► Pilnie poszukujemy nauczycieli Zielarstwa, Astronomii, Numerologii, Starożytnych Run, Zaklęć, Wróżbiarstwa, Quidditcha, Mugoloznawstwa oraz Historii Magii!
► Trwają zapisy do klubu pojedynków!
► Lekcja OPCM odbędzie się 25.05.2018.
► Obchodzimy ósme urodziny forum! Dziękujemy za to, że jesteście!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

126
125
110
103

Luty 2000r.
Pełnia: 16-18.02 (10-13.05)
Wielka Brytania tonie w zwałach śniegu. Zaspy utrudniają transport miejski, a rzeki i jeziora pozostają skute lodem. W dzień ok. -8'C, w nocy jeszcze mroźniej, ok. -14'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Park św. Jakuba
Autor Wiadomość

Dołączyła: 23 Maj 2017
Posty: 16
Wiek: 24 lata
Krew: półkrwi
Pupil: koty |Antoniusz i Aleksiej
Różdżka: 9 i 1/2 cala | głóg | krew chimery | giętka
Ekwipunek: torebka z typową babską zawartością
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 37
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Wto Maj 30, 2017 10:46 pm   
   <Multikonta: --


- Naprawdę? – Jedna z jej brwi powędrowała ku górze, kiedy Meadowes wywróciła oczami. – Naprawdę chcesz to robić? – Mógł pozwolić sobie na wiele, momentami nawet może na zbyt wiele, jak to przecież miewał w zwyczaju. Ale… Zniżanie się do poziomu, w którym udawał, że zapomniał jej imię? To było takie…
Nie, nie ugodziło jej, a przynajmniej nie myślała o tym w takich kategoriach. Bardziej ją to bawiło, tylko może nieco zbyt… Gorzkawo? Skoro doszli do tego etapu już-prawie-nieistniejącej relacji, kiedy w grę zaczynały wchodzić podobne chwyty.
- Co ty nie powiesz, Alex? – I choć powinna być dostatecznie dojrzała, żeby nie dać wplątać się w jego gierkę, zrobiła to. Podnosząc wyżej podbródek i nieznacznie unosząc kąciki ust, jakby rzucała mu wyzwanie. Co miało być następne? Alison? Aloysia? Alice?
Tylko pojedyncza mikroekspresja, która prawie niedostrzegalnie przemknęła przez twarz blondynki, wskazywała na to, iż dziewczyna była bardziej zażenowana pozą Aleca niż skora do dalszych słownych przepychanek. Kiedyś miała do tego inny stosunek, bo w gruncie rzeczy nie były one nastawione tak mocno na zranienie jej. Kłócili się, sprzeczali, ale nie tak bardzo… Źle. Teraz było zgoła inaczej. Widziała to w postawie Greybacka. Atakująco-obronnej, zdenerwowanej, co było chyba punktem łączącym ją z jej postawą… Obronno-wycofującą, uciekającą.
