► Poszukujemy nauczycieli Astronomii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Rozpoczyna się lekcja Obrony Przed Czarną Magią!
► Rozpoczynamy bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Ulice
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3709
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Cze 28, 2016 10:06 pm   Ulice
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Mugolskie ulice przecinające dzielnice Londynu. Szerokie chodniki prowadzące tuż obok ruchliwych ulic jakimi przemieszczają się dzień w dzień setki samochodów. Trasy wiodące między osiedlami, między centrami, sklepami i barami. Niemagiczne miejsce wypełnione równie niemagicznymi jednostkami. Brudne i schludne, pełne śpieszących się wszędzie ludzi.
 
     
Alyssa Meadowes
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Cze 04, 2017 8:58 pm   

|kilka dni po parku

To był kolejny piękny dzień. Piękny ze względu na pogodę, która wciąż wyjątkowo dopisywała Londyńczykom, nie na to, co od kilkunastu długich godzin nie było w stanie opuścić głowy Alyssy. I mimo że poranek przyniósł jej wiele dobrych wieści, w tym informację o oficjalnym śniadaniu z reżyserem i jego żoną – na które miała zabrać ze sobą partnera – nie cieszyła się. Nie tak jak powinna. Owszem, radość pojawiła się na jej twarzy, lecz szybko została zastąpiona przez zamglone spojrzenie i nieobecną minę. Praktycznie nieustannie towarzyszące Meadowes. Od początku, do wyjścia z hotelu i dalszego zmierzania drogą do restauracji, ponieważ tym razem postanowili – a właściwie, Archibald postanowił, bo ona w tym czasie jakby odpłynęła myślami – skorzystać ze słońca i przejść kilka przecznic na piechotę. Nie rozmawiając ze sobą jednak, ponieważ telefon mężczyzny nieustannie dzwonił. To sprawiło, że blondynka jeszcze bardziej pogrążyła się we własnym świecie. Do czasu, gdy nie usłyszała znaczącego chrząknięcia...
- Co? – Zamrugała nieprzytomnie, wyrwana z zamyślenia, kierując wzrok w stronę Archiego, który najwyraźniej skończył kolejną rozmowę i coś do niej powiedział. To nie tak, że nie chciała go słuchać, a jednak właśnie to robiła – nie słuchała. I poczuła się z tym naprawdę, naprawdę głupio, kiedy tak spojrzał na nią ze znaczącym wyrazem twarzy. Wyglądał tak, jakby miał się na nią obrazić, ale wiedziała, że tylko się zgrywał. Od kiedy go znała, zawsze robił taką minę, gdy łapał ją na odpływaniu gdzieś myślami. Wciąż się z tego śmiała, choć pozwalało to także sprowadzić ją na ziemię. Zazwyczaj. Dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
- Oj, przepraszam, przepraszam. – Uśmiechając się pod nosem, wywróciła oczami. – To ta pogoda tak na mnie działa. Jest zbyt ładna, przynajmniej jak na Londyn. Coś mi tu śmierdzi. – Uśmiech jeszcze bardziej rozkwitł na jej twarzy, choć słowa nie miały nic wspólnego z faktyczną przyczyną jej zamyślenia. A jednak… Nie kłamała, prawda? Pogoda naprawdę im dopisała, natomiast cała reszta? Przecież nie mogła mu opowiedzieć, nie o tym. Miał ją za całkowicie normalną osobę – przynajmniej jak na artystkę – i tak powinno pozostać. Zarówno przez ten ostatni tydzień w Anglii, jak i później. Nieważne, jak podejrzliwe spojrzenia jej słał.
- Serio. Nie patrz już tak na mnie, tylko powtórz, co mówiłeś. Nie trzymaj mnie w niepewności. – To mówiąc, przyspieszyła kroku. Tylko po to, by go wyprzedzić, zatrzymując się przed nim i stając na palcach. I choć mogłoby się zdawać, że zaraz go pocałuje, ona tylko pociągnęła go za krzywo zawiązany krawat, chichocząc z pobłażliwością. On i te jego krawaty… Konia z rzędem temu, kto nauczy go je wiązać… Albo przekona go do takich na gumce, o których sama wielokrotnie żartowała.
Teraz jednak zmusiła go tylko do lekkiego nachylenia się w jej stronę, sprawnie poprawiając wiązanie i nie przestając nieznacznie się przy tym uśmiechać. Bądź co bądź, to było na swój sposób urocze. Tak samo jak obrót, jaki wykonała, gdy okręcił ją wokół własnej osi, zakończony przelotnym pocałunkiem w usta. Alyssa ponownie się roześmiała, jednocześnie rozglądając dookoła i pacając go ręką w czubek głowy. Był niepoprawny. Naprawdę. A przecież się spieszyli…
Z tego powodu, cóż, kolejny ruch jej dłoni był już bardziej ponaglający. Po chwili zniknęli wewnątrz jednej z knajpek.

|zt
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 47

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 18g
Genetyka: Mordowanie sb.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 28
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 18
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Wrz 03, 2018 10:39 pm   
   <Multikonta: Madelaine Davies


Pojawili się bezgłośnie, choć nawet gdyby aportacji towarzyszył jakiś hałas, szybko zginąłby w ogólnym zgiełku mugolskiej części Londynu. Specjalnie wybrała zapomniany przez wszystkich zaułek, którego zdarzało jej się już używać jako "punkt zrzutu". Pierwszy raz trafiła tam jako dziecko, zupełnie przypadkiem zaglądając tam podczas spaceru. Nikt tam nie przychodził, bo też i nic tam nie było - trochę starego graffiti, czasem bezdomne koty, raz na jakiś czas ktoś wrzucał niepotrzebne śmieci. Na potrzeby teleportacji było tam idealnie, dlatego też zapamiętała go sobie nad wyraz dobrze.
- Witamy w Londynie! - obwieściła tonem rasowego przewodnika z wieloletnim doświadczeniem. Nic bardziej mylnego, bo nigdy nie oprowadziła nikogo nawet po własnym domu, ale za to była całkiem niezłą aktorką. Zresztą, łatwiej pokazać jednemu człowiekowi swoje ulubione punkty w danym mieście niż zapoznać cała grupkę turystów z faktami historycznymi i pokazać im wszystkie ciekawe miejsca tak, by nie umarli z nudów i nie padli z wycieńczenia, biegając po całej stolicy. - Dzisiaj w planie mamy moją ulubioną część niemagicznego Londynu: tereny zielone.
Pociągnęła współtowarzysza za sobą z zaułka na główną ulicę i dopiero wtedy wypuściła jego dłoń, rozkładając ręce na boki dla zaprezentowania tego, co znajdowało się przed nimi.
- Zaczniemy od Hyde Parku, następnie przez Green Park i Saint James Park aż po samą Tamizę. Wiem, tyle parków brzmi jak nudziarstwo, ale nie będziesz żałował. Jest na co patrzeć.
Z tą dewizą w sercu, poprowadziła do najbliższego przejścia dla pieszych i przez ulicę. Zaraz naprzeciwko między drzewa zagłębiała się parkowa alejka, oświetlona przez rozstawione regularnie latarenki w starym stylu. No czyż to nie był piękny widok?
_________________



 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 48
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Wrz 04, 2018 4:48 pm   
   <Multikonta: DC


