► Poszukujemy nauczycieli Astronomii, Mugoloznastwa oraz Historii Magii! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja OPCM w klasie na I piętrze!
► Rozpoczęła się lekcja Wróżbiarstwa!
► Ukończono spisywanie forumowej Kroniki oraz Hali Sław. Niewielkie zmiany w organizacji zaakceptowanych podań o genetykę.
► Trwają zajęcia z miotlarstwa na boisku quidditcha!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

131
135
110
113

Marzec 2000r.
Pełnia: 15-17.03 (13-15.07)
Mrozy coraz mniejsze, a warstwy śniegu coraz szybciej się topią, pozwalając wyjść na wierzch pierwszym, zielonym pędom. W dzień ok. 4'C, w nocy ok. -3'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Poddasze widokowe
Autor Wiadomość

Dołączył: 18 Maj 2010
Posty: 2435
Poziom życia: 100%
Wysłany: Wto Mar 07, 2017 9:07 pm   

Mężczyzna skinął tylko głową. Na jego niezbyt gładkiej twarzy, wyraźnie zmęczonej długim pobytem w Azkabanie pojawił się niewielki uśmiech. I nie był to zbyt dobrotliwy wyraz, a raczej... lisie zadowolenie. Nie czekając długi, Lestrange szybko owinął się cały swoim płaszczem. Czarny materiał niemal zupełnie go okrył. Zarzucił kaptur, cofnął się kilka kroków i stojąc tyłem do brzegu wieży spadł. Jeszcze chwilę uczniowie mogli widzieć jak zamyka oczy, ale gdyby podeszli bliżej brzegu nie zobaczyliby zupełnie nic. Ani śladu po śmierciożercy. Nie rozpadł się, nie rozbił, nie uderzył w ziemię, nic z tych rzeczy. Czerwona ciecz, która wcześniej rozlała się po posadzce poddasza również wyparowała. Zupełnie tak jakby wsiąknęła co do kropli w mury zamku. Żadnych dowodów obecności, nic.
_________________
A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? - zapytała Alicja
Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym?
- Chyba tak - odpowiedziała Alicja.
- No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa,
a kiedy jest zadowolony - macha ogonem.
Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony,
a macham ogonem, jak się rozgniewam.
I dlatego jestem wariat."
 
     

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Pią Mar 10, 2017 9:08 pm   

Mężczyzna widać uznał, że umowa została zawiązana. Właściwie obie strony nie potrzebowały żadnego potwierdzenia, ponieważ była to kwestia dobrej woli dwóch stron. Jeśli oni zawiodą, zapewne śmierciożerca prędzej czy później skupi na nich swoją uwagę, jeśli ten typ zawiedzie, może obawiać się, że dwójka ślizgonów nie zawaha się go wsypać. Choćby udając dwójkę pokrzywdzonych uczniów, których ten zły pan zamierzał zwieść. Oczywiście nie byli dziećmi, a i Astoria miała świadomość tego, że ślizgoni darzeni są raczej mocno ograniczonym zaufaniem i każda taka informacja byłaby skrupulatnie sprawdzana. W razie czego jednak, było to jakieś rozwiązanie.
Ślizgonka postanowiła zbliżyć się do brzegu poddasza. Jej uwadze nie umknął fakt zniknięcia czerwonej cieczy, ale tego można było się spodziewać jeśli w grę wchodziła magia. Lestrange na pewno chciał zostawić po sobie jak najmniej śladów, a każdy taki akt magiczny mógł być dowodem jego obecności. Uczniowie przecież na pewno w ten sposób by się nie zabawiali.
Kiedy upewniła się, że mężczyzny nie ma, obróciła się bardziej w stronę Alana. Przez chwilę nie mówiła nic. Zastanawiała się czy w ogóle powinni o tym rozmawiać, czy może lepiej spuścić na tą sytuację zasłonę milczenia i odzywać się do siebie jedynie podczas spotkań ze śmierciożercą. Właściwie był on ich jedyny punktem zaczepienia jeśli chodzi o znajomość.
- Kiedy chcesz dostać się do gabinetu McGonagall? - zapytała wprost uznając jednak, że lepiej poznać zdanie chłopaka na ten temat, zapewne lepiej będzie jak oboje sprecyzują jakiś plan aby uniknąć późniejszych nieporozumień i względnie ze sobą współpracować.
 
     

Alan Brackman
Uczeń | VII rok
Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 114
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz o imieniu Hades
Różdżka: czarny bez, włos chimery, 9,5 cala, elastyczna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Mar 12, 2017 9:13 pm   

Ślizgon był pewien, że mężczyzna zniknął, nie musiał tego nigdzie sprawdzać. Być może deportował się znajdując jakąś lukę w osłonie Hogwartu, a być może użył innego sposobu. Nic nie było wiadome na ten temat czy jest animagiem bądź czy posiada inne zdolności tego typu albo zna jakieś specjalne, złożone zaklęcia. Na wszystko w każdym razie znajdzie się sposób, pozostawało mu być pewny, że także na włamanie się do gabinetu dyrektorki. Zdawał sobie sprawę, że to będzie złożona akcja i to dużo bardziej skomplikowana niż dostanie się do Działu Ksiąg Zakazanych, które już zaliczył. Wymagające opracowania odpowiedniego planu, coś... czego nie można zrobić z dnia na dzień. Podążył wzrokiem na ślizgonką, chowając na powrót różdżkę. Raczej już nie będzie potrzebna, z tą dziewczyną nie będzie miał żadnej konfrontacji, wprost przeciwnie... musieli chyba współpracować, a Brackman należał raczej do indywidualistów, więc mogło to nie być dla niego zbyt łatwe zadanie.
- Za dwa... może trzy tygodnie. Musimy zebrać dostępne środki, zbadać teren... sprawdzić co może nam się przydać, jak dostają się tam prefekci... - westchnął cicho, pocierając kciukiem brodę, a na jego czole pojawiła się cienka zmarszczka.- To potrwa... może nawet do miesiąca. - skwitował krótko.- Najlepiej będzie jak rozdzielimy kto ma się czym zająć. - przez chwilę przyglądał się krajobrazom... pewnie niedługo cała okolica utonie w jesiennych barwach.
 
