► Poszukujemy nauczycieli Astronomii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Rozpoczyna się lekcja Obrony Przed Czarną Magią!
► Rozpoczynamy bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Skrzydło Szpitalne
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3709
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 30, 2016 12:20 am   Skrzydło Szpitalne
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Pomieszczenie zawierające wiele łóżek (wszystkie z białą pościelą i kotarami), do którego trafiają wszyscy poszkodowani na terenie zamku. Opieką i kuracją uczniów zajmuje się skrupulatnie szkolna pielęgniarka, która również tutaj ma swój gabinet. Początkowo znajdowało się na I Piętrze.
 
     

Lucas Henderson
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Maj 2017
Posty: 33
Wiek: 15
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Nerv
Różdżka: heban, pióro ze skrzydło hipogryfa, giętka, 11 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pon Cze 26, 2017 10:09 am   
   <Multikonta: --


Starał się nie jęczeć za bardzo i nie wkrzywiać mordy z bólu, chociaż nie bardzo się dało. Zdawał sobie sprawę, że ta młodsza grupa uczniów prawdopodobnie teraz ratowałamu życia, ale ból był wciąż nie do zniesienia. Miał wrażenie jakby autentycznie nie miał nogi. Tak całkiem serio. Nie czuł jej ani trochę w sensie fizycznym oprócz tego rozchodzącego się po całym jego ciele cierpienia. Jeszcze krew sączyla mu się z ramienia nadgryzionego przez węża, więc zdawał sobie sprawę jak fatalnie musiał wyglądać. Skoro nawet uczniowie porwali się na ratowanie go. Jakoś starał się nie wiercić będąc niesionym w powietrzu, wiedział, że to może mu pomóc, ale nie mógł się powstrzymać przed przekręceniem bardziej w jedną czy drugą stronę. Zagryzał wargi byle tylko poradzić sobie z bólem. Wiedział, że udają się do skrzydła szpitalnego, chociaż fizycznie tego nie widział, bo też zamknął oczy. A potem znalazł się na łóżku. Mimowolnie syknął podkrurczając się, bo w momencie, w którym zmiażdżona kończyna dotknęła materiału łóżka, pojawiła się kolejna fala doprowadzająca go niemal do mdłości. Tyle, że przetrwał. Wciąż żyje.
- Wąż. - wycharczał tylko, bo tylko to zdołało mu teraz przejść przez gardło, pomimo tego, że zbierał się do wypowiedzenia tego przez kilka sekund.- Moja... noga... - udało mu się jeszcze coś wydusić.
Zapewne dlatego, że adrenalina przestała już buzować, wszystko odczuwał dużo wyraźniej. Zdawał sobie z tego sprawę i wiedział, że leczenie też prawdopodobnie nie będzie bezbolesne. No nic, trzeba to znieść.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2478
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Cze 27, 2017 9:40 pm   

Pielegniarka nie próżnowała. Od razu zaczęła wyciągać kolejne fiolki by w niewielkiej miseczce zacząć sporządzać leczniczą miksturę. Skrzydło szpitalne wypełnił kwaśny zapach drażniący nozdrza wraz z kolejnymi porcjami eliksirów. Jeszcze trochę ziół, które zerwała prosto z doniczek stojących przy oknach, jeszcze raz wszystko wymieszać i podeszła do chłopaka podając mu tak wytworzony specyfik.
- Ostrożnie. Poleżysz sobie tu kilka dni chłopcze, zawiadomie twojego opiekuna domu. Nie myśl, że nikt się o tym nie dowie. - postawiła sprawę jasno, zaraz sięgając po plaster, który zwilżyła w kolejnym wywarze, nalepiając go na ramieniu chłpaka.- Możesz się poczuć senny, poza tym... w tym stanie najlepiej, żebyś dużo spał. Mniej odczujesz działanie leku, a zaręczam, że to nie jest przyjemne uczucie. - dodała po wykonwaniu wszystkich czynności oddalając się do swojego kantorku.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Lucas Henderson
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Maj 2017
Posty: 33
Wiek: 15
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Nerv
Różdżka: heban, pióro ze skrzydło hipogryfa, giętka, 11 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Czw Cze 29, 2017 9:30 pm   
   <Multikonta: --


