► Poszukujemy nauczycieli Zielarstwa, Numerologii, Opieki nad Magicznymi Stworzeniami oraz Historii Magii!
► Trwa lekcja OPCM w klasie na I piętrze!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Rozpoczęła się lekcja Wróżbiarstwa!
► Rozpoczęła się lekcja Starożytnych Run!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

126
125
110
103

Marzec 2000r.
Pełnia: 15-17.03 (13-15.07)
Mrozy coraz mniejsze, a warstwy śniegu coraz szybciej się topią, pozwalając wyjść na wierzch pierwszym, zielonym pędom. W dzień ok. 4'C, w nocy ok. -3'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Korytarz
Autor Wiadomość

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2422
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Lis 01, 2017 9:34 pm   

Ślizgonka zdobyła dwie mikstury jednak na dobrą sprawę nie mogła być nawet pewna tego czy są to właściwie specyfiki czy może substancje, które nie mają nic wspólnego z veritaserum. Nie sprawdziła tego w pośpiechu opuszczając klasę eliksirów, poza tym... nie miała najlepszych doświadczeń z badania przeprowadzonego na innym specyfiku. Ale czy to na pewno był dobry wybór? Po tym jak dziewczyna zaczęła pukać po fragmentach muru, na jednej ze skał zaczeła się ukazywać dość mglista podobizna Rudolfa Lestrange. Nie był to zbyt wyraźny wizerunek, zdawał się falować na cegle.
- Masz to? - zainteresował się od razu.- Podaj przez ścian, szybko. - pośpieszył panienkę Campanella, zerkając jeszcze bacznie to w jedną stronę to w drugą, jakby w obawie, że znajdzie się jakiś przypadkowy świadek tej umowy, a na takim zbiegu wydarzeń śmierciożercy na pewno nie zależało.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Darcy Campanella
Uczeń | V rok
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 62
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz Zeus
Różdżka: jesion, łuska smoka, średnio elastyczna, 9 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Lis 03, 2017 9:40 pm   

W końcu coś się zaczęło dziać. Część szkolnego muru zaczęła jakby zmieniać swoją strukturę i ukazała się na niej morda tego śmierciożercy. Dobrze, że w pobliżu nikogo nie było, bo dziewczyna od razu zostałaby zdemaskowana i posądzona o współpracę ze śmierciożercami. Ale na dobrą sprawę, zawsze mogła powiedzieć, że została zastraszona i po części była to przecież prawda, bo jakby na to nie patrzeć Lestrange groził, że zostanie uwięziona z nim w tej dziwnej przestrzeni, którą stworzył pewnie za pomocą czarnej magii.
Śmierciożerca chciał od razu dostać fiolki z miksturą, lecz ślizgonka nie zamierzała być taka bierna. Wcześniej podciągnęła rękawy bluzki, żeby bardziej pokazać temu uciekinierowi z Azkabanu z jakimi trudami musiała się mierzyć przy zdobywaniu tych specyfików.
- Najpierw.. powiedz mi jak się tego pozbyć. To nie było takie łatwe jak ci się wydaje. - chwilowo miała wrażenie, że jej położenie nie jest aż tak ryzykowne jak wczesniej, bo znajdowała się po tej bezpiecznej stronie muru, więc mogła postawić jakieś swoje żądania.
Tym bardziej, że musi teraz pozbyć się tych śladów. Po prostu musi w jakiś sposób, bo w końcu ktoś ją zdemaskuje, a jakby na to patrzeć to mogło też grozić zdemaskowaniu Rudolfa Lesrtange, więc mógłby on w przywróceniu panny Campanella do poprzedniego stanu czystości mieć też swój interes.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2422
Poziom życia: 100%
Wysłany: Nie Lis 05, 2017 9:34 pm   

