Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Czerwiec 2000r.
Pełnia: 11-13.06 (10-13.01)
Ciepłe promyki słońca przeplatają się nieustannie z deszczową aurą. Możliwe poranne mgły i pierwsze burze. W dzień ok. 18'C, w nocy temperatura spada do ok. 10'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Big Ben
Autor Wiadomość

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 5:29 pm   
   <Multikonta: RC


To było takie piękne, zobaczyć ją jak poziom jej zirytowania wyjeżdża gdzieś poza skalę po jego słowach. Ten poziom napięcia, jakie nierzadko tworzyło się między nimi, w tym momencie byłby chyba zdolny zasilić niejedną londyńską dzielnicę prądem. Co więcej - było to źródło energii odnawialnej.
Obserwował ją, jak się sama nakręcała, samemu jej na to pozwalając. To było dziwne, ale lubił kiedy wściekała się w ten nieszkodliwy dla niego sposób.
- To brzmi, jakbyś jednak nie odrzucała tej opcji. - Odpowiedział, dalej uśmiechając się w ten sam, irytujący sposób.
W końcu nie powiedziała mu stanowczego nie, a na przepraszanie się z tymi wszystkimi ślizgonami przed zostaniem jego żoną miała jeszcze czas. Jemu się nie spieszyło, ale też nie odrzucał takiej możliwości, w której dochodzi do ostatecznej, oficjalnej pacyfikacji Harvin. W zasadzie to tego nawet nie planował wcześniej, ale skoro to powiedział, to by oznaczało, że była taka możliwość. I chyba dopiero teraz ten temat realnie przepełzł mu przez umysł. I w jego oczach to byłoby tyle zabawne co tragiczne, tyle przyjemne co irytujące. Czyli w zasadzie niewiele by się zmieniło poza tym, że nie mógłby na Harvin warczeć Harvin. W ogóle nie mógłby zwracać się do niej po nazwisku, bo to by było głupie. Carter. Sam by się skołował czy mówi do siebie czy do niej.
Zresztą Carter nie miałby w sobie tyle mocy, by wypowiedzieć to całe przekleństwo, a na pewno nie w tak wzruszający sposób jak robili to inni. U niego to sprowadziłoby się pewnie do "No... Bo wiesz... Ja... Czy... Kurwa, Vanessa, wyjdź za mnie". To byłby romantyzm chwili na jego poziomie. I to byłby jeden z nielicznych momentów, kiedy przestałby być wyszczekany.
Przewrócił teatralnie ślepiami, kiedy wydała mu kolejne polecenie. Kiedy ona się nauczy, że on nie funkcjonował tak, jakby sobie tego życzyła. A już na pewno nie słuchał jej rozkazów, no chyba że ich interpretacja była mu na rękę. Tak czy inaczej, kiedy się o niego oparła, ten zagarnął ją ramieniem do siebie, oczywiście tylko po to, żeby nie zmarzła (i w cale nie po to, żeby jej zrobić na złość). Jak się będzie dalej z nim szarpała o taką bzdurę to pewnie jeszcze szybciej się zmęczy i jeszcze szybciej odpadnie mu tutaj. Spanie wczesną wiosną na Big Benie chyba nie było mądrym pomysłem, ale biorąc pod uwagę, że to była jego sugestia, to czego innego można było się spodziewać? Ach tak, że chociaż Harvin wykaże się zdrowym rozsądkiem i ten pomysł odrzuci. Ale Harvin była podpita, można jej wybaczyć to uchybienie.
Poza tym - będą co mieli opowiadać dzieciom.
Zerknął na nią kątem oka.
