► Poszukujemy nauczycieli Zielarstwa, Numerologii, Opieki nad Magicznymi Stworzeniami oraz Historii Magii!
► Trwa lekcja OPCM w klasie na I piętrze!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
► Rozpoczęła się lekcja Wróżbiarstwa!
► Rozpoczęła się lekcja Starożytnych Run!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

126
125
110
103

Marzec 2000r.
Pełnia: 15-17.03 (13-15.07)
Mrozy coraz mniejsze, a warstwy śniegu coraz szybciej się topią, pozwalając wyjść na wierzch pierwszym, zielonym pędom. W dzień ok. 4'C, w nocy ok. -3'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój Spotkań
Autor Wiadomość

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2422
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lut 17, 2018 9:32 pm   

Chociaż krukon użył dość prostego zaklęcia, mogło się ono okazać ciężkie w skutkach jeśli jego przeciwniczka nie zdołałaby w porę go odbić. Chyba, że ktoś lubi łaskotki, jednak ten ktoś musiałby chyba mieć masochistyczne zapędy. Na szczęście prawidłowo rzucony czar odbijający tym razem podziałał bez skutków ubocznych i zaklęcie pana Meyera odbiło w prawo nie czyniąc większych szkód ani otoczeniu ani jego partnerce w ćwiczeniach, która gładko poradziła sobie z obrona.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Jeremy Meyer
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Maj 2016
Posty: 61
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa Sherlock
Różdżka: jarzębina, pióro znikacza, elastyczna, 11 cali
Sakiewka: 200g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Nie Lut 18, 2018 9:34 pm   

I kolejne zaklęcie krukona zostało odbite. Nie było źle, dziewczyna sobie naprawdę dobrze radziła w czarach defensywnych, przyjdzie mu kiedyś jeszcze poćwiczyć ofensywę. Trzeba się przyłożyć do obrony przed czarną magia chociażby. Poza tym, Jeremy był lekko przeziębiony i może i nie kichał, ale... jeszcze parę dni przyda mu się takiego odpoczynku, a potem... przerwa świąteczna się kończy, wróci większość uczniów i znowu trzeba będzie wejść w normalny, szkolny tok zajęć.
- Dobrze nam poszło nawet. - podsumował, bo parę zaklęć w sumie wystarczy, jakby to przedłużyli, narażaliby się bardziej na to, że przyłapie ich jakiś nauczyciel.
Niby pewnie część profesorów tez udała się do swoich rodzin, ale chyba większość zostawała i krukon naprawdę wolałby nie sprawdzać kto jednak zdecydował się spędzać Boże Narodzenie w Hogwarcie.
Razem z Berenice zaczął więc porządkować meble i za kilkoma ruchami różdżki wszystko wróciło na swoje miejsce. Chyba. A przynajmniej tak mu się wydawało na pierwszy rzut oka.
- Wracam do dormitorium... muszę szybko pozbyć się tego przeziębienia, bo im dłużej to trwa, tym coraz bardziej denerwuje. - odchrząknął i wziął w dłoń książkę, z którą tu przyszedł.- Kiedyś może pożyczę jedną z tych mugolskich książek od ciebie. Może jakoś się przełamie. Na razie. - pożegnał się, a potem skierował do wyjścia.
I dopiero za zakrętem, po opuszczeniu pokoju spotkań zdarzyło mu się kichnąć. Tak, chorowanie było naprawdę irytujące. Żeby tylko to szybko mu minęło.
<zt>
 
     

Berenice Lemaire
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 21 Sty 2018
Posty: 25
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Egida
Różdżka: Oliwka, pióro memortka, 10.75 cala, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka, mix różnych książek
Sakiewka: 15g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 2
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 22
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Mar 02, 2018 12:00 pm   
   <Multikonta: Ana Fawley


Całkiem zadowolona z treningu i efektów swoich zaklęć, Berenice po uporządkowaniu mebli schowała różdżkę do torby z książkami. Przytaknęła komentarzowi chłopaka, a kiedy powiedział, że wraca do dormitorium, odparła:
- Jasne. Zdrowiej! I oczywiście daj znać, jak będziesz chciał książki, dormitorium pierwsze.
Naturalnie, Krukonka miała w pokoju małą wielką biblioteczkę, co nie było niczym dziwnym dla mieszkańców Domu Orła. Ich zbiory mogłyby prawdopodobnie konkurować z oficjalną biblioteką Hogwartu. Osoby mieszkające wspólnie często łączyły swoje półki, więc odwiedzając różnych znajomych mogło się trafić na segregację alfabetyczną, kolorystyczną, tematyczną albo podłogową. Berenice, mimo że uwielbiała pożyczać książki, trzymała swoje regały dla siebie, w dziwnym wyrazie potrzeby czytelniczej prywatności.
Kiedy Jeremy opuścił pomieszczenie, dziewczyna jeszcze ostatni raz rzuciła okiem na Pokój Spotkań i upewniwszy się, że wszystko jest na swoim miejscu, również wyszła. Miała nadzieję, że chłopak szybko wyzdrowieje. Sama była zaskoczona faktem, że przyszło jej czuć sympatię do kogoś tak łatwo, ale bezpretensjonalność, chęć pomocy i uprzejmość Krukona na pewno nieraz szybko zjednywały mu ludzi.
Teraz jednak szesnastolatka poszła wprost do Sowiarni, aby wysłać rodzicom list, że jednak przyjedzie do domu na święta. Pojechała więc pociągiem do Paryża, gdzie spędziła kilka dni w szalonej atmosferze mieszkania państwa Lemaire. Wróciła do Hogwartu z nową parą rękawiczek, pędzlami do chińskiej kaligrafii, których pewnie zapomni używać i energią na nowy rok, choć bez noworocznych postanowień.
<zt>
_________________
"La vérité vaut bien
qu’on passe quelques années
sans la trouver."
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 50
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Nie Maj 06, 2018 11:58 pm   
   <Multikonta: --