Wszystko go bolało. Teraz mógł być już pewien, że całe ciało odczuło mocne skutki zmiażdżonej nogi. Oczywiście, tylko ona wydawała się być źródłem tego bólu, ale cierpienie rozchodziło się na każdy fragment jego organizmu. To było bardzo wyniszczające. Przez to siłą rzeczy nie był w stanie utrzymać się całkiem nieruchomo na łóżku, chociaż zdawał sobie sprawę, że byłby to najdogodniejsze w jego obecnej sytuacji. Zaoszczędziłby sobie kolejnych fal rozchodzącego się cierpienia. Ale to samo cierpienie było przyczyną tego, że nie mógł przestać się chociaż minimalnie wiercić. Pozostawało mu zatem czekać cierpliwie na pomoc pielęgniarki. Na szczęście ta oszczędziła mu zbyt wielu pytań, za to skupiła się na przyrządzeniu leku. Puchon podniósł się na tyle ile dał radę chwytając w jedną, drżącą dłoń miskę przygotowanego specyfiku i postarał się wypić całą miksturę na raz. Smakowało zapewne okropnie jak nie jeden tego typu lek, aczkolwie faktycznego porównania nie miał, bo rzadko zdarzało mu się spożywać coś takiego. Skrzywił się jeszcze bardziej, nawet nie zorientował się kiedy pielęgniarka zajęła się jego raną na ramieniu. Odłożył miskę na bok, próbował jeszcze coś wyharczeć, ale głos nie mógł zamienić się w konkretne słowa. Zaczęła ogarniać go senność, po której zapadł w błogi sen.
 
     

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2478
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Lip 01, 2017 9:29 pm   

Zmiażdżona noga dochodziła do siebie. Leczenie jednak było chyba równie męczące co spotkanie puchona z tym tajemniczym gadem. Chłopak bowiem przez kilka dni pozostawał otępiały. Tyle jedynie, że spał i musiał coś jeść. Mikstury jakie przyjmował działały oszałamiająco, trudno było określić czas i miejsce, sen mieszał się z jawą. Ale właśnie dzięki temu pan Henderson nie odczuwał aż tak bardzo jak bolesny jest proces rekonstrukcji kości, mięśni, ścięgien. Trwało to trzy dni i przez trzy dni jego noga napuchła tak, że wydawała się wręcz napełniona wodą. Nie mógł nią wcale ruszać, co więcej pojawiało się wrażenie, że to wcale nie jest jego kończyna! Na szczęście po tych kilku dniach męki, noga wróciła do sprawności, aczkolwiek pielęgniarka zaznaczyła, że chłopak może jeszcze przez kilka najbliższych dni nieco utykać i chwilowo tracić czucie w kończynie. Oczywiście zapewne nieuchronnie czeka go spotkanie z opiekunem domu, ale póki co był wolny i mógł wreszcie opuścić skrzydło szpitalne.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Lucas Henderson
Uczeń | V rok
Dołączył: 07 Maj 2017
Posty: 33
Wiek: 15
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Nerv
Różdżka: heban, pióro ze skrzydło hipogryfa, giętka, 11 cali
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pon Lip 03, 2017 9:33 pm   
   <Multikonta: --


To nie był najlepszy czas dla Lucasa i na pewno nie będzie wspominał go dobrze. Co najwyżej boleśnie. Ból chociaż zelżał to towarzyszył mu przy niemal każdym wybudzeniu. Przede wszystkim dużo spał, czuł się jak taki kot, który budzi się chyba tylko po to, żeby coś zjeść. Karmili go na szczęście dobrze, zresztą... był w takim stanie, że na dobrą sprawę można go było karmić czymkolwiek, i tak chyba nie zwróciłby na to uwagi. Przez cały czas utrzymywał się stan oszołomienia, całe jego ciało wydawało się odrętwiałe. Zupełnie jakby oberwał jakimś zaklęciem i moc tego czaru utrzymywała się przez cały czas, nie chciała ustąpić. Starał się podchodzić do swojej sytuacji racjonalnie, przecież żyje... musiał przecierpieć jakoś etap dochodzenia do siebie, dość przykre działanie podawanych mu mikstur i leków, a w dalszej kolejności będzie już wszystko dobrze. Opieka w Hogwarcie jakoś postawi go do pionu. I postawiła. W końcu ból zaczął maleć, aż po kolejnym przebudzeniu stwierdził, że nie czuje go chyba zupełnie. Po rozmowie z pielęgniarką, podziękował jej, spokojnie przyjął to, że jeszcze przez jakiś czas może utykać aż w końcu podniósł się z łóżka i z ulgą stanął na nogi. Kilka kroków, nie było tak źle. Chodził, kończyna wróciła do sprawności. I nie ma co czekać, dość już nasiedział się w skrzydle szpitalnym. Teraz trzeba się zastanowić co powie nauczycielowi, jak wytłumaczy to zajście. Najpierw jednak udał się prosto do dormitorium.
<zt>
 
     
Finley O'Connor
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Maj 31, 2018 10:16 pm   