- Ty to mnie musisz lubić, co? - Mruknął, tak na podsumowanie całego dnia. I naprawdę, nie miał z czym teraz wypalić. Po tych wszystkich wrzaskach, groźbach i pyskówkach on doszedł do jakże błyskotliwego wniosku, że Harvin go lubi. Jakby nie patrzeć - jeszcze go nie zamordowała, ani nie zepchnęła z wieży, ani nie kazała zniknąć. A może na razie tego nie zrobiła, w obawie że w razie czego nie będzie miała się jak stąd ewakuować. Przynajmniej nie ryzykując utratą nosa.
Naturalnie, że nie spodziewał się odpowiedzi twierdzącej.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3673
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 9:45 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


- Chyba śnisz. - Prychnęła tylko, bo przecież wyraziła się jasno, prawda?
Jak nie mógł nie rozumieć tej odpowiedzi? Przecież nie ma szans, żeby kiedykolwiek doszła do porozumienia ze ślizgonami. To były dwa zwalczające się obozy i na pewno nie dojdzie do sytuacji, w której możliwe będzie zawieszenie broni. Czy to tak trudno pojąć? A to, że panna Harvin nie odpowiedziała akurat dosłownie "nie" nie musiało oznaczać, że w ogóle rozważa taką możliwość. Z góry założyła, że nie ma nad czym się zastanawiać i zaśmiecać sobie głowy nierealnymi scenariuszami. Bo do czegoś takiego nigdy nie dojdzie. Są ważniejsze problemy na świecie, więc lepiej zająć się czymś co jest przynajmniej odrobinę prawdopodobne.
Już sobie darowała zwracanie mu uwagi, że przecież miał trzymać ręce przy sobie. System Carter łapał za dużo errorów i najwyraźniej nie potrafił się do niczego dostosować. Jest na to jakaś gwarancja może? Zwrot do producenta? Kto w ogóle odwalił taką fuszerkę? Zresztą, nie powinien się dziwić. Nauczycielka przywykła do wydawania poleceń, nierzadko przyjmujących formę bezdyskusyjnych rozkazów. Robiła to non stop na co dzień, przeważnie w stosunku do uczniów, a i czasem wobec dorosłych. Nie widziała nic niestosownego w tym, ze wybrała się jakiś czas temu do profesora mugoloznastwa i narzuciła mu temat lekcji. Nawet nie miał zbyt wiele do gadania. A potem jakoś szbko się zwinął z Hogwartu... ciekawe jak bardzo miało na to wpływ, że ktoś zaczął ustawiaćmu zajęcia z jego własnego przedmiotu. Jeszcze trochę i Van wykurzy ze szkoły pozostałą część kadry.
Kiedy zadał pytanie, podniosła na niego wzrok. Chwilę tylko wpatrywała się w niego z pewnym namysłem, ale nic nie mówiła. Zmarszczyła brwi, jednak momentalnie coś jej przyszło do głowy. Jej kąciki warg uniosły się lekko ku górze, a w nieco zamglonych oczach pojawiły się nieznacznie rozbawione iskierki.
Przecież nie musi odpowiadać.
Skoro on potrafił się nad nią tak bezczelnie znęcać, to ona też może, chociaż bardziej po swojemu. A niech się nad tym trochę pomęczy i pobije ze swoimi domysłami.
Nieznacznie się obróciła w jego stronę z tym podstępnym wyrazem na ustach i zamknęła oczy. Przynajmniej się na poduszkę nadawał. Nie było zresztą tak źle, jeden dzień poza własnym łóżkiem jej nie zaszkodzi, a w razie czego winę zawsze można zrzucić na Cartera skoro na razie jest pod ręką. Ciekawe tylko... jak długo.
I oby jutro dało się jakoś funkcjonować.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 10:36 pm   
   <Multikonta: RC


Chyba śnisz, chyba śnisz. Czy on śnił? Może, ale wyłącznie na jawie.
