Rewolucja zaklęć! Koniecznie przeczytaj!
► Poszukujemy nauczyciela Starożytnych Run!
► Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Eliksirów!
► Trwa lekcja Transmutacji!
► Trwają zajęcia z Wychowania do Społeczeństwa!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

162
186
170
202

Czerwiec 2000r.
Pełnia: 11-13.06 (10-13.01)
Ciepłe promyki słońca przeplatają się nieustannie z deszczową aurą. Możliwe poranne mgły i pierwsze burze. W dzień ok. 18'C, w nocy temperatura spada do ok. 10'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet Prof. Transmutacji
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 4:44 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


w zasadzie po pozostawieniu zwierzaka na prowizorycznym posłaniu nie bardzo zwracała na niego uwagę przekonana, że stworzenie samo sobie poradzi, znajdzie dla siebie najlepsze miejsce najbardziej dogodne do spania. Na dobrą sprawę, to i tak dla niej lepiej, że było to tylko zaklęcie czasowe nie wymagające przeciwzaklęcia, bo była pewność, że Carter wróci do swojej postaci. Gdyby tak przypadkiem był to czar ze skutkiem trwałym, a ona zgubiłaby różdżkę (nie daj Merlinie) albo nie potrafił przypomnieć sobie zaklęcia odwracającego taką przemianę... to co ona z takim lemurem by zrobiła? Nie wiedziała o tym gatunku więcej niż powinna, pojęcia nie miała czy da się to udomowić i czy w zasadzie do czegokolwiek taki zwierzak byłby przydatny. Sowy przynoszą pocztę, koty pecha, a szczury choroby, którymi można zatruć życie swoich wrogów, ale lemury? Czy to ma jakiekolwiek użyteczne właściwości? Na szczęście przynajmniej teoretycznie wszytko było pod kontrolą. Co najmniej do rana, bo całkiem dobrze przespała pozostałą część nocy nie mogąc narzekać na żadne koszmary czy denerwujące sny. Czasem trafiały się jakieś dziwne senne miraże o niewyraźnych kształtach i nieodgadnionym znaczeniu, czasem wracały mniej czy bardziej przyjemne wspomnienia z przeszłości, ale nie tym razem. Spała za dobrze i to musiało się dla niej źle skończyć, tym bardziej, że nawet pojęcia nie miała czy jej puchaty gość wrócił już do mniej puchatej formy i czy w ogóle się przebudził.
Jak przez mgłę, na granicy snu i jawy poczuła dotyk jego warg na swoich ustach. Nie, tak jeszcze nie była nigdy budzona. Z jednej strony miała świadomość kto za to odpowiada, bo jej umysł zdążył wystarczająco przyswoić sobie informacje o leśnym menelu spotkanym wczorajszego dnia w Zakazanym Lesie, ale z drugiej... coś jej tu nie pasowało, tylko była jeszcze nie dość rozbudzona, żeby załapać co. Dlatego jej pierwszym odruchem było, żeby odwzajemnić pocałunek. Bo znała tego bezczelnego leśnego menela, bo znała dotyk jego warg. Ale wtedy uświadomiła sobie nagle dlaczego jednak tego nie powinna robić. Otworzyła oczy i odepchnęła go od siebie, a przynajmniej spróbowała. Nie miała pod ręką różdżki, pierwszy błąd. Powinna być przygotowana do odparcia ataku w każdej sytuacji.
Cholerny Carter. Znowu... znowu robi coś nie po jej myśli. Znowu się nie słucha, ale tym razem to wychodziło zdecydowanie poza dopuszczalne granice nieposłuszeństwa.
- Carter! - warknęła pod nosem wściekle, mrużąc ze złością oczy. - Miałeś się nie zbliżać! Nie dotykać mnie! Trzydzieści metrów ode mnie! Albo pięćdziesiąt! - jaka szkoda, że nie miała nic w zasięgu czym mogłaby w niego rzucić... mugole chociaż trzymali przy łóżkach budziki i jakby takim budzikiem go pieprznąć kilka razy to może w końcu nauczyłby się trzymać pewnych granic. - Wynocha na drugi koniec zamku! - pokazała mu drzwi wyjściowe jakby przekaz werbalny miał się okazać niewystarczający. - Nie widzę cie tu! Już! A spróbuj się zbliżyć...
Absolutnie nie miała zamiaru mu tego darować tylko, że była na nieco mało korzystnej pozycji nie mając w pobliżu różdżki, a obawiała się, że jak go spróbuje udusić to nie starczy jej sił na dokończenie zbrodni, a przecież przy życiu to on zostać nie może. Ewidentnie prosił się o śmierć i to z jej ręki. Zostanie morderczynią, trudno, odsiedzi w Azkabanie co swoje, ale przynajmniej satysfakcja zostanie.
Nie... nie może być tak, że ona będzie całkiem bezbronna. Może i nie miała nic dostatecznie poręcznego i ciężkiego pod ręką, żeby zostawić mu kilka siniaków, ale jak chce się przeciwnika ubić to broni się będzie szukać nawet w źdźble trawy. Chwyciła więc za róg jedyną poduszkę, która jej została na łóżku i zamachnęła się, żeby w niego przywalić. Od dzisiaj na pewno już będzie już zaopatrywać się w jakieś ostre, tnące przedmioty tuż obok. Trochę psychopatyczne, ale najwyraźniej uzasadnione.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 5:31 pm   
   <Multikonta: RC


