► Poszukujemy nauczycieli Astronomii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Rozpoczyna się lekcja Obrony Przed Czarną Magią!
► Rozpoczynamy bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet prof. Zielarstwa
Autor Wiadomość

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 6:33 pm   Gabinet prof. Zielarstwa
   <Multikonta: --


Wchodząc do gabinetu, w którym urzęduje Immanuel Metveyev, pierwsze co zarejestrujesz, to intensywny i niemożliwy do wywietrzenia zapach herbaty pokrzywowej, któremu po chwili zaczyna akompaniować ziemista nuta. Biurko nauczyciela znajduje się przy ścianie, naprzeciwko wejścia. Ustawione jest w taki sposób, że gdy Rosjanin pracuje, to jest odwrócony plecami do okien. Zawalone jest ono najróżniejszymi fragmentami roślin, rozmaitymi szkicami i akcesoriami używanymi w zielarstwie, podczas gdy papiery i dokumenty trzyma on na podłodze.

Przed biurkiem, a wzdłuż ściany można zobaczyć (również prosty i dębowy) standardowych rozmiarów stół, na którym stoi siedem poruszających oczami matrioszek (śpiewają cicho Kalinkę podczas picia herbaty. Oprócz najmniejszej, bo ona śpiewa Rasputina, bo jest rebelem i fanką), zawsze pełny zimnej herbaty pokrzywowej imbryk, stos filiżanek (taka wręcz kreskówkowa wieża), oraz dwie puszki: jedna z ziarnami kawy, a druga z suszonymi liśćmi pokrzywy. Mieszkaniec pokoju nienawidzi herbaty.

Na ścianie naprzeciwko okien przymocowana jest absurdalna ilość półek, które niebezpiecznie uginają się pod ciężarem położonych na nich doniczek pełnych rozmaitych roślinek. Część z nich samoistnie się porusza, inne wydają dziwne odgłosy, a jeszcze inne udają całkowicie normalne. Pod tą konstrukcją stoi kilka samopodlewających konewek i samowycierających ścierek.

Na końcu ściany, w kącie stoi duża donica z młodym raptuśnikiem, przykrywającym częściowo klasyczne hogwarckie drzwi, za którymi znajduje się niewielka i skromnie urządzona sypialnia (podwójne łóżko, stolik nocny ze świecą i regał pełny specjalistycznych tytułów dotyczących Zielarstwa i Magicznych Stworzeń). Otwierając drzwi, można uderzyć głową w drążek do ćwiczeń.

Wolna przestrzeń została zagospodarowana przez duży kwadratowy stół, przeznaczony do pracy podczas szału inspiracyjnego Metveyeva. W pozornym nieładzie leżą na nim starsze i młodsze woluminy, jak i doniczki z często poruszającymi się roślinkami i młodymi krzakami. Pod stołem znajdują się cztery solidne skrzynie - dwie zawierają rozmaite szpargały i śmieci, a w pozostałych rośnie flora fotofobowa. Co jakiś czas skrzynie mogą się trząść i wydawać odgłosy. Spokojnie, uspokajają się, gdy się w nie kopnie. Łóżko i miska wozaka nauczyciela, znajdują się w kącie pomieszczenia, który jest najbardziej oddalony od wejścia.
 
 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 6:48 pm   
   <Multikonta: --


Czy ktokolwiek zna taki rodzaj dziwnej niemocy, jaka ogarnia człowieka w nowym miejscu? W nowej pracy? No chociaż kraju? Trzy razy tak, dziękujemy, przechodzi pan dalej panie Matveyev. No bo hej, ile można porządkować grządki w cieplarniach i reorganizować wszystko, aby tylko nie unikać uczniów, którzy nie chcieli mu pomagać w kupie roboty, jaka mu przypadła? I mówimy tu dosłownie o tym, biorąc pod uwagę chaos, jaki panował wśród worków ze smoczym łajnem. Ugh... Praca to praca. Przynajmniej już nauczył się drogi do swojego gabinetu, bez obaw wchodzenia kolejny raz przez tamte podstępne drzwi, z gryzącą klamką i obniżającą się framugą.
Tak czy siak, Immanuel skończył dzisiaj wcześniej, bo miał już dosyć i postanowił zrzucić część swojej pracy na uczniów. Mógł w końcu. Umiejętności segregowania doniczek są życiowym doświadczeniem. A mając ekstra czas, przygotuje i skończy wcześniej ze scenariuszem lekcji dla swoich uczniów. Tak, Chrupiąca kapusta chińska będzie czymś odpowiednim. Z doświadczenia pamiętał, że w Beauxbatons młodzi ludzie mają przy niej tendencję to zmiażdżenia sobie palców, ale prawie wierzył w talent i instynkt samozachowawczy Walijczyków. W resztę to nie, ale od czegoś jest pielęgniarka.
Chodził nerwowo po gabinecie, szukając odpowiednich notatek na podłodze. Żująca kapusta pekińska... niet. Kąsząca kapusta japońska? Bliżej, ale wciąż niet. Aha! Chrupiąca kapusta chińska. Imm podniósł notatki i podszedł z nimi do biurka, z którego odgarnął znaczną część przedmiotów, prostym ruchem dłoni. Chyba mu spadła jedna skacząca doniczka, ale pozwolił sobie chwilowo na nieprzejmowanie się. Musiał spisać dokładnie to, co chciał powiedzieć na zajęciach, aby nie zanudzić młodych różnicami w budowie korzeni poszczególnych odmian magicznej kapusty. No i przećwiczyć to, aby nie zacząć z przyzwyczajenia mówić po francusku, bo znowu by się zorientował w połowie lekcji. I w sumie tylko po to był mu ten dokument, aby przećwiczyć angielski.
 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 174

Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 9:55 pm   
   <Multikonta: --