Carter przyglądał się jej, kiedy ona wycelowała w niego swój wzrok. Nie odpowiedziała? Nie zaprzeczyła? Cóż, on to potraktował jako milczącą zgodę. Jakby nie patrzeć, jeśli z czymś się nie zgadzała to zawsze głośno manifestowała swoje zdanie, a teraz to przemilczała. Posługując się algorytmem Harvin to oznaczało, że faktycznie go lubiła. A przynajmniej taką odpowiedź sobie dopowiedział w myślach. Jeśli zamierzała go w przyszłości rozczarować, to trudno. Znaczy, może nie takie zwykłe "trudno" ale co zrobiłby z tym faktem? Pewnie by go zabolało i bolałoby bardzo długo. A do bólu jakoś był przyzwyczajony. Fizyczny czy psychiczny - co za różnica.
Vanessa Harvin była urocza. Jak spała. Właśnie teraz ta myśl wypełzła. I choć wyglądała jak śpiący, złośliwy chochlik to był to uroczy śpiący, złośliwy chochlik. Nawet się tego denerwować nie chciało w danym momencie. A mógłby, było tyle wspaniałych sposobów, które by z miejsca ją obudziły nagłym atakiem szału. Tym razem jednak sobie odpuścił, bo jednak przyjemności należało dawkować. Jeszcze się Harvin przyzwyczai, że on taki niedobry jest i co wtedy? Znudzi się nim, poszuka innego sadysty-masochisty? W zasadzie w tym to trzeba by było jej życzyć powodzenia. Niełatwo w tych czasach o wytrwałego tresera żmij.
Odchylił lekko głowę i oparł o ścianę, wbijając wzrok w przestrzeń przed sobą. Niby nie czuł się senny, niby nauczył się z tym walczyć, ale... O wiele łatwiej było unikać senności, kiedy miało się co robić i kiedy ktoś obok nie spał (lub udawał, że śpi) w najlepsze. I choć poprzedniej nocy jako-tako się wyspał, to jednak jego organizm nie miał szans by całkowicie się zregenerować. I tak oto jego powieki robiły się coraz cięższe i cięższe, a gdy czuł, że opada mu głowa, natychmiastowo wyskakiwał z fazy zasypiania tylko po to, by za parę chwil to powtórzyć. Podświadomie walczył z sennością, ona była podła. Podchodziła go nieustannie, gładziła, kusiła. Tylko po to, by znów przeżywał to wszystko na nowo.
W końcu z nim wygrała.
Kiedy próbujesz odpocząć, a twój umysł serwuje ci powrót do wydarzeń, które wolałbyś usunąć ze swojej pamięci to nie masz co liczyć na to, że faktycznie wypoczniesz. Jego nocne mary trzymały go przy sobie na tyle mocno, by nie dać mu się od razu obudzić. By przeszedł raz jeszcze granice swojej wytrzymałości, by poczuł to raz jeszcze i dopiero potem, gdy już prawie podłamywał się psychicznie, mógł się ocknąć.
Crucio. I znów, jeszcze raz, to samo cierpienie.
Drgnął, momentalnie otwierając oczy i łapiąc oddech. Mógłby przysiąc, że ten ból podczuł naprawdę. A to było wszystko w jego umyśle.
Zerknął kontrolnie na Harvin by się upewnić, czy dalej spała, czy aby przypadkiem nic nie widziała. I czy aby przypadkiem nie wiercił się na tyle, by wystrzelić ją na drugi koniec przestrzeni. Ostatnie czego chciał, to żeby zamieniła go w jakieś chore zwierzę, dla jego dobra. Żeby wypoczął.
