Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Ziołowy Kociołek
Autor Wiadomość

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Wrz 10, 2018 4:50 pm   Ziołowy Kociołek
   <Multikonta: Einarr Thorsen


Sklep jest średnio duży, ma jakieś 64 metry kwadratowe i zaplecze wielkości 32 metrów kwadratowych z tylnym wyjściem. Jest tam też niewielka piwniczka służąca do przechowywania ziół i eliksirów wrażliwych na wysokie temperatury oraz prywatnych przetworów właścicielki.

Front sklepu składa się z dużego, wykuszowego okna wystawowego oraz przeszklonych drzwi, w których wisi tabliczka "otwarte/zamknięte", a powyżej na szybie są wypisane godziny otwarcia. Wnętrze jest dość przestronne. Lada znajduje się na przeciwko drzwi wejściowych i ciągnie się od ściany do ściany. Za nią znajdują się regały i szafki z najcenniejszymi eliksirami i ziołami oraz drzwi na zaplecze. wzdłuż dwóch wolnych od okien i drzwi ścian są regały z mniej cennymi ingrediencjami do eliksirów, ziołami i samymi eliksirami. Część z nich jest w przeszklonych szafkach zamknięte na klucz. Centralna część podłogi jest wolna od regałów, za to stoją tam drewniane kosze z buteleczkami, fiolkamii, torebkami, koreczkami do butelek, wagami oraz łyżeczkami do odmierzania ilości składników oraz innymi potrzebnymi w warzelnictwie instrumentami. W okiennym wykuszu zaś jest wystawa złożona z drobnego sprzętu to warzenia, eliksirów oraz kilku przykładowych ziół i eliksirów. Dostępu do niej od strony sklepu broni regał z książkami na temat ziół, ziołolecznictwa oraz eliksirów. Umeblowanie jest z ciemnego drewna.


Mieszkanie Evelyn znajduje się na piętrze budynku i można się tam dostać przez schody z tyłu zaplecza, przy tylnych drzwiach. Jest tej samej wielkości co parter z niewielkim strychem pod skośnym dachem, na który można wejść przez właz w suficie w przedpokoju. Są tu dwie sypialnie, salon oraz kuchnia i łazienka. Większą sypialnię zajęła Evelyn, mniejsza jest pokojem gościnnym, w którym to najczęściej sypia jej dziadek. Kuchnia jest zwyczajna, jak to w czarodziejskich domach, ma podstawowe wyposażenie, które jest wystarczające. W salonie rzuca się w oczy duży kominek, szeroka wygodna kanapa z dwoma fotelami do kompletu, niski stolik do kawy oraz po przeciwnej stronie wielki regał pełen książek. Część z nich zresztą jest na półkach w sypialni Evelyn, gdyż miejsca w salonie na nie zabrakło. Jej sypialnia jest urządzona z prostotą. Jedynie podwójne łóżko z szafką nocną, biurko komoda i duża szafa na ubrania. Całe umeblowanie jest w ciemnym drewnie, a sofa i fotele są pokryte szmaragdowo zielonym materiałem w kolorach jej Domu z Hogwartu, zaś ściany są pomalowane kremową farbą.


Ziołowy Kociołek ma w swojej ofercie następujące składniki eliksirów oraz gotowe mikstury.

Składniki eliksirów

1 galeon
  • Aloes
  • Asfodelus
  • Blekot
  • Bulwy cebulicy
  • Chrzan
  • Ciemiernik
  • Cykuta
  • Granat
  • Imbir
  • Jagody/liście z jemioły
  • Kalina koralowa
  • Kolce róży
  • Konyza Kanadyjska
  • Korzeń tojadu
  • Korzonki stokrotki
  • Krwawnik kichawiec
  • Krwiowiec
  • Lawenda
  • Lewizja
  • Lubczyk ogrodowy
  • Łopian
  • Melisa
  • Miesięcznik
  • Miód
  • Mięta
  • Mięta pieprzowa
  • Mlecz
  • Muchomor
  • Nalewka z pięciornika kurze ziele
  • Nalewka z piołunu
  • Nalewka z tymianku
  • Olejek różany
  • Paproć
  • Piołun
  • Pokrzywa
  • Przywrotnik
  • Rdest ptasi
  • Rozmaryn
  • Ruta zwyczajna
  • Składnik standardowy
  • Stokrotka
  • Suszone figi
  • Szalej jadowity
  • Szałwia
  • Ślaz
  • Tasznik
  • Tojad
  • Waleriana
  • Warzucha
  • Wazelina
  • Woda miodowa
  • Zielony szlam

