Ważne! Rewolucja kociołkowa czyli nowy system Eliksirów i Zielarstwa!
► Poszukujemy śmierciożerców oraz aurorów!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Trwa lekcja Zielarstwa!
► Rozpoczyna się lekcja Eliksirów!
► Trwa bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

152
157
135
144

Maj 2000r.
Pełnia: 12-14.05 (14-18.11)
Coraz cieplejsze promienie słońca nie powinny nikogo zwieść. Wieczory wciąż chłodne, a aura deszczowa i nieprzewidywalna. W dzień ok. 14'C, w nocy ok. 8'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Uciekający pokój
Autor Wiadomość

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 194
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Cze 06, 2018 2:29 am   
   <Multikonta: --


- Jak ktoś zachodzi od tyłu, to trzeba mu przywalić. Proste. – mruknął z nadmierną jak na aktualną atmosferę powagą. Niby potem się uśmiechnął, ale to nie zmieniło faktu, że naprawdę zarzucił April pewne braki w instynkcie samozachowawczym. Nie chciał wydawać zbyt pochopnego osądu, ale gdyby ktoś przystawił mu różdżkę do skroni, to powiedziałby, że stoi przed nim ta sama, radosna, odporna na wszelkie zmartwienia, trochę naiwna czarownica, którą poznał lata temu. - Ja na Obronie strzelam w swoich kulami ognia. Ale nie tak na poważnie. To znaczy – oni pewnie myślą, że to tak naprawdę, aaaaaaaleee…. nie zaryzykowałbym śmierci na zajęciach. Może jakieś małe poparzenie. W każdym razie – nic, z czym bym sobie nie poradził. – kiedy powiedział na głos, że atakuje uczniów w trakcie lekcji, to sam poczuł, że coś tutaj mogło nie pasować. Z drugiej strony – nie ukrywał przed Minerwą, że coś takiego może się wydarzyć, a ona wydawała się dziwnie pocieszona na myśl o jego praktycznym podejściu. - …niektórym się to podoba, a innym nie za bardzo. Wiadomo. – nie miał zamiaru nikogo do niczego zmuszać, aczkolwiek gdyby udało mu się obudzić w kimś ducha wojownika, to na pewno nie byłby z tego powodu smutny.
- …jasne, zapraszam w wolnej chwili. Właściwie w ostatnim czasie można mnie zastać w gabinecie o każdej porze dnia i nocy. – parsknął śmiechem. - …w razie czego jest jeszcze sowa. – dodał po chwili, bo może akurat zadziałoby się coś niesamowitego i Leo musiałby opuścić posterunek? Na przykład Einarr zaprosiłby go na piwo.
Następne sekundy bardzo byłego aurora zdziwiły. Kiedy April go przytuliła, ten chciał się odsunąć, ale w ostatniej chwili powstrzymał ten wrogi impuls. Napiął się cały jeszcze bardziej i to chyba nie w celu wyeksponowania umięśnienia. On się po prostu przestraszył. Chwilę zajęło mu przetworzenie napływających bodźców. W końcu sam objął ją jedną ręką i potarł przyjacielsko po smukłych plecach.
- Lata lecą, a ja ciągle nie wiem, co ze sobą zrobić… – rzucił zrezygnowany. Przypomniał sobie o śmiesznej właściwości rudowłosej – zawsze za dużo przy niej gadał. Na ogół był dość rozrywkowy i lubił sobie poopowiadać, ale co innego mnóstwo niepotrzebnych informacji, a co innego zwierzanie się. - …martwiłem się, że wyszedłem z formy, ale jeżeli czujesz się poderwana, to poszło mi znacznie szybciej niż ostatnio… – posłał jej chytry uśmieszek. - …chyba nie jest tak źle, jak myślałem. Może powinienem sprawdzić, czy nie jestem willą? – zrobił wielkie oczy, udając zaszokowanie. Nigdy nie słyszał o facetach-willach, ale kto wie, jakie skarby skrywała natura. Jedyne, co kiedyś udało mu się znaleźć, to męskie-wróżki z Irlandii, które uwodziły kobiety dotykiem, a te następnie umierały z rozpaczy. (Tak. To na pewno był on).
- …sam nie wiem, czy mam. Tak długo, dopóki nie będziesz we mnie wmuszała tequili, ani żadnych ziółek własnej roboty, tak długo pozostaniemy trzeźwi. I ubrani. – ostatnie słowa zaakcentował, nawiązując do oczywistej sytuacji z ich przeszłości. Covenbreeze nawet nie chciał wiedzieć, ile lat miała dziewczyna dziesięć lat temu. On już wtedy był stary, to mu wystarczyło.
- Wszystko z umiarem? Kim jesteś i co zrobiłaś z April Jones… – po pokoju znowu rozszedł się śmiech profesora. Nie kojarzył rudowłosej z umiarem. Z łagodnością, wesołością – to może tak. Ale umiar? Pff. - …ja? Ja po zrezygnowaniu z aurorstwa przeniosłem się do świętego Munga… a potem to już sam nie wiem. Trochę się szlajałem. – no nie mógł jej przecież powiedzieć „nawiązałem ekstremalnie bliskie relacje z facetem, którego mi przepowiedziałaś”. Przecież on nic do mężczyzn nie miał. Poza kumpelska sympatią rzecz jasna. - …no a teraz jestem tutaj, bo stwierdziłem, że warto trochę tę naszą młodzież podszkolić. Kto wie, czym to się skończy. Jak na razie trafiam na same perełki. Ty, Harvin – siostra śmierciożercy, a za rogiem? Strach się bać! – powiedział to już z trochę większym rozbawieniem. Gdyby tylko wiedział, kto naprawdę czekał za rogiem… - A… zdążyłem się ożenić i owdowieć, tak przy okazji. – sam się dziwił, że powiedział to na głos. Nigdy nie poruszał tej kwestii, chyba, że musiał coś wyjaśnić. Przy czym zawsze strasznie się przy tym spinał i denerwował, a tym razem zadziałała ta nietypowa właściwość piegowatej buźki.
_________________



I am more afraid of alcohol than of all the bullets of the enemy.