Co za niewprawny kidnaper z tej Raylene. Tak od razu aportować się z nim w jakimś opuszczonym zaułku? Przecież to aż krzyczało za nią "Uwaga, a teraz cię porywam". No, fakt że raczej się na to zgodził. Zwłaszcza jak ją ujął za tę jej małą łapkę. Ale żeby od razu w zaułek z nim? A... a może najpierw lepiej się poznajmy? Tak bezpośrednio w zaułek? W bezdomne koty i graffiti? Jak na pierwszy rzut oka na Londyn to kiepska to była reklama. Bezpańskie koty i graffiti. I już nie rozumiał dlaczego ludzie się tak tym Londynem zachwycali. Naturalnie spodziewał się, dlaczego wylądowali w tym a nie innym miejscu - bo nie było tu gapiów i nie musieliby się tłumaczyć mugolom z tego, jak to się stało, że najpierw ich nie było, potem trzask i byli. No ale jakby przymknąć na to oko, to sytuacja prezentowała się następująco. Raylene wyrzuca mu jako grzech to, że nie był w Londynie, mówi że koniecznie to musi nadrobić a potem pierwszą rzeczą, jaką mu pokazuje w tym wychwalanym Londynie jest zatęchły zaułek. Jeżeli to była główna atrakcja to on bardzo podziękuje, woli Nowy Jork i tamtejsze buły z krową. I jeszcze ten jej pełen emocji głos.
Callaghan obrócił się, z teatralnym zachwytem podziwiając ten zaułek.
- Wow! Niesamowite! Aż żałuję, ze wcześniej nie byłem w tym Londynie! Jest wspaniały! - zawołał, równie ostentacyjnie odgrywając tę całą ekscytację. - Jestem ci bardzo wdzięczny, że mnie tu zabrałaś! Cudownie tutaj jest!
Może trochę się z całej tej sytuacji naigrywał. Bo wyszło jak wyszło, pewnie jeszcze specjalnie mu ten zaułek pokazała, żeby na starcie sobie złą opinię o tym Londynie wyrobił a potem spuści na nią jakąś widokową bombę. I wtedy mu to wytknie, to jak śmieszkował z początku ich wycieczki; a jemu wtedy będzie głupio, że został tak wymanewrowany. Potem usłyszał, jaki jest plan zwiedzania. O, tereny zielone. Jaka to miła odmiana od śmierdzącego, szarego zaułka. Poczłapał posłusznie za Raylene, za swoim przewodnikiem, który prowadził go za rączkę. Pewnie nawiązując tym samym do wychowawczyni, idącej w parze z uczniem, z którym nikt nie chciał się w tę parę dobrać. I taka to wycieczka.
Potem dostał nieco bardziej szczegółowy plan wycieczki, który raczej mu nic nie mówił, ale z racji tego, że Callaghan pamięć miał raczej dobrą to wykorzysta te informacje w późniejszym czasie i wszystko sobie w myślach uporządkuje.
- A będzie Food Park? - Zapytał, zerkając na nią kątem oka. No co? Był głodny. Nawet taką bułą z krową by teraz nie pogardził. W gospodzie się niczym nie uraczył i teraz był zdany wyłącznie na litość swojej przewodniczki. Niekoniecznie musiał jeść w restauracji, zresztą o tej godzinie to nie mieli chyba co liczyć na to, że będzie jakaś otwarta. Wystarczyłby mu jakiś syf z ulicznego food trucka. Z jakiejś budki z kebabem. Cokolwiek. - Z ciekawości pytam oczywiście - Dodał, bo przecież nie chciał jej krzyżować planów i najwyżej zadowoli się suchym chlebem skradzionym jakiejś babuni, która karmiłaby nim kaczki czy gołąbki. To też by mu wystarczyło.
Przesunął wzrokiem po okazanym mu parku. No, parki to w Nowym Jorku też mieli, ale przecież nie powie jej tego tak wprost. Zresztą - faktycznie był to park, który prezentował się w jakimś stopniu lepiej (a może inaczej) niż te znane jemu. Poza tym - zwiedzanie późnym wieczorem miało swój urok. Teraz panowała tu specyficzna aura. Raz jeszcze leniwie przeciągnął wzrokiem po otoczeniu, a potem cofnął spojrzenie na swojego przewodnika.
- Zapytałbym czy często tu przychodzisz, ale oboje chyba znamy odpowiedź - nie masz czasu przez pracę na częste wizyty w tego typu miejscach. - Odezwał się, przenosząc spojrzenie naprzeciw siebie.
_________________
 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 47

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 18g
Genetyka: Mordowanie sb.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 28
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 18
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Wrz 04, 2018 10:31 pm   
   <Multikonta: Madelaine Davies


Prawda, Ray w żadnym wypadku nie nadawała się na porywacza. Braki w zastosowaniu jutowego worka, liny czy tępego narzędzia do ogłuszania były oczywiste i dyskwalifikowały ją natychmiastowo z ligi przestępczej. Może gdyby bardziej się postarała, udałoby jej się wykonać skuteczniejsze uprowadzenie i może nawet wystosować żądanie okupu, tylko że na chwilę obecną nie pojawiła się taka potrzeba. Jaki mogłaby mieć pożytek z nauczyciela historii? Trzymać go nie ma po co, od kogo żądać pieniędzy - nie wiedziała - pozostawała co najwyżej sprzedaż delikwenta na organy, tylko że do tego wypadałoby najpierw odpowiednie narządy z niego wydobyć. Mnóstwo brudnej roboty, a przecież z racji zawodu, miała po uszy babrania się w cudzych trzewiach. I tak obecnie, kiedy przerzuciła się z Kliniki na szkolny szpitalik, podobnych przypadków praktycznie nie widywała. I całe szczęście! W pewnym momencie człowiek ma po prostu dość grzebania we flakach i nachodzi go ochota, żeby po prostu pieprznąć tym wszystkim i wyjść. W środku operacji. Zostawiając pacjenta otwartego jak drzwi burdelu, żeby zdychał na stole, skoro sobie napytał biedy. Okrutne, fakt, ale jak korciło! I to był zazwyczaj najwyraźniejszy sygnał tego, że danemu medykowi na gwałt potrzeba urlopu.
Na ten jakże entuzjastyczny wstęp tylko pokręciła głową, a próba powstrzymania uśmiechu przez zaciśnięcie warg spełzła na niczym. Trafił jej się dowcipniś, nie ma co! No dobra, może i sama się prosiła o taką odpowiedź, ale to przecież niczego nie usprawiedliwia. A gdyby tak w ramach odpłaty następne zwiedzanie urządziła w najbardziej szemranych zakamarkach Londynu? Wielkie śmietniki, podejrzane typy i mnóstwo ciemnych alejek, w których prędzej można stracić portfel - lub od razu życie - niż zobaczyć coś ciekawego. I jak przyjąłby się taki plan zwiedzania? Z pewnością byłaby pierwsza w kolejce, by zobaczyć minę Callaghana w reakcji na coś takiego.
- Z ciekawości, mhmmmm - przytaknęła, wyraźnie dając do zrozumienia, jak bardzo dowierza przedstawionym wytłumaczeniom. Wywróciła wymownie oczętami, nim na twarz nie powróciła bardziej wyrozumiała ekspresja. - Ale tak, mam w planach przystanek gastronomiczny. Rodzice mojej koleżanki mają bar szybkiej obsługi zaraz pomiędzy Hyde i Green, otwarte dwadzieścia cztery godziny na dobę, najlepsze niezdrowe jedzenie w całym mieście - pospieszyła z wyjaśnieniami i, przy okazji, reklamą. Ze wspomnianą znajomą spędzały razem dość sporo czasu podczas studiów, włócząc się po całym Londynie. Chociaż po skończeniu szkoły wybrały różne ścieżki kariery, nadal pozostawały w kontakcie i pisywały do siebie w wolnych chwilach.
- Moje odpowiedzi są aż tak przewidywalne? To niedobrze - zauważyła. Niestety, jej towarzysz trafił w sedno i samą Raylene bolał ten fakt. Szczególnie, gdy porównywała swoje obecne ilości wolnego czasu z tymi, którymi dysponowała niewiele ponad rok wstecz.
- Teraz rzeczywiście nie za bardzo mam możliwość tu przychodzić, ale podczas studiów przesiadywałyśmy tu z dziewczynami prawie codziennie. No, może nie licząc zimy, wtedy okupowałyśmy bardziej jakieś kawiarenki. Ale wiosną i latem... nie wiem jak tobie, ale mi wiedza zawsze najlepiej wchodziła na świeżym powietrzu - opowiadała, prowadząc jednocześnie alejką. Nawet nie potrzebowała patrzeć przed siebie, bo drogę miała wyrytą w pamięci, mogła więc poświęcić znaczną część uwagi swojemu rozmówcy. - Tam trochę dalej na lewo jest fontanna i jak tylko robi się cieplej, cały czas przesiadują tam dzieciaki. Któregoś dnia nam się nudziło, chyba nawet ominęłyśmy jakieś wykłady i nie wiem jak to się stało, ale grupka małych dziewczynek rzuciła nam wyzwanie skakankowe - mówiła z pełną powagą, jakby owa dziecinna zabawa miała równą rangę z nielegalnymi wyścigami na miotłach czy czymś podobnym. - Najlepsze jest to, że wygrałyśmy. Jedna z tych dziewczynek się popłakała i Cheryl dała jej swoją broszkę na pocieszenie, a potem nagle wszystkie chciały coś dostać... koniec końców, salwowałyśmy się ucieczką. - Od niechcenia wysunęła włosy zza ucha, jednak lekko zakłopotanej miny nie udało jej się ukryć. - To przecież nie nasza wina, że poradziłyśmy sobie lepiej. - Wzruszyła wreszcie ramionami, uznając swoje ostateczne usprawiedliwienie. Przecież to nie tak, że pobiły grupkę maluchów, czy coś. Zwyciężyły uczciwy pojedynek, na który je wyzwano! Bądź co bądź dawanie dzieciakom wygrywać wcale im nie służy, a tylko udowadnia, że mogą zdobyć wszystko bez wysiłku. Będziemy więc trzymać się wersji, że studentki dały tego dnia młodszym koleżankom prawdziwą lekcję życia. A potem zwiały z podkulonym ogonem, nie umiejąc udźwignąć odzewu.
_________________