Co za ulga... wyglądało na to, że korytarz jest pusty, nie słychać było żadnych kroków dochodzących z jednej czy drugiej strony, żaden uczeń czy nauczyciel jeszcze nie wyłonił się zza zakrętu. Ślizgonka miała zatem chwilę by ponegocjować ze śmierciożercą. Twarz sługi Czarnego Pana wykrzywiła się w grymasie. Chyba nie był zadowolony z takich pertraktacji, od razu liczył na "zamówiony" towar.
- Śluz ślimaka... - niechętnie zerknął na ręce dziewczyny pokryte plamami na skutek efektu ubocznego aromatu wydobywającego się z jednej z mikstur, jaką panienka Campanella chwilę temu testowała.- I wątroba kozy... przeczytasz o tym w podręcznikach, nie zawracaj mi głowy i daj mi veritaserum. Teraz. - ostatnie słowo warknął, wściekle zagryzając wargi.
Nie mieli dużo czasu. Zza jednego z zakrętów korytarza wyłoniła się dwójka puchonów. Uczniowie mogli należeć do trzeciego bądź czwartego roku, nie byli dużo młodsi od ślizgonki. Dziewczyna i chłopak trzymali w dłoniach podręczniki i żywo dyskutowali o czymś między sobą, chwilowo nie zwracając uwagi na to, że na korytarzu jest jeszcze jakaś osoba oprócz nich.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Darcy Campanella
Uczeń | V rok
Dołączył: 04 Maj 2016
Posty: 62
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz Zeus
Różdżka: jesion, łuska smoka, średnio elastyczna, 9 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Wto Lis 07, 2017 9:31 pm   

To nie brzmiało zbyt pewnie. Mógł ją oszukać, okłamać, powiedzieć byle co, żeby tylko się odczepiła. W tej sytuacji trudno zaufać śmierciożercy. Panienka Campanella była uczona, żeby ufać przede wszystkim swoim, ale Rudolf Lestrange znajdował się w bardzo trudnym położeniu. Musiał polegać na pomocy ze strony uczennicy i chciał zdobyć ten eliksir za wszelką cenę. Mógł więc chcieć jak najszybciej uzyskać ten specyfik nie dbając o to czy ślizgonka po zastosowaniu jego wywaru pozbędzie się tych plam na rękach czy nie. Na dobra sprawę to nie był już jego interes, to był jej problem.
Usłyszała, że ktoś się zbliża. Jacyś uczniowie. Nie wiedziała kto, nie obracała sie w ich stronę, ale do jej uszu dotarły kroki i jakieś niewyraźne strzępki rozmów. A to oznaczało, że jej czas bardzo się kurczył. Zaraz może zostać nakryta na współpracy ze śmierciożercą. Zmarszczyła brwi, chwilę jej oczy biegały od lewa do prawa aż w końcu zacisnęła wargi i wepchnęła dwie mikstury zapewne w galaraowatą powierzchnię tej ściany.
- Mam nadzieję, że zadziała. - odezwała się półgłosem, ale nie oszukując się nie mogła nic zrobić, a wkopując jego naraziłaby też siebie.
Dopiero teraz obejrzała się na uczniów. Podciągnęła sobie bardziej rękawy na dłonie, niemal po same czubki palców i od razu skierowała się przez korytarz. Nie obchodził ją już ten śmierciożerca, a ona swoje zadanie wykonała. Dla poprawy humoru obrzuciła młodszych uczniów pogardliwym spojrzeniem i zeszła na dół schodami.
<zt>
 
     

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pią Gru 01, 2017 9:40 pm   

Czekała na niego. Wiedziała, że to musi się wydarzyć. Tam, gdzie się umawiali. Astoria była przygotowana, co nie oznaczała, że czuła się pewnie. Właściwie pierwszy raz była w takiej sytuacji, więc nie do końca była przekonana o tym, że powinna się w to pakować. Oczywiście, zdawała sobie sprawę, że teraz jest już za późno na rezygnację i że musi w to zabrnąć dalej. Nie było odwroru, nie mogła się wycofać tak zwyczajnie ze współpracy tego rodzaju. Weszla w kontakty z poszukiwanym śmierciożercą, co już było ryzykownym posunięciem i mogła grozić wydaleniem jej z Hogwartu, nawet przed samymi egzaminami. Przecież panna Greengrass w tym roku zdawała OWUTEMy jakie kończyły jej karierę w szkole. A potem studia albo własna działalność. Ryzykowała więc bardzo wiele i miała świadomość tego jak trudny jest ten wybór, ale duma nie pozwoliłaby jej zrezygnować. Poza tym, co miałaby powiedzieć Alanowi? Powodzenie tej misji w dużej mierze zależało od tego czy uda im się porozumieć i wspólnie osiągnąć ustalony cel. Nie mogła się wycofać i co prawda nie przejmowała się jego losami, bo był dla niej niemal obcy, lecz nie zrobi tego.
Zawędrowała tutaj, na umówione miejsce. Dłonie trzymała w kieszeni, blisko różdżki. Na wypadek gdyby ktoś się zjawił, pytając ją co ona tutaj robi, miała już przygotowaną odpowiedź. Ale przecież nie można wszystkiego zaplanować, jest tyle niezapowiedzianych zdarzeń, które może ich czekać podczas tego wydarzenia. Nie mogła się przygotować nawet na połowę z nich, niczego nie mogła być pewna. Teraz to już tylko pozostawało jej liczyć na własne umiejętności i skuteczność współpracy z Alanem.
 