Powrót na stare śmieci był dla Finley ciekawym przeżyciem. Nigdy nie spodziewała się, że powróci do zamku już jako dorosła kobieta, a tu proszę - los bywa przewrotny i sam pisze scenariusze. Jej pierwszy powrót tutaj był ściśle powiązany z Bitwą o Hogwart, gdzie zranieni czarodzieje potrzebowali medycznej pomocy. To wydarzenie dało jej kopa do działania i zmotywowało do zrobienia czegoś ze swoim życiem - a propozycja pracy tutaj, którą otrzymała gdy wszystko się uspokoiło potraktowała jako przeznaczenie. Czy nie o tym wspominała jej April? Matko... może powinna w końcu zaufać tym wszystkim przepowiedniom?
Spacerując po korytarzach, wciąż nie mogła wyjść z podziwu. Wcześniej miała olbrzymie ambicje i plany. Uwielbiała przypadki, na które natrafiała podczas pracy na oddziale urazów pozaklęciowych. Praca pod presją, pełna wyzwań, nagły skok adrenaliny, gdy przyjmowali czarodzieja w krytycznym stanie i nie było mowy o powolnej, dokładnej diagnozie - wtedy czuła, że żyła. Teraz, gdy wszystko wróciło do normy czuła, że potrzebuje czegoś innego. Stabilności, spokoju. Przede wszystkim mniej stresu, który, jak wiadomo, w zbyt dużej dawce jest bardzo niekorzystny dla zdrowia. Hogwart wydawał się właśnie tym, czego potrzebowała. Niegroźne urazy uczniów, przebywanie w miejscu, które tak dobrze znała - czuła się tu bezpiecznie i swobodnie.
Ten dzień praktycznie cały spędziła w zamku. Była ciepłolubną osobą, więc wystawianie nosa na takie temperatury nie było czymś, na co miała ochotę. Choć od rana miała tylko dwa przypadki, zatrucie pokarmowe jakiegoś trzynastoletniego Gryfona i skręcony nadgarstek Puchonki, nie narzekała na brak zajęć. Dzieciaki okazały się rozmowne, więc czas w którym dochodziły do siebie spędzili na przyjemnej rozmowie. Gdy uznała, że już jest wszystko okej, oddelegowała je do swoich pokojów wspólnych, by ściskając kubek z gorącą, parującą czekoladą, pogrążyć się w lekturze.
 
     
Abigail Blackrose
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Czw Maj 31, 2018 10:51 pm   

Oczywiście nie miała dzisiaj w planach odwiedzania skrzydła szpitalnego, lecz los najwyraźniej chciał inaczej. Dzisiejszego popołudnia Abby, uznając, że nie ma niczego lepszego do roboty, postanowiła poćwiczyć nieco latanie na miotle. W końcu jakby nie patrzeć przez dłuższy czas nie miała okazji trochę potrenować, a od kilku miesięcy miała ambicję, by dostać się do drużyny Krukonów.
Wszystko jednak nie przebiegało w stu procentach tak, jak by tego chciała. Rozproszona na chwilę, nieco źle wykonała jeden manewr, co skończyło się na bolesnym upadku. Poobijana noga, która mocno dawała się we znaki zmusiła ją do zakończenia treningu i - po uprzednim rzuceniu kilku nieprzyjemnych słów do uczniów, których przyszło jej minąć po drodze - udania się z powrotem do zamku. Początkowo nie sądziła, że kontuzja będzie przyczyną poważniejszych problemów. Widziała w tym tylko znak dobitnie świadczący o tym, że powinna jeszcze trochę poćwiczyć. W jej mniemaniu krótka chwila odpoczynku powinna wystarczyć, a po wszystkim skończy jedynie z paroma otarciami i siniakami. Jednakże, kiedy ból nie ustępował, a w dodatku ukazało się, że naruszona kostka nieco napuchła, zdecydowała się skorzystać z pomocy pielęgniarki.
Przemierzała więc korytarze Hogwartu lekko utykając i rzucając młodszym uczniom mordercze spojrzenia. Trzeba przyznać, że była w na tyle kiepskim humorze, iż była gotowa nawtykać jakiemuś pierwszorocznemu, jeżeli tylko będzie jej się pałętał pod nogami. Na całe szczęście nie natknęła się na przeszkody typu błądzący młodsi koledzy, Irytek robiący gdzieś typowe dla siebie zamieszanie, lub jacyś żartownisie postanawiający obrzucić korytarz łajnobombami, więc do skrzydła szpitalnego dotarła bez opóźnień.
Przed wejściem poprawiła krótko szatę, starając się wygładzić wszelkie nieduże zmarszczki i strzepnąć jakieś drobne śmieci, które przykleiły się do materiału. Wówczas zapukała, po czym, nie czekając na odpowiedź, weszła, odzywając się od progu.
- Dzień dobry, pani... - zaczęła, ale urwała gwałtownie, zdając sobie sprawę z tego, że zamiast znanej wszystkim starej pielęgniarki ma przed sobą całkowicie sobie nieznaną kobietę. Zamarła na chwilę, bardzo starając się wyglądać na mniej zaskoczoną, niż była w rzeczywistości.
 