     

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Śro Mar 15, 2017 9:25 pm   

Dziewczyna zbliżyła się bardziej. Wciąż jednak zachowywała pewną, w jej mniemaniu bezpieczną odległość. Taki zwyczaj, szanowania przestrzeni własnej i cudzej. Ona nie lubiła jak ktoś naruszał jej prywatny teren. Taki minimum komfortu musiało być zachowane. Przyglądała mu się spokojnie. Była starsza, ale niewiele... zaledwie o rok. W przyszłym roku opuści już Hogwart, wejdzie na własną ścieżkę życia i obierze swój kierunek rozwoju. Ta magiczna szkoła to był tylko początek, dawała zaledwie podstawy, a to co później każdy osiągnie to już zupełnie inna sprawa. Zastanawiała się do czego zdolny jest Alan, jakie są jego plany... wyglądał na milczącego typa, który do niczego się nie przyznaje. Bardziej jak cień Hogwartu, jak cień ucznia, a mimo to potrafił zapewne zaskakiwać. Co ukrywał? Nie wiedziała i to nie tak, że koniecznie chciała się o tym dowiedzieć, ale w jakiś sposób byli teraz złączeni.
- Mogę obserwować korytarz na siódmym piętrze. Dowiem się kto tam chodzi, co robi... czy ktoś dostaje ktoś do gabinetu dyrektorki i jak. - zaproponowała, bo wiedziała iż pomimo tego, że jest już z ostatniego rocznika to zdawała sobie sprawę z tego, że jej magiczne umiejętności nie są na jakimś niewiarygodnie wygórowanym poziomie.- Nie wiem co nam może być potrzebne... coś do podsłuchiwania? Nie... takie magiczne przedmioty raczej nie działają w Hogwarcie. - zmarszczyła brwi, przeniosła wzrok znów na okolicę w zamyśleniu.
Od razu lepiej się poczuła. Mogła coś narysować, stworzyć, ale nie teraz... teraz musiała się skupić na wykreowaniu pomysłu, który da im szanse zrealizować zadanie, które mieli do wykonania. To było teraz najważniejsze.
 
     

Alan Brackman
Uczeń | VII rok
Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 114
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz o imieniu Hades
Różdżka: czarny bez, włos chimery, 9,5 cala, elastyczna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Mar 18, 2017 9:13 pm   

Nie miał pojęcia jakie ślizgonka ma umiejętności poza tymi wyuczonymi w Hogwarcie. Prawdę mówiąc nie wiedział nawet jakie są jej słabsze i mocniejsze strony. Ostatecznie lekcje odbywały się odpowiednio dla określonych roczników, aby każdy rocznik szedł swoim poziomem. Dlatego nie miał możliwości naocznie śledzić jak dziewczyna się uczy i co umie. Z jednej strony na pewno nie było to w stanie oddać spektrum jej możliwości, z drugiej zaś strony wiedziałby przynajmniej na jakim gruncie budować podstawę do dalszych działań. Tymczasem musiał strzelać w ciemno. Nie zakładał, że Astoria ma jakieś wyjątkowe umiejętności, chociażby czarnomagiczne, aczkolwiek mogła się z tym dobrze kryć. Innymi słowy, miał do opracowania plan z zupełnie obcą osobą, z którą miał podjąć współpracę. Dla kogoś takiego jak Brackman nie było to łatwe zadanie, tym bardziej, że był urodzonym indywidualistą i obawiał się, że nawet praca w duecie może nie być na jego siły.
- W porządku. Sprawdzę potrzebne materiały i spróbuję dokompletować co ma być nam jeszcze potrzebne. - skinął powoli głową, odczuwając po chwili chłód jesiennego powietrza, nawet jeśli nie dał po sobie tego poznać.- Najlepiej wysyłajmy sobie sowy. Następne spotkanie ustalmy za tydzień. Wtedy bardziej szczegółowo przedstawimy nasze obserwacje. Do tego czasu w wiadomościach piszemy skrótowo, tylko obowiązujące fakty. - nie obawiał się przechwycenia korespondencji, ale z drugiej strony gdyby ktoś chciał dojść po nitce do kłębka, to być może mogłoby to naprowadzić go na właściwie tory, dlatego lepiej unikać każdych możliwych sposobów demaskacji.
 