Być może wybiegł daleko poza granice dopuszczalnych zachować wobec Harvin, ale zdawał sobie sprawę z tego, że mogła przez to wpaść w szał. I zasadniczo o to chodziło. Co? Pogniewa się na niego? Obrazi się? Strzeli focha? A potem on miałby za nią chodzić i przepraszać? Należało jej się, bo sama przeginała pałkę, zaczynając od rzucania zaklęć na niego, tam w lesie, poprzez złośliwości u pielęgniarki oraz pojenie go wodą z jeziora, i na zamianie w lemura kończąc. Komu jak komu, ale po dupsku musiała dostać, a problem był taki, że on wiedział jak to zrobić. I to zrobił. I odniósł swojego rodzaju zwycięstwo. A przynajmniej miał satysfakcję z tego, że zrobił coś, co doprowadziło ją do szału, coś wbrew jej woli. Zupełnie jak ona!
To była zemsta z małym bonusem, bo szczerze mówiąc, nie spodziewał się, że ten pocałunek odwzajemni, a potem będzie chciała go zamordować. Zakładał tylko tę część z mordowaniem. Podwójny sukces, i nie ma że półprzytomna. No chyba, że tak wszystkich obcałowywała przez sen to wtedy tak, można to akceptować.
Zaczęło się to, na co liczył, czego się spodziewał. I chyba czerpał z tego jakąś dziką satysfakcję. Odepchnęty może odsunął się o maksymalnie pół metra od niej, jeszcze próbując jej dołożyć swoją obecnością i tym, że znów się nie słuchał. Ale nic jej nie robił poza ewentualnym naruszaniem przestrzeni osobistej, ale za to nie zamykali. Chyba.
A potem próbowała go zabić. Poduszką. Na pewno przyniosło to wyczekiwany skutek i z miejsca padł trupem. Gdyby tak było to Harvin stałaby się legendą i na pewno pisaliby o niej w proroku. Że zatłukła mężczyznę poduchą. A tymczasem nie. Dalej był żywy i to chyba też robił jej na złość. Nie chciał zdechnąć, nie potrafił. W takim razie był jej zmorą.
Pewnie, mógłby ją zdzielić poduszką, tak jak ona jego, jednak on pewnie by ją tym uderzeniem faktycznie zabił, nawet jeśli uzbrojony tylko w poduchę. W sile dzieliła ich przepaść, a on ostatnio nie miał na kim przetestować tego, jak rozwinął swoją tężyznę fizyczną. I nie ma, że kobiet się nie bije. No, może kobiet nie, ale jeśli chodziło o łajzy - droga wolna, wszystkie chwyty dozwolone. Ale nie, nie oddał jej po tym, jak go sieknęła. To nawet nie bolało, a chyba miało. Można powiedzieć, że Carter kiedy w miarę wypoczął to stał się jeszcze mniej podatny na takie rzeczy. Ale na pewno nie mniej podatny na magię.
Tak czy inaczej, kiedy sieknęła go tą poduchą, zaraz momentalnie odegrał przejaskrawioną scenę swojego zgonu wzbogaconą o efekty dźwiękowe. W końcu padł na bok, z pewnością martwy, z tym że padł przy tym na łóżko, a w tym i na Harvin. No może nie na twarz i biust, a szkoda, a jednak skutecznie ją uziemiając w dolnych partiach ciała swoim ciężarem. Ciężarem zwłok.
Żenada? Być może. Dziecinada? Zapewne. Czy było to wkurzające? Musiało być, innego efektu nie oczekiwał. To był Carter, choć w dość bezczelny sposób przekraczający wszelkie możliwe granice to wciąż szanujący Harvin. Mimo, że gołym okiem tego nie było widać i swoim zachowaniem sprawiał wrażenie jak gdyby jej nienawidził i robił wszystko, aby uprzykrzyć życie.
Padł martwy, zamknął oczy, po czym jedno otworzył, zdrowe rzecz jasna, by mieć jednak baczenie na to, co robiła Harvin. Ostatnim do czego mógłby dopuścić, to żeby sięgnęła po swoją różdżkę. Bo to by było równe jego zagładzie. Zmianie w lemura, oposa czy chupacabrę. Tak więc wciąż gotowy był, żeby całkowicie ją uziemić w wypadku, gdyby zaczęła się zachowywać podejrzanie lub gdyby jej dłonie zaczęły szukać czegoś, czego nie powinny w jego mniemaniu dotknąć i mowa tu tylko i wyłącznie o różdżce Harvin.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 9:06 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Nie miał żadnych podstaw do tego by spodziewać się po niej czegokolwiek innego. Ciekawe jak miała zachowywać się kobieta porzucona dwa razy... niech będzie, drugi raz nie z jego winy, ale nie zmienia to faktu, że przez te kilka lat widziała w tym przede wszystkim jego ucieczkę. I co najgłupsze w pierwszej kolejności nie obwiniała za to jego. Był na dopiero drugim miejscu winnych tych tchórzliwych zniknięć. Pierwsze miejsce był zarezerwowane przez nią samą, ale to pokłosie dziwacznej osobowości panny Harvin. Przecież widać, że z nią normalnie funkcjonować to się nie da.
Tak czy inaczej wiedziała, że przegięła. Może nie z tą oryginalną recepturą na veritaserum, ale z lemurem na pewno. Intencje się nie liczyły. A jednak wygłaskała zwierzaka, zadbała, żeby miał wygodnie i to wszystko wiedząc jaka prawdziwa postać się za tym stworzeniem kryje. A teraz to stworzenie w formie większej, dwunożnej okazało się niewdzięcznikiem, który nie potrafi tego docenić. Zainteresowała się nim, nie chciała dla niego źle i jej niestandardowe metody okazały się najwyraźniej skuteczne. Czy to nie dość usprawiedliwiało jej niecny występek?
Nie mówiąc już o tym, że w zasadzie to nie miałaby nic przeciwko takim pobudkom codziennie. Mogłaby być taką śpiącą królewną, ale nie w teraz i nie w takich okolicznościach, kiedy w zasadzie jeszcze nie wiedziała co z tym ex lemurem począć. Wyznaczyła jakieś tam granice nie bez przyczyny. Musiała mieć czas do zastanowienia, oczywiście zakładając, że w międzyczasie nie da znowu nogi w szeroki świat. Wyznaczyła granice i miał się ich trzymać, ale nie... za trudne. Tak bardzo chciał się na niej odegrać, że zrobił najgorszą rzecz jaką w zasadzie mógł w ten sposób tylko angażując ją bardziej. W coś w co niekoniecznie chciałaby się angażować jeśli znowu ma zniknąć. Nie. Tym razem sobie poradzi. Tym razem będzie bardziej odporniejsza. Nie da się tak łatwo tylko dlatego, że Carter jest na miejscu. Chwilowo pewnie.
Nie bardzo miała koncepcję jak go stąd wywalić. Skrzywiła się pod nosem na jego mały teatrzyk. No bez jaj. Tak, jasne. Na pewno miała dość sił, żeby powalić dorosłego faceta.
- Co ja w tobie takiego widzę... - fuknęła wściekle zła na siebie, na niego, na cały świat i pół wszechświata albo i na cały, bo jak szaleć to szaleć.- Złaź! Już! - próbowała go zepchnąć z siebie na podłogę, ale dla niej był prawie jak kłoda drewna, którą ciężko ruszyć z miejsca.- Wynocha!
To nie wyglądało zbyt dobrze. Przez niego nie mogła się ruszyć, nie wspominając już o tym, że niestety była bardziej rozebrana niż ubrana. Bo skąd mogła przypuszczać, że rano zostanie tak brutalnie napadnięta... zakładała, że nawet jak Carter wróci do swojej postaci to grzecznie poczeka aż ona się obudzi. Ale nie... nie mógł. Buntownik z wyboru się znalazł.
Gdyby jeszcze miała trochę siły... ale skąd ona ma mieć siłę? Miała szczupłe ręce, na lewym przedramieniu kawałek bandaża przysłaniający część jej skóry, raczej wąskie ramiona... skąd niby miała mieć tyle energii, żeby zrzucić z siebie kłodę drewna? Tym bardziej, że do praktycznie wszystkiego wykorzystywała różdżkę. Ale przynajmniej uparta była. Będzie walczyć dopóki nie padnie. W końcu to z Gryffindoru było. Oni się tam nie poddają.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 10:12 pm   
   <Multikonta: RC


