► Pilnie poszukujemy nauczycieli Zielarstwa, Astronomii, Numerologii, Starożytnych Run, Zaklęć, Wróżbiarstwa, Quidditcha, Mugoloznawstwa oraz Historii Magii!
► Trwają zapisy do klubu pojedynków!
► Lekcja OPCM odbędzie się 25.05.2018.
► Obchodzimy ósme urodziny forum! Dziękujemy za to, że jesteście!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

126
125
110
103

Luty 2000r.
Pełnia: 16-18.02 (10-13.05)
Wielka Brytania tonie w zwałach śniegu. Zaspy utrudniają transport miejski, a rzeki i jeziora pozostają skute lodem. W dzień ok. -8'C, w nocy jeszcze mroźniej, ok. -14'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój Spotkań
Autor Wiadomość

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3500
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Czw Cze 30, 2016 12:14 am   Pokój Spotkań
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Obszerny salon udekorowany w stylu XIX wieku. Czerwone zasłonki przysłaniające szerokie okna, równie czerwone cztery kanapy otaczające drewniany, antyczny stolik, a dalej za nimi regały, zapomnianych, starych... i właściwie mało interesujących książek i artykułów. Idealne miejsca spotkań dla przyjaciół z różnych Domów.
 
     

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 158
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Czw Sty 05, 2017 9:12 pm   

Po dziwnym zdarzeniu w łazience dziewczyn, Ellen nie bardzo wiedziała co ze sobą zrobić. Poszła do skrzydła szpitalnego, gdzie oczywiście pielęgniarka dopytywała się co się stało, a gryfonka przebąknęła tylko o rozbitych lustrach w łazience. Nie wiedziała jak to powiedzieć, bo to było... dziwne. Ktoś ją zaatakował, ale nie wiedziała kto. Jak miała to wyjaśnić? To brzmiało głupio. Może to wyglądało trochę dziecinnie, ale panienka Spooner sama nie miała pojęcia jak to interpretować. Uśmiech na jej ustach nieco przygasł, chociaż gdy spotkała znajomych jak zwykle starała się powitać ich promiennie, coś pozytywnego zagadać, ale jednak... to była masakra dla niej. Tam w środku wciąż czuła się źle. Co mogła zrobić? Jak to wyjaśnić? Pielęgniarka dopytała się jej jeszcze parę rzeczy, Ellen dała jej znać, że idzie teraz czytać do pokoju spotkań i rzeczywiście miała książkę z zaklęciami przy sobie. Wybrała miękki fotel, zasiadła na nim, niemal zatapiając się w puchatej tkaninie, ale lektura leżała na jej kolanach nieotworzona. Za to dziewczyna wpatrzyła się w okno. Jesień... czy w Hogwarcie naprawdę dzieje się coś złego? Kto ją zaatakował?
Nie mogła skupić myśli i tak zwyczajnie zająć się czytaniem. Cały czas wracała do tego momentu i tego napisu na ścianie. Ktoś tam był... to pewne, nic sobie nie uroiła, ale... cy ten ktoś jest uczniem? Czy to może osoba spoza szkoły? Nie wiedziała. Za dużo pytań, czuła się trochę niepewnie i na razie ani myślała wrócić do łazienki na tamtym piętrze.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3500
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Sob Sty 07, 2017 9:09 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Pielęgniarka oczywiście zawiadomiła Opiekunkę Domu o zaistniałym problemie. To znaczy... o tym, że jej podopieczna została przez coś uszkodzona i teraz jest prawdopodobnie w pokoju spotkań. Van powinna tradycyjnie wysłać zawiadomienie do uczennicy sową i wezwać ją do swojego gabinetu, ale jej ptaszysko zastrajkowało i nie dało się dobudzić, a jak zaczęła grozić jej różdżką, popatrzyła na nią jak na wariatkę i wróciła do drzemki. Ta, brawo Van! Twoja sowa darzy cie na pewno głębokim szacunkiem demonstrując jak głęboko ma cie w poważaniu. Więc... nauczycielka uznała za bezcelowe fatygować się po szkolną sowę, bo dalej jej do sowiarni niż do pokoju spotkań. Dlatego zarzuciła na siebie cieplejsze okrycie przypominające trochę kocyk na ramionach i wyszła z gabinetu. Właściwie nie odpowiadała na żadne "dzień dobry" tradycyjnie ignorując szkolne korytarze. Miała swój cel, reszta ją nie interesowała. Po co zawracać sobie głowę na darmo?
W końcu wkroczyła do wspomnianej komnaty, szybko wzrokiem wyłapując ofiarę. Znaczy... swoją uczennicę. Szczęśliwie byli bez niepotrzebnych świadków, bo dziewczyna mogła się czegoś wstydzić albo krępować mówić o tym co ją spotkało. W każdym razie panna Harvin zatrzymała się naprzeciwko niej krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Jej wzrok mówił o braku nastroju. Nie... to jednak było dość normalne.
- Panno Spooner... pielęgniarka zawiadomiła mnie o tym, że znalazła się pani w skrzydle szpitalnym w dość fatalnym stanie... - zaczęła, nie zamierzając pytać wprost, bo liczyła na to, że gryfonka sama wyjaśni o co chodzi ułatwiając jej tę konwersację... może nie będzie musiała jej uparcie ciągnąć za język.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 158
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Pon Sty 09, 2017 10:25 am   