 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 48
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 12:40 am   
   <Multikonta: DC


Wieści o tym, że czekał ich także przystanek gastronomiczny, wprawiły go w jeszcze lepszy nastrój. Jeszcze lepszy, bo i tak przez cały ten czas był w dość dobrym humorze. Zawdzięczał to towarzystwu pielęgniarki, bo była pozytywną osobą, z którą dało się luźno porozmawiać. Co prawda Callaghan nawet największego mruka wciągnąłby w jakąś rozmowę, ale tutaj to wszystko przychodziło tak lekko; czuł się swobodnie ale przy tym - nie za swobodnie. Za swobodnie to się czuł w domu rodzinnym Verendala. Kradnąc serniki i blaszki i takie tam. Zresztą tam był rozpieszczany i wyraźnie kochany bardziej niż Christopher. Tak, tam się czuł za swobodnie - plotkował z Laurence, jak z najlepszą kumpelą. A to, że przez to wyrobiła sobie opinię o nim jako o niedorozwoju sprowadzającym Christophera na złą drogę to już całkiem inna sprawa. Swoboda!
Tak czy inaczej - jedzenie było super. Nie jadł może tak dużo jak jego przyjaciel, ale na pewno często. Przy tym niekoniecznie dbał o to, co jadł, ważne żeby skubnąć coś. Takiego burgera na przykład, czy jak kto woli - bułę z krową. I ochota na żarcie przychodziła mu zawsze wtedy, kiedy było o nie najtrudniej. Kiedy był daleko od kuchni, od jakiegokolwiek sklepu. Tutaj było o tyle dobrze, że Skrzaty Domowe zawsze służyły pomocą, ale co jak za bardzo oddalisz się od tych Skrzatów? Od ich kuchni? No, wtedy staniesz się głodny, Callaghan.
- Cieszę się, że wzięłaś pod uwagę mój żołądek. Ale uważaj lepiej z hasłem "niezdrowe jedzenie" bo ilekroć pada to pojawiam się ja. - Oznajmił, spoglądając na nią śmiertelnie poważnie. Był to oczywiście żart, bo małe prawdopodobieństwo było, że nagle zmaterializuje się przed nią, kiedy tylko użyje tego hasła, ale jeśli była opcja na niezdrowe jedzenie to on zawsze był chętny. Nieważne, co miałoby to być, ważne aby było dobre i żeby było na szybko. Definicja większości śmieciowego jedzenia, przynajmniej u nich. Nie każde śmieciowe jedzenie było dobre, ale nigdy nie kręcił nosem. Ewentualnie zapamiętywał budkę, aby więcej do niej nie wracać. - Przekonamy się, jakie tu u was mają to niezdrowe jedzenie. I ciekawe czy będą mieli bułę z krową. Trochę się za tym stęskniłem. - Rzucił, dalej dzielnie maszerując u jej boku.
Pokręcił lekko głową, slysząc jej kolejne słowa.
- Skąd. Po prostu ja jestem mistrzem dedukcji. - Obwieścił, z parodią dumy w głosie. Akurat takiego zdania o sobie nie miał, ale w tym wypadku o rozszyfrowanie jej odpowiedzi nie było ciężko. Zapamiętał kilka szczegółów z jej wypowiedzi i wysnucie werdyktu nie było wcale takie trudne.
Później Callaghan już słuchał uważnie jej opowieści, zerkając na nią w zamyśleniu. Próbował sobie to wszystko zwizualizować. W miarę gdy ta opowieść się rozwijała, kącik ust Callaghana stopniowo się podnosił, a w oczach odbijało się coś, co można było określić rozbawieniem. Tak, w zachowaniu powagi na pewno nie pomagała ta cała wizualizacja, w której to Raylene ze swoją koleżanką chełpiły się swoim zwycięstwem, podczas gdy małe dziewczyny były zdruzgotane swoją porażką. Poza tym wizja Raylene hycającej na skakance też była zabawna. Poniekąd. Dorosła panna skacząca przez skakankę. Nie to, żeby uważał, że ludzie dwadzieścia plus mieli już być poważni. Sam miał trzydziestkę na karku i zachowywał się momentami jak gówniarz. No ale... Tak, obraz dumnej Raylene wcierającej swoje zwycięstwo w zapłakaną twarz jakiejś smarkuli to był całkiem ciekawy obraz.
- Moje gratulacje, Raylene. Właśnie zmyłaś z siebie łatkę dobrodusznej pielęgniarki, jaką zdołałem Ci przypiąć, i zastąpiłaś ją tytułem pogromczyni małych dziewczynek. - Oznajmił, wyraźnie rozbawiony całą tą historią.
A tak szczerze to on też by nie dał dzieciakom wygrać. Nigdy! Jeśli była szansa na zwycięstwo to trzeba było ją brać. A przy dzieciakach było nawet łatwiej! Zresztą - zwycięstwo to zwycięstwo.
- Nie no. Jestem z ciebie dumny. Wiem, że musiało to być nie lada wyzwanie! - Dodał, starając się przybrać poważną minę, bo przecież z niej nie żartował. - Jakieś inne sukcesy sportowe na koncie?
_________________
 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 47

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 18g
Genetyka: Mordowanie sb.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 28
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 18
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 1:25 am   
   <Multikonta: Madelaine Davies


