► Poszukujemy nauczycieli Astronomii, Starożytnych Run, Numerologii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani również śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► W klasie na III piętrze trwa lekcja Zaklęć!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Ukazał się nowy Prorok Codzienny!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Ulica
Autor Wiadomość

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Sob Lut 10, 2018 9:30 pm   
   <Multikonta: --


Elizabeth zerknęła katem oka na nieznajomego. Jakiś wynalazca? A może jednak bardziej interesowało go zastosowanie magicznych artefaktów od nudnej pracy w banku? Nie zdziwiłaby się. Jednak przedstawił dość ciekawe zastosowanie przedmiotu o jak mogłoby się wydawać dość prostym i pozornie średnio przydatnym zastosowaniu. Oczywiście, inna sprawa czy to by się w ogóle sprawdziło, bo nie wszystkie artefakty dały się dowolnie rozkładać i składać, niektóre już po utracie jednego ze swoich elementów stawały się bezużyteczne. Trzeba jednak przyznać, że mężczyzna miał całkiem interesującą koncepcje, chociaż Norrington nadal nie widziała celu do jakiego mogłoby się jej to przydać. Nie była rupieciarnią, samo jej mieszkanie było niewielki i skromne, więc jeśli miała coś zdobyć to musiało być to wyłącznie rzeczy, które okażą się użyteczne.
- Dobry pomysł, wart spróbowania. - skwitowała jednak tylko jakby z pewna obojętnością w głosie, bo pokazanie zainteresowania było chyba tu całkiem zbyteczne.- Wystarczy wspomnieć takie... uszy dalekiego zasięgu. Niezłe, a takie proste. Albo... peruwiański proszek natychmiastowej ciemności. - wymieniła od niechcenia, by jednak zaraz potem zmarszczyć brwi.
Faktycznie, zawiłości rodzinne ją nie interesowały, jednak może z racji jej bliskich relacji z babcia, podchwyciła ten temat, by jednak ostatecznie zrezygnować z jego kontynuacji. Co ją obchodzi jego prywatne życie.
- Jeśli znajdzie pan coś takiego... równie interesującego albo bardziej, może się pan do mnie zgłosić. - podjęła jeszcze na temat owego aktu wdzięczności mężczyzny.
 
     
Malcolm de Mortain
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lut 12, 2018 10:34 pm   

Ach, takie coś... – mruknął i znów moment szedł w ciszy. Nie zaskoczyło go, że kobieta nie kontynuowała tematu rodziny, ale wolał zapamiętać, że zwróciła uwagę na tę nieszczęsną babcię.
Zgłosić? Dobrze, tylko nie chciałbym przeszkadzać ci w pracy albo ścigać jak dziś. Mogę jakoś łatwiej cię znaleźć? – Dłonią wskazał, żeby przeszli na drugą stronę ulicy, gdzie już teraz dało się dostrzec małą herbaciarnię, której nieproporcjonalnie duży szyld przedstawiał filiżankę, z której unosiła się autentyczna para.
O, mam sporo niewidzialnego sznurka. Podobno w jednym sklepie w Stanach używali go, aby bez wysiłku i trwale sprawić, aby buty na ich wystawie niby lewitowały. – Otworzył drzwi i wpuścił kobietę przodem. Od razu owionęło ich ciepło i orzeźwiający zapach ziół i cytryny. Wnętrze herbaciarni było prawie całe w drewnie: drewniane stoliki i krzesła, podłoga i ściany, a nawet lada sprzedawcy. Wyróżniającym się elementem było całe mnóstwo szklanych słoików starannie podpisanych nazwami herbat i ziół, które zajmowały trzy z dwóch ścian. – Babci tak się to spodobało, że musiała dostać taki sznurek. Nie wiem, czy to jest to, czego szukasz... Podasz mi swój płaszcz? – Zapytał grzecznie, zanim sam zaczął się rozbierać. Wolał się upewnić, czy młoda kobieta życzy sobie takiego traktowania, bo, cóż, w dzisiejszych czasach emancypacji nic nie wiadomo. Pozwolił Elizabeth wybrać stolik i zająć miejsce. – Powiedz mi... właściwie do czego potrzebowałabyś takiego przedmiotu?
 
