► Poszukujemy nauczycieli Astronomii, Starożytnych Run, Numerologii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani również śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► W klasie na III piętrze rozpoczyna się lekcja Zaklęć!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica
Autor Wiadomość

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 1:17 am   
   <Multikonta: A.M.


Jego długie palce zaciskały się na jarzębinowej różdżce wciąż gotowej do ewentualnego ataku czy obrony. Oddychał coraz bardziej płytko odczuwając już intensywność tych wydarzeń, ale pulsująca w jego żyłach adrenalina skutecznie podtrzymywała jego organizm w mniejszym zmęczeniu i nieodczuwanym póki co bólu. Stał w rozkroku, gotowy do ewentualnego odskoku, a jego ciemne oczy obserwowały uważnie otoczenie znajdujące się wokół nich. Dwóch napastników, których unieszkodliwiła Betha poleciało gdzieś na otoczenie wierzchołka pagórka i miał nadzieję, że już się nie podniosą w ramach odsieczy. Kolejnego natomiast spętał on i obezwładnił on, a ostatni z czterech uciekł. Szlag. Klatka piersiowa profesora miotlarstwa unosiła się i opadała i to był jedyny ruch jaki można było teraz zarejestrować na jego ciele. Tamci na pewno nie uciekli, oni nie poddają się tak łatwo, a poza tym nie zostawią swojego łupu. On obecnie nie przejmował się magicznym stworzeniem – choć de facto to je przybyli uratować – a bardziej skupiał się na ratowaniu własnego jestestwa i dodatkowo jeszcze studentki, która wpadła na genialny pomysł aby się w to mieszali. Był trochę zirytowany na to całe ich bezmyślne przedsięwzięcie, ale w ogóle tego nie okazywał skupiony całkowicie na tym, żeby nie oberwać czymś dużo gorszym niż zaklęcia, które do tej pory atakowały jego ciało. Zawzięty i ostry wyraz jego twarzy złagodniał nieco wygładzając zmarszczki, kiedy spojrzał na dziewczynę zwracającą się ku niemu i dającą wyraźny sygnał, że ma zamiar iść do buchorożca i pomóc mu jak najbardziej w tej jakże stresującej sytuacji. Mężczyzna zacisnął zęby, ale porozumiewawczo kiwnął głową i poruszając bezdźwięcznie wargami rzucił krótkie ‘uważaj na siebie’, aby już po chwili znów stać w nieruchomej pozycji z jedynie poruszającymi się wokół oczami. Gdzie podziali się tamci dwaj. I gdzie są Ci pieprzeni aurorzy.
Skupił się całkowicie na ratowaniu ich skóry i próbom nie zginięcia dzisiaj, kiedy w końcu do jego uszu dotarły ciche trzaski i dźwięki skradania. Nie był pewien, czy szmalcownik, który znajdował się gdzieś obok niego to był ten, którego nie zdążyli dorwać, czy raczej ten piąty. W każdym razie zdawało się, że był sam, a to oznaczało, że drugi albo zaraz wyskoczy, albo zajął się jego sojuszniczką. A on się nie rozdwoi. Jakby tego było mało musiał dodatkowo jeszcze obserwować tych trafionych bombardą, choć miał szczerą nadzieję, że jednak omdleli i nie podniosą się tak szybko. Zanim jeszcze w ogóle zwrócił się w stronę dźwięków rzucił ciche homenum revelio, które miało ujawnić jego przeciwnika tak tchórzliwie ukrywającego się za zasłoną zaklęć. Kiedy tylko udało mu się zlokalizować napastnika od razu machnął różdżką celując w niego i rzucając dość zirytowanym głosem w jego stronę Ottoriusa i kolejny raz Inkarserus, który raczej skutecznie pętał ofiary. O tak, zdecydowanie miał ich dosyć. I pomyśleć, że szedł tylko napić się do baru.
_________________
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2458

Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 1:19 pm   

Napastników ani widu ani słychu. Chwila spokoju nie powinna jednak uśpić czujności profesora i studentki, bo niebezpieczeństwo nadal gdzieś się czaiło. Póki co pozostawało tylko poza zasięgiem ich wzroku.
Panna Michaelson teleportowała się tuż obok zamkniętego w ochronnej kuli buchorożca, który znajdował się w zdecydowanie najgorszym położeniu. Przerażone zwierzę podejmowało desperackie próby uwolnienia się z magicznych więzów szarpiąc się do tego stopnia, że te liny niemal wżynały się w jego cielsko. A biorąc pod uwagę to jak gruba i wytrzymała jest skóra stworzenia tego gatunku, łatwo sobie wyobrazić jak wiele sił musiał wkładać w próby wyzwolenia z uwięzi. Studentka zadbała o zmniejszenie temperatury, która gwałtownie podniosła się w okolicy wyciszając w ten sposób strzelające w góry płomienie. Zrobiło się nieco względniej, a dodatkowo wytworzony z różdżki silny strumień wody zaczął gasić najbliżej znajdujące się języki ognia. Tylko, że czar ten wymagał nieustannego podtrzymywania, co niemal wykluczało szybką reakcję w razie ataku.
Bo rzeczywiście... przeciwników było pięciu, ale przez cały czas walczyli tylko z czwórką. Nie trzeba być geniuszem z matematyki, żeby zdać sobie sprawę z tego, że jednego agenta brakuje. Zwiał? Nie... przecież na miejscu znajdowała się ogromna, wierzgająca skarbonka. Skoro jego koledzy dzielnie stawiali czoła intruzom, on zatem musiał...
Tak. Nie zostawiłby buchorożca bez "opieki". Wykorzystując fakt, że panna Michaelson gasiła ogień i nie mogła wystarczająco szybko zareagować pojawił się za nią. Cichy trzask. Dziewczyna ledwo zdążyła się obrócić, ale było już za późno. To może jakiś odwet za kolegów? Najlepiej taki, żeby zdławić chęć oporu w zarodku.
- Crucio. - przy takim zaklęciu nawet gdyby studentka zdołała wypuścić czar odbijający... nie, to było zbyt niszczycielskie zaklęcia, zbyt potężne. Nie mogła w tym wypadku go uniknąć.
Z kolei pan Verendal słusznie zastosował najpierw zaklęcie ujawniające. Fortel szmalcownika, który zastosował iluzję dźwiękową dzięki temu nie mógł się udać, bo jego obecność została ujawniona kawałek dalej od miejsca, z którego pierwotnie dochodziły odgłosy. Przeciwnik stał się widzialny, ale wciąż był gotowy do ataku. Gdy profesor rzucił Ottoriusa, szmalcownik sprawnym ruchem rzucił niewerbalne Ascendio pociągając w ten sposób magiczny kijek nauczyciela ku górze. Pan Verendal nie wypuścił co prawda różdżki z ręki, ale tor lotu zaklęcia został zaburzony i nie trafiło ono w napastnika, a wystrzeliło gdzieś ponad nim. To wystarczyło. Kolejne było szybkie Emendo, a że profesor nie pomyślał o żadnej ewentualnej obronie, czar spętania nawet gdyby został rzucony zgodnie z torem lotu zaklęcia nie mógłby stanowić żadnej osłony przed silnym zaklęciem czarnomagicznym. Skutkiem tego Emendo zniwelowało Incarcerous i uderzyło w nauczyciela na wysokości jego klatki piersiowej, a konkretniej mówiąc w jej poprzek nieco powyżej mostka. To było jak bolesne smagnięcie biczem i to nawet nie takim, które stosują panie lekkich obyczajów na spragnionych dodatkowych wrażeń klientach. To się niemal wżynało w skórę. Może nie nazbyt głęboko, ale boleśnie. Na ubraniach został ślad przecięcia długości niemal dwudziestu centymetrów, a z rany zaczęła się sączyć krew.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 554

Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 1:59 pm   

Chwilowa nadzieja na wygraną przyszła szybciej niż się spodziewała. Miała wrażenie, że walka jest bliżej końca i ich sukcesu, nawet jeśli nie było widać pozostałych przeciwników. Pokonali już jednak trójkę z nich i mimo, że nie wyglądali najlepiej, to trzymali się na nogach o własnych siłach i pomimo rozchodzącego się po całym ciele bólu, wciąż byli zdolni do walki. To dobrze, prawda? Jakby nie patrzeć, połowa już za nimi. Zostało jeszcze tylko pokonać ostatnią dwójkę, ugasić pożar i uwolnić zwierzę od krępujących go lin, a potem poczekać na przybycie aurorów, którzy dalej będą wiedzieli jak mają postąpić. Oni wrócą do domu i ten dzień pomimo agresywnego obrotu, skończy się dobrze dla wszystkich. No, prawie.
Dziewczyna naprawdę z całych sił starała się zapanować nad ogniem i stresem potężnego zwierzęcia, jednak nie mogła mu przemówić do rozsądku nawet jeśli bardzo by tego chciała. Musiała działać więc szybko i ugasić ogień, aby zająć się zdenerwowanym buchorożcem i uwolnić go od bólu. Na całe szczęście, płomienie przestały być tak irytujące i ich gorąc ustał przez co mogła dalej pracować. Zaklęcie wodne, które musiała podtrzymywać skutecznie pokonywało coraz większą liczbę języków ognia, przez co dziewczyna zdawała się powoli panować nad sytuacją. Wszystko zdawało się iść w naprawdę dobrym kierunku.
No, ale.
Mimo faktu, że naprawdę starała się uważać i być gotową do obrony, atak ostatniego ze szmalcowników ją zaskoczył. Było jednak o wiele za późno, aby zareagować zaklęciem chroniącym, które zapewne i tak na nic by się nie zdało. Nie w tym przypadku. Słysząc charakterystyczny trzask za plecami, natychmiast starała się odwrócić i zareagować, jednak była o wiele za wolna. Przeciwnik pojawił się znikąd ze swoimi okrutnymi zamiarami. Po chwili do jej uszu dotarła bardzo dobrze jej znana inkantacja jednego z trzech niewybaczalnych zaklęć.
To było ostatnie co do niej doszło.
Chwilę później poczuła niewyobrażalny ból przechodzący jej ciało. Z jej gardła wpierw wydobył się niemy krzyk, aby później przerodzić się w pełne cierpienia zawodzenie. Ból był wychodzący ponad wszelką skalę bólu jaką kiedykolwiek miała i był tak intensywny, że nogi się pod nią ugięły powodując, że padła na kolana przed swoim oprawcą. Każda część jej ciała była tak ociężała i sparaliżowana, że nie mogła nic zrobić. Nie miała szans na jakąkolwiek obronę, czy wyrwanie się z klątwy Cruciatusa. Jej palce nie były dłużej w stanie zaciskać się na różdżce, która upadła obok niej wylatując z dłoni dziewczyny. Miała wrażenie, że milion rozżarzonych do czerwoności noży wbija się w każdy skrawek jej ciała i obraca się powodując jeszcze więcej cierpienia. To było gorsze uczucie, niż wyrywanie kończyn i posypanie świeżych, otwartych ran grubą warstwą soli. To było gorsze od czegokolwiek co przeżyła w życiu. W tej chwili myślała tylko o tym, aby ból który odczuwała w końcu się skończył. Nie ważne w jaki sposób. Wolałaby w tej chwili nawet umrzeć, byle tylko cierpienie spowodowane przez klątwę ustąpiło. Do jej oczu napłynęły pojedyncze łzy bólu. Bolało tak bardzo, że po chwili nawet nie mogła wydać z siebie dźwięków, więc po prostu otwierała usta w niemym krzyku modląc się w duchu, aby to najgorsze uczucie na świecie w końcu ustąpiło.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 4:43 pm   
   <Multikonta: A.M.


Gdyby się bardzo postarał to mógłby usłyszeć pulsowanie krwi w swojej głowie mimo, że zewsząd strzelały kolejne zaklęcia wydające charakterystyczne dla siebie dźwięki i skutecznie zagłuszające wszystko inne w akompaniamencie zawodzenia rannego i spanikowanego buchorożca. W tym momencie serce waliło mu tak mocno, że jeśli podano by mu worek czerwonego płynu do transfuzji to natychmiast zostałby wpompowany w jego ciało, a drugie tyle oddane na zewnątrz. Był jednak skupiony, można powiedzieć wręcz, że nie zwracał uwagi na otoczenie, bo jedyne co było teraz ważne to jego przeciwnik kryjący się za nieudolnym zaklęciem, którego tak szybko go pozbawił. Pozornie przechylona szala zwycięstwa na ich stronę poprawiła nieco ich morale, żeby już po chwili zacząć znów wracać na swoje miejsce tam, gdzie jest scena, w której dostają sowite baty.
Poczuł, że jego dłoń wędruje do góry razem z różdżką co skutecznie zmieniło kierunek lotu ottoriusa i już z pewnością nie mogło trafić w swoje docelowe miejsce. Starał się ją opuścić, ale nie było to od razu takie proste, udało się jednak na tyle, że drugie rzucone przez niego zaklęcie powędrowało w kierunku przeciwnika aczkolwiek zostało zniwelowane przez jego, które skutecznie pozbawiło go przez chwilę tchu. Kanadyjczyk zacisnął zęby z taką siłą, że wkrótce mogłyby się połamać, ale pomagało mu to w pewien sposób powstrzymać ogarniające go poczucie bólu rozchodzące się w okolicach klatki piersiowej. Jego wszystkie mięśnie zacisnęły się, a on nie chciał patrzeć na to, co dzieje się właśnie na jego torsie, bo doskonale wiedział, że jeśli to zrobi, to na pewno ten widok skutecznie go w jakiś sposób osłabi. Zacisnął palce na wampusowej różdżce i patrząc na swojego zadowolonego z siebie przeciwnika morderczym wręcz wzrokiem, i zamiast wycelować ją w niego przyłożył sobie jarzębinowy kijek do gardła rzucając zaklęcie Banshee i od razu otwierając usta, żeby zaatakować tamtego dźwiękiem zwróconym bezpośrednio w jego stronę. Jeśli udało się choć na chwilę go rozproszyć, to od razu pomknęło ku niemu zaklęcie Bombarda maxima, bo naprawdę nie chciało mu się już z nimi bardziej pieścić. Był zirytowany, cały przepocony i zakrwawiony, czuł, że jego koszulka przesiąka jakąś ilością krwi, ale na razie nie zwracał na to uwagi. Adrenalina w jego żyłach jeszcze dodawała mu siły i nie wiedział jak długo wytrzyma jeszcze te bitkę zanim te zaczną go opuszczać. Zacisnął mocniej zęby i już miał na siebie rzucić coś leczącego, kiedy przypomniał sobie, że przecież była z nim Betha. Rychło w czas. Odwrócił się w kierunku buchorożca rezygnując z leczenia siebie, a widok który się przed nim rozpostarł zmroził mu krew w żyłach, bowiem zauważył dziewczynę lezącą nieruchomo na ziemi i przeciwnika, który wciąż celował w nią swoją różdżką. Cały kolor odpłynął mu z twarzy, a cała ta zmrożona krew już po chwili znów odzyskała swoje ciśnienie, które czuł, że niedługo rozsadzi mu żyły. Przeszła go fala gniewu jakiej dawno nie poczuł. Nie zważając na nic teleportował się ze dwa metry za szmalcownikiem z wycelowaną w niego różdżką i całą swoją irytacją i złością bez żadnych wyrzutów sumienia rzucił w niego Fractum wyraźnie celując w jego kręgosłup na wysokości klatki piersiowej.
_________________
  
