► Pilnie poszukujemy nauczycieli Zielarstwa, Astronomii, Numerologii, Starożytnych Run, Zaklęć, Wróżbiarstwa, Quidditcha, Mugoloznawstwa oraz Historii Magii!
► Trwają zapisy do klubu pojedynków!
► Lekcja OPCM odbędzie się 25.05.2018.
► Obchodzimy ósme urodziny forum! Dziękujemy za to, że jesteście!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

126
125
110
103

Luty 2000r.
Pełnia: 16-18.02 (10-13.05)
Wielka Brytania tonie w zwałach śniegu. Zaspy utrudniają transport miejski, a rzeki i jeziora pozostają skute lodem. W dzień ok. -8'C, w nocy jeszcze mroźniej, ok. -14'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet prof. OPCM
Autor Wiadomość

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 9:58 pm   Gabinet prof. OPCM
   <Multikonta: --


Miejsce dość nowoczesne jak na nauczycielskie standardy. Bardziej przypomina pokój zwierzeń lub gabinet terapeuty - wszystko jest utrzymane w jasnych, pastelowych barwach (co wspomaga dodatkowo wiele światła wpadającego przez ogromne okno); jedna ściana ma specjalnie odkryte cegły (tzn. niezabarwione), które elegancko kontrastują z całością gabinetu. Poza sporych rozmiarów biurkiem, na którym rządkami ułożone są papiery i kilka woluminów. W pomieszczeniu znajduje się także mini-ołtarzyk. Jest to wnęka w ścianie ze specjalnie zamontowanymi półkami, na których stoją kadzidła, świece i wszelkiego rodzaju minerały. Przy jednej ze ścian wznosi się wysoki regał wypełniony nie tylko magiczną literaturą, a naprzeciwko niego stoją dwa wygodne fotele. Poza tym na biurku, szafce, parapecie i każdej innej powierzchni płaskiej stoi przynajmniej jedna miska ze... słodyczami. Dokładnie. Tu fasolki, tam pudełka z czekoladowymi żabami, a jeszcze gdzie indziej czekoladki czy też różnego rodzaju lizaki i żelki. Jednym słowem - każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, o co dokładnie chodziło profesorowi.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 10:28 pm   
   <Multikonta: --


Powrót do rzeczywistości szkolnej okazał się znacznie trudniejszy, niż Leo mógł przypuszczać. Zamek zdarzało mu się odwiedzać w trakcie studiów - a potem podczas zadań Aurora - aczkolwiek odwykł już od przesyconego ekscytacją młodych ludzi powietrza. Szmer dziewczęcego chichotu, przekrzykiwanki zdobywających pierwsze ostrogi, przyszłych samców alfa, nerwowy chód pierwszorocznych, miliony zupełnie przypadkowych pytań (tak, jakby on wszystko o tym miejscu wiedział), setki serdeczności i próba ponownego „wejścia w obieg”. To wszystko uderzyło nauczyciela niczym zapach opium bezlitośnie wdzierający się w jego nozdrza i przyćmiewający zmysły. Z jednej strony – czuł się cudownie, przejście przez jakikolwiek korytarz odejmowało mu przynajmniej dziesięć lat, z drugiej – dopiero po dotarciu do swojego gabinetu zrozumiał, jak bardzo zmęczył się prostym obchodem. Ba! Styrał się tak, jakby cały dzień pracował na polu. W głowie mu się kręciło, skronie mocno pulsowały, a policzki paliły go niemal tak mocno, jak podczas pierwszego pocałunku. O rany. Rozejrzał się spokojnie po pomieszczeniu, chwytając w końcu za kryształ górski. Wziął kilka głębokich oddechów i parsknął śmiechem. Pomyśleć, że też kiedyś miałem takie zasoby energii. Pokiwał głową z bananem na twarzy i klapnął sobie spokojnie na siedzeniu przy biurku. Ciągle miał do dopełnienia pewne formalności, jednak zanim zaczął się tym zajmować, odwiesił szatę na hak przy ścianie, zostawiając trzymany minerał na biurku. Przez chwilę stukał paznokciami o drewniany blat, rozważając swój następny ruch. W końcu podszedł do lusterka, przeczesując włosy dłonią. - Pomyśleć, że to akurat mi przyjdzie ukierunkować na coś wartościowego cały ten młodzieńczy wigor… – rzucił sam do siebie, by następnie poprawić krawat i wyprostować wpuszczoną w spodnie, delikatnie pomiętą koszulę. No niesamowite są te dzieciaki, może warto byłoby je trochę sprawdzić… Tym razem usiadł na sofie, prostując nogi i opuszczając całą sylwetkę w dół. Przyjąwszy niemal leżącą pozycję, pogrążył się w planach dotyczących zajęć, które miał prowadzić.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3494
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 10:51 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Komuś się chyba odmłodniało, a Van się akurat postarzało... i to co najmniej o dziesięć lat. Można by jej dorzucić jeszcze kolejną dychę za całą gorycz, następną z racji jej zdecydowanie sceptycznego podejścia i... niewiele potrzeba by nawet McGonagall poczuła się przy niej młódką. W przeciwieństwie do nowoprzybyłego profesora, nauczycielka transmutacji roznosiła aurę niepewności, strachu i wątpliwości. Tradycyjnie przez korytarz szła szybkim krokiem, na dobrą sprawę przemykała przez tą szkołę jakby wiecznie się jej do czegoś śpieszyło. Ale nie omieszkała w ciągu tej krótkiej chwili rzucić kilku uwag. Willson, co ty zrobiłeś ze swoją szatą? Masz wyglądać jak uczeń, nie jak troll. Panno Greenweek, jak się pani kolega podoba to proszę go nie bić podręcznikiem. Chwila refleksji. To ślizgon? Panno Greenweek, tym razem udam, że tego nie widziałam.
W zasadzie niektórzy uczniowie nawet nie zdążyli się odezwać, a nauczycielka już zostawiała jeden korytarz po drugim za sobą. Pod ręką trzymała stertę dokumentów. Papierologia była tym czego Van nie znosiła, a czym często się zajmowała, kiedyś służąc pomocą Dumbledore'owi... obecnie jego następczyni. Niby pozwalało jej to wypełnić czas czymś innym niż tylko znęcaniem się nad przyszłością czarodziejskiego społeczeństwa, ale jednak... to papierologia. Tego nikt nie lubi.
Tym razem nowym narybkiem miał być nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. Świetnie. Albo mniej świetnie. Nieważne. Ważne, że gdy Van już pokonała dzielące ją korytarze od gabinetu tego nowego kadrowskiego nabytku, nie bardzo kwapiła się z pukaniem do drzwi. W Hogwarcie Van nie puka do drzwi, to drzwi otwierają się żeby nie być narażonym na jej pukanie.
Tak więc po prostu je otworzyła, wpadła do środka niczym burza, zamknęła drzwi i w zasadzie nie zważając na to gdzie ten nowy narybek się podziewa, buchnęła te papiery na biurko. Na szczęście każdy nauczyciel miał biurko. Dopiero potem, wyprostowała się, obejrzała na gabinet, ale z jej wyrazu twarzy nie da się wyczytać ani entuzjazmu ani zadowolenia... jakby nigdy u niej nie gościł. I może nawet było w tym odrobinkę prawdy.
- Przerwa należy się po pracy, nie przed pracą. - mruknęła kwaśno na widok mężczyzny na kanapie... tak, zdecydowanie zachowywała się jak stara, zgryźliwa wiedźma, która nie musi mieć kota, bo wystarczy jej własne stara, równie zgryźliwa sowa.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Maj 09, 2018 12:23 am   
   <Multikonta: --


