Są już wyniki plebiscytu Złote Tiary!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Rusza lekcja Transmutacji!
► Ruszają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Jezioro
Autor Wiadomość

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Wrz 01, 2018 5:12 pm   
   <Multikonta: --


Zajęcia dla klas V-VII


Pogoda tego dnia była wyjątkowo sprzyjająca wszelkim przedsięwzięciom. Promienie popołudniowego słońca przeplatały się z niezmąconą taflą jeziora, a mieniąca się woda wręcz zachęcała do szybkiej kąpieli. Niestety - ciągle było stosunkowo zimno, więc jeśli ktoś nie miał natury morsa, nie wspominałby przyjemnie kontaktu z akwenem.
- Zapraszam, zapraszam! – nawoływał Leonardo, zamaszystym gestem ściągając kolejnych uczniów, którzy dość niepewnie zbierali się w wyznaczonym miejscu. Zupełnie, jakby lekcje na świeżym powietrzu były czymś niezwykłym. Nauczyciel nie krył podekscytowania. Niemal podskakiwał w miejscu, bujając się na piętach i wymachując do nadchodzących z daleka pupili. - Tutaj, tutaj! Tylko uwaga na naszego specjalnego gościa! – w końcu wskazał gestem klatkę, z której co prawda wydobywały się jakieś warkoty, ale niczego nie było w niej widać. Zaklęcie niewidzialności? Być może. Przechodzący mogli odczuć wyraźnie magiczne wibracje, mające swoje źródło w konstrukcji z prętów. - Ostrożnie, ostrożnie! Nie chcemy, żeby ktoś zginął. – rzucił z szerokim uśmiechem, ciągle czekając. Zbierają się jak muchy w smole, huh. Zaraz coś na to zaradzimy. Tak się zamyślił, że przypadkiem kopnął swoją własną aktówkę, z której to na szczęście nic nie wyleciało. - Oj… – podrapał się po potylicy. Jego rozentuzjazmowanie było niemal niezdrowe i bujało się na pograniczu maniakalnej ekscytacji. - Przepraszam, że tak państwa wyciągam po piętnastej i robię tyle zamieszania, ale temat dzisiejszych zajęć jest naprawdę fascynujący! No i mamy mały dodatek, który myślałem, że nie zdąży na czas. – ponownie wskazał na klatkę, w której ciągle nie dało się niczego dojrzeć. Jak na razie jedynym podekscytowanym na błoniach był Leonardo, ale to się miało już niedługo zmienić.
- O ile dobrze pamiętam, jesteście teraz po zajęciach u Sor--- profeSOR…a Rostgaarda? – dobrze pamiętał, toteż nie dziwił się, że niektórzy mogli być po prostu styrani. Cóż, kiedyś muszą sobie zbudować kondycję, prawda? - …Co do testów z ostatnich zajęć, to poszło wam wszystkim świetnie. Nikt nie oblał. – prawda wyglądała trochę inaczej, niektórym brakowało podstawowej wiedzy magicznej, ale Covenbreeze nie zamierzał się nad tym rozwodzić. Były osoby, które wiedziały wszystko, a były też takie, które wiedziały na „zdam, jeśli nauczyciel będzie miał dobry humor”. - Na koniec wam je rozdam i przedstawię punktację. – oświadczył, obracając się na pięcie. Podszedł bliżej wody. Z lekka zamoczył sobie buty. - No dobrze. Kto mi powie, co to właściwie jest magia elementarna i w jakim celu ja was tutaj właściwie ściągnąłem? – nie, nie oczekiwał, że będą mu czytać w myślach. Odpowiedź na to pytanie wydawała mu się dość oczywista, dlatego też czekał, aż ktoś z tłumu po prostu mu ją poda.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Wrz 01, 2018 7:36 pm   
   <Multikonta: RW | FL


Odwinęła przydługie rękawy swetra i naciągnęła je na dłonie; lekcje w terenie zazwyczaj zwiastowały, że będzie się działo coś ciekawego i liczyła na to, że i tym razem się nie zawiedzie. Zresztą, nad czym tu długo myśleć: na większości przedmiotów nie dało się nudzić, szczególnie kiedy poza szkołą było się praktycznie rzecz biorąc mugolem. Dodatkową nadzieję budził fakt, że sam profesor wyglądał na rozentuzjazmowanego. W niektórych przypadkach byłby to objaw silnie niepokojący, ale może akurat dzisiaj nic nie będzie próbowało ich zjeść... może.
Gromadka zbierała się nad jeziorem dość leniwie, dlatego kiedy już otoczyli nauczyciela niezgrabnym kółkiem, Madelaine udało się zająć miejsce z przodu. Niebagatelna rzecz, gdy się weźmie pod uwagę jej wzrost oraz fakt, że była wzrokowcem. Czymkolwiek mieli się na lekcji zajmować, jeśli dało się to zobaczyć - chciała to widzieć. Na razie było coś niewidzialnego w klatce (czyżby jej nieme prośby nie zostały wysłuchane?), ale można było się spodziewać, że prędzej czy później tożsamość tajemniczego stworzenia zostanie ujawniona.
Na zapał profesora nie dało się zareagować inaczej, jak tylko szerokim uśmiechem - no, przynajmniej Davies nie umiała go powstrzymać. Równie miła była wiadomość dotycząca testów; w innym wypadku pewnie stresowałaby się aż do samego końca lekcji, nie mogąc poznać swojego wyniku, ale na chwilę obecną poczuła się uspokojona. Skoro jakoś to będzie, można się skupić na tym, czym będą się zajmować podczas zajęć.
Padło pytanie. Przez kilka sekund nikt się nie odezwał.
Madelaine złapała wewnętrzną część policzka między zęby, gryząc się z myślami. Chciała się już wypychać przed szereg?
- Magia elementarna to magia podstawowych żywiołów. I pewnie, no... tego się będziemy dzisiaj uczyć? - zaczęła niepewnie. Po krótkiej refleksji nie sposób się było nie zgodzić z wyborem miejsca. Pod ręką mieli wodę, ziemię i powietrze, a gdyby przyszło demonstrować magię ognia, otwarta przestrzeń była w tym względzie dużo bezpieczniejsza od ciasnej sali lekcyjnej.
_________________