Nie mogłaby nie przewidzieć w planie choćby jednego punktu gastronomicznego. Od pory kolacji w zamku minęło już trochę czasu, w dodatku Ray jak zwykle pozwoliła sobie ją opuścić. Tak się zaaferowała w swoich sprawach, że kiedy wreszcie przypomniała sobie o posiłku, było już zdecydowanie zbyt późno. Machnęła na to ręką, przekonana że w razie potrzeby po prostu podskoczy do kuchni i poprosi skrzaty i jakiegoś tosta na szybko, ale jednak los miał dla niej inne plany. Może to i lepiej - państwo Grant uwielbiali jej odwiedziny, w dodatku zawsze uparcie obstawali przy stanowisku, że panna Winchester jest zbyt chuda i trzeba w trybie pilnym dokarmić ją każdą dostępną potrawą. Doprawdy, gdyby nie imponująca przemiana materii, zostałaby kulą jeszcze przed ukończeniem studiów. I owszem, matematycznie uznaje się ją za kształt idealny, ale Raylene jako medyk nie zgadzała się z wprowadzaniem owego poglądu do życia codziennego. Wszystkie te hasła z gatunku "o linię trzeba dbać, a linia ma być gruba i wyrazista" przyjmowała z lekko kpiącym uśmieszkiem. "Chudych ludzi łatwiej porwać", tak, oczywiście, za to otyli żyją krócej. Zresztą, to nawet nie trzeba osiągnąć rozmiarów małego słonia, wystarczy napychać się tłuszczem.
Ale przecież, nie co dzień ma się okazję odwiedzić starych znajomych, a że przy okazji dostanie się ziemniaka na kiju gratis - same plusy. Od tego się przecież nie umiera, nie kiedy potrafi się zachować zdrowy umiar.
- Też uważaj, bo na pewno sprawdzę, czy rzeczywiście zawsze zadziała. Obudzisz się kiedyś w środku nocy, ni stąd, ni z owąd, w głowie mając tylko niezdrowe jedzenie... - urwała, pozwalając by resztę tej wizji przejęła sama wyobraźnia. W końcu pewnych rzeczy lepiej nie dopowiadać, a to, co chciała przekazać, padło bardzo wyraźnie. W istocie była gotowa wypróbować, czy magiczne hasło naprawdę spowoduje natychmiastowe pojawienie się pana profesora i ile czasu zajmie mu reakcja. Może nawet byłby w stanie przebić prędkość skrzata pojawiającego się na żądanie właścicieli? A to nie taka prosta sztuka.
- No dobrze, Sherlocku. Żebyś się tylko jeszcze nie zdziwił. - Do tej pory może była dość przewidywalna, jednak im dalej w las... no cóż, wystarczy powiedzieć, że w życiu panny Winchester było jeszcze bardzo wiele ciemnych zakamarków, których odgadnięcie graniczyłoby z cudem. Żaden byłby pożytek z wyciągania ich na wierzch w tak wczesnym etapie znajomości, ani nawet w kolejnych. Nie, nie widziała potrzeby, by ktokolwiek się dowiadywał. Pozostanie na płytszych wodach było o niebo bezpieczniejsze i pozostawiało miłe uczucie tego, że w każdej chwili można się cofnąć na jeszcze pewniejszy brzeg.
- I bardzo dobrze, łatki niewiele mają wspólnego z rzeczywistością - zaśmiała się. - Albo raczej: pokazują tylko część prawdy. Bo niby czemu nie miałabym być dobroduszną pielęgniarką i postrachem przedszkola w jednym? To jeszcze nie wszystkie moje oblicza. - Co jeszcze nie znaczy, że jadała małe dzieci na śniadanie - czy jakikolwiek inny posiłek - ale też z drugiej strony posiadanie dobrego serca wcale nie wykluczało bycia twardym od czasu do czasu. Bo co, miała specjalnie się podkładać, gdy banda małolat rzucała jej wyzwanie? Przecież same się o to prosiły. Co innego, gdyby przechodząc ulicą wyrywała maluchom lizaki z rąk, ale nie bądźmy śmieszni, nikt tak już nie robi.
- Więc czemu mam wrażenie, że mi nie wierzysz. - Mrugnęła wymownie, przeczuwając żart. - Możemy się kiedyś zmierzyć w skakance, chociaż podejrzewam, że nie miałbyś szans. - Okrutnie i bez ogródek, nie wierzyła w jego możliwości na tym polu. - Hm, kiedyś gwizdnęłam jabłka z ogrodu sąsiadów i uciekłam przed ich psem, czy to się liczy jako sukces w biegach?
_________________



 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 48
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 4:51 pm   
   <Multikonta: DC


Zerknął na nią kątem oka, gdy zawiadomiła go o tym, że nie omieszka wykorzystać jego supermoc. Miał się bać? Szybko uczyć oklumencji? Ależ skąd!
- Będę gotowy. - Odpowiedział jej, uśmiechając się pod nosem.
Gdy rzuci to hasło on przybędzie. Ze śliniaczkiem na szyi i sztućcami w łapie. Czy to w środku nocy czy za dnia - on będzie czekał, aż ktoś postanowi karmić się niezdrowym jadłem, a on będzie mógł dołączyć. Tak jakby sam nie mógł się tym wszystkim paść. No niby mógł, ale co to za frajda, kiedy wiedział, że się zaraz na to zdecyduje. Taka moc przybywania na to konkretne hasło byłaby całkiem ciekawa. Nigdy nie wiesz, kiedy i gdzie się przeniesiesz, w dodatku kto przez to niezdrowe żarcie cię wezwie. Ależ adrenalina, ależ emocje.
Ze Skrzatami Domowymi z Hogwartu to on żył w dobrej komitywie. Często chwalił ich kuchnię, bo rzeczywiście to jedzenie przygotowywane przez te stworzenia było wyjątkowo pyszne. Może dlatego, że tak chętnie wszystko zjadał dostawał od skrzatów jakieś słodkie bonusy. Nie ma to jak zapiekankę przegryźć pączkiem z czekoladą. Wyjątkowo dobra połączenie; I o dziwo jego żołądek dzielnie znosił takie i gorsze połączenia. Callaghan mógł i żywił się jak kobieta w ciąży, chociaż jeszcze nigdy nie połączył ogórków kiszonych z lodami. Ale zdarzało się, że Laurence pytała go "W ciąży jesteś?", kiedy widziała, co tamten żarł.
Callaghan skinął powoli głową z cieniem uśmiechu na ustach, jak gdyby chciał jej odpowiedzieć, że nie może się doczekać tego, aż ona czymś go zaskoczy. Przecież to był Sherlock, jego nie dało się zaskoczyć. Wszystko sobie wydedukuje; wszystko! Niedługo dojdzie pewnie do takiego poziomu, że będzie potrafił określić, gdzie Raylene postawi stopę, będzie wiedział jak długo bierze wdech, jak długo wydycha powietrze - całkowicie ją rozpracuje, aż będzie to można podciągnąć pod jakiś paragraf i wpieprzyć go do więzienia. Byle nie do Azkabanu.
Uniósł lekko brew, słysząc jej wypowiedź. Zatem dobroduszna pielęgniarka i postrach przedszkola to nie były jej jedyne oblicza? Jakie były następne? O zagorzałej fance parków już wiedział. Do tego mógł ją nazwać w pewnym stopniu spontaniczną, bo jednak przeniosła się z nim tutaj. Z picia w barze przemieniło się to w nocny spacer po Londynie. O, nie. W nocny spacer wraz z jedzeniem w Londynie, o ile wierzyć w jej słowa, że zabierze go do tego lokalu. Gdyby go nie zabrała na jedzenie to tym by mu złamała serce.
- To dość intrygujące. Masz jakąś kontrolę nad tymi wszystkimi obliczami, czy one pojawiają się i znikają jak tylko im się spodoba? - Zapytał, obserwując ją z zainteresowaniem.
Callaghan nawet nie wiedział czy on ma jakieś różnorodne oblicze. Wydawało mu się, że w każdej sytuacji był taki sam, ale gdzie jemu to oceniać. Z drugiej strony nie był kobietą, więc burza hormonów go nie dotyczyła, wobec czego można było go z całą stanowczością nazwać stabilnym psychicznie. Może nie w pełni zdrowym, ale na pewno stabilnym! Oczywiście nie ubliżając tutaj żadnej przedstawicielce płci pięknej! Nic a nic. Chyba jego naturalne oblicze było na tyle "elastyczne", że wpasowywało się w większość sytuacji. W większość. Bo pozytywny nastrój na czyimś pogrzebie chyba pasował jak pięść do nosa. Czyli bardzo dobrze!
- To brzmi jak wyzwanie. Nie odmówię dobremu wyzwaniu. - Odpowiedział, spoglądając na nią w wymowny sposób.
Tak, będą na błoniach w Hogwarcie robić zawody w skokach na skakance. To na pewno będzie dobrze wyglądało dla uczniów. Pan profesor podskakujący z panią pielęgniarką; jakkolwiek źle to nie brzmiało. I jeszcze to ich zawzięcie wyrysowane na twarzach. Chęć pokonania rywala w tym jakże istotnym starciu. Brak resposnywności na bodźce zewnętrzne, na okrzyki McGonagall, żeby przestali i zachowywali się jak na kadrę Hogwartu przystało. Tak, to się musiało kiedyś wydarzyć. Obowiązkowo.
- A co? Pies był stary i do tego bez nogi? - Zapytał, spoglądając na nią w dość wyzywający sposób. Drobna uszczypliwość jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Chyba.
_________________
 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 47