Gryfonka zapatrzyła się przed siebie. Jej wzrok jednak był jakiś nieobecny. Trudno zaprzeczyć, że ostatnio czuła się dość obco. A właściwie... od tego wypadku w Skrzydle Szpitalnym. Niby ta sama dziewczyna, a jednak jakoś ją to ruszyło. Trochę inaczej się zachowywała, nawet pomimo całej swojej radosnej otoczki. Najgorzej jak była sama. Wtedy ten napis na ścianie nie dawał jej spokoju. Nie bała się może aż tak, po prostu to wszystko było niepokojące.
Drgnęła kiedy usłyszała głos nauczycielki. Nawet nie zanotowała kiedy ta weszła do środka. Jaka gapa z niej! No właśnie... a wcześniej aż tak by się nie zamyśliła. Od razu wstała z miejsca uznając, że to dość niekulturalne, że pani profesor stoi, a ona taka młoda rozsiadła się na fotelu. To znaczy... ich opiekunka niby nie była stara, ale takie są przecież zasady jakiejś kultury.
- Dzień dobry pani profesor... - zaczęła, chociaż nie do końca wiedziała co dalej... mogła się domyślić, że pielęgniarka przekaże wieści o jej stanie do opiekunki domu, ale jak się z tego teraz wymigać... nie wiedziała co powinna jej powiedzieć. - Bo... doszło do wypadku... - kontynuowała zaciskając palce na okładce książki. - W łazience dziewczyn. Ja tam byłam i... roztrzaskały się lustra. I to stąd te rany, które miałam na sobie. Ale to nic poważnego, kilka draśnięć. - posłała nauczycielce pocieszający uśmiech dając znać, że wszystko z nią w porządku, bo w sumie to pielęgniarka dobrze się ją zajęła i po kuracji nie został nawet ślad na jej plecach... a mogło to się skończyć poważnymi bliznami na całe życie.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3500
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Śro Sty 11, 2017 9:15 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