Wbrew oczekiwaniom, pierwszą istotą, która powitała nauczycielkę transmutacji, wcale nie był Leonardo. Wyręczyła go w tym jego kotka. Rose syknęła na profesorkę z takim zacięciem, że mężczyznę aż ciarki przeszły po plecach. Nawet nie zauważył, kiedy poderwał się na równe nogi. Spokojnie poczekał, aż Vanessa dokończy swój rytuał wejścia burzy, bo nie chciał oberwać po drodze żadnym piorunem. Dopiero, kiedy już poczuł, że to możliwie bezpieczne chwila, rzucił donośnie:
- Dzień. Dobry. – jego głęboki bas rozszedł się po pomieszczeniu i chociaż był dość miękki, raczej przeponowy, to było w nim trochę gardłowego ognia. Dość dziarsko podał jej swoją prawicę, a kiedy już ją uścisnęła (lub nie), podrapał się nerwowo z tyłu głowy.
- Przepraszam za moją kotkę, nie spodziewaliśmy się gości. – po czym kucnął do Maine Coona i podrapał go po pyszczku, mówiąc pieszczotliwie:
- Tititi… nie wolno syczeć na panią Harvin, bo jeszcze zamieni cię w neseser… i co ja wtedy biedny pocznę? – podniósł się spokojnie, pozwalając sobie na błyskawiczne oraz możliwie dyskretne zlustrowanie Vanessy spojrzeniem. Mimo że był od niej znacznie wyższy, przenikliwe spojrzenie ciemnowłosej sprawiało, że czuł się zupełnie odwrotnie. Jakby to on miał ten metr siedemdziesiąt.
W ogóle nic nie zrobił sobie z jej aluzji, jakoby cały dzień się lenił i nie zasługiwał na chwilę przerwy. Fakt – nie lubił zaczynać znajomości od uszczypliwości, ale istniała możliwość, że obowiązki panny Harvin były zdecydowanie bardziej przytłaczające niż jego – miała więc prawo być podenerwowana, a on mógł się co najwyżej cieszyć, że to na nim – nie na uczniach – wyładuje swoją frustrację.
- Oczywiście. Zgadza się. Jeżeli tylko ma pani dla mnie jakieś zadanie, to czym prędzej zabiorę się do jego realizacji. Aktualnie zajmowałem się układaniem konceptu najbliższych zajęć, ale to nie ucieknie… – poinformował z żołnierską dyscypliną w głosie, udając, ze nie widzi sterty papierów do podpisania. To czego nie widzę, tego nie ma, prawda? Dokładnie. Tak. W końcu podszedł jednak do biurka. Przechodząc obok Vanessy, wziął głęboki oddech przez nos. No, no…
Przesunął stercicho, uśmiechając się szeroko. Nie, nie lubił papierologii. Śmiać chciało mu się z przeczucia, że czarownica może czerpać jakiś nieznany mu rodzaj satysfakcji na myśl formalnych tortur, które go czekają.
Nareszcie usiadł. Biurko dawało mu iluzję bezpieczeństwa. Niewidzialna ściana – chyba nie przeskoczy przez nie, żeby przegryźć mu tętnicę, jeżeli powie cokolwiek niestosownego? Przełknął głośno ślinę, zdając sobie sprawę że zawiesił na niej wzrok na dwie sekundy za długo.
- Lawenda? – zawiesił wymownie samogłoskę, sięgając po bezbarwny opal za sobą. Położył go obok kryształu górskiego, kontynuując dość cicho i melodyjnie:
- Ciężki dzień, huh? To może się przydać. Kryształ górski, żeby ściągnąć negatywne emocje i bezbarwny opal na uspokojenie. I wzmacnia serce… – miał dodać też kilka innych egzotycznych właściwości kamulka, ale ugryzł się w język. Rozmawianie o jajnikach w pierwszych minutach znajomości było czymś zdecydowanie niewskazanym. Poza tym – lubił swoją głowę przytwierdzoną do ciała; nie chciał tego zmieniać.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3494
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Maj 09, 2018 1:02 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Kot. Ach, kot. Vanessa zerknęła na kota z pewna ciekawością. Jej spojrzenie utkwiło w zwierzaku z niebezpiecznym zainteresowaniem. Raz miała do czynieni z kotem-animagiem. Konkretniej chodziło o pewnego ucznia z Ravenclawu, który był co prawda niezwykle leniwy, ale jakimś magicznym sposobem nabył te ponadprzeciętną umiejętność. Zawszy gdy widziała go jako kota zastanawiała się czy jego futro nadawałoby się na rękawiczki. Bo na kamizelkę to za male było, ale te rękawiczki. Ciepłe w zimie, a... pannie Harvin szybko marzły dłonie w niskich temperaturach. Ciekawe co się dzieje z tym uczniem... chyba już skończył studia.
Tyle przemyśleń na widok zwykłego kota. Futro. Rękawiczki. Ciepło. Ciąg skojarzeń był jednak zbyt oczywisty. Naprawdę szkoda byłoby tego zwierzaka...
- Rękawiczki. - odpowiedziała odnośnie domniemanego "nesesera", który aktualnie nie był jej tak potrzebny jak wspomniana część garderoby.- Rękawiczki bardziej.- chwilę nie odrywała wzroku od tego sierściucha, co mogło być wręcz niepokojące, ale tak przy właścicielu... to zdecydowanie nie przystoi. Jakby kiedykolwiek przejmowała się takimi niuansami.
Tak czy inaczej jakoś umknęło jej oficjalne "przywitanie się", nigdy zresztą nie była w tym zbyt dobra, więc... skoro już wiedziała, że jej to nie wychodzi to wszelkie grzecznościowe zwroty i formy odsuwała na bok. Chyba czuła się w tym zbyt nienaturalnie.
Ostatecznie dała spokój zwierzakowi, przenosząc wzrok na właściciela. A raczej... poddanego kociemu władztwu, bo ponoć to mruczki dyktowały swoje warunki człowiekowi, a nie odwrotnie. Trochę inaczej do wyglądało w relacjach Van z jej sową. Zwykle toczyły ze sobą wojnę, a współpraca przebiegała czasem naprawdę opornie.
- Lawenda. Spowalnia czas reakcji ofiary. - przytaknęła jakby co najmniej miała w zamiarze złożyć tego świeżaka na ołtarzu jako dowód wdzięczności jakimś bogom.
Spojrzała na te kamyczki. Jedna jej brew powędrowała sugestywnie ku górze. co?
- Sowie na pewno się spodoba. Ma ostatnie ciężki okres po tym jak pewien puchacz na nią naskoczył. Wpadła w depresje. Opal jej na pewno uratuje życie. - pokiwała głową jakby całą sprawę traktowała absolutnie poważnie, chociaż już z mocno sceptycznego układu jej warg można było wyczytać, że tymi kamyczkami to może sobie co najwyżej podeprzeć chwiejącą się szafę w gabinecie, ostatnio szczególnie ją to denerwowało.- Musi pan dostosować swój grafik do grafiku innych nauczycieli.- to, że nie zapomniała o zwrocie per pan można poczytywać w jej przypadku bądź jako szaleństwo bądź jako nienaturalną grzeczność.- Poza tym statut szkoły, zasady przyznawania punktów, zasady udzielania szlabanów... inne takie... - jej wzrok powędrował z mężczyzny na tą stertę papierów.- I ostrzeżenie. - odchrząknęła na wypadek gdyby nauczyciel przegapił jeden z dokumentów dołączonych do tego pakietu.
Raz ktoś jej wypomniał, że pełni tu rolę niemal sekretarki, ale Van jakoś była zbyt przyzwyczajona do tej roli, żeby zwracać na to uwagę. A ci, którym się to nie podoba zawsze mogą skończyć jako... karaluch? Ropucha? Kiedyś trzymała tak jednego ucznia przez parę dni, zawsze może przyjść pora na postęp i spróbowanie tego z innym nauczycielem. W każdym razie nie ruszyła się ani o milimetr. Zwykle jak już po tym pędzie przez wszystkie korytarze się zatrzymała, to potrzebowała jednak chwili na postój, przed kolejnym, niosącym ujemne punkty i szlabany przemierzaniem szkolnych przejść.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Maj 09, 2018 1:51 am   
   <Multikonta: --