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 18g
Genetyka: Mordowanie sb.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 28
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 18
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 7:24 pm   
   <Multikonta: Madelaine Davies


Może sama powinna zatroszczyć się o zdolności w zakresie grzebania w czyimś umyśle... skoro możliwe było czytanie cudzych myśli, może udałoby się także przesyłanie doń własnych komunikatów. I wtedy byliby w domu! Znaczy, nie dosłownie, ale chodziło o to, że wtedy ów wyimaginowany system przywoływania miałby szansę realnie zadziałać. I to by był dopiero fenomen na światową skalę! Choć z drugiej strony, motyw hasła "niezdrowe jedzenie" stałby się równocześnie powodem do śmiechu dla mas... co oznacza karierę wynalazcy i kabareciarza w jednym! Przynajmniej gdyby patrzeć wyłącznie na jasne strony życia, a to czasem była naprawdę niezła taktyka.
Na deklarację gotowości już tylko uśmiechnęła się łobuzersko i puściła oczko, mając już w głowie komiczny obrazek nauczyciela z zawiązanym pod szyją śliniaczkiem, nożem w jednej ręce i widelcem w drugiej. W pewnym momencie tej wizji przekształcił się nawet w małe dziecko, usadzone w specjalnym foteliku i oczekujące na swoją kaszkę z rozbrajającym uśmiechem. No, to musiałby byś naprawdę rozczulający widok! Szkoda tylko, że zamiast tego kleiku czy innej zupki w grę wchodził raczej ogromny hamburger. I cały czar pryskał w mgnieniu oka!
- No nie, nie przesadzajmy - zaczęła, wyprzedzając nieco swojego towarzysza na parkowej trasie i obracając się tyłem do kierunku marszu, tak by utrzymać kontakt wzrokowy. Alejka była na tyle równa i znała je wystarczająco dobrze, by nie bać się niespodziewanej wywrotki. - Gdybym ci powiedziała, byłoby za łatwo. Tak to będziesz miał się nad czym zastanawiać - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Niewinny uśmieszek, który w tym momencie pojawił się na twarzy Raylene, trochę ratował jej reputację po tych niezbyt dokładnych wyjaśnieniach. Ale przecież jak tu się z nią nie zgodzić? Gdyby zaraz wyłożyła wszystko o sobie tak wszem i wobec, nie zostałoby już nic do odkrywania. A jak powszechnie wiadomo, wiedza zdobyta samodzielnie lepiej się rozumie i łatwiej zapada w pamięć! Kto jak kto, ale przedstawiciel grona pedagogicznego powinien być tego świadom.
- W takim razie kiedy tylko zrobi się ciepło, na szkolnych błoniach, któregoś popołudnia. Każdy przynosi własną skakankę - zakomenderowała, przybierając na moment bardziej poważny wyraz twarzy. Wyzwania w dziedzinie "sportowej" to przecież nie takie byle co! Zamierzała wziąć w nim udział i, oczywiście, zwyciężyć. Nie bez powodu nazywała się WINchester! Nawet jeśli mieliby się zbiec uczniowie i nauczyciele, może i tym lepiej - więcej świadków niepodważalnego tryumfu. A że powaga stanowiska nie pozwala... innym z pewnością można by wytknąć gorsze rzeczy niż zaangażowanie w dziecinny konkurs, czyż nie? Przez te wszystkie lata na pewno zdarzyły się już jakieś ciemne sprawki typu romans z uczniem, spalona sala lekcyjna czy powrót z zakrapianej imprezy przez szkolne korytarze. To były prawdziwe wykroczenia przeciwko moralności!
- A co? Pies był stary i do tego bez nogi?
Przymrużyła groźnie oczy i ściągnęła wargi w wyrazie niezadowolenia. Palec wskazujący młodej Winchester wycelował oskarżycielsko w towarzysza podróży, czyniąc ją nieco tylko mniej niebezpieczną, niż gdyby miała w ręku różdżkę. Wtedy to już trzeba by było uciekać w podskokach.
- Miałam sześć lat i byłam niższa od tego psa. Ale wiem, kto tu zaraz może być bez nogi - zakończyła złośliwie, nim powstrzymywany usilnie uśmiech w końcu wypłyną na jej twarz. Nie chcąc pozwolić, by został on zauważony, wykonała zgrabny obrót na palcach i znalazła się znów przodem do kierunku, w którym cały czas szli. Ręce schowała do kieszeni jak gdyby nigdy nic, a jej rozbawionej miny i tak nikt nie mógłby dostrzec w półmroku.
_________________



 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 48
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 12:49 am   
   <Multikonta: DC