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2458

Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 6:16 pm   

Kłęby dymu wcześniej rzuconego zaklęcia zaczęły się w końcu przerzedzać, co umożliwiło lepszą widoczność na polu walki. Dzięki staraniom ex ślizgonki, buchorożec nieco się uspokoił, przynajmniej przestał tak desperacko się szarpać i rzucać na wszystkie strony, chociaż zwierzę nadal pozostawało niespokojne. Niestety za troskę nad zwierzęciem studentka musiała bardzo wiele zapłacić, bo użyte na niej zaklęcie miało niezwykle niszczycielskie działanie dla całego jej organizmu. Efekt działania czaru ustał, ślizgonka była wykończona i osłabiona, ale zdatna jeszcze do jakiegokolwiek funkcjonowania, chociaż pozbieranie się po tak druzgoczącej sile nie będzie proste. Dlatego szmalcownik zamierzał jej to ułatwić.
- Imperio. - padło kolejne z zaklęć niewybaczalnych wycelowanych w dziewczynę. - Wykończ go. Wykończ tego, z którym tu przyszłaś. - Padło polecenie.
Ex ślizgonka była idealnym celem dla wymierzonego w nią kolejnego z trzech najbardziej okrutnych czarów. Osłabiona po męczarniach Cruciatisa, niezdolna do ataku ani obrony. Zresztą, to nie były zaklęcia, przed którymi tak łatwo można się obronić. Nawet gdyby chciała uciec, fizycznie uniknąć kontaktu z tą straszną klątwą, nie miałaby jak.
Szmalcownik kopnął w jej stronę różdżkę, która wypadła jej z dłoni.
Bo skoro gdzie diabeł nie może, tam Bethę pośle, to...
Pan profesor w tym czasie zdołał rzucić bardzo przebiegły czar, który w istocie zadziałał tak jak powinien. Na twarzy jego napastnika pojawił się grymas bólu, prędko zatkał on uszy dłońmi, co było naturalnym odruchem w takiej sytuacji i zaczął się cofać. Sam ten mimowolny ruch pozbawił go chwilowo możliwości użycia różdżki. Pechowo zarówno dla niego jak i nauczyciela, wykonał o jeden krok za dużo do tyłu, w ten sposób tracąc równowagę i zsuwając się z pagórka. O tyle nie było to szczęśliwe dla nauczyciela, że jego przeciwnik uniknął w ten sposób lecącej na niego Bombardy. Napastnik najwyraźniej nie zleciał jednak całkiem na dół, zapewne uczepiając się jakiegoś fragmentu wystającej z ziemi skały albo grudy ziemi i zdołał się podciągnąć wyżej. Incarcerous wystrzeliło z jego różdżki jeszcze zanim pan Verendal zdążył się teleportować, chociaż z racji tego, że wszystko działo się szybko, w ruchu i zarówno nauczyciel był gotowy już się przemieścić w stronę swojej towarzyszki, jak i szmalcownik nie znajdował się w dogodnym położeniu, jego czar spętania zdołał uchwycić tylko nogi Verendalowi. Pęty nie objęły całej sylwetki profesora, a zacisnęły się wokół jego kostek nie tylko uniemożliwiając teleportację, ale sprawiając też, że pan profesor runął na ziemię i jego plany rozwalenia kości przeciwnikowi skończyły się niestety tylko na zamiarach. Co więcej miał właśnie przed oczami już nie pannę Michaelson, a studentkę uwięzioną w swoim umyśle gotową zapewne do tego by pomimo wyczerpania zabić.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 554

Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 10:00 pm   

Ból jaki czuła był nie do wytrzymania. Każdy mięsień ją rwał, aby chwilę później każdemu ruchowi towarzyszyło uczucie dźgania rozżarzonym nożem. I tak naokoło. Na przemian. Cały cholerny czas. Pragnęła, aby to się skończyło. Chciała wyzbyć się wszelkiego cierpienia, które nią w tej chwili telepało. Na wszelkie sposoby starała się znaleźć pozycję, która będzie mniej bolesna, ale takowa nie istniała. Wiła się więc z bólu bez nadziei na to, że szmalcownik w końcu postanowi zrezygnować z zaklęcia niewybaczalnego. Nie wiedziała jak długo to trwało, ale dla niej każda sekunda pod wpływem czaru wydawała się być wiecznością. Czy właśnie tak wyglądało piekło do którego oficjalnie miała trafić? Jeżeli tak, to chyba postanowi się nawrócić i zostanie zakonnicą.
Zaklęcie w końcu ustało, a Betha mimo potwornego wyczerpania i ciągłego bólu rozchodzącego się po jej ciele, poczuła także nieopisaną ulgę. To o co się modliła stało się. Po raz pierwszy w życiu. I chociaż wiedziała, że szmalcownik wciąż nad nią stał z okrutnymi zamiarami, w tej chwili cieszyła się, że przerwał jedno z najokrutniejszych zaklęć. Słyszała swój ciężki szarpany oddech, który z trudem łapała. Nie miała siły wstać, ale nie miała zbyt dużego wyboru. Przeciwnik postanowił dalej poznęcać się nad byłą ślizgonką, tym razem nie fizycznie, ale psychicznie.
Drugie z zaklęć niewybaczalnych. Imperio.
Brakowało trzeciego do kolekcji, ale chyba nie chciała aby dzisiaj padło. Zwłaszcza nie w jej kierunku. A już w szczególności nie w kierunku Chrisa, który znajdował się tu czystym przypadkiem. To ona postanowiła tu przyjść. To ona chciała walczyć. To była jej decyzja. Nie zamierzała nikogo więcej w to mieszać, a już na pewno nie jego. Jednak stało się i nie mogła cofnąć czasu, nawet jeśli by bardzo tego chciała. Słysząc więc zaklęcie spodziewała się najgorszego, a jej obawy chwilę później stały się rzeczywistością.
Wykończ go. Wykończ tego, z którym tu przyszłaś.
Momentalnie ją serce ukuło i tym razem nie za sprawą Cruciatusa. Jej źrenice się powiększyły, a oddech przyspieszył w panice, kiedy mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa. Nawet jeśli czuła się słaba, musiała złapać różdżkę, która wypadła z jej dłoni i wstać na równe nogi, aby zmierzyć się ze swoim strachem. Nie chciała tego robić. W tej chwili zdała sobie sprawę, że wolałaby raz jeszcze zostać trafioną Crucio, niż sprawić niewyobrażalne cierpienie zakończone bolesną śmiercią tej konkretnej osobie. Jej umysł starał się zwalczyć klątwę, jednak jej ciało wciąż się poruszało zgodnie z wolą rzucającego. Wstała, zaciskając niepewnie palce na różdżce. W tym momencie absolutnie nie skupiała się na bólu, który pozostał po poprzedniej klątwie, ale na chęci przeciwstawienia się Imperio, które teraz na niej ciążyło.
Jeden krok, drugi. Teleportacja.
Dziewczyna pojawiła się przed leżącym Verendalem i czuła jak cała się trzęsie odbywając wewnętrzną walkę z samą sobą. Nie rób tego, Betha. Obudź się. OBUDŹ SIĘ DO CHOLERY. myśli kołatały się w jej głowie, kiedy patrzyła na niego z góry. Przestań. mówiła do samej siebie, ale mimo to nie mogła przestać celować w niego swoją modrzewiową różdżką. Tylko nie jego. Proszę. błagała w myślach jakby coś to miało zmienić. Jakby miało to przekonać kogokolwiek do zmiany decyzji, ale nikt jej nie słyszał. Nie mógł. To była jej walka z zaklęciem i pomimo, że była wykończona fizycznie, z całych sił walczyła z niewybaczalną klątwą.
- E…- wahała się. Tak bardzo nie chciała tego mówić. Tak bardzo chciała to powstrzymać. Broń się, błagam. - Emendo.- wydukała niepewnie czując magiczną moc płynącą z różdżki kiedy zamachnęła się po raz pierwszy. A potem drugi. Trzeci. Pojedyncze łzy kręciły się w jej oczach tylko po to, aby z każdym kolejnym ruchem spadać jej na policzki, gdy zadawała kolejne ciosy. Jej spojrzenie było przepełnione cierpieniem czynów jakie właśnie popełniała. Gula urosła jej w gardle widząc ból wypisany na jego twarzy. Ból, który ona spowodowała.
Wciąż miała w niego wymierzoną różdżkę i choć dłoń jej się trzęsła, a cały umysł krzyczał sprzeciwy, nie mogła się powstrzymać. Miała nadzieję, że się obroni. Miała nadzieję, że w końcu jej umysł będzie na tyle silny, że sama upuści różdżkę i wygra tym samym z niewybaczalnym czarem.
- Przepraszam.- wydukała - Suspexoro.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 10:25 pm   
   <Multikonta: A.M.


Sinusoida ich powodzeń czy niepowodzeń trwała w najlepsze, choć w tym przypadku bardziej skupiała się na ich przegrywaniu niż wygrywaniu, no ale grunt to się nie poddawać, prawda? Czy coś takiego. Bądź co bądź kiedy jego banshee ogłuszył przeciwnika, ale bombarda nie trafiła Christopher przeklnął siarczyście pod nosem czego zwykle nie robił, ale zwykle też nie rzucał zaklęć czarnomagicznych więc w gruncie rzeczy wszystko się zgadzało jeśli chodziło o trzymanie jego nerwów na wodzy w tej sytuacji. Miał ochotę posłać w jego stronę kolejne zaklęcie, kiedy zorientował się co się święci, ale wszystko działo się tak szybko, ze był już w połowie teleportacji w inne miejsce w celu ratowania studentki męczącej się pod wpływem crucio. I tak naprawdę chyba tylko cud (względnie dobra wola MG) uratowała go przed rozszczepieniem się, bo w zasadzie po części się już odczepiał od gruntu. Poczuł jednak jak coś wyprowadza go z równowagi i ponownie uziemia, jakby dzisiaj niewystarczająco najadł się już piachu. Wydał z siebie dźwięk istnego wkurwienia i bezsilności z tego wszystkiego, po czym wycelował różdżkę w miejsce gdzie właśnie znajdował się jego przeciwnik i teraz to w niego, skoro nie udało mu się w ogóle teleportować, rzucił fractum celując w sam środek jego paskudnej, zabliźnionej szyi i mając w głębokim poważaniu czy tamten zginie czy będzie do końca życia kaleką.
Nie zastanawiając się zbyt długo, bo ciągle pamiętał, że gdzieś za nim znajduje się cierpiąca dziewczyna wycelował magiczny, jarzębinowy kijek w swoje kostki i wymówił zaklęcie finite mając nadzieję, że uwolni to jego nogi i będzie mógł dalej walczyć w pełnym ruchowo rynsztunku swojego ciała, bo został jeszcze jeden. Tak przynajmniej myślał. Odwrócił głowę w kierunku dźwięku teleportacji i wycelował tam różdżką, lecz jego ciemne oczy nie zobaczyły żadnego szmalcownika, a jedynie mogły dostrzec będącą tuż przed nim Bethę. Choć wykończona, wyglądała jakby nie było z nią aż tak źle jak mu się wydawało, a przede wszystkim żyła, więc to już ogromny sukces. Już miał coś powiedzieć, już miał się odezwać, ale coś mu w tym wszystkim przestało pasować. Jej wzrok… jej oczy nie podobały mu się ani trochę, a on sam mimowolnie przełknął ślinę widząc wyraz jej twarzy i wycelowaną w jego kierunku różdżkę. Celowali teraz w siebie nawzajem. – B-betha? – spytał niepewnie szukając w jej twarzy odpowiedzi. Choć umysł podpowiadał mu, że ślizgonka znajduje się pod zaklęciem imperiusa, to jednak jego myśli skutecznie starały się to zagłuszyć. Nie rzucił w nią żadnym zaklęciem, nie wypowiedział żadnej inkantacji, żeby już po chwili poczuć ból na swoim ciele spowodowany zaklęciem emendo. Zacisnął zęby jeszcze mocniej czując jak jego ciało rozpala się pod kolejnymi ranami i jęknął dość mocno. Jego palce zacisnęły się na wampusowej różdżce, a kiedy tylko złapał jakąkolwiek przerwę w bólu rzucił na siebie protego. Nie miał zamiaru jej atakować, nie miał zamiaru bronić się zaklęciami odbijającymi, bo nie wiadomo jak drastyczne inkantacje przyjdą jej na język. Musiał więc użyć defensywy na sobie, a to jedyne co przychodziło do głowy, w momencie kiedy modlił się, o Merlinie, żeby obudziła się z tego cholernego imperiusa. Spojrzał na nią ciemnymi oczami mając dość zawzięty, acz skierowany w jej kierunku łagodny wyraz twarzy. Nie miał jej tego w żadnym aspekcie za złe, wiedział że nie robi tego specjalnie i że w tym momencie nie zrobiłaby tego nawet świadomie, a co dopiero pod wpływem klątwy. Chciał ją teraz przytulić. – W porządku, nic się nie dzieje. To nic. – rzucił w jej kierunku widząc łzy w kącikach jej oczu. Czuł jak biała koszulka nasiąka mu krwią, ale zdawał się sobie nic z tego nie robić, mimo że gdzieś w środku czuł że ból uderzy go znienacka i jeszcze mocniej kiedy to wszystko się skończy. Nadal trzymał różdżkę w górze czekając na kolejny cios i będąc przygotowanym na ewentualną obronę. Byli w straconej pozycji, nie wiadomo ilu szmalcowników było przytomnych, ilu zaraz się obudzi, a poza tym był jeszcze ten jeden, który rzucał na nią imperio.
_________________
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2458

Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 12:33 am   

Tym razem zaklęcie, które zamierzał profesor mitolarstwa rzucić wcześniej zadziałało zgodnie z planem. Szmalcownik, który tak uparcie próbował go zatrzymać, nie zdążył jeszcze podciągnąć się wystarczająco by stanąć na równe nogi na pagórku, co znacznie ograniczyło mu możliwość reakcji. Wobec tego czarnomagiczne zaklęcie wywołało efekt zgodny z przeznaczeniem. Napastnikowi coś chrupnęło gdzieś w okolicach szyi, głowa przechyliła się pod nienaturalnym kątem i zaraz zsunął się on bezwładnie po zboczu wzgórza. Za to pan Verendal mógł spokojnie się wyswobodzić z pętów oplatających jego kostki i stanąć naprzeciwko swego przeznaczenia.
Jego przeznaczenie było pod działaniem jednego z zaklęć niewybaczalnych. I to nieprzypadkowo były to czary, za których użycie od razu lądowało się z wyrokiem w Aakabanie, a w radykalniejszych wypadkach kończyło się z pocałunkiem dementora. Studentka nie mogła się temu przeciwstawić. To wżarło się w jej umysł niczym jakiś pasożyt, który zaczął sterować każdym jej ruchem. Mogła z tym walczyć, mogła próbować, ale zupełnie straciła władzę nad swoim organizmem. Jeden rozkaz. Wykończ. To było jak mantra, która odbijała się echem nieustannie w jej głowie. Musiała zrealizować zadanie, nie ma wyjścia. Emendo robiło swoje. Ciało pana profesora zaczęło pokrywać się raz za razem krwawymi śladami. Dziewczyna zostawiła mu dodatkowe dwie rany oprócz poprzedniej, którą zafundował mu szmalcownik. Protego na niewiele się tutaj zdało, bo panna Michaelson była utalentowaną czarownicą, która miała sporo siły w zaklęciach. Nawet pomimo faktu wymęczenia przez Cruciatisa. Jej ostatni czar doprowadził do tego, że profesor zawisnął metr nad ziemią, a niewidzialna pętla zaczęła zaciskać się wokół jego szyi. Z każdą chwilą coraz mocniej. I chociaż został tylko jeden przeciwnik na polu walki, to przez cały czas asekuracyjnie celował w studentkę różdżką. Imperio nie odpuszczało. Ta klątwa była niczym najgorsze przekleństwo. Wykończ, wykończ, wykończ dudniące w jej uszach.
Ale to nie wszystko co się działo na tej scenie. Pomimo tego, że znajdujący się w pobliżu buchorożec już się bardziej uspokoił, to jego charknięcia były coraz bardziej nierównomierne. Cielsko zwierza unosiło się i opadało w kolejnych coraz trudniejszych oddechach. Krew strużkami spływała z nasady rogu na polanę, zaś sam róg coraz wyraźniej zaczął przybierać czerwoną barwę, która jakby wypełniała go od środka. Stworzenie było w strasznym stanie i wszystko wskazywało na to, że róg w każdej chwili mógł wybuchnąć.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 554

Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 1:16 am   

Każde kolejne zaklęcie wypowiadane przez nią w kierunku Chrisa było przypłacone cholerną walką, którą musiała ze sobą stoczyć. I nawet jeśli nie wyglądało na to, to miała wrażenie, że ta walka między nią, a Imperiusem pod którego kontrolą była trwała całe wieki. Czuła się jak schizofreniczka, która słyszy w głowie głosy każące jej robić złe rzeczy. Chyba w tej chwili potrafiła zrozumieć tych wszystkich chorych ludzi, którzy dla własnego spokoju się im poddawali. Betha jednak nie chciała się poddać. Nie teraz. Na pewno nie kiedy miała wycelowaną w Chrisa różdżkę.
Wykończ go. Wykończ. WYKOŃCZ. Krzyczało w jej głowie starając się zagłuszyć jej wszystkie myśli sprzeciwu, które przychodziły jej do głowy. Drżała od samej myśli, że to ona miałaby mu odebrać życie i to w takiej sytuacji. Nie mogła jednak poradzić nic na to, że te cholerne zaklęcia niewybaczalne miały taką moc w sobie, że trudno im się było jakkolwiek przeciwstawić. Cruciatus może i był najbardziej bolesnym z zaklęć, jednak to właśnie Imperius był najokrutniejszym, poprzez zmuszanie ludzi do robienia najgorszych rzeczy wbrew woli innych.
Zabij. Wykończ. Teraz.
Chciała krzyknąć, aby nieustający głos w jej głowie w końcu ucichł, aby zamknął jadaczkę, aby w końcu przestał gadać. Miała ochotę zatkać uszy i błagać, aby to podziałało, chociaż wiedziała, że na nic się to zda. Klątwa Imperiusa odbijała się echem w jej głowie i ze wszystkich sił starała się jej oprzeć, zignorować ją. Zrobić cokolwiek, aby w końcu ucichła. Aby nie musiała robić tego, do czego ją zmusza ostatni ze szmalcowników.
Kiedy Emendo raz za razem rozcinało skórę mężczyzny, Betha czuła mimowolny ucisk w sercu, jednak nie mogła się powstrzymać od zadawania kolejnych ciosów. Powtarzające się słowa w jej głowie były nie do zniesienia, ale jej myśli nie dawały za wygraną. Dosyć, Betha, obudź się. Krzywdzisz go! Miała wrażenie, że powoli wariuje, kiedy jej myśli starały się przekrzyczeć wolę rzucającego, jednak twardo upierała się, że w końcu jej się uda przezwyciężyć klątwę. Jeszcze zanim zada ostatni cios. Starała się przeciągać sytuację najdłużej jak mogła, jednak rzucenie zaklęcia wisielca było kolejną rzeczą jaką zrobiła. Poderwała profesora do góry i w tej chwili serce jej stanęło widząc jak niewidzialna pętla zawiązuje się na jego szyi odcinając dostęp powietrza. Jeszcze trochę, a całkowicie przestanie oddychać. Jeszcze tylko…
Dosyć. Dość! Przestań! Koniec! STOP.
Przerwała zaklęcie pozwalając, aby ten spadł z powrotem na ziemię. Mogłoby się jednak wydawać, że dziewczyna się obudziła i w końcu wyrwała spod wpływu zaklęcia, jednak jej drżące palce zaciskające się wokół różdżki mówiły co innego. Z całych sił starała się odeprzeć zaklęcie, które teraz przychodziło jej do głowy, ale jej ciało było nieposłuszne. Ponownie wycelowała w leżącego mężczyznę i przełykając ślinę starała się jak najdłużej przedłużać chwilę spokoju, która zapanowała. Gryzła się w język chcąc jakkolwiek powstrzymać kolejną klątwę, ale nawet gdyby go sobie odgryzła, zaklęcie było niepowstrzymane. W końcu musiała ponownie ustąpić przed potęgą czaru.
- Sectusempra.- powiedziała i przeklinała siebie, że to zrobiła. W powolnym tempie widziała jak koniec jej różdżki się rozjaśnia i jasne światło pędzi w stronę profesora, aby zadać mu kolejne poważne rany. Przepraszam.
Nie mogła skupić się na niczym innym niż na walce jaką aktualnie odbywała w swoim umyśle starając się pokonać siłą woli klątwę. Nie była nawet w stanie skupić się na zwierzęciu, które przecież było główną postacią tej sytuacji. To dla niego tu przyszła. I w tej chwili nawet nie mogła mu pomóc. Nie wiedziała nawet co się z nim dzieje, mimo, że dochodziły do niej różne odgłosy, to nie zwracała na nie uwagi przez nieustępliwe dudnienie w uszach. I walkę myśli. Jeden na jeden z Imperio.
Obudź się do kurwy!
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
  