 
 
     
Daniel McOwen
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Wrz 01, 2018 8:39 pm   

W taką pogodę to on nie będzie chodził w tych cienkich szatach. Dlatego jak tylko usłyszał że będą zajęcia na zewnątrz to od razu udał się do łazienki i powiększył swój codzienny strój, a następnie się w niego przebrał. Z tego też powodu przybył minutę później niż cała reszta. Może gdyby pobiegł to by zdążył idealnie, ale wolał iść swoim równym, szlacheckim krokiem z dłońmi schowanymi w bluzie. Gdy już wszyscy otoczyli nauczyciela w kółko, Daniel zdecydował się stanąć za swoją jedyną znajomą, bo chyba tak mógł ją nazwać, Madelaine. Oparł się podbródkiem o czubek jej głowy, aby dokuczyć jej w sprawie jej wzrostu i słuchał nauczyciela.

Jeśli chodzi o to co mogło znajdować się w klatce to nie było wiele możliwości. Tylko że nie posiadał całej wiedzy świata, więc mogło to być coś o czym nigdy nie słyszał, albo nie czytał. Znał tylko trzy stworzenia, które mogły stać się niewidzialne. Jedne z nich to Testrale, czyli konie, więc za duże. Drugie to Demimoz, ale nie był pewny jakie one dźwięki wydają. Trzecie to tylko Przyczajacz, który równie dobrze mógł być fikcją. Jeśli chodzi natomiast o magię elementarną to można ją zrozumieć na dwa sposoby. Może to być magia wykorzystująca żywioły, jak wyjaśniła Madelaine, ale także magia podstawowa, którą każdy musi znać. Z racji że to zajęcia obrony przed czarną magią, a nie zajęcia gospodarskie, to raczej chodzi o to pierwsze. Nic jednak na głos nie wypowiedział bo rudowłosa powiedziała chyba prawidłowo, a przynajmniej według Daniela.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 27
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Sob Wrz 08, 2018 12:08 am   
   <Multikonta: Raphael C.


Pogodzie ostatnich dni w zasadzie nie dało się zarzucić niczego. No, prawie niczego, bo temperatury wciąż nie rozpieszczały i grubsze ubrania nadal pozostawały w cenie; właśnie dlatego, dowiedziawszy się, że dzisiejsze zajęcia z OPCM będą odbywać się na powietrzu, Dorian zdecydował się przyodziać w coś cieplejszego. Nie chciał się w końcu przeziębić czy coś, tylko tego by mu do szczęścia brakowało. Dopiero po tym udał się dość szybkim krokiem w stronę jeziora, bo miał wrażenie, że już był spóźniony i ani trochę ta myśl mu się nie podobała. Co jak co, ale nie lubił się spóźniać.
Po dotarciu na miejsce szatynowi ciężko było stwierdzić czy faktycznie się spóźnił, czy jednak nie, bo na miejscu jak do tej pory zebrała się naprawdę nieliczna grupa uczniów. Co swoją drogą było dość zaskakujące, bo zwykle lekcje odbywające się na dworze już z założenia zdawały się być dużo atrakcyjniejsze niż te prowadzone wewnątrz klasy. Może jednak on był jednym z nielicznych, którzy tak podchodzili do tego tematu, choć jemu tam akurat żadna forma nie przeszkadzała, byle tylko było ciekawie. Nie poświęcając już temu ani jednej myśli więcej, Krukon zajął miejsce nieco na uboczu i skrzyżował ręce na piersi. Nie wiedział co myśleć o nadmiernym podekscytowaniu ogarniającym profesora; to mogło oznaczać zarówno coś dobrego, jak i odwrotnie - złego, dlatego wstrzymał się od jednoznacznego kategoryzowania zachowania Leo. Wszystko wyjdzie w przysłowiowym praniu, o.
Jego spojrzenie, trochę bezwiednie, wędrowało ku promieniującej wyraźną magią klatce, z której co chwila dało się słyszeć warczenie. Nie mógł powiedzieć , iż nie był zaciekawiony cóż to za "specjalnego gościa" pan Covenbreeze sprowadził na dzisiejsze zajęcia, bo to byłoby kłamstwo. Żadne konkretne stworzenie jednak nie przychodziło mu w tym momencie na myśl, więc będzie musiał poczekać aż zawartość klatki zostanie ujawniona, by zaspokoić swoją ciekawość.
Zwrócił w końcu z powrotem pełnię uwagi na nauczyciela, kiedy z jego strony padło pytanie. Zanim sam pozbierał myśli, by coś powiedzieć, ktoś go zdążył w tym uprzedzić. Odpowiedź Puchonki była dość zwięzła, ale jednocześnie zahaczała o samo sedno.
- Panują tu idealne warunki do przerabiania tego zagadnienia - dodał jednak od siebie, chcąc jej wypowiedź po prostu nieco doprecyzować. - Mamy bezpośredni dostęp do trzech żywiołów - wody, powietrza i ziemi - a czwarty, ogień, na otwartym terenie nie powinien wyrządzić większych szkód. - A przynajmniej nie takich, jakby mógł wewnątrz jakiegoś zamkniętego pomieszczenia, gdyby wyrwał się spod kontroli. Nikt raczej nie byłby zadowolony, gdyby przypadkiem udało im się sfajczyć całą klasę czy coś.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Nie Wrz 09, 2018 2:05 am   
   <Multikonta: Kwiecień