On naprawdę bardzo się starał. Ze wszystkich sił. Nie udało mu się jednak w pełni powstrzymać przelotnego spojrzenia mówiącego: „no, tylko byś spróbowała”, co tyczyło się oczywiście kwestii jego ukochanej Rose. Może zostało w nim trochę tej Aurorskiej buty? Nawet jeżeli, to było jej jak na lekarstwo. Kiedyś faktycznie musiał emanować pewnością siebie; czasem wręcz arogancją. W końcu członkiem brygady uderzeniowej nie zostaje jakaś tam spolegliwa parówka. Te czasy jednak minęły, a sam mężczyzna nie widział żadnego sensu w podejmowaniu gry w przepychanki z czarownicą.
- Uspokaja. Łagodzi stresy… – Vanessa naprawdę nie musiała używać wspomagaczy, żeby opóźnić czas reakcji potencjalnej ofiary. Samym wejściem piorunowała na najbliższe dziesięć minut. Zapowiada się wprost bajecznie. Na wieść o sowie złapał tylko za minerały i przysunął je bliżej kobiety.
- Oczywiście. Nie ma najmniejszego problemu. W wolnej chwili udam się po nowe. Co się ma biedna sówka męczyć. – chociaż w jego głosie słychać było rozbawienie, które potwierdzały tylko odsłonięte ząbki, to nie miał najmniejszego problemu z przekazaniem kamieni profesorce. Zaczęła, to niech gra.
- Jaki ten świat potrafi być okrutny. Byle niewłaściwy samiec i już biedne stworzenie dostaje depresji… – nawet zaczęło go to bawić. Jego entuzjazm został jednak odpowiednio przygaszony, gdy pani Harvin poleciła mu ustalić wszelkie formalne kwestie nagłej konieczności. - Oczywiście, dostosuję się. Na pewno znajdę dla siebie dobry czas, żadne komplikacje z mojego powodu nie nastąpią.. – zapewnił ją, radując się w duchu na te egzotyczne pory zajęć, kiedy uczniowie, normalnie przewracający się w tym czasie na drugi bok, będą musieli wylewać z siebie siódme poty, rzucając zaklęcia niebotyczną ilość razy. On mógł na studiach? To oni tutaj też mogą, ha!
- Tak, spokojnie. Jeżeli chodzi o resztę szkolnego wiem-jak, to już to sobie ogarnąłem. Na pewno nie skrzywdzę żadnej niewinnej duszy podczas zajęć. – dość dwuznacznie zaakcentował „na pewno”. - …los zechciał, że skończyłem też medycynę, więc cokolwiek by się nie działo, na pani zajęcia wszyscy przyjdą w jednym kawałku… nie wiem tylko, czy w tym stanie wyjdą… – tutaj pozwolił sobie na drobny żarcik, żeby wyczuć sytuację. Powiódł wzrokiem za jej „ostrzeżeniem”, był bardzo sumienny nawet podczas robienia kawy, więc nie groziło mu skopanie istotnych papierów. To znaczy – groziło; w końcu był tylko człowiekiem. Na ogół jednak nie pozwalał sobie na błędy w takich sytuacjach, bo papierologia lubiła się mścić. Jeden maleńki kruczek i wszystko padało niczym domek z kart. - Ma się rozumieć. Czym prędzej wypełnię to, co do mnie należy i dostarczę… do pani gabinetu? – wolał się upewnić, żeby przypadkiem nie trafić do niej wtedy, kiedy byłoby to zupełnie niepotrzebne. Nie wyglądała na fankę przelotnych rozmówek o pogodzie i Leo, chociaż lubił tzw. „small talki”, zamierzał to uszanować.
- Czy jest coś jeszcze, o czym chce mnie pani poinformować lub coś, przed czym mogłaby mnie pani ostrzec? – rozłożył swobodnie ręce w powietrzu, przekrzywiając delikatnie głowę w prawo i uśmiechając się dość ekstrawagancko.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3494
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Maj 09, 2018 6:46 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Nic nie poradzi na to, że często na widok futerkowych stworzeń budziły się w niej odzieżowe bądź galanteryjne skojarzenia. Co prawda ta drobna sugestia spowodowała, że gdy pewnego dnia kotka nauczyciela zaginie, Opiekunka Gryffindoru będzie pierwszą podejrzaną, ale... nie zdarzyło się jeszcze chować w szafie zwłok jakiegoś sierściucha. Jeszcze.