Jeszcze się nie wycofała, ale niewiele jej do tego brakowało. Wiedziała to. Nie musiała nawet ponownie przeżywać na własnej skórze. Po prostu od samego początku tej sytuacji wolała zniknąć niż wdawać się w dyskusje. Szczerze wierzyła, że tak będzie lepiej. Dlaczego więc nie mogła tego zrobić bezboleśnie? No, w miarę bezboleśnie, zestawiając to z tym, co już odczuwała. Miała to odchorować, była pewna.
Teraz grała dalej…
- Co wiedziałeś? – Spytała prawie natychmiast, słysząc jego odzywkę. Chociaż coś czuła, że nie chciała poznawać odpowiedzi. Niechybnie była ona równie burkliwa jak cała reszta. Choć na tekst o ratunku, cóż, Alyssa nie mogła się do siebie nie uśmiechnąć. Pokręciła głową, kląskając językiem parę razy o podniebienie. – Gdyby nie ty, prawdopodobnie bym nie spadła. Przestraszyłeś mnie, a ja cię przeprosiłam. Co więcej mam zrobić, kiedy udajesz, że mnie nie znasz? Obcy nie dziękują sobie żarliwie. – Odpowiadając, tak naprawdę nie do końca to miała na myśli. Owszem, chodziło jej o brak spoufalania się, ale nie przez to, jak ją wcześniej nazwał. Przez to, jak… Szkodliwe to mogłoby się stać. Przeprosiny powinny mu wystarczyć.
- Wiesz, że nie. – To nie była bzdura. Niezależnie od wszystkiego, mówiła to, co uważała za rację. Nawet jeśli jakaś jej część podświadomie chciała, by… Cóż, bardzo wiele tymi bzdurami było. Włącznie z większością tego, co wydarzyło się przez ostatnie lata. Jedną wielką bujdą. A może tylko złym snem? Ale nie było. A ona potrzebowała zrobić wszystko, by pozostać z tym pogodzoną. Pracowała na to, aby zapomnieć, ułożyć sobie od nowa. Teraz czuła, jakby nowe, lepsze życie rozpadało jej się w palcach.
Od pierwszej chwili, kiedy spojrzał na nią w ten sposób, doskonale wiedziała, co planował. Znała ten wzrok. Natarczywy, świdrujący, ale nie tak jak wcześniej. W innym sensie. Takim, który kiedyś uznałaby za coś dobrego, czego by chciała. A teraz? Mogła to zrobić. Odsunąć się, odwrócić głowę, zrobić krok w tył. Mogła… A jednak nie zrobiła. Mając poukładane życie, stałego partnera, wcześniej tyle razy powtarzając o odejściu. Sama nie wiedziała, co się z nią dzieje. Na pewno nie myślała logicznie. Prawdę mówiąc, nie myślała o myśleniu. Zamiast tego odwzajemniła pocałunek, wkładając w niego wieloletnią tęsknotę, unosząc się na czubkach palców i obejmując mężczyznę za szyję. Gdzieś tam wiedziała, że to było fatalne posunięcie i powinna czuć się z tym źle, ba!, że nie powinna była do tego w ogóle dopuścić. Machnęła na to ręką. Prawie dosłownie, ostrożnie wyjmując Alecowi jakiś liść z włosów, ale nie przerywając pocałunku.
 
