworzeń. Kiedyś jej kot upolował puszczyka, którego używali w sytuacjach awaryjnych bądź do zamawiania rzeczy ze sklepów, gdzie nie było kominków. Ten widok został w głowie dziewczyny mimo upływu tylu lat. Biedny Sergio. Pozostała niewzruszona, kiedy Nathan zaczął jej ubliżać. Kiedyś może ją to ruszało, teraz to była codzienność.
-Opanowałam też Lumos, co nawet dla dziecka nie wydaje się być trudne. Dla nich to jednak poziom nie do przeskoczenia - uśmiechnęła się, coby chociaż sprawiać pozory miłej gdyby przypatrywał się im z boku. Lidka potrafiła być kochana kiedy chciała, ale ostatnio słabo jej to wychodziło. Czasami zastanawiała się jak mugole żyją bez podstawowych udogodnień. Czarodzieje mieli różdżki, które im wystarczały niezależnie co chcieli zrobić. Zapalić ognisko? Nalać szklankę wody? Rozjaśnić sobie drogę w nocy? Mugole musieli do tego mieć trzy różne przedmioty. Jak oni mogą tak w ogóle żyć?Każdy mugol ma drugiego mugola od noszenia ekwipunku? Musiała o to kiedyś zapytać.
-Widzisz Nathan, skoro ty jakimś cudem trafiłeś na pokątną sowa na pewno da sobie radę - powiedziała słodkim tonem. Tak naprawdę nie interesowało jej jak dzieci mugoli dostawały się po raz pierwszy na czarodziejską ulicę. Pewnie z eskortą Hagrida lub innego przygłupa, co tylko do tego się nadaje. Ciekawe czy na peron 9 i 3/4 trafiali sami, czy też ktoś im pomagał? Aluzji o jadzie w człowieku nie skomentowała. Wiedziała, że nie była święta, więc czemu miała zaprzeczać oczywistościom? Nie to, żeby ta uwaga jakkolwiek ją zabolała. Jej "jad" w końcu uderzał jedynie w tych, którzy na to zasługiwali. Jak sam Slytherin przykazał.
Lidka lekko zaśmiała się na uwagę o zapachach. Prawdę mówiąc jak była młodsza jej rodzina posiadała konie, na których uwielbiała jeździć An. Rodzice przymykali oko na to, że były to bardziej mugolskie niż czarodziejskie zwierzęta. Wszystko dla ich córeczki, jak to mówiła jej matka. W stajni często zapachy były gorsze niż w sowiarni, ale Nate przecież nie musi wiedzieć, że Lidka miała do czynienia z taką wonią.
-Fakt, nie przepadam tu przebywać ze względu na tą aurę brudu i smród. Ty pewnie czujesz się jak w domu, dlatego nic Ci nie przeszkadza. - rzuciła ironicznie. Szkoda, że nie mogła się oprzeć o ścianę, bo miała wrażenie, że jeszcze trochę sobie tutaj postoi.
 
     
Nathan Reeve
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Maj 24, 2018 9:57 pm   