     

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Wto Lut 13, 2018 9:41 pm   
   <Multikonta: --


- Wystarczy wysłać sowę na adres Elizabeth Norrington, ulica Great Queen 12 i pół w Londynie. Nie zapraszam raczej do siebie gości, bo chyba nie czuliby się komfortowo w małej kawalerce. - na dobrą sprawę nie obawiała się podać swojego adresu, bo... nie miała nic wyjątkowego w swoim mieszkaniu.
Kawalerka urządzona była skromnie, pensja w Gringoccie nie była za wysoka, więc wystarczyło na to co trzeba, ale próżno u niej szukać czarnomagicznych ksiąg czy jakichś mrocznych artefaktów.
Po pierwsze jeśli bywała w posiadaniu takich rzeczy to tylko przelotnie, a po drugie jeśli cokolwiek wcześniej takiego posiadała już dawno zdążyła się tego pozbyć, bo wiedziała, ze po upadku Czarnego Pana mogą rozpocząć się różnego rodzaju przeszukiwania. Jej mieszkanie przypominało więc najzwyczajniejsze cztery ściany, brakowało jeszcze tylko kilku kotów, żeby uznać ją za jakąś świrniętą czarownicę,
- Sznurek? To brzmi ciekawie. - uniosła lekko brwi, chociaż trudno w niej szukać entuzjazmu gdy wchodzili do herbaciarni, prawdę mówiąc chciała mieć już spotkanie za sobą.- Babcia lubiła kolekcjonować interesujące rzeczy. - zasugerowała, przelotnie zerkając na mężczyznę.
Pozwoliła sobie ściągnąć płaszcz i usiadła przy stoliku. W tym lokalu bywała dość rzadko, ale tylko pobieżnie zwróciła uwagę na wystrój. W zasadzie był jej poniekąd obojętny, nie potrafiła korzystać właściwie z atmosfery takich miejsc.
- Może nie wyglądam... ale lubię płatać innym figle. - na jej wargach pojawił się trudno do oceniania uśmiech, którego jak dotąd próżno było szukać na jej twarzy.- Nawet gobliny się czasem nabierają.
 
     
Malcolm de Mortain
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Lut 14, 2018 1:11 pm   

Nie, nie, oczywiście, nie zamierzam się do pani wpraszać – zastrzegł poważnie. – Postaram się zapamiętać i posłać sowę, jeśli znalazłbym coś ciekawego. – Jasne. Jak do tej pory ciężko było mu uwierzyć, że Elizabeth za nim poszła, tak w tej chwili, słysząc o 'płataniu figli' Malcolm przeżył kryzys. Jego oczy wyraziły zaskoczenie, bo naprawdę się tego nie spodziewał, ale musiał mocno ugryźć się w język, żeby równie szczerze, a w dodatku ze swoją dobitnością nie zdradzić nieznajomej, że jej nie wierzy. Spokojnie, spokojnie...
To znaczy... Gobliny? Na przykład na co się nabrały? – Chwila zaskoczenia minęła i teraz mężczyzna był zaciekawiony, ale i sceptyczny.
 
     

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Czw Lut 15, 2018 9:48 pm   
   <Multikonta: --


Inną inszością był też fakt, że Elizabeth od kiedy zajmowała to swoje małe mieszkanko w Londynie to nigdy gości nie miała. Próżno szukać u niej odwiedzających ją śmierciożerców, zresztą... obecnie większość zwyczajnie się ukrywała, a kiedyś najwyraźniej nie widzieli potrzeby, żeby składać jej wizyty. Ponadto to ona najczęściej pojawiała się w różnych miejscach, dawniej nawet bardziej traktowała swoje cztery kąty jako noclegownię niż faktyczny dom. Właściwie nadal nie pojmowała tego miejsca jako tak zupełnie "domu", więc pod tym względem niewiele się zmieniło. W każdym razie gdyby miała udawać gościnną gospodynie, to by był dopiero koszmar. Raczej nie sprawdziłaby się w tej roli.
Tym lepiej jeśli ten typ nie zamierzał składać jej wizyt.
- Gobliny są na tym punkcie przewrażliwione. - uśmiech nie schodził z jej twarzy, chociaż jawnym kłamstwem było to, że lubuje się w płataniu figli komukolwiek, co już widać było po spojrzeniu na nią i zestawieniu tych słów z jej postawą, nie mniej zdarzało się jej im trochę dokuczyć.- Właściwie na punkcie swoich tajemnic, tajemnic Gringotta... od czasu tej wpadki z uciekającym smokiem nawet jeszcze bardziej niż wcześniej. Czasem niewiele wystarczy, żeby zaczęli panikować... takie zwodzące czy oszukujące przedmioty działają na nich prawie jak czerwona płachta na byka. - wzruszyła ramionami tym samym mieszając i trochę prawdy i trochę kłamstwa, jakkolwiek to wyjaśnienie nie brzmiało już tak abstrakcyjnie jak poprzednie słowa.
 
