► Poszukujemy nauczycieli Astronomii, Starożytnych Run, Numerologii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani również śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► W klasie na III piętrze rozpoczyna się lekcja Zaklęć!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój nr 3
Autor Wiadomość

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 5:22 pm   
   <Multikonta: A.M.


Powieki ciążyły mu bardzo mocno i nie otwierał ich nawet wtedy kiedy był przekonany, że to właśnie ona wróciła do swojego pokoju. Czuł jej obecność obok siebie kiedy postawiła coś na szafce nocnej, ale mimo wszystko nie uchylił oczu i na nią nie patrzył. Nie chodziło tu o żadne udawanie, że śpi czy coś w tym guście, bo byłoby to strasznie szczeniackie, natomiast nadal ogarniało go błogie lenistwo i rozstrojenie, którego nie chciał pozbywać się tak szybko gdyż bardzo odpowiadało mu leżenie w łóżku po tak ciężkiej i nieprzespanej nocy. Na pewno nie był chory, należał do ludzi, którym nie zdarzało się chorować, a jego odporność biła na głowę zdecydowaną większość ludzi i ich przypadłości. Poza tym gorączka sama w sobie raczej nie była zaraźliwa. Tak więc nawet jeśli ona przeleżała obok niego calą noc wtulona w jego ciało i wypocająca chorobę w jego ubrania to i tak z pewnoscią nie przebiło to ochrony jaką miał na sobie i na pewno nie zmieni się to w kolejnych dniach. Dziwne, że w ogóle tak pomyślała, skoro on również wpadł do lodowatego jeziora, co więcej spędził tam więcej czasu i na dodatek jeszcze nie suszył się razem z nią przy zaklęciu, bo było mu za gorąco. Nie ruszyło go nic a nic, nie miał nawet kataru czy nie objawiła się w nim żadna chęć kichania. Teraz? Teraz był po prostu bardzo zmęczony, a co gorsza za jakieś plus minus dwie godziny musiał być z powrotem w Hogwarcie i wiedział, że za chwilę będzie musiał znieść tyłek z łóżka i sobie stąd pójść, co jeszcze bardziej zwiększało jego zatapianie się w miękkim materacu. Nie chciał sobie stąd iść, więc korzystał ile mógł z odpoczynku i regenerował swoje ciało popadając w bardzo spłyconą drzemkę, z której nie wybudziła go jej obecność mimo, że gdzieś wewnątrz walczyła z nim jego ciekawość i chęć sprawdzenia jak ona się czuje.
Poddał się dopiero wtedy, kiedy poczuł jak kotka zaczęła się gramolić z jego ciała, aby zmienić miejsce swojego snu i najprawdopodobniej zmierzając do swojej właścicielki, co było dość logiczne, zważywszy, że była do niej bardziej przywiązana. Sam fakt, że w ogóle do niego przyszła był dość interesujący, bo koty raczej chętnie nie integrują się z obcymi ludźmi, są niezależne i tak dalej, i tak dalej... względnie on był na tyle wygodnym materiałem do leżenie, że zarówno odpowiadało to zwierzętom jak i samej zainteresowanej, bo to już drugi raz kiedy zrobiła sobie z niego poduszkę. Żeby było śmieszniej o pierwszym razie w ogóle nie wiedział, natomiast również był nieświadomy faktu, że po przebudzeniu znów się na niego położyła i to całkowicie w pełni swojej ludzkiej, ślizgońskiej świadomości. Może to i dla niego lepiej.