A wzięła te kamyczki. Wspomniana szafa nie miała równych nóżek i trochę się przechylała na lewą stronę. Na dobrą sprawę wystarczyło by zapewne jakieś bardziej kreatywne machnięcie różdżką, żeby załatwić ten problem, ale w tym wypadku jakoś nigdy o tym nie pamiętała, gdzieś ten drobny fakt uciekał jej pod naporem różnych obowiązków, koniecznością sprawdzania stosów często dość zagadkowych koncepcji transmutacji przedstawianych w pracach domowych czy żmudnym patrolowaniem korytarzy podczas których uczniowie woleli schodzić jej z drogi, żeby nie usłyszeć donośnego minus pięć punktów dla... A tak, podeprze sobie szafę z jednej strony kamyczkami i będzie spokój.
- Sowa będzie uradowana. - obróciła je w dłoni, spoglądając na nie co najmniej sceptycznie, bo zupełnie nie wierzyła w cudowne działanie tych specyfików.- Dogadałby się pan z Sybillą Trelawney... to chyba coś bliskiego jej dziedzinie. - pokiwała głową patrząc na mężczyznę spojrzeniem mówiącym, że chyba minął się z powołaniem... a może to nauczyciel wróżbiarstwa, a nie obrony przed czarną magią?
Tak czy inaczej skwapliwie przyjęła dalsze słowa nowego narybku, przenosząc wzrok na te stertę papierów, którą zostawiła na biurku i sięgnęła po jeden z pergaminów, którego zaledwie róg wystawał z pozostałych papierzysk. Ale za to jaki róg! Było widać na nim pieczątkę Ministerstwa, więc można było się domyślić, że to nie jest przypadkowy "jakiś tam dokument".
- Zdarzyło mi się raz prawie zdeptać ropuchę. Biedny Daniel. - rzuciła w międzyczasie, a fakt, że wspomniany Daniel był wówczas... byłym ślizgonem chyba wyjaśniałby dlaczego jednak tego nie zrobiła... były ślizgon, to jednak nie ślizgon.- Ale, nie, nie zdarzyło mi się nikogo rozczłonkować... to chyba bardziej grozi na... Obronie Przed Czarną Magią, nie tak? - przeleciała wzrokiem pobieżnie po dokumencie, żeby upewnić się, że akurat o ten chodzi.- Ale skoro skończył pan medycynę... to w porządku. - wyciągnęła w jego stronę pergamin.
Pismo zostało sporządzone dwa tygodnie temu, tak przynajmniej wynikało z daty, zaś jego treść była krótka i treściwa, z pieczątką Biura Aurorów i podpisem jego Szefa widniejącym na dole. Do dyrektor Hogwart Minerwy McGonagall, profesorów oraz pozostałych pracowników. W odpowiedzi na wcześniejsze konsultacje, informujemy, że bariera wokół szkoły została wzmocniona. Nie można jednak wykluczyć, że podczas udostępnienia tunelu transportowego delegacjom z Akademii Magii Beauxbatons i Instytutu Magii Durmstrang w październiku zeszłego roku, doszło do przecieku. Trwają prace nad ustaleniem jego ewentualnego miejsca i przyczyn. Nadal nie znamy pobytu miejsca Rudolfa Lestrange ani Jamesa Harvina. Trwają prace poszukiwawcze. Na prośbę sprawdzono już podziemia szkoły i parter. Nic nie wykryto. W najbliższym czasie zostanie wysłany auror do dalszego zbadania terenu szkoły. Zablokujcie Pokój Życzeń.
Na dole widniał jeszcze dopisek aby niniejsze pismo zostało przekazane do wszystkich pracowników szkoły.
- Może być do mnie, może być do pani dyrektor... byle nie trafiło do kosza. - wzruszyła ramionami, bo właściwie swoją część zadania wykonała.- Czy ja wiem... może zostawię panu wszystkie niemiłe niespodzianki do odkrycia osobiście. Nie ma to jak budować własny bagaż doświadczeń. - na jej twarzy pojawiło się coś co chyba miało być imitacją uśmiechu... pani profesor naprawdę nie umiała się uśmiechać i chyba lata minęły od kiedy gdy zdarzało się jej to szczerze i spontanicznie, więc ten wyraz jej twarzy można poczytywać albo jako groźbę... albo jako życzenie połamania sobie nóg na znikających stopniach magicznych schodów albo kałużach łajnobomb rozsmarowywanych przez co poniektórych mniej kreatywnych młodych czarodziejów.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Maj 10, 2018 2:42 pm   
   <Multikonta: --


