► Poszukujemy nauczycieli Astronomii oraz Mugoloznastwa! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Ruszyły zapisy do Klubu Pojedynków!
► Na boisku quidditcha trening Krukonów!
► Rozpoczyna się lekcja Obrony Przed Czarną Magią!
► Rozpoczynamy bal! Uczestników zapraszamy tutaj! Dostępna bilokacja. Szczegóły o zabawie.
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

146
157
135
141

Kwiecień 2000r.
Pełnia: 14-15.04 (07-09.09)
Pierwsze powiewy ciepłego powietrza zastępują zimowe chłody, a roślinność zaczyna coraz śmielej budzić się do życia. W dzień ok. 10'C, w nocy ok. 4'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Stacja.
Autor Wiadomość
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Pią Kwi 15, 2011 11:59 pm   

Isabelle odetchnęła i wstała kiedy on wrócił. Już się bała, że odejdzie ale zostawił przecież swój bagaż. I kiedy wrócił, znów wyglądał jak prawdziwy wilkołak. Zdecydowany, spokojny i gdzieś wewnątrz trochę albo nawet bardzo wściekły. Dziewczyna wstała, nabrała powietrza w płuca i zaczęła mówić.
- James. Wiesz równie dobrze jak ja i nie muszę Ci tego tłumaczyć, że nie jesteś już do końca człowiekiem. Przez większość miesiąca możesz sobie żyć normalnie ale podczas pełni zamieniasz się w wilka... Wilkołaka. Możesz z tym walczyć pijąc eliksir, dusząc to w sobie i udając, że problemu nie ma przez większość czasu. Ale w ten sposób tylko pogorszysz swoją sytuację. To co teraz w sobie dusisz, czemu nie dajesz ujścia pojawi się kiedy będziesz wilkiem. Wtedy, kiedy nie będziesz w stanie się przed tym bronić. Jeśli teraz będziesz trzymał w sobie gorycz, nienawiść, wściekłość, pretensję, to potem kiedy się przemienisz, to wszystko znajdzie ujście. Nie chcę musieć bronić przed Tobą człowieka, bo to wcale nie byłoby łatwe zmusić wilka by zaatakował jednego ze "swoich" w obronie potencjalnej ofiary. Dlatego nie mogę tego zignorować. Musisz wyrzucić z siebie negatywne emocje teraz, dopóki zniszczenia które wywołasz będzie się dało jakoś ponaprawiać. Teraz, dopóki będę w stanie choć częściowo Cię poskromić. Tkwisz w błędnym kole. Jesteś zły, rozgoryczony, masz o wszystko do wszystkich pretensje a najbardziej do siebie, boisz się. Kiedy się przemieniasz, faktycznie stajesz się bestią, bo kierują Tobą całkowicie emocje. Jako wilkołak, nie odróżniasz tych dobrych i tych złych. A raczej odróżniasz je, tylko te złe dają Ci siłę i chęć do walki i działania. Za godzinę wysiadamy, jak rozumiem resztę drogi pokonamy pieszo. Tak zrobimy. Kiedy dojdziemy na miejsce, będziemy na tyle zmęczeni by nie myśleć o negatywnych emocjach i o tym co będzie. Ponadto, chcę żebyś, kiedy wysiądziemy, wyładował swoje emocje. Żebyś dał im ujście, chociażby waląc pięściami w drzewo. - zamilkła na chwilę, żeby przełknąć ślinę a potem dodała jeszcze.
- Silas opowiadał mi kiedyś o wilkołaku nazwiskiem Lupin. Bardzo go szanował, słyszałam to w jego głosie. Ale było mu też go żal, dlatego że żył walcząc ze sobą. Tak jak ty teraz. Silas mówił, że to go zniszczyło od środka... - nagle jej oczy stały się szkliste a potem popłynęły z nich łzy. - Jamie, ja nie chcę żebyś sam zniszczył się od środka... Nie chcę żebyś żył ciągle cierpiąc... - otarła łzy i pokręciła głową.
- Nie każę Ci zabijać ludzi. Ale zwierzęta i tak by umarły. Zabiła by je puma, zwykły wilk czy inne dziadostwo z okrutnymi chimerami włącznie. Wilkołak to nie jest najgorsze co może je spotkać. - westchnęła. Powiedziała chyba wszystko. Bała się reakcji Jamesa, ale jakby co miała w wewnętrznej kieszeni kurtki swoją różdżkę.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 16, 2011 12:14 am   