     

Alan Brackman
Uczeń | VII rok
Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 114
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz o imieniu Hades
Różdżka: czarny bez, włos chimery, 9,5 cala, elastyczna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Gru 03, 2017 9:29 pm   

Dla pana Brackmana to był normalny dzień, nawet pomimo faktu, że nie codziennie zdarza mu się podejmować próby włamania do gabinetu dyrektorki. A jednak podszedł do tego na swój sposób, na chłodno, nie widząc powodu, żeby się ekscytować tym zadaniem. Nie targały nim żadne niepokoje, nie rozmyślał na ten temat, a jeśli już to tylko w kategorii planu do zrealizowania. Zastanawiało go co prawda jak sobie poradzi Astoria, bo dla niej prawdopodobnie było to pierwsze tego typu zlecenie, ale zakładał, że się nie wycofa i podejmie się tego wyzwania. Pozostawała jeszcze kwestia współpracy między nimi obojga, lecz to akurat powinno dotrzeć się w trakcie wykonywania misji.
Ślizgon znalazł się więc na schodach, w wyznaczonym miejscu, które uzgodnił z Astorią nie tak dawno, omawiając wstępne założenia w komórce na miotły. Teraz przyszedł czas realizacji. Alan nie musiał się nawet starać by nie wzbudzać podejrzeń, wszystko wychodziło naturalnie i gdy znalazł się na miejscu, jego wzrok napotkał osobę panny Greengrass.
- Idziemy. - to było stwierdzenie, nie pytał o kwestia przygotowania, nie zamierzał dociekać czy dziewczyna ma jakieś wątpliwości, to zadanie trzeba po prostu zrealizować.
I z tym przekonaniem, Brackman skierował się przez korytarz. Wiedział gdzie znajduje się posąg, któremu należy podać hasło, wiedział też, że na tym korytarzu uczniowie widywani są niezwykle rzadko, a to oznaczało, ze musieli mieć konkretny powód, żeby tu się zjawić. McGonagall nie wzywała do siebie tak po prostu, a ich obecność mogła być tym bardziej trudna do wytłumaczenia, że dyrektorki obecnie w gabinecie nie było.
 
     

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Wto Gru 05, 2017 9:27 pm   

Zjawił się i jej towarzysz zbrodni. Alan podchodził do tej misji zupełnie inaczej niż ona. Chociaż była starsza, to chłopak przejął inicjatywę i wyznaczył drogę, po której mieli podążać. Nie była o to zazdrosna, nie czuła się z tym źle. Jeśli wcześniej miał już do czynienia ze śmierciożercami, to lepiej jeśli to on poprowadzi tą akcję. Zdawała sobie sprawę, że odgrywała tutaj drugie skrzypce, ale bez względu na wszystko aby zrealizować cel ich podróży będą musieli współpracować.
Ślizgonka obejrzała się za siebie, chwilę lustrując wzrokiem korytarz, który z każdym krokiem zostawiali za sobą, oddalając się od schodów prowadzących na niższe piętro.
- Nikt za tobą nie szedł? - zapytała na wszelki wypadek.
Chociaż jej głos mógł sprawiać wrażenie spokojnego jak zwykle, to w środku dziewczyna odczuwała lekki niepokój i napływającą adrenalinę, związaną ze zrobieniem czegoś niewybaczalnego i zakazanego, z czego zapewne musieliby się później długo tłumaczyć. Jej ruchy pozostawały zrównoważone jak zwykle, żadnych nerwowych gestów, nawet nie spojrzała w stronę Brackmana doskonale zdając sobie sprawę, że idzie równo z nią. Krok za krokiem. Może i mogli jeszcze zawrócić, fizycznie oczywiście, ale podjęli się współpracy ze śmierciożercą i z tego z całą pewnością nie można było się tak po prost wycofać. To nie taka łatwa rzecz. Teraz stali przed trudnym zadaniem... mogli je albo zrealizować albo zaprzepaścić swoje życie na zawsze.
 