A no tak, przywitanie. Pominęła jakoś ten etap, zresztą... zwykle je pomijała. Nawet na lekcjach. Albo witała się szybciutko od razu przechodząc do omawiania materiału. Bo przecież nie o to chodzi w zajęciach, żeby się witać, żegnać i raczyć innymi uprzejmościami. Nie mówiąc już o tym, że takie życzliwości były słabszą stroną panny Harvin. Jak już musiała to była gotowa się poświęcić, ewentualnie jeśli kogoś traktowała jak autorytet, ale teraz próżno takich szukać. Jeszcze wcześniej pewnym wzorcem był Dumbledore i chociaż ona sama nie raz go na głos krytykowała, to w duchu go podziwiała po cicho. Po cichu, żeby samej nie słyszeć. Cóż, taka już natura pani profesor.
- Czy to wszystko? - chwilę jeszcze była dość spokojna, ale swoje jakże mało delikatne spojrzenie wlepiła prosto w uczennicę.
A trzeba wiedzieć, że to było jedno z tych spojrzeń nie znających sprzeciwu. Bezwzględne. Stanowcze i nie znoszące sprzeciwu. Rzadko kto miał odwagę patrzeć jej tak prosto w oczy, szczególnie wśród uczniów, bo wśród nauczycieli zdarzali się tacy nieostrożni. No proszę, mogłaby uchodzić za bazyliszka. Niestety, nie zabijała wzrokiem, chociaż chodziły kiedyś różne plotki. Tak czy inaczej, jej wargi nieco bardziej zacisnęły się w kreskę. Czekała na to co powie jej gryfonka. O ile powie. Lepiej, żeby powiedziała. Van zawsze opowiadała się za swoimi podopiecznymi, w końcu była ich opiekunem.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 158
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Pią Sty 13, 2017 9:56 pm   

Skąd Ellen wiedziała, że takie pytanie padnie... to pewne, że profesorka musiała się o wszystko wypytać, tym bardziej, że była to opiekunka jej domu. Specyficzna i chyba nikt nie chciał by mieć z nią do czynienia w mało sprzyjających okolicznościach. Dziewczyna wpatrywała się w nią przez chwilę, uśmiech zgasł i nawet jej spojrzenie wyglądało na bardziej przyćmione. Tak jak nie u Ellen. Można było więc łatwo się domyślić, że coś jest nie w porządku, chociaż ciemnowłosa nie do końca była przekonana jak to przekazać.
- Niezupełnie. - zaczęła spuszczając wzrok na trzymaną w dłoni książkę, jakby to na niej chciała teraz skupić całą swoją uwagę.
Palcami zaczęła lekko odginać górne rogi lektury. Tak odruchowo, jakby mimowolnie. Żeby się czymś zająć. Chwilę musiała się zastanowić jak to powiedzieć.
- Ktoś tam był... wiem, że to brzmi dziwnie, ale nie widziałam nikogo jakby łazienka była pusta. A jednak spod kabiny wyszedł wąż, potem coś zatrzasnęło drzwiczki... to wszystko było jakby zbieg okoliczności. A potem pękły wszystkie lustra. Na raz. - kontynuowała, obniżając ramiona i pozwalając sobie znów na krótką, milczącą przerwę. - Pod lustrami był napis. Tam było napisane "Ty będziesz następna mieszańcu". Taką czerwoną farbą. Jak krew. - wyjaśniła wszystko. - Ja... nie wiem jak to wytłumaczyć pani profesor, bo przez cały czas nikogo tam nie widziałam. - dopiero na sam koniec podniosła wzrok na nauczycielkę.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3500
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Nie Sty 15, 2017 9:25 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Pani profesor wysłuchała spokojnie. Wiedziała, że uda się jej gryfonkę pociągnąć za język. No tak, wypada, żeby takie rzeczy mówić nauczycielom, ale z jasnych przyczyn trudno powiedzieć to pierwszemu lepszemu, którego złapie się na korytarzu. Zmarszczyła brwi. Nie podobało się jej to. I to bardzo. Ktoś kogo nie było... nie, to zbyt głupie. Ktoś był. Tylko nie było go widać. Peleryna niewidka? Bardzo możliwe. Albo inny sposób dający możliwość bycia nie do zauważenia i wtopienia się w tło. Mogła poddać Ellen działaniu jakiegoś zaklęcia, dziewczyna mogła nawet nie zdawać sobie z tego sprawy.
Przez chwilę Van nic nie mówiła. Westchnęła cicho, a wzrok z gryfonki przeniosła na sąsiednie regały. Był problem. Lustra, groźba... ktoś sobie urządził polowanie na mieszańców. Pewnie na brudnokrwistych też. Jakiś ślizgon? Uczeń? Wątpliwe, żeby to był nauczyciel bez względu na to jakie mieli poglądy. Ktoś z zewnątrz? Albo kto dostałby się do Hogwartu? Co prawda bariery nie były nie do przejścia, ale byle śmierciożerca czy inny idiota by ich nie sforsował...
- Rozmawiałaś o tym z kimś jeszcze? - zapytała, wracając w końcu wzrokiem na dziewczynę. - Kłóciłaś się ostatnio z jakimiś ślizgonami? Prześladował cie ktoś? - wątpiła w takie teorie, ale na wszelki wypadek wolała sprawdzić, może przy okazji znajdzie się jakiś ślad kto za tym może stać.
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 158
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Śro Sty 18, 2017 9:10 pm   