Można było powiedzieć, że Lidia bardziej niż niechętnie kierowała się w kierunku kolejnych zajęć. Obrona przed Czarną Magią z rangi praktycznie ulubionych zajęć spadła bardzo daleko w jej osobistej hierarchii. Nawet miotlarstwo było wyżej, za sprawą bardzo dobrego nauczyciela, który powoli przekonywał ją, że można być miłym nawet dla totalnych miernot. Nie mogła jednak znieść przebywania w jednym pomieszczeniu z Leo, po tym wszystkim co wyrzucił jej w lochach. I to, że lekcja odbywała się na świeżym powietrzu nic nie zmieniało. To dalej była zbyt bliska odległość od nauczyciela który samą swoją obecnością sprawiał, że chciało jej się wymiotować. I to nie tylko ze stresu. OPCM co prawda nie było jej potrzebne w kierunku, jaki zamierzała obrać po skończeniu szkoły, jednak bardzo lubiła profesora, który był przed Covenbreezem. Obrona w tych czasach w jakich żyli była też bardzo przydatnym przedmiotem. Zawsze mogła uratować Ci życie, albo sprawić, że czyjeś życie się skończy. Taka prawda, nie można zawsze stać biernie.
W kierunku jeziora szła dość powoli. Nie miała zamiaru się spóźniać, jednak bycie za wcześnie nie wchodziło w grę. Stawiała więc uważnie swoje kroki pocierając lekko swoje ramiona, by wyprodukować trochę więcej ciepła. Nawet nie zwracała wcześniej uwagi, jakim zmarzluchem była. Powinna zacząć ubierać się cieplej, dla swojego własnego dobra. Wyciągnęła z torby szalik w barwach swojego domu i owinęła sobie nim szyję. Łatwiej będzie się powiesić, jeżeli znowu coś pójdzie źle. Z tą myślą dotarła do jakiejś dalszej grupki uczniów. Nie zamierzała podchodzić bliżej. Zasada minimum dwadzieścia metrów odstępu od Leonarda musiała zostać zachowana.
W przeciwieństwie do swoich "kolegów" zignorowała klatkę, która stała gdzieś za plecami opiekuna jej domu. W końcu i tak dowiedzą się co w niej jest, więc nie rozumiała ekscytacji. Zapewne będą musieli to obezwładnić, każdy dostanie punkty i wesoło każdy wróci do swojego dormitorium. Jak zwykle. Przekręciła więc oczami na komentarze Leo. Lekcje u Rostgaarda nie były wielkim wyczynem, jak ktoś zwracał uwagę na szczegóły. To nie było aurorstwo, tylko zaklęcia. Jaki przygłup nie umie rzucić Depulso? Westchnęła cicho i podparła się o pobliski konar. To będzie długa lekcja, zwłaszcza, że jak na wielu poprzednich nie zamierzała brać w niej jakiegoś większego udziału. Wsłuchiwała się więc w słowa kolegów, jednocześnie oglądając okolicę. Wiosna zawsze ją fascynowała. Szkoda tylko, że jest tak cholernie zimno, bo lekcja mogłaby być uprzyjemnieniem tylko godzin w zamku. Magia elementarna nie była czymś szczególnie skomplikowanym, nie rozumiała więc o co tyle szumu. „Drogie dzieci, dzisiaj spróbujemy się nie pozabijać rzucając Aquamenti, uważajcie, duże ciśnienie!”. Ciekawe czy McGonagall pozwoli jej jeszcze zrezygnować z tych zajęć. Walić OWUTEM-y. Będzie miała więcej czasu na Eliksiry i Zielarstwo, a te były jej najbardziej potrzebne. Tak oparta o kawałek jakiegoś drzewa stała i rozmyślała nad swoją przyszłością, kompletnie nie biorąc czynnego udziału w zajęciach. W końcu była masa innych osób, ona nie musi grać pierwszych skrzypiec.
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 52
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Nie Wrz 09, 2018 5:39 pm   
   <Multikonta: MSP | RL