Dopisać do listy - zdobyć jad Pikującego Licha. Zaprzyjaźnić się z profesorem od Eliksirów. Poprosić o pomoc przy rozcieńczeniu jadu. Chociaż z drugiej strony skoro miało to wymazywać złe wspomnienia, to może jeszcze przy okazji wymaże sobie dzień, w którym poznał Harvin. Taki śmieszek. Tak czy inaczej - spać już nie zamierzał. Ten impuls był na tyle skuteczny, że cała senność gdzieś uleciała. Nie zamierzał też znęcać się nad Harvin do samego rana. Wyjątkowo co innego zajęło mu głowę i chyba zapomniał, że powinien jej uprzykrzać życie regularnie co piętnaście minut.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3673
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 11:50 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Wypity alkohol zapewnił jej skuteczny, mocny sen, co w jej przypadku się nie zdarzało. Od dawna nie miała już problemu z budzeniem się po nocach i szukaniem cudownego leku, który pozwoliłby odpocząć jej aż do rana, ale zwykle niewiele było trzeba, żeby ją wybudzić. Czasem wystarczył drobny dźwięk czy ruch, żeby już uchylała powieki. Nie tym razem. W tym wypadku te wszystkie procentowe napoje sprawiły, że spała jak zabita. Od trupa nie bardzo by ją odróżnił i pewnie nawet gdyby Carter zaczął się wiercić i tak nie zdołałby ją wybudzić. Tym bardziej, że jakby odruchowo uczepiła się go mocniej przez sen, bo skoro już robił za tą poduszkę, to musiała zadbać o to, żeby chłonąć od niego jak najwięcej ciepła. Bo kto rozsądny wpadłby na to, żeby wczesną wiosną spać na najwyższym piętrze Big Bena? Carter. On się nie mieścił w definicji słowa rozsądny, a ona z kolei była zbyt podchmielona, żeby to wcześniej negować. Innymi słowy, znowu jego wina, więc niech teraz znosi wczepioną w niego Harvin.
Gorzej, że rano jakoś wybitnie była przekonana, że śpi w swoim łóżku. Jakby do jej wybudzającej się świadomości nie mogło dotrzeć to, że znajduje się gdzieś na wieży zegarowej w dodatku w towarzystwie Deangelo. Nie. Jej umysł nie mógł tego przetrawić do tego stopnia, że oddałaby swoją nerkę zakładając się, że na pewno to jej sypialnia. Nie miałaby teraz nerki.
Tak więc wieczorem musiała zapomnieć zamknąć okna i dlatego tak cholernie wywiało w jej komnacie. Jak ona mogła o tym nie pomyśleć? Przecież w tym zamku wiecznie jest zimno, a na dodatek pora roku jeszcze nie ta, żeby urządzać sobie przeciągi. I poduszka jakoś średnio wygodna. Powinna ją wyrzucić albo zmienić na nową. I dlaczego w ogóle poszła spać w ubraniu? I gdzie jest jej kołdra? Kołdra tutaj była istotą problemu, bo na takie przeciągi to zaraz zmarznie. Pewnie gdzieś się zsunęła. Nie chciało się jej wstawać, żeby zamknąć to cholerne okno, łatwiej sięgnąć po kołdrę. W zasadzie nawet sięgać się jej nie chciało, więc praktycznie po omacku przesunęła ręką po prowizorycznym łóżku. Mhm. Mniej więcej od wysokości jego klatki piersiowej, cały czas niżej aż do paska jego spodni. I wtedy doznała olśnienia.
Cholera, to nie jest łóżko.
Otworzyła oczy i gwałtownie podniosła się do siadu z pewną dezorientacją wgapiając się w Cartera. To zdecydowanie nie jest poduszka. Chwila konsternacji, bo jeszcze nie wiedziała co tu się w ogóle zadziało i gdzie ona jest, bo to na pewno nie jest jej sypialnia.
- Co my... - Urwała, bo kolejne fragmenty wczorajszego wieczoru zaczęły do niej coraz bardziej trzeźwo docierać i już po chwili miała pełną świadomość tego co tu robi i dlaczego znalazła się w tym miejscu akurat z Carterem.
Zmarszczyła brwi z pewnym niezadowoleniem pocierając dłonią czoło. Główka bolała, ale to chyba nic dziwnego po tak konkretnie zakrapianym wieczorze. Będzie musiała jakoś to zniewelować przed lekcjami, powinna być w końcu zdatna do normalnego funkcjonowania w szkole.