     
Finley O'Connor
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Cze 01, 2018 12:20 am   

Ogrzewała zmarzniętą dłoń gorącym kubkiem, co jakiś czas przerzucając strony opasłego tomu. Tuż obok medycyny, książki były jedną z jej największych życiowych pasji. Nie było to niczym dziwnym, gdy zaraz po przyjeździe do zamku, swe kroki skierowała do biblioteki - miejsca, w którym zaszywała się jeszcze jako uczennica.
Tym razem zdecydowała się na książkę o zielarstwie. Nigdy nie była fanką tego przedmiotu - może najwyższy czas to zmienić? Opasły tom był pełen ilustracji, ze szczegółowym opisem każdej rośliny; miejscem jej występowania, cechach charakterystycznych; zastosowaniem. Ciekawe, czy w realnym życiu bez problemu byłaby w stanie rozpoznać jaka to roślina. Znając ogarnięcie życiowe Finley, pomyliłaby roślinkę uspokajającą z taką, która dodatkowo wywołuje agresję - robiąc jeszcze większy sajgon niż ten, z którym miała sobie poradzić.
Gdy do jej uszu dobiegł dźwięk pukania, niemal natychmiast poderwała się z krzesła, gotowa do natychmiastowego działania.
To jest Hogwart i dzieciaki z bólem głowy, a nie urazówka, głupia... - skarciła się w myślach. Ciekawe ile czasu jeszcze minie, gdy przestawi się na spokojną, lżejszą pracę.
Odstawiła kubek i popatrzyła w stronę drzwi, które powoli się uchyliły. Jej oczom ukazała się Krukonka, na oko starsza. Finley ruszyła w jej kierunku.
Zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów, starając się ocenić jej stan i problem, z jakim przyszła. Żadnych obrażeń pozaklęciowych, oparzeń, ugryzień nie dostrzegła. Jedyne co rzuciło się to sposób, w jaki poruszała się dziewczyna. Kuśtykała - problem z kostką. Albo stopą.
-... O'Connor. Wypadek przy pojedynku czy trening Quiddicha?- uśmiechnęła się pogodnie do dziewczyny, gestem zapraszając ją do środka. Nieszczególnie zdziwiło ją zaskoczenie, malujące na twarzy Abby. Widziała je za każdym razem, u każdego ucznia, który z jakiegoś powodu przekroczył próg Skrzydła Szpitalnego.
 
     
Abigail Blackrose
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Cze 01, 2018 1:07 am   

Przez chwilę przyglądała się kobiecie w milczeniu, wodząc wzrokiem po jej sylwetce od góry do dołu i nawet się z tym za bardzo nie kryjąc. Całkiem młoda, jakże odmienna od rezydującej w tym pomieszczeniu do tej pory czarownicy. Musiała przybyć do szkoły całkiem niedawno, ponieważ nie kojarzyła jeszcze jej twarzy. A tych nowych ostatnimi czasy w zamku przybyło. Choć Krukonka nie spodziewała się ujrzeć jedną akurat w tej części Hogwartu.
- Trening - przyznała po chwili, teraz już dużo bardziej niepewnym tonem, niż przed momentem. - Spadłam. I najwyraźniej coś zrobiłam sobie w nogę.
Ostatnie zdanie zabrzmiało jakoś tak dziwnie, jakby rudowłosa wstydziła się je wypowiedzieć. Mimo wszystko przyznanie się do porażki, choćby takiej, jak źle wykonany manewr podczas lotu, bolało. Cholerna duma, tak łatwa do zranienia.
Odnotowując w myślach nazwisko kobiety, weszła do środka, nadal nieco przy tym utykając. Nadal wbijała w O'Connor uważne spojrzenie. Na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem miła, ale jak wiadomo - pozory mylą. Chociaż nie to teraz interesowało Abby. Bardziej ciekawiło ją, co tu robi.
- Jest pani nową szkolną pielęgniarką? - zapytała po chwili, starając się brzmieć jak najbardziej uprzejmie. Abigail potrafiła być nawet miła, kiedy chciała. A zrobienie na kimś dobrego pierwszego wrażenia w końcu mogło przynieść sporo korzyści. Choć wobec obcych była to uprzejmość raczej dość chłodna i wyuczona. Na prawdziwą życzliwość Krukonki zasługiwali w końcu jedynie jej przyjaciele.
Jakby nie patrzeć, przez ten rok personel szkoły dynamicznie się zmieniał. Starzy nauczyciele odchodzili, a na ich miejsce przychodzili nowi. Swoją drogą ciekawe, co ich do tego skłoniło. Czyżby po bitwie uznali, że wypełnili już swój obowiązek wobec młodzieży i czas przejść na spokojną emeryturę? Jednakże nowa pielęgniarka stanowiła spore zaskoczenie. Tak więc owym zmianom nie podlegali jedynie nauczyciele. Chcąc, nie chcąc, Abby nagle odniosła wrażenie, że właśnie skończyła się pewna era w historii szkoły, a może nawet i całego magicznego świata. Coś znikało w mroku przeszłości, a zaczynało się coś kompletnie nowego. Czy lepszego? O tym wszyscy mieli dopiero się przekonać. Teraz jednak Krukonka musiała otrząsnąć się z tych dziwnych myśli i skupić na chwili obecnej.
 