Chociaż czasy, gdy uchodził za magiczny antytalent chłopak miał już za sobą, wciąż podchodził do lekcji równie na poważnie, co wcześniej: przeczytał temat podręcznika przed zajęciami, a nie po nich, powtórzył materiał z poprzednich i wyszedł te kilka minut wcześniej, żeby przypadkiem nie spóźnić się na zajęcia. Nic dziwnego: Vince był jedną z tych osób, które musiały naprawdę ciężko pracować, żeby jakiekolwiek zaklęcie wyszło mu dobrze. No, tak naprawdę to wcale nie, ale wciąż miał w pamięci swoje początki w Hogwarcie, gdzie nawet głupie Wingardium Leviosa wydawało mu się być ogromnym osiągnięciem… wtedy w ogóle zastanawiał się, jakim cudem przyjęli go do tej konkretnej szkoły.
Zajęcia na wolnym powietrzu kojarzyły mu się raczej z miotlarstwem, astronomią czy ONMS, a nie Obroną, ale na dobrą sprawę było w tym coś ciekawego i ekscytującego za razem. No, dopóki jego wzrok nie padł na warczącą klatkę. Ta jednak nie zniechęciła go zupełnie.
Zgarbił nieco głowę, wsuwając brodę bardziej w miękki materiał szalika w kolorach swojego domu. Gdy wychodził z zamku, dane mu było poczuć ciepłe promienie wiosennego słońca, ale już kolejne kilka metrów potwierdziło słuszność zabrania ze sobą tego akcesorium. Szybko odnalazł wśród grupki uczniów Madelaine i to w jej stronę „przepchnął” się, zajmując sobie te kilkadziesiąt centymetrów przy jej boku.
Poza tym, jest to magia czerpiąca z podstawowej energii otaczającego nas świata, więc można powiedzieć, że jest łatwo dostępna, tak jak powiedziano wcześniej – wtrącił swoje trzy grosze, mając wrażenie, że w ten sposób uda im się wyczerpać temat. Tak naprawdę mógł powiedzieć to samo co jego poprzednicy, ale ci zwyczajnie go uprzedzili, a powtarzanie za nimi jak echo nie miało najmniejszego sensu.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 201
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Nie Wrz 09, 2018 8:26 pm   
   <Multikonta: --


Ku uciesze Leo, uczniowie dość prędko uporali się z charakterystyką zaklęć żywiołowych. Radowało go to niezmiernie, czego dowód stanowił uśmiech, który nie schodził mu z twarzy. - Świetnie. Dobrze. Bardzo dobrze! – ktoś z tyłu dodał, że poszczególne żywioły znoszą się nawzajem, to znaczyło, że natura bez dwóch zdań dążyła do równowagi. Tyle mu wystarczyło. - No dobra! Skoro mam takich mądrych uczniów, to nie będę was już więcej zajmował teorią. Przynajmniej w tej części zajęć, bo przed nami jeszcze ssssssssupertajemna część. – zasyczał jak wąż, teatralnie wykonując nawet nienaturalnie wyglądające ślizgnięcie głową. Dziwne, że mu ona z karku nie spadła. - …możemy więc dowolnie korzystać z zaklęć, które na przykład coś podpalają. Albo gaszą. Mrożą, albo… – za sprawą zaklęcia „Vitis Vinifera” jakaś ślizgonka, mówiąca niemiłe rzeczy do puszka z tłumu, została opleciona pnączami z ziemi. - …nie gadać. – rzucił rozbawiony Covenbreeze. Po kilku minutach uwolnił uczennicę z uścisku, a następnie zaproponował: - Teraz dobierzemy się w pary. – i tak ich łączył i łączył, że Vincenta połączył z Dorianem, Madelaine z Danielem, a Lidia została sama, co WYRAŹNIE było jego zamiarem. - O. Musisz ćwiczyć ze mną. Kto by pomyślał. – udał niewiniątko, po czym wycelował różdżkę w swoją Kruszynkę. - ...waszym zadaniem jest wymienić kilka żywiołowych czarów między sobą. Najlepiej, gdybyście korzystali z zależności ogień-woda/lód ziemia-piorun… – zatrzymał się na chwilę. -…umie ktoś z was strzelać błyskawicami? Nie? To możecie kombinować z wodą i ogniem. – sam już nie wiedział do końca, jakie zaklęcia ich obowiązywały. - Starajcie się nie używać Protego, chyba, że nie znajdziecie już innej możliwości. Ewentualnie dobry koziołek nie jest zły. – przeniósł wzrok na Lidię i uniósł różdżkę, czekając. Spodziewał się dosłownie wszystkiego, a najbardziej jakiegoś paskudnego zaklęcia, które zamieni go w szczura.
_________________



Son of the elements
Son of the rain
Son of the thunder
Son of the flame
I am the elements...
 
     

Madelaine Davies
VI Rok | Prefekt Hufflepuffu
Dołączył: 04 Lip 2018
Posty: 84
Wiek: 16
Krew: półkrwi
Pupil: sóweczka zwyczajna - Vishal
Różdżka: pióro dirikraka, 9 i pół cala, brzoza, giętka
Ekwipunek: notatka z zielarstwa, różdżka
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 9
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 12
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 12:20 am   
   <Multikonta: RW | FL


