► Poszukujemy nauczycieli Astronomii, Mugoloznastwa oraz Historii Magii! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja OPCM w klasie na I piętrze!
► Rozpoczęła się lekcja Wróżbiarstwa!
► Ukończono spisywanie forumowej Kroniki oraz Hali Sław. Niewielkie zmiany w organizacji zaakceptowanych podań o genetykę.
► Trwają zajęcia z miotlarstwa na boisku quidditcha!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

131
135
110
113

Marzec 2000r.
Pełnia: 15-17.03 (13-15.07)
Mrozy coraz mniejsze, a warstwy śniegu coraz szybciej się topią, pozwalając wyjść na wierzch pierwszym, zielonym pędom. W dzień ok. 4'C, w nocy ok. -3'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Boisko
Autor Wiadomość

Holly Radampton
Uczeń | V rok
Dołączył: 11 Maj 2017
Posty: 29
Wiek: 15
Krew: czysta
Pupil: kot - Drops
Różdżka: Jarzębina, włos z grzywy jednorożca, gięta, 9 i 1/2 cala
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 5
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pon Sie 28, 2017 9:33 pm   
   <Multikonta: --


- Jasne, wracamy razem. - zgodziła się kiedy Ellen zaproponowała jej wspólny powrót do dormitorium, bo w sumie też się tam miała skierować, więc to trochę bez sensu, żeby miały iść oddzielnie, skoro zmierzały do tego samego miejsca.- Na razie Hunter! - wzięła swoją miotłę w rękę, pomachała do chłopaka, który został uporządkować te piłki, a potem pewnie będzie musiał je zanieść do schowka znajdującego się... eeee... yyyy... chyba u madame Hooch, ale tego na sto procent nie była pewna.- Zimno się robi, ciekawe kiedy spadnie pierwszy śnieg. - odezwała się, spoglądając w niebo.
Temperatura rzeczywiście spadała, już niedługo świąteczny okres. Aż miałaby ochotę wybrać się na Pokątną, złowić jakieś prezenty na drobiazgi dla najbliższych, ale w czasie roku szkolnego to było niemożliwe. Oby w Hogsmeade było coś ciekawego.
Zaraz jednak przeniosła wzrok na Hogwart, wraz z Ellen znikając za głównym wejściem, a stamtąd już prosta droga do dormitorium gryfonów.
<zt>
 
     

Hunter Bassett
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 11 Maj 2016
Posty: 53
Wiek: 16
Krew: czysta
Różdżka: grab, szpon hipogryfa, 11,5 cala, sztywna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Śro Sie 30, 2017 9:30 pm   

- W porządku, już się nie martwie. - rzucił jeszcze do Ellen i gdyby Holly nie zgodziła się odprowadzić starszą z dziewczyn albo gdyby El sama tego nie zaproponowała, to pewnie sam by ją podprowadził pod wieżę gryfonów.
Niby od tego zdarzenia, w którym siódmoroczna ucierpiała minęło już trochę czasu, ale wciąż nie wiadomo co tak naprawdę ją zaatakowało, co to robiło w szkole, czy jeszcze gdzieś grasuje po Hogwarcie czy może to już zostało złapane. Niestety, takich informacji nie było, a to oznaczało, że powinni cały czas mieć się na baczności, bo nie wiadomo kiedy przeciwnik znów zaatakuje.
Gdy Hunter zleciał na dół, chwycił miotłę w dłoń, tluczek został już wepchnięty do skrzyni, zamknął więc pudło.
- Na razie. - rzucił jeszcze do dziewczyn, a sam wziął wspomniany pakunek pod pachę i z takim bagażem skierował się do szkoły. Trzeba będzie odnieść piłki pani profesor, a potem może już spokojnie wracać do siebie. Rzeczywiście, robiło się już chłodniej, pogoda nie dopisywała. Zima nadchodzi.
<zt>
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Lip 06, 2018 11:19 pm   
   <Multikonta: --


Zajęcia z siódmoklasistami miały to do siebie, że można było stosować na nich dużo większe pole do popisu niż z młodszymi rocznikami. Oczywiście starsze klasy były z tego bardzo zadowolone, bo nie dość, że zajęcia wyglądały nieco inaczej niż u dzieciaków, to mogli też bardziej przycisnąć swoje umiejętności nie zważając aż tak na bezpieczeństwo i reguły jakie obowiązywały. Ćwiczenie różnych akrobacji powietrznych, ale także zagrywek, które być może przydadzą się im w ostatnich meczach Quidditcha w sezonie było właśnie tym co tygryski lubiły najbardziej, a jedna złamana kończyna czy dwie z pewnością były do poskładania w skrzydle szpitalnym. Nowy nauczyciel miotlarstwa zdecydowanie mógł być pewny kilku reprymend ze strony pielęgniarek jak i ich ogólnej niechęci do jego przedmiotu, ale kto by się tym przejmował. Grunt, to dobra zabawa i przede wszystkim nabywanie nowych umiejętności, które przydadzą się tym zarówno mniej zainteresowanym, którym miotła była potrzebna do transportu, jak i tym bardziej, którzy chcieliby kontynuować swoją karierę jako gracze Quidditcha.
Mieli o tyle pecha, że dorwał ich pierwszy wiosenny deszczyk rozpuszczający doszczętnie piasek znajdujący się na dole i tworzący z niego błoto, które jakby nie patrzeć przeszkadzało w akrobacjach na dole rozbryzgując się wszędzie wokół, brudząc ich ciała i twarze i ogólnie sprawiając problemy z punktu widzenia normalnego człowieka. Czy cała ekipa zwracała na to uwagę? A skąd. Co prawda chłopcy mieli dużo więcej zabawy z tego faktu niż dziewczyny, którym później zapewne z co najmniej godzinę zajmie doprowadzenie się do porządku, ale i wśród nich znajdowały się osobniczki które miały niezwykłą radochę mogąc wykonać manewr oblewający innego gracza litrami błota.
Kolejne krople deszczu spływały po twarzy Christophera pędząc w dół ku jego szatom i mocząc je doszczętnie. Gdyby teraz wziął i je zdjął, to wyżymając je z pewnością uzyskałby majestatyczny wodospad jeszcze bardziej niż Niagara. Na tę chwilę jednak obserwował to gdzie jest piłka, co robią gracze i dlaczego to akurat uczniowie Hufflepuffu są bardziej ubłoceni niż Ci z Ravenclawu, zaiste. Musi chyba poznać tę zależność z bliska.
Czarna, okuta miedzią miotła nauczyciela ruszyła za jego niemą komendą zaraz za dziewczyną, która trzymała w rękach kafla. Grali w nieco zmodyfikowaną, wybraną i ustaloną przez dzisiejszych graczy wersję Quidditcha, bowiem nie bawili się w łapanie znicza, a jedynie wbijali sobie punkty główną piłką, od czasu do czasu unikając jednego tłuczka, leniwie mknącego to tu, to tam, ale jakoś nieskorego do atakowania zainteresowanych. Oni sami w sumie robili sobie za tłuczki kiedy to jedno, to drugie zrzucało się z miotły i lądowało w błocie, po chwili wstając i wracając do gry, która swoja drogą nabierała tempa. Dosłownie i w przenośni. Punkty były wbijane coraz szybciej, a i uczniowie na miotłach osiągali większe prędkości coraz mocniej szosując w powietrznych korytarzach, mocniej ścinając zakręty, jak i również pikując w dół w dość niebezpiecznych akrobacjach. Christopher nie pozostawał im dłużny, śmigał zaraz za nimi pilnując żeby nikt się nie zabił, ale to nie Ślizgoni, Ci tutaj byli grzeczni i po prostu dobrze się bawili.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 485
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 12:50 am   

