Ważne! Rewolucja kociołkowa czyli nowy system Eliksirów i Zielarstwa!
► Poszukujemy śmierciożerców oraz aurorów!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów!
► Trwa bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

152
157
135
144

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Boisko
Autor Wiadomość

Adrien Creed
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 09 Lip 2018
Posty: 20
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa płomykówka - Shavrei
Różdżka: Włos mantikory, 13 cali, cis, sztywna
Ekwipunek: Różdżka, trochę pergaminu, pióro, atrament
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 13
Zielarstwo: 12
Transmutacja: 7
Z. zwykłe: 9
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 8
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Lip 31, 2018 11:15 am   
   <Multikonta: --


Cały czas starał się przejmować lecące piłki i podawać je komuś ze swojej drużyny, byleby tylko jak najmniej samemu trzymać quod. Pierwszy wybuch kiślu uświadomił go, że im mniej się dotyka "niebezpieczny" przedmiot tym lepiej. Może zaklęcia czyszczące wreszcie dałyby sobie radę z upraniem ubabranych mazią szat, ale każdy będzie miał w pamięci jeszcze przez długi czas jak inni uczniowie zostali ochlapani galaretowatą substancją. Jeszcze nie było źle, jeśli oberwało się im czymś w innym kolorze niż zieleń czy żółć, bo wtedy można było przypuszczać, że nasmarkał na nich troll. Ślizgon zachichotał cicho widząc odpadającą Puchonkę, ale wolał nie rzucać przedwcześnie złośliwych uwag na temat jej poziomu czystości. Choć, gdyby nazwał ją teraz "brudną", mógłby pozostać bezkarny, bo nikt nie przypuszczałby, że chodzi mu o status jej krwi. Nah, teraz liczyło się skopanie tyłka ostatniej zawodniczce, żeby dokopać Davies i jej marzeniom o wygranej jej drużyny. Mieli tylko ten problem, że Krukonka była znacznie szybsza od nich, więc jeśli złapie quod to już nie będzie się dało nawet pomyśleć o zwycięstwie. Chyba, że piłka wybuchnie jej w rękach przed dotarciem do bezpiecznej strefy, ale lepiej było zakładać czarniejszy scenariusz.
Czekał na wyrzucenie następnej piłki, a kiedy poleciała w górę, postarał się złapać ją i zawisnąć jak najszybciej głową w dół, aby móc kopnąć miotłę przeciwniczki (oczywiście starając się, żeby wyglądało to na wypadek) i odrzucić trzymany przedmiot do Gryfona. Wtedy mogliby jak najszybciej dotrzeć do garnca podając między sobą i zdobyć punkt. Ale jeśli nie był pierwszy do położenia swoich łapsk na quodzie, to wtedy spróbowałby za wszelką cenę odebrać piłkę przeciwniczce, choćby musząc ją staranować jak Poole na początku meczu. Do ewentualnego podania wykorzystałby też odbicie quoda witkami miotły, w końcu im mniejszy kontakt z rękami tym lepiej.
_________________
 
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 320
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 7:53 pm   
   <Multikonta: N.W.


Obserwował uważnie latających wokół uczniów i choć nie wtrącał się w ich rozgrywkę (chyba, że przesadzali z atakami), to jednak nie był też całkowicie bierny. W końcu bycie sędzią zobowiązywało go do pilnowania ich należycie i kierowania miotły tam, gdzie aktualnie znajdował się quod. Kilka razy nawet oberwał kisielem w ramach rykoszetu, kiedy podleciał zbyt blisko osoby trzymającej akurat wybuchającą piłkę w dłoniach. Mimo całego oblepienia i ogólnych warunków jakie panowały na boisku widać było, że większość się bawi, ale też znalazło się kilka osób, które wzięły tę rozgrywkę bardziej na poważnie.
Koniec końców pozostały na boisku trzy osoby, dwóch na jedną, Krukonka przeciwko Gryfonowi i Ślizgonowi, którzy raczej nie zamierzali jej popuścić. Panna Strauss zachowała jednak zimną krew i głównie dzięki bierności pana Poole, który oddał pałeczkę atakowania koledze z drużyny udało jej się wsadzić quoda do gara zdobywając kolejny punkt. Gwizdek rozszedł się echem po boisku przywołując ich wszystkich do nauczyciela. Nie skończyli meczu, to znaczy nie wyeliminowali wszystkich uczestników gry, głównie z powodu tego, że czas przeznaczony na lekcję zmierzał ku zakończeniu.
- No cóż, piękna gra. Chyba większość z Was potrzebuje kąpieli. – stwierdził, uśmiechając się lekko i kiwając głową w kierunku szatni. – A z racji, że musimy niestety zakończyć lekcję to puszczam Was wolno. – dodał już z mniejszą radością przywołując za pomocą różdżki cały sprzęt rozrzucony po boisku i chowając go do walizki. Rzucił okiem na odchodzących uczniów i przywołał gestem pannę Strauss. – Piękne zachowanie na miotle, widać, że masz to we krwi. – stwierdził, a raczej nie mówił o tym wielu uczniom, akurat Krukonka wyraźnie na to zasłużyła. Mruknął jeszcze kilka słów i koniec końców i ją odprawił do szatni, a sam skierował się do schowka, gdzie musiał ułożyć te wszystkie piłki na miejsce. Przecież nie będzie ciągnął ich do zamku.
[masowe zt]
Podsumowanie lekcji będzie w temacie.

Krukoni mogą się już pojawiać w temacie na trening.
_________________

alter ego | hymn | życiowe motto
Violetta Strauss napisał/a:
[...] ...jej wzrok zarejestrował postać profesora Verendala, który niewerbalnie dał znać, że będzie miał na nie oko. [...] I tak wiedziała, że z niego dobra dusza i najwyżej nieco popsioczy jak się schleje w sztok, a finalnie będzie nawet pomagał ulżyć przeładowanemu żołądkowi trzymając włosy, żeby te rozpuszczone kudły nie stanęły na trasie zwrotu brzusznej zawartości.
 