2 galeony
  • Fasolka Sopophorusa
  • Gryzące cebule
  • Plangentinka
  • Skaczący muchomor

3 galeony
  • Fruwokwiat
  • Jagody Boom
  • Rechotek
  • Skacząca cebulka

5 galeonów
  • Figa abisyńska
  • Moondew
  • Ogniste nasiona
  • Skrzeloziele


Eliksiry

1 galeon
  • Balsam z płonącej lewizji
  • Balsam ze stokrotki
  • Bundimun Pomade
  • Eliksir na kaszel

3 galeony
  • Maść Niepamięci Doktora Ubbly'ego
  • Ulizanna
  • Eliksir Uspokajający
  • Eliksir wspomagający pamięć
  • Wywar z blekotu
Ostatnio zmieniony przez Evelyn MacGregor Czw Paź 04, 2018 8:27 pm, w całości zmieniany 2 razy  
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 6:06 pm   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


Dzień jak co dzień. Po wczesnej pobudce i porannym biegu oraz prysznicu i śniadaniu, Ev nakarmiła Savvy'ego. Czarnego jak noc szkockiego folda dostała od dziadka z okazji otwarcia sklepu w Hogsmeade. Uznał, że przyda jej się to futrzaste towarzystwo. O dziwo Savvy uwielbiał spać z Gregiem, kiedy ten odwiedzał wnuczkę.

Sklep otworzyła równo z wybiciem ósmej rano. Zwykle nikt tak wcześnie nie przychodził, więc mogła w spokoju sprawdzać jak każdego dnia półki i robić mini inwentaryzacje, by sprawdzić jakie zioła i eliksiry musi zebrać, zamówić lub samej uwarzyć. Przez cały kwiecień jej dziadek warzył "śmieszne eliksiry" jak je nazywał. Można je było zakupić w Ziołowym Kociołku przez cały miesiąc, a także zamówić przez sowią pocztę. Miała nadzieję, że od tego roku uda jej się utrzymać sprzedaż wysyłkową, a chociażby tylko dla uczniów Hogwartu, którzy nie bywali w wiosce codziennie.
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Wrz 22, 2018 11:07 pm   
   <Multikonta: --


Kto rano wstaje, ten jest niewyspany.
Tak było tego poranka, kiedy Leo podniósł się z wyrka, aby rozpocząć codzienny trening. Po błoniach biegało mu się wyjątkowo nieprzyjemnie. Miał wrażenie, że ziemia usuwa mu się spod stóp, a co kilka metrów wyrasta jakiś garb. Kilka razy niemal potknął się o własne nogi i nie mógł skupić myśli. Swego czasu nauczył się rozpoznawać te stany i miał odpowiednie narzędzia, aby z nimi walczyć. To jednak nie zmieniało faktu, że łatwo mu nie było. Wrócił zmęczony, zrezygnowany i głodny jak wilk. Półgodzinny stretching zastąpił stretchingiem pięciominutowym. Po wykonaniu szpagatu dostał krótkiego, ale bardzo intensywnego skurczu pośladka, który – nomen omen – zwalił go z nóg. Na śniadanie w Wielkiej Sali przyszedł już w trochę lepszej formie. Zaaplikował sobie odrobinkę eliksiru pobudzającego. Powinno starczyć do popołudnia, kiedy jego organizm siłą rzeczy rozbudzi się sam.
Miał tego dnia tylko troje zajęć, więc od dwunastej był już wolny. Przez ostatnie dni wspomagał swoją biedną psychikę najróżniejszymi ziołami, a nie chciał za dużo wybierać z zamkowych zapasów, bo ani zielarstwa, ani eliksirów nie uczył I byłaby z tego nieprzyjemność.
Dlatego też kopsnął się do Hogsmeade. W związku ze wcześniej wspomnianym problemem ze skupieniem, zrezygnował z teleportacji. Na nogach oczywiście nie poszedł… Raz kozie śmierć. To nie tak, że nie cierpiał latać. Po prostu nie lubił rzeczy, w których nie był najlepszy. A na miotle fruwał gorzej niż przeciętnie. No nic. Wyboru nie było. Dreszczyk emocji, trochę adrenalinki i siu…
Lekkiego stracha i niepewność wynagrodziły mu widoki z lotu ptaka. Trzeba było przyznać, że już dawno nie miał okazji tak sobie popatrzeć i poszybować. Przez chwilę przestał się tym nawet stresować.
Wylądował na miękkich nogach. Dosłownie. Miał je jak z waty i następne kilkanaście minut zajęło mu „rozchodzenie” tego dziwnego uczucia. Rozglądał się po sklepach. Dawno nie był na zakupach, a skoro już wylazł „na miasto”, to czemu by sobie czegoś fajnego nie kupić? Ale najpierw obowiązki.
- Dzień dobry! – wysilił się na szeroki uśmiech i dziarskie wejście, bo nie chciał nikomu do sklepu wnosić tony smutku. - …nie widziałem tego sklepu wcześniej. Nowi jesteście? – wszedł w głąb, opierając się delikatnie o swoją miotłę.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Nie Wrz 23, 2018 4:09 pm   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


