► Poszukujemy nauczycieli Astronomii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Rozpoczyna się lekcja Obrony Przed Czarną Magią!
► Rozpoczynamy bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Przechodni salonik
Autor Wiadomość

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Czw Gru 01, 2016 9:11 pm   

- Może. - wzruszyła ramionami.
Sama nie zamierzała się bawić w wizjonerkę, bo wiedziała, że przyszłości nie przewidzi. Zbyt wiele pytań, zbyt wiele znaków zapytania, zbyt wiele niepewności. Ten rok cały był dość wątpliwy. Nie wiadomo jak to wszystko będzie zorganizowane, czy mecze w ogóle będą się odbywać, co z turniejem, o którym wspominała dyrektorka na rozpoczęciu. Tak wiele może się jeszcze wydarzyć, że wszelkie przewidywania były bezsensowne. Dlatego nie ma sensu marnować swoje siły na tego rodzaju gdybanie.
Nie skomentowała dalszych słów gryfona, w zasadzie... nie było co komentować. Nie mówiła też nic na temat standardowej rywalizacji Slytherinu z Gryffindorem, bo to było normalne, zwykłe... nikt niczego innego się nie spodziewał. Czasami mogło się wręcz wydawać, że inne Domy odgrywały bardziej drugoplanową rolę, a najbardziej emocjonująca rywalizacja toczyła się właśnie między zielonymi i czerwonymi. Taka ich rola, taka ich codzienność. Normalność.
Odprowadziła go mało zainteresowanym wzrokiem. Kryła się w nim obojętność, odrobina chłodu czyli to co zwykłe dla Astorii, a co dla innych czasem nie kojarzyło się zbyt przyjemnie. Cóż, nie zamierzała się zmieniać.
Zamknęła książkę, przetarła dłonią okładkę i wstała. Też nie zamierzała się zatrzymywać tu na dłużej. Trochę poczytała, porozmawiała z jakimś obojętnym jej przedstawicielem konkurującego Domu. I to wszystko. Nic nowego.
<zt>
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Pon Wrz 10, 2018 11:15 pm   

Jedno jest pewne – Vince nieprędko miał zostać mistrzem transmutacji. Nie od razu Rzym zbudowano, zwłaszcza, że ten konkretny budowniczy nigdy nie wykazywał specjalnych predyspozycji. Po zdaniu z niej aż czterech egzaminów przestał już obawiać się o kolejny, bo ani razu nie uplasował się poniżej połowy stawki, ale to wcale nie pozwalało mu spać tak do końca spokojnie. To znaczy, wciąż musiał dużo ćwiczyć, jeśli chciał dalej osiągać zadowalające wyniki. Praca, praca i jeszcze raz: praca. Tak właśnie wyglądał doroczny plan Rowle’a do zaliczeń z różnych przedmiotów, a transmutacja była jednym z nich.
Nie zraził się więc, gdy na ostatnich zajęciach nowe zaklęcie zupełnie mu nie szło. Na takie niepowodzenia miał dobry i sprawdzony sposób: ćwiczyć do upadłego, a jeżeli to nie pomoże, poprosić kogoś (nie koniecznie nauczyciela) o pomoc. I tym też sposobem padło na Cassandrę. W odróżnieniu od niego, Gryfonka zdawała się nigdy nie mieć problemów z tym konkretnym przedmiotem, który jemu miał spędzać sen z powiek przynajmniej do następnych zajęć, na których dane mu będzie oficjalnie zweryfikować postępy.
Naprawdę dziękuję, że zgodziłaś się pomóc – przywitał pannę Stone, gdy tylko ta dołączyła do niego w małym saloniku. Miejsce dość osobliwe, ale szczerze mówiąc nie miał ochoty na przesiadywanie w bibliotece, z panią bibliotekarką dyszącą im w kark, bo rozmawiają ze sobą o pół tonu głośniej niż bezgłośnie!
 