     
Malcolm de Mortain
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lut 17, 2018 2:29 am   

Malcolm patrzył na kobietę z powagą, niedowierzaniem i prawie zawsze obecnym zmęczeniem. Nie przerywał jej, ale nie odezwał się też wtedy, kiedy mógł zrobić to ze swobodą, jakby po raz kolejny dawał szansę, aby nieznajoma przyznała się, że próbowała go nabrać. Już chciał coś powiedzieć, ale do ich stolika nieśmiało podeszła młoda dziewczyna i zapytała o zamówienie. Czarodziej dał swojej towarzyszce mówić pierwszej, a dla siebie bez większego zastanowienia zamówił najprostszą gorzką, czarną herbatę. Teraz wyraźnie było widać, że mężczyzna nie dla każdego jest tak grzeczny i cierpliwy jak do pracownicy banku, bo na kelnerkę tylko zerknął i nie zaszczycił nawet uśmiechem na powitanie.
Wiec mówisz, że robisz im psikusy i nadal tam pracujesz? – zagadnął Elizabeth wracając do tematu i nie chcąc dać spokoju. – Jak to robisz? Dajesz radę się ukryć? Chyba naprawdę dobrze, że cię zaczepiłem, trafiłem na specjalistę.
 
     

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Pon Lut 19, 2018 10:07 am   
   <Multikonta: --


Zamówiła herbatę, właściwie... na odczepnego. Nawet specjalnie nie miała na nic takiego teraz ochoty, ale skoro już zgodziła się tu przyjść i kontynuować to nieszczęsne spotkanie, mogła mieć tylko nadzieję, że uda się szybko go doprowadzić do końca. Nie przykładała zbyt dużej uwagi do rozmówcy, aczkolwiek nadal wydawało się jej dziwne, że to wszystko wyłącznie z powodu pracy w banku. Ta praca nawet nie była atrakcyjna, nie dawała możliwości rozwoju kariery i trzeba było współpracować z krnąbrnymi goblinami. Może też dlatego tak niewielu czarodziejów się jednak na to decydowało. Zatem ten co... taki desperat czy chodziło o coś zupełnie innego?
- Rzadko. - wzruszyła ramionami, z jej warg zniknął wcześniejszy uśmiech niemal tak szybko jak się pojawił, a wyraz twarzy jakby na powrót znów przedstawiał znudzenie.- To nie jest trudne. Jak w szkole. Wykorzystuje się chwilę nieuwagi. - jakoś nie miała ochoty o tym opowiadać, bo nie uważała tego za nic specjalnego, a siebie za żadną specjalistę.
Kiedy pojawiła się zamówiona herbata, spojrzała na filiżankę, od niechcenia ujmując ją w palce i chuchnęła na gorący wywar.
- A o panu nadal nic nie wiem. Oprócz tego, że nie lubi pan babci i chce pan pracować w najnudniejszym zawodzie świata. - podjęła, upijając drobny łyk gorącego napoju, a gdy utkwiła wzrok w mężczyźnie był on na pewno skupiony, dość bacznie wpatrujący się w jego osobę, a zarazem poważny, jakby wymagała wręcz, żeby coś o sobie powiedział, skoro siłą rzeczy coś już o niej zdążył się dowiedzieć, a co niekoniecznie jej odpowiadało.
 
     
Malcolm de Mortain
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Lut 21, 2018 6:35 pm   

Po Malcolmie nie dało się poznać, czy łyknął to wytłumaczenie, czy nie. Kiwnął głową i obserwował nieznajomą słuchając jej. Och, przenoszą temat na niego? W porządku. Czarodziej nie unikał mówienia o sobie i wyraźnie nie próbował kombinować.
Do tej pory zajmowałem się papierami kadrowymi, to również nie jest ekscytujący zawód. Od dawna chciałem spróbować pracy w tym banku z czystej ciekawości, zobaczyć, jak taka instytucja funkcjonuje od wewnątrz. Nie przeszkadza mi nuda czy monotonia, mam swoje pasje w prywatnym życiu i to mi wystarczy. – Opowiedział o sobie krótko, specjalnie mówiąc tylko o sferze zawodowej. – Chcesz wiedzieć coś więcej? Coś konkretnego? – wolał się upewnić, chociaż nie sądził, żeby kobietę wyjątkowo interesowała jego osoba.
 