W końcu nadszedł ten czas kiedy otworzył niepewnie jedno oko, a zaraz za nim drugie i rozejrzał się spokojnie po pomieszczeniu nie ruszając się z miejsca. Jego nogi były wyprostowane i w kostkach jedna leżała na drugiej, natomiast ręce miał splecione na klatce piersiowej i leżał tak, niewzruszony całym światem. Plecy opierały się o tylną ramę łóżka oddzielone od niej jedynie miękką poduszką, a głowę miał lekko opuszczoną w dół. I choć jego wzrok najpierw skupił się na własnym ciele, bo było to pierwsze co zobaczył po otworzeniu oczu, to jednak po chwili jego źrenice od razu dostrzegły jej obecność w drugiej części pokoju. Siedziała przy biurku, całkowicie skupiona na tym co robi. Serce podeszło mu do gardła, kiedy z wyraźną ulgą mógł stwierdzić, że wyglądała dużo lepiej niż wczoraj, ba! w zasadzie mógł pokusić się o stwierdzenie, że prsaktycznie nie było widać po niej żadnych, fizycznych śladów choroby. Opuściło go poczucie obawy o jej zdrowie, które natychmiast zostało zastąpione przez poczucie niepokoju o to, co w zasadzie się wydarzyło. Jak zareagowała kiedy obudziła się obok, a on bezceremonialnie leżał w jej łózku? Majaczyła wczoraj, więc z pewnosćią kiedy położył się, aby ją ogrzać, nie była w pełni świadoma swoich czynów. Nie było to z pewnością nic normalnego, nawet w przypadku jeśli wymagała tego sytuacja, ba! jego propozycja była wręcz nieco bezpośrednia, a wiedział doskonale, że dziewczyna nie należała do osób, które takie rzeczy przepuszczały jak przez palce. Nie zaczęła się na niego drzeć, to oczywiste, co w takim razie się wydarzyło? Zapewne wzięła całą tę sytuację na chłodno, jakby w ogóle się nie wydarzyła. Może to i lepiej?
Przyglądałsię jej przez chwilę w skupieniu, uważnie, od góry do dołu, począwszy od jej długich, ciemnych włosów opadających kosmykami wzdłuż twarzy i szyi, a kończąc na jej skupionym spojrzeniu jakie poświęcałą zapisanym kartkom. Nie wiedział nawet kiedy mimowolnie kąciki jego ust uniosły się do góry, choć po chwili potrząsnął lekko twarzą, kiedy zorientował się, że jego myśli za bardzo zapędzają się niekoniecznie w tę stronę w którą powinny. Westchnął lekko i podniósł się do siadu ponownie przeciągając swoje zastane mięśnie i zapewne skupiając na sobie wzrok calej trójki, bo przecież znów się poruszył bardziej niż samą oddychającą klatką piersiową. Musiał również znów choć trochę przetrzeć dłońmi swoją zaspaną twarz, która chcąc nie chcąc nadal odmawiała mu posłuszeńśtwa, a co gorsza przez tę drzemkę zaczęła go lekko boleś głowa. Starał się jednak tego nie okazywać, a jedyne co zrobił w tej chwili to utkwienie swojego węgielnego spojrzenia w dziewczynie, tym razem z jej zapewne pełną świadomością na ten temat. - Wyglądasz dużo lepiej, jak się czujesz? - spytał, pozwalając poddać się swojej mimice i pozwolić jej okazać, że kompletnie nie ogarnia rzeczywistości. Zmęczenie nadal brało górę, trzy godziny snu były zdecydowanie zbyt krótkie. Wilgotne włosy opadły mu na twarz, przeczesał je więc palcami tak jak ona zrobiła to zaledwie godzinę temu, ale przecież on o tym nie wiedział. Umysł podpowiadał mu, aby zapytał o coś jeszcze, ale jedyne co zrobił to zakrycie tej myśli innymi, mniej istotnymi, na które mógł sobie pozwolić w momencie kiedy na nią patrzył.