Ten dzień będzie tragiczny. Czuła to w kościach i trzewiach. Nie dość, że od rana popierdalała po całym Hogwarcie starając się ogarnąć jakieś dokumenty dla dyrektorki, to jeszcze musiała szukać zaginionej strony bardzo ważnego przypisu, który zaginął w akcji podczas chaotycznych działań Hagrida, który jak wiadomo nigdy nie był stworzony do papierkowej roboty oraz ogarniania czegokolwiek. Dobrze, że stworzenia magiczne go jako tako lubiły, bo inaczej naprawdę pół olbrzym miałby przekichane. W każdym razie, papierek zaginął i to na barki Bethy spadł obowiązek przeszukania całego cholernego Hogwartu w poszukiwania dokumentu. Dlatego też ślizgonka przeklinała pod nosem cały boży dzień zastanawiając się przy okazji, jaki czort stwierdził, że ona powinna przyjąć tą chwilową posadę w Hogwarcie. Dlaczego ona się na to zgodziła? Ambicja chyba ją przerosła. Teraz sobie pluje w brodę biegając w deszczu, bo termin znalezienia kończył się dzisiaj o północy. Jedna osoba mówiła, że Hoagrdi ostatnio go nosił do wielkiej sali, druga osoba mówiła, że widziała go w sali od OPCM, gdy rozmawiał z nauczycielem, a jeszcze inna osoba twierdziła, że na pewno go miał, kiedy rozmawiał wcześniej z profesorem miotlarstwa. Pierwsze dwa tropy okazały się wielką klapą, a przeszukiwania pomieszczeń spełzły na niczym. Dlatego z wielką dozą niepewności i wkurwienia szła w stronę boiska do quidditcha, gdzie w jednej z tamtejszych sal mógł się znajdować profesor tego przedmiotu.
Napierdalało deszczem. Tak krótko mówiąc. Gdyby nie proste zaklęcie magicznego parasola, zapewne przemokłaby tak bardzo, że następnego dnia obudziłaby się z zapaleniem płuc. Jakby nie było, to był dopiero marzec, było cholernie zimno, a pogoda stwierdzała, że zamiast śniegu walnie deszczem. Już nawet nie wiedziała co gorsze i mimo, że kochała burze, to wolała podczas nich siedzieć w domu z ciepłą herbatą. I zza okna śmiać się z ludzi, którzy mokną. Ale nie, dzisiaj wszechświat musiał się na niej zemścić i kiedy latała tam i z powrotem musiała akurat urwać się chmura. Tak więc była ślizgonka szła przed siebie wkurwionym krokiem przeklinając pod nosem całe swoje życie, pogodę, pobliskie kamienie i rośliny. Nawet nie patrzyła do góry, bo jakby to zrobiła, pewnie nawet mimo zaklęcia oberwałaby w oczy toną wody, której nie był w stanie powstrzymać czar. Skróciła sobie drogę przez boisko, bo przecież... KTO NORMALNY NAPIERDALA QUIDDITCHA W ULEWĘ. Nie zauważając więc, że ktoś ćwiczy w powietrzu szła przed siebie mając na celu jak najszybsze pokonanie trasy i jak najmniej zmoknąć. Nawet nie słyszała odgłosów zagrywek i krzyków, które do siebie kierowali gracze, bowiem ulewny deszcz doskonale zagłuszał jakiekolwiek dźwięki. Ślizgonce wystarczył fakt, że była po kolana w błocie, brudzie, kile i mogile. Nawet nie przypuszczała, że dzisiaj wyląduje w naturalnej kąpieli błotnej i brutalnie kogoś zamorduje.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
  
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 1:23 am   
   <Multikonta: --


Fenomenalny gol zdobyty przez Krukonów spowodował gromką owację wśród niebieskich, ale także zawiedzione jęki niektórych z graczy przeciwnej drużyny, które faktycznie nie były słyszalne nawet dla niego. Po tym, że wydają jakieś dźwięki mógł zorientować się jedynie po jakiejkolwiek mimice ich twarzy i ruchach jakie przy tym wydawały ich ciała, ale także niesfornych akrobacjach montowanych w powietrzu. Szybko przeszli jednak do dalszej gry dając sobie na cieszynkę maksymalnie minutę i po chwili miotły znów śmigały w tę i we w tę starając się ustrzelić gola 'tym drugim'. Ulewny deszcz jednak najwyraźniej miał zamiar pokrzyżować ich plany, bo w pewnym momencie zaczęło tak padać, że widoczność nawet w goglach do grania zmniejszyła się od minimum i męzczyzna, gwizdkiem, musiał wezwać do siebie całą ekipę, aby przerwali na razie grę. Nie miał czasu bawić się w zaklęcia ochraniające całe boisko przed deszczem, a wyglądało na to, że najgorsza chmura ma zamiar przejść teraz i już wkrótce nie będzie w ogóle deszczu. Wszyscy skierowali się na zadaszone trybuny gdzie usiedli w ramach przerwy od grania i mogli nieco odsapnąć, zapewne dopiero teraz odczuwając zmęczenie intensywną i wyczerpującą grą. Mieli jeszcze jakieś pół godziny lekcji, także zaczynanie gry od początku nie miało sensu, szczególnie że jedna drużyna przeważała nad drugą sporą ilością punktów, będa musieli wymyślić cos innego, ewentualnie po prostu puści ich już do dormitoriów, aby mieli nieco więcej czasu na ogarnięcie się przed kolejnymi lekcjami.
Tak jak pomyślał i przewidział, tak w istocie się stało. Chmura, która rzygała jeszcze przed chwilą ścianą wody przeszła już za boisko i powędrowała dalej, dając się zastąpić pochmurnemu, acz spokojnemu niebu bez żadnych opadów, co więcej nawet powoli rozpogadzającemu się. Męska część drużyn od razu z zapałem wsiadła na miotły, natomiast żeńska już może niekoniecznie, chcąc zapewne w tym całym zastoju już zakończyć lekcję. - Dobra, kto chce zostaje, reszta ma wolne. - stwierdził, wskazując ręką zamek i tak jak przewidział dziewczęta zwinęły się natychmiast, a chłopcy pełni sił zostali aby kombinować dalej. Już wkrótce nie będą mieli na co dzień miotlarstwa i z pewnością będą tego żałować. Jeden z Krukonów o nazwisku, o ile Chris się nie mylił, Hansen, podszedł do niego z pewnym spojrzeniem rzucając pomysł konkursu na najlepsze miotlarskie akrobacje, względnie wyścigu ma mitołach. I choć mężczyzna był co do tego sceptyczny, to ostatecznie się zgodził, natomiast nie spodziewał się, że chłopak będzie chciał aby to on pierwszy zrobił kółko wokół boiska, a oni zmierzą mu czas. No cóż.
Bez wahania wskoczył na miotłę od razu odbijając się od trybun i pikując w dół, a zaraz za nim kilku najbardziej zainteresowanych uczniów. Kanadyjczyk poprawił okulary, które chroniły mu oczy przed ewentualnym napadem kolejnej ulewy, natomiast wcześniej zdjął górną część szaty bo zrobiło mu się za gorąco. I tak była mokra. - Dobra, tam robimy start. - powiedział, wskazując na jedną z wieżyczek boiska i upewnił się, że do ekipy to dotarło. Czul się znowu jak dziecko. Czarna miotła poszybowała w dół rozpędzając się do bardzo dużej prędkości, a jej właściciel skierował ją poziomo wykonując pełny obrót w powietrzu i łapiąc się jedną ręką za drzewiec, którą po chwili wyprostował nazwyczajniej stając nią na miotle. Jego ciało zrobiło przewrót i z powrotem wylądował w klasycznej pozycji, po czym poszybował w górę i znów zapikował w dół z ogromną prędkością, równając miotłę tuż nad ziemią, aczkolwiek nie zwalniając i tuż nad gruntem pędząc niczym rozpędzone ferrari. Skąd mógł wiedzieć, że pojawi się tu jakiś samobójca, który stoi na środku boiska? Okulary miał zaparowane, a jego transport był tak rozpędzony iż sylwetka Bethy zdawała się być wyłącznie słupkiem definiującym jakiś punkt na boisku. Skąd mógł wiedzieć, że podmuch powietrza wywali ją prosto w najgłębsze błoto, skoro jej nie widział? Czmychnął obok niej i miała naprawdę ogromne szczęście, że nie trafił w sam środek jej ciala, bo wtedy najprawdopodobniej kraniec miotły przebiłby ją na wylot. Takie tam, niuanse. Profesor natomiast jak gdyby nigdy nic pognał dalej, nadal wygłupiając się na drzewcu i robiąc różne mniej lub bardziej samobójcze wyczyny.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 485
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 1:40 pm   