     

Alan Brackman
Uczeń | VII rok
Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 114
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz o imieniu Hades
Różdżka: czarny bez, włos chimery, 9,5 cala, elastyczna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Gru 07, 2017 9:27 pm   

Nie dostrzegał w zachowaniu Astorii niczego niepokojącego, ale szczerze mówiąc nie przykładał teraz do dziewczyny zbyt dużej uwagi. Wydawał się zaabsorbowany celem, jaki przed nimi się znajdował. Być może ślizgonka doskonale ukrywała swoje zmartwienie, być może powinien to wychwycić, ale nie chciał teraz poświęcać się rzeczom absolutnie drugoplanowym. Były kwestie istotniejsze, sprawy, którym należało natychmiast się poświęcić. Właściwie dla niego nie było większej różnicy czy podjąłby się tego zadania z uczennicą starszą czy młodszą od siebie. Wiedział, że Astoria będzie kończyć ten rok szkolny, była od niego starsza, ale czy mu to przeszkadzało? Nie. Tak samo jak mu to prawdopodobnie nie pomagało. Dziewczyna miała bowiem tylko niewiele większy od niego zasób wiedzy przekazywanej w szkole i wątpił, żeby dorównywała mu jeśli chodzi o wiedzę poza szkolną, którą pozyskał dzięki własnym, ambitnym planom oraz dzięki współpracy z jedną ze śmierciożerczyń. Niestety, ten kontakt urwał się dla niego już dawno, czego braki Alan wciąż odczuwał. Starał się jednak nadrabiać je własną, sumienną pracą.
- Nikt nie miał takiego powodu. - odpowiedział jej, nie spoglądając w jej kierunku.
Dotarli do posągu, który uchodził za wejście do gabinetu dyrektora. Cała jedna wieża w szkole miała być poświęcona osobie zarządzającej Hogwartem.
Zatrzymał się, pora sprawdzić czy hasło, które znali było poprawne.
- Czerwony muchomor. - padło z jego ust.
Pora zacząć działanie.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2422
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Gru 09, 2017 9:32 pm   

Dwójka ślizgonów miała szczęście. Korytarz był opuszczony. Część uczniów prawdopodobnie spędzała czas na lekcjach, część w dormitoriach, więc teren był czysty. Nie oznaczało to, że można szybko stracić uwagę, bo nigdy nie wiadomo kto ich może zaskoczyć. Gdy oboje stanęli przed znanym posągiem gryfa i pan Brackman wypowiedział hasło, blokada dostępu do gabinetu dyrektora Hogwartu została zwolniona i po chwili otworzyła się przed nimi wnęka w miejsce tego monumentu. Wejście do dyrektorskiej wieży działało trochę jak mugolska winda i gdy oboje zajęli miejsce w tej wnęce, posąg obracając się zaczął wznosić ich ku górze. Tym oto sposobem kamienny gryf powrócił na swoją lokalizację, zaś ślizgoni trafili do wąskiego przedsionka prowadzącego zapewne do gabinetu dyrektorki tej szkoły. Ze środka nie dobiegały ich żadne głosy, panowała cisza. Zaledwie kilka kroków dzieliło ich od pożądanego celu tej wyprawy.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pon Gru 11, 2017 9:29 pm   