     

Dołączył: 23 Maj 2017
Posty: 12
Wiek: 24 lata
Krew: czysta
Pupil: brak
Różdżka: włos szyszymory, 12 cali, ostrokrzew, sztywna
Ekwipunek: różdżka, papierosy
Sakiewka: 50g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 35
Z. zwykłe: 5
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 45
Wysłany: Nie Cze 04, 2017 8:37 pm   
   <Multikonta: --


Alec wzniósł brwi ku górze, jednocześnie układając dolną wargę w podkówkę, co sprawiło wrażenie, jakby poważnie się zastanawiał nad jej słowami. Jednak już po kilku sekundach z jego ust wydobyło się przeciągłe „naaah”.
– Chcę i to robię, nie Twój interes – i uśmiechnął się w taki sposób, w jaki tylko on potrafił – lekceważąco, z wyższością. Jakby to jemu się wszystko na tym świecie należało. I gdy usłyszał, jak dziewczyna zwraca się do niego per „Alex” to zaśmiał się krótkim, a jednocześnie niezwykle nieprzyjemnym śmiechem. I gdy powrócił spojrzeniem do jej oczu, to od razu można było dostrzec w jego ciemnych tęczówkach jedynie chłód, porównywalny do zimnej listopadowej nocy. Zrozumiał tylko jedno – trzeba było odejść jak najszybciej i udać, że się jej nigdy nie znało. To rozwiązanie byłoby stokroć lepsze niż ta beznadziejna rozmowa, której nie mógł zdzierżyć, a jednak wciąż ją kontynuował, nie pozwalając Meadowes się ulotnić.
– Że nie masz jaj, że nigdy ich nie miałaś – wypowiedział to tak szorstko, zupełnie jakby ktoś postanowił wbić długie paznokcie, może nawet pazury w tablicę. Ale tym razem jego twarz była pozbawiona żadnych emocji – nawet, o zgrozo!, tych negatywnych. Po prostu wpatrywał jej się w oczy, ignorując to całe paplanie, jak to nagle wszystko jest jego winą.
– Nieważnepo prostu przestań już trajkotać, bo mnie łeb od tego boli. O! Jej delikatny głosik był teraz dla niego tak upierdliwy, tak… irytujący. Z tego też powodu chłopak zacisnął mocniej zęby, próbując zatrzymać mrowienie, które co jakiś czas czuł na swojej skórze. Dopiero po krótkiej chwili zrozumiał, co było jego przyczyną. Coś najobrzydliwszego, coś czego najbardziej się brzydził. Meadowes była jego pieprzoną słabością. I wtedy zdecydowanie poszedł za ciosem, kładąc i drugą rękę na drugim policzku Alyssy.
Tyle dziewczyn przewinęło się przez jego życie ostatnimi latami, a spragnienie, które odczuwał jeszcze sekundę temu było nie do opisania. Zupełnie, jakby przestał żyć, tak po prostu – pewnego dnia zapadł w zimowy sen. A teraz łaskawie postanowiono przywrócić go do życia. I u licha kącik jego ust wręcz wzniósł się niezauważalnie ku górze, ale oczywiście nie na długo, bo całowanie jej miękkich ust zdawało się w tym momencie czymś dużo ważniejszym. Z każdą kolejną sekunda pogłębiał ten pocałunek, jakby chcąc przekazać jej jak bardzo mu tego brakowało, jak zgorzkniały się stał przez te 6 lat, jak bardzo mu jej brakowało. Przez chwilę! Nawet poczuł się, jakby między nimi nic się nie wydarzyło. Po prostu całował dziewczynę, która od zawsze należała do niego. Alyssa była jego. Ale życie nie było bajką.
– Alik? – do jego uszu dotarł wysoki, zszokowany głos. Nie odrywając się od Alyssy, otworzył automatycznie oczy, by chwilę potem zarejestrować spojrzeniem wysoką brunetkę z nachmurzoną miną. Wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. Alec odsunął się odrobinę od Meadowes, odchrząkając i jednocześnie przecierając usta wierzchem dłoni.
– Spóźniłaś się – wypowiedział oschle, wręcz nienawistnie, gromiąc ją wściekłym spojrzeniem. Jak mogła mu przerywać w takim momencie? – Będziesz musiała mi to jakoś wynagrodzić, nudziłem się. A to – i gestem dłoni wskazał na Alyssę i na siebie – to Twoja wina.
I tak po prostu wzruszył ramionami wymijając Meadowes zwinnym krokiem, przy czym nie poświęcając jej już ani sekundy swojej cennej uwagi. Ani jednego słowa, ani spojrzenia, nic. Ruszył w kierunku swojej „dziewczyny” Rosjanki, która od razu rzuciła mu się na szyje, przepraszając za wszystkie niedogodności. Miał ochotę się porzygać. Merlinie, jak on nienawidził tej dziewczyny, ale teraz.. nie mógł pozwolić jej odejść. Nie bez powodu jemu i Alyssie się nigdy nie udało. To nie miało prawa bytu. Pozwolił się obściskiwać Natashy, prawą dłonią sięgając po różdżkę i niezgrabnym ruchem za pomocą czarów ściągając apaszkę Meadowes z drzewa, potem.. po prostu niezbyt czule pocałował Natashę w usta i ruszył zdecydowanym krokiem przed siebie, jedynie kątem oka obserwując znikającą sylwetkę Alyssy.

/zt
 
     

Dołączyła: 23 Maj 2017
Posty: 16
Wiek: 24 lata
Krew: półkrwi
Pupil: koty |Antoniusz i Aleksiej
Różdżka: 9 i 1/2 cala | głóg | krew chimery | giętka
Ekwipunek: torebka z typową babską zawartością
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 37
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 30
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 3
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Cze 04, 2017 10:09 pm   
   <Multikonta: --