Evelyn akurat ustawiała kolejne buteleczki z cennymi eliksirami otrzymanymi od dziadka na półkach pod ladą, kiedy usłyszała, że frontowe drzwi się otwierają i ktoś wchodzi do środka. Ustawiła ostatni flakon i podniosła się, odrzucając włosy na plecy.

- Dzień do... - nie dokończyła, patrząc z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi w zaskoczeniu ustami. - Profesor Covenbreeze? Co pan robi w Hogsmeade? - Drugie pytanie wyleciało z jej ust nim zdążyła się ugryźć w język.

Leonardo był jednym z najmłodszych profesorów, którzy nauczali na Uniwerku Flamela. Ponadto jako były auror miał do nauczanych przez siebie przedmiotów bardziej praktyczne niż teoretyczne podejście, co Evelyn niebywale ceniła. Co jej było po teorii, której by nie umiałą wykorzystać w prawdziwej sytuacji. Poza tym z Covenbreezem zawsze dało się pogadać.

I w tym momencie jej myśli trafiły na mur o nazwie "A co on teraz sobie pomyśli widząc mnie tutaj, a nie w Biurze Aurorów?!", co sprawiło, że na twarzy Ev pojawił się lekki rumieniec, który tylko się pogłębił, kiedy jej czarny kot Savvy zeskoczył ze swojego posłania na końcu lady i podszedł do Leo, obwąchał jego nogi, po czym zaczął się o nie ocierać, mrucząc przy tym z nieskrywanym zadowoleniem i przymykając swoje złociste oczy.

Gorzej już chyba być nie może...
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Nie Wrz 23, 2018 9:50 pm   
   <Multikonta: --


Widokiem byłej studentki ucieszył się na tyle, że nie musiał już więcej wymuszać uśmiechu. W pracy wykładowcy (i nauczyciela) pięknym był fakt, iż nawet po zakończeniu danego etapu edukacyjnego, profesor mógł spotkać swojego ucznia, a uczeń profesora! Spotkać i ocenić, czy wykształcenie zaowocowało, czy udzielane nauki nie poszły w las. Długo się nie widzieli i Leonardo z całą pewnością mógł stwierdzić, że pierwsze wrażenie po dłuższym czasie czarownica robiła bardzo dobre.
- Evelyn. – pozwolił jej imieniu wybrzmieć. Ciągle opierając się o miotłę, przekrzywił delikatnie głowę w lewo, wbijając spojrzenie w eliksiry stojące na półce za czarownicą.
- Akurat znalazłem chwilę na zakupy i postanowiłem uzupełnić zapasy. Wiesz… pensja nauczycielska, to bogactwo… trzeba szaleć. – rubasznie się zaśmiał, a następnie podszedł do lady i przechylił się trochę w stronę brunetki. Rzecz jasna – zarobki były takie sobie, a Leo coraz bardziej to odczuwał. Przez chwilę przeszła mu nawet myśl o podjęciu dodatkowego zatrudnienia. Tylko gdzie? Szpital… słaba sprawa! Brygada Uderzeniowa? Dobre sobie!
- …obniżyli zarobki w Brygadzie Uderzeniowej? Dorabiasz sobie tutaj, pomagasz komuś? – zagadnął, marszcząc delikatnie brwi. A może otworzyła własny biznes? Miał wobec niej swoje oczekiwania. Jak zresztą wobec każdego studenta. Jej charakter nadawał się idealnie do ścigania przestępców, więc czemu sprzedawanie ziół?
Już miał zarzucić ją kolejnym pytaniem, kiedy na salony wszedł przeuroczy kocur.
- A cóż to za nadobne stworzenie? – sam miał piękną, rudo-białą kotkę, której głównym celem życiowym było zakłaczanie świata. Schylił się i podrapał futrzastą radość pod bródką, za uszkiem, a potem zaczepnie sprzedał mu pstryczka w kuper. - Twój? – zagadnął, zrównując ich spojrzenia.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Nie Wrz 23, 2018 10:33 pm   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


Shit! Wyszło na to, że samospełniająca się przepowiednia akurat trafiła się jej tego dnia. Co miała zrobić innego jak nie poddać się złośliwemu losowi? Mimo wszystko nie umknęło jej uwadze, że Covenbreeze pamiętał jej imię. Co w sumie nie było takie dziwne, bo pewnie po tych trzech latach miał jej absolutnie dość.