 
     

Dołączył: 08 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 12
Krew: poł na pół
Pupil: kot
Różdżka: 11 cali jabłoń,Łuska węża morskiego,wydaje swist przy machnięciu
Ekwipunek: to co jest na liście do szkoły
Sakiewka: 70
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 4:58 pm   

Po ostatnim doświadczeniu z miotłą,ale to było zanim dostała się do szkoły Iga stwierdziła, że tym razem wykorzysta swoje całkiem niezłe umiejętności chociaż czasem zdarzy się po wygupiać.
Panna Nox pojawiła sie na boisko z miotłą na ramieniu.( Iga taka mała a targa miotłe na ramieniu).Ostatnio nie miała czasu każdą wolną chwile poświęcała na nauce.
W końcu jednak Iga postanowiła ruszyć cztery litery i wziąć się za siebie. trzeba wykorzystać każą chwilę, bo do wakacji daleko.
Wróci do mugolskiego sierocińca i sobie już nie polata. A to chyba jedyne czego brakuje po powrocie.Wchodząc na boisko minęła sie ze starszymi uczniami którzy chyba byli zadowoleni z małej i obecności tutaj.
Zatrzymała się dopiero na środku boiska koło starszej dziewczyny.
- Cześć wszystkim - Krzyknęła już z daleka do niej aż się zdziwiła, że tak mało krukonów było.
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 252
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z książkami, naszyjnik w kształcie kruczego pióra z białego złota
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 7:37 pm   

Po niedawnej lekcji miotlarstwa Viol była naprawdę pozytywnie nastawiona na dalszą pracę z profesorem Verendalem. Nie chodziło tylko o to, że docenił jej umiejętność panowania nad miotłą. Po prostu wyczuła, że jest on zaangażowanym człowiekiem z pasją do sportu lub coś podobnego. W każdym razie na pewno na jego korzyść przemawiał fakt, że postanowił wziąć udział w treningu drużyny Quidditcha. W końcu rady profesjonalisty na pewno mogą im się przydać i miło jest, gdy raz na jakiś czas ktoś dogląda tego całego procesu.
Jako kapitan starała się pojawić na boisku jako pierwsza. Choć zanim wyszła na murawę udała się wpierw do szatni, by tam przygotować się do całego treningu i przebrać w odpowiednie szaty, które najlepiej nadawały się do gry... Chociaż pozostanie w normalnych ubraniach również nie sprawiłoby jej większej trudności, ale trening w jej mniemaniu powinien jakoś oddawać warunki panujące na meczu i przygotowywać do tego, co na nich może się wydarzyć.
Co prawda tłumów nie było, ale przywitała się z każdym z przybyłych w tym także z najmłodszą w składzie i oczekiwała na przybycie reszty.
_________________
 
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 320
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 1:32 pm   
   <Multikonta: N.W.


Już od dawna planował sprawdzić jak pracują tutejsze drużyny Quidditcha, ale jakoś ostatnio nie miał na to zbytnio czasu. Dopiero po ostatniej lekcji, kiedy zobaczył jak wielu uczniów zgrabnie porusza się na miotłach stwierdził, że chyba czas wziąć się do roboty i popatrzeć jak duże umiejętności mają Ci, rzekomo najlepsi, z miotlarstwa. Wysłał więc sowę do kapitanów poszczególnych domów, a najszybciej z nich - na przekór zapewne pannie Harvin i jej Gryfonom - odpowiedziała panna Strauss, co niezmiernie go ucieszyło, bo miał już okazję zobaczyć ją w akcji i nawet pochwalić po ostatnich zajęciach. Umówili się więc z całą drużyną na trening, a on miał przyjść na niego jako obserwator, a i możliwe że również trener, bo zależało to tak naprawdę od tego ile potrafili i jaki mieli pomysł na grę.
Przyszedł więc na boisko o umówionej godzinie niosąc ze sobą wyłącznie swoja miotłę numer dwa, czyli pioruna. Miał na sobie lekko okrojoną, letnią wersję stroju do quidditcha, choć kolorystyka była całkowicie neutralna więc nie był to ani strój narodowy, ani też z Ilvermorny choć nie był aż tak przekonany czy w ten drugi w ogóle by się zmieścił. Nieważne. Jego oczy dostrzegły już kilku uczniów, acz drużyna jeszcze nie była w komplecie, tak więc z pewnością będą musieli jeszcze chwilę poczekać, ale to w ogóle mu nie przeszkadzało. Z uprzejmym wyrazem twarzy poszedł do Krukonów i kiwnął im głową na powitanie, po czym zwrócił się do Violetty. - Opowiedz mi coś o drużynie. Mam zbyt mało informacji. Sukcesy? Porażki? Plan treningowy? - spytał. Nie bardzo miał jak się zapoznać z większymi szczegółami, bo tak naprawdę tylko oni mogli odpowiedzieć mu na to pytanie.
_________________

alter ego | hymn | życiowe motto
Violetta Strauss napisał/a:
[...] ...jej wzrok zarejestrował postać profesora Verendala, który niewerbalnie dał znać, że będzie miał na nie oko. [...] I tak wiedziała, że z niego dobra dusza i najwyżej nieco popsioczy jak się schleje w sztok, a finalnie będzie nawet pomagał ulżyć przeładowanemu żołądkowi trzymając włosy, żeby te rozpuszczone kudły nie stanęły na trasie zwrotu brzusznej zawartości.
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 252
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z książkami, naszyjnik w kształcie kruczego pióra z białego złota
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Wto Sie 14, 2018 5:27 pm   