Trochę czasu zajęło mu odtajenie po spacerze nad jeziorem. Czując się jak chodzący sopel lodu, dał radę wdrapać się na wieżę, w której mieścił się pokój wspólny Ravenclawu. Wciąż niezbyt ogarniając co się wokół niego dzieje, zmienił przemoczone skarpetki i buty, natomiast płaszcz rozwiesił starannie na krześle, żeby miał szansę wyschnąć przed jutrzejszymi lekcjami.
Początkowo planował spędzić resztę popołudnia właśnie tu, w wieży Ravenclawu - miał ochotę usiąść wygodnie na jednej z niebieskich kanap i poczytać w spokoju.
Szybko jednak zrezygnował. Pokój wspólny był wręcz okupowany przez pozostałych Krukonów - Nathan miał dziwne wrażenie, że nagle cały dom postanowił spędzić popołudnie właśnie tutaj. I mimo tego, że większość zgromadzonych w wieży uczniów zdawała się pogrążona w nauce, to jednak w pomieszczeniu panował nieprzyjemny gwar, który zdecydowanie utrudniał Nate'owi skupienie się na lekturze.

Po jakimś czasie chłopak wreszcie zrezygnował. Zgarnął książkę i opuściwszy wieżę, ruszył na poszukiwanie odrobiny ciszy.

Pierwotny plan zakładał udanie się do biblioteki - o ciszę nie było tam przecież trudno. Po drodze jednak Nate natknął się na ten oto salonik - przytulny pokój dostępny dla wszystkich uczniów, niezależnie od klasy, czy też domu do którego należeli. Miejsce to, zwykle dość gwarne, dzisiaj ziało pustką... Czyżby wszyscy uczniowie wpadli na tak genialny pomysł jak on sam i postanowili wybrać się na spacer?
Nate nie zastanawiał się jednak nad tym zbyt długo. Wzruszył lekko ramionami i po chwili rozglądania się po pomieszczeniu wybrał jedną z kanap wyglądającą na najwygodniejszą. Wyciągnął z kieszeni dżinsów nieco już pomięty egzemplarz "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", rozwalił się na wybranej uprzednio kanapie i zatopił się w lekturze. Co jakiś czas tylko sięgał po zatknięty za uchem ołówek i zaznaczał co ciekawsze fragmenty książki.
_________________


stay curious.
 
     

Freyja Flosadottir
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Kwi 2018
Posty: 19
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: czarna kotka imieniem Lulu
Różdżka: jesion, 14 cala, włókno z wątroby chimery, sztywna
Ekwipunek: drobniaki, różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 5
Wysłany: Pon Maj 07, 2018 1:34 am   
   <Multikonta: -


Mróz, który od dłuższego czasu dawał się we znaki mieszkańcom Wielkiej Brytanii, nie był czymś, co przeszkadzało dziewczynie. Była zahartowana, przetrwała już niższe temperatury - angielska zima nie robiła na niej większego wrażenia. Co więcej - lubiła tak rześką atmosferę, zdecydowanie bardziej niż ciężkie, upalne powietrze.
Dzień spędziła spokojnie, możnaby rzec, że leniwie. Podczas gdy większość Ślizgonów zaszyła się w pokoju głównym, unikając mrozu i zimna, ona szybko ogarnęła się i wyszła na zewnątrz. Nie miała ochoty na przebywanie w gwarnym tłumie.
Korzystając z rześkiego powietrza, zrobiła dosyć długi spacer po okolicy zamku. Zima miała dobry wpływ ma nią - działała kojąco. W tej atmosferze było coś uspokajającego, co pozwalało zapomnieć jej o zmartwieniach czy stresie.
Kiedy już była wystarczająco zrelaksowana (znaczy się tak bardzo zmarznięta, że nie mogła ruszyć palcami) postanowiła wrócić do zamku i ogrzać się choć trochę. Pierwszą myślą był powrót do dormitorium - jednak gdy ujrzała charakterystyczną rudą czuprynę, zmierzająca w stronę komnat, nie potrafiła oprzeć się chęci podreptania za nim.
Niemal na paluszkach ruszyła za chłopakiem, nie chcąc zostać dostrzeżona- to popsułaby niespodziankę. Gdy ten zlokalizował kanapę i rozsiadł się wygodnie, pochłonięty lekturą, Freyja zakradła się po cichu od tylu. Będąc wystarczająco blisko, lodowatymi dłońmi zlapala go za policzki - doskonale wiedziała, że wywoła mini szok termiczny.
- Takiego piecyka było mi trzeba!- oznajmiła, chichocząc. Jej dłonie momentalnie ogrzały się, dlatego puściła go i zamaszyście wskoczyła na wolne miekscs obok.
- Co czytasz? I co to za brzydkie mazanie po książkach? Wszystko powiem pani bibliotekarce.- pogroziła mu palcem, starając się zapanować nad rozbawionym tonem głosu - starała się zrobić wszystko, by brzmieć poważnie.
_________________
Srututut i tak tego nie zobaczysz
Srututut i tak tego nie zobaczysz
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 50
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pon Maj 07, 2018 1:56 am   
   <Multikonta: --