     

Cassandra Stone
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 04 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: płomykówka Lucy
Różdżka: łuska salamandry, 9 cali, ostrokrzew, sztywna
Ekwipunek: różdżka, kilka kolorowych wstążek, torba z książkami
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 18
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 12:40 am   
   <Multikonta: --


Hogwart był naprawdę zaskakującym miejscem, czasami nie można było oprzeć się wrażeniu, że w gruncie rzeczy jest to żywa istota. W dodatku lubiąca robić sobie żarty z uczniów. Tym razem jego ofiarą padła Cassandra, spiesząca na korepetycje, których czasami zdarzało jej się udzielać. Piąte piętro było wyjątkowo skore do dowcipów, szczególnie kiedy użytkownikowi schodów bardzo się spieszyło. Tak było i tym razem. Dziewczyna już miała pokonać ostatni stopień, kiedy nagle całe schody przemieściły się razem z nią na szczycie. Przez kilka sekund balansowała niebezpiecznie, ale na całe szczęście udało jej się utrzymać równowagę. Niestety kosztem tej przygody dotarcie do saloniku zajęło jej nieco więcej czasu. Kiedy wreszcie stanęła w wejściu, jej rude włosy były w nieładzie, a oddech przyspieszony.
Kondycji to ty dziewczyno za grosz nie masz - zganiła się w myślach.
- Cześć - przywitała się z chłopakiem przytłumionym głosem. - Przepraszam za spóźnienie, te schody są doprawdy nieznośne!
Ruszyła w stronę stojących na uboczu stolików.
- Nie ma o czym mówić. Mnie z kolei przydałby się jakiś trening, chwila biegu i mam zadyszkę - odpowiedziała, uśmiechając się.
Powietrze pachniało zbliżającą się wiosną, co wprawiało Cassie w dobry humor i nawet kapryśne schody nie były w stanie go zepsuć.
- Z jakim zaklęciem masz problem? - spytała, gdy już zajęli miejsce przy stoliku.
Już na pierwszej lekcji polubiła transmutację. Przemiana jednej rzeczy w drugą wydała jej się kwintesencją magii, czymś naprawdę niesamowitym. W krótkim czasie stała się przedmiotem, z którego była naprawdę dobra i jednocześnie prawie jej ulubionym - na pierwszym miejscu zawsze pozostawała opieka nad magicznymi stworzeniami. Była zdziwiona, kiedy Vincent po raz pierwszy poprosił ją o pomoc - nigdy nie uważała się za osobę na tyle kompetentną, żeby przekazywać wiedzę, nie czuła się na tyle pewna swoich umiejętności. Musiała się jednak nie doceniać, skoro do tej pory zdarzało się czasami, że chłopak prosił ją o korepetycje.
_________________

RELACJE


Everything is yellow like Coldplay.
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 8:21 pm   