Błoto, syf i trzy metry mułu. Tak w skrócie nazwałaby Betha aktualne podłoże na boisku, przez które aktualnie starała się przedostać. Na całe szczęście pogoda zdecydowała się w końcu odpuścić i pozostawić po sobie po prostu jedno wielkie bagno. Chociaż tyle było dobrego w tym wszystkim, chociaż buty to najpewniej będą do wywalenia, bo nawet najlepszy czar czyszczący tego nie dopierze. Domowe skrzaty, które zamieszkiwały posiadłość jej ciotki zapewne straciłyby pracę i cierpliwość do nich, więc woląc oszczędzić im i sobie trudu po prostu je wywali i kupi sobie nowe, bo błoto już czuła nawet w skarpetkach, które przemokły doszczętnie. Czy mogła to uznać za jakieś bardzo prymitywne SPA? Chociaż chyba wolała nie, bo patrząc na ziemię, która znajdowała się na boisku, to pewnie ta przesiąkła jeszcze krwią ludzi, którzy spadali z mioteł podczas bardziej brutalnych meczy oraz ich łez. Kto wie, może są tu jakieś małe odłamki kości i części ubrań/mioteł, które oderwały się podczas upadków z dużych wysokości? To boisko przetrwało już tyle dziwnych wydarzeń, że wszystko było możliwe. Może chodziła właśnie po jakiejś nieznanej mogile, którą ktoś tu kiedyś zakopał, aby samemu nie wpaść? Może te zaginione dzieciaki sprzed lat właśnie tutaj leżały? Może nie zdawali sobie sprawy, że to jedno wielkie cmentarzysko? W sumie teraz zaczęłoby się robić ciekawie, jakby pewnego dnia ktoś natrafił na ludzki szkielet, zaczęliby kopać i okazało się, że wszystkie mecze Quidditcha odbywały się nad wielkim zbiorem szkieletów. To... jest bardzo mało prawdopodobne, ale to Hogwart. Tutaj wszystko jest możliwe, nawet to, że jakiś smarkacz z Gryffinforu pokona Sami-Wiecie-Kogo i nawet jeśli sama za nim nie przepadała, to wolała, aby wykończyli siebie nawzajem. No, ale wyszło jak wyszło. Szkoda.
W każdym razie największa chmura zdawała się już przejść na inną część zamku, dlatego Betha zdjęła zaklęcie chroniące ją przed największą ulewą i mimowolnie zatrzęsła się, kiedy większy podmuch wiatru trafił prosto w nią. Jakby nie było, to pizgało jak cholera. Było zimno i mokro, a koty, ani Betha nie znosili takiej pogody. Wolała teraz siedzieć przy kominku z jakąś dobrą książką, na przykład noszącą tytuł "Tortury szlam - prawdziwe historie śmierciożerców", czy jakieś inne dziwne książki mówiące o ciekawej historii okrutnych morderstw na szlamach, czy czarodziejach. Gdyby była szlamą i oglądała telewizję zapewne ślęczałaby na kanałach typu CI, czy 13street, gdzie lecą głównie programy o seryjnych zabójcach. Ale jako, że nią nie jest, to musi się zadowolić książkami. Przy kominku. Gdzie aktualnie nie jest... Dlatego musiała się pospieszyć i jak najszybciej znaleźć nauczyciela miotlarstwa, aby łaskawie jej powiedział gdzie Hagrid położył ważne dokumenty. Gdyby wiedziała kto nim jest, zapewne prędzej wydłubałaby sobie oczy łyżeczką niż przyszła po jakąkolwiek pomoc.
Patrząc się przed siebie nawet nie zauważyła, że ktoś jej lata nad głową jak totalny idiota. Dowiedziała się dopiero kiedy silny podmuch wiatru wytworzony z akrobacji z miotłą zmiótł ją z nóg i spowodował, że wylądowała w największym błocie, które znajdowało się zaraz za nią. Spadła na tyłek i dłonie starając się ratować jakkolwiek. Niestety błoto było tak głębokie, że jej dłonie zostały wciągnięte i siedziała w tym ścierwie po łokcie. Siła z jaką upadła sprawiła, że rozchlapane błoto wraz z nadmiarem wody wylądowało także na jej twarzy. I włosach. I praktycznie wszystkim co miała na sobie. Wyobrażacie sobie jej poziom wkurwienia? Nie? To dobrze, bo wyjebało właśnie skalę tak, że kilka galaktyk dalej je poczuli. Dopiero wtedy zauważyła jakiegoś chuja na miotle i czując przypływ natychmiastowej agresji momentalnie zacisnęła palce na różdżce, wycelowała doskonale w latającego czarodzieja i przez zaciśnięte zęby wypowiedziała
- Expelliarmus!- chuju. Biało-zielony promień wystrzelił prosto z jej różdżki kierując się w człowieka siedzącego na miotle, aby pierdolnął go z taką siłą, jak poziom jej wkurwienia w tej chwili. Czy go wyjebało na kilka metrów, aby spadł twarzą w błoto? Czy połamie się na tyle, aby być w gipsie przez najbliższe zawsze? W tej chwili miała tak bardzo w to wyjebane, że lepiej nie pytać. Dlatego po posłaniu zaklęcia w stronę nieznajomego zaczęła wstawać czując jak błoto ma dosłownie wszędzie. Jak wcześniej były do wywalenia tylko buty, tak teraz musiała wyrzucić absolutnie wszytko. Łącznie z bielizną w której teraz czuła się tak niekomfortowo, że najchętniej by się rozebrała. Piach, woda i muł dostały się do spodni, pod bluzkę i czuła je nawet pod stanikiem, nie wspominając już o majtkach. Zaraz jebnie to wszystko w pizdu, zostawi ten cholerny dokument i pójdzie pod prysznic. Czuła jak przerażające zimno ją przenika. Była cała przemoczona, a temperatura sprawiała, że zaraz zamarznie. Jedynie adrenalina i wkurwienie jakkolwiek ją rozgrzewało w tej chwili. Całą sytuację skwitowała krótkim
- Ja pierdole.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 2:21 pm   
   <Multikonta: --