Oczywiście nie zauważył Freyji odpowiednio wcześniej. Był święcie przekonany, że w tej części zamku jest zupełnie sam. Piętro wyżej minął dwójkę śpieszących gdzieś Gryfonów z siódmej klasy. I tyle.
Nie spodziewał się więc usłyszeć jakiegokolwiek glosu należącego do innego człowieka, a już tym bardziej poczuć czyiś przemarzniętych rąk na swojej twarzy.
- Co do jasnej... - Zaczął, gwałtownie podnosząc się z kanapy do pozycji siedzącej. Książka wypadła mu z rąk i z głuchym dźwiękiem wylądowała na podłodze.
Odwrócił się gwałtownie z wyrazem najszczerszego zdumienia wypisanym na twarzy. Kiedy jednak dostrzegł do kogo należą zmarznięte dłonie, zamrugał szybko.
- Freyja - Uśmiechnął się z ulgą. - Dostanę kiedyś przez ciebie zawału, wiesz? Byłem przekonany, że to któryś z duchów postanowił zabawić się moim kosztem.
Wyciągnął rękę po leżącą na podłodze książkę.
- No i? To własność prywatna, mogę z nią zrobić co mi się żywnie podoba - rzucił, chociaż dobrze wiedział (i Freyja zapewne też), że pisanie po książkach było najgorszą rzeczą jaką zdarzało mu się robić słowu pisanemu. A i tak robił to tylko ołówkiem i tylko we własnych książkach.
Szybko znalazł miejsce, w którym skończył czytać i wsunął między strony kawałek tekturki służący mu za zakładkę, po czym odłożył książkę na kanapę obok siebie. Ołówek wciąż tkwił mu za uchem.
- Nie uwierzysz - zaczął, uśmiechając się z wyraźnym przejęciem. - Shanti Suman i Louis Poole. Chyba mają się ku sobie.
Był wyraźnie dumny ze swojego "odkrycia".
 
     

Freyja Flosadottir
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Kwi 2018
Posty: 19
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: czarna kotka imieniem Lulu
Różdżka: jesion, 14 cala, włókno z wątroby chimery, sztywna
Ekwipunek: drobniaki, różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 5
Wysłany: Pon Maj 07, 2018 2:05 pm   
   <Multikonta: -


Ciepło panujące w pokoju przyjemnie rozluźniało jej ciało. Dotknęła zielonego szalika - był jeszcze wilgotny. Szybko poluzowała go, a szatę wiechnią zdjęła i rzuciła na stojący naprzeciwko fotel.
- Nie zawału, a szoku termicznego. Zawał w twoim wieku jest zdecydowanie niemożliwy. Chyba, że o czymś nie wiem i ta ruda czupryna jest tylko przykrywką, co, emerycie?- rzuciła, szczerząc się do niego szeroko. Z tak wielu ludzi których tu znała, Nate był jednym z nielicznych, przy których mogła czuć się w pełni swobodnie. Przy dużej części znajomych, Freyja sprawiała wrażenie cichej i zdystansowanej.
Rozłożyła się wygodnie, rozciągając niczym kot. Kątem oka zerknęła na bazgroły i zakreślone wybrane fragmenty. Coś w tym było, że dzieciaki z mugolskich rodzin zdecydowanie więcej czasu poświęcały na naukę i poznawanie świata magicznego, chociażby poprzez książki. Na swój sposób to rozumiała - dla niej coś, co było normalne od samego początku, dla niewtajemniczonego było czymś szokujàcym i niesamowitym. W jej przypadku to nie działało w odwrotny sposób - totalnie nie miała ochoty poznawać mugolskiego świata. Był zbyt inny, niestabilny... niebezpieczny.
- O, patrz, to jeszcze jest istotne!- odezwała się głosem, jakby odkryła. coś niezmiernie Ciekawego. Złapała za ołówek sterczący zza ucha Nathana, i szybko, na samym rogu książki nabazgrała męskie przyrodzenie. No brawo Freyja, to był żart na poziomie I-II rocznika. Nieważne - wciąż bawi! Szybko wsadziła ołówek spowrotem za ucho przyjaciela.
Oho, plotki, ploteczki! To było coś, co chyba każdy lubił - szczególnie, gdy dotyczyły ludzi znajomych, z którymi kontakt był czymś więcej od przywitania się na korytarzu. Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie, gdy tylko chłopak podzielił się swym odkryciem.
- Ta Shanti? Z TYM Louisem? Skąd wiesz? Jak to się stało? - dopytywała, będąc wyraźnie zaciekawiona tym tematem. Shanti była jej przyjaciółka, więc każdy podbój miłosny Puchonki był dla Freyji czymś niezwykle interesującym. Szczególnie, że jej życie uczuciowe nie bylo aż nazbyt rozwinięte. Ba, praktycznie nie istniało - pierwszoroczniaki wzdychające do każdej uczennicy ze starszej klasy się nie liczą.
- Może to ona gwizdęła tiarę? No wiesz, żeby mogli być razem, na wieki wieków Amen? To byłoby zagranie godne Shanti,.- wzruszyła lekko ramionami.
_________________
Srututut i tak tego nie zobaczysz
Srututut i tak tego nie zobaczysz
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 50
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pon Maj 07, 2018 2:39 pm   
   <Multikonta: --