     
Finley O'Connor
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Cze 05, 2018 1:04 am   

Ciekawe kto bardziej był zaskoczony obecnością O'Connor w Hogwarcie. Uczniowie - bo nie spodziewali się nowej pielęgniarki, jej znajomi i rodzina - bo spodziewali się, że po tym wszystkim co wydarzyło się w jej życiu będzie chciała wyjechać stad jak najdalej i zapomnieć o wszystkim. Czy może ona sama - bo nigdy nie zakładała, że wyląduje w Hogwarcie, lecząc zwichnięte nadgarstki i bolesne brzuchy?
Przyszła tu z założeniem, że nic i nikt nie będzie trzymał jej na siłę. Jeżeli faktycznie ma odnaleźć sens w pracy z nastolatkami, na pewno prędzej czy później go odkryje - w razie gdyby on jednak nie raczył się pojawić, po prostu pożegna się ze wszystkimi i odejdzie. Grunt, to żebyś była szczęśliwa...- jak to stwierdził jej najstarszy brat, gdy listownie poinformowała go o swojej decyzji podjęcia pracy w szkole.
W jej oczach zaświeciły się radosne iskierki, gdy usłyszała o treningu.
- Quiddich! W czasach szkolnych grałam w barwach Ravenclaw, na pozycji Ścigającego. Oczywiście, wszystkie role są istotne i do każdej potrzeba wyjątkowych umiejętności, ale wiesz... Ścigający to dopiero coś. Chyba nie potrafiłabym poświęcić całej gry na szukanie małej, latającej kuleczki.- prowadząc dziewczynę przez salę, nie potrafiła powstrzymać się, by nie nawijać o swojej ulubionej dyscyplinie sportowej. Nie zliczy się czasu, ile poświęciła na treningi - dla radości po zwycięstwie i wielkiej, hucznej imprezy w pokoju wspólnym Krukonów każda godzina katorżniczych ćwiczeń na miotle była tego warta.
- Pani Pomfrey lada dzień przechodzi na zasłużoną na emeryturę, więc załatwiła mnie jako zastępstwo.- odpowiedziała na całkiem słuszne pytanie Abby. Wskazała dziewczynie najbliższe łóżko, chcąc bliżej przypatrzeć się uszkodzeniu. Była niemal pewna że to skręcenie, lecz nie mogła wykluczyć złamania.
- Jako personel, nie mogę nikogo faworyzować... ale mam nadzieję, że w tym sezonie skopiecie tyłki Gryfonom?- mrugnęła do niej porozumiewawczo. - Tak w ogóle, jak się nazywasz? Nie przedstawiłaś się...
Oprócz ogromu wiedzy i doświadczenia, Finley zazdrościła Pomfrey jeszcze jednego - znajomości wszystkich uczniów. Już z góry wiedziała, że będzie miała z tym ogromny problem. Jeżeli nie potrafiła zapamiętać imion sąsiadów, co dopiero ze spamiętaniem uczniów z każdego rocznika, najlepiej wraz z uczuleniami, schorzeniami i innymi pierdołami. Ojj, dużo pracy ją czeka...
 
     
Abigail Blackrose
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Cze 05, 2018 10:57 pm   