 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 45
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 07, 2018 12:02 am   

Okej, skoro to takie proste... Ignorując jakże nauczycielski ton Covenbreeze'a podeszła do niego z kamienną miną, po czym złożyła rękę w pięść i uderzyła go w klatkę piersiową. Co prawda nie zrobiła tego zbyt mocno, jednak cios nie należał też do najlżejszych. Odsunęła się od niego ukrywając mały uśmieszek, po czym grobowym tonem rzuciła
-Jeden zero dla mnie, rozleniwiłeś się, musisz się bardziej postarać... - zaczęła, ale po chwili wybuchła śmiechem. Może to nie było zabawne. Na pewno nie było. Dla niej to jednak był najlepszy żart po słońcem w tym momencie. Ledwo opanowała łzy, które pojawiły się w kącikach jej oczu razem z bólem brzucha spowodowanym śmiechem. Kiedy się w końcu uspokoiła rzuciła jedynie szybkie wybacz, po czym wsłuchała się w jego wypowiedź, jak gdyby nigdy nic. W sumie to nie zdziwiły jej metody Leo. W końcu kiedyś był aurorem, a także jest latynosem, który nie ma nic wspólnego ze statycznością czy nudą. Pokręciła jednak lekko głową, trochę zmartwiona.
-Wiesz, że jak któryś z uczniów naskarży rodzicom możesz mieć kłopoty? To nie banda śmierciożerców, tylko dzieciaki, które strasznie dużo przeszły... Mogą mieć traumy, albo coś- może ruda i była trochę zakręcona,a nawet szalona, ale nie można było jej zarzucić, że nie troszczy się o ludzi. Szczególnie, kiedy ma ich pod swoją opieką, czuje się szczególnie odpowiedzialna. O Leo się nie martwiła, wiedziała, że okręci sobie wredne matki wokół małego palca, jednak uczniowie, którzy niedawno przeżyli wojnę mogą nie być szczególnie zachwyceni bitwą w klasie.- Wierzę jednak, że wiesz co robisz - rzuciła, żeby nie wyjść na taką, co kwestionuje sposób pracy swoich kolegów. Każdy robi co chce. Jednak miała nadzieję, że nie obudził żadnych złych wspomnień w małoletnich czarodziejach. Uśmiechnęła się pogodnie, po czym wsłuchała się w dalszą część wypowiedzi latynosa. Nie miała nic ciekawego do powiedzenia, więc nie wtrącała się w jego monolog. Rzuciła jedynie szybkim jasne, nie komentując, że noc to raczej nie jest odpowiednia pora do odwiedzin. Jeszcze pomyślałby sobie nie wiadomo co. Leo zawsze potrafił obrócić jej słowa tak, żeby jemu pasowały, może nawet robił to nieświadomie. Dlatego, kiedy rzucił, że to ją miałby poderwać rzuciła mu spojrzenie mówiące "dalej jesteś idiotą".
-Widać miałam rację. Ja, mój drogi, poderwana się nie czuję. Już wyrosłam z latania za każdym, który ma ładne mięśnie i zarost. Będziesz musiał się bardziej postarać - rzuciła, patrząc na jego chytry uśmieszek. Chciała jedynie troooszeczkę go zmniejszyć. W końcu inni popełniali gorsze błędy młodości. Jeżeli to w ogóle mogło być klasyfikowane w ramach wielkiej pomyłki. April przynajmniej tak tego nie odbierała. Na wzmiankę o wili pokiwała jedynie głową i postukała się w czoło. Czy mężczyzna nie uważał na OPCM? Kompletnie nie pasował do jej opisu, a jego urok (którego nie miał) był niczym wielkim. Dziewczyna spotkała kiedyś wilę i to zdecydowanie nie było to.'
Gdyby April piła właśnie jakiś napój, najprawdopodobniej wylądowałby na koszuli Leonardo. Nie to, że nie pamiętała tej nocy, ale nie sądziła, że on o niej tak po prostu wspomni. Wiadome było, że to nie było nic zobowiązującego, więc nie było czego wspominać. Sądziła, że zostanie to między nimi niedopowiedziane i nie wrócą do tego tematu. Jednak skoro nauczyciel już go podjął, ona postanowiła brnąć w to dalej.
-Myślę, że to nie tequila była głównym powodem zdjęcia przez Ciebie koszuli. Bardzo chciałeś mi udowodnić, że na pewno się mylę, a ty jesteś w stu procentach heteroseksualny. Jak sądzę, już się przekonałeś, że tak nie jest, więc niezależnie co wypijemy ta sytuacja się nie powtórzy - wystawiła mu język. Nie chciała kusić losu, nie wchodzi się dwa razy do łóżka z tym samym facetem, czy jak leciało to przysłowie. Jeszcze by poszły jakieś plotki...
-Umiar przychodzi, kiedy brakuje ci pieniędzy, żeby pić bez niego - zaśmiała się - wiesz, na recepcji w mungu nie zarabia się szczególnie dużo. Byłam też w trupie teatralnej kilka miesięcy ze swoją ex. Nie pijesz zbyt dużo, kiedy obawiasz się, że ta może zatruć Ci wino - zachichotała. Co jak co, ale dobrze wspominała swoje dotychczasowe przygody. Ominęło ją większość okrucieństwa wojny, a także zawarła kilka porządnych znajomości.
-Szkoda, że minęliśmy się szpitalu. I chyba wiem, co rozumiesz przez to całe szlajanie. Też się szlajałam - uśmiechnęła się. Rozumiała trochę gościa, sama nie wiedziała przez większość czasu co ze sobą zrobić -Dobrze, że takie talenty jak ty mogą uczyć dzieciaki. A fakt, że szukasz perełek wśród kadry, a nie uczniów jest trochę przerażający. Poczekaj, aż zobaczysz nauczyciela zaklęć. Minęliśmy się na śniadaniu, ale wydaje się w twoim typie. Będziecie mieli o czym rozmawiać. - uściśliła, żeby wiedział o jaki typ chodzi. Oczywiście chciała, żeby zabrzmiało to dwuznacznie. W końcu ona się rzadko myli, kiedy ma aż tak silne przeczucia co do czyjegoś losu. Nie jest widzącą jak Kasandra, jednak trochę talentu gdzieś tam ma. Położyła mu rękę na ramieniu na wzmiankę o żonie. Nie mówiła nic, bo zwyczajnie nie wiedziała co. Zazwyczaj by kogoś przytuliła, ale Leo był dziwnie spięty, kiedy zrobiła to za pierwszym razem, więc wolała nie ryzykować. Spojrzała mu jedynie w oczy, jakby chcąc pokazać, że jest jej przykro.
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.K.Michaelson

 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 194
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Cze 07, 2018 2:32 am   
   <Multikonta: --