     

Astoria Greengrass
Uczeń | VII rok
Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 98
Wiek: 15 lat
Krew: czysta
Pupil: bia�a sowa
Różdżka: wďż˝os z gďż˝owy willi, 10 cali, jarzďż˝bina, giďż˝tka
Ekwipunek: r�d�ka, rysownik z naostrzonymi o��wkami, ma�a torebka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 16
Zielarstwo: 7
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 13
Miotlarstwo: 4
Wysłany: Wto Mar 21, 2017 9:11 pm   

Chłopak podchodził do sprawy zdroworozsądkowo, to było widać na pierwszy rzut oka. Nie wiedziała czy miał kiedyś do czynienia z podobnymi akcjami, ale również nie czuła potrzeby by go o to wypytywać. A nawet gdyby zaczęła, wątpiła w to, że Bracmkan wyjawi jej swe tajemnice. To nie ten typ człowieka. Ślizgoni generalnie byli skryci, często nie mówili tego co naprawdę myślą, co naprawdę przeszli, a ukrywali swą przeszłość. Bo tak. Bo po co mają o sobie mówić. Taka ich specyfika. Nie miała żadnych zastrzeżeń do ustaleń chłopaka, to było chyba najbardziej rozsądne podejście do sprawy. Komunikacje sową musiały być również dość ograniczone. Wiedziała, że jeśli ktoś ich zdemaskuje będą mieli problemy i to nie byle jakie. W końcu zieloni byli najbardziej podejrzaną grupą uczniów w Hogwarcie i raczej nie mogli liczyć na zaufanie ze strony kadry profesorskiej. To od razu stawiało ich w niekorzystnym świetle.
- A zatem ustalone. - przyznała, a potem powoli skierowała swe kroki w stronę wyjścia z poddasza.- Do następnego spotkania.
Uznała, że bez sensu jest prowadzić dalszą dyskusję, bo niby o czym? Dogadali się, sprawa została ustalona, plan mają, teraz tylko trzeba wykonywać kolejne jego punkty i zajmować się wyznaczonymi zadaniami. Ślizgonka minęła zatem chłopaka, by później zejść na schody prowadzącej w dół wieży. Tym razem nie było żadnej czerwonej stróżki bliżej niezidentyfikowanej cieczy, nie było zupełnie niczego. Najwyraźniej ten magiczny ślad zniknął, podobnie jak kałuża na wieży, tym samym maskując obecność śmierciożercy w Hogwarcie. Musiała przyznać, że jego czar był dość przebiegły i miała nadzieję, że również on nie tak łatwo da się pochwycić.
<zt>
 
     

Alan Brackman
Uczeń | VII rok
Dołączył: 28 Kwi 2015
Posty: 114
Wiek: 16 lat
Krew: czysta
Pupil: puchacz o imieniu Hades
Różdżka: czarny bez, włos chimery, 9,5 cala, elastyczna
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 15
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Mar 23, 2017 9:11 pm   

Skinął dziewczynie głową. A zatem ustalone. Resztę będą dogadywać między sobą w wiadomościach przesyłanych za pośrednictwem sów. Brackman zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale w tej szkole podejmował je nieustannie. Od czasu do czasu zdarzało mu się przecież zrobić coś za co powinien zostać wydalony z tej placówki. Wcześniej nawiązał kontakt z śmierciożerczynią, uczył się pod jej okiem zaklęć niewybaczalnych, a ponadto włamał się do Działu Ksiąg Zakazanych. Nie traktował jednak tych wszystkich rzeczy jako specjalnych osiągnięć, bardziej interesowało go to co w zamian otrzymywał. Jeśli to była wiedza i nowe umiejętności to dobrze, jeśli nic by z tego nie miał, nie widziałby powodu, żeby się w to angażować. Kierował się przede wszystkim własnym interesem i nawet w tym przypadku nie bardzo przejmował się jaki biznes widzi w tym Astoria.
Obejrzał się za nią i odczekał chwilę. Teraz powinno unikać pokazywania się razem. Jeśli ktoś zacznie coś podejrzewać, padną podejrzenia na oboje. Im rzadziej będzie dochodziło do wspólnych spotkań tym lepiej, właśnie dlatego ich relacje powinny przebiegać tak jak dotychczas czyli nijak. Miał nadzieję, że ślizgonka będzie tego samego zdania.
Dopiero po kilkunastu minutach wdychania jesiennego powietrza, Brackman również skierował się na schody. Śmierciożerca zniknął, nie było powodu tu dłużej sterczeć. Zabrał się więc i zszedł na dół, jakby nigdy nic kierując się korytarzem w dół szkoły. Nic się nie wydarzyło, nikt o tym nie wie.
<zt>
 
     

Amanda Olsen
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 24 Sty 2016
Posty: 65
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Amnezja
Różdżka: heban, róg jednorożca, 9 cali giętka
Sakiewka: 200g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 8
Z. ofensywne: 10
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Nie Lip 01, 2018 9:51 pm   