- W chwili, w której robisz coś, co ma ze mną związek, oczywiście, że staje się to moim interesem. – Stwierdziła spokojnie, wzdychając tylko cicho, by zaraz zrobić coś, co raczej było dosyć niezwykłe, patrząc na naturę ich obecnej rozmowy. Przyznała mu rację.
- Ale faktycznie… Nie mam jaj. – Przyznała, marszcząc nos w taki sposób, jakby rozważanie posiadania męskich genitaliów było dla niej co najmniej… Zniesmaczające. Zaraz jednak wydęła dolną wargę w wyrazie zobojętniałego cóż. – Nie potrzebowałam ich, gdy zadawałam się z kimś, kto pożarł cały testosteron tego świata. I nie potrzebuję ich teraz. Są różne sposoby zdobywania szczytów, nie tylko przez zachowanie jak zdziczały zwierz. – Wzruszając ramionami, odpowiedziała mu może trochę zbyt szczerze. Taka jednak była od samego początku, w ostatnim czasie nabierając może tylko odrobinę więcej bezczelności. Ot, szczyptę. Na tyle, aby nie pozostać dłużną komuś, kto najwyraźniej poczuł klimaty ich dawnej relacji. Albo raczej – tej kłótliwej części czegoś, co oboje równo schrzanili.
A mogło być tak pięknie…
Gdy jego wargi musnęły jej usta, a palce Alyssy wsunęły się we włosy chłopaka, poczuła falę uderzającego w nią gorąca. Tego przyjemnego, odurzającego rodzaju gorączki, która powodowała szum w uszach, jeszcze szybsze łomotanie serca, rumieńce oblewające jej dekolt i policzki. I wspomnienia… Wspomnienia zalewające myśli, lecz tym razem nie powodujące zwyczajowego bólu w klatce piersiowej, a tylko zaogniające pełne tęsknoty pocałunki. Te, jakich nie wymieniła nigdy z nikim innym. Tylko on, wyłącznie Alec powodował u niej te uczucia. Mogła mówić, co chciała, realnie angażować się we wspaniałą relację, jaką teraz miała, ale wiedziała, że to zawsze miało pozostać inne. Mimo że odpuściła, nawet jeśli obiecała sobie zapomnieć, po prostu nie mogła. Chcąc teraz, by ten moment nigdy nie przeminął, bo było jej tak dobrze. Jak nigdy wcześniej. Nawet Archie – choć próbował, oboje się starali – nie był w stanie dać jej tego wrażenia… Domu. A jednak nic nie mogło wiecznie trwać. To była ta rzecz, której nie powinna zapomnieć.
Bowiem zderzenie z rzeczywistością okazało się twardsze niż mogła przewidywać.
Dziewczyna… Młoda kobieta o piskliwej, charakterystycznej nucie w głosie. Nie ta kobieta, a jednak to nic nie zmieniło. Nadal okazała się kimś, z kim obecnie był Alec. Sprowadzając przy tym Meadowes nie tylko do poziomu rzeczywistości, w którym przecież sama Alyssa nie powinna dopuścić do zaistniałej sytuacji, lecz zupełnie wbijając ją w ziemię. Po tego stopnia, iż reszta rozmowy pomiędzy nieznajomą a stanowczo-zbyt-znajomym przestała aż tak mocno się liczyć. Ponieważ obecne zachowanie Greybacka jasno dawało blondynce do zrozumienia, że nie zamierzał przyznać się do rzeczywistej natury sytuacji zaistniałej między nimi. Nudził się, tak? Nie zamierzała dodawać nic od siebie.
Pociemniałymi oczami obserwowała, jak apaszka zlatuje z drzewa. Zsuwa się... Powoli, płynnie, falując w powietrzu. Tym razem już nie targana wiatrem, a sterowana ruchem. Tylko… Dlaczego Meadowes wolała ją wolną? Wolała biec za nią przez park, moczyć się w fontannie i wspinać na drzewa, by ją zdobyć. To, co zrobił Alec… Na swój sposób nienawidziła tego aktu łaski, sztuczności podobnego gestu. I choć jej twarz nie wyrażała w tej chwili kompletnie żadnych emocji, niczym kamienna maska, zamarła w wyrazie obojętności… Wewnątrz Meadowes miała ochotę złapać ten kawałek materiału, chwycić go w dłoń. Tylko po to, by następnie zapchać nim Alecowi usta. Chciała cisnąć mu nią w twarz, wrzasnąć na niego, przygnieść mu stopę obcasem. Zrobić cokolwiek, czego nie zrobiła. Nie uczyniła nic. Ani po to, by odzyskać utracone dobro – ono już się nie liczyło – ani w celu pokazania Greybackowi, że nie była jego zabawką. Zresztą…
O tak. On doskonale wiedział, że miała uczucia. A wszystko, co teraz robił, było elementem planu mającego je zranić.
I zadziałało. Cholernie mocno.
Ona jednak obróciła się tylko na pięcie, zadzierając podbródek w górę i odchodząc bez najmniejszego słowa. Dumnym krokiem, nawet jeśli z pozoru – w wilgotnej sukience, bez butów i z potarganymi, posklejanymi wodą włosami – nie wyglądała jak ktoś, kto promieniowałby wyniosłością, w tym momencie zmobilizowała wszystkie swoje siły, aby wyglądać jak jedna z tych zadufanych w sobie dziewczyn kręcących się na Broadwayu. Przecież była aktorką. A na tym pokazie zależało jej bardziej niż na wszystkich wcześniejszych. Nie odbiła ciosu, nie zamierzała zniżyć się do tego poziomu – bolało ją to, co zrobił Alec – ale zamierzała mu pokazać, że jednak posiadanie jaj nie było wszystkim, jeśli miało się dobre kolana.