Pewnie, że nie miał podstaw by oczekiwać cieplejszego "powitania". Nawet pomimo tego, że parę spraw teoretycznie sobie wyjaśnili. Tylko, że on jako facet mało rozumiał, a jeszcze mniej się domyślał. Chyba należałoby mu jasno wyłożyć, jak wygląda sytuacja, bo gdy znowu miał działać po omacku to kończyło się wścieklizną. Tak więc był połowicznie winny. Tak czy inaczej winą za pierwszy raz obarczał wyłącznie siebie i myślał, że wyjaśnił to wtedy na tyle Harvin, żeby nie widziała w tym swojego udziału. Wtedy był emocjonalną amebą, teraz był... w zasadzie nie wiadomo czym. Umysłową amebą to na pewno, złośliwym pierwotniakiem.
Otworzył całkowicie ślepia, choć między otwartym jednym okiem a obojgiem oczu nie było większej różnicy, i łypnął na Harvin wymownie, kiedy rzuciła to pierwsze hasło. Co ja w tobie takiego widzę. To tak jakby właśnie sama się wsypała, bo to by oznaczało, że jednak coś widziała. Chyba sam nie byłby w stanie powiedzieć co mogłaby w nim widzieć, skoro przez cały czas od powrotu był tylko irytującym kapciem. Irytującym w swój specyficzny sposób, właściwie zadedykowany tylko dla Harvin. Bo na przykład podczas pobytu pod opieką Winchester był ułożonym, normalnym facetem, a teraz odgrywał scenę swojej agonii tylko po to, by unieruchomić Harvin, która trzepnęła go poduszką. To nie było normalne.
- To jak to jest, mam odejść czy zostać? - Zapytał, zerkając na nią uważnie, ani myśląc by ułatwić jej cokolwiek i się przemieścić - Nie chcesz, żebym zatrudniał się w Hogwarcie. - To w zasadzie nie było pytanie a prośba o potwierdzenie wstępnej hipotezy. Jeśli nie chciała i poda mu jakiś sensowny powód, bardziej wiarygodny niż to, że dzieci się będą bały albo to, że McGonagall się zmęczy ciągłymi rozmowami kwalifikacyjnymi. W zasadzie to w pewnym sensie dała mu do zrozumienia powód swoich obiekcji a jednak wolał mieć to czytelne, żeby nie było, że czegoś się nie domyślił. Poza tym, miała okazję z tym problemem się przespać (co ostatnio w Hogwarcie zrobiło się strasznie modne), więc powinna móc na spokojnie mu to przetłumaczyć. Gdyby jeszcze chciała.
Ta kłoda ani drgnęła podczas swojej wypowiedzi, bo zamierzała podręczyć jeszcze Harvin jej bezsilnością. Jednocześnie musiał mieć na uwadze to czy nie sięga po tę przeklętą różdżkę bo wtedy tak mu pizgnie, że cofnie się pod King's Cross. Albo jeszcze dalej.
Widział, że była słaba. Albo to on po prostu przybrał parę kilogramów w postaci masy mięśniowej i o ile kiedyś mogło być trudno to teraz już kaplica. Ale Harvin powinna umieć zatłuc też kogoś gołymi rękami. Może ta umiejętność nie odbije się za dobrze na nim, ale jej na pewno się przyda. Różnie się działo z tymi różdżkami. On na przykład swojej nie posiadał już X czasu i powoli się przyzwyczajał, co nie znaczyło, że nie zamierzał zmieniać obecnego stanu faktycznego.
A jeśli profesor Harvin będzie dzisiaj wyjątkowo niedobra na zajęciach to już wiadomo będzie kogo o to winić.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 11:02 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Miała mieć lekcje z młodszymi rocznikami. Pierwszaki czy drugoklasiści to jeszcze takie bardziej dzieci do których przydałoby się mieć odpowiednie podejście pedagogiczne. Niedawno oddzieleni od swoich rodzin, często potrzebujący wsparcia w prostych sprawach, widzący nie rzadko w nauczycielach faktycznych opiekunów. No to te dzieciaki przez pana Cartera będą dzisiaj latać po ścianach. Przecież jak panna Harvin wpadnie na lekcje to zorganizuje tam prawdziwy armagedon. Młodzi będą z płaczem wybiegać z klasy, a punktacja Domów obniży się o połowę. Wszystkich za wyjątkiem Gryffindoru, chyba, że jakiś gryfon przekroczy cienką, niewidzialną granicę to w tym wypadku i jego nie oszczędzi. Van nigdy nie była najlepszym pedagogiem, szczególnie dla młodszych roczników, ale jeszcze niekiedy trzymała się przy dzieciakach w ryzach. Teraz już nie.
- Czy ty cokolwiek rozumiesz? - warknęła pod nosem, rozkładając ręce jakby miała do czynienia z wyjątkowo kiepsko nadążającym za materiałem uczniem. - Chce, żebyś był tutaj i chce mieć Cie blisko. Ale nie chce, żebyś znowu zniknął. Z własnej czy cudzej woli. - wymamrotała, ale nadal na tyle gniewnie, że raczej niczego dobrego się po niej spodziewać nie można.- Myślisz, że to takie przyjemne ciągle znosić Twoje zniknięcia... jak jakaś pieprzona mugolska karuzela. - prychnęła uznając, że skoro nie może tej kłody drewna z siebie zepchnąć, to spróbuje zmienić taktykę.
Bo nie, nie... nie poddała się. A poza tym... był ciężki. To nie jest waga piórkowa, żeby go po prostu zdmuchnąć na podłogę. Spróbowała podciągnąć bardziej do siebie nogi pod kołdrą, żeby go po prostu skopać z siebie. Albo przynajmniej się spod niego wysunąć. Jakimś sposobem trzeba. Bo nie może być tak, że została uwięziona we własnym łóżku i to jeszcze przez własnego jeńca. Tak się nie robi. Co to ma być za bunt... próba obalenia jej władzy czy co? Tutaj panują rządy dyktatorskie, a jeńcy mają się podporządkowywać a nie buntować,
- Złaź! - powtórzyła próbując się wciąż spod niego wydostać, chociaż nie podobało się jej to, że to ona musi odstępować swoje terytorium zamiast tego, żeby po prostu wypieprzyć stąd okupanta.
To faktycznie przypominało jakąś dziecinną przepychankę i chyba zaserwuje sobie sama później jakieś Obliviate, żeby wyrzucić to ze swojej głowy. Bo jak to wygląda... ona poważna pani profesor, która zdołała sobie wypracować w szkole posłuch i bez problemu sprowadza do parteru nawet najtrudniejsze przypadki, teraz przekopuje się z ex menelem spod Zakazanego Lasu. Merlinie, gdyby to ktokolwiek widział jej reputacja mogłaby zostać poważnie nadszarpnięta. Ale to wszystko przez niego... przez tego bezczelnego niewdzięcznika, menela i drania.
Jedno wiedziała już na pewno.
Plan na dziś - zaprojektować schowek na różdżkę jeszcze bliżej krawędzi łóżka.
Jeszcze trochę i jej sypialnia zacznie przypominać jakąś twierdzę. Będzie brakowało tylko smoka, który strzegłby wejścia przed nieproszonymi gośćmi.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 11:42 pm   
   <Multikonta: RC