Przychodziła wiosna, ale było jeszcze chłodno. Jeszcze powietrze szczypało nieco, szczególnie gdy na takie wyjście nie założyło się płaszcza albo ciepłego swetra. A Amanda miała na sobie tylko cienki sweterek, ale doszła do wniosku, że jak trochę zmarznie to jej nie zaszkodzi, a może nawet i to ją wzmocni. Uczennica wybrała się wieczorem na coś w rodzaju spaceru. Nikt nie chciał jej towarzyszyć, chociaż to akurat nie było dziwne. O puchonce mówiło się wiele rzeczy, a przede wszystkim to, że była dziwna i żyła we własnym świecie. Niektórzy wręcz nie wiedzieli o czym ona mówi gdy zagadywała ich na jakiś typowy dla siebie temat, a potrafiła zadawać bardzo specyficzne pytania i wyciągać równie specyficzne wnioski. Czego jednak spodziewać się po miłośniczce "Żonglera", która zbierała każdy numer tej gazety, czasem traktując znajdujące się tam artykuły zbyt poważnie.
Zapytała kilka osób w pokoju wspólnym czy ktoś chce z nią poszukać na niebie nowych gwiazd, ale wszyscy odmówili. Nie poczuła się z tego powodu jakoś gorzej, po prostu wyruszyła sama, nie dbając nawet o odpowiedni ubiór. Od pokoju wspólnego jej domu na wieżę był kawałek drogi, ale odbyła ją a dobrej atmosferze kreowanej w jej własnej głowie. Część mijanych osób nie zwracała na nią uwagi, inni rzucali jej niezrozumiałe spojrzenia, bo wyglądała jakby głowę trzymała wysoko w chmurach.
W końcu zdobyła szczyt, który był dla niej wieżą astronomiczną, ale od strony poddasza widokowego. Nie, za wcześnie jeszcze na lekcje astronomii, te odbywały się zwykle o północy, a zatem nie musiała się obawiać o tej porze w tym miejscu tłumów. Była ona, ona i tylko ona. Zaczerpnęła głębszych wdechem powietrza. Tak, było zimno, ale raczej nie powinna się przeziębić. Podeszła bliżej do barierki i przebiegła wzrokiem po rozpościerającym się z tego punktu widoku.
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 31
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 1:46 am   
   <Multikonta: Lidia Witness


Miała przeczucie, że stało się coś złego. Uderzyło w nią to jak grom z jasnego nieba, kiedy prawie zwymiotowała w swój talerz owsianki przy śniadaniu. Coś zdecydowanie było nie tak. Nie chcąc bawić się we wróżenie (w końcu nawet ona często uznawała to za bzdury, przyszłość ma zbyt dużo zmiennych, żeby w ważnych chwilach posiłkować się fusami), uznała, że najlepsze co może zrobić, to wejść na szczyt wieży, rozejrzeć się dookoła i uspokoić samą siebie. Przecież nie mogło być tak źle, nie dostała żadnego listu z domu, dyrektorka nie zaprosiła ją na dywanik, a uczniowie ją raczej polubili. Wychodząc z Wielkiej Sali spojrzała nawet na swoje rodzeństwo porozrzucane po trzech stołach. Wyglądali całkiem normalnie, może byli lekko zmęczeni, ale w końcu był środek drugiego semestru ich ostatniego roku, nic dziwnego, że nauczyciele wymagali od nich jeszcze więcej. Ona sama nie pamięta zbyt wiele z tamtego okresu, oprócz wielkich i opasłych tomiszczy z najdziwniejszymi zaklęciami, czy roślinkami. Kiedy pokonywała kolejne stopnie na szczyt wieży nie myślała o niczym szczególnym. Było to do niej niepodobne, najczęściej chodziła z głową w chmurach, wymyślając jak najwięcej dziwnych spotów akcji, które zobaczyła 2 swojej kuli. Bała się, że to jak połączy swoje dziwne uczucie w żołądku, zależność Marsa do Księżyca i kształt fusów w jej porannej filiżance wyjdzie jej coś, czego bardzo by nie chciała zauważyć. Wpatrywała się w kamienie, które budowały te cześć zamku, licząc przerwy między nimi. Robiła wszystko, żeby zająć czymś swoją głowę. Kiedy dotarła do 1534 przerwy w końcu weszła na szczyt. Oparła się o barierkę i zaczęła głęboko oddychać. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Co takiego się mogło przecież stać?
_________________
 
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 2:12 am   
   <Multikonta: --