Chwilowo jeszcze unikała wzroku Cartera. Drań, będzie miał teraz satysfakcję, że pomyliła go akurat z kołdrą. W ogóle dobrze, że się zorientowała, chociaż miała dziwne wrażenie, że Deang nie miałby nic przeciwko gdyby otrzeźwiło ją trochę później.
- Spałeś? - Rzuciła na niego kątem oka.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 12:20 am   
   <Multikonta: RC


Naprawdę powinien się martwić, czy Harvin nie umarła. Gdy zegar wybijał każdą kolejną pełną godzinę - ona mu się nie budziła. W sumie to i dobrze, jeszcze jemu by się za to oberwało, że mechanizm wieży zegarowej właśnie tak funkcjonował.
Chyba nawet lepiej, że nie spał. Podczas snu organizm się wychładzał i nie miałby czym jej grzać. To faktycznie było niemądre spać na wieży zegarowej, ale czego innego można było się po nim spodziewać?
Zerknął kątem oka na nią, kiedy zaczęła mu się budzić, a potem przeniósł wzrok na jej rękę, którą posmyrkała go po torsie. Nie miałby nic przeciwko, gdyby dalej szukała tej kołdry, ale już w pełni świadoma tego, co robiła. Ale świadomie by tego nie zrobiła, przynajmniej nie w poszukiwaniu tej kołdry.
Odchrząknął, by oczyścić gardło po długim milczeniu.
- Dzień dobry. - Mruknął, spoglądając na nią kątem oka.
Proszę, nie musiał się za bardzo nawysilać, żeby zepsuć jej poranek. Drugi z rzędu. Wystarczyło że tu był, blisko niej. Powinien sprawdzić, czy następnym razem jak będzie w innej komnacie to też uda mu się zepsuć jej poranek. Samą świadomością, że wrócił. To by była dopiero zdolność. Irytowanie jej na odległość.
Naturalnie zadała to złe i niedobre pytanie, którego nie chciał usłyszeć. A dlaczego? Bo nie chciał jej odpowiadać, a raczej - nie chciał robić tego, do czego właśnie został zmuszony. Przez własny umysł.
- Tak. - I tu ją okłamał. Paskudnie, bezczelnie, a mógł to załagodzić mówiąc "Trochę". Wtedy nie minąłby się z prawdą aż tak bardzo, bo faktycznie trochę się zdrzemnął. To "trochę" było bardzo krótkie. I w zasadzie na jego szczęście. I nieszczęście, że w ogóle miało miejsce.
Nie było chyba sytuacji, w której okłamałby Harvin. W każdym razie nie w pełnej świadomości i z premedytacją. Jednak nie ma co się dziwić, ktoś kogo zamienia się w zwierzę, żeby w domyśle wreszcie zasnął, nie miałby ochoty przyznać się do tego, że nie spał. Dlaczego? Bo nie chciał znowu stać się zwierzęciem. Ale to akurat nie był główny ku temu powód. Nie chciał mówić prawdy, bo zaraz musiałby się spowiadać z tego, dlaczego nie spał, usłyszałby pewnie wykład, że sen jest bardzo ważny dla organizmu oraz musiałby się rozdrabniać nad tym, dlaczego unikał snu i co się takiego działo, że nie mógł sobie pozwolić na spokojny odpoczynek. Za dużo gadania o jego słabości i bezradności w danym temacie.
I jasne, że liczył się z tym, że jego kłamstwo wyjdzie na jaw, ale trzymał kciuki, żeby nie odczytała go tu i teraz. Wystarczyły mu wyrzuty, że w ogóle powiedział jej coś nieprawdziwego. Nie chciał słuchać tyrady o tym wszystkim jeszcze od niej. Zresztą powinna się cieszyć z faktu, że nie spał bo go kolejna mara obudziła. Przynajmniej jej nie dręczył, bo był jakiś taki wycofany. Zresztą kto po oberwaniu Cruciatusem nie byłby wycofany. Nieistotne czy w rzeczywistości czy w bardzo realnym śnie, odtwarzającym niedawne wydarzenia.