Nie spodziewała się bynajmniej tego, że ktoś postanowi użyć jej jako podpórki. Nawet koleżka Kangur wiedział, że nie należy tego pod żadnym pozorem robić, a nikt obcy nie byłby chyba na tyle głupi, żeby próbować. Mimo to znalazł się śmiałek - a może samobójca - któremu spodobało się zakpić z niezbyt imponującego wzrostu panny Davies. Miał szczęście, że swojego haniebnego czynu dokonał podczas lekcji, w obecności nauczyciela; w innym wypadku sprawa skończyłaby się dużo gorzej, niż ostatecznie miało to miejsce. Jedyne, co Madelaine mogła w tej chwili zrobić, to niemal natychmiastowy unik. Odchyliła się na bok, a sprawcy całego zdarzenia rzuciła z ukosa spojrzenie pełne szczerego zdumienia wobec jego brawury, ale też wyraźnego niesmaku. Z większą czułością patrzyła na kłębki włosów wyciągane z kratki prysznica czy na kota rozjechanego przez samochód, ale przynajmniej obyło się bez wulgaryzmów i przemocy. Ostentacyjnie odsunęła się od delikwenta, stając tym samym bliżej przyjaznej duszy w postaci młodszego Puchona.
Można się więc domyślić jakie było jej rozczarowanie, kiedy przy łączeniu w paru musiała trafić na akurat tego człowieka. No jasne, bo przecież biednemu zawsze wiatr w oczy i... inne rzeczy w inne miejsca, byle tylko dokopać leżącemu. Dobór skomentowała tylko wymownym westchnięciem i niezadowoloną miną, bo spomiędzy zaciśniętych zębów nie wydostał się żaden komentarz. Naturalnie do ćwiczeń musieli zrobić sobie nawzajem trochę więcej miejsca, a Maddie chętnie wykorzystała ten fakt, by zwiększyć dystans między sobą a Danielem o jeszcze dobrych kilka kroków. Nie siliła się na powitania, ustalenia czy ostrzeżenia; rozejrzała się tylko, czy pozostali uczniowie znaleźli się w odpowiedniej odległości, po czym wycelowała różdżkę prosto w nieznośnego Krukona.
- Relashio - padło beznamiętnym tonem.
Niech sobie teraz radzi.
_________________


 
 
     

Alex Bułhakow
Uczeń | VII rok
Dołączył: 22 Mar 2018
Posty: 110
Wiek: 17
Krew: Czysta
Różdżka: Włókno z wątroby chimery, 9.5 cala, Cis, Giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 20
Zielarstwo: 3
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pon Wrz 17, 2018 10:43 pm   

Alexowi kolejny raz udało się spóźnić. Jego wymówka jakoby był niedawno przeniesiony coraz słabiej działała na nauczycieli. Prawda była jednak taka, że w Hogwarcie naprawdę łatwo było zabłądzić. Zazwyczaj, starał się trzymać Beatrix. W ten sposób zazwyczaj udało mu się trafić do klasy na czas. Tym razem jednak mu nie pomogła i czekając przed klasą dopiero po pewnym czasie zorientował się, że lekcja ma się odbyć na dworze. Przez moment myślał nawet, że to idealna okazja by ominąć te niezbyt przez niego lubiane zajęcia. Niektórzy na pewno sobie cenili tak ekstremalne lekcje. Sam zaś nie przepadał za nimi. Leo też nie przypadł mu do gustu, szczególnie że ostatnio zaprosił go do gabinetu. No właśnie, to chyba był wystarczający powód by przyjść na lekcję.
Gdy szybkim krokiem pokonywał błonia nie miał problemu z namierzeniem lekcji. Zbliżając się przeprosił głośno za spóźnienie i stanął nie do końca pewny gdzie się udać. W końcu pary były już podzielone.
 
     

Beatrix Black
Uczeń | VII rok
Dołączyła: 22 Mar 2018
Posty: 139
Wiek: 17
Krew: krystalicznie czysta
Pupil: wąż - Hiresh, koń - Set
Różdżka: głóg, włókno z serca testrala, elastyczna, 10 i 3/4 cala
Ekwipunek: różdżka, torba z zawartością
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 1
Wysłany: Wto Wrz 18, 2018 12:06 am   
   <Multikonta: --


No pięknie, spóźniła się na zajęcia u opiekuna swojego domu, w dodatku na jedne z jej ulubionych zajęć. No i ciekawe czyja to wina? Oczywiście Alexa, jak zawsze. Z resztą dobrze było mieć na kogo zrzucić winę.
Najpierw jej gdzieś zniknął, co tak naprawdę było jej winą, zagadała się z Deanem i zgubili chłopaka. Później było już tylko gorzej. Nigdzie nie mogła go znaleźć, bo ten tak po prostu poszedł na zajęcia, choć właściwie nigdy sam się na nie nie wybierał. Wróciła nawet do kwater Slytherinu, co zupełnie nie było po drodze, a tam dowiedziała się, że "tego nowego" wcale tu nie było. W końcu wściekła ruszyła na zajęcia i nawet mimo jej znajomości zamku, coś musiało jej przeszkodzić. Irytek wyskoczył niewiadomo skąd i cisnął w nią doniczką z ziemią, całe szczęście, że duch ma tak słaby cel, bo pewnie spóźniłaby się jeszcze bardziej. W końcu dotarła pod sale, a tam pusto. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy powrót do pokoju i zupełne olanie tych zajęć nie będzie dobrym pomysłem, jednak ciekawość wzięła górę i zaczęła szukać nauczyciela z tą bandą. Całe szczęście jakiś dobroduszny pierwszoroczniak, na którego i tak później nawrzeszczała, poinformował ją o jakiejś dużej grupie uczniów na zewnątrz. Ruszyła tam prawie biegiem, by pojawić się już sporo spóźniona. Przeprosiła tylko cicho przechodząc obok profesora i zajęła miejsce z tyłu. Zdawało jej się, że uczniowie stoją jakoś dziwnie w parach, czyli pewnie praca we dwóch, tylko problem w tym, że ona nie ma tej swojej dwójki. Zaczęła rozglądać się za jakiś zabłąkaną duszą i znalazła, w doatku tę, co zdążyła się już dawno jej gdzieś zabłąkać i sprawić tyle problemów.
- Chodź tu. Gdzieś ty był? Nie ważne, o czym mówił? - Pociągnęła Alxa za rękaw. Dobrze, że był wolny, nie chciała stać tu jak sierota, albo co gorsza prosić nauczyciela o pomoc.
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 27
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 6
Wysłany: Wto Wrz 18, 2018 11:56 pm   
   <Multikonta: Raphael C.