_________________
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 554

Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 7:45 pm   

Pochłonięta notatkami starała się nie zwracać uwagi na leżącego na jej łóżku mężczyznę, który był aktualnie w stanie snu. Gdyby żyła w mugolskim świecie, gdzie działa wszelka elektronika, zapewne dla większego skupienia założyłaby na uszy słuchawki, aby się odciąć od świata zewnętrznego. To byłby bardzo dobry pomysł. Muzykę puściłaby całkowicie na fula i zapomniała o wszystkim. Ale to był ten mankament magicznego świata, że czarodzieje nie znali takich cudów techniki i woleli chyba nie poznać. Zwłaszcza Ci czystokrwiści, którzy w jakikolwiek sposób byli związani z Czarnym Panem i jego ideologiami nawet po jego śmierci. Musiała więc wsłuchać się w ciszę, która panowała aktualnie w pokoju, która jedynie była zakłócana niezbyt głośnym mruczeniem kota na jej nogach. Czasami dało się także usłyszeć pojedyncze krzyki studentów, którzy aktualnie wychodzili z akademika i znajdowali się po jej oknem. Zapominała, że niektórzy nie musieli się bić z okropną gorączką przez ostatnie dwa dni i mają więcej chęci do życia niż ona, zwłaszcza, że dzisiejszy dzień miał być luźniejszy dla większości studentów, przez dni otwarte ośrodka. Czyli akademik będzie tętnił życiem o wiele bardziej niż ostatnio, a przemycony do niego alkohol będzie się lał hektolitrami. Nawet ogrzyca nie będzie w stanie nad tym zapanować. Jak zresztą zawsze. Czy Betha miała ochotę się napić na przypadkowej imprezie z przypadkowymi studentami? W tej chwili jak najbardziej. Zapewne będąc osłabioną i po chorobie, alkohol kopnie ją o wiele szybciej, ale na to w sumie liczyła. Musiała zapić to co się z nią działo. Może wtedy jej przejdzie.
Nawet nie wiedziała, kiedy pochłonęła kolejną kanapkę i całkowicie oddała się swoim notatkom z ćwiczeń sprzed kilku dni. Zajęcia te jej kompletnie nie interesowały, bo były jedynie zapychaczem czasu, ale musiała pamiętać o zasadzie trzech Z: zakuj, zdaj, zapomnij, która przy większości takich przedmiotów była naprawdę przydatna. Byle tylko profesor się odwalił. Dlatego też ślęczała nad nimi jakby właśnie uczyła się o czymś tak niepotrzebnym jak mugoloznawstwo i zastanawiała się, co jeżeli wykładowcy się bardzo ostro zachoruje, na tyle, że jego organizm nie wyrobi? W końcu w jego wieku wszystko już było możliwe. Podparła zgięty łokieć na drewnianym biurku i oparła głowę na zwiniętej w pięść dłoni, drugą wciąż gładząc miękką sierść zwierzaka. Czy spostrzegła, że Chris wstał? Nie. Dopóki nie zrobił większego hałasu, była zbyt skupiona na notatkach, aby zwrócić na niego uwagę. Głównie dlatego, że tego nie chciała.
Dopiero gdy do jej uszu doszło większe poruszenie od strony łóżka mimowolnie zerknęła w jego kierunku. Widząc, że ten się w końcu przebudził, serce ją mocniej ukuło mimo, że ze wszystkich sił starała się nad tym zapanować. Jej mięśnie na twarzy jednak o wiele bardziej jej słuchały, niż ten pompujący krew. Starała się zachować zobojętniały wyraz, kiedy na niego patrzyła. Gdy spotkali się spojrzeniem, odwróciła oczy ponownie skupiając się na notatkach przed nią.
- O wiele lepiej.- odparła zgodnie z prawdą - Wolałam jednak, abyś nie był tego świadkiem.- dodała przyciszając nieco głos. Nienawidziła chwil słabości, które jej się przytrafiały. Jakby nie patrzeć była tylko człowiekiem i każdego mogłaby rozwalić choroba na którą nie miało się większego wpływu. Jej jednak od zawsze było wmawiane, że nawet podczas choroby musi zachować trzeźwość umysłu, którego ona nie potrafiła utrzymać.
- Zrobiłam kanapki. Nie jestem mistrzem kuchni, więc możliwe, że zamiast soli dodałam jakiejś trucizny, ale pojemniki nie były podpisane.- wzruszyła ramionami nawet nie kierując ku niemu swoich opalizujących oczu. W sumie, to zdziwiłaby się, jakby ktoś trzymał arszenik zaraz koło codziennych przypraw, ale w akademiku wszystko było możliwe. Zwłaszcza w tym.
