Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Trudne sprawy
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Cze 13, 2018 11:30 pm   Trudne sprawy
   <Multikonta: Jasmine Gingers
 

W Hogwarcie panowały określone zasady. Podział na Domy, charakterystyczne stroje każdego ucznia w zależności od tego jaką nazwę Domu wykrzyczała Tiara Przydziału. To była ta strasznie głupia czapka, która wyrządziła pewnej osobie strasznie dużą krzywdę. Przez tą głupią czapkę musiała się ona ubierać na czerwono, a nie na zielono. Nienawidziła tej głupiej czapki. Jakim prawem wrzucono ją do worka z innymi czerwonymi?
Trochę zeszło czasu zanim przyszła nauczycielka transmutacji pogodziła się z tym faktem, nie mniej nie zmieniło to ani na trochę jej przekonań. Wydawała się nawet przeczyć temu staromodnemu podziałowi na Domy, bo jakoś więcej czasu spędzała z zielonymi niż z czerwonymi. Nie przyjęli ją od razu z otwartymi ramionami, tradycja nie lubienia czerwonych była tu zbyt silna. Ale był jej brat. Jej brat wylądował w tym Domu co trzeba, w tym do którego ona też miał należeć. Jako starszy uczeń James nie pozwolił aby jakikolwiek zielony powiedział o niej cokolwiek złego, nie dopuścił do tego, żeby ktokolwiek jej dokuczał. Musieli ją zaakceptować, chociaż może bardziej ze względu na jej brata. Kiedy jego nie było w pobliżu, nadal podchodzili do niej podejrzliwie.
I tak, gdy długowłosa dwunastolatka kroczyła jednym ze szkolnych korytarzu, nie zatrzymała się przy żadnej grupce czerwonych. Ktoś pokazywał na nią palcem, ktoś inny szeptał coś cicho spoglądając na nią znacząco, ale ona sobie nic z tego nie robiła. Jeden ze ślizgonów podziękował jej za jakieś punkty dla Slytherinu. Fuknęła cicho, na co odpowiedział jej śmiechem.
Mała dziewczynka o długich włosach. Hańba dla Gryffindoru, duma Slytherinu? Głupia czapka. To wszystko jej wina. Van trzymała w dłoni podręcznik do transmutacji. Jakaś dziewczynka przed nią w podobnym wieku zgubiła na korytarzu przypominajkę. Magiczna kula potoczył się pod nogi dwunastoletniej gryfonki. Gdy tylko dziewczynka podbiegła, panna Harvin kopnęła przypominajkę dalej, patrząc drugiej uczennicy prosto w oczy.
- Szlama. - padło z jej ust jedno z najbardziej obraźliwych określeń a sama gryfonka ominęła rozczarowaną rówieśniczkę i zatrzymała się przy drzwiach łazienki dziewczyn na drugim piętrze.
Zerknęła w jedną stronę korytarza, potem w drugą i oparła się o ścianę. Ile można czekać? Niecierpliwie przestąpiła z nogi na nogę. To wszystko za długo trwa.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 10 Cze 2010
Posty: 343
Wiek: 32 lata
Krew: czysta
Pupil: kruk - Nevada
Różdżka: łuska chimery, 11 cali, wrzos, giętka
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Cze 15, 2018 12:15 am   
   <Multikonta: Draco Malfoy
 

Wychodząc z lekcji Obrony Przed Czarną Magią, kiwnął głową w stronę kilku kumpli ze swojego Domu dając im znać, że nie kieruje się do pokoju wspólnego, a w drugą stronę. Jeszcze jeden z paczki chwilę mu towarzyszył. Ponabijali się wspólnie z grubej Becky, która znowu w zdenerwowaniu pomyliła proste zaklęcia. Jeszcze nie myślało końcowych egzaminach, ale profesorowie już się ich czepiali i od czasu do czasu urządzali im praktyczne powtórki. Po co? Schemat tych zaklęć był dość prosty, a Harvin nie uczył się niczego nowego. Poza tym, miał inne plany po skończeniu szkoły niż ambitne studia czy jakiś prestiżowy zawód czyniący z niego dumę rodziny.
Wzrokiem wyłapał młodszą siostrę w pobliżu łazienki dziewczyn. Zwolnił kroku, a jego kumpel machnął tylko do gryfonki i krótko pożegnał się z nimi, udając się dalej w kierunku schodów na niższe piętro. James wcisnął dłonie do kieszeni szaty i zatrzymał się po drugiej stronie przejścia.
- Wiesz co Irytek wysmarował w Wielkiej Sali na podłodze? Że Prudence cuchnie. Prudence to nie jest twoja piegowata koleżanka, którą ojciec porzucił jak się dowiedział, że matka jest mugolką? - zagadał z rozbawieniem.- Chyba nie chcesz mieć takich koleżanek.
Naigrywał się trochę z niej. W otoczeniu dwunastolatki znajdowało się zbyt wiele brudnokrwistych, zbyt wiele osób, którymi powinna pogardzać. Gryffindor miał idiotyczne zasady, niech więc Van nie wyrasta na krzewicielkę idei równości. Był na szóstym roku, za jakiś czas opuści mury Hogwartu, ale zanim do tego dojdzie trzeba małej wpoić czego ma się trzymać. Nie chciał, żeby dała się omamić tej bandzie frajerów, nie takie mieli plany.
- Poczekamy na kogoś... kto się nawinie jako pierwszy. - sięgnął do szaty po różdżkę zaledwie niewinnie obracając ją w palcach.
Podniósł spojrzenie niebieskich oczu na korytarz. Większość uczniów wychodzących z lekcji zdążyła już przejść, przez co przejście było niemal puste.
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 48
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian, akwarium pełne dorszy (słonowodne) i jeden, osobisty, pstrążny pstrąg tęczowy (słodkowodny)
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Cze 16, 2018 12:40 am     