Dzieci dostaną traumy przez Harvin, a ona nawet nie będzie mogła tego wytłumaczyć, a raczej zrzucić na niego bo jak to tak. Zatem powinna mu podziękować za to, że pomaga jej utrzymać tytuł postrachu szkoły. Miejmy nadzieję, że taki tytuł jej się podobał. Zawsze do usług.
Przyglądał jej się w milczeniu, kiedy zaczęła na niego furczeć. Czy on cokolwiek rozumiał? Tak, rozumiał. Jeśli coś było jasne i nieoparte na domysłach. Nie lubił ich, gubił się, nie potrafił. Tym bardziej teraz, po tym jak przez parę lat był dzikusem pozbawionym zwykłych, codziennych interakcji z ludźmi. I tak dobrze, że nie zdołał cofnąć się do poziomu "Ja Tarzan, Ty Jane". Chociaż z drugiej strony zagrywki miewał prymitywne, ale one występowały zawsze.
Co miał jej powiedzieć w kwestii zniknięć. Raz dał ciała, drugim razem ktoś mu pomógł i jego wiarygodność legła w gruzach i miał wrażenie, że nawet jeśli złożyłby Harvin Wieczystą Przysięgę (weź tu najpierw znajdź Gwaranta do takiej), że nie zniknie z własnej woli, chyba że ona go faktycznie pogoni, to miał wrażenie, że w głowie Harvin wciąż hasałyby myśli, że jest przy niej tylko dlatego, że nie chce zdechnąć przez złamanie przysięgi. Nie zamierzał znikać, nie był już gówniarzem i miał prawie cztery lata by poznać swój system wartości i pragnień. I cały czas nękała go w tym wszystkim Harvin. Cholerna Harvin, nie dająca mu spokoju nawet, kiedy wydawałoby się, że i tak wszystko przepadło. Zasadniczo to była jedyna myśl, która przez tamten czas trzymała go jeszcze wśród ludzi o trzeźwym umyśle, która nie pozwalała mu odejść od zmysłów pomimo wiecznego katowania. Pozytywna myśl, że kiedyś wyrwie się stamtąd i dane mu będzie chociażby ją zobaczyć. Nawet jeśli to spotkanie miałoby się skończyć długą listą nieprzychylnych przymiotników wymierzonych w jego kierunku. Niestety nie powiedział jej tego i raczej nie planował z racji tego, że teraz był przekonany, iż w jej opinii jego słowa to pic na wodę, a on i tak zaraz zniknie bo taki z niego Dirikrak, co sobie nagle znika i materializuje w innym miejscu.
- Próbuję cię zrozumieć - Zawiesił na milisekundę głos, w tym miejscu powstrzymując się przed zwróceniem się do niej per Harvin. Jakby nie patrzeć z rana sama warknęła na niego z nazwiska to powinien jej się odpłacić. - Problem w tym, że kołujesz mnie na każdym kroku. Idź - nie idź. Wynocha - zostań. Śpij w schowku na miotły - dobra, śpij ze mną ale jako lemur. - Wyliczył jej, przy ostatnim przykładzie spoglądając na nią wymownie, bo wciąż miał do niej uraz o to. Dlaczego akurat lemur.
Łaskawie przeturlał się w nogi łóżka, uwalniając ją całkowicie spod swojej masy ciała. Ułożył dłoń pod głową i wlepił wzrok w sufit, na moment się zamykając.
Musiał to sobie na spokojnie przetrawić. Zatrudni się w Hogwarcie to będzie wrzask, że śmiał się z nią minąć jednym korytarzem. Przeniesie się do rezerwatu smoków do pracy to wyśle mu wyjca, że znowu ją zostawił. Bo Carter posiadał tylko dwie opcje. Albo jako nauczyciel Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami albo opiekun smoków, niekoniecznie w rumuńskim rezerwacie, bo jednak nie kojarzył się najlepiej. I weź tu człowieku zrozum kobietę. Da jej czas na wytchnienie to będzie krzyk, że przestał się nią interesować (chociaż wątpliwe żeby o to nakrzyczała na niego wprost, pewnie skrzyczy poduszkę). Czuł się skołowany a z drugiej strony czuł, jak narasta w nim wściekłość wobec tego, przez którego faktycznie zniknął po raz drugi. I jeśli zamierzał kiedykolwiek wziąć na nim odwet to prawdopodobnie powinien zadbać o swoje stare, magiczne talenty i zorganizować różdżkę.
Przeniósł spojrzenie z sufitu na Harvin, nie mówiąc już nic. Wolał już słuchać jakim to jest gamoniem i zwyrolem niż mówić. Mówienie było trudne. W dodatku mówienie o uczuciach.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 12:42 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Wreszcie. Odetchnęła z ulgą kiedy wreszcie się łaskawie przesunął. Mimo to spoglądała na niego podejrzliwie. Nie wiedziała co on knuje. Tak po prostu odpuścił? Nie... nie po to chyba ją budził w tak brutalny sposób, żeby teraz odpuścić. Chociaż domyślała się, że to musiał być odwet za lemura. Biedne stworzenie, nikomu nic nie winne, przypadkiem zostało wplątane w okrutną intrygę dwóch dorosłych czarodziei stając się przez to zarzewiem konfliktu. Dla niej to był normalny zwierzak jak wiele innych, chociaż... zastanawiała się co się stało z pewnym białym czworonogiem. Nie pytała o to Cartera, nie chciała być zbyt wścibska, ale dopiero teraz tknęło ją, że czegoś tu brakuje.
Podciągnęła sobie nogi pod podbródek nie spuszczając z niego oczu. Tyle dobrego, że już mogła się przynajmniej poruszać. Wywróciła młynka oczami kiedy zaczął mówić. Tak, znowu. On naprawdę niczego nie rozumiał, a w dodatku ona nie bardzo już wiedziała jak to czytelniej wyjaśnić. Poniekąd to była jej wina. Ha! Czy ktoś by pomyślał, że panna Harvin tak po prostu będzie mówić o swoich uczuciach? Niedoczekanie. Zapewne wśród wielu uczniów, ale i dorosłych członków kadry była tą wredną, bezuczuciową jędzą, która sprzedała własne serce na czarnym rynku. Za parę sykli na ognistą. Nie potrafiła się otwierać, mówić wprost o tym co czuje, nie wspominając już o tym, że miałaby się tym z kimkolwiek dzielić. I nie było jej z tym źle. Nie przeszkadzało jej to, że raczej mało kto w szkole ją lubi, że w zasadzie rzadko z kim ma możliwość porozmawiać otwarcie. Była tak bardzo przyzwyczajona do gryzienia wszystkiego w sobie, że wręcz nienaturalne wydawało jej się to, że miałaby cokolwiek uzewnętrznić. Dlatego gdzieś tam w głębi zdawała sobie sprawę, że Deangelo może mieć z tym problemy i to całkiem poważne. Ale z drugiej strony, bez przesady. Aż tak ciężka do rozgryzienia to chyba nie była, tym bardziej, że przy nim i tak gadała rzeczy, których chyba nikt nigdy nie usłyszał. I za każdym razem czuła się z tym dziwnie i nieswojo. Definicja jednostki społecznej zdecydowanie do niej nie pasowała.
- Nie mogę się angażować. Z Tobą. Teraz. Co nie znaczy, że tego nie chcę. - podkreśliła niezadowolona z tego, że znowu musi mówić coś co niekoniecznie chce przejść przez jej gardło. - Bo znikniesz. - wysunęła się spod kołdry stawiając bose stopy na chłodnej posadzce. - To jest jak... reakcja samoobronna. Jak Cie coś ugryzie to co czujesz? - nie dała mu odpowiedzieć i podjęła od razu. - Więc... żeby nie ugryzło znowu i żeby znowu przez to nie przechodzić najlepiej zlikwidować to co gryzie. - miała bardzo prosty system myślenia jak widać, skoro jest problem to należy go zlikwidować, czasem nawet aż nazbyt dosłownie.
Wstała z miejsca, wyjątkowo głupio czując się w samej koszuli nocnej, ale tym razem to zignorowała, łapiąc szlafrok przewieszony obok przez krzesło i naciągając go na siebie.
- Pokaż mi, że można Ci zaufać. Że nie uciekniesz. - dalej bardzo uparcie unikała patrzenia w jego kierunku przewiązując sobie szlafrok w pasie. - Jesteś tu ledwo dzień... nie dajesz mi żadnej gwarancji, że będziesz jutro, pojutrze, za tydzień. Na odbudowanie zaufania potrzeba trochę więcej czasu niż jedna doba. - odgarnęła sobie włosy do tyłu podchodząc do największej szafy, by otworzyć jej drzwiczki. - Jeśli w ogóle Ci na tym zależy. - dodała przerzucając od niechcenia kilka wieszaków, chociaż denerwowało ją to, że tak naprawdę i na tym nie może się skupić. - Nawet nie wiesz co się przez ten czas działo... ogólnie i ze mną. - bąknęła pod nosem sprawiając wrażenie jakby gadała do ubrań, bo przecież tak jest dużo łatwiej, chociaż to niekoniecznie zbyt wygadani rozmówcy. - Chce mieć Cie blisko... właściwie jak najbliżej, ale nie wszystko od razu Deang. - tak, Deang, jakby tak nazwała jakąś swoją koszulę, super.
W końcu odpuściła. Merlinie, wybieranie w co ma się ubrać jeszcze nigdy nie było aż tak trudne. Zamknęła zniechęcona szafę i mimowolnie wróciła na niego wzrokiem.
- Nie mówiąc już o tym, że nawet nie wiem czego ty chcesz. - wymamrotała mając wrażenie, że i tak za dużo powiedziała i ktoś mądry to powinien jej teraz uciąć język, żeby nie nagadała jeszcze większych głupot.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 1:44 am   
   <Multikonta: RC