Starała się skupić na swoim piśmie na białych kartkach znajdujących się przed nią, ale czując jego wzrok na sobie nie mogła tego zrobić. Rozpraszało ją to, nawet jeśli chciała to całkowicie zignorować. Mimo, że wewnętrznie cieszyła się z jego obecności przez całą noc i opieki, którą nad nią sprawował, to nie chciała się pokazywać w takim stanie absolutnie nikomu. Była bezsilna i zupełnie bezbronna. Gdyby wróg się do niej wtedy zbliżył, nawet nie musiałby w nią uderzać Avadą, a wystarczyłoby jedynie przyłożenie poduszki na twarz. Nawet nie miałaby sił, aby się bronić. W życiu się tak nie czuła. To było najgorsze uczucie na świecie i akurat Chris musiał jej podczas tego towarzyszyć. Żenujące. Człowiek za którym miała nie przepadać. Nie. Musiała go nie lubić. Dla jego własnego dobra.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 10:06 pm   
   <Multikonta: A.M.


Jego ciemne oczy obserwowały uważnie każdy jej, nawet najmniejszy ruch, każdą zmianę w spojrzeniu czy poruszający się mięsień jej twarzy. Dobrze przynajmniej, że miała na sobie ubrania i jakkolwiek by to nie brzmiało to chodziło tu o to, że w jej obecnym stanie i ilości uderzeń serca na minutę jakie miała na jego widok z pewnością były by one widoczne. W tym przypadku jednak musiał się posiłkować całkowicie ruchami jej ciała i mimiką, aby cokolwiek wywnioskować. Był mistrzem interpretacji ludzkich zachowań i potrafił też często przewidzieć co zamierzają zrobić, ale w jej przypadku było to wyjątkowo trudne. Może i on doskonale sobie z tym radził, ale ona była najwyraźniej jeszcze lepsza w ich ukrywaniu. Nie miał zamiaru się jednak poddać, nie teraz kiedy mógł wykorzystać każdą minutę, aby się jej uważniej przyjrzeć w stanie, kiedy była bardziej żywa niż wczoraj. Kamienna twarz dziewczyny jaka wstąpiła na jej oblicze kiedy tylko spojrzała w jego kierunku nie mówiła mu kompletnie nic, mimo wszystko jednak uśmiechnął się, kiedy nie wytrzymała, aby na niego spojrzeć dłużej niż kilkanaście sekund. Oho, to nie zapowiadalo nic dobrego, albo co gorsza - nie zapowiadało nic złego. O ironio. Zapewne była zażenowana sobą dzisiejszej nocy, o czym upewnił go fakt wspomnienia o wydziedziczającym ją ojcu i było jej zwyczajnie wstyd, że rozłożyła ją tak banalna choroba jak gorączka. Ach Ci ludzie i ich mniemanie o sobie, fascynujące. Widział, że ona nie ma tym razem zamiaru bawić się w wojnę na spojrzenia, tym samym przegrywając już wręcz walkoeverem ukrywanie swoich emocji. Gdzie ta pewna siebie istota, która potrafiła pieprznąć komuś z pięści w twarz bez żadnych zahamowań czy wyrzutów sumienia? Przepadła. Przez tak zwyczajną i niewyróżniającą się w tłumie osobę jak on.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy, ba! wręcz pogłębił się kiedy usłyszał stwierdzenie, które mimowolnie po pierwszym wypuściła ze swoich ust. No tak, to oczywiste że wolałaby zdychać w męczarniach całą noc albo może nawet i kolejne dwie, byleby się tu nie pojawił i tego nie widział? uroczo. Chciałby jej powiedzieć coś na temat tego, że nie kazdy jest jej ojcem, ale tym razem odrzucił meksykańskiego diabełka spoczywającego na jego ramieniu i ustąpił pod wpływem swojej realnej osobowości. Uznał, że byłoby to strasznie bezczelne i nawet nie musiał się za bardzo powstrzymywać przed wypowiedzeniem tego, bo to przekraczalo jakiekolwiek granice jego wewnętrznej przyzwoitości. - Och już nie przesadzaj. - rzucił ot tak, po prostu nie spuszczając z nije wzroku. Nie chciał tu dodawać nic pokroju, że gdyby nie on to czuła by się nadal paskudnie i umierała w tym łózku i innych rzeczy w tym stylu, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ona to wiedziała, a teraz tylko z łatwością starała się to ukryć. Nie wychodziło jej. Tak bardzo jej nie wychodziło. On natomiast nie potrzebował żadnych podziękowań ani nic w tym stylu i tego też nie oczekiwał. Tak jak już zostało wspomniane wcześniej on nie odczuwał potrzeby jakiejkolwiek wdzięczności od kogoś i robił to całkowicie bezinteresownie, nawet jak widać kosztem własnego stanu.