James słuchał tego wszystkiego z zamkniętymi oczami i lekko pochyloną głową. Skrzyżowane na piersiach ręce również dopełniały wrażenie upartego człowieka, który przygotował się na długą tyradę. Trudno było jednak powiedzieć, aby chłopak nie słuchał. Owszem zakodował sobie wszystko, ale jakoś nie wyglądał na przekonanego do takiego poglądu. Dał Jej skończyć, tak samo jak to czynił gdy opowiadała swoją historię. Pierwszą oznakę, że nie zmienił się w posąg pokazał, poruszając lekko brwią na imię Lupin. Drugą była reakcja na zdrobnienie Jamie, choć w tym wypadku skończyło się na wyminięciu, nieco zgrabniejszym i ostrożniejszym niż do tej pory, Issie oraz twardy siad na jednym z miejsc. Wciąż jednak zerkając na podłogę, nie wyglądał na przekonanego.
-Jestem spokojny. I ... nie zamierzam poddać się tej chorobie. -to wszystko mówił wyjątkowo powoli. Dokładność tej wypowiedzi była rzędu wielkiej sztuki oratorskiej.
-Obiecałem spędzić z Tobą pełnię i dotrzymał słowa. Nie ukrywam jednak, że po Twoich słowach jeszcze w Szkole, byłem pewny, że mi pomożesz, a nie zachęcić do pogodzenia się z ... tym wszystkim. -w jego głosie nie było teraz ani zniecierpliwienia, ani też zawodu. Mówił krótko i rzeczowo, bez większego jąkania, a jednak dało się wyczuć, że atmosfera nieco zgęstniała. James był uparty, a dzięki unikaniu Jej spojrzenia, zdołał się jeszcze opierać. W ten sposób nie widząc łez Issie, sercu też jakoś łatwiej było przyjąć poglądy rozumu.
-Jak trzeba złamię zasady tajności i zakuję się sam w kajdany, jak poprzednio, ale nie rzucę się na niewinnych. -dodał, jakby dotąd nie wypowiedział się dostatecznie jasno. Tak, poczucie sprawiedliwości, a właściwie odpowiedzialności za własne czyny, czy to pod postacią wilka, czy człowieka, nadal pozostawały jego rachunkiem sumienia i bilansem z którym sam musiał się uporać.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 16, 2011 11:39 am   

No cóż. James powiedział co wiedział. I tego się kurczowo trzymał. Z jednej strony wkurzało to Isabelle, ponieważ nie lubiła hermetyczności. Dla niej ważna była umiejętność przyznania się do błędu, a także zrozumienia argumentów drugiej osoby. Podczas gdy James wogóle jej nie słuchał. Była zła, a że zbliżała się pełnia, sama nie do końca poanowała nad tym co robi. Warknęła i z całej siły uderzyła pięścią w ścianę przedziału, żeby nie musieć atakować chłopaka. W ścianie pozostało lekkie wgniecenie, zaś jej ręka zaczęła krwawić na kostkach. Tak. Miała mu pomóc. Ale jak do cholery ciężkiej mogła mu pomóc inaczej, niż sprawić by pogodziłsię z czymś czego nie da rady zmienić?!
- Tak. Obiecałam, że Ci pomogę i to zrobię. Jeśli kiedykolwiek dowiem się, że ktoś wynalazł remedium na wilkołactwo, uwierz mi że znajdę tą osobę i przyniosę Ci remedium. Ale dopóki tak się nie stanie, powiedz jak mam Ci pomóc? Co, mam walczyć z Tobą jako wilkołak w obronie jakiejś gównianej sarenki? Zebym mogła! - odwróciła się do niego dopiero teraz. W jej oczach płonął ogień. Ogień wściekłości, ogień żalu, ogień cierpienia.
- Jeśli tobie się wydaje, że podczas pełni od tak hasam sobie po lesie i robię co mi się podoba... Ja też jestem słaba! Nawet gdybym walczyła z tym co mną kieruje po przemianie, a uwierz mi że próbowałam... Nie potrafię! Pewnie gdybym piła tojad byłoby mi łatwiej... - spuściła głowę. Na podłogę przedziału kapały jej łzy.
- Ale słyszałeś moją historię... Tam nikt nie pił tojadu, ale radziliśmy sobie i byliśmy szczęśliwi. Więc da się bez niego. Pewnie, że podczas pełni zabijaliśmy zwierzaki...Ale my... Ja... James... Ja nie wiem... Nie wiem co mam myśleć. - dziewczyna oparła się plecami i zamknięte drzwi przedziału i "zjechała" po nich plecami aż usiadła na podłodze. Przyciągnęła nogi blisko siebie i schowała między nimi twarz. Objęla je rękoma i milczała. Tylko spazmy jakie nią wstrząsały co chwila świadczyły o tym, że nadal płacze.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 16, 2011 1:14 pm   