Najlepszy nauczyciel miotlarstwa to taki, który się angażuje także Verendal jak najbardziej wpasowywał się w normy super nauczyciela. Może nawet Violka się szarpnie i kupi mu na święta kubek z napisem BEST TEACHER. Zobaczymy czy po jakimś czasie nie znudzi mu się bycie aktywnym. Bo byli i tacy, którym się chciało, ale po bliższym spotkaniu z hogwarckimi wychowankami stwierdzali nope. fuck it. i'm out. Oby temu jednemu udało się jakoś dłużej wytrwać.
Strauss zauważyła z daleka nauczyciela i uśmiechnęła się na jego widok. Wyglądało na to, że powoli mogliby się zbierać do roboty. Spóźnialscy najwyżej dostaną jakieś karne zadania lub będą celami do gry w zbijaka tłuczkami. Ta mugolska zabawa przerobiona na wersję miotlarską idealnie sprawowała się jako kara dla zawodników Quidditcha... W dodatku mogli potrenować jeszcze uniki. Idealnie prawda? Jeśli coś mogło podnosić osiągi graczy to chyba nie można było posądzić ją o sadyzm. Co najwyżej jako surowego i wymagającego kapitana.
- Dzień dobry! - zwróciła się do nauczyciela, który się do nich zbliżył. - Jeszcze raz dziękuję, że zaproponował pan wspólny trening. To wiele dla nas znaczy.
Jedna osoba więcej, żeby jakoś zapanować na tą zgrają i pilnować, żeby nikt z nich się nie zabił ani nie uszkodził na tyle, żeby wykluczyć się z gry na dłuższy czas. Tego z pewnością nikt nie chciał, ale w tym sporcie wszystko niestety mogło się zdarzyć, a jej nie było stać na jakieś zamienniki na meczach. Już i tak miała za mało ludzi.
- Cóż niestety nie mieliśmy zbyt wielu okazji, by wychodzić na boisko. Zawieszone rozgrywki, zniszczony stadion, część osób ukończyła szkołę. Myślę jednak, że ten skład nie jest w sumie taki zły chociaż są osoby, z którymi trzeba nieco więcej popracować. Chociażby z Igą. Jest drugoroczną także już samo to sprawia, że nieco odstaje od drużyny, ale jakoś daje radę na bramce - odpowiedziała, wskazując przy okazji blondynkę profesorowi. - Z reguły treningi zaczynamy od kilku okrążeń wokół boiska często połączonych z wykonywaniem różnych manewrów na miotle. Taka rozgrzewka, która ma pomóc nam ze sterownością. Potem skupiamy się na ćwiczeniach związanymi z rolami w meczu. Ze ścigającymi próbujemy zdobyć gole na pętlach, poćwiczyć podania i przechwyty. Obrońca stara się blokować nasze rzuty, pałkarze bawią się tłuczkami, próbując w nas trafić, a szukający gania za zniczem. W zasadzie tak wygląda zwyczajny trening. Niekiedy zostaję dłużej z niektórymi lub umawiam się na inny termin, by odbyć indywidualny trening. Między innymi z tymi, którzy mają jakieś problemy albo z szukającym, żeby mógł z kimś rywalizować w łapaniu znicza. Aktualnie próbuję się także dogadać z kapitanem Puchonów, by wyznaczyć datę meczu treningowego między naszymi drużynami. To chyba jeden z lepszych sposobów na zachowanie formy poza meczami o puchar.
W zasadzie to byłoby na tyle. Mogłaby jeszcze przejść do swojej osobistej oceny umiejętności poszczególnych zawodników, ale w chwili, gdy nie było ich jeszcze wszystkich na miejscu to nieco mijało się to z celem. Zresztą zawsze lepiej zobaczyć niż słuchać suchego raportu.
_________________
 
 
     

Dołączył: 08 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 12
Krew: poł na pół
Pupil: kot
Różdżka: 11 cali jabłoń,Łuska węża morskiego,wydaje swist przy machnięciu
Ekwipunek: to co jest na liście do szkoły
Sakiewka: 70
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Sie 15, 2018 12:32 pm   

Iga zmarszczyła nosek,gdy usłyszała swoje imię i zobaczyła profesora jak rozmawia na temat treningu.Musiała przyznać że Violetta taka dobra duszyczka która zawsze jakoś, mimochodem, poprawiała nastrój małej krukonce.
Zagryzła dolną wargę, chcąc jakoś przywołać się do porządku i przerwać ten dziwny spokój czy co tam było.Miała się odezwać? Straciła język gdzieś poza murawą. Wzięła jednak głęboki oddech i spojrzała na zgromadzonch na boisku.W sumie, i tak liczyła się w tym momencie sama zabawa. Za-ba-wa i taka forma rozrywki stwarzała ten dzień jeszcze przyjemniejszym.
-Chodź coś porobimy. Może wyścig? Wnioskując po tym, jak zorganizowano tu przestrzeń, może nawet jakieś będą przeprowadzane.
Uśmiechnęła się nawet do dziewczyny, dość przekonująco, dźgając ją końcem miotły.Chociaż.. w sumie taki widok był usprawiedliwieniem dla tej reakcji.
-Warunki pogodowe do treningu - dodała pewniej i śmielej,uśmiechnęłą się pod nosem do samej siebie.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 320
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 10:53 pm   
   <Multikonta: N.W.