Vince nie lubił spóźnień; w swoim notesie zawsze miał wygospodarowane te pięć minut zapasu, na wypadek głupich zbiegów okoliczności i nieplanowanych przeszkód w dotarciu do celu. Wolał przyjść wcześniej i na spokojnie usiąść gdzieś w rogu, czekając na osobę, z którą się umówił, niż lecieć na ostatnią chwilę na złamanie karku, ale nawet on nie był doskonały i również jemu czasami zdarzały się rzeczy, których przewidzieć nie potrafił. Nie przejmował się więc zbytnio, kiedy wskazówki zegarka przesunęły się nieco za ich umówioną godzinę, a dziewczyny nie było widać.
Znudzony osunął się w dół fotela, potylicą zahaczając o jego oparcie i wgapiając się w sufit. Czekanie wcale mu nie przeszkadzało, zwłaszcza że w ostatnich dniach miał naprawdę dużo na głowie. Może to dlatego nie szła mu ta nieszczęsna transmutacja? Z jednej strony przykładał się do zajęć równie mocno, co zawsze, ale też miał trochę rozpraszaczy w postaci brakujących członków drużyny Hufflepuffu (co to w ogóle jest za wymówka, że ktoś już musi się przygotowywać do egzaminów?) i wyjątkowo upierdliwego kuzyna, który nagle przypomniał sobie o istnieniu młodego Rowle’a…
Tak, zdecydowanie, czasami powinien chyba pozwolić sobie na chwilę błogiego lenistwa. Już przymykał powieki, chcąc się na chwilę wyłączyć, gdy po korytarzu rozniosło się echo kroków. Przekrzywił głowę, spoglądając w tamtą stronę. Znudzenie wyparowało z jego twarzy zupełnie, zostając zastąpione przez szeroki uśmiech.
Hej – odpowiedział jej, prostując się w fotelu i gestem zapraszając ją, by usiadła obok. Wcześniej przeniósł jeden ze stolików z rogu bliżej wygodnych siedzisk, więc na dobrą sprawę mogli od razu zaczynać. Jakby od niechcenia, machnął ręką, kiedy zaczęła go przepraszać. Cassandra mogłaby go nawet wystawić, a Vince i tak nie oczekiwałby specjalnych wyjaśnień. Po prostu uznałby, że wypadło jej coś ważnego.
Nah, nie czekałem nawet długo.
Czekając aż korepetytorka zajmie swoje miejsce naprzeciwko, na blacie stolika wygładził pergamin, na którym planował zapisać ewentualne wskazówki. Tak na wszelki wypadek, gdyby nie daj Merlinie coś okazało się być trudniejszym, niż początkowo zakładał. W końcu zazwyczaj wystarczyło, by Cassie stała nad nim dostatecznie długo i dostatecznie czepiała się szczegółów wymowy czy ruchu różdżką i już potrafił poprawnie rzucać konkretne zaklęcie.
Chiroptera. Dzięki, że zgodziłaś się w ostatniej chwili, nie wiem, jak przeżyłbym następną lekcję. Profesor chyba skręciłaby mi kark – jęknął cierpiętniczo. Tak naprawdę lubił nauczycielkę transmutacji, ba, lubił wszystkich nauczycieli (nawet wliczając w to Arcadiusa), ale zdecydowanie nie znosił zawalać. A teraz, to jedno nieszczęsne zaklęcie, nieuchronnie go do tego zbliżało.
 
     

Cassandra Stone
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 04 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: płomykówka Lucy
Różdżka: łuska salamandry, 9 cali, ostrokrzew, sztywna
Ekwipunek: różdżka, kilka kolorowych wstążek, torba z książkami
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 18
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 4:32 pm   
   <Multikonta: --


Cassie należała do osób, którym spóźnienia zdarzały się częściej niż innym. Nie było to spowodowane brakiem szacunku do innych czy też złymi manierami; raczej zbyt długą chwilą zamyślenia czy niefortunnym zbiegiem okoliczności, które napotkały ją po drodze. Niektórzy określali ją mianem roztrzepanej, ale jeżeli naprawdę jej na czymś zależało, potrafiła się skupić i osiągnąć swój cel. Podziwiała ludzi takich, jakim wydawał się być Vincent - dobrze zorganizowanych, zawsze dających z siebie dwieście procent, skoncentrowanych. Sama jest osobą, która szybko się zniechęca, jeśli coś jej nie wychodzi - musi zrobić sobie wtedy przerwę i spróbować znowu za jakiś czas, w przeciwnym wypadku nic z tego nie będzie. Istniały oczywiście wyjątki od tej reguły, ale stanowiły one jej hobby, a wręcz pasję.
- Żaden problem. Profesor Harvin rzeczywiście bywa surowa, ale nie wydaje mi się, by była do tego zdolna. Chyba, że nie potrafiłbyś zamienić zapałki w igłę, to już inna sprawa. Twój duch na wieki plątałby się po tych korytarzach - rzuciła żartobliwie.
Nauczycielka transmutacji czy też "żmija z Gryffindoru" - jak ją określano - była ciekawą postacią. Charakteryzowała się brakiem wyrozumiałości i sławną ironią, zdającą się drzemać w każdym zdaniu, które wypowiadała. Gryfoni mieli szczęście, że to ona była ich opiekunką i zdarzało jej się stosować wobec nich taryfę ulgową. Istniała powszechna opinia, według której profesorka powinna trafić do Slytherinu, ale jednak Tiara przydzieliła ją do lwów. No cóż, tym lepiej dla lwiątek - poza faworyzowaniem Gryfonów nauczycielka wyraźnie nie przepadała za Ślizgonami.
- W porządku. W takim razie przypomnij na początek do czego służy to zaklęcie - poleciła Cassie, porzucając na chwilę żarty i przyjmując profesjonalną postawę. Nigdy nie uważała się za materiał na mentorkę, ale jeżeli już prowadziła korepetycje, wypadałoby chociaż sprawiać pozory.
Wychodziła z założenia, że pierwszym krokiem do prawidłowego użycia zaklęcia była pewność, co chce się za jego pomocą osiągnąć. Ta czynność pomagała uzyskać skupienie i skondensowanie mocy na danym zaklęciu. Niby proste, ale jakże pomocne.
_________________