- Od kiedy stałaś się specjalistką w dziedzinie chorób wieku podeszłego, co? - Odpowiedział pytaniem na pytanie. Nie przestawał się uśmiechać dając dziewczynie do zrozumienia, że to wszystko żarty.
Relacja pomiędzy nim a Freyją była, hm, dość specyficzna, przynajmniej z jego punktu widzenia. Znali się tak naprawdę już piąty rok - w pierwszej klasie siedzieli razem w ławce na eliksirach. Oczywiście nie było to świadomym wyborem żadnego z nich, przecież który jedenastolatek usiądzie w jednej ławce z dziewczyną? Stało się to za sprawą profesora Snape'a, ówczesnego nauczyciela tego przedmiotu, który widząc jak Nathan i Louis rozprawiają o czymś półszeptem podczas gdy mieli być zajęci pracą nad eliksirem zapomnienia postanowił ich rozsadzić. Tak więc Nate wylądował na pustym miejscu obok Freyji. I tak zaczęła się ta znajomość.
Trzeba przyznać, że w zeszłym roku Reeve liczył na coś więcej. Już nawet miał zaproponować, że mogą wyskoczyć razem do Hogsmeade w innym charakterze niż przyjaciele, jednak wtedy, podczas jednej z rozmów usłyszał, że jest dla niej jak brat. No i podryw stulecia spalił na panewce. I chociaż miało to miejsce zaledwie kilka miesięcy temu, to Nate bardzo starał się, żeby Freyja o niczym się nie dowiedziała obawiając się, że może to zniszczyć ich przyjaźń.
Nie wyrwał dziewczynie ołówka z rąk. Zwyczajnie nie zdążył. Zanim się zorientował co się tak właściwie dzieje, jedną ze stron książki zdobił rysunek wykony przez Freyję.
- Nie powinnaś być teraz na Historii Magii z pierwszakami? To chyba twój poziom - rzucił, kręcąc głową z uśmiechem. Czasem wątpił w to, że siedząca obok niego dziewczyna jest jego rówieśniczką.
Przekręcił ołówek i szybko zmazał wątpliwej jakości "dzieło" Freyji. No cóż, ślad i tak zostanie. Dobrze, że to jego własna książka, nie egzemplarz wypożyczony z biblioteki.
- No więc słuchaj - zaczął, odkładając książkę na obok. Tym razem zadbał, żeby nie leżała ona w zasięgu rąk dziewczyny. - Wyszedłem na spacer. Nad jeziorem spotkałem Louisa. Samego. Zaraz później pojawiła się Shanti. Przypadek? - Zrobił krótką pauzę, spoglądając na Freyję porozumiewawczo. Oczywiście dla niego nie był to przypadek. - Chwilę później Shanti zaczęła marudzić, że jest jej zimno a Louis od razu zaczął oferować jej swoją kurtkę. Przypomnę, że za zewnątrz jest dobre minus kilka stopni i co chwilę pada śnieg.
Uśmiech wcale nie znikał mu z twarzy. Wręcz przeciwnie, z każdym słowem chłopaka stawał się coraz szerszy.
- A teraz najlepsze. Przytulił ją - zakończył wypowiedź z triumfem w głosie, po czym wygodnie rozsiadł się na kanapie. - Kto by pomyślał, nie?
_________________


stay curious.
 
     

Freyja Flosadottir
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Kwi 2018
Posty: 19
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: czarna kotka imieniem Lulu
Różdżka: jesion, 14 cala, włókno z wątroby chimery, sztywna
Ekwipunek: drobniaki, różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 5
Wysłany: Pon Maj 07, 2018 4:42 pm   
   <Multikonta: -