Kiedy uznał, że zje łosia z kopytami, czy może renifera nikt chyba nie sądził, że mówi to poważnie. Co prawda skierował swoje kroki do kuchni, ale to o co poprosił skrzaty domowe w skrócie było jajecznicą z dziesięciu jajek smażonych na bekonie z grzankami posmarowanymi masłem, dodatkowo też gotowaną kukurydzę, a na deser sterta pankake'ów z syropem klonowym. Zapił to wszystko czarną jak noc, mocną kawą z jakichś cudownie wyprażonych ziaren i od razu po tym jakże delikatnym posiłku poczuł się dużo lepiej. Było gdzieś tu wymienione mięso z kopytnych? Nie? No, to właśnie tak zostało powiedziane, nie miał wcale tego na myśli. Jednak mimo tego całego najedzenia i poczucia spełnienia w związku ze śniadaniem odczuwał mimowolny niepokój gdzieś na wysokości przepony, bo przecież niedługo będzie musiał poszukać April. Było już chyba na tyle późno, żeby przebywała gdzieś na terenie zamku, a nie spała w swoim gabinecie, jednakże musiał to sprawdzić, bo przecież od czegoś trzeba zacząć.
Dopijając ostatni łyk kawy i zastygając przez chwilę wzrokiem w płonącym kominku, po ocknięciu się z zamyślenia podziękował uprzejmie skrzatom za posiłek i opuścił to pomieszczenie zmierzając do gabinet prof. wróżbiarstwa, gdzie jak można się domyślić odbił się od drzwi. Zapytał kogoś po drodze o ewentualną wskazówkę w kwestii pobytu pani profesor, a jedyna odpowiedź jaką uzyskał to to, że najprawdopodobniej poszła do wieży. Oczywiście pierwsze co przyszło mu na myśl, to klasa wróżbiarstwa ale szybko przekonał się jak dużym błędem było to założenie, bo klapa do tego miejsca również nie ustąpiła. No gdzieś ona do jasnej cholery była teraz, kiedy jest potrzebna? Kolejna osoba, którą spotkał również przekazała mu podobną informację, precyzując jednak, że rudowłosa kierowała się do wieży astronomicznej wyraźnie poddenerwowana. Oho. Czyżby już miała wiedzieć?
Ruszył w tamtym kierunku i mając już całkowicie dosyć tej bieganiny zważywszy na swoje obolałe żebra zaczął wspinać się do góry. Wzięcie miotły byłoby dużo bardziej ekonomiczne niż chodzenie tam. Że też mu to nie przeszkadzało, kiedy jeszcze brał się za astronomię... koniec końców kiedy postawił nogę na jednym z ostatnich stopni zatrzymał się na chwilę zastanawiając się, czy to dobry pomysł, aby o tym z nią w ogóle rozmawiać. Jaką miał pewność, że to jej dzieci? Żadną, a w zasadzie jedynie co wiedział, że te dzieci do Jones. Mogły to przecież równie dobrze zmyślić..., ale nie, dzieci nie kłamią. Są szczere do bólu szczególnie w chwili takiej, w jakiej były w tym lesie. Przelknął ślinę i wstrzymał zżerające go nerwy na wodzy, po czym wszedł do pomieszczenia faktycznie zastając w nim April.
- Szukałem Cię. - stwierdził, powoli idąc w jej kierunku, po chwili przypominając sobie, że się nie przywitał. Ugryzł się w język i rzucił uprzejme dzień dobry w jej kierunku, po czym oparł się o barierkę zerkając w dół. - Zapowiada się całkiem pogodny dzień. - rzucił od niechcenia nie patrząc na nią nawet na chwilę, a i nie miał jakoś serca wypalić do niej tak bezpośrednio w sedno tematu. To będzie chyba cięższe niż początkowo zakładał.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 31
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 2:44 am   
   <Multikonta: Lidia Witness


Zimne powietrze działało na nią kojąco. Uspokoiła się odrobinkę. W końcu, gdyby coś się stało, już by wiedziała prawda? Dostała sowę, ktoś by ją znalazł i powiadomił. Wszystko musi być w porządku. Siedziała na szczycie tej cholernej wieży, z której spadł kilka lat temu Albus Dumbledore i jeszcze raz w głowie sprawdzała czy o kimś mogła zapomnieć w swoim małym rozliczaniu. Kurwa. A co jeśli coś się działo z dzieciakami? Co prawda zostawiła je pod odpowiednią opieką i powinny siedzieć całe i zdrowe w Irlandii. Szybko odgoniła od siebie to uczucie. Przez myśl jej przeszło, że może powinna o nich powiedzieć Leo. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek jeszcze spotka mulata, z którym zaszalała za młodu, życie jednak uwielbia sprawiać niespodzianki. Wtedy to się stało. Spojrzała w czyste niebo i zobaczyła mały punkt na zachodzie. Pomrugała kilka razy, a kiedy okazało się, że ten nie znika przeraziła się. Czyli to nie było przeczucie. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu, musiała natychmiast dowiedzieć się o co chodzi. Praktycznie już miała się odwrócić i uciec z tej wieży, kiedy usłyszała kroki. Szybko się uspokoiła i stanęła ponownie przy barierce. Pozory, musiała utrzymać pozory. I tak nikt nie uwierzy w te jej wróżbiarskie bzdury. Zamknęła oczy, policzyła do trzech, po czym wychyliła się lekko i poczekała na swojego gościa. Może była lekkoduchem, ale swego czasu pracowała w teatrze, swoje umiała. Uśmiechnęła się na głos Chrisa. Lubiła tego Kanadyjczyka. Był strasznie miły, a rozmowa z nim zawsze była przyjemna. Zdziwiła się trochę, kiedy bez żadnego przywitania rzucił, że jej szukał. Nie byli umówieni na kawę, a nie mieli aż tak przyjacielskich relacji, żeby przyszedł jej się pochwalić, że spał w łóżku z największą złośnicą jaka ukończyła Hogwart. Coś musiało być na rzeczy. Pewnie coś zjebała, a on przyszedł przekazać jej te złe wieści. Na pewno.
- Mogłeś się spodziewać, że będę tam, gdzie się nie spodziewasz - zachichotała. Przysunęła się bliżej niego, żeby nie musieli zbytnio podnosić głosu. Miała szczęście, że do poinformowania jej, że zostaje wydalona z Hogwartu przysłali najmilszego pracownika. Bo o co innego mogło chodzić, w co był zamieszany Christopher?
- Cóż, zaczęła się wiosna, rozpogadza się. Od niedzieli ma być w ogóle słonecznie - rzuciła. Wróżby pogodowe były jednymi z najłatwiejszych i najlepiej się sprawdzały, dlatego była tej informacji praktycznie pewna. Uśmiechnęła się do niego ponownie, wiedziała, że jako nauczyciela miotlarstwa ta informacja go ucieszy. Nie wiedziała czy ma się odezwać, zadać pytanie czy dalej ciągnąć ten small talk, dlatego wisiała na barierce patrząc się w dal. Jezioro było bardzo spokojne o tej porze roku, aż trudno było uwierzyć, że pod taflą wody znajduje się ośmiornica i wiele niebezpiecznych stworzeń. Podobno ostatnio ktoś wymalował na nim tęczowe gacie, a ona to przegapiła. Spędzając czas w swojej wieży kiedyś przegapi drugą bitwę o Hogwart, albo jakieś demoniczne dzieciaki niszczące pół zakazanego lasu. Oh, wait...
_________________
 