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 2:44 am   
   <Multikonta: A.M.


Wszystko go bolało.
I wiedział doskonale, że mogło być jeszcze gorzej, o ile nie najgorzej z możliwego. Czerwona ciecz wylewająca się mililitrami z jego ciała wsiąkała w koszulkę robiącą teraz za swego rodzaju niedziałający opatrunek, który wsiąkał dość sporą ilość krwi sączącej się w coraz większej ilości. A bynajmniej to nie miał być koniec jego obrażeń. Adrenalina choć w dużej ilości już po chwili przestała być swoistym środkiem znieczulającym, a do jego organizmu docierało coraz więcej negatywnych bodźców odzwierciedlających się między innymi coraz bardziej intensywnym jękiem czy tłamszonym krzykiem. Zaciskające się zęby powinny mieć między sobą jakiś kołek, żeby się nie połamać, a ciężki oddech i poruszające się z ogromnym wysiłkiem mięśnie zdawały się zaraz popękać. Dosłownie i w przenośni.
Jego protego nic nie dało, był zbyt wykończony, a ona najwyraźniej dużo potężniejsza od niego jeśli chodziło o zaklęcia. Nigdy nie był z nich dobry, nie miał talentu do ofensywy, zawsze zajmował się mniej ważnymi przedmiotami czy zwykłymi zaklęciami, ale z drugiej strony nie sądził, że kiedykolwiek znajdzie się w takiej sytuacji. Co jest z tym kontynentem nie tak? Oddychając mocno i gwałtownie podniósł głowę na dziewczynę patrząc na nią twardym, zdawało się całkowicie odmienionym wzrokiem. Nie było w nim już ani trochę sympatii, ciepła czy jakiegokolwiek pozytywnego uczucia, a jedynie bólm cierpienie i złość. I bynajmniej nie była to złość na nią i jej - mimo że świadome – zachowanie. W jakiś sposób docierało jeszcze do niego, że nie robiła tego specjalnie i na pewno nie z własnej woli.
To jeszcze nie koniec.
Poczuł jak jego ciało unosi się do góry, a stopy tracą grunt, na którym jeszcze przed chwilą się znajdowały. Instynktownie w momencie ucisku jego dłonie powędrowały do szyi szukając niewidzialnej, zaciskającej się liny na jego gardle i przy okazji wypuszczając różdżkę gdzieś na ziemię. Nie miał kiedy się na to przygotować, nie nabrał powietrza, jego płuca nie miały zapasu, który mogły wykorzystać przez kolejne parę minut, żeby podtrzymywać go przy przytomności. Próbował chwycić choćby najmniejszy haust, ale przychodziło mu to z trudem, nie mówiąc już o rzucaniu jakichkolwiek słów czy inkantacji. I tak nie miał różdżki. Jego skóra zaczęła najpierw blednąć, aby już po chwili zacząć sinieć. Białka oczu zaczęły czerwienieć od narastającego ciśnienia krwi w głowie, które nie miało ujścia w dalszą partię organizmu.
I wtedy to puściło.
Czuł jak spada znów na ziemię i choć bolało, to jego organizm nie zważając na cierpienie zaczął domagać się powietrza jeszcze bardziej. Mężczyzna zaczął łapczywie wciągać kolejne hausty powietrza ze świstem, będąc na czworakach i wpatrując się beznamiętnie w trawę rosnącą pod jego ciałem. Nie mógł nawet porządnie przełknąć śliny, bo palące gardło skutecznie go przed tym straszyło. Kończyny drżały mu nie mając siły, aby utrzymać go na czworakach, a jego przeciwniczka jakby zrozumiała intencję skutecznie powalając go z nóg sectusemprą. Nie wytrzymał wyrzucając z siebie wręcz zagłuszający krzyk bólu spowodowanego ranami na całym ciele, które z kolei zaczynało wpadać w coraz większe drgawki. Leżąc już na plecach zacisnął dłonie na kępach trawy skutecznie wyrywając kolejne, wysuszone jeszcze po zimie źdźbła i zgniatając grudki ziemi. Gdzieś pod palcami zawinęła mu się jego jarzębinowa różdżka, ale choć bardzo chciał w tym momencie coś zrobić, jakoś to zatrzymać, to i tak nie mógł. Wszystko go rozrywało do środka.
_________________
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2458

Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 11:43 am   

Ex ślizgonka pastwiła się nad nauczycielem w najokrutniejszy z możliwych sposobów. Klątwa opanowała cały jej umysł dominując wszystko co dziewczyna robiła. Najpierw poddusiła pana Verendala, a potem uderzyło w niego kolejne z potężnych zaklęć czarnomagicznych. Jakby nie był dość poharatany, jakby jego organizm już nie był wymęczony walką zarówno ze szmalcownikami jak i z obecnie najbliższą mu osobą. Przypominał teraz krwawą szachownicę, w której kolejne, ostre cięcia wyznaczały granice poszczególnych pól. Rany były wszędzie, całe jego ubranie zdążyło przesiąknąć szkarłatną cieczą. Ale panna Michaelson jeszcze nie wypełniła swojego zadania, bo profesor wciąż żył. Wszystko wskazywało na to, że będzie musiała w to włożyć jeszcze trochę wysiłku aż do ostatecznego wykończenia mężczyzny.
Pan Verendal szczęśliwie, zanim ruszyli w ten ponury las, wykazał się odrobiną zdrowego rozsądku wzywając aurorów. Co prawda sposób wezwania pomocy nie zapewnił ich szybkiego dotarcia na miejsce, ale specjalne służby zostały w końcu powiadomione, a w czasach gdy magiczne społeczeństwo było bardzo przewrażliwione na punkcie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa, takiego zawiadomienia nie można było zlekceważyć.
Po chwili rozległy się trzy trzaski jeden po drugim zwiastując przybycie trójki panów z wiele mówiącymi emblematami wyszytymi na strojach. W pierwszej kolejności konieczne było spacyfikowane dziewczyny. Oberwała Amisso Conscientia, co spowodowało natychmiastową utratę przytomności i osunięcie się jej na ziemię. Następnie trzeba było zająć się ostatnim na placu boju szmalcownikiem, który zaskoczony takim obrotem sytuacji odruchowo wycelował swój magiczny kijek w jednego z aurorów. Nie zdążył. Najpierw uderzyło go Petrifikus Totalus, a kiedy już wyłożył się jak długi na ziemi ze sztywnymi wszystkimi kończynami kolejne wymierzone w niego Incarcerous skutecznie spętało jego ciało na długości całej sylwetki. Aurorzy jednak nie mogli zainteresować się od razu rannym profesorem, gdyż bardziej palący był inny problem. Wraz z chwilą gdy studentka straciła przytomność jak bańka mydlana pękło Sphaera luxor, które dziewczyna wykorzystała do ochrony buchorożca, a zwierzę było w takim stanie, że groziło rozsadzeniem wszystkiego włącznie z sobą. Jego róg tak bardzo podszedł krwią, że to niemal pulsowało od jego środka. Dwójka aurorów ustawionych po obu stronach musiała rzucić Gelidum Spiritus, bo od łba stworzenia buchało takie ciepło, że aż dziwne iż jeszcze nie eksplodował. Musieli zadbać o to by jak najszybciej schłodzić jego róg i zapobiec katastrofie. Ostatni z przybyłych na miejsce wybawców po spacyfikowaniu szmalcownika podszedł do pana Verendala i przykucnął przy nim, odsłaniając nieznacznie skrawki pokrytego szkarłatną cieczą ubrania, by nieco wnikliwiej ocenić jego stan. W ruch poszło Vulnera sanentur, chociaż i to zaklęcie przy tak poważnym stanie pacjenta nie pomoże tak jakby się tego można było spodziewać. Po chwilowej utracie przytomności studentka zaczęła powoli, chociaż opornie dochodzić do siebie. Fizyczne zmęczenie dawało się jej we znaki, a ból każdej części ciała będącej echem wcześniejszego oberwania Cruciatisem solidnie odbijał się na całym jej organizmie.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 554

Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 12:22 pm   

Wszystko w niej krzyczało. Dosłownie wszystko. Każdy mięsień starał się przeciwstawić zaklęciu, każda jej komórka nerwowa. Umysł darł się z całych sił, aby przestała celować kolejnymi zaklęciami w Verendala, ale nie mogła się przeciwstawić potężnemu zaklęciu, którego padła ofiarą. Z ogromnym bólem serca wypowiadała kolejne inkantacje zupełnie nad sobą nie panując. Imperius echem odbijał się w jej głowie zagłuszając wszystko inne. Liczyło się tylko to, aby wykończyć swojego jedynego sojusznika. Starała się jak najdłużej przedłużać tą chwilę, bo wciąż liczyła na szybkie przybycie aurorów. Szybkie, czyli jeszcze zanim zada ostateczny cios profesorowi.
I wtedy usłyszała charakterystyczny trzask. Jej wzrok natychmiast popędził w jego kierunku, aby z ulgą dostrzec, że Ci o których pomoc poprosili, w końcu przybyli. Nareszcie. Nie mogła jednak w dalszym ciągu wyrwać się spod uroku Imperiusa… I wtedy nastała ciemność.
Nie wiedziała jak długo leżała na ziemi, ale miała wrażenie, że ta krótka utrata przytomności była jak wybawienie dla jej umysłu i mięśni. Dopóki spała, nic nie czuła. Nie chciała się już budzić, bo wiedziała, że jak tylko otworzy oczy, wszystko do niej wróci. Tak było dobrze. Gorzej było z przebudzeniem, które nastąpiło chwilę później. O wiele za krótką chwilę. Dziewczyna powoli zaczęła otwierać oczy, czując jak wszystko ją boli. Cholernie boli. Każdy mięsień był obolały i drżał od wysiłku, kiedy starała się podnieść. Przez chwilę nie wiedziała co się stało i gdzie się znajduje, ale niedługo później wszystko uderzyło w nią ze zdwojoną siłą. Cruciatus. Imperius. Wykończ go. Emendo. Sectusempra. Chris.
Dziewczyna natychmiast zaczęła szukać spojrzeniem profesora miotlarstwa, który tu z nią przyszedł i kiedy tylko go dostrzegła, a także to w jakim jest stanie, aż jej odebrało oddech. To moja wina. Zamarła, aby zaraz zignorować cały ból rozchodzący się po jej ciele i ruszyć w jego kierunku. Jak dobrze było ponownie panować nad swoim ciałem, nad swoją wolą. Kolejne niesamowite uczucie ulgi, które było jednak zepchnięte na dalszy plan przez niewyobrażalnie wielkie wyrzuty sumienia, które w nią uderzały z każdym kolejnym krokiem. Jeszcze trochę, a ból temu towarzyszący mogłaby porównać do tego przeklętego Cruciatusa.
Chciała jak najszybciej znaleźć się obok Chrisa, którym zajmował się w tej chwili jeden z przybyłych aurorów. Widziała rany i krew, która dalej się sączyła z ostrych cięć, które sama mu zadała jeszcze przed chwilą. Mimo, że zaklęcie lecznicze zadziałało, to nie było one skuteczne w takim stopniu w jakim by chciała, aby było. Nie mogła znieść tego beznadziejnego uczucia, które jej towarzyszyło, gdy tylko o tym pomyślała. To okropne, że odkrywała przy nim emocje o których istnieniu nie wiedziała.
Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa!
Siedziała obok niego na klęczkach, łapiąc w swoje zdenerwowane dłonie jego rękę i w absolutnym milczeniu starając się opanować emocje, które nią telepały i zachować ostatki opanowania, jednak myśląc o tym co przed chwilą miało miejsce nie mogła opanować drżenia ręki trzymającej różdżkę. To wszystko zaszło za daleko. Nie mogło tak być. Właśnie dlatego nie mogło tak być. Ona zawsze pakowała się w kłopoty, a kiedy ich sama nie szukała, to one znajdowały ją. I tak za każdym pieprzonym razem. Osoby przy niej zawsze są krzywdzone, a ona potem musi cierpieć patrząc na ich ból. O tym mówiła Lidce. O tym sama sobie mówiła, a mimo wszystko wyszło inaczej. I teraz miała tego skutki. To się musiało skończyć. I to jak najszybciej.
Skupiła się na trzymanej dłoni, aby tylko nie patrzeć mu w oczy. Chyba by nie zniosła jego spojrzenia w tej chwili.
- Chris.- powiedziała starając się mieć jak najbardziej spokojny głos jaki się dało, jednak miała wrażenie, że wciąż jest pod władaniem Imperiusa, bo jej struny głosowe również nie chciały współpracować - Przepraszam.- ponownie przeprosiła nie mogąc znieść myśli, które kołatały się w jej głowie. Były gorsze od cholernej mantry włożonej jej do głowy przez zaklęcie niewybaczalne. Kurwa. - Przepraszam.- powtarzała raz za razem jakby chcąc zmniejszyć swoje wyrzuty sumienia. Mimo, że wiedziała, że to nie była jej wina, że nie rzucała w niego zaklęć specjalnie, to nie mogła sobie tego nie wyrzucać. Mogła po prostu zignorować to co się działo. Mogli poczekać na cholernych aurorów i liczyć na to, że zjawią się szybciej niż zazwyczaj. Wcale nie musieli się w to mieszać, a jednak postawiła na swoją głupią brawurę, która doprowadziła ich obojga tutaj. Do tej cholernej chwili.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 1:19 pm   
   <Multikonta: A.M.