Wydawało się nawet, że nie bardzo mają o czym rozmawiać. Na dobrą sprawę nie znali się, nie wiadomo o co zapytać, a przecież takie proste kwestie jak "co u Ciebie", "Bardzo męczą na Transmutacji" sprawiały wrażenie banalnych zapychaczy. Nie, nijak nie pasowało to do ich relacji i zapewne nawet do ich osobowości. Panna Greengrass należała raczej do cichych osób, aczkolwiek jeśli ktoś nadepnął jej na odcisk, potrafiła nagle stać się wystarczająco głośna. A może Alan był po prostu tak skupiony na ich celu? Trudno przewidywać, nie wiedziała o nim zbyt wiele, a ta okazja do bliższego poznania się była mało wygodna. Połączyło ich coś innego niż chęć zapoznania się.
Przez chwilę naprawdę nie była pewna czy to hasło jest odpowiednie do gabinetu dyrektora, ale na szczęście okazało się, że tak. Uruchomili tajne przejście w posągu i Astoria w milczeniu zajęła właściwe jej miejsce. Nie zadawała już zbędnych pytań, nie było po co. Na wszelki wypadek jeszcze rzuciła okiem na korytarz. Nikogo. Gdyby zostali teraz przyłapani, mogłoby to przekreślić ich plan i przenieść go w czasie nie wiadomo na jak długo. A nie mogli czekać. Lestrange mógł się zacząć upominać o wykonanie przez nich zadanie.
Przejście zaprowadziło ich do góry, do przedsionka prowadzącego do gabinetu dyrektora. Według informacji miał być pusty, lecz ślizgonka i tak zawczasu sięgnęła po różdżkę. Lepiej być przygotowanym na wszelką okoliczność, nie wiadomo co mogło się wydarzyć, wchodzili na obcy i nieznany teren.
 
     

Alan Brackman
Uczeń | VII rok
Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 114
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz o imieniu Hades
Różdżka: czarny bez, włos chimery, 9,5 cala, elastyczna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Gru 13, 2017 9:28 pm   

Dla dziewczyny musiało być to coś więcej niż tylko wycieczka do gabinetu dyrektora. W życiu ucznia Hogwartu nie zawsze przez siedem lat nauki komuś udawało się tu dostać. Były to raczej nieliczne przypadki gdy dyrekcja miała osobistą sprawę do ucznia, bo przecież za wszelkie inne wypadki i zdarzenia odpowiadali przed swoimi Opiekunami Domów. Dlatego było to zapewne miejsce obce dla nich obojga. Coś, gdzie nie zdarzyło im się wcześniej zajrzeć w jakiejkolwiek sprawie. A zatem nie wiedzieli czego się spodziewać. Dla Alana jak i Astorii, McGonagall była trzecim dyrektorem Hogwartu, a jednak rezultat był ten sam. Nie wiadomo... do kogo trafią, co spotkają, czy coś ich zadziwi.
Brackman również wszedł do tej prowizorycznej windy, która przemieściła ich pod gabinet dyrektorki. Nie odzywali się do siebie, nie było powodu. Rzeczywiście, McGonagall miało nie być i mogli liczyć tylko na to, że w tej kwestii informacje okażą się pewne. Inaczej będzie krucho. Prognozy jednak zapowiadały się pozytywnie dla nich. Z gabinetu nie dobiegał ich żaden dźwięk, żaden hałas, żaden głos. Alan jednak podobnie jak swoje ślizgońska towarzyszka tej misji, również sięgnął po swój drewniany kijek. Podążając kilka kroków na przód, dalej bez słowa, wysunął się na prowadzenie, przed pannę Greengrass i wszedł do gabinetu. Różdżkę trzymał pewnie w dłoni, a jego ruchy nadal pozostawały spokojne i dokładnie wyważone. Wiedział w jakim celu tu przybyli, nie mogli tego zaprzepaścić przęz niezachowanie należytej staranności.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2422
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Gru 15, 2017 9:29 pm   