O. Mój. Merlinie. Znowu jakieś kobiece zaklęcia, filozofia którą mogli pojąć tylko nadludzie. Lub inne kobiety, chyba. W każdym razie mózg mężczyzny był chyba zbyt prostym mechanizmem aby to wszystko w pełni zrozumieć. Chciała się angażować, a nie mogła. Kto jej zabronił? McGonagall? A może Dumbledore ostatnim tchnieniem zawołał "Nie angażuj się z Carterem"? I choć najwyraźniej próbowała mu to rozjaśnić to działo się odwrotnie, mąciła mu w głowie. Im dłużej jej słuchał tym coraz mniej wiedział i coraz bardziej gubił się w tym, co powinien zrobić. Nie umiał w relacje damsko-męskie, najwyraźniej. Choć z drugiej strony jego mózgownica zaczęła pracować. Pytanie tylko, czy działała w dobrą stronę.
Dobrze, że nie dała mu odpowiedzieć co czuje jak go coś ugryzie bo pewnie po wszystkich powiedziałby, że nic. No chyba, że by go urąbał smok. I urąbał całą rękę to pewnie by coś poczuł. No albo jakby coś faktycznie miało mu oderwać płat skóry. Po prostu próg bólu znacznie mu się przesunął, może dlatego wydawało mu się, że Vanessa to liścia nie potrafi zaserwować. Lepiej tego jednak nie mówić na głos, bo jeszcze jej się zamarzy ćwiczyć lepy na jego pysku.
- Nawet nie mogę ci obiecać tego, że nie zniknę, co dopiero pokazać. I tu nie chodzi o to, że pewnego dnia podwinę ogon i się zawinę, tylko dostanę rzeczywiście Kedavrą w pysk, albo komuś znowu się zachce układania smoków pod przymusem i znowu mnie nie będzie. A i tak przyjmie się wersja, że uciekłem. - Odpowiedział jej, spoglądając na nią uważnie. - Mogę tu być jutro, pojutrze, za tydzień, za rok, ale może okazać się, że wciąż będziesz żyła tym, co się stało kiedyś. Nie mówię, że masz o tym całkowicie zapomnieć, ale przynajmniej spróbować myśleć. - Mruknął, podnosząc się z jej łóżka. Wygładził swoje super czyste wdzianko z pralni Winchester, bo jakąś prezencję trzeba było mieć przed McGonagall (o ile w ogóle zamierzał ją odwiedzić).
Nie był w zasadzie pewien czy ona rozmawia z nią czy faktycznie z ubraniami. Może było tak, że ona mówiła do tych ubrań a on jak głupek jej odpowiadał? No cóż, jeśli mu odpowie to znaczy, że jednak z nim, ale po prostu wolała żeby patrzył na jej pupę. Niestety zasłoniętą.
Prawda, nie wiedział co się z nią działo, ale raczej nie chciał się na świeżo w tym grzebać. Nie to, że nie chciał słuchać, ale po prostu wolał tego z niej tak od razu nie wyciągać. O ile w ogóle istniała szansa, że wyciągnie. Dopiero gdzieś na końcu zaczął rozumieć, o co tak naprawdę chodzi.
- Rozumiem. - Poinformował ją. No to nic, pozostaje zawalczyć o robotę w Hogwarcie. Jeśli McGonagall nie będzie go chciała na nauczyciela, a nie oszukujmy się - będzie chciała, bo kto nie ulegnie proszącej minie numer osiem od Cartera (Vanessa nie jest odpowiedzią). W każdym razie - jeśli nie weźmie go na profesora to zatrudni się jako woźny, o. I będzie bardzo często sprzątał gabinet Vanessy wraz z jej sypialnią. No bo ktoś musi mopować krew jej wrogów.
Co to znaczy, że ona nie wie czego on chciał. To on się wygina, daje jej do zrozumienia, na czym mu zależy (i nie jest to stworzenie zaklęcia Rapeousa, pokrewnego Patronusowi), a ona mu mówi takie rzeczy? Przyglądał jej się przez dłuższy czas, nieświadomie przechylając głowę. Futrzak często tak robił.
- Wiesz, bo nie raz dawałem ci to do zrozumienia. Ale podświadomie to negujesz. - Odpowiedział jej w końcu, prostując się. Przynajmniej tak mu się wydawało. Albo po prostu nie chciała w to uwierzyć, nie dopuszczała do siebie takich informacji.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 10:38 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Skierowała się w stronę łóżka i usiadła obok niego. Powinien to uznać za sukces, że jeszcze nie sięgnęła po różdżkę pomimo tego, że chwilę temu wiele dałaby, żeby mieć ją bliżej siebie. W końcu ten tu jak się okazało stanowił potencjalne zagrożenie, które trudno jest przejść bez magicznego kijka. A jednak niebezpieczeństwo już chyba minęło. Chyba. Panna Harvin nie miała pojęcia czy jeszcze nie przyjdzie zapłacić jej za to, że nie zachowała należytej ostrożności i nie sięgnęła teraz po różdżkę póki miała ku temu okazję. W końcu nie wiadomo co mu jeszcze strzeli do głowy. Chociaż przynajmniej już wiedział, że jeśli chodzi o siłowanie się z nią to nauczycielka raczej jest na przegranej pozycji, nie ma co się wysilać.
- To postaraj się nie dostać Kedavrą w pysk. - zmarszczyła brwi rzucając mu surowe spojrzenie jakby to było takie proste tylko on do tej pory tego nie zatrybił. - Sądzisz, że wytrzymałbyś chociaż rok? - nie mogła się powstrzymać od lekkiego uniesienie kącików warg ku górze, bo z nią to chyba stanowiło takie osiągnięcie, że powinno mu się za to później postawić jakiś pośmiertny pomnik przed szkołą. - Po prostu... jak będziesz chciał zrezygnować i znowu dać nogę, to mnie o tym uprzedź. Będzie łatwiej.
Starała się mówić o tym dość spokojniej, jakby i dla niej miałoby to być takie proste do przyjęcia, ale na tą chwilę musiała odwrócić od niego spojrzenie, bo nawet wyjście z taką propozycją nie było przyjemnie.
Oho... więc to jest te słynne męskie "domyśl się". Taki odpowiednik kobiecego, bo równie mało konkretny i mało czytelny. Teoretycznie skoro próbowała go zabić, potem otruć fałszywym veritaserum, a na końcu zamieniła go w lemura i jeszcze tu był to... może coś na rzeczy jest. Albo po prostu jest masochistą i miłośnikiem skoków adrenaliny i ciśnienia.
- Mhm. - mruknęła tylko bez większego przekonania, ale skoro ta przejrzysta i stanowcza odpowiedź miała wystarczyć, to chyba nie powinna go dalej ciągnąć za język. - Co zrobimy z twoją różdżką? A raczej z jej brakiem? Możemy wpaść po moich lekcjach na Pokątną.
Bo bez różdżki nie ma szans, żeby sobie poradził. Gdziekolwiek. Czy tu w szkole czy w jakiejkolwiek części magicznego społeczeństwa nie przetrwa długo bez tego magicznego kijka. Van to prawdopodobnie nie przetrwałaby nawet jednego dnia, bo była przyzwyczajona, że prawie wszystko robi za pomocą różdżki, jemu udało się bez niej funkcjonować jakiś czas, ale to jest... no różdżka. Bez niej ani się nie ma jak obronić ani cokolwiek zmodyfikować czy przeobrazić. Trzeba funkcjonować wtedy jak mugole. Nie. Nie po to jednak coś ich od nich wyróżnia, żeby marnować magiczną moc.
- Hmm... - gdy już wróciła na niego wzrokiem zlustrowała go uważnie spojrzeniem od góry do dołu. - Sprawdzałeś czy... nie został Ci jakiś ogon z tyłu? Bo wiesz... zależnie od warunków zdarza się niekiedy, że jakiś element zostaje gdy forma zwierzęca długo się utrzymuje. To znika i tak po jakimś czasie, ale... było kilka takich przypadków, że musieli to potem w Mungu wycinać... - nie, wcale go nie podpuszczała.
Ale gdyby tak go sobie wyobrazić z takim pasiastym, puchatym ogonkiem... panie profesorze co się panu tak buja z tyłu? To byłby niezapomniany widok. Dlatego z trudem próbowała ukryć rozbawienie w oczach powstrzymując niemal cisnący się na jej usta cichy chichot. Gorzej jak jeszcze jej tego nie wybaczył, ale naprawdę wyglądał niezwykle uroczo w takiej postaci. Cokolwiek miał do lemurów, to przecież nie wybrała szczura, ropuchy czy jakiegoś bobra tylko stworzenie dość przyjazne i urokliwe. Nie mniej, ciekawe jak długo jeszcze będzie miał jej to za złe. Przecież było tak jak obiecywała. Byli razem. Blisko. Zadbała o to, żeby wypoczął. Wszystko się zgadza.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 1:07 pm   
   <Multikonta: RC