Dziewczyna nie lubiła nigdy zajęć z transmutacji. Nie rozumiała zasad tego przedmiotu, oraz faktu jakim cudem żywe stworzenie mogło nagle przemienić się w puchar. Przecież to przeczyło wszelkim zasadom fizyki czy biologii, nie wspominając o tym co się działo ze zwierzęciem, kiedy miało zmienioną formę. Czy ono wtedy czuło? Czy po zniesieniu zaklęcia wracało do stanu przed? Czy jeżeli byłoby zaklęte przez dziesięć lat, po odczynieniu czaru byłoby dziesięć lat starsze? Młoda puchonka szła korytarzem i stawiała sobie takie pytania. Nie zwracała uwagi na nikogo dookoła. Zamierzała wykorzystać fakt, że w tym momencie nie miała żadnej lekcji i zejść do dormitoriów, by przebrać się na zajęcia z zielarstwa. Nie lubiła brudzić ziemią i nawozem swoich szat, dlatego miała jeden komplet, który ubierała wyłącznie na lekcje z panią Sprout. Dziewczyna kochała te zajęcia, dlatego dość zadowolona planowała sobie ten dzień. Może jeżeli się pospieszy zdąży jeszcze zajść do kuchni po jakieś jedzenie. Nie najadła się na śniadaniu i dość mocno chciało jej się pić. W głowie jednak cały czas miała to, że najbliższe półtorej godziny było czasem wolnym, więc nie przywiązywała wagi, żeby się przepychać przez tłum goniący na kolejne lekcje. To był jej błąd. Może gdyby nie ślimacze tempo dziewczyny ta nie trafiłaby na rodzeństwo Harvin, które czekało tylko na ofiarę do upolowania. Puchonka zawsze się ich bała. James był przerażającym Ślizgonem, trochę starszym od niej, a Vanessa, mimo tego, że była młodsza nie ustępowała braciszkowi na krok. Kiedyś April miała nadzieję, że połowiczna czystość jej krwi sprawi, że nie będzie miała problemów ze szkolnymi dręczycielami, to jednak nie pomagało. Niestety obydwie babcie dziewczynki były mugolkami, co sprawiało, że męczenie szlam obejmowało też ją. Widząc czające się duo pod łazienką dziewcząt odsunęła się na drugi koniec korytarza błagając w myślach, żeby jej nie zauważyli. Nie widziała nikogo w okolicy, kto mógłby jej pomóc. Nie łudziła się, że da sobie radę, jeżeli Ci by ją zaatakowali. James był starszy, znał więcej zaklęć i był bezwzględny. Na pewno w zanadrzu posiadał jakieś okropne klątwy, które sprawią, że dziewczyna zapomni jak się nazywa. Może nie rzuciłby ich na korytarzu w Hogwarcie, jednakże sama świadomość, że miałaby walczyć z takim wrogiem sprawiała, ze dziewczyna zapominała nawet najprostszego zaklęcia defensywnego, co nie działało na jej korzyść. Ta młodsza dziewucha nie była wcale lepsza. Dlatego April przysunęła się jeszcze bardziej do ściany i odwróciła od nich wzrok. Miała nadzieję, że nie zauważyli jak bardzo się boi. Przyspieszyła kroku tak, że prawie biegła do schodów.
_________________


"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.R.Michaelson

 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Cze 17, 2018 12:34 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers
 

Zjawił się. Wreszcie. Dwunastolatka tupnęła parę razy nogą w podłogę w zniecierpliwieniu. Starszaki mieli chyba mniej zajęć. Po SUMach kontynuowali tylko te przedmioty, z których uzyskali wymagane oceny, więc... jej brat raczej nie powinien mieć napiętego grafiku. Aczkolwiek gryfonka nie chodziła za nim krok w krok, między nimi było cztery lata różnicy, a to całkiem sporo. James dysponował już większymi umiejętnościami, szkolił się z całkiem innego zakresu zaklęć, inaczej już spędzał czas. A jednak młoda najbardziej w jego towarzystwie szukała poparcie. Miał kolegów, którzy chociaż czasem z niej się nabijali to jednak sami przyznawali, że trafiła nie do tego Domu co trzeba, rówieśnicy patrzyli na nią inaczej. A w Gryffindorze spoglądano na nią ze szczególnym niezrozumieniem. Przynosiła wiele kłopotów swojemu Domowi, profesor McGonagall ciągle musiała ją strofować za niewłaściwie zachowanie.
Dobrze, że tym razem było tak mało osób na korytarzu. Mniej świadków.
- Nie jest moją koleżanką. - odpowiedziała bratu, nadymając policzki jakby to była jakaś okropna obelga. - Nie zadaję się z takimi osobami.
Patrzyła mu prosto w oczy. Mała, zbuntowana gryfońska krew. Ale kiedyś urośnie. Urośnie i na pewno odegra się na tej głupiej czapce za wszystkie wyrządzone jej krzywdy.
Dziewczynka skrzyżowała ręce i rozejrzała się.
- Chciałabym przećwiczyć jedno zaklęcie transmutacyjne. Potrzebuję żywego materiału. Ale to trzeba zrobić tak... żeby tym razem zatkać te wszystkie szlamy. Ostatnio Tom naskarżył na mnie do McGonagall... - nieco się zasępiła, bo nadal nie zawsze udawało się im utrzymać wszystko w tajemnicy i Opiekunka Gryffindoru ostatnio zagroziła jej poinformowaniem rodziców o ich nieodpowiednim zachowaniu.
Rozejrzała się znów po korytarzu. Jej uwagę przykuła nieznacznie starsza puchonka. Ap... Ap... April? Wszyscy puchoni wydawali się tacy sami, co za różnica.
- A ta? - zwróciła uwagę Jamesa na dziewczynę. - Jaką ona ma krew? - nie do końca się orientowała, ale Hufflepuff chyba nie miał nic przeciwko brundokrwistym, więc może i przyjmował w swe progi tak niegodne nauczania magii osoby.
Wydawała się przestraszona. Jak wszyscy puchoni. Ale z drugiej strony... skoro sprawiała takie wrażenie to czy nie oznaczało, ze ma do tego powód?
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 10 Cze 2010
Posty: 343
Wiek: 32 lata
Krew: czysta
Pupil: kruk - Nevada
Różdżka: łuska chimery, 11 cali, wrzos, giętka
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Cze 19, 2018 9:55 pm   
   <Multikonta: Draco Malfoy
 