- Wracamy? Mogłabyś się wpakować jeszcze na godzinę do ciepłego łóżka. Jest wcześnie. - Stwierdził, a nawet wiedział, bo niedawno bicie zegara podało mu godzinę. A że jemu nie wolno było jej zagrzać to niech chociaż ta prawdziwa kołdra to zrobi. Biedny czarodziej, tak wiele mu zabraniała. A on tak bardzo jej słuchał, aha.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3673
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 10:58 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


- Dzień dobry... - Odpowiedziała, chociaż lekko zbita z tropu, bo nie pamiętała, kiedy ostatnio się z kimkolwiek tak "witała" i jakieś to wręcz nienaturalne się jej wydało.
W każdym razie zapytała o sen z samej... grzeczności? Niczego nie podejrzewała, bo nie miała do tego zbyt wielu podstaw oprócz faktu, że poprzedniego wieczora również miała problem z położeniem go do łóżka. Pewnie to bardziej powinno wzbudzić jej czujność, ale dopiero co wrócił, nie miała pojęcia co przeszedł w drodze do Zakazanego Lasu, więc z góry założyła, że tamto zmęczenie było wynikiem włóczenia się po puszczy i odniesionych wcześniej ran, dlatego tak upierała się przy tym, że powinien wypocząć. A on nie chciał. Czy z samej przekory czy miał do tego inny powód... wtedy o to nie wypytywała, bo i po co. To nie był najlepszy moment, a i ona sama pewnie go trochę wymęczyła koniecznością opowiadania tego co się z nim działo przez ostatnie lata i tym dość... nagłym naskoczeniem na niego na powitanie. Ot, pytanie zadała, bo w zasadzie ona pierwsza wczoraj poległa i nie miała okazji przekonać się czy tym razem w końcu spał czy nie. Żadnego podstępu czy kłamstwa tutaj nie węszyła, chyba dochodząc do wniosku, że tamto ostatnie było jednorazowym przypadkiem, jakąś reakcją obronną organizmu, który znalazł się w nowych warunkach czy coś takiego.
Nie dało się jednak nie zauważyć, że jakoś trochę przycichł. Spodziewała się jakiegoś denerwującego komentarza albo złośliwych prób przekraczania kolejnych granic skoro już niemal potraktowała go jako poduszkę i łóżko w jednym. A tu nic. To dopiero niespodzianka. Wlepiła w niego wzrok trochę podejrzliwie, chociaż chyba bardziej była skołowana tą jego nagłą zmianą nastawienia. Żadnego uśmiechu, żadnego przymierzania się do kolejnego przeobrażenia jej włosów w kopkę siana. Coś tu było nie tak. Miała tylko cichą nadzieję, że nie odwaliła niczego głupiego przez sen. Co prawda z tego co jej wiadomo nie miała problemu z lunatykowaniem, ale po sporej ilości wlanego w siebie alkoholu, to kto wie... może obudziły się w niej jakieś nowe, nieznane demony? Bo chyba się nie obraził na nią.
- Mhm. - Przytaknęła, trochę niechętnie podnosząc się w końcu z miejsca. - Jakie masz teraz plany?
Ostatecznie doszła do wniosku, że może trochę przesadza z tymi wyobrażeniami i może to jakiś rodzaj porannej chandry? Oby tylko nie trafiało mu się to co dziennie, bo jednak wolałaby zastawać Cartera w bardziej znośnej formie po przebudzeniu. W tej był trochę zbyt niepokojący. Zresztą... chwila. Ona w ogóle dopuszczała możliwość wspólnie spędzanych poranków? Chyba jednak powinna trochę przyhamować swoją wyobraźnię.