Jego miotła nie hamowała nawet na chwilę wpadając płynnie w każdy zakręt czy akrobację, którą miał do wykonania w planach. Nie miał pojęcia na ile sprzęt był rozpędzony, ale gdyby miał licznik to z pewnością pokazywałby co najmniej dwieście kilometrów na godzinę, a mógłby i więcej gdyby nie fakt, że na takim boisku do pełnej prędkości rozpędzić się nie dało w obawie przed walnięciem w ścianę trybun bądź inną wieżę. On sam natomiast wygłupiał się na miotle jak małe dziecko, które właśnie dostalo ją po raz pierwszy w swoje ręce i mogło na niej polatać. Nie szczędził sobie obrotów, frontflipów, backflipów, stawania na rękach czy innych niebezpiecznych akrobacji, co więcej w ogóle nie bał się, że spadnie czy cokolwiek mu się stanie bo nie robił tego po raz pierwszy. Gdyby ktokolwiek mu powiedział, że oberwie zaklęciem od kogoś na boisku do quidditcha to roześmiałby się chyba mu w twarz, tak więc raczej w programie swoich popisów tego nie przewidywał.
Skupił się na locie, który wszedł teraz w ostatnią prostą tuż nad ziemią, po czym kiedy odpowiednio wyrównał - zdjął nogi z podnóżków i trzymając się drążka wskoczył stopami na drzewiec starając się stanąć na miotle i polecieć tak w prędkości jaką teraz jego sprzęt mógł wyciągnąć. I to był jego błąd. Może nie do końca jego, natomiast fakt, że w tym samym momencie leciało ku niemu zaklęcie rzucone pod wpływem wielkiego wkurwienia już bardziej.
Nawet nie wiedział kiedy expelliarmus uderzył w środek jego pleców wypychając go do przodu z prędkością większą niż leciała czarna strzała. Mężczyzna wyleciał w powietrze i nawet nie zdążył wyjąć różdżki, żeby jakkolwiek zareagować. Jego ciało bezwładnie poleciało na ziemię turlając się kilka metrów z postawą próbującą jak najbardziej zamortyzować upadek, jednakże niewiele to dało. Miotła poleciała gdzieś dalej, ale bez właściciela również wylądowała w błocie i całe szczęście, że nie była wysoko, bo w innym przypadku na sto procent doszczętnie by się połamała. Nauczyciel przeturlał się jeszcze parę metrów niczym Neymar w mundialowych meczach, a kiedy zatrzymał się już na dobre nawet nie miał zamiaru podnosić się z ziemi. Bolało go wszystko. Pierwsze co przeszło mu przez myśl to nie wiedzieć czemu fakt czy błoto choć trochę zmniejsza ból, który odczuwał w swoim ciele, bo jeśli nie to pół biedy. Jeśli z kolei tak i ma boleć mocniej to ciężko powiedzieć. Co się właśnie wydarzyło? Jego lewa ręka powędrowała w kierunku okularów ochronnych zdejmując je ze skroni, a sam mężczyzna usiadł ociężale łapiąc się za głowę i czując w niej pulsujący ból. Dawno tak mocno nie upadł. Uczniowie po chwili pojawili się obok niego przekrzykując się nawzajem w pytaniach co się stało?, ktoś coś widział?, jak się pan czuje? i tym podobnych, ale Christopher nie miał ochoty na razie się odzywać, bo bal się, że zwymiotuje. Wyjął różdżkę z kieszeni i rzucił na siebie enervate, bo to jedyne co mu przyszło na myśl z tym zawrotem głowy, a jeszcze nie wiedząc co mu dokładnie jest tak było chyba najbezpieczniej. Poczuł ból w klatce piersiowej, który zwiastował to, że właśnie zrastają mu się kości. Wybornie, jeszcze brakowało tego, żeby miał połamane żebra.
Któryś z uczniów podał mu wodę, natomiast ktoś inny zaczął mówić, że widział jak piorun poleciał po ziemi i go trafił. Piorun? Po ziemi? Coś tu się nie zgadzało, ale nie bardzo miał siłę na ten temat myśleć. - Będę żył, nic mi nie jest. - stwierdził, rzucając to jak gdyby nigdy nic się nie stało, a on miał zaraz wstać i hasać jak sarenka. - Koniec lekcji, rozejdźcie się, poradzę sobie. - dodał, biorąc kilka łyków wody i odprowadzając ich wzrokiem. Oświecenie przyszło nagle, kiedy usłyszał jednego z uczniów mówiącego 'dzień dobry' do kogoś, kto stal na boisku. Zaraz, zaraz, chwila. Ktoś rzucił w niego zaklęciem?
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 485
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 5:08 pm   

Wszystko działo się bardzo szybko. Sama nawet nie ogarnęła kiedy trafiony mężczyzna zaczął odlatywać już bez miotły spadając jak kamień w dół. Po prostu jak rzuciła zaklęcie zaczęła się starać ogarnąć, ale nic nie pomagało, bo jak chciała coś z siebie zrzucić to jedynie rozmazywała błoto zostawiając jeszcze większą smugę na swoim przemoczonym do cna ubraniu. Była nieziemsko wkurwiona. Kto normalny ćwiczył w taką ulewę latanie na miotle? Dlaczego nie patrzał gdzie leci? Mógł ją nadziać na ten swój zapyziały kawałek drewna, który zwą miotłą i wtedy dopiero stałaby się wrzodem na jego dupie. Po śmierci nawiedzałaby go tak bardzo, że sam by się zabił, aby mieć święty spokój. Teraz jednak nie myślała o swoim przedziurawieniu, ale o śmierci człowieka, który doprowadził ją do takiego stanu.
- Kurwa mać, zajebie chuja.- przeklęła siarczyście pod nosem starając chociaż wytrzeć dłonie, które miały na sobie dwa centymetry błota, ale jak starała się to zrobić o ubranie, to wcale nie było lepiej, bo ono także było brudne. Jedynie twarz i dekolt miała w miarę ogarnięte, ale nie będzie przecież wycierać dłoni w jedyne czyste miejsca na ciele. W dodatku była tak brudna i mokra, że nawet jej już nie robiło, że stała w kałuży tak głębokiej, że wlewała się jej do butów. W dodatku wiało na tyle mocno, że czuła jak zamarza, a błoto na niej tężeje. Voldemort jej nie zabił, a zrobi to zapewne zapalenie płuc, no była tego w tej chwili święcie przekonana.
Kiedy jakieś dzieciaki zaczęły podbiegać do miejsca tego całego wypadku jedynie spojrzała tam pogardliwym spojrzeniem mając nadzieję, że skurczybyk oberwał za swoje. Może z jej szczęściem połamał sobie nie tylko żebra, ale też kark. Widziała jednak, że gnojek się rusza, więc żył. Prychnęła pod nosem i zaczęła otrzepywać w powietrzu ręce, aby jakkolwiek się doprowadzić do porządku dziennego. Czuła nawet, że nogi jej prawie ugrzęzły. Wszystko co miała na sobie było mokre, brudne i do wywalenia. Wszystko. Gdy dzieciaki zaczęły ją wymijać z cichym "dzień dobry" jedynie rzuciła im wkurwione spojrzenie eks ślizgonki. Kurwa, zajebiście dobry. Nawet jakby dalej chciała iść po ten cholerny papier, to nawet nie mogłaby go dotknąć, bo ubrudziłaby wszystko dookoła niego, nie mówiąc już o samym papierku. Nawet Wingardium Leviosa by tu nie pomogła pewnie. Stwierdziła więc, że ma dosyć tego odpierdalania samej brudnej roboty za Hagrida, bo nic dobrego jej tu na razie nie spotkało, jedynie traci cierpliwość i biega po całym zamku w poszukiwaniu zaginionych dokumentów, których ktoś nie mógł dopilnować. Jedyne co doprowadziła do perfekcji, to pisanie piórem różnych adnotacji i wypełnianie formularzy.
Gdy dzieciaki ją wyminęły i zniknęły gdzieś w oddali, starała się wyjść z jednej kałuży, ale gdzie się nie obejrzała były kolejne bagna w które wdeptywała. Już nawet nie czuła stóp, bo tak piekielnie było jej zimno. Czy obchodziło ją co się stało z mężczyzną w którego walnęła zaklęciem? Nie. Czy pójdzie mu pomóc we wstaniu i opatrzy jego rany? Pff, tym bardziej nie. Miała nadzieję, że właśnie cierpi katusze i jeszcze przez najbliższe tygodnie będzie odczuwał skutki tego upadku. Ona teraz miała o wiele ważniejsze rzeczy na głowie niż jego zdrowie. Na przykład to jak się wydobyć z tego cholernego boiska.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 7:35 pm   
   <Multikonta: --