RELACJE


Everything is yellow like Coldplay.
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 10:54 pm   

Vince nie widział nic specjalnego w swoim stylu bycia, chociaż z drugiej strony widział, że większość ludzi go nie podziela. Ale znowu, były osoby, którym nawet najbardziej skomplikowane czary wychodziły za pierwszym razem, a on bez odpowiedniej etyki pracy nigdy nie dorósłby im nawet do pięt. Ze swoim niezawodnym planerem i zawziętością, mógł przynajmniej zrównać się z resztą uczniów i chociaż nie robił sobie wielkich nadziei na ścisłą czołówkę, przyjemnie było porównywać starsze świadectwa z nowymi. Może jego rodzina nie doceniała tej poprawy, ale on sam już jak najbardziej. Cóż, nauczył się specjalnie nie liczyć na ich wsparcie; zawsze miał być tym gorszym sortem w porównaniu do swojego rodzeństwa.
Wolę dmuchać na zimno – zaśmiał się, bo rzeczywiście, profesor Harvin nie ukręciła mu łba nawet wtedy, gdy robił najbardziej podstawowe błędny, więc teraz tym bardziej nie powinna… ale czułby się beznadziejnie, gdyby ponownie ją rozczarował.
Zamienia metal w nietoperza – wyjaśnił gładko, bo chociaż wiele osób lubowało się w usprawiedliwianiu własnych niedociągnięć złośliwościami losu, Vince nie należał do nich. Jeżeli prosił kogoś o pomoc to tylko wtedy, gdy wszystko inne zawiodło i naprawdę nie potrafił poradzić sobie samemu, nawet spędziwszy kilka godzin zatopiony w lekturze podręcznika. Zresztą, gdyby przy Cassie też mu nie poszło, pewnie w końcu znalazłby się pod gabinetem profesor Harvin, ale tego wolałby zdecydowanie uniknąć.
Sam nie wiedział, jakim cudem skończył, prosząc akurat Stone o pomoc. Na dobrą sprawę mógłby zwrócić się do kogoś ze swojego roku lub ze swojego domu i nie byłoby w tym dziwnego. Tymczasem padło na starszą Gryfonkę i chociaż ona niespecjalnie wierzyła w siebie, to już chłopak był zdania, że ich wspólne posiedzenia coś jednak dają, skoro w przeciągu trzech ostatnich egzaminów najniższą oceną, jaką otrzymał z Transmutacji na koniec roku było Z. Rowle miał ogromną nadzieję, że takowy stan rzeczy uda mu się utrzymać, ale do tego potrzebował opanować nieszczęsną Chiropterę. Oczywiście mogła się ona nawet nie pojawić na zaliczeniu, ale Vincent nie zaznałby spokoju, nie opanowawszy całego materiału w stopniu przynajmniej zadowalającym. I właśnie dlatego pomoc Gryfonki była w tym momencie nieoceniona.
 