Krótko rzuciła na siebie okiem, ale raczej nie była w takim złym stanie, chociaż pokazywanie się w Hogwarcie zaraz po zakrapianej nocy nie bardzo się jej uśmiechało. Może nie widać po niej aż tak efektów tego jednego wieczoru. I tak będzie musiała popracować trochę nad przywróceniem się do porządku zanim w ogóle wyjdzie ze swojego gabinetu. Nie chciała straszyć uczniów samym wyglądem.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 1:10 pm   
   <Multikonta: RC


Sam wiedział, że coś jest z nim nie tak, że podejrzanie ucichł, wycofał się. Jednak to było silniejsze od niego. Wciąż uspokajał bicie swojego serca, choć od tamtego wspomnienia minęło już dobre kilka godzin. Może sam się nakręcał tym wszystkim? Może faktycznie trzeba było zadziałać i zażyć coś, co pomoże zapomnieć?
Na jej pytanie zerknął na nią, po czym sam podniósł się z ziemi. Przetarł twarz dłonią, jak gdyby z zamiarem zmycia jakiegokolwiek, nawet najmniejszego wyrazu zmęczenia i wrócił swój wzrok na nią.
- Odprowadzić cię pod gabinet i zorganizować widłowęża na zajęcia. - Powiedział krótko, jakby to było nic takiego. O ile odprowadzanie Harvin, już na trzeźwo nie było jakimś wyzwaniem to sprowadzanie trzygłowego gada, sklasyfikowanego jako bardzo niebezpiecznego na pierwsze swoje zajęcia to było coś... na co mógł wpaść tylko Carter. Ale hej, podobno był specjalistą od gadów, miał do nich rękę, więc chyba nie było powodu żeby się martwić. Ani krzyczeć, że jest niepoważny. W końcu nie zapowiedział, że sprowadzi spiżobrzucha ukraińskiego, prawda? Zawsze to jakiś postęp w kierunku odpowiedzialności.
Poza tym było tyle rzeczy, które jeszcze musiał zrobić. Zaczynając od faktycznego rozejrzenia się za Pikującym Lichem (bo Widłowąż to przecież małe zagrożenie) lub choćby za jego jadem. Ewentualnie spotkanie się z kimś, kto będzie w posiadaniu proszku z rogów kozłaga. No co? Jakoś się musiał leczyć, a że stawiał na samodzielne leczenie to na pewno nie korzystając z eliksirów. Przynajmniej nie spod własnej ręki bo jeszcze by się zabił. Ale tak, brał pod uwagę "zakumplowanie się" z obecnym profesorem eliksirów.
Dodatkowo czekała go wycieczka do Wiltshire. Ta wizja akurat najmniej mu się podobała, bo jednak po tym jak się spieprzy przed psycholem wracać bezpośrednio do domu? Choćby i na chwilę? To głupie. Z drugiej strony podobnie panikował przed wyprawą do Ollivandera a ostatecznie nic się nie stało. A jednak - chyba łatwiej dopaść kogoś z dala od ruchliwej ulicy Pokątnej, na zrujnowanej posesji. I to pod wieczór, bo to właśnie pod wieczór zamierzał się tam wybrać. Jak już pozałatwia wszystkie szkolne obowiązki i pokaże się McGonagall z dobrej strony.
- Więc będziesz miała dzisiaj spokój ode mnie. - Dodał, uśmiechając się słabo.
Może nawet będzie mogła zasnąć i nie budzić się trzeci dzień z rzędu w jego towarzystwie, skoro to było aż takie złe? Z drugiej stronu ani razu nie obudziła się obok niego w normalnych warunkach, w normalnych okolicznościach.