Latynos trochę się zdziwił, kiedy rudowłosa go uderzyła, ale bardzo docenił ten gest. - Gdybyś się troszeczkę odchyliła, miałabyś większy zamach i zyskała dodatkowo trochę siły. Ale nie jest źle jak na te drobniutkie ramionka. – puścił jej oczko, klaszcząc cicho. No oczywiście, że się rozleniwiłem. Inaczej bym tu nie przyszedł, April. A może to nie było lenistwo tylko starość? Prawie cztery dychy na karku.
Leonardo oczywiście nie przerywał kobiecie w jej maratonie śmiechu. Każdy czasem potrzebował się trochę dotlenić, a że ona postanowiła pożreć całe powietrze w tym pokoju, to już trudno. No i też trochę jej w tej radości zawtórował, bo czemu nie. Śmiech to zdrowie!
- No to naskarży. Co ja mogę? Nikogo do niczego nie zmuszam. – była kolejną osobą, która ostrzegła go przed ewentualnymi konsekwencjami ze strony rodziców. Nie żeby go to irytowało, po prostu czuł się jakoś dziwnie osaczony. Nikomu nie zrobił krzywdy (a przynajmniej nie takiej na stałe), a zajęcia, które polegają na podpisywaniu obrazków magicznych stworzeń i zakreślaniu luk z przykładowym przeciwzaklęciem były bezsensowne. Rzecz jasna – pewien program istniał, trzeba go było realizować, co też Covenbreeze robił. Nie zmieniało to jednak faktu, że o wilkołakach czy banshee uczniowie mogli poczytać przy kominku w pokoju wspólnym. A trzaskać się zaklęciami już nie.
W pewnym momencie zrobiło mu się strasznie głupio. Poczuł te czekoladowe, pełne zdziwienia tęczówki i stwierdził, że musi zrobić coś, co powinien był zrobić już dawno temu. - Przepraszam. – rzucił dość poważnie z ciężkim westchnięciem. - …no wiesz. Jeżeli kiedykolwiek żałowałaś tego porywu ze mną, to wiedz, że bardzo mi przykro i gdybym mógł cofnąć czas, to na pewno bym to zrobił. – wtedy w ogóle go to nie interesowało. Mało tego, traktował kobiety w bardzo fałszywy sposób. Niby taka kulturka, niby takie ę i ą, a tak naprawdę chodziło wyłącznie o rozładowanie seksualnego napięcia. Na szczęście miał okazję spotkać tę, przy której nabrał trochę rozumu. - …teraz na pewno bym do tego nie dopuścił. – zapewnił ją. Z jego głosu można było wywnioskować, że jest mu naprawdę wstyd.
Gadka o jego domniemanym homoseksualizmie trochę zbiła mężczyznę z tropu. Jak bardzo idiotycznie i naiwnie by to nie brzmiało, on naprawdę nie uważał się nawet za osobę biseksualną. Znajomość z Sorenem tego nie zmieniała. Nie zmieniał tego także fakt, że mógł czasem o sekundę za długo wpatrywać się w Einarra w knajpie. W końcu uwagę jego i jego kolegi w spodniach zdecydowanie bardziej zwróciła Vanessa. A może to te lawendowe perfumy? (100% hetero)
- …jeżeli mam być z tobą całkowicie szczery, to po prostu miałem ochotę na seks, a ty wśród wszystkich turystek wyróżniałaś się przede wszystkim przesłodką osobowością. – pozwolił sobie na ten moment szczerości, bo nie chciał, żeby istniały pomiędzy nimi jakiekolwiek niedopowiedzenia. (Te odnośnie jego orientacji się nie liczą.)
- Jako uzdrowiciel faktycznie zarabiałem trochę więcej niż recepcjonistki, ale tylko trochę. Najbardziej opłacają się prywatne wizyty domowe, ale swego czasu nie byłem w stanie brać za to pieniędzy. Wiesz, poczucie misji, te sprawy… – machnął ręką zrezygnowany. Jakiekolwiek poczucie misji przeszło mu w momencie śmierci jego żony.
Mężczyzna dziwnie się ożywił na wieść o ex-trucicielce. - …twoja partnerka próbowała cię zabić? To tak jak m----normalnie tak to…..jak……dziwne to. – odwrócił się do niej plecami, wbijając wzrok w poniszczony obraz. Jego Soren też próbował.
- …nauczyciela zaklęć? Wybacz, ale chyba mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż słuchanie szczebiotu jakiegoś studenciaka. – absolut jeden raczy wiedzieć, dlaczego założył z góry, że to ktoś świeżo po studiach. Może dlatego, że i April, i Vanessa były od niego znacznie młodsze. - …i skąd ty możesz wiedzieć, kto jest w moim typie, a kto nie? A w ogóle, to faceci nie są. – wszechświecie, jaka ona była irytująca. I czemu tak trudno było jej w czymkolwiek zaprzeczyć. Pewnie rozpyliła coś w powietrzu. Tak! Właśnie tak! - …no i co z tym nauczycielem? – spojrzał na nią dosłownie tak: >.>, czując jakiś dziwny niepokój w żołądku. Zjedzenie parówek, rogalików i sałatki oraz popicie tego mlekiem nie było dobrym śniadaniowym pomysłem…
_________________



I am more afraid of alcohol than of all the bullets of the enemy.



 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 45
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 07, 2018 3:52 pm   