- Słusznie. - skwitował tylko, z rozbawieniem jednak przyglądając się temu jakie oburzenie w niej wzbudził, bo jak na tak młodą gryfonkę, to ta dziewczyna nie przejawiała zbyt wielu gryfońskich cech, chyba, że on po prostu nie mógł się tego w niej doszukać.
Zerknął w stronę korytarza. Większość uczniów wychodzących z lekcji zdążyła już przejść i ich minąć. Nic dziwnego w zasadzie, zwykle wybierali takie miejsca, żeby w pobliżu nie kręciło się zbyt wiele osób, ale żeby jednocześnie można było kogoś złapać. Nie zawsze to było możliwe, w końcu po korytarzach włóczyli się też nauczyciele pilnujący czy młodzi nie robią żadnych głupich rzeczy, czasem niczym zjawa przemykał po szkolnych przejściach Flich, pomstując na jakiś żartownisiów, którzy dodali mu roboty, a nawet duchy przecież potrafiły pojawiać się w najbardziej niespodziewanych momentach. Ten zamek miał zdecydowanie zbyt wielu mieszkańców, a już na pewno nie powinny się tutaj znaleźć osoby z brudną krwią. To nie było dla nich miejsce.
- Żywy materiał? Poćwicz te zaklęcia na jakimś kocie. - skomentował sceptycznie nigdy chyba nie podzielając jej entuzjazmu do transmutacji, bo dla niego nie była to zbyt warta uwagi magia, a na pewno nie taka, którą się zdobywa władzę i potęgę.
Jego uwagę przykuła niewiele starsza od Van puchonka. Kojarzył skądś tą dziewczynę. Tak... w zasadzie mało co interesował się uczniami z zupełnie innych roczników i Domów, ale niektóre twarze zapamiętywał, chociażby przez wzgląd na to czy ktoś niekoniecznie ma czystą krew. Poza tym, po Hogwarcie krążyły różne plotki, a jego Dom zwracał szczególną uwagę na informacje dotyczące pochodzenia. Jamesa takie rzeczy ciekawiły nie bez powodu.
- Mieszaniec. Nada się. Takie osoby muszą poczuć na własnej skórze do czego doprowadzają błędy popełnione przez ich przodków. - skupił wzrok na puchonce i uniósł różdżkę.- Incarcerous - wycelował prosto w jej sylwetkę.- Jęzlep - w dodatku trzeba było uciszyć ofiarę.
W takim stanie nie powinna ani za daleko uciec ani mieć dość czasu czy jakiekolwiek szanse na wzywanie pomocy.
Harvin podszedł do niej i gdy tylko pęty ją oplotły, chwycił za jeden z nich i pociągnął w stronę łazienki. Kątem oka rzucił na korytarz. Na szczęście nadal było pusto, co zapewniało im przez chwilę przynajmniej większą swobodę działania.
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 48
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian, akwarium pełne dorszy (słonowodne) i jeden, osobisty, pstrążny pstrąg tęczowy (słodkowodny)
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Cze 19, 2018 10:41 pm     

Może nie powinna biec, nie zwracałaby wtedy takiej uwagi? Dziewczynka nigdy nie rozumiała, dlaczego czystość krwi jest dla niektórych taka ważna. Skoro uważają, że mugolscy czarodzieje nie są godni ich towarzystwa, to niech po prostu ich ignorują. Przecież i matka, i ojciec puchonki byli czarodziejami, ale jak widać takie osoby jak rodzeństwo Harvin patrzą na rodowód minimum 4 pokolenia do tyłu. April chciałaby żyć w świecie, gdzie ludzie nie zwracają uwagi na pochodzenie, twoich przodków czy seksualność, do tego jednak jak widać daleko. Mimo pokonania Czarnego Pana przez Pottera wiele czarodziejów dalej wyznawało jego idee i nie wydaje się, że ma się to zmienić w najbliższym czasie. To właśnie z tego powodu rodzeństwo Harvin wybrało ją jako ofiarę. Nawet gdyby zdążyła szybko zareagować i rzucić zaklęcie mieli przewagę - i liczebną, i w pewnym sensie doświadczenia, bo mimo tego, że Vanessa była od niej młodsza, to jej brat nadrabiał z nadwiązką. Widziała, jak celuje w nią różdżką, jednak nawet szybki bieg do schodów nie zdziałał wiele. Głupia, zamiast krzyknąć, wyciągnąć różdżkę i posłać jakieś widoczne iskry, które przyciągną uwagę jakiejś postronnej osoby wybrała bieg. Cóż, adrenalina działa swoje, a ona była zbyt wystraszona, by pomyśleć logicznie. W takim wypadku nie dziwne, że po chwili leżała na podłodze związana przez zaklęcie Jamesa. Cud, że nie straciła żadnego zęba, kiedy wylądowała na kamiennej posadzce. W jej oczach zebrały się łzy
-Pom...- chciała krzyknąć, jednak jej język przykleił się do podniebienia. W tym momencie zaczęła płakać, a jej policzki zrobiły się wilgotne. Wiedziała co ją czeka. Wiedziała też, że nie będzie to przyjemne. Nie spodziewała się żadnej ulgi od Vanessy, czy Jamesa, nawet jeżeli nie była typową szlamą. Kiedy ten zaczął ciągnąć ją do łazienki zaczęła tylko błagać w myślach, żeby udało jej się szybko zemdleć. Wiedziała, że po wszystkim ją najprawdopodobniej trochę uzdrowią, żeby nie ponieśli konsekwencji, jednak sam atak musiała jakoś przetrwać.
_________________


"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.R.Michaelson

 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Cze 22, 2018 10:51 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers
 