Z całą pewnością zaskoczenie samej kobiety, czy też jej rodziny, było zdecydowanie większe, niż uczniów. Owszem, ci początkowo będą tak samo zdziwieni, jak rudowłosa Krukonka, lecz z pewnością szybko się do niej przyzwyczają. No, może z kilkoma wyjątkami. Abby była pewna, że po niedługim czasie widok Finley w skrzydle szpitalnym stanie się dla niej czymś tak zwyczajnym, jakby to ona, a nie pani Pomfrey przebywała w tej części zamku odkąd tylko pamięta. Teraz jednakże liczyła jedynie na to, by okazała się ona równie kompetentna, jak jej poprzedniczka.
Praca w Hogwarcie z pewnością była spokojniejsza i dużo mniej porywająca w porównaniu z prawdziwym szpitalem, lecz z drugiej strony, stanowiła idealny sposób, by jednocześnie odpocząć i poczuć się potrzebnym. Sama Abigail czuła się podobnie, przebywając w szkole. Ceniła sobie ją nie tylko ze względu na zdobywaną wiedzę, lecz przede wszystkim pozwalała jej zająć czymś myśli i zapomnieć o tej całej dziwacznej sytuacji w jej domu. Choć ruda pewnie w życiu nie odważyłaby się wyrazić te odczucia słowami, ze względu na tę łatwą do zranienia dumę. Oraz przekonanie, że lepiej ukrywać przed ludźmi swe uczucia, by nie mogli ich wykorzystać przeciwko niej.
Widząc, jak jej rozmówczyni się ożywiła na wzmiankę o treningu, sama uśmiechnęła się lekko i skinęła energicznie głową.
- Zgadzam się - oświadczyła. - Ja tam nie wyobrażam sobie grania na pozycji szukającej, czy tam obrońcy. Owszem, wszyscy gracze są tak samo ważni, ale... To po prostu nie dla mnie. Często mam wrażenie, że rola ścigającego jest zwyczajnie najciekawsza. Nic dziwnego, że zazwyczaj na nich skupia się cała uwaga przez większość meczu - mówiła, podążając za pielęgniarką. Jednocześnie odnotowała w głowie, że najwyraźniej również była ona Krukonką i grała na tej samej pozycji, co ona. No, kiedy dostanę się do drużyny, oczywiście, przywołała się zaraz do porządku.
Oczywiście, zamiłowanie kobiety do Quidditcha sprawiło, że Abby z miejsca jakby poczuła do niej większą sympatię. Przynajmniej będę mogła z nią dyskutować o ostatnim meczu, jeśli wyląduję tu kiedyś z jakimś poważnym zatruciem, czy innym paskudztwem - pomyślała cierpko.
Usiadła na wskazanym łóżku, ponownie skinąwszy głową w odpowiedzi na jej słowa.
- Rozumiem - rzuciła krótko. - Ostatnio wiele osób odchodzi... - zauważyła następnie. W jej tonie na próżno było szukać śladu smutku, czy zaskoczenia. Ot, zwykłe stwierdzenie faktu. Choć trzeba przyznać, że dziewczyna przez moment zastanawiała się, czy wiąże się to ze zwyczajnym biegiem czasu, czy też dopiero po bitwie uprzednia kadra Hogwartu uznała, że nauczanie tu nie jest już dla nich.
Na twarz rudowłosej powrócił uśmiech, gdy O'Connor wypowiedziała następne słowa. Tym razem szerszy i lekko cwaniacki.
- Z przyjemnością - przytaknęła z dziwną satysfakcją w głosie. Nie, żeby osobiście miała coś przeciwko Gryfonom, jednakże w niedalekiej przeszłości zbyt wiele osób zdawało się ich faworyzować. - Abigail Blackrose - rzuciła w chwilę później, skinąwszy jej lekko głową. W duchu liczyła, że kobieta zapamięta to nazwisko - nawet, jeśli dziś musiała już usłyszeć co najmniej kilkanaście - gdyż, mimo wszystko, lubiła być rozpoznawana na tle wielu szarych uczniów Hogwartu. Nawet, jeżeli zazwyczaj przyczyną były jedynie jej reputacja buntowniczki o szalonych pomysłach i cięty język.
 
     
Finley O'Connor
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Cze 09, 2018 1:15 am   

Odkąd sięgała pamięcią, Quiddich był obecny w jej życiu. O'Connor, jako czarodziejska rodzina z Irlandii miała wręcz obowiązek, by gorliwie kibicować drużynie narodowej - i obowiązek ten skrupulatnie wykonywali. Malowanie barw narodowych na policzkach, kibicowskie przyśpiewki, euforia po zwycięstwie, dramat po przegranej - Finley już jako mała dziewczynka siedziała na ramionach taty, z zafascynowaniem oglądając to, co działo się na boisku. Starała się zapamiętać co lepsze triki, by później użyć ich w rozgrywce z rodzeństwem - oczywiście mówimy tu o śmiganiu na dziecięcych miotełkach, niecały metr nad ziemią. No i trzeba dodać, że w jej wykonaniu zagrania te nie były tak spektakularne, jak być powinny. Nie było niczym dziwnym, że na okrągło gadała o tym, że w przyszłości to ona przyodzieje barwy Irlandii i dosiądzie miotły na pozycji ścigającej. Ale życie weryfikuje, pisze własne scenariusze - dziecięce marzenia poszły w niepamięć, a w zamian pojawiła się praktyczność i konkrety. Nie, żeby czasem nie miała ochoty porzucać sobie do bramki... albo ścigać się z kimś...