Czuł jak enervate działa i można było powiedzieć, że działało aż za mocno, bo ból jaki czuł był średnio do zniesienia, no ale przecierpieć swoje trzeba, bo skoro już spadł, to nic na to nie poradzi, zmieniacza czasu nie posiadał. Jarzębinowa różdżka ponownie skierowała się na jego ciało, a męzczyzna wyrzucił z siebie jeszcze kilka inkantacji leczących, na sam koniec posiłkując się zaklęciem Ferula, które opatrzyło jego rany i trochę ustabilizowało klatkę piersiową przez kolejnymi uszkodzeniami, które mam wrażenie przyjdą dość prędko. Jego płuca nabrały głębszego wdechu, którego im brakowało od dłuższej chwili, a Christopher nie czekając na kolejny moment w którym zrobi mu się słabo podniósł się z miejsca co przyszło mu nieco z trudem, zważywszy, że nie miał się o co podeprzeć. Rozejrzał się wokół siebie nie zapomijając ani na sekundę, że przy wypadku towarzyszyła mu miotła, choć w tym całym błocie najszybszym sposobem na znalezienie jej zdecydowanie było rzucenie accio, co po sekundach zrobił. Czarny drzewiec wylądował w jego dłoni, a kiedy mu się przyjrzeć można było zauważyć jedynie niewielkie zarysowania i uszczerbki w postaci drzazg, które z pewnością łatwo da się naprawić.
Postawił kolejny krok zaciskając zęby i nieco utykając, ale generalnie ciało zaczęło się resetować i czuł się lepiej niż jeszcze 10 minut temu. Musiał się poważnie zastanowić co tak naprawdę się wydarzyło. Czarne oczy spojrzały w górę, gdzie chmury co prawda były, ale na pewno nie burzowe, więc nie uderzył w niego piorun, to jakaś abstrakcja. Poza tym musiałby się od czegoś odbić żeby walnąć go w krzyż, a nie np. w sam czubek głowy, nie, to na pewno nie to. Prześledził całą trasę swojego lotu i po drodze, choć przez chwilę to olał, zauważył człowieka. Przechylił głowę na bok i zmrużył oczy przyglądając się osobie, która stała na środku boiska cała utetłana w błocie i wyglądało na to, że to był już stan po oczyszczeniu się z tej jakże uroczej i brudzącej substancji. On sam obecnie wyglądał jak siedem nieszczęść, cały w błocie, szata podarta, a i gdzieniegdzie nawet pojedyncze strużki krwi mozna było znaleźć. A więc to tak? Ktoś oberwał błotem więc postanowił go zabić? To mogła być tylko kobieta... mimowolnie poczuł w sobie jakieś niewielkie uczucie gniewu, kiedy ruszył w tamtą stronę, po drodze uznając, że lepiej po prostu wskoczyć na miotłę i tam podlecieć. Ta odległość wbrew pozorom nie była taka mała, szczególnie że oddalał się od napastnika z dużą prędkościa, a i jeszcze poturlał się kawałek dalej.
Nie musiał bardzo blisko podlatywać, żeby przekonać się iż spełniają się najgorsze koszmary małych chłopców, którzy dostają od ojców dobre rady jakiej kobiety w życiu nie szukać, bo oto bowiem przed nim stał nie kto inny jak królowa samozwańczej krainy zła, przy której Buka to jedynie stwór na machniecie ręką. - Ty nie jesteś w pełni normalna. - mruknął, stając od niej na bezpieczną odległość około czterech, może pięciu metrów. Zeskoczył z miotły przyglądając się uważnie dziewczynie, jak jastrząb, który wlaśnie chce zatrzasnąć wiewiórkę w swoje szpony i ją zadusić. Nie wyglądał w tej chwili na tego samego, miłego Chrisa którym był na codzień, szczególnie zważywszy na stan jego ciała jaki aktualnie posiadał. Wysunął rózdżkę z rękawa i skierował ją na błoto przed Bethą, wypowiadając inkatancję zaklęcia Alarte Ascendare, tym samym wyrzucając sporą ścianę błota prosto na nią. - Masz, ochłoń trochę zanim następny raz wpadniesz na tak genialny pomysł. - warknął w jej kierunku. był wkurzony, ale nie miał zamiaru rzucać w nią ofensywnymi zaklęciami, nie był nienormalny, mimo, ze ona właśnie połamała mu żebra. Kretynka.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 485
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 9:45 pm   

Powinna do niego podbiec i zacząć go opatrywać, przepraszać, błagać o wybaczenie, że nie wie co ją poniosło. Pytać, czy wszystko w porządku, czy będzie żył, jak mu pomóc. Powinna, ale dla niej w tej chwili było ważniejsze, że czuła w ustach smak piachu, który pokrywał boisko od Quidditcha. Czuła jak ubrania do niej tak bardzo przylegają, że aż zaczynają krępować ruchy, zwłaszcza jeśli chodziło o spodnie. W tej chwili było jej tak piekielnie niekomfortowo, że lepiej się czuła nawet podczas walki z Voldemortem.
Wtedy usłyszała, jak ktoś z oddali zaczyna się ruszać i odzywać. A po chwili... najwyraźniej przybliżać w jej kierunku. Zlustrowała człowieka spojrzeniem i jak tylko spostrzegła kogo jebnęła zaklęciem i sponiewierała, to miała ochotę strzelić sobie w łeb. Naprawdę. Czy ona już nie może wpadać na kogoś innego? Śmierciożerców, czy dementorów chociażby, ale nie. Zawsze to musi być on. W ciągu ostatniego tygodnia nawet nie słyszała o nim, ani nie mignął jej nigdzie w Hogwarcie, więc dzisiaj wszechświat musiał to nadrobić. Widząc jego wściekłą twarz, Betha nawet nie drgnęła, jedynie przeklęła pod nosem, że znowu będzie musiała się z nim użerać.
- Milcz jak do mnie mówisz.- warknęła w jego kierunku widząc z kim ma do czynienia. Wszechświat naprawdę ją ostatnimi czasy zaczynał bardzo denerwować. Za często go spotykała i każdy kolejny raz jest coraz gorszy. Naprawdę. Zaczęło się w miarę spokojnie, ale co spotkanie dzieją się coraz bardziej dziwniejsze i gorsze rzeczy. Czy bała się jego spojrzenia? Nie. Sama miewała gorsze, a teraz w jej spojrzeniu tkwiła jedynie żądza mordu. Nawet nie zdziwiło jej to, że nie jest już tak uśmiechnięty i przesympatyczny. Skutecznie zmazała mu ten jego głupi uśmiech z twarzy, kiedy jebnęła go expelliarmusem. Gdyby jednak wiedziała, że to on, może rzuciłaby coś silniejszego, aby zabolało go jeszcze bardziej. Zrobiła później bardzo głupią rzecz, odwróciła się do przeciwnika plecami i zanim zdążyła zareagować oberwała ścianą błota w plecy, przez co pojawiła się na niej kolejna warstwa... albo pięć mułu. Zamarła jakby właśnie ją trafił drętwotą i zacisnęła palce na różdżce. W międzyczasie przez jej głowę przechodziło milion pomysłów jak go zabić.
- Ty... zakłamany... kurwiarzu. - mruknęła pod nosem. Momentalnie odwróciła się na pięcie, która tkwiła gdzieś w błocie i celując w niego różdżką dodała - Ottorius.- syknęła wściekła czując jak się w niej buzuje krew. Dosłownie się gotowała, a gdyby to była kreskówka, zapewne teraz stałaby się cała czerwona i z czubka jej głowy zacząłby unosić się dym. Czuła jak ma błoto wszędzie tam gdzie go nie powinno być i to w takich ilościach, że mogłaby to nazwać kąpielą błotną podczas stania. Jak weźmie prysznic, zapewne ten cały się zapcha i będzie musiała wezwać skrzaty zamieszkujące akademik, aby ogarnęły rury. Nie obchodziło jej, że połamała mu żebra. Mogła mu nawet złamać kark i powieką by nie drgnęła. Była hipokrytką? Straszną. Czy dbała o to? Ani trochę. Jedyne o co będzie dbać, to to, że gdy zejdzie z niej adrenalina, poczuje cholerne zimno, które ją sparaliżuje na tyle, że ledwo dojdzie do domu.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 10:20 pm   
   <Multikonta: --