Spojrzenie błękitnych oczu Krukona powoli krążyło między osobami, które jeszcze zdecydowały się dorzuć swoje parę pensów czy tam knutów odnośnie magii elementarnej. Wkrótce wszystko na ten temat najwyraźniej zostało powiedziane i głos z powrotem zabrał nauczyciel, na którym Dorian znów skupił pełnię uwagi. Po drobnym wstępie teoretycznym przyszedł czas na ćwiczenia praktyczne, czego można się było w sumie spodziewać. Dobór partnera na tą część zajęć go tak po prawdzie ani ziębił, ani parzył - Dorian był w stanie współpracować właściwie z każdym, a jedynym warunkiem było tu zaangażowanie ze strony drugiej osoby w ćwiczenie tudzież projekt czy cokolwiek innego, co polecono im zrobić. Nic więcej. Nie obligowało ich to wszak do niczego; tworzyli team tylko na czas zadania, a potem każde - można rzec - rozejdzie się w swoją stronę. Jasne, zawsze łatwiej i przyjemniej pracowałoby się z kimś, kogo się dobrze zna i ma pojęcie o jego możliwościach, ale nie zawsze można sobie pozwolić na taki luksus.
Szatyn zwrócił się w stronę wyznaczonego mu na to ćwiczenie partnera, którym został Vincent i lekko skinął mu głową, po czym dobył swojej różdżki. Zostało jeszcze tylko odczekać moment aż pozostali uczniowie oddalą się na bezpieczną odległość, a sam Puchon zajmie dogodną dla siebie pozycję naprzeciw niego.
- Możesz zaczynać - oznajmił krótko i zwięźle, unosząc różdżkę i celując nią prosto w piątoklasistę. Był przygotowany by natychmiast odeprzeć - choć może lepiej rzec, że zneutralizować zaklęciem o działaniu przeciwstawnym - jakiekolwiek zaklęcie tamten zdecyduje się weń rzucić. Sam mógł rozpocząć, ale postanowił dać mu fory głównie ze względu na to, że Vincent jest rok niżej, a co za tym idzie - zna mniej zaklęć. Brytyjczyk chciał też poniekąd wybadać na czym stoi nim sam przejdzie do aktywnego działania.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Vincent Rowle
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Wrz 2018
Posty: 52
Wiek: 15 lat.
Krew: Pół na pół.
Różdżka: pióro żmijoptaka, 12,5 cala, buk, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 7
Z. defensywne: 9
Miotlarstwo: 14
Wysłany: Czw Wrz 20, 2018 12:31 pm   
   <Multikonta: MSP | RL


Leo naprawdę miał w sobie to coś, co sprawiało, że człowiek naprawdę lubił uczestniczyć w prowadzonych przez niego zajęciach. W skład kadry Hogwartu wchodzili tylko najlepsi z najlepszych (a przynajmniej tak zwykło się utrzymywać), ale nie wszyscy nauczyciele prowadzili zajęcia z tak ogromnym entuzjazmem co on. Vince naprawdę doceniał takie podejście, ale też sam nie był do końca przekonany, czy to aby na pewno dobry pomysł… no ale znowu, on nigdy nie radził sobie z zaklęciami aż tak dobrze, żeby poczuć się pewnie na kanwie pojedynku. Co nie znaczy, że nie chciał! Po prostu w osiemdziesięciu procentach przypadków mógł ewentualnie pomarzyć o wygranej, choć zawsze dawał z siebie okrągłe sto procent. Teraz też miał się postarać, nie ważne kto stanąłby naprzeciw niego – inaczej cała idea zajęć byłaby bez sensu i nie przyniosła żadnego efektu.
Odnalezienie chłopaka, który miał być jego partnerem nie było trudne. Vince lekko uśmiechnął się do niego i odwzajemnił to skinienie głowy zanim wreszcie ustawił się na właściwym miejscu i wycelował w stronę starszego różdżkę.
Jasne – zgodził się, niejako z ulgą przyjmując te ewidentne fory. Może ktoś inny uznałby to za uwłaczające, ale nie Puchon. On był raczej wdzięczny, że kolega z klasy wyżej nie próbuje od razu popisać się swoimi zdolnościami, tylko niejako wyrównuje szanse w ich małym pojedynku.
Skupił się na swoim zadaniu, na tym etapie jakby zapominając, że walczy z nieco bardziej doświadczonym przeciwnikiem. Wyobraził sobie, jak strumień wody pod dużym ciśnieniem uderza Krukona prosto w pierś. W domyśle, gdyby się nie obronił, siła uderzenia na pewno miałaby mu na chwilę utrudnić oddychanie.
Aquamenti! – Rzucił czar, pilnując, żeby odpowiednio zaintonować inkantację. Powinno wyjść dobrze, przynajmniej taką miał nadzieję.
 
