Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Vanessa Harvin
Czw Mar 06, 2014 4:35 pm
Rezydencja Willsona
Autor Wiadomość

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Nie Maj 17, 2015 12:18 am   
   <Multikonta: VR | RL


Bitwa odeszła w zapomnienie już dawno. Nie ma co ukrywać, że ostatnie miesiące Min spędziła w błogiej nieświadomości tego, co działo się w Wielkiej Brytanii, wraz z bratem i siostrą wyjechawszy do Korei. Tak po prostu - zbyt długo nie widziała się z resztą rodu Parków, więc w tęsknocie za nimi naprawdę nie było nic dziwnego, a kontakt z Mattem z powodzeniem mogła utrzymywać dzięki niezawodnej sieci fiuu i sowom. W każdym bądź razie, powrót do życia w deszczowej Anglii naprawdę mocno się na niej odbił i przez ostatni tydzień, bo tyle minęło od jej powrotu, zupełnie nie potrafiła przystosować się do zmian. To znaczy się, wszystko było ładnie, pięknie i milusio, ale jakoś tęskniła za swoją ojczyzną. Cholera wie, czy nie zostałaby właśnie tam, gdyby nie fakt, że jej narzeczony czekał na innym kontynencie. Nie, żeby Matthew był jedynym faktorem, ale na pewno głównym. W ogóle żałowała, że nie widzieli się w cztery oczy od tak dawna, dlatego była więcej niż chętna, by przyjąć jego zaproszenie. Stęskniła się, nie ma czego ukrywać, i wprost nie mogła doczekać momentu, w której dane jej będzie znowu wtulić się w blondyna, teraz już bez żadnych obaw, że przypadkiem go uszkodzi, otwierając stopniowo leczące się rany. Po tamtych problemach najpewniej zostały już tylko blizny...
W każdym razie, nie tylko Willson czuł pewnego rodzaju tremę. Dziewczyna, choć nastawiona do sprawy niezwykle optymistycznie, i tak trochę się denerwowała, spędzając kilka dobrych godzin na wyborze stroju. A przecież normalnie nie miała z tym najmniejszego problemu! Później układanie włosów i łażenie po salonie w kółko, by upewnić się, że na pewno o niczym nie zapomniała, że wszystko wygląda genialnie i jest dopięte na ostatni guzik.
Aportowała się tuż przed bramą prowadzącą do rezydencji swojego ukochanego, nawet jeśli Matthew nie miałby nic przeciwko jej niezapowiedzianemu pojawieniu się już w środku - a przynajmniej takie wrażenie odnosiła - zdecydowanie wolała zachować się jak cywilizowany człowiek, pokonując niewielki dziedziniec i później pukając do drzwi. Niewiele się zmieniło, chociaż nie bardzo wiedziała, w jaki sposób powinna odnosić się do nowego skrzata. Oczywiście powitała go skinieniem głowy i oddała swój płaszcz, ale... bynajmniej nie był to Sebastian, którego darzyła ogromną sympatią.
- Witaj, oppa - przywitała Willsona, uchylając drzwi do jego gabinetu. Chyba naprawdę znała go zbyt dobrze. Wcale nie odwiedzała tej rezydencji aż tak często, a pomimo to doskonale wiedziała, gdzie powinna szukać.
 
 
     

Matthew Willson
II rok/Starożytne języki i liczby/Aurorstwo
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 326
Wiek: 21
Krew: Czysta
Pupil: Neron - Olbrzymi dusiciel
Różdżka: Róg jednorożca, 13cali, Mahoń, mało elastyczna
Ekwipunek: Różdżka, 'wężowa' książka, dwie kobry królewskie
Sakiewka: 61g 1s
Genetyka: Wężousty, Legilimencja
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Pon Lip 13, 2015 3:25 pm   

Młody Willson przygotowywał się mentalnie, gdy usłyszał jak dziewczyna przekracza próg rezydencji. Nie było zbyt trudno domyślić się, że to one, gdyż tylko jej się dzisiaj spodziewał, a co za tym idzie skrzat nikogo innego by nie wpuścił. Wiedział, że dziewczyna znajdzie go w biurze, więc postanowił się z niego nie ruszać, zajmując się jeszcze kilkoma rzeczami, które zdążył ogarnąć z powodu lekkiej bezsenności. No a potem usłyszał za sobą głos Koreanki. Niby już wiedział co oznaczają te pojedyncze słowa, których ożywała do określania różnych osób, jednak nie odebrało to efektu tego 'orientalnego motywu'.
Chłopak wstał z miejsca i podszedł do ciemnowłosej, aby mocno ją przytulić. Tak długo się nie widzieli, że na prawdę zdążył się za nią stęsknić. Chociaż z drugiej strony dzięki temu był w stanie przygotować wiele rzeczy, a których nie myślał w jej obecności.

- Cieszę się, że w końcu wróciłaś...
Wyszeptał jej do ucha, obejmując dłonią jej głowę, wplatając palce w jej włosy. Tak dawno nie mógł tego zrobił, że już niemal zapomniał jakie są przyjemne w dotyku. Ostatecznie jednak skończył na lekkim pocałunku w policzek i odsunął się od niej.
- Jak minęła ci podróż?
Zapytał w tym samym momencie pokazując dłonią drzwi co miało oznaczać, że nie będą siedzieć w biurze i lepiej będzie jeśli skierują się do salonu. Ten został przekształcony na dzisiaj w trochę mniejszą wersję jadalni, gdyż z małym stolikiem z miejscami dla dwóch osób, świecami i innymi bajerami, które chłopakowi były kompletnie obojętne, ale dziewczynom się podobały, więc postanowił, że dla Minsun może się dostosować. Podchodząc do stołu odsunął jedno krzesło dla dziewczyny po czym czekał za nim, aż ona usiądzie, by dopiero wtedy obejść stół i zająć swoje miejsce, naprzeciw niej.
 