Nie ukrywał, że chętnie przygarnąłby sobie kolejny kubeczek do kolekcji, a z tak pięknym napisem od uczniów, to już w ogóle. Ta liczba naczyń, która stała u niego w oczekiwaniu na kolejną porcję kawy i tak była już duża, ale tak jak wspomniane – no nie pogardziłby, nie pogardził. Violetto, czekam na sowę. Bycie opiekunem Krukonów było dla niego sporym wyróżnieniem, więc kiedy już otrzymał taka, a nie inną funkcję, to zamierzał się starać jeszcze bardziej, aby przejście przez Hogwart było dla uczniów niekoniecznie katorgą. A że najlepiej znał się na Quidditchu, to czemu nie zorganizować by w pierwszej kolejności właśnie treningu? Później zajmie się też resztą, zresztą – już powoli to robił. Też nie należał do ludzi, którzy szybko się zniechęcali, no, ale jeśli Ravenclaw chciałby dać mu w kość to szybko by chyba tego pożałował. I ‘chyba’ było w tym zdaniu nie bez powodu.
Ciemne oczy zlustrowały uprzejmie każdą, pojedynczą osobę z drużyny, oceniając jej predyspozycje i wkrótce też zapewne umiejętności. Najbardziej skupiał się jednak na pannie Strauss, która odezwała się w jego kierunku i zaczęła odpowiadać na jego pytanie, dość wyczerpująco ku jego satysfakcji. – Nie musisz mi mówić. – nieświadomie przeszedł na „Ty”, w momencie kiedy wspomniała o zawieszonych rozgrywkach. Wszystkie jego lekcje również zostały odwołane, a treningi mógł prowadzić tylko dlatego, że ”pojawiała się na nich mniejsza liczba uczniów, których ewentualnie trzeba by było ewakuować” no i też zapewne McGonagall miała dosyć jego marudzenia. Też mu coś. Pieprzone obskurusy. – Drugoroczna na bramce? – spytał, nawet nie ukrywając zdziwienia tym faktem i pomknął wzrokiem w poszukiwaniu owej obrończyni, robiąc na jej widok minę pełną uznania. – Jesteście ambitni. Trochę się popracuje i myślę, że na przyszły rok – bo w obecnej sytuacji na ten bym nie liczył – puchar rozgrywek Wasz. – dodał. Przymknął się na moment, kiedy opisywała plan treningowy i kiwał głową rejestrując każde słowo. Wyglądało całkiem przyzwoicie i w teorii nie miał do tego zastrzeżeń. Klasyczny trening drużynowy tak właśnie wyglądał. Złapał się na tym, że zaczął szukać szukającego Krukonów, ale bez jakieś wskazówki raczej nie mógłby go dostrzec. – Dobrze więc. – mruknął ważąc swojego Pioruna VII w ręce. – Na miotły i pokażcie co potraficie.
_________________

alter ego | hymn | życiowe motto
Violetta Strauss napisał/a:
[...] ...jej wzrok zarejestrował postać profesora Verendala, który niewerbalnie dał znać, że będzie miał na nie oko. [...] I tak wiedziała, że z niego dobra dusza i najwyżej nieco popsioczy jak się schleje w sztok, a finalnie będzie nawet pomagał ulżyć przeładowanemu żołądkowi trzymając włosy, żeby te rozpuszczone kudły nie stanęły na trasie zwrotu brzusznej zawartości.
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 252
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z książkami, naszyjnik w kształcie kruczego pióra z białego złota
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 10:28 pm   

Jeszcze mu osobiście coś takiego wręczy. W zasadzie czemu ma się ograniczać do jednego kubka. Może mu zafundować dodatkowo jakiś szalik czy inne gadżety, żeby się facet cieszy. Teoretycznie nie powinna tego robić, bo to zbytnie spoufalanie się z nauczycielem czy tam jaka łapówka, ale kto bogatemu zabroni? Trzeba będzie mu przecież ładnie podziękować za opiekę nad krukowatymi i doglądanie ich drużyny. Pewnie będzie jej tęskno za niektórymi z grona pedagogicznego, gdy opuści mury zamku, ale na razie dzieliły ją od tego jeszcze OWTM-y i cały rok nauki.
Kiedy przychodziło do Quidditcha starała się być niezwykle dosyć dokładna w swoich wypowiedziach. Nie chciała jednak zanudzać Verendala zbędnymi szczegółami dlatego powiedziała mu to, co uznała za najważniejsze. Wyglądało na to, że mężczyzna słuchał jej uważnie i starał się zlokalizować zawsze osobę, o której mu wspominała. Mniej więcej w tym momencie dostrzegła Igę, która najwyraźniej zaczęła się lekko niecierpliwić i najlepiej od razu wskoczyłaby na miotłę.
- Najpierw obowiązki, a potem przyjemności. Pościgać się możesz po treningu - oświadczyła, spoglądając na drugoroczną. Może i zwykle była dosyć miła, ale kiedy przychodziło do spraw związanych z drużyną to odzywał się u niej chłodny profesjonalizm, który miał przełożyć się na odpowiednie podejście całego zespołu do ich zadań i osiągania coraz lepszych wyników.
Kiedy Verendal wyraził się na temat krukońskich ambicji uśmiechnęła się do niego niewyraźnie. To wcale nie dlatego, że była zdesperowana. Z drugiej strony młoda radziła sobie o wiele lepiej niż na przykład taki Nathan, którego swego czasu próbowała zwerbować. Nie wiadomo czy lepiej, że jej się to nie udało...
- Liczę, że uda nam się tego dokonać - odparła, bo naprawdę liczyła na to, że uda jej się doprowadzić drużynę do zwycięstwa nim opuści na dobre Hogwart. Inaczej raczej nie mogłaby się pokazać w domu rodzinnym, czując, że nie sprostała zupełnie żadnym oczekiwaniom swoich rodziców. Co prawda matkę miała jakoś wyrozumiałą, ale jak mogłaby byłej zawodniczce Quidditcha spojrzeć w oczy ze świadomością, że nie wykorzystała dobrze potencjału Krukonów za swojej kadencji?
- Każde warunki są dobre do treningu - rzuciła jeszcze w kierunku bramkarki i skinąwszy finalnie głową rozkazała bandzie Krukonów, by wsiedli na miotły. - Dobra zaczynamy rozgrzewkę! Na początek kilka okrążeń wokół boiska, a potem każdy zabiera się za swoją specjalizację!
Usiadła wygodnie na swojej Błyskawicy i odbiła się od murawy, by wzbić się w powietrze i poprowadzić swoich towarzyszy przez kilka sprawnie i łagodnie zatoczonych nad boiskiem okręgach dzięki którym mieli się odprężyć i wygodnie ulokować się na miotłach oraz oswoić z panującymi warunkami pogodowymi.
_________________
 
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 17
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 11:55 pm   
   <Multikonta: Raphael C.