     

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Czw Lut 22, 2018 9:40 pm   
   <Multikonta: --


W zasadzie mężczyzna nie powiedział niczego interesującego o sobie, oprócz tego co już można było wywnioskować. Ale Elizabeth nie była specjalnie zawiedziona z tego powodu. Ot, czego mogła niby oczekiwać po luźnej pogawędce, prowadzącej do nikąd? Chyba naprawdę nie nadawała się jako osoba towarzysząca w tego typu spotkaniach, bo nie widziała w nich niczego ciekawego. Nawet po koleżeński... o czym miałaby rozmawiać? Mało rzeczy ja interesowało, to co interesowało, niekoniecznie nadawało się do rozmowy, a bezsensowna paplanina o głupotach była w jej mniemaniu nudna, a wręcz męcząca.
Upiła łyka herbaty, spoglądając na nieznajomego znad filiżanki.
- Jakieś imię? - zauważyła, że właściwie się nie przedstawił formalnie.- Stąd jesteś? - zastanawiała się czy naprawdę ją to interesowało, ale na dobrą sprawę ona podała te informacje, więc... można by i poznać drugą stronę z tej samej perspektywy.
Jeszcze napiła sie herbaty. Przeciętna. A jednak musiała tu wytrwać, przynajmniej przez chwile.
 
     
Malcolm de Mortain
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lut 24, 2018 11:07 pm   

Ach, moje? – zapytał lekko zbity z tropu. Czy on wcześniej się nie przedstawił...? Co za niedopatrzenie! – Przepraszam, jestem Otto. – Uśmiechnął się przepraszająco. W tej chwili nawet nie musiał grać, w czasie ich przyjemnej i słodkiej pogawędki naprawdę zapomniał o przedstawieniu się. Nie zrobił tego na początku, bo sądził, że kobieta i tak na niego nie zwróci uwagi, a później jakoś samo poszło, temat nie zahaczył o imiona. – Jestem z Leeds w West Yorkshire, ale tam się tylko urodziłem, większość życia siedzę tu. – Objął filiżankę dłonią i upił z niej łyk herbaty. – A ty? Jak masz na imię? I miałaś może kiedyś okazję podróżować na północ od Londynu?
 
     

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Nie Lut 25, 2018 9:47 pm   
   <Multikonta: --


Postawiła filiżankę na spodku, obracając ją leniwie w dłoniach. Cały czas powtarzała sobie co ona tu robi i dlaczego musi spędzać czas akurat w ten sposób. Ach, nagroda. Ten typ miał w końcu jakoś się jej odwdzięczyć, chociaż śmierciożeczyni szczerze wątpiła czy będzie miał coś takiego co ją zainteresuje. Może jednak warto spróbować, może okaże się bardziej pożyteczny niż ten stary buc Borgin, u którego asortyment malał z tygodnia na tydzień. Tylko patrzeć jak słynny sklepik na Nokturnie zostanie zamknięty. Szkoda, ten lokal miał swoje dobre strony kiedyś, ale obecne kontrole Ministerstwa, które wszędzie wścibiało swój nos węsząc zapewne za dawnymi sprzymierzeńcami Czarnego Pana mogłyby doprowadzić do ruiny zapewne i dobrze prosperujące przedsiębiorstwo. Ta polityka była bezsensowna.
- Elizabeth. - odpowiedziała monotonnym tonem.- Gdzieś tam byłam, ale ostatnio mało ruszam się poza Londyn, nawet nie specjalnie mam do kogo. - chyba nie powinna dodawać że nie jest "zbyt towarzyska", ale to zapewne dało się wyczuć.- Skrzat by się przydał. Można by na niego zrzucić jakieś obowiązki nie czując żadnych wyrzutów sumienia. Nie wiesz, gdzie takiego dostać? - bywała leniwa... najchętniej gdyby miała takiego skrzata zrzuciłaby na niego całą swoją pracę w Gringocie, niestety istniało zbyt duże ryzyko, że goblinom taka zamiana by się nie spodobała.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2465
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lut 26, 2018 10:08 am   