Zdrajca, pomyślała, kiedy Savvy zaczął się łasić do Leo jeszcze bardziej, gdy ten go podrapał w jego ulubionych miejscach. Za chwilę się jednak uśmiechnęła, gdy kocur prychnął z pogardą po tym pstryczku i z ogonem w górze niczym masz flagowy odmaszerował na koniec lady i wskoczył na blat, używając stojącego tam stołka, by zwinąć się w kłębek na swoim posłaniu, plecami do Leo, dając upust swojej pogardzie do człowieka, który uśmielił się go pstryknąć i to jeszcze w jego święte kocie siedzenie.

- Nie wiem czy obniżyli, nigdy tam nie pracowałam. Sklep należy do mnie, chociaż należy do sieci mojego dziadka. A ten mały fochacz to Savvy. Dotrzymuje mi towarzystwa i pilnuje uczniów z Hogwartu, gdy mają wyjścia do Hogsmeade.

Odpowiedziała po kolei na jego pytania, zastanawiając się czy czasem nie trafi się jej przesłuchanie odnośnie powodów, dla których zmarnowała trzy lata nauki do zawodu aurora. Nie wiedziała nawet czy w ogóle ma na to odpowiedź.

- A co pana sprowadza do Hogsmeade? - zapytała, święcie przekonana, że Covenbreeze nadal wykłada na uniwerku. - Na Pokątnej jest kilka zielarskich sklepów.
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Wrz 24, 2018 12:04 am   
   <Multikonta: --


Zdziwił się trochę na wieść o tym, że Evelyn nie spróbowała swoich sił w Brygadzie Uderzeniowej. Uniósł brew, wbijając w nią chłodne, analityczne spojrzenie, przez co jego tęczówki przybrały niemal obsydianową barwę. - Savvy, świetnie! – puścił kocurowi oczko, przepraszając tym samym za niegodny czyn dotknięcia go w futrzastą dupkę. - A mogę wiedzieć, dlaczego nie zdecydowałaś się na karierę aurora? Przecież skończyłaś studia z bardzo wysokimi wynikami. – brzmiało to trochę jak mieszanina zarzutu i troski. Niby nie jego sprawa, ale jakoś tak nie mógł się powstrzymać przed zadaniem jej tego pytania. Może za słabo ją przygotował? Nie, to chyba niemożliwe. A może się zakochała i woli nie ryzykować życia? Albo jej facet źle znosi to, że jego dziewczyna to wojowniczka? - …zakochałaś się, że życia szkoda na ten niewdzięczny biznes? – uśmiechnął się tajemniczo i przeszedł po sklepie. Sięgnął po liście młodego łopianu. - …masz tutaj gdzieś może melisę i szałwię? Chyba gdzieś za ladą widziałem. I łodyżkę paproci, gdybyś była tak dobra. – musiał przygotować niełatwy eliksir, a składników trochę mu brakowało. - …i w sumie, jakbyś chciała coś polecić, to też wezmę. Najlepiej na uczucie bezsensu. – zachichotał cicho, ale po jego twarzy było widać, że pyta poważnie. - Co mnie sprowadza? – powtórzył po niej, podchodząc do lady z niektórymi z ziół. - …sam nie wiem. Wsiadłem na miotłę i po prostu tu przyleciałem. Przeznaczenie – można powiedzieć. – wzruszył ramionami z kocią minką, której nie powstydziłby się nawet Savvy! - …a za Pokontną w ogóle nie przepadam. Co prawda będę się tam musiał wybrać, ale te tłumy są męczące. Hogsmeade bez uczniów dookoła, mimo swojej popularności, jakoś lepiej mi się kojarzy. – postarał się dać jej możliwie rozwinięte usprawiedliwienie decyzji, która usprawiedliwienia nie potrzebowała. Po prostu się tu znalazł. I już.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Wrz 24, 2018 3:21 pm   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


A jednak może być gorzej.

I co miała mu odpowiedzieć? Że tak się złożyło? Wtedy będzie tu stał i ją przesłuchiwał aż nie wyciągnie z niej wszystkiego. Skłamać nie mogła, bo ten facet był chodzącym wykrywaczem kłamstw.

- Okazało się, że to było coś, czego moi rodzice chcieli dla mnie, więc wybrałam pracę, którą oni pogardzają. Co nie znaczy, że może kiedyś nie zdecyduję się na powrót do wyuczonego zawodu.