Doskonale wiedział, że wystarczyło po prostu przymocować przesyłkę do nóżki zwierzaka i powiedzieć gdzie zostać ona dostarczona, a sówka dalej sama da sobie radę. Jednak, nawet po tych pięciu latach spędzonych w świecie magicznym, nie był w stanie przemóc się do takiego przedmiotowego traktowania tych zwierzaków. W końcu to też żywa istota! Może gdyby wychowywał się w czarodziejskiej rodzinie i od najmłodszych lat wykorzystywał sowy w roli posłańców miałby do tego inne podejście? Kto wie.
Na uwagę o zaklęciu jego brwi powędrowały w górę.
- Nie no, szacun. Zazdroszczę, serio - nawet nie krył szydery, kiwając głową z udawanym uznaniem. - Rodzina musi być z ciebie dumna, taka zdolna czarownica...
Doskonale wiedział do czego piła. W zasadzie nawet go to bawiło. "Dur hur hur, jestem wielką wiedźmą, patrz jak świecę ci różdzką po oczach!" Chociaż Nathan szczerze uwielbiał magię i czuł się niezmiernie wdzięczny losowi, że miał szansę odkryć ten świat, to jednak dopiero jak przyjechał do Hogwartu zaczął doceniać te wszystkie mugolskie udogodnienia, które wcześniej były dla niego czymś oczywistym. Bo przecież o ile wygodniej byłoby poczytać wieczorem książkę przy świetle elektrycznej lampki niż różdżki czy świecy... No i jego gameboy nie działał w Hogwarcie. Pech.
Słuchał dalszych uwag Lidii, nie przestając się uśmiechać. Ktoś, kto obserwowałby scenę z zewnątrz nie wpadłby na to, że ta dwójka się nie znosi. Przecież oboje uśmiechali się do siebie tak słodko...
- Oj, Witness, Witness... - Pokręcił głową. - Musisz mieć naprawdę smutną relację z najbliższymi, skoro stan materialny jest dla ciebie aż taki ważny... Wiesz, niektórzy z nas mają przynajmniej miejsce, które mogą nazwać prawdziwym domem.
Ci zafiksowani na punkcie czystości krwi Ślizgoni w jego oczach sprawiali właśnie takie wrażenie. Smutnych dzieciaków z bogatych rodzin, całe życie wychowywanych w pustych, zimnych rezydencjach, którym to rodzice nie poświęcali wystarczającej ilości uwagi i niezbyt często mówili "kocham cię". I chociaż nie miał pojęcia o sytuacji jaka panowała w domu rodzinnym Lidki, to dziewczyna, z tą swoją nienawiścią do mugoli i przekonaniem, że od rodowodu zależy wartość drugiego człowieka, idealnie wpasowywała się w ten schemat.
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pią Maj 25, 2018 7:33 pm   
   <Multikonta: Kwiecień


Lidka niezbyt była zainteresowana słowami chłopaka. Jej uwagę bardziej przyciągał puszczyk z jej lewej strony, który uparcie ciągnął ją ze rękaw. I tak bardzo jak uroczka była ta sówka, tak bardzo nie uroczy był krukon. Może mogłaby je polubić? Posmyrała zwierzę pod bródką i zaczęła trochę żałować, że nie miała nic dla niej. Zrobiła więc jedyne co jej przyszło do głowy - wyciągnęła różdżkę i wyczyściła żerdź na której siedziało zwierzę. Mogłaby posprzątać całą sowiarnię kilkoma zaklęciami, jednak koniec tej miękkiej strony Lidki. Z lekkim uśmiechem spojrzała się znowu na Nate'a.
-Tata jest dumny, szczególnie z tych czarnomagicznych - udała, że nie słyszy szyderstwa w głosie chłopaka. Czarna magia zawsze w jakimś stopniu ją kusiła. Mimo tego, że tak naprawdę nie znała zbyt wielu zaklęć wychodzących szczególnie poza moralność czarodziejów. Chłopak przecież nie musiał tego wiedzieć.
-Mamy piwnicę gdzie testujemy je na mugolach z pobliskiej wioski. Potem robimy z nich obiad - powiedziała dodając wzmiankę o posiłku, żeby chłopak nie wziął tego na poważnie. Może i poglądy rodziny Lidki były konserwatywne, jej ojciec jednak nigdy nie posunął się do czegoś co mogło mu zaszkodzić, a posiadanie sali tortur definitywnie taką rzeczą było. - Oczywiście nie dla nas, okolicznym zwierzętom nawet smakuje.
Lidka sama nie wiedziała co mówi, była trochę rozkojarzona puszczykiem po jej lewej stronie. Teraz łapał w dziób jej loki, co trochę jej przeszkadzało. Nie potrafiła jednak odsunąć się od takiego słodziaka. Gdyby Loki go zjadł nawet by jej było trochę szkoda.
Na uwagę o miłości trochę ją zatkało. Lidka nie czuła już żadnej przynależności do swojej rodziny. Odkąd An nie żyła nie potrafiła też nazwać ich posiadłości domem. Złowieszczo pusta sypialnia koło jej własnej skutecznie odpychała ją od powrotów tam na święta, a w wakacje starała się spędzać jak najwięcej czasu poza nim. Szybko jednak nałożyła na twarz maskę i znowu uśmiechnęła się w stronę chłopaka. Nie chciała mu dać tej satysfakcji, że uderzył w nerw który dalej bolał.
-Fakt bycia arystokratą nie sprawia, że od razu musisz mieć nieszczęśliwą rodzinę - zaśmiała się - u mugoli też były ustawiane małżeństwa, by utrzymać czystość rodu - przypomniała sobie co kiedyś powiedziała jej siostra - miłość do dziecka jednak jest inna, nie wiem czy zauważyłeś - zaczęła się plątać. Atmosfera zrobiła się trochę dziwna, dziewczyna przecież zaczęła się tłumaczyć mugolowi. Nie wiedząc jak z tego wybrnąć dodała tylko,
-Widać, że nie szlamy nie są zbyt inteligentne, aż dziwne, że gadająca czapka wybrała dla Ciebie dom Roveny. Powinien być piąty dom dla takich jak wy - w sumie to tak nie uważała, ale jakoś musiała odpowiedzieć. Przecież Ślizgoni nigdy nie przegrywali, a szczególnie Witness -dom nieudaczników, możesz wybrać zwierzę.
 