Ellen miała nadzieję, że to przesłuchanie nie będzie zbyt uciążliwe. To znaczy rozumiała, że pani profesor musi o wszystko dopytać, ale jak łatwo się domyślić opowiadanie o takich przeżyciach nie należało do najmilszych doświadczeń. Tym bardziej, że gryfonka wcześniej nie miała żadnych problemów. No może oprócz czasów gdy to Snape był dyrektorem, a w szkole panoszyli się śmierciożercy. Wówczas rzeczywiście nie mogła mówić o ugodowym traktowaniu i często czuła się jak uczeń drugiej kategorii, ale to wszystko było winą systemu i tego, że wszędzie panował Voldemort, więc wdrażano jego doktryny. A oprócz tego Ellen była chyba nieszkodliwą gryfonką, która nie mogła powiedzieć, że komuś szczególnie zaszła za skórę. Przynajmniej o to się starała.
- Nie, nie rozmawiałam z nikim. - odpowiedziała i pokręciła głową, odruchowo przesuwając palcami po brzegach okładki trzymanej książki. - Nie kłócę się ze ślizgonami... to znaczy... wie pani profesor jacy oni są, ale nie miała z nimi żadnych problemów. - wzruszyła ramionami, bo tak... zdarzały się czasem różne wymiany zdań, ale bez przesady... nie odczuła tego, żeby któryś z zielonych zapałał do nią szczególną nienawiścią. - Nie... przynajmniej nikogo nie zauważyłam. - odpowiedziała na ostatnie pytanie nauczycielki, wracając na nią wzrokiem, trochę spokojniej, z mniejszą niepewnością, bo co by tu nie powiedzieć, ale obecność pani profesor działał jednak bardziej kojąco.
 
     

Vanessa Harvin
Prof. Transmutacji | Op. Gryffindoru
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 3500
Wiek: 28 lat
Krew: czysta
Pupil: sowa - Cheri
Różdżka: pióro Graniana, 12 cali, cis, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka
Sakiewka: 100g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 10
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 55
Z. zwykłe: 20
Z. ofensywne: 25
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 10
Wysłany: Pią Sty 20, 2017 9:11 pm   
   <Multikonta: Jasmine Gingers


Tak jak sądziła. Dziewczyna była właściwie całkowicie czysta. Żadnych wrogów, problemów, żadnych kłopotliwych sytuacji, które mogłyby ściągnąć na nią uwagę co bardziej denerwujących jednostek z zielonego Domu. Co prawda był to brak podpowiedzi, ale samo w sobie stanowiło to cenną wskazówkę, że jak łatwo się domyślić raczej nie stoi za tym żaden domniemany przeciwnik panienki Spooner i może być to kwestia szerszego problemu. Van nie zagłębiała się za bardzo w sprawy czystości krwi swoich podopiecznych, bo jak wiadomo do Gryffindoru trafiali i ci z dziada pradziada bez skazy i ci, którzy wywodzili się wprost od mugoli. Prawdziwa różnorodność, ale dla niektórych mogło być to niebezpieczne.
- W porządku. Postaraj się chodzić w grupie, raczej bliżej z gryfonami. - odezwała się po chwili, opuszczając luźniej dłonie, nie było sensu dalej wymuszać na dziewczynie kolejne zeznania.- Albo uprzedzaj innych jak wychodzisz gdzieś sama. - poleciła jej i w końcu ruszyła się z miejsca. - Porozmawiam na ten temat z dyrektor McGonagall. - bo w końcu problem był, a jeszcze większy się zacznie jak i inni uczniowie, którzy nie mogą się pochwalić czystością krwi zaczną być prześladowani. - Uważaj na siebie, Spooner. - rzuciła jej na odchodne, po czym opuściła pomieszczenie.
Kroki skierowała wyżej, w stronę wieży dyrektorskiej. Nie wiedziała czy zastanie swoją mentorkę, ale sprawę zgłosić trzeba. Im szybciej, tym lepiej.
<zt>
_________________