-Uwierz mi, moje pięści mogą zabić, nie chcesz doświadczać ich pełnej siły - rzuciła z przekąsem na uwagę Leo. Oczywiście, że mężczyzna z łatwością by ją pokonał czy to w mugolskim, czy czarodziejskim pojedynku. April nigdy nie czuła się dobrą czarownicą, a takie spotkania jak to często podkreślały jej elementarne braki w wyszkoleniu bojowym. Cóż, Hogwart za jej czasów nie słynął z dobrych nauczycieli Obrony, a szkole kto marnował czas na naukę... Pewnie paru by się znalazło, ale zdecydowanie nie ona. Czasami żałowała swojego lenistwa po zakończeniu edukacji, może gdyby się troszeczkę przyłożyła nie byłaby chodzącą niekompetencją. Przynajmniej wiedziała coś o ziółkach i potrafiła zrobić magiczne maści, chociaż tak przydawała się społeczeństwu, oprócz bycia chodzącym promykiem słońca.
-Wiem, że histeria matek Ci nie straszna, zapomnij, że cokolwiek mówiłam - nie chciało jej się użerać z tą pierdołą. Przecież wyraźnie nie chodziło o problemy rodziców, tylko ich pociech, którym po nocach może się potem śnić Leo w pierścieniu ognia. Chociaż późniejsza sytuacja w klasie sprawiłaby, że koszmar zmieniłby się w zwykły sen. April oczywiście nie została poinformowana o tym co uczniowie zrobili z Leonardo. Może to i lepiej, w końcu nie miałby przez to życia przy rozmowie z nią. Cały czas rzucałaby żarciki o tęczy i ewentualnych korzyściach tej sytuacji. ("no ale Leo, zawsze mogłeś nie mieć bielizny... To by dopiero była trauma dla tych dzieci") Skoro jednak pozostawała nieświadoma, przynajmniej dopóki plotki do niej nie dotrą, nie mogła rozładować atmosfery którą stworzył Leo jakimś głupim żarcikiem. Westchnęła, a na jej zwykle pogodnej twarzy ukazało się coś w stylu zmęczenia, kiedy przewracała oczami na jego słowa.
-Pewnie. Płakałam po nocach po tym wszystkim. Myślałam, że będziemy na zawsze razem,tak jak w tych mugolskich filmach, a ty nawet nie zabrałeś mnie na obiad - udała, że szlocha. Pewnie pociągnęłaby to dalej, korzystając ze swoich jakże (nie)wspaniałych zdolności aktorskich. Nie dała jednak rady dłużej powstrzymać się od śmiechu. Pacnęła go w lekko w rękę, kręcąc głową - Leo, ty jednak jesteś głupi. Jednak jeżeli ty tak bardzo żałujesz, to może ja powinnam przeprosić - powiedziała złośliwie. Trochę dziwne, że po tylu latach mężczyzna nadal ją pamiętał i do tego czuł się w jakimś stopniu winny. Przecież nie rzucił na nią Imperio, żeby ją zmusić. Pokręciła głową. Czy warto było szaleć tak przez całe życie? Zdecydowanie warto. Na dalszą wypowiedź tylko skinęła, lekko podnosząc brwi, jakby w zdziwieniu - Czyli zamiast mojej olśniewającej urody Twoją uwagę zwróciło to, że chichoczę jak porąbana? - westchnęła - a myślałam, że chociaż jako dziewiętnastolatka byłam zdolna poderwać starszego, przystojnego latynosa. Uwierz, z wiekiem idzie to coraz gorzej. - zaśmiała się, żeby wiedział, że to żart. No może nie to o powodzeniu, oczywiście młodszym było łatwiej. W jej wieku większość jej znajomych już się ustatkowała na tyle, że byli w wieloletnich związkach. Kiedy wspomniał o poczuciu misji pokiwała głową. W końcu ona też pewien okres czasu takie posiadała, kiedy w swoim sklepie na północy Irlandii nie spała całe noce, żeby zrobić skuteczne maści nie tylko dla czarodziejów. Spodziewając się, że samarytańska postawa Leonardo zakończyła się, przez jakieś przykre wydarzenie spojrzała na niego współczująco patrząc trochę w górę. Między nimi było ponad dwadzieścia centymetrów różnicy, April miała wielką ochotę zapytać jaką pogodę mężczyzna ma tam na górze, ale sytuacja do tego nie pasowała. Będzie musiała zachować to na później. Jej była też była dość wysoka, zawsze mówiła o niej mon petit. Może nie zawsze, ale przynajmniej kiedy były jeszcze razem. Potem skończyły się słodkie słówka. Ach te Francuzki.
-No wiesz, nie tylko Hiszpanie mają gorący temperament. Wkurzone kobiety są nawet gorsze. Szczególnie, kiedy pochodzą z Francji - pokręciła oczami na wspomnienie o Lynette. Oprócz ładnej buźki nie mogła zbyt wiele sobą zaoferować. Mimo, że Leo starał się zamaskować zawahanie w głosie ta wyłapała to, co na początku chciał powiedzieć -Tak jak Twój kto? Czyżby były? - powiedziała z triumfem wypisanym na twarzy. Nie mogła nic poradzić na to, że Covenbreeze był taki uparty, mimo, że bardzo by chciała. Nie obchodziło jej to jakiej był orientacji, mógł być nawet wierzbofilem, jednak dawno temu zarzucił, że jej wróżby są nieprawdziwe, a to uderzyło ją w jej puchońskie serduszko.
-Ten studenciak jest na oko jakieś dziesięć lat starszy od Ciebie. I równie dobrze wygląda - wystawiła mu język wyraźnie rzucając aluzję - chociaż postawą niedługo zasłuży na miano drugiego Snape'a - mrukneła bardziej do siebie. Nigdy nie przepadała za tym ślizgońskim dupkiem. Miała nadzieję, że nauczyciel zaklęć sprawiał tylko takie wrażenie, a nie był drugim Severusem. Uśmiechnęła się chytrze na wypowiedź kolegi, dokładnie o to jej chodziło, kiedy wypowiadała to zdanie - cóż, nie chodziło mi o taki typ, bardziej typ człowieka. Ale wiesz, tylko winny się broni. - zachichotała - po prostu facet wygląda na silny charakter, a taki na pewno będzie lepszym kolegą dla Ciebie niż szczebiocząca Puchonka - puściła mu oko.
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.K.Michaelson

 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 194
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Cze 09, 2018 3:34 pm   
   <Multikonta: --


Szczerze powiedziawszy, tylko raz w życiu zdarzyło mu się przegrać poważną walkę w zwarciu. I raz wymiękł podczas jogi ze swoją żoną. Uwierzcie – prościej skręcić kark wierzgającemu śmierciożercy niż zapanować nad własnym ciałem. - Wierzę, że gdyby do tych przeuroczych piegów dodać dwa-trzy lata intensywnego treningu i trochę bezwzględności, to faktycznie miałbym problem. – odsłonił szereg białych ząbków, patrząc na nią mentorsko. Osoby, które walczyły w sposób bardziej ogarnięty niż w szale, dobrze wiedziały, że to nie masa przeciwnika ma znaczenie. W swoim długim życiu latynos miał do czynienia z mistrzyniami, którym wystarczyłaby jedna ręka i zawiązane oczy, żeby poskładać go jak małego dzieciaka. Być może kiedyś April też osiągnie taki poziom? Jeżeli w ogóle zacznie się w to bawić…
Wrzeszczących na niego matek wolał sobie nawet nie wyobrażać. Prawdopodobnie w ogóle by ich nie słuchał, następnie przyznał rację, uśmiechnął się i wrócił do roboty. Co innego można zrobić w takim wypadku? Powojenna trauma uczniów i potrzeba odbudowania poczucia stabilizacji mogłyby go ewentualnie przekonać do pewnych ulg, ale skoro nikogo do niczego nie zmuszał, to o czym w ogóle tutaj rozprawiać? Ten, kto miał potrzebę rozwoju w sztuce bitewnej, ten mógł ją z nim realizować. I tyle.
- Nie żartuj sobie z tego, przecież to poważne sprawy… – mruknął trochę jak typowy sztywniak. Nie był jednak odporny na jej śmiech, więc po chwili sam się rozpromienił. - Moją uwagę przykuł twój śmiech, twoje ogniste włosy… – tutaj pochylił się nad nią, zrównując w półmroku ich obsydianowe tęczówki. -...czekoladowe oczy, twoja… – zarysował w powietrzu jej talię… - …no i może jeszcze kilka innych szczegółów. – puścił jej oczko, prostując się.
Brunet zastanowił się chwilę nad cała tą sprawą z podrywaniem starszego latynosa. - …trochę więcej wiary w siebie, April. Jeżeli tobie jest już trudno, to ja chyba jestem skazany na wieczną samotność. – nie żeby było mu z tym faktem bardzo źle, ale chyba lepiej spać z kimś niż samemu, prawda? Latynos nawet nie zdawał sobie sprawy, jak wielką krzywdę robił sam sobie, zamykając się na jakiekolwiek poważniejsze relacje z innymi. Niestety, on chyba cały czas był w swego rodzaju żałobie, jak niemożliwie by to nie wyglądało.
- …nie śmiem wątpić. Doskonale wiem, kiedy lepiej zejść wam z drogi. – po sugestii April dotyczącej jego byłego w pokoju zapadła cisza. Była tak gęsta, że aż ciężko było złapać oddech. Profesor stał plecami do rudowłosej, a odwrócił się dopiero, gdy ta dokończyła opis Sorena. Nie, to niemożliwe. - Z opisu średnio mi się ten nowy nauczyciel podoba. Nie wystarczy nam już gburowatej Vanessy? Rozmawiałaś w ogóle coś więcej z tym typkiem? Czy tylko tak się minęliście? – zapytał drżącym głosem. Serce zaczęło mu bić szybciej, a w żołądku poczuł zawiązujący się supeł. Do tego dodajmy suchość w ustach i rozbiegane spojrzenie, a maleńki atak paniki mamy gotowy.
_________________