- Fakt, z tym rokiem to trochę mnie poniosło. - Pokiwał głową, starając się utrzymać poważny wyraz twarzy. Chociaż to był żart, może z deka nie na miejscu, ale żartował. Mógł myśleć, że za rok tu dalej będzie, że za dwa lata czy pięć. Ale faktycznie, gdyby stało się coś, co pokrzyżowałoby mu plany poprzez kolejne zniknięcie, to mogłoby nie być zbyt kolorowo. Problem był taki, że nie wiedział czy ten pieprznięty śmierciożerca mu odpuści, bo chyba chodziło mu o to, by nikt się nie dowiedział, że przeżył. Z ostrożności Carter wolał... nie wywoływać wilka z lasu, nie opowiadać o nim i tę precyzyjną informację odnośnie jego imienia i nazwiska zachować dla siebie.
Szturchnął ją zaczepnie ramieniem, jak gdyby chcąc tym samym przekazać jej, że to co przed chwilą powiedział to rzeczywiście ten żart, wątpliwej jakości.
Odchrząknął, co było jedyną reakcją na jej prośbę czy raczej sugestię, żeby łaskawie ją powiadomił kiedy będzie chciał uciec. Ten błąd z młodości będzie odbijał mu się czkawką jeszcze bardzo długi czas, ale nie mógł za to winić nikogo poza sobą. To właśnie to pierwsze zniknięcie nadszarpnęło jej zaufanie, a ono było jego własną, niedojrzałą decyzją. I choć już dawno pojął, jaki to był błąd, przepraszał i obiecywał poprawę, to pewnie jakiś niesmak musiał pozostać. Tak czy inaczej, gdyby faktycznie planował się wycofać to zdecydowanie musiałby to poprzedzić rozmową. No byłby jej chociaż tyle winien. Inna sprawa, że nie brał pod uwagę takiej ewentualności, żeby znów zniknąć. Na pewno nie z własnej woli. Miał przecież bardzo dużo czasu by przekonać samego siebie, co dawało mu szczęście i gdzie oraz z kim było mu najlepiej. Teraz tylko powinien przekonać Harvin do tego, co sam w sobie odkrył.
I nie, to nie był przykład męskiego "domyśl się". To był przykład męskiego "no ile można coś babie powtarzać". Odkąd ją zobaczył, nawet mimo tego, że była tak agresywna wobec niego przyznał, że wrócił do niej, dla niej, po nią. Potem swoją wypowiedzią sugerował, że jemu jej brakowało. No chyba nie brakowało mu tego, żeby go poiła wodą z jeziora tylko jej, jako osoby. Osoby, która w pakiecie ma właśnie serwowanie tego typu drinków. Ale nie, od niej się wszystko odbijało po czym jeszcze mówiła, że nie ma pojęcia czego on chce. Naprawdę przez chwilę przeszła mu przez umysł myśl, żeby ją udusić, a on nie miałby problemów z wykonaniem. Zresztą Carter wychodził z założenia, że jeśli coś powtarza się w kółko i do znudzenia to traci swoją moc.
Spojrzał na nią i westchnął głośno, ostentacyjnie.
- No nie... zakupy. - Sapnął, łapiąc się za głowę. Zakupy w towarzystwie kobiety. Pojadą po jego różdżkę a wrócą z niepotrzebnymi bambetlami? Naturalnie nie miał Harvin za tego typu kobietę, ale... no jeszcze nie miał okazji się przekonać, jak było naprawdę w tych sprawach. - Jeśli znajdziesz czas, to jest parę rzeczy, które będę musiał kupić, a przede wszystkim - wpaść do Gringotta. Ile można żebrać o sykla na ognistą.
Musiał wyciągnąć swoje pieniądze z banku, a dalej faktycznie uzupełnić swoje zapasy magiczne i odzieżowe. Styl na fancy hobo powoli stawał się już passe.
Po jej słowach dość nieświadomie obejrzał się za siebie, jak gdyby ten ogon miał tam być. Ale na całe szczęście nie było. I to na szczęście Harvin, bo wtedy zrobiłby jej coś gorszego od porannej zemsty.
- Wiesz co... - Westchnął, jak gdyby miał do czynienia z naprawdę ciężkim i męczącym złośliwcem. - Jesteś jednak łajzą. - Oznajmił, spoglądając na nią wymownie. Bo była niedobra. Zamieniła go w lemura, a mogła w... no chociażby dzięcioła czy cokolwiek. Poza tym dalej mu dokuczała w związku z tym, co się stało. - Następnym razem nie będę taki łagodny, jak dzisiaj rano. - Mruknął jeszcze, mierząc ją wymownym spojrzeniem. Kącik jego ust uniósł się w lekkim, prowokacyjnym uśmiechu. Tak, bo to, czym z samego rana doprowadził ją do ataku wścieklizny było bardzo łagodne, to aż strach zapytać, jakie inne, mniej łagodne alternatywy miał pod kopułą.
A i owszem, był jednak jakiś bardziej wyspany, ale wątpił by jego problem po prostu zniknął. Może powinien ściągnąć proszek z rogów kozłaga. Mógłby wtedy spokojnie funkcjonować bez snu przez te siedem dni i nocy. Problem w tym, że pewnie by się jeszcze od tego specyfiku uzależnił i ostatecznie zostałby zombie.
- To co? Idziesz zaraz pewnie straszyć uczniów swoją osobą? - Zagadnął. W sumie skoro chciałaby straszyć te "dzieci" to mogła przyprowadzić jego na zajęcia, podobno miał sprawić, że się będą bały. Ale nie zamierzał oferować swojej pomocy, tym bardziej że Harvin nauczała Transmutacji a on nie zamierzał posłużyć jej do prezentacji jakiegokolwiek zaklęcia, w tym przemiany w lemura, którą na nim ćwiczyła. Zresztą, on miał starą (dosłownie i w przenośni) znajomą do odwiedzenia. Może będzie miała ciastka.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 4:48 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Sugestywnie uniosła brwi ku górze, spoglądając na niego kątem oka i fuknęła cicho pod nosem, ale tylko po to, żeby zaraz z rozbawieniem pokręcić głową.
W zasadzie, chyba ona sama najlepiej wiedziała o tym, że ma raczej trudny charakter. Niezmiennie można się zastanawiać jakim cudem to trafiło do Gryffindoru skoro nie jedną z jej cech można by skojarzyć z mieszkańcami Domu Węża. Tiara musiała mieć w jej przypadku naprawdę niezłą zagwozdkę. Liczba jej wad zapewne znacznie przewyższała liczbę zalet, nie dogadywała się z otoczeniem, większość kadry traktowała z góry przypisując im określone łatki, lekceważąco podchodząc do nauczanych przez nich przedmiotów jakby tylko transmutacja i kilka innych nauk było rzeczywiście wiedzą, którą młodzi adepci magii powinni z zaangażowaniem zgłębiać. Nie dziwiła się więc temu, że naprawdę trudno z nią wytrzymać i chyba tylko szaleńcy byli w stanie zdecydować się na taki układ. Ale jednocześnie nie wyobrażała sobie być inną. Gdyby ktoś zaproponował jej cudowną przemianę w istotę miłą, uprzejmą i otwartą chyba od razu buchnęłaby w niego jakimś zaklęciem niewybaczalnym. Albo poszczuła by takiego typa lemurem. Swoim lemurem.
Rzuciła na niego podejrzliwie okiem. Chwila, co on sobie wyobrażał.
- To Twoje zakupy. - podkreśliła, żeby była jasność tego jak sprawa stoi. - Ja sobie pójdę na jakiegoś drinka albo ognistą, a ty będziesz załatwiał swoje sprawy.
Jeszcze by tego brakowało, żeby pilnowała go przy jego własnych sprawach. Taka zamiana ról, można by powiedzieć. On miał zakupy, ona chwilę relaksu dla siebie. Normalnie to chyba powinno wyglądać odwrotnie, ale panna Harvin nie była zwolenniczką bezcelowego tułania się po sklepach i lokalach, co nie znaczy, że nie może na chwilę wymknąć się z Hogwartu i sprawdzić jak się ma szeroki świat podczas gdy ona siedzi w wielkim, ponurym zamku. Może przy okazji dowie się czegoś więcej o obecnej sytuacji niż tylko z kolejnych, stronniczych artykułów z Proroka Codziennego.
Zaśmiała się tylko na jego stwierdzenie. Anie trochę nie obraziło ją nazwanie w taki sposób. Łajza. Może faktycznie dlatego, że była odrobinkę taką łajzą.
- Nie rozumiem co Ci się w tym nie podobało... wygłaskałam Cie tak jak chyba jeszcze nigdy wcześniej. - nie mogła powstrzymać rozbawienia. - I spałeś, nie mów, że nie. - spojrzała na niego wymownie, bo czy nie o to właśnie chodziło?
Pechowo tego głaskania, przytulania i miziania nie mógł pamiętać. Wspomnienia z formy zwierzęcej nie przenosiły się w transmutacji tak jak przy animagii, nie był wówczas świadomy co się wtedy z nim działo. Bo przecież gdyby był... nie zabrałaby go do sypialni. Jeszcze by tego brakowało, żeby w tej lemurzej postaci jej bezczelnie dokuczał, mszcząc się za dokonanie na nim takiego zamachu. O głaskaniu też by nie było mowy. A tak, to powiedzmy, że mogła trochę wykorzystać sytuację pozwalając sobie na więcej w przekonaniu, że i tak tego nie będzie pamiętał.
- Potraktuje to jako wyzwanie na przyszłość. - odpowiedziała z przekorą, bo oczywiście na następny raz to będzie już dużo lepiej przygotowana.
Mruknęła potakująco, bo czeka ją kilka ciężkich godzin polegających na wtłaczaniu do opornych głów młodych uczniów tego czego często uparcie nie chcieli sobie przyswoić. Z dzieciakami było o tyle dobrze, że jak huknie na jednego czy drugiego to potem są już grzeczni, bo wolą jej nie podpadać. Starsi sprawiali więcej problemów, bo nauczyciel przestawał być dla nich już często autorytetem, ale i nad nimi panna Harvin potrafiła zapanować.
- Jak wyjdziesz. - odchrząknęła znacząco, krzyżując ręce. - Muszę się przebrać.- w końcu nie pójdzie na lekcje w szlafroku, a przecież nie będzie się rozbierać tutaj, teraz, przy nim.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 5:15 pm   
   <Multikonta: RC