Nie zdawała sobie sprawy z tego, jakim uczuciem w przeszłości darzył ją chłopak. Był dla niej jak przyjaciel, jeden z nielicznych których miała i nigdy nie wpadłaby na pomysł, że jest dla niego kimś więcej. Być może i nie moznabyło odnosić jej inteligencji i błyskotliwości, ale w kwestiach uczuć była emocjonalnym trollem. Domyśliłby się że coś jest na rzeczy, dopiero gdyby napisano jej to drukowanymi literami, najlepiej dużą i wyraźną czcionką.
Nawet jeżeli wiedziałaby o uczuciu chłopaka i w jakiś sposób odwzajemniałaby je, ich romantyczna relacja nie miała prawa bytu. Jej rodzina nigdy przenigdy nie wyraziłaby zgody na związek z mugolakiem, choć samej Freyji czystość krwii Nate’a nie robiła większej różnicy. Flosadottir wciąż mieli poglądy rodem ze średniowiecza i choć otwarcie nie sprzeciwiali się brudnokrwistym czarodziejom, nie byli zwolennikami mieszania krwii, a juz tym bardziej na swoim podwórku.
- Mam dwa latka, dwa i pół.- oznajmiła, z podziwem przyglądając się swoim bazgrołom. Książka i jej artystyczne zdobienia szybko poszły w niepamięć, gdy na stół wjechały ploteczki o Shanti i Lousie.
- Sugerujesz, że Shanti go śledziła? Ona jest szalona i specyficzna, ale bez przesady...- zachichotała, jednak szybko zamknęła usta, pozwalając mu dokończyć.
- No wiesz, na zewnątrz jest dobre kilka stopni na minusie. Nie, żebym była rasistką, ale w krajach pochodzenia Shanti jest dosyć ciepło, mam racje? Może nie jest przyzwyczajona do normalnych, ludzkich temperatur.- wzruszyła lekko ramionami. Faceci zawsze wszystko muszą nadinterpretować! Chociaz z drugiej strony...
- W sumie, jeżeli faktycznie było jej zimno, normalny człowiek poszedłby do zamku, a nie domagał się ciuchów od kolegi. Dobrze, że nie powiedziała, że jej spodnie przemokły.- zachichotała pod nosem.
_________________
Srututut i tak tego nie zobaczysz
Srututut i tak tego nie zobaczysz
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 50
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Pon Maj 07, 2018 5:19 pm   
   <Multikonta: --


Doskonale wiedział jakie poglądy na ich znajomość ma rodzina Freyji chociaż sam kompletnie tego nie rozumiał. Było dla niego nie do pojęcia jak można oceniać kogoś przez pryzmat tego, jakim się urodził. I nie dotyczyło to tylko kwestii czystości krwii w świecie czarodziejskim, podobne poglądy miał na zwyczajne szufladkowanie innych na podstawie tego jaki mają kolor skóry czy jak się ubierają. Może za dużo sam oberwał za rzeczy od niego niezależne, żeby być w stanie traktować innych w tej sposób... Jeszcze w dzieciństwie zdarzało mu się słyszeć głupie docinki na temat swojego wyglądu, potem, już w Hogwarcie, uwagi na temat swojego pochodzenia...
O tym ostatnim zresztą on i Freyja boleśnie przekonali się w ostatnie wakacje. Mieli plan odwiedzić się nawzajem w wakacje. I chociaż rodzice Nate'a nie mieli nic przeciwko ani odwiedzinom jego przyjaciółki u nich w domu, ani jego podróży na Islandię, to problem była rodzina Freyji, która nie chciała pozwolić na to, żeby dziewczyna spędziła wakacje z dzieciakiem, którego rodzina nie mogła pochwalić się pochodzeniem od jakiegoś średniowiecznego mistrza magii.
Nie myślał jednak na ten temat zbyt dużo. Freyja nie dzieliła poglądów swoich rodziców i to było dla niego najważniejsze.
- Nigdy nie powiedziałem, że ona go śledziła. Zresztą to Louis wydawał się bardziej zadowolony z tego spotkania. Wiesz, rzucił się na pomoc z tą kurtką i tak dalej. Raczej wydaje mi się, że byli tam umówieni. W końcu w teorii powinni móc liczyć na odrobinę prywatności - na dworze zimno, więc i wszyscy raczej siedzą w zamku. Tylko czemu się tak z tym kryją...
Na uwagę o przemokniętych spodniach parsknął śmiechem. O tak, ciekawe czy w tej sytuacji Louis zaproponowałby jej swoje czarne, mundurkowe spodnie... Trochę głupio by wyglądał z gołymi łydkami zapadającymi się w śniegu.
- Mam tylko nadzieję, że nie popsułem im randki - mruknął w końcu. - Bo wiesz, najpierw ja się tam przypałętałem, potem zaczęli pojawiać się inni... Liczę też na to, że Atreus zrozumiał moją aluzję i da tej dwójce odrobinę prywatności.
No tak, bo to rzucone ukradkiem spojrzenie i głupawy uśmiech z pewnością można było nazwać "aluzją".
- Właśnie. Oby tylko nie rzucili się sobie do gardeł - dodał cicho, mając na myśli Atreusa i Louisa.
_________________


stay curious.
 