I am more afraid of alcohol than of all the bullets of the enemy.



 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 45
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Cze 10, 2018 1:41 am   

Jedyna walka jaką April wygrała to ta z samą sobą, żeby nie pić kolejnego kieliszka. To było bardzo ciężkie zwycięstwo i kosztowało ją wiele wyrzeczeń. Tak niestety jest, kiedy nie zapłacisz czynszu, a pół wypłaty w jeden wieczór wydasz w pubie. W takiej sytuacji musisz się poświęcić i sprzedać nerkę jakiegoś mugola, by mieć pieniądze. Okej, może trochę przesadziłam, ale tak, czasami April udawało się odstawić tequillę kiedy była na to najwyższa pora. O skręcaniu karku nawet nie było mowy, zapewne nawet swoimi małymi rączkami nie objęłaby porządnie szyi swojej ofiary, a co dopiero mówić o wyrządzeniu jakiejkolwiek krzywdy. Ta istotka nie była zdolna do takich rzeczy, z nią należało żartować i się przytulać.
-Mój najbardziej intensywny trening to wywoływanie szamańskim tańcem deszczu i na razie nie mam zamiaru tego zmieniać - rzuciła jedynie w jego stronę. Nie czuła potrzeby być małą maszyną do zabijania, ponadto czuła, że osiągnięcie takiego stanu w jej wypadku może być praktycznie niemożliwe. Ona ledwo nie zabija siebie samej schodząc ze schodów, a co dopiero myśleć o kimś innym. Nie była stworzona do takiej roboty. Kiedy latynos wspomniał, że ich seks dziesięć lat temu to poważne sprawy parsknęła śmiechem. Zdecydowanie miał o sobie zbyt duże mniemanie. April może w tamtym okresie nie była skora do takich przygód, jednak nawet jeżeli traktowała by go jako błąd życia po tylu latach zapewne by o tym zapomniała. Kiedy zaczał wymieniać jej cechy zaczerwieniła się tak bardzo, że jej twarz prawdopodobnie była tak czerwona jak jej włosy. Szczególnie, kiedy spojrzał jej w oczy. Trochę jej to przypomniało tamten wieczór, więc żeby nie odwalić czegoś bardzo głupiego spróbowała zacząć od czegoś głupiego i podniosła rękę, po czym pstryknęła go w nos. Chciała coś powiedzieć, jednak jak na złość wszystkie tekściki jej uciekły.Za to kiedy puścił jej oczko odparła głośno
-Uważaj, bo pomyślę, że ten jeden raz Ci tak pomieszał w głowie. Albo, że liczysz na kolejny- zaśmiała się cicho po czym odpowiedziała na jego kolejne zdanie - Leo, kochany, ty jesteś gorącokrwistym latynosem, tobie nigdy nie będzie trudno kogoś wyrwać. Ja nie dość, że przytyłam od ostatniego czasu, to nie wyglądam tak dobrze. Jedynie jestem trochę młodsza i mi w plechach nie strzyka - wystawiła mu język. Dziecinne, no ale co poradzisz. Szybko jednak zamknęła usta, i opuściła głowę. Kiedy wypowiadała swoje słowa na temat partnera Leo nie sądziła, że po tym w pokoju nastanie taka grobowa atmosfera. W pewnym momencie chciała coś krzyknąć o żelazku na gazie i uciec drugimi drzwiami. W końcu Leo jednak postanowił przerwać ciszę, a nawet się do niej odwrócić, żeby zobaczyć w jej oczach coś w stylu poczucia winy.
-Powiem Ci, że przez chwilę myślałam, że to taki Soren, którego poznałam w Irlandii. Chyba Ci nawet o nim wspominałam wtedy w barze. Nie miałam jednak okazji z nim porozmawiać, a nie chciałam z siebie robić idiotki i go wołać przez pół Wielkiej Sali jak nie miałam pewności - mruknęła. Już widziała tę scenę jak biegnie do nowego i go próbuje przytulić, mimo, że jej Soren tego nie lubił, a się okazuje, że to nie on. Na pewno zostałaby uznana za wariatkę, a jeżeli mężczyzna naprawdę jest drugim Snapem wolała nie wchodzić z nim w konflikt.
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.K.Michaelson

 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 194
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pon Cze 11, 2018 4:17 pm   
   <Multikonta: --