Był pełen podziwu dla jej obecnej złości i ostentacyjnego wkurwienia, natomiast całkowicie nie widział powodu dla aż tak negatywnego postępowania jakie miała teraz w zanadrzu. Co prawda oberwała błotem, tak, dwa razy bo teraz zrobił to specjalnie, natomiast wcześniej to przecież nie on wpadl na środek boiska do quidditcha w trakcie lekcji i to na dodatek w taką pogodę. To nie on wybrał skrót prowadzący prościutko przez zabłocony i bagnisty teren, i to nie on był takim idiotą żeby zgubić ten cholerny papierek, tylko Hagrid. Ona natomiast zwaliła wszystkie winy tego świata obecnie na niego i nawet fakt, że niebo jest niebieskie (na tę chwilę szarobure), a trawa zielona to jego i tylko wyłącznie jego sprawka.
Dziwnym zbiegiem okoliczności było natomiast to, że pojawiła się tu dokładnie wtedy, kiedy to on miał tu zajęcia, to on tu z nimi latal i to on akurat wykonywał manewr. Czy oni naprawdę będą tak na siebie teraz wpadać? Średnio co tydzień? O ile nie miał z tym problemu wcześniej, tak teraz niezmiernie go to zaczęło irytować. Alko gra była w porządku, to spotkanie na błoniach również, ale rzucanie w siebie zaklęciami bez powodu już nie. Jak widać nie wiedział z kim miał do czynienia i teraz właśnie się o tym przekonuje, jak bardzo wybuchowa i nieprzewidywalna jest ta mała, kompaktowa istota. Przez myśl mu nawet przeszło czy nie zamknąć jej w szkolnej szafce na dokumenty, bo idealnie by się tam objętościowo zmieściła. Kształt sześcianu to nie problem, dopasuje się.
Uważnie obserwował ją i jej zachowanie, doskonale wiedząc, że jest zdolna do wielu rzeczy i naprawdę wiedział, że zaraz coś się wydarzy. Ta wymowna cisza w momencie kiedy oberwała kolejną warstwą - uwaga - NIESZKODLIWEGO błota, mówiła mu wszystko, a kiedy dziewczyna zaczęła obracać się w jego stronę z niezbyt ładnymi epitetami na ustach szybko skierował różdzkę w jej kierunku i rzucił przeciwnie w jej stronę zaklęcie Aresto Momentum zanim ona rzuciła swoje, zaraz po chwili już rzucając bez większych zahamowań kolejne Incarcerous, ponieważ doskonale wiedział, że to pierwsze nie zadziała na zbyt długo co po chwili już było widoczne kiedy ich otoczenie wróciło do normy. O tak, zaklęcia zwykłe to zdecydowanie byla jego działka. Pęta na szczęście były już na swoim miejscu i jakkolwiek to wyglądało moje drogie dzieci, wujek Kanadyjczyk jej nic nie zrobi. W każdym razie nic demoralizującego ( ͡° ͜ʖ ͡°) na razie.
Niewiadomym było, czy jego spojrzenie obecnie jest pełne rzeczonej irytacji czy zmęczenia i chęci położenia się do łóżka lub umarcia, w każdym razie ściemniało jeszcze bardziej, a sam mężczyzna podszedł do niej bliżej, bo na tę chwilę raczej był bezpieczny. Później niech się dzieje co chce i może go nawet zabić. Pochylił się nieco, bo ona żeby na niego spojrzeć musiała zadzierać głowę, a chyba wolał mieć ją na wysokości oczu, a nie... ekhm. niech będzie że klatki piersiowej. - Puszczę Cię, jak się uspokoisz, bo zdecydowanie przesadzasz. - mruknął, lekko wzdychając. - Chyba łatwiej będzie po prostu pójść się ogrzać i wykąpać, niż starać się mnie bezceremonialnie zabić. - dodał przecierając rękawicą swoją twarz i zerkając na materiał na którym była mieszanina krwi i błota rozrzedzonych przez pot z treningu. - A zresztą... - odsunął się i zakończył zaklęcie, odwracając się jak gdyby nigdy nic i ruszając w kierunku szatni powolnym, obolałym krokiem. Staral się nawet nie pokazywać tego na twarzy, ale chyba średnio mu to wychodziło.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 485
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 10:38 pm   

Ten dzień to koszmar. Najpierw musiała użerać się z ludźmi na uczelni, a potem musiała popierdalać od sali do sali i rozmawiać z tak dużą ilością ludzi, że przez następny miesiąc będzie musiała ich unikać, aby utrzymać swoją normę. Potem musiała wysłuchiwać krzyków dyrektorki na nieobecnego Hagrida, który zagubił gdzieś bardzo ważny papier, a następnie sama Betha musiała szukać go po całym zamku. Gdyby nie to, nigdy nie trafiłaby na to boisko i nie musiałaby się teraz użerać z przeklętym Kanadyjczykiem. Mogłaby teraz siedzieć w łóżku i głaskać swojego kota, czytać książkę, albo uczyć się na nadchodzące kolokwia. Ale nie. Ona musiała właśnie nawalać się zaklęciami. Na środku boiska do Quidditcha. W kilometrze mułu. Przemoczona, zmęczona, zmarznięta i brudna. Z Chrisem, którego osobiście wolała unikać przez następne zawsze. Chyba wszechświat chce jej dać znać, że ma się zabić.
I wtedy zaczęło się robić jeszcze gorzej, a zarazem ciekawiej. Nie dość, że wcześniej oberwała kolejnymi warstwami błota, to jeszcze Chris stwierdził, że zajebiście będzie jak podczas, gdy ona go zaatakuje, ten zatrzyma jebany czas. Czy ją to wkurwiło, że nie oberwał Otturiusem? Pewnie, bo przecież wolałaby jakby jednak wił się z bólu przez jakiś czas i sam wylądował w jednej z większych kałuż na boisku, no ale musiała zawsze się liczyć z tym, że przeciwnik się przygotuje na atak, zwłaszcza, że zdradziła się, że chce mu zajebać. Ale to chyba było na tyle oczywiste, że nawet ślepy by zareagował. Ba, jakby nie zaatakowała, to wtedy byłoby zdziwienie. Czy wkurwiła się za to, że ją spętał? Ło Cię Panie. Bardzo chciała się wyrwać i wiła się w tych pętach mocno, ale kiedy nie dawało to żadnych efektów w końcu przestała i jedynie mierzyła go morderczym spojrzeniem. Nie odezwała się słowem zaciskając mocno zęby. Naprawdę miała go już dosyć. Nawet nie przywalił jej porządnym zaklęciem za to, że połamała mu żebra. Nie wyzwał, nie zaatakował jakoś specjalnie, jedynie ochlapał ją błotem i spętał, aby nie zrobiła krzywdy jemu i najprawdopodobniej sobie. Irytowało ją to podejście. Miała wrażenie, że traktował ją jak dziecko któremu trzeba było wytłumaczyć wszystko dużymi literami, bo inaczej nie zrozumie. Z drugiej jednak strony podziwiała fakt, że nie odpowiadał agresją na agresję. Jakby nie było, po raz pierwszy w życiu widzi coś takiego. I kogoś takiego. Nawet Motejus, ten dobry, kochany gryfon byłby wściekły na tyle, że wymieniłby się z nią kilkoma zaklęciami ofensywnymi.
Gdy w końcu pęta puściły rozmasowała sobie nadgarstki, które w tej chwili były najbardziej obolałe i zwróciła ku niemu swoje nienawistne spojrzenie, gdy odchodził w kierunku pobliskich szatni dla drużyn. Nie wiedząc czemu, chciała, aby w końcu się wkurzył. Tak porządnie. Podeszła do niego szybkim krokiem, zagrodziła mu drogę i starając się jakkolwiek ustać na palcach w tym bagnie skierowała w niego różdżkę, którą przyłożyła mu do gardła.
- Daj mi jeden powód dla którego nie mam Cię zabić w tej chwili.- syknęła patrząc się mu w oczy z nienawiścią i pogardą, którą również miała wymalowaną na twarzy. Był wyższy od niej o jakieś trzydzieści centymetrów. Nigdy nie zwróciła na to wcześniej uwagi, bo za każdym razem jak się spotykali to ten siedział, ale w tej chwili nawet nie zwróciła na to większej uwagi. Naprawdę chciała, aby ten dzień się już skończył. Był beznadziejny od samego początku, a o końcówce nie wspominając. Chciała iść wziąć prysznic, długi i gorący i zapomnieć o tym co się dzisiaj stało. Tak po prostu. Miała dosyć i tego miejsca i jego gęby. Była obolała, brudna, przemarznięta, przemoczona i wymęczona psychicznie, ale nie mogła ukazać słabości. Jakiejkolwiek. Nie tak ją uczono. W starciu z przeciwnikiem musiała pokazać, że jest silna mimo wszystko. Tak jak ją uczył ojciec.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 11:21 pm   
   <Multikonta: --