     

Freyja Flosadottir
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Kwi 2018
Posty: 19
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: czarna kotka imieniem Lulu
Różdżka: jesion, 14 cala, włókno z wątroby chimery, sztywna
Ekwipunek: drobniaki, różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 5
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 9:51 am   
   <Multikonta: -


Na samym początku miała poglądy bardzo podobne do reszty rodziny. Nie ma co się temu dziwić - jeżeli wychowana była w takim otoczeniu, nie miała szans na wykształcenie własnego myślenia na te tematy. Jej pogląd zaczął ulegać stopniowej zmianie, gdy tylko wyfrunęła z gniazda i rozpoczęła edukację w Hogwarcie. I choć zdecydowanie daleko jej do miłości w stosunku do mugolaków, w tej chwili jest do nich nastawiona całkowicie neutralnie.
Jedynym szczęściem w nieszczęściu było to, że jej rodzina nie popierała otwarcie Czarnego Pana. Nikt nie głosił haseł nienawiści, nikt nie był śmierciożercą (chyba że jakaś piąta woda po kisielu, która nie miała co zrobić ze swoim życiem).
Świat mugolski zaczęła poznawać dopiero dzięki Nathanowi. Choć na początku była bardzo sceptycznie do niego nastawiona i nieufnie podchodziła do mugolskich wynalazków, chłopak pokazał jej rzeczy, które faktycznie ją zaintrygowały. Chociażby ten obiekt na którym coś pykał... gameboy? Tak to się nazywało? Oczywiście nie zamierzała przyznać się, że te całe poketroty wyglądają spoko.
- ... a spotkali tam was. Boże, najgorsza randka na świecie.- parsknęła, gdy ten odezwał się o odrobinie prywatności. W sumie gdyby Louis miał jaja, zaprosiłby Shanti na jakąś gorącą czekoladę w Hogsmeade. To była idealna pora na tego typu randki. Poziom romantyzmu Freyji był na poniżej jakiejkolwiek średniej - ale gorącą czekoladą z bitą śmietaną i cynamonem nikt by nie pogardził.
- Może Atreus też liczył na coś więcej z panną Suman? Lub co gorsza, Louisem?- roześmiała się, gdy ten wspomniał o rzucaniu się sobie do gardeł.
- Shanti jest pewnie w siódmym niebie, że się o nią tak tłuką. W sumie moglibyśmy pójść i popatrzeć, pojedynki są zawsze interesujące. Kogo obstawiasz?- wyszczerzyła się.
_________________
Srututut i tak tego nie zobaczysz
Srututut i tak tego nie zobaczysz
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 50
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 12:59 pm   
   <Multikonta: --


- To znaczy, to nie było tak, że oni się obściskiwali pod drzewem a my postanowiliśmy wpaść z wizytą - wyjaśnił, wzruszając ramionami. - Jak już mówiłem, Louis stał sobie sam nad jeziorem, podszedłem do niego, zaczęliśmy gadać i chwilę później pojawiła się Shanti.
Dla niego ta "randka" też była dość słabą opcją. No bo pomyślmy... Na dworze pizga, śnieg po kolana, a ci postanawiają zorganizować schadzkę na błoniach. Co prawda zamarznięte jezioro mogło stanowić dość romantyczną scenerię ale chyba nie w momencie, kiedy jedyne o myślisz, to twoje odmarzające palce u stóp.
Chociaż w sumie gdzie mieli się spotkać w zamku pełnym uczniów? W bibliotece? Może w którejś z nieużywanych klas? Miejsc odpowiednich na randkę można było na terenie szkoły ze świecą szukać.
- Trzeba będzie im dać trochę prywatności przy okazji następnego wypadu do Hogsmeade - mruknął z uśmiechem. Sama myśl o Louisie i Shanti, siedzacych "u pani Puddifoot" i trzymających się za ręce wprawiała go w dziwnie głupkowaty nastrój.
- Wiesz, jeśli Atreus liczył na to samo, to musimy założyć, że Shanti ma jeszcze jednego adoratora. A raczej adoratorkę - zmarszczył brwi. - Kojarzysz Danielle Wells? Tę Gryfonkę z szóstej klasy? Też pojawiła się nad jeziorem. I to w dodatku wyrzucając Shanti, że czemu ta ją olała bo przecież były umówione.
Albo to wszystko to był jeden, wielki zbieg okoliczności, albo w Hogwarcie właśnie trwała drama stulecia.
- I nie zakładałbym, że Atreus liczył na spotkanie z Louisem - parsknął. - Przecież wiesz, że oni się nie znoszą. Chyba, że to tylko taka fasada i niedługo spotkamy ich na korytarzu trzymających się za ręce.
No dobra, to akurat bardzo mocno nie trzymało się kupy. Wyglądało na to, że ta dwójka powoli wchodzi w etap "teorii spiskowych tak głupich, że muszą być prawdziwe".
- Jej aż tak bardzo zależy na byciu w centrum uwagi? - Spytał Freyję z ciekawością. Wiedział, że dziewczyny są dość blisko ale on sam nie znał Shanti aż tak dobrze. Pomagał jej w nauce ale byli dla siebie co najwyżej kolegami z roku.
- I lepiej, żeby nic głupiego nie przyszło im do głowy... Zarobiliby dożywotni szlaban u Harvin... - Mruknął.
_________________


stay curious.
 