Nie ukrywał nawet przed sobą (uwierzcie, karcił się niezmiernie!), że wykorzystywał fakt jej niepatrzenia w jego stronę po to, aby lepiej jej się przyjrzeć. Mógł co prawda zrobić to w nocy i zapewne co jakiś czas robił, ale teraz z pewnością mógł dostrzec większą ilość szczegółów. Teraz jednak było mu wszystko jedno, choć to bardzo złe określenie, bo na pewno nie było mu wszystko jedno, tylko nie chciał się przed sobą do tego przyznać. Patrzył jak włosy opadają jej wzdłuż pleców i zawijają się lekko na jej dłoni na której opierała głowę, na jej skupione w książce czy innych notatkach jasne oczy udające, że czyta, a tak naprawdę nie mogła się skupić i te ogniki, które ją w tym wszystkim zdradzały. Na ciemniejszy kolor jej skóry dłoń, która z wybitną dla niej delikatnościa drapała kota po głowie. Westchnął lekko, uśmiechając sie mimowolnie w jej stronę i zastanawiając się za jakie cholerne grzechy los postawił ją na jego drodze. Z zamyślenia wyrwał go dopiero jej głos mówiący coś na temat jedzenia, aczkolwiek zanim jego umysł wrócił do rzeczywistości po rozważaniach jakie go dopadły, całkowicie nie zarejestrował tej części o trutce, więc nic nie odpowiedział. Otrząsnął się z tego lekkiego transu i zwrócił wzrok na stolik nocny na którym w istocie stał talerz kanapek, choć jakby się dobrze zastanowić to dla niego bylo ich o jakieś czterdzieści za mało. Mimo wszystko miło z jej strony, że przygotoewala ich więcej z myslą o nich, może jednak była to jakaś forma wdzięczności. Przysunął się bliżej ramy łóżka wygodniej się o nią opierając i starając się nie pochłaniać kanapek jedna po drugiej, choć był lekko zdziwiony, gdy przy trzeciej bądź czwartej miał dosyć. Jego organizm był chyba na tyle zmęczony, że najadł się tymi kilkoma i nie było mu na tę chwilę potrzebne więcej do szczęścia. Ewentualnie to kwestia tego, że jego serce utknęło gdzieś w zołądku i zajmowało tam całkiem sporo miejsca. I nie, gwoli ścisłości te kanapki zatrute nie były.
Westchnął lekko przez chwilę wpatrując się w sufit bez większego celu. Musiał ogołocić swój umysł z myśli, a biała ściana górna była w tym bardzo dobrym pomocnikiem. - No dobrze. - rzucił lekko, jakby wraz z tym stwierdzeniem wszystko miało być oczywiste. - Skoro Ty się już lepiej czujesz, to chyba czas abym się zbierał. I tak się zasiedziałem. - kilkanaście godzin. - podniósł się z miejsca i zaczął obchodzić łózko. Taka była prawda, miął tu przecież przyjść, wziąć marynarkę i odlecieć. Wrócić do Hogwartu i nic by się nie stało. Ale się stało. Kucnął przy swojej odłożonej pod ściane miotle i zaczął sprawdzać, czy wszystko z nią w porządku i czy przypadkiem w międzyczasie nie dorwały się do niej koty. Ot, zwykła rutynowa kontrola. Kiedy upewnił się, że wszystko jest ok zarzucił ją sobie z powrotem na plecy i upewnił się, że wszystkie swoje rzeczy ma ze sobą. Obrzucił spojrzeniem pokój, po czym zerknął na nią i ruszył powoli w kierunku drzwi i chwycił za klamkę otwierając je. - Hm. Nie będę mówił, ze do zobaczenia bo pewnie znów pojawię się, kiedy będzie trzeba. - mruknął, uśmiechając się lekko pod nosem, o ironio.