What makes a person hate themselves?
Cowardice, perhaps. Or the eternal fear of being wrong,
of not doing what others expect.
 
     

Ellen Spooner
Uczeń | VII rok
Dołączył: 30 Mar 2015
Posty: 158
Wiek: 16 lat
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Honey
Różdżka: lipa, pióro feniksa, 10 cali, giętka
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 5
Zielarstwo: 10
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 10
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 15
Miotlarstwo: 15
Wysłany: Nie Sty 22, 2017 9:08 pm   

Kiwnęła głową na słowa pani profesor. No tak, to oczywiste. Czyli nawet nauczycielka spodziewała się kolejnych ataków. Tak przynajmniej wynikało z jej słów.
- Dobrze. Do widzenia pani profesor. - odpowiedziała odprowadzają opiekunkę domu wzrokiem, po czym westchnęła spuszczając spojrzenie na trzymaną książkę.
Czy to może być nowe niebezpieczeństwo? Wiele na to wskazywało. Bo chyba nie można tego nazwać głupim wybrykiem jakiegoś ucznia. Chyba było to coś poważniejszego. A przynajmniej coś na tyle poważnego, że mogło napędzić stracha nie jednemu uczniowi. Ona jeszcze była mieszańcem, miała krew pół na pół z krwią czystą. A co mają powiedzieć osoby pochodzące od rodzin mugoli? Ci dopiero mieli pod górkę. Takich osób też nie brakowało w Gryffindorze, w końcu ich Dom uchodził za dość tolerancyjny.
W końcu wstała. Uznała, że nie ma sensu tu tkwić tym bardziej samej. Pani profesor musiała obgadać sprawę z dyrektorką, a do tego czasu nie wszystko było jeszcze wiadome. Może jednak ich obawy są bezpodstawne?
Wyszła z pokoju spotkań. Głowę podniosła wyżej, postarała się o drobny uśmiech, żeby dodać sobie więcej otuchy i skierowała się do wieży gryfonów. Tak czy inaczej lepiej będzie jak tam spędzi trochę czasu.
<zt>
 
     

Jeremy Meyer
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Maj 2016
Posty: 61
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa Sherlock
Różdżka: jarzębina, pióro znikacza, elastyczna, 11 cali
Sakiewka: 200g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Pią Sty 26, 2018 9:27 pm   

Miał wrażenie, że czuł się jak cień. Chyba go jakieś przeziębienie złapało, bo w nocy budził się albo z kichnięciem albo z duszącym kaszlem i raz nawet niechcący przebudził jednego z kumpli dzielącego z nim dormitorium. Nie był to więc najlepszy kres dla krukona. Mimo tego, trzeba było rano zwlec się na lekcje, a później pomaszerował do Skrzydła Szpitalnego w nadziei, że pielęgniarka znajdzie jakiś specyfik na jego cudowne uzdrowienie. Niewiele się pomylił, bowiem dostał syrop z nakazaniem przyjmowania leku po każdym posiłku i miał unikać przez parę dni nieplanowanych wyjść poza zamek. To się nawet dało zrobić. Więc gdy znajomi umówili się na bitwę śnieżną, on odmówił, postanawiając znaleźć sobie jakieś ustronne miejsce, żeby w spokoju zająć się tym co lubi najbardziej czyli czytaniem. Mógł iść do pokoju wspólnego albo do dormitorium, ale obawiał się, że dokuczliwe objawy przeziębienia mogą na dłuższą metę denerwować jego współlokatorów.
Dlatego chwile powłóczył się po zamku, od czasu do czasu siąpiąc nosem, a w dłoni trzymając księgę, którą miał zamiar przeczytać. Ni było to nic podręcznikowego, bardziej lektura uzupełniająca, która zahaczała o tematy związane z odkrywaniem nowych gatunków magicznych roślin czy zwierząt. Meyer i tak czytał niemal wszystko co wpadło mu do ręki.
Z takim przekonaniem znalazł się w pokoju spotkań. Sam się zdziwił, że komnata jest pusta, ale skoro tak to spełniała jego warunki. Usiadł przy jednym ze stolików, otworzył książkę i zagłębił się w lekturę, a kiepski sen zeszłej nocy dał o sobie szybko znać, bo Jeremy po prostu w końcu przysnął.
 