Całe szczęście, że Callaghan w legilimencję się nie ładował, bo gdyby przypadkiem zachciało mu się zajrzeć do umysłu Raylene i zobaczyłby jak go sobie wyobraża, w wersji bobovita, to chyba by się zaczął o nią martwić. O jej preferencje. Ale oczywiście szanował jej prywatność, jej własne myśli, wobec tego z wyprzedzeniem nie chodził na kurs legilimencji. Była bezpieczna, jej wszelkie refleksje były bezpieczne. A on pozostawał w tej słodkiej nieświadomości spaczenia jakim Raylene musiała być tknięcia.
Podążył za nią wzrokiem, badając ją uważnie spojrzeniem. Od czasu do czasu zerkał jej przez ramię czy aby na pewno nie właduje się na jakąś ławkę, na której siedziała jakaś staruszka dokarmiająca gołębie. Staruszka lubiąca gołębie dokarmiać w środku nocy. Choć na pewno byłoby to zabawne, gdyby wycięła orła o ławkę i poleciała do tyłu, na kolana babuni. Nie no, raczej by ją przed tym zabezpieczył, chociaż cała taka wizja była niezwykle kusząca. I teraz on bawił się w jakieś chore wizualizacjie. Nie wiadomo czyje były bardziej niezdrowe. Dziecięce fantazje Raylene czy sadystyczne wizje Callaghana, angażujące do tego jakieś staruszki i gołębie.
- Masz rację. Lepiej, żebym nie spał po nocach, zastanawiając się co jeszcze tam skrywasz i kiedy czego się spodziewać. - Pokiwał głową.
Tak, bo Callaghan miał za spokojne i beztroskie noce, to trzeba było mu dołożyć taką zagwozdkę. To znaczy sam, dobrowolnie by sobie coś takiego dołożył. W nocy miał dużo wolnego czasu, więc może udałoby mu się dojść do jakiejś konkluzji. Może by rozpracował Raylene i te jej oblicza. I napisałby o tym książkę. Nowe Oblicze Winchester. Historia piguły z Hogwartu. Całkiem przypadkiem wylądowałoby na półkach w księgarniach obok jakichś równie kryptoerotycznych tytułów. Bo przecież taka książka nie miałaby nic wspólnego z daną kategorią! Zwykła, książka psychologiczna, która została stworzona podczas bezsennych nocy, w których Callaghan rozprawiałby nad tą osobowością Raylene.
Oczywiście wyzwanie przyjął i posłał jej w odpowiedzi twarde spojrzenie. Żeby wiedziała, że z byle kim nie zadziera. Na skakance może nigdy nie skakał i przy pierwszej próbie wytnie orła, ale do ciepłych dni miał jeszcze trochę czasu. Będzie mógł trenować u siebie w gabinecie, pod czujnym okiem Verendala. Też nie był pewien, czy Verendal cokolwiek wspólnego miał ze skakanką, ale jeśli okaże się, że w zasadzie to nic, to przyjdzie chociaż po to, żeby się z nim napić. Będą pili za beznajdziejną sytuację w jakiej znalazł się Callaghan. I w tej beznadziejności nie będą potrafili sobie pomóc. Będą mentalnie przygotowywać go na porażkę. Chyba, że uda im się znaleźć jakiegoś metamorfomaga w dodatku mistrza skakanki. Drobne oszustwo, ale w dobrej sprawie. Zresztą Raylene nie zastrzegła, że nie mógł wystawić za siebie jakiegoś swojego championa. Jeśli nie wyśle mu sowy z regulaminem zawodów, to ta opcja z metamorfomagiem stanie się bardzo realna. O ile jakiegoś znajdzie. Ewentualnie puści ogłoszenie do Proroka.
Zerknął na nią, unosząc lekko brew. A potem wystawiła w jego kierunku palec grozy i już płakał ze strachu. No, może niekoniecznie. Bo na jego twarzy cały czas odbijało się to drobne zaskoczenie. Nie zamierzał jeszcze uciekać, ale nie wykluczał takiej opcji. W końcu wkurwiona kobieta jest gorsza od Nundu. Ale nie wydawało mu się, żeby mógł ją aż tak wkurzyć. Chyba. No chyba, że miała jakieś sztywne poczcie humoru, albo on miał jakieś krzywe żarty. To wtedy tak, mogłoby wyniknąć z tego jakieś porozumienie, a on byłby narażony na atak ze strony Nundu zamkniętego w ciele drobnej kobiety.
Callaghan nie odezwał się z początku, ale gdy wróciła na swoje miejsce, zerknął na nią kątem oka, jak gdyby szukając podpowiedzi, czy rzeczywiście tryb Nundu się powoli aktywował. Zaraz jednak szturchnął ją lekko ramieniem.
- Kto to taki? Ten, który może zaraz być bez nogi? - Zapytał, bo przecież nie wiedział. Nie mogła o nim mówić, on był za dobry, żeby pozbawiać go nogi. - No i co się stanie z tą jego nogą? Jest coś, co mogę dla niego zrobić? - Zapytał, niby wielce zmartwiony tym biedakiem, który miał stracić nogę.
No bo tym biedakiem nie będzie on. Za bardzo lubił swoją nogę. Nie odda jej bez walki ani nawet wtedy, gdy Raylene go ładnie poprosi. Był do tej nogi bardzo przywiązany, całe życie była przy nim. W tych dobrych i złych chwilach. Zawsze go... wspierała. Hehe.
_________________
 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 47

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 18g
Genetyka: Mordowanie sb.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 28
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 18
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 2:14 pm   
   <Multikonta: Madelaine Davies


- No, z tym rozmyślaniem po nocach to nie przesadzajmy. Odpowiednia ilość snu jest ważna dla zdrowia - nie mogła nie wytknąć, w końcu profesja zobowiązuje. Co by z niej był za lekarz, gdyby zgadzała się na zachowania, które jak wiadomo znacznie obniżają odporność? A już tym bardziej, gdyby sama do tego prowokowała.
I dobrze, że jednak nie bawili się w czytanie sobie nawzajem w myślach, bo wyszedłby z tego niezły galimatias. Z jednej strony wizje małych dzieciaczków wpierniczających ze smakiem "bułę z krową", z drugiej jakieś psychologiczne rozprawy o tytule godnym powieści pieprznej. Całe szczęście, że w mechanizmach rządzących naturą głębie umysłu zostały odgrodzone od wiadomości publicznej, bo mogłoby dojść do takich tragedii jak... no, w najgorszym przypadku nie wykształciłoby się żadne społeczeństwo, bo ludzie nie chcieliby znać siebie nawzajem. Zero wspólnoty, zero cywilizacji i zero postępu, więc albo ludzkość wyginęłaby u samych swoich początków, albo jakimś cudem przetrwałoby jej na tyle, by w roku dwutysięcznym nadal trwała epoka jaskiniowa.
Chociaż czasem nie trzeba było grzebać w czyimś mózgu, wystarczyło posłuchać co mówi, by mieć ochotę złapać najbliższą gałąź i władować danej osobie prosto w twarz. Cóż, to z pewnością byłoby trochę zbyt wiele, by jeszcze zaliczać się do kategorii uszczypliwego żartu - jednak czcza groźba i pokazowy "foch" stanowiły równie jasny przekaz, a nie ryzykowało się utraty zębów, oczu czy też innych ważnych elementów aparycji.
- Domyśl się - rzuciła, ostentacyjnie obrażona jeszcze na jakieś piętnaście sekund. Na dłużej nie było sensu, bo to by znaczyło, że rzeczywiście ma do wcześniejszych wypowiedzi jakiś problem. Nijak się to zaś nie miało do prawdy, bo Raylene daleka była od obruszania się o byle pierdołę. Wręcz przeciwnie, odbijała piłeczkę z zacięciem godnym olimpijskiego pingpongisty.
- Hm, co by można zrobić z nogą... - zastanowiła się na głos, wzrok kierując gdzieś w ciemne niebo nad swoją głową. - Nie wiem, czy dałoby się ją gdzieś sprzedać, nie wygląda mi na wystarczająco wyjątkową. - Zerknęła na moment w kierunku rzeczonej kończyny; nie było już wątpliwości, o kim, a właściwie o czyjej nodze w tym momencie mowa. - Mogłabym ją przymocować do takiej ładnej, drewnianej tablicy i powiesić sobie jak trofeum! Niektórzy mają wypchane głowy zwierząt, ale może noga też by zdała egzamin. O, albo użyć jako przynęty w łowach na dzikie zwierzęta. Lub żeby odwrócić uwagę takiego, gdyby mnie chciało zaatakować. Wiesz, dzika puma szykuje się do skoku, rzucasz taką nogę, - tu zaprezentowała przykładowy rzut, nie siląc się na szukanie zastępczego rekwizytu (powietrze też zdawało egzamin), - puma biegnie za nogą, ty biegniesz w drugą stronę. To na pewno stąd wzięło się wyrażenie "dać nogę", mówię ci - stwierdziła tonem znawcy, nawet jeśli był to tylko niezbyt śmieszny żarcik. - Na twoim miejscu nie próbowałabym mnie powstrzymywać, jeśli będę chciała dorwać nogę, to i tak to zrobię. Możesz ewentualnie wyczuć moment, kiedy już nie będzie odwrotu i na szybko skołować sobie kule. Chodzenie bez jednej nogi może być kłopotliwe, zanim się człowiek przyzwyczai.
Mogliby tak sobie dyskutować o nogach zapewne do białego rana, ale przy końcu ich obecnej drogi pokazywało się już wyjście z parku. Co prawda mieli jeszcze następne dwa w planach, jednak koniec tego konkretnego oznaczał jedną niezwykle ważną rzecz - postój gastronomiczny. Nie minęło kilka minut, kiedy między ciemnymi drzewami błysnął czerwony neon, a od alejki odbił zakręt w tamtą stronę.
- Proszę wycieczki, kolejny punkt programu: późna kolacja.
_________________