Jedyny dźwięk jaki obecnie z siebie wydawał to coś przypominającego piszczącą zabawkę, która do połowy miała wyrwany gwizdek. Paliło go wszystko – usta, gardło, przełyk, płuca, a oddychanie sprawiało mu jeszcze więcej bólu, ale przecież oddychać musiał, chyba że studentka uzna, że jednak nie i znów za chwilę podwiesi go za gardło i zacznie dusić. Kompletnie nie wiedział co się dzieje, obecnie był bardziej skupiony, żeby nie zemdleć tu z bólu tak mocno ogarniającego jego ciało i krwi wylewającej się z jego klatki piersiowej wyglądającej obecnie jak kraciasta koszula typowego informatyka. Nawet nie miał siły podnieść głowy, żeby ocenić stan swojego torsu, ale z drugiej strony tak naprawdę nie chciał go widzieć, bo dobrze wiedział, że ten widok nie będzie szczególnie przyjemny, a raczej mało kto lubił oglądać otwarte rany, może nawet i trzewia. A szczególnie swoje. Całe jego ciało drżało leżąc na ziemi, a on starał skupiać się na czymkolwiek innym niż wszechogarniający ból i cierpienie, wbił więc wzrok w prawie czarne już niebo rozpościerające się nad jego głową i zaczął koncentrować swoje myśli na kolejnych gwiazdach. Wszystkie mięśnie miał spięte, czekające na kolejny cios, który prawdopodobnie wykończy go już całkowicie. I nikt nie przyjdzie na pomoc.
Kiedy do jego uszu dotarły dźwięki aportacji był święcie przekonany, że to albo następni szmalcownicy, albo Ci, którzy jeszcze przed chwilą byli nieprzytomni. Przynajmniej był świadom, że jeden z całą skutecznością został obezwładniony i już nie podniesie się nigdy z ziemi. Kątem oka zauważył zaklęcie trafiające w dziewczynę i całą siłą woli chciał poderwać się do góry, ale ciało odmówiło mu posłuszeństwa, a on jeszcze bardziej naruszył sobie tkanki. Zostawcie ją.
Nie miał pojęcia co się działo. Kiedy więc jego oczy zobaczyły pochylającego się nad nim mężczyznę, który okazał się być nikim innym jak aurorem, to wszystko puściło go jeszcze bardziej. Byli bezpieczni. Teraz naprawdę miał już ochotę odpłynąć, zemdleć i ocknąć się dopiero jak przestanie boleć, ale ostatkami sił chciał sprawdzić czy wszystko w porządku z dziewczyną. Jego ciało nadal mocno drżało, a zaklęcie rzucone na niego przez ‘wybawcę’ wcale aż tak mocno nie pomogło, choć z pewnością zamknął jego rany powstrzymując krwawienie i wzmocniło jego układ oddechowy, bo mógł swobodniej nabrać powietrza w płuca.
Wtedy poczuł dłoń zaciskającą się na jego i usłyszał jej głos. Zwrócił głowę w tamtym kierunku i zwilżył sobie usta językiem, bo czuł że odwodnienie jego organizmu osiągnęło maksimum. Był spocony, zakrwawiony i odwodniony, pozbawiony sił życiowych i potraktowany kilkoma klątwami, czego chcieć więcej? A jednak była obok, praktycznie cała i zdrowa, wykończona cruciatusem i z pewnością imperiusem. – N-nie, t-to nic. – powtórzyl to co jeszcze kilkanaście minut wcześniej, choć wcale nie był aż taki pewien przebiegu czasowego jaki się tu odbył. Ile minęło czasu, odkąd obserwowali całą scene z pagórka? Godzina? Dwie? Piętnaście minut? Nie miał zielonego pojęcia. Wpatrywał się w Bethę ciemnymi oczami słuchając jak go przeprasza. Nie miała za co. Złapał ją niedbale za rękę i skrzyżował sobie z nią palce, choć jego dłoń z pewnością nie miała zbyt dużo siły i była raczej jak szmaciana lalka. Kanadyjczyk zwrócił swój wzrok na ich zniszczone ręce i przez chwilę na nie patrzył, po czym najzwyczajniej w świecie zemdlał nie mając już siły kompletnie na nic.
_________________
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2458

Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 5:23 pm   

- To ten z rezerwatu w Ugandzie?
- A widziałeś kiedyś buchorożca w Wielkiej Brytanii?
- Tylko pytam... Uniwersytet miał się zająć jego zabezpieczeniem...
- Widać mieli kreta. I tak dobrze, że Uniwersytet zgodził się przyjąć buchorożca po tych pożarach w rezerwacie. To rzadki gatunek, prawie na wyginięciu.
- Ale nadal... jak im się udało...
- Przechwycić transport? Synku, po tym jak przemycili żmijoptaka to tylko wypatrywać aż nam na głowę jakieś nundu ściągną... i kto się będzie za tymi zwierzakami uganiał...
- Więc... to Ci sami co od żmijoptaka?
- Kurwa... jeśli tak mają wyglądać teraz absolwenci aurorstwa to pierdolę, idę na emeryturę. A kto inny? Podziemie synku, podziemie... najgorsze chuje, którym zlikwidowaliśmy bezpieczne przystanie. I coś mi mówi, że to się dopiero rozkręca...

Dzięki staraniom aurorów, róg buchorożca zaczął wracać do normalnego koloru, a stworzenie, chociaż niezwykle wymęczone odzyskiwało równomierny oddech.
Tymczasem auror zajmujący się panem Verendalem widać uznał, że więcej nic nie wskóra, bo z kolejnym machnięciem różdżki i zaklęciem Ferula uczynił z profesora niemal mumię z uwagi na dość ciężki stan poszkodowanego i liczne obrażenia.
- Słonko, następnym razem użyjcie patronusa... zajechaliście sowę tym wezwaniem. - zwrócił się pomagający nauczycielowi mężczyzna do pany Michaelson. - Mung! - rzucił bardziej podniesionym głosem, co raczej nie było skierowane ani do studentki ani tym bardziej do nieprzytomnego profesora miotlarstwa, a raczej do jego towarzyszy zajmujących się rannym buchorożcem, po czym chwycił dziewczynę za ramię, drugą ręką łapiąc rannego i teleportował się z nimi właśnie do tego czarodziejskiego szpitala.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale



Eclipse







Strona wygenerowana w 0,35 sekundy. Zapytań do SQL: 9