Leo też wygrał taką walkę. W końcu wypił tylko cztery zamiast ośmiu kieliszków tequili, a następnie rozdał to, co mu zostało. Oczywiście mogła być to także wina Einarra, który zjawił się znikąd w roli przyzwoitki. To musiał być znak z nieba, bo jak inaczej wytłumaczyć przystojnego aurora, który informuje o zgubnym wpływie napojów wysokoprocentowych? Anioł stróż, ot co! Co innego, że brunet nie przypominał sobie wysłania do niebios prośby o opiekę, no ale darowanemu Einarrowi nie zagląda się w zęby!
Latynos nie wnikał w przyczynek April do wojny, ale jeżeli nie nauczyła się, że każdy z nas ma w sobie pokłady brutalności, to szczerze wątpił, żeby rudowłosa szczególnie odczuła to, co działo się w zamku. Covenbreeze wcale nie był lepszy – cała ta wojna tak naprawdę w ogóle go nie obchodziła; był zajęty innymi sprawami gdzieś na drugim końcu kuli ziemskiej, ale oczywiście bardzo się ucieszył, kiedy czarodziejski świat obiegła wiadomość o śmierci Riddle’a. Nie lubił pozerów, a za kogoś takiego uważał upadłego czarnoksiężnika. Większe wrażenie robiła na nim postać Grindelwalda. Voldemortowi z kolei musiał oddać to, że stworzył ogromną ilość horkruksów, więc chyba coś tam, poza straszeniem mordą, potrafił…
- Świetna sprawa! – rzucił podekscytowany. -…ale to jakiś rytuał zrobiłaś, czy wciskałaś ludziom ciemnotę? – z niewiadomych przyczyn zainteresowanie mężczyzny uderzyło maksimum w skali i szybko zaczęło bić kolejne rekordy. Może ta dziewczyna nie jest taką zwykłą czarownicą. Cóż, z Sorenem to by się nawet zgadzało, ygh. Sam nie wiedział, co sprawiało mu większy problem. Wspominanie tego psychola, czy przyznanie się przed sobą, że to rudowłose stworzonko miało jednak rację.
Oczywiście że zbliżył się do niej tylko po to, żeby sprawdzić, czy wywoła pożądaną reakcję. Niedobry Leo! - …ha! – mruknął energicznie, kiedy ta pstryknęła go w nos. Czasem dobrze robił mu nawet taki mały pstryczek. - …gdybym chciał kolejny, to bym go sobie po prostu wziął… – na jego twarzy znowu zagościł cwany uśmieszek, a diabełki w jego oczach fiknęły koziołka wyraźnie zadowolone z takiego obrotu spraw. Oczywiście Latynos nigdy by nikogo do niczego nie zmuszał, a już na pewno nie dopuściłby się tak haniebnego aktu. No chyba, że okazałoby się, że to właśnie kręci jego partnerkę; różne ludzie mieli upodobania. - …wybacz, taki nieładny żarcik. – urwał, wzdychając ciężko nad kwestią wieku. - …hej, mi też nic nie strzyka! – żachnął się. Na tej lekcji był po prostu nierozgrzany, w ogóle go zaskoczono, no i… no!
Cisza była bardzo dobra. Naprawdę. Zdecydowanie lepsza od mówienia, zwłaszcza wtedy, kiedy wśród słów miało przewinąć się to imię. - Jaki Soren? – czarodziej zapytał spokojnie mimo płynącej w jego żyłach magmy, która tylko czekała na odpowiedni bodziec, by eksplodować.
Po połączeniu punkcików Leonardo nie miał wątpliwości, że mówią o tym samym człowieku. O jego profesorze, kochanku, a teraz nemezis – Sorenie Rostgaardzie. Latynos tak się zapowietrzył, że aż musiał podejść do ściany i się o nią oprzeć, żeby się nie przewrócić. Chyba każdy zna to dziwne, przejmujące uczucie, kiedy wszystkie organy wewnętrzne dosłownie się ścinają, a żołądek próbuje wybrać się na spacer po błoniach, bo właśnie ktoś uraczył nas informacją, na którą nie byliśmy gotowi. Tak właśnie teraz czuł się mężczyzna.
- …chyba zwymiotuję. – i faktycznie… tylko wyuczone odruchy pozwoliły mu na przywołanie jakiegoś starego dzbana, do którego po prostu puścił pawia ze stresu. - …o rany. Ciekawe, co było w tych rogalikach… – mruknął, jak gdyby nigdy nic, prostując się. Wcześniej otarł usta jakąś szmatką, a pojedyncze machnięcie różdżką wystarczyło, aby waza rozpłynęła się tak, jakby nigdy nie istniała.
- Nie no. To fajnie, że taki nowy, poważny nauczyciel przyszedł. – zakończył, patrząc na nią wzrokiem wrzeszczącym: „MAM POMYSŁ, CHODŹMY SIĘ ZABIĆ.”
_________________



I am more afraid of alcohol than of all the bullets of the enemy.



 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 45
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Cze 12, 2018 4:34 am   