W takim momencie James na zmianę bał się i odczuwał żal. Nie wiedział jednak co ma powiedzieć w miejsce słów, które aż nasuwały mu się na usta. Nie mógł przecież dobić Issie mówiąc, że liczy właśnie na powstrzymanie gdyby się rozszalał. Właśnie dlatego nie mając nic dobrego do powiedzenia milczał. Nie zareagował nawet na to jak dziewczyna przyłożyła ich przedziałowi. Ba przez moment liczył wręcz że odreaguje się na nim, pokaże co naprawdę o nim myśli. Jednocześnie było to oznaką tego, jak wielką cierpliwość do tej pory mu okazywała. Sam Krukon również wiedział, że nie jest typem łatwym w kontaktach. Nigdy nikomu tego nie ułatwiał, a i z problemami wolał uporać się samodzielnie, wychodząc z założenia, że im mniej osób wie tym lepiej.
Tym czasem długość ciszy przedłużała się. James wciąż nie wiedział co by mógł powiedzieć i na dodatek wciąż walczył ze sobą, aby z miejsca nie rzucić się ku Issie i nie zająć się opatrzeniem Jej krwawiącej ręki. Zachowywał się zupełnie jak nie on, choć i z każdą godziną wydawał się mizerniejszy w swojej posturze.
-Widziałem Cię raz w lesie. Już po moim zarażeniu, ale przed pierwszą pełną przemianą ... -tu urwał wzdychając i dalej wpatrując się w podłogę. Widać tak rozmawiało mu się łatwiej.
-Nie zaatakowałaś wtedy od razu. Ja podczas pełni jestem inny. Ja nie potrafię tak. Nie mam żadnej kontroli. -mówił spokojnie, ale jego bezbarwny, pozbawiony jakichkolwiek emocji głos niósł się niczym odległy szept po przedziale. I znów zamilkł, sięgając po coś do torby.
Po chwili zaś położył Issie na kolanach zawiniątko złożone z suchej gazy i buteleczki z jakimś żółtawym płynem.
-To wyciąg z ogonów szczuroszczeta. Nasącz odrobinę gazę i przetrzyj zranione miejsca, bez silnego uciskania. -wyjaśnił siadając najbliżej okna jak to było możliwe, zupełnie jakby za moment chciał przez nie wyskoczyć. Zamiast tego ostatniego ostatecznie skończyło się jedynie na oparciu głowy o chłodną powierzchnię.
Jedno było dobre na pewno z tej podróży. Poprzez rozmowę z Issie powoli uodparniał się na nadmierne okazywanie emocji i to niezależnie czy chodziło o niego samego, czy też o innych. Może faktycznie trochę się zmienił. Póki co jednak nie uważał, że to zmiana na gorsze.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 16, 2011 1:30 pm   