O swojej planowanej wycieczce do hrabstwa Wiltshire nie mówił, bo chyba wolałby sam się zmierzyć z powrotem do miejsca, gdzie zamordował własną rodzinę. A może to nie Hartley go stamtąd zgarnie a aurorzy? Kogo to będzie obchodziło, że był pod wpływem Imperiusa? Jak im to udowodni? Tak czy inaczej - nie bardzo chciał wciągać Harvin w demony swojej przeszłości, z którymi i tak musiał się zmierzyć. Było jeszcze tyle spraw do nadgonienia.
- Ale nie ciesz się za bardzo, bo i tak wrócę. - Dodał po chwili, spoglądając na nią.
Przynajmniej jej to teraz zadeklarował.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3673
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 4:30 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Widłowąż? Czy to nie było to takie... wredne zwierzątko o trzech głowach? Panna Harvin nie miała o tym zbyt wielkiego pojęcia, nigdy nawet nie widziała takiego stworzenia na oczy, chociaż całkiem możliwe, że przewinęło się jej gdzieś w książkach, na ilustracjach albo w jakimś albumie. Nie mniej, brzmiało to niczym duża, groźna bestia. W każdym razie, Carter na pewno znał się na tym znacznie lepiej niż ona, więc zostawiała to w jego gestii. Oczywiście, możliwe, że nie wszystkim spodoba się sprowadzenie niebezpiecznego stworzenia do Hogwartu, bo dla bardziej wścibskich uczniów nawet hipogryf stanowił zagrożenie, bo jak się takie zwierzątko zlekceważyło to dziabnąć potrafi. A jeszcze jak zdarzy się tak, że dziabnie jakiegoś dzieciaka, który miał wysoko postawionego tatusia w Ministerstwie, to już awantura murowana. Ale panna Harvin nie miała najmniejszego zamiaru narzucać Carterowi tematów lekcji, chociaż w przypadku innych nauczycieli czasem bezczelnie sobie na to pozwalała. A jednak skoro Deangelo potrafił sobie poradzić nawet ze smokami, to może i do innych bestii ma odpowiednią rękę. I do uczniów, bo młodzi mogli zagwarantować większe kłopoty niż nawet najwyżej sklasyfikowane przez Ministerstwo potworki.
Skinęła głową na znak, że rozumie i żadnych obiekcji do jego planów nie ma.
- Uważaj na siebie. - W zasadzie powiedziała to szybciej niż pomyślała o tym, żeby to powiedzieć, bo na co niby miałby uważać?
Może na kolejne nieplanowane porwania? Jakoś tak niekomfortowo czuła się z tym, że mógłby znowu zniknąć na kilka lat. I chyba bardziej niepokojące było to, że znowu mogłoby to nastąpić nie z jego winy. Gdzieś przepadnie bez wieści i już, nawet nie będzie wiedzieć co się z nim dzieje. Ale z drugiej strony, to byłoby idiotyczne gdyby miał żyć jak mysz pod miotłą nieustanie się ukrywając. Van pojęcia nie miała jak duże jest ryzyko, ale chyba nie chciałaby się o tym przekonać gdyby znowu stało się tak, że nie wróciłby jutro, pojutrze, za tydzień czy dwa.
- Nie chciałbyś wiedzieć co bym z Tobą zrobiła gdybyś jednak miał nie wrócić. - Zagroziła, bo przecież to jeden z jej ulubionych rodzajów komunikacji.
Cokolwiek miałoby go spotkać, niech perspektywa późniejszego spotkania z nią będzie dużo straszniejsza. To, że nie była tak sadystycznym potworem, za jakiego większość ją pewnie uznawała, nie oznaczało, że gdzieś w jej środku takie potwory nie drzemią. Chyba jak w każdym człowieku.
Rzuciła mu jeszcze krótkie spojrzenie mówiące by potraktował to jak najbardziej na poważnie, a potem chwyciła go za rękę, żeby się z nim teleportować z wieży zegarowej. Tylko po to oczywiście. Tylko.
<2xzt>
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 9