- Za czasów szkolnych mojej młodszej siostry, nauczyciele obrony przed czarną magią zmieniali się chyba co rok. I z tego co mi opowiadała, z roku na rok byli coraz to gorsi - jedna profesor przez cały rok nie pozwoliła im wyciągnąć różdżki, na każdych zajęciach wałkowali podręcznik. Podobno wprowadziła jakieś chore zasady, tak że nawet sam profesor Dumbledore nie chciał się jej sprzeciwić. Stara świruska...- odezwała się, nim zdążyła ugryźć się w język. Cholera, nie powinna obrażać profesorów w obecności uczniów, niezależnie od tego jak skretyniali by byli. Ale jak inaczej nazwać babsko ubrane całe na różowo, które nie miało pojęcia o jakichkolwiek czarach?! Szybko odchrząknęła.
- Pani Pomfrey wspominała mi, że już od dłuższego czasu myśli nad spokojną emeryturą, najlepiej gdzieś w ciepłych krajach, pod palmami. A jacy inni nauczyciele się zmienili?
Gdy Krukonka zajęła miejsce na łóżku, tak kucnęła tuż obok, by z bliska przyjrzeć się kostce. Dosyć ostrożnie zsunęła but, doskonale wiedząc, że jakikolwiek gwałtowniejszy ruch nawet przy lekkim uderzeniu może być ciężki do zniesienia. Jedną dłoń ułożyła na pięcie, drugą na podbiciu i ostrożnie poruszyła o kilka milimetrów. Okej, ruchomość jest - złamanie szybko wykreśliła z listy "możliwych urazów". W ciągu tych kilku lat spędzonych w Mungu zdążyła nauczyć się szybkiego diagnozowania urazów - w głowie Finley samoistnie rysował się schemat tego, co się wydarzyło, jak poważny jest uraz, co można zadziałać i jak długo potrwa leczenie. W przypadku Blackrose rokowanie było jak najbardziej pozytywne - nic, tylko się cieszyć.
- Dobre wieści - to tylko niegroźne skręcenie, uporamy się z tym w chwilę. Już jutro będziesz mogła wrócić do ćwiczeń przed nowym sezonem.- uśmiechnęła się do dziewczyny, po czym wstała i ruszyła w stronę olbrzymiej szafy, w której ukryte były różnego rodzaju eliksiry. Bystrym wzrokiem rozejrzała się po jej wnętrzu, szukając tego jednego. Gdy tylko dostrzegła podłużną fiolkę, wypełnioną jasnoniebieskim płynem, sięgnęła po nią, przewracając kilka fiolek stojących jej na drodze.
- Pomoże na ból i opuchliznę. Tylko ostrzegam, jest strasznie niesmaczne, najlepiej wypij na raz. Może herbaty, albo gorącej czekolady? Warto zabić smak tego paskudztwa..- odezwała się, podając Abby eliksir.
 
     
Abigail Blackrose
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Cze 09, 2018 11:51 pm   