_________________
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 554

Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 70%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 11:01 pm   

Czuła na sobie spojrzenie jego czarnych jak smoła oczu i siłą umysłu starała się je odwrócić w innym kierunku, albo chociaż zignorować ten fakt, jednak uczucie, które towarzyszyło temu zjawisku było… zbyt silne. Zbyt przejmujące. Bycie obserwowanym sprawiło, że mimowolnie zaczęła się irytować i z ogromną siłą miała zamiar rzucić czymś twardym w jego kierunku i krzyknąć, aby przestał się gapić, bo zaraz mu jebnie. Naprawdę chciała to zrobić, ale nie sądziła, że będzie to dobry pomysł. A przynajmniej nie teraz. Zwłaszcza, że w tej chwili nie miała zbyt wiele siły. Chyba, że zrobi jej przysługę i sam sobie przywali. Doceniłaby to, naprawdę! Niestety nic takiego się nie stało, więc zaczęła się zastanawiać, czy ciężkie książki od ONMSu się nadadzą, aby odwrócić jego uwagę. Z zamyślenia o kilkunastu różnych przedmiotach, którymi mogła mu przywalić, wyrwał ją jego głos. Nie przesadzaj. niby nic, a jednak mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy w normalnych rodzinach w których rodzice otwarcie nie popierali Czarnego Pana, okazywanie słabości nie było złe. Jej ojciec przecież był mądrym człowiekiem, bardzo oczytanym i posiadającym swoje wartości i za dzieciaka naprawdę uważała go za autorytet. W końcu wychował silnego człowieka, który radził sobie w życiu nawet z największymi problemami. Voldemort, śmierciożercy, dementorzy, niezrzeszeni poplecznicy Czarnego Pana. Przetrwała to wszystko i więcej, a to głównie dlatego, że ojciec zabronił jej mieć jakiekolwiek słabości i spinać dupę przy każdym poważniejszym problemie. Szkoda tylko, że przez ojcowskie brutalne metody wychowawcze nie mogła sobie poradzić z czymś innym, czymś bardziej ludzkim. O ironio.
Spojrzała na niego dopiero później, gdy w końcu się podniósł z łóżka zwiastując to co przypuszczała. Opalizującymi oczami patrzyła jak podchodzi do miotły, aby sprawdzić jej stan. Dopiero teraz zauważyła, że miał wilgotne włosy i bardziej ogarnięte ubranie, niż jak się budziła. Czyli jak jej nie było w pokoju musiał się przebudzić. Ile czasu on spał? Kilka godzin? Z jednej strony wyglądał jakby naprawdę był zmęczony, ale z drugiej mogła się jedynie domyślać ile czasu przy niej czuwał otwierając szerzej oczy, na każdy jej gwałtowniejszy ruch. Ona sama zasnęła bardzo szybko i nawet nie pamiętała kiedy, a on? Dopiero teraz zaczęła się nad tym zastanawiać. Bardzo nieodpowiedni moment, Betha.
Zbierał się. No tak, logiczne. Przecież nie będzie tu siedział cały dzień, zwłaszcza po takiej okropnej i nieprzespanej nocy, której był świadkiem. Zapewne miał jeszcze mnóstwo zajęć dzisiejszego dnia, plus musiał się doprowadzić do porządku. Jakby nie było, był we wczorajszych rzeczach i zapewne marzył o kąpieli. Dziewczyna mimowolnie drgnęła, kiedy zaczął się przygotowywać do wyjścia i kantem oka obserwowała jego ruchy. Chciała, aby sobie poszedł, ale jednocześnie wolała, aby tego nie robił, bo jego obecność działała na nią w jakiś sposób uspokajająco. Obecność drugiej osoby była naprawdę przyjemna, nawet jeśli jest się taką okropną osobą, która nienawidziła ludzi jak Betha. Była ślizgonka mogła policzyć na palcach jednej ręki osoby, przy których czuła się dobrze i nawet jeśli temu zaprzeczała, a przynajmniej starała się zaprzeczać, to przy Chrisie było jej wyjątkowo bezpiecznie. Nie wiedziała dokładnie kiedy zaczęło to się zmieniać, ale zaczęło i napędzało się to jak koło, którego nie mogła zatrzymać Musiała jednak to zrobić. Dlatego też postanowiła podjąć takie, a nie inne kroki. Betha nie umiała, albo raczej nie chciała umieć grać w uczucia, bo ostatnio bardzo źle się to skończyło, a z całych swoich sił wolała uniknąć powtórki z rozrywki. Po co się niepotrzebnie ranić? Musiała posłuchać w tej chwili swojego mózgu, bo serce było głupie jak chuj i nie rozumiało powagi sytuacji.