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 3:12 am   
   <Multikonta: --


Jego oczy uważnie obserwowały to co działo się u stóp wieży na której przebywali. Zamkowy dziedziniec stąd wyglądał jak mały plac, a niewielkie punkciki na dole to zapewne uczniowie, którzy korzystali z ostatnich minut przerwy przed kolejnymi zajęciami. Jak dobrze, że miał dzisiaj wolne i mógł choć trochę odpocząć. Oczywiście mowa tu o odpoczynku fizycznym, bo jeśli chodzi o wykończenie psychiczne, to ten dzień dopiero się tak naprawdę rozkręcał. Później zlustrował swoim wzrokiem rozciągające się dalej błonia, a także zerknął na chatkę Hagrida, z której nawet przy tej odległości było widać smużkę dymu. Kto tam palił? Na pewno nie Betha. Nie znał jej zbyt długo, ale był prawie święcie przekonany, że jej noga raczej rzadko tam stała. Swoją drogą ciekawe gdzie teraz była, po tej całej akcji. Miał szczerą nadzieję, że bezpiecznie wróciła do swojego miejsca zamieszkania i nic złego nie stało się jej po drodze. Że też nie pomyślał, aby się co do tego upewnić. Teraz to był jeden z kolejnych punktów na liście rzeczy do zrobienia - napisać do niej list, żeby później zapewne dostać przesyłkę zwrotną z treścią brzmiącą mniej więcej 'to oczywiste, że wszystko ze mną ok. idioto.' Dokładnie tak to będzie wyglądać.
Uśmiechnął się lekko słysząc sentencję padającą z jej ust. Była taka sympatyczna i miła. Przede wszystkim miała też poczucie humoru. Mimo, że ich znajomość trwała calkiem krótko, to zapowiadała się przyzwoicie, mogli sobie zawsze na luzie porozmawiać, nie przejmując się tak naprawdę jakimiś poważniejszymi sprawami, taki ich dziwny światek miłych ludzi. Przyjemna odmiana od wszystkich ponuraków i złośliwców, jacy ostatnio stawali mu na drodze. I pomyśleć, że prawdopodobnie zaraz to wszystko skończy.
Prognoza rozbawiła go nieco, kąciki ust drgnęły mu ponownie. - Chyba powinnaś współpracować ze mną jako specjalista ds. pogody na mecze. - rzucił krótko, a zjego gardła wydobył się dźwięk przypominający powstrzymywany śmiech. Nie mógł sie śmiać, nie teraz, kiedy sytuacja była aż tak poważna. Był strasznie zdenerwowany w środku, a dźwięki jakie z siebie obecnie wydawał były raczej negatywne, mimo, iż w pierwszym momencie brzmiały inaczej. To cholerne uczucie w brzuchu nie chciało go opuścić, czuł, że jak w końcu powie jej po co tu przyszedł i czemu jej szukał, to w końcu może w pewnym stopniu się go pozbędzie. Nie mógł jednak wypalić tak prosto z mostu o co mu chodzi, to nie było w jego w stylu, z drugiej strony nie chciał też owijać w bawełnę, bo będzie to chyba boleśniejsze niż konkretnie przekazana informacja. - April... - zaczął, nie wiedząc jak ubrać to co chce powiedzieć w słowa. - Spotkałem w lesie dwójkę dzieci...szukały kogoś... w Hogwarcie... powiedziały, że jest tam ich mama. - zaczął, przełykając ślinę i nerwowo przeczesując włosy. Początek był najgorszy, kiedy jednak już wszedł w któreś zdanie z kolei cała opowieść od początku do końca przychodziła mu z większą łatwością. Opisał dokładnie ich wygląd, to co mówiły, to jak się przedstawiły. To co im zrobiły, a na dowód pokazał jej kilka większych siniaków i bruzd, a z racji, że nie chciał jej martwić jeszcze bardziej oszczędził jej widok zmasakrowanej klatki piersiowej. Później opowiedział jej jak najbardziej rzetelnie to co wie o obskurusach i wspomniał również o fakcie, że oddzielenie ich od złych mocy nie będzie takie proste. Nie chciał mówić wprost, że trzeba będzie je w najgorszym wypadku zabić, ale zapewne mogła się domyślić, że do tego zmierza. - To Twoja rodzina? Twoje dzieci? - spytał na sam koniec patrząc w jej oczy swoimi, pełnymi zmartwienia i smutku. To nie była wesoła sytuacja, to nie była nawet sytuacja tragiczna. To był taki moment, którego nie dało się określić. Tracił czas, żeby jej przekazać tę informację, a powinien być już z samego rana na dywanie u McGonagall i wpierniczając ze zdenerwowania ciasteczka tłumaczyć jej co w zasadzie wydarzyło się w Zakazanym Lesie, ze praktycznie połowa z niego jest wykarczowana.
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 31
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 8:39 pm   
   <Multikonta: Lidia Witness