 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 48
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Wrz 08, 2018 1:58 am   
   <Multikonta: DC


Odpowiednia ilość snu. Nigdy nie narzekał, że śpi za mało i nigdy też nie udało mu się przespać więcej jak dwanaście godzin. A wtedy był po ciężkiej imprezie, wiadomo z kim, więc mu się trochę więcej wypoczynku należało. Niemniej był jej wdzięczny za przypomnienie, sen sobie rozplanuje tak, żeby się wyspać i przy okazji mieć czas na rozpracowywanie jej. Może nie codziennie w nocy, ale dajmy na to w czwartki. Piątki miał luźniejsze z lekcjami i z dodatkowymi zajęciami. Zatem czwartki były całkiem dobrym terminem na nocne refleksje w temacie co ta Raylene jeszcze w sobie skrywa i jak temu zapobiec. To nawet dobry tytuł na tę całą książkę, powinien to sobie gdzieś zapisać.
Domyśl się. Jakie to klawe polecenie było. Zwłaszcza, jeśli używała go kobieta. Nie było ani jednego schematu, który podpowiadał jak się zachować w takiej sytuacji, jak myśleć i w którym kierunku myśleć, by się domyślić. Callaghan wychodził z założenia, że on nigdy się nie domyśli. To był inny świat, jakieś chaotyczne algorytmy, on nie chciał się w takie rzeczy ładować; kiedyś się w to bawił i zwykle kiepsko wychodziło. Tak czy inaczej - potraktował to jako żart, a przynajmniej miał taką nadzieję. Miał nadzieję, że niczym jej nie uraził, że ta złość była tylko wysokiej klasy grą aktorską, zasługującą na jakąś nagrodę. Chociaż, jeśli zrobi się jakoś niezręcznie to domyśli się, że to, co powiedział, nie za bardzo jej przypadło do gustu. Na wszelki wypadek to zapamiętał, by wiedzieć potem, za co będzie przepraszał.
Podążył za nią wzrokiem; jego nogę? Jego biedną, wierną nogę, będącą mu podporą przez całe życie? Ani mu się śniło oddawać jej tę kończynę, miała swoje, chciwa baba. Ewentualnie do tego, żeby powiesiła ją sobie w zaszczytnym miejscu nad kominkiem - wtedy mógłby to rozważać. Ale żeby rzucała ją jakiejś pumie? Skąd ona wzięłaby pumę? A nawet jeśli to po co jechałaby w dzicz z jego nogą? Nie byłoby bardziej przydatnego ekwipunku? I oczywiście to wszystko musiał sobie wyobrazić. To było dość zabawne. Raylene przedzierająca się przez dżunglę, torującą sobie drogę nie przy pomocy maczety, jak w książkach, tylko przy użyciu jego nogi. Czy on aby na pewno nie nawąchał się kleju, że teraz nad tym wszystkim rozprawiał? A może to alkohol za dobrze wszedł i teraz robił swoje. Nie, doskonale wiedział, że po takiej ilości jeszcze mu nie waliło na dekiel, przynajmniej nie w takim stopniu, żeby wizualizować sobie pigułę uzbrojoną w jego nogę.
- Brzmi groźnie. Zapamiętam, że jesteś bezlitosna. Wezmę na to poprawkę. - Odpowiedział jej, kiwając do siebie głową. Tak, tak, Callaghan. Zapamiętaj. To bardzo ważne. Lepiej już kołuj sobie jakąś protezę czy coś. Tak na wszelki wypadek, bo jak Raylene rzuci hasłem "dawaj girę" to już po ptokach. Giry z nim już nie będzie. Przynajmniej tak mówiła, że jak coś postanowi to tak się zadzieje. Jego ślepia się zaświeciły na te wieści. A może to po prostu neon odbijał się w jego oczach? W każdym razie - pasło hasło, że będzie kolacja. Późna kolacja. Callaghan pomacał się po tylnej kieszeni spodni, sprawdzając czy w Hogsmeade nikt mu portfela nie sprzątnął. Miał tam trochę amerykańskich dorarów. Skąd? Bo mordował staruszki w parkach i okradał. Właśnie stąd miał mugolskie pieniądze.
- Zapraszam cię na kolację - Obwieścił, grzecznie drepcząc u boku Raylene. W końcu musiała go zaprowadzić do jego gastronomicznego zbawienia. A poza tym to by głupio wyglądało, gdyby teraz nagle zaczął biec przed siebie, zostawiając ją za sobą, tylko dlatego aby dotrzeć do lokalu z jedzeniem. Wytrzymał tyle to wytrzyma jeszcze trochę i przynajmniej nie wyjdzie na jakiegoś mocno bodniętego przez łosia. A będąc u Verendala w Kanadzie to mocno był na to narażony, mogło się stać. - Oby mieli krowę w bułce. Od tego gadania o burgerach nabrałem na niego ochoty. - Mruknął pod nosem.
Tak, wystawna kolacja w barze szybkiej obsługi.
_________________
 
 
     

Raylene Winchester
Pielęgniarka
Dołączył: 24 Lip 2018
Posty: 47

Wiek: 26
Krew: czysta
Pupil: pójdźka Atena
Różdżka: łuska węża morskiego, 12 cali, wierzba, odpowiednio giętka;
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 18g
Genetyka: Mordowanie sb.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 32
Zielarstwo: 28
Transmutacja: 28
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 18
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 12:50 am   
   <Multikonta: Madelaine Davies