Po dotarciu do swojego gabinetu Leonardo musiał zażyć eliksir słodkiego snu, bo po tym, jak potraktował Lidię (a ona go), po prostu nie był w stanie się pozbierać. Rano obudził się gotowy do zdobycia świata – nic go nie bolało, substancje w mózgu odpowiadające za jego zły nastrój zdążyły się uspokoić, słonko zaświeciło. Żyć nie umierać. Samego dnia też nie miał wybitnie zajętego, dlatego też postanowił, że po popołudniowych obrządkach kontynuuje swoją misję poznawania kadry nauczycielskiej. Kto tam jeszcze został?
Chyba z połowa.
Do niego nikt się nie kwapił, więc kiedy wysiłki Leonardo znowu spełzły na niczym, a z zaklęcia, które opracowywał, gówno wyszło, podniósł się, poprawił krawat i schował kilka magicznych przedmiotów w odpowiednią szufladę swojej szafy. Chwilę to oczywiście trwało – pojedynczy błysk energii wysłany w mebel to jedno – przetworzenie przez ten sejf co i jak – drugie. Szuflady zaczęły się na niego drzeć, chaotycznie wysuwać, trzaskać.
- Aha. – wywrócił oczami, rzucając kolejne zaklęcie, dzięki któremu wszystko ustało, a on mógł spokojnie zapieczętować swoje zapiski. - Grzecznie mi tu. – przedostatnie, co zrobił, to wyrysowanie jakiegoś wzorzystego znaku, który był potrzebny do niewerbalnego zaklęcia. Mógł mieć pewność, że nikt mu w szafie grzebać nie będzie. - Meh, no ale tak na krzywy ryj się wpraszać, to głupio. – Verendalowi nic nie dał, bo akurat totalnie wyleciało mu to z głowy, nadrobi następnym razem. Van dostała kamulek, April jeszcze tak oficjalnie nie odwiedził, to i nauczycielowi zielarstwa coś trzeba dać. Tylko co? Covenbreeze coś tam o roślinach wiedział, aczkolwiek bardziej w kontekście magicznej medycyny. To, jakie modyfikacje są możliwe w przypadku korzeni średnio go interesowało. No chyba, że akurat był to ważny czynnik warunkujący działanie jakiegoś lekarstwa. Wtedy rzeczywiście ogarniał, czy lepiej sięgnąć po roślinę z ssawkami, czy po taką z modyfikacją spichrzową.
No i gówno z tego.
Nie miał żadnej oryginalnej rośliny, a już na pewno nie wyhodował nic, co mogłoby zrobić wrażenie na kimś, kto się na tych chwastach zna. Do nauczycielki wziąłby wazon z kwiatami i miał wszystko gdzieś. Tutaj sytuacja się komplikowała. Pewnie dlatego wziął ze sobą truskawkowy krem do twarzy. I whiskey, za którą kupiłby sobie więcej niż za miesięczne wynagrodzenie z Hogwartu.
Szybko dotarł na drugie piętro, gdzie odszukał gabinet. Przed zapukaniem poprawił jeszcze butelkę w ręce, upewnił się, że ma słoiczek z kremem i różdżkę w kieszeni. Tak. Zdecydowanie był gotowy na kolejną porcję integracji!
_________________


Did we light too many matches?
Turned ourselves into these ashes.
Did we throw it all away?
We walk through the fire!
Is there a way out?


 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 10:43 pm   
   <Multikonta: --


W trakcie przeszukiwania odpowiednich informacji we własnych notatkach Matveyev odkrył po raz kolejną straszną rzecz. Po raz kolejny, bo zawsze zapomni o tym, mając nadzieję, że do jutra mu przejdzie. Umie francuski. Umie angielski. Ale tłumaczyć to umie tylko te języki z i na rosyjski. Zęby Rasputina! Trzeba było częściej powtarzać angielski w Beauxbatons.
Tak więc ten no... trybiki w ruch i jedziemy. Sadzenie, przesadzanie, rozsadzanie, rozmnażanie, przeszczepianie, nawożenie, karmienie, uspokajania, zrywanie, rwanie, podpalanie, nacinanie, ratowanie palców ze szczęk rozjuszonej kapusty... Gdyby czarodziej był robotem na parę, to by ten pokój mógł robić za saunę. Ale nie był. Więc się dręczył nieotoczony kłębami pary, jako że zapach herbaty pokrzywowej się nie liczył.
Po jakimś czasie (pewnie piętnaście minut, tyle trwa jego uwaga) zaczął uderzać głową w blat biurka i rozpaczać nad byciem niezdolnym do bycia odpowiedzialną istotą i co w ogóle piła dyrektorka, że zgodziła się go zatrudnić i gdzie to kupić. A w ogóle to powinien już dawno przestać się odszukiwać, że nie będzie prowadził lekcji na żywca.
I kiedy tak rozpaczał nad brakiem sensu życia i pominięciu z powołaniem, usłyszał pukanie do drzwi. TERAZ? UGH... LUDZIE. Immanuel antyspołeczny.
Pomimo utraty humoru na rzecz krótkotrwałego, teatralnego załamania, otworzył drzwi i zobaczył... młodzika? Licho wie. Za młodo na nauczyciela (chyba że się w jakimś szlamie konserwował, licho wie w tych czasach), trochę za staro na ucznia. O asystencie nauczyciela mógł Matveyev chyba jak na razie pomarzyć. Najwyraźniej starszak, pewnie siódmoklasista starający się o ekstra konsultacje na OWUTEM-y. Ugh... jakby nie wystarczyło, że musi się z tym tabunem dzikich dziecioków na lekcjach widzieć. Nawet nie zauważył, gdy odruchowo ściągnął z pleców siekierę i przystawił ją chłopaczkowi do nosa.
= Profesor. Matveyev. Ma. Konsultacje. W. Czwartki. A. Jest. Środa. - powiedział antyspołecznie. Tłumaczył w głowie z francuskiego na rosyjski, a z rosyjskiego na angielski. Od tego się mogła głowa zmęczyć. Oddzielanie wymaganego od ciekawostek i ściskanie tego na wstęp do praktyki jest trudne. Dlatego dopiero teraz zerknął na dary.
Nie no, nawet mu wazonu z kwiatkiem nie przyniósł (albo chociaż czekoladek!), tylko słoik i... whiskey? Serio? Że Rosjanin, to trzeba po nim stereotypem jechać, że alkohol tylko w głowie? Whatever. Uczniak, poza godzinami konsultacji pod jego gabinetem z butelką whiskey? O borze tucholski...
- Jestem z Rosji, nas się przekupuje wódką, jak już - wzniósł oczy do sufitu i potrząsnął teatralnie głową, po czym szybkim ruchem wyrwał dzieciakowi butelkę - a tak w ogóle to ja to konfiskuje, do zobaczenia jutro.
Po tych słowach zamknął drzwi i włożył nabytek na półkę, przy drzwiach, pozwalając poruszającej się winorośli, na owinięcie wokół butelki. Mimo wszystko nie skonfiskował jej oficjalnie, więc win win. Był odpowiedzialny i dostał za to nagrodę.
 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 174

Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 11:20 pm   
   <Multikonta: --


Eee…
Chwila, co tutaj się właśnie wydarzyło? Podsumujmy. Leo zorganizował się w gabinecie, zszedł na dół. Prosto. Wziął ze sobą whiskey. Nie pił jej. Poważnie. A teraz stał przed drzwiami nauczyciela, który groził mu siekierą?
Brunet zmrużył oczy, unosząc wzrok. Wiedział, że McGonagall się starzeje, ale zatrudniając tego oszołoma, chyba była pijana. Można się upić cytrynowym sorbetem? Nie wnikał. Że co? Zlustrował go spojrzeniem, zaciskając dłoń na butelce. Czy oni wszyscy robią sobie ze mnie jaja? Tak przypuszczał. Van i jej „zabiję cię jak tylko zrobić coś nie po mojej myśli”, April i sam jej fakt uczenia… A teraz jeszcze ten tu, o.
- A. Profesor. Covenbreeze. Ma. Konsultacje. W. Piątek. I Wtorek. Jest. Środa. To. Prawda. – cofnął się o krok, próbując porozumieć się z nim jego specjalnym kodem. Trzeba się jakoś dostosować do rozmówcy. Latynos nie wiedział, czy ma się śmiać, czy wzywać pomoc, czy samemu jej udzielić. Przepisy bezpieczeństwa w szkole nie przewidywały przypadku grożącego siekierą ruska.
Normalnie by się zdenerwował i zamienił tę jego siekierę w zapałkę, bo nie lubił, jak ktoś sobie z niego kpił (nawet jeżeli możliwie nieźle to znosił). Wyczuł jednak, że Immanuel chyba nie wie, co i do kogo mówi.
Pewnie właśnie dlatego, zamiast wyzwania go od pajaców i wsadzenia różdżki między oczy, zaśmiał się głośno. (Na ogół śmiał się bardzo głośno, ale teraz to już jakby śpiewał jakąś wokalizę).
- Coś ci się musiało pomylić, przyjacielu! – rzucił z bananem na twarzy i łezką rozbawienia w oku. - A ja z Hiszpanii, ale nie wiem, co to ma do rzeczy. – dalej trochę grał w tę jego dziwną grę.
A to kurwiszon.
Leo był w takim szoku, że nawet nie zauważył, kiedy został bez alkoholu, bez towarzystwa i bez godności. No dobra, tę ostatnią stracił wcześniej, ale w tak bezczelny sposób nie potraktowała go nawet Van. Momentalnie wyszarpnął różdżkę, odsunął się w pełni majestatu i spokoju, wymierzył magicznym patykiem w przeszkodę w postaci drzwi… - Bomba-a-a-a w sumie to nie. – nie żeby bał się konsekwencji ze strony dyrekcji, bo starą McGonagall zawsze jakoś ugada, po prostu pomyślał nad czymś bardziej egzotycznym. Po przyłożeniu różdżki do gardła, szepnął: - Sonitus Immutatio. Zaraz potem odchrząknął, przemawiając głosem szanownej pani dyrektor.
- PROFESORZE Jak mu tam było. …MATVEYEV. Co to za za impertynenckie zachowanie! – dobrze, że Minerwa tego nie wiedziała, bo pewnie urwałaby mu głowę.
- Proszę natychmiast otworzyć te drzwi! – a kiedy ten już to zrobił, Leo po prostu wszedł, posyłając biednego Ruska drętwotą w ścianę, gdyby postanowił zamachnąć się na niego tym badylem.
_________________


Did we light too many matches?
Turned ourselves into these ashes.
Did we throw it all away?
We walk through the fire!
Is there a way out?


 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Czw Lip 19, 2018 11:59 pm   
   <Multikonta: --