     
Nathan Reeve
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Maj 25, 2018 9:15 pm   

Spokojnie słuchał wypowiedzi dziewczyny, chociaż w środku aż się gotował. Jak ona mogła mówić o czarnej magii w taki sposób, wręcz z dumą w głosie? Po tym wszystkim co miało miejsce w Hogwarcie wcale nie aż tak dawno temu?
Pamiętał siostrę Lidii, Antoinette. Chociaż była od niego o rok młodsza i w zasadzie byli zaledwie kolegami z jednego domu, to kojarzył tę uśmiechniętą, pełną ciepła dziewczynkę, której śmiech wypełniał pokój wspólny Ravenclawu.
Pamiętał też, że Krukonka, w przeciwieństwie do swojej starszej siostry, nie dyskryminowała nikogo ze względu na pochodzenie, jakby ten fakt nie miał dla niej najmniejszego znaczenia. Ciekawe, jak dwie rodzone siostry mogą się od siebie tak różnić...
I chociaż Lidia zakończyła swoją wypowiedź czymś, co chyba w jej mniemaniu miało być żartem, to Nate nie był do końca pewny czy tak faktycznie jest. Bo z jakiego środowiska musiał wywodzić się ktoś, kto miał tak radykalne poglądy? Chłopak był przekonany, że obecne nastawienie Ślizgonki wcale nie jest czymś, co wyszło od niej samej, a że jest ono raczej efektem wieloletniej indoktrynacji i prania mózgu, które na pewno od małego fundowali jej rodzice.
Kiedy Lidia zakończyła swoją wypowiedź, przez chwilę nie odzywał się, nie spuszczając jednak z dziewczyny wzroku. W końcu parsknął cicho i pokręcił głową.
- Wiesz, dziwi mnie to, że jesteś w stanie mówić takie rzeczy po tym, co się stało w zeszłym roku - powiedział spokojnie, uważnie wpatrując się w dziewczynę. Doskonale wiedział, że wtedy, podczas bitwy o Hogwart, zginęła jej młodsza siostra chociaż miał obecnie wrażenie, że sama Ślizgonka jakby o tym zapomniała.
Na uwagę o aranżowanych małżeństwach u mugoli wolno zaklaskał w dłonie.
- Brawo. Zabłądziłaś i trafiłaś przypadkiem na lekcję mugoloznawstwa? - Już się nie uśmiechał. Czyżby w ostatnim czasie aż tak się zmienił, czy to tylko chwilowe złe samopoczucie, że teksty Ślizgonki coraz mocniej działały mu na nerwy. - Zanotowałaś też to, że małżeństwa z rozsądku to relikt przeszłości i zwyczaj, który zakończył się dobre sto lat temu? - Zrobił krótką pauzę, nie spuszczając z dziewczyny wzroku. - I tak, Naziści też na pewno kochali swoje dzieci - rzucił na koniec.
Jak on nie znosił takiej bezsensownej nienawiści, opierającej się tylko na tym, że ta druga osoba była w jakiś sposób inna...
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pią Maj 25, 2018 11:53 pm   
   <Multikonta: Kwiecień