- Kot to za mało. - nie dodawała wprost, że męczenie zwierząt to była trochę inna kategoria, obca dla młodej czarownicy.
Może nie wykazywała jakoś szczególnej empatii do zwierzaków, ale po prostu uznawała je za mało "plastyczny" materiał jak na takie ćwiczenia. Ludzki towar lepiej się nadawał. Inna inszość, że musiała by gonić wtedy o Hogwarcie za jakimś futrzakiem czy sową innego ucznia, bo nie ma opcji, żeby te magiczne testy przeprowadzała na swojej. Jej sowa była potrzebna, to czy tak samo była potrzebna innym młodym czarodziejom już jej nie obchodziło. Tak czy inaczej, takie rozwiązanie nie wchodziło w grę. I najbardziej liczyły się te "ludzkie" transmutacje. Czy to nie jest fascynujące w co można przeobrazić ludzkie ciało? To, że można zupełnie zmienić nie tylko jego kształt, ale również i strukturę oraz przeznaczenie? Jak łatwo można w ten sposób zawładnąć nad obcym ciałem. Tak, to była naprawdę niedoceniana dziedzina magii, także przez jej brata, który chyba najbardziej odnajdywał się we wszystkim co fizycznie mogło przyczynić się do zniszczenia, cierpienia, bólu. Za dużo brudnej roboty dla Van. Zbyt wiele babrania się w skutkach tak ofensywnych zaklęć.
- No to zadecydowane. - skomentowała tylko kiedy James potwierdził, że ta "wybrana" puchonka się nadaje do ich celu.
Właściwie wykonanie pozostawiała starszemu bratu. Ona nie bardzo się sprawdzała w takich sytuacjach, poza tym... nie znała jeszcze zbyt wielu zaklęć. Nie była nawet po środku swojej drogi edukacji w Hogwarcie, więc co taki dzieciak jak ona mógł wiedzieć o nieco "poważniejszych" czarach, które służyły do czegoś więcej niż tylko otwierania zamków.
Jakoś nie czuła żadnej litości w stosunku do schwytanej dziewczyny. Dziwne. Chyba nie tak powinni reagować gryfoni kiedy komuś z ich otoczenia dzieje się krzywda. Tymczasem panienka Harvin tylko otworzyła drzwi do łazienki dziewczyn, żeby już jej brat nie musiał się tym tak fatygować ciągnąc w to miejsce puchonkę.
- Ale dasz mi poćwiczyć. - upierała się.
Na Jones prawie nie zwracała uwagi. Od dzieciństwa brat wpajał jej jaka krew jest dobra, a przedstawicieli jakiej krwi trzeba tępić. Nawet jeśli to nie była wina April, że nie miała tej "właściwej krwi" to czy można kogoś takiego uznawać za równego sobie? Przecież... zawsze ktoś musi być lepszy a ktoś gorszy.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 10 Cze 2010
Posty: 343
Wiek: 32 lata
Krew: czysta
Pupil: kruk - Nevada
Różdżka: łuska chimery, 11 cali, wrzos, giętka
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Cze 26, 2018 12:38 am   
   <Multikonta: Draco Malfoy
 

Do pewnych kategorii zaklęć faktycznie podchodził może za bardzo lekceważąco. Po prostu jeśli nie uznawał czegoś za pożyteczne dla siebie, to po co mu to było? Transmutacja w jego mniemaniu nie była dziedziną, która w opinii przyszłego śmierciożercy mogła go zaprowadzić do celu. To były zaklęcia, które można było traktować jak zabawę, ale nie wyobrażał sobie ich wykorzystywać w bezpośrednim starciu, zastraszać nimi przeciwnika czy z ich pomocą zdobywać przewagę. Jednak skoro jego siostra się w tym odnajdywała... nie byli identyczni, Van była pod względem umiejętności inaczej ukierunkowana. Co nie oznaczało od razu, że te jej formę "zainteresowania" traktował zupełnie poważnie. Młoda jest, może jeszcze się jej znudzi. W każdym razie... skutku, który obecnie osiągnął chyba się nie dało uzyskać czarami transmutacyjnymi.
Nie zdążyła zawołać pomocy, nie miała wystarczająco możliwości, aby wezwać kogokolwiek na ratunek. Puchonka wpadła w jego ręce i nie miała zbyt wielu sposobów do obrony. Jeszcze gdyby ktoś teraz zareagował, może udałoby się jej wyjść bez szwanku. Ale w momencie, w którym James szarpnął mocniej za pęty, którymi była związana i wciągnął ją do łazienki, szanse te bardzo zmalały. Puchonkę ustawił pod jedną ścianą.
- Zobaczymy. - skomentował tylko słowa Van, która nadal upierała się przy "swoich" ćwiczeniach.
Przez chwilę się zastanawiał. Chociaż wzrok miał utkwiony w dziewczynie, bardziej skupiał się na wyborze właściwego zaklęcia. Ostatecznie jednak miał już w głowie to co chciał zrobić.
- Gelidum Spiritus - skierował znów różdżkę prosto na nią.- Po co w ogóle dopuszcza się takie osoby do Hogwartu? To psuje szkołę. - skwitował, krzywiąc się z niezadowoleniem pod nosem.- No spróbuj... co tam chciałaś. - skinął ręką w stronę Van, dając jej w ten sposób znać, że może coś poeksperymentować po swojemu, chociaż nadal nie sądził, żeby to było bardzo przydatne, no ale niech się mała ucieszy.
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 48
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian, akwarium pełne dorszy (słonowodne) i jeden, osobisty, pstrążny pstrąg tęczowy (słodkowodny)
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lip 06, 2018 5:34 pm     

Mała puchonka już nie umiała powstrzymać łez, które płynęły ciurkiem po jej twarzy. Czemu zawsze ona. Nawet nie była szlamą. Mogła się założyć, że wiele uczniów miało sowy z hodowli jej ojca, a jej matka pomagała im w trudnych chwilach jako medyczka. Mimo wszystko cieszyła się, że trafiło na nią, a nie na jakiegoś małego puchonka, który ledwo co poznał Hogwart. Ona wie, że tylko niektórzy ludzie są źli, młodzi mogą tego nie wiedzieć. I lepiej, żeby uczyli się tego w inny sposób, niż poznając większość zaklęć zadających ból na sobie. Próbowała opanować łzy, gdyż szlochać nie mogła przez zaklęcie uciszajace. Nie chciała nawet patrzyć na swoich oprawców, żeby nie upokarzać się jeszcze bardziej. Zamknęła oczy, chociaż trochę blokując drogę łzom.
Kiedy oberwała pierwszym zaklęciem poczuła od razu wielkie zimno. Szczęka zaczęła jej latać, a jej twarz praktycznie zamarzła przez obecność wody na niej.
W sumie ucieszyła się, że zaczynali od takich zaklęć. Zawsze mogli przeciąć jej skórę, albo uderzyć jakąś klątwą która serio mogła zrobić krzywdę. Nie zdziwiłoby jej, gdyby Harvin umiał rzucić crucio, wyglądał na takiego który mógłby użyć Niewybaczalnego podczas bójki pod barem. April psychicznie przygotowywała się na wiele gorsze rzeczy. Już zastanawiała się jak wytłumaczy pielęgniarce swoje rany tak, żeby jeszcze bardziej nie podpadnąć rodzeństwu. Nie mogli jej przecież zabić, ani trwale skrzywdzić, jeżeli chcieli ukończyć naukę. Kiedy mała Vanessa wspomniała o ćwiczeniu na niej momentalnie otworzyła oczy i zaczęła się rzucać. Przecież nawet McGonagall mówiła, że nie można rzucać zaklęć transmutacyjnych na ludzi, jeżeli nie jesteśmy pewni, że umiemy dane zaklęcie. Przecież mogła zostać z tabakierką zamiast ręki, albo już na zawsze mieć wąsy. Już i tak dzieciaki śmiały się z jej piegów i rudych włosów, nie potrzebowała kolejnych powodów do szyderstw. Popatrzyła blagalnie na rodzeństwo, a z jej wzroku można było wyczytać jedno wielkie "proszę nie".
_________________