Normalnie Imm jest miłym i pociesznym stworzeniem, wódkę rozdaje, czekoladą karmi, uśmiecha się, aż ciarki po karku przechodzą... Dzisiaj miał marny nastrój, ale to dlatego, że jak wiadomo, właśnie próbował udawać odpowiedzialną osobę. Jak to się skończy, to nigdy więcej tego nie powtórzy. Wystarczy, że jest dość mądry, aby tu uczyć. Powiedzmy.
- Nie znam tego profesora jeszcze, mijaliśmy się - odkrzyknął przez zamknięte drzwi. Głupie dzieciaki, nie rozumieją, że czas wolny nauczyciela, to czas wolny. Nie czas dziwnych prezentów w środku dnia. Pff. Hiszpania.
I wtedy usłyszał głos Minervy. Może i gdyby pomyślał chociaż odrobinę, to by przypomniał sobie o umiejętności zmieniania głosu. Nie... w głowie było to, że właśnie groził uczniowi siekierą. Kurwa! To dopiero pierwszy miesiąc jego pracy i taka gafa! Tak czy siak, wrócił się, po czym otworzył drzwi pewien, że przełożona da mu popalić.
I wtedy biedny i niewinny Immanuel oberwał Drętwotą. Przeleciał przez gabinet i po prostu JEBNĄŁ o ścianę, a jego siekiera została na ziemi. Inaczej to tego nazwać nie można. W powietrzu tylko krzyknął długie "Kurva". Takie rzeczy tylko w Ros... Hogwarcie moi drodzy. Tak się składa, że pomimo iż rosyjscy czarodzieje są, jak widać niespełna rozumu, to umieją się zachować i trzymają różdżki przy sobie.
Tak więc Imm oberwał i leżał i nie mógłby wstać i się bronić. Ale! Był u siebie. Podniósł wzrok i zmrużył oczy.
- GRYZELDA! URWIJ MU JAJA! - co w wolnym, tłumaczeniu miało oznaczać "Magiczny winobluszczu, unieruchom intruza". Mężczyźni na dźwięk tej komendy złączali mocniej nogi, a kobiety robiły się konfundowane. Tak czy siak, roślinka ze ściany, której biedny Le Łoś nie mógł widzieć, złapała go i przycisnęła do ściany. Zuch dziewczynka, opłacało się dawać jej nawóz deluxe!
Imm podniósł się z podłogi jakby nawalony i doczołgał do biurka. Nie, nie umie przyjąć zaklęcia na klatę jak mężczyzna.
- Co ty dziecko... odpierdalasz... na zęby Rasputina!? - wydyszał. Wyjął z szuflady butelkę z wódką. Nie chciał być stereotypem, ale na trzeźwo tego dnia nie przeżyje. Pociągnął zdrowego łyka, po czym podniósł różdżkę i wycelował w związanego chłopca.
- Expelliarmus - rzucił zaklęcie. Mógł sobie na to pozwolić, bo walka się skończyła i zaprezentował biodegradowalne bondage w stylu zielarza. ... ... ... Brzmi to źle, ale whatever. Przynajmniej go nie biczuje! Jeszcze...
 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 174

Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Lip 20, 2018 12:19 am   
   <Multikonta: --


Pewnie ktoś uznałby tę drętwotę za kiepski żart. Cóż, nie Leo, który z początku chciał użyć bombardy. Poza tym uznał, że skoro to nauczyciel, to poradzi sobie w przyjacielskiej wymianie kilku zaklęć. No i musiał przyznać, że Matveyev zrobił na nim wrażenie osoby, z którą może sobie tak pograć. Vanessy przecież nie zaatakuje, bo to kobieta. April potrafiła wyałtować się z walki bez niczyjej pomocy. Naczelny miotlarz… no powiedzmy, że ładny pyszczek to on miał, ale Leo nie spodziewałby się po nim heroizmu. Ten Rusek też poleciał tak, że Covenbreeze zastanowił się, czy trochę nie przesadził. Zaraz potem stało się jednak coś, czego profesor nigdy w życiu by się nie spodziewał.
- Co? Kto? – oczywiście pierwszą myślą byłego aurora było „Aha, zaklęcie kameleona” i zaraz byłby gotowy do obrony. Już Soren dobrze go przeszkolił z walki w ciemności lub po prostu bez możliwości polegania na wzroku.
To chyba jakiś żart. Poważnie. Latynos nie miał pojęcia jak się zachować w momencie, kiedy poczuł jakieś wicie przeplatające mu łydki, uda, NIE ŁAP MNIE ZA PUPĘ! …a potem przyklejające do ściany niczym jakiś klej. Diabelskie sidła? Pomyślał w szoku, szybko kombinując nad jakimś wyewoluowanym Lumos, bo spokoju ducha to on nie osiągał od lat.
- Co… co to za paskudztwo. – ygh, mężczyzna naprawdę kochał naturę, a jak miał kaca, to do dziś dnia kładł się na mchu, ale coś takiego mogło go spotkać tylko w gabinecie profesora zielarstwa.
W sumie, to ta pozycja nie była taka zła, tak szczerze mówiąc.
- Ygh. Człowieku. Ja jestem profesor Covenbreeze. – odpowiedział z zaskakującym jak na swoje położenie spokojem. Do faktu, że ostatnio częściej jego różdżka odpoczywała na podłodze niż w dłoni, pomału się przyzwyczajał. A cała ta fenomenalna moc rzucania zaklęć bez magicznego patyka jakoś nie chciała do niego wrócić. Właściwie to zaczął się zastanawiać, czy on sobie tego nie wymyślił. Trzeba było słuchać Sorena, kiedy mówił, że to trzeba ćwiczyć.
- Leonardo Gabriell Covenbreeze. OPCM. Miło poznać, chociaż w dość egzotycznych warunkach. – wykręcił dość mocno dłoń w jego stronę, proponując mu podanie prawicy z poziomu… ściany.
_________________


Did we light too many matches?
Turned ourselves into these ashes.
Did we throw it all away?
We walk through the fire!
Is there a way out?


 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pią Lip 20, 2018 12:56 am   
   <Multikonta: --