Przecież czarna magia nie była zakazana. Może moralnie niewłaściwa i potępiana przez większość czarodziejów, jednak prawnie nie można było rzucać jedynie trzech zaklęć, które łatwo można było zastąpić czymś równie złym. Czarodzieje przecież nawet mieli ulicę pełną czarnomagicznych artefaktów tuż koło przyjaznej i tłocznej Pokątnej, To też była dziedzina magii, a że głupcy nie rozumieli jej potęgi to już ich strata. Szczególnie podczas walki z wrogiem, atak zaklęciami które najwyżej ogłuszą lub spetryfikują przeciwnika wydaje się bezcelowy. Nikt nie każe używać klątw podczas bitwy z przyjacielem albo podczas klubu pojedynków, sama znajomość jej jednak dawała dużo korzyści. Może i podstawą było zadawanie cierpienia czego wielu ludzi nie popierało, jednak Lidka gdyby spotkała szumowinę która trafiła An zaklęciem które ją zabiło, upewniłaby się, że będzie nawet gdyby miała korzystać tylko z białej magii lub całkowicie obyć się bez niej. Klątwy były jedynie ułatwieniem.
-Wszystko co się stało w zeszłym roku byłą winą szlam - wzruszyła ramionami - gdybyście się poddali nic nikomu by się nie stało. Gdyby nie trzeba było was bronić An nie wbiegłaby na pole walki - powiedziała ostro. Krukon mógł ją obrażać na wiele sposobów, wspominanie o jej młodszej siostrze było jednak poniżej pasa. I to niby Ślizgoni byli niehonorowi? Może Nate nie wiedział o śmierci An? Może chciał wywołać w dziewczynie jakieś ludzkie odczucia? Szybko się opanowała, nie chcąc pokazywać jak bardzo zirytowała się na samo wspomnienie Bitwy o Hogwart. Jakby nie mogli po prostu wydać Pottera.
-Trzeba znać podstawowe wiadomości o swoich wrogach - puściła mu oczko tak jakby wcale chwilę temu się nie uniosła - poza tym jak sam przyznałeś małżeństwa z rozsądku, nie z głupoty. Czystość rodowodu była i jest ważna, niezależnie w którym świecie - podsumowała - mugole są po prostu głupsi i z tego zrezygnowali.
Sama Lidka nie przypuszczała, że wyjdzie za mąż za kogoś kogo pokocha. Musiała utrzymać czystą krew w rodzinie, jeżeli ojciec nie postara się o syna, wkrótce zaniknie jej nazwisko, musiała jednak pozostać w szanowanym rodzie. Może nigdy nie wyjdzie za mąż, kto wie? W końcu większość czystokrwistych zginęła na wojnie.
Komentarza o nazistach nie skomentowała, bo nie miała pojęcia o czym mówi Nathan. Chyba o czymś mugolskim, Lidia z historii tamtego okresu znała jedynie szczegóły Wojny Magicznej. Dzieci z rodzin magicznych bardziej ekscytował pojedynek Dumbledore'a z Grindelwaldem niż jakieś czołgi czy polityczne zagrywki mugoli.
 
     
Nathan Reeve
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Maj 26, 2018 3:53 pm   