April w przeciwieństwie do Leonardo nie była taka wspaniałomyślna, żeby oddawać komuś zakupiony alkohol. Jeżeli taki znalazł się w jej posiadaniu zazwyczaj go wypijała, szlachetnie nie pozwalając zmarnować się płynowi. W końcu ósmy kieliszek mógł być smutny, że nie wylądował w jej żołądku z pozostałymi siedmioma, a ona bardzo nie lubiła zawodzić. Nawet jeżeli to uczucie było tylko wyobrażeniem, bo w końcu szkło, czy trunek nie mogły odczuwać żadnych uczuć, ona wolała nie ryzykować. W końcu była puchonką. Dlatego też pewnie słowo "przyzwoitka" nie istniało w jej przypadku. Zawsze osoba, która chciała jej przypilnować kończyła pijana równie mocno jak ona, bo po prostu nie umiała jej odmówić. Pewnie to przez tę dziecięcą mentalność, albo rozbrajający uśmiech. Także nie ważny wygląd, zawód, ani ilość wymienionych powodów dlaczego powinna skończyć osoby, która podjęła się zatrzymania April w jej upijaniu się. W 90% przypadków misja tego osobnika kończyła się porażką, a w pozostałych dziesięciu nie było już czego ratować i można było tylko pomóc jej się dostać do jej łóżka. April miała to szczęście, że cała ta 2 Wojna Czarodziejska sprawiła jedynie, że miała w kieszeni trochę mniej pieniędzy. Nie sprawdziła swoich umiejętności (a szkoda, może by zobaczyła, że warto podjąć jakieś treningi), ale ona wcale tego nie potrzebowała. Najpewniej na sam widok Sami-Wiecie-Kogo uciekłaby w jakiś najdalszy zakątek lochów i udawała, że jej nie ma. To nie była jej walka (jak każda inna bitwa). Poza tym była zbyt niewinna i zbyt odcięta od rzeczywistości, żeby zabijać z zimną krwią, albo chociażby kogoś porządnie poturbować. Jedynie co potrafiła, to zadrapać komuś plecy. I to też nie zawsze. Uśmiechnęła się na wspomnienie swojej afrykańskiej przygody. Zachichotała podzielając entuzjazm Leo.
-Byłam szamanką jakiegoś afrykańskiego plemienia i to w ich starych zwojach była instrukcja tego tańca. Nie zdziwiłabym się, jakby to był prawdziwy rytuał jakichś dawnych magów. Deszcz w sumie spadł. Nawet niedługo po samym odprawieniu modłów, ale nie zdziwię się jak to był czysty przypadek - zaśmiała się. Sama nie wiedziała, czy tak było. Robiła to tylko raz, w większości przypadków wolała odrobinę wpłynąć magią na trajektorię chmur. Taki taniec był strasznie męczący, nie wspominając o szatach, w których należało go odprawiać i konieczności złożenia ofiary dla Bogów (oczywiście nie z człowieka, ale April bolało marnowanie jedzenia). W końcu skoro mogła coś zrobić w efektywniejszy sposób, dlaczego miałaby tego nie robić.
Kobieta oczywiście nawet nie podejrzewała faktu, że bliskość mężczyzny była jakimś testem, który miał sprawdzić jej reakcję, jednak zadowolenia w oczach Leonardo nie można było niezauważyć. Trochę to speszyło puchonkę, ale mimo wszystko starała się zachować twarz. Uśmiechęła się, kręcąc głową w niedowierzaniu. Ten facet się w ogóle nie zmienił.
- Myślisz, że tak łatwo byś mnie namówił? Musisz mieć o sobie bardzo wysokie mniemanie - zapytała, początkowo nie rozumiejąc w jakiej intencji powiedział to jej były kochanek. Może i zareagowała troszeczkę przesadnie, ale to nie miało żadnego związku z możliwością ponownego zbliżenia. Dopiero kiedy dopowiedział, że to żart zrozumiała w jakim kontekście to powiedział ledwo powstrzymała się od zaśmiania w głos.
-Ta, Leoś, już uwierzę, że ten sam facet co chwilę temu przepraszał mnie za coś, co było dekadę temu potrafiłby zrobić coś takiego. Kochanie, za kogo ty mnie masz - pokreciła kolejny już raz głową i skrzyżowała ręce. To było naprawdę komiczne. Tak samo jak stwierdzenie, że starszy nie ma problemów związanych z wiekiem. April postanowiła tego nie komentować, znając życie dawny auror nawet schodząc ze schodów narzeka na bóle w krzyżu, jednak Leonardo ma to do siebie, że jest w pewnych sprawach bardziej uparty od niej. Jedną z nich było zatajanie ważnych faktów, jak właśnie starcze kłopoty Covenbreeze'a, czy fakt, że Rostgaard był jego kochankiem. Tym kochankiem, którego dawno temu w hiszpańskim barze wywróżyła mu April, w zamian za postawienie drinka. Dlatego, biedaczka nawet nie miała pojęcia na jaki stres może właśnie narażać latynosa i kontynuowała wypowiedź na temat jej dawnego znajomego.
-Możliwe, że nie pamiętasz. Jak prowadziłam ten sklep z ziółkami w Irlandii wpadł do mnie gościu po coś na mocną klątwę. Był taki wymagający, że myślałam, że pierwszy raz w życiu potraktuję kogoś klątwą. Patrzył mi się na ręce i głośno komentował. Mimo wszystko okazał się bardzo spoko kolegą, wyskoczyliśmy ze dwa razy na piwo. Od tamtej pory go nie widziałam, ale możliwe, że to on. Zwłaszcza, że tamten też czegoś tam uczył, tyle że na uniwersytecie - wzruszyła ramionami kończąc wypowiedź. Gdyby ruda tylko wiedziała, do jakiego stanu doprowadzi to jej towarzysza pewnie ugryzła by się w język już na samym początku. Ona jednak żyła w blogiej nieświadomości, dlatego nie szczędziła Leo szczegółów. Zdziwiła się bardzo na reakcję kolegi. Na tyle, że nie zdążyła w żaden sposób zareagować, jedynie przyglądając się zmartwiona.
-Oczywiście rogaliki - mruknęła - trzeba było mnie ostrzec wcześniej, potrzymałabym Ci włosy i bylibyśmy kwita - wróciła pamięcią do szczegółów poranka z latynosem, gdzie także przytulała porcelanę po zjedzeniu jednego croissanta. W jej przypadku spowodowane to było jednak czym innym, a ten doskonale o tym wiedział. Chcąc pomoc koledze zdjeła z najbliższej szafki jakiś mały pucharek po czym przetarła go rękawem szaty, usuwając z niego kurz. Gdy naczynie było czyste wyczarowała wodę bez słowa podała czarodziejowi. Martwiło ją trochę spojrzenie kolegi, a w połączeniu z wypowiedzianym przez niego zdaniem wręcz obawiała się na co ten idiota może wpaść. W końcu był kiedyś aurorem. Może nowy to jakiś jego wróg? Chociaż skąd mógł wiedzieć, jak ona mówiła tylko o swoim dawnym koledze, a na temat nauczyciela zaklęć nie wypowiedziała się prawie w ogóle. Spojrzała jeszcze raz w stronę Leo. Nie wiedziała zbytnio co zrobić, więc pociągnęła go na krzesło, bo wyglądał jakby miał zaraz upaść i przytuliła go mocno. Nie wiedziała co powiedzieć, a pytanie, czy wszystko dobrze wydawało się wyjątkowo nie na miejscu.
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.K.Michaelson

 
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM | Opiekun Slytherinu
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 194
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 50g
Genetyka: Magia Bezróżdżkowa
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 45
Z. defensywne: 65
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Wto Cze 12, 2018 9:56 pm   
   <Multikonta: --