"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.R.Michaelson

 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 12:48 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers
 

Przyszła profesor transmutacji stanęła pod ścianą i otworzyła trzymaną w dłoni książkę powiązaną z jej przyszłym przedmiotem. Wbiła wzrok w przerzucane strony przez chwilę nie zwracając uwagi ani na brata ani na pochwyconą puchonkę.
- A jakby tak... przetransmutować krew? - zastanawiała się na głos.- Przeobrazić krew szlam albo mieszańców w czystą... czy to nie byłby sposób na załatwienie problemu? Może jest coś co za to odpowiada... - wydawało się, że zastanawia się nad tym całkiem na serio.
Mogła nie wiedzieć, że jest to niemożliwe. Albo w zasadzie rozważała tą kwestię dość przyszłościowo. Nawet gdyby takie rozwiązanie nie było do zastosowania obecnie, to może kiedyś uda się je skutecznie wdrożyć w życie. To by było ciekawe... panienka Harvin była na tyle zafascynowana transmutacją, że nawet nie wiedząc czy jest coś możliwe, szukała realizacji swoich zamierzeń.
Falujące kosmyki włosów zasłoniły jej boki twarzy. Nie wydawała się na pierwszy rzut oka wydawać osobą zdolną do okrutnych rzeczy. W dodatku gryfonka. Wiadomo, w historii szkoły zdarzały się różne przypadki niezbyt pełnego dopasowania ucznia do Domu, chociaż wciąż uważano, że Tiara Przydziału się nie myli.
Spojrzała w końcu na Jamesa.
- Dlaczego akurat takie zaklęcie? - zwróciła się do niego ze spokojem, bo w zasadzie... on miał zupełnie inny sposób działania, już dawno zauważyła, że jej brat jest bardziej jak przyczajona bestia... po prostu lubi wyzwalać ból, chociaż może jeszcze wszystkiego nie umiał, ale dziedzina takich zaklęć interesowała go szczególnie.
Przymknęła trzymaną książkę i podeszła o krok bliżej w stronę puchonki.
- Densaugeo. - machnęła różdżką w stronę przestraszonej uczennicy. - Chwila... czy to się nie pokłóci z Języlepem? - zmarszczyła brwi.- Och... potrzebuje czegoś z lepszym efektem. Zmiana części ciała... dlaczego tutaj nic o tym nie pisze... - marudziła pod nosem z pewną irytacją przerzucając kolejne strony podręcznika do transmutacji, ale że ta książka przeznaczona była dla uczniów klas niższych to rzeczywiście nic dziwnego, że nic tam nie mogła znaleźć, co by ją zadowalało.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 10 Cze 2010
Posty: 343
Wiek: 32 lata
Krew: czysta
Pupil: kruk - Nevada
Różdżka: łuska chimery, 11 cali, wrzos, giętka
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Lip 17, 2018 9:07 pm   
   <Multikonta: Draco Malfoy
 

- Nie wyczytałaś jeszcze, że transmutacja krwi jest niemożliwa? A na pewno nie tak jak to sobie ty wyobrażasz. - odezwał się i chociaż w zasadzie nie miał zbyt wiele do powiedzenia w kwestii ulubionej dziedziny magii swojej młodszej siostry, to jednak jakieś podstawy łapał, a przynajmniej w takim zakresie, żeby znać najważniejsze reguły rządzące transmutacją.- Poza tym... sądzisz, że to rozwiązałoby sedno sprawy? Zmieniłabyś skład krwi i to wszystko? Nie... - pokręcił przecząco głową rzucając jej badawcze spojrzenie.- To nie zmieni tego, że ktoś zrodził się z mugola albo, że jakiś zdrajca krwi związał się z kimś takim... to nie wymaże tej skazy, nie zmieni tego, że jakaś szlama dostała się do Hogwartu chociaż powinna zostać tam gdzie jest jej miejsce... pośród takich jak ona. - mówił z przekonaniem i trudno było nie odnieść wrażenia, że dla niego jest to tak oczywisty fakt jak to, że Alohomora otwiera zamki, a kedavra zabija i jest zaklęciem niewybaczalnym... to nie była tylko ideologia, to był sposób funkcjonowania rzeczywistości, w której Harvin chciał egzystować... niczego innego sobie nie wyobrażał.
Chwilę zostawił puchonkę w spokoju. Widział jej strach i przerażenie, ale dla niego była tylko narzędziem do ćwiczeń. Nie traktował jej w żadnym stopniu równorzędnie. Dla niego pewnie jego własna sowa miała większą wartość. Przynajmniej takie zwierzę miało prawo bytu w Hogwarcie w przeciwieństwie do takiego mieszańca, który powinien odczuwać konsekwencje błędów popełnionych przez ich przodków.
- Nie zostawia śladów. Chyba, że wolisz znowu odrabiać jakiś szlaban. - wymamrotał krzywiąc się lekko pod nosem.- No popatrz, a twoja transmutacja jest dużo bardziej widoczna. - wykorzystał ten pretekst, żeby po raz kolejny wytknąć małą skuteczność jej ulubionej dziedziny magii.
- Nie opieraj się tylko na książkach, bo do niczego ne dojdziesz. Myślisz, że czarnej magii uczą tak po prostu w szkolnych podręcznikach? - rzucił siostrze wątpliwe spojrzenie, po czym znowu skupił się na puchonce po raz kolejny unosząc wyżej różdżkę.- Jones, tak? April Jones. Czy ty wiesz, że nie powinno cie w ogóle być w Hogwarcie? I będziesz to odczuwać na własnej skórze bardzo często... chyba, że sama wreszcie się stąd wyniesiesz. - wykonał odpowiedni ruch różdżką wymierzoną w jej stronę.- Malacia. - chociaż może wprost nie zachowywał się agresywnie to łatwo w jego głosie wyczytać prawdziwą niechęć i zapewne jakąś odrobinę chłodnej nienawiści.
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 48
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian, akwarium pełne dorszy (słonowodne) i jeden, osobisty, pstrążny pstrąg tęczowy (słodkowodny)
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Sie 15, 2018 12:08 am     