Kanadyjczyk zachowywał się nad wyraz dziwnie. Niby był pogodny jak zwykle, jednak coś w jego zachowaniu jej nie pasowało. Można było wyczuć jego zdenerwowanie na kilometr. Taktownie (co rzadko jej się zdarzało) wolała jednak zaczekać, aż to jej rozmówca zacznie drażliwy temat, który, jak widać chciał podjąć. Nie każdy lubił być pospieszany w swoich rozmyślaniach. Ona zdecydowanie nie lubiła. Dlatego, jak przystało na dobrego człowieka patrzyła w dal i myślała w sumie o niczym. Christopher też wydawał się być w innym świecie. Może właśnie na tym polegała dobra znajomość, że potrafi się milczeć, kiedy trzeba, a kiedy trzeba krzyczeć - krzyczy się. Uśmiechnęła się lekko. Uwielbiała taką pogodę jaka jest teraz, kiedy wiatr lekko szarpał jej włosy, a ona czuła się rześko bez konieczności marznięcia. Mogłaby tak stać w nieskończoność, jednak ten podjął wkrótce temat o którym wcale nie chciała słyszeć.
Na początku się zdziwiła do czego zmierza jego opowieść. Szukał jej specjalnie po to, żeby opowiedzieć o swojej przygodzie w lesie? Dzieciaki często wbrew zdrowemu rozsądkowi pakują się w te najdziksze zakamarki. Sama nazwa "Zakazany" działa na małe urwisy zachęcająco. W końcu zakazany owoc czy coś. Nie rozumiała też tego o matce. W końcu nie była pewnie jedyną kobietą, która posiadała dzieci. Dodatkowo Kanadyjczyk nawet nie wiedział o jej pociechach, a te nawet nie łapały się wieku, w którym idzie się do szkoły. Dopiero kiedy ten się rozkręcił zaczynała rozumieć dlaczego to właśnie jej opowiadał o tej przygodzie. Opis idealnie pasował do jej dzieciaków (trzeci wdał się w ojca, nie był rudy), ale mimo wszystko przez chwilę nie mogła uwierzyć, że jej małe urwisy miałyby w jakiś sposób znaleźć się na terenie zamku. Po chwili wszystko zrozumiała. Wiedziała o czym mówił Chris. Spotkała się z takim zjawiskiem w niektórych z szamańskich ksiąg, kiedy była w Afryce. Od razu łzy stanęły w jej oczach. Jeżeli to prawda, jej małe aniołki praktycznie były już martwe. Nie wiedziała co mogłoby wpłynąć na ich przemianę, jednak nie chciała się okłamywać. Dwa rude dzieciaki, szukające matki o nazwisku Jones. To nie mógł być aż taki przypadek. Kiedy mężczyzna pokazał jej siniaki domyśliła się, że to nie jedyne rany jakie odniósł. Sięgnęła do kieszeni spodni i wcisnęła mu bez słowa dość spory słoik jakiegoś mazidła. Powinien się domyślić, że ma zacisnięte gardło, ale chce dobrze. Jak się tym wysmaruje powinno my być lepiej raz-dwa.
W końcu mężczyzna dotarł do końca opowieści. Wpatrywała się w niego pustym wzrokiem. Wiedziała co to wszystko oznacza. Nie chciała nawet myśleć o takiej opcji, musiała znaleźć coś, co pozwoli uratować jej dzieci. Może nie była wspaniałą matką, ale nie zamierzała po prostu sobie je odpuścić.
-Tak mi się wydaje, że to moje. Dwa z trzech, ale tak... - pokreciła głową nie mogąc wydusić z siebie nic więcej. Teraz to musiała powiedzieć Leo.
_________________
 
 
     

Christopher Verendal
Prof. Miotlarstwa
Dołączył: 09 Cze 2018
Posty: 123
Wiek: 30 lat.
Krew: Czysta.
Pupil: Płomykówka Moha.
Różdżka: Włos wampusa, 11,5 cala, elastyczna, jarzębina
Ekwipunek: a czego on przy sobie nie ma...
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 23
Zielarstwo: 14
Transmutacja: 8
Z. zwykłe: 39
Z. ofensywne: 20
Z. defensywne: 23
Miotlarstwo: 23
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 10:59 pm   
   <Multikonta: --