Każdy normalny człowiek zapewne obraziłby się za to, że wykazując chęć pomocy, dostaje uszczypliwe uwagi. Leonardo był jednak dość wyjątkowym przypadkiem, który we wszystkim i wszystkich doszukiwał się choćby najmniejszej cząsteczki pozytywu. Nie inaczej było i tym razem – chociaż z wiadomych przyczyn mężczyzna nie mógł wiedzieć, co Vanessa zrobi z prezentem, to jeżeli w jakikolwiek sposób miał on jej ułatwić życie, to latynos już nie posiadał się z zachwytu. Nawet w przypadku używania minerałów jako zapchajdziury dla nierównych mebli. - I o to chodzi. Często zapominamy, że naszym milusińskim też się coś od życia należy… – rozejrzał się za swoimi ulubionymi żelkami, które były odlewane wyłącznie z naturalnego soku z owoców. Miał ochotę na jeżynowe, ale w słoiku były tylko cytrynowe. Jak żyć?
- Proszę się nie krępować…. – zamaszystym gestem objął swoją małą kopalnię cukru, sugerując nauczycielce, by dała się skusić na małe co nieco. W pewnym momencie, ledwo widoczna zmarszczka irytacji przemknęła mu przez czoło. Nie miał nic do wróżbiarstwa – ba, na studiach dużo czytał o osobach obdarzonych darem jasnowidzenia. Nie była to jednak dziedzina, którą uznałby za niezbędną w życiu. Więcej godzin OPCM, to by się przydało! - Niewątpliwie. – rzucił twardo, przygryzając wargę. Poza chakrami i wolą wszechświata wierzył w jedno: bojowe wyszkolenie, a nie jakieś tam fusy przepowiadające przyszłość. No i miał alergię na podważanie jego kompetencji.
Powiódł wzrokiem za jej dłonią. Pisma z ministerstwa miały to do siebie, że wszyscy robili wokół nich ogromny szum. A to przecież taki sam dokument jak każdy inny – tylko z fikuśną pieczątką.
- A zamienić w szczura? – zapytał, a diabełki w jego źrenicach fiknęły koziołka. Dobrze wiedział, że uczniom w szkole trzeba zapewnić bezpieczeństwo, a nie zamieniać w ropuchy czy karaluchy, ale z drugiej strony – prościej upilnować robaczka niż nastolatka z różdżką, prawda?
- Na OPCM grozi uczniom dosłownie wszystko to, co mogłoby ich spotkać w realnym życiu, a czego – miejmy nadzieję – doświadczą tylko w bezpiecznych murach szkoły. – zabrzmiało to trochę groźnie, ale też mocno profesjonalnie, chociaż Leonardo nie zastosował typowego „eksperckiego” tonu; no i słodziutko się uśmiechnął.
Bez pośpiechu zapoznał się z treścią dokumentu, a następnie – jeżeli było to niezbędne – złożył na nim swój podpis. Charakter pisma miał dość dbały, bardzo ozdobny z nutką pewnego „nie chce mi się”. Westchnął cicho, kręcąc głową z niezadowoleniem. - Czasy się zmieniają, a sławne nazwiska ciągle na piedestale. – tutaj posłał jej dość dwuznaczne spojrzenie. - Znamy tożsamość aurora, który się tutaj pojawi? – nie widziało mu się spotkanie z dawnymi znajomymi. Co prawda opuścił brygadę uderzeniową bez żadnych komplikacji, ale bał się po prostu, że ktoś może go przekonywać do powrotu – a na to nie miał siły. Być może już nigdy nie będzie miał.
- Sugeruje pani, że uczniowie Hogwartu serwują przeżycia bardziej traumatyczne niż śmierciożercy lub studenci? – zaśmiał się głośno i tak radośnie, że rozweseliłoby to największego ponuraka. Sam kończył tę szkołę i dobrze wiedział, że to, w co mogą wpakować się uczniowie często-gęsto bywa niemożliwie niebezpieczne. I od tego właśnie był on! Im więcej siniaków sobie nabiją, tym lepiej. Oby po prostu przy tym nie zginęli. Zbyt szybko…
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3494
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Maj 10, 2018 10:27 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Jej sowie z pewnością od życia się należało dużo dobrego. W końcu musiała wytrzymywać z nauczycielką transmutacji, zapewniać obsługę jej przesyłek i znosić jej humory. A panna Harvin skazana była na tolerowanie nastrojów swojej skrzydlatej towarzyszki, która potrafiła być równie uciążliwa i irytująca. Temu zwierzakowi z pewnością należała się jakaś rekompensata, ale bardziej w postaci apetycznych gryzoni do spałaszowania. Na kamyczki to chyba by nawet nie spojrzała unosząc się swoją ptasią dumą i olewając zupełnie ten drobny prezent. Czy tu nie ma zbieżności czasem z postawą pani profesor? Jest. I właśnie dlatego tak kiepsko się dogadywały.
- Podziękuje. - odpowiedziała odnośnie żelkowej propozycji, bo jakoś raczenie się małym "co nieco" nie było jej zwyczajem.
Och, jakie to mało kobiece nie podjadać czekolady czy innych grzesznych słodkości, ale zwyczajnie ją do tego nie ciągnęło. Czasem pozwoliła sobie na jakiś kawałek ciasta czy kremowej rurki, ale raczej okazjonalnie i bez większego entuzjazmu. Tak czy inaczej, zdążyła już dostrzec, że nowy narybek gabinet wystroił po swojemu. Nijak to nie było w jej guście, by było zbyt jasno i jakoś tak dla mniej zbyt mało złowrogo. W końcu gabinet to nie tylko miejsce wykonywania żmudnych obowiązków profesora, to również miejsce kaźni uczniów. Gdy przekraczali oni próg tego pomieszczenia musieli czuć wagę tej komnaty i być świadomi, że tutaj żarty się kończą. Nie ma nic bardziej interesującego do obserwacji jak skurczony młody czarodziej, który kurczy się w sobie chcąc zniknąć z powierzchni świata gdy wysłuchuje jakie to szlabany przyjdzie mu odbyć i dlaczego do końca roku nie zobaczy Hogsmeade na oczy.
- Jeszcze nie praktykowałam, ale nadrobię. - zapewniła odnośnie szczura.- Nie, Ministerstwo zdaje się, że nie chce się z tym tak afiszować. poza tym istnieje obawa, że uczniowie mogą się czuć niezbyt komfortowo ze świadomością, że jakiś auror będzie węszył po Hogwarcie. - nie dodała, że akurat komfort uczniów według niej jest tu najmniej ważny.- Mogą to chcieć załatwić po cichu. Poza tym dyrektor McGonagall zastanawia się nad ograniczeniem wyjść do Hogsmeade. Miejmy nadzieję, że się do tego nie przekona, chyba, że chce pan ganić dzieciaki wymykające się ze szkoły w każdej przerwie między lekcjami.
Uniosła tylko jedną brew ku górze na dźwięk jego śmiechu. Ile sherry musiała wypić McGonagall decydując się o jego przyjęciu na stanowisko?
- Sugeruje, że nauczyciele powinni odpowiadać na takie zachowania gorzej traumatycznymi przeżyciami. - i chyba w tej kwestii Van nawet była skłonna popierać Flicha przy jego ciągłym upominaniu się o przywrócenie kar cielesnych.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Maj 10, 2018 11:23 pm   
   <Multikonta: --