Może i czarna magia ogólnie nie była zakazana, jednak zabronione było korzystanie z niej na terenie Hogwartu, zaś uczniów przede wszystkim uczono jak się bronić przed ewentualnym atakiem, a nie jak go wywoływać. I chociaż Nate doskonale wiedział, że wojna rządzi się swoimi prawami, to jednak nie popierał agresji w stosunku do kogokolwiek. Miewał nieco idealistyczne zapędy, wychodząc z założenia, że przecież można się dogadać i żyć po swojemu, nie narzucając innym swoich poglądów.
Dziewczyna mówiła, a Nathan coraz szerzej otwierał oczy. Wyglądało to tak, jakby nawet wspomnienie wydarzeń sprzed ponad roku nie nie było w stanie wywołać w Lidii emocji innych, niż nienawiść do tych, którzy w jej mniemaniu byli od niej gorsi.
- Wow - Pokręcił wolno głową, wyraźnie zdumiony tym, co usłyszał. Chociaż doskonale wiedział jak bardzo radykalne poglądy ma stojąca przed nim Ślizgonka, to jednak gdzieś w głębi duszy chyba cały czas miał nadzieję, że śmierć siostry zmusiła ją do jakichkolwiek refleksji. Wyglądało na to, że się jednak mylił. - Myślałem, że An i to, w co wierzyła więcej dla ciebie znaczyło.
Miał dość. Od Bitwy minął już ponad rok a nienawiść do ludzi takich jak on, którzy urodzili się w niemagicznych rodzinach, nie zmalała ani trochę. Ile jeszcze będzie musiał znosić te bezsensowne uwagi skierowane pod swoim adresem? Czy to w ogóle kiedykolwiek ustanie? W tym tempie wystarczy jedna charyzmatyczna osoba, żeby na powrót zjednoczyć Śmierciożerców i ponownie wywołać chaos.
- Racja, nazywaj rozwój i to, czego nie rozumiesz głupotą. - Rzucił jeszcze, ruszając szybkim krokiem w stronę wyjścia z sowiarni. - Powodzenia.
Minął dziewczynę i bez żadnego pożegnania opuścił pomieszczenie. Już po chwili można było usłyszeć jego szybkie, ale stopniowo cichnące kroki na schodach wieży.

[zt]
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Sob Maj 26, 2018 8:32 pm   
   <Multikonta: Kwiecień


Lidka nigdy nie rozumiała na jakiej zasadzie ktoś decydował kiedy coś jest wystarczająco czarnomagiczne, żeby nie wspominać o tym dzieciom. Przecież w Hogwarcie, tak bardzo mugolfriendly szkole już na szóstym roku uczą jak przyrządzić wywar żywej śmierci. Nie zrozumiałe jest dlaczego akurat ten eliksir mimo swoich właściwości nie jest uznawany za nie warty nauczania. Jak widać czarna magia była szeroko rozumiana, a jej odłamy trudne do zakwalifikowania. Gdyby nie wojna może wszystko byłoby prostsze, stało się jednak co się stało, a doświadczenie jest główną nauką poznawczą człowieka. Niezrozumiałe jak można odrzucać naukę jednej z najpotężniejszych arkanów magicznych. Nie używanie jej to jedno, jednak znajomość podstawowych zaklęć, by umieć je chociażby rozróżnić dla potrzeb sanitarnych była bardzo cenna. Drumstrang to rozumiał, Hogwart zwyczajowo sto lat za murzynami. Lidce nawet nie zaskoczyło, że krukon, niby taki inteligentny nie rozumiał. Ciężko było zrozumieć coś, jak się było z tej gorszej klasy. Sama pewnie nie umiałaby przyznać, że jest gorsza, jeżeli chodziłoby o coś na co nie miała wpływu. Poza tym jak mogła nie nienawidzić ludzi, przez których w jej mniemaniu zginęła An? Przecież to oni zabrali jej jej małą siostrzyczkę.
-Nie powinieneś się nawet wypowiadać na temat An, to właśnie przez swoje głupie poglądy zginęła - warknęła - dla obrony wielce uciśnionych szlam.
Ślizgonka nawet się nie zastanowiła nad tym. Dla niej poglądy jej siostry zawsze były młodzieńczą fanaberią z której miała wyrosnąć wraz z wiekiem. Miała zrozumieć, że czystość krwi jest ważną wartością. Niestety nie zdążyła. Nawet nie chciała myśleć o tym ile życia jeszcze przed nią było. Na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że chłopak się zirytował, albo nawet porządnie wkurzył. Lidki to jednak nie obchodziło z dwóch powodów:
a) zaatakował ją Antoinette, co było niehonorowe i
b) był jedynie mugolakiem, więc obchodził ją mniej więcej tak, jak to jakiego koloru szatę miała profesor Harvin na rozpoczęciu roku, czyli w ogóle.
Wzdrygnęła się jedynie na jego ostry ton i niekulturalne opuszczenie miejsca dyskusji. A już miała gotową odpowiedź, która by w nim jeszcze bardziej zagotowała! No cóż, nie zawsze ma się to, co się chce, jednak musiała zapamiętać, żeby przy najbliższej okazji wygarnąć mu, że mugole nie mogą być w czymś lepsi od czarodziejów. Rzucając prosty czar ogrzewający, gdyż trochę zmarzła, zeszła w dół wieży kierując się do lochów, modląc się, żeby nie trafić po drodze na żadnego nauczyciela.