 
     

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 8:57 pm   
   <Multikonta: VR | RL


Wystarczyło, by Matt podniósł się z miejsca, a dziewczyna już była tuż obok, gotowa do reszty zatracić się w tym uścisku, obejmując go ramionami chyba równie mocno, co on ją. Jak na tak drobną posturę, Minsun miała przecież dość sporo siły, prawda? W czasach szkoły nie na darmo dzierżyła tytuł kapitana drużyny Quidditcha, prawda?
- Ja również, chociaż pogoda nie wydaje się zachwycona - zauważyła cicho, jednocześnie odchylając głowę w odpowiedzi na tę drobną pieszczotę. Niestety, bliskość zniknęła bardzo szybko, więc nie pozostało jej nic innego, jak otrząsnąć się z chwilowego letargu i posłać Mattowi wesoły uśmiech.
- Szybko? - odpowiedziała na wpół chyba tylko poważnie. Korzystając ze środków lokomocji właściwych czarodziejom, nawet pokonanie odległości kilkudziesięciu tysięcy kilometrów nie było specjalnie trudnym ani czasochłonnym wyzwaniem. Minsun z kolei nie widziała powodów, żeby nadmiernie się nad tym rozwodzić i ze szczegółami relacjonować swojej wycieczki. - Dziwnie było znowu znaleźć się w Korei, po tylu latach spędzonych w Anglii to zupełnie jak nowy świat - dodała chwilę później, gdy Matt prowadził ją już wzdłuż jednego z korytarzy rezydencji. Z nich dwojga to właśnie dziewczyna była tą, która starała się (często na siłę) utrzymać konwersację na jakimś względnie normalnym poziomie. Nie przeszkadzało jej to, naprawdę. Z biegiem czasu nauczyła się przecież ze sporą skutecznością odczytywać znacznie więcej z samej mimiki czy pozornie pustego spojrzenia swojego chłopaka.
Gdy jednak weszli do salonu, to właśnie Koreance zabrakło słów. Dosłownie wcięło ją w miejscu, gdy stanęła u progu pomieszczenia, z niedowierzaniem spoglądając na stół rodem z romantycznej powieści. Odwróciła głowę, by spojrzeć na stojącego za jej plecami Matta. Zupełnie ją zaskoczył, bo chyba jeszcze nigdy nie dała mu do zrozumienia, że oczekuje czegoś podobnego… Mało tego, wcale nie oczekiwała. Dla niej synonimem romantycznej kolacji przy świecach był piknik na starym boisku do Quidditcha, tuż po tym, jak skończyliby grać w jego uproszczoną wersję. Co wcale nie znaczy, że niespodzianka jej się nie spodobała.
Z trudem powstrzymała się od komentarza, nie koniecznie wyszukanego, tylko grzecznie zajęła miejsce przy stoliku, uśmiechając się do Matta ponad swoim ramieniem, gdy ten przysuwał ją bliżej.
- Mogłeś mi powiedzieć… - zauważyła, najwyraźniej nieco skrępowana taką niespodzianką. Czuła się trochę głupio, nie przygotowawszy się zupełnie na podobną ewentualność. Odwiedzała Matta tylko po to, żeby się z nim zobaczyć, fakt, ale przecież mogłaby - chociażby - zakupić „po drodze” wino czy cokolwiek innego.
 
 
     

Matthew Willson
II rok/Starożytne języki i liczby/Aurorstwo
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 326
Wiek: 21
Krew: Czysta
Pupil: Neron - Olbrzymi dusiciel
Różdżka: Róg jednorożca, 13cali, Mahoń, mało elastyczna
Ekwipunek: Różdżka, 'wężowa' książka, dwie kobry królewskie
Sakiewka: 61g 1s
Genetyka: Wężousty, Legilimencja
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 10:16 pm   

Trochę głupotą z jego strony było myśleć, że wszystkie "romabtyczne bajery" będą jakoś wyjątkowo w guście MinSun. Ostatecznie dziewczyna, która skradła mu serce, zrobiła to z wielu powodów. Jej dobroć, troska, uśmiech, podejście do życia... sam zdecydowanie bardziej wolał wskoczyć na miotłę, ale dzisiejszy dzień musiał mieć w sobie choć odrobinę tradycji, nawet jeżeli większość zasad i tak zostało przez nich złamanych.
- Jak było u rodziny? - zapytał, w głowie mając właśnie jej rodzinę jako element łamiący tradycję, z drugiej strony... zwyczajnie nieswojo się czuł z wizją rodzinnego obiadu zapoznawczego, gdy on byłby tak na prawdę jedynym członkiem swojej familii. Kogo jeszcze miałby zaprosić? Marcusa? Już widzi minę jej ojca, ktorego jeszcze nie mial okazji zobaczyć, siedzącego przy jednym stole z ministrm magii... Wróć... Byłym ministrem magii, rządzącym w miejsce największego czarnoksiężnika ostatnich lat. Może jeszcze zamówi wężowy tort i zacznie z nim rozmawiać? To dopiero by zachwyciło rodzinkę! Hah... Odkładając jednak na bok te głupie myśli. Teraz był czas na cieszenie się swoim towarzystwem.
- Jakbym powiedział to nie byłoby niespodzianki. - odpowiedział, kiedy usługujący im skrzat napelnił ich kieliszki do polowy szampanem. Młody Willson wstał ujmując w dłoń ten przeznaczony dla niego i uniósł.
- Uznałem, że oficjalna oprawa od czasu do czasu nie zaszkodzi. - uśmiechnął się do niej ciepło. Była chyba jedyną osobą, która mogła wywołać na jego twarzy ten rodzaj uśmiechu. - Za nas? - zapytał wznosząc toast i dając dziewczynie możliwość rozwinięcia. Kiedy to zrobiła upił kilka drobnych łyków napoju.
 