Sekundy mijały, a Leonardo coraz bardziej przekonywał się o tym, że ma do czynienia z osobą ze wszech miar godną uwagi. Nie puka, wchodzi jak burza, nie daje się omotać słodyczami, a pocałunek dementora wydawał się maleńką krzywdą przy spotkaniu z jej wzrokiem. Uwielbiał takie temperamentne kobiety. Może dlatego, że sam kiedyś miał takie podejście? A może coś z tego siedzi w nim do dziś dnia? Naah--
- Dopiszę zatem transmutację jako dopuszczalną w pani obecności formę kary. – i znowu trudno było określić, czy mówił poważnie, czy tylko sobie żartował. Cóż, kiedyś nie miałby najmniejszego problemu z zamurowaniem niegrzecznego ucznia żywcem, ale wtedy na całe szczęście nie uczył w tej szkole. Chaotyczną młodzieńczą energię mógł zużyć, torturując śmierciożerców.
- Czy ja wiem? Swego czasu z sentymentu brałem wizytacje w szkole jako Auror, te mury mają w sobie coś, co sprawia, że nawet w trudnym momencie można tu odnaleźć spokój… – no, już. Nie będzie jej się przecież zwierzał, ale czy nie tak było i tym razem? Wrócił do szkoły, bo czuł się w niej po prostu dobrze. Na wieść o ograniczeniu wyjść mruknął coś zupełnie niezrozumiałego pod nosem. Może jakieś przekleństwo? Na pewno nie było to nic pozytywnego, bo wtedy powiedziałby to na głos.
- Nie wypada mi iść do Pani Dyrektor i się mądrzyć, ale może byłaby pani w stanie jej zasugerować, ze im bardziej się czegoś zabrania, tym bardziej młodzi ludzie obierają to za główny cel swojej egzystencji? Chyba nie muszę tłumaczyć, jak to działa… – cóż, może i w Hogwarcie nikt nie dbał o wykłady z psychologii, ale Leo zakładał, że Vanessa zrozumie, o co mu chodzi.
- Jak będzie trzeba, to będę gonił. W końcu za to mi płacą, czyż nie? – uniósł brew i zacmokał, kiwając głową bez przekonania. - Proszę się tak na mnie nie patrzeć, bo jeszcze pomyślę, że ma pani alergię na pozytywną aurę… – no, może tak tyci-tyci się z nią teraz podrażnił. McGonagall przyjęła go dlatego, że był bezkonkurencyjny. Nikt normalny z jego doświadczeniem nie decydowałby się na pracę w szkole, prędzej zagrzewałby lukratywną posadkę w ministerstwie, odcinając kupony od wykształcenia i podkoloryzowanych historii krążących wokół jego osoby. Dlaczego zatem brunet wylądował w Hogwarcie? Bo bardzo chciał, o.
Jeżeli ciemnowłosa źle zareagowała na donośny śmiech brązowookiego, to zaraz potem dostała dokładkę, bo na słowa o dowalaniu studentom medyk zaklaskał z wyraźnym rozbawieniem.
- Do-kła-dnie. – przyznał jej rację, starannie akcentując każdą sylabę i dodając jej płynności energiczną gestykulacją. Oczywiście nie zamierzał biegać po korytarzu, czepiać się pierdół, odejmować punktów, czy przepychać się słownie z dzieciakami. Jeżeli cokolwiek miał im do przekazania, to tylko i wyłącznie podczas zajęć, najlepiej tych praktycznych. Tym sposobem zawsze unikał opinii zgryźliwego belfra. Wręcz przeciwnie – prał młodziaków na kwaśne jabłka, a oni mu jeszcze za to dziękowali. Układ idealny!
- Mam takie pytanie… dość osobistej natury… – ten wstęp miał ją ostrzec; przygotować na nadchodzącą torpedę. Właściwie, to prof. Covenbreeze chciał o to zapytać już na wejściu, ale myślał, że przezwycięży tę chęć…
- Czy Pani się kiedykolwiek uśmiecha? – wystrzelił jak z procy, obserwując jej reakcję pilniej niżby to robił, krojąc kogoś na stole.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3494
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Maj 11, 2018 6:48 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