Było tyle miejsc, które chciał odwiedzić. Które wręcz musiał odwiedzić. Gringott, Ollivander, Madame Malkin (najgorsze, co go czekało), może też powinien znów zainwestować w sowę. Chyba nie miał co liczyć na swojego kruczego towarzysza, a już na pewno nie na to, że wcieli się w rolę kuriera z listami. Raz był mu winien przysługę, nie wiadomo co będzie przy kolejnych próbach wrobienia go w fuchę listonosza. Z ostrożności powinien wziąć płomykówkę. Chyba do tych sów miał największe przekonanie. Poza wycieczką na Pokątną chciał też skoczyć do rezerwatu, zobaczyć co się tam dzieje, aczkolwiek raczej nie planował tego w tym samym dniu. Niemniej jednak był ciekaw czy znaleźli jego wychowanka, norweskiego kolczatego, czy gdzieś przepadł. Jakby nie patrzeć to dla niego prawie jak dziecko, w końcu miał go od jaja. Fakt, że potem mu odwaliło i uciekł, wcześniej zostawiając Carterowi pamiątkę, ale to nic. Młodzież taka była.
- Mam lepszy pomysł. Załatwimy wszystko, czego potrzebuję, a potem zabiorę cię na tego drinka czy ognistą. - Powiedział tonem, który wskazywał na to, że raczej nie była to uprzejma sugestia, a plan z którym powinna się pogodzić. I choćby miał ją wynieść do jakiegoś pubu czy klubu to i tak to zrobi. Bo mógł. No i znów będzie uzbrojony, chociaż jeśli chodziło o transportowanie Harvin w wybrane przez niego miejsce to o wiele bardziej preferował rękoczyny.
- Dobrze wiedzieć, że jako futrzak chociaż dostaję dawkę czułości. - Odmruknął, spoglądając na nią wymownie. Zaraz potem uśmiechnął się nieznacznie. - Chyba spałem. Nie wiem, nie pamiętam. Raczej tak, skoro jeszcze tu nie padłem. - Dodał, po czym po chwili zastanowienia wymamrotał - Dziękuję. - Choć powiedział to tak cicho i tak niewyraźnie, specjalnie oczywiscie, że nawet gdyby miała doskonały słuch to ciężko byłoby jej zrozumieć, o co mu chodzi. No bo jednak powinien był jej podziękować, choć przez gardło nie chciało mu to przejść. Bo jedak lemur.
Uśmiechnął się wymownie na jej słowa. Niech to traktuje jak chce, on swoją obietnicę złożył. Chociaż co mogło być bardziej irytujące niż Carter, który miał się trzymać z daleka a mimo to budził Harvin jak Śpiącą Królewnę? Wyraźnie nic sobie nie robiąc z wyznaczonych granic?
I chętnie by został, na przekór Harvin, która nie zamierzała się najwyraźniej przebierać przy nim, ale tym razem, jeden jedyny raz, oszczędził jej nerwów, wyprostował się, kiwnął głową, w kąciku ust mając ten swój firmowy uśmiech nadający mu bezczelnego wyrazu pyska. Zbliżył się zaraz do niej, zbliżył do niej swoją paskudną mordę i wcisnął niedbały pocałunek w kącik jej ust, czy jej się to podobało czy nie.
- Nie pozabijaj ich tam. - Polecił, po czym odsunął się od niej, mrugnął porozumiewawczo i poczłapał w stronę wyjścia, by potem wymknąć się z gabinetu, wcześniej się upewniając, czy nikt go nie przyskrzyni. W pierwszy dzień nie będzie Harvin robić przypału, na to będzie miał czas.
Zresztą trzeba było zachować i swoją dobrą opinię. Przynajmniej do spotkania z panią dyrektor.
[zt]
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 9:28 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Nie do końca zgadzało się to z jej koncepcją, ale w ostateczności może i mogła na to przystać. Może. W każdym razie kiwnęła tylko głową na znak, że przyjęła to do wiadomości, ale nie oznaczało to od razu rzecz jasna, że na wszystko się zgadza. Od kiedy to jeńcy dyktowali warunki? Takie rzeczy na pewno nie w dyktatorskim systemie rządów.
Przyjrzała mu się uważnie, przesuwając wzrokiem po jego twarzy. Czy usłyszała podziękowanie? Pewnie nie, ale i tak... na jej wargach pojawił się niewielki uśmiech, bo chyba jednak nie miał jej tego aż tak za złe. Nie nadawała się do śpiewania kołysanek, nie miała też zamiaru go traktować jak nieznośnego dzieciaka, który nie chce grzecznie położyć się do łóżka. Ale co innego mogła zrobić, żeby go zmusić do wypoczynku? Van przez niemal całe swoje życie posługiwała się drobnymi podstępami, które pozwalały jej coś osiągnąć. Proste rozwiązania jej nie wychodziły. Nie miała do nich wystarczająco wiele sił, umiejętności, talentu. A trzeba było sobie jakoś radzić, więc radziła sobie tak jak potrafiła uciekając się do niekonwencjonalnych, chociaż może nie aż tak bardzo szkodliwych środków.
Zerknęła na niego zdziwiona, bo co on... zamierza. Przecież... aghr. Carter. Chyba powinna do tego przywyknąć, ale nie... do tak bezczelnego nieposłuszeństwa się nie dało, chociaż sam pocałunek był w zasadzie... miły? Spojrzała na niego z wyrzutem, żeby nie myślał, że na takie rzeczy mu będzie pozwalać.
- Deang... - wypowiedziała pozornie groźnie niczym jakieś ostrzeżenie, patrząc na niego spod byka, ale najwidoczniej na tym ostrzeżeniu zamierzała poprzestać.
I tak się nie dostosuje. Było to dla niej coś innego, bo przywykła do posłuchu wśród innych, więc dla niej było to równie irytujące co w zasadzie... budzące ciekawość. Żeby nie powiedzieć, że na swój dziwny sposób pociągające. Bo jak tak można się jej stawiać. Nie można. Zdecydowanie nie można.
- Mhmm... - mruknęła niby potakując, bo wiadomo, że dzieciaków zabijać nie będzie, co najwyżej zapewni im kilka godzin psychicznego dyskomfortu.
Jak tylko wyszedł mogła wreszcie się ogarnąć nie wspominając o tym, że musiała doprowadzić do porządku sypialnię i swój gabinet. Wszystko kilkoma machnięciami różdżki. Była jednak zbyt wygodna. Zdecydowanie zbyt wygodna.
A potem pozostało jej udać się na wojnę z bandą ciężko przetwarzających informacje młodych ludzi.
<zt>
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3672

Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 90%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Sie 12, 2018 8:52 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Kiedy dostała kolejny list z Ministerstwa o tym, że kolejna kontrola w jej domu została zakończona i, że w przyszłości powinna się spodziewać następnych inspekcji, spaliła zawiadomienie jednym zaklęciem, krzywiąc się lekko pod nosem. Czy kiedykolwiek będzie mogła normalnie wrócić do swoich czterech ścian czy to zawsze pozostanie niczym nietknięte mauzoleum? Będzie musiała w końcu zadecydować co z tym zrobić. Najlepiej chyba sprzedać, bo to na zawsze zostanie niczym jakaś przeklęta posiadłość, która wypuściła na świat najgorsze zło. I nie, nie chodziło o jej brata. Mimo tego odkładała tą decyzję tak długo jak tylko mogła w duchu nawet godząc się z tym, że kolejne wakacje spędzi zapewne w następnej magicznej gospodzie. Tylko nie w Dziurawym Kotle. Za to już serdecznie podziękuje. A trzeba zacząć coś planować w tym kierunku, bo za trzy miesiące wakacje. Młodzi wyniosą się do swoich rodzin, a nauczyciele do swoich... domów. Przez myśl jej przemknęło, że może by... ale nie, to zły pomysł. Zresztą, co to w ogóle za dziwne koncepcje przewijają się w przez jej głowę? Wciąż istniało duże ryzyko, że Carter gdzieś po prostu zniknie i wszystko się skończy zgodnie z tradycją. W pustym, ciasnym pokoiku o cienkich ścianach w Dziurawym Kotle.
Skąd ma mieć pewność, że już gdzieś nie przepadł? W zasadzie takiej pewności nie będzie mieć nigdy. Dopóki mu nie zaufa. A z tym wciąż było trochę kiepsko. Nie to, że nie chciała, ale zwyczajnie się bała. Za szybko mu ulegała i to we wszystkim. To było nienormalne. Pojawił się i już. To wystarczyło, żeby dwa razy z nim nocowała, dała się prowadzić jak owieczka za rączkę, nie mówiąc już o innych jednakowo niegroźnych rzeczach. Ale jednak. To nic dobrego nie wróżyło na przyszłość, a przecież zdecydowała się nie angażować dopóki nie nabierze trochę więcej przekonania do niego. Tylko jak to zrobić skoro on się zachowywał tak jakby w zasadzie już... aghrrr. Dlaczego to nie może działać na prostszych zasadach?
Tym bardziej, że przecież nad nią wisi jakieś pierdolone fatum, które nie dopuszcza do tego, żeby cokolwiek w jej życiu się powiodło. Będzie chyba do końca życia pokutować za swoje błędy młodości aż w końcu umrze młodo, nieszczęśliwie i nawet sowa będzie miała w poważaniu jej pogrzeb. Na który pewnie i tak nikt nie przyjdzie.
Próbowała się skupić na swoich obowiązkach, ale średnio jej to wychodziło. Siedziała z biurkiem, po raz trzeci czytając jakieś mizerne zadanie domowe, za które nie mogła wystawić wyższej oceny niż Okropny. Fantazje jakiegoś puchona, który podstawowe zasady transmutacji próbował pisać na nowo. Nawet gdyby próbowała znaleźć w tych jego wypocinach cokolwiek na wyższy stopień, nie dało się zbyt wiele z tego wyciągnąć. A to była dopiero pierwsza z prac zalegających na biurku. Mogła mieć tylko nadzieję, że reszta się nieco bardziej wysiliła, a ich kreatywny inaczej kolega nie zaraził swymi fantastycznymi wizjami pozostałą grupę.
Postukała końcem pióra o blat, zostawiając na boku tak zhańbiony swą zawartością pergamin i przeciągnęła się na krześle. Jej wzrok mimowolnie skierował się w stronę drzwi wyjściowych z gabinetu. A może by tak... ? Nie, ma dość obowiązków na głowie. Wróciła spojrzeniem do kolejnych wytworów wyobraźni swoich uczniów, zabierając się za przeglądanie następnej w kolejce pracy domowej.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     

Dołączył: 25 Lip 2018
Posty: 233
Wiek: 29 lat
Krew: Czysta
Pupil: płomykówka
Różdżka: ostrokrzew, łuska smoka, 11.5 cala, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 30
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 20
Wysłany: Nie Sie 12, 2018 10:29 pm   
   <Multikonta: RC


Powrót do normalności. Teoretycznie mogłoby się wydawać, że to nic takiego - wracasz do tego, co robiłeś przed przerwą. Z tą różnicą, że Carter nie był na dwutygodniowym urlopie ani na trzymiesięcznej podróży dookoła świata. Swojego czasu Carter nawet nie wiedział jaki dzień tygodnia był, co dopiero podać konkretniejszą datę. Nie wiedział ile był wyłączony z normalnego życia, a jak się później okazało - nie były to ani dwa tygodnie, ani trzy miesiące. Cztery lata, mniej lub więcej, osoba która podała mu tę informację nie mogła przecież wyliczyć tego dokładnie, co do dnia. Powrót do normalności po czterech latach, podczas których nie funkcjonowało się jak zwykły człowiek, wedle własnego upodobania. Cztery lata podczas których wykonywało się polecenia śmierciożercy lub służyło się za jego worek treningowy. To nie było normalne, z tego tak szybko się nie dało powrócić do tego, co było przed. I choć Carter sprawiał wrażenie, jakby to było easy as pie, to wewnętrznie męczył się z tym wszystkim. A najgorzej radził sobie z tym, co teoretycznie wyglądało z boku, jakby sprawiało mu najmniej problemów. Z relacją z Harvin. Gubił się, a raczej nie potrafił odnaleźć w tym, jak jest. Jakaś jego część nie potrafiła nawet pojąć czemu teraz ma być taki zimny chów, bo upierała się, że nic nie zrobił. Inna część wiedziała, czym to jest spowodowane i tak toczyła się walka w jego drobnym móżdżku. Inna część miała pretensje do Harvin, że tak go traktowała a z kolei jeszcze następna obwiniała jego samego o to, że dał się podejść jak dziecko. No ale nie oszukujmy się - był zwykłym opiekunem smoków, fakt że bardzo dobrym, ale to chyba nie sprawiało, że powinien mieć się na baczności w obawie przed śmierciożercami. No to miał niespodziankę. Fana gadów we własnej osobie. Z dość słabym planem na wejście w posiadanie gada. Tak czy inaczej, miał wrażenie że władował się na jakąś sinusoidę, gdzie raz to co robił się przyjmowało a za drugim razem była wielka awantura. Nie chciał tego spierdolić, dostał jakąś szansę, a miał wrażenie że zamiast zbliżyć się do Harvin sprawiał, że ta go odsuwała jeszcze dalej niż był. A on musiał się podkradać bliżej kiedy akurat nie patrzyła.
Poza tematem Harvin wkurwiało go jeszcze parę rzeczy. Na przykład to, że nie zdołał zorganizować sobie jadu Pikującego Licha, albo wiadomość, że na proszek z rogów kozłaga będzie musiał sobie jeszcze poczekać. Spać? Nie potrafił i z godziny na godzinę czuł, że zmienia się w jakąś marę. Parę razy jakiś uczeń zapytał czy wszystko w porządku, nawet McGonagall się zmartwiła, ale wszystkich spławiał tym samym tekstem - że jest dobrze, tylko źle spał. No, wcale nie spał, kłamczuch jeden.
Tak czy inaczej - chociaż jedną sprawę udało mu się dopiąć. Widłowąż. Miał zostać sprowadzony na konkretny, wyznaczony przez niego termin. I chociaż tyle. Bo do swojego domu (ruin) też się nie udał, plącząc się we własnych niedomkniętych zadaniach. I tak oto zmarnował cały dzień, coś tam załatwił. A teraz co? Wszyscy się zbierali, pewnie sobie pośpią, a on będzie krążył jak duch po gabinecie, rozpakowywał swoje nowe "zakupy" bo przecież na to nie miał wcześniej czasu.
Ale nie trafił do swojego gabinetu, pewnie zabłądził. Bo trafił pod gabinet Harvin (tej, której temat tak go wkurwiał a jednocześnie wprawiał w dziwny stan, jakby się kleju nawąchał). Zapukał, otworzył sobie, wyważył drzwi, w każdym razie - wpadł tam, z większym hukiem lub mniejszym.
Złowił ją wzrokiem w tym gabinecie i tym razem to on przewrócił oczami, celując w nią potem sfatygowany spojrzeniem.
- Ogolę się na łyso dnia, w którym wejdę tu i zastanę cię w innym miejscu niż przy biurku nad pergaminami czy książkami. - Zakomunikował jej, podchodząc bliżej jej najwyraźniej ulubionego mebla.
Ciekawe jakby wyglądał mając łysą glacę.
_________________
    Claim your prize for a crown of stars, In the name
    of love be the sacrifice You and I will stand and fight


 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight




















Dragon Ball New Generation Reborn











Fairy Tail Path Magician





over-undertale















Amaimon

Strona wygenerowana w 1 sekundy. Zapytań do SQL: 10