     

Cassandra Stone
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 04 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: płomykówka Lucy
Różdżka: łuska salamandry, 9 cali, ostrokrzew, sztywna
Ekwipunek: różdżka, kilka kolorowych wstążek, torba z książkami
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 18
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Sob Wrz 15, 2018 9:43 am   
   <Multikonta: --


- Bardzo dobrze - pochwaliła dziewczyna. Mimo, że była to najłatwiejsza część całego zadania, Cassie nie szczędziła pochwał. Można było powiedzieć, że nie jest zbyt wymagającą nauczycielką, skoro tak łatwo jej przychodzą, ale w końcu nie była nią z zawodu. Poza tym uważała, że taka metoda jest pomimo wszystko bardziej motywująca - choć, jak wiadomo, każdego motywowało coś innego. Ktoś dostawał W i ta ocena zachęcała go jeszcze bardziej do dalszej pracy, ktoś inny otrzymywał T i metaforycznego kopniaka, żeby wreszcie wziąć się do roboty. Osobiście należała do osób z tej pierwszej grupy i tak też wolała uczyć - za pomocą pozytywnych bodźców.
Po tych słowach sięgnęła do torby, którą przewiesiła wcześniej przez oparcie krzesła. Wydobyła z niej jakiś przedmiot, który położyła na stole, przykrywając go dłonią. Zerknęła przelotnie na Vince'a, po czym cofnęła rękę. Na stoliku leżała broszka wykonana z jasnego metalu. Zdobiące ją filigranowe wzory tworzyły pięknego motyla, który wyglądał, jakby zaraz miał zerwać się do lotu.
- Chiroptera - wypowiedziała zaklęcie, akcentując wyraźniej jedną z sylab. - Żeby zaklęcie zadziałało, musisz wypowiedzieć je z akcentem na "ro".
Ponownie sięgnęła do torby i wyciągnęła swoją różdżkę - dziewięciocalową, wykonaną z drewna ostrokrzewu, z rdzeniem z łuski salamandry - oraz zieloną wstążkę. Szybko związała włosy w niedbały koczek, po czym odsunęła krzesło i wstała. Utkwiła spojrzenie w broszce i wyciągnęła różdżkę w jej kierunku, skupiając na niej swoje myśli. Świat wokół przestał istnieć. Dziewczyna wyobraziła sobie, jak broszka zmienia się w nietoperza - gwałtownie rośnie, staje się lekko puchata, wyrastają jej skórzaste skrzydła.
- Chiroptera! - Wypowiadając to słowo, zaakcentowała odpowiednią sylabę i wykonała półkolisty ruch nadgarstkiem, celując w obiekt czaru.
Broszka pod jego wpływem podskoczyła dziwacznie i błyskawicznie zaczęła się przeobrażać. Po chwili na stoliku siedział nietoperz, wbijając się pazurkami w blat i mrugając małymi oczkami. Wydawał się być skołowany. Poderwał się do lotu, ale kiedy już miał polecieć w stronę regału z książkami, Cassie ponownie machnęła różdżką w ten sam sposób. Zwierzątko natychmiast z powrotem zamieniło się w broszkę, lądując na krawędzi stołu. Dziewczyna przesunęła przedmiot ponownie na środek blatu.
- Spróbuj - zachęciła chłopaka z uśmiechem.
_________________

RELACJE


Everything is yellow like Coldplay.
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Sob Wrz 15, 2018 10:21 pm   