- O ile tylko nie będę musiała później naprawiać jej skutków. - odchrząknęła sceptycznie, bo co prawda wątpiła w to by dyrektorka wzięła na nauczyciela tak ważnego przedmiotu kogoś z ulicy, ale mało było czarodziejów, którzy doceniali sztukę transmutacji i potrafili nad nią w co najmniej umiarkowany sposób zapanować, więc... nic dziwnego, że miała wątpliwości.
Naprawdę szkoda, że tak wielu uczniów zaniedbywało tę dziedzinę magii, a przecież możliwości były tutaj przeogromne. Umiejętność zadawanie cierpienia bez krwi, bez widoku narządów wewnętrznych, a z taką prostotą, którą było przemienienie ofiary w karalucha, którego można szybko zadeptać. Potęga transmutacji odbierała nawet prawo do obrony przeciwnikowi, bo taki karaluch co najwyżej mógł czmychnąć pod szafę, ale nic poza tym.
- Pewnie to zimno. - mruknęła tylko na wspomnienie o "murach" szkoły i ich ukrytej głębi, bo chociaż zdawała sobie sprawę z sentymentu jaki wielu żywiło do szkoły i sama nie czuła się tu aż tak źle jak na to wskazywałaby jej postawa, to jednak... była bardziej realistką.- Dyrektor McGonagall zrobi co uważa za stosowne, chociaż... moje zdanie na ten temat zna i nie jest ono odmienne od pańskiego. - Van zawsze starała się unikać zbyt natarczywego mieszania się do kierowania szkołą, uznawała, że zupełnie nie ma do tego głowy i nawet przy Dumbledorze po prostu średnio chętnie brała udział w jakiś naradach czy dyskusjach... bardziej do dyrekcji udawała się wtedy gdy z jakimś uczniem wynikła dość nietypowa sprawa albo było trzeba załatwić coś pilnego.
Kichnęła. Krótko. Przytknęła dłoń do ust i pokręciła głową przez chwilę nic nie mówiąc. Cofnęła się zaledwie o krok z niby przepraszającym, niby uśmiechem.
- Alergia. - wyjaśniła zwięźle, ale chyba nie trzeba bardziej wyjaśniać do czego w ten sposób nawiązała. - Gdyby zależało panu na wynagrodzeniu prędzej próbowałby pan w Ministerstwie. Tam też mają trochę braków na stołkach. - z niewiadomych przyczyn jej wzrok skierował się na kadzidła i chyba nawet sama nie zdawała sobie sprawę z tego, że zaczyna bardziej wędrować wzrokiem po gabinecie nauczyciela pomimo tego, że zupełnie go nie interesował, a nawet pierwsze wrażenie było dość negatywne.- Hm? - wróciła jednak do niego spojrzeniem na wspomnienie o osobistym pytaniu.- Jak śpię. - odpowiedziała odruchowo.- Ponoć. - dodała szybko, bo z oczywistych przyczyn nie mogła tego sprawdzić, a gdy wstawała zwykle rano jakikolwiek ewentualny uśmiech najwidoczniej szybko ustępował sceptycznemu, mechanicznemu wręcz wyrazowi twarzy pani profesor.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Sob Maj 12, 2018 10:44 am   
   <Multikonta: --