[z/t]
 
     

Davina Monroe
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 20 Sie 2018
Posty: 7
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: Kot Brytyjski - Hestia
Różdżka: Wiśnia, łuska salamandry, 9 cali, giętka
Ekwipunek: Różdżka, karta kolekcjonerska z czekoladowych żab, pióro, 5 pensów, podarty list.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 30
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 7
Wysłany: Pią Wrz 14, 2018 11:54 pm   
   <Multikonta: --


Davina obudziła się zlana zimnym potem, wszystko dzięki kolejnemu, bardzo żywemu snu, który, jak zawsze, zakończył się jej śmiercią. Krukonka miała dość ciągłego wyrywania się z sennych marzeń przez obraz swojej matki. Miała dość nieustannego życia w strachu - znienawidzonego przez nią uczucia, od którego robiło jej się nie dobrze. Jedynym lekarstwem, jakie przychodziło jej na myśl, była zemsta.
Dziewczyna wyszła powoli z łóżka, starając nie budzić się współlokatorek, z którymi dzieliła dormitorium. Narzuciła na siebie, leżące pod łóżkiem bluzę, spodnie i buty, które w ostatnim czasie miała na sobie o jeden raz za dużo, ale w ten sobotni poranek się tym nie przejmowała. Nie planowała się z nikim spotkać. Chwyciła zwitek pergaminu i opuściła wieżę Ravenclawu. Po zejściu ze spiralnych schodów skierowała do sowiarni, a jej szybkie kroki niosły się echem po pustych korytarzach. Mijała kolejne okna, a widok za nimi, zapowiadał piękny, wiosenny dzień.
Wspięła się po ostatnich stopniach i znalazła się w okrągłym, wysokim pomieszczeniu. Podłoga usłana była słomą, szczątkami mysz i innych małych gryzoni, piórami oraz ptasimi odchodami. Uniosła głowę do góry w poszukiwaniu odpowiedniej sowy. Przywołała swoją ulubioną, rudą Płomykówkę, która z chęcią do niej zleciała i wystawiła nóżkę tak, aby Davina mogła przymocować do niej list. Nie trwało to długo, sowa zahuczała, jakby chciała utwierdzić krukonkę, że wykona powierzone jej zadanie i wyleciała przez najbliższe okno. Davina podeszła do okna za nią, chłodny wiatr uderzył ją w twarz, a ją pochłonęły tysiące myśli.
_________________
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Wrz 15, 2018 12:19 am   
   <Multikonta: RW | FL