W kawiarni nie było zbyt wielu gości. Mróz skutecznie wypłoszył z Ulicy Pokątnej potencjalnych klientów, skutkiem czego zaledwie grupka osób przesiadywała w lokalu, który odwiedziła śmierciożerczyni wraz z aurorem. Podczas gdy oni sobie gawędzili, pewien zakapturzony czarodziej, trzymający pod pachą dziwnie wypakowany worek dyskutował o czymś zawzięcie z barmanem za ladą. Przyciszonymi głosami wymieniali kolejne zdania, a z wyrazu twarzy barmana dało się wyczytać tylko tyle, że temat tej pogawędki raczej nie leży w jego guście. Żywo kręcił głową, czemuś próbując najwyraźniej zaprzeczyć, gdy tajemniczy czarodziej raz po raz próbował mu wepchnąć za ladę trzymany worek. Było to tym bardziej dziwne, że jakby się tak przyjrzeć to coś w tym worku się ruszało... w końcu z tej niewielkiej szamotaniny wynikło to, że barman odepchnął natręta, worek wysunął się z ręki nieznajomego i wypadło z niego coś co było dwunogim, uskrzydlonym stworzeniem o wężowym ciele. Raczej młody osobnik, który swym piskliwym skrzeczeniem przykuł uwagę jeszcze kilku osób zgromadzonych w kawiarni. Zwierze nie orientowało się w miejscu, w którym się znalazło, a jedynie przeskakiwało niczym wróbel z miejsca na miejsca, powodując u jednej z odwiedzających czarownic nagły napad duszności. Kobieta odsunęła się z impetem krzesłem jak najdalej od stworzenia, szukając w pośpiechu swojej różdżki, a zwierzątko podskoczyło bliżej śmierciozerczyni rozwierając swój dziób z piskliwym skrzekiem jakby było głodne. W tym całym zamieszaniu czarodziej, który najwyraźniej odpowiadał za przyniesienie tu tego zwierzęcia, zaczął wycofywać się w kierunku drzwi, podczas gdy barman chwycił za różdżkę próbując ustrzelić wężowego intruza.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Malcolm de Mortain
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pon Lut 26, 2018 11:22 pm   

Elizabeth... Jeśli dobrze pamiętał, na liście osób podejrzewanych o kontakty ze Śmierciożercami albo o osobiste przynależenie do nich, kobieta całkiem podobna do tej, którą udało mu się jakimś cudem tak długo przy sobie zatrzymać, właśnie nosiła takie imię... Albo pamięć płatała aurorowi figle, co też było możliwe. Cóż, mniejsza, sprawdzi to później i podejmie odpowiednie środki. Na razie grzecznie skłonił głową, słysząc imię czarownicy, a później dopił jeszcze mocno ciepłą herbatę i odchylił się na krześle. Skrzaty? Malcolmowi przez myśl przyszło, że z chęcią dowiedziałby się, co Elizabeth robi w wolnym czasie. Nie podróżuje, nie wydaje się wieść bogatego życia towarzyskiego, a teraz jeszcze chciałaby, aby od jej codziennych obowiązków odeszło dbanie o dom.
Nie, niestety... – mruknął i ze smutkiem pokręcił głową. – Ale mógłbym się zorientować, gdybyś... – Przerwał, kątem oka dostrzegając szamotaninę przy ladzie. W pierwszej chwili myślał, że to jakiś klient sprawia problemy kelnerce, ale kiedy dostrzegł zakapturzonego człowieka wyczuł, że mogą być kłopoty. Och, szlag. Ale nie takie! Malcolm uchylił usta nie do końca pewny, czy wydawało mu się, czy ta paczka...? Kiedy z pakunku wyskoczyło stworzenie i zaczęło siać chaos, Auror wstał, sprawnym gestem dobył różdżkę i wycelował w zakapturzonego czarodzieja, który cichaczem chciał się wymknąć.
Ty! Stój – zawołał, a później wyszeptał: Levicorpus.
 
     

Elizabeth Norrington
Pracownik Gringotta
Dołączył: 29 Gru 2017
Posty: 31
Wiek: 31
Krew: czysta
Pupil: sowa - Lucrezia
Różdżka: Ostrokrzew, włos chimery, 10 cali, giętka
Sakiewka: 10g.
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 25
Z. zwykłe: 25
Z. ofensywne: 50
Z. defensywne: 25
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Wto Lut 27, 2018 6:16 pm   
   <Multikonta: --