Nie wiedziała zbytnio co zrobić. Szans na ucieczkę nie miała, krzyczeć nie mogła. Nie nastawiała się też na to, że ktoś całkowitym przypadkiem będzie przechodził przez ten korytarz, żeby wejść do tej łazienki. James na pewno był na tyle ogarnięty, żeby wybrać nieczęsto odwiedzany kąt do tego typu działań. Poza tym jakikolwiek uczeń, który by przypadkiem wszedł zapewne uciekłby na widok duetu, który nad nią stał. James miał swoją renomę w tej placówce, a jeżeli ktokolwiek by z nim zadarł zapewne skończyłby w podobny sposób. April nie widziała, dlaczego to właśnie ona była ich celem. Rozumiała te wszystkie przekonania o wyższości krwi, jednak rodzeństwo Harvin miało wiele lepszych celów. Chociażby tę mugolską dziewczynę z rocznika Vanessy. Możliwe, że to Puchonka była ich celem przez to, że ona zapewne nie pójdzie do żadnego nauczyciela, po pierwsze ze strachu przed ewentualną zemstą, a po drugie, April w głębi serca wierzyła w to, że rodzeństwo jeszcze kiedyś przemyśli swoje zachowanie i nie warto uprzykrzać im życia. Szczególnie Vanessie, która była młodsza od niej o rok i wiele miała jeszcze przed sobą. Będzie miała czas na odkrycie własnych przekonań i uświadomienie sobie jak wielki błąd popełnia. April w końcu była altruistką, nie zależało jej na krzywdzie innych.
Z przerażeniem wsłuchiwała się w to co mówiła mała. W końcu miała jedynie 11 lat, a już indoktrynacja dosięgnęła ją w pełni. April jednak uświadomiła sobie, że wcale nie jest aż tak dogłębnie spaczona jak jej brat. W końcu ona chciała jedynie odmienić czarodziejów mugolskiego pochodzenia, a nie wszystkich po kolei wybić. To w końcu jakiś dobry znak tak? Jej niechęć nie była tak duża, żeby wybić pół czarodziejskiego społeczeństwa. Przynajmniej na ten moment. Kto wie co będzie w przyszłości. Jej brat jednak był inną parą kaloszy. U niego było widać wyraźną niechęć, wręcz wstręt do osób, które nie mogły się poszczycić nieskalanym drzewem genealogicznym. Jego obawiała się najbardziej, chociaż Gryfonka, która chciała zaimponować starszemu bratu też mogła być śmiertelnie niebezpieczna.
Po chwili właśnie mała rzuciła swoje pierwsze zaklęcie, które nie było zbyt szkodliwe. Oczywiście, uczucie nagle wydłużających się jedynek nie było najlepszym przeżyciem na świecie, jednak zdecydowanie mniej bolesnym. Nawet nie zamrugała, kiedy jej usta ułożyły się pod dziwnym kątem, by móc jednocześnie utrzymywać działanie jęzlepa i pozwolić jej zębom na zwiększenie swojej długości. Próbowała zatrzymać chociaż resztki swojego dwunastoletniego honoru.
Na wzmiankę Jamesa o czarnej magii otworzyła oczy szerzej, spanikowana. Zawsze wiedziała, że Ślizgoni lubili ten typ czarów, jednak nie podejrzewała, że znają takie zaklęcia i potrafią je rzucać. Mimo jego słów, że nie chce zostawiać śladów nie zdziwiłaby się, gdyby potraktował ją całkiem bolesną klątwą tylko po to, żeby udowodnić siostrze, że transmutacja nie jest najlepszą dziedziną magii. Zaczęła ponownie rzucać się na ziemi, próbując przesunąć się choć trochę w stronę drzwi. Jej ciało drżało ze strachu, a ona sama zaczęła się pocić ze stresu. Bała się tego, że już nie wyjdzie z tej łazienki, a na pewno nie o własnych siłach. Kiedy do niej przemówił po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Gdyby wiedziała, że fakt jej magicznych umiejętności będzie tak potępiany nigdy w życiu by nie przyszła do tej szkoły. Wolałaby żyć jak mugolka i nigdy nie doznać takich cierpień jak tutaj. Najchętniej wyniosłaby się z tej szkoły w chwili kiedy ten to zasugerował.
I wtedy rzucił zaklęcie, które zwaliłoby ją z nóg, jeżeliby stała. Przyćmiło ją kompletnie, praktycznie nie mogła złapać tchu. Próbowała wziąć głęboki oddech, jednak nie miała jak, a potworny ból który rozchodził się od skroni do potylicy praktycznie powodował w niej chęć natychmiastowego zabicia się. Łzy pociekły jej jeszcze bardziej, a ona ich nie potrafiła zatrzymać. Kilkukrotnie zwijała ręce w pięści i prostowała je, próbując pomóc sobie w pokonaniu okropnego odczucia. Tarzała się po ziemi, próbując znaleźć kawałek zimnej podłogi, która mogłaby ulżyć jej cierpieniom. Po chwili jednak ból zniknął tak szybko jak się pojawił. Jej rude włosy rozrzucone po całej podłodze były mokre od potu, a ona sama miała dość i bez chęci do życia czekała na dalsze tortury. W końcu nie mogła się bronić, więc zrezygnowana czekała na następny cios, niezależnie z której strony miałby nie paść.
_________________