Tak, ta drętwota to był paskudny żart. Biedny i grzeczny Immanuel oberwał nią prosto w twarz, a to zostawia ślad. W sumie to chyba lepiej by było, aby od razu stracił przytomność, przynajmniej nie nadeszłaby ta dziwna niezręczność po wszystkim. A tak...
Gryzelda była świetnym ochroniarzem. Reagowała tylko na głos właściciela, znała zakodowane w trzech językach komendy i sprzątała kupę wozaka. Znaczy... samonawoziła się w wyjątkowych przypadkach. I hej, w razie czego miała zastosowanie też dla osób spragnionych wrażeń!
- Nie paskudztwo, tylko Gryzelda... Moja winobluszcz – poprawił lekko zirytowany nauczyciel Zielarstwa. Może i był... beznadziejnym magiem bojowym. No tak, inaczej nazwać tego nie można. Ale tresować krzaki i inne byliny to potrafił i nikt mu tego talentu nie odbierze. Potęga pnączy BDSM jest większa niż 60 z defensywnych! Wait! Czy to seksualizacja roślin? Mało istotne. Matveyovi się pogarsza od tej Drętwoty. Tak czy siak Matveyev Covenbeeze 1:0.
- Miło pana poznać panie psorze Corenreese. Jestem Imm, dla przyjaciół Imm – Odparł na wpół przytomnie. Świat się kręcił. Wheeee! Jak na karuzeli! Albo wierzbie bijącej! Czy też karuzeli z wierzby bijącej - co pan robi w moich roślinach, panie psorze one są moje i są bardzo jadowite i w ogóle...
Po tym kłapnął parę razy zębami. To zaklęcie chyba serio ma jakieś skutki uboczne, bo mężczyzna czuje się gorzej, niż wtedy gdy tak się upił w rodzimej Rosji, że obudził się koło niedźwiedzia. Z kacem. Zobaczył jakimś cudem wyciągniętą rękę pokoju, więc zakołysał się niemrawo i wstał. Wycelował różdżkę w nauczyciela OPCM, aby go uwolnić i... przewrócił się bez przytomności na podłogę. Jego wozak (wcześniej śpiący na posłaniu w kącie pomieszczenia) podszedł do nieprzytomnego ciała, obwąchał właściciela, po czym spojrzał na Leonarda z pogardą. No i fuknął.
- Na co się gapisz głupku! - zwierzątko rzuciło obelge. I będzie je co chwilę rzucać aż do pobudki Immanuela.
_____
Dwie i pół godziny później Immanuel obudził się z POTWORNYM bólem głowy.
- Ała... - jęknął i przewrócił się na plecy. Co tu się stało? Gdzie on jest? Co to za facet w jego winobluszczu!? - A ty coś ty za jeden!? Gryzelda, ściskaj poślad.
Po tych słowach podniósł się z podłogi i podszedł do biurka. Gryzelda wypuściła intruza. Dziwne. Wódka na widoku. Whatever. Wyciągnął kieliszki.
- Napijesz się młody? - Może Imm się dowie, co tu się stało.
 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 174

Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Lip 20, 2018 10:56 am   
   <Multikonta: --


Jeszcze raz. Wyszedł z gabinetu. Szedł prosto...[…]
Na dźwięk słowa winobluszcz Leonardo przypomniał sobie, że coś takiego faktycznie istnieje. I co, i można mieć takie rzeczy w gabinecie? Nie żeby on miał mniej niebezpieczne, ale to on. Najwidoczniej nie tylko Latynos lubił groźne zabawki. - Cześć, Gryzelda. – spojrzał najpierw na doniczkę, a potem na jedną z licznych wici oplatających jego tors. - …chyba, że oczy masz tutaj, to cześć. – rzucił z przekąsem, ale kwiatek nie mógł wyczuć od niego negatywnych wibracji, bo takich po prostu nie było. Brunetowi pogawędka z bluszczem wydawała się całkiem sensowna.
- Imm, to jakiś skrót? – zagadnął wesoło, zastanawiając się, kiedy w końcu odzyska wolność. Miło byłoby przywitać się jak ludzie. Cholera. Czy ten Rusek był pijany? Naćpany? Zachowywał się przynajmniej tak niedorzecznie jak Leonardo po „Molly”. Po maści czarownic też zdarzały mu się loty, ale były to bardziej wszelkiego rodzaju wizje lub wrażenia znacznie wzmacniające bodźce z zewnątrz, które przy cielesnych uniesieniach potrafiły sprawić cuda.
W każdym razie. Immanuel coś ćpał. To jest chyba jakiś żart.
- Hej. Heeej. Chłopie. Wstawaj! WSTA-WAJ! – krzyknął do niego, ale natychmiast zrozumiał, że to nie ma sensu. Covenbreeze vs. Matveyev 1:1. Dzięki, babciu. W tym momencie pojął, co znaczy zasada: „Nie chodzi o to, żebyś ty wygrał, tylko żeby ten drugi przegrał.” Właśnie był świadkiem patowej sytuacji. Mimo wszystko – to chyba dobrze o nim świadczyło, że pierwsze o czym pomyślał, to bezpieczeństwo Immanuela? Czy aby na pewno nic złego mu się nie stało? A co jeśli to nie tylko jego drętwota?
- Idź żryj myszy. – warknął do wozaka. Pomału tracił cierpliwość i pozytywne nastawienie. Accio. Accio. Accio, do kurwy nędzy, ACCIO! Przez chwilę szamotał się w objęciach Gryzeldy, próbując dosłownie wszelkich możliwych zaklęć, które wedle jego ukrytego talentu miałyby się udać. Pieprzone gówno.
- Huh… ciota. – mruknął pod nosem, patrząc na te zwłoki na ziemi. Nie było to „ciota” pełne pogardy i nienawiści. Raczej typowe, koleżeńskie „cipa” rzucone przez ograniczonego, nastoletniego samca w celu podbudowania swojego ego. No troszkę się ten nasz Covenbreeze zawiódł. Miał nadzieję na partnera do pojedynków, a ten tutaj, poza siekierą, nie miał chyba nic do zaoferowania.
Po półtorej godziny Leo jęknął zrezygnowany. To już chociaż ktoś mógłby go torturować, przynajmniej coś by się działo. Pewnie na to patrzysz i się cieszysz, Caroline. - Jasny gwint. Sczeznę tu.
Na szczęście po jakimś czasie profesor jednak postanowił się obudzić. Serio przywaliłem mu tak mocno, że nawet nie pamięta? Dobrze było mieć parę w różdżce, ale osiąganie niezamierzonych rezultatów do niczego dobrego nie prowadziło, a Latynosowi w ostatnim czasie zdarzało się coraz częściej zrobić coś „lekko”, a potem wychodziły z tego takie Immanuele. Najgorsze, że on tego nie czuł. Soren pewnie zapuściłby mu jakąś gadkę o tym, że przed czymś ucieka, o tym, że jest jeszcze trzecia droga i że musi się pogodzić z tym, kim jest, bo inaczej coś mrocznego go pożre. Blah, blah. Bzdury.
- Ygh. Dziękuję. – przeciągnął się mocno, aby rozprostować kości. Zaraz potem poprawił pomięte części ubrania, przeczesał dłonią włosy i już był gotowy na podbój wszechświata. Normalnie odmówiłby tej wódeczki, ale to chyba było niegrzeczne. Poza tym – nie chciał narażać siebie na spotkanie z siekierą i jego na spotkanie z czymś gorszym niż drętwota. - Imm, skup się. Dostałeś drętwotą i trzepnąłeś o podłogę. – wierzył, że ten po chwili sobie przypomni. No i tak trzeba było tłumaczyć ofiarom wypadków, prawda? - Coś cię boli? – podniósł różdżkę, rozwijając paletę zaklęć leczniczych, którą miał w głowie. Usiadł sobie naprzeciwko Matveyeva, czekając na tę wódeczkę, co to jej nie pili. - Zawroty głowy? Nudności? Szczypanie/pieczenie w jakichś częściach ciała? Brak czucia? – no nie żeby czekał, aż ten się rozbierze i da obmacać. Po prostu się martwił.
_________________