- Słusznie, słusznie - potaknęła, nie szczędząc radosnego uśmieszku. Az sama nie mogła uwierzyć, jak wiele zdradzała na swój temat z każdą minutą rozmowy. Istne szaleństwo! Nie wspominając już o tym, że ten zwariowany pomysł z nocną wycieczką w ogóle doszedł do skutku, bo to również nie było za bardzo w jej stylu. Trudno powiedzieć, z jakiej racji jakieś licho popychało ją do podobnej lekkomyślności i dlaczego tak trudno było nad tym zapanować, ale niestety - słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Konsekwencje swojej nieoczekiwanej otwartości trzeba było przyjąć na klatę, a i tak warto zauważyć, że mogły być gorsze. wystarczyło sobie wyobrazić reakcję pewnej młodszej Ślizgonki, która pewnie udusiłaby się ze śmiechu, gdyby tylko miała szansę zobaczyć Raylene w obecnej sytuacji i stanie. Na całe szczęście raczej nigdy się o tym nie dowie, toteż jej życie zostanie oszczędzone. Byłoby trochę przykro odwiedzać przez lata nagrobek z grawerem "Zginęła, śmiejąc się z wybryków przyjaciółki, pokój jej duszy". No nie, tak się ludziom po prostu nie robi.
- Będzie mi bardzo miło.
Prawie parsknęła śmiechem, jednak powstrzymała się wystarczająco szybko, by wyjść z sytuacji podbramkowej w odpowiednio elegancki sposób. No tak, łatwo jest zaprosić kobietę na kolację, kiedy już wybrała miejsce - podobno płeć piękna jest w tym zadaniu beznadziejna. Opowiada się o słynnym dialogu z "nie wiem, ty wybierz" w roli głównej, a tu proszę: sprawa jasna na samym wstępie. W dodatku może dało się liczyć na jakieś profity, bo ledwie oboje pracowników Hogwartu przekroczyło próg Stacy's, powitał ich głęboki, kobiecy głos.
- Czy mnie oczy mylą, czy to mój mały promyczek!
- Pani Grant, dobry wieczór!
Lokal zionął pustkami, jeden tylko klient właśnie odchodził od kasy i minąwszy nowo przybyłych gości, uciekł ze swoim zakupem na ulicę. Winchester w tym czasie dopadła do lady, nachylając się do uroczo niewysokiej matrony, by wycisnąć pocałunek na każdym z jej pulchnych policzków. Zabawnie to musiało wyglądać, wylewne powitania nad kolorowym blatem, a tuż obok bar sałatkowy, nad głowami jaskrawe obrazki z dostępnymi daniami, zaś wszędzie w atmosferze powalający zapach dobrego jedzenia.
- Aleś ty wyrosła!
- Niemożliwe, to pani się kurczy. Niedługo będę mogła zmieścić panią w kieszeni.
- Słonko, a co to za kawaler?
Teatralny szept i ostentacyjne zasłonięcie ust dłonią nie pozwalało mieć wątpliwości co do poziomu dyskrecji, z jaką padło pytanie. Raylene nie pozostało nic innego, jak tylko wywrócić wymownie oczyma i parsknąć śmiechem.
- Proszę nie wyskakiwać z kapci, to kolega z pracy - odpowiedziała odpowiednio przyciszonym głosem. Lepiej by było, by wskaźnik żenady nie przebił sufitu, a każde pytanie na tematy osobiste podbijało go solidnie do góry. - Tak czy owak, wpadliśmy na kolację i kolacją się zajmijmy - stwierdziła, sugestywnym spojrzeniem chcąc dać pani Grant do zrozumienia, by odpuściła sobie drążenie tematu. Kochana kobietka, ale miała tendencję do nadmiernego fantazjowania, w dodatku na głos i najczęściej o cudzym życiu prywatnym. A przecież nie wpadli na ploteczki, czekało ich jeszcze trochę spaceru i kiepsko by było odbywać go na głodniaka.
Chcąc dać dobry przykład, cofnęła się o dwa kroki i podpadłszy dłonie na biodrach, zadarła głowę do góry, by spojrzeć na menu. Podświetlone obrazki przedstawiały różnorodną ofertę najpopularniejszych fast foodowych dań wykonanych "po domowemu", od klasycznych burgerów i hot-dogów, po wielkie familijne kubełki wypełnione mięsem i frytkami.
- To co, krowa w bułce? - Rzuciła towarzyszowi wycieczki spojrzenie z ukosa, wyraźnie oczekując potwierdzenia. Rozgadywanie się o słynnym amerykańskim przysmaku rzeczywiście wzmagało nań apetyt, a akurat wiedziała nie od dziś, że tutejsza kuchnia serwuje go w całkiem niezłym stylu. Nie miała co prawda porównania z oryginałem, no ale...
_________________



Ostatnio zmieniony przez Raylene Winchester Dzisiaj 0:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     

Ryker Callaghan
Prof. Historii Magii
Dołączył: 23 Lip 2018
Posty: 48
Wiek: 30 lat
Krew: Czysta
Pupil: Płomykówka; Rudy lis
Różdżka: Sierść wilkołaka, 11 cali, wierzba, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 35
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 35
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Wrz 17, 2018 12:17 pm   
   <Multikonta: DC


Trzeba było być sprytnym w życiu. I zapraszać na kolację z zaskoczenia, kiedy już było się pod lokalem. Chociaż budę z niezdrowym żarciem typu fast food ciężko było nazwać jakimś lokalem, a kolację kolacją. Bardziej wspólnym skokiem w stronę otyłości. Ale hasło kolacjo brzmiało zgrabniej, a poza tym nie mieli chyba innej alternatywy niż fastfood. No, chyba że poszliby do całonocnego sklepu, zaopatrzyli się w bułki, plastikowe noże i talerzyki, jakieś dodatki do kanapek i Callaghan na ławce w parku dziergałby sandwiche. Ale jedno i drugie nijak się miało do kolacji w ekskluzywnej restauracji, nawet jeśli wszystko byłoby zakupione za "amerykańskie dorary"; Lokal wybrany przez nią, nie mogła narzekać. A on wystartował z tym stawianiem, a wyposażony tylko w amerykańską walutę. Ale nie pozwoliłby Raylene teraz zapłacić, nawet gdyby miał przez to spędzić całą noc na zmywaku. Zresztą mogłoby być nawet zabawnie tak po mugolsku szorować brudne naczynia.To było zabawne kiedy teraz się o tym fantazjowało, ale gdyby stało się rzeczywistością i Callaghan rozmaczałby sobie ręce w zlewie to pewnie by się tak nie cieszył, tylko potajemnie użył różdżki i wytłumaczył tym, że u nich w Ameryce to tak szybko się sprząta, bo nie dość że fastfood mają to jeszcze fast dishwashing.
Promyczek. Zapisał sobie ten zwrot wymierzony w Raylene w pamięci. Pewnie wyciągnie to przeciwko niej w późniejszym etapie ich wycieczki, żeby jej podokuczać. Zerknął wtedy też na Raylene uśmiechając się wymownie kątem ust, bo jakże to go rozbawiło. Na pewno zostanie jego Promyczkiem, bo to tak wdzięcznie brzmiało.
Podszedł nieco bliżej, kiedy został wspomniany jako kawaler i posłał właścicielce lokalu czarujący uśmiech numer szesnaście, wydanie wyłącznie dla właścicielek fastfoodów, edycja limitowana, pozostało jeszcze siedem użyć.
- Dobry wieczór - Przywitał się jakże uprzejmie; wcale nie było aż takiej różnicy między akcentem amerykańskim i brytyjskim. Jasne. Wcale. - Tak naprawdę to Raylene do dzisiaj nawet nie wiedziała, że z nią pracuję. - Wtrącił, po czym spojrzał na pielęgniarkę wymownie. Wcale nie zamierzał jej dokuczać! Ale nie znali się jakoś oficjalnie do dzisiaj; pewnie przez to, że przeniósł się tutaj w połowie roku a nie miał przyjemności jakoś się uszkodzić i wylądować w skrzydle szpitalnym. Jaka szkoda!
Przesunął wzrokiem po liście menu i wtedy po raz pierwszy poczuł, jak coś go chwyta za ten żołądek i wykręca. Tak, był głodny. Dlatego podszedł nieco bliżej Raylene, zerknął na nią, potem na panią Promyczkową, potem znów na Raylene. Skinął powoli głową w odpowiedzi na jej pytanie, po czym dodał
- I zapamiętaj jak smakuje londyński burger bo jak będziesz miała okazję spróbować nowojorskiego to będę wyczekiwał recenzji. - Obwieścił, po czym zerknął na właścicielkę lokalu. - Jako, że jestem wyposażony tylko w amerykańską walutę mogę zaoferować albo to, albo pomoc kuchenną, bo Raylene ma zakaz płacenia. - Powiedział, po czym zerknął kątem oka na towarzyszkę. Wolał panią Grant uprzedzić. Dwie rzeczy. Callaghan z dolarami i Raylene z zakazem płacenia. O wymianę waluty o tej godzinie mogłoby być ciężko, aż pomarudził na siebie w myślach, że nie wziął tego pod uwagę, ze wypadałoby się w ogóle w funty wyposażyć, skoro Londyn i tak by kiedyś odwiedził. Ale pewnie nie zakładał, ze w środku nocy, bez dostępu do tutejszych banków i kantorów.
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











AbsitOmen

Northland Highschool

Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 10