 
     

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Sob Wrz 08, 2018 9:14 pm   
   <Multikonta: VR | RL


Nie można być wobec Willsona aż tak krytycznym: w końcu romantyczna kolacja była dla Minsun naprawdę miłym zaskoczeniem; z naciskiem na tę drugą część. Zdecydowanie doceniała gest chłopaka, chociaż jednocześnie nie wiedziała, jak się w obliczu takiej rewelacji zachować. Wyglądała na trochę skrępowaną, lecz już po chwili z jej ust dobył się rozbawiony chichot.
- Powinnam cię była uprzedzić, że jestem w tym okropna - stwierdziła wesoło, ale powiedzenie tego jakby dodało jej pewności siebie: usiadła trochę bardziej prosto, wygładziwszy materiał sukienki kończący się nieco powyżej kolana.
- Mogę ci opowiedzieć albo ze szczegółami, albo w skrócie… chociaż pierwsza opcja prawdopodobnie zanudzi cię na śmierć. Obiad u jednych dziadków, później u drugich, ślub kuzyna… mówiłam ci o nim, prawda? Koniec końców Jimin zażądała, żebyśmy wróciły do domu wcześniej, bo źle się czuje - pokręciła głową z niedowierzaniem. - Znasz ją na tyle, żeby wiedzieć, że miała dość siedzenia wśród ludzi, którzy wytykali jej, że nie jest czystej krwi - uściśliła jeszcze. Nigdy nie była do końca dumna z tej części swojej rodziny. Myślałby kto, że krajom Dalekiego Wschodu ideologie Grindelwalda czy Voldemorta będą obce… westchnęła ciężko. Czasami naprawdę trudno było balansować na granicy przykładnej córki, wnuczki, wychowanki Gryffindoru, studentki i jeszcze osoby starającej się szanować wszystkich bez względu na czystość krwi.
- Nie musiałeś, ale nie powiem, że mi się nie podoba - odpowiedziała, odwzajemniając uśmiech. Czasami nie mogła się nadziwić zmianom, które zaszły w Mattcie podczas gdy byli razem. Od ich rozmowy w Wieży minęło już parę lat, ale wciąż pamiętała tę chłodną maskę obojętności na jego twarzy. Na pewno nie spodziewałaby się takiego finału spraw, choć w stu procentach jej odpowiadał.
- Mhm. Za nas i za to, żebyśmy zawsze mogli na sobie polegać - stwierdziła miękko, również upijając łyk szampana.
 
 
     

Matthew Willson
II rok/Starożytne języki i liczby/Aurorstwo
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 326
Wiek: 21
Krew: Czysta
Pupil: Neron - Olbrzymi dusiciel
Różdżka: Róg jednorożca, 13cali, Mahoń, mało elastyczna
Ekwipunek: Różdżka, 'wężowa' książka, dwie kobry królewskie
Sakiewka: 61g 1s
Genetyka: Wężousty, Legilimencja
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 1:21 pm   

Młody Willson patrzył na nią spojrzeniem niewyrażającym emocji. Z drugiej strony odkąd ją poznał nauczył się kilku rzeczy, takich jak uśmiech, który mogła teraz zobaczyć na jego twarzy. Jej obecność odmieniła jego życie, kręcące się niegdyś jedynie wokół zemsty i pragnienia potęgi. Te rzeczy nie zniknęły, tak jak powiedział jej przed bitwą z Voldemortem, jest pragnącym potęgi mordercą, potworem, ale... kochającym ją potworem.
Mimo tego, że taka oficjalna sceneria we dwoje zdawała mu się strasznie niezręczna to czuł, że na prawdę chce to zrobić w takim stylu.
- Nie Ty jedna kochanie, ale zdaje mi się, że idzie nam całkiem nieźle. - odpowiedział z lekkim rozbawieniem na jej słowa o tym jaka to jest okropna w takich rzeczach.
Zaraz po tym zaczęła pokrótce opowiadać o swojej podróży do domu i tym co ją tam spotkało. Lubił słuchać jej opowieści. Miała na prawdę wielką rodzinę, gdy on znał tylko jednych dziadków, którzy znajdowali się na jego liście. Tej z ludźmi, których zamierzał zabić.
- Lubię słuchać Twojego głosu, mogłabyś opowiadać nawet cały wieczór. - odpowiedział z uśmiechem, słuchając o jej odwiedzinach u rodziny, ślubie, no i tej sytuacji z jej siostrą
- Jest bardziej utalentowana, niż nie jeden "czysty czarodziej", nie zasługuje na takie traktowanie. - powiedział swoim pustym, nie wyrażającym emocji głosem, który zdawać się mogło był trochę cieplejszy, gdt mówił skupiając myśli bardziej na samej MinSun. Możliwe jednak, że było to jedynie wrażenie związane z chwilowym zniknięciem z jego twarzy uśmiechu. Szanował ludzi za talent i umiejętności. Uważał, że czarodzieje są z natury lepsi od mugoli to prawda, tutaj zgadzał się trochę z tą nie akceptowaną społecznie wizją Voldenorta. Nie wykluczał jednak osób nieczystej krwi, mających siłę by stanąć na szczycie.
Odchodząc od tych rozważań... wznieśli toast. Młody lord uśmiechnął się, odkładając kieliszek na stół.
- Jak pisałaś, że wracasz na prawdę się ucieszyłem. Zacząłem się już powoli obawiać, że zostaniesz ofiarą jakiejś rodzinnej swatki. - powiedział połżartem, obchodząc stół, aby znaleźć się obok niej. Dłonią siegnął do kieszeni, by zaraz przyklęknąć przed nią na jednym kolanie. Zaraz po tym jej oczom ukazało się zdobione pudełko, a w nim pierścionek z białego złota z sercem w postaci niewielkiego, zielonego kamienia.
- Nie zmieniłem się wiele od naszej rozmowy w dormitorium dwa lata temu. Nadal pragnę zemsty, potęgi, nadal nie jestem bohaterem, nadal Cię kocham i chcę byś na zawsze ze mną była. - tutaj na moment zawahał się, czując to samo co wtedy, te dwa lata temu podczas tych nieoficjalnych oświadczyn. Dziewczyna zaakceptowała wtedy jego wyznanie, to jak powiedział jej wprost, że jest mordercą, potworem i że nie będzie w stanie tego zmienić. Wtedy obiecała mu, że go nie znienawidzi, że nigdy nie poczuje wobec niego tego uczucia, ale... czy to nadal aktualne, czy będzie w stanie go kochać mimo wszystko? Czy nie skończy się to dla niej jedynie cierpieniem?
- Minsun Park, czy wyjdziesz za mnie? - zapytał w końcu, gdy wygrały w jego głowie uczucia wobec niej oraz, lekka samolubność, ponieważ mimo to, że mógł ją w przyszłości zranić, nie potrafił wyobrazić już sobie przyszłości bez niej.
 