Po ciężkich bojach z samym sobą Dorian w końcu podjął iście męską decyzję i ruszył w drogę na boisko Quidditcha, gdzie obecnie odbywał się trening drużyny Krukonów. Sam do niej nie należał, bo nigdy nie poczuł się wystarczająco pewnie na miotle, żeby chociaż spróbować, a nie tylko obserwować to wszystko z poziomu kibica i to w dodatku raczej miernego; na mecze chodził w zasadzie tylko wtedy, gdy komuś udało się go na to namówić. Latanie na miotle nie było jego mocną stroną i to stało się jasne już w momencie, gdy po raz pierwszy zetknął się z tym magicznym kijkiem Jakoś te pierwsze lekcje jednak przetrwał, nauczył się czego było trzeba i po tym miotła poszła w odstawkę, a sam chłopak nie sądził by kiedykolwiek miał w tej kwestii zmienić zdanie. A tu proszę. Normalnie idealny przykład odzwierciedlający powiedzenie "nigdy nie mów nigdy".
Cóż go więc skłoniło do tak drastycznej zmiany ów zdania? Ano niedawne spotkanie i rozmowa z profesorem Verendalem zdołała dokonać tego, co mogło się wydawać w zasadzie niemożliwe. Odpowiednia zachęta i gadka z rodzaju "jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz czy faktycznie jest aż tak źle, czy może to tylko coś co sobie wmówiłeś i to cię teraz blokuje" potrafią czasem czynić cuda, serio. Przynajmniej w jego przypadku. Wystarczyło, że sobie przemyślał to i owo, stwierdzając, że w sumie czemu nie. To nie była wszak wiążąca decyzja, na razie miał tylko spróbować, prawda? Prawda. Może mu się spodoba jednak, może nie, zobaczymy. Wprawdzie nie sądził aby był z niego większy pożytek niż jako idealny cel dla tłuczków, ale starał się jednak nie nastawiać w żaden konkretny sposób. Co będzie, to będzie i tyle w temacie.
Oczywiście, cały potrzebny sprzęt musiał sobie wypożyczyć ze szkolnych zasobów, bo na co mu w końcu własny, który leżałby pewnie na samym dnie kufra i łapał jedynie kurz. Kiedy pan Campbell dotarł w końcu na boisko, spostrzegł natychmiast, że trening chyba dopiero co musiał się rozpocząć, więc nawet się tak bardzo nie spóźnił. Dobra nasza. Skinął głową obecnym na boisku Krukonom, którzy mieli być pełne prawo być zdziwieni, że się tu pokazał z własnej nieprzymuszonej woli. I to z miotłą w ręku (sic!).
- Panie profesorze - odezwał się, zbliżywszy się do ciemnowłosego mężczyzny. Widzi pan? A jednak się pojawiłem, chociaż to nie było do końca jasne. Może pan to uznać za jeden ze swoich sukcesów pedagogicznych, panie Verendal. Teraz jeszcze pozostało sprawić, żeby to nie był debiut i zarazem finał jego "kariery" w tym sporcie.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     

Dołączył: 08 Cze 2018
Posty: 33
Wiek: 12
Krew: poł na pół
Pupil: kot
Różdżka: 11 cali jabłoń,Łuska węża morskiego,wydaje swist przy machnięciu
Ekwipunek: to co jest na liście do szkoły
Sakiewka: 70
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Wrz 17, 2018 6:58 pm   

W końcu przerzuciła nogę przez rączkę, siadając na kiju, pędząc.
Obejrzała się za resztą , kiedy młoda krukonka okrążała pętle każdą po kolei i całe boisko w koło.Chociaż to pędzenie to było pojęcie względne, bo wcale szybko nie trzeba było nadrabiać żadnych strat.
Zaśmiała się zaraz przed tym jak sama straciła rezon, zwalniając przed słupkiem. Nie zauważyła, ze obracając się do kolezanki straciła na prędkości i skupieniu. Iga potrafiła się bawić, jak widać.
- Kto ostatni ten troll - rzuciła dziecinnym, czarodziejskim powiedzonkiem, próbując wcale nie tracić werwy.
W końcu z Violettą zawsze dobrze było konkurować. Nieważne czy by z nią przegrała, czy wygrała, pewnie byłaby tak samo zadowolona. W końcu należały do tej samej drużyny.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 320
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Sakiewka: 50 galeonów
Genetyka: Oklumencja, Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 50
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 24
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Czw Wrz 20, 2018 9:53 pm   
   <Multikonta: N.W.


Nie nie, kubek mu zdecydowanie wystarczy. Z niecierpliwością wręcz będzie czekał na owe naczynie w przesyłce przyniesionej przez jej kotkę. Nie dość, że będzie miał fajny gadżet, to jeszcze jego przyjaciel dodatkowo będzie zastanawiał się nad tym ile dokładnie kotów-kurierów przychodzi do Kanadyjczyka z tajemniczymi przesyłkami, a to marynarka… a to kubek z fenomenalnym napisem ‘najlepszy nauczyciel na świecie’. Nic, tylko zazdrościć. Chyba, że Violetta chce się pojawić u niego osobiście, a on ją zawsze ugości, to oczywiście nie będzie miał nic przeciwko temu. Wypiją sobie herbatkę, względnie kawę. Ewentualnie siedem.
Jedyne co mu więc koniec końców pozostało to najpierw nieco poobserwować ich w trakcie zwykłego lotu, który nie był niczym szczególnym jak zwykłą rozgrzewką. To znaczy, może dla nich nie był niczym takim, ale jemu pokazywał bardzo wiele, jak na przykład ich technikę, sposób poruszania czy postawę, a także część umiejętności, zwłaszcza tych podstawowych. Wbrew pozorom nawet zwykłe trzymanie trzonka nie było takie proste, do tego też trzeba było mieć odpowiednie podejście. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Nie spuszczał wzroku z przygotowujących się więc do porządniejszego treningu uczniów, kiedy do jego uszu dotarł dźwięk czyjegoś głosu, wyraźnie zwracający się do niego. W końcu żadnego innego profesora tu nie było. Mając ręce splecione na torsie odwrócił się w kierunku dźwięku i dostrzegł Krukona z szóstego roku, zdawało mu się, że miał na imię Dorian. Ach tak, już sobie przypominał, w końcu ostatnio odbyli dość ciekawą pogadankę na temat Quidditcha, w trakcie której zachęcił go do spróbowania swoich umiejętności.
- Och panie Campbell, widzę, że zdecydował się pan przyjść, bardzo mnie to cieszy. – rzucił w jego kierunku. Odwrócił się do Strauss i pomachał jej ręką w wyraźnym geście przywołania jej do siebie i poczekał aż podleci. – No, to nowa ptaszyna do kolekcji. Czas sprawdzić co umie. – stwierdził, zerkając wymownie na kapitan drużyny i zwrócił się z powrotem do młodego Krukona. – Myślę, że nie ma sensu czekać, wskakuj i pokaż co potrafisz, a na pewno to podrasujemy. – on sam wskoczył na swojego pioruna i uniósł się na nim nieco wyżej, aby w razie czego robić za asekurację. Nie mogło też zabraknąć zaklęcia pola siłowego, bo o ile Ci bardziej doświadczeni sobie poradzą, to wolał nie ryzykować z tymi mniej.
Jego oczy starając się nie spuszczać z zasięgu wzroku wszystkich ćwiczących, teraz dodatkowo uważnie obserwowały również pana Campbella, co by faktycznie jego pierwsza próba nie była też ostatnią. Pannie Witness się nie udało, to może chociaż on odkryje w sobie talent.
_________________