W latach świetności Leo podzieliłby się czymkolwiek z kimkolwiek tylko w celu uśpienia jego czujności, aby zaraz potem skręcić mu kark lub spętać i poddać torturom, za które to Albus chciał jego odsunięcia z zespołu aurorów. W końcu nadszedł jednak czas, kiedy mężczyzna musiał spłacić dług karmiczny, który zaciągnął, traktując swoich więźniów (a należy wspomnieć, że zdecydowana większość z nich była czystej krwi) gorzej niż Voldemort mugoli. Czy istnieje większa cena niż utrata osoby, którą się kocha? Bycie zmuszonym do patrzenia, jak uchodzi z niej życie? Mężczyzna widział w tym pewną okrutną sprawiedliwość – on doprowadzał swoje ofiary do obłędu i błagania o pocałunek dementora, a za to odebrano mu kogoś, kto sprawił, że stał się lepszym człowiekiem. Przecież już wtedy minęło wiele lat odkąd opuścił brygadę uderzeniową! Niestety – jeśli komuś się wydaje, że obdarzeni najpotężniejszą z broni śmierciożercy zapominają, to bardzo się myli. Covenbreeze dobrze wiedział, że to nie nienawiść i nie żądza mordu doprowadziła do śmierci jego ukochanej. To wstyd. On dał im wstyd. Uczucie, które nie ma terminu ważności, które nie przemija do momentu, w którym nie zaspokoimy karmionych przez nie pragnień. Wstyd bardziej niż nienawiść prowokuje nas do szukania mocy, zmiany hierarchii wartości. To właśnie on jest ulubionym partnerem nienawiści, i to właśnie nim Leonardo tak szczodrze obdarzał swoich wrogów.
- Lubię magię rytualną. Nawet sam opracowuję pewne zaklęcia, ale na razie nic nie mówię, bo wiesz. To tajne. – puścił jej oczko, a ekscytacja w jego głosie wyszła prawie za okno pokoju. Faktycznie, jeżeli w zainteresowaniach naukowych mężczyzny znajdowało się coś poza zaklęciami defensywnymi i magią leczniczą, to były to rytuały magiczne, które pozwalały na dosłowne modelowanie rzeczywistości wedle woli czarodzieja. Co prawda wymagały czasem poświęceń, ale czego się nie robi dla rozwoju osobistego? - …no ja bym na twoim miejscu jednak był ostrożny. Eksperymenty tego typu mogą się skończyć tragicznie. A co gdybyś zamiast deszczu wywołała, na przykład, tornado? – zawiesił wymownie samogłoskę i uniósł jedną brew, patrząc na nią rozczulonym spojrzeniem.
Po kolejnych informacjach, które przekazała mu April, Covenbreeze nie miał już żadnych wątpliwości. Wcześniej czy później wpadnie na korytarzu na Sorena. I co wtedy zrobi? Zignoruje go? Tak. Tak trzeba żyć. - Powiem ci, że to pewnie nasz wspólny… znajomy. – pokręcił głową ze zrezygnowaniem… - …nieszczególnie się cieszę na jego obecność tutaj i w ogóle nie wiem, dlaczego Minerwa zgodziła się go zatrudnić. I co? I ma uczyć zaklęć? Z tego będą same tarapaty… – w końcu machnął ręką, bo chciał zachować chociaż minimum profesjonalizmu i nie robić nauczycielowi kiepskiej reklamy. Wcześniej czy później sam się czymś pogrąży, pomoc latynosa nie była mu do tego potrzebna.
Na tekst o trzymaniu włosów parsknął tylko cicho śmiechem. Widać było, że odpłynął w świat przemyśleń. Co on tu robi. To nie może być zbieg okoliczności. Na przytulasa również odpowiedział uściskiem i zakołysał się z nią delikatnie. - …yygh. Wiesz co, April. Chyba będę leciał. Do zobaczenia później. – rzucił, puszczając rudowłosą. - …nie zabij się na schodach. – dodał radośnie na odchodne, chociaż w aktualnym stanie to bardziej jemu groziło poślizgnięcie się na stopniu z nieuwagi.

[z/t]
_________________



I am more afraid of alcohol than of all the bullets of the enemy.



 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 45
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela, wytresowany kogut Marian
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Cze 16, 2018 12:40 am   

Dobrze, że rudowłosa nie zna przeszłości swojego kolegi, bo zdecydowanie zaczęłaby uciekać przed nim na korytarzu. April zdecydowanie przerażali ludzie, którzy sięgają po to co chcą nie bacząc na środki, którymi muszą to uzyskać. "Do celu po trupach" zawsze wydawało jej się dość ostrym i przesadzonym hasłem, do którego nikt się nie stosuje. Jak widać dużo o świecie to ona nie wiedziała. Mimo wszystko takie zachowanie zawsze ma jakieś konsekwencje - w wypadku Leo najbardziej odczuła je jego żona. April nie zdziwi się, jeżeli ten do końca życia nie pogodzi się z tym co zrobił. Takie rzeczy zostają z człowiekiem na zawsze i nawet jeżeli zepchniemy je w głąb podświadomości nigdy nie możemy się spodziewać, czy nie zdecydują pojawić się znienacka w naszej głowie. Kobieta na szczęście nie miała takiego problemu, a ponadto nie znała okoliczności śmierci żony Covenbreeze'a, czy tego w jaki sposób traktował swoje ofiary. Z tego też powodu nie chowała się za krzesło podczas śniadania, a nawet potrafiła z nim spokojnie rozmawiać na różne tematy.
Uśmiechnęła się na widok iskierek podniecenia w oczach latynosa. Wyglądał przeuroczo, kiedy opowiadał o tym co planuje. Nie spodziewała się, że jej kolega może mieć takie zainteresowania, jednak trochę jej to zaimponowało. Ona nawet nie była pewna,czy rytuał który odprawiła był prawdziwy, a on sam wymyślał własne. Godne podziwu.Miała mu nawet tak powiedzieć, ale kiedy znowu ją skarcił jak małe dziecko zrezygnowała. Nie to, że się obraziła, ale Leo nie musiał jej cały czas wypominać, że nie jest zbyt odpowiedzialna. W tym tkwił przecież cały jej urok.
-Dobrze tatusiu, następnym razem nie będę - rzuciła do niego kręcąc oczami. Czasami starszy mężczyzna działał jej odrobinkę na nerwy, ale przecież nie będzie tego mówić na głos. Jakby wywołała tornado pewnie jakoś by je opanowała. Chyba. Musiało istnieć jakieś zaklęcie, jednak żadne nie przychodziło jej do głowy w tym momencie. Cóż, nie popisze się wiedzą przed nauczycielem Obrony, jakoś to przeżyje. Leo też jakoś będzie musiał przeżyć spotkanie z Sorenem. Skoro był aż tak bardzo niezadowolony nie próbowała nawet wnikać w ich wspólną przeszłość. Patrząc na to, że Rostgaard nie był śmierciożercą April nie przychodziły do głowy inne powody tak wielkiej niechęci Leonardo do jej dawnego znajomego. Uznała,że to nie jej sprawa, po czym kiedy Leo się odsunął popatrzyła na niego jak na zbitego pieska.
-Do zobaczenia - mruknęła, patrząc jak ten wychodzi - postaram się - zachichotała i wyciągnęła swoją listę. Uznając, że nie zdąży tego wieczora znaleźć czy zrobić nawet jednego punktu z pergaminu schowała go do kieszeni i otworzyła drzwi, żeby wyjść na jakiś nieznany korytarz kilka pięter niżej.

[zt]
_________________

"Zdziwił się jednak jej odpowiedzią na zadane pytanie
Brak własnej miotły nie był tak oczywisty jak, np. April i ćpanie" ~C.G.Verendal

"Była ślizgonka była przekonana, że ta coś brała, bo nikt normalny nie był taki promienny bez narkotyków, albo alkoholu."~B.K.Michaelson

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strona wygenerowana w 0,95 sekundy. Zapytań do SQL: 9