 
     

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Sob Wrz 15, 2018 10:08 pm   
   <Multikonta: VR | RL


Wyjątkowe okazje wymagały podjęcia specjalnych środków, prawda?
Minsun, pomimo całej tej niezręczności, była bardzo rozczulona scenerią rodem z romantycznej powieści… Matt wciąż potrafił ją zaskoczyć, sprawiając, że czuła się niemal tak samo, jak wtedy, gdy rozmawiali ze sobą w jego sypialni, gdy dochodził do siebie dwa lata wcześniej. Niby była już zorganizowaną, twardo stąpającą po ziemi dwudziestoletnią czarownicą, ale akurat Willson sprawiał, że czuła się, jakby dopiero co skończyła – maksymalnie – „piętnastkę”. Sęk w tym, że wszystko to działo się w jej wnętrzu, chociaż nie znała jeszcze prawdziwego powodu dla tej romantycznej kolacji, nie wiedziała, że powinna spodziewać się czegoś ponad to, co chłopak już przygotował.
W najgorszym razie będziemy w tym beznadziejni razem? – Zaproponowała wesoło. Zresztą, czy to nie oni sami wyznaczali sobie w tej „beznadziejności” standardy? W tej chwili ich świat skupiał się tylko w przekształconym w jadalnię salonie, zupełnie odgrodzony od rzeczywistości gdzieś tam, być może dziesiątki kilometrów od nich… właściwie, gdyby się nad tym zastanowić, Min nawet nie do końca orientowała się gdzie dokładnie na terenie Anglii się znajdują. Nie jej wina, naprawdę. W końcu ilekroć przybywała do dworu, robiła to z pomocą skrzata należącego do swojego ukochanego.
Zastygła w połowie zdania, słysząc ten komplement. I znów to ciepło rozlewające się po całym ciele… uśmiechnęła się czule.
Mogę opowiadać. Jeśli tylko będziesz chciał…
Przytaknęła. Jimin była wyjątkowo utalentowana, ale rodzina od strony ojca miała na ten temat swoje zdanie. Zresztą, Minsun nie do końca im się dziwiła, bo wszyscy patrzyli zarówno na dziewczynkę, jak i na Junkyu przez pryzmat pana Parka, człowieka, który na dobrą sprawę zszargał dobre imię rodziny i nie dość, że zdradził swoją żonę, to przez lata ukrywał kochankę i dzieci, a wziął ich bezpieczeństwo pod uwagę dopiero wtedy, gdy sytuacja w Anglii stała się krytyczna.
Wiesz, że o to nie musiałeś się martwić? – Chociaż rodzina Min była bardzo tradycyjna, sama dziewczyna nie dałaby się tak łatwo zmanipulować. Nigdy nie lubiła udawania tylko po to, żeby zadowolić kogoś innego, a więc gdyby przedstawiliby ją jakiemuś biednemu kandydatowi, zostałby odprawiony z kwitkiem, a dziadkowie spotkali się z bardzo wzburzoną wnuczką. Zanim zdążyła Mattowi to wypomnieć (oczywiście żartując), atmosfera zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni.
Minsun wstrzymała oddech, gdy jedno z kolan Matta dotknęło ziemi. Nagle ta kolacja nabrała zupełnie innego znaczenia… jak mogła nie wpaść na to wcześniej?
Nie przerywała mu, gdy mówił, lecz jej ciemne oczy błyszczały, skupione tylko i wyłącznie na nim.
„Nienawiść” zawsze było bardzo mocnym słowem, oznaczającym uczucie, do którego Minsun chyba nigdy nie byłaby zdolna. Zdawała sobie sprawę z tego, jak naiwne jest jej przekonanie o istnieniu dobrej strony w każdym człowieku, ale też nie potrafiła inaczej. Od najmłodszych lat wychodziła z założenia, że nikomu nie należy odbierać szansy na wytłumaczenie się, ani na zmianę. Mogła nie zgadzać się z cudzymi poglądami, mogła mieć ochotę naszpikować kogoś klątwami, ale w ostatecznym rozrachunku naprawdę starała się w pierwszej kolejności zrozumieć pobudki, które kierowały drugą osobą. I dokładnie to samo obiecała Mattowi, prawda? Że niezależnie od okoliczności postara się osądzić jego występki w neutralnym świetle i nawet jeśli nie będzie się zgadzać z jego pobudkami, nie potępi go jako człowieka.
Kochała go. Powiedziała mu to wtedy, i mogła powtarzać jeszcze w nieskończoność. Ciężko sobie wyobrazić dylemat, przed którą postawiłby ją w momencie, gdy zabiłby niewinnego człowieka na jej oczach, ale dopóki nic takiego nie miało miejsca, mógł być spokojny… A nawet jeśli to co? Zgani go? – prawdopodobnie; rozczaruje się? – na pewno, ale też nie znienawidzi ot tak sobie. Willson wielokrotnie udowodnił jej, że wcale nie jest złym człowiekiem, toteż wbrew jego słowom chciała trwać w tym przekonaniu jak najdłużej.
Jak mogłabym odmówić? – Miała ściśnięte gardło. Może gdyby wcześniej przygotowała się na to mentalnie… nie… i tak byłaby równie bliska płaczu – ze wzruszenia, ze szczęścia. Uśmiechnęła się do niego czule, a choć chyba nie tak powinno to wyglądać, sama wyciągnęła dłoń, żeby pogłaskać go po policzku. – Powiedziałam ci to dwa lata temu i powtórzę znowu: wyjdę – zapewniła, dopiero teraz pozwalając Mattowi założyć na swój palec pierścionek. Obietnica, którą złożyli sobie podczas Bitwy o Hogwart nie zmieniłaby się nawet bez tej biżuterii, ale teraz już nikt nie mógł mieć wątpliwości, prawda?
 