alter ego | hymn | życiowe motto
Violetta Strauss napisał/a:
[...] ...jej wzrok zarejestrował postać profesora Verendala, który niewerbalnie dał znać, że będzie miał na nie oko. [...] I tak wiedziała, że z niego dobra dusza i najwyżej nieco popsioczy jak się schleje w sztok, a finalnie będzie nawet pomagał ulżyć przeładowanemu żołądkowi trzymając włosy, żeby te rozpuszczone kudły nie stanęły na trasie zwrotu brzusznej zawartości.
 
 
     

Violetta Strauss
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 06 Maj 2013
Posty: 252
Wiek: 16 lat
Krew: Czysta
Pupil: czarna kotka - Aletheia
Różdżka: Pióro żmijoptaka, 12 cali, cedr, bardzo sztywna
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, torba z książkami, naszyjnik w kształcie kruczego pióra z białego złota
Sakiewka: 125 galeonów, 1 sykiel
Poziom życia: 92%
Eliksiry: 9
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 9
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 14
Z. defensywne: 6
Miotlarstwo: 18
Wysłany: Pią Wrz 28, 2018 1:09 am   

W sumie to nie słyszało się o kotach pocztowych więc byłaby to z pewnością jakaś odmiana, bo po co miałaby korzystać z sów do wypożyczenia w sowiarni skoro miała pod ręką takiego sierściucha. Przynajmniej do czegoś się przyda i nie będzie tylko zajmować miejsca w dormitorium. Chociaż z drugiej strony co stało na drodze przed własnoręcznym doręczaniem przesyłek skoro ktoś i tak przebywał w Hogwarcie? No właśnie. Przy okazji owy kubek od razu można w jakiś sposób wypróbować i wypić sobie co nieco. Na przykład taką herbatkę... albo zignorować jego przeznaczenie i od razu przejść do chociażby piwa kremowego, co było w miarę lekką opcją. No, ale w końcu Verendal był niesamowitym nauczycielem z niesłychanym wręcz podejściem do młodzieży także pewnie uda mu się z niejednym Krukonem jeszcze wyluzować.
Niby taka rozgrzewka to nic takiego, ale jednak musieli się jakoś rozruszać i umościć na miotłach, by potem móc grać na jakimś poziomie. Co prawda większość jakieś pojęcie o Quidditchu miała i potrafiła się w miarę szybko dostosować do panujących warunków, ale mimo wszystko lepiej było oblecieć boisko i przygotować się dopiero wtedy do jakichś potężniejszych akcji na boisku zawierających piłki i inne przedmioty. Zwłaszcza, że profesor miotlarstwa zapewne chciał również przyjrzeć się samej ich technice lotu, która stanowiła całkiem sporą część ogólnego sukcesu.
Przewróciła oczami na dziecinną uwagę Igi, ale wiedziała, że z młodszą dziewczyną musi się liczyć z podobnym nastawieniem do sportu. Jakby nie patrzeć to nie tylko dla niej Quidditch stanowił głównie rozrywkę i zabawę niż poważne zajęcie, do którego trzeba się niezwykle przyłożyć i poświęcić mu cenne godziny swojego czasu, by doskonalić się podczas ciężkich treningów. Znaczy jasne, dla niej to również była w pewnym sensie rozrywka i coś co robiła dla przyjemności, ale akurat treningi i mecze o puchar Hogwartu były dla niej czymś o wiele więcej. Może to ta dziwna krukońska ambicja lub chęć pokazania się rodzinie z dobrej strony bogatej w sukcesy, ale naprawdę liczyły się dla niej wyniki i pozytywne efekty przekładające się na szeroko rozumiany sukces.
Znajdując się w otoczeniu innych ścigających wciąż starała się obserwować co się dzieje również w innych częściach boiska, by stwierdzić czy ktoś nie potrzebuje jakiejś pomocy lub pewnej wskazówki. Chociaż mając ze sobą Verendala mogła pozwolić sobie na nieco większej skupienie na swoim własnym zadaniu. Wiedziała, że nauczyciel raczej nie zignorowałby ucznia, który miałby jakiś wyraźny problem i posłużyłby mu własną radą. Znajdując się już niemal pod samym polem bramkowym poderwała miotłę, by wykonać nagłą pętlę i wycofać się na tylną pozycję formacji ścigających zrzucając kafel w ramiona przelatującej niżej koleżanki, która miała przerzucić piłkę przez pętlę. Akurat w tym momencie zauważyła jak profesor macha w jej kierunku. Skinęła głową do znajomych, by chwilowo kontynuowali bez niej i podleciała do znajdującej się na ziemi dwójki męskich osobników, zeskakując z miotły jeszcze w locie (oszczędność czasu, bo po co lądować delikatnie jak normalny człowiek).
Skinęła głową Verendalowi, gdy ten stwierdził, że załatwił jej kolejną ptaszynę do wypuszczenia na boisko. Była naprawdę zadowolona z tego faktu. Przywitała się pokrótce z Dorianem, wyciągając w jego kierunku rękę.
- Hej. Grałeś już wcześniej nieco w Quidditcha? Zastanawiałeś się nad grą na jakiejś konkretnej pozycji? - zapytała, bo to nieco uprościłoby sprawę. Wtedy wystarczyłoby po prostu zobaczyć jak dokładnie chłopak radzi sobie na miotle i przetestować go w wybranej roli, by zdecydować oficjalnie o jego losie. (Chociaż zapewne Viol i tak by była skłonna go przyjąć, by załatać jakoś fatalne braki w składzie. Niestety ale desperacja wciąż była mocno obecna.)
Po raz kolejny przyszło jej jedynie przytaknąć nauczycielowi i wskoczyć ponownie na miotłę, by unieść się nieco ponad podłoże.
- To co? Na początek w miarę swobodny lot wokół boiska, a potem zobaczymy co więcej potrafisz - zwróciła się do kolegi z roku, chcąc towarzyszyć mu w jego magicznej podróży po obwodzie boiska i nieco wyższych jego rejonach. Chociaż pierwszym co zrobiła było oczywiście przyjrzenie się jego postawie na miotle i temu w jaki sposób na niej siedzi. Niby wydawało się to banalne, ale widziała zbyt sporo osób, które nie potrafiły osiągać znacznych prędkości przez słabe ulokowanie na trzonku.
_________________
 