     

Berenice Lemaire
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 21 Sty 2018
Posty: 25
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Egida
Różdżka: Oliwka, pióro memortka, 10.75 cala, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka, mix różnych książek
Sakiewka: 15g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 2
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 22
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Lut 01, 2018 12:24 am   
   <Multikonta: Ana Fawley


Berenice Lemaire pokłóciła się z kołatką do drzwi. Dokładniej rzecz ujmując, z kołatką strzegącą wejścia do Pokoju Wspólnego Ravenclaw. Jeżeli wydaje Wam się, że Krukoni zawsze znają odpowiedź na jej zagadki, to mielibyście niezły ubaw widząc grupkę uczniów siedzących pod drzwiami w wieży Hogwartu i główkujących godzinami, o co może chodzić tym razem. Ze względu na początek świąt zamek opustoszał i tym razem panna Lemaire spędziła pół godziny sam na sam z kołatką, kłócąc się, że zarówno dym, jak i troll mogą być odpowiedzią. W końcu zrezygnowana kołatka oznajmiła, że faktycznie, ale chodziło jej o dynię. Przynajmniej uchyliła drzwi. Dużo zachodu jak na pójście do dormitorium po kawałek papieru epistolograficznego, dziękuję bardzo.
Kiedy Berenice wysłała do domu sowę z wiadomością, że może pojawi się w Paryżu na Wigilię, ale na razie zostaje w szkole, zeszła na niższe piętro w poszukiwaniu klasy do ćwiczenia zaklęć. Zanim jednak znalazła coś odpowiedniego, jej uwagę przykuł cichy odgłos dobiegający z Pokoju Spotkań. Jakby ktoś... zachrapał? Przez zatkany nos?
Krukonka zajrzała do pomieszczenia i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła w niej jedną, jedyną osobę. Śpiącą. Obraz będący dokładnym przeciwieństwem przeznaczenia tego pokoju. Berenice rozpoznała chłopaka jako kolegę z roku, ale ponieważ nigdy nie przywiązywała wagi do nawiązywania bliższych relacji, wiedziała tylko dwie rzeczy: nazywał się Jeremy i miał sowę o imieniu Sherlock, za co u panny Lemaire z miejsca dostał 10 punktów i kredyt zaufania.
Dziewczyna nie była pewna, co robić, ale zmartwił ją stan zdrowia Krukona, który wydawał się chory. Poprawiła na ramieniu torbę z książkami i odgarnęła za ucho niesforny kosmyk włosów wychodzący z niedbale spiętej fryzury, a następnie pochyliła się nad Jeremym. Chciała zmierzyć mu temperaturę, ale nie odważyłaby się zdjąć rękawiczek. Więc po prostu przystawiła mu palec wskazujący do czoła i lekko nacisnęła, w nadziei że to go obudzi.
- Żyjesz? - spytała.
_________________
"La vérité vaut bien
qu’on passe quelques années
sans la trouver."
 