 
     

Matthew Willson
II rok/Starożytne języki i liczby/Aurorstwo
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 326
Wiek: 21
Krew: Czysta
Pupil: Neron - Olbrzymi dusiciel
Różdżka: Róg jednorożca, 13cali, Mahoń, mało elastyczna
Ekwipunek: Różdżka, 'wężowa' książka, dwie kobry królewskie
Sakiewka: 61g 1s
Genetyka: Wężousty, Legilimencja
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Pon Wrz 17, 2018 10:14 pm   

To na pewno była wyjątkowa sytuacja, chciał żeby taka była. Tak jak ona była wyjątkowa dla niego. Już od dnia w którym się poznali, kiedy pierwszy raz zobaczył jej uśmiech... to było jak miłość od pierwszego wejrzenia. Do tamtego dnia myślał, że coś takiego jest nierealne, niemożliwe, nie w jego przypadku, a jednak byli tu teraz razem. On przed nią, klęcząc, a ona przed nim.
To nie tak, że nie wierzył w jej słowa, chłopak był przekonany, że dziewczyna na prawdę w nie wierzy. Męczyło go jednak coś zupełnie innego, to czy na prawdę rozumie z kim planuje spędzić resztę swojego życia. Z jednej strony starał się powiedzieć jej wprost... nie jestem dobrym człowiekiem. Zanim ją poznał jego życie kręciło się wokół wizji zemsty. Najpierw na rodzinie matki, na ludziach z sierocińca, a przed bitwą na śmierciożercach, tych którzy na prawdę doprowadzili do zguby jego ojca, ujawniając jego tożsamość aurorom. Czy którekolwiek z nich było niewinne? Pytanie co uznać za ową przewinę, co jest standardem wyznaczającym kto zasługuje na śmierć, a kto powinien żyć. Kto ma cierpieć, a kto zostanie od tego uchroniony? To wszystko zależało od punktu widzenia. Oczywiście jednak młody Lord nawet nie myślał o tym, aby zabijać kogokolwiek na oczach ukochanej, nie zamierzał kłamać, ani niczego ukrywać, jednak w pewnym sensie bał się, że ten potwór który w nim siedzi sprawi, że jego Światło utraci swój blask... że nie będzie w stanie patrzeć na niego w ten sam sposób... może nie znienawidzi, ale zrozumie nie to z kim, ale z czym ma do czynienia... z potworem.
On nie odczuwał tego jak ona. Oczy nie chciały wypuścić z siebie łez, nadal świeciły emocjonalną pustką, jego głos nie drżał. Poczuł jednak jak jego serce zabiło mocniej, gdy dziewczyna dotknęła jego policzka, na moment zdawało mu się, że przestało bić, gdy czekał na jej odpowiedź, a kiedy ją usłyszał, mimo że nie umiał tego okazać, był szczęśliwy. Powolnym ruchem wyjął z pojemnika pierścionek i włożył go na jej palec, by następnie pocałować jej dłoń. Pozostał jeszcze moment w tej pozycji, jakby bał się, że gdy wstanie, wszystko okaże się jedynie snem, marzeniem, że zaraz obudzi się w pustym pokoju, mając w sobie nienawiść i gniew. W końcu wstał i objął ukochaną.
- Kocham Cię - powiedział po czym pocałował ją.
 
 
     

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Pią Wrz 21, 2018 5:32 pm   
   <Multikonta: VR | RL


Jakby się nad tym dokładniej zastanowić, to chyba oboje mieli za co podziękować Potterowi, niezależnie od tego, jaki mieli stosunek do Złotego Chłopca. W końcu, gdyby nie on i jego dziwne eskapady, nie dane byłoby im się spotkać w scenerii innej, niż boisko Quidditcha, a, bądźmy szczerzy, podczas gry człowiek niespecjalnie skupiał się na charakterze czy wyglądzie przeciwników, tylko na tym, by ustrzelić jak najwięcej goli… Tak naprawdę przez sześć lat wspólnej nauki, nie mieli za bardzo szans się poznać. Ba! Jeżeli pamięć Minsun jej nie zawodziła, to tak naprawdę nie rozmawiali przed spotkaniem w Wieży. Dopiero w domu państwa Lovegood przyjrzeli się sobie nieco bliżej. Być może wojna z Voldemortem nie była najlepszym okresem w Wielkiej Brytanii, ale akurat dla tej dwójki przyniosła sporo dobrego. Parę lat później, nie wyobrażała sobie innego scenariusza.
Minsun, w jakimś sensie, była naprawdę naiwna, opatrznie rozumiejąc słowa Matta i za każdym razem przedstawiając go wyłącznie w dobrym świetle. Taką osłonę chłopaka znała, prawda? Dlatego te wszystkie rozmowy o jego pragnieniu zemsty, o „źle”, które w sobie skrywał, wydawały jej się być bardziej teoretycznymi rozważaniami, niż rzeczywistym zagrożeniem. Aż do tej chwili Willson nie dał jej też powodów, by w taki stan rzeczy zwątpić; plotkom z kolei nie miała uwierzyć zbyt szybko. Jak prawdziwa Gryfonka, rzucała się w to wszystko z głową naprzód, nie wahając ani przez moment. Naprawdę nie sądziła, że ma jakikolwiek powód do obaw.
Rozczulona, nie odrywała spojrzenia od delikatnego pierścionka, gdy narzeczony wsuwał go na jej palec. Nigdy nie była osobą, przywiązującą specjalną wagę do błyskotek, lecz ta konkretna znaczyła więcej, niż cokolwiek innego. Ciężko wyrazić słowami, jak bardzo uszczęśliwił ją pierścionek, którego tak naprawdę wcale nie potrzebowała, by powtórzyć swoją obietnicę sprzed dwóch lat… z drugiej strony, ten namacalny symbol miał chyba stanowić coś więcej, niż wartość sentymentalną.
Sama podniosła się z miejsca, wtulając w starszego.
Ja ciebie też, wiesz o tym – zapewniła, mocniej zaciskając ramiona wokół niego. Naprawdę była szczęśliwa, wreszcie rozumiejąc, skąd u Matta wziął się pomysł na tę kolację. – To naprawdę urocze, że chciałeś zrobić to wszystko zgodnie z zasadami – stwierdziła wreszcie, odsuwając się od niego tylko na tyle, by obdarzyć go promiennym uśmiechem.
 