Did we light too many matches?
Turned ourselves into these ashes.
Did we throw it all away?
We walk through the fire!
Is there a way out?


 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Sob Lip 21, 2018 1:32 pm   
   <Multikonta: --


/najmocniej przepraszam za brak polskich znaków i długość postów (#pisanieterenowe)

Głowa Immanuela była w strzepach. Niestety nie dosłownie - wtedy miałby przynajmniej spokój i niewiele by go bolało. Drętwota była podstawowym zaklęciem ofensywnym, jednak gdyby Imm mógłby o sobie mówić jak o magu bojowym, to by nie nosił siekiery. Ona zazwyczaj wystarczala do obrony w polu, przed opętanymi roślinami. A 85% czarodziejow nie umiała sobie poradzić z szarzujacym nań siekiernikiem. Kochany element zaskoczenia. Tak czy siak zielarz nala alkoholu do wyciagnietych z szuflady szklanych kieliszków. Kryształowych nie wyciągnie jeszcze, w końcu za słabo się znają.
- Immanuel - poprawi mlodzika. Skończyło się oszołomienie zaklęciem, zdrabnianie imion można było odłożyć na później - Immanuel Matveyev. A ty jesteś...
Po tych słowach mężczyzna zmarszczyl brwi, starając sobie przypomnieć co się stało. Wspomnienia bardzo powoli do niego wracały i układały w całość to, co się tu nie tak dawno wydarzyło.
- Covenbreeze. Leonardo Covenbreeze - powiedział powoli z bardzo silnym rosyjskim akcentem. Pewnie coś przy okazji przekręcil - wyglądasz jak dziecko, nie jesteś za młody na profesora?
W tej chwili do niego doszło jak źle potraktował kolegę po fachu, który przyszedł się przywitać w nowym miejscu pracy. Ups. Uroki i zalety rozmawiania od lat częściej z cebulą niż z ludźmi. Ją można wyzywać od chwastów podczas podlewania, a i tak przestaje krzyczeć i kąsic w gniewie. Trudno, zjebał pierwsze wrażenie, dzieci z tego i tak nie będzie.
Niemniej, troska dzieciaka wywoływala u niego niejakie zadowolenie. Nie było to pierwsze rodeo Rosjanina, pomimo braku umiejętności bojowych wychodził już z gorszych opresji. Co najwyżej namówić Mcgonagall na opłacenie mu nowej protezy, gdyby mu urwał drugą rękę czy nogę. Drewno doskonale sprawuje się jako substytut ludzkiego ciała. Tak, czy siak mikro pojedynek przy użyciu Gryzeldy był najgorszą rzeczą która go spotkała w tym zamku.
- Niet. Przetrwałem krakse na drzewie, przetrwam i Drętwote w czaszkę - lekko uśmiechnął się do profesora Obrony Przed Czarną Magią. Uniósł w końcu kieliszek i wzniósł toast - By reszta naszej znajomości, obyła się bez walk i głupich nieporozumień.
Napil się. To był już zdecydowanie za długi dzień.
 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 174

Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Lip 21, 2018 3:05 pm   
   <Multikonta: --