Obserwował to co robi, a kiedy wyjęła ni stąd ni zowąd słoiczek pełen jakieś dziwnej mazi, której składu nie chciał znać, bo pewnie przebijał listę zawartości w parówkach z biedronki i bez słowa włożyła mu go w dłonie, to po prostu go przyjął. No tak, ten człowiek akurat szybko łączył fakty i domyślił się, że skoro dała mu go w momencie, kiedy wspomniał o ranach, to raczej nie jest to bimber z czerwonych porzeczek. Nie była to zbyt zachęcająco wyglądająca maść, no ale jeśli ma pomóc i wzmocnić działanie zaklęć, to on z wielką chęcią z tego skorzysta, słowo harcerza, czy tam... innego skauta.
Nie chciał tego usłyszeć. Jedyne o czym w tym momencie myślał to fakt, aby powiedziała "nie, ja nie mam dzieci". Wtedy może by choć troche odetchnął z ulgą wiedząc, że kolejna osoba nie będzie w to bezpośrednio zamieszana, ale tak nie było. Jej stwierdzenie uderzyło w niego z siłą młota wywołując w jego uszach nieprzyjemny dźwięk. Tak. Tak. Tak. Wstrzymał oddech, wypuszczając go ze świstem i czując, jak palą go przez to płuca. W zasadzie to co za różnica czyje dzieci zginą? Tak naprawdę rozchodziło się tylko o to, że ją akurat zna i ma z nią jako-taki stosunek znajomościowo-przyjacielski. Stąd właśnie bolało go to jeszcze bardziej. - Trzech? - spytał wyraźnie zaskoczony tym jakże bezpośrednim stwierdzeniem. Czyli był jeszcze jeden obskurus? Nie, wtedy raczej byłby również w Zakazanym Lesie, a może jednak? - Jakie jest prawdopodobieństwo, że to trzecie jest z nimi? - ponowił dźwięk swojego głosu kolejnym pytaniem i w tym przypadku wyszło z niego jawne poddenerwowanie całą tą sytuacją. Jeśli są trzy obskurusy to ta cała sytuacja wydaje się być już całkowicie beznadziejna. Dwa zamiotły ich jak zapałki ze stołu, a perspektywa trzeciego zapowiadała dość sporą apokalipsę. - April, McGonagall musi o tym wiedzieć i powiem jej to zaraz po naszej rozmowie. Możliwe że one są już bliżej, a to naprawdę niszczycielska siła. - stwierdził, obejmując podbródek dłonią w geście zamyslenia. Ten dzień się jeszcze dobrze nie zaczął, a on już miał ochotę ponownie iść spać. - One... szukały jeszcze kogoś. Nie wiesz o kogo chodzi? - kto był w niebezpieczeństwie? Jeśli uzyska te informację będzie mógł tę oosbę również ostrzec i najprawdopdoobniej uratować jej życie. Jakby jeszcze nie miał na dzisiaj dość wizyt wszelakich...
_________________
Christopher Grayson Verendal
under pressure precious things can break
and how we feel is hard to fake

so let's not give the game away
 
     

April Jones
Prof. Wróżbiarstwa
Dołączyła: 28 Maj 2018
Posty: 31
Wiek: 29
Krew: Półkrwi
Pupil: sowa śnieżna Hela
Różdżka: świerk, pióro graniana,10 cali, dość sztywna
Ekwipunek: Przypominajka, różdżka, kieszonkowy sennik i jakieś zioła w małych buteleczkach pochowane w kieszeniach
Sakiewka: 15 galeonów
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 17
Zielarstwo: 40
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 28
Z. ofensywne: 17
Z. defensywne: 28
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Lip 14, 2018 8:40 pm   
   <Multikonta: Lidia Witness


W jej gardle była wielka gula. Może nigdy nie czuła jakiegoś wielkiego instynktu macierzyńskiego i więcej razy klęła na te dzieciaki niż opowiadała ludziom słodkie historyjki o nich, ale jednak były jej. Czymś innym jest życie, kiedy się wie, że są bezpieczne w Irlandii, a czymś innym kiedy wiesz, że są w wielkim niebezpieczeństwie. I to w dodatku z Twojej winy. Może gdyby częściej poświęcała im swój czas, może gdyby nie ukrywała przed nimi tożsamości ich ojca to nic z tego by się nie wydarzyło. Mogła teraz tylko gdybać. Gdybać, i szukać sposobu, który pozwoli je uratować. Ona nie zamierza łatwo się poddać, w końcu gdzieś powinna mieć te afrykańskie zwoje, a Leo jest potężnym czarodziejem. Zakładając, że po 10 latach zdobędzie się na odwagę i mu powie. Powinna to zrobić przy pierwszym spotkaniu, ale po prostu się bała. Nie chciała słuchać kolejnej krytyki z ust znajomych, że nie potrafi wychowywać dzieci. Z ust ich ojca mogłoby to zaboleć jeszcze bardziej.
- Nie, jak Marcela z nimi nie było to musi dalej być w Irlandii. Nie ruszają się zazwyczaj osobno. Mam nadzieję, że jeszcze żyje - łzy stanęły w jej oczach. W końcu skoro dwoje dziesięciolatków dało radę dorosłym czarodziejom to co dopiero swojemu rówieśnikowi. Pewnie dlatego nie dostała żadnych wieści. Próbowała się nie rozpłakać, jednak przychodziło jej to z coraz większym trudem. Jak dyrektorka się dowie wezwie aurorów, albo jakąś inną organizację która najpewniej za najlepszy sposób powstrzymania niszczycielskiej siły uzna zabicie jej dzieci.
- Rozumiem, dobro ogółu - mruknęła niepocieszona. Nie zamierzała się jednak z nim kłócić. Po prostu zajmie się tym też na własną rękę. Z Leo. Właśnie, co do latynosa. To, że to właśnie jego może szukać rodzeństwo jest bardzo prawdopodobne. W końcu ruda dwójka zawsze o wiele bardziej interesowała się gdzie jest ich ojciec. Jeżeli znaleźli to zdjęcie, zrobione w barze w Sevilli i powiązali fakty było to nawet bardziej niż możliwe.
-Mogą szukać taty? - zarumieniła się nieznacznie. Nikt nie wiedział o przeszłości, która łączyła ją z nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią. Nawet sam zainteresowany. Może gdyby wcześniej, te dziesięć lat temu podjęła inne decyzje teraz byłoby inaczej? Czas w końcu być dorosłą.
Opanowała trochę łzy, które gdzieś tam jednak spłynęły w pewnym momencie w dół jej twarzy. Uśmiechnęła się niemrawo do nauczyciela miotlarstwa i pociągnęła lekko nosem.
-Będzie dobrze, prawda? - zapytała z lekką nutką nadziei w głosie. Miała nadzieję, że ten ją okłamie, byleby ją pokrzepić na duchu.
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale



Eclipse







Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 10