Uczniowie po przejściu krótkiego przedsionka trafili do gabinetu dyrektor McGonagall. Wygląd tego pomieszczenia na pewno znacznie się różnił od tego gdy rządził nim Dumbledore, można się też domyślać, że był też na pewno inny niż za czasów urzędowania Snape'a. Obecnie gabinet przypominał małą bibliotekę. Do ścian przylegały regały wypełnione po brzegi różnymi książkami, zaś na wolnych kawałkach tradycyjnie wisiały portrety poprzednich dyrektorów. Ich sylwetki obecnie drzemały, nie zwracając uwagi na niespodziewanych gości. W pokoju panował elegancki porządek, wszystko było poukładane tak jakby znajdowało się w miejscach, w których dokładnie powinno się znaleźć. Na pierwszy rzut oka nie widać było jednak nigdzie celu wyprawy dwójki ślizgonów czyli Tiary Przydziału, po którą tutaj przybyli. Z tyłu gabinetu znajdowało się spore biurko, zastawione różną dokumentacją, obok w nosidełku zwoje map, a dalej przejście do zapewne prywatnej części wieży dyrektorskiej. Z boku zaś gabinetu, między jednym regałem a drugim umiejscowiono myślodsiewnię, nad którą unosiły się niewielkie, błękitne obłoczki.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Berenice Lemaire
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 21 Sty 2018
Posty: 25
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Egida
Różdżka: Oliwka, pióro memortka, 10.75 cala, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka, mix różnych książek
Sakiewka: 15g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 2
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 22
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Śro Mar 14, 2018 2:22 am   
   <Multikonta: Ana Fawley


Po drodze z biblioteki, Berenice zahaczyła jeszcze o swoje dormitorium w wieży Ravenclaw. Przebrała się w ciepłe wygodne ubrania, na które narzuciła przepisową szatę i zostawiła torbę z książkami w pokoju. Miała przy sobie jedynie różdżkę, pieniądze, rękawiczki z emblematem i determinację. Ciężko było powiedzieć, czy dziewczyną kierowało poczucie moralnego obowiązku, czy próżna ciekawość. Faktem jest jednak, że naszemu Sherlockowi przydałby się Watson, bo samotne poszukiwanie tajnych kanałów komunikacyjnych było bardzo głupie jak na podopieczną Domu Orła. Panna Lemaire nie miała jednak za grosz instynktu samozachowawczego.
Postanowiła zacząć poszukiwania od siódmego piętra z dwóch powodów. Pierwszym była informacja, że podziemia i parter już sprawdzono, czyli Ministerstwo oraz nauczyciele zaczęli badania od dołu. Jeśli zamierzali je kontynuować, najbardziej efektywnym dla Krukonki będzie rozpoczęcie z drugiej strony. Nie oszukujmy się, drugim powodem było lenistwo - na siódme piętro miała o wiele bardziej po drodze z Pokoju Wspólnego niż na pierwsze.
W drodze z czytelni dokonała szybkiej dedukcji. Od razu wykluczyła wieże, które wydawały się zbyt problematyczne jako potencjalne miejsce tajnego przejścia - zwłaszcza że do użytku pozostawały tylko Atsronomiczna i Zachodnia, w których cały czas kręcili się uczniowie i nauczyciele, będący w trakcie lekcji lub wysyłania sów. To zawężało wybór do jedynie siedmiu pięter o niezliczonych pomieszczeniach i terenów przyzamkowych. Cudownie. Berenice odrzuciła jednak większość zwykłych klas, które byłyby problematyczne jako opcja: trudno byłoby nawiązać przez nie kontakt, jak również się ukryć w przypadku wtargnięcia osób trzecich. Nie. Jeśli ktoś stworzył w szkole tajne przejście, to było to albo bardzo dobrze ukryte pomieszczenie dla wtajemniczonych a.k.a. Pokój Życzeń na przykład, albo przestrzeń dostępna ogółowi i nierzucająca się w oczy. Panna Lemaire wiedziała o istnieniu Pokoju Życzeń z opowieści i starego wydania niepopularnej książki "Mity i prawdy Hogwartu", w których podobnie jak Komnata Tajemnic zaliczany był do mitów, ale nie miała pojęcia, gdzie go szukać. Postawiła więc na drugą opcję. Skoro połączenie miało zostać utworzone w trakcie wizyty czarodziejów z innych szkół, jak twierdziła notka z Ministerstwa, to były to masy, które nie znały zamku zbyt dobrze. Podążając za logiką, postanowiła sprawdzić korytarze, które może nie były rozwiązaniem samym w sobie, ale istniało prawdopodobieństwo, że wejście do odpowiedniego miejsca będzie prowadziło przez korytarz.
Upewniwszy się, że nikogo nie ma akurat w pobliżu, wyciągnęła różdżkę i skierowała ją w stronę ceglanych murów.
- Videre Visum - mruknęła, koncentrując się.
Starała się utrzymać zaklęcie, kierując patyk w coraz to inne zakamarki korytarza, wzrokiem szukając też innych anomalii, które niekoniecznie ujawniłoby zaklęcie.
_________________
"La vérité vaut bien
qu’on passe quelques années
sans la trouver."
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2422
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Mar 14, 2018 6:41 pm   