"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.R.Michaelson

 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3648
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sie 24, 2018 4:46 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers
 

- To jest dla Ciebie niemożliwe. - Podkreśliła rzucając na niego kątem oka spojrzenie, które wyrażało mniej więcej to, iż panienka Harvin absolutnie jest przekonana o możliwości transmutacji krwi, tylko po prostu nikt jeszcze tego nie odkrył i być może ona będzie tą pierwszą, która dokona przełomu w swojej ulubionej dziedzinie.
Ale brat miał rację. To nie załatwi problemu. Liczyła się idea. Sama krew to tylko materia, natomiast to co się za nią kryje jest dużo głębsze i poważniejsze. Dlaczego Ci, którzy nie pochodzą od czarodziejów mają moc magiczną? Dlaczego uczą się razem z pozostałymi? Dlaczego pozwala się na tak głęboką skazę wszystkich tych, którzy pielęgnują swój rodowód? Dlaczego tego brudu nie można po prostu zmyć, zetrzeć, wyeliminować? To nie było sprawiedliwe. Dlaczego mieli udawać, że wszyscy są równi skoro to nieprawda?
Milczała. Wiedziała, że James ma rację, a on wiedział, że w ten bezgłośny sposób dwunastolatka to przyznała. James często miał rację, przynajmniej w takich sprawach, dlatego przeważnie podzielała jego zdanie. Oczywiście, były pewne różnice, ale przecież byli rodzeństwem. Jedno za drugie było gotowe niemal wskoczyć w ogień, jak ponosili kary za swoje występki to tylko oboje, chociaż nauczyciele zorientowali się, że nawet przy okazji szlabanów trzeba ich rozdzielać, żeby nie wpadli na kolejny szatański pomysł.
Przyglądała się jak James rzuca zaklęcie. Trzeba się uczyć od starszych. Na jej młodej buźce próżno szukać współczucia, litości, zrozumienia. Puchonka była mieszańcem. Podgatunkiem. Należał się jej ból. Powinna cierpieć za to, że była podgatunkiem. Nie miała na to wpływu? Trudno, wielu ludzi nie ma na coś wpływu. Ona została umieszczona w Gryffindorze i też nie miała na to wpływu, chociaż przecież całym serduszkiem należała do Slytherinu. Tiara Przydziału nie chciała jej słuchać wobec czego gryfonka w ciągu swojej edukacji nieustannie robiła jej na złość. Bo ona jest ślizgonką i już! Co z tego, że trochę inaczej ubraną...
Chłodne spojrzenie obserwowało reakcję puchonki. Tak wygląda cierpienie... nie. To jednak za mało fascynujące. Potrzebowała czegoś więcej, czegoś...
- Wiem... czarna magia... - Spojrzała z ożywieniem na ślizgona.- Przecież na pewno są jakieś klątwy transmutacyjne, nie mów, że nie ma! - Od razu w jej oczach pojawił się pewien specyficzny entuzjazm. - Muszą być. Klątwy, które nie tylko trasmutują, ale zadają też cierpienie... wyobrażasz to sobie?
Cieszyła się na samą myśl o tym. To dopiero musiała by być potęga. Transmutacja przecież generalnie nie wiąże się z krzywdą, chyba, że na psychice ofiary, ale gdyby tak połączyć zadawanie fizycznego bólu z psychicznym udręczeniem...
- Tylko... gdzie to znaleźć. - Zmarszczyła brwi, uświadamiając sobie, że sam fakt wpadnięcia na coś takiego to nawet nie jest początek drogi do sukcesu. - Och... a co z nią? Obiekt badawczy nam się zużywa. - Z nadąsaną miną spojrzała na puchonkę, która trzęsła się od siły zaklęcia, które wymierzył w nią James... czy podobny ból można by wywołać klątwą z dziedziny transmutacji?
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 10 Cze 2010
Posty: 343
Wiek: 32 lata
Krew: czysta
Pupil: kruk - Nevada
Różdżka: łuska chimery, 11 cali, wrzos, giętka
Ekwipunek: różdżka
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Wrz 14, 2018 9:01 pm   
   <Multikonta: Draco Malfoy
 

Nie podzielał tak entuzjazmu siostry. Była jeszcze młoda, widziała ten świat inaczej. Ale z drugiej strony jej zapał nigdy nie był chwilowy i gdy zaczynała fiksować na jakimś punkcie, to przynajmniej nie kończyło się to wyłącznie na chęciach. Gdy jednak zaczęła mówić o czarnej magii w transmutacji, w jego głowie pojawiła się pewna myśl. Nie słyszało tym, chociaż sam temat czarnej magii nie był mu obcy. Póki uczęszczał do Hogwartu nie miał dość możliwości by zgłębiać wiedzę w tym kierunku i praktykować zaawansowane klątwy. Niewiele mógł się jeszcze dowiedzieć, nawet jeśli nie można mu odmówić tego, że tej wiedzy był głodny. Ale w samym Hogwarcie było jedno miejsce, w którym może udałoby się pozyskać trochę informacji na ten temat, może też dowiedzieliby się czegoś o czarnej magii w transmutacji jeśli taka istniała. Nie słyszało klątwach z tej dziedziny, ale nie był jeszcze na zadowalającym go poziomie, a poza tym transmutacja nie specjalnie leżała w centrum jego zainteresowań.
- Dział Ksiąg Zakazanych. Może tam się czegoś dowiemy. - odpowiedział siostrze zupełnie nie zważając na to, że dostęp do tej części zamku był pod ścisłą kontrolą, ale przecież to nie oznaczało, że nie ma żadnego sposobu na to by się tam dostać.
Dopiero wtedy zwrócił ponownie uwagę na puchonkę. Najmniejszego wrażenia nie robił na nim stan tej dziewczyny. Świdrował ją przez chwilę swoimi niebieskimi ślepiami. Dla niego była tylko konieczną ofiarą, jedną z wielu ofiar, które były za nim i jedną z wielu, które dopiero przed nim. Jak nie ona, to znalazłaby się inna.
Podszedł bliżej, stając nad puchonką. Wyglądała żałośnie. I podobnie będą wyglądać inni jej pochodzenia kiedy już uda się na tym świecie zaprowadzić właściwy porządek.
- A ty sobie zapamiętaj... kłaniaj się za każdym razem jak zobaczysz czystokrwistego. I niech ci to wejdzie w krew, bo w końcu będzie to dla ciebie codzienność. - obrócił różdżkę w dłoni odruchowo. - Drętwota. - padło z jego różdżki kolejne zaklęcia.- Van... - kiwnął na nią znacząco głową.- Zmywamy się.
Przetarł dłonią twarz z zastanowieniem, bo jego myśli już krążyły wokół tej poszkodowanej puchonki, a bardziej kierowały się ku planowanemu skokowi na Dział Ksiąg Zakazanych, który trzeba będzie naprawdę dobrze zaplanować.
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 48
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian, akwarium pełne dorszy (słonowodne) i jeden, osobisty, pstrążny pstrąg tęczowy (słodkowodny)
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Lis 14, 2018 5:20 pm     