Zdecydowanie nie zamierzała nigdy spełnić żadnego z życzeń rodziców czy jej pożal się Merlinie brata. Porzucili ją i miała ich gdzieś. Nie chciała od niczego, nie chciała mieć z nimi nic wspólnego, a najbardziej nie chciała spełniać ich oczekiwań. Dziadek ją popierał we wszystkim i tylko to się liczyło. Poza tym nie miałaby Savvy'ego gdyby nie sklep. Uwagę o zakochaniu się pominęła milczeniem, uważając, że to pytanie było retoryczne.

- Melisa i szałwia są na półce pod drugą szafką od okna - wskazała ręką, wyciągając jednocześnie klucze z kieszeni i otwierając szafkę za swoimi plecami skąd wyjęła koszyk z łodyżkami paproc i postawiła na blacie by Leo sobie wybrał taką jaka będzie mu potrzebna. - Na uczucie bezsensu mój dziadek poleca coś z jego prima-aprilisowych eliksirów.

Powiedziałaby też, że Covenbreezowi przydałaby się jakaś terapia, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Sugerowanie mu wizyty u psychiatry mogło być samobójczym ruchem.

- Przyleciał pan tu taki kawał drogi z Londynu? - zapytała, chcąc uzyskać potwierdzenie, bo najwyraźniej się przesłyszała.
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Wrz 24, 2018 8:18 pm   
   <Multikonta: --


- No tak. Przekora. – ostatnie słowo dość zaczepnie zaakcentował. Doskonale pamiętał, jak na zajęciach Evelyn potrafiła zrobić coś na odwrót tylko po to, żeby… zrobić to na odwrót. Z początku trochę go to irytowało, ale z czasem nauczył się traktować to z przymrużeniem oka, a nawet zaczęła mu się podobać ta buta!
Sięgnął po zioła we wskazanym przez kobietę miejscu. Potem wybrał sobie oczywiście odpowiednią część paprotki. - Jeszcze liść młodego łopianu… i zielony szlam. Masz tutaj zielony szlam? – domyślał się, że sam będzie musiał się po niego udać. W najgorszym wypadku zgarnie trochę ze szkolnych zapasów, a jak ktoś zwróci mu uwagę, to weźmie go na ładny uśmiech. Eliksir na bezsens? Przydałoby się.
- Kawałek podjechałem, a pozostałe godziny leciałem. Śmieszne, bo nie jestem zwolennikiem latania, ale szybko minęła mi ta podróż. Poza tym, że jeszcze nie czuję twarzy. – zaśmiał się cicho. Wbrew swojemu lękowi pędził jak na zabicie, więc zmarzł, a sam czas podróży nieźle przeczyścił mu żołądek. Jeszcze to do niego nie docierało, ale konał z głodu.
- …a w sumie, co mi zaszkodzi. Jakie tam masz te primaaprilisowe specyfiki? Poleć mi coś. – oparł się swobodnie o ladę, patrząc na nią trochę z dołu. Pod światłem jego tęczówki były znacznie jaśniejsze. - Nie chcę cię straszyć, ale jak się tego nie robi, to potem ciężko jest wrócić. Albo w ogóle rozpocząć. Wiem po sobie. – mimo, że starał się zachować formę, to doskonale wiedział, że gdyby wrócił w tej chwili do Brygady Uderzeniowej, to musiałby sporo trenować, żeby nadgonić pewne niedoskonałości. Na polu bitwy od młodych i gniewnych odróżniało go tylko doświadczenie i specyficzna magiczna dojrzałość, co nie zmieniało faktu, że – jak bardzo wstyd byłoby mu to przyznać – Leo miał świadomość, iż jakiś młodzik mógłby mu nieźle przylać.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Wrz 24, 2018 9:17 pm   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


W pęku kluczy znalazła ten odpowiedni. Wszystkie były oznaczone kolorami, tymi samymi, jakimi były oznaczone brzegi półek, przez co nie musiała długo szukać tego, który pasował do danej szafki. Savvy spał akurat na tej części blatu, która się unosiła by zrobić przejście na sklep, więc Ev oparła dłonie o kontuar i jednym płynnym, lekkim ruchem go przeskoczyła, lądując z kocią gracją po drugiej stronie. Podeszła do szafki, otworzyła zamek i wyjęła słój z młodym łopianem. Każdy ze słojów był zaczarowany przez jej dziadka by utrzymywać świeżość ziół, które nie były suszone.

- Proszę sobie wybrać odpowiednie liście - powiedziała, ponownie przeskakując zupełnie bez wysiłku przez ladę. - Zaraz wracam - dodała, znikając na zapleczu.