 
     

Laura Robertson
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Wrz 2018
Posty: 19

Wiek: 15 lat
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Pióro dirikraka, 11', Kasztanowiec, Sztywna
Sakiewka: 50G
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 4
Transmutacja: 11
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 5
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Paź 01, 2018 10:49 pm   
   <Multikonta: --


Stałam w cieniu nieopodal wejścia do szatni przyglądając się pozostałym członkom drużyny, którzy w nieładzie powoli wznosili się na miotłach i robili pierwsze kółka. Na dzisiaj już założyłam strój do Quidditcha. Choć oczywiście lekko go zmodyfikowałam dodając z przodu zamek błyskawiczny dzięki czemu strój mógł być bardziej opięty i dopasowany jednocześnie nie krępując ruchów. Co ważniejsze przemodelowałam pelerynę by o nic nie zaczepiała jednocześnie luzując szwy – gdyby ktoś zechciał mnie zrzucić z miotły ciągnąc za pelerynę ta prędzej by odpadła zostając w ręce atakującego niż przeszkodziła w locie. W swoim niebieskim kombinezonie miałam kilka gustownych złotych wstawek i przeszyć złotą metaliczną nicią, które nie tylko służyły jako ozdoby, ale miały zadanie stwarzać refleksy rozpraszające, szczególnie drugiego szukającego. A przykuwanie wzroku kibiców nadawało tym wstawkom tylko dodatkowych plusów.

Swoje złote włosy spięłam z tyłu tak by nie ograniczały mi widoczności szarpane wiatrem, ale jednocześnie mogły swobodnie powiewać tworząc moją własna pelerynę. Lekki makijaż odporny na zmywanie był wręcz koniecznością, by po wyczerpującym lataniu nie wyglądać jak panda. Jednocześnie moja rola szukającej jest na tyle wygodna, że większość czasu podczas gry mogę tylko latać, być dobrze widoczna i podziwiana. Jedynie kiedy mogę się zmęczyć to pod koniec, w pogoni za złotą kuleczką ze skrzydełkami jak u ważki. Nie wiem kto nazwał ją zniczem, przecież nie ma w środku żadnego wosku ani się nie pali.



Nie spieszyłam się ze wsiadaniem na miotłę. Jeszcze zdążę się zmęczyć. Poza tym na miotle latem siedziałam tylko raz, więc musiałam się z nią jeszcze oswoić. Tym bardziej że była nowa. Przed treningiem w domu pokryłam ją specjalną pastą antypoślizgową i wypolerowałam by móc się na niej pewnie utrzymać nawet jeżeli będę mieć spocone ręce albo będzie padać deszcz. Przejrzałam też poszczególne pęki rózg na jej końcu czy nie są powyginane czy wyłamane. Sprzęt wyglądał na moje oko dobrze. Tak samo jak ja. Nie zapinałam swojego kombinezonu do końca, dzięki czemu mogłam dodatkowo przykuć wzrok dekoltem – ale nie za dużym. Coraz bardziej podobał mi się pomysł użycia zamka w kombinezonie zamiast workowatych i luźnych szat w których latali inni. Wszelkie wprowadzone zmiany w stroju były tak subtelne, że strój wyglądał niemal jak każdy inny. Niemal, bo wprawne oko zauważy te kosmetyczne różnice. No i samo dopasowanie – tu nie trzeba wprawnego oka by widzieć, że leżał on na mnie idealnie podkreślając smukła i wysportowaną sylwetkę.

-No to czas zatańczyć rzuciłam do siebie odczuwając lekki dreszczyk. Jak prawdziwa dama usiadłam na miotle obiema nogami z lewej strony i złapałam pewnie trzonek prawą dłonią lewą swobodnie spuszczając wzdłuż tułowia. Powoli lecz pewnie oderwawszy się od podłoża pochyliłam się lekko nad miotłą nadając swojej postawie nieco bardziej aerodynamicznego kształtu i swobodnie poleciałam zrobić kilka kółek.
-Nigdzie nie muszę się spieszyć – muszę tylko wyczuć dobrze tą miotłę. Nie przyspieszając, tanecznym krokiem (o ile można mówić o krokach podczas latania) zaczęłam robić lekki slalom wyobrażając sobie słupki i pętelki na różnych wysokościach. Kilka razy musiałam nieco zwolnić albo przyspieszyć by uniknąć groźnej sytuacji, gdy obok mnie przeleciała z głośnym WZIUUUUU młodsza koleżanka ścigając się z wyimaginowanymi przeciwnikami. Snując wolno lecz pewnie przez przestworza nad stadionem rozglądałam się spokojnie wokół. W końcu większość mojej gry będzie polegała na rozglądaniu się. Gdzieś na dole kolejny Krukon przygotowywał się do startu, a kapitan z profesorem stali niedaleko obserwując to, co dzieje się na boisku.