 
     

Matthew Willson
II rok/Starożytne języki i liczby/Aurorstwo
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 326
Wiek: 21
Krew: Czysta
Pupil: Neron - Olbrzymi dusiciel
Różdżka: Róg jednorożca, 13cali, Mahoń, mało elastyczna
Ekwipunek: Różdżka, 'wężowa' książka, dwie kobry królewskie
Sakiewka: 61g 1s
Genetyka: Wężousty, Legilimencja
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Sob Wrz 22, 2018 7:02 am   

Minsun może miała trochę rację w tych przemyśleniach, ale Matt nie zaliczał się raczej do tej dziwnej kategorii 'wdzięcznych osób'. Potter był mu obojętny. Był w stanie mu przyznać swego rodzaju zasługę za pozbycie się tego wariata Toma Riddla z tego świata. Uważał się on za najpotężniejszego czarnoksiężnika wszech czasów. Prawdopodobnie na prawdę był tym, który budził największy strach, ale czy na prawdę był aż tak silny? Willson nie był co do tego specjalnie przekonany. Kwestia leżała bardziej w tym, że ogół czarodziejów jest słaby. To był problem społeczeństwa czarodziejów, z pokolenia na pokolenie posiadali coraz mniejszą wiedzę, znali coraz mniej zaklęć, tracili receptury na kolejne warte uwagi artefakty... coraz bardziej podkulali ogon w imię tych niepoważnych przepisów, które ich ograniczały. Nie podobało mu się to. Magia i ludzie mogący nią władać powinni być wolni. To jednak historia na inną rozmowę. W tej obecnej warto było powiedzieć, że może chłopak nigdy nie był wdzięczny Potterowi, ale nie żałował, że tamtego dnia znalazł się z nim w jednym miejscu. W pewnym sensie tamten dzień był jednym z najważniejszych w jego życiu, nie chciałby w nim żadnej, choćby najmniejszej zmiany.
Minsun chciała widzieć w nim dobro, nie dopuszczała do siebie myśli, że może być zły. Tak na prawdę było w tym trochę prawdy. Chłopak bardzo zmienił się odkąd ją poznał, zaczął inaczej patrzeć na wiele spraw, na swoje życie. Nadal chciał zabić grupę ludzi, czasem jednak poddawał ten cel pod wątpliwość. Ostatecznie nigdy nie odszedł od swoich celów. Nie były one niewinne, jego zdaniem każdy z nich zasłużył na okrutną śmierć, a on zamierzał ją do nich przyprowadzić do jednego po drugim. Nie zamierzał jednak iść dalej... wyrówna rachunki, potem w końcu będzie mógł odpocząć, założyć rodzinę i żyć u boku ukochanej, poszukując odpowiedzi i kierunków, które pomogą mu odnaleźć tajemnice starożytnych zaklęć.
- Ty chyba powoli zaczynasz mnie rozumieć, co Kochanie? - powiedział rozbawionym głosem, po tym jak dziewczyna odpowiedziała na jego wysyczane wyznanie miłości. Słyszała to już nie raz, tak samo jak kilka innych zwrotów, które prawdopodobnie utkwiły jej w pamięci. Nawet jeżeli poznanie całego języka wydawało się zbyt żmudną i niepotrzebną pracą to dziwnie cieszył się z takich drobnych postępów. Sprawiało mu to na prawdę dziwną satysfakcję.
- Nie przesadzaj... jakbym chciał zrobić wszystko to zaprosiłbym tu Twoich rodziców. No ale wymiękłem. - chłopak powiedział to z nutą rozbawienia. Było w tym ukryte coś jeszcze. Na prawdę wymiękł, nie wysłał zaproszeń, choć miał je przygotowane. - Walczyłem z wilkołakami, obudziłem wielką wężową bestię, żeby pomogła podczas bitwy... a boję się, że Twoi rodzice mnie nie zaakceptują.
 
 
     

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Sob Wrz 22, 2018 4:50 pm   
   <Multikonta: VR | RL