Issie podniosła głowę i spojrzał na butelkę. Przez nieskończenie długie parę sekund była pewna że machnie ręką i ją stłucze. Nie chciała jej. Nie była jednak głupia - także i w niej tkwił "duch krukona". Pzięła butelkę do ręki i rzuciła nią, tak że wpadła do torby leżącej nadal na siedzeniu.
- Potem się bardziej przyda... Coś czuję, że ból po obtarciu ręki będzie pieszczotą w porównaniu z tym co będzie jak się obudzę. - oznajmiła. Nie powiedziałą tego wprost, ale myślałą o tym jak będzie wyglądała ich walka. Isabelle czułą wilczycę w sobie i wiedziała, że ani trochę jej się nie spodoba perspektywa zaatakowania pobratymca. Ale jeśli James sobie tego życzył... Poza tym, Isabelle nadal miała nadzieję na wspólne spędzenie pełni nie tylko na walce. Las w którym mieli się przemienić był ogromny. Wilk w niej nie mógł sie doczekać aż go sobie obejrzy, pozwiedza aż będzie mógł znów biegać i być wolny.
Na wyznanie, że James widział ją już podczas pełni zareagowała z opóźnieniem. Pokiwała spokojnie głową.
- Nie wątpię, że tak jest. Właściwie jestem tego pewna. I powiedziałam Ci już dlaczego. Kontrolę przez cały miesiąc opłacasz jej brakiem podczas pełni. Ja nigdy nie duszę w sobie tego co czuję. Dlatego, kiedy się przemieniam wilk nawet nie za bardzo ma z jakich emocji czerpać energię. Nie wiem jak dokładnie jest z Tobą, bo różnimy się między sobą tak samo jak ludzie. Ale zapewne niedługo... - chciała dokończyć, ale nie mogła bo pociąg zachamował dosyć gwałtownie i dziewczyna upadła na bok, uderzając się o siedzenie. Wstała, klnąc pod nosem i rozcierając ramię. Gazą, którą nadal trzymała w ręce, niezbyt delikatnie otarła ranę z krwi. Potem zapięła zamek torby i przełożyła ją sobie przez ramię.
- Nasza stacja. - zauważyła lakonicznie i chłodno. Wiedziała co musi zrobić. James musiał wyładować swoje emocje. Jeśli do czasu przemiany będzie wyczerpany, zmęczony i zdruzgotany wtedy powinno być trochę łatwiej go poskromić jako wilka. Musieli tylko wejść w las, żeby nikt nie dostrzegł jak on szaleje. Inna sprawa, że potem będzie tym bardziej wyczerpany po wszystkim. Ale trudno. Nie miała wyboru.
Wyszła z przedziału na korytarz a potem wysiadła z pociągu.
 
 
James Vernette
[Usunięty]
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 16, 2011 1:41 pm   

I tym razem James nie od razu zareagował. Gdy pociąg się zatrzymał nie sprawiał wrażenia osoby zainteresowanej wysiadką z niego.
-Nie ma pojęcia o czym mówi. -rzucił lekko sfrustrowany, jednak już nic więcej do siebie nie mówił. Widać pozostawiony samemu sobie znosił to wszystko jeszcze gorzej, bo nie czuł tak wielkiej potrzeby udawać spokoju.
W końcu też zarzucił sobie torbę na plecy i wyszedł z przedziału, a gdy wyskoczył z pociągu, trzymał już w ręce coś co wyglądało na kompas. Zamknął na chwilę oczy, jakby się nad czymś zastanawiał, a gdy otworzył je, wskazówka kompasu już wskazywała nie północ, a raczej południowy zachód.
-Jeśli pójdziemy bez zastojów, to dotrzemy na miejsce pewnie koło pory obiadu. W każdym razie dobrze będzie rozbić namiot nim zapadnie zmrok. -odparł spokojnie stając obok swojej towarzyszki i pokazując Jej swój specjalny kompas. Zabawne, że po tym wszystkim co sobie powiedzieli na koniec w pociągu, James zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Może i oszukiwał tym samego siebie, ale jakoś nie widział metody dla kłótni na peronie pełnym mugoli. Było jasne, że jeszcze niejedno przyjdzie im sobie wyjaśnić. Nie minął nawet kwadrans i James, a zapewne także Issie ze swym kotowatym przyjacielem, ruszyli za miasto, w stronę wskazywaną przez magiczny kompas.

[zt oboje]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale











AbsitOmen

Northland Highschool

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 9