Zazwyczaj nie była fanką wstawania skoro świt. No, to chyba nawet zbyt mało powiedziane, bo ktokolwiek targnął się przedwcześnie na spokojny sen panny Davies, zazwyczaj spotykał się z jej absolutną furią. Bywały jednak takie przypadki, kiedy nic nie mogła poradzić - mus to mus, a pewnym osobom się nie odmawia. Lepiej zresztą, żeby wiedziała zawczasu i zdążyła się przygotować na taki wysiłek, niż gdyby ktoś znienacka chciał wydrzeć ją z pościeli.
Rodzice często wysyłali jej paczki i zazwyczaj otrzymywała je tak jak wszyscy, podczas śniadania przy porannej poczcie. Ostatnimi czasy jednak pojawił się kłopot; rodzinny puchacz uległ kontuzji, a póki miał złamane skrzydło, wszystkimi przesyłkami musiał się zająć maleńki Vishal. Madelaine nie miała problemu z tym, by udostępnić rodzicom swojego pupila, nawet jeśli wiązało się to z pewnymi niedogodnościami. Teraz swoje przesyłki z domu musiała odbierać wczesnym rankiem, bo akurat o takiej porze przylatywał jej puchaty maluch, a później od razu musiała go odesłać z powrotem. Nie mogła nic na to poradzić, pozostawało więc liczyć, że stary Frużel wyzdrowieje niedługo. I wcale nie zapytywała o to w każdej wymienianej z rodzicami korespondencji. Wcale.
Wychodząc na wieżę sporo przed śniadaniem spodziewała się napotkać zniecierpliwionego czekaniem Vishala, który nim ona wydrapała się po schodach, zdążył już się napić i wyrównać piórka. Nie spodziewała się natomiast innej uczennicy, znanej sobie zresztą z widzenia. W końcu to dość wątpliwe, by któremukolwiek młodemu adeptowi magii chciało się zrywać bladym świtem, wdrapywać na wieżę i jeszcze przesiadywać w sowiarni, gdzie - z całym szacunkiem dla sów - zapach nie powalał... albo i powalał, wiało lepiej niż na niejednym górskim szczycie i generalnie nie było za wiele do roboty.
- Hej! - Postanowiła zagaić, nie wiedząc właściwie dlaczego. Przychodząc do pomieszczenia wypadało się przywitać, to fakt ogólnie znany. A że Davies rzadko kiedy umiała trzymać buzię na kłódkę... - Już tutaj czy jeszcze tutaj? Chociaż drugiej opcji nie polecam, po całej nocy tego wietrzyska przeziębienie murowane - kontynuowała luźnym tonem, podchodząc do parapetu, na którym jej pierzasty przyjaciel już podskakiwał z niecierpliwości. W kilku sprawnych ruchach odwiązała niewielką paczuszkę, a ptaszek tylko skubnął ją pobieżnie w palec i natychmiast odleciał. Wtedy wzrok Madelaine powędrował ku drugiej dziewczynie, posyłając w jej stronę uprzejmy uśmiech.
_________________


 
 
     

Davina Monroe
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 20 Sie 2018
Posty: 7
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: Kot Brytyjski - Hestia
Różdżka: Wiśnia, łuska salamandry, 9 cali, giętka
Ekwipunek: Różdżka, karta kolekcjonerska z czekoladowych żab, pióro, 5 pensów, podarty list.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 30
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 7
Wysłany: Sob Wrz 15, 2018 12:29 pm   
   <Multikonta: --