Potter na pewno był wyjątkowy, ale wypadałoby się zastanowić, ile tak naprawdę zasług należało się jemu, a ile reszcie „świętej trójcy” czy jeszcze innym uczniom Hogwartu. Minsun znacznie większy udział przyznałaby chociażby Hermionie, która często stanowiła głos rozsądku dla dwóch swoich kolegów… Parkówna, jeszcze za czasów szkoły, niejednokrotnie zastanawiała się, jakim cudem dziewczyna wytrzymywała w ich towarzystwie. Wszyscy Gryfoni byli ze sobą zżyci – jedni w mniejszym stopniu, drugi w większym – ale to też nie tak, że nie zauważało się wtedy głupich zachowań tej drugiej osoby. Ile razy to Motejus wytykał Min jakieś jej głupie przyzwyczajenia? No właśnie.
Nikt nie jest idealny, dlatego wysuwanie niektórych ludzi na piedestał to skończony idiotyzm. Może i społeczeństwo potrzebuje takich wzorów do naśladowania, więc nie może być ich zbyt dużo, ale dlaczego zawsze pokazuje się tylko jedną cząstkę historii?
Z ludźmi jest trochę tak, jak z monetami – każde ma dwie strony i jeśli za długo patrzy się na jedną, można zapomnieć o drugiej. Właśnie takie myślenie pozwoliło Minsun dostrzec w Willsonie kogoś więcej, niż próbowali jej to wmówić znajomi. Później przyzwyczaiła się jednak do rewersu, samemu wpadając trochę w pułapkę tego zero-jedynkowego myślenia, więc sama nie była tak do końca idealna.
Pokręciła głową. Nie było mowy o tym, żeby zrozumiała coś więcej z wężomowy, ale też, jeśli osłuchało się z pewnymi słowami, łatwo było odnaleźć wśród syku, na pozór dokładnie takiego samego jak wszystkie inne. Oczywiście, gdyby kazał Minsun cokolwiek powtórzyć, po prostu by odmówiła, wiedząc, że to ponad jej zdolności. Zresztą, czy to nie było trochę tak, jak z koreańskim w wydaniu Matta? Nawet on znał parę słów w ojczystym języku swojej narzeczonej, ponieważ Park nie wahała się wplatać ich w swoje codzienne konwersacje.
Moi rodzice naprawdę są aż tak straszni? – parsknęła, nie kryjąc swojego rozbawienia. – Ale może to i dobrze? Pewnie pozabijali by się, gdybyś posadził ich przy jednym stole – dodała, jakby po chwili zastanowienia. Po tym, co pan Park swego czasu odwalił, Min wcale nie dziwiła się podejściu matki do ojca… ale też nie ręczyła za nich, gdyby znaleźli się w zbyt małej odległości od siebie. Wiadomo, na ślubie będą musieli to przeboleć, ale tak przynajmniej nie musieli odstawiać dwóch równoległych przedstawień, bo Koreańczycy unieśliby się dumą, gdyby zaproszono ich razem, ale też gdyby jedno z nich zostało pominięte.
 
 
     

Matthew Willson
II rok/Starożytne języki i liczby/Aurorstwo
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 326
Wiek: 21
Krew: Czysta
Pupil: Neron - Olbrzymi dusiciel
Różdżka: Róg jednorożca, 13cali, Mahoń, mało elastyczna
Ekwipunek: Różdżka, 'wężowa' książka, dwie kobry królewskie
Sakiewka: 61g 1s
Genetyka: Wężousty, Legilimencja
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Czw Paź 04, 2018 2:03 am   

Jeżeli tak się zastanawiać nad ludźmi, którym świat mógł być wdzięczny to MinSun była jedną z tych osób. Własnoręcznie zniszczyła jeden z jego horkruksów. Tak, zdecydowanie jego przyszła małżonka miała swój udział w jego obaleniu. To znaczyło w sumie, że miał obok siebie nieustraszoną pogromczynię czarnoksiężnika, który sprowadził na świat największy terror w historii. No właśnie... strach... nadal pamiętał moment, kiedy spotkał ją na głównej sali. Chciał ją znaleźć, spotkać przed bitwą, nie spodziewał się wtedy, że stanie przed nim cała roztrzęsiona, a na sam jego widok wyjmie różdżkę. Z jednej strony nie wspominał tego dobrze, nie podobało mu się, że została doprowadzona do takiego stanu. Odebrano jej wtedy uśmiech, zastąpiono go przerażeniem. Z drugiej zaś strony, całkiem przyjemnie leżało się z nią w dormitorium. Poza tym to własnie wtedy jej się nieoficjalnie oświadczył. Można było powiedzieć, ze to była magia chwili, ona bała się, że Matt ją zostawi, że głosy słyszane w chwili niszczenia cząstki duszy czarnoksiężnika, mówiły prawdę. Dla niego na pewno to nie była tylko jednak chwila. Zabrzmi to absurdalnie, ale jeżeli zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, to pierwsza myśl o oświadczynach przyszła do niego, kiedy miał pewność, że odwzajemnia to uczucie. Pamiętał, leżał ciężko ranny w łóżku.
Z ideałami to prawda, ale ludzie potrzebują wzorów, muszą mieć idoli, do kogo się porównywać i za kim podążać. Jeżeli chodzi o patrzenie na ludzi jak na monety. Ona znalazła w nim stronę, której on nie widział. Obudziła ja w nim i to dzięki niej, krok po kroku zaczynała się rozwijać.
W tym samym czasie co miałby powiedzieć o niej... nie wiedział jej wad, dla niego nie miała najmniejszych. Chociaż on w przeciwieństwie do niej nie oszukiwał się na temat natury drugiej osoby. Ona jest dobra, nie ma w niej mrocznej strony, czarnej przeszłości. Chyba, że w przeciwieństwie do Matta ona swoja przed nim ukrywa.
Jeżeli o język węży. Raczej nie próbowałby go jej uczyć. Jest zbyt skomplikowany, a w tym samym czasie kompletnie w życiu nieprzydatny. Szkoda więc byłoby jej pięknej główki na takie brednie. Cieszył się jednak, że rozpoznaje pojedyncze słowa i drobne komplementy. Ostatecznie zdarzało mu się zasyczeć, gdy czuł się swobodnie i ponosiły go emocje.
Jeżeli mówimy o koreańskim, w przeciwieństwie do syczenia ten język jest akurat w użyciu. I jest o wiele łatwiejszy, niż bardzo niekonkretne wężoustwo. Także młody Willson nie miał większej wymówki i w końcu powinien wziąć się za odpowiednią naukę. Najlepiej w tajemnicy przed MinSun. W końcu niema nic lepszego od niespodzianki.
- Wiesz... wydaje mi się, że skoro Ty jesteś moim uroczym aniołem, to Twój ojciec może okazać się skrycie kimś jak Jack the Ripper. - odpowiedział jej, śmiejąc się z wypomnianego mu strachu. Prawda była trochę taka, że nie wiedział nawet do końca jak się zachować. Nie miał rodziców, najbliższa rodzina go wyklęła, kiedy był jeszcze mały. Bał się jak cholera, że przez te braki nie pokaże się dość dobrze. - Może spróbuję ich pogodzić? Tak chociaż na jeden dzień, nasze wesele. Będę cudotwórcą jak mi się uda? - roześmiał się po taż kolejny, jednak tym razem na prawdę o tym myślał. Było to dla niego dość ważne. Min byłą blisko z rodziną, z tego co zrozumiał to jest to trochę element koreańskiej kultury, ale poza tym... ona była po prostu kochaną istotą i chciała, aby wszyscy zaczęli się kochać i rozumieć. To był trochę punkt honoru... choćby miał ich zahipnotyzować, będą.
 