     

Freyja Flosadottir
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Kwi 2018
Posty: 19
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: czarna kotka imieniem Lulu
Różdżka: jesion, 14 cala, włókno z wątroby chimery, sztywna
Ekwipunek: drobniaki, różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 5
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 6:07 pm   
   <Multikonta: -


- A może... Shanti chodziło o Ciebie?- szturchnęła do lekko w bok, mrugając porozumiewawczo. Nate miał specyficzną osobowość, ale nie można było odmówić mu całkiem spoko wyglądu. Rozrysujmy to: Shanti leci na Nate'a, Louis leci na Shanti. Do tego jeszcze trzeba wcisnąć Atreusa, który leci na... Shanti i Louisa? Albo samą Shanti? Boże, co tu się dzieje.
Zaśmiała się szybko, by chłopak nie wziął jej słów na poważnie.
- Randka u pani Puddifoot? To ja już chyba wolę zamarznięte jezioro i pizgający mróz.- wzruszyła lekko ramionami. - A właśnie, wiadomo coś kiedy ma być kolejny wypad? Skończyły mi się te fajne, miętowe pióra.- dodała, z wyraźnym rozczarowaniem w głosie. Tak jak każdy nastoletni uczeń Hogwartu uwielbiała weekendy, podczas których ogłaszano wyjazd do miasteczka obok. Już sama możliwość zmiany środowiska na chwilę była niezwykle kusząca, a w dodatku jeżeli była to czarodziejska wioska pełna intrygujących sklepików i lokali - odwiedzanych w grupie przyjaciół. Każdy pojedynczy wypad do Hogsmeade wiązał się z niezapomnianym wspomnieniem.
- Co za drama.- burknęła, gdy ten wspomniał o Danielle. - Myślisz, że jeżeli zrobię tak...-przycisnęła palce do kącików oczu i rozciągnęła je, robiąc tym samym nędzną parodię azjatyckiej urody.-Też będę miała takie branie?
Wyciągnęła nogi, rozprostowując ręce - ziewnęła cicho, nieszczególnie próbując to ukryć. Dzień powoli chylił się ku końcowi, zmęczenie było naturalnym zjawiskiem.
- Większość dziewczyn lubi być w centrum uwagi.- odparła, pouczającym tonem głosu. Ah ten Nathan, tak mało wie o nastolatkach! - Jak na chwilę przestaniesz non stop grać w te swoje poketroty, może dowiesz się nieco więcej o kobietach.- westchnęła teatralnie, jakby wiedza o dziewczynach była czymś, to Nathan już dawno powinien posiąść.
Gdyby Gryfoni zarobili minusowe punkty za pojedynek nad jeziorem, Slytherin wyszedłby na prowadzenie - w końcu! W dodatku jeżeli się pospieszą, będą mieli całkiem niezły widok na dwójkę pojedynkujących się uczniów. Dwie pieczenie na jednym ogniu?
- Ja myślę, że Harvin tylko zgrywa taką ostrą. Zobaczysz, szybko zmiękłaby, chłopaki mają gadane.- odpowiedziała na wspomnienie o pani nauczyciel.
 
     

Nathan Reeve
Uczeń | V rok
Dołączył: 30 Kwi 2018
Posty: 50
Wiek: 15 lat
Krew: mugolska
Różdżka: pióro feniksa, 12 cali, dąb, giętka
Ekwipunek: różdżka, drobniaki w kieszeni, kieszonkowe wydanie "Gatunków smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii", ołówek (często zatknięty za ucho), czekoladowa żaba (od Lidki <3)
Sakiewka: 10g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 13
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 2
Wysłany: Wto Maj 08, 2018 9:57 pm   
   <Multikonta: --


Spojrzał krzywo na Freyję.
- Nawdychałaś się czegoś u Fawley, nie? - Mruknął z przekąsem. No bo co? Miał powiedzieć "Ale wiesz, chętniej umówiłbym się z tobą. To jak? Spacer?". No chyba nie...
- Śmiejesz się ale widziałem jak to wyglądało w zeszłym roku w Walentynki. Wszędzie serduszka, różowe kwiaty, chichoczące amorki...Niedobrze robiło się od samego patrzenia. A co najlepsze, lokal pękał w szwach - nie żeby on sam był wtedy u pani Puddifoot. Był za to w Hogsmeade i, jak na dobrych kolegów przystało, razem z grupką rówieśników postanowili sprawdzić jak idzie randka ich koledze z roku... zaglądając przez szybę. I chociaż randka poszła całkiem w porządku, to parka rozeszła się jakoś na początku marca. No cóż, związki czternastolatków.
- Sam się nad tym zastanawiam. Pytałem kilka osób, nikt nic nie słyszał na ten temat - westchnął. - Nawet nie wiesz jak wielką mam ochotę wyrwać się z zamku, chociaż na te kilka godzin...
Mimo tego, że uwielbiał Hogwart, to jednak momentami czuł się w zamku jak w klatce. Bo przecież uczniowie nie mogli nagle, bez zapowiedzi, opuścić zamku na weekend czy chociażby na popołudnie. Hogsmeade pozwalało na kilka godzin zmienić otoczenie, poprzebywać wśród ludzi, którzy nie byli uczniami czy też pracownikami szkoły.
- Nie ma żadnej możliwości zamówienia ich... No wiesz, wysyłkowo czy jakoś tak? - Musiał przyznać, że nie miał pojęcia jak działa taki biznes w świecie czarodziejów. Jeszcze kilka lat temu, w czasach "przed Hogwartem" jak je czasem nazywał, regularnie zamawiał pizzę przez telefon. Tutaj jednak to raczej nie wchodziło w grę.
- Nie wiem ale na pewno wyglądasz teraz niezbyt poważnie - mruknął, nie przestając się uśmiechać. - Błagam, nie próbuj w ten sposób zwracać na siebie uwagi. Prędzej osiągniesz zupełnie odwrotny efekt - droczył się z nią, to jasne. Jednak nie mógł odpuścić sobie tej przyjemności.
- Hm, możesz mieć rację - stwierdził po chwili, w odpowiedzi na uwagę Frejyi o nauczycielce transmutacji - Zwłaszcza, że ona ponoć mocno faworyzuje Gryfonów. Więc co najwyżej Shanti może oberwać jakimś szlabanem czy minusowymi punktami za przebywanie w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Hm, a myślisz, że wtedy Louis solidarnie postanowi również wziąć winę na siebie? Wtedy oboje wylądowaliby na szlabanie u Harvin. To prawie jak randka!
Schadzka nad jeziorem, Walentynki u pani Puddifoot, szlaban u Harvin... Ta rozmowa zmierzała w niepokojącym kierunku.
_________________