     

Jeremy Meyer
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Maj 2016
Posty: 61
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa Sherlock
Różdżka: jarzębina, pióro znikacza, elastyczna, 11 cali
Sakiewka: 200g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Czw Lut 01, 2018 9:32 pm   

Coś mu się chyba zaczęło śnić. Jeszcze nie potrafił wyłapać konkretnych obrazów, bo bardziej zbijało się to w jakieś bezkształtne plamy, ale z pewnością było ich dużo i z pewnością były różnokolorowe. Jego podświadomość chyba postanowiła bawić się w zgadywanki i próbować dopasować co pasuje do tej dziwacznej mozaiki. Czy to był może żmijoptak, a może jakiś gatunek smoka? Chyba za bardzo rzuciła mu się ta książka,którą miał zamiar czytać, a właściwie zaczął, tylko nie przewidział tego, że jego organizm będzie miał inne plany. Osłabienie, znużenie, żmijoptak i walijski zielony zaczęły mu się mieszać w jedną całość i wrednie wdzierać do umysłu, po to tylko, żeby jeszcze bardziej go skołować gdy coś lub ktoś postanowi go wyrwać z tej drzemki. Plamki zaczęły się rozmywać w momencie gdy był bliski rozszyfrowania kolejnego bezkształtnego quizy, bo chyba coś go tknęło. A potem jakiś głos zaczął go wyrywać z tej czeluści. Chyba próbował się przeciągnąć, ale skończyło się na tym, że mało nie spadł z krzesła, podparł się w porę jedną nogę, odzyskując przytomność i poczucie świadomości.
- Walijski zielony jakby... - wymamrotał jeszcze sennie, mrugając oczami i wpierw trochę tępo wpatrując się w krukonke, z zaskoczeniem, ze ktoś mu się objawił.- Em... cześć. - był jeszcze trochę blady, a nos miał nieco czerwony, ale co się dziwić skoro dopiero wychodził z tego przeziębienia.
I dopiero po kilku niemiłosiernie długich sekundach zdał sobie sprawę, że ta objawiona osoba pochodzi z Ravenclawu i że ją nieźle kojarzy. Chyba, ze to jeszcze jeden sen, z którego nie zdążył się przebudzić.
- Ty tutaj od dawna? - jeszcze by tego brakowało, żeby przespał tu pół dnia, nie będąc zupełnie tego świadomy... dobrze, że zamek trochę opustoszał, bo jak nic skończyłby z wąsami domalowanymi pod nosem.
 
     

Berenice Lemaire
Uczeń | VI Rok
Dołączyła: 21 Sty 2018
Posty: 25
Wiek: 16
Krew: pół na pół
Pupil: sowa - Egida
Różdżka: Oliwka, pióro memortka, 10.75 cala, mało elastyczna
Ekwipunek: różdżka, mix różnych książek
Sakiewka: 15g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 8
Zielarstwo: 2
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 12
Z. ofensywne: 12
Z. defensywne: 22
Miotlarstwo: 5
Wysłany: Czw Lut 01, 2018 11:00 pm   
   <Multikonta: Ana Fawley


Kiedy Krukon przeciągnął się i zachwiał, zaskoczona Berenice nieco odskoczyła, a torba z książkami zsunęła się z jej ramienia i spadła na podłogę, wysypując zawartość: chiński egzemplarz "Portretu Doriana Graya", biografię Newta Scamandera, wyświechtany podręcznik "Magii obronnej dla zaawansowanych", trochę papieru szkolnego, kilka piór, najnowszy egzemplarz Proroka Codziennego i szminkę. Dziewczyna spojrzała flegamtycznie na podłogę, a potem przeniosła wzrok na Jeremiego i zamrugała swoimi szarymi oczami.
- Cześć. Nie dość długo, żeby zamienić się w smoka - odparła z uniesieniem brwi. Po chwili uznała, że ta odpowiedź prawdopodobnie jednak nie jest wystarczającą i zreflektowała się. - Dopiero co przyszłam. Désolée, jeśli Cię zaskoczyłam. Chorujesz na Święta zamiast wracać do domu? - w jej zwykle obojętnym głosie słychać było nutę zmartwienia.
Panna Lemaire, ze względu na przerwę świąteczną ubrana w klasyczny francuski sweter i prostą spódnicę-koło raczej niż w szaty, wyciągnęła gdzieś zza pazuchy różdżkę, by przy użyciu prostego niewerbalnego zaklęcia lewitacyjnego pozbierać rozrzucone przedmioty. Rzeczy jedna po drugiej wlatywały z powrotem do płóciennej torby Krukonki, zaś ostatnią z nich - książkę pana Meyera, która jakoś pomieszała się z resztą w tym całym zamieszaniu - złapała w powietrzu i zerknęła na tytuł widoczny na okładce.
- Tak się nie traktuje książek - powiedziała, z ledwie dostrzegalnym błyskiem wesołości w oczach, podając chłopakowi jego egzemplarz. - Proszę. Ciekawa lektura?
_________________
"La vérité vaut bien
qu’on passe quelques années
sans la trouver."
 