Siódme piętro wyjątkowo wyglądało na opustoszałe. Nie widać było żadnych uczniów w pośpiechu goniących na lekcję, żadnych nauczycieli wykrzykujących za tymi uczniami minusowe punkty, a przelatująca para duchów, która gawędziła o tym jak to jedna ze zjaw poczuła się urażona ignorancją Krwawego Brona, zniknęła na najbliższym zakręcie dosłownie zapadając się w podłogę. Nawet nie uraczyli panny Berenice jednym spojrzeniem. Miała więc ona dość swobodne pole manewru, nie musząc się, przynajmniej tymczasowo, martwić o jakieś wścibskie zerknięcia w jej stronę. Użyte przez nią zaklęcie wywołało bowiem ten efekt, że naprzeciw gobelinu z Barnabaszem Bzikiem i trollami, pojawiła się na ścianie jaśniejąca poświata. Było to o tyle charakterystyczne, że ta poświata objęła swym blaskiem jedynie fragment szkolnego muru. Trudno jednak dokładnie stwierdzić jaka domniemana magia się tu kryła, bo zaklęcie w żaden sposób tego nie wyjaśniało.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Berenice Lemaire
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 21 Sty 2018
Posty: 25
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Egida
Różdżka: Oliwka, pióro memortka, 10.75 cala, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka, mix różnych książek
Sakiewka: 15g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 2
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 22
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Mar 15, 2018 11:38 pm   
   <Multikonta: Ana Fawley


W myśl powiedzenia, że głupi ma zawsze szczęście, Berenice chyba udało się trafić za pierwszym razem. Dziewczynę bardzo zdziwiła poświata, która nagle pojawiła się naprzeciw gobelinu. Rozejrzała się po oknach, upewniając się, że to nie prześwitujące przez nie słońce rzuca promienie na ścianę. Wydawało się jednak, że nie o to chodziło. Przez chwilę spoglądała nieufnie na tę nagłą anomalię, zastanawiając się nad następnym ruchem. Myślała nad rzuceniem zaklęcia, na przykład Aquamenti, w celu sprawdzenia, czy wyczarowana substancja przeniknie przez cegły. Mogła też rzucić Accio - być może przywołałaby coś z drugiej strony i miała wskazówkę, z czym łączy Hogwart ten kanał komunikacyjny. Obawiała się jednak, że jeśli faktycznie jest to przejście i ktoś jest po drugiej stronie, to takie działanie od razu go zaalarmuje.
Postanowiła więc wypróbować metodę niemagiczną. W jednej ręce mocno ścisnęła różdżkę, trzymając ją blisko boku, a drugą dłoń zaczęła przesuwać po ścianie, powoli zwiększając nacisk. Z bijącym sercem czekała na opór ze strony muru lub wciągnięcie do króliczej dziury, chociaż miała nadzieję jedynie na mały sygnał, który potwierdziłby jej przypuszczenia, nic ekstremalnego. A może jednak?
Nacisnęła na ścianę dłonią w rękawiczce z wyhaftowanym emblematem - orłem unoszącym się nad wodą na tle nocnego nieba. Był to herb Nightwaterów, czystokrwistej rodziny jej matki.
_________________
"La vérité vaut bien
qu’on passe quelques années
sans la trouver."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom



Vampire Diaries

SnM: Naruto PBF

www.zmiennoksztaltni.wxv.pl







over-undertale



Eclipse









Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 9