- Immanuel. – powtórzył po nim, a następnie zamilknął na kilka krótkich chwil, aby imię profesora zdążyło wybrzmieć. Jak zawsze obszedł się z imieniem nowo poznanej osoby jak z największym skarbem. - Tak. Leonardo COvenbreeze… – zaakcentował odpowiednio, aby trochę ułatwić Rosjaninowi wymowę tego przecież bardzo prostego nazwiska. Jeszcze nie wiedział, czy będzie mówił do niego pełnym imieniem, czy skrótem. To zazwyczaj wychodziło w praniu.
Nie krył zdziwienia na jego komentarz. Wyglądam… jak dziecko? Czy czymś takim należało się przejmować? Nie, chyba nie.
A przynajmniej brunet nie zamierzał.
- Hah! Też mi coś. Zaraz czwarty krzyżyk na karku! – zaśmiał się radośnie. Jakaś małą cząstka tego Leo, który zawsze musiał być piękny i zachwycający bardzo się ucieszyła. W końcu niecodziennie ktoś tak cię odmładza. McGonagall też mruknęła coś o jego nie-nauczycielskim wyglądzie, ale co on mógł za to, że po prostu o siebie dbał, a obdarte szaty kojarzyły mu się z brakiem szacunku do wykonywanego zawodu, do uczniów, no i do siebie.
Latynos też nie miał zbyt wielu przyjaciół (a może i żadnego?), ale to jakoś nie przeszkodziło mu w zachowaniu minimum klasy. Cóż, nie zamierzał niczego wypominać nauczycielowi zielarstwa. Domyślał się, że ten i tak może mieć drobne problemy z odnalezieniem się w nowym towarzystwie.
- Tia… dobrze, że to jednak była drętwota. – poważnie, gdyby pieprznął mu w pysk czymś innym, to chyba nie byłoby co zbierać. Powiódł wzrokiem za wznoszącym się kieliszkiem, przypominając sobie, ile razy zarzekał się, że już nie rusza alkoholu. Na razie nie odczuwał efektów ciągłego podtruwania się podczas porannych biegów, co znaczyło, że jego organizm całkiem nieźle radzi sobie z metabolizowaniem tej trucizny… Ale jak tak dalej pójdzie, to eliksir na delirkę.
- Niech tak będzie. – uniósł swój alkohol, skinął delikatnie głową, uśmiechając się przy tym lekko. I siup. Wódeczka zniknęła w jego żołądku. Ygh… A w sumie… Ciam, ciam, ciam. Łe, nie jest takie złe. CZEMU SMAKOWAŁA MU CZYSTA WÓDKA, NA NIEBIOSA.
Syknął cicho, czując rozchodzące się po jego przełyku gorąco. - Dobra wódka nie jest zła. – parsknął śmiechem. - …to co? Na drugą nogę? – czy jak to się tam w tych Polskach czy innych Rosjach mówiło.
Leo raz był w Polszy, kiedy zmierzał do Niemiec, ale to historia nie na teraz. - …pijecie coś poza czystą wódką? I... co to za kraksa? – spojrzał na niego dokładnie tak: >.>, ale po głosie można było wyczuć, że nie jest to całkowicie poważne pytanie. Bardziej coś w stylu: „Nigdy nie byłem w Rosji, każdego witacie alkoholem?”
On jednak wolał tequilę. I fancy drineczki.
_________________


Did we light too many matches?
Turned ourselves into these ashes.
Did we throw it all away?
We walk through the fire!
Is there a way out?


 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Śro Lip 25, 2018 6:19 pm   
   <Multikonta: --


Mężczyzna skrzywił się lekko, po usłyszeniu jak Leonardo go poprawia, po czym jednak szybko skinął głową i się uśmiechnął. Nie chciał, aby Leonardo poczuł się nieswojo czy coś. To nie tak, że miał kompleksy na punkcie swojej wymowy czy coś. Zawsze, gdy ktoś pytał go o coś osobistego lub poruszał temat, na który Immanuel nie chciał rozmawiać, to Rosjanin mógł spokojnie udawać, że nie wie, co się do niego mówi. Było to wierutnym kłamstwem oczywiście, bo sześć lat swojego życia spędził w anglojęzycznej szkole Ilvermorny, a i na uniwersytecie w Kanadzie sporo się tego języka używało. Niemniej, wymowa WIĘKSZOŚCI słów wypowiadanych przez niego mocno odbiegała od tego, co mówili brytole wokół. Także ten... COvenbreeze na 95% nie usłyszy, jak Immanuel poprawnie wypowiada jego nazwisko. I tak chwała niebiosom, że go rozumieli. I tak będzie mówił do niego pełnym imieniem.
Mimika Matveyteva musiała wyrazić naprawdę dużo zdziwienia i szoku, gdy usłyszał o wieku Latynosa. Że niby jak? Blisko cztery dychy? Że niby starszy od zielarza? Shlyukha! Znaczy... Nie aby facet się swoim wyglądem przejmował, czy coś. Jego szata robocza jest prawdopodobnie przerośnięta jakimś porostem, a twarz unika spotkania z brzytwą od stanowczo zbyt długiego czasu i ogólnie jest takim stereotypem czarodzieja, który wygląda, kiedy NAPRAWDĘ musi, ale... przed chwilą (paroma godzinami) się pobili właściwie, bo w gościach przyszedł ktoś wyglądający na nieletniego. Może trza o siebie zadbać i nauczyć Gryzeldę masażu dla relaksu, czy porobić maseczki z mandragory, czy innej trawy. Nie ma co, kompleksy można wyhodować w minutę i to przez przypadek. Przynajmniej je też można utopić w alkoholu.
Uważnie obserwował jak OPCM-owiec zgadza się i bierze kieliszek, po czym szybko pochłania jego zawartość. To się szanuje.
- Nie jesteś za stary, aby pić jak nastolatek? Szybko - powiedział i przechylił kieliszek, opróżniając jego zawartość. Powątpiewał odrobinę, czy kolega po fachu w tym tempie docenił niską temperaturę trunku z Jakucka w samoschładzającej karafce syberyjskiej. Czego innego się spodziewać po anglikach?
I w tym momencie zaczęły się większe problemy z komunikacją z powodu wielojęzyczności Rosjanina. Chciał grzecznie poinformować Leonarda, że wolałby uniknąć opróżnienia jego prywatnego barku z (jakby nie patrzeć) nieznajomym, więc powinni się napić wspólnie w barze, czy coś.
- Napijmy się najpierw w barze, a później opróżnimy moje butelki - tak, te słowa byłyby dobre do wypowiedzenia. Niestety Imm (możliwe, że to resztki Drętwoty mu się obijały po czaszce) powiedział:
- Zaproś mnie najpierw na drinka, później skończymy u mnie.
Oczywiście nie był świadomy zarzuconego podtekstu i był niewinny niczym złoty jednorożec. Jak gdyby nigdy nic, pociągnął dalej temat, nalewając im jeszcze po kieliszku. To koniec - trzeba być odpowiedzialnym.
- Masz na myśli Rosjan? Wszystko zależy od człowieka, z którym pijesz, ale mamy różne gusta... jesteśmy cywilizowanym krajem - Imm wywrócił oczy - prywatnie wolę mocniejsze alkohole w Rosji piłem wódkę, we Francji rozsmakowałem się w koniaku. Niestety whiskey mi nie podeszła ani ta kanadyjska, ani amerykańska. Zwrócić Ci butelkę? Gryzelda raczej jej nie wypiła... Raczej.
 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 174

Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Lip 25, 2018 8:48 pm   
   <Multikonta: --


Leonardo nie oceniał wymowy Rosjanina, bo sam czasem się zapominał i nie trzymał kanonów piękna Oxfordzkiego Received Pronunciation. Momentami jak palnął coś w tym swoim Cornish to sam musiał pomyśleć, o co mu właściwie chodziło. W zamku jednak pilnował się, bo bardzo zależało mu na maksymalnym ograniczeniu nieporozumień. W kwestii Covenbreezowego wyglądu – łatwo było zachować młodość, kiedy się o to naprawdę dbało. Czarodziej nie tylko biegał, uprawiał jogę, wspinaczkę i odpoczynek na łonie natury, ale także bardzo starannie wybierał to, co miał zjeść. (Fakt, że jadł tego zdecydowanie za dużo przemilczmy). Dodatkowo miał te wszystkie swoje specyfiki, maści, eliksiry, a jakby trzeba było, to i w krwi dziewicy by się wykąpał.
- Szybko? Czy ja wiem… – uniósł brew. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ma niemożliwą wręcz słabość do używek. Z czasem po prostu to zaakceptował, pilnując swoich upodobań na tyle, by nie przeszkadzały mu w codziennym życiu. C’mon! Nie ma nic lepszego niż dobry lot po maści czarownic, marihuanie lub mugolskim kwasie. Z wódką było trochę gorzej – towarzyszył jej kac i nie dało się ukryć, że substancja ta jest zwyczajnie szkodliwa. Mimo to brunet doceniał pro-społeczne właściwości alkoholu. Nie zapomnijmy także o tym, że on po prostu lubił eksperymentować. Podczas studiów na Magicznej Medycynie zdecydował, że wprowadzi do swojego organizmu po trochu z każdej możliwej do znalezienia w przyrodzie halucynogennej substancji. Szczęśliwie raz czy dwa ktoś złapał go za rękę i powiedział: „Nu nu, tego nie wolno.”
Czy docenił fakt, że wódka była zimna? Oczywiście! Może nie aż tak bardzo, jak Immanuel by tego oczekiwał, ale zmrożone na kość procenty to było to!
Spojrzał na swojego interlokutora ze zdziwieniem, gdy ten wystosował wobec niego ciekawie brzmiącą propozycję. - Ta. Ja ci postawię drinka, potem się okaże, że zabiłem ci matkę, a ty wylejesz mi go na głowę. – tak, właśnie to powiedział, aczkolwiek liczył na to, że taki tekst zupełnie z kosmosu wywoła u mężczyzny ewentualne: „Chyba nie skumałem, co powiedział.”
- Khm. W wolnej chwili będę pamiętał, że jesteś chętny na… – tutaj zatrzymał się na chwilę, parskając śmiechem. - …drinka. – podniósł się pomału, odwracając się w stronę drzwi. A, no tak. Postawił przed nim słoiczek z kremem truskawkowym. - To krem truskawkowy. Olej z pestek truskawek na popękane naczynka i zmarszczki, olej z pestek malin przeciwzapalnie, nawilżający wyciąg z aloesu i… – znowu na chwilę się zatrzymał. -…o ile dobrze pamiętam jest tam jeszcze trochę oliwy z oliwek i witaminy E. Smaruj. – rzucił w trybie rozkazującym, pozwalając sobie na dokładne zlustrowanie jego twarzy. Szybko wydał osąd.
- …dużo. Dużo smaruj. – uśmiechnął się dość dwuznacznie. - …tylko siebie, a nie te… rośliny. – nie za bardzo wiedział, jak ma się odnosić do jego pupilków, żeby ich nie urazić.
- Whiskey sobie zostaw, może chociaż Gryzelda skorzysta… – kwiaty piły alkohol? Drogi absolucie, w jakim świecie ten Leonardo się uchował.
- Do zobaczenia. – pożegnał go mocnym, dziarskim uściskiem dłoni (czemu ręka Covenbreeze'a wręcz parzyła?) i udał się do swojego gabinetu, myśląc o przepysznym żarełku, które sobie zaraz zje.

[z/t]
_________________


Did we light too many matches?
Turned ourselves into these ashes.
Did we throw it all away?
We walk through the fire!
Is there a way out?


 
     

Immanuel Matveyev
Prof. Zielarstwa
Dołączył: 23 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 34
Krew: czysta
Pupil: wozak bez imienia
Różdżka: wiąz, łuska węża morskiego, 14 i pół cala, giętka
Ekwipunek: różdżka, siekiera, szaleństwo
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 45
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Sob Sie 18, 2018 11:57 pm   
   <Multikonta: --


Immanuel postanowił nie odpowiadać nauczycielowi Obrony Przed Czarną Magią, zamiast tego zrobił wielkie maślane oczy i wyszczerzył się od ucha do ucha. Słowianie nie umieją się uśmiechać, według niego to, co zrobił, było uprzejme. Nie chciał go do siebie zrażać po marnym pierwszym wrażeniu, ale Drętwota wciąż mu dzwoniła w uszach, podobnie do zmrożonego alkoholu (trunek ten prawdopodobnie miał w sobie coś ekstra magicznego). Po wyjściu Leonarda z jego gabinetu odetchnął z ulgą, zamknął drzwi i padł na łóżko. Skrypty poczekają. Mężczyzna zasnął, a gdy się obudził dnia następnego to wstał, ogarnął twarz i ubranie, po czym wyruszył w świat (to znaczy na zajęcia). I funkcjonował jak normalny człowiek. Znaczy prawie.

<zt>
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











AbsitOmen

Northland Highschool

Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 9