Davina podparła się parapecie, obserwując oddalającą się dość szybko sowę. Płomykówka była już tylko czarnym punkcikiem na niebie, kiedy dało się usłyszeć kroki obwieszczające, że kolejna osoba postanowiła pokonać te wszystkie schody, aby się tu dostać. Cały jej misterny plan, aby niezauważoną dotrzeć z dormitorium do wieży zachodniej i z powrotem właśnie przepadł. Krukonka rozejrzała się po wnętrzu wieży w poszukiwaniu schronienia, jednak jedynym co przykuło jej wzrok była sterta słomy pokrytej ptasimi odchodami. Nie była jeszcze na tyle szalona, aby ryzykować wskoczenie pod żółtą strzechę, jednak w tym momencie do okrągłego pomieszczenia weszła rudowłosa puchonka, którą Davina kojarzyła z zajęć. Odwróciła się od okna i złożyła ręce na piersiach, nie tyle w geście obronnym, ile w próbie zamaskowania plamy, która była widoczna na jej ubiorze. Nie musiała słuchać kolejnych zaczepek, tym razem dotyczących jej wyglądu.
- Hej. - odpowiedziała słabym głosem, a wzrok wbiła w swoje stopy. Dziewczyna wydawała się kompletnym przeciwieństwem krukonki. Davina ostatnimi czasy stroniła od towarzystwa, ta druga natomiast sprawiała wrażenie wygadanej i nieizolującej się od innych.
- Właśnie wysłałam list. - ba! Co innego można zrobić w tej wieży? - Po całej nocy spędzonej tutaj, stracisz też zmysł węchu. Nie, żebym próbowała. - uśmiechnęła się blado i obserwowała, jak puchonka odwiązywała niewielką paczuszkę z nóżki także niewielkiej sówki.
- Urocza. - skomentowała wygląd niespotykanego ptaka. - To chyba nie jest jedna ze szkolnych sów, prawda? - próbowała podtrzymać tę pierwszą od kilku dni wymianę zdań, która nie skończyła się na samym przywitaniu, jednocześnie czując się niepewnie. W ostatnim czasie raczej nikt nie był skory do rozmowy z nią.
Puchonka posłała w jej stronę uśmiech, jednak ona zdawała się go nie zauważyć. Zapadło milczenie, a Davina szukała powodów do kontynuowania tej niezręcznej dla niej sytuacji. Dziewczęta uczęszczały razem na kilka zajęć, kiedyś na pewno zamieniły ze sobą więcej niż dwa zdania, jednak to była przeszłość. Wiele osób odwróciło się od krukonki, kiedy to Tamara Monroe została ogłoszona poszukiwaną śmierciożerczynią. Może dlatego puchonka unikała rozmowy z Daviną przez większość tego roku.
- Madelaine... - zaczęła niepewnie. - Wierzysz w to, co mówią? - zapytała i spojrzała na nią, próbując wyczytać coś z jej twarzy. Oparła się o kamienną ścianę w oczekiwaniu na odpowiedź.
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Śro Wrz 19, 2018 10:55 pm   
   <Multikonta: RW | FL


Nieco nerwowe zachowanie drugiej dziewczyny wywołało w Madelaine lekka konsternację. Generalnie rozumiała sytuację, sama często miewała momenty nieśmiałości, ale i tak dziwnie było widzieć, że ktoś się stresuje jej obecnością. Jej! Przecież halo, panna Davies to jedno z najbardziej niegroźnych stworzeń, jakie na swej powierzchni nosiła Ziemia. Znano ją co prawda tak z dobrej strony, jak i z tej niezbyt godnej młodego dziewczęcia, ale jedno zawsze miała na swoją obronę - nigdy nie bywała niemiła jako pierwsza. Wszystkie jej przytyki, drobne sabotaże i inne metody utrudniania innym życia były wyłącznie odzewem, nigdy pierwszym zagraniem. Mało prawdopodobne było jednak, by Krukonka wyłożyła sprawę swojego nietypowego zachowania prosto z mostu, toteż rudej pozostawało wyłącznie natychmiast się z tym pogodzić. No i mieć nadzieję, że z czasem dziewczyna trochę się ustabilizuje.
- Też wolałabym nie próbować - dodała w temacie nocowania w sowiarni. Chyba nikt nie byłby na tyle szalony, by podjąć się sprawdzenia teorii o utraconym węchu. - Bingo! To mój koleżka Vishal i gdyby usłyszał twój komplement, byłby ci bardzo za niego wdzięczny.
Dyskretnie zważyła paczuszkę w dłoni - po rozmiarze podejrzewała, że w środku znajdzie "doładowanie" swoich ulubionych cukierków. To mogła jednak sprawdzić później, więc na razie wsunęła przesyłkę do przepastnej kieszeni swetra i wróciła do rozmowy. Spodziewała się jakiegoś luźnego tematu, może czegoś o lekcjach lub, hm, obiadach, ale zamiast tego padło pytanie. w dodatku takie, na które w pierwszej chwili mogła tylko unieść nieco brwi i przechylić głowę na bok w najszczerszym wyrazie niezrozumienia.
- W które "to"? - Po szkole krążyło w końcu mnóstwo plotek najróżniejszego rodzaju, a akurat tak się złożyło, że Davies nie połączyła dość głośnej sprawy pewnej śmierciożerczyni ze swoją rówieśniczką. Może ta informacja znajdowała się gdzieś w jej pamięci, ale bez pomocy nie chciała ujrzeć światła dziennego, zmuszając Puchonkę do sięgnięcia po więcej informacji.
_________________


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 9