Gdy przekraczał próg drzwi, chciała go instynktownie złapać za rękę i zatrzymać, jednak wiedziała, że nie może tego zrobić, bo wtedy wszystko by się skomplikowało. Jej życie w tamtym momencie całkowicie by się zmieniło, bo dopuściłaby do siebie to, co chciała zniszczyć jeszcze w zarodku. Nie mogła sobie na to pozwolić. Musiała w tej chwili przestać być egoistką, chociaż jeden pieprzony raz w życiu i pomyśleć też o dobru kogoś innego. Kogoś, kto pomimo całego zła, które wyrządziła wciąż był na tyle dobry, aby siedzieć z nią i przykładać zimne okłady do czoła. No do kurwy. Słuchała więc jego słów na pożegnanie, samej teraz nie mogąc oderwać od niego spojrzenia. I ten cholerny uśmiech. Ten ciepły, cholerny uśmiech. Zacisnęła mocniej palce w pięść i chcąc go powstrzymać powiedziała głośniej krótkie
- Chris. – spojrzała na niego jasnymi oczami, a gdy ten się obrócił w jej kierunku. Wstała od biurka zrzucając z siebie kota, który sam zeskoczył wyczuwając intencje właścicielki i podeszła do niego pewnym krokiem. Nie mogła się teraz zawahać. Stanęła na palcach zbliżając swoją twarz do jego. Smukłe palce delikatnie dotykały jego lewego policzka, czując pod sobą fakturę twardego zarostu. Przybliżyła usta do jego skóry, w odpowiednim momencie zmieniając ich kierunek, bo w pewnej chwili znalazły się niebezpiecznie blisko jego warg. W końcu musnęła jego zarośnięty prawy policzek w subtelnym pocałunku nieświadomie go przeciągając. Chwila trwała może kilka sekund, ale dla niej i jej latającego jak głupie serca, mogła się zatrzymać już na zawsze.
- Dziękuję. – szepnęła mu do ucha, czując, że serce jej się zatrzymuje. Wróciła w końcu na pełne stopy i rzucając mu ostatnie, krótkie spojrzenie, zniknęła zamykając za sobą drzwi do pokoju. To miała być jej ostatnia chwila słabości na jaką sobie pozwoliła.
Nie wiedziała, czy sobie poszedł, czy wciąż tam stał, jednak zaraz po zatrzaśnięciu się drzwi oparła się o nie plecami czując swoje walące serce. Zamknęła oczy wbijając sobie paznokcie w wewnętrzną część dłoni karząc się za tak głupie zachowanie. Mogła się powstrzymać, a jednak zachowała się tak jak zachowała.
- Idiotka.- skwitowała cicho zjeżdżając plecami po drewnianych drzwiach dopóki nie znalazła się na ziemi. Oparła o nie także tył głowy czując wgapiające się w nią spojrzenie dwóch par kocich oczu. Miała wrażenie, że ją oceniają za to co zrobiła, więc spuściła wzrok. Głupie koty. Niemagiczna kotka podeszła do właścicielki układając się przy jej boku, a Betha objeżdżając cały, pusty pokój spojrzeniem, zatrzymała się na marynarce wciąż leżącej na fotelu o której ten znowu zapomniał. Cholerna marynarka. To przez nią się tutaj znalazł, a teraz znowu jej nie wziął. Poczuła jak ogarnia ją dziwne poczucie żalu i wkurwienia, ale wiedziała, że musi tak postąpić jak zamierzała. Westchnęła zrezygnowana pod nosem. To tyle. To miał być ostatni pozytywny akcent tej relacji. Teraz należało wrócić do rzeczywistości i wzajemnej niechęci. Najlepiej w takim tempie jak zerwanie plastra. Szybko i jak najmniej boleśnie.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa | Op. Ravenclawu
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 216

Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina.
Ekwipunek: Różdżka, zegarek na rękę, zwykle też książki i praktycznie zawsze dobry humor.
Poziom życia: 40%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 41
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Wto Lip 24, 2018 12:41 am   
   <Multikonta: A.M.