Elizabeth należała do wygodnych osób. Nie przyszło jej w życiu zaznać zbyt wielu luksusów, więc chętnie skusiłaby się na jakiegoś skrzata, który mógłby ją w czymś wyręczyć. Niestety stworzenia te najczęściej były przypisane do bogatych rodzin arystokratycznych, z rzadka do nieco mniej zamożnych, a śmierciożerczyni teraz stanowiła jednoosobową rodzinę dla siebie samej. Pracowała w banku z konieczności, chętnie zmieniłaby zawód, ale w jej położeniu możliwości nie były zbyt imponujące. Niech chociaż taki skrzat się do czegoś przyda.
Tak czy inaczej tą uroczą pogawędkę przerwało zamieszanie przy ladzie kawiarni. Kiedy Elizabeth skupiła wzrok na tej sprzeczce było już za późno. Z worka wydostało się pokracznie wyglądające zwierzę. Taka mała, słodka pokraka. Chyba był młody. Elizabeth bardziej była skoncentrowana na tym stworzeniu niż uciekającym czarodzieju. Coś się w jej głowie skojarzyło.
- Czy to... żmijoptak? - pytanie zadała w eter, czy sama się nad tym zastanawiała czy może pytała towarzysza albo kogoś z sali, w każdym razie nie miałaby chyba nic przeciwko, żeby zamiast skrzata mieć takiego żmijoptaka, czy do czegoś by się przydał nie wiedziała, ale to już wyszłoby w praniu.- Chwila, chwila... ty tam skąd go masz? - wskazała na ślepo na uciekającego czarodzieja, sama zaś ostrożnie wyjmując różdżkę, bo coś się jej zdawało, że te zwierzaki są dość agresywne, więc trzeba przy nich szczególnie uważać bez względu na to czy to młoda sztuka czy dorosły osobnik, w każdym razie to interesujące skąd się wzięło tu tak egzotyczne stworzenie. - Spokojnie maleńki. - powoli wstała z krzesła, krok za krokiem obchodząc stolik, żeby znaleźć się w bezpiecznej odległości, nie spuszczając jednak zwierzęcia z oczu... nieco szkoda, że nie miała przy sobie żadnych przysmaków dla tak ciekawych zwierząt, może dałoby się przekupić je jedzeniem, ale w pobliżu nie było chyba niczego czym Elizabeth mogłaby je nakarmić.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2465
Poziom życia: 100%
Wysłany: Śro Lut 28, 2018 10:04 pm   

Czarodziej chyłkiem wymykający się z kawiarni zdążył wyciągnać różdżkę z kieszeni dość obszernej szaty, która zdawała się wisieć na niej jak na jakimś manekinie i zapewne spróbował użyć zaklęcia obronnego, czego co prawda nie dało się usłyszeć, ale można było się domyślić po charakterystycznym ruchu magicznego kijka. Tym samym czar aurora zadziałał co prawda w ten sposób, że odrzucił tajemniczego osobnika do tyłu, bo najwyraźniej tarcza obronna zastosowane przez czarodzieja okazała się za słaba, ale jako, że kierował się on do drzwi wyjściowych, to wylądował właśnie przed nimi, co pozwoliło mu właściwie na ślepo chwycić klamkę, podnosząc się po upadku z ziemi, pchnąć drzwi do przodu i wybiec z kawiarni. Mniej więcej w tym czasie, barman stojący za ladą dość nieroztropnie strzelił kilkoma ognistymi kulkami z różdżki wprost na stworzenie, które jak zauważyła panna Norrington było niczym innym jak tylko żmijoptakiem. Początkowo ciekawskie zwierzę nie okazywało agresji, ale niespodziewanie zaatakowane musiało uskoczyć to w jedną stronę, to w drugą, starając się uniknąć płomiennych pocisków. A jak wiadomo... żmijoptaki bardzo łatwo jest zdenerwować. Piskliwe młode zaczęło stroszyć pióra wydając z siebie coraz bardziej donośne skrzeknięcia i dość gwałtownie poruszać skrzydłami jakby próbowało zerwać się do lotu. Szczęście w nieszczęściu, że młody osobnik jeszcze nie radził sobie z tym najlepiej. Co innego za to szło mu całkiem dobrze, bo w szybkim tempie zaczął zwiększać swoje rozmiary, a kolejnych kilku gości tej knajpy w pośpiechu, gorączkowo zaczęło sięgać po różdżki. Ktoś zawołał, żeby żmijoptaka złapać, ktoś inny, że to bardzo agresywne stworzenie i lepiej zostawić go w spokoju i tym samym sposobem powstałe zamieszanie zaczęło coraz bardziej narastać, coraz bardziej jednocześnie drażniąc magiczne stworzenie.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9