     

Katherine S. Nott
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 05 Wrz 2018
Posty: 3
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: Sowa Siggy
Różdżka: Włókno z wątroby chimery, Cedr. 9 i pół cala, sztywna
Ekwipunek: Skórzana torba: pióro, pergamin, przekąska, butelkę z wodą, najpotrzebniejsze drobiazgi, paczka kulek z musem truskawkowym.
Sakiewka: 5 Galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 2
Transmutacja: 35
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 8
Wysłany: Nie Wrz 23, 2018 6:55 pm   
   <Multikonta: --


Brązowe ślepia przesunęły spojrzeniem po niebie, oderwane na chwilę od rzeczywistości i zafascynowane sunącymi tam obłokami, które w rzeczywistości przypominały słodką, cukrową watę. Nie rzucała się w oczy, nie nawiązywała zbędnych konwersacji czy rozpraszających koncentrację dialogów, chociaż wcale nie dlatego, że rozmawiać nie lubiła bądź nie potrafiła - przeciwnie, w normalnych okolicznościach buzia się jej nie zamykała .Milczała jak zaklęta, lustrując wzrokiem uczestników zajęć prowadzonych przez opiekuna domu węża, Covenbreez'owi. Nie rzucała się w oczy, grzecznie notowała i wykonywała polecenia, skoncentrowana na zajęciach. Oparła dłoń na biodrze, w drugiej zaś zaciskając swoją różdżkę i wodząc po niej wzrokiem, westchnęła cicho. Ruchem głowy zakołysała burzą miedzianych włosów, kołyszących się leniwie na plecach i ramionach, kontrastujących z bladą karnacją i filigranową sylwetką. Śnieżnobiała koszula wpuszczona była w plisowaną, szkolną spódnicę przez kolano, reprezentującą swoimi brawami dom Salazara. Dobrała do tego zakolanówki oraz czarne trzewiki na delikatnym obcasie. Zwykle w ten sposób oszukiwała, dodając sobie kilku centymetrów, dzięki czemu była prawdziwym mistrzem poruszania się na szpilkach czy innych butach na obcasach. Patrząc prawdzie w oczy, była maleńka i drobna, bez drobnej pomocy z łatwością ginęła w tłumie lub pomylić ją można było z młodszą uczennicą. Na dźwięk słów mężczyzny, które echem rozniosły się po jej głowie, zagryzła dolną wargę i nieco żywiej, śmielej omiotła otoczenie wzrokiem, szukając sobie jakieś pary do ćwiczeń. Dlaczego miała wrażenie, że to się źle skończy? Nie była aspołeczna czy dziwna, a raczej swoją bezpośredniością i zachowaniem raczej zrażała do siebie innych, często przyćmiewając ich aurę swoją własną. Zrobiła kilka kroków do przodu, opuszczając trzymaną wcześniej dłoń z biodra i puszczając ją luźno, wzdłuż ciała. I dostrzegła swoje światełko w tunelu! Cień uśmiechu przemknął przez jej twarz, a świdrujące spojrzenie zatrzymało się na postaci panny Witness. Energiczniej już, podeszła do niej i kiwnęła głową na przywitanie, posyłając jej tak charakterystyczny dla siebie, rozbrajający uśmiech,
- Cześć! Co Ty na to, żebyśmy razem ćwiczyły? - ton jej głosu był żywy, pełen optymizmu. Nie była typem człowieka nieśmiałego, co nie potrafił się zorganizować i zabijał swoją nieporadnością. Radziła sobie niemalże w każdej sytuacji, niczym adwokat diabła, mając odpowiedź na wszystko. Może nie miały ze sobą bliższych kontaktów, jednak wspólny dom i zajęcia sprawiały, że z imienia i nazwiska powinny się raczej znać. A przynajmniej według rudzielca. Musiała wybadać grunt, sprawdzić nastawienie i humor koleżanki, która zwykle w oczach dziewczyny wychodziła raczej za sympatyczną. Zresztą, ciężko było znaleźć kogoś, kogo Nott'ówna by nie polubiła.
 
     

Terrence Lee
Uczeń | V rok
Dołączył: 23 Wrz 2018
Posty: 45
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Różdżka: Włókno z skrzydła chochlika, 12 cali, jarzębina giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 6
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 13
Wysłany: Nie Wrz 23, 2018 8:07 pm   
   <Multikonta: Bianchie


Obrona przed czarną magią była dla niego jednym z tych przedmiotów, które wywoływały u niego wewnętrzy konflikt. Z jednej strony słuchanie o różnego rodzaju klątwach było dość nużące, a wkuwanie formułek nie należało do najprzyjemniejszych, ale z drugiej miał okazję testować swoje zdolności w prawdziwej walce. O ile kontrolowane przez nauczyciela warunki można była za takie uznać. Nie było to przy tym tak skomplikowane jak chociażby Transumtacja czy tak nużące jak eliksiry, ale Terry nie potrafił jasno określić swojego stosunku do tego przedmiotu. Sama osoba nauczyciela też nie pomagała w określeniu swojego statusu. Leo, ze swoją ekspresywnością zdecydowanie trafiał do niego, ale znowu wszystkie te ozdobniki rozpraszały go i nie pozwalały w pełni rozumieć materiału. Jak chociażby to syczenie czy machanie głowa. Fajny ozdobnik, ale kompletnie nie pozwalał mu się skupić na przekazywanej treści. Może dlatego dopiero po chwili zorientował się w tym, że przechodzili do praktyki, a jego partner znalazł sobie kogoś innego do walki. Morderczy wzrok posłany w kierunku Vinca powinien być gdzieś uwieczniony dla potomności. O tym, że jego przyjaciel będzie mu musiał to jakoś wynagrodzić nie było nawet co dyskutować.
Tylko co teraz. Rozejrzał się po formujących się parach, szybko się orientując w tym jak niewielki ma wybór. Naprawdę był skazany na nauczyciela? Serio? Nie żeby cos miał do jego osoby, ale serio, komu sprawia przyjemność z góry przegrana walka i wystawienie na publiczne pośmiewisko. No właśnie. Rozejrzał się ponownie, tym razem skupiając się na poszczególnych parach, aż jego wzrok padł na Madeline. To, że dziewczyna nie była zachwycona doborem partnera było widać jak na dłoni. Niechęć wprost biła od niej tworząc krwiożerczą aurę nienawiści. Co jej zrobił, nie miał pojęcia. Ale widząc raczej jednostr0onny pojedynek, który miał się zakończyć dosłownie po jednym skutecznym ataku, Terry postanowił wkroczyć do akcji.
-Odbijany – zapytał podchodząc do puchonki i tym samym obdarzając ją szerokim uśmiechem. Pokłonił się również jej nisko przyjmując postawę do pojedynku, tak w razie gdyby miała wątpliwości, kogo zaprasza do walki. Dopiero w następnych ruchach stanął w odpowiedniej odległości od niej i gdy zobaczył, że jest gotowa, nie czekając na nic przystąpił do ataku. – Lapsus – zawołał celując jej pod nogi, z góry wiedząc, że trafienie w jej dłoń będzie trawie niewykonalne. Wolał więc, by ziemia pod jej stopami stała się śliska, niczym powierzchnia lodu, co miałoby mu dać choć minimalną przewagę. Może zaklęcie nie było do końca z gamy tych związanych z żywiołami, ale znowu, efekt miał być całkiem podobny do mroźnych zakleć. Jak dla niego się liczyło, a może dostanie dodatkowe punkty za kreatywność.
 