stay curious.
 
     

Freyja Flosadottir
Uczeń | V rok
Dołączyła: 30 Kwi 2018
Posty: 19
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: czarna kotka imieniem Lulu
Różdżka: jesion, 14 cala, włókno z wątroby chimery, sztywna
Ekwipunek: drobniaki, różdżka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 5
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 5
Wysłany: Śro Maj 09, 2018 12:19 am   
   <Multikonta: -


Pociągnęła nosem i kiwnęła się w jedną i drugą stronę, udając omamioną jakimiś dziwnymi oparami.
- Faktycznie, chyba coś mnie wzięło. Zapomniałam, że przecież jesteś rudy.- uniosła zaczepnie brew. Znała Nathana już na tyle długo, że wiedziała na jakie żarty może sobie w stosunku do niego pozwolić. Ogólnie śmieszki z urody innych ludzi totalnie nie były w jej stylu, to jednak w przypadku chłopaka nie potrafiła się powstrzymać. Były to raczej przyjazne zaczepki, niż faktyczna złośliwość - i doskonale wiedziała, że Reeve odbierze je w taki sposób.
Podczas walentynkowego wypadu do Hogsmeade trzeba unikać kluczowych miejsc, które przeciętna para uznałaby za fajne miejsce na spędzenie tam razem czasu. Freyja już w czwartej klasie zorientowała się, które lokale są okrzyknięte "idealnymi na walentynki" - tego roku przez przypadkiem pojawiła się w jakiejś bardzo romantycznej knajpce, gdzie osoby bez pary uznawane były za "szukające drugiej połówki". Kelnerka szybko dobrała jej jakiegoś Puchona za towarzysza. Inicjatywa fajna - szkoda tylko, że jej nowo poznany kolega miał aparycję trolla, a jego zasób słów ograniczał się do "no, yhy, hehe". Zwiała stamtąd, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja - niestety, całe zajście nie umknęło uwadze przyjaciół, którzy mieli olbrzymi ubaw.
Wzruszyła ramionami. Prawdę mówiąc, nieszczególnie interesowała się tymi rzeczami.
- Nie są mi aż tak bardzo potrzebne. Najwyżej nie będę robić notatek, i tak wszystko mi potem dasz.- odparła spokojnie. Co jak co, ale notatki Krukona zawsze były na wagę złota.
- Pomogę Ci w zamian w eliksirach! Aktualnie pracuję and jednym wynalazkiem, które może odmienić twoje życie raz na zawsze...- przyciszyła głos, chcąc brzmieć tajemniczo.-... zmieni kolor twoich włosów.- Zaśmiała się. Drugi przytyk na temat rudości w ciągu zaledwie 10 minut - odhaczony!
Oczywiście, nie była w centrum uwagi i to całkowicie, w stu procentach jej pasowało.
- To brzmi bardziej jak trójkącik. Fuj! Nathan, nie podejrzewałam Cię o takie obleśne pomysły!- gdy ten wspomniał o spotkaniu dwójki uczniów w gabinecie profesor Harvin, Freyja skrzywiła się i bardzo ostentacyjnie odsunęła od niego, odwracając jak najdalej głowę.
Ta rozmowa zdecydowanie obrała złe tory. Gdyby ktoś z boku posłuchał ich nadzwyczaj dziwnej wymiany zdań, popukałby się w głowę albo zawiadomił Skrzydło Szpitalne, że Flosadottir i Reeve coś wciągnęli, lub nawdychali się jakiś dziwnych oparów. Dobrze, że byli jedynymi uczniami, którzy w tej chwili okupowali Pokój Spotkań - nie musieli przejmować się tym, jak zareagują na ich rozmowę ludzie postronni.
_________________
Srututut i tak tego nie zobaczysz
Srututut i tak tego nie zobaczysz
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom



Vampire Diaries

SnM: Naruto PBF

www.zmiennoksztaltni.wxv.pl







over-undertale



Eclipse









Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 9