W przypadku Abby, fascynacja ulubionym sportem wielu czarodziejów przyszła dużo później, bo pojawiła się dopiero wówczas, gdy dziewczyna po raz pierwszy zawitała w progi Hogwartu i miała okazję dosiąść prawdziwej miotły. Bowiem mimo wszystko latanie na tej małej, dziecinnej, którą niegdyś kupiła jej matka, nie umywało się do pędzenia z zawrotną szybkością wiele metrów nad ziemią. To niesamowite uczucie bycia wolnym, jak ptak, połączone z płynącą przez jej żyły adrenaliną nie miało sobie równych.
Generalnie, Abigail nie zastanawiała się jeszcze głębiej nad swoją przyszłością - lecz gdyby ktoś ją zapytał, zapewne oznajmiłaby, iż kariera zawodowej ścigającej była niezwykle kuszącą wizją.
Prychnęła krótko, słysząc dalsze słowa kobiety, od razu domyślając się o kogo jej chodzi. Nie było to zresztą zbyt trudne - czy w końcu ktoś poza tą jedną, jedyną czarownicą nie pasował idealnie do tego opisu? Chyba nie trzeba dodawać, iż opinia Abigail na jej temat była identyczna. Złośliwy uśmieszek, jaki zagościł na twarzy Krukonki tylko to potwierdzał.
- Niektórzy twierdzą, że to stanowisko jest przeklęte. Jak inaczej w końcu wyjaśnić fakt, że nauczyciele tego przedmiotu zmieniali się tak często? - mruknęła, wzruszając ramionami. Oczywiście, nie miała pojęcia o tym, czy owa rzekoma klątwa rzeczywiście istniała i kto ją rzucił - powtarzała jedynie krążące po szkole plotki. Nie była pewna, ile w tym prawdy a ile zwyczajnych domysłów, lecz nie mimo wszystko nie mogła powstrzymać się przed zastanawianiem, czy nowy profesor również opuści szkołę po roku.
Pokiwała głową ze zrozumieniem, przytakując słowom kobiety. Mimo wszystko, była to naturalna kolej rzeczy. Wiadomo, że stara kadra Hogwartu w końcu przejdzie na zasłużoną emeryturę. Nie spodziewała się jednak, że będzie to miało miejsce podczas jej pobytu w szkole. Być może nie powinna przykładać do tego faktu tak wielkiej wagi, lecz mimo wszystko skłaniał on rudowłosą do refleksji na temat przyszłości, nowej ery, u progu której właśnie stawało całe magiczne społeczeństwo. Całkiem niespodziewanie, szczerze powiedziawszy.
Niemniej, dziewczyna zamilkła na dłuższą chwilę, marszcząc brwi, zastanawiając się, ilu nowych nauczycieli udało jej się spotkać.
- No, na pewno nauczyciela od obrony i wróżbiarstwa, słyszałam też o kimś nowym od zaklęć - oznajmiła, po dłuższym wytężaniu umysłu. Mimo wszystko, były to spore zmiany, biorąc pod uwagę jej poprzednie lata edukacji. Abby wiedziała, że przez najbliższe tygodnie trudno będzie przyzwyczaić się do tych wszystkich nowych twarzy na korytarzach, w klasach, czy Wielkiej Sali.
Podczas oględzin jej nogi pozostała nieruchoma, przyglądając się kobiecie obojętnie, lecz z całą pewnością ta nie mogła pozbyć się wrażenia, jakby ruda Krukonka ją oceniała.Może i nie do końca było to prawdą, lecz nie sposób poczuć się nieco nieswojo, gdy Abby odrzuca kogo tym swoim przenikliwym, czasami dziwnie chłodnym, spojrzeniem. Nie ruszała się podczas badania, od czasu do czasu jedynie nieznacznie się krzywiąc, gdy pielęgniarka naruszyła obolałe miejsce, a słowa kobiety skwitowała westchnięciem ulgi. Jakby nie patrzeć, zależało jej na szybkim powrocie do pełni sprawności.
- Cieszę się. Dziękuję - rzuciła krótko, obdarzając Finley lekkim uśmiechem. Następnie odebrała od niej eliksir, powąchała go krótko i niewiele myśląc wypiła duszkiem, zatykając przy tym nos. Kobieta miała rację - smak był obrzydliwy, o czym ruda przekonała się niemal natychmiast. Skrzywiła się więc malowniczo i zakaszlała, nawet nie starając się ukryć wyrazu obrzydzenia, który zagościł na jej twarzy. Rozumiem, że gorzki lek najlepiej leczy, ale czemu to musi być aż tak paskudne?
- Szczerze mówiąc to chętnie napiłbym się czekolady. Albo... Czegokolwiek - rzuciła, bardzo się starając, by nie zabrzmiało to, jak żałosny jęk.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3709
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri, Carter (nieoswojony)
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Lip 28, 2018 12:29 am   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Weszła do Skrzydła Szpitalnego. Raczej rzadko odwiedzała to miejsce. Chyba, że jakiś jej podopieczny akurat został poszkodowany, wtedy obowiązkowo stawiała się przy jego łóżku, zwykle oczywiście opieprzając go za nieostrożność albo głupotę. To było z troski. Jej troska była naprawdę specyficznym fenomenem, bo czasem można by pomylić ją z okrucieństwem. Sama z własnej potrzeby tu nie przychodziła od kiedy przestała potrzebować środków nasennych. W ogóle, Van miała taki dziwny zwyczaj, że z kolejnymi pielęgniarkami starała się utrzymywać pozytywne stosunki. Tak, to teoretycznie było możliwe w jej przypadku. Jedną nawet kiedyś znała ze szkolnych lat, wtedy jeszcze podejrzewała, że jej koleżanka podkochuje się w Jamesie, ale... teraz zupełnie inna czarownica rządziła tym przybytkiem, a Van zachowała tradycję uprzejmych stosunków z pielęgniarką jakby w obawie, że jeśli jeszcze kiedyś będzie potrzebowała czegoś skutecznego na sen, to straci zaufanego dostawcę.
Tak czy inaczej doszła do wniosku, że najlepiej przyprowadzić go tutaj. Niekoniecznie musiał "wyzdrowieć", przecież zawsze mogła postarać się doprowadzić go do takiego stanu w jakim znajdował się obecnie. Przynajmniej jeśli rzeczywiście nie miał różdżki.
- Raaaaay? - bardziej zawołała niż zapytała, bo nie dostrzegła nigdzie w najbliższej odległości pielęgniarki.
Widać było za to łóżka, a przynajmniej ich część. W większości puste, a co do reszty jej wystarczyła świadomość, że żaden poszkodowany nie jest gryfonem. Póki więc nie dostrzegła nikogo z charakterystycznymi szatami jej Domu, była usatysfakcjonowana.
Co prawda cały czas pilnowała czy Deang wlecze się gdzieś tam za nią, ale starała, żeby to po prostu wyglądało na formalne odstawienie go do Skrzydła Szpitalnego. Nie odzywała się, nie nawiązywała z nim rozmowy, w ogóle ograniczyła nawet kontakt wzrokowy do minimum. To bardziej przypominało jakby eskortowała więźnia. I w zasadzie chyba niewiele nawet mijało się to z prawdą.
_________________


Do you now what it's like when
You're not who you wanna be?
Do you know what it's like to
Be your own worst enemy
Who sees the things in me I can't hide?
Do you know what it's like
To wanna surrender?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











AbsitOmen

Northland Highschool

Strona wygenerowana w 0,38 sekundy. Zapytań do SQL: 10