     

Lidia Witness
VI Rok | Prefekt Slytherinu
Dołączyła: 19 Maj 2018
Posty: 142
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: czarny kot Loki
Różdżka: głóg, włókno z serca smoka, 12 i 3/4 cala, dość giętka
Ekwipunek: różdżka, kilka wsuwek, wisiorek od siostry
Sakiewka: 15 galeonów
Genetyka: zjeb
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pon Wrz 24, 2018 5:00 pm   
   <Multikonta: Kwiecień


Czas ciągnął się nieubłaganie. Przysłuchiwała się wymienianym zdaniom między uczniami, oglądała ładne widoki, marzła, jednocześnie w jakiś tam sposób, podświadomie rejestrując o czym mówiła lekcja. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, zwłaszcza, że nie mogła sobie pozwolić na nieobecność. Nie mogła pokazać Covenbreezowi, że wygrał ich małe starcie, a tak by było, gdyby z niechęci przestała pojawiać się na jego zajęciach. On nie mógł jej wyrzucić, bo oceny miała zadowalające, więc tkwili w tej sytuacji bez wyjścia, męcząc siebie nawzajem swoją obecnością. Przeklęci Gryfoni. Nawet dorośli ją prześladować. Kolejne minuty lekcji mijały, dłużąc się jak szlag, aż w końcu opiekun domu Węża zaproponował im małe pojedynki. Pokręciła głową, wiedząc jak to się skończy. Covenbreeze uwielbiał męczyć ją na różne sposoby, więc była pewna, że albo dostanie kogoś ze starszej klasy, albo kogoś kompletnie nie ogarniającego. Och, jakże się myliła. Kiedy przypisał ją do pary z nim samym prychnęła pod nosem, bo czego jak czego, ale tego się nie spodziewała. Nie będzie jednak stroiła fochów na lekcji, przecież obnoszenie się ze swoimi problemami wśród tylu osób nie przystaje młodej czarownicy. Podeszła więc na odległość kilkunastu metrów od Leonardo, nie komentując jego jawnej zaczepki, po czym westchnęła cicho. No, będzie zabawnie. Zwłaszcza, że pierwszym zaklęciem jakie przyszło jej do głowy związanym z żywiołami było Aquamenti, a kolejnym Incendio. Powinna była przeczytać wcześniej temat zajęć. Stała tak, czekając aż ten skończy tłumaczyć całej reszcie co dokładnie mają zrobić, kiedy podeszła do niej jej ruda koleżanka z roku. Witness uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością, po czym podeszła o kilka kroków bliżej Leo.
- Widzi pan profesorze, Katherine została bez pary, więc pójdę ćwiczyć z nią. – Odparła i nie czekając na jego odpowiedź chwyciła Nott za jej drobną dłoń i pociągnęła gdzieś z dala od nauczyciela. Nie zamierzała czekać na jego protesty czy propozycję ćwiczeń w trzy osoby. Kiedy w końcu znalazły się w bezpiecznej odległości Lidka puściła rękę dziewczyny i uśmiechnęła się do niej.
-Dzięki za ratunek, nie miałam najmniejszej ochoty tam się przed nim gimnastykować – powiedziała cicho, żeby nikt przypadkiem nie usłyszał. Odsunęła się od Kath, po czym wyciągnęła różdżkę, kłaniając się lekko jak nakazywała etykieta. Kiedy dziewczyna zrobiła to samo Lidka rzuciła Aquamenti, celując zarówno w swoją rywalkę, jak i trawę na której stała. Jeżeli zaklęcie sięgnęło swojego celu, Witness rzuciła Gladius zamieniając wszystko w małe lodowisko. Jeżeli jednak nie udało się jej użyć czaru, który strzela strumieniem wody, Ślizgonka nie rzucała następnego zaklęcia, skupiając się na ewentualnej obronie, przed atakiem swojej przeciwniczki. Jeżeli nie było innego wyjścia rzuciła Protego , jednakże przede wszystkim postawiła na uniki ciałem i ewentualne niwelowanie ataków zaklęciem obejmującym inny żywioł.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Strona wygenerowana w 1,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9