Po kilku minutach powróciła z zapieczętowaną buteleczką z zielonym szlamem. Postawiła ją na ladzie obok słoja z łopianem.
- Na pewno zostało mi coś na porost uszu, na kolorowe bańki, które wychodzą z ust, gdy ktoś próbuje mówić. Jest też jeszcze fiolka eliksiru na zmianę płci, który działa przez dwadzieścia cztery godziny i działa bez względu na płeć zażywającego. Paru Gryfonów to kupiło, pewnie by dostać się do dziewczęcych dormitoriów, ale chyba zapomnieli, że nie przestaje działać kiedy sobie tego zażyczą.

Na ustach Ev pojawił się złośliwy uśmieszek satysfakcji, jak zawsze kiedy Gryffindor wykazywał się totalnym brakiem pomyślunku. Z pewnością zaś Gryfonki miały niezły ubaw.

- Codziennie ćwiczę, profesorze - odpowiedziała na jego uwagę o byciu w formie do zawodu aurora. - Nie można nie być w formie, kiedy ma się Grega MacGregora za dziadka, zwłaszcza gdy rzeczony dziadek ma pelerynę niewidkę i jest urodzonym dowcipnisiem, a na dodatek absolwentem Slytherinu.

W tym momencie w sklepie rozległo się wygłodniałe burczenie. Zdecydowanie nie pochodziło ani z jej brzucha, bo by to poczuła, a nie od Savvy'ego, bo ten nigdy nie dopuszczał by być aż tak głodnym, łasuch jeden. Źródło pozostawało tylko jedno.

- Miałam właśnie zamykać na czas obiadu. Może się pan przyłączy do mnie, profesorze? Mam dziś spaghetti - dodała z nutą pokusy w głosie.

Savvy ziewnął, przeciągnął się, przeturlał z posłania na blat i zaległ tam, wisząc głową w dół i brzuchem do góry przez dłuższą chwilę nim się przeturlał na łapy i spojrzał wyczekująco na Leonarda, jakby go chciał zapytać "No, ludź! Moja pani cię zaprasza. Na co czekasz?!"
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Wto Wrz 25, 2018 11:00 pm   
   <Multikonta: --


Nie byłby sobą, gdyby nie obserwował każdego jej ruchu, a już w ogóle wtedy, kiedy wykonywała jakikolwiek wysiłek. Choćby najmniejszy. Faktycznie, zachowała sprawność, a na oko mięśnie dziewczyny jeszcze dobrze pamiętały, jak wykonywać płynne, bezszelestne ruchy. To się chwaliło!
Odpowiednie liście rzeczywiście wybrał. Co prawda przyrządzanie eliksiru przez następne czterdzieści cztery noce średnio mu się widziało, ale potrzebował tego specyfiku, żeby móc sobie uciąć szczerą rozmowę z demonami przeszłości.
- A to za takie cuda podziękuję. Wezmę tylko szlam… – był to chyba ostatni składnik z jego listy. A jeśli czegoś zapomniał, to przynajmniej będzie mógł tutaj wrócić. Hmm… nie. To chyba wszystko. - Nie wnikam, co sprzedajesz Gryfonom, ale uważaj, bo ich opiekunka jest dość osobliwą postacią. – uśmiechnął się lekko na wspomnienie Vanessy. - …jeszcze ci tu przyleci i zacznie wyrzucać, że dajesz mi pretekst do odejmowania im punktów. – kwestia punktacji wyszła w rozmowie na tyle naturalnie, że Leo dopiero po chwili zorientował się, że zdradził się z pracą w szkole. Cóż, jak Ev zapyta, to nie będzie nic przed nią ukrywał. - Tak… ja też ćwiczę codziennie, chociaż nie tak intensywnie jak kiedyś. – mruknął z lekkim rozczarowaniem nad samym sobą.
- Hmm… – chrząknął głośno. Przez chwilę myślał, że uda mu się jakoś obejść temat, ale jego żołądek dostał własnego życia, no i co on mógł z tym zrobić? Zaśmiał się tylko cicho, prostując plecy.
- Chyba nie mogę odmówić. – był głodny, a poza tym, ciekawiło go, co tam jeszcze działo się w jej życiu. Lepszej okazji do obgadania tego od wspólnego obiadu nie będzie. - Poza tym… Savvy chyba by mi nie wybaczył, gdybym odmówił. – kiwnął głową w stronę kocura, pocierając energicznie dłonie.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Wrz 26, 2018 8:59 pm   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


- Nie chce się pan przekonać jakby pan wyglądał, gdyby się urodził kobietą? - zapytała z szelmowskim uśmiechem, pakując jego zakupy do papierowej torby z zielonym logo sklepu. - Dziadek byłby niezłą babcią, ale nie taką co to gotuje, ceruje i dzierga szaliczki, ale taką famme fatale, która żadnemu nie przepuści niezależnie od wieku.