Nie atakował, bo nie miał ku temu powodu. Co prawda owszem, zrzuciła go z miotły, czego następstwem było połamanie żeber, stłuczenie kości i zapewne kilku rzeczy dodatkowo, natomiast jakby nie patrzeć mógł być za to zły, ale nie mścić się jakby był nie wiadomo kim, a już na pewno nie jej krzywdzić. Nie zabiła go, nie urwało mu nogi, więc nie było tak źle. Dziwne podejście? Być może. Christopher natomiast poza tym, że nieco się wkurwił, to z pewnością szybko potrafił się opanowywać, bo generalnie należał do spokojnych ludzi. A ona? Żywili do siebie niechęć, to z pewnością, natomiast ona jego wrogiem nie była. Póki co. Chyba musi się bardziej postarać albo w zasadzie to w sumie lepiej jej do tego nie zachęcać.
Kierował swoje kroku ku szatni, nawet nie odwracając się i nie patrząc co robiła, bo w zasadzie średnio, a nawet wcale go to nie interesowało. Starał się myśleć o czymś innym niż ból, który teraz po opadnięciu emocji stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Jedyne co mógł na tę chwilę zrobić to zaciskać zęby i próbować nie jęczeć, może w asyście rzucania na siebie jakichś zaklęć, bo różdżki nie schował do tej pory. Nawet nie wiedział do końca skąd ten ból emanuje, nie mógł tego zobaczyć, bo jego ciało pokrywały czarne, obecnie zabłocone nauczycielskie szaty, które nie wiedzieć czemu musiał nosić nawet w takiej temperaturze jak ta która obecnie była powyżej zera. Ma ochotę je ściągnąc tu i teraz, ale publicznie nie wypada.
Kiedy zagrodziła mu drogę westchnął patrząc przed siebie wzrokiem wyrażającym znudzenie tą sytuacją, a następnie skierował go w jej pełne pogardy dla niego oczy. Ma kucnąć, żeby było wygodniej trzymać jej tę różdżkę, coby ta urocza dłoń jej nie zdrętwiała? - Ty mi podaj powód, dla którego miałabyś mnie zabić w tej chwili. Widzisz? NIE MASZ GO. A tam jest ciepły prysznic. - mruknął beznamiętnie, akcentując niektóre słowa, aczkolwiek nie ruszając się z miejsca. Owszem, nadal miał w jednej z dłoni różdżkę, a w drugiej miotłę którą jakby się zamachnął to by nie przeżyła, natomiast nie chciał korzystać z tej opcji, szczególnie, że średnio miał na to siły, a i marnowanie ich resztek na zdesperowaną ślizgonkę nie miało sensu. Jeszcze przez ułamki sekund patrzył na nią twardo, jednakże wiedział, iż nie ma sensu wchodzenie w dalszą polemikę i przekręcając oczami wyminął ją nie przejmując się w ogóle tym, że jej różdżka nieco za mocno wbija mu się w gardło przy uwalnianiu się. - Jak mi jeszcze raz zastawisz drogę, to choćbym miał się połamać mocniej to jak Merlina kocham, zwiążę Cię jeszcze raz i tam zaniosę. - stwierdził, bardziej do siebie niż do niej szurając nogami w głębokim błocie. Nie było w tym ani grama złości, po prostu szczera rezygnacja i zmęczenie jej zachowaniem dawały o sobie znać.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

Betha Michaelson
II rok | Magiczne Stworzenia
Dołączył: 03 Kwi 2012
Posty: 485
Wiek: 20, urodzona 14.02.1980
Krew: Czysta.
Pupil: Feniks o dumnym imieniu Aithne (Becziks Pierwszy!). Kot Savannah - Ariana, pierwsze pokolenie oraz kuguchar - Caro.
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, modrzew, odpowiednio giętka.
Ekwipunek: reputacja królowej Slytherinu, różdżka, wygaszacz światła, krwawe pióro
Genetyka: Animag
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 8
Transmutacja: 23
Z. zwykłe: 22
Z. ofensywne: 42
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 7
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 11:43 pm   

Lustrowała go spojrzeniem jakby chcąc wyhaczyć jakąkolwiek irytację z jego strony, ale cała złość już z niego uszła. Tak nagle. Jedyne co widziała to zmęczenie, rezygnację i ból, który sprawiał mu każdy ruch. Nawet z połamanymi żebrami nie był w stanie rzucić w nią ofensywnym zaklęciem. Fascynowało ją to, ale przecież nie mogła tego okazać, nie? Dlatego jedynie słuchała go, a jako, że jest pyskata, to nie mogła pozostawić niektórych słów bez komentarza. To nie leżało w jej naturze.
- Wkurwiasz mnie, to mi wystarczy.- prychnęła i wtedy poczuła kolejny mrożący krew w żyłach podmuch wiatru, który zawiał tak, że mimowolnie zadrżała. Mimo porażającego ją zimna wciąż lustrowała go spojrzeniem, jednak wizja ciepłego prysznica była zachęcająca, a zmywanie z siebie dodatkowej warstwy składającej się z jego krwi nader niepotrzebne. Dlatego gdy ją wyminął bez słowa podążyła za nim spojrzeniem i westchnęła pod nosem.
- Nienawidzę go.- mruknęła do siebie i skierowała się w końcu do tej przeklętej szatni marząc o gorącym prysznicu i ciepłym łóżku. Chciała zmyć z siebie dzisiejszy dzień i iść spać myśląc, że może następny dzień będzie lepszy. Szła w absolutnej ciszy nawet na niego nie patrząc. Po prostu kierowała się przed siebie, będąc metr za nim chcąc już wylądować w tej szatni. Droga ciągnęła się jej jakby miała do pokonania co najmniej kilka kilometrów. Adrenalina zaczęła z niej schodzić. Zaczynała się trząść z zimna, bo wiatr, który wariował na dworze na wskroś ją przechodził powodując nieprzyjemne ciarki i zmrożenie mięśni, które coraz bardziej odmawiały posłuszeństwa. Co chwila rozcierała swoje całe ubłocone ramiona, aby pobudzić jakkolwiek krążenie i wytworzyć ciepło. Ciekło z niej, niektóre kawałki zaschniętego już błota pod wpływem ruchu zaczynały odpadać, a ona sama wyglądała jak siedem nieszczęść, które właśnie wróciło z najgorszej wojny swojego życia. Naprawdę, nawet podczas bitwy o Hogwart nie wyglądała i nie czuła się tak jak dzisiaj, mimo, że była wtedy mocno poobijana i ranna. To nie był jej dzień.
Gdy w końcu stanęli w ocieplanej szatni, a ciepłe powietrze ogarnęło ciało ślizgonki, poczuła przyjemne ciarki, które przechodziły jej ciało. Dalej było jej piekielnie zimno, ale przynajmniej już nie obrywała mrożącym wiatrem, który przeszywał jej ciało jak tysiące żyletek. Spuszczając go z oczu poszła natychmiast w stronę łazienki w której się zamknęła co by jej nie wszedł w trakcie jej prysznicu, nie? Zdjęła z siebie obłocone i przemoczone ubrania od razu czując się od razu lepiej. Przekręciła kurek i gdy tylko poleciała gorąca woda, weszła pod nią czując jak jej spięte mięśnie natychmiast się rozluźniają. Zanim zaczęła się myć postała kilka minut pod gorącą wodą pozwalając by ta obmyła całe jej ciało. Dopiero gdy poczuła się dobrze w końcu zaczęła się myć i zmywać błoto z ciała i włosów. Kiedy w końcu doprowadziła się do prawidłowego stanu zakręciła wodę i wyszła owijając się jednym z czystych ręczników. Przetarła dłonią zaparowane lustro i oparła się dłońmi o blat ze zlewem wpatrując się w swoje odbicie. Westchnęła pod nosem i mocniej zaciskając ręcznik na piersi wyszła z szatni w poszukiwaniu jakichś ubrań, bo swoich przecież nie ubierze. Nawet nie przejęła się obecnością Chrisa, bo po prostu ignorowała jego obecność. Wolała przeszukać szatnię. Może znajdowała się tu jakaś bluza, którą mogła ubrać i nigdy nie zwrócić i jakieś dresowe spodnie w których będzie jej ciepło. W końcu zawodnicy czasami trzymali takie rzeczy w swoich szafkach, czy gdzieś tam, nie? Nikt nie ogarnie, że to ona podwędziła czyjeś ubrania, a że jest mała, to pewnie zmieści się we wszystko co znajdzie.
_________________
I'm the bad guy.