     

Jeremy Meyer
Uczeń | VI Rok
Dołączył: 02 Maj 2016
Posty: 61
Wiek: 16
Krew: czysta
Pupil: sowa Sherlock
Różdżka: jarzębina, pióro znikacza, elastyczna, 11 cali
Sakiewka: 200g
Poziom życia: 100%
Eliksiry: 7
Zielarstwo: 5
Transmutacja: 10
Z. zwykłe: 15
Z. ofensywne: 15
Z. defensywne: 10
Miotlarstwo: 8
Wysłany: Sob Lut 03, 2018 12:24 am   

Wystraszył ją? Jeszcze nie bardzo ogarniał sytuację, w której się znalazł, ale wiedział na pewno, że... chyba nie było z nim aż tak źle? Może nie wyglądał jak jakiś inferius, żeby się go inni obawiali, chociaż choroba na pewno trochę się na nim odcisnęła. Ale z drugiej strony widział jak do tej pory inferiusa tylko w formie szkiców w książkach, więc kto wie... może akurat bliżej mu do takiego stwora niż dalej.
- Smoki... a... chyba to mi się śniło. W każdym razie coś w tym stylu, ale wybacz... nie chciałem cie wystraszyć. - podrapał sie po głowie, trochę było mu głupio, że przypadkiem wystraszył dziewczynę kompletnie nie mając takiego zamiaru. Tyle dobrego, ze nie zleciał z tego krzesła całkiem i nie poobijał się w bonusie. To nawet nie było w jego stylu, tym bardziej zasypiać przy książce, której lektury zwykle pochłaniały go do reszty.
- Tak wyszło, że złapałem jakieś paskudztwo. Niby taki sezon. - wzruszył ramionami, nawet mając zamiar pozbierać te książki krukonce, ale ostatecznie ubiegła go, więc skinął jedynie głową odbierając od niej swoją lekturę.- Dzięki. A tak, dobra... pisana przez dwóch badaczy magizoologów, skupiają się na florze i faunie odległych zakątków świata... Nowa Zelandia, Madagaskar, Grenlandia, Meksyk... taki przekrój odkryć z tych rejonów. - nawet nieco się ożywił jak to tradycyjnie wspominając o tym co przyszło mu przeczytać i widać było, że senność powoli ustępowała.- Nie zawsze wspominają o tym na lekcjach, właściwie to trochę zaniedbana wiedza przez nauczycieli. - chyba się niepotrzebnie rozgadał, więc zmarszczył brwi, wracając wzrokiem z zamyśleniem na dziewczynę.- A ciebie co zatrzymało w Hogwarcie?
Faktycznie, sporo osób wróciło na święta do domu... pokoje wspólne trochę bardziej opustoszały, a pierwszaki nie goniły już po korytarzach w panice, że spóźnią się na kolejne zajęcia. Coś mu umknęło czy to wszystko przez tą chorobę? Jakoś nie mógł złapać tego świątecznego klimatu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   

Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom



Vampire Diaries

SnM: Naruto PBF

www.zmiennoksztaltni.wxv.pl







Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 9