|zt
 
     

Dołączył: 09 Maj 2018
Posty: 6
Wiek: 32 lata
Krew: czysta
Pupil: pies o imieniu Arven
Różdżka: włókno z serca testrala, 12 cali, świerk, giętka
Ekwipunek: różdżka, sakiewka, resztki drobnych przekąsek, niemożliwa ilość poniewierających się po kieszeniach papierów i mnóstwo innych śmieci
Sakiewka: 50 g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 25
Zielarstwo: 15
Transmutacja: 20
Z. zwykłe: 30
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 30
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Pią Maj 18, 2018 1:24 pm   
   <Multikonta: --


Czasami lubił pospacerować po tej niemagicznej części brytyjskiej stolicy. Przechadzać się po ruchliwych ulicach, zajrzeć do jakiejś niedużej knajpki czy wstąpić na zakupy. Lub też chociażby tak, jak teraz, włóczyć się nieśpiesznie po alejkach obsypanego śniegiem parku.
Szedł więc powoli, przyglądając się zaśnieżonym drzewom z zadowoloną, choć nieco zadumaną miną, całkowicie ignorując mijanych od czasu do czasu mugoli. Jedną rękę ukrył w kieszeni jednego ze swoich ciepłych, ciemnych płaszczy, a w drugiej dzierżył niewielką walizeczkę. Właśnie wracał z pracy. Tak właściwie już dawno powinien być w swym mieszkaniu, nakarmić psa, zrobić sobie herbaty i rozsiadłszy się wygodnie w fotelu zająć się lekturą jakiejś książki. Lecz nie, dzisiaj akurat zachciało mu się spaceru. Nawet pomimo mrozu i dokuczliwych podmuchów wiatru smagających mu twarz.
Po głowie Petersena krążyło mnóstwo myśli. Od planów dotyczących odwiedzenie tego miejsca ze swym psiakiem, który w końcu potrzebował sporo ruchu poprzez zastanawianie się, co zjeść na obiad, aż po rozważania dotyczące tego, jak szybko wszystko wraca do normy. Przynajmniej z pozorów. Świat magiczny dźwigał się bowiem z ruin na jego oczach. Opustoszałe jeszcze kilka miesięcy temu uliczki teraz na nowo tętniły życiem. Mogłoby się wydawać, że niedawna wojna była jedynie złym snem, gdyby nie nastroje panujące wśród czarodziejskiego społeczeństwa. Wszędzie bowiem, gdzie by tylko się nie ruszył dało się nadal wyczuć tę ciężką, nieprzyjemną atmosferę niepokoju, którą ostatnio jeszcze wzmocniły niedawne wydarzenia. A gdzie była ona dotkliwiej odczuwalna, niż w samym sercu brytyjskiego magicznego społeczeństwa, w Ministerstwie Magii? Już dzisiejszego ranka zmuszony był wysłuchać rozmowy na temat śmierciożerców prowadzonej przyciszonymi głosami przez dwójkę czarodziejów w windzie. Jeden z nich przewidywał, że wkrótce wybuchną zamieszki, a kraj na nowo pogrąży się w chaosie. Sam Malavien miał nadzieję, iż się mylił.
Być może właśnie dlatego potrzebował dzisiaj tego spaceru po mugolskich dzielnicach - by od tego wszystkiego odpocząć? Być może widok zajętych swymi sprawami, całkowicie nieświadomych niemagicznych w jakiś sposób go uspokajał?
Bezwiednie zatrzymał się na brzegu jakiegoś oczka wodnego, po którym leniwie pływało kilka łabędzi. Obserwował je przez chwilę, pogrążony we własnych myślach, by następnie postawić walizeczkę u stóp i zacząć grzebać po kieszeniach. Po krótkiej chwili szarpaniny i przeszukiwania wyciągnął z jednej z nich resztki jakiejś bułki w niedużym woreczku, które po chwili rzucił w kierunku ptaków. Chcąc zająć czymś myśli, skupił się na obserwacji sunących w kierunku rzuconych okruszków łabędzi. Ich widok przypomniał mu o tych wszystkich beztroskich chwilach z dzieciństwa, kiedy to spędzał czas wraz z siostrą nad podobnym stawem. Uśmiechnął się pod nosem.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom



Vampire Diaries

SnM: Naruto PBF

www.zmiennoksztaltni.wxv.pl







Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 9