Czuł, że miotła ciąży mu na plecach bardziej niż zwykle i nie wiedział, czy była to kwestia zmęczenia czy faktu, że wcale nie chciał wychodzić. Ale co z jego chęci, skoro po prostu wypadało się już stąd zwinąć. Ona była już w pełni świadoma i przede wszystkim czuła się dobrze - nie groziło jej omdlenie ani nic podobnego, co mogłoby ją skazać na gorsze konsekwencje. Poza tym na szafce nadal leżał eliksir, którego nie dopiła do końca, a z pewnością jeśli to zrobi polepszy się jej jeszcze bardziej. Będzie musiał wysłać April sowę z podziękowaniami, że mimo wszystko jej specyfik przydał się bardziej niż zakładał i może nawet zasugeruje jej zmianę profesji z wróżbiarstwa na pracę w skrzydle szpitalnym jako pielęgniarka.
Klamka była zimna, nie chciał jej nacisnąć. Tak samo jak nie chciał tego zrobić kiedy tu wchodził. Serce biło mu nieco mocniej, a on bił się z myślami bardziej niż na pamiętnym pojedynku kilka lat temu. Westchnął lekko i nacisnął ją, otwierając drzwi i w tym samym momencie słysząc zdrobnienie swojego imienia wypowiedziane przez nią. Odwrócił sie mimowolnie, bo nie chodziło tu tylko o to, że zwyciężyła ciekawość, ale także coś innego. Coś, do czego nie bardzo chciał się otwarcie przyznawać. Ciemne oczy znów spotkały się z jasnymi i kiedy ruszyła w jego stronę kompletnie go zmroziło, wszystkie mięśnie spięły się jednocześnie jak na komendę. Nie wyjął nawet rąk z kieszeni, bo nie wiedział co za chwilę się stanie. Prędzej spodziewałby się jednak kolejnego lepa w twarz za swoją wczorajszą bezczelność, niż to, co się wydarzyło. Była zbyt blisko, puls przyspieszył mu jeszcze bardziej ocierając się o swoją górną granicę wytrzymałości zanim pojawi się u niego stan przedzawałowy. Jej delikatny dotyk był wbrew pozorom pobudzający, zważywszy że on w tym momencie nie był zbyt trzeźwo myślący i w pełni sił, a kiedy jej wargi zbliżyły się i pocałowała go w policzek coś w nim pękło. Patrząc przez chwilę przed siebie skierował wzrok na nią, a jego twarz pozostawała zastygnięta w jednej postaci bez żadnych oznak jakiegokolwiek poruszenia mięśni. Dziękuję. odbiło się w jego uszach jak dzwony i nie zdążył zareagować, kiedy drzwi zamknęły się mu przed nosem, odgradzając ich oboje zanim zadzieje się coś więcej. Mimowolnie jego ręka powędrowała w miejsce, gdzie przed chwilą były jej wargi i w lekkim szoku palce przejechały po tym miejscu jakby próbując dokładnie zanalizować co się wydarzyło. - Nie ma za co. - mruknął do siebie potrząsając głową i próbując się ogarnąć. Wpatrywał się jeszcze przez chwilę w drewniane drzwi i po chwili oparł się o nie głową próbując zarejestrować co się stało. Co tu się wydarzyło. To nie było normalne, to nie było zwyczajne.
Odsunął się jednak od skrzydła drzwiowego i stanął na środku korytarza. Spojrzał w sufit biorąc głęboki wdech i odwracając się w kierunku schodów. Przypomniał sobie jednak w porę, że na dole leży cerber, święcie przekonany że go tu już nie ma. Odwrócił się więc na pięcie i zdjął z pleców miotłę, ruszając w stronę korytarzowego okna i wyskakując przed nie wskoczył na Czarną Strzałę wystrzeliwując przed siebie zanim emocje pociągną go do powrotu, otworzenia tych drzwi i zrobienia głupoty w tych całych emocjach które teraz nim targały. Będąc już jednak dość daleko, kiedy wiedział, że nie ma powrotu przypomniał sobie o jednej rzeczy.
Zapomniał marynarki.
[zt]
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale



Eclipse







Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 9