Leonardo nie miał zastrzeżeń do swoich umiejętności w zakresie transmutacji. Do specjalisty w tej dziedzinie było mu co prawda daleko, aczkolwiek nie miał też nigdy potrzeby rzucać jakoś niezwykle skomplikowanych czarów tego typu. W karalucha nigdy nikogo nie zamienił – może dlatego, że nawet w latach największej aktywności jego samcza duma kazała mu się, kolokwialnie rzecz ujmując, napierdzielać. Transmutacja była wyrafinowaną sztuką, którą doceniać nauczył się lata później. Tym bardziej podziwiał młodą panią profesor oraz jej zdyscyplinowanie.
- Mam taką zasadę, że nie rzucam zaklęć, których działania nie jestem w stanie odkręcić, więc proszę się nie martwić. – wstał i przeszedł się po gabinecie, stając ostatecznie przy oknie. Podejmowanie odpowiedzialnych czarodziejskich decyzji też przyszło z czasem, ale w końcu uczymy się na błędach, prawda? - Pamiętam też, że transmutacja była moją zmorą… – tutaj zrobił dłuższą pauzę, kręcąc głową z niedowierzaniem. Chyba nad własną młodzieńczą ignorancją. - Na szczęście później w życiu przydało mi się wszystko, czego się tutaj nauczyłem, więc to tylko potwierdza, że od uczniów należy wymagać… – ciężko powiedzieć, czy puścił jej oczko, czy to światło tak mignęło.
Kwestię McGonagall i jej zakazów pozostawił bez dalszego komentarza; ucieszył go jednak fakt, że Vanessa się z nim zgadzała. Gdyby uczył tu dłużej, to może nawet zabrałby głos w całej sprawie, aczkolwiek aktualnie byłoby to po prostu skrajnie niegrzeczne. Rzeczywistość szkolna miała niewiele wspólnego z tą poza murami zamku i w swojej argumentacji mógłby się podeprzeć ewentualnie własnymi szczeniackimi wybrykami (chociaż w jego przypadku nie było ich zbyt wiele), a to na pewno nie był dobry materiał na rozmowę z głową szkoły.
- Panno Harvin. – udał ostry ton, stojąc za biurkiem i opierając na nim dłonie. Wbił w nią swoje cynamonowo-czekoladowe tęczówki. - …czy Pani sobie ze mnie po prostu kpi? – zmarszczył czoło, nie kryjąc rozbawionego zdziwienia. Bardzo doceniał to, że kobieta zebrała się na ten dość wymowny żarcik. Zakończył lekko stłumionym śmiechem, bo już zauważył, że ten głośny ciemnowłosa trochę słabiej znosi.
- Pieniądze to nie wszystko, prawda? – i jakoś tak podejrzanie szybko zakończył. Akurat na ten (ze wszystkich możliwych tematów) nie chciał rozmawiać. Skrzyżował ręce na torsie, z zaciekawieniem obserwując jej wyjątkowo spokojną reakcję. Spodziewał się jakiegoś komentarza o tym, że chyba na za dużo sobie pozwala, a tu nic…
- Rozumiem. Organizm ciągle walczy. Tak całkiem poważnie, zdrowo jest się uśmiechać… – po jego tonie słychać było, że zakończył ten temat. W końcu nie będzie jej męczył bardziej niż to konieczne. Tym bardziej, że w przypadku spotkania dwóch tak różnych osób, to ta spokojniejsza bardziej męczyła się tą głośniejszą…
- Nie chcę zajmować pani więcej czasu niż to konieczne. Na tę chwilę wiem chyba wszystko, czego potrzebuję. Baaaaardzo dziękuję, że zdecydowała się pani poświęcić mi chwilę. – i faktycznie, wdzięczność rozlała się po pomieszczeniu, a nawet wybiła za okno. Podszedł do drzwi, aby je kobiecie przytrzymać, gdyby zbierała się do wyjścia. Nie miał przecież zamiaru jej wyrzucać.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3494
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Maj 12, 2018 9:58 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Od uczniów trzeba bardzo dużo wymagać. Bardzo. Dużo. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że nie może prowadzić lekcji niczym profesorowie na studiach i czasem domagać się cudów od swoich podopiecznych jak to bywało na wyższych poziomach edukacji, ale chyba większość nauczycieli wyznawała właśnie taką koncepcję. Rzadko kiedy trafiały się wyjątki od tej reguły, nawet jeśli każdy profesor trochę inaczej realizował ten zamysł. Cóż... nie wtrącała się do tego jak Snape trzepał młodzież po głowach, nie będzie się też czepiała innych metod. Chyba, że jakoś szczególnie będą nakierowane przeciwko Gryffindorowi.
- Nie mogłabym... to byłby zbyt duży nietakt. - wspomniała tylko odnosząc się do rzekomej kpiny, aczkolwiek... skoro to tak bawiło tego mężczyznę... niektórzy chyba rodzą się optymistami i nawet dryfując dziurawą łajbą po ocenie potrafią znaleźć w tym coś pięknego i radosnego, ale... nie Van. Ona w tym czasie próbowałaby przetransmutować jakąś rybę w korek, który zatkałby tą cholerną dziurę.
- Prawda. - skierowała się w stronę wyjścia, uznając, że swoją misję już wykonała... czy właściwie odwaliła, więc tylko jej włosy śmignęły w powietrzu i w kilku krokach znalazła się już przy drzwiach.- Na szczęście pan nadrabia tym uśmiechem za całą szkolną kadrę i Jęczącą Martę w pakiecie. Zatem przyjemnej pracy. - zerknęła jeszcze krótko na ten nowy narybek i chociaż na jej twarz tym razem zabrakło tego niby grzecznościowego uśmiechu, to jednak w niebieskich oczach Opiekunki Gryffindoru pojawiło się minimalne rozbawienie.
Co za dziwny okaz. Wyszła i po korytarzu odbijał się tylko dźwięk jej kroków. Tym razem nie zauważyła, że panna Greenweek nadal dokucza koledze.
<zt>
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Leo Covenbreeze
Prof. OPCM
Dołączył: 07 Maj 2018
Posty: 29
Wiek: 37 lat
Krew: czysta
Pupil: kot - Rose
Różdżka: łuska węża morskiego, 14 cali, jabłoń, bardzo sztywna
Ekwipunek: Różdżka, maść czarownic, chrupki dla kota
Sakiewka: 35g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 20
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 40
Z. defensywne: 60
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Nie Maj 13, 2018 12:13 am   
   <Multikonta: --


- Wzajemnie i… do zobaczenia! – skinął do niej, zamykając drzwi. Zaraz potem machnął różdżką, - Colloportus. – drzwi szczęknęły. Nie chciał ryzykować, że ktoś wpadnie do niego, kiedy będzie się przebierał, a miał jeszcze plany na resztę dnia. Gdzie indziej uda mu się znaleźć inspirację na nadchodzące zajęcia, jeżeli nie przy pianinie, śpiewając swoje ulubione kawałki przy ulubionym trunku? Tak, wiem. Alkohol be. Nie wolno pić, bo to upadla… W myślach odpowiedział na niesłyszalną wiadomość od wszechświata, a kiedy już uporządkował swoje rzeczy z papierami włącznie, po prostu odczarował drzwi, zamykając je już całkiem normalnie. Potem podreptał schodami w dół, czasami tylko posyłając zbyt głośnym uczniom czujne spojrzenie.
Po opuszczeniu terenu szkoły, teleportował się, gdy tylko miał taką możliwość.
<z/t>
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom



Vampire Diaries

SnM: Naruto PBF

www.zmiennoksztaltni.wxv.pl







Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 9