Vanessa zapewne byłaby najcenniejszym nabytkiem w armii Voldemorta, gdyby odkryła metodę, która umożliwiłaby zmianę składu krwi czarodziejskiej. Nie chodzi o fakt potencjalnego "naprawiania" pochodzenia, bo wiadomo, że szlama zawsze pozostanie szlamą, jednak jaka to by była groza, gdyby za pomocą jednego zaklęcia możnaby było zmienić czystokrwistego szlachcica w półkrwi szlamę. Jeżeli czystość krwi jest dziedziczona zgodnie z zasadą Mendlowską nie byłoby to aż tak niemożliwe. Gorszy był fakt, że jeżeli coś takiego miałoby miejsce osoby o czystej krwi powinny być potężniejsze, skoro miały "więcej" magii we krwi, a przecież nie raz zostało udowodnione, że nawet uczniowie niemagicznego pochodzenia byli potężnymi czarodziejami.
Sama rudowłosa nawet nie wiedziała o co chodzi wszystkim dookoła. Jej rodzice byli czarodziejami i mimo tego, że nie pochodziła ze szlachetnego rodu, to jej dzieci już będą mogły się poszczycić mianem czystokrwistych, jeżeli tylko będzie je miała z czarodziejem. Niezależnie czy będzie on półkrwi, czystej czy może mugolskiej. Dlaczego więc miało to takie znaczenie dla niektórych? Zapewne oni sami nie potrafili tego uargumentować niczym bardziej poważnym od honoru, brudu i innych takich bzdur. Rodzeństwo Harvin przodowało w rozprzestrzenianiu takich idei po Hogwarcie. Niestety, nikt nie umiał im przeszkodzić, nawet, kiedy Voldemort został zgładzony z ręki małego Pottera. Ciche przyzwolenie na takie traktowanie od zawsze było skazą magicznej szkoły.
Przyszła nauczycielka wróżbiarstwa przysłuchiwała się w rozmowę brata i siostry. Przerażało ją co chodzi po głowie takiej małej dziewczynce. Klątwy transmutacyjne? Cierpienie wywołane nagłym porostem różnych części ciała, czy inne takie? Jones mogła jedynie się cieszyć, że mała Harvinówna ma tylko 12 lat i nie jest w stanie wykorzystać całego swojego potencjału magicznego, bo zapewne skończyłaby gorzej niż niektóre ofiary Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Wydawało się, że Tiara Przydziału pomyliła się, umieszczając taką małą diablicę w Gryffindorze, ale przecież nie tylko w Slytherinie była śmietanka złych ludzi uczęszczających do tej szkoły. Zło nie musiało łączyć się z rasizmem. Siedziała cicho widząc w tym swoją szansę, ale mimo wszystko łzy dalej spływały jej po policzkach. Została upokorzona, bolało ją wszystko, a ona sama nie umiała zrozumieć dlaczego ktokolwiek może wystawiać ludzi na takie okrucieństwo, tylko przez jakieś własne, urojone przekonania. Zdawało się, że tylko kilka razy pociągnęła nosem, tłumiąc ten dźwięk jak tylko mogła, próbując nie przypominać się o sobie Jamesowi i Vanessie. Już miała w głowie obraz, jak powoli doczołguje się w stronę różdżki i ucieka z tej łazienki, kiedy Van odezwała się, na głos wspominając jej obecność. Na Merlina, tylko nie znowu to samo.
Odruchowo skuliła się, nie chcąc ponownie dopuścić do siebie tych wszystkich klątw. Wiadomo, że to nie zadziała, jednak zawsze skulona czuła się bezpieczniejsza. Nic innego nie mogła przecież zrobić. Czekała na następny cios, bo była pewna, że ten zaraz nastąpi, jednakże James postanowił przemówić. Dziwne. Ona, mały mieszaniec zasługiwała na to, by się do niej odezwał czystokrwisty Ślizgon? Mimo tego jak ją właśnie potraktowali, jak wiele bólu jej zadali nigdy nie posłuchałaby się rozkazu siódmoklasisty. Rodzice ją nauczyli, że jak chcesz szacunku, musisz kogoś traktować z szacunkiem. Nie da się zastraszyć. Nie da. Chyba. Nie wierzyła też w słowa Jamesa. Skoro Sami-Wiecie-Kto nie dał rady doprowadzić do takiego porządku, banda podrzędnych Śmierciożerców bez dowódcy nigdy nie da sobie rady. Nawet lekko uśmiechnęła się pod nosem na jego słowa. Niech sobie wierzy w taki obrót rzeczy i żyje w swoim małym świecie napędzanym nienawiścią. Tak naprawdę, to nawet jej było go żal, kiedy tak sobie o tym myślała.
Nie zdążyła w żaden sposób przygotować się na kolejne zaklęcie, przez co uderzyło ją prosto w pierś. Zastygła jak głaz, nie mogąc poruszyć żadnym mięśniem. Nawet oddychanie miała utrudnione, przez ciężar, który objął nagle jej klatkę piersiową. Odczuła jednak ulgę. W końcu to znaczyło, ze kończyli swoje zabawy z nią. Że te łazienkowe tortury właśnie dobiegały końca.
_________________


"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.R.Michaelson

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
 

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,69 sekundy. Zapytań do SQL: 10