Gdy kolejny raz minęła mnie młoda kometka, nie widząc żadnych zagrożeń postanowiłam cieszyć się lotem, aż zamknęłam oczy a uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy. Wykorzystując zmysł równowagi i doskonale panując nad swoim ciałem (co osiągnęłam dzięki długoletnim, wyczerpującym treningom tańca) zaczęłam najpierw kołysać się jak na morzu, a następnie dokładając drugą rękę i łapiąc się z tyłu, tuż nad rózgami wykonałam dwa taneczne piruety. Nie było muzyki, ale szum drzew, wiatru, lekkie, niemal niesłyszalne szeleszczenie strumyczka wpadającego do jeziora wystarczyły by stworzyć melodię do tego podniebnego tańca.
_________________
 
 
     

Dorian Campbell
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Wrz 2018
Posty: 17
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: czarny orientalny długowłosy kocur Lucivar
Różdżka: włókno z serca testrala | 12 cali | klon | giętka
Ekwipunek: różdżka | torba na ramię, a w niej kilka książek, pióro, czysty pergamin i kilka innych niezbędnych rzeczy
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 6
Transmutacja: 12
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 11
Z. defensywne: 11
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Paź 03, 2018 3:24 am   
   <Multikonta: Raphael C.


Chłopak tak stał i obserwował rozgrzewających się członków drużyny, zastanawiając się przy tym jak bardzo - w skali od jeden do dziesięć - złym pomysłem było przychodzenie tutaj. Zdawał sobie świetnie sprawę, że dość znacząco odbiega od poziomu, który sobą reprezentowali. Mimo tego jednak naprawdę starał się teraz podejść do tematu z otwartym umysłem, jak zresztą obiecywał, ale było to odrobinę utrudnione ze względu na fakt, że był realistą. Niemniej już tu się znajdował i wycofanie się teraz stało w całkowitej sprzeczności z jego naturą - szatyn, jeśli już czegoś się podjął, zawsze starał się osiągnąć postawiony sobie cel, rezygnując dopiero po przekonaniu się, że żadnym sposobem mu się to nie uda. Tu założenie było proste, a mianowicie miał się przekonać czy ma jakąkolwiek smykałkę do gry w Quidditcha, której w sobie nigdy wcześniej nie odkrył, czy może jednak okaże się totalnym beztalenciem jak do tej pory mu się wydawało.
Jako człowiek raczej niewielu słów skinął jedynie głową w odpowiedzi na słowa profesora, po czym spojrzał w stronę, w którą Verendal się zwrócił i gestem kogoś do siebie przywołał. Zapewne kapitan drużyny Krukonów, żeby jej przedstawić - prawdopodobny - nowy nabytek w jego osobie. Wkrótce jedna z postaci oderwała się od grupy trenujących, kierując się w ich stronę. Dorian przyglądał się jak ciemnowłosa dziewczyna, Violetta jeśli dobrze pamiętał, zbliża się ku nim, by następnie tuż obok zeskoczyć z miotły jeszcze w locie.
Chłopak krótko uścisnął wyciągniętą w jego kierunku dłoń.
- Cześć. Obawiam się, że masz do czynienia z kompletnym laikiem obeznanym głównie z teorią - stwierdził w odpowiedzi, a na jego ustach na dosłownie chwilę pojawił się pozbawiony wesołości uśmiech. Taka prawda. Nigdy nie grał, ba, swoją przygodę z miotlarstwem zakończył po drugim roku nauki. Pierwszy, wiadomo, obowiązkowy dla każdego, na kontynuację zdecydował się z czystej chęci podszlifowania umiejętności, ale później uznał, że to jednak nie dla niego i zrezygnował, poświęcając ten czas innym zajęciom. - Przyznam, że nad tym nie myślałem, aczkolwiek na pewno nie sprawdzę się jako pałkarz. - Wystarczyło tylko rzucić okiem na jego sylwetkę, by stwierdzić, że to prawda. Campbell był stosunkowo szczupły i w dodatku nieprzesadnie umięśniony, a do tej roli potrzeba raczej kogoś bardziej... postawnego. To nieco zawężało wybór, ale tylko nieco.
Czas sprawdzić co umie.
Niewiele, poza samym faktem, że potrafi latać i nie spaść przy rozwinięciu trochę większej prędkości. Niby wystarczająco, ale jednak przeraźliwie mało jeśli patrzy się na to z perspektywy gracza Quidditcha. Każdy jednak kiedyś zaczynał, prawda?
- W porządku - powiedział, kiwnąwszy przy tym nieznacznie głową. Była to zarówno odpowiedź twierdząca na słowa nauczyciela i Viol, jak i forma dodania sobie samemu odrobiny otuchy przed czekającym go "wyzwaniem". You can do it.
Chwycił oburącz trzonek wypożyczonej mioty o niezidentyfikowanym dla niego modelu, przekładając jednocześnie nad nim nogę. Następnie odbił się od ziemi i przez parę chwil balansował na dość niskim pułapie, chcąc się na nowo z tym wszystkim oswoić. Nie pamiętał już kiedy ostatnio miał okazję latać, ale można było to przyrównać do jazdy na rowerze - tego się po prostu nie zapominało. Dopiero kiedy poczuł się wystarczająco pewnie pozwolił sobie na stopniowe zwiększenie wysokości i prędkości dzięki lekkiemu pochyleniu ciała dla przybrania bardziej aerodynamicznej postawy, kierując tym zaczarowanym sprzętem do zamiatania tak, żeby okrążyć boisko.
Jego pozycję na miotle można było ogółem określić jako... akceptowalną, choć na pewno wymagała jakiegoś doszlifowania, wiadomo. Wyraźnie widać było jednak, że Dorian nie czuje się tak zupełnie swobodnie, całkiem prawdopodobnie przez to, że stara się ciut za bardzo stosować do tego, czego nauczono go na lekcjach w pierwszych latach. Jego sylwetka mogła przez to sprawiać wrażenie nieco sztywnej.
_________________

So wake me up when it's all over
When I'm wiser and I'm older
All this time I was finding myself
And I didn't know I was lost
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strona wygenerowana w 1,67 sekundy. Zapytań do SQL: 10