I'm not the damsel in distress.
I'm not your girlfriend or the frightened princess.
I'm not a little bird who needs your help to fly.
I'm not your teammate or your partner in crime.
What am I, boys?
She's the bad guy.

See you in hell.
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 12:20 am   
   <Multikonta: --


Nie odzywał się już, a jedyne co zrobił to nadal kierował się ku miejscu docelowemu, pozwalając jej w pewnym momencie siebie wyprzedzić. Doprawdy jego krok był dość wolny, a on nie miał zamiaru przyspieszać tylko po to, aby pierwszemu dorwać się do prysznica. Jemu nie było zimno, jedyne co mu przeszkadzało to wszechobecny ból i może trochę ten cały brud jaki osadził się na jego ciele w postaci krwi, błota i innych nieprzyjemnych substancji, których wolałby się już pozbyć. Po za tym spoko i tak by nie miał zamiaru się z nią sprzeczać kto pierwszy ma się wykąpać i tak by ustąpił, wcześniej chciał sprawdzić stan swojego ciała, choć w sytuacji kiedy jest po prostu brudny może być ciężko. Ciągnąc się za nią obserwował jak jej ciało przechodzą drgawki i inne oznaki zwiastujące, że dość mocno już zmarzła, tak więc jego argument o ciepłym prysznicu nie miał prawa tu nie wygrać, zważywszy jak długo była wystawiona na zimny wiatr i nie rzuciła na siebie chroniącego zaklęcia. Interesujące stworzenie.
Kiedy tylko przekroczyli próg pomieszczenia różnica temperatur zmieniła się gwałtownie, w każdym razie dla niego, ale o dziwo nie było mu z tym źle. Prędzej można powiedzieć, że nie zwracal na to na tę chwilę aż tak dużej uwagi. Odłożył miotłę zaraz przy wejściu nie przejmując się ani trochę, ze cieknie z niej brud na podłogę, a on sam jedynie odprowadzając wcześniej wzrokiem dziewczynę, usiadł na najbliższej ławce i zaczął ściągać z siebie część ubioru, która najbardziej mu wadziła [czyli cały xd], to jest górny płaszcz szaty roboczej i inne pierdoły pokroju okularów, bandamy i rękawic. W sumie nie wiedział, czy może zdjąć w jej obecności koszulkę obawiając się wyzwisk na temat zgorszenia i tym podobnych, natomiast po chwili doszedł do wniosku, że w zasadzie ma to głęboko w poważaniu i musi sprawdzić jak wygląda jego obtłuczone ciało. Zdjął więc całe górne odzienie i odrzucił na bok na stertę brudnych ciuchów, które wkrótce zapewne i tak zabiorą do czyszczenia skrzaty, choć w jego opinii to najlepiej od razu je wyrzucić i kupić nowe. Tak, chyba tak zrobi.
Jego oczy skierowały się na ręce i brzuch, które choć lekko posiniaczone nie wyglądały wcale tak źle jak się zapowiadało. Dopiero kiedy mocniej pochylił głowę zauważył resztę w postaci swojej klatki piersiowej, mogącej obecnie kandydować ze śliwkami w plebiscycie na najbardziej purpurowo-czarny kolor. No tak. Pleców chyba nie chciał widzieć, tak więc do lustra nie podchodził. Dokładniej obejrzał dłonie i łokcie, obtłuczone i czerwone jak dorodne buraki, a jak już porównujemy tak jego stan do rzeczy roślinopodobnych, to jego ogólny stan oceniam na kwaśne jabłko.
Szczerze mówiąc nie zwrócił uwagi na moment, w którym Ślizgonka wyszła z łazienki i zaczęła przechadzać się po szatni w poszukiwaniu ubrań, a dopiero kiedy spojrzał na drzwi od pomieszczenia jeszcze przed chwilą zajmowanego przez dziewczynę zorientował się, że jest puste. Odnalazł ją wzrokiem i uniósł brew do góry w geście zdziwienia na widok jej, poszukującej czegoś, czego nie potrafił określić, dopóki nie zwrócił uwagi na to, że jest opatulona wyłącznie ręcznikiem, zapewne pod spodem nie mając nic. No tak, szuka czystych ubrań. Powodzenia, raczej nic tu nie znajdzie, a on nie będzie się kwapił do pomocy, dopóki go nie poprosi. A nawet i wtedy się nad tym zastanowi. Zgarnął się z miejsca, biorąc ze swojej szafki czyste ubrania i lekko kuśtykając zniknął w łazience, gdzie pierwsze co zrobił to wskoczył pod chłodny prysznic i ostrożnie, próbując nie sprawiać sobie bólu obmył się z tego całego piachu, błota, krwi i innych, tworząc kolor wody podobny do bliżej nieokreślonej barwy. Później chwilę pod nim postał skręcając ciepłą wodę całkowicie i czując jak lodowata woda koi nieco ten ból jego ciała. Z pewnością jutrzejszy ranek, kiedy się obudzi nie będzie należał do nazbyt przyjemnych. Chyba trzeba będzie wybrać się do skrzydła szpitalnego po jakieś leki bądź inne przysmaki, które ukoją mu dalsze życie. W każdym razie obecnie musiał przetrwać. Wyskoczył z tego kojącego cierpienie raju i ubrał się do połowy, z drugą czekając aż jeszcze podziała z zaklęciami leczącymi, może coś mu się jeszcze uda zrobić.
Wyszedł z łazienki i nieprzejmując się nią, równie co ona nim przysiadł z powrotem na tej samej ławce i jeszcze raz krytyczntym okiem patrząc na czyste już obrażenia. Wziął swoją jarzębinową różdżkę i skierował na rany rzucając parę zaklęć leczących co na gołe ciało miało zdecydowanie lepsze działanie niż na to ukryte pod szatami. Ta wymowna cisza przerywana szeptem niespecjalnie mu przeszkadzała, natomiast przyszła mu pewna myśl do głowy, która zaczęła ciekawić go na tyle, że musiał zapytać. - W zasadzie, dlaczego zakłamany kurwiarzu?
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale



Eclipse







Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 9