Czy liczyła, że go zaszokuje? Zdecydowanie tak! W końcu życie by było niezwykle nudne, gdyby nie dostarczało nauczycielom, czy to obecnym czy też byłym, po kilka małych zawałów dziennie ku dzikiej radości obecnych lub były uczniów i uczennic.

- Harvin? - prychnęła z lekceważeniem. - Nie ponoszę odpowiedzialności za to, co jej dzieciaki tu kupują i jak tego używają. Każda fiolka eliksirów jest pakowana w pudełeczko z instrukcją. Jak są tak głupi by jej nie czytać lub używać eliksiru niezgodnie z przeznaczeniem, to ja nic nie pora... - urwała, bo dotarło do niej właśnie co powiedział. - Odejmowania punktów? Profesor pracuje w Hogwarcie?!

Jakby zaskoczenie miało wymiar fizyczny to teraz by wokół nich z hukiem pękały tysiące baloników.

- No to teraz możemy poćwiczyć razem - oznajmiła z radosnym uśmiechem, wyciągając z kieszeni różdżkę i krótkim zaklęciem zamykając drzwi i odwracając tabliczkę, by było widać, ze sklep jej zamknięty. Potem podsunęła Leo torbę z jego zakupami.

- Na koszt firmy - powiedziała, chowając różdżkę i przechodząc na koniec lady, przy zabrać stamtąd Savvy'ego oraz jego posłanie i otworzyć przejście dla Covenbreeze'a. - Moje mieszkanie jest na piętrze, zapraszam. A ten mały szatan po prostu liczy na to, że się pan z nim podzieli obiadem, chociaż dobrze wie, że mam dla niego pyszne mięsko, zdecydowanie lepiej doprawione do jego wybrednego podniebienia niż spaghetti.

Zamknęła ladę za Leo i poprowadziła go na zaplecze. Przystanęła przy schodach i puściła po nich Savvy'ego, który przeskakując po kilka stopni pobiegł na piętro.

- Proszę na górę. Ja muszę jeszcze zamknąć tylne drzwi - powiedziała, przechodząc korytarzykiem na tył budynku.
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Wrz 26, 2018 9:55 pm   
   <Multikonta: --


Gwizdnął pod nosem. Kiedy pomyślał, jak wyglądałby jako kobieta, od razu przypomniał sobie swoją siostrę. Za tą czarownicą nie przepadał. Na szczęście już dawno ze sobą nie rozmawiali, co pozwalało Covenbreeze’owi zachować spokój ducha i jasność umysłu. - Wolę się nie przekonywać. Naprawdę. Na-prawdę. – podbił swoje ostatnie słowo, żeby wybić jej te głupkowate pomysły z głowy. Bardzo dobrze czuł się w swojej skórze, a zabawy z płcią wydawały mu się wybitnie idiotyczne, a nawet wzbudzały w nim pewien gniew. - Ty nie ponosisz, a ona mi potem głowę suszy. Za każdym razem jak obok niej przechodzę, to mam wrażenie, że próbuje zabić mnie wzrokiem. To nawet śmieszne, no ale wolałbym z nią jednak dobrze żyć. – to, że Vanessa wyżywała się na wszystkich dookoła przez własne problemy nie było w zamku żadną tajemnicą. Na lekcjach uczniowie potrafili wypowiadać się na jej temat w sposób bardzo nieprzychylny; pewnie to samo robili na jego temat na transmutacji. Dlatego też Leo zawsze stawał w jej obronie i komplementował jej metody nauczania, nawet jeżeli wydawały mu się niedorzeczne. Z Evelyn nie musiał chyba jednak tak bardzo uważać, w końcu Harvin nie założyła mu podsłuchu. Prawda?
- Nie krzycz. – szepnął do niej energicznie, dłońmi wykonując gest przyciszania. Podrapał się po uchu, bo jej głos prawie prześwidrował mu mózg. - Pracuję. – odpowiedział lakonicznie, bo nie miał za bardzo ochoty o tym rozmawiać. Jego nastawienie byłoby inne, gdyby uznał, że plan o nazwie: „w końcu znajdę swoje miejsce” wypalił. Na razie nie mógł tego powiedzieć. - …miałem trochę poczucie misji. Rozumiesz. Tam odebrałem swoje wykształcenie, to teraz sam dołożę swoją cegiełkę. – nawet nie skłamał.
- Poćwiczymy… jedzenie makaronu na czas. – zaśmiał się rubasznie. Już dawno nie miał okazji skrzyżować różdżek z kimś o odpowiednim przekonaniu. Na samą myśl krew w jego żyłach zawrzała.
Złapał za swoje zakupy, a raczej podarek. Głupio mu było tak nie płacić, ale dobrze wiedział, ze nie ma się co z nią w tej kwestii spierać. Dlatego też pomyślał nad inną propozycją, którą to po obiedzie miał jej przedstawić. - Mhm. Dziękuję… – skinął z wdzięcznością i ruszył za nią.
- Chodź, Savvy. Żarełko czeka. – rzucił radośnie do kocura, przepuszczając Evelyn w korytarzu, gdy ta wróciła się w dół korytarzem w celu zamknięcia drzwi.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Dołączył: 09 Wrz 2018
Posty: 19
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: kot Savvy, szkocki fold, czarny, złote oczy
Różdżka: szpon hipogryfa, 13 cali, heban, giętka
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 20g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Wrz 27, 2018 10:35 am   
   <Multikonta: Einarr Thorsen


Ev zamknęła tylne drzwi i poszła za Leo na górę do mieszkania.

- Mam nadzieję, że nie będzie dla pana problemem, że zjemy w kuchni? - zapytała, przeganiając Savvy'ego do salonu. - Tylko tam mam normalny stół. A co do panny Harvin - dodała, przemykając obok swojego byłego profesora, by wejść do kuchni - to może dziadek będzie miał coś dla niej na ten skwaśniały nastrój. Proszę, niech pan usiądzie - wskazała mu jedno z dwóch krzeseł przy stole.

Zamiast użyć zaklęcia do podsycenia ognia, po prostu włożyła do piecyka garść cieniutkich drewienek, a gdy te się zajęły ogniem dodała większy kawałek i postawiła na nim garnek, by chwilę później wyjąć talerze i sztućce.

- Napije się pan herbaty czy może soku? - zapytała jeszcze, profilaktycznie stawiając na piecu także czajnik.

Właściwie to Leo był jej pierwszym gościem odkąd się tu przeprowadziła. Dziadka nie liczyła, bo to rodzina w końcu. Czekając aż się wszystko podgrzeje, starła ser, przygotowała filiżanki do herbaty i szklanki do soku i postawiła w korytarzyku miseczkę z jedzeniem dla Savvy'ego.

- Nie oceniam ani nic, ale przejście z uniwerku do Hogwartu jest dość zaskakujące. Wydawał się pan zadowolony z uczenia zawodu aurora, profesorze.
_________________
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Wrz 28, 2018 9:13 pm   
   <Multikonta: --


Zupełnie nie przeszkadzało mu jedzenie w kuchni. Jeżeli z powodów funkcjonalnych Evelyn uznała, że to będzie najlepsze miejsce, to on nie miał co dyskutować. - Nie ma sprawy. I tak jestem wdzięczny za zaproszenie! – usiadł przy stole, mieląc mózgiem, co też ciekawego mógł powiedzieć na temat Vanessy. Chyba nic poza kilkoma ogólnikami. Mógłby przetoczyć też kilka krzywdzących stereotypów, ale nie odczuwał potrzeby, by na siłę ciągnąć jej temat. Dlatego też wzruszył ramionami, szczerząc ząbki. - Pff! Niech ona po prostu wyluzuje. I będzie dobrze. – na tym zakończył. Rada stulecia, chciałoby się rzec.
- Soku. Sok będzie idealny, dzięki. – wyprostował się na siedzeniu. - Tak, ja też jestem zaskoczony. – mruknął, patrząc na Savvyego. Nie za bardzo wiedział, co mam jej powiedzieć, a zwierzać się z życiowych rozterek nie miał w zwyczaju. Właściwie to nigdy nikomu się tak naprawę nie „wygadał”. Ostatnio miał zamiar się przełamać i odbyć taką szczerą rozmowę z April, ale niestety zmógł ją alkohol. Może to był znak?
- Byłem zadowolony z nauczania, po prostu zmieniłem otoczenie. Ale to chyba jednak nie to. Brakuje mi ostatnio jakiejś akcji… Dzieci nie mam, żony też nie. Dom mam, rodzina zadowolona. Łatwo zgnuśnieć, kiedy już nic do roboty nie ma. – zawsze mógł uczestniczyć w magicznych konferencjach naukowych, ale średnio ciągnęło go do tego towarzystwa. - Plus taki, że przy młodych człowiek nie może się nudzić. – przyznał szczerze, aczkolwiek niektórzy uczniowie zaczęli działać mu na nerwy, co wcześniej się nie zdarzało. To był zły znak.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,54 sekundy. Zapytań do SQL: 10