Dzięki. – Wzruszył barkami, słysząc pochwałę z ust koleżanki. Nie zrobił nic nadzwyczajnego i oboje zdawali sobie z tego sprawę, ale Cassie miała rację – nawet taka drobna rzecz potrafiła zachęcić człowieka do nauki, więc puszczenie jej mimo uszu byłoby co najmniej niegrzeczne. Gdyby na miejscu Vince’a siedział ktoś inny, może mniej zaangażowany w naukę, a bardziej zmuszony do niej przez okoliczności, prawdopodobnie odczułby sporą ulgę, uzyskawszy aprobatę tymczasowej nauczycielki. Czyż on sam nie zachowywał się podobnie, ilekroć ktoś z jego kolegów prosił o wsparcie w powietrzu? Dla każdej osoby, z którą wychodził polatać, miał nieposkromione pokłady cierpliwości, ale też starał się podkreślać nawet najmniejszą zmianę na plus, gdy tylko takowa się pojawiła. Inna sprawa, że swoich graczy traktował inaczej niż osobę, która zaliczyła podstawy z miotlarstwa i zupełnie zapomniała o lataniu. Co uczeń, to wymagania i inny sposób treningu – tylko z takimi zasadami można było osiągać sukcesy.
Podsumowując: Vincent nie miał Gryfonce ani trochę za złe, że próbowała dodać mu trochę wiary w siebie. Rozumiał, dlaczego to zrobiła i rzeczywiście było to w jakiś sposób pokrzepiające… ale bardziej dlatego, że dała mu do zrozumienia, że jest gotowa podtrzymać go na duchu i zapewnić mentalne wsparcie, tak bardzo potrzebne w chwilach niepowodzeń. Zdolność zapewnienia takiego wewnętrznego spokoju drugiemu człowiekowi była naprawdę ważna i pomocna, nawet jeżeli miało się do czynienia z osobą tak łatwowierną jak Rowle.
Broszka wylądowała na stole i Cassandra zaserwowała chłopakowi wzorowy pokaz wykonania zadania. Czasami zazdrościł jej tego naturalnego talentu do transmutacji – nawet gdyby udało mu się zmienić broszkę w nietoperza już pierwszym razem, zwierzątko nie wyglądałoby aż tak… naturalnie? W wykonaniu dziewczyny, ciężko byłoby znaleźć jakikolwiek ślad po srebrnej broszce ze wzorem motyla, a robiła to tak, jakby nigdy nie sprawiało jej to żadnego problemu. Westchnął cierpiętniczo, wyjmując wreszcie swoją różdżkę. Przynajmniej byli w korytarzu sami. Przynajmniej, po tych wszystkich wspólnych lekcjach, miał pewność, że Cassie nie wybuchnie śmiechem na jego nieudaną próbę czaru.
Chiroptera – wymówił zaklęcie, wykonując charakterystyczny ruch nadgarstka. Tylko co z tego, że pamiętał o akcencie, jeżeli broszka wciąż pozostała broszką, a jedynie zdobiące ją motyle skrzydła nabrały innego, bardziej zaostrzonego kształtu. Nazwanie tego na wpół poprawną transmutacją byłoby na wymiar, więc… ten osobliwy przedmiot zakołysał się parę razy, ale nic więcej się nie stało. Vince, może i nieco zrezygnowany, ponowił ruch ręki, przywracając ją broszkę do normalności.
Mówiłem, że mi nie idzie – przypomniał wesołym tonem. Robienie dobrej miny do złej gry już dawno weszło mu w nawyk, więc uśmiechnął się do Cassie, jednocześnie mierzwiąc sobie włosy z tyłu głowy lewą ręką. Różdżkę wciąż miał skierowaną w przedmiot zajęć, ale jakoś nie wiedział, czy powinien próbować do skutku, czy też może dziewczyna wspomoże go jakąś wskazówką.
 
     

Cassandra Stone
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 04 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: płomykówka Lucy
Różdżka: łuska salamandry, 9 cali, ostrokrzew, sztywna
Ekwipunek: różdżka, kilka kolorowych wstążek, torba z książkami
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 18
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Pon Wrz 17, 2018 11:59 am   
   <Multikonta: --


Uważnie obserwowała próbę Vincenta, starając się wyłapać ewentualne błędy, gdyby przyszło coś poprawić w technice. Niestety pomimo tego, że chłopak prawidłowo zaakcentował słowo, a ruch nadgarstka wydawał się być poprawny, broszka nie uległa zmianie. Jedynie jej kształty wydały się być bardziej zaostrzone.
- Hmm... - zamruczała, namyślając się. - Zamknij oczy.
To było naprawdę dziwne polecenie, ale Cassie miała swój cel. Wyobraźnia była ważnym elementem magii, wszystko zaczynało się od głowy. Czasem przez to, że człowiek za bardzo skupiał się na tym, że coś mu nie wychodzi, myślał też o niepowodzeniu przy kolejnej próbie, często nawet podświadomie. Pod wpływem takiego myślenia ciało również inaczej się zachowywało. Kluczem do sukcesu było nastawienie mózgu na sukces, dodania wiary w to, co się robi.
- Kiedy mam trudności z jakimś zaklęciem, zamykam oczy i przypominam sobie swoje największe sukcesy, które udało mi się osiągnąć. Proszę cię, abyś zrobił to samo. Potem wyobraź sobie, jak ta broszka zamienia się w nietoperza, tak jak przy mojej próbie. Staraj się nie myśleć o tym, że to zaklęcie ci nie wychodzi. Postaraj się uwierzyć, że ci się uda. Ja wiem, że ci się uda - dodała, wkładając w ostatnie zdanie swoje zaangażowanie, jednocześnie pochyliła się lekko do przodu. Patrzyła Vince'owi prosto w oczy, jakby chcąc mu przekazać całą tę wiarę. To się dopiero nazywa magiczny coach!
Osobiście nie wszystkie zaklęcia z transmutacji jej wychodziły, to byłaby zbyt idealna rzeczywistość. Ważne było to, żeby się nie zniechęcać, co było trudne jeśli chodzi o nią. Robiła sobie wtedy przerwę, odciągała na chwilę umysł od magii, a potem wracała ze świeżym nastawieniem. I wiarą. Wiara też była bardzo ważna. Dlatego starała się wzbudzić ją w Vinniem, a wiedziała, że jest zdolny i własną pracą jest w stanie wiele osiągnąć. A ona zamierzała mu pomóc najlepiej, jak potrafiła.
_________________

RELACJE


Everything is yellow like Coldplay.
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Wczoraj 19:19   

Magia była naprawdę kapryśną sztuką i Vince miał okazję przekonać się o tym na własnej skórze nie raz, i nie dwa. Inaczej niż z przedmiotami, na których się coś wiedziało albo nie (nawet jeśli chodziło o tę nieszczęsną numerologię), to, czy czar się powiedzie, zależało nie tylko od zdobytych wcześniej informacji i techniki wykonania. Moc czasami nie chciała płynąć tak, jakby się tego po niej oczekiwało – nie ważne, że człowiek nie robił niczego źle, efekty były niezadowalające. Po prostu nie wychodziło, ot tak… albo może to Vincent był aż tak na bakier z magią? Takie myślenie nieprędko miało go dokądś zaprowadzić, bo przecież nie on jeden potrzebował więcej niż jednej lekcji na „załapanie” jakiegoś czaru, ale niestety, czasami to trochę bolało.
Polecenie Cassandry rzeczywiście było nietypowe i chłopak nie wykonał go tak od razu. Na początku gapił się tylko na nią, jakby próbując załapać, którą część zrozumiał opatrznie i dopiero widząc jej ponaglające spojrzenie, grzecznie zamknął oczy. Jakoś nie chciał nadwyrężać jej cierpliwości bardziej, niż było to konieczne.
To nie zaklęcie patronusa… – mruknął cicho, ewidentnie nie będąc przekonany co do tej korelacji nastawienie-efekt, ale co mu szkodziło spróbować? Oczywiście Puchon i tak zrobił to na swój sposób pokrętny sposób, bo postarał się po prostu uwierzyć w to, że wreszcie mu się uda. Nosz cholera jasna, jak trudne mogło być rzucenie jednego zaklęcia transmutującego?! Nie był to poziom zamiany zapałki w igłę, ale też nie animagii, więc w czym problem? Wciągnął powietrze przez nos. Dobra. Jeżeli teraz nie spróbuje, to kiedy? Tak naprawdę nie miał się czego obawiać, bo wcale nie był na lekcji i profesor Harvin nie dyszała mu w kark, więc nawet gdyby nie wyszło, zawsze mógł powtarzać do skutku… albo zostawić to na następny raz.
Z tą nową determinacją, otworzył oczy i ponownie wymierzył różdżką w broszkę. Obrót dłoni, odpowiednia inkantacja… raz jeszcze przywołał w głowie obraz nietoperza i, choć nie wyglądał on aż tak idealnie jak ten Gryfonki, w końcu odniósł sukces. Zwierzątko miało w prawdzie srebrzyste futerko, ale przynajmniej przybrało odpowiedni kształt. Odwrócił proces kolejnym machnięciem różdżki.
Miałaś rację, dzięki, Cassie – przyznał, uśmiechając się nieco z zakłopotaniem. Przecież raptem parę minut wcześniej był zupełnie sceptyczny, a teraz okazało się, że zupełnie niepotrzebnie.
 
     

Cassandra Stone
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 04 Wrz 2018
Posty: 11
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: płomykówka Lucy
Różdżka: łuska salamandry, 9 cali, ostrokrzew, sztywna
Ekwipunek: różdżka, kilka kolorowych wstążek, torba z książkami
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 18
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Dzisiaj 15:37   
   <Multikonta: --


Widząc sceptycyzm Vincenta, dziewczynie przemknęło przez myśl czy w ogóle uda mu się wziąć na poważnie jej radę i odpowiednio się zmotywować. Jednak po chwili, kiedy chłopak otworzył oczy, wyciągnął różdżkę i wycelował ją w broszkę, zobaczyła jego determinację. Czuła, że tym razem próba wypadnie lepiej. Z dumą obserwowała, jak mały srebrny przedmiot zmienia się w urocze, może zbyt jasne, ale nadal zwierzątko.
- Świetnie! Naprawdę wyśmienicie ci się to udało! - pochwaliła Cassie, uśmiechając się szeroko. Nie przypuszczała, że jej uczniowi zaklęcie wyjdzie tak dobrze. Podczas poprzedniej próby miała cichą nadzieję, że Vince'owi chociaż uda się dodać broszce nietoperzowych skrzydeł. Nie spodziewała się, że już przy drugiej próbie uda się mu całkowicie transmutować przedmiot.
- Wiem, że to całe motywowanie brzmi dziwnie i wydaje się zupełnie bezsensownym pomysłem, ale w gruncie rzeczy to, co uda ci się zrobić z magią jest twoją zasługą. Nie zaszkodzi dodać sobie nieco pewności siebie. - Sięgnęła po przemienioną na powrót broszkę i schowała ją do torby. - Nie ma sprawy. W zasadzie ja również miałabym do ciebie pewną prośbę.
W zakłopotaniu sięgnęła dłonią włosów i rozwiązała wstążkę, a jej rude włosy opadły na ramiona. Wyglądała teraz zupełnie inaczej niż przed chwilą - jakby część tej energii, którą miała przed chwilą w sobie wyczerpała się, a pewność siebie wyparowała. Była wyraźnie skonsternowana swoją prośbą, której nawet jeszcze nie wypowiedziała. Do głosu doszła teraz druga część osobowości Cassandry - ta cicha i niepewna.
- Słyszałeś może o balu na pożegnanie zagranicznych szkół? - zapytała, unikając wręcz kontaktu wzrokowego. - Chciałabym pójść, ale kompletnie nie mam kogo ze sobą zabrać. Byłbyś tak miły i mógł mi potowarzyszyć?
Spojrzała wreszcie na Vinniego, a na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Któż by pomyślał, że tę jeszcze chwilę temu pewną siebie Gryfonkę będzie tak łatwo speszyć?
_________________

RELACJE


Everything is yellow like Coldplay.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











AbsitOmen

Northland Highschool

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 9