 
     

MinSun Park
II rok | Aurorstwo
Dołączyła: 03 Kwi 2013
Posty: 217
Wiek: 20 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Turecka Angora - Nun.
Różdżka: Łuska węża morskiego, 13 cali, cedr, bardzo sztywna.
Ekwipunek: Różdżka, sakiewka.
Sakiewka: 4g 11s
Poziom życia: 85%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 13
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 17
Miotlarstwo: 17
Wysłany: Sob Paź 06, 2018 2:12 pm   
   <Multikonta: VR | RL


Już nie przesadzaj, Willson – zaśmiała się, kręcąc głową z niedowierzaniem. Celowo użyła nazwiska swojego narzeczonego, chcąc zabrzmieć choć odrobinę bardziej autorytarnie (ewentualnie tak, jakby zwracała się do niego na boisku Quidditcha, gdzie miała miejsce zdrowa realizacja i próbowała trochę podjudzić). – Appa wcale nie jest aż taki zły – dodała po chwili. – Jak już, to bardziej bałabym się teściowej, biorąc pod uwagę, że już i tak boczy się na mnie, że, kiedy jestem w Anglii, więcej czasu spędzam u ciebie niż z nią.
Oczywiście to nie tak, że Min choćby w najmniejszym stopniu zaniedbywała życie rodzinne. Wręcz przeciwnie, potrafiła połączyć to wszystko ze sobą – studia, miłość, długie wizyty w Korei spowodowane w jakiś sposób obowiązkami Parków w społeczności czarodziejskiej – ale pani Weon i tak wiedziała swoje… albo po prostu martwiła się o córkę, jakby obawiając się, że popełni ona te same błędy albo wpakuje się w jakieś problemy; zwłaszcza, że wciąż nie była do końca zadowolona, że Minsun uparła się na karierę aurora, nie chcąc zająć się czymś nieco (znacznie bardziej) bezpiecznym, jak chociażby prawo czarodziejów, na które też spokojnie by się dostała. Jeszcze nigdy była Gryfonka nie cieszyła się aż tak bardzo na myśl, że jej rodzicielka nie koniecznie wiedziała, co działo się podczas ostatniego roku, który dziewczyna spędziła w Hogwarcie ani jak dokładnie rozpoczęła się jej znajomość z Mattem. I nie mówimy tu wcale o żadnym z widowiskowych meczów Quidditcha, na których byli zbyt zajęci walką o wygraną, by zwrócić uwagę na drugą osobę. No, może poza tym, że z perspektywy zawodnika Min miała parę razy ukatrupić pałkarza Slytherinu, gdy przez jego interwencje traciła albo kafla, albo idealną okazję do rzutu. Chyba zaczynała trochę żałować, że na ich uniwersytecie nikt nie wpadł na to, by założyć przynajmniej jedną drużynę zrzeszającą wszystkie wydziały… o większej lidze nie wspominając. To dopiero byłby ciekawy sposób odreagowania po wyczerpujących egzaminach! Niestety, z „profesjonalnym” Quidditchem, Parkówna musiała się pożegnać po skończeniu Hogwartu, bo o grze zawodowej nie było w jej wypadku mowy, za bardzo ciągnęło ją do aurorstwa.
Mam cichą nadzieję, że zgodzą się podpisać jakieś zawieszenie broni na te kilka dni… ale jeśli jakimś cudem zmusisz ich do cywilizowanej rozmowy, która nie będzie wymuszona okolicznościami, będę z ciebie dumna. Czasami mam wrażenie, że są najbardziej znaną już-nie-parą w całej magicznej Korei, a już na pewno w prowincji Gyeonggi – mruknęła pod nosem. Przez to, że jej rodzina miała małe powiązania z Brytyjskimi rodami (tak naprawdę ani Subin, ani Hyunsu nigdy nie byli wyjątkowo zainteresowani wkupywaniem się w łaski tutejszych rodów i wpychaniem na salony), w ojczyźnie dziewczyny byli dość poważani. Nie bez powodu zresztą, skoro jej matka była główną reprezentantką kraju w deszczowej Anglii, prawda? Westchnęła. Nie było sensu się nad tym dalej rozwodzić. – Powinno być w porządku, najwyżej zagrożę im, że weźmiemy ślub bez nich. – Pomimo żartobliwego tonu, Minsun mówiła całkiem poważnie. Jeszcze kilka lat wcześniej nie potrafiłaby sobie podobnej sytuacji wyobrazić, ale teraz naprawdę nie miała ochoty znosić kłótni swoich rodziców w dniu, w jakiś sposób rozpoczynający nowy etap jej życia, najszczęśliwszy jego etap.
Masz ochotę przejść się później na spacer? – zaproponowała, chociaż temperatura na zewnątrz z całą pewnością pozostawiała sporo do życzenia. To też było dla dziewczyny typowe; nie dość, że lubiła przebywanie na dworze, to właśnie na długich spacerach (lub lotach) po okolicy bardzo zbliżyli się do siebie w wakacje przed rozpoczęciem studiów, co chyba ostatecznie przypieczętowało ich związek, czy wręcz ich los.